W gronie czterdziestu trzech jednostek ochotniczych straży pożarnych z województwa, które otrzymały promesy do zakupu nowych samochodów znalazły się i cztery z powiatu kłobuckiego. Komendant Państwowej Straży Pożarnej pozytywnie zaopiniował wnioski dla Szyszkowa, Opatowa, Zajączków Drugich i Przystajni. Łącznie na kwotę 1,7 mln zł.
Uroczyste wręczenie gwarancji finansowych prezesom straży pożarnych odbyło się 9 maja w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim w Katowicach. Za przyznane pieniądze mają być nabyte auta ratowniczo-gaśnicze typu średniego. Szacunkowy koszt takiego pojazdu to ponad 760 tys. zł.
Druhom z Szyszkowa przyznano 320 tys. zł, do Opatowa trafi 360 tys. zł, a straże z Przystajni i gminy Krzepice dostały po 510 tys. zł. Jednakże to nie wszystko. Środki centralne stanowią tylko część montażu finansowego, który ma wspomóc doposażenie strażaków w tego typu sprzęt. Do zakupów spore kwoty dorzucą również poszczególne samorządy oraz województwo.
Miedźno
Dyniowy rekord mieszkańca Miedźna. Jego gigant waży niemal siedemset kilo i zdobywa nagrody w całym kraju
Kamil Lis z Miedźna po raz kolejny znalazł się w gronie najlepszych hodowców gigantycznych dyń w Polsce. W tym sezonie pobił swój dotychczasowy rekord, wyhodowując okaz ważący aż 697 kilogramów. Dynia o imieniu Dalia zdobyła pierwsze miejsce w konkursie we Wrocławiu oraz drugie podczas wydarzenia w Dobroniance. Sukcesy odnosi również drugi okaz pochodzący z jego uprawy.
Tegoroczny sezon okazał się dla mieszkańca gminy Miedźno wyjątkowo udany. Jego największa dynia, nazwana Dalią, osiągnęła wagę 697 kilogramów. To aż o 90 kilogramów więcej niż ważyła Hortensja, z którą hodowca rywalizował w ubiegłym roku. Tym samym Kamil Lis ustanowił nowy rekord swojej uprawy.

Imponujące rozmiary Dalii przełożyły się również na sukcesy konkursowe. Dynia zdobyła pierwsze miejsce w rywalizacji na największy okaz, zorganizowanej w Ogrodzie Botanicznym we Wrocławiu. Kolejne wyróżnienie przyszło 10 października podczas konkursu w Dobroniance, gdzie zajęła drugą lokatę.
Nie jest to jednak jedyna gigantyczna dynia, którą w tym roku wyhodował mieszkaniec Miedźna. Drugi okaz, nazwany Lilią, osiągnął wagę 470 kilogramów. Również on został doceniony przez konkursowe jury, zajmując piąte miejsce podczas Bania Fest w Krapkowicach.

Po zakończeniu rywalizacji Lilia trafiła do Kamyka, gdzie obecnie można ją podziwiać na terenie miejscowej lodziarni. Ze względu na swoje rozmiary stanowi nietypową jesienną atrakcję.
Uprawa gigantycznych dyń wymaga odpowiednich warunków, systematycznej pielęgnacji i wielomiesięcznej pracy. Osiągnięcie tak dużej masy owoców jest efektem nie tylko sprzyjającej pogody, ale również doświadczenia hodowcy i właściwego prowadzenia roślin przez cały sezon.

Kłobuck
Prawie pięć milionów na gruntowną modernizację MOK-u. Burmistrz podpisał umowę, rusza duża inwestycja
Miejski Ośrodek Kultury w Kłobucku czeka gruntowna modernizacja. Remont obejmie między innymi salę widowiskową, zaplecze sanitarne oraz przestrzeń przeznaczoną dla publiczności. Wymienione zostanie również wyposażenie techniczne i oświetlenie sceny. Burmistrz Jerzy Zakrzewski podpisał dzisiaj umowę z wykonawcą.
Wartość kontraktu wynosi blisko 4,88 mln zł, a termin zakończenia prac określono na dziewięć miesięcy od dnia zawarcia umowy. Najważniejsza część inwestycji obejmie salę widowiskową, w której odbywają się koncerty, spektakle teatralne i inne wydarzenia kulturalne. Zaplanowano wymianę okładzin akustycznych, co ma poprawić jakość dźwięku i warunki odbioru występów. Przewidziano również wymianę stolarki drzwiowej oraz montaż nowego wyposażenia technicznego sceny.
Istotnym elementem przedsięwzięcia będzie modernizacja oświetlenia scenicznego. Nowe rozwiązania mają zwiększyć możliwości techniczne obiektu, umożliwiając sprawniejszą organizację wydarzeń wymagających odpowiedniej oprawy świetlnej.

Prace nie ograniczą się jednak do samej sali widowiskowej. Remont obejmie także toalety znajdujące się na parterze budynku. Zmodernizowane zostaną ponadto wejście do ośrodka oraz poczekalnia dla widzów.

– Zmiany mają poprawić komfort osób korzystających z placówki zarówno podczas większych wydarzeń, jak i codziennej działalności kulturalnej – mówi burmistrz Jerzy Zakrzewski. – Ta inwestycja jest jednym z większych przedsięwzięć dotyczących infrastruktury kulturalnej w Kłobucku. Jej realizacja podniesie standard obiektu i stworzy lepsze warunki do organizowania koncertów, przedstawień oraz innych wydarzeń artystycznych – dodaje włodarz.

Wykonawcą przedsięwzięcia została spółka Grupa AMB Budownictwo.

Miedźno
Dopłaty do czynszu w mieszkaniach SIM wywołały pytania. Radny Kluba: Dlaczego mamy dopłacać?
Mieszkańcy nowych lokali Społecznej Inicjatywy Mieszkaniowej w Ostrowach nad Okszą będą mogli korzystać z państwowych dopłat do czynszu. Podczas niedawnej sesji rady gminy nie obyło się bez wątpliwości w tym temacie. Jeden z radnych pytał, dlaczego ich obsługą ma zajmować się samorząd, skoro właścicielem lokali jest spółka. Dyskusja zakończyła się krótkim spięciem z wójt.
Sprawa pojawiła się przy uchwale przekazującej Gminnemu Ośrodkowi Pomocy Społecznej w Miedźnie prowadzenie postępowań dotyczących dopłat. Rozwiązanie ma związek z zasiedleniem nowo oddanych budynków w Ostrowach nad Okszą. W urzędzie gminy nie ma stanowiska zajmującego się tego rodzaju świadczeniami, dlatego zadanie ma przejąć GOPS.
– Już w najbliższym czasie do budynków SIM Śląsk Północ wprowadzą się mieszkańcy i będą mogli oni korzystać z funduszu dopłat do czynszu – mówiła wójt Ewelina Stobiecka.
Pieniądze mają pochodzić z budżetu państwa, a gmina będzie uczestniczyć w procedurze ich przyznawania. Właśnie ten mechanizm wzbudził wątpliwości jednego z radnych. Zwrócił uwagę, że samorząd nie jest właścicielem mieszkań, a mimo to będzie musiał wykonywać dodatkowe zadania związane z obsługą świadczeń.
– Chciałem zapytać, dlaczego mamy dopłacać? Oczywiście, że ja rozumiem, że to nie jest z naszych pieniędzy, że to daje państwo, ale my nie jesteśmy właścicielami tych mieszkań. Właścicielem jest spółka, a gmina ma wykonywać jakieś wypłaty. Nie bardzo to rozumiem – powiedział Ireneusz Kluba.
Wójt tłumaczyła, że nie jest to rozwiązanie wymyślone przez gminę, lecz mechanizm wynikający z przepisów, w którym sama spółka nie może przejąć roli samorządu.
– To są ustawowe przepisy, jeżeli chodzi o fundusz dopłat, który w Polsce funkcjonuje już od bardzo dawna i spółka nie może być beneficjentem ani ich przekaźnikiem – odpowiedziała.

Podkreśliła również, że z lokalnego budżetu nie będą finansowane same świadczenia. Do zadań gminy należeć ma przede wszystkim sprawdzanie, czy mieszkańcy spełniają warunki do ich otrzymania.

– My faktycznie jako gmina do tego nie dokładamy. Jesteśmy jakby pośrednikiem. Weryfikujemy te osoby, czy im należą się te dopłaty i po prostu tak wskazuje ustawa, i tak wskazują przepisy prawa, że to gmina musi tym się zająć – wyjaśniła.

Radny Kluba dopytywał również o przyszłość inwestycji i możliwość przejęcia lokali przez samorząd, co mogłoby zmienić sytuację finansową gminy. Wójt zdecydowanie odrzuciła taki scenariusz.

– Nigdy nie słyszałam czegoś takiego, żeby te mieszkania przeszły na własność gminy – stwierdziła.
Przypomniano przy tym, że samorząd jest udziałowcem SIM, a jego wkładem w przedsięwzięcie był między innymi teren wniesiony do spółki aportem.
Ostatecznie większość rady poparła przekazanie zadania GOPS. Za uchwałą zagłosowało 12 radnych, jeden był przeciw, a jedna osoba wstrzymała się od głosu.

Panki
Przetarg rozstrzygnięty, wykonawca wybrany, a Panki wstrzymują pieniądze. Poszło o przebieg chodnika
Choć według informacji przekazanych podczas ostatniej sesji przetarg na budowę chodnika został już rozstrzygnięty, wykonawca wybrany, a umowa podpisana, gmina Panki na razie nie przekaże powiatowi pieniędzy na inwestycję. Radni jednogłośnie usunęli odpowiednią uchwałę z porządku obrad. Powodem są niejasności dotyczące projektu, przede wszystkim tego, po której stronie drogi ostatecznie ma powstać chodnik. Samorządowcy podkreślają, że nie rezygnują z finansowego udziału w zadaniu, ale najpierw chcą zobaczyć dokumentację.
Problem pojawił się już na początku sesji, podczas ustalania porządku obrad. Jeden z radnych wystąpił o wykreślenie punktu dotyczącego udzielenia pomocy finansowej powiatowi kłobuckiemu. Argumentował, że rada do dnia posiedzenia nie otrzymała końcowej wersji projektu.
– Rada nie otrzymała planu końcowego budowy chodnika, nie mogła się z nim zapoznać – mówił radny.
Wniosek nie wzbudził sprzeciwu. Za zmianą porządku obrad zagłosowało wszystkich czternastu uczestniczących w sesji radnych. W rezultacie uchwała pozwalająca na przekazanie powiatowi pieniędzy nie była już procedowana.
Sprawa wróciła pod koniec posiedzenia i wtedy ujawniła się nietypowa sytuacja. Głos zabrał jeden z radnych powiatu kłobuckiego, który przyznał, że decyzja Panek była dla niego zaskoczeniem. Z informacji przedstawionych wcześniej na szczeblu powiatowym wynikało bowiem, że przygotowania do inwestycji są już znacznie bardziej zaawansowane.

– Starosta na sesji poinformował, że przetarg został ogłoszony, wykonawca wybrany, umowa podpisana i zadanie do realizacji. Natomiast o takiej niespodziance nie słyszałem. Podejmę odpowiednie rozmowy w najbliższych dniach – mówił.
To właśnie zestawienie obu informacji stało się najważniejszym problemem całej sprawy. Z jednej strony zadanie ma już wykonawcę i podpisaną umowę, z drugiej gmina, która ma uczestniczyć w jego finansowaniu, twierdzi, że wciąż nie zna ostatecznej wersji rozwiązania, do którego miałaby dołożyć pieniądze.

Radny gminny wyjaśnił, że stanowiska rady nie należy odczytywać jako próby wycofania się z inwestycji. Zastrzeżenia dotyczą projektu, a kluczową kwestią pozostaje lokalizacja chodnika względem jezdni.

– To nie tak, że nie chcemy się dołożyć do inwestycji. Tylko problem jest w tym, że są pewne nieścisłości na etapie zaprojektowania tego chodnika. Tutaj głównie rozchodzi się o to, po której stronie ten chodnik de facto ma być – tłumaczył.

Jeszcze mocniej problem zaakcentował przewodniczący rady. Z jego wypowiedzi wynikało, że nieścisłości nie pojawiły się dopiero w dniu sesji. Miały zostać wcześniej zauważone i poprawione, jednak radni do momentu głosowania nie otrzymali dokumentów pozwalających sprawdzić ostateczne rozwiązanie.
– Tu chodzi o to, że wystąpiły pewne nieścisłości, a na chwilę obecną miały być te nieścisłości poprawione i nie widzieliśmy ich jeszcze. Więc skoro my, że tak powiem, dokładamy się do tego chodnika, to chcemy, żeby te pieniądze były wydane zgodnie z przeznaczeniem. Czyli tak jak to ma wyglądać, bo później będzie się to na nas odbijało, że gmina dołożyła się w kwocie wcale niemałej, a zostało zrobione to nie tak, jak powinno być – podkreślił.
Rada uzależnia więc powrót do uchwały finansowej od przedstawienia dokumentacji. Samorządowcy chcą wcześniej upewnić się, że końcowy projekt odpowiada rozwiązaniom, o których wcześniej rozmawiano, oraz oczekiwaniom mieszkańców.

– Jeśli starosta nas zaprosi, żebyśmy mogli zobaczyć, jak wygląda wersja ostateczna, plan wykonania, to wtedy jak najbardziej podejmiemy uchwałę – dodał przewodniczący.
Radny powiatowy zadeklarował interwencję.
– Jak najbardziej zrozumiałem i w tym kierunku będę rozmawiał z władzami powiatu – odpowiedział.
Krzepice
Będzie nowy market w Krzepicach. Jest pozwolenie, ale trzeba rozwiązać problem z układem drogowym
Jedna z dużych sieci handlowych jest coraz bliżej rozpoczęcia inwestycji w Krzepicach. Jak poinformował burmistrz, inwestor posiada już pozwolenie na budowę marketu. Zanim jednak przedsięwzięcie ruszy, konieczne będzie skoordynowanie planów prywatnego przedsiębiorcy z przygotowywaną przez gminę rozbudową pobliskiego skrzyżowania i układu drogowego.
Informacja o planowanym markecie pojawiła się przy okazji sprawozdania burmistrza ze spotkania z przedstawicielem Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Rozmowy dotyczyły między innymi planowanej przez samorząd inwestycji drogowej oraz organizacji zjazdu.
– Rozmawialiśmy o tych ważnych sprawach nie tylko tutaj w kontekście dróg, ale również w kontekście skierowania z naszą drogą gminną odnośnie zjazdu, bo mamy tutaj zaplanowane rozbudowę skrzyżowania – informował burmistrz.
Dokumentację dotyczącą gminnego przedsięwzięcia przygotowuje zewnętrzna firma. Sytuację komplikuje jednak fakt, że w bezpośrednim sąsiedztwie tego obszaru planowana jest równolegle duża inwestycja handlowa.

– Natomiast tutaj też mocno się przymierzają do budowy marketu – powiedział Mateusz Kluba.

Z informacji przekazanych podczas sesji wynika, że plany sieci są już zaawansowane. Inwestor dysponuje bowiem jednym z najważniejszych dokumentów potrzebnych do rozpoczęcia przedsięwzięcia.

– Oni mają już pozwolenie na budowę, więc to jest w bardzo bezpośrednim sąsiedztwie i tutaj niektóre kwestie muszą zostać rozwiązane – dodał burmistrz.

Miedźno
Radna alarmuje w sprawie ulicy Topolowej: Tam się po prostu żyć nie da, mieszkańcy są uwięzieni w swoich domach
Fatalny stan ulicy Topolowej ponownie stał się przedmiotem interwencji podczas sesji Rady Gminy Miedźno. Jedna z radnych zaapelowała o zabezpieczenie pieniędzy na budowę drogi w przyszłorocznym budżecie i przekonywała, że mieszkańcy od dawna funkcjonują w bardzo trudnych warunkach. Wójt odpowiedziała, że gmina złożyła już wniosek o dofinansowanie i liczy na realizację inwestycji w przyszłym roku.
Radna poinformowała, że dzień wcześniej złożyła formalny wniosek dotyczący planowanego budżetu i konieczności zabezpieczenia środków na Topolową. W jej wypowiedzi nie brakowało emocji.
– Ta nasza nieszczęsna ulica Topolowa, która straszną kością niezgody była przez długi, długi czas i niestety nadal jest – mówiła.
Najmocniej odniosła się jednak do codziennych warunków życia mieszkańców.
– Tam naprawdę żyć się nie da i normalnie funkcjonować przy tej ulicy. Mieszkańcy, którzy niestety w tym czasie się też zmieniają, bo po prostu umierają, są uwięzieni troszeczkę w swoich domach – stwierdziła.

Jak przekonywała, problem jest tak duży, że utrudnia nawet bezpieczne poruszanie się pieszo.
– Tam się po prostu żyć nie da – mówiła radna.

Osobny zarzut dotyczył nowego oświetlenia ulicznego. Jedna z latarni ma znajdować się w miejscu przewidzianym pod przyszły układ drogi i – jak twierdziła radna – była już wielokrotnie przestawiana.

– I jeszcze te nowe latarnie, za które słone pieniądze gmina płaci, no ta jedna stoi na środku drogi, bo tak jest już postawiona ze względu na plan budowy drogi. Ona już przynajmniej sześć razy była przerzucona – wskazywała.
Radna określiła Topolową jako inwestycję priorytetową i zaznaczyła, że mieszkańcy oczekują jej wykonania w przyszłym roku.
Ze strony władz gminy padła deklaracja, że takie są również zamierzenia samorządu. Wójt zwróciła jednak uwagę na ograniczenia finansowe i dużą liczbę kosztownych zadań drogowych.
– Niestety nie da się zrobić wszystkiego naraz. Wiedzą też państwo, jakie mamy budżet, jakie mamy deficyt, ale realizujemy po kolei wszystkie założenia – mówiła.
Jednocześnie przekazała, że gmina wystąpiła już o zewnętrzne wsparcie.
– Złożyliśmy wniosek o dofinansowanie. Jest on na etapie weryfikowania, więc mam nadzieję, że dostaniemy dofinansowanie i dzięki temu będzie nam już łatwiej zrealizować te inwestycje – wyjaśniła. – Zgodnie z planami chcemy, aby ta inwestycja została wykonana w przyszłym roku budżetowym – zadeklarowała.

Krzepice
Cztery miesiące przepychanek o zerwaną linię. Burmistrz ujawnia, gdzie utknęła sprawa
Od połowy czerwca nie udało się rozwiązać problemu zerwanej linii przy drodze powiatowej w rejonie Dankowic. Sprawa ponownie wróciła na przedostatniej sesji Rady Miejskiej w Krzepicach. Z odpowiedzi burmistrza wynika, że problem utknął między kilkoma instytucjami, które wskazują na odpowiedzialność innych. Tymczasem, wraz z coraz krótszym dniem, radni domagają się przyspieszenia prac.
Do zdarzenia miało dojść 14 czerwca. Podczas sesji Zbigniew Robak zapytał, kiedy usunięte zostaną drzewa lub gałęzie znajdujące się w pasie drogowym, tak aby możliwe było ponowne podwieszenie przewodu.
Okazało się, że ustalenie, kto powinien zająć się problemem, nie jest proste. Burmistrz poinformował, że sam interweniował w temacie, ale otrzymana odpowiedź nie doprowadziła do rozwiązania sprawy.

– Dostaliśmy odpowiedź. Nadleśnictwo umywa ręce, że to Tauron. Tauron umywa ręce, że to gmina – relacjonował.
Problem miał zostać usunięty wcześniej. Jak wyjaśniał burmistrz, przedsiębiorca, który miał zająć się podkrzesaniem gałęzi, musiał jednak przesunąć termin wykonania prac z powodu rodzinnej tragedii.

Samo ponowne podwieszenie przewodu nie rozwiąże sprawy. W pierwszej kolejności konieczne jest uporządkowanie roślinności, ponieważ duże zagęszczenie gałęzi stwarza ryzyko kolejnego uszkodzenia przy silniejszym wietrze.

– Jesteśmy tutaj na tym etapie, że trzeba to zrobić i tą linię podwiesić. Tauron nam podwiesi, no ale jest tak duże zagęszczenie tych gałęzi, że przy intensywnym wietrze za chwilę będzie to znowu zrzucone – wyjaśnił burmistrz.
Plan zakłada więc przeprowadzenie prac w odpowiedniej kolejności.
– Więc najpierw jesteśmy tutaj umówieni, że to przecinamy i podwieszamy tą linię – dodał włodarz.

Krzepice
Kanalizacja może nie dotrzeć wszędzie. Rozproszona zabudowa i pustostany blokują dofinansowanie
Mieszkańcy części Dankowic, Podłęża, Lutrowskiego i Stanek mogą jeszcze długo czekać na kanalizację sieciową. Burmistrz przyznał, że przy obecnych zasadach pozyskiwania dofinansowania rozproszona zabudowa i duża liczba pustostanów znacząco ograniczają szanse na zdobycie pieniędzy. Jeden z wniosków samorządu już odpadł na etapie oceny formalnej. W tej sytuacji coraz poważniej rozważaną alternatywą stają się przydomowe oczyszczalnie ścieków.
Temat pojawił się po zebraniu sołeckim w Dankowicach, podczas którego mieszkańcy pytali o możliwość dalszej rozbudowy sieci. Problemem w przypadku części tej miejscowości jest relacja pomiędzy długością planowanej infrastruktury a liczbą osób, które miałyby z niej rzeczywiście korzystać.
– To jest odcinek ponad 3 kilometrów, a zabudowa jest bardzo rzadka i tych pustostanów tam jest bardzo dużo. Więc wskaźników, jeżeli chodzi o RLM-y, my tam nie uzyskamy – mówił burmistrz.
Nie jest to już wyłącznie potencjalna przeszkoda. Gmina próbowała zdobyć dofinansowanie, ale złożony wniosek nie przeszedł nawet pierwszego etapu oceny.

– Już mamy tego dowód, bo nie dostaliśmy. Nasz wniosek nie przeszedł tej formalnej oceny z wojewódzkiego funduszu – zaznaczył.
Podobny problem nie ogranicza się do Dankowic. Przy obecnych kryteriach trudności z ekonomicznym uzasadnieniem budowy sieci mogą występować również w innych słabiej zurbanizowanych częściach gminy.
– Podobne historie mamy jeszcze w dwóch takich miejscowościach. Mówię tutaj o Podłęży, mówię o Lutrowskim, nie wspominam o Stankach, bo Stanki są jeszcze bardziej rozproszone – wyliczał burmistrz na sesji.
W praktyce oznacza to, że nawet gotowość samorządu do realizacji inwestycji nie wystarcza. Kilometry sieci prowadzonej do stosunkowo niewielkiej liczby zamieszkanych nieruchomości nie pozwalają osiągnąć wskaźników wymaganych przy ubieganiu się o zewnętrzne pieniądze. Bez nich natomiast budowa kanalizacji w takich miejscach staje się dla gminy znacznie trudniejsza finansowo.

Burmistrz podkreślił, że nie chce składać mieszkańcom deklaracji, których przy obecnych zasadach może nie być w stanie zrealizować.
– Jeżeli coś w tej materii się nie zmieni, no to możemy mieć duże kłopoty, żeby uzyskać te środki finansowe. Mówię, realnie tak jest, nie chcę tutaj, żeby ktoś odbierał mnie, że obiecuję, a później nic się nie dzieje – powiedział.

Krzepice
Zarastają, a pieniędzy brak. Radny Robak: Każdy by chciał wyczyścić rów, ale nikt nie chce płacić składek
Kto powinien czyścić zarastające rowy i kto ma za to zapłacić? Ten problem ponownie pojawił się podczas sesji Rady Miejskiej w Krzepicach. Dyskusję wywołała sytuacja w Zajączkach, ale szybko okazało się, że sprawa ma znacznie szerszy charakter. Burmistrz wskazywał na obowiązki Wód Polskich oraz właścicieli nieruchomości. Przedstawiciel spółek wodnych zwrócił natomiast uwagę na bardziej przyziemny problem. Oczekiwania dotyczące czyszczenia są duże, ale pieniędzy i osób płacących składki brakuje.
Temat poruszyła radna Alicja Chęcińska. Pytała o rów biegnący od rejonu jednej z posesji w kierunku Łękawicy i termin jego oczyszczenia. Burmistrz poinformował, że w tej konkretnej sprawie samorząd zwrócił się już do Wód Polskich o wykoszenie cieku. Jednocześnie zaznaczył, że odpowiedzialność za utrzymanie takich miejsc nie zawsze spoczywa na gminie.

– Właściwie, proszę państwa, większość tych rowów jest w zarządzie Wód Polskich. I oni tam co jakiś czas czyszczą te rowy – mówił.
Kwestia robi się jeszcze bardziej skomplikowana w przypadku rowów przebiegających przez prywatne nieruchomości lub znajdujących się przy nich. Jak podkreślił burmistrz, obowiązki mają także sami właściciele gruntów.
– Każdy właściciel działki, przez który przebiega rów lub sąsiaduje ta działka z tym rowem, ma obowiązek należytego utrzymania tego cieku wodnego – zaznaczył.
Zdaniem włodarza w praktyce często pojawia się jednak oczekiwanie, że niezależnie od własności i formalnej odpowiedzialności zadanie powinien wykonać samorząd.
– Wszyscy oczekują, że to gmina będzie czyściła te rowy – mówił.

Do dyskusji włączył się również radny Zbigniew Robak, reprezentujący spółki wodne. Jak wyjaśniał, możliwości wykonywania kolejnych prac zależą bezpośrednio od dostępnych pieniędzy. Spółki korzystają między innymi z dotacji gminnych i powiatowych, ale środki przewidziane na bieżący rok zostały już rozdysponowane. Robak zwrócił przy tym uwagę na problem z finansowaniem działalności przez samych zainteresowanych.

– Każdy by chciał wyczyścić rów, ale nikt nie chce płacić tych składek. Należy wstąpić do spółek wodnych, wtedy mamy tam określone składki i tak dalej – powiedział.
Na szybkie wykonanie wszystkich zgłaszanych prac nie ma więc obecnie pieniędzy. Kolejne zadania mają być wskazywane podczas przygotowywania planu na następny rok, wspólnie z sołtysami i zarządem spółek wodnych.

Lipie
Młodzi wokaliści sięgną po ludowe melodie. W Lipiu ruszają zapisy do powiatowego przeglądu
Gminny Ośrodek Kultury w Lipiu zaprasza dzieci i młodzież do udziału w VIII Powiatowym Amatorskim Przeglądzie Artystycznym „Piosenka ludowa”.
Na scenie będą mogli zaprezentować się soliści w wieku od 5 do 18 lat. Uczestnicy zostaną podzieleni na pięć kategorii wiekowych, dzięki czemu najmłodsi nie będą rywalizować ze znacznie starszymi wykonawcami. Każdy przygotuje jeden wybrany utwór z repertuaru ludowego.
Przegląd ma być nie tylko konkursem wokalnym, ale też okazją do pokazania, że tradycyjna muzyka wciąż może dobrze brzmieć w wykonaniu młodego pokolenia. Jury będzie oceniać m.in. dobór repertuaru, czystość i technikę wykonania, zgodność ze stylistyką oraz ogólny wyraz artystyczny. Oprócz nagród w poszczególnych kategoriach możliwe jest również przyznanie Grand Prix.

Do udziału mogą zgłaszać się dzieci i młodzież reprezentujące szkoły, placówki oświatowe oraz instytucje kultury. Z jednej placówki może wystąpić maksymalnie czterech solistów.
Przegląd rozpocznie się 18 listopada o godz. 15.00 w sali widowiskowej Gminnego Ośrodka Kultury w Lipiu. Zgłoszenia przyjmowane są do 6 listopada mailowo pod adresem gok@goklipie.pl lub bezpośrednio w sekretariacie placówki. Opłata za udział wynosi 25 zł od uczestnika.

Wydarzenie odbywa się pod patronatem wójt gminy Lipie oraz starosty kłobuckiego.

Krzepice
Po deszczu ulica Praga zamienia się w rozlewisko. Burmistrz Krzepic: Ja nie wiem, że coś takiego jest
Po intensywnych opadach na ulicy Praga w Krzepicach tworzą się rozległe zastoiska wody, które miejscami mają zajmować całą szerokość jezdni. Problem zgłosili radni podczas przedostatniej sesji, powołując się na informacje i zdjęcia otrzymane od mieszkańców. Burmistrz przyznał, że wcześniej sygnały o takiej sytuacji do niego nie dotarły.
Temat podczas wolnych wniosków poruszyła Irena Wydmuch. Radna wskazywała, że przy suchej nawierzchni problem może nie być dobrze widoczny. Sytuacja zmienia się po większych opadach.
– Tam są dziury. No niby niewidoczne są, jeżeli chodzi tak naocznie, ale jak mieszkańcy przysłali mi zdjęcia po deszczu, to kałuże były od brzegu do brzegu w niektórych miejscach i pewnie dlatego mówią o tych dziurach – relacjonowała.
Burmistrz zadeklarował interwencję, zaznaczając jednocześnie, że bez konkretnych zgłoszeń urząd nie jest w stanie wiedzieć o każdym problemie występującym na gminnych drogach.

– Jeżeli pani mówi, że naprawdę tam się ujawniły po tych deszczach jakieś głębsze obszary zagłębienia w tej drodze, to tam jutro się zjawi ktoś żeby oszacować i zobaczyć, co tam trzeba zrobić – zapowiedział.

Okazało się jednak, że problem może dotyczyć nie tylko samego stanu nawierzchni. Do rozmowy włączył się Adam Łukasik, który również otrzymał od mieszkańców materiały pokazujące sytuację na Pradze. Jego zdaniem kluczowe może być niewłaściwe odprowadzanie wody.

– Tam bardziej chyba chodzi o to, że robi się takie rozlewisko dosyć spore na drodze, które mimo, że opadów nie ma, to gdzieś z ujściem tej wody jest problem – wskazał radny.
Oznaczałoby to, że samo uzupełnienie ewentualnych ubytków może nie wystarczyć, jeżeli przyczyną zalegania wody jest problem z odwodnieniem. Zakres potrzebnych prac ma zostać określony dopiero po oględzinach. Burmistrz ponownie zaznaczył, że wcześniej nie miał informacji o sytuacji na tej ulicy.
– Proszę mi wierzyć, że do mnie ta informacja nie dotarła. Ja nie wiem, że coś takiego jest – stwierdził Mateusz Kluba.

Kłobuck
Będzie można przysiąść obok Władysława Sebyły? Kłobucki MOK ma już gotową koncepcję
Pomysł na nowe upamiętnienie Władysława Sebyły nabiera konkretnych kształtów. Miejski Ośrodek Kultury w Kłobucku ma już projekt oraz miniaturę ławeczki przedstawiającej poetę. Jeśli uda się zdobyć pieniądze na realizację przedsięwzięcia, instalacja miałaby stanąć na skarpie przed siedzibą placówki.
Na razie ławeczka istnieje jedynie w niewielkiej skali. Przygotowana miniatura pokazuje siedzącą postać Władysława Sebyły z książką w dłoni. Obok pozostawiono wolne miejsce, dzięki czemu docelowa instalacja miałaby nie tylko upamiętniać poetę, ale również zachęcać mieszkańców i turystów do symbolicznego „spotkania” z nim.
Za pomysłem stoi Miejski Ośrodek Kultury im. Władysława Sebyły w Kłobucku. Jak podkreśla jej dyrektor Olga Skwara, wykonanie projektu i miniatury poprzedziły rozmowy oraz prace nad koncepcją. To jednak dopiero pierwszy etap. Najważniejszym wyzwaniem będzie teraz pozyskanie pieniędzy potrzebnych do wykonania pełnowymiarowej rzeźby.

Ośrodek zamierza ubiegać się o zewnętrzne dofinansowanie. Pod uwagę branych jest kilka programów, z których mogłyby pochodzić środki na realizację przedsięwzięcia. Na obecnym etapie nie ma więc jeszcze pewności, czy i kiedy pomnikowa ławeczka powstanie.
Wybrano już natomiast potencjalne miejsce jej ustawienia. Miałaby znaleźć się na skarpie przed siedzibą MOK-u. Lokalizacja nie jest przypadkowa. Z tego miejsca postać Sebyły byłaby zwrócona w stronę przestrzeni związanej z jego młodością i rodzinnym Kłobuckiem – domu rodzinnego, szkoły, do której uczęszczał i którą kierował jego ojciec Michał, a także kościoła.

– Ławeczka ma być czymś więcej niż kolejną formą upamiętnienia znanej postaci. Ma przypominać o związkach poety z Kłobuckiem i zachęcać do poznawania jego twórczości oraz biografii. Wolne miejsce obok figury Sebyły pozwalałoby natomiast dosłownie przysiąść obok niego – mówi Olga Skwara.

Krzepice
Radni chcą poznać koszty imprez. Po festynie dla Emilki padł formalny wniosek o rozliczenie
Ile gminę Krzepice kosztują organizowane i współorganizowane wydarzenia? Takie pytanie pojawiło się podczas sierpniowej sesji w następstwie sporu o wsparcie charytatywnego festynu dla Emilki w Starokrzepicach. Radni chcą teraz konkretnych danych dotyczących między innymi Dni Krzepic, koncertów, wykładów i innych przedsięwzięć.
Temat pojawił się bezpośrednio po dyskusji dotyczącej festynu dla mieszkanki Starokrzepic. Radny Paweł Kuc, który wcześniej zarzucił gminie niewystarczające zaangażowanie w pomoc organizatorom wydarzenia, zwrócił uwagę, że w podobnym czasie w Krzepicach odbywała się inna impreza, podczas której zapewniono między innymi scenę, nagłośnienie, oświetlenie oraz agregat.

Dyskusja o zakresie wsparcia dla festynu przerodziła się w ten sposób w pytania o pieniądze przeznaczane przez samorząd na wydarzenia. Kuc zdecydował się sformalizować swoje oczekiwania.
– Chciałbym złożyć wniosek formalny o przedstawienie kosztów związanych z Dniami Krzepic i tej imprezy na następną sesję – powiedział radny.
Jak zaznaczył burmistrz, informacje dotyczące rozliczenia wydarzeń są przekazywane radzie.
– Zawsze to rozliczenie tutaj jest przedstawiane radzie, więc i tym razem nie widzę problemu, żeby to rozliczenie się znalazło – odpowiedział.

Na kosztach dwóch wskazanych imprez radni nie zamierzają jednak poprzestać. Do sprawy włączył się Tobiasz Ogórek, który zaproponował szersze zestawienie. Chce wiedzieć, jakie wydatki wiążą się także z innymi przedsięwzięciami odbywającymi się na terenie gminy i które z nich organizowane są bezpłatnie.
– Jeśli takie sprawdzanie finansowe powstało w temacie tych imprez, jeśli możemy również literalnie dowiedzieć się, ile kosztują wykłady, historie, które mają miejsce na terenie gminy, czy też inne koncerty, czy to są pro bono, czy to wydarzenie jest płatne. Chciałbym taką informację uzyskać – mówił radny Ogórek.

Kłobuck
Maszt już jest, ale wpłynął kolejny wniosek. Radni pytają, o co chodzi przy Zakrzewskiej
Temat masztu telekomunikacyjnego przy ulicy Zakrzewskiej ponownie wywołał dyskusję podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej w Kłobucku. Urząd wszczął kolejne postępowanie dotyczące lokalizacji w tym miejscu przenośnego, wolno stojącego masztu antenowego. Chodzi o to samo miejsce, w którym podobna konstrukcja już funkcjonuje. Nie wiadomo jednak, czy nowy wniosek ma związek z istniejącym obiektem i jakie dokładnie są zamierzenia inwestora.
Sprawę podniosła jedna z radnych, która chciała ustalić przede wszystkim, czy kolejny wniosek dotyczy tej samej działki oraz czy może być związany z dalszym funkcjonowaniem instalacji znajdującej się już przy Zakrzewskiej.
Kierownik Katarzyna Jasińska potwierdziła, że lokalizacja jest ta sama. Nie potrafiła jednak przesądzić, czy nowe postępowanie ma być w jakikolwiek sposób powiązane z funkcjonującym już masztem. Jak zaznaczyła, inwestor nie ma obowiązku przedstawiania urzędowi powodów ponownego wystąpienia z takim wnioskiem.
Wątpliwości radnych dotyczyły także możliwości działania mieszkańców sprzeciwiających się inwestycji. Jasińska wyjaśniła, że sam brak społecznej akceptacji nie wystarczy do wydania decyzji odmownej. Strony postępowania mogą jednak zapoznawać się z dokumentacją, zgłaszać zastrzeżenia i uwagi, a następnie korzystać z możliwości odwołania.

– Sam brak zgody mieszkańców nie jest podstawą do tego, żeby wydać decyzję odmówną. Jednak jak najbardziej to jest cel publiczny. Mieszkańcy mogą przychodzić, zaznajomić się z treścią wniosku. Oczywiście mają prawo być aktywnymi uczestnikami całego postępowania. Mogą wnosić zastrzeżenia, uwagi do tej inwestycji, które będą zawarte później w projekcie decyzji. No i standardowo od wydanej decyzji też strony postępowania mają czas, żeby się odwołać – wyjaśniała Jasińska.
Dyskusja szybko rozszerzyła się o status masztu, który obecnie stoi przy Zakrzewskiej. Jeden z radnych zwrócił uwagę, że obiekt otrzymał pozwolenie na budowę. W jego ocenie może mieć to istotne znaczenie dla odpowiedzi na pytanie, czy rzeczywiście będzie musiał zostać usunięty po upływie terminu, o którym wcześniej była mowa. Radny przekonywał również, że samo pozwolenie na budowę nie zostało ograniczone czasowo. Do jego ustaleń odniósł się kolejny z samorządowców, który jeszcze podczas obrad zweryfikował informację dotyczącą istniejącego obiektu.

– W międzyczasie udało mi się uzyskać informację i faktycznie było pozwolenie na budowę. Szczerze, jeżeli nie było wydanej decyzji o warunkach zabudowy i nie było decyzji celu publicznego, nie wiem na jakiej podstawie zostało wydane – padło na sesji.

Panki
Wojewoda unieważnił plan ogólny Panek. Dokument nie przeszedł formalnej weryfikacji
Plan ogólny gminy Panki nie przeszedł kontroli nadzorczej wojewody śląskiego. Uchwała przyjęta przez radnych na początku sierpnia została unieważniona z powodu błędów w pliku GML, który nie przeszedł formalnej walidacji. O problemie poinformowała wójt Katarzyna Gierak podczas ostatniej sesji. Nie wyjaśniono jednak, jaki dokładnie charakter mają błędy, kto za nie odpowiada ani kiedy dokument może ponownie trafić pod obrady rady.
Plan ogólny został uchwalony 5 sierpnia. Po zakończeniu procedury po stronie gminy uchwałę przekazano do organu nadzoru. Dopiero na tym etapie okazało się, że dokument zawiera błędy uniemożliwiające jego zaakceptowanie.
– Nadzór prawny wojewody stwierdził nieważność uchwały w sprawie uchwalenia Planu Ogólnego Gminy Panki. Powodem uchylenia uchwały był plik GML, który nie przeszedł walidacji formalnej ze względu na występujące w nim błędy – poinformowała wójt Gierak.
To oznacza, że procedura, która miała zakończyć się przyjęciem jednego z najważniejszych dokumentów dotyczących przyszłego zagospodarowania gminy, nie została skutecznie zamknięta. Plan ogólny wyznacza bowiem podstawowe ramy polityki przestrzennej samorządu i ma znaczenie dla późniejszych decyzji dotyczących przeznaczenia poszczególnych terenów.

Co istotne, z informacji przekazanej podczas sesji nie wynikało, aby przyczyną rozstrzygnięcia wojewody były konkretne rozwiązania przestrzenne przyjęte przez radę. Mimo znaczenia sprawy informacja nie wywołała dyskusji na sali obrad.

Radni nie pytali o zakres stwierdzonych uchybień, odpowiedzialność za przygotowanie wadliwego pliku ani termin ponownego przedłożenia planu. Nie padła również informacja, czy komplikacja może spowodować dodatkowe koszty dla samorządu.

Kłobuck
Termomodernizacja przedszkola wypada z tegorocznego budżetu. Inwestycja dopiero w przyszłym roku
Termomodernizacja Przedszkola nr 4 w Kłobucku nie zostanie przeprowadzona w tym roku. Samorząd przesunął inwestycję na 2027 rok, a wraz z nią zaplanowane na przedsięwzięcie dofinansowanie. To jedna z większych zmian wprowadzonych podczas przedostatniej sesji Rady Miejskiej w Kłobucku. Na przyszły rok przeniesiono również przygotowanie dokumentacji kolejnego zadania drogowego.
Korekty w budżecie przedstawiła skarbnik Katarzyna Trzepizur. Największa zmiana po stronie dochodów wynika właśnie z przesunięcia termomodernizacji przedszkola. Ponieważ zadanie nie będzie realizowane w 2026 roku, w tegorocznym planie nie może pozostać również związana z nim dotacja.
– Z uwagi na to, że inwestycja zostaje zdjęta z budżetu roku 2026 i przeniesiona do realizacji w roku 2027, również kwota dofinansowania musi zostać zmniejszona – wyjaśniała Trzepizur.
W efekcie łączne dochody tegorocznego budżetu zmniejszono o ponad 1,257 mln zł. Po stronie wydatków korekta wyniosła ponad 1,206 mln zł.
Przesunięcie zadania nie oznacza jednak rezygnacji z termomodernizacji. Inwestycja została przeniesiona na przyszły rok w wieloletniej prognozie finansowej. Zachowano przy tym jej łączne nakłady oraz limit zobowiązań. Oznacza to, że zmienia się przede wszystkim harmonogram realizacji przedsięwzięcia.
Nie jest to jedyne zadanie, które wypadło z tegorocznego planu. Na 2027 rok przesunięto także całość środków przeznaczonych na przygotowanie projektu drogi obejmującej ulicę Spacerową w Kopcu oraz odcinek ulicy Olszowiec w Borowiance.

Jednocześnie rada skierowała dodatkowe pieniądze na inne inwestycje. Zwiększono wydatki na remont ulic Przybyłowskiej i Polnej w Kamyku oraz przygotowanie projektu ulicy Ogrodowej. Więcej środków trafi również na przebudowę odcinków ulic Topolowej, Słonecznej i Studziennej wraz ze skrzyżowaniem w Łobodnie.

Budżet uzupełniono ponadto o wykonanie schodów i balustrad przy głównym wejściu do Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Kamyku. Zabezpieczono także wydatki związane z funkcjonowaniem nowego żłobka przy ulicy Rómmla.

Wręczyca Wielka
Dwie cysterny trafiły do gminy. Mają zabezpieczyć dostawy wody w sytuacjach kryzysowych
Gmina Wręczyca Wielka kupiła dwie cysterny przeznaczone do przewozu i magazynowania wody pitnej. Każda może pomieścić 5 tys. litrów. Sprzęt ma być wykorzystywany przede wszystkim wtedy, gdy konieczne będzie zapewnienie mieszkańcom zastępczych dostaw wody.
Zakup zrealizowano w ramach Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej. Jednym z jego założeń jest przygotowanie samorządów na zdarzenia mogące zakłócić funkcjonowanie podstawowej infrastruktury, w tym sieci wodociągowej.
Nowe cysterny mają stanowić zabezpieczenie na wypadek poważniejszych awarii, skażenia ujęcia lub czasowych problemów z dostawami. Łącznie gmina będzie mogła jednorazowo przewieźć lub magazynować 10 tys. litrów wody pitnej.
Jak podkreślają miejscowi urzędnicy, nowy sprzęt ma przede wszystkim pozwolić na szybkie uruchomienie zastępczego systemu dostaw tam, gdzie pojawi się taka potrzeba.

Wartość zakupu wyniosła 83,7 tys. zł. Z pozyskanego dofinansowania pokryto blisko 67 tys. zł, natomiast wkład własny samorządu wyniósł 16,7 tys. zł.

Krzepice
Festyn charytatywny wywołał spięcie na sesji. Poszło o scenę i pomoc ze strony gminy
Charytatywny festyn dla Emilki w Starokrzepicach zakończył się zebraniem potrzebnej kwoty, ale podczas sierpniowej sesji Rady Miejskiej w Krzepicach wydarzenie niespodziewanie stało się źródłem ostrego spięcia. Jeden z radnych zarzucił gminie brak realnego wsparcia organizatorów. Burmistrz zdecydowanie się z tym nie zgodził, a przewodniczący rady zaapelował, aby wokół akcji charytatywnej nie robić polityki.
Temat poruszył Paweł Kuc. Radny rozpoczął od podkreślenia sukcesu przedsięwzięcia, podczas którego udało się zebrać potrzebne pieniądze. Jednocześnie skierował pod adresem samorządu poważny zarzut.
– Natomiast bardzo przykro mi jest, że gmina w żaden sposób nie wsparła tego festynu mimo próśb mamy Emilki czy w formie pomocy w załatwieniu sceny czy innych rzeczy – powiedział.
Na te słowa zareagował burmistrz. Jak przekonywał, osobiście spotkał się z mamą dziewczynki i rozmawiał z nią o organizacji wydarzenia. Według jego relacji gmina nie pozostawiła organizatorów bez pomocy, choć samorząd miał ograniczone możliwości bezpośredniego finansowania konkretnego celu.

– Trochę ciężko mi się to słucha, bo rozmawiałem z mamą Emilki. Była u mnie, rozmawialiśmy na ten temat, pytała o pewne kwestie związane z organizacją i tutaj z naszej strony był ruch w tą stronę, nie było mowy o żadnej scenie – odpowiadał Mateusz Kluba.
Spór zaczął się więc koncentrować wokół tego, do kogo właściwie trafiła prośba dotycząca sceny. Kuc częściowo potwierdził wersję burmistrza dotyczącą pomocy w kwestiach organizacyjnych, ale zaznaczył, że według jego wiedzy o scenie rozmawiano z przewodniczącym rady.
– Ogólnie chyba, z tego co wiem, to mama rozmawiała z panem przewodniczącym odnośnie sceny, ale no nie wiem czy wiadomość do pana burmistrza dotarła. Jeśli chodzi o te merytoryczne tematy, to tak potwierdzam, tak było – powiedział radny.
Przewodniczący potwierdził, że taki kontakt rzeczywiście miał miejsce. Wyjaśnił jednak, że możliwość, z której wcześniej korzystano przy pozyskiwaniu sceny z gminy Opatów, przestała istnieć, ponieważ obiekt został sprzedany.
Dyskusja wyszła wówczas poza kwestię pomocy instytucjonalnej. Przewodniczący wskazywał, że zarówno on, jak i inne osoby związane z samorządem wsparły akcję prywatnie. Jednocześnie wyraźnie skrytykował sposób, w jaki temat został przedstawiony podczas sesji.
– Sam wsparłem finansowo, prywatnie i też pani radna Ewa Buchwald zawiozła kopertę wspierając, więc naprawdę cieszmy się, że tyle osób, tyle instytucji formalnie, nieformalnie wsparło – mówił.

Ostatecznie z wypowiedzi uczestników dyskusji wynikało, że pomoc organizacyjna ze strony gminy jednak była, co przyznał również sam radny. Rozbieżność dotyczyła przede wszystkim zakresu oczekiwanego wsparcia i sprawy sceny.
Przewodniczący zakończył wymianę zdań krótkim apelem.
– Nie robiłbym z tego polityki – stwierdził Rafał Balcerzak.

Kłobuck
Farma fotowoltaiczna w Libidzy budzi sprzeciw. Sąsiadka boi się, że jej działka straci na wartości
Planowana farma fotowoltaiczna w Libidzy wzbudziła sprzeciw właścicielki sąsiedniej nieruchomości. Kobieta odwołała się od wydanej decyzji, wskazując między innymi na możliwe uciążliwości oraz ryzyko utraty wartości swojej działki. Sprawą zajmie się teraz Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Częstochowie. Podczas przedostatniej sesji Rady Miejskiej w Kłobucku urzędniczka przyznała, że duża instalacja może być uciążliwa, ale jednocześnie wskazała na ograniczone prawem możliwości odmowy wydania decyzji.
Temat pojawił się podczas omawiania spraw prowadzonych przez urząd. Jeden z radnych poprosił o szczegóły dotyczące odwołania od decyzji związanej z przedsięwzięciem w Libidzy. Z przekazanych informacji wynikało, że dokumentacja sprawy ma zostać skierowana do SKO.
Kierownik Katarzyna Jasińska wyjaśniła, że, według jej pamięci, odwołanie złożyła właścicielka nieruchomości sąsiadującej z terenem planowanej inwestycji, położonej w rejonie granicy z inną gminą. Jednym z najważniejszych argumentów jest wpływ przedsięwzięcia na jej własność.
– Mieszkanka podnosiła temat utraty wartości tej nieruchomości sąsiadującej z uwagi na to, że ta farma fotowoltaiczna tam może powstać, uciążliwości związane z różnymi sprawami – mówiła Katarzyna Jasińska.
Podczas dyskusji wybrzmiał jednak problem związany z możliwościami organu prowadzącego postępowanie. Jasińska nie wykluczała, że tak duża instalacja może oddziaływać na swoje otoczenie. Jednocześnie zaznaczyła, że sama obawa przed uciążliwościami nie musi wystarczyć do wydania decyzji odmownej, jeżeli inwestycja spełnia ustawowe wymagania.

– Zdaję sobie sprawę z tego, że może być uciążliwe, jeżeli ta farma fotowoltaiczna by tam powstała i może jakieś czynniki byłyby takie przemawiające za tym, jednak ustawa nie wskazuje takich możliwości, żeby odmawiać, jeżeli są spełnione przesłanki z ustawy samej – tłumaczyła.
W tle sprawy pozostają również uwarunkowania przestrzenne tej części Libidzy. Jak wskazywano podczas sesji, nieruchomości znajdują się w znacznej odległości od dróg publicznych. W sąsiedztwie funkcjonuje ponadto elektrownia wiatrowa, która już teraz wpływa na możliwości zagospodarowania okolicznych terenów.

Odwołanie oznacza, że wydana decyzja zostanie teraz poddana kontroli przez organ wyższej instancji. To właśnie SKO będzie musiało ocenić zarówno prawidłowość dotychczasowego postępowania, jak i argumenty podniesione przez właścicielkę sąsiedniej nieruchomości.
– Myślę, że SKO będzie zwracało na to wszystko uwagę przy rozstrzyganiu co do istoty sprawy – podsumowała Katarzyna Jasińska.

Wręczyca Wielka
Strażacy wzmocnią swoje zaplecze. Skorzystają Grodzisko, Kalej i Truskolasy
Strażacy z Grodziska, Kalei i Truskolas będą mogli doposażyć swoje jednostki dzięki kolejnemu zewnętrznemu wsparciu. Łącznie te trzy ochotnicze straże pożarne z gminy Wręczyca Wielka otrzymają blisko 246 tys. zł dofinansowania, a wartość wszystkich zaplanowanych przez nie przedsięwzięć wyniesie ponad 289 tys. zł.
Pieniądze przyznano w ramach działania „Wzmocnienie potencjału służb ratowniczych – LGD”. Mają one pozwolić jednostkom poprawić zaplecze sprzętowe i lepiej przygotować się do interwencji.
Najwięcej otrzymają strażacy z Truskolas. Wartość przygotowanego przez jednostkę projektu wynosi 121,7 tys. zł, z czego 103,5 tys. zł pokryje przyznane wsparcie. Niewiele mniejszy projekt zrealizuje OSP Kalej. Całość oszacowano na 102,7 tys. zł, a dofinansowanie wyniesie 87,3 tys. zł. OSP Grodzisko otrzyma natomiast 55,2 tys. zł na przedsięwzięcie warte 64,9 tys. zł.

Druhowie regularnie wyjeżdżają również do wypadków drogowych, podtopień, skutków wichur, powalonych drzew czy innych miejscowych zagrożeń. W wielu przypadkach to właśnie lokalne OSP są jednymi z pierwszych służb, które docierają na miejsce zdarzenia.
– To środki, które pozwolą wzmacniać potencjał naszych jednostek, poprawiać ich wyposażenie i możliwości działania, a przede wszystkim jeszcze skuteczniej dbać o bezpieczeństwo mieszkańców całej gminy – komentuje wójt Anna Syguda.

-
Poczesna1 rok temuTragiczny wypadek na trasie między Sobuczyną a Nieradą. Nie żyje 34-letnia kobieta
-
Myszków11 miesięcy temuDom, który stał się miejscem strachu. Bracia z Myszkowa aresztowani za wielomiesięczną przemoc
-
Poczesna2 lata temuW gminie huczy, policja o niczym oficjalnie nie wie, a wójt milczy i unika odpowiedzi
-
Niegowa3 miesiące temuPoważny wypadek młodych ludzi w Niegowie. Pasażerka straciła rękę





