W najbliższą niedzielę, jak również w świąteczny weekend, nie będą kursować pojazdy przewoźnika z Częstochowy do Przystajni.
Z uruchomionej kilka miesięcy temu linii korzystają przede wszystkim mieszkańcy gmin Wręczyca Wielka, Panki oraz Przystajń. W niedzielę, 5 kwietnia, oraz w przez trzy dni wielkanocnego weekendu (sobota, niedziela i poniedziałek) autobusy jednak nie pojadą.
– Zmiany zostają wprowadzone z uwagi na stan epidemii oraz frekwencję bliską zeru. Za ewentualne utrudnienia przepraszamy. Równocześnie prosimy o śledzenie na bieżąco informacji o kolejnych zmianach na stronie internetowej oraz profilu facebook’owym – GTV BUS komunikacja lokalna – informuje firma.
Panki
Najkrótsza sesja w historii samorządu i łańcuch powagi… na swetrze przewodniczącego Blukacza
Są sesje dłuższe, krótsze, ale bywają też takie, które ciągną się niemiłosiernie jak kolejka do lekarza w poniedziałek rano. A potem przychodzi dzień, w którym obrady przedstawicieli miejscowego samorządu przechodzą do historii z zupełnie innego powodu – rekordu prędkości oraz zdezawuowania symboliki i zagubienia powagi.
Ostatnia sesja Rady Gminy Panki zapisze się w annałach gminnej polityki nie dlatego, że zapadły podczas niej przełomowe decyzje czy padły płomienne przemówienia. Zapisze się dlatego, że trwała… niecałe pięć minut. To mniej więcej tyle, ile potrzeba, żeby zaparzyć herbatę, sprawdzić pogodę w telefonie i zastanowić się, gdzie położyło się kluczyki od samochodu.
A jednak w tym czasie rada zdążyła zrobić wszystko, co trzeba było zrobić. Było uroczyste otwarcie, przyjęcie porządku obrad, przyjęcie protokołu, brak interpelacji i wolnych wniosków, jedna uchwała, jedno głosowanie, brak pytań mieszkańców czy „spraw różnych”. Proceduralny sprint w czystej postaci. Gdyby sesja samorządowa była dyscypliną olimpijską, właśnie padłby rekord świata.
Całości ceremonii przewodniczył Andrzej Blukacz. Jak zawsze z pełną powagą i jak zawsze z Łańcuchem Przewodniczącego Rady Gminy na szyi. Ten sam łańcuch, który w samorządowej symbolice oznacza godność urzędu, mądrość, powagę instytucji i reprezentowanie lokalnej wspólnoty. Noszony zazwyczaj podczas uroczystych sesji, ślubowań oraz wydarzeń o szczególnej randze.
Przewodniczący Blukacz od początku piastowania swej funkcji w tej kadencji najwidoczniej wszystkie obrady uznaje za uroczyste, bowiem łańcuch przywdziewa za każdym razem, gdy w sali miejscowej remizy OSP zbierają się pankowscy radni. Problem w tym, że tym razem to symboliczne insygnium władzy samorządowej zawisło… na swetrze.

I tu zaczyna się prawdziwa poetyka tej sceny. Łańcuch, który w założeniu ma być symbolem majestatu lokalnej demokracji, został potraktowany z taką codziennością, jakby był zegarkiem albo brelokiem do kluczy. Nie na marynarce, nie na garniturze, nie w ceremonialnej oprawie. Na swetrze. Zwyczajnie, swojsko, niemal domowo.
Można oczywiście powiedzieć, że to drobiazg. Ale w zestawieniu z sesją, która trwała krócej niż przeciętny materiał w „Teleexpressie”, tworzy to obraz samorządowej sceny niemal symbolicznej. Bo jeśli obrady trwają pięć minut, to i insygnia władzy najwyraźniej zaczynają traktować sytuację z podobnym luzem.
Nie było sporów. Nie było pytań. Nie było emocji. Była jedna uchwała dotycząca zmian w budżecie, szybkie głosowanie – jedenaście głosów „za” – i koniec historii. Trudno oprzeć się wrażeniu, że gdyby ktoś spóźnił się na tę sesję o trzy minuty, mógłby przyjść na zamknięcie.
I tak oto lokalny samorząd pokazał, że demokracja może działać nie tylko poważnie, ale i błyskawicznie. W tempie ekspresowym, z ceremonialnym łańcuchem na swetrze i procedurą przeprowadzoną z chirurgiczną precyzją.
Pozostaje tylko jedno pytanie. Czy przy następnym rekordzie – powiedzmy czterominutowym – łańcuch przewodniczącego nie pojawi się na przykład na koszulce, gdyż za oknem coraz cieplej. Bo skoro sesja trwa krócej niż reklama w telewizji, to insygnia władzy najwyraźniej też zaczynają się adaptować do nowych realiów.
Lipie
Awaria wodociągu. Mieszkańcy jednej z miejscowości bez wody
Dzisiaj w gminie Lipie doszło do awarii sieci wodociągowej, która spowodowała czasową przerwę w dostawie wody. Utrudnienia objęły miejscowość Rębielice Szlacheckie.
O problemie poinformował urząd gminy, wskazując, że przerwa w dostawie wody ma charakter techniczny i jest związana z uszkodzeniem infrastruktury wodociągowej. Służby odpowiedzialne za utrzymanie sieci prowadzą obecnie prace mające na celu jak najszybsze usunięcie awarii oraz przywrócenie normalnego funkcjonowania systemu.
Na ten moment nie podano dokładnej godziny wznowienia dostaw. Jak przekazują lokalnie urzędnicy, woda zostanie przywrócona po zakończeniu prac naprawczych i usunięciu przyczyny awarii.
Mieszkańcy objętej wyłączeniem miejscowości proszeni są o wyrozumiałość oraz śledzenie bieżących komunikatów na stronie urzędu dotyczących postępu prac i przewidywanego terminu przywrócenia dostaw wody.

Kłobuck
Spotkanie w urzędzie. Zainteresowani mają okazję poznać zasady dofinansowań
W sali sesyjnej kłobuckiego magistratu odbędzie się dziś spotkanie dla mieszkańców zainteresowanych uzyskaniem dofinansowania w ramach Programu „Czyste Powietrze”.
Spotkanie będzie okazją do uzyskania szczegółowych informacji dotyczących aktualnych zasad funkcjonowania programu, którego celem jest poprawa efektywności energetycznej budynków mieszkalnych oraz ograniczenie emisji zanieczyszczeń do powietrza.
W jego trakcie przedstawione i omówione zostaną główne cele i założenia programu, rodzaje przedsięwzięć objętych wsparciem oraz warunki przyznawania dofinansowania. Uczestnicy dowiedzą się także, w jaki sposób prawidłowo złożyć wniosek o dotację oraz jakie są zasady realizacji i rozliczania inwestycji zgodnie z obowiązującymi wytycznymi.
Program „Czyste Powietrze” skierowany jest przede wszystkim do właścicieli i współwłaścicieli budynków jednorodzinnych. Dofinansowanie można przeznaczyć m.in. na wymianę nieefektywnych źródeł ciepła, termomodernizację budynku czy montaż instalacji poprawiających efektywność energetyczną.
Początek zaplanowano na godz. 16.00.

Kłobuck
Halowa liga zna już mistrza. Emocje do ostatniego meczu
Dobiegł końca drugi sezon Ligi Halowej Kłobuck. Po dziewięciu kolejkach bezkonkurencyjna okazała się Grupa Ak-Bud, która wygrała wszystkie spotkania i z kompletem 27 punktów sięgnęła po tytuł mistrzowski. Zespół zakończył rozgrywki z imponującym bilansem bramkowym 44:12, potwierdzając swoją dominację przez cały sezon.
Drugie miejsce zajęła Antra (21 pkt), a podium uzupełniło ZBP (18 pkt). Tuż za czołową trójką uplasował się FC Kuźnik (15 pkt), który również przez większą część sezonu liczył się w walce o najwyższe cele. Środek tabeli był bardzo wyrównany – Tadex CNC zakończył sezon z dorobkiem 14 punktów, natomiast FC Amatorzy i Aktywne Przedszkolaki zdobyły po 12 punktów. Druga drużyna oraz Eko Pikbud walczyły ambitnie do końca rozgrywek, a tabelę zamknęła FC Ruleta.
Uroczyste zakończenie sezonu odbyło się tuż po ostatnim meczu. Nagrody wręczyli burmistrz Jerzy Zakrzewski oraz dyrektor Ośrodka Sportu i Rekreacji w Kłobucku Jacek Krakowian, gratulując drużynom sportowej postawy i zaangażowania. Nie zabrakło wspólnych zdjęć, podziękowań i podsumowań sezonu.

Przystajń
Nowoczesny PSZOK w Przystajni coraz bliżej. Gmina ogłosiła przetarg na przebudowę punktu
Przystajń rozpoczyna realizację ważnej inwestycji w obszarze gospodarki odpadami komunalnymi. Samorząd ogłosił przetarg na modernizację i przebudowę Punktu Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych przy ulicy Targowej. Przedsięwzięcie obejmuje zarówno roboty budowlane, jak i dostawę wyposażenia niezbędnego do prawidłowego funkcjonowania obiektu. Celem inwestycji jest usprawnienie systemu gospodarowania odpadami komunalnymi na terenie gminy oraz poprawa bezpieczeństwa i komfortu korzystania z punktu przez mieszkańców.
Zakres zamówienia dotyczy przebudowy istniejącego PSZOK wraz z budową nowych boksów na odpady, wykonaniem odcinka sieci i przyłącza wodno-kanalizacyjnego oraz budową studni chłonnych. Inwestycja realizowana będzie z uwzględnieniem infrastruktury przebiegającej przez sąsiednie nieruchomości. Projekt zakłada kompleksowe uporządkowanie i unowocześnienie przestrzeni punktu.
Głównym elementem zmodernizowanego obiektu będzie utwardzony plac pełniący funkcję manewrową i postojową dla pojazdów osobowych oraz ciężarowych. Powstaną trwałe boksy do magazynowania poszczególnych frakcji odpadów, wydzielone za pomocą murów oporowych z bloczków betonowych oraz żelbetowych ścian monolitycznych. Konstrukcja zostanie przygotowana pod montaż zadaszenia wykonanego z blachy trapezowej na stalowych elementach nośnych. Istniejąca waga najazdowa zostanie zdemontowana i ponownie zamontowana na nowym fundamencie jako waga zagłębiona.

Projekt przewiduje również budowę nowej bramy wjazdowej o szerokości 5,5 metra oraz montaż szlabanu sterowanego elektrycznie z sygnalizatorem świetlnym. Na terenie punktu zaplanowano modernizację oświetlenia placu z zastosowaniem inteligentnego systemu sterowania i programowalnego wyłącznika zmierzchowego. Na słupach oświetleniowych przewidziano montaż kamer monitoringu. W zależności od możliwości finansowych gminy możliwe będzie także wykonanie oświetlenia ścieżki dydaktycznej z wykorzystaniem modułów fotowoltaicznych.
PSZOK zostanie wyposażony w kontener biurowo-socjalny oraz boks gospodarczy. Odpady niebezpieczne będą przyjmowane bezpośrednio przez obsługę i magazynowane w wydzielonym pomieszczeniu wyposażonym w specjalistyczne pojemniki spełniające wymagania ADR. Każda frakcja odpadów zostanie czytelnie oznakowana, a mieszkańcy będą mogli przekazywać odpady do odpowiednich kontenerów i pojemników, skąd trafią one do dalszego przetwarzania, w pierwszej kolejności do ponownego użycia i recyklingu.
Przystajń
Przystajń wzmacnia cyfrową tarczę. Urząd inwestuje w bezpieczeństwo danych i ciągłość działania
Samorząd rozpoczyna realizację projektu, który ma znacząco podnieść poziom bezpieczeństwa cyfrowego. Celem jest wzmocnienie ochrony danych mieszkańców oraz zapewnienie stabilnego funkcjonowania urzędu w obliczu rosnących zagrożeń w sieci.
Wójt Henryk Mach planuje kompleksową modernizację infrastruktury informatycznej. Nowy serwer i macierz danych mają zwiększyć bezpieczeństwo przechowywanych informacji, a specjalistyczne oprogramowanie pozwoli skuteczniej monitorować i analizować potencjalne zagrożenia. To odpowiedź na coraz częstsze ataki cybernetyczne wymierzone w instytucje publiczne, w tym jednostki samorządu terytorialnego.
Istotnym elementem projektu będzie także zabezpieczenie ciągłości pracy urzędu. Zakup stacjonarnego agregatu prądotwórczego ma zagwarantować, że nawet w przypadku awarii zasilania systemy informatyczne będą mogły działać bez przerw. W praktyce oznacza to większą niezawodność obsługi mieszkańców i mniejsze ryzyko utraty danych.
Projekt nie ogranicza się jednak wyłącznie do sprzętu. Duży nacisk położono na podniesienie kompetencji pracowników. Zaplanowano szkolenia z zakresu cyberbezpieczeństwa dla zespołu kilkudziesięciu pracowników oraz specjalistyczne wsparcie dla informatyka odpowiedzialnego za utrzymanie systemów. W założeniu to właśnie świadomość użytkowników i właściwe procedury mają stanowić pierwszą linię obrony przed zagrożeniami.
Przetarg jest w toku, a inwestycja w cyberbezpieczeństwo wsparta została środkami z funduszy unijnych.
Kłobuck
Startuje rekrutacja do klas pierwszych. Marzec zdecyduje o miejscach w szkołach
Urzędnicy z Kłobucka opublikowali szczegółowe zasady i harmonogram rekrutacji do klas pierwszych szkół podstawowych na przyszły rok szkolny. Nabór prowadzony będzie zarówno dla dzieci zamieszkałych w obwodzie danej szkoły, jak i dla kandydatów spoza obwodu. Kluczowy etap postępowania przypadnie na marzec, a ostateczne listy przyjętych uczniów zostaną ogłoszone w drugiej połowie kwietnia.
Zgodnie z obowiązującym prawem do klasy pierwszej przyjmowane są dzieci 7-letnie, urodzone w 2019 roku, objęte obowiązkiem szkolnym. Nauka może rozpocząć się również w przypadku dzieci 6-letnich, urodzonych w 2020 roku, jeżeli korzystały z wychowania przedszkolnego w poprzednim roku szkolnym lub mają opinię poradni psychologiczno-pedagogicznej potwierdzającą ich gotowość w tym zakresie.
Dzieci zamieszkałe w obwodzie danej szkoły podstawowej przyjmowane są automatycznie na podstawie zgłoszenia rodziców. Do zgłoszenia należy dołączyć oświadczenie o miejscu zamieszkania dziecka i rodziców, składane pod rygorem odpowiedzialności karnej za podanie nieprawdziwych danych. Skorzystanie z miejsca w szkole obwodowej jest prawem, a nie obowiązkiem, co oznacza, że rodzice mogą ubiegać się o przyjęcie dziecka do innej placówki.
W przypadku wyboru szkoły spoza obwodu konieczne jest złożenie wniosku o przyjęcie do pierwszej klasy.
– Ci kandydaci mogą zostać przyjęci wyłącznie wtedy, gdy dana szkoła dysponuje wolnymi miejscami – zaznaczają pracownicy kłobuckiego magistratu.
Jeśli liczba chętnych przekroczy liczbę dostępnych miejsc, zastosowanie znajdą kryteria określone w uchwale rady miejskiej. Dodatkowe punkty przyznawane są m.in. za zamieszkanie na terenie gminy oraz za uczęszczanie rodzeństwa do tej samej szkoły lub przedszkola znajdującego się w jej obwodzie.

– Do wniosku należy dołączyć dokumenty potwierdzające spełnianie wskazanych kryteriów – dodają urzędnicy.
Zasadnicza rekrutacja potrwa do końca marca. W tym czasie rodzice składają zarówno zgłoszenia do szkół obwodowych, jak i wnioski w przypadku ubiegania się o miejsce w innej placówce. 13 kwietnia szkoły ogłoszą listy kandydatów zakwalifikowanych i niezakwalifikowanych.
– Samo zakwalifikowanie nie oznacza jeszcze przyjęcia, bowiem rodzice będą musieli w terminie od 14 do 20 kwietnia potwierdzić wolę zapisu dziecka poprzez złożenie pisemnego oświadczenia. Ostateczne listy przyjętych i nieprzyjętych uczniów zostaną podane do publicznej wiadomości 23 kwietnia. W przypadku wolnych miejsc przewidziano postępowanie uzupełniające od 8 do 17 czerwca – informuje urząd miejski.
Rodzice dzieci nieprzyjętych do wybranej szkoły mają prawo skorzystać z procedury odwoławczej. W terminie 7 dni od ogłoszenia list mogą wystąpić do komisji rekrutacyjnej o sporządzenie uzasadnienia odmowy, następnie wnieść odwołanie do dyrektora szkoły, a w dalszej kolejności – złożyć skargę do sądu administracyjnego.
Kłobuck
Ruszył nabór do przedszkoli w Kłobucku. Co zrobić, by nie stracić miejsca dla dziecka?
Kłobucki magistrat ogłosił zasady i harmonogram rekrutacji do prowadzonych przez tutejszy samorząd przedszkoli oraz oddziałów przedszkolnych w szkołach podstawowych na rok szkolny 2026/2027. Postępowanie obejmuje zarówno dzieci kontynuujące wychowanie przedszkolne, jak i kandydatów zapisywanych po raz pierwszy.
Wychowanie przedszkolne obejmuje dzieci od początku roku szkolnego w roku kalendarzowym, w którym kończą 3 lata, do końca roku szkolnego w roku, w którym kończą 7 lat. Dzieci w wieku pomiędzy 3 a 5 rokiem życia mają prawo do korzystania z wychowania przedszkolnego, a dzieci 6-letnie są objęte obowiązkiem rocznego przygotowania przedszkolnego.
– W szczególnie uzasadnionych przypadkach opieką przedszkolną może zostać objęte także dziecko, które ukończyło 2,5 roku – informują urzędnicy.
Do przedszkoli i oddziałów przedszkolnych w pierwszej kolejności przyjmowane są dzieci zamieszkałe na terenie gminy. Dzieci spoza jej terenu mogą zostać przyjęte wyłącznie wtedy, gdy po zakończeniu rekrutacji podstawowej i uzupełniającej pozostaną wolne miejsca.
Osobną procedurą objęte są te maluchy, które już uczęszczają do przedszkola lub oddziału przedszkolnego i chcą kontynuować wychowanie w tej samej placówce. Do 23 lutego rodzice mieli czas na złożenie deklaracji kontynuacji w dotychczasowym przedszkolu.
– Jej brak w podanym terminie jest równoznaczny z rezygnacją z miejsca od 1 września – stawiają sprawę jasno pracownicy miejscowej administracji.
W przypadku dzieci 7-letnich oraz starszych, których może dotyczyć odroczenie obowiązku szkolnego, do deklaracji należy dołączyć oświadczenie o złożeniu w poradni psychologiczno-pedagogicznej wniosku o wydanie stosownego orzeczenia i opinii.

Dla dzieci zapisywanych po raz pierwszy oraz dla tych, których rodzice planują zmianę placówki, przewidziano składanie wniosków rekrutacyjnych w terminie od 2 do 31 marca.
– Wniosek należy złożyć w przedszkolu lub oddziale przedszkolnym, do którego rodzice chcą zapisać dziecko. We wniosku wskazuje się maksymalnie trzy placówki, uporządkowane według preferencji – od najbardziej do najmniej preferowanej. Rekrutację prowadzi komisja rekrutacyjna powołana przez dyrektora placówki – dodają kłobuccy urzędnicy.
Jeżeli liczba kandydatów przekroczy liczbę wolnych miejsc, w pierwszym etapie uwzględniane są kryteria ustawowe. W przypadku równorzędnych wyników lub wolnych miejsc po pierwszym etapie, stosuje się kryteria ustalone przez organ prowadzący, wynikające z uchwały rady miejskiej. Do wniosku należy dołączyć dokumenty potwierdzające spełnianie wskazanych kryteriów – ich brak oznacza brak punktów za dane kryterium, ale nie wyklucza rozpatrzenia wniosku.
Jak wygląda harmonogram dalszych etapów? 13 kwietnia w placówkach zostaną wywieszone listy kandydatów zakwalifikowanych i niezakwalifikowanych. Samo zakwalifikowanie nie oznacza jeszcze przyjęcia, gdyż rodzice muszą potwierdzić wolę uczęszczania dziecka do danej placówki w terminie pomiędzy 14 a 20 kwietnia, składając pisemne oświadczenie. Brak potwierdzenia oznacza rezygnację z dalszego udziału w rekrutacji. Ostateczne listy dzieci przyjętych i nieprzyjętych zostaną podane do publicznej wiadomości 23 kwietnia.
W przypadku wolnych miejsc przewidziano postępowanie uzupełniające od 8 do 17 czerwca. Rodzice mają również możliwość skorzystania z procedury odwoławczej. W terminie 7 dni od ogłoszenia list przyjętych i nieprzyjętych można wystąpić do komisji rekrutacyjnej o uzasadnienie odmowy przyjęcia, następnie wnieść odwołanie do dyrektora przedszkola, a w dalszej kolejności – skargę do sądu administracyjnego.
Kłobuck
Wsparcie na agroturystykę i zagrody edukacyjne. LGD ogłosiło nabory dla rolników
Pieniądze na agroturystykę i zagrody edukacyjne mogą trafić do rolników z powiatu kłobuckiego. Lokalna Grupa Działania „Zielony Wierzchołek Śląska” ogłosiła dwa nabory na fundusze europejskie. Wnioski można składać do 9 marca. To może być konkretne wsparcie dla tych, którzy chcą rozwijać działalność pozarolniczą na obszarach wiejskich i zwiększać swoje dochody.
Pierwszy nabór dotyczy rozwoju gospodarstw agroturystycznych. Skierowany jest do właścicieli małych gospodarstw rolnych – województwie śląskim oznacza to areał poniżej 11,42 hektara – którzy już przyjmują turystów i chcą podnieść standard swojej oferty lub ją rozszerzyć. Dofinansowanie można przeznaczyć na modernizację budynków, poprawę warunków zakwaterowania, doposażenie obiektu czy wprowadzenie nowych usług dla gości. Chodzi o realne wzmocnienie lokalnej turystyki i stworzenie stabilnego, dodatkowego źródła dochodu na wsi. Pula środków wynosi 264 tys. zł.
Drugi nabór dotyczy zagród edukacyjnych, czyli gospodarstw, które łączą rolnictwo z działalnością edukacyjną. Wsparcie skierowane jest do rolników planujących organizować warsztaty, zajęcia dla dzieci i młodzieży, pokazy tradycyjnych prac rolniczych czy działania promujące lokalne produkty i postawy proekologiczne. Program ma pomóc w rozwijaniu oferty edukacyjnej w oparciu o potencjał wsi i lokalne zasoby. Limit środków to także 264 tys. zł.
O pomoc mogą ubiegać się rolnicy, ich małżonkowie lub domownicy z małych gospodarstw rolnych działających na terenie jednej z sześciu gmin objętych LGD. Wnioskodawca musi mieć ukończone 18 lat oraz posiadać numer ewidencyjny producenta. Program przewiduje preferencje dla osób znajdujących się w trudniejszej sytuacji na rynku pracy, m.in. bezrobotnych, kobiet, osób z niepełnosprawnościami, młodych do 25. roku życia oraz seniorów powyżej 60 lat.
Dofinansowanie ma formę refundacji do 85 proc. kosztów kwalifikowanych inwestycji. Minimalna kwota wsparcia to 50 tys. zł, maksymalna 132 tys. zł. Istnieje możliwość uzyskania zaliczki.
Wnioski można składać wyłącznie elektronicznie poprzez platformę ARiMR, a szczegółowe informacje i dokumentacja dostępne są na stronie internetowej LGD „Zielony Wierzchołek Śląska”.
Wręczyca Wielka
Dwa promile i marihuana w kieszeni. Wpadł przez niesprawne światło
Niedzielne popołudnie w Bieżeniu nie należało do spokojnych dla 29-letniego mieszkańca powiatu kłobuckiego. Policjanci z Komisariatu Policji we Wręczycy Wielkiej zatrzymali do kontroli osobowe renault. Powód był prozaiczny – niesprawne światło mijania. Dalszy przebieg interwencji pokazał jednak, że problem był znacznie poważniejszy.
Badanie alkomatem wykazało ponad dwa promile alkoholu w organizmie kierowcy. To poziom, przy którym trudno mówić o jakiejkolwiek zdolności do bezpiecznego prowadzenia pojazdu. Ponadto podczas rozmowy z mężczyzną funkcjonariusze wyczuli w aucie charakterystyczny zapach, dlatego zdecydowali się na użycie narkotestera. Wynik wskazał obecność THC w ślinie 29-latka.
Na miejscu zatrzymano mu prawo jazdy, a do dalszych badań pobrano krew. W trakcie czynności wyszło jeszcze na jaw, że mężczyzna posiadał przy sobie marihuanę. Został zatrzymany, a sprawą zajmują się teraz śledczy z Kłobucka pod nadzorem prokuratora.
Jeśli badania laboratoryjne potwierdzą obecność narkotyków w jego organizmie, 29-latek odpowie nie tylko za prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości, ale również pod wpływem środka odurzającego. Do tego dochodzi zarzut posiadania narkotyków. W grę wchodzą wysokie grzywny, wieloletni zakaz prowadzenia pojazdów, a nawet kara pozbawienia wolności.
Kłobuck
W Łobodnie przebudują ulicę Strażacką. Samorząd otrzymał rządowe dofinansowanie
Ponad 145 mln zł trafi w tym roku do samorządów województwa śląskiego w ramach Rządowego Funduszu Rozwoju Dróg. Dzięki temu wsparciu zrealizowanych zostanie 106 inwestycji – 38 powiatowych i 68 gminnych – obejmujących budowę, przebudowę lub remont łącznie 148 kilometrów dróg lokalnych.
W 2026 roku jednostki samorządu terytorialnego z województwa śląskiego otrzymają 75 mln zł na zadania powiatowe oraz 70 mln zł na zadania gminne.
Program zakłada dofinansowanie do 50 proc. kosztów inwestycji. Przy ocenie wniosków premiowane są projekty poprawiające bezpieczeństwo niechronionych uczestników ruchu – obejmujące m.in. budowę chodników, dróg rowerowych czy doświetlonych przejść dla pieszych. Dodatkowe punkty przyznawane są również za rozwiązania sprzyjające transportowi zbiorowemu.
Środki z funduszu pozwolą w tym roku na realizację prac na łącznie 148 kilometrów dróg, z czego 74 kilometry stanowią nowe zadania.
Wśród tych objętych dofinansowaniem znalazła się przebudowa odcinka ulicy Strażackiej w Łobodnie. Wartość całej inwestycji to ponad 3,5 mln zł, a dofinansowanie pokryje połowę kosztów kwalifikowanych. Znacząca część wydatków zostanie sfinansowana zatem z budżetu państwa, a pozostałą kwotę zabezpieczy lokalny samorząd.
Kłobuck
Tylko dla pań. Piotr Polk uświetni obchody Dnia Kobiet w Kłobucku
8 marca w Kłobucku Dzień Kobiet będzie miał wyjątkową oprawę. Z inicjatywy władz miasta oraz powiatu odbędzie się koncert dedykowany wyłącznie paniom. Wydarzenie zaplanowano na godz. 17.30 w hali sportowej Zespołu Szkół nr 1.
Gwiazdą wieczoru będzie Piotr Polk, który wystąpi w towarzystwie swojego zespołu. Artysta, znany zarówno z dorobku aktorskiego, jak i muzycznego, zaprezentuje repertuar utrzymany w klimacie nastrojowych ballad i klasycznych kompozycji. Organizatorzy zapowiadają koncert o eleganckim, kameralnym charakterze, z myślą o stworzeniu atmosfery sprzyjającej wspólnemu świętowaniu.
Wstęp na wydarzenie jest bezpłatny, jednak obowiązują wejściówki. Będzie je można odbierać już od 23 lutego w Miejskim Ośrodku Kultury w Kłobucku oraz w siedzibie starostwa powiatowego. Ze względu na ograniczoną liczbę miejsc inicjatorzy przedsięwzięcia zachęcają do wcześniejszej rezerwacji i odbioru zaproszeń.
Koncert ma być formą podziękowania i wyrazem uznania dla kobiet z miasta i powiatu kłobuckiego, a jednocześnie okazją do wspólnego, kulturalnego celebrowania tego wyjątkowego dnia.
Szczegółowe informacje można uzyskać telefonicznie pod numerem 573 252 409.
Panki
GTV odjechał, a mieszkańcy zostali z pytaniami. Co czeka pasażerów z Panek na trasie do Częstochowy?
Podczas styczniowej sesji Rady Gminy Panki wśród nielicznych interpelacji wybrzmiał temat, który w ostatnich tygodniach wraca w rozmowach mieszkańców. Jak ma wyglądać codzienny dojazd do Częstochowy po tym, jak dotychczasowy przewoźnik zrezygnował z obsługi połączeń. Pytanie padło wprost z sali, a odpowiedź przedstawiciela urzędu miała uporządkować, co jest decyzją przewoźnika, co leży po stronie innych samorządów, a co jest już nowym rozwiązaniem gminy.
Temat poruszył jeden z radnych, wskazując na napływ pytań od mieszkańców i potrzebę jasnej informacji, co zmieni się w praktyce.
– Chciałbym zapytać o kwestię transportu komunikacji pomiędzy gminą a Częstochową. Mam dużo pytań od mieszkańców w tej sprawie. Jak to będzie teraz wyglądało po rezygnacji GTV? – padło na sali.
W odpowiedzi wójt Katarzyna Gierak przypomniała, że gmina korzystała dotąd z połączeń, które były organizowane w ramach rozwiązań wdrażanych przez sąsiedni samorząd, a sama nie była stroną umowy ani płatnikiem.
Z jej relacji wynikało, że sytuacja była przez urząd analizowana i prowadzono rozmowy, jednak dotychczasowy operator nie wycofał się z rynku całkowicie, a jedynie przestał obsługiwać kursy w dotychczasowej formule.
– GTV świadczy usługi w ramach Komunikacji Jurajskiej – dodała.
Gmina Panki formalnie weszła do systemu Komunikacji Jurajskiej, co – jak podkreślono – zostało wcześniej poprzedzone uchwałą radnych. W praktyce ma to oznaczać nową organizację transportu i stabilniejszy model funkcjonowania linii.
– Mamy ustalone trasy. Wszystko zacznie obowiązywać od 1 lipca – dodała Katarzyna Gierak.

Wątek, który wybrzmiał mocno w jej wypowiedzi, dotyczył obaw, czy po zmianach autobusy będą w stanie zabrać wszystkich chętnych. Urzędniczka wskazała, że te obawy były sygnalizowane również w rozmowach z PKS-em, który obecnie obsługuje trasę relacji Panki – Częstochowa. Zastosowano więc rozwiązanie „na próbę” – zwiększono liczbę kursów w godzinach największych szczytów i polecono przewoźnikowi policzyć pasażerów.
Jak dodała włodarz Panek, wyniki tego liczenia miały być jednoznaczne. Mimo wcześniejszych obaw okazało się, że nawet przy standardowej organizacji kursów pozostają wolne miejsca. To przesądziło o wycofaniu dodatkowych kursów jako nieopłacalnych z punktu widzenia przewoźnika.
Panki
Trend demograficzny nie pozostawia złudzeń. Radni zdecydowali o przyszłości oddziału przedszkolnego
Kluczowym punktem styczniowej sesji Rady Gminy Panki była uchwała dotycząca zamiaru przekształcenia przedszkola poprzez likwidację oddziału zamiejscowego w Praszczykach. W przedstawionym przez urzędników uzasadnieniu projektu uchwały pojawiły się trzy główne osie argumentacji. Dotyczyły kwestii zgodności z przepisami, malejącej liczby dzieci oraz kosztów utrzymania i dostosowania budynku OSP do aktualnych wymogów.
Przedstawicielka urzędu gminy, która prezentowała projekt uchwały, od początku budowała uzasadnienie jako wykładnię prawną i organizacyjną. Kluczowe było wskazanie, że oddział zamiejscowy nie spełnia wymogów dotyczących lokalizacji.
– Główna siedziba przedszkola znajduje się w Pankach, z kolei oddział zamiejscowy mieści się w budynku remizy OSP w Praszczykach. Obiekty oddalone są od siebie o niecałe trzy kilometry i zlokalizowane są w różnych miejscowościach – mówiła.
Urzędniczka podkreśliła, iż ponieważ oddział w Praszczykach jest częścią przedszkola w Pankach, jego likwidacja oznacza zmianę struktury organizacyjnej i wymaga procedury analogicznej jak przy likwidacji placówki oświatowej, z zachowaniem terminów i zawiadomień.
– Dlatego do przekształcenia stosuje się przepisy ustawy prawo oświatowe dotyczące likwidacji szkoły. Organ prowadzący jest obowiązany, co najmniej na sześć miesięcy przed terminem likwidacji, zawiadomić rodziców i kuratora oświaty – wyjaśniała.
W uzasadnieniu do uchwały powołano się też na demografię. Podczas sesji przywołano konkretne liczby urodzeń z kolejnych lat, wskazując na trend spadkowy i związane z nim prognozy dla naboru przedszkolnego.
– Dane demograficzne jednoznacznie wskazują, że liczba urodzeń z roku na rok jest coraz mniejsza. W 2020 roku było to 57 urodzeń, w 2024 – 28, a w 2025 roku – 29 – kontynuowała urzędniczka.

Z przedstawionej argumentacji wynikało też, że w systemie gminnym istnieją wolne miejsca, a po przejściu części dzieci do szkoły, będzie jeszcze więcej. Padały liczby dotyczące obłożenia poszczególnych oddziałów, wskazujące łącznie na kilkadziesiąt wolnych miejsc w gminnych placówkach.
– Nadal dysponujemy 32 wolnymi miejscami. Od września 29 obecnych przedszkolaków rozpocznie naukę w szkole. Zatem będziemy dysponować kolejnymi miejscami – mówiła.
Trzeci z poruszonych aspektów dotyczył standardu warunków i kosztów. W uzasadnieniu porównano modernizowane przedszkole w Pankach z oddziałem ulokowanym w remizie OSP.
– Na ukończeniu jest właśnie gruntowny remont przedszkola w Pankach. Tymczasem oddział zamiejscowy mieści się w budynku OSP. Aby mógł tam nadal funkcjonować, konieczny byłby gruntowny remont, a to wiąże się z ogromnymi wydatkami, na które gmina nie posiada środków – wskazywała przedstawicielka urzędu.
W uchwale zapisano konkretną datę planowanej zmiany. Przekształcenie ma nastąpić z końcem sierpnia. Głosowanie nie było jednomyślne. Uchwałę przyjęto przy jednym głosie przeciwnym i trzech wstrzymujących się.
Wręczyca Wielka
Pięćdziesiąt osiem nowych urządzeń w jednej placówce. Co dokładnie kupiono?
Szkoła we Wręczycy Wielkiej została doposażona w nowoczesny sprzęt komputerowy o łącznej wartości blisko 129 tys. zł. Zakup został sfinansowany ze środków Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności, w ramach programu realizowanego przez Ministerstwo Cyfryzacji we współpracy z Ministerstwem Edukacji Narodowej.
Uroczyste przekazanie sprzętu odbyło się tydzień temu. W wydarzeniu uczestniczyli wójt gminy Anna Syguda oraz inspektor ds. oświaty Mateusz Wąsiński. Nowe urządzenia trafiły bezpośrednio do uczniów i nauczycieli, którzy będą z nich korzystać podczas zajęć dydaktycznych.
W ramach projektu szkoła otrzymała 31 laptopów, 18 tabletów oraz 9 laptopów przeglądarkowych. Łączna wartość przekazanego wyposażenia wyniosła prawie 129 tys. zł.
– Sprzęt zostanie wykorzystany zarówno w codziennej pracy dydaktycznej, jak i podczas zajęć rozwijających kompetencje cyfrowe uczniów – mówi wójt Anna Syguda.

Miedźno
Dwa wypowiedzenia, dwa wyroki, dwie porażki. Miedźno płaci za kadrową krucjatę wójt Stobieckiej
To, co od miesięcy dzieje się w Urzędzie Gminy Miedźno, przestało być zwykłym sporem kadrowym. Stało się symbolem tego, jak polityka potrafi sparaliżować administrację i jak daleko można się posunąć w imię personalnego konfliktu. Są sprawy, które można przegrać raz – bo prawo bywa niejednoznaczne, bo sytuacja jest złożona, bo emocje biorą górę nad procedurą. Ale gdy sąd po raz drugi przywraca do pracy tę samą osobę, trudno mówić o przypadku. To już nie incydent. To seria porażek.
5 lutego Sąd Rejonowy w Częstochowie ponownie przywrócił Agnieszkę Związek na stanowisko dyrektora ds. inwestycji. To druga przegrana gminy w sporze z tą samą pracownicą i druga decyzja kadrowa wójt Eweliny Stobieckiej, którą sąd pracy uznał za wadliwą.
Historia zaczęła się w czerwcu 2024 roku. Wójt Ewelina Stobiecka zdecydowała się na rozwiązanie umowy o pracę z Agnieszką Związek – wieloletnią urzędniczką, dyrektor ds. inwestycji i jednocześnie radną powiatu kłobuckiego. Oficjalnym powodem miała być reorganizacja i likwidacja stanowiska pracy. Od początku jednak trudno było oprzeć się wrażeniu, że decyzja ma drugie dno. Nieoficjalnie – konflikt między nią a nową wójt był w gminie tajemnicą poliszynela. Wielu mieszkańców zadawało pytanie, czy wybuchły spór nie był elementem szerszego konfliktu politycznego. Związek jest bowiem osobą kojarzoną z inną opcją polityczną – w radzie powiatu reprezentuje klub Prawa i Sprawiedliwości.
Pierwsza próba zwolnienia zakończyła się dla gminy porażką. Sąd pracy uznał wypowiedzenie za niezgodne z prawem i przywrócił Związek do pracy. Wójt nie uzyskała wymaganej zgody Rady Powiatu Kłobuckiego na rozwiązanie stosunku pracy z radną, a procedura – w ocenie sądu – została przeprowadzona wadliwie. Gmina musiała wypłacić wynagrodzenie za okres pozostawania bez pracy i ponieść koszty procesu. Do tego doszły rachunki kancelarii z Zabrza.
Wydawało się, że wyrok powinien zamknąć sprawę. Stało się inaczej.
30 czerwca ubiegłego roku roku Stobiecka ponownie wręczyła radnej wypowiedzenie. Tym razem sytuacja w urzędzie przybrała dramatyczny obrót. Po spotkaniu z wójt Agnieszka Związek zasłabła na korytarzu. Wezwano karetkę, a radna trafiła na obserwację do szpitala w Częstochowie. Z relacji świadków wynikało, że napięcie było ogromne. W mediach natomiast wójt miała określić całe zajście jako „teatrzyk” i „symulację”.
Druga próba zwolnienia była jeszcze bardziej kuriozalna pod względem formalnym. Wójt zwróciła się do rady powiatu o zgodę na wypowiedzenie warunków pracy i płacy – czyli tzw. wypowiedzenie zmieniające. Tymczasem Związek wręczono dokument rozwiązujący stosunek pracy definitywnie. Innymi słowy – powiat opiniował zmianę warunków zatrudnienia, podczas gdy faktycznie chodziło o całkowite zwolnienie z pracy.
Komisja doraźna rady powiatu, która analizowała sprawę, wskazała na poważne nieścisłości i rekomendowała odmowę wyrażenia zgody. Większość w radzie postanowiła jednak poprzeć wniosek wójt. Tyle że nawet ta uchwała zapadła już po fakcie – kiedy radna nie pracowała od ponad dwóch miesięcy. Rada debatowała nad czymś, co w praktyce nie miało już znaczenia. Procedura stała się fasadową farsą.
Nie było więc wątpliwości, że po raz drugi w cały spór wkroczy sąd pracy. Ten najpierw zabezpieczył roszczenie, nakazując dalsze zatrudnianie Związek do czasu zakończenia postępowania, a przed tygodniem wydał wyrok. Radna została ponownie przywrócona do pracy w Urzędzie Gminy Miedźno. To jest drugi, mocny i jednoznaczny sygnał, że decyzje kadrowe w tej sprawie wójt Stobieckiej były wadliwe.
W międzyczasie Agnieszka Związek przez wiele miesięcy była formalnie zatrudniona. Wynagrodzenie wypłacano, bo wymagało tego zabezpieczenie sądu. Ponadto gmina płaciła za prawną batalię, za obsługę kancelarii, za procesy. Ten ostatni to niemal 8 tys. zł samych kosztów sądowych. A praca, którą mogła wykonywać doświadczona urzędniczka odpowiedzialna za inwestycje, pozostawała w zawieszeniu.
Drugi przegrany proces w tej samej sprawie stawia przed wójt Eweliną Stobiecką poważne pytania – o kompetencje doradców, o nadzór prawny, a w końcu o to, czy polityczne i osobiste animozje nie przysłoniły chłodnej analizy przepisów.
Nawet jeśli przyjąć najbardziej życzliwą interpretację dla władz gminy, pozostaje fakt, że po raz kolejny sąd wskazał na poważne naruszenia prawa pracy. A to już jest kwestia elementarnej odpowiedzialności za podejmowane decyzje, co rodzi kolejne pytania – o standardy zarządzania gminą, o szacunek dla prawa czy odpowiedzialność za publiczne pieniądze. Bo za każdy proces, każdą godzinę pracy prawników, każdą sądową porażkę nie płaci wójt z własnej kieszeni. Płaci budżet gminy, a więc mieszkańcy.
Krzepice
Zakład odpadów zawieszony, ale obawy realne. Pół tysiąca osób podpisało petycję, skarżą się na milczenie urzędu
Niedawną sesję rady miejskiej zdominował temat, który – choć formalnie „zawieszony” – wywołał wśród mieszkańców osiedla Kuźniczka realny niepokój i poczucie, że o sprawach najwyższej wagi dowiadują się zbyt późno. Na sali pojawiła się jedna z mieszkanek reprezentujących społeczność osiedla. W centrum sporu znalazły się dwie kwestie. Chodziło o planowane uruchomienie zakładu zbierania i przetwarzania odpadów oraz sposób informowania mieszkańców o postępowaniu środowiskowym. Emocje rosły wraz z kolejnymi wypowiedziami, bo każda ze stron mówiła o czymś innym. Mieszkańcy o strachu, konsekwencjach i zaufaniu, urząd – o procedurach, granicach prawa i formalnych obowiązkach.
Mieszkanka, która zabrała głos, rozpoczęła od pytania czy burmistrz i radni zapoznali się z petycją złożoną w magistracie 5 lutego.
– Przyznam się szczerze, takiej petycji nie czytałem – odparł przewodniczący rady Rafał Balcerzak.
Z kolei burmistrz Mateusz Kluba próbował zdjąć z dyskusji element „faktu dokonanego”, wskazując, że sama teza o planowanej inwestycji wprost nie odpowiada obecnemu stanowi sprawy.
– Nie ma planowanej takiej inwestycji. Taka petycja wpłynęła, mam ją przed sobą – mówił.
Kobieta, podkreślając, że petycja została skierowana również do rady, odczytała jej treść na forum. Dokument zawierał żądanie wydania negatywnej decyzji środowiskowej dla przedsięwzięcia dotyczącego zbierania i przetwarzania odpadów innych niż niebezpieczne na wskazanych działkach w obrębie Kuźniczka. W petycji akcentowano obawy o zdrowie i komfort życia, ryzyko pożaru, emisję szkodliwych substancji, hałas, odór, wzmożony ruch ciężarówek oraz spadek wartości nieruchomości. Autorzy domagali się podjęcia działań blokujących inwestycję i skutecznego informowania wszystkich podpisanych o ewentualnym wznowieniu postępowania.
Wystąpienie mieszkanki miało wyraźny ciężar. Podkreśliła, że zebrano 485 podpisów.
– To ponad jedna dziesiąta mieszkańców Krzepic – mówiła, podkreślając, że sama skala poparcia pokazuje, jak silne są obawy. – Inwestor ma trzy lata na to, żeby to odwiesić. Czy możemy uzyskać zapewnienie, że jeśli cokolwiek się stanie w tej sprawie, to te wszystkie 485 osób zostanie poinformowanych? – dociekała.
W odpowiedzi przewodniczący zwrócił uwagę, że temat nie jest radzie obcy, bo – jak relacjonował – były spotkania inicjowane przez radnych Tobiasza Ogórka i Mariana Rutkowskiego, reprezentujących teren Kuźniczki. Zarysował również chronologię, w której świetle planowano spotkanie na 10 lutego, ale nie doszło do niego, ponieważ 30 stycznia pełnomocnik reprezentujący inwestora złożył wniosek o zawieszenie postępowania.
Kluczowym momentem była jednak odpowiedź radcy prawnej magistratu. To ona postawiła sprawę w ramy formalne, które dla mieszkańców brzmiały jak odmowa, niezależnie od intencji.
– Z tego, co ja się orientuję, to stroną postępowania są chyba osoby zamieszkujące do stu metrów od inwestycji, więc ja nie widzę podstaw prawnych, faktycznych, żeby informować wszystkie osoby, które podpisały się w petycji. Każda z tych osób, która ma dostęp do internetu, ma możliwość zapoznania się na stronie BIP-u albo na tablicy ogłoszeń z każdym etapem – stwierdziła mecenas.
Mieszkanka ripostowała, że wśród podpisanych są osoby z obszaru wspomnianych stu metrów, które – jak twierdziła – nie zostały poinformowane o wszczęciu postępowania przed jego zawieszeniem, co wzmogło obawy, że w przyszłości sytuacja się powtórzy.
W tym momencie burmistrz wszedł mocniej w ton polemiczny. Z jednej strony odtworzył chronologię działań urzędu od wpływu wniosku, wezwania do uzupełnień, publikację na BIP, zawiadomienia do instytucji opiniujących, jak katowicki RDOŚ, Wody Polskie i sanepid, a następnie wniosek pełnomocnika o zawieszenie postępowania. Z drugiej – zaczął odpierać sugestie, że ktoś stawia interes inwestora ponad mieszkańcami, co zostało zapisane w petycji.
– Nie liczcie na to, że będą informacje wysyłane do wszystkich podpisanych. Proszę śledzić BIP – mówił Kluba.
To ostatnie zdanie – w kontekście wyraźnego napięcia na sali – zabrzmiało jak emocjonalna odpowiedź na presję społeczną. Dla mieszkańców sednem zdawała się jednak nie personalna odpowiedzialność, lecz mechanizm zarysowany jako „minimum” formalne kontra oczekiwanie realnej, aktywnej informacji.
Mieszkanka Kuźniczki wskazała również na zarzut, który w relacji z sesji wybrzmiał szczególnie mocno. Jej zdaniem informacji nie było na tablicach ogłoszeń, mimo że – jak twierdziła – powinny się tam pojawić. Przywołała też zdjęcia wykonane w styczniu, które miały to potwierdzać. Podniosła też postulat, by urząd szerzej wykorzystywał kanały komunikacji, skoro w innych sprawach gmina publikuje treści na stronach internetowych.
– O tak ważnej inwestycji (…) można by było umieścić informację, że taki proces jest – podnosiła, domagając się praktyki regularnych spotkań z radą osiedla i wykorzystania jej jako kanału przekazywania informacji. Z jej relacji wynikało, że jej rola sprowadza się tylko do uchwalenia budżetu osiedla, a nie jako partner w rozmowach o sprawach newralgicznych dla mieszkańców – przekonywała.

Po tej wypowiedzi przewodniczący przeszedł w ton obrony rady i urzędu, wskazując na falę komentarzy i „hejtu” w mediach społecznościowych oraz na to, że radni byli informowani na komisjach, a radni z Kuźniczki – jak podkreślał – podjęli działania.
– Zwołali zebranie, uruchomili kanały przekazu, planowali kolejne spotkania. Nie zgodzę się z tym, że coś jest zamiatane pod dywan. Trzeba społeczeństwo poinformować, a takim przekaźnikiem jest radny z tego terenu – argumentował Balcerzak.
W odpowiedzi mieszkanka wyraźnie próbowała zdjąć z rozmowy warstwę konfliktu i sprowadzić ją do jednego postulatu.
– Prosimy jedynie o informację w razie wznowienia postępowania lub pojawienia się podobnych przedsięwzięć – dodała.
Jednocześnie przewodniczący przyznał, że fizyczne ogłoszenia na tablicach są kruche – „kartka może być zrywana” – co nie rozwiązywało jednak zasadniczego sporu o standard komunikacji urzędu miejskiego.
Włodarz Krzepic, odnosząc się do sugestii spotkań z radą osiedla, wyjaśniał, że spotkania z sołtysami miały inny cel, a osiedla nie mają w tym zakresie umocowań. Ponownie podkreślił, że sprawa formalnie „nie istnieje w obrocie”, bo postępowanie jest zawieszone.
– Cóż powiedzieć? Burmistrz jest organem i musi robić to, co do niego należy. I tylko tyle – stwierdził Kluba.
W dalszej części głos zabrał radny Tobiasz Ogórek, który relacjonował działania podjęte po spotkaniu z mieszkańcami. Wspomniał o spisaniu uwag, złożeniu pisma do burmistrza wraz z radnym Marianem Rutkowskim oraz deklarację, że w razie nowych informacji mieszkańcy będą powiadamiani dostępnymi kanałami.
Lipie
Co się działo w królewskim obozie pod Dankowem? Historyk ujawni kulisy wyprawy na Śląsk
Gminny Ośrodek Kultury w Lipiu zaprasza mieszkańców na spotkanie historyczne poświęcone jednemu z mniej znanych, ale niezwykle ciekawych epizodów z dziejów regionu. Tematem wykładu będzie „Obóz królewski pod Dankowem i Krzepicami w 1474 roku – czyli jak to Kazimierz Jagiellończyk na Śląsk się wyprawiał”.
Spotkanie poprowadzi dr hab. Andrzej Kobus, który przybliży okoliczności wyprawy króla Kazimierza Jagiellończyka na Śląsk oraz to, co działo się w królewskim obozie zorganizowanym w rejonie Dankowa i Krzepic. Organizatorzy podkreślają, że wykład ma mieć charakter przystępny, skierowany do szerokiego grona odbiorców, a jednocześnie oparty na rzetelnej wiedzy historycznej.
W centrum opowieści znajdą się wydarzenia z 1474 roku, kiedy królewska wyprawa miała wymiar nie tylko militarny, ale również polityczny. Uczestnicy spotkania mają poznać kulisy funkcjonowania królewskiego zaplecza w terenie: jak wyglądało życie w obozie, jakie decyzje zapadały, jak organizowano logistykę oraz jakie strategie towarzyszyły przedsięwzięciu. Wykład ma również pomóc zrozumieć szerszy kontekst wydarzeń – w tym realia XV wieku oraz znaczenie regionu w ówczesnych układach sił.
Jak zapowiadają pracownicy GOK-u, spotkanie ma być propozycją zarówno dla pasjonatów historii, jak i dla osób, które dopiero zaczynają interesować się przeszłością najbliższej okolicy. Temat osadzony jest bowiem w lokalnym krajobrazie, a jednocześnie dotyczy wydarzeń związanych bezpośrednio z polityką Królestwa Polskiego i jego relacjami z obszarem Śląska w drugiej połowie XV wieku.
Wydarzenie odbędzie się dzisiaj o godz. 17.00.

Miedźno
Droga za miliony, zamknięty wyjazd i otwarty konflikt. Burza wokół DW 491 w Miedźnie
Lutowa sesja Rady Gminy Miedźno została zdominowana przez temat przebudowy drogi wojewódzkiej nr 491 i skutków rozwiązań projektowych. Te – jak wynikało z głosów na sali – wchodzą mieszkańcom w codzienność znacznie mocniej, niż ktokolwiek zakładał jeszcze kilka miesięcy temu. Punkt dotyczący inwestycji ściągnął na obrady wicemarszałka województwa śląskiego. W sali pojawili się również mieszkańcy, których najbardziej dotyczy planowana likwidacja bezpośredniego wyjazdu z ulicy Księżycowej na DW 491 i związane z tym przerzucenie całego ruchu w rejon szkoły, przedszkola, ośrodka zdrowia i punktów usługowych.
Wójt Ewelina Stobiecka, otwierając dyskusję, próbowała ustawić sprawę w kategoriach konsekwencji formalnych i finansowych, podkreślając, że gmina już wcześniej deklarowała wsparcie inwestycji poprzez przekazanie gminnych działek oraz że zmiany projektu na etapie realizacji mogą oznaczać opóźnienia i ryzyka kosztowe. Jednocześnie przyznała, że w toku robót pojawiły się „pewne problemy” i liczy na rozmowę, która pozwoli je rozwiązać.
Jako pierwszy głos zabrał jeden z radnych, który przez lata mieszkał przy ulicy Księżycowej i – jak podkreślał – zna problem od strony praktycznej. Wyliczał układ ulic na osiedlu, zagęszczenie zabudowy jednorodzinnej i fakt, że w godzinach dowozu dzieci ruch rośnie „kilkunastokrotnie”. W jego ocenie zamknięcie Księżycowej nie jest drobną korektą organizacji ruchu, tylko zmianą, która natychmiast kumuluje cały strumień pojazdów w jednym newralgicznym punkcie.
– Księżycowa jest tak naprawdę ulicą, która służyła nam do rozładowywania ruchu osiedlowego. Na ten moment wszystko tak naprawdę kumuluje się praktycznie na jednym wyjeździe na ulicy Słonecznej – stwierdził.
Wskazał też na wątpliwości wobec rozwiązania alternatywnego, które przewijało się w rozmowach – łącznika przez skwer. Jego zdaniem taki łącznik nie rozwiąże problemu, a może go „zaognić”, bo i tak sprowadzi ruch do jednego wylotu na DW 491. Podniósł również argument o manewrowaniu pojazdów większych niż osobowe.
– Pierwotna propozycja o budowie łącznika daje jakieś możliwości, tylko pytanie, czy rozwiązanie to jest bezpieczne. Nie mamy tam zakazu ani tonażu, ani wjazdu o określonej długości pojazdu. Po co ulepszać coś, co tak naprawdę przez kilkadziesiąt lat funkcjonowało i było bezpieczne? – pytał radny.
Kolejna wypowiedź była już bardziej alarmowa. Padły słowa o realnej uciążliwości, której mieszkańcy już doświadczają, mimo że roboty trwają i docelowa organizacja nie jest jeszcze wdrożona. Mówiono o niewidocznym skrzyżowaniu, o konieczności „wysuwania się na połowę drogi”, o utrudnieniach dla śmieciarek i służb ratunkowych.
– To skrzyżowanie stało się ruchliwe, niebezpieczne, stwarzające ryzyko różnych niebezpiecznych sytuacji. Nie muszę chyba wspominać o utrudnionym też dostępie wszelkich służb ratowniczych. Nawet prosty wywóz śmieci sprawia trudność. Poruszanie się w tym momencie na wstecznym biegu nie jest bezpieczne – zauważyła jedna z radnych.
W dalszej części dyskusji mocno wybrzmiał wątek zaniedbań proceduralnych i komunikacyjnych. Inny z samorządowców przywołał korespondencję sprzed dekady, z której – jak argumentował – wynikało, że już wtedy była „podpowiedź” dotycząca możliwości odstępstw lub rozwiązań poza pasem drogowym, ale temat nie został domknięty. Najostrzej jednak uderzył w sposób informowania mieszkańców. Według niego ludzie dowiedzieli się o zamknięciu wyjazdu późno, a mapy i koncepcje nie były czytelnie przedstawiane.
– Nie wszyscy się na mapie znają, nie wiedzą o co chodzi – przekonywał.
Padł również wątek pieniędzy i – co istotne – oskarżenie o straszenie kosztami bez konkretnych wyliczeń. Radny próbował podważyć narrację o „kilkuset tysiącach złotych” i przedstawił własne szacunki, porównując koszt metra drogi z inną inwestycją gminną.
– Nikt nam nie podał ile. Napisano kilkaset tysięcy. Żadnego szczegółowego wyliczenia już nie. Jeżeli czegoś się nie wykonuje, to kasa zostaje – mówił.
Po wypowiedziach radnych głos zabrali przedstawiciele mieszkańców. Najpierw Marzena Nowak, mieszkanka ulicy Księżycowej odczytała petycję, pod którą – jak wskazała – podpisało się 107 osób.
– Wnosimy stanowczy sprzeciw wobec planów likwidacji bezpośredniego wyjazdu, który istnieje już od ponad 50 lat. Zamknięcie spowoduje utrudnienia dla służb ratunkowych oraz służb komunalnych, śmieciarki i odśnieżarki. Już na chwilę obecną natężenie ruchu na ulicach Szkolnej i Słonecznej jest bardzo duże. Nie sądziliśmy, że ta ulica jest zamknięta tylko chwilowo i że wyjazd będzie bezpośredni – można było usłyszeć.
W jej relacji pojawił się też obraz codzienności, który wracał potem w kolejnych wypowiedziach. Śmieciarka cofająca tyłem, poranne kursy, wąskie ulice, nerwowe manewry i poczucie, że decyzje zapadają „na papierze”, a nie w realnym układzie komunikacyjnym.

Kolejny mieszkaniec, Martin Saczek, uderzył w sedno, które przewijało się podskórnie od początku. Jego zdaniem cały spór ma źródło w tym, że projektowanie odbyło się bez realnych konsultacji z ludźmi, którzy później będą żyć z konsekwencjami.
Na sali wybrzmiał również problem niezwiązany bezpośrednio ze skwerem i Księżycową, ale z samą przebudową DW 491. Chodziło o wjazdy na pola i działki. Inna z mieszkanek mówiła wprost o braku dojazdu do gospodarowanych od dekad gruntów, o frustracji i groźbie eskalacji w postaci złożenia petycji i sprawy sądowej.
Paulina Grabowska z kolei opisała przypadek „wspólnego wjazdu” z sąsiadem, który – według niej – w praktyce oznacza wjazd „bardziej przez las sąsiada” i uniemożliwia uprawę oraz wykorzystanie działki.
– To tak wygląda, jakby ktoś miał do dwóch mieszkań jedno wejście – porównywała obrazowo.
W dalszej kolejności do sprawy odniósł się Grzegorz Boski, wicemarszałek województwa śląskiego, który pojawił się tego dnia na sesji.
– Droga była projektowana dziesięć lat temu i albo biorę ten projekt taki, jaki jest, albo wyrzucam do kosza i zaczynamy pracę od nowa – powiedział.
Kluczowa teza, która przewijała się potem wielokrotnie i stawała się osią sporu, dotyczyła odstępstw od warunków technicznych. Wicemarszałek mówił, że obecnie nie można o nie wystąpić, bo decyzja nie jest ostateczna, a odwołania mieszkańców blokują formalne kroki.
– Wszyscy jesteśmy zakładnikiem prawa, które obowiązuje – skwitował.
Tyle że jego wywód, choć boleśnie prawdziwy, nie uspokoił sali. Wręcz przeciwnie – w pewnym momencie doszło do spięcia i ostrej reprymendy ze strony przewodniczącego Zbigniewa Graja, gdy pojawiły się głosy „z sali”, a wicemarszałek poprosił o możliwość wypowiedzi bez przerywania.
– To jest sesja rady gminy. Proszę o tym pamiętać. O tym, kto dostanie głos ja decyduję, a nie państwo decydujecie – grzmiał przewodniczący musztrując zgromadzonych w sali sesyjnej.
W praktyce ten fragment pokazał, jak wysoki był poziom emocji. Mieszkańcy chcieli reagować na bieżąco, a prowadzący obrady próbując przywrócić formalną dyscyplinę, zamiast studzić napięcie, tylko je uwypuklił.
Najbardziej konkretna propozycja ze strony przedstawiciela władz województwa padła dopiero później. Polityk rozdał radnym szkic rozwiązania, które – jak tłumaczył – miało połączyć dwie sprzeczne potrzeby. Chodziło o zachowanie charakteru skweru i umożliwienie przejazdu mieszkańcom ulicy Księżycowej, choć nie w formie klasycznego skrzyżowania z DW 491.
– Przy samej granicy działki alejka z kostki o szerokości trzech metrów z dopuszczeniem ruchu lokalnego. Co najważniejsze, nie wytniemy ani jednego drzewa, a samochody będą mogły warunkowo tylko przejeżdżać jako lokalne dojazdy do posesji – tłumaczył.
Problem w tym, że część radnych uznała propozycję za „pozorną” i nie rozwiązującą kwestii zawracania, wjazdu pojazdów komunalnych i rozładowania ruchu szkolnego.
– To nie zmienia nic. Uważam, że to jest akurat rozwiązanie takie średnie – stwierdził jeden z radnych.
Wicemarszałek odpowiadał, że miejsce do zawracania można doprojektować, a szkic ma jedynie „zwizualizować” kierunek kompromisu.
– Nie ma rozwiązania takiego, żeby wszyscy byli zadowoleni – odparł.
Wraz z kolejnymi wypowiedziami wyraźnie rosło napięcie. Jeden z mieszkańców otwarcie zapowiedział sprzeciw.
– Będziemy bojkotowali tą inwestycję do samego końca. I będziemy nawet wychodzić na ulicę – powiedział.
Padł też zarzut wobec argumentacji prawnej przedstawianej przez urzędnika z województwa, że jest wybiórcza.
– Wy wybieracie sobie argumenty z kompletnych przepisów – zarzucił inny mieszkaniec.
W odpowiedzi wicemarszałek wrócił do tezy o formalnym braku możliwości wystąpienia o odstępstwo w tym momencie.
– Prosiłbym, żeby słuchać ze zrozumieniem. Jeżeli decyzja będzie miała status ostateczny, można wtedy o tym myśleć – dodawał.
W toku dyskusji wybrzmiał też emocjonalny głos jednej z mieszkanki, która opisała codzienną sytuację przy szkole i na osiedlu. W jej wypowiedzi wrócił motyw śmieciarki cofającej od szkoły, ale też scenariusze, które – jej zdaniem – pokazują, że ryzyko rośnie z dnia na dzień. Mówiła o manewrach pod szkołą, braku widoczności, dzieciach wybiegających na jezdnię i braku ogrodzenia terenu szkoły.
– Proszę popatrzeć na naszą ulicę. Jedzie śmieciara. Jedzie od samej szkoły tyłem, bo nie ma gdzie nakręcić. A gdyby mój dom się palił? Gdzie straże mają stanąć? Trzeba być tam i trzeba to widzieć. A nie to, co się narysuje na papierze. Dopiero jak się stanie tragedia, wtedy będzie dopiero – alarmowała.
Jej wypowiedź wybrzmiała jak oskarżenie wprost, iż inwestycja, która miała poprawić bezpieczeństwo, w jednym z najbardziej wrażliwych punktów gminy może to bezpieczeństwo realnie pogorszyć.
W końcowej części dyskusji wrócił jeszcze jeden sporny wątek. Chodziło o nazewnictwo i konsekwencje prawne.
– W piśmie Zarządu Dróg Wojewódzkich w Katowicach wyraźnie zostało napisane, że jest to przebudowa DW 491. Więc nie jest to budowa nowej drogi – wypunktował radny Ireneusz Kluba.
Ten sam radny odczytał fragment odpowiedzi, z której wynikało, że zatoka autobusowa w rejonie skrzyżowania jest problemem formalnym i bezpieczeństwa, a jej rezygnacja „otwiera drogę” do odtworzenia skrzyżowania z ulicą Księżycową. To uderzało w samo centrum sporu, bo część mieszkańców i radnych od początku twierdziła, że to właśnie lokalizacja zatoki „blokuje” możliwość zachowania wyjazdu.
– Nie można sytuować zatoki autobusowej w rejonie skrzyżowania dróg publicznych – mówił radny cytując odpowiedź ZDW. – Dopiero ewentualna zgoda gminy na rezygnację z istniejącej zatoki otwiera formalną drogę do odtworzenia skrzyżowania. Niech to będzie pięć lat, ale ta ulica niech będzie otwarta – podsumował Kluba.
Ostatecznie spotkanie z urzędnikiem z Katowic nie przyniosło jednoznacznego finału. Wicemarszałek przedstawił kompromisową propozycję „alejki” przez skwer i zadeklarował, że zajmie się problemem wjazdów na pola – ale poprosił o szczegółowe informacje przekazane za pośrednictwem urzędu. Obiecał też, że sprawdzi, czy da się doraźnie odblokować zatarasowany wyjazd, jeśli nie ma ku temu technicznych przeszkód.
Jednocześnie z sali padały oskarżenia o brak konsultacji, o zaniedbania sprzed lat, o straszenie kosztami bez konkretów oraz o to, że mieszkańcy zostali postawieni przed faktami dokonanymi. Na tle tych zarzutów propozycja „trzymetrowej alejki” została przyjęta co najwyżej jako punkt wyjścia – i to przez część – a nie jako rozwiązanie, które zamknie spór.
Najbardziej niepokojące wnioski płyną jednak z tonu spotkania, gdyż problem nie jest już tylko techniczny. To kryzys zaufania do procesu inwestycyjnego – od projektowania, przez informowanie, po tłumaczenie decyzji. Jeśli w najbliższych tygodniach nie padną twarde decyzje i nie zostanie przedstawiony czytelny, policzalny plan wraz z odpowiedzialnością po stronie instytucji, to konflikt będzie narastał – a mieszkańcy już wprost mówią o bojkocie.
Miedźno
Deficyt rośnie, dochody maleją, wydatki idą w górę. Na koniec roku prawie dwadzieścia cztery miliony długu
10 lutego rada gminy przyjęła uchwałę zmieniającą po raz kolejny plan finansowy samorządu na bieżący rok. Po zmianach dochody wynoszą ponad 62,3 mln zł, wydatki – 79,8 mln zł. Różnica to blisko 17,5 mln zł deficytu. To więcej niż po styczniowej korekcie i wyraźnie więcej niż zakładano w grudniu, gdy budżet był uchwalany.
W zmianach, o których pisaliśmy tutaj, niepokoi przede wszystkim przyjęty kierunek. Dochody zmniejszono łącznie o ponad 953 tys. zł. Symboliczny wzrost dochodów bieżących – o 24 tys. zł – nie równoważy spadku dochodów majątkowych, które obniżono o prawie 978 tys. zł. Krótko mówiąc wpływy są niższe, niż jeszcze niedawno planowano.
W tym samym czasie wydatki zwiększono o prawie 2,7 mln zł. Na bieżące funkcjonowanie gminy przeznaczono o 793 tys. zł więcej, a na inwestycje – o blisko 1,9 mln zł.
Deficyt w wysokości 17,5 mln zł ma zostać pokryty z kilku źródeł. Ponad 4,5 mln zł to kredyty bankowe, a 4,2 mln zł – emisja obligacji komunalnych. Do tego 6,6 mln zł wolnych środków z lat ubiegłych oraz 2,12 mln zł z rozliczeń i dotacji, w tym unijnych. Część pieniędzy to więc nowy dług.

Z planów wynika, że na koniec roku zadłużenie samorządu ma sięgnąć około 24 mln zł.
Podczas sesji radni nie zgłaszali pytań. Dwunastu zagłosowało za przyjęciem uchwały, dwóch wstrzymało się od głosu. Decyzja zapadła szybko. Jej skutki będą rozłożone na lata.
-
Poczesna6 miesięcy temuTragiczny wypadek na trasie między Sobuczyną a Nieradą. Nie żyje 34-letnia kobieta
-
Myszków3 miesiące temuDom, który stał się miejscem strachu. Bracia z Myszkowa aresztowani za wielomiesięczną przemoc
-
Poczesna1 rok temuW gminie huczy, policja o niczym oficjalnie nie wie, a wójt milczy i unika odpowiedzi
-
Blachownia3 lata temuPodwójna kompromitacja byłego sołtysa. Przegrał dwa procesy i wyszło, że jednak zarabiał na pornografii




