Od kilku tygodni mieszkańcy Starczy mogą korzystać z esemesowego powiadamiania o zagrożeniach. Warto aktywować tę usługę w swoim telefonie, tym bardziej, że korzystanie z niej jest bezpłatne.
Jak zapobiegać sytuacjom, w których brakuje dostatecznej wiedzy o zbliżających się niebezpieczeństwach? Na to pytanie odpowiedzieli sobie niedawno lokalni urzędnicy. W konsekwencji gmina podjęła współpracę z firmą, która dostarcza samorządom gotowe rozwiązanie bazujące na wysyłaniu krótkich wiadomości tekstowych bezpośrednio na telefon komórkowy.
– Zauważyliśmy, że istniej potrzeba wdrożenia narzędzia, które w szybki i precyzyjny sposób umożliwi przekazywanie ważnych informacji o nadchodzących niebezpieczeństwach związanych z gwałtownymi zmianami pogody, czy ogólnie zdarzeń kryzysowych – mówi Ilona Ciura, sekretarz gminy. – Teraz każdy nasz mieszkaniec może otrzymywać wiadomości o nadchodzących niebezpieczeństwach bezpośrednio na swoją komórkę. Prosto, szybko i co najważniejsze bez jakichkolwiek opłat – zachęca.
System informuje nie tylko o sytuacjach typowo alarmowych, ale także o aktualnych sprawach dotyczących mieszkańców. Jest pomocny w obliczu istotnych utrudnień i awarii. Jak przekonują pracownicy urzędu gminy, sprawdzi się też jako źródło wiedzy o imprezach kulturalnych oraz sportowych, a także innych ważnych wydarzeniach z najbliższej okolicy.
By dołączyć do grona użytkowników wystarczy wejść na stronę sisms.pl i zarejestrować się wypełniając prosty formularz.
Starcza
Zdrowiej przy biurku za ponad dwieście tysięcy złotych. Starcza wdraża projekt dla urzędników
Komputery, drukarki, wyposażenie ergonomiczne, szkolenia, warsztaty oraz badania profilaktyczne – takie działania mają zostać sfinansowane w ramach projektu skierowanego do pracowników Urzędu Gminy Starcza. Jego całkowita wartość przekracza 204 tys. zł. Podczas ostatniej sesji jedna z radnych dopytywała, czy z programu skorzystają wyłącznie osoby zatrudnione w urzędzie.
Program ma być realizowany do końca sierpnia przyszłego roku. Z działań będą mogli skorzystać zatrudnieni na podstawie umowy o pracę pracownicy administracyjni i gospodarczy urzędu. Zakres przedsięwzięcia jest szeroki i nie ogranicza się jedynie do zakupu wyposażenia.
– W ramach projektu planuje się działania szkoleniowe i warsztatowe dla pracowników oraz modernizację i zakup, wymianę sprzętu ergonomicznego, to jest komputerowego, drukarek i tym podobnych oraz badania profilaktyczne dla właśnie naszych pracowników – wyjaśnił wójt.

Jak przekazał, przedsięwzięcie zostało już wybrane do dofinansowania, a obecnie samorząd jest na etapie procedury związanej z podpisaniem umowy. Podczas sesji pojawiło się jednak pytanie o krąg osób, które będą mogły skorzystać z finansowanych działań. Jedna z radnych chciała upewnić się, że pieniądze zostaną przeznaczone wyłącznie na pracowników miejscowego urzędu.

– I jeszcze jedno, z tym zdrowiem. To tylko dla pracowników było, tak? – zapytała.
– Tak, dla pracowników – odpowiedział włodarz.
Projekt ma kosztować ponad 204 tys. zł.

Starcza
Na komisji jedno, na sesji drugie? Radny zakwestionował sposób procedowania uchwał: To są gotowce
Czy radny może podczas sesji zaproponować istotną zmianę w projekcie uchwały, czy powinien wcześniej przejść procedurę określoną w statucie? To pytanie wywołało jedną z bardziej zasadniczych dyskusji podczas ostatnich obrad Rady Gminy Starcza. Jeden z radnych zarzucił, że projekty zaczynają być traktowane jak „gotowce”, a możliwości ich modyfikowania są ograniczane. Przewodnicząca rady i obsługa prawna przekonywały, że czym innym jest drobna poprawka, a czym innym zmiana merytoryczna, która musi być procedowana zgodnie z przepisami.
Spór był konsekwencją wcześniejszej dyskusji nad jedną z uchwał finansowych. Radny próbował wówczas wprowadzić zmianę, która nie została uznana za zwykłą poprawkę formalną. Po zakończeniu tego punktu wrócił do sprawy, podkreślając, że problem jego zdaniem jest znacznie szerszy.
– To są projekty uchwał i powinniśmy się przyzwyczaić do możliwości zmiany tych projektów zarówno i na komisjach, jak i na sesjach. Bo zauważam taką tendencję, że to są w pewnym sensie jakieś gotowce – mówił.
Przekonywał przy tym, że radni powinni mieć realny wpływ na ostateczny kształt podejmowanych decyzji niezależnie od tego, jak istotnej finansowo sprawy dotyczą. Do dyskusji włączyła się jego koleżanka z rady, która zwróciła uwagę na jeszcze jeden problem – różnice pomiędzy ustaleniami podczas komisji a późniejszym przebiegiem sesji.
– Inaczej jest na komisji, a inaczej jest rano na sesji. Na komisji wczoraj żeśmy byli, dwa problemy były rozwiązane, a dzisiaj jest inaczej – mówiła.
Przewodnicząca rady wskazywała, że źródłem sporu była konkretna uchwała finansowa. Jednocześnie z porządku obrad usunięto wcześniej projekt związany z zaciągnięciem określonego zobowiązania, dlatego proponowana korekta nie miała już przesądzającego znaczenia dla dalszego procedowania. Radny nie przyjął jednak takiego sprowadzenia dyskusji do jednego przypadku. Podkreślał, że chodzi mu o uprawnienia wszystkich członków rady.
– Tutaj chodzi przede wszystkim o zasadę, o prawo radnego do wnioskowania o zmiany w uchwale. To już nie chodzi tylko o tę jedną uchwałę. Chodzi ogólnie, że uchwały są po to, aby je dostosować do potrzeb, a nie traktować jako gotowce – zaznaczył.
Argumentował również, że nie wszystkie wątpliwości można wychwycić podczas wcześniejszych posiedzeń komisji. Część problemów może ujawnić się dopiero w trakcie samej sesji i jego zdaniem również wtedy powinna istnieć możliwość reagowania.

Najbardziej stanowcza odpowiedź padła ze strony mecenas obsługującej radę. Zaznaczyła, że uprawnienia radnych nie funkcjonują w oderwaniu od zasad określających tryb podejmowania uchwał.
– Oprócz prawa radnego są jeszcze dokumenty prawne jak statut gminy, jak ustawa o samorządzie gminnym, które trzeba stosować i których nie można zastosować sobie wedle własnego widzimisię – stwierdziła.
Sednem sporu okazała się granica pomiędzy zwykłą poprawką a zmianą ingerującą w istotę projektu. Według obsługi prawnej propozycja radnego należała do tej drugiej kategorii.

– Pana zgłoszenie nie było zgłoszeniem formalnym, tylko merytorycznym, zmieniającym znacznie treść tej uchwały. Dlatego nikt nie traktuje tego po macoszemu, tylko zostały wskazane, aby to zrobić w odpowiedniej procedurze – tłumaczyła prawniczka.
Jednocześnie zaznaczyła, że radni mogą korzystać z inicjatywy uchwałodawczej, przygotowywać własne projekty i zabiegać o ich poparcie. Takie propozycje muszą jednak przejść wymagany tryb i zostać wprowadzone do porządku obrad.

Starcza
Gdzie jest pismo w sprawie oświetlenia? Radna ma potwierdzenie, że złożyła, do wójta jeszcze nie dotarło
Mieszkańcy czekają na informację dotyczącą rozbudowy oświetlenia, tymczasem podczas ostatniej sesji Rady Gminy Starcza ujawnił się problem z obiegiem dokumentów w urzędzie. Jedna z radnych zapewniła, że odpowiednie pismo złożyła już dawno i posiada potwierdzenie. Wójt przyznał natomiast, że dokument prawdopodobnie jeszcze do niego nie trafił. W efekcie podczas obrad nie był w stanie odpowiedzieć, co dalej z oczekiwaną inwestycją.
Radna wystąpiła w imieniu mieszkańców zainteresowanych wykonaniem oświetlenia. Jak zaznaczyła, projekty dotyczące zadania mają być już przygotowane, dlatego oczekiwano informacji o dalszych działaniach samorządu.
– Złożyłam podanie o oświetlenie, no bo projekty podobno są porobione. I mieszkańcy pytają, co wójt odpowie na to – mówiła radna.
Okazało się jednak, że włodarz nie zna jeszcze treści dokumentu, na który powoływała się radna.
– Przyznam uczciwie, że ten dokument jeszcze chyba do mnie nie trafił – odpowiedział.
Ta deklaracja wywołała natychmiastową reakcję radnej. Podkreśliła, że od złożenia pisma upłynął już pewien czas i dysponuje dowodem potwierdzającym jego przekazanie.
– Ja złożyłam to dawno temu, mam potwierdzenie – zaznaczyła.
Wójt nie przesądzał podczas sesji ani o możliwości wykonania oświetlenia, ani o terminie ewentualnej inwestycji. Zapowiedział, że najpierw musi zapoznać się ze sprawą.
– Nie odpowiem dzisiaj, jeśli pani radna pozwoli. Odniosę się do sprawy, jak już w terminie późniejszym skontaktujemy się. Przekażę informację – zadeklarował.

Starcza
Przepompownie w kiepskim stanie. Starcza sięga po pożyczkę, by uniknąć poważniejszych problemów
Stan części infrastruktury kanalizacyjnej w gminie Starcza wymaga pilnych działań. Podczas ostatniej sesji radni zdecydowali o zaciągnięciu pożyczki na modernizację przepompowni ścieków. Urząd wskazuje na ryzyko awarii, wysoką energochłonność urządzeń oraz konieczność zagwarantowania ciągłego odbioru ścieków.
Szacunkowa wartość przedsięwzięcia wynosi 279 tys. tys. zł. Część kosztów samorząd zamierza pokryć pożyczką z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach. Gmina zaciągnie w tym celu 113,5 tys. zł. Taką samą kwotę ma otrzymać w formie dotacji. Podczas przedstawiania projektu uchwały gminny skarbnik zwrócił uwagę, że przeprowadzenie inwestycji wynika przede wszystkim z kondycji eksploatowanych obecnie urządzeń.
– Obecny stan techniczny obiektów i urządzeń pompujących wymaga natychmiastowej interwencji ze względu na wysokie ryzyko awarii, energochłonność oraz konieczność zapewnienia ciągłości zbiorowego odbioru ścieków – mówił.
Modernizacja ma objąć przede wszystkim urządzenia odpowiadające bezpośrednio za pracę przepompowni. W każdej z nich wymienione zostaną po dwie pompy zatapialne, a także elementy instalacji elektrycznej i sterowania.
Istotną częścią przedsięwzięcia będzie również unowocześnienie systemu nadzoru. Poziom ścieków mają kontrolować sondy hydrostatyczne współpracujące z nową centralą sterującą. Rozwiązanie ma umożliwić zdalne monitorowanie urządzeń, szybsze wykrywanie nieprawidłowości oraz ograniczenie zużycia energii.

Pożyczka ma zostać uruchomiona w jednej transzy jeszcze w tym roku. Samorząd nie rozpocznie jej spłaty od razu. Zobowiązanie rozłożono bowiem na lata 2028-2033.

Starcza
Zasypują piaskiem, a problem zaraz wraca. Radni punktują sposób łatania chodnika w Starczy
Stan chodnika przy ulicy Szkolnej oraz problemy z odprowadzaniem wody przy ulicy Złotej w Łyścu znalazły się wśród interwencyjnych tematów ostatniej sesji Rady Gminy Starcza. W pierwszym przypadku radni krytykowali doraźne naprawy wypadającej kostki i nie chcą czekać na bliżej nieokreśloną przebudowę drogi powiatowej. W drugim padł apel, aby wykorzystać sprzęt należący do gminy i rozpocząć prace, zanim kolejne intensywne opady zagrożą posesjom mieszkańców.
Najwięcej uwagi poświęcono ciągowi pieszo-rowerowemu przy ulicy Szkolnej, w rejonie szkoły i kościoła. Jak relacjonowała jedna z radnych, nawierzchnia zaczęła się wyraźnie odkształcać na przełomie czerwca i lipca. Wówczas w sprawie interweniowały zarówno gmina, jak i sama radna.
Z uzyskanych przez nią informacji wynikało, że powtarzające się deformacje stanowią poważną wadę, a rozwiązaniem miałoby być uwzględnienie chodnika przy przyszłej przebudowie drogi powiatowej. Problem polega na tym, że termin większej inwestycji pozostaje niepewny, podczas gdy kostka wypada już teraz.
– Faktycznie, na tym odcinku, przynajmniej szkoła – kościół, bardzo często te kostki wypadają i stanowi to zagrożenie dla młodzieży i osób – podkreślała radna.
Odkładanie naprawy do czasu realizacji większego zadania zakwestionował również radny powiatowy.
– Ja myślę, że to nie może polegać na odsyłaniu do jakiegoś projektu wirtualnego. Najpierw trzeba to po prostu poprawić – stwierdził, zapowiadając rozmowę z dyrektorem odpowiedzialnym za drogi powiatowe.
W trakcie dyskusji pojawiła się jednak istotna rozbieżność. Wójt przyznał, że choć prowadzone były rozmowy dotyczące przyszłej inwestycji drogowej, problematyczny ciąg nie był dotychczas ich elementem.

– W naszych rozmowach, negocjacjach czy spotkaniach, kwestia chodnika nie była poruszona – powiedział.
Radni zwracali uwagę również na jakość wykonywanych obecnie napraw. Jeden z nich zauważył, że próbowano już poprawiać nawierzchnię, jednak zastosowane rozwiązanie nie daje trwałego efektu.
– Były poprawki na tym chodniku zrobione, ale te kostki są zasypywane piaskiem. I to jest tak po prostu na jeden-dwa dni. To piasek wysycha i wysypuje się z powrotem – mówił.

Sprawa ma ponownie trafić do zarządcy drogi. Z wypowiedzi samorządowców wynika jednak, że oczekują trwałego zabezpieczenia nawierzchni, a nie kolejnych prowizorycznych poprawek.
Drugim problemem poruszonym podczas sesji było odwodnienie ulicy Złotej w Łyścu. Jeden z radnych poinformował, że docierają do niego kolejne sygnały mieszkańców dotyczące rowów i spływu wody podczas intensywnych opadów. Jego zdaniem gmina ma obecnie większe możliwości samodzielnego wykonania potrzebnych prac, ponieważ dysponuje ciężkim sprzętem.
– Mamy już swoje sprzęty ciężkie, typu właśnie koparka, jakieś tam możliwości wywożenia tego. Bardzo proszę o zorganizowanie prac, tak żeby faktycznie te posesje nie były zalewane po dużych ulewach – apelował.
Jak się okazało, sprawa nie była zgłaszana po raz pierwszy. Radny wcześniej rozmawiał już o niej z zastępcą wójta, dlatego podczas sesji naciskał przede wszystkim na przejście od rozmów do konkretnych działań.
– Z Dawidem też rozmawiałem, czyli z wicewójtem, ale chciałbym, żeby temat nie utknął – zaznaczył.
Starcza
Kilkaset metrów, które dla seniorów ze Starczy stają się barierą. Mieszkańcy chcą przystanku bliżej lekarza
Mieszkańcy Starczy korzystający ze specjalistycznej opieki medycznej w Woźnikach chcieliby, aby autobus zatrzymywał się bliżej tamtejszego ośrodka zdrowia. Problem dotyczy przede wszystkim osób starszych i chorych, dla których przejście od obecnego przystanku bywa poważnym utrudnieniem. Podczas ostatniej sesji rady gminy okazało się jednak, że zmiana trasy nie będzie prosta.
Sprawę poruszył jeden z radnych powiatowych. Jak wyjaśniał, z prośbą o interwencję zwróciła się do niego jedna z mieszkanek. Chodzi o zmianę przebiegu komunikacji w taki sposób, aby mieszkańcy korzystający z usług medycznych nie musieli wysiadać w centrum Woźnik i pokonywać dalszej drogi pieszo.
– Prosiła mnie jedna z pań o to, żeby przenieść przystanek komunikacji GTV z centrum Woźnik do ośrodka zdrowia. Dla niektórych pacjentów ten odcinek jest po prostu trudny do pokonania – mówił.
Szybko okazało się, że samo uzgodnienie sprawy z przewoźnikiem nie wystarczy. Urzędnicy zwrócili uwagę na konieczność formalnego wyznaczenia miejsca zatrzymywania autobusów. Ponieważ potencjalny nowy przystanek znajdowałby się na terenie sąsiedniej gminy, działania musiałyby zostać podjęte również przez władze Woźnik. Dodatkową komplikacją jest status drogi. Podczas sesji wskazano, że znajduje się ona w zarządzie województwa, dlatego potrzebna byłaby także akceptacja Zarządu Dróg Wojewódzkich w Katowicach.
– Trzeba działać! – zagrzewał do aktywności radny z powiatu.

Za podjęciem interwencji opowiedziała się również jedna z gminnych radnych. Jak podkreślała, nie jest to teoretyczny problem, lecz kwestia zgłaszana bezpośrednio przez mieszkańców.

– Naprawdę, te starsze osoby proszą. Kilka osób przychodzi i mówi, że nie mogą tam dojść od przystanku – mówiła.

Dyskusja o komunikacji ujawniła jednak różnicę zdań dotyczącą priorytetów. Część uczestników obrad zwracała uwagę, że gmina ma znacznie poważniejszy problem na własnym terenie. Chodzi o niedostateczną obsadę lekarską miejscowego ośrodka zdrowia i brak zastępstw podczas nieobecności lekarzy.
Druga strona argumentowała, że jedno nie wyklucza drugiego. Skoro mieszkańcy Starczy faktycznie korzystają ze specjalistów przyjmujących w Woźnikach, możliwość dogodnego dotarcia do placówki pozostaje dla nich istotna.
Starcza
Błoto zamiast nawierzchni. Radna apeluje o utwardzenie ulicy Brzozowej
Wąska jezdnia, problemy ze skręcaniem i przede wszystkim błoto – tak podczas ostatniej sesji Rady Gminy Starcza opisano sytuację na ulicy Brzozowej. Jedna z radnych zaapelowała do władz gminy o poprawę jej stanu. Nie oczekuje przy tym natychmiastowej budowy asfaltowej nawierzchni. Jej zdaniem na początek wystarczyłoby utwardzenie drogi tłuczniem.
Radna zwróciła uwagę przede wszystkim na stan nawierzchni, który po opadach znacząco utrudnia mieszkańcom przejazd.
– Ja jeszcze chcę zgłosić ulicę Brzozową, bo jeszcze tam jest takie błoto – rozpoczęła.
Jak wskazywała, problemem jest nie tylko sama nawierzchnia. Brzozowa jest wąska, a ukształtowanie drogi i znajdujące się na niej przeszkody mają dodatkowo komplikować manewrowanie samochodami.
– Tam nie dość, że nie można skręcać, bo są jakieś tam takie kawały, to jeszcze jest takie rozwidlenie i jest taka wąska i błoto, samo błoto po prostu. Bo takich ulic już nie ma, jak tam jest – mówiła.
Radna nie domagała się jednak od razu kosztownej inwestycji i wykonania docelowej nawierzchni asfaltowej. Jej zdaniem w pierwszej kolejności należałoby zastosować prostsze rozwiązanie, które pozwoli mieszkańcom normalnie korzystać z drogi niezależnie od pogody.

– Nawet czymś wysypać, nikt tam nie mówi, że musi być asfalt, ale jakimś tłuczniem, żeby nie było tego błota – apelowała.

Starcza
Pediatry w Starczy nadal nie ma, lekarze bez zastępstw. Poważny problem lokalnego ośrodka zdrowia
Miał być pediatra, ale deklarowany termin minął, a problem pozostał. Podczas ostatniej sesji Rady Gminy Starcza ponownie dyskutowano o obsadzie miejscowego ośrodka zdrowia. Wójt przypomniał zapowiedzi z ubiegłego roku, a w trakcie rozmowy okazało się, że mieszkańcy mierzą się również z brakiem zastępstw podczas nieobecności lekarzy. Spór wywołało natomiast pytanie, czy samorząd powinien zajmować się także ułatwieniem dojazdu do specjalistów w Woźnikach.
Temat miejscowej opieki zdrowotnej pojawił się przy okazji obecności na sesji radnego powiatowego, który jest jednocześnie lekarzem. Wójt poinformował, że formalne pytanie dotyczące pediatry skierował już do dyrektora placówki, ale przypomniał również deklaracje złożone podczas spotkania w grudniu ubiegłego roku.
– Mam pytanie w sprawie ośrodka zdrowia. Proste pytanie. Ja co prawda wysłałem pismo do pana dyrektora, bo wiadomo, że wiąże to, co pan dyrektor powie. Bo zgodnie z takimi deklaracjami podczas spotkania grudniowego w zeszłym roku wywnioskowaliśmy, że ten pediatra będzie – mówił wójt.
Zapowiadany termin minął, ale lekarza dla dzieci nadal nie udało się pozyskać. Radny powiatowy nie potrafił wskazać, kiedy sytuacja może się zmienić. Zaznaczył natomiast, że sam w swojej pracy zajmuje się również najmłodszymi pacjentami.
– Wiem tyle, że muszę pracować bardzo pilnie i zajmować się również dziećmi. Nie mam informacji, powiem szczerze – odpowiedział.
Włodarz podkreślił, że czerwcowy termin nie był jedynie oczekiwaniem gminy, lecz miał wynikać z wcześniejszej deklaracji kierownictwa placówki.
– Do końca czerwca ostatecznie pan dyrektor sam zadeklarował – przypomniał.

Dyskusja pokazała jednak, że z punktu widzenia mieszkańców problem nie ogranicza się do braku pediatry. Podczas obrad zwrócono uwagę również na sytuacje, gdy obecni lekarze korzystają z urlopów, a w ośrodku brakuje osób, które mogłyby ich zastąpić.
Jednocześnie pojawił się temat mieszkańców korzystających ze specjalistycznej opieki medycznej w Woźnikach. Padła propozycja, aby podjąć działania w sprawie przystanku zlokalizowanego bliżej tamtejszego ośrodka zdrowia. Argumentowano, że obecna odległość może być szczególnie uciążliwa dla osób starszych i chorych. Ten wątek spotkał się jednak ze zdecydowaną reakcją jednej z osób uczestniczących w obradach.

– To nie jest nasz problem. Problemem naszej gminy jest to, że nie mamy lekarzy w ośrodku zdrowia. A jeżeli są na urlopie, to nie ma nikogo na zastępstwie. To jest nasz problem, a nie organizacja przystanków pod ośrodkiem w Woźnikach – padło podczas sesji.
Inna radna przekonywała z kolei, że sprawy transportowej nie należy lekceważyć. Mieszkańcy Starczy korzystają bowiem z usług specjalistów w sąsiedniej gminie, dlatego możliwość dogodnego dotarcia do placówki również ma dla nich znaczenie.
Starcza
Starcie o wyniki kontroli w Starczy. Przewodnicząca mówi o wyjaśnionej sprawie, radny żąda dalszych kroków
Pół roku po zakończeniu kontroli dotyczącej procedur stosowanych przy inwestycjach wodociągowych temat wrócił na sesję Rady Gminy Starcza. Radny Grzegorz Miśta domagał się odpowiedzi, dlaczego ustalenia komisji rewizyjnej nie doczekały się dalszego procedowania przez radę. Szczególną uwagę zwrócił na zapis protokołu dotyczący sposobu wyboru wykonawcy. Dyskusja zakończyła się formalnym wnioskiem o ponowne zajęcie się sprawą i określenie dalszych działań.
Początek sprawy sięga ubiegłego roku, kiedy radny złożył wniosek o zbadanie zgodności z przepisami procedur związanych z inwestycjami wodociągowymi. Kontrolą zajęła się komisja rewizyjna. Jak przypomniała jej była przewodnicząca, członkowie komisji analizowali dokumentację i wysłuchali wyjaśnień pracownika urzędu.
– Wspólnie z zastępcą, obecną przewodniczącą i pozostałymi członkami komisji zapoznaliśmy się z wszystkimi udostępnionymi materiałami, rozmawialiśmy z pracownikiem, który też złożył nam właściwie wyjaśnienia i został sporządzony protokół dokładnie z dnia 16 lutego i przedłożony do kancelarii urzędu gminy – mówiła.
I właśnie data sporządzenia protokołu stała się jednym z głównych punktów sporu. Od 16 lutego do sierpniowej sesji minęło około pół roku. Radny chciał wiedzieć, dlaczego przez ten czas ustalenia kontroli nie przełożyły się na dalsze działania rady.
– Co dalej z wnioskami komisji rewizyjnej się dzieje i co dalej z tą sprawą? Jak dobrze pamiętam, to było z lutego, mamy już pół roku później i co dalej się z tym dzieje i czy pani jest zapoznana z wynikami tej kontroli komisji rewizyjnej? – pytał Grzegorz Miśta.
Przewodnicząca rady Ewa Jędrzejewska odpowiedziała, że zna dokument i w jej ocenie kontrola pozwoliła w znacznym stopniu wyjaśnić sprawę.
– Oczywiście, że zapoznałam się tutaj z tym pismem pokontrolnym komisji rewizyjnej. Komisja dokonała tam stosownych ustaleń i wydaje mi się, że w dużej mierze sprawa ta została wyjaśniona – stwierdziła.
Taka odpowiedź nie zakończyła dyskusji. Radny przywołał bowiem fragment protokołu, który jego zdaniem wymaga dalszej reakcji. Zacytowane przez niego ustalenie komisji odnosiło się do wyboru wykonawcy inwestycji i wskazywało na konieczność zastosowania trybu przetargowego.
– Zacytuję. Komisja rewizyjna przyjmuje wyjaśnienia dotyczące wyżej wymienionej kwestii, podkreślając jednak, że zgodnie z ustawą, artykułu 29 ust. 2 ustawy Prawo zamówień publicznych, wykonawca inwestycji powinien zostać wyłoniony w drodze przetargu. Czy to nie jest za mało, jeżeli chodzi o ustalenia komisji rewizyjnej, żeby coś z tym dalej zrobić? – pytał.
Miśta nie poprzestał na pytaniach. Złożył formalny wniosek, aby rada wróciła do wyników kontroli i zdecydowała, jakie konsekwencje proceduralne powinny z nich wynikać.
– Chciałbym złożyć wniosek o skierowanie wyników komisji rewizyjnej dotyczących właśnie sprawdzenia poprawności procedury przetargowej przy realizacji inwestycji wodociągowych do dalszego procedowania przez radę gminy oraz o przygotowanie odpowiedniego stanowiska bądź uchwały określającej dalsze działania wynikające z ustaleń komisji rewizyjnej – mówił.
Najmocniej zabrzmiało jego podsumowanie całej sprawy.
– Nie może być tak, że komisja rewizyjna przedstawia swoje wnioski, a my jako rada nic z tym, absolutnie nic z tym nie robimy – podkreślił.

Starcza
Starcza bierze ponad milion złotych kredytu. Radny przestrzega przed budżetowymi założeniami bez pokrycia
Władze Starczy zaciągną 1,2 mln zł długoterminowego kredytu, a zdecydowana większość kapitału zostanie spłacona dopiero w latach 2030-2032. Choć uchwałę poparli wszyscy obecni radni, dyskusja odsłoniła szerszy problem. Jeden z samorządowców wskazał, że obecna potrzeba pozyskania pieniędzy ma związek z wcześniejszym założeniem wpływów ze sprzedaży gminnych działek, które ostatecznie nie zostało zrealizowane.
Projekt uchwały przedstawił podczas ostatniej sesji skarbnik gminy. Kredyt ma pomóc w sfinansowaniu zobowiązań przy zwiększonym deficycie budżetowym oraz umożliwić realizację zaplanowanych przedsięwzięć.
Wydatki inwestycyjne Starczy w 2026 roku mają przekroczyć 12,02 mln zł. W planach znajdują się zarówno zadania realizowane przy wsparciu środków zewnętrznych, jak i przedsięwzięcia wieloletnie oraz inwestycje jednoroczne pokrywane z własnych pieniędzy samorządu.
Gmina planuje uruchomić cały kredyt w jednej transzy, najprawdopodobniej w listopadzie lub grudniu. Spłata kapitału została rozłożona do 2032 roku, przy czym harmonogram zakłada bardzo niewielkie obciążenia w pierwszych latach. W 2027, 2028 i 2029 roku samorząd ma oddawać po 20 tys. zł.
Znacznie większe raty pojawią się później. W 2030 i 2031 roku będzie to po 400 tys. zł, a w 2032 roku pozostałe 340 tys. zł. Oznacza to, że przez pierwsze trzy lata Starcza spłaci zaledwie 60 tys. zł kapitału, natomiast 1,14 mln zł przypadnie na ostatnie trzy lata harmonogramu.
Najbardziej krytyczny głos podczas dyskusji nie dotyczył jednak samego kredytu, lecz sposobu planowania dochodów gminy. Jeden z radnych powiązał konieczność zaciągnięcia zobowiązania z niezrealizowanymi wcześniej planami sprzedaży samorządowych nieruchomości.

– To są pieniądze na pokrycie zobowiązań finansowych, które były założone w ubiegłym roku ze sprzedaży naszych działek. I nie podejmujmy takich założeń w budżecie na przyszłość, nie wiedząc, czy są możliwe do realizacji – stwierdził samorządowiec.

Jego wypowiedź była więc jednocześnie ostrzeżeniem przed wpisywaniem do kolejnych budżetów dochodów, których uzyskanie nie jest przesądzone. Tym razem brak zakładanych wpływów trzeba zrekompensować finansowaniem zwrotnym.
Przed zaciągnięciem zobowiązania samorząd wystąpi jeszcze do Regionalnej Izby Obrachunkowej w Katowicach o opinię dotyczącą możliwości jego spłaty. Bank ma zostać wybrany w postępowaniu prowadzonym zgodnie z przepisami prawa zamówień publicznych.
Mimo uwag dotyczących wcześniejszych założeń budżetowych przy głosowaniu nie było podziału. Za zaciągnięciem 1,2 mln zł kredytu opowiedziało się wszystkich dwunastu obecnych radnych.

Starcza
Starcza zadłużona aż do 2036 roku? Radny ostrzega przed finansową pułapką
Rosnące zadłużenie gminy, planowana inwestycja w odnawialne źródła energii oraz przesunięcie modernizacji oczyszczalni ścieków na 2030 rok wywołały najwięcej emocji podczas ostatniej sesji Rady Gminy Starcza. Choć większość radnych poparła zmiany w budżecie i wieloletniej prognozie finansowej, dyskusja pokazała poważne obawy dotyczące przyszłych możliwości inwestycyjnych samorządu.
Po wniesionych zmianach dochody gminy mają wynosić niespełna 30,95 mln zł, a wydatki ponad 34,17 mln zł. Deficyt ustalono na ponad 3,23 mln zł. Ma zostać pokryty między innymi kredytem komercyjnym w wysokości 1,2 mln zł, preferencyjną pożyczką w kwocie blisko 1,4 mln zł oraz wolnymi środkami.
Do budżetu wprowadzono również inwestycję w instalacje fotowoltaiczne, turbiny wiatrowe i magazyny energii na gminnych obiektach. Wartość przedsięwzięcia oszacowano na 2,5 mln zł. Instalacje mają powstać między innymi przy szkole, przedszkolu, żłobku, oczyszczalni, stacjach uzdatniania wody i przepompowniach.
Najostrzej proponowane rozwiązania krytykował radny Zbigniew Sirek. W jego ocenie gmina w krótkim czasie znacząco zwiększa zadłużenie, a jednocześnie nie zachowuje odpowiednich proporcji między kredytami a inwestycjami widocznymi dla mieszkańców.
– Bardzo mnie niepokoi taki stan rzeczy, bo w ciągu dwóch lat zadłużenie gminy z poziomu 2 mln zł wskoczyłoby do 7 mln zł, kiedy tamto zadłużenie tyle lat utrzymywało się na podobnym poziomie. Jest to rzecz niepokojąca i warta zastanowienia, czy jest sensowna – mówił radny.
Sirek podważał również ekonomiczną zasadność przedsięwzięcia energetycznego. Ostrzegał, że przyszłe oszczędności są jedynie założeniem, natomiast zobowiązania finansowe będą obciążały budżet przez wiele lat.
– Możemy zaoszczędzić, możemy nie zaoszczędzić. Jeśli do 2030 roku mamy już zablokowane możliwości kredytowe, to co, ktoś uważa, że do 2030 roku już nie będzie innych potrzeb w gminie? – pytał.
Skarbnik przekonywał, że finansowanie OZE ma być korzystne. Według przedstawionych informacji 94 proc. pożyczki ma pochodzić z nieoprocentowanych środków Europejskiego Banku Inwestycyjnego, a część zobowiązania może zostać umorzona. Roczny koszt obsługi pożyczki oszacowano na około 8,5 tys. zł.
– Jeśli sobie państwo weźmiecie pod uwagę wydatki na energię elektryczną, to jest ponad 800 tys. zł w przypadku naszej gminy. Nawet połowa oszczędności, jeżeli zostałaby wygospodarowana dzięki tej pożyczce, która jest nieoprocentowana, to już jest bardzo duży sukces dla nas wszystkich – argumentował Miron Romański.
Wątpliwości zgłaszała również radna Agnieszka Liszczyk. Pytała, czy wykorzystanie możliwości kredytowych na OZE nie utrudni realizacji ważniejszych inwestycji, zwłaszcza modernizacji lub rozbudowy oczyszczalni ścieków.
– Inwestując w coś, bez czego ewentualnie możemy się obejść, rezygnujemy z rzeczy, która bezwzględnie funkcjonować i działać musi, a wiemy, że jest to duża nasza bolączka – podkreśliła.
Skarbnik przyznał, że do 2030 roku możliwości zaciągania kolejnych zobowiązań będą ograniczone. Tłumaczył jednak, że obecnie nie ma dostępnego programu zewnętrznego finansowania oczyszczalni, natomiast pojawiła się możliwość uzyskania preferencyjnych środków na energetykę.
Kontrowersje wzbudziła także zmiana wieloletniej prognozy finansowej i jej wydłużenie do 2036 roku. Dokument przewiduje przesunięcie wielu inwestycji. Rozbudowa i przebudowa oczyszczalni ścieków z limitem 3,35 mln zł została przeniesiona z 2027 na 2030 rok. Na ten sam termin przesunięto termomodernizację budynków edukacyjnych oraz rozbudowę stacji uzdatniania wody. Modernizacja oświetlenia ulicznego ma nastąpić dopiero w 2031 roku.

Radny Sirek zarzucał, że rada nie została wcześniej zapytana o zgodę na tak długie rozłożenie zobowiązań.
– Czy ktokolwiek zapytał radę gminy o ten okres czasowy WPF-u? Cały czas była mowa o WPF-ie do roku 2030. Nagle, dziwnie, nie pytając nikogo, ktoś wpisuje rok 2036. To jest 10 lat do przodu. To są trzy kadencje rady gminy – stwierdził.
Liszczyk zwracała natomiast uwagę, że zapisanie modernizacji oczyszczalni dopiero na 2030 rok może oznaczać pogodzenie się z wieloletnim oczekiwaniem na rozwiązanie problemu.
– Niepokoi mnie to, że na 2030 rok mamy wpisaną rozbudowę i modernizację gminnej oczyszczalni ścieków. Tak jakbyśmy z góry zakładali po prostu, że tych pieniążków wcześniej nie będzie – mówiła radna.
Romański tłumaczył, że jest to zabieg techniczny, a w przypadku pojawienia się dofinansowania zadanie będzie można przesunąć na wcześniejszy termin. Przewodnicząca rady zapewniła z kolei, że gospodarka ściekowa pozostaje jednym z najważniejszych problemów gminy.
– Mam nadzieję, że jeżeli pojawią się środki na ten priorytet, jakim jest oczyszczanie ścieków, to na pewno gmina taką możliwość wykorzysta. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby to być niewykorzystane – zaznaczyła Ewa Jędrzejewska.
Radny Sirek ocenił jednak, że modernizacja istniejącego obiektu może okazać się niewystarczająca i konieczna będzie budowa drugiej oczyszczalni. Apelował do pozostałych radnych o ostrożność przy podejmowaniu wieloletnich zobowiązań.
Ostatecznie zarówno zmiany w budżecie, jak i wieloletnia prognoza finansowa zostały przyjęte dziewięcioma głosami. Przeciw głosował Zbigniew Sirek, a Agnieszka Liszczyk wstrzymała się od głosu.
Starcza
Dom Nauczyciela i oczyszczalnia wróciły na sesji. Radni: Czy gmina nie gasi problemów za własne pieniądze?
Ostatnia sesja Rady Gminy Starcza miała sprawny przebieg i zakończyła się jednogłośnymi głosowaniami, ale w trakcie obrad wróciły tematy, które od dłuższego czasu pokazują słabsze punkty lokalnej infrastruktury. Najwięcej uwagi poświęcono skardze lokatorki jednego z budynków gminnych, technicznemu stanowi Domu Nauczyciela oraz planowanym pracom przy oczyszczalni ścieków.
Na początku obrad rada zajęła się skargą jednej z mieszkanek na bezczynność wójta Przemysława Krzyczmanika. Sprawa dotyczyła złego stanu budynku, w którym mieszka skarżąca, naliczania czynszu, kosztów utrzymania części wspólnych oraz nakładów, które według lokatorki w praktyce ponoszą mieszkańcy. Radni z komisji skarg, wniosków i petycji rekomendowali uznanie skargi za bezzasadną, wskazując, że odpowiedzi na pisma były udzielane w wymaganych terminach.
– Sam fakt, że treść odpowiedzi była dla skarżącej niesatysfakcjonująca, nie może być podstawą do uznania skargi za zasadną i nie można przypisać wójtowi bezczynności – odczytano w stanowisku komisji.
Jednocześnie w tym samym stanowisku przyznano, że stan techniczny budynku pozostaje problemem.
– Komisja zgadza się, że budynek jest stary i wymaga nakładów finansowych na remont. Jednakże jest to możliwe wtedy, gdy gmina dysponuje odpowiednimi środkami na ten cel – wskazano.
Radni jednogłośnie uznali skargę za niezasadną, ale sprawa nie zniknęła z obrad. Wróciła przy zmianach budżetowych, ponieważ w projekcie uchwały zapisano niewiele ponad 55 tys. zł na modernizację instalacji elektrycznej w Domu Nauczyciela. Jeden z radnych zauważył, że temat powraca regularnie i coraz mocniej pokazuje rozbieżność między formalnymi ocenami stanu budynku a rzeczywistymi potrzebami remontowymi.
– Temat wraca jak bumerang cały czas, mam wrażenie od trzech albo czterech sesji. Łącznie z tą skargą na wójta – mówił radny.
W jego ocenie samorząd powinien pamiętać o wcześniejszych deklaracjach dotyczących stanu obiektu, bo kolejne wydatki stawiają je pod znakiem zapytania.
– Ja tylko przypominam swoje uwagi do uchwały, która wskazywała, że stan budynku jest dobry i nie wymaga remontu, a w skargach i uchwałach cały czas mamy informację, że jakieś remonty są potrzebne, czynsze są niewystarczające i to się po prostu finansowo całkowicie nie spina – podkreślił.
Drugim istotnym punktem była oczyszczalnia ścieków. W budżecie wprowadzono 150 tys. zł na najpilniejsze prace związane z systemem napowietrzania. Radni dopytywali, dlaczego tak ważna zmiana pojawia się dopiero teraz i czy wydatek nie okaże się doraźnym remontem przed większą modernizacją, na którą gmina wciąż szuka finansowania.
Jedna z radnych zwróciła uwagę, że niedawno odbyło się posiedzenie komisji, a mimo to nie informowano wcześniej o planowanym zadaniu.
– Nie mieliśmy żadnej informacji, że takie działania będą podejmowane – mówiła radna.

Przedstawiciel urzędu tłumaczył, że po braku dofinansowania z KPO na budowę nowych reaktorów gmina musi poprawić działanie obecnej instalacji. Jak wyjaśniał, zużyte dyski napowietrzające wpływają na jakość oczyszczania ścieków i mogą powodować problemy odorowe.
– Efekt jest tego taki, tej różnicy w strefach, że w jednym miejscu mamy właśnie ścieki oczyszczone, natomiast w drugim miejscu możemy ścieki mieć podgnite. Z tego względu wtedy mogą powstawać różne uciążliwości odorowe i wyniki ścieków też mogą odbiegać od tego, co mamy założone pod pozwoleniem wodnoprawnym – wyjaśniał.
Radni pytali również, czy obecny wydatek nie będzie kolidował z przyszłą większą przebudową oczyszczalni. Wątpliwości dotyczyły tego, czy 150 tys. zł nie zostanie wydane na elementy, które później i tak trzeba będzie zdemontować.
– Czy później zmiana tej technologii o tą główną dotację, o którą się staraliśmy, pewnie kiedyś pieniądze się znajdą, to nie będzie tak, że te 150 tys. zł po prostu i tak będziemy musieli anulować? – pytał radny.
Zabierający głos urzędnik przyznał, że większa modernizacja oznaczałaby zmianę technologii, ale podkreślił, że gmina nie może czekać z niezbędnymi pracami do czasu znalezienia kolejnych środków zewnętrznych.

– Czas, który jest do uzyskania środków zewnętrznych, na uzyskanie dofinansowania i na budowę, nie pozwala nam czekać teraz w tym momencie, żeby zostawić tę oczyszczalnię w takim stanie, który będzie tylko pogłębiał jakieś problemy, czy to odorowe, czy z jakością ścieków – mówił.
Dodał również, że planowane prace nie rozwiążą wszystkich problemów obiektu, ale mają poprawić funkcjonowanie części biologicznej oczyszczalni.
– Na pewno nie uzdrowi to oczyszczalni tak, że ona będzie, jak nowa, natomiast dużo nam pomoże, żeby dotrzymywać warunków, które wymaga od nas pozwolenie wodnoprawne – zaznaczył.
W czasie dyskusji pojawiło się także pytanie o termin docelowej modernizacji oczyszczalni. Odpowiedź pokazała, że gmina nie ma dziś konkretnego harmonogramu, ponieważ wszystko zależy od możliwości pozyskania zewnętrznego finansowania.
– Na otrzymanie dofinansowania nie jesteśmy w stanie jeszcze określić, jak to będzie się czasowo układać. Z KPO to na pewno nie, teraz jakieś następne szukanie następnych środków z zewnątrz – usłyszeli radni.
Skarbnik przedstawił również pozostałe zmiany w budżecie. Dochody ogółem zmniejszono o 214 tys. zł, natomiast wydatki zwiększono o 424 tys. zł. Po zmianach dochody budżetu mają wynieść ponad 28,39 mln zł, a wydatki 27,81 mln zł. Nadwyżkę w wysokości 581 tys. zł zaplanowano na spłatę zobowiązań. Uchwała została przyjęta jednogłośnie.
Rada zajęła się także zmianą wieloletniej prognozy finansowej na lata 2026-2030. W dokumencie uwzględniono między innymi przesunięcie realizacji zadania „Zdrowie i ergonomia w Urzędzie Gminy Starcza” na 2030 rok oraz przeniesienie 150 tys. zł na oczyszczalnię z 2028 roku na rok 2026. Na pytanie o zadłużenie skarbnik odpowiedział krótko, że nie uległo ono zmianie.
Starcza
Strategia Starczy przyjęta, ale dyskusja pokazała napięcia. Radny Sirek: Mieszkańcy traktowani po macoszemu
Nadzwyczajna sesja rady gminy miała mieć krótki i formalny przebieg. Radni zajęli się przyjęciem strategii rozwoju gminy do 2035 roku, dokumentu potrzebnego między innymi do dalszych prac nad planem ogólnym. Uchwała została ostatecznie podjęta, ale zanim doszło do głosowania, na sali wybrzmiał spór o interes mieszkańców, konsultacje społeczne i przyszłe zasady zagospodarowania przestrzennego.
Podczas obrad przedstawiono informację o konsultacjach społecznych. Zgłoszono łącznie 33 uwagi. Dwie zostały odrzucone, jedną częściowo odrzucono, a pozostałe uwzględniono. Przedstawicielka urzędu wyjaśniała, że przyjęcie strategii jest konieczne, aby gmina mogła dalej procedować plan ogólny.
Dyskusję otworzył radny Zbigniew Sirek, który wrócił do jednej z odrzuconych uwag. Jego zdaniem w strategii powinien znaleźć się jednoznaczny zapis, że nadrzędnym celem gminy jest dbanie o potrzeby mieszkańców, ponieważ to oni finansują samorząd.
– Punkt ten zawierał informacje, kto utrzymuje gminę i o kogo gmina powinna w pierwszej kolejności dbać. I ten punkt został odrzucony. A więc po raz kolejny zgłaszam, aby to zostało uwzględnione. Rzecz, że celem nadrzędnym strategii rozwoju gminy jest dbanie o potrzeby mieszkańców gminy, bo to oni są podstawą jej funkcjonowania i finansowania przede wszystkim, bo składają się na budżet gminy. W pierwszej kolejności dba się o osoby spoza gminy, a mieszkańcy są traktowani po macoszemu – mówił samorządowiec.
Urzędniczka odpowiadała, że uwaga odnosiła się do planu ogólnego, a nie samej strategii. Przekonywała też, że dokument zawiera już zapisy dotyczące mieszkańców i jakości ich życia.
– Gmina Starcza, nowoczesna gmina przyjazna mieszkańcom, harmonijnie rozwijająca lokalny potencjał, oparta na aktywnej społeczności, przedsiębiorczości oraz zrównoważonym rozwoju. Jest to miejsce bezpieczne, atrakcyjne dla rodzin, seniorów oraz inwestorów, które dba o środowisko, wykorzystuje innowacyjne rozwiązania i zapewnia wysoką jakość życia swoim mieszkańcom. To jest zawarte w strategii. Czego panu brakuje w tej strategii? – zwróciła się do Zbigniewa Sirka.
Radny nie uznał tych zapisów za wystarczające. Wskazywał, że „przyjazna mieszkańcom” to nie to samo, co „dbająca o mieszkańców”. W jego ocenie problem dotyczy również osób spoza gminy, które posiadają na jej terenie nieruchomości i korzystają z określonych uprawnień.
– Pisząc wniosek po prostu stwierdziłem, dla kogo jest ta gmina. Bo ja właśnie nie zauważam, że jest dla mieszkańców, tylko dla osób spoza. Dla nich gmina jest tylko narzędziem ich strategii biznesowej, wobec których gmina ma tylko obowiązki, nie mając nic w zamian, bo nie płacą u nas podatku PIT, ani nic takiego – argumentował.
Na sali pojawiły się jednak głosy polemiczne. Jeden z uczestników obrad pytał, na jakiej podstawie radny twierdzi, że strategia nie jest dokumentem tworzonym z myślą o mieszkańcach. Inny zwrócił uwagę, że gmina działa w ramach prawa państwowego i nie może różnicować obywateli wyłącznie według miejsca zamieszkania.

– My jesteśmy mieszkańcami gminy i jeżeli Polak przychodzi do urzędu, to urząd musi go obsłużyć. Jeżeli ma tutaj interesy do załatwienia, to nie jest osoba skądś, przypadkowa. Widocznie ma tutaj swoje interesy, swoje prawa. Ja nie rozumiem, jak pan chce to poukładać. Tak prawo polskie nie działa, na szczęście – oponowano.
Sirek podkreślał jednak, że chodzi mu o zasadę pierwszeństwa mieszkańców i zabezpieczenie ich interesów w przyszłych rozstrzygnięciach.
– Tylko chodzi o te prawa mieszkańców i żeby raz na zawsze załatwić sprawę, że jeśli chcesz coś w tej gminie skorzystać, to musisz być jej mieszkańcem. A nie przychodzą do gminy osoby spoza gminy z żądaniami i my po prostu musimy to wykonywać, nie mając za to nic w zamian. W pierwszej kolejności ma być mieszkaniec, a dopiero reszta – kontynuował radny.
Dyskusję próbowano sprowadzić do przedmiotu sesji, czyli strategii, a nie planu ogólnego. Urzędnicy przypominali, że szczegółowe kwestie dotyczące zagospodarowania terenów będą rozpatrywane w dalszej procedurze planistycznej. Wskazano również, że właściciele działek, którzy dziś nie są mieszkańcami gminy, w przyszłości mogą się nimi stać.
Ostatecznie strategia rozwoju gminy została przyjęta jednogłośnie. Sam wynik głosowania nie oddaje jednak atmosfery obrad. Krótka sesja pokazała, że najtrudniejsze dyskusje mogą dopiero nadejść, zwłaszcza przy pracach nad planem ogólnym, gdzie ogólne zapisy strategii przełożą się na konkretne decyzje dotyczące przestrzeni, działek i interesów mieszkańców.
Starcza
Mieszkania komunalne znów pod lupą. W Starczy wrócił problem umów bezterminowych
Radni gminy Starcza przyjęli nowe zasady wynajmowania lokali komunalnych oraz wieloletni program gospodarowania mieszkaniowym zasobem gminy. Uchwała przeszła jednogłośnie, ale poprzedziła ją dyskusja, która pokazała, że temat gminnych mieszkań wciąż budzi duże emocje. Szczególnie wtedy, gdy wraca sprawa lokali zajmowanych na podstawie umów bezterminowych, w tym mieszkania w ośrodku zdrowia.
Przed głosowaniem przedstawiono protokół z konsultacji społecznych. W ich trakcie wpłynęła jedna pisemna uwaga mieszkańca dotycząca zasad podnajmu lub użyczania lokali w sytuacji, gdy najemca czasowo opuszcza mieszkanie, na przykład z powodu pracy, nauki, leczenia albo pobytu w zakładzie karnym. Propozycja nie została jednak uwzględniona. Jak wyjaśniono podczas sesji, kwestie podnajmu reguluje ustawa o ochronie praw lokatorów, a rada gminy nie może samodzielnie określać przypadków, w których wójt wyraża zgodę na takie rozwiązanie.
To otworzyło szerszą dyskusję o tym, jaką realną kontrolę gmina ma nad własnym zasobem mieszkaniowym. Jeden z radnych zwracał uwagę, że największym problemem pozostają umowy zawierane na czas nieoznaczony, które mogą ograniczać możliwość odzyskania lokalu, gdy samorząd chciałby przeznaczyć go na inny cel.
– Sami widzimy, jakie w tej chwili są problemy z bezterminową umową na wynajem naszego mieszkania w ośrodku zdrowia. Jeśli takie sytuacje mają się w przyszłości powtarzać, no to sami widzimy, do czego to prowadzi. Że potem pozostajemy w takiej sytuacji, że nie możemy nic zrobić, jeśli mieszkanie rzeczywiście jest potrzebne na inny cel – mówił.
Obsługa prawna urzędu tłumaczyła, że w przypadku mieszkaniowego zasobu gminy rada nie ma pełnej swobody. Lokale socjalne, zgodnie z ustawą, wynajmowane są na czas oznaczony, natomiast lokale komunalne na czas nieoznaczony.
– Nie ma pan racji, ponieważ akurat to jest uregulowane ustawą. I to, co pan mówi, dotyczy wynajmu innych nieruchomości niż lokale wchodzące w skład mieszkaniowego zasobu gminy – wyjaśniała mecenas. – Jeżeli chodzi o lokale, to musimy odróżnić tutaj dwa rodzaje lokali. Lokale socjalne i pozostałe, tak zwane komunalne. Socjalne, zgodnie z ustawą, wynajmowane są na czas oznaczony, natomiast lokale komunalne na czas nieoznaczony – dodawała.
Wątpliwości radnych dotyczyły również mieszkań w ośrodku zdrowia. W dyskusji pojawił się argument, że lokale te historycznie mogły być tworzone z myślą o lekarzach lub innych pracownikach, a obecnie funkcjonują jako część ogólnego zasobu mieszkaniowego.
– Jeśli mieszkania w ośrodku zdrowia były budowane po to, żeby tam mieszkali lekarze, więc nie można mówić, że to nie były mieszkania pracownicze. A my robimy z nich w tej chwili mieszkania socjalne – argumentował radny.
Mecenas odpowiedziała, że obecnie gmina nie ma wyodrębnionych mieszkań pracowniczych. Zaznaczyła też, że nie można zmienić charakteru lokalu w taki sposób, aby pozbawić praw osoby, która już go zajmuje.
– W naszym zasobie gminnym nie mamy wyodrębnionych mieszkań pracowniczych. Ani dla lekarzy, ani dla nauczycieli, ani dla innych pracowników. Nie mamy takich mieszkań. Nie ma takiej możliwości, że jak ktoś już mieszka, dostał mieszkanie, to nagle rada gminy podejmie uchwałę i stwierdza, że to jest pracownicze, proszę się wyprowadzić – mówiła prawniczka.

W trakcie obrad padły także słowa o „stanie zastanym” i konieczności uporządkowania zasad na przyszłość. Jeden z uczestników dyskusji zwracał uwagę, że gdyby regulacje przyjęto wiele lat temu, obecna rada nie musiałaby mierzyć się z konsekwencjami dawnych umów.
– Jeżeli się wynajęło te mieszkania źle, po prostu z punktu widzenia może dzisiejszego źle albo dobrze, jakby to nawet nie o to chodzi, ale już są wynajęte, to się z tym już nic nie zrobi. Po prostu mamy stan zastany. I to jest wszystko. I albo tę uchwałę przyjmujemy, albo dalej jesteśmy w tym rozgardiaszu, który mamy dzisiaj – stwierdził jeden z samorządowców.
Nie wszyscy zgodzili się jednak z oceną, że w przeszłości panował bałagan. Jeden z uczestników obrad bronił wcześniejszych decyzji, przekonując, że wynikały one z konkretnych potrzeb mieszkańców.
– Żadnego bałaganu nie było. Była taka potrzeba. Była trasa, więc ludzie wysiedlali i się zakwaterowało tam. Nie było tu żadnego bałaganu. A tam byli nauczyciele, emerytowani. Jeszcze jest dwóch nauczycieli. To żaden bałagan. To po prostu była potrzeba – mówił.
Ostatecznie rada przyjęła uchwałę jednogłośnie, piętnastoma głosami za.
Starcza
Od komunikacji do wzajemnych pretensji. Sesja odsłoniła narastający konflikt między miejscowościami
Podczas ostatniej sesji rady gminy najwięcej emocji wzbudziły nie same uchwały, lecz część poświęcona sprawom bieżącym, w której na pierwszy plan wysunęły się problemy komunikacji publicznej, dopłat do przewozów, braków w oświetleniu ulicznym oraz narastających napięć między przedstawicielami poszczególnych miejscowości. Z przebiegu dyskusji wyłonił się obraz samorządu zmagającego się jednocześnie z rosnącymi kosztami transportu, ograniczonym budżetem inwestycyjnym i coraz trudniejszym do opanowania konfliktem o to, która część gminy powinna być traktowana priorytetowo.
W trakcie obrad powrócił temat linii 104 i postulowanego przez część radnych oraz mieszkańców wydłużenia jej przebiegu od strony Hutek do ulicy Gliwickiej w Starczy. Ze strony urzędu padła informacja, że formalne zapytanie zostało skierowane do organizatora transportu, ale do dnia sesji nie wpłynęła jeszcze odpowiedź pozwalająca przesądzić, czy taki wariant jest możliwy do wprowadzenia bez zaburzenia całego układu połączeń.
Na ostrożną odpowiedź wicewójta szybko zareagowała radna Janina Miglus, która nie kryła, że w jej ocenie problem jest sztucznie komplikowany, a dodatkowy wjazd nie powinien stanowić realnej przeszkody organizacyjnej.
– To jest 6 minut, to jest tylko sześć minut od ulicy Gliwickiej. Z dwoma osobami rozmawiałam, kazali mi napisać, że sześć minut to nie jest dużo i z Brzozowej skręcą w Gliwicką i przyjadą do kościoła. To nie przeszkadza nikomu – mówiła.
Sama kwestia jednego dodatkowego odcinka trasy bardzo szybko przerodziła się jednak w znacznie szerszą dyskusję o całym modelu funkcjonowania komunikacji po wejściu gminy do systemu Komunikacji Jurajskiej. Radna Oktawia Sobierska zwróciła uwagę na wyraźny wzrost dopłat do transportu i zaczęła dopytywać o źródła tej podwyżki.
– Nie przeszkadza nikomu, ale też trzeba się liczyć z dodatkowymi kosztami, organizując dodatkowy przejazd. Chciałam dopytać, a propos tej kwoty o tam sto parę tysięcy, skąd wynika ta dopłata? Kto zdecydował o tych kursach weekendowych? Kto z gminy był na spotkaniu z Komunikacją Jurajską i decydował o dodatku? Nie mówię tutaj o linii 169. Kto decyduje o rozkładzie jazdy, który obowiązuje w naszej gminie? – dociekała.

W odpowiedzi wyjaśniano, że na wzrost kosztów złożyło się kilka elementów. To choćby wyższa stawka wozokilometra po rozstrzygnięciu przetargu, uruchomienie kursów weekendowych oraz dodatkowe obciążenia wynikające z linii 169. Jednocześnie przyznano, że wcześniejsze kalkulacje były oparte na prostym porównaniu rok do roku, a nowy system został poszerzony o kolejne kursy i połączenia.
Ta odpowiedź nie zakończyła jednak sporu. Wręcz przeciwnie, ujawniła kolejną oś napięcia, gdyż część uczestników debaty zaczęła sugerować, że mieszkańcom przedstawiano wcześniej bardziej optymistyczny obraz skutków wejścia do nowego systemu transportowego, niż wynika to z rzeczywistych wydatków. Jeden z uczestników sesji wskazał, że wzrost kosztów nie jest przypadkowy, bo dziś gmina płaci także za te linie, za które wcześniej bezpośrednio nie ponosiła wydatków.
– Myślę, że jak się ludzie do tego przyzwyczają, to się będzie opłacać. A jeśli się okaże, że rzeczywiście jeżdżą puste, no to można w każdej chwili zrezygnować – padło na sali.
Jeszcze ostrzej sprawę postawił radny Zbigniew Sirek, który nie krył, że nie widzi w nowym systemie obiecanych oszczędności. Dopytywał, gdzie trafiły wcześniejsze pieniądze związane z linią 165 i sugerował, że gmina została obciążona kolejną dopłatą bez przejrzystego rozliczenia.
– Komunikacja jurajska obiecywała, że oni po przejęciu będą u nas jeździć taniej, a summa summarum się okazuje, że to kosztuje nas więcej niż przedtem. No i tak ja uważałem, że tak będzie i tak się stało. Gdzie zginęły te pieniądze, które przedtem pokrywały koszty linii 165. Pieniądze gdzieś zniknęły, ktoś je wziął, moim zdaniem, a od nas w tej chwili chcą kolejnej dopłaty jako drugą – przekonywał.
Ze strony urzędu padła odpowiedź formalna, zgodnie z którą przystąpienie do związku komunikacyjnego było warunkiem uzyskania dotacji na transport publiczny, a środki te nie trafiają do gminy, lecz bezpośrednio do organizatora przewozów.
– Jeżeli byśmy nie przystąpili do Związku Jurajskiego, nasza gmina nie otrzymałaby dotacji na transport. Musieliśmy przystąpić. Te pieniądze nie idą bezpośrednio do gminy, tylko idą bezpośrednio do przewoźnika, do Związku Komunikacji Jurajskiej – skwitował wicewójt Dawid Pijet.
W debacie pojawiły się również głosy mieszkańców i radnych wskazujących na bardzo konkretne niedostatki systemu. Wspominali o nieczytelnym rozkładzie jazdy, braku właściwego dopasowania godzin odjazdów do rytmu pracy mieszkańców oraz problem z biletami ulgowymi. Jeden z uczestników sesji zwrócił uwagę, że zapowiadane bilety jednorazowe ulgowe po 3 zł faktycznie nie działają.
– Nasze autobusy nie są dostosowane do wyjścia ludzi z pracy. Po prostu po godz. 15.15 wyjeżdża z Częstochowy, więc nikt nie zdąży na tę 15.15. On musi czekać do 16.20 – ubolewała radna Miglus.
Choć przewodnicząca rady i przedstawiciele urzędu próbowali tonować nastroje, wniosek z tej części debaty był dla gminy mało komfortowy. Nowy system transportowy nie został odrzucony, ale wyraźnie wykazano, że mieszkańcy i część radnych nie mają zaufania ani do obecnych kosztów, ani do obecnego rozkładu jazdy. Jednocześnie z urzędu padła deklaracja, że układ połączeń nie jest zamknięty i może być jeszcze korygowany.
– To nie jest twór zamknięty, że my tak zamurowani jesteśmy i tak musimy to jeździć. Wszystkie uwagi, ewentualnie jakieś właśnie zmiany w rozkładzie jazdy, to jest wszystko otwarte – kontrował Pijet.
Gdy wydawało się, że temat komunikacji wyczerpał emocje, sesja weszła w jeszcze bardziej drażliwy obszar, czyli inwestycje i oświetlenie uliczne. Wystarczyło jedno wystąpienie sołtys Łyśca, aby dyskusja szybko przekształciła się w otwarty spór między przedstawicielami poszczególnych miejscowości.
– Naprawdę powinna rada i gmina pomyśleć o Łyścu. Tam jest tyle ulic, młodzież chodzi wieczorami, naprawdę nie ma nigdzie oświetlenia – stwierdziła sołtys.
– Ulica Brzozowa czeka na oświetlenie już przynajmniej pięć, a może dziesięć lat, i uważam, że to jest pierwsza w kolejności do realizacji, a nowe ulice niestety muszą poczekać – argumentował z kolei radny Sirek.
W kolejnych minutach padły już nie tylko argumenty merytoryczne, ale i wzajemne pretensje o to, która miejscowość była wcześniej faworyzowana, a która przez lata pozostaje pomijana. Sołtys Łyśca przekonywała, że także jej sołectwo latami czeka na podstawową infrastrukturę, podczas gdy radni z innych miejscowości przypominali o wieloletnich zaniedbaniach na własnym terenie.
– Drogi, oświetlenie to jest naprawdę palący problem w naszej gminie – wtórowała jej przewodnicząca Ewa Jędrzejewska.
Swoim spostrzeżeniem podzieliła się też radna Agnieszka Liszczyk.
– A ja uważam, że główny nasz problem to jest oczyszczalnia ścieków, która, poprzednie dwa weekendy były awarie, ścieki się lały na zewnątrz – skwitowała.
Z kolei radny Grzegorz Miśta zauważył, że budżet nie jest z gumy.
– Oświetlenie jest palące, wszystko jest palące – dodał.
Szczególnie mocno wybrzmiał spór o Łysiec. Część radnych wskazywała, że miejscowość ta w ostatnich latach otrzymała znaczące środki na drogi i nie może oczekiwać, że kolejne inwestycje będą skupiały się wyłącznie tam. Z drugiej strony padały argumenty, że Łysiec rozwija się najszybciej, przybywa tam mieszkańców i naturalne jest, że potrzeby infrastrukturalne są tam większe.
– Na oświetlenie w Łyścu została bardzo duża kwota przeznaczona, bo to była kwota ponad 5 mln zł – dowodził Zbigniew Sirek.
Zastępca wójta przekonywał natomiast, że nie kojarzy tych pieniędzy.
– Na Łysiec w ostatnich latach były przeznaczone naprawdę duże kwoty, jeżeli chodzi o budowę dróg. Łysiec, jeżeli chodzi o drogownictwo, poszedł niewspółmiernie względem każdego innego sołectwa. I troszeczkę jest czas teraz chyba na resztę – skontrował radny Miśta.
W tę wymianę zdań włączyli się kolejni radni, podnosząc wątek podatków, meldunków i realnego wkładu poszczególnych miejscowości do budżetu gminy. To właśnie w tym momencie sesja najmocniej odeszła od merytorycznej dyskusji o inwestycjach, a weszła w obszar lokalnych urazów i wzajemnych oskarżeń.
– Bardzo ważna jest tutaj kwestia wpływu podatków od mieszkańców. Bardzo duży odsetek mieszkańców nie zgłasza zamieszkania naszej gminy jako docelowego. I niestety podatki trafiają w inne miejsca, nie do nas – kontynuowała wątek radna Agnieszka Liszczyk.
Inni radni podnosili, że najwięcej nowych osiedli powstało własnie w Łyścu, a większość jego mieszkańców w ogóle nie płaci podatków w gminie Starcza.
– Nieprawdą jest, że mieszkańcy nie są zameldowani. Jest część niezameldowanych, ale to już jest naprawdę coraz mniej, jeżeli chodzi o Łysiec – oponowali niektórzy.
Radna Miglus przekonywała, że najwięcej podatków jest ze Starczy.
– I nigdy nie ma tam nic, po prostu nie robi się nic dla Starczy – grzmiała.
– A na Rudniku Małym, na ulicy Leśnej mieszkańcy mieszkają 15-16 lat i do tej pory nie mają oświetlenia i nawet wytyczonej drogi – dała też wyraz swojej irytacji przedstawicielka tej miejscowości.
Przewodnicząca musiała kilkukrotnie tonować emocje i przypominać, że radni reprezentują całą gminę, choć jednocześnie przyznała, że każdy naturalnie zabiega o własne środowisko.
– Jesteśmy radnymi gminy. Każdy będzie zabiegał o swoje środowisko. Jest to chyba normalne – zauważyła.
Na marginesie tego sporu wróciła jeszcze kwestia dawnych projektów oświetleniowych, przede wszystkim dla ulicy Brzozowej w Starczy. Potwierdzono, że dokumentacja wciąż zachowuje wartość użytkową i w razie potrzeby wymagałaby jedynie aktualizacji, ale nie zmienia to faktu, że inwestycja od lat nie może doczekać się realizacji.
– Był już projekt na ulicę Brzozową może pięć lat temu. No i dlaczego on nie jest realizowany? – zapytała radna Miglus.
W odpowiedzi usłyszał, że rzeczywiście były projekty zrobione na ulicę Brzozową i Polną.
– Już nawet była przygotowana specyfikacja przetargowa na pierwszy etap, czyli na ulicę Brzozową. Władze gminy czekają chyba na cud, ponieważ środków zewnętrznych na oświetlenie ulicy w nowych ulicach nie ma, nie było i nie będzie – można było usłyszeć.
W końcowej części obrad na moment powrócił jeszcze temat uchwał mieszkaniowych, procedowanych wcześniej i zapowiedzianych na kolejną sesję. Z ust pracownika urzędu padł dość znamienny apel do radnych, aby zamiast ogólnego niezadowolenia zaczęli przedstawiać konkretne propozycje zmian.
– Państwa niezadowolenie zostało wyrażone, ale tak naprawdę nie do końca wiemy, my, jako pracownicy urzędu, co mamy w tych uchwałach zawrzeć. Na kolejnej sesji będzie procedowana uchwała w sprawie zasad wynajmu, czyli to, co pana radnego Sirka tutaj najbardziej interesowało. Dlatego też proszę o zgłaszanie ewentualnych uwag, sugestii – zaapelowali urzędnicy do radnych.
W odpowiedzi samorządowcy zasugerowali, by pracownicy urzędu wysyłali do nich wcześniej dokumenty, by ci mogli je dokładnie przeanalizować.
– W protokołach komisji jest dużo uwag zawartych. Sugeruję, aby pracownicy urzędu przeglądali te protokoły komisji, nawet z opóźnieniem, bo tam dużo rzeczy w tych protokołach jest wpisanych – nadmienił radny Zbigniew Sirek.
Starcza
Radni nie wytrzymali. Padły mocne słowa o dokładaniu do lokali z pieniędzy mieszkańców
Podczas ostatniej sesji rady gminy jednym z najważniejszych i zarazem najbardziej dyskutowanych punktów obrad była uchwała w sprawie przyjęcia wieloletniego programu gospodarowania mieszkaniowym zasobem tutejszego samorządu. Choć sam projekt ostatecznie został przyjęty, wcześniejsza debata pokazała wyraźnie, że wśród radnych narasta zniecierpliwienie sposobem zarządzania lokalami gminnymi, wysokością czynszów, skalą dokładania do utrzymania mieszkań z publicznych pieniędzy oraz przeciągającym się od miesięcy brakiem rozstrzygnięć w sprawie regulaminów najmu.
Już na początku tego punktu obrad prowadząca sesję zwróciła uwagę, że radni procedują nad nową wersją projektu uchwały i poprosiła o omówienie wprowadzonych korekt. Urzędnicy wyjaśnili, że zmiany mają charakter porządkujący i wynikają z konieczności usunięcia zapisów, które dublowały regulacje ustawowe.
Po krótkim wprowadzeniu szybko okazało się jednak, że techniczna korekta projektu to dla części radnych jedynie punkt wyjścia do znacznie szerszej dyskusji o całym modelu gospodarowania gminnymi mieszkaniami. Najmocniej wybrzmiało stanowisko radnego Grzegorza Miśty, który przypomniał, że temat był już szeroko omawiany na komisji, ale – jak zaznaczył – sama konstrukcja programu i założenia finansowe budzą jego daleko idące wątpliwości.
Radny wskazał przede wszystkim na niski poziom stawki bazowej czynszu i na to, że w praktyce gmina dopłaca do utrzymania lokali, zamiast przynajmniej równoważyć ponoszone koszty.
– Na naszej komisji doszliśmy do wniosku, że cały ten wieloletni program gospodarowania mieszkaniami jest w założeniach trochę błędny. Stawka bazowa w naszej gminie to jest 8 zł. Jest to bardzo niska stawka. I tak naprawdę gmina, dysponując tymi mieszkaniami, dokłada do ich użytkowania z własnej kieszeni. Wszystkie naprawy, remonty i wszystkie związane koszty z utrzymaniem tych mieszkań są na barkach gminy. A te koszty nie są pokrywane tak naprawdę z wynajmu – mówił radny.
W swojej wypowiedzi nie kwestionował samej idei pomagania osobom znajdującym się w trudnej sytuacji życiowej, ale wyraźnie rozdzielił funkcję wsparcia społecznego od – jak ocenił – faktycznego subsydiowania wygodnego najmu dla osób, które niekoniecznie powinny korzystać z tak daleko idącego uprzywilejowania.
– To są mieszkania komunalne, jak nam tutaj jest to przedstawiane, nie socjalne. Jeżeli ktoś wymaga takiej pomocy, faktycznie powinien ją od gminy otrzymać, ale jeżeli ktoś po prostu traktuje to mieszkanie jako bardzo dobrą oszczędność w swoim życiu, to nie rozumiem, dlaczego gmina ma się do tego dokładać – podkreślał.

Najmocniejszy akcent w tej części dyskusji dotyczył konkretnych wydatków ponoszonych przez samorząd na modernizację lokali. Radny przywołał przykład kosztownej wymiany pieca, która – przy obecnym poziomie czynszu – w jego ocenie stawia pod znakiem zapytania sens utrzymywania takiego modelu.
– Niedawno wymienialiśmy piec w jednym z mieszkań. To była, jak dobrze pamiętam, kwota 46 tys. zł. Kiedy się to zwróci przy tak niskich kosztach wynajmu? – pytał.
W kolejnych zdaniach zwrócił uwagę, że rolą rady nie jest unikanie niewygodnych tematów tylko dlatego, że mogą zostać odebrane jako zapowiedź podwyżek. W jego ocenie radni zostali wybrani po to, by pilnować interesu budżetu gminy.
– Jeżeli coś się z punktu widzenia gminy nie opłaca, to powinniśmy o tym mówić – zaznaczył.
Na tym jednak nie skończył. W jego ocenie problem dotyczył nie tylko samych stawek czynszu, ale również zapisów programu odnoszących się do remontów i utrzymania zasobu mieszkaniowego w kolejnych latach. Radny wskazał, że dokument zakłada de facto brak większych nakładów na budynki z lat 60., 70. i 80., co uznał za nierealistyczne.
– I my przewidujemy, że przez pięć lat nie dołożymy do nich złotówki. To jest dosyć dobre założenie. Rozumiem, że to są założenia na potrzeby tej uchwały, ale to jest nierealne. To jest po prostu nierealne – ocenił.
W podobnym kierunku poszła wypowiedź radnego Zbigniewa Sirka, który zwrócił uwagę na pierwotną funkcję części lokali będących w dyspozycji gminy. Jak wskazywał, niektóre mieszkania – szczególnie te zlokalizowane przy ośrodku zdrowia czy przy szkole – powstawały z myślą o osobach związanych zawodowo z tymi instytucjami, a dziś są traktowane jak lokale ogólnie dostępne.
– To są nasze budynki. I zawsze była sprawa, aby te niektóre lokale, które są np. jak w ośrodku zdrowia czy przy szkole, traktować jako mieszkania pracownicze, przeznaczone dla osób, które po prostu zawodowo są czynne, a nie traktować tych mieszkań jako ogólnie dostępnych praktycznie dla wszystkich. Bo taki był cel tworzenia tych lokali i mieszkań, aby służyły osobom, które pracują w danej instytucji – mówił.
W tej samej wypowiedzi odniósł się również do kwestii bezterminowych umów najmu, dając do zrozumienia, że obecny model funkcjonowania tych lokali traci związek z ich pierwotnym przeznaczeniem.
– Przede wszystkim chodzi o sprawy wynajmu tych mieszkań i podpisywania umów na okresy bezterminowe. Na dzień dzisiejszy to trochę jest takie nielogiczne, można powiedzieć – dodał.
Do krytycznych uwag odniosła się także radna Agnieszka Liszczyk, która przypomniała, że temat zasad wynajmu mieszkań gminnych nie jest nowy i że rozmowy o potrzebie uporządkowania tych kwestii toczą się od końca ubiegłego roku. Jej zdaniem rada powinna wreszcie przejść od dyskusji do konkretnych rozwiązań.
– Już z końcem zeszłego roku rozmawialiśmy w kwestii obowiązujących regulaminów, dotyczących właśnie wynajmu tych mieszkań. Myślę, że najwyższa pora, żebyśmy się też nad tym troszeczkę pochylili i faktycznie skupili na tym – podkreśliła.
Zgodziła się też z zarzutem, że gmina nie może bez końca dokładać do utrzymania mieszkań, jeśli nie ma przy tym jasno rozdzielonych funkcji lokali komunalnych, socjalnych i innych form wsparcia.
– Zgadzam się tutaj z radnym Miśtą, bo też na naszej komisji dyskutowaliśmy o tych kwestiach głównie remontowych, że nie możemy jako gmina dokładać, bo nie mamy usystematyzowanego, że nie mamy mieszkań socjalnych, żeby faktycznie skierować wsparcie dla osób potrzebujących, żeby rozgraniczyć tutaj tę kwestię – mówiła.
Jednocześnie radna zaznaczyła, że z formalnego punktu widzenia nieprzyjęcie uchwały mogłoby wywołać negatywne skutki dla bieżącego naliczania czynszów, dlatego dokument, mimo zastrzeżeń, powinien jej zdaniem zostać uchwalony.
– Natomiast chyba musimy jak najszybciej podjąć kroki w takim kierunku działania, żeby najpierw regulaminy, a później dostosować wszystkie inne dokumenty – zaznaczyła.
W tym momencie w sali dało się wyczuć wyraźne zniecierpliwienie tym, że sprawa regulaminu wraca od miesięcy, ale nie przekłada się na konkretne decyzje. Wprost powiedział o tym ponownie radny Sirek.
– Praktycznie sprawa regulaminu to już jest dyskutowana od czerwca ubiegłego roku i do dziś praktycznie nic się w tym kierunku nie zadziało – wskazał.
Do tej samej kwestii wrócił także radny Grzegorz Miśta, który – odnosząc się do wcześniejszych wypowiedzi – zaznaczył, że rozumie potrzebę przyjęcia samego programu, ale oczekuje od władz gminy jasnej deklaracji, kiedy pojawią się konkretne rozwiązania systemowe.
– Rozumiem, dlaczego ona jest potrzebna. Żeby ją przyjąć, to chciałbym tutaj deklaracji ze strony gminy, czy zmiana tej uchwały i podejście do tego tak jak rada to sugeruje już od dłuższego czasu, możemy się spodziewać na najbliższych posiedzeniach naszej rady, czy nie? – pytał.
Odpowiedź ze strony obsługi prawnej gminy miała przede wszystkim uporządkować stronę formalną całej sprawy. Prawnik wyraźnie oddzieliła program gospodarowania zasobem mieszkaniowym od zasad wynajmu lokali, podkreślając, że są to dwa różne dokumenty i nie należy ich ze sobą utożsamiać.
– Jeżeli państwo nie podejmiecie dzisiaj tej uchwały w sprawie zasad wynajmu, to stawki czynszu za wynajem będą ustalone tylko i wyłącznie na podstawie stawki bazowej, bez ustalenia czynników podwyższających i obniżających, ponieważ jest to program na lata 2026-2030 i nie będziemy mieli się na czym oprzeć, żeby naliczyć czynsz w bieżącym roku – wyjaśniła.
Jednocześnie zaznaczyła, że przyjęcie dokumentu na pięcioletni okres nie oznacza jego „zamrożenia” i że rada będzie mogła w przyszłości wprowadzać do niego zmiany.
– Nie ma przeszkód, aby taką uchwałę modyfikować w trakcie jej obowiązywania, bo to, że ona obowiązuje przez pięć lat, to nie znaczy, że nie można jej zmienić – podkreśliła.
Prawniczka przypomniała też radnym, że niezależnie od rozważań o mieszkaniach pracowniczych gmina ma ustawowy obowiązek zapewniania lokali socjalnych i komunalnych, a to musi mieć pierwszeństwo przy gospodarowaniu zasobem.
– Trzeba też pamiętać, że zadaniem własnym gminy jest zapewnienie lokali socjalnych i komunalnych. Także w tym zasobie tych mieszkań, którym gmina dysponuje, musi przede wszystkim wyodrębnić mieszkania komunalne i socjalne. I dopiero wtedy, jeżeli ta liczba tych mieszkań, ten popyt będzie zaspokojony, to wtedy jest możliwość również wyodrębniania mieszkań pracowniczych – mówiła.
W odpowiedzi na te wyjaśnienia wrócił temat praktyki i realiów, bo – jak wskazywali radni – gmina nie dysponuje obecnie wolnymi mieszkaniami, a więc wszelkie rozważania o zmianie przeznaczenia konkretnych lokali mają dziś ograniczony charakter. Potwierdziła to przedstawicielka obsługi prawnej.
– Nie mamy wolnych mieszkań w naszym zasobie i tak naprawdę przekształcanie jakiegoś mieszkania z mieszkania komunalnego na mieszkanie pracownicze tak naprawdę to wiązałoby się chyba z koniecznością wypowiedzenia umowy obecnym lokatorom, bo my na dzień dzisiejszy wolnych mieszkań w zasobie nie mamy. Wszystkie mieszkania są zajęte – skomentowała.
Nie rozwiało to jednak głównego problemu podnoszonego przez radnych, czyli pytania, ile dokładnie gmina dopłaca do utrzymania lokali komunalnych. Jeden z obecnych na sali uczestników dyskusji poprosił wprost o konkretne zestawienie.
– Czy możemy się dowiedzieć, ile na przykład rada dopłaciła do takich mieszkań? – padło z sali.
Na to pytanie nie przedstawiono od razu gotowych danych. Padła natomiast deklaracja przygotowania stosownego zestawienia obejmującego dwa lub trzy lata.
Bardziej społeczny ton do debaty wniosła radna Oktawia Sobierska, która nie zgodziła się z tezą, że lokale przy instytucjach powinny służyć wyłącznie osobom aktywnym zawodowo. Wskazała, że w praktyce bywają sytuacje, gdy wieloletni pracownik po przejściu na emeryturę pozostaje w takim mieszkaniu i – jej zdaniem – nie można tego sprowadzać do prostego rozliczenia finansowego.
Radny Grzegorz Miśta odpowiadał na to, że problem nie dotyczy wyrzucania kogokolwiek z mieszkań, lecz skali wydatków ponoszonych przez gminę i braku mechanizmów chroniących interes publiczny.
– Tu nie chodzi o usunięcie kogokolwiek. Absolutnie. Ja nawet mówiąc, nie wiem kto tam jest. I to nie o to chodzi. Tu chodzi o to, żeby zabezpieczyć interesy gminy, interesy mieszkańców, abyśmy nie musieli do tego dokładać – zaznaczył.
W podobnym tonie zwracał uwagę, że trzeba odróżnić prywatne nakłady lokatorów na wyposażenie od inwestycji, które rzeczywiście podnoszą wartość nieruchomości i są finansowane z budżetu.
– Odmalowanie mieszkania to nie jest inwestycja w mieszkanie. My inwestujemy w te mieszkania. To my robimy te remonty. To my stanowimy ubezpieczenie tych ludzi na wypadek tego, że coś im się zepsuje, coś im się zawali, wymiana okien, instalacji. To jest na naszej głowie. Ich to nie interesuje – mówił.
Kiedy Oktawia Sobierska zauważyła, że mieszkańcy również dokonywali pewnych zakupów i doposażenia, radny odpowiedział, że chodzi o rzeczy ruchome, które pozostają prywatnym majątkiem najemców.
– To są ruchomości, które mogą zebrać ze sobą i wynieść. To jest duża różnica, bo okna pani nie wyniesie, pieca pani nie wyniesie, przebudowy ścianki pani nie wyniesie, a ruchomości to jest zupełnie coś innego. To jest prywatny majątek tej osoby – zaznaczył.
Na finiszu debaty radny Sirek jeszcze raz doprecyzował, że jego uwagi dotyczyły przede wszystkim konkretnych lokali przy ośrodku zdrowia i braku działań wyprzedzających po stronie gminy. W jego ocenie od lat wiadomo było, że temat wróci, a mimo to nie przygotowano odpowiednich rozwiązań.
– Osoba, która jest czynna zawodowo i mieszka w ośrodku zdrowia, a przechodzi potem na emeryturę, to powinna mieć mieszkanie, ale poza ośrodkiem zdrowia – mówił.
Przypomniał też, że w przeszłości pojawiały się możliwości pozyskania środków zewnętrznych na budownictwo mieszkaniowe, ale gmina z nich nie skorzystała, a prace nad regulaminem od miesięcy stoją w miejscu.
– W czerwcu ubiegłego roku była poruszona sprawa i miała być wyjaśniona do lipca. I się okazuje, nic w tym kierunku się nie dzieje. Nie można tego odsuwać w nieskończoność. Dlatego obowiązuję, aby sprawa została rozwiązana do następnej sesji, czyli do czerwca najpóźniej, a nie żeby to odwlekać w nieskończoność – zaapelował.
W końcowej części procedowania przedstawiciel urzędu wrócił jeszcze do pierwszego z pytań, akcentując, że warunki obniżki czynszu zostały już ujęte w uchwale zgodnie z rozstrzygnięciem nadzorczym. Następnie odczytał protokół konsultacji społecznych, z którego wynikało, że do projektu wpłynęła jedna pisemna uwaga od najemcy lokalu z gminnego zasobu. Dotyczyła ona m.in. polityki czynszowej, wysokości stawki bazowej, klasyfikacji stanu technicznego budynków, planu remontów, zasad obniżania czynszu, kosztów eksploatacji i korzystania z pomieszczeń przynależnych.
Okazało się, że po analizie zgłoszonych uwag nie zostały one uwzględnione. Uzasadniano to m.in. tym, że program ma charakter planistyczny, a nie służy regulowaniu indywidualnych sytuacji najemców, natomiast stawka bazowa ustalana jest odrębnie w drodze zarządzenia. Po zakończeniu dyskusji rada przeszła do głosowania.
– Uchwała przeszła. 13 głosów za. Nikt nie był przeciw. Jedna osoba się wstrzymała, jedna nieobecna – ogłoszono po zakończeniu głosowania.
Starcza
GOK w Starczy znów przesunięty, ale tym razem na… 2029 rok. Radni: Przesuwamy, aż nigdy nie powstanie
Podczas ostatniej sesji Rady Gminy Starcza radni zajęli się pakietem uchwał majątkowych i finansowych oraz bieżącymi sprawami mieszkańców. Obrady miały spokojny, proceduralny przebieg aż do momentu dyskusji nad wieloletnią prognozą finansową, w której pojawił się od dawna powracający temat budowy gminnego ośrodka kultury. To właśnie w tej części obrad doszło do najżywszej wymiany argumentów i sygnalizowanych obaw dotyczących tego, czy inwestycja, o której w gminie mówi się od lat, kiedykolwiek doczeka się realizacji.
Jako pierwszy głosowany był projekt uchwały dotyczący przejęcia na rzecz gminy nieruchomości pod drogi. Jak poinformowała przewodnicząca rady gminy Ewa Jędrzejewska, chodziło o łącznie ponad 90 działek, głównie z miejscowości Własna. W trakcie dyskusji zgłoszono jedynie korektę oczywistej omyłki pisarskiej, po czym uchwałę przyjęto jednogłośnie.

Następnie radni wysłuchali informacji na temat zmian w budżecie na rok 2025. Zgodnie z przedstawionymi danymi, dochody gminy ulegają zmniejszeniu o około 363 tys. zł, podczas gdy część wydatków bieżących – zwłaszcza w oświacie i pomocy społecznej – wymaga zwiększenia środków. Jednocześnie ograniczono pulę na inwestycje o ponad 220 tys. zł, a równowagę budżetową zabezpieczono m.in. poprzez wykorzystanie wolnych środków z lat ubiegłych w wysokości blisko 377 tys. zł. Wprowadzono także zapis o udzieleniu pożyczki dla OSP w Łyścu. Zmiany te przyjęto bez dyskusji i uchwała została przegłosowana jednogłośnie.
Punktem, który wywołał najwięcej uwagi, okazała się uchwała w sprawie wieloletniej prognozy finansowej. Przewidziano w niej kolejne przesunięcie terminu realizacji budowy ośrodka kultury – tym razem na 2029 rok. To właśnie ta decyzja stała się osią kilkunastominutowej debaty. Radny Zbigniew Sirek wskazywał, że takie podejście grozi faktycznym porzuceniem inwestycji.
– Jeśli jakieś zadania były planowane na rok 2025, a teraz znowu przesuwamy je o kilka lat do przodu, to one w końcu nigdy nie będą realizowane. To już było przesuwane co najmniej 10 lat. Jak zbliżył się rok 2025, znowu dzieje się to samo. Jeśli na dany rok nie zaplanujemy chociaż fragmentów, to tego nigdy nie będzie – mówił, zwracając uwagę, że dostępne były zewnętrzne programy wsparcia.
Podkreślił również, że gmina mogła sięgnąć po środki na kulturę, które pojawiły się na poziomie krajowym.
– Były duże pieniądze. Pytałem, czy urząd złożył wniosek. Do tej pory nic nie wiadomo. Trzeba z takich pieniędzy korzystać, a nie odciągać to w czasie, bo tak do niczego nie dojdziemy – argumentował Sirek.
Skarbnik gminy wyjaśniał, że procedura trwa, a wpisanie inwestycji w dalsze lata ma charakter formalny i zależy od rozstrzygnięcia złożonego wniosku o dofinansowanie.
– Wniosek jest zrobiony, ale nie wiemy, jaki będzie termin procedowania i kiedy będą wyniki. W momencie, gdy otrzymamy środki, termin zostanie cofnięty. Zadanie jest oszacowane na około 5 mln zł. Jeśli radny uważa, że w przyszłym roku wykonamy to za środki własne, jestem otwarty – mówił Miron Romański. – Najpierw musi powstać budowa. W tym roku nie było możliwości uzyskania środków na budowę, tylko na rozbudowę, do wartości 700 tys. zł lub maksymalnie 1 mln zł za zgodą ministerstwa – dodawał.
Ostatecznie wieloletnią prognozę finansową przyjęto większością głosów – 13 radnych było „za”, przy jednym głosie wstrzymującym się. Po przegłosowaniu pakietu uchwał przewodnicząca przeszła do korespondencji, która wpłynęła do urzędu. Większość pism dotyczyła próśb mieszkańców o przejęcie działek na drogi dojazdowe oraz wniosku o utwardzenie drogi gminnej w Rudniku Małym. Omówiono także pisma dotyczące oświadczeń majątkowych oraz wniosek policji w sprawie wsparcia zakupu sprzętu.
W wolnych wnioskach jeden z samorządowców poinformował o zgłoszeniu problemu przez mieszkankę tzw. domu nauczyciela, dotyczącym podłączenia instalacji gazowej i wysokości czynszu.
– Sygnalizuję sprawę, będę się temu przyglądać – poinformował.
Pod koniec posiedzenia padło jeszcze pytanie dotyczące ewentualnej zmiany godzin obrad rady na późniejsze.
– Może robić później, na przykład o godz. 13.00 czy 15.00? – padło z sali. – Urząd pracuje do 15.00. To wystarczy – odparła przewodnicząca, kończąc obrady.
Starcza
Duże emocje w trakcie sesji. Radni spierali się o przyszłość lokali komunalnych w gminie
Podczas ostatniej sesji rady gminy szeroko dyskutowano o przyszłości mieszkań komunalnych, szczególnie tych znajdujących się nad budynkiem ośrodka zdrowia. Choć temat pojawia się od lat, nadal budzi wiele emocji i niejasności. Czy gmina może przeznaczyć te lokale dla lekarza i czy brak mieszkań faktycznie ogranicza możliwość pozyskania nowej kadry medycznej?
Obecnie gmina Starcza dysponuje zaledwie siedmioma mieszkaniami komunalnymi, zlokalizowanymi w trzech budynkach. Dwa z nich znajdują się nad ośrodkiem zdrowia. Jak wyjaśniała niedawno radnym radca prawny urzędu, wszystkie lokale są zajęte, a umowy zawarte są na czas nieokreślony.
– Nie możemy tak po prostu wypowiedzieć najemcom umów. Ustawa o ochronie praw lokatorów jasno wskazuje przypadki, kiedy takie wypowiedzenie jest możliwe. To między innymi zaległości czynszowe czy niezamieszkiwanie lokalu przez ponad rok – przypomniała.
Co istotne, w gminie nigdy nie uchwalono zasad wynajmowania lokali komunalnych, w tym tych przeznaczonych na cele pracownicze.
– Brakuje dokumentu, który określałby kryteria dochodowe, warunki udostępniania i weryfikacji najemców. To luka, którą należy jak najszybciej uzupełnić – dodała.
W ferworze dyskusji, ktoś z radnych zwrócił uwagę, że mieszkania nad ośrodkiem zdrowia od początku były planowane z myślą o kadrze medycznej.
– Przy remoncie ośrodka było jasno powiedziane, że lokale są przeznaczone dla lekarzy. Tymczasem mieszkają tam osoby, które nie mają z medycyną nic wspólnego – przekonywano.
Podobne stanowisko zajęli inni radni, wskazując, że zwolnienie lokalu mogłoby być zachętą dla nowego lekarza.
– To nie jest tak, że umowa bezterminowa niczego nie zmienia. Urząd gminy może wystąpić o jej zmianę czy wypowiedzenie. Trzeba tylko spróbować, bo sprawa ciągnie się od wielu lat – podkreślał radny Zbigniew Sirek.
Nie wszyscy jednak podzielali to stanowisko.
– Czy mamy dziś realnego kandydata na lekarza, który czeka na mieszkanie? Jeśli nie, to jaki jest sens odbierać lokale osobom, które płacą czynsz i regularnie wywiązują się z umów? – pytała radna Oktawia Sobierska.
W trakcie dyskusji kilkukrotnie powracał temat dyrektora placówki, który – zdaniem radnych – powinien aktywniej uczestniczyć w rozmowach o potrzebach kadrowych.
– Rozmawiałem z nim w maju, poinformowałem, że mieszkanie jest do dyspozycji. Do dziś nie otrzymałem żadnego sygnału o zainteresowanym lekarzu – padło w pewnym momencie.
Radny Grzegorz Miśta doprecyzował, że wcześniejszy wniosek rady nie dotyczył samego wypowiedzenia umowy, lecz zbadania prawnych możliwości takiego działania.
– Chodziło o to, aby rada miała pełną wiedzę, jakie są konsekwencje i jakie mamy opcje. Bez tego nie ma sensu rozmawiać o zwalnianiu mieszkań – zaznaczył.
W dyskusji pojawiły się także głosy, że mieszkanie nie jest główną barierą w zatrudnieniu lekarza.
– Nawet jeśli lokal się znajdzie, decydujące będą kwestie finansowe i warunki pracy, a to leży w gestii dyrektora, a nie rady gminy – argumentowano.
Nie brakowało też opinii, że temat wraca cyklicznie, ale nigdy nie przynosi konkretnego rozwiązania.
– Od lat wszyscy wiemy, jak wygląda sytuacja, a wciąż nie podjęto żadnych działań. Czas skończyć z dyskusjami opartymi na domysłach – podsumował jeden z uczestników debaty.
Starcza
Bobry, bagno i brak działań. Radny Sirek: Rzeki w naszej gminie przestają pełnić swoją rolę
Podczas niedawnej sesji jeden z radnych zwrócił uwagę na narastający problem związany ze stanem lokalnych rzek. Zamiast odprowadzać wodę z pól i łąk, cieki wodne coraz częściej zamieniają się w rozlewiska i bagna. – Mieszkańcy alarmują i domagają się od władz gminy i instytucji zewnętrznych konkretnych działań – przekonywał.
Radny Zbigniew Sirek nie krył w trakcie sesyjnych obrad frustracji wobec zaistniałej sytuacji.
– Przy tej rzece robi się bagno, z którego praktycznie nie ma pożytku. Nie można przejść, woda stoi po kolana. Rzeka miała odprowadzać wodę, a teraz tylko ją gromadzi – wskazywał.
Jego zdaniem, odkładanie sprawy na kolejne lata prowadzi do degradacji terenów i zagraża rolnikom oraz mieszkańcom, którzy coraz częściej zgłaszają problemy z podtopieniami. W odpowiedzi przedstawiciel urzędu przypomniał, że wysłano już pisma do Wód Polskich i Zarządu Melioracji, jednak możliwości interwencji są mocno ograniczone.
– Podtopienia powstają głównie przez działalność bobrów. Część żeremi została usunięta, ale obecnie obowiązuje okres ochronny i nie możemy prowadzić dalszych prac – tłumaczył dodając, iż przepisy pozwalają na usuwanie tam tylko w miejscach, gdzie istnieje bezpośrednie zagrożenie infrastruktury lub bezpieczeństwa ludzi.
Radny Sirek nie krył, że takie wyjaśnienia nie są wystarczające.
– Nie potrzebujemy kolejnych obietnic. Oczekujemy jasnych terminów kiedy rzeka zostanie wyczyszczona. Jeśli będziemy bierni, wkrótce może zabraknąć wody w studniach – ostrzegał.
Inni radni zwracali uwagę, że problem rzek ma także wymiar estetyczny i ekologiczny.
– Uregulowanie koryta czy usunięcie nadmiaru zatorów poprawiłoby wygląd i mogłoby stworzyć dodatkową przestrzeń rekreacyjną – wskazywano.
Tymczasem instytucje nadrzędne coraz częściej podkreślają konieczność pozostawiania rzek „naturalnemu rozwojowi”, kładąc nacisk na retencjonowanie wody zamiast jej szybkiego odprowadzania.
– Możemy interweniować tylko tam, gdzie powstaje realne zagrożenie. Musimy działać w ramach prawa, niezależnie od oczekiwań – zaznaczył z kolei wójt Przemysław Krzyczmanik.
Starcza
Kredyty spłacane kredytami? Radni sygnalizują, że to niebezpieczny mechanizm
Niedawna sesja Rady Gminy Starcza zaskutkowała uchwałą o zaciągnięciu nowego kredytu. Środki mają zostać przeznaczone na pokrycie deficytu budżetowego oraz spłatę wcześniej zaciągniętych zobowiązań.
Podczas obrad szczegółowo przedstawiono załącznik do uchwały budżetowej, gdzie rozpisano kilkadziesiąt inwestycji. Wójt przypomniał między innymi o projekcie związanym z cyberbezpieczeństwem samorządu, modernizacji wodociągu czy budowie żłobka. Jednak obok projektów realizowanych, pojawiały się kolejne przesunięcia.
– Modernizacja oświetlenia ulicznego niestety przesunięta do realizacji, z uwagi na ogłoszone warunki dotacji i brak możliwości zakwalifikowania się gminy do tego projektu – poinformował włodarz.
Podobnie wypadła „Zielona przestrzeń”, której realizacja została odłożona „na kolejne lata”. Ulica Okrężna w Łyścu? Również odłożona. Okazuje się, że to nie jednostkowe przypadki, ale dość powtarzalny mechanizm. W konsekwencji ambitne plany muszą ustąpić twardej rzeczywistości finansowej.
Najwięcej emocji wśród mieszkańców budzi modernizacja oczyszczalni. Problem ciągnie się od kilku lat i wciąż nie został rozwiązany.
– Zgadza się, są problemy i to przynajmniej od kilku lat staramy się pozyskać środki, bo bez tych środków zewnętrznych niestety sami nie damy rady tego zmodernizować – tłumaczył radnym wójt Przemysław Krzyczmianik, dodając, że trwają rozmowy z urzędem marszałkowskim, a alternatywą pozostaje kredyt z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach.
Jednak mieszkańcy coraz głośniej pytają nie tylko o inwestycję, ale i o jakość wody.
– Czy to chlorowanie w obydwu ujęciach jest prowadzone, czy tylko w jednym? – dociekali radni podczas sesji.
Odpowiedź padła, że tylko w Klepaczce. Uspokajano, że proces prowadzony jest w porozumieniu z sanepidem. Nie zmienia to jednak faktu, że brak inwestycji w infrastrukturę wodno-kanalizacyjną staje się jednym z największych obciążeń gminy.
Najmocniejszym sygnałem ostrzegawczym okazała się jednak decyzja o zaciągnięciu kredytu w wysokości 1,2 mln zł. Oficjalnie – na sfinansowanie deficytu budżetowego i realizację inwestycji. W praktyce jednak ponad 750 tys. zł pójdzie na spłatę wcześniejszych kredytów, a zaciągnięte zobowiązanie gmina planuje spłacać do końca kadencji obecnych władz.
– W tej chwili widzę, że bardzo duża część tego kredytu to jest spłata poprzednich kredytów. W minionych latach raczej takich rzeczy w takim procencie nie było – zauważył jeden z radnych.
Skarbnik nie zaprzeczył.
– Pan radny jak najbardziej ma rację – skwitował Miron Romański.
Czy to dobry patent na zarządzanie finansami gminy? Niekoniecznie. To klasyczny przykład tzw. rolowania długu, w którym lokalne władze zaciągają kolejne zobowiązania, by spłacić wcześniejsze. W dłuższej perspektywie taki model finansowania prowadzi do coraz większego uzależnienia od banków i stopniowego ograniczania środków na nowe inwestycje.
Podczas sesji niemal rutynowo przesuwano środki między zadaniami: z drogi do gruntów rolnych na modernizację OSP w Rudniku Małym, z funduszu sołeckiego na zakup wiat przystankowych, z oszczędności przetargowych na wodociąg – na inne projekty. Choć to dowód elastyczności, równie dobrze można w tym dostrzec brak stabilnego planu inwestycyjnego.
W planach pojawiła się nawet budowa boiska typu Orlik – z pełnym zapleczem i oświetleniem, ale, jak zaznaczono, to melodia przyszłości.
– To jest w wieloletniej prognozie finansowej i to jest po prostu taki zamiar wprowadzony na przyszłe lata, ale nie w tym roku i nie w 2026 – usłyszeli radni.
-
Poczesna1 rok temuTragiczny wypadek na trasie między Sobuczyną a Nieradą. Nie żyje 34-letnia kobieta
-
Myszków11 miesięcy temuDom, który stał się miejscem strachu. Bracia z Myszkowa aresztowani za wielomiesięczną przemoc
-
Poczesna2 lata temuW gminie huczy, policja o niczym oficjalnie nie wie, a wójt milczy i unika odpowiedzi
-
Niegowa3 miesiące temuPoważny wypadek młodych ludzi w Niegowie. Pasażerka straciła rękę











