Powiat kłobucki
Buzek w powiecie. Europarlamentarzysta odwiedził Kłobuck i Krzepice
Na zaproszenie starosty Henryka Kiepury roboczą wizytę w regionie złożył Jerzy Buzek. Niegdyś premier, a także były przewodniczący Parlamentu Europejskiego, sporo w miniony piątek mówił o funduszach europejskich jako motorze innowacyjnego rozwoju obszarów wiejskich.
Byłemu szefowi rządu towarzyszył Czesław Siekierski, szef europarlamentarnej komisji rolnictwa i rozwoju wsi Parlamentu Europejskiego. Politycy złożyli kwiaty pod pomnikiem Bitwy pod Mokrą oraz wzięli udział w spotkaniach z mieszkańcami Kłobucka i Krzepic.
– W europarlamencie musimy robić wszystko, by utrzymać hojne finansowanie dla Polski – przekonywał Buzek. – Ta wspólna polityka rolna na pewno zmieni jeszcze swoje niektóre założenia i cele. Będą oczywiście pieniądze na wielofunkcyjny rozwój wsi, będą na bezpośrednie dopłaty, ale bardzo ważnym elementem będzie też możliwość sięgnięcia po środki w sprawach innowacyjnego rolnictwa. To dodatkowe fundusze, których do tej pory nie było – dodawał.
Jak przekonywał, komisja badań i energii, której przewodzi w obecnej kadencji Parlamentu Europejskiego, blisko współpracuje z komisją rolnictwa. Najlepszym tego dowodem miała być także obecność tego dnia w Kłobucku i Krzepicach jego kolegi Czesława Siekierskiego.
– Nawet na sali plenarnej siedzimy obok siebie. Blisko współpracujemy, by jak najwięcej dobrych programów wprowadzać w życie – opowiadał były premier.
W swoim wystąpieniu podkreślał rolę biotechnologii, nowoczesnych rozwiązań związanych z przetwórstwem rolno-spożywczym i cyfryzacji.
– To są te elementy, które stanowią kluczowy przedmiot działania mojej komisji. W zakresie biotechnologi do wzięcia są ogromne pieniądze, bo około 50 mld zł, które możemy brać prosto z Brukseli na dobre projekty. Takie, które mogą przynieść nowe techniki rolne, które z kolei umożliwią produkcję zdrowej, smacznej i konkurencyjnej wobec innych producentów żywności – podkreślał.
Spotkanie stało się także okazją do prezentacji palety zadań inwestycyjnych, które z wykorzystaniem pozyskanych środków unijnych realizował w ostatnim czasie powiat.
– Przede wszystkim warto wspomnieć choćby o przebudowie drogi powiatowej pomiędzy Kłobuckiem, a Hutką, która kosztowała ponad 2,2 mln zł czy przebudowie ulicy Podgaj we Wręczycy Wielkiej. Za ponad 2,4 mln zł zrealizowaliśmy z kolei zadanie termomodernizacji budynku szpitala w Krzepicach – wymieniał starosta Henryk Kiepura podkreślając, że łącznie gminy powiatu na przestrzeni kilku lat pozyskały i zrealizowały inwestycje o wartości przekraczającej 64 mln zł.
Opatów
Starosta studzi oczekiwania mieszkańców: Nie ma z czego poszaleć
Prośba o kolejną inwestycję drogową uruchomiła podczas ostatniej sesji rady gminy długą i wyjątkowo szczerą wypowiedź starosty o kondycji infrastruktury oraz możliwościach finansowych powiatu. Wniosek mieszkańców dotyczący drogi ze Zwierzyńca do Iwanowic Małych i ewentualnego ciągu pieszo-rowerowego nie został odrzucony, ale nie padła też żadna obietnica jego szybkiej realizacji. Powód jest prosty – potrzeb jest znacznie więcej niż pieniędzy.
W trakcie sesji jeden z radnych pytał o plany dotyczące przyszłorocznego budżetu. Zwracał uwagę szczególnie na około 800-metrowy fragment pomiędzy Zwierzyńcem a Iwanowicami Małymi, gdzie nie ma zabudowy, oświetlenia ani szerokiego pobocza. Jego zdaniem przy przyszłym projektowaniu należałoby rozważyć wykonanie ścieżki pieszo-rowerowej.

Starosta odpowiedział, że prace nad budżetem jeszcze się nie rozpoczęły i dopiero później będzie wiadomo, które zadania mają realne szanse na realizację. Kluczowym problemem jest możliwość pozyskiwania pieniędzy zewnętrznych.
– Jeżeli chodzi o Rządowy Fundusz Rozwoju Dróg, to jedno zadanie dla powiatu, 40 mln zł dla całego województwa śląskiego, jedno zadanie dla powiatu w jednym roku. No mówiąc kolokwialnie, nie ma z czego poszaleć – mówił.
Wskazał również skalę zaległości. Powiat zarządza setkami kilometrów dróg, z których tylko część ma odpowiadać oczekiwanemu standardowi.
– Cały powiat ma naprawdę wiele, wiele dróg, 382 kilometry dróg powiatowych, które tak naprawdę, nie wiem czy w trzydziestu kilku procentach można powiedzieć, że są zrobione w jakimś tam standardzie – stwierdził.
Starosta zestawił też koszty prowadzonych przez powiat modernizacji z inwestycjami realizowanymi na drogach wyższych kategorii. W jego ocenie samorządy lokalne zwyczajnie nie są w stanie finansować wszystkich dróg w takim standardzie jak duże inwestycje wojewódzkie. Nie chciał więc deklarować terminu wykonania postulowanego odcinka.
– Ja nie lubię nikogo klepać po ramieniu, obiecywać, a wiem, że tego nie zrealizuję. Ja tak nie będę mówił. Z całym szacunkiem, mimo że wiem, że niekiedy to działa na moją niekorzyść. Niestety. Ja wolę mówić prawdę. Możliwości takie mamy, jakie mamy – podkreślił.

Na sesji padło również wyraźnie, że w przypadku wielu powiatowych inwestycji kluczowe staje się finansowe zaangażowanie gmin. Radny nie naciskał na natychmiastową obietnicę, ale zaapelował, aby temat nie zniknął.
Panki
Panki mają plan ogólny. Radni zakończyli procedurę rozpoczętą w 2024 roku
Rada Gminy Panki jednogłośnie uchwaliła plan ogólny obejmujący cały obszar samorządu. Dokument zastąpi dotychczasowe studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego i będzie jednym z podstawowych aktów określających przyszłe zasady zagospodarowania gminy. Procedura trwała od marca 2024 roku. Mimo znaczenia dokumentu podczas sesji radni nie zadali do projektu ani jednego pytania.
Plan ogólny był jedną z najważniejszych uchwał procedowanych podczas ostatniej sesji. Dokument obejmuje całą gminę w jej granicach administracyjnych i kończy ponad dwuletni proces planistyczny. Podczas obrad przypomniano, że prace rozpoczęły się jeszcze w marcu 2024 roku, kiedy rada podjęła uchwałę intencyjną o przystąpieniu do sporządzenia nowego dokumentu.
Znaczenie planu wynika przede wszystkim ze zmian w systemie planowania przestrzennego. Dotychczasowe studium przestanie pełnić swoją funkcję, a jego miejsce zajmie plan ogólny mający status aktu prawa miejscowego.

– Cały proces planistyczny został przeprowadzony z zachowaniem wszystkich ustawowych terminów oraz procedur wynikających z ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym – mówił.

Na forum rady nie pojawiła się jednak żadna dyskusja dotycząca ostatecznego kształtu dokumentu. Radni nie pytali o jego wpływ na przyszłe inwestycje, możliwości zabudowy poszczególnych terenów czy konsekwencje dla właścicieli nieruchomości.
Po krótkim przedstawieniu projektu przewodniczący przeszedł bezpośrednio do procedowania uchwały. Za jej przyjęciem zagłosowało wszystkich 14 obecnych radnych. Nikt nie był przeciw i nikt nie wstrzymał się od głosu.
Przystajń
Nowe technologie wejdą do klas. Przystajń pozyskała środki dla dwóch szkół
Dwie szkoły z gminy Przystajń zostaną doposażone w nowy sprzęt komputerowy i cyfrowe materiały do nauki. Samorząd pozyskał 90 tys. zł z rządowego programu „Cyfrowy Uczeń”, a pieniądze zostaną podzielone po równo pomiędzy szkoły podstawowe w Przystajni i Borze Zajacińskim.
Za pozyskane środki mają zostać kupione komputery, laptopy i tablety, a także specjalistyczne oprogramowanie oraz cyfrowe materiały edukacyjne i ćwiczeniowe. W praktyce oznacza to nie tylko odnowienie szkolnego sprzętu, ale też poszerzenie możliwości prowadzenia zajęć z wykorzystaniem nowych technologii. Całe zadanie kosztować będzie 112,5 tys. zł. Oprócz 90 tys. zł pochodzących z budżetu państwa gmina dołoży 22,5 tys. zł własnych środków.
Program „Cyfrowy Uczeń”, zaplanowany do 2029 roku, ma wspierać szkoły w rozwijaniu kompetencji cyfrowych dzieci i młodzieży. Obejmuje między innymi wykorzystanie nowych technologii, w tym sztucznej inteligencji, rozwój cyfrowych metod nauczania i zasobów dydaktycznych, szkolenie nauczycieli oraz doposażanie placówek.
Założenie programu wykracza więc poza sam zakup urządzeń. Sprzęt ma być narzędziem do prowadzenia bardziej nowoczesnych zajęć, pracy z cyfrowymi materiałami oraz rozwijania umiejętności, które coraz częściej stają się podstawą codziennej nauki i późniejszego funkcjonowania na rynku pracy.
Kłobuck
Rusza duża inwestycja drogowa w Łobodnie. Przebudowa potrwa ponad rok
Burmistrz Jerzy Zakrzewski podpisał umowę na realizację drugiego etapu przebudowy ulicy Strażackiej w Łobodnie. Inwestycję wykona firma z Lublińca, a wartość zadania wynosi blisko 2,8 mln zł.
Zakres prac obejmuje zarówno roboty drogowe, jak i sanitarne. W ramach inwestycji powstanie między innymi kanalizacja deszczowa wraz z wylotem do rowu, a przebieg ulicy zostanie skorygowany.
Przewidziano również budowę chodnika oraz przebudowę i wykonanie zjazdów prowadzących z ulicy Strażackiej do sąsiednich posesji. Wykonawca zajmie się także umocnieniem skarp i poboczy oraz zagospodarowaniem terenów zielonych. W planach znalazł się montaż elementów małej architektury, a także wycinka roślinności w zakresie niezbędnym do przeprowadzenia robót.

Część sanitarna zadania obejmuje budowę grawitacyjnej sieci kanalizacji deszczowej, wykonanie wpustów wraz z przykanalikami oraz odwodnienie pasa prowadzonych robót ziemnych i wykopów.

Wartość podpisanej umowy wynosi prawie 2,8 mln zł. Samorząd pozyskał na realizację inwestycji dofinansowanie z Rządowego Funduszu Rozwoju Dróg.
Wykonawca będzie ma trzynaście miesięcy na zakończenie wszystkich prac.
Opatów
Budżet Opatowa z większym deficytem i kredytem. Radni przyjęli zmiany bez jednego pytania
Ponad 2,13 mln zł deficytu, przeszło 3,28 mln zł przychodów i blisko 957 tys. zł przewidywanych kredytów oraz pożyczek – takie liczby znalazły się w zmienionym budżecie gminy Opatów na ten rok. Mimo skali zmian projekt nie wywołał podczas sesji żadnej dyskusji. Czternastu obecnych radnych zagłosowało za.
Z przedstawionego projektu wynikało, że dochody budżetu zwiększono o ponad 107 tys. zł do poziomu 56,3 mln zł. Jednocześnie wzrosły dochody bieżące, natomiast dochody majątkowe zostały zmniejszone. Jeszcze większa zmiana dotyczyła strony wydatkowej. Łączne wydatki zwiększono o blisko 343 tys. zł, do kwoty prawie 58,5 mln zł. Wydatki bieżące wzrosły, podczas gdy majątkowe zostały obniżone.
Najistotniejszą liczbą pozostaje jednak wynik budżetu. Deficyt ustalono na poziomie 2,13 mln zł.
Zgodnie z przedstawioną uchwałą ma on zostać pokryty z kilku źródeł. Z niewykorzystanych środków z lat poprzednich, środków wynikających z rozliczeń projektów, wolnych środków oraz kredytów i pożyczek. Te ostatnie wskazano w wysokości 957 tys. zł.
Łączne przychody gminy zwiększono o 235 tys. zł i mają wynosić 3,28 mln zł. Zmiany objęły także plan dotacji oraz fundusz sołecki. Mimo wartości finansowych i zwiększenia planowanych przychodów dłużnych, żaden z radnych nie zabrał głosu. Po odczytaniu projektu przewodniczący zaprosił do zadawania pytań, ale takich nie było. W głosowaniu udział wzięło 14 radnych. Wszyscy opowiedzieli się za zmianą budżetu, nikt nie był przeciw i nikt się nie wstrzymał. Podobnie bez dyskusji przyjęto chwilę później korektę wieloletniej prognozy finansowej gminy na lata 2026-2032.

Sesja pokazała tym samym wyraźny kontrast. W sprawach dotyczących diet, autorstwa inwestycji czy lokalnych dróg emocji nie brakowało. Przy zmianach obejmujących milionowy deficyt i prawie 1 mln zł kredytów oraz pożyczek radni wątpliwości już nie mieli.
Opatów
Kto chce przypisać sobie sukces przy DK43? Na sesji w Opatowie zaczęło iskrzyć o ścieżkę rowerową
Planowana ścieżka rowerowa przy drodze krajowej nr 43 wywołała podczas ostatniej sesji Rady Gminy Opatów dyskusję, w której sama inwestycja szybko zeszła na drugi plan. Znacznie więcej emocji wzbudziło pytanie, komu właściwie należy przypisać zasługi za doprowadzenie przedsięwzięcia do obecnego etapu. O swoje miejsce w tej historii upomnieli się zarówno przedstawiciele samorządu, jak i mieszkańcy, którzy – jak przypomniano – zabiegają o ścieżkę od kilkunastu lat.
Temat rozpoczął radny Dariusz Zając. Zwrócił uwagę, że z punktu widzenia mieszkańców, obserwujących samorząd głównie przez internet, nie zawsze jest jasne, kto stoi za konkretnymi przedsięwzięciami i jaka jest rola poszczególnych instytucji.
– Chodziło mi właśnie o to, że mieszkańcy nie rozumieli, kto jest wykonawcą, kto jest inicjatorem, kto finansuje te poszczególne prace, o których tutaj procedujemy – mówił.

Przy okazji radny zauważył, że wójt wyraźnie mocniej zaczął informować o działaniach urzędu. Włodarz wykorzystał ten wątek do szerszej uwagi na temat przypisywania sobie sukcesów związanych z inwestycjami. Podkreślał, że poparcie dla przedsięwzięcia jest cenne, ale nie powinno zacierać informacji o tym, kto faktycznie rozpoczął działania.
– I oczywiście, jeśli ktoś do tego jeszcze chce się przyczynić, znaczy mówi, że to jest bardzo dobry pomysł i tak zróbmy, i tak wspieram tę inicjatywę, to bardzo dobrze. Tylko trzeba pamiętać o tym, kto jest inicjatorem takich rozwiązań. Zwracam na to uwagę – podkreślił Zdzisław Makles.
Jeszcze ostrzej zabrzmiał fragment dotyczący publicznego chwalenia się efektami inwestycji. Makles przeciwstawił obecność na zdjęciach pracy wykonywanej przez urzędników przy dokumentacji, korektach i rozliczeniach.

– Dlatego podkreślam, robienie sobie fotografii, że jest sukces, to jest fajne pod warunkiem, że się klimat wokół tego dobry robi. Ale ja bym tego człowieka, który fotografuje się, zaprosił tutaj do tego działu inwestycji, niech by te wnioski poprzerabiał. Jakby usiadł, to by spokorniał – mówił.
Ta wypowiedź wywołała reakcję radnej Marzeny Kędziory. Przypomniała, że starania o ścieżkę przy DK43 nie zaczęły się wraz z obecnymi rozmowami prowadzonymi przez gminę. Według niej wnioski mieszkańców pojawiały się już wiele lat temu.
– Ja się muszę tutaj odnieść, bo skoro mówimy już o tych inicjatorach z gminy Opatów, o ścieżkę przy drodze wnioskowały od 16 lat Iwanowice Małe i Iwanowice-Naboków. Przepraszam odwrotnie. Iwanowice-Naboków w pierwszej kolejności i Iwanowice Małe też kilka razy składały pismo – powiedziała.
Radna zaznaczyła też, że mieszkańcy przez lata słyszeli, iż realizacja takiego zadania będzie możliwa dopiero przy większej przebudowie drogi krajowej. Dlatego, kiedy pojawiła się realna szansa na wykonanie odcinka, nie chciała, by wieloletnie zabiegi lokalnej społeczności zniknęły z publicznej narracji.

– My byliśmy tym odcinkiem najbardziej zainteresowani. My żeśmy o to wnioskowali, więc też bym tutaj nie chciała, żeby mieszkańcy byli pomijani, jeżeli chodzi o takie kwestie – zaznaczyła Kędziora.
Przystajń
Był egzamin, jest awans. Kolejny szczebel kariery zdobyty
Pięć nauczycielek pracujących w placówkach oświatowych na terenie gminy Przystajń uzyskało stopień nauczyciela mianowanego. Akty nadania wręczono z końcem sierpnia podczas uroczystości z udziałem wójta Henryka Macha.
Awans poprzedziło zdanie egzaminu, podczas którego nauczycielki musiały wykazać się wiedzą i umiejętnościami wymaganymi na kolejnym etapie rozwoju zawodowego. Po zakończeniu procedury złożyły ślubowanie i odebrały akty mianowania.
– W gronie awansowanych znalazły się Urszula Kierat i Klaudia Krawczyk-Damiak z Gminnego Przedszkola Publicznego w Przystajni oraz Klaudia Brodziak, Katarzyna Krawczyk i Kamila Pisarek z Publicznej Szkoły Podstawowej w Borze Zajacińskim – informuje Agnieszka Janik, kierownik referatu oświaty urzędu gminy.
Uzyskanie stopnia nauczyciela mianowanego to jeden z ważniejszych etapów zawodowej ścieżki pedagogów. Oznacza formalne potwierdzenie ich dotychczasowego rozwoju, zdobytego doświadczenia i kompetencji wykorzystywanych w codziennej pracy z dziećmi i młodzieżą.
Podczas spotkania wójt Henryk Mach pogratulował nauczycielkom osiągniętego wyniku i życzył im dalszej satysfakcji z pracy, sukcesów zawodowych oraz niegasnącej pasji w kształceniu kolejnych pokoleń.
Panki
Coraz więcej dzieci potrzebuje specjalistycznej pomocy. Gmina mówi wprost o rosnącej skali problemu
W szkołach i przedszkolach prowadzonych przez gminę Panki rośnie zapotrzebowanie na pomoc psychologiczną i pedagogiczną. Podczas ostatniej sesji radni przyjęli uchwałę utrzymującą tygodniowy wymiar zajęć specjalistów na poziomie 22 godzin. W uzasadnieniu wprost wskazano na coraz większą liczbę uczniów z opiniami i orzeczeniami o potrzebie kształcenia specjalnego. Urząd nie ukrywał przy tym, że przy ustalaniu pensum znaczenie ma również czynnik ekonomiczny.
Uchwała dotyczy pedagogów, psychologów, logopedów, doradców zawodowych, terapeutów pedagogicznych oraz pedagogów specjalnych zatrudnionych w placówkach prowadzonych przez gminę. Dla wszystkich tych stanowisk ustalono tygodniowy obowiązkowy wymiar zajęć na maksymalnym dopuszczalnym przez przepisy poziomie 22 godzin.
Podczas uzasadniania projektu jedna z urzędniczek zwróciła uwagę, że decyzja nie ma wyłącznie formalnego charakteru. W miejscowych placówkach systematycznie rośnie bowiem zapotrzebowanie na specjalistyczne wsparcie.

– Gmina rok rocznie odnotowuje zwiększone zapotrzebowanie na wsparcie psychologiczno-pedagogiczne dzieci i młodzieży w podległych jednostkach oświatowych. Do szkół i przedszkoli trafia coraz więcej uczniów z opiniami i orzeczeniami o potrzebie kształcenia specjalnego – mówiła.
Jak zaznaczono podczas obrad, pomocy specjalistów potrzebują nie tylko sami uczniowie. Psycholodzy, pedagodzy specjalni czy terapeuci wspierają również nauczycieli w prowadzeniu procesu dydaktycznego i wychowawczego, a ich praca obejmuje także kontakt z rodzicami.
Gmina zdecydowała się więc nie obniżać obowiązkowego wymiaru godzin. W uzasadnieniu przekonywano, że ograniczenie pensum oznaczałoby jednocześnie zmniejszenie dostępności specjalistów dla całej społeczności szkolnej.

– Określenie niższego wymiaru zajęć w tygodniu niż 22 godziny byłoby zamykaniem się na te potrzeby – argumentowano.
Podczas sesji padło jednak również stwierdzenie pokazujące finansowy wymiar decyzji.
– Nie bez znaczenia dla gminy jest tu także czynnik ekonomiczny – zaznaczono.
Projekt został wcześniej pozytywnie zaopiniowany przez reprezentatywne związki zawodowe. Uchwałę przyjęto jednogłośnie.
Kłobuck
Drogowcy wejdą na ulicę Polną w Kamyku. W umowie między innymi podbudowa, destrukt i grys bazaltowy
Kolejna droga w Kamyku zostanie wyremontowana. Gmina podpisała umowę na prace przy ulicy Polnej, obejmujące między innymi przygotowanie istniejącej podbudowy, wykonanie nowej nawierzchni oraz regulację studzienek. Wartość zadania to blisko 145 tys. zł.
W imieniu samorządu dokument podpisał Krzysztof Chamarowski, dyrektor Zarządu Dróg i Gospodarki Komunalnej w Kłobucku. Wykonawcą prac będzie firma z Wręczycy Małej. Zakres robót przewiduje przede wszystkim profilowanie i zagęszczenie istniejącej podbudowy. Drogowcy przeprowadzą również regulację wysokościową znajdujących się w jezdni studzienek.

Na przygotowanym podłożu powstanie nawierzchnia z destruktu asfaltowego o grubości 10 centymetrów. Następnie zostanie ona skropiona emulsją asfaltową i posypana grysem bazaltowym. W ramach inwestycji przewidziano ponadto dostosowanie wysokości remontowanej nawierzchni do istniejących zjazdów prowadzących do posesji.
Wręczyca Wielka
Do trzech razy sztuka. Wręczyca Wielka ma w końcu wykonawcę modernizacji szkoły
Dwa wcześniejsze przetargi zakończyły się bez rozstrzygnięcia. Za trzecim razem Wręczycy Wielkiej udało się wyłonić wykonawcę dużej inwestycji energetycznej w miejscowej szkole. 7 września samorząd podpisał umowę na kwotę niemal 3,97 mln zł. Zanim jednak doszło do sfinalizowania kontraktu, gmina dwukrotnie musiała unieważniać postępowanie.
W pierwszym przetargu wpłynęło dziesięć ofert. Najtańsze z nich wzbudziły wątpliwości pod kątem rażąco niskiej ceny, dlatego wykonawcy zostali wezwani do złożenia wyjaśnień. Trzy firmy nie zrobiły tego w wymaganym terminie, a kolejna oferta, która mogła być brana pod uwagę, opiewała już na około 4,59 mln zł. To było więcej niż kwota zabezpieczona przez gminę, więc postępowanie zakończyło się unieważnieniem.
Drugie podejście także nie przyniosło wykonawcy. Najtańsza oferta wyniosła 3,8 mln zł, ale również w tym przypadku pojawiła się konieczność wyjaśnienia ceny. Wykonawca nie złożył ich w terminie, a następnie przyznał, że kalkulacja została przygotowana błędnie i cena jest zaniżona. Druga propozycja opiewała już na blisko 7,49 mln zł, dlatego także ten przetarg trzeba było zakończyć bez wyboru.

Dopiero trzecie postępowanie przyniosło rozstrzygnięcie. Ostateczna cena okazała się przy tym niemal identyczna z pierwotnym budżetem gminy.
Inwestycja dotyczy poprawy efektywności energetycznej Szkoły Podstawowej im. Adama Mickiewicza we Wręczycy Wielkiej. Prace mają być prowadzone w formule „zaprojektuj i wybuduj”, co oznacza, że wykonawca najpierw przygotuje dokumentację, a następnie przeprowadzi roboty budowlane.
Zakres przedsięwzięcia obejmuje między innymi termomodernizację obiektu, modernizację instalacji centralnego ogrzewania, zmianę źródła ciepła, wymianę oświetlenia oraz montaż instalacji fotowoltaicznej. W dokumentacji przewidziano również wykonanie na elewacji szkoły muralu poświęconego Adamowi Mickiewiczowi. Na realizację zadania firma ma dziesięć miesięcy od podpisania umowy.
Znaczną część kosztów pokryją środki zewnętrzne. Dofinansowanie ma wynieść 85 proc. kosztów kwalifikowanych, a pieniądze pochodzą ze środków unijnych.
– Inwestycja pozwoli podnieść efektywność energetyczną budynków użyteczności publicznej, a tym samym przyczyni się do ich modernizacji, ograniczenia zużycia energii oraz zmniejszenia kosztów ich funkcjonowania. Kolejne pozyskane środki to kolejny konkretny krok w rozwoju gminy. Inwestujemy, modernizujemy i skutecznie sięgamy po środki zewnętrzne dla naszych mieszkańców – podkreśla wójt Anna Syguda.
Krzepice
Najpierw oficjalny ceremoniał, później wspólna zabawa. Strażacy z Dankowic mają co świętować
Ochotnicza Straż Pożarna w Dankowicach szykuje wyjątkowe obchody jubileuszu 100-lecia swojej działalności. Uroczystość odbędzie się 12 września i połączy oficjalny strażacki ceremoniał z mniej formalnym spotkaniem dla mieszkańców, sympatyków jednostki i całych rodzin.
Obchody rozpoczną się od zbiórki jednostek o godz. 13.30. Kwadrans później zaplanowano przybycie zaproszonych gości, natomiast właściwa część uroczystości ruszy o godz. 14.00.
W programie znajdzie się złożenie meldunku, podniesienie flagi państwowej oraz oficjalne powitanie uczestników. Jednym z najważniejszych punktów jubileuszu będzie wręczenie odznaczeń, które mają uhonorować strażaków za ich służbę i zaangażowanie w działalność jednostki. Przewidziano również wystąpienia zaproszonych gości.

Część oficjalna ma zakończyć się około godz. 16.00. Później charakter wydarzenia stanie się już zdecydowanie bardziej rodzinny i integracyjny. Organizatorzy przygotują strażacki poczęstunek oraz grill, a z myślą o najmłodszych pojawią się dmuchańce.
Jubileusz ma być nie tylko okazją do przypomnienia wieloletniej historii OSP Dankowice, ale przede wszystkim do wspólnego świętowania z mieszkańcami i osobami, które przez lata wspierały miejscowych druhów.

Strażacy zapraszają do udziału wszystkich mieszkańców Dankowic oraz sympatyków jednostki. Dla OSP będzie to jeden z najważniejszych dni w historii, a dla lokalnej społeczności okazja, by z bliska uczestniczyć w strażackim święcie i podziękować druhom za ich codzienną służbę.
Opatów
Awantura o diety sołtysów: Pan nam naopowiadał takich głupot, że mi się w głowie nie mieści
Końcówka ostatniej sesji Rady Gminy Opatów przyniosła najbardziej nerwową wymianę zdań podczas całych obrad. Spór o zasady potrącania diet za nieobecność na sesjach szybko wykroczył poza kwestie zapisów uchwały. Między jednym z sołtysów a przewodniczącym rady doszło do ostrego, momentami osobistego starcia, w którym pojawiły się zarzuty o unikanie odpowiedzi, „opowiadanie głupot”, pieniądze i prywatne wpłaty na lokalne inicjatywy.
Temat wywołał sołtys Zwierzyńca Drugiego Piotr Ślusarczyk, który wrócił do różnicy pomiędzy potrąceniami stosowanymi wobec sołtysów i radnych. Z jego wypowiedzi wynikało, że w przypadku nieobecności sołtysa na sesji rady dieta ma być pomniejszana o 20 proc., natomiast radnego o 8 proc. Sołtys chciał wiedzieć, dlaczego zasady są różne i czy radni uważają je za sprawiedliwe. Jednocześnie zarzucił przewodniczącemu sposób, w jaki sprawa została potraktowana podczas wcześniejszych obrad.
– Pan nam naopowiadał takich głupot, że mi się w głowie nie mieści. Jeszcze nie skończyłem. Zadałem pytanie nowym radnym, żeby się wypowiedzieli, czy to jest sprawiedliwe, żeby odtrącać sołtysom za nieobecność na sesji 20 proc., a radnym 8 proc. Nie odpowiedzieli, pan mnie nie dopuścił do głosu, tylko pan sam odpowiedział głupotami – mówił Ślusarczyk.
Przewodniczący rady Tomasz Kotowicz przekonywał, że sprawa nie została odłożona na bok. Jak poinformował, ponownie zwrócił się do prawnika, który ma przeanalizować obowiązujące zasady i przygotować propozycję rozwiązania. Ewentualna zmiana miałaby następnie trafić pod obrady rady.

– Tematem zainteresowałem po raz kolejny prawnika i czekam na jego stanowisko, żebym przygotował uchwałę. Na chwilę obecną nie wiem, jak daleko są zaawansowane prace. Temat nie jest tak banalnie prosty, jakby się pozornie mogło wydawać i miał tym tematem się zainteresować, zgłębić wiedzę i przedstawić tu opinię radzie do podjęcia decyzji – odpowiedział.
Zamiast zakończyć spór na kwestiach formalnych, rozmowa szybko zeszła jednak na pieniądze. Sołtys podkreślał, że przez 25 lat pełnienia swojej funkcji nie zabiegał na sesjach o podwyżki ani nie domagał się większego wynagrodzenia. Przewodniczący odpowiedział mu ironicznie.

– Ale to pan pyta o pieniądze. No to pan sobie sam musi odpowiedzieć, o jakie pieniądze panu chodzi. Mnie się wydaje, że o polskie złotówki, bo taka waluta tutaj obowiązuje – stwierdził.
To tylko podniosło temperaturę rozmowy. Obaj zaczęli wypominać sobie, ile z własnych środków przekazują na lokalne przedsięwzięcia. Przewodniczący wskazał między innymi 500 zł przeznaczone na nagrodę podczas odpustu. Chwilę później pojawił się także wątek innej zbiórki oraz diet przeznaczanych na jej wsparcie. Dyskusja coraz mniej przypominała debatę nad zasadami naliczania diet, a coraz bardziej osobisty pojedynek pomiędzy dwoma „kogutami”. Próba jej zakończenia również nie uspokoiła sytuacji.

– Jak chce się pan ze mną publicznie i pod publiczkę dochodzić o nie wiadomo co, to proszę bardzo – powiedział Kotowicz.
Ślusarczyk odpowiedział, że nie zamierza już kierować do niego kolejnych pytań.
– Dziękuję. Do pana więcej pytań nie zadam, bo nie ma powodu. Ani na jedno mi pan nie odpowiedział – zakończył.
Mimo ostrej wymiany zdań zasadnicza sprawa pozostała więc nierozstrzygnięta.
Panki
Droga do domów, do której nikt się nie poczuwa. Radny: Mieszkańcy są zostawieni sami sobie
Problem dojazdu do posesji nr 35 i 36 w Koskach Drugich wywołał żywiołową dyskusję podczas ostatniej sesji rady gminy. Jeden z radnych alarmował, że mieszkańcy korzystają z drogi gruntowej w bardzo złym stanie, a zimą mogą mieć problem nawet z odśnieżaniem. Sprawę komplikuje fakt, że droga miała zostać przed laty przekazana Skarbowi Państwa. Wójt przyznała, że nie zna dziś okoliczności tej decyzji i trzeba będzie wrócić do dokumentów.
Temat pojawił się pod koniec obrad, kiedy jeden z radnych zapytał, w jaki sposób gmina zamierza pomóc mieszkańcom dwóch posesji w Koskach Drugich. Jak wskazywał, dojazd do domów jest obecnie bardzo trudny.
– W jaki sposób pani wójt chce pomóc tym mieszkańcom u nas. Chodzi o dojazd, drogę do posesji 35 i 36, bo w tej chwili tam nawet samochodem dobrze nie idzie dojechać – mówił samorządowiec.

Z dalszej dyskusji wynikało, że sprawa ciągnie się od wielu lat. Według radnego droga miała wcześniej należeć do gminy, ale około 2003 lub 2004 roku została przekazana Skarbowi Państwa. To właśnie kwestia własności powoduje dziś największy problem kompetencyjny. Wójt wskazywała, że jeśli droga formalnie nie jest już własnością gminy, samorząd nie może traktować jej tak, jak własnej infrastruktury.
– No my odśnieżamy drogi gminne – odpowiedziała Katarzyna Gierak.
Radny zwrócił jednak uwagę, że za formalnym sporem stoją konkretni mieszkańcy, którzy każdego dnia muszą dostać się do swoich domów.
– Jedna rodzina jest starsza, druga ma dwójkę dzieci, które też muszą dojść. W zimę nikt tego im nie odśnieży, oni są zostawieni sami sobie – mówił.
W dalszej części rozmowy wójt Gierak sugerowała konieczność zwrócenia się do instytucji odpowiedzialnej za nieruchomość. Radny wrócił jednak do źródła całego problemu i zakwestionował sens decyzji sprzed ponad dwóch dekad.

– Pani wójt, to była droga gminna. Pytanie z jakiej racji, jeśli tam ktoś mieszkał, gmina przekazała to na Skarb Państwa bez informowania w ogóle mieszkańców – dociekał radny.
Wójt przyznała, że bez sprawdzenia dokumentacji nie jest w stanie wyjaśnić, dlaczego do takiej zmiany własności doszło.
– Nie wiem, no trzeba temat rozeznać, zaskoczył mnie pan teraz na sesji. Nie wiem, nie jestem w stanie odpowiedzieć, co się zadziało z drogą – odpowiedziała Gierak.
Radny zaznaczył, że sprawa nie pojawiła się po raz pierwszy.
– Pani też już wcześniej o tym też mówiła, o tej drodze i o tych mieszkańcach – powiedział.
– Być może, nie przypominam sobie – odpowiedziała wójt.
– Ale ja sobie przypominam – nie odpuszczał radny.
Kłobuck
Piłkarskie plany Kłobucka nabierają tempa. Najwięcej zyskać mają najmłodsi
Kłobucki samorząd dołączył do grona miast i gmin partnerskich Śląskiego Związku Piłki Nożnej. Burmistrz Jerzy Zakrzewski podpisał porozumienie, które ma otworzyć drogę do wspólnych działań promujących aktywność fizyczną, rozwój sportu oraz popularyzację piłki nożnej, szczególnie wśród dzieci i młodzieży.
Porozumienie o współpracy obok włodarza podpisali też prezes Śląskiego Związku Piłki Nożnej Henryk Kula oraz prezes Podokręgu Częstochowa Śląskiego ZPN Artur Szymczyk.
Współpraca ma obejmować działania służące promocji aktywnego stylu życia oraz zwiększaniu zainteresowania sportem wśród mieszkańców. Szczególny nacisk ma zostać położony na aktywizację najmłodszych oraz tworzenie im kolejnych możliwości rozwijania sportowych zainteresowań.

Jednym z ważniejszych elementów partnerstwa będzie także organizacja wspólnych wydarzeń i inicjatyw sportowych. Samorząd i związek mają również wzajemnie promować przedsięwzięcia związane z rozwojem piłki nożnej i aktywności fizycznej.
– Dla Kłobucka porozumienie oznacza formalne włączenie się do grona samorządów współpracujących ze Śląskim Związkiem Piłki Nożnej. W praktyce ma to przełożyć się na nowe inicjatywy sportowe kierowane do mieszkańców, w szczególności dzieci i młodzieży – mówi Jerzy Zakrzewski.

Samorząd liczy, że współpraca przyniesie kolejne przedsięwzięcia, które nie tylko zwiększą zainteresowanie piłką nożną, ale również zachęcą mieszkańców do regularnej aktywności fizycznej.
Lipie
Lipie ufundowało kaski czwartoklasistom. Do uczniów trafił sprzęt, który ma chronić ich na drogach
Czwartoklasiści ze wszystkich trzech szkół w gminie Lipie otrzymali certyfikowane kaski ochronne zakupione przez samorząd. To element projektu „Z kaskiem przez gminę Lipie”, który ma nie tylko wyposażyć dzieci w podstawowy sprzęt zabezpieczający, ale przede wszystkim utrwalić nawyk korzystania z niego podczas jazdy rowerem czy hulajnogą.
Pomysł samorządu jest prosty – nie ograniczać się do mówienia o bezpieczeństwie, ale dać dzieciom coś, co może realnie zmniejszyć skutki upadku lub wypadku. Kaski trafiły do uczniów klas czwartych ze wszystkich placówek działających na terenie gminy.
Wręczenie sprzętu połączono z lekcją bezpieczeństwa. W wydarzeniu wzięli udział również przedstawiciele Państwowej Straży Pożarnej, samorządu gminy Lipie, a także komendant Komisariatu Policji w Krzepicach podinsp. Rafał Wiśniewski oraz asp. Kamil Doruchowski z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Powiatowej Policji w Kłobucku. Całość wpisała się bowiem w prowadzoną przez policję akcję „Bezpieczna droga do szkoły”.
Mundurowi przypomnieli dzieciom najważniejsze zasady poruszania się po drogach, zwłaszcza w przypadku rowerzystów i osób korzystających z hulajnóg. Mówili o konieczności zachowania ostrożności, widoczności po zmroku oraz korzystaniu z elementów odblaskowych.

Szczególną uwagę poświęcono właściwemu zakładaniu kasku. Policjanci zwracali uwagę, że powinien być odpowiednio dopasowany i prawidłowo zapięty, bo tylko wtedy może skutecznie spełniać swoją funkcję. Sam kask nie zapobiega wypadkom, ale w razie upadku może ograniczyć ryzyko poważnych obrażeń głowy.
Projekt ma więc dwa wymiary. Z jednej strony dzieci dostały konkretny sprzęt ochronny, z drugiej – wiedzę, która ma im pomóc bezpieczniej poruszać się po drogach. W Lipiu postawiono tym samym na profilaktykę, która nie kończy się na pouczeniach, ale daje uczniom narzędzie, z którego mogą korzystać na co dzień.
– To pionierskie działanie, które podjęliśmy z myślą o bezpieczeństwie najmłodszych mieszkańców naszej gminy. Chcemy, aby dzieci od początku wyrabiały sobie prosty, ale bardzo ważny nawyk. Dlatego zdecydowaliśmy się sfinansować zakup kasków z budżetu gminy i połączyć ich przekazanie z praktyczną lekcją bezpieczeństwa. Dzięki obecności policjantów i strażaków dzieci mogły przypomnieć sobie najważniejsze zasady poruszania się po drogach oraz podstawy udzielania pierwszej pomocy – podkreśla wójt Bożena Wieloch.

Panki
Wojna o oczyszczalnię Panki-Przystajń trwa. Dwie sesje i dwie wersje tych samych wydarzeń
Spór o władze Związku Międzygminnego Panki-Przystajń ds. Ochrony Wód wszedł w kolejną fazę. Po ostrych słowach wójta Przystajni Henryka Macha, który zarzucał złamanie wieloletnich zasad współpracy i krytykował merytoryczne i zawodowe przygotowanie nowego przewodniczącego, podczas sesji w Pankach padła zdecydowana odpowiedź. Wójt Katarzyna Gierak przekonywała, że Mach został wybrany jednogłośnie, a następnie sam złożył rezygnację. Jedna z radnych poszła jeszcze dalej, twierdząc, że działania wójta Przystajni nie były do końca zgodne ze statutem związku.
Konflikt dotyczy zmian we władzach związku zarządzającego wspólną dla obu gmin oczyszczalnią. Jeszcze niedawno jego najbardziej krytyczną ocenę przedstawił na sesji w Przystajni Henryk Mach. Przekonywał wówczas, że przez lata obowiązywała nieformalna, ale utrwalona zasada naprzemiennego kierowania zarządem przez włodarzy obu gmin.
– Było tak, że rok szefem zarządu był wójt jednej gminy i po roku był wójt drugiej gminy i nigdy ta zasada nie została złamana – mówił Henryk Mach.
Jego zdaniem ostatnie wybory tę regułę naruszyły. Wójt Przystajni krytykował nie tylko przedstawicieli Panek, ale również radnych ze swojej gminy, którzy poparli nowy układ we władzach związku.
– Z przykrością stwierdzam, że również nasi radni, trójka naszych radnych, zapisała się do tego chóru, który tak zdecydował – stwierdził.
Mach przekonywał również, że w nowej sytuacji nie czuje już realnego wpływu na funkcjonowanie systemu gospodarki ściekowej opartego na oczyszczalni w Pankach.

– Jako wójt, jako organ wykonawczy, czuję się zwolniony z odpowiedzialności za gospodarkę ściekową w oparciu o oczyszczalnię pankowską – mówił.
Najostrzejsza część jego wystąpienia dotyczyła jednak Dominika Sasa, który po zmianach został przewodniczącym zarządu związku. Mach zakwestionował jego przygotowanie do kierowania jednostką odpowiedzialną za pracowników, finanse i infrastrukturę obu gmin.
– Jest osobą zupełnie nieprzygotowaną do pełnienia takiej funkcji. Przecież to jest zakład pracy – stwierdził.
Wójt Przystajni przyznał również, że wcześniej sam zrezygnował z funkcji, argumentując, że nie chciał działać w układzie, w którym inni mieliby decydować o jego współpracownikach.
– Nie może być tak, że ktoś stawia mnie pod ścianę – tłumaczył.
I właśnie ten element stał się jednym z głównych punktów odpowiedzi, która padła podczas sesji w Pankach. Wójt Katarzyna Gierak szczegółowo odtworzyła czerwcową chronologię zmian we władzach związku. Jak mówiła, jej własna kadencja na stanowisku przewodniczącej zarządu kończyła się 12 czerwca, dlatego 8 czerwca przeprowadzono wybory nowego kierownictwa. Według jej relacji jedynym zgłoszonym kandydatem na przewodniczącego był właśnie Henryk Mach. Wójt Przystajni miał wyrazić zgodę na kandydowanie, a następnie zostać wybrany jednogłośnie przez wszystkich ośmiu obecnych członków zgromadzenia.

– I kandydatura jedna, jedyna, jaka wpłynęła, była to kandydatura wójta gminy Przystań, który po zapytaniu, czy wyraża zgodę na kandydowanie, wyraził taką zgodę i został wybrany jednomyślnie na przewodniczącego zarządu – relacjonowała wójt Panek.
Jej zdaniem sytuacja zaczęła się komplikować dzień później. 9 czerwca do związku miało wpłynąć pismo Macha, z którego wynikało, że chce objąć funkcję pod określonymi warunkami.
– Bardzo dużym zdziwieniem było, myślę, dla wszystkich członków zgromadzenia, kiedy w dniu 9 czerwca, czyli dzień po wyborach, wpłynęło pismo pana wójta, który nie do końca chciał objąć funkcję przewodniczącego, to znaczy chciał ją objąć pod pewnymi warunkami narzuconymi z góry, jak on to widzi. Była to sytuacja precedensowa, nigdy czegoś takiego nie miało miejsca – mówiła.
Jeszcze zanim związek zdążył odpowiedzieć, miało wpłynąć kolejne pismo. Tym razem z rezygnacją ze stanowiska ze skutkiem od 13 czerwca.
Wójt Panek wykorzystała ten fakt do bezpośredniej odpowiedzi na pojawiające się publicznie sugestie, że przedstawiciele jej gminy mieli pozbawić Macha stanowiska.
– Także ja nie widzę podstaw do podawania jakichś kłamliwych danych, że został ktoś pozbawiony stanowiska – stwierdziła. – Trudno pozbawić stanowiska kogoś, kto sam z tego stanowiska rezygnuje po kilku dniach – podsumowała chwilę później.
Po rezygnacji wójta Przystajni na 17 czerwca zwołano kolejne zgromadzenie. Według relacji wójt Panek przedstawiciele obu gmin uznali, że przewodniczącym nadal powinien zostać ktoś z Przystajni, zgodnie z dotychczasową zasadą rotacji. Wówczas kandydaturę zgodził się przyjąć Dominik Sas.
Tym samym okazuje się, że obie strony inaczej interpretują zasadniczy moment konfliktu. Mach uważa, że dotychczasowy model kierowania związkiem został faktycznie złamany i że znalazł się w sytuacji, której nie mógł zaakceptować. Natomiast Gierak odpowiada, że włodarz sąsiedniej gminy został prawidłowo wybrany, lecz sam z funkcji zrezygnował, a kolejne wybory były jedynie konsekwencją tej decyzji.
Jeszcze ostrzej do wcześniejszych zarzutów odniosła się podczas sesji w Pankach jedna z radnych, będąca członkiem zgromadzenia związku. Zapewniała, że wszystkie procedury zostały przeprowadzone zgodnie z prawem, a uchwały przekazano do Regionalnej Izby Obrachunkowej w Katowicach i nie zostały zakwestionowane.
– Chciałam tylko powiedzieć, że pan wójt podniósł zarzut nam, że zostało złamane prawo, że było coś niepoprawnie, były dokonane wybory. Wszystko zgodnie było przeprowadzone z procedurami, był uchwał podany do RIO, nie ma nic zakwestionowanego – mówiła.
Radna również jednoznacznie odrzuciła tezę o odwołaniu Macha.
– Nikt pana wójta nie odwołał z tej funkcji, pan wójt samodzielnie złożył rezygnację z bycia przewodniczącym – stwierdziła.
Na tym jednak nie poprzestała. Odpowiadając na wcześniejszą krytykę ze strony wójta Przystajni, sama zakwestionowała sposób jego postępowania.

– Tutaj pan wójt działał według swoich zasad, ale nie do końca zgodnie ze statutem, który obowiązywał – powiedziała.
Zarzuciła również, że przedstawiciele Panek i członkowie zgromadzenia byli później publicznie przedstawiani jako osoby działające niewłaściwie.
– I wywoływanie nas na innych sesjach i w mediach, że my działamy tutaj niepoprawnie, jest nie tak, jak powinno być – oceniła.
Reasumując, okazuje się, że spór ma obecnie co najmniej trzy poziomy. Pierwszy dotyczy samej procedury zmiany władz związku i odpowiedzi na pytanie, czy doszło do złamania wypracowanej przez lata zasady rotacyjnego kierowania zarządem. Drugi obejmuje kompetencje Dominika Sasa i ocenę, czy jest przygotowany do kierowania jednostką. Trzeci to już otwarta wojna o narrację – kto odpowiada za rozpad wcześniejszego układu i czy podczas wyborów doszło do jakichkolwiek nieprawidłowości.
W Przystajni Mach mocno akcentował odpowiedzialność za oczyszczalnię i przestrzegał przed powierzaniem jej osobie, którą uważa za nieprzygotowaną. W Pankach odpowiedziano, że Sas został wybrany dopiero po dobrowolnej rezygnacji Macha, a procedura miała przebiegać zgodnie ze statutem i prawem.
Na razie żadna ze stron nie wycofuje się ze swoich ocen. Wręcz przeciwnie – kolejne sesje przynoszą nowe zarzuty i coraz bardziej stanowcze słowa. Spór, który rozpoczął się od wyboru przewodniczącego zarządu niewielkiego związku międzygminnego, stał się już otwartym konfliktem polityczno-samorządowym pomiędzy przedstawicielami Panek i Przystajni.
Kłobuck
Drogowcy wchodzą na Przybyłowską. W Kamyku zaczyna się długo wyczekiwana inwestycja
Remont ulicy Przybyłowskiej w Kamyku wchodzi w fazę realizacji. Gmina podpisała umowę z wykonawcą prac, których wartość wynosi ponad 192 tys. zł. Inwestycja obejmie przede wszystkim przygotowanie istniejącej podbudowy i wykonanie nowej nawierzchni.
Umowę na realizację pierwszego etapu zadania, związanego z remontem dróg gminnych w miejscowości Kamyk, podpisał 3 września Krzysztof Chamarowski, dyrektor Zarządu Dróg i Gospodarki Komunalnej w Kłobucku. Wykonawcą inwestycji została firma z Boronowa.
Zakres robót przewidzianych na ulicy Przybyłowskiej obejmuje w pierwszej kolejności profilowanie i zagęszczenie istniejącej podbudowy drogi. Przeprowadzona zostanie również regulacja wysokościowa znajdujących się w jezdni studzienek.
Najważniejszym elementem przedsięwzięcia będzie wykonanie nowej nawierzchni z destruktu asfaltowego o grubości 10 centymetrów. Następnie nawierzchnia zostanie skropiona emulsją asfaltową i posypana grysem. W ramach prac jej wysokość ma zostać również dostosowana do istniejących zjazdów prowadzących do posesji.

Kłobuck
Kradziona toyota, dożywotni zakaz i trzy promile. System zadziałał dopiero po zatrzymaniu
Są takie policyjne komunikaty, przy których trudno zatrzymać się wyłącznie na suchym wyliczeniu faktów. Ten z Kłobucka jest jednym z nich. 28-letni mieszkaniec powiatu miał dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów, cofnięte uprawnienia i trzy promile alkoholu w organizmie. Mimo to, według ustaleń policji, ukradł toyotę i ruszył nią w stronę województwa łódzkiego. Po drodze okazało się jeszcze, że tego samego dnia miał złamać inny sądowy zakaz.
Wszystko zaczęło się w niedzielę, 30 sierpnia, tuż po południu. Do dyżurnego Komendy Powiatowej Policji w Kłobucku trafiło zgłoszenie o kradzieży toyoty w rejonie stacji paliw przy ulicy Długosza. Policjanci ustalili, że samochód może poruszać się w kierunku powiatu pajęczańskiego. Informacja szybko trafiła do funkcjonariuszy z sąsiedniego województwa. Poszukiwany samochód został zatrzymany na terenie Działoszyna. Za kierownicą siedział 28-letni mieszkaniec powiatu kłobuckiego.
Już samo podejrzenie kradzieży samochodu oznaczało dla niego poważne problemy. Kolejne ustalenia sprawiły jednak, że cała historia zaczęła wyglądać jak katalog głupoty i bezmyślności.
Badanie wykazało trzy promile alkoholu w organizmie mężczyzny. Policjanci sprawdzili również jego dane i ustalili, że obowiązuje go dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. Dodatkowo miał cofnięte uprawnienia do kierowania.

Dożywotni zakaz jest przy tym środkiem, który z definicji ma oznaczać koniec samodzielnych podróży za kierownicą. W tym przypadku nie zatrzymał jednak 28-latka przed prowadzeniem samochodu. I to nie własnego, lecz chwilę wcześniej skradzionego. Na tym lista przestępstw się jednak nie kończy.
Podczas dalszego postępowania kłobuccy kryminalni ustalili, że tego samego dnia mężczyzna miał również naruszyć sądowy zakaz zbliżania się do członka swojej rodziny. Po zatrzymaniu został przekazany policjantom z Kłobucka i noc spędził noc w areszcie. Następnie usłyszał zarzuty, a sąd zastosował wobec niego trzymiesięczny tymczasowy areszt.
Sprawa ma oczywiście swój konkretny wymiar karny, ale trudno nie dostrzec także szerszego problemu. Sądy mogą wydawać kolejne zakazy, odbierać uprawnienia i zaostrzać środki wobec osób, które wcześniej łamały przepisy. Ostatecznie jednak każdy taki zakaz działa tylko tak długo, jak długo ktoś zamierza go respektować albo państwo jest w stanie skutecznie wyegzekwować jego przestrzeganie.

W tym przypadku dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów nie powstrzymał 28-latka przed ponownym znalezieniem się za kierownicą. Nie powstrzymały go też cofnięte uprawnienia. Nie zatrzymały go nawet trzy promile alkoholu. Takich sprawców lawinowo przybywa w całym kraju, a kolejne podobne przypadki pokazują, że sam sądowy zakaz bywa dla części kierowców jedynie zapisem na papierze. I właśnie dlatego coraz częściej wraca pytanie, czy obecne środki są wystarczające wobec osób, które świadomie i wielokrotnie ignorują decyzje sądu, narażając przy tym życie postronnych ludzi.
Kłobuck
Nowy żłobek w Kłobucku oficjalnie otwarty. Kosztował niemal pięć milionów złotych
Po kilkunastu miesiącach przygotowań i prac budowlanych samorząd Kłobucka zakończył jedną z ważniejszych inwestycji społecznych ostatnich lat. 31 sierpnia uroczyście otwarto nową siedzibę Żłobka Gminnego przy ulicy gen. Rómmla. Od początku września placówka rozpoczyna już normalną działalność, oferując 42 miejsca dla dzieci do lat trzech.
Nowy obiekt powstał przy Przedszkolu Gminnym nr 5 im. Jana Brzechwy. To jednak nie była adaptacja istniejących pomieszczeń, lecz od podstaw przygotowana, nowa przestrzeń przeznaczona dla najmłodszych. Jednokondygnacyjny budynek połączono z przedszkolem dwoma przejściami, a wewnątrz znalazły się sale pobytu dzieci, zaplecze sanitarne, socjalne i gospodarcze oraz pomieszczenia potrzebne do codziennego funkcjonowania placówki.
Samo otwarcie zamyka inwestycyjny etap przedsięwzięcia, którego realizacja rozpoczęła się w ubiegłym roku. Umowę na wykonanie robót burmistrz Jerzy Zakrzewski podpisał w czerwcu ubiegłego roku. Wartość prac budowlanych wyniosła ponad 4,65 mln zł, natomiast całe przedsięwzięcie zamknęło się kwotą blisko 4,7 mln zł.
Znaczna część kosztów została pokryta ze środków zewnętrznych. Gmina pozyskała ponad 2,4 mln zł z Krajowego Planu Odbudowy, a kolejne przeszło 555 tys. zł pochodziło z budżetu państwa. Wkład własny samorządu wyniósł około 1,7 mln zł. Dodatkowo zabezpieczono ponad 1,26 mln zł z funduszy europejskich na funkcjonowanie 42 nowych miejsc przez najbliższe trzy lata.

Inwestycja objęła nie tylko budowę samego obiektu. Zagospodarowano również teren wokół placówki, przygotowując drogę pożarową i miejsca parkingowe. Powstał także nowy plac zabaw z bezpieczną nawierzchnią i wyposażeniem dostosowanym do wieku dzieci. Znalazły się tam między innymi huśtawki, zjeżdżalnie, piaskownica i urządzenia sprężynowe.
Najważniejszy efekt całego przedsięwzięcia jest jednak inny. Kłobuck zyskał 42 miejsca opieki nad najmłodszymi dziećmi, od ukończenia 20. tygodnia życia. Ma funkcjonować do dziesięciu godzin dziennie. Istotną wiadomością dla rodziców jest także sposób finansowania pobytu. Dzięki połączeniu świadczenia „Aktywnie w żłobku” z dofinansowaniem w ramach programu „Aktywny Maluch” sam pobyt dziecka ma być bezpłatny. Po stronie rodziców pozostaną przede wszystkim koszty wyżywienia.

– Przez lata liczba dostępnych miejsc żłobkowych była w naszym samorządzie mocno ograniczona, dlatego nowy obiekt odpowiada na tę potrzebę opieki instytucjonalnej nad najmłodszymi mieszkańcami. Nowa siedziba oznacza również wyraźną zmianę w stosunku do dotychczasowych warunków – mówi samorządowiec.
Żłobek Gminny w Kłobucku działa od 2017 roku i do tej pory mieścił się przy ulicy Baczyńskiego, w części budynku Szkoły Podstawowej nr 1. Teraz przeniósł się do obiektu zaprojektowanego specjalnie z myślą o opiece nad dziećmi do lat trzech.
– Społeczne znaczenie tej inwestycji jest ogromne. Dostęp do żłobka to dla wielu młodych rodzin realna możliwość szybszego powrotu do pracy, a dla samorządu realizacja ważnego z elementów polityki społecznej i prorodzinnej – dodaje Zakrzewski.
Panki
Komunikacja Jurajska ruszyła, mieszkańcy już punktują braki i pytają, gdzie są rozkłady?
Gmina Panki porządkuje sieć przystanków po przystąpieniu do Jurajskiego Związku Powiatowo-Gminnego „Komunikacja Jurajska”. Rada jednogłośnie przyjęła nowy wykaz przystanków należących do gminy oraz zasady korzystania z nich. Szybko okazało się jednak, że formalne uporządkowanie dokumentów nie rozwiązuje wszystkich problemów. Mieszkańcy już zgłaszają brak oznakowania i rozkładów, a część odpowiedzialności za przystanki leży po stronie powiatu.
Zmiana była konieczna w związku z organizacją publicznego transportu zbiorowego w ramach Komunikacji Jurajskiej. Nowe trasy autobusowe obejmują również miejscowości, w których wcześniej nie funkcjonowały formalnie wyznaczone przystanki.
– Planowane trasy przejazdu transportu publicznego obejmują miejscowości, w których dotychczas nie były zlokalizowane przystanki komunikacyjne, które umożliwiłyby wsiadanie i wysiadanie podróżnych w wyznaczonych i bezpiecznych miejscach – tłumaczył pracownik urzędu podczas ostatniej sesji.

Rada przyjęła uchwałę jednogłośnie. Za zagłosowało wszystkich 14 obecnych radnych. Dokument określa zarówno wykaz przystanków będących własnością lub pozostających w zarządzie gminy, jak i warunki korzystania z nich.
Temat wrócił jednak jeszcze podczas tych samych obrad, gdy jeden z mieszkańców zwrócił uwagę na praktyczne funkcjonowanie nowej komunikacji. Pytał między innymi o oznakowanie przystanku w Koskach Drugich. Jego zdaniem w jednej z lokalizacji można byłoby wyznaczyć bardziej czytelny punkt końcowy dla autobusów. Mieszkaniec wskazał również, że na części istniejących oznaczeń brakuje rozkładów jazdy.

– Tabliczki są, ale nie ma tam żadnego rozkładu jazdy – mówił.
Ze strony urzędników padło wyjaśnienie, że problemu nie można rozwiązać wyłącznie decyzją gminy. Część przystanków znajduje się przy drogach powiatowych i za ich organizację odpowiada powiat.

– My mamy swoje gminne tabliczki, powiat ma swoje powiatowe. Uchwała powiatowa jest podjęta i mają oni te przystanki oznakować – wyjaśniała przedstawicielka miejscowej administracji.
Jak zaznaczono, samo wskazanie miejsca nie wystarcza. W przypadku przystanków przy drogach powiatowych konieczne jest przygotowanie odpowiedniej organizacji ruchu i formalne oznakowanie.
– Przystanków nie da się tak postawić tam, gdzie pan wskaże – podkreślono podczas dyskusji.
-
Poczesna1 rok temuTragiczny wypadek na trasie między Sobuczyną a Nieradą. Nie żyje 34-letnia kobieta
-
Myszków10 miesięcy temuDom, który stał się miejscem strachu. Bracia z Myszkowa aresztowani za wielomiesięczną przemoc
-
Poczesna2 lata temuW gminie huczy, policja o niczym oficjalnie nie wie, a wójt milczy i unika odpowiedzi
-
Niegowa2 miesiące temuPoważny wypadek młodych ludzi w Niegowie. Pasażerka straciła rękę









