Poczesna
Druhowie z Wrzosowej powiększyli swoją flotę
Komenda Miejska Państwowej Straży Pożarnej w Częstochowie sprezentowała swoim kolegom z jednostki OSP we Wrzosowej samochód ratownictwa drogowego.
Szczególna uroczystość przekazania pojazdu odbyła się w pierwszej połowie maja na placu przed kościołem Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa. Zanim przedstawiciele lokalnej jednostki otrzymali klucze do cennego nabytku, całe wydarzenie rozpoczęło się od mszy. Przewodniczył jej ks. Jacek Kołodziejczyk, proboszcz miejscowej parafii. Nabożeństwo zgromadziło funkcjonariuszy państwowej straży pożarnej, druhów z terenu gminy, miejscowe władze, samorządowców, radę sołecką oraz mieszkańców.
Nie zabrakło tradycyjnego przecięcia wstęgi i poświęcenia maszyny. Ten techniczny samochód jednostka pozyskała nieodpłatnie od Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Częstochowie. Jak podkreślano, nie udałoby się to, gdyby nie wspólne starania komend głównej i wojewódzkiej PSP, parlamentarzystów oraz samego włodarza.
– Z uwagi na położenie jednostki przy trasie DK-1 i dużą liczbę groźnych oraz niebezpiecznych zdarzeń drogowych, wykorzystanie tego dobrze wyposażonego samochodu ułatwi przeprowadzanie akcji ratowniczych – cieszy się wójt Krzysztof Ujma.
Poczesna
Sosna zostaje. Do referendum poszło osiem procent uprawnionych mieszkańców, inicjatorki biją się w piersi
Referendum w sprawie odwołania wójta Poczesnej przed upływem kadencji zakończyło się zdecydowanym frekwencyjnym niepowodzeniem jego inicjatorów. Do urn poszło zaledwie około 8 proc. uprawnionych mieszkańców, przez co głosowanie jest nieważne, a Artur Sosna pozostaje na stanowisku. Komitet Inicjatywy Referendalnej przyznał się do porażki i wziął odpowiedzialność za brak mobilizacji mieszkańców. Jednocześnie jego przedstawicielki zapowiadają, że nadal będą przyglądać się działalności władz gminy.
Niedzielne referendum miało rozstrzygnąć, czy Artur Sosna powinien dalej pełnić funkcję wójta gminy Poczesna. Aby jego wynik był wiążący, konieczne było jednak osiągnięcie wymaganej prawem frekwencji. Ta okazała się zdecydowanie zbyt niska. W głosowaniu uczestniczyło około 8 proc. osób uprawnionych. Oznacza to, że referendum jest nieważne i nie wywołuje skutków prawnych. Sosna zachowuje stanowisko i będzie mógł kontynuować kadencję.
Po zakończeniu głosowania Komitet Inicjatywy Referendalnej opublikował oświadczenie, w którym jego przedstawicielki nie próbowały tłumaczyć wyniku czynnikami zewnętrznymi.
– Przegraliśmy. Powiemy to wprost, bo tak rozmawialiśmy z Wami przez całą kampanię. Nie udało się zmobilizować mieszkańców do osiągnięcia minimalnej liczby głosów. Referendum jest nieważne, a Wójt pozostaje na stanowisku – przekazały.
Jak podkreśliły, nie zamierzają obarczać odpowiedzialnością mieszkańców, którzy nie wzięli udziału w głosowaniu, ani wskazywać na pogodę, termin referendum czy działania anonimowych profili internetowych. Przyznały, że to organizatorom nie udało się zainteresować wystarczająco dużej części lokalnej społeczności sprawami, które podnosili w trakcie kampanii.
– Odpowiedzialność jest nasza. Nie umieliśmy dotrzeć do wystarczającej liczby ludzi i zainteresować ich tym, co dzieje się w gminie – stwierdziły.
Jednocześnie inicjatorki referendum zaznaczyły, że niska frekwencja nie zmienia ich oceny problemów, które w ostatnich miesiącach podnosiły publicznie. W oświadczeniu ponownie wskazały między innymi na ustalenia kontroli Regionalnej Izby Obrachunkowej w Katowicach, kwestie związane z dostępem do informacji publicznej oraz sprawy dotyczące wynagrodzeń, umów i decyzji podejmowanych przez gminę.
Odniosły się również do kwestii zmiany granic Częstochowy i Poczesnej. Ich zdaniem wynik referendum nie zamyka dyskusji dotyczącej terenów, które od 2028 roku mają znaleźć się w granicach miasta.
Komitet podkreślił przy tym, że zakończenie procedury referendalnej nie oznacza końca aktywności osób, które ją zainicjowały.
– Wynik referendum kończy procedurę. Nie kończy sprawy i naszej troski o gminę, którą chcemy przelać na mieszkańców – zaznaczono w oświadczeniu.

Inicjatorki podziękowały osobom, które podpisały wniosek referendalny, pomagały w kampanii i uczestniczyły w głosowaniu. Podziękowania skierowały również do mieszkańców, którzy nie zgadzali się z ich argumentami, ale podejmowali bezpośrednią dyskusję.

Sam Komitet Inicjatywy Referendalnej wraz z zakończeniem procedury kończy działalność. Jego przedstawicielki zapowiadają jednak dalsze śledzenie prac samorządu, analizowanie Biuletynu Informacji Publicznej, oglądanie sesji rady gminy oraz składanie kolejnych wniosków o udostępnienie dokumentów.
– Komitet Inicjatywy Referendalnej kończy dziś działalność. My nie – podsumowały.

Poczesna
„Nie wolno ciebie zatrudnić”. Justyna Wilk ujawnia, co miała przekazać jej dyrektor Iwona Skorupa
Miało być podsumowanie działalności jednego z najbardziej rozpoznawalnych zespołów folklorystycznych w regionie. Zamiast tego czwartkowe posiedzenie komisji oświaty, kultury, sportu i rekreacji zamieniło się w ponad dwugodzinną, momentami bardzo nerwową dyskusję o przyszłości Wrzosowian. W centrum sporu znalazło się niezatrudnienie wieloletniej kierownik artystycznej Justyny Wilk, ale na jaw wyszły też problemy z promocją zespołu, organizacją jego występów oraz niejasności wokół przygotowywanej przez gminę strategii i pomysłu utworzenia Gminnego Ośrodka Tańca.
Problemy zaczęły się jeszcze przed merytoryczną dyskusją. Iwona Skorupa, dyrektor Gminnego Centrum Kultury, Informacji i Rekreacji w Poczesnej, nie pojawiła się na posiedzeniu komisji z powodu urlopu. W jej zastępstwie uczestniczył księgowy Marcin Huras, który nie był jednak w stanie odpowiedzieć na część pytań dotyczących spraw kadrowych i organizacyjnych. Radni zwracali też uwagę, że materiały dotyczące działalności Wrzosowian otrzymali dopiero w dniu posiedzenia.
– To jest lekceważenie nas, nas radnych – oceniła jedna z nich.
Wicewójt Robert Kępa przedstawił natomiast diagnozę sytuacji zespołu. Z jednej strony mówił o jego wieloletnim dorobku, rozpoznawalności i potencjale, z drugiej wskazywał na spadek liczby uczestników, problemy z ciągłością pokoleniową, promocją czy muzyką na żywo. Szczególne emocje wywołała kwestia najmłodszych członków Wrzosowian. Kępa przekonywał, że grupa dziecięca przestała funkcjonować, czemu zdecydowanie zaprzeczyli przedstawiciele zespołu.
Katarzyna Nowicka poinformowała, że grupa dziecięca liczy obecnie 12-13 osób, młodzieżowa osiem dziewcząt, a grupa dorosłych około 15 osób. Tym samym już w jednej z podstawowych kwestii na komisji pojawiły się zupełnie różne informacje o aktualnej sytuacji Wrzosowian.
Władze gminy chcą odpowiedzieć na problemy zespołu poprzez powołanie nowej instytucji. Gminny Ośrodek Tańca miałby przejąć Wrzosowian oraz zespół Takt i otrzymać własny budżet oraz zaplecze kadrowe. Według wicewójta obecne GCKIiR prowadzi zbyt wiele inicjatyw, aby odpowiednio skoncentrować się na rozwoju obu grup.
Pomysł szybko wywołał kolejne pytania. Okazało się bowiem, że przedstawiana podczas komisji strategia pozostaje dokumentem roboczym. Radni próbowali dowiedzieć się, kto ją przygotował, na podstawie jakich badań oraz czy konsultowano ją z samymi członkami Wrzosowian. Jednoznacznych odpowiedzi nie uzyskali. Dokument nie był też podpisany.
– Jeżeli nie ma podpisu, to znaczy, że nie ma strategii. Nie ma dokumentu – komentował przewodniczący komisji.
Największy spór dotyczył jednak Justyny Wilk, od 28 lat związanej z Wrzosowianami, współtwórczyni zespołu, jego wieloletniej kierownik artystycznej i choreografki. Radni chcieli ustalić, dlaczego nie została z nią zawarta kolejna umowa i kto faktycznie zdecydował o zakończeniu dotychczasowej współpracy.
Jedna z radnych zapytała wicewójta wprost, czy to on wydał dyrektor GCKIiR dyspozycję niezatrudniania Wilk. Robert Kępa wskazywał, że decyzje kadrowe należą do dyrekcji instytucji. Pytanie zostało więc postawione jeszcze ostrzej.
– Czy kiedykolwiek padły słowa z ust pana Roberta Kępy, zastępcy wójta Gminy Poczesna, do dyrektor Iwony Skorupy: „Jeżeli zatrudnisz panią Justynę Wilk, tracisz posadę”? Czy kiedykolwiek takie słowa padły? – pytała radna.
Wicewójt nie udzielił jednoznacznej odpowiedzi na tak sformułowane pytanie, lecz zakwestionował sam sposób jego postawienia.
– Powiem taką jedną rzecz. A propos tego zdania. Bo pytanie jest postawione z tezą i ja na nie będę odpowiadał. Natomiast sposób zredagowania tego pytania jest w mojej ocenie nieprzyzwoity, pani przewodnicząca. Dziękuję – odpowiedział Kępa.

W obronie Wilk zdecydowanie wystąpili członkowie Wrzosowian. W przygotowanym stanowisku podkreślili, że dostrzegają potrzebę zmian organizacyjnych i dodatkowego wsparcia zespołu, ale nie rozumieją, dlaczego miałoby to oznaczać rezygnację z osoby odpowiedzialnej przez lata za jego rozwój artystyczny.
Katarzyna Nowicka wskazywała przy tym, że problemem ostatnich lat nie jest wyłącznie liczba uczestników. Zarzuciła GCKIiR słabą promocję Wrzosowian i niewystarczające wsparcie przy organizacji występów oraz wyjazdów.
– Jeżeli nam się będzie podcinać skrzydła, to to bardzo zniechęca ludzi do pracy dalszej, niestety – mówiła.
Członkowie zespołu przedstawili także przykłady problemów podczas gminnych wydarzeń. Natalia Jabłońska mówiła o tegorocznych dniach gminy, podczas których przygotowany wcześniej program miał zostać ograniczony z powodu warunków na scenie.
– Poświęcaliśmy przed tymi dniami gminy swój czas prywatny, przyjeżdżaliśmy na zajęcia przez X czasu, szykowaliśmy program, a w momencie, gdy przyjechaliśmy już na koncert, dostaliśmy informację od pani dyrektor: „A nie możecie tylko zaśpiewać, bo na scenę się nie zmieścicie”. I musiałyśmy tańczyć na dwóch kawałkach gumolitu, które nawet nie były sklejone taśmą – relacjonowała.
Kulminacją dyskusji było wystąpienie Justyny Wilk. Przypomniała, że z zespołem związana jest od 28 lat, a jej obowiązki przez lata znacznie wykraczały poza samo prowadzenie prób. Mówiła o przygotowywaniu choreografii, strojów, materiałów źródłowych oraz wykonywaniu szeregu prac organizacyjnych i technicznych. Wilk przedstawiła też własną relację dotyczącą przyczyn braku kolejnej umowy. Jak twierdziła, taką informację miała otrzymać od dyrektor GCKIiR.
– Informacja oficjalna od pani dyrektor po czterech SMS-ach: „Przekazuję ci to, co powiedział pan wicewójt Robert Kępa. Nie wolno ciebie zatrudnić” – powiedziała.

Jeszcze większe emocje wywołała sugestia wicewójta, że w przyszłości Wilk mogłaby ubiegać się o pracę w planowanym Gminnym Ośrodku Tańca. Nowa instytucja jeszcze nie istnieje, a jej utworzenie będzie wymagało zgody rady.
– Niech się pan nie ośmiesza, bo to, co pan w tym momencie mówi, to jest po prostu poniżej jakiejkolwiek godności ludzkiej. Wpiera pan w żywe oczy ludziom siedzącym tutaj i śledzący sesję online, że moje niezatrudnienie jest po to, żebym sobie mogła wystartować w konkursie. Kiedyś, jak rada gminy uchwali, żeby była inna instytucja. Wspaniale – odpowiedziała Wilk.

Nerwowa atmosfera utrzymywała się do końca. Wicewójt kilkakrotnie podnosił głos, uczestnicy wzajemnie sobie przerywali, a kolejne pytania o autorów strategii i odpowiedzialność za obecną sytuację spotykały się z coraz bardziej emocjonalnymi reakcjami.
– Boże drogi, ile razy tu będziemy na ten temat rozmawiać na tej komisji – powiedział w pewnym momencie Kępa.
Do kolejnego spięcia doszło w sprawach różnych. Jedna z radnych zapytała, ilu uczestników promowanego przez gminę wyjazdu orkiestry i mażoretek do Włoch pochodziło z Poczesnej. Wicewójt argumentował, że w zespołach artystycznych nie należy dzielić ludzi według miejsca zamieszkania. Wymiana zdań szybko wykroczyła jednak poza samą istotę pytania.
– Pani nie rozumie, co to jest kultura i kto tworzy zespoły. Grzecznie – powiedział Kępa.
– Kto ma kulturę tutaj? Niech pan pokaże, kto tutaj teraz pokazuje kulturę – odpowiedziała radna.
Po ponad dwóch godzinach komisja zakończyła się bez rozstrzygnięcia najważniejszych kwestii. Nie wiadomo, czy i kiedy powstanie Gminny Ośrodek Tańca, ile będzie kosztował ani kto miałby nim kierować. Bez jednoznacznej odpowiedzi pozostało również pytanie o rzeczywiste okoliczności niezatrudnienia Justyny Wilk.
Poczesna
„Wrzosowianie” zgarnęli Grand Prix. Mocny finał „Śląskiego Śpiewania” w Koszęcinie
Koszęcin ponownie stał się miejscem spotkania miłośników regionalnej muzyki, folkloru i śląskich tradycji. 20 września w siedzibie Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk” odbył się finał XXXII Regionalnego Przeglądu Pieśni „Śląskie Śpiewanie” im. prof. Adolfa Dygacza. W tegorocznej edycji wystąpiło 49 wykonawców, co przełożyło się łącznie na około 650 uczestników.
„Śląskie Śpiewanie” od ponad trzech dekad gromadzi wykonawców, którzy sięgają po tradycyjny repertuar związany z kulturą Górnego Śląska. Na scenie prezentują się soliści, duety, zespoły wokalne i wokalno-instrumentalne, chóry oraz zespoły pieśni i tańca. W programach pojawiają się pieśni, tańce i obrzędy regionalne, a także utwory ze zbiorów prof. Adolfa Dygacza i repertuar związany ze Stanisławem Hadyną. Przegląd ma więc nie tylko charakter konkursowy, ale służy też podtrzymywaniu lokalnych tradycji i przekazywaniu ich kolejnym pokoleniom.
Uczestników oceniano w trzech głównych kategoriach – soliści i duety, zespoły wokalne i wokalno-instrumentalne oraz zespoły pieśni i tańca. Każda z nich została dodatkowo podzielona na trzy grupy wiekowe – do 9 lat, od 10 do 15 lat oraz od 16. roku życia wzwyż.

Największy sukces tegorocznej edycji odniósł Zespół Folklorystyczny „Wrzosowianie” z Gminnego Centrum Kultury, Informacji i Rekreacji w Poczesnej. To właśnie on zdobył Grand Prix oraz statuetkę „Szczyglika”, najważniejsze wyróżnienie całego przeglądu.

Bardzo dobrze zaprezentowali się również inni wykonawcy z północnej części województwa śląskiego. W kategorii zespołów wokalnych i wokalno-instrumentalnych, w najstarszej grupie wiekowej, zwyciężył Zespół Śpiewaczy Gminy Konopiska. Wyróżnienie w tej samej kategorii trafiło do Chóru Sonata z Miejskiego Domu Kultury w Kaletach. Zespół z Kalet otrzymał ponadto nagrodę specjalną za wkład w pielęgnowanie tradycji i regionalnych wartości kultury muzycznej.
Sporo powodów do zadowolenia mieli także reprezentanci powiatu lublinieckiego. Wśród zespołów pieśni i tańca, w najmłodszej kategorii wiekowej, zwyciężyli „Mali Ślązacy” z Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Strzebiniu. Z kolei w grupie uczestników od 16. roku życia pierwsze miejsce zdobył Zespół Pieśni i Tańca „Halka” z Miejskiego Domu Kultury w Lublińcu. Wyróżnienie w tej samej kategorii przypadło Zespołowi Folklorystycznemu „Boronowianie”.
Wśród solistów i duetów w najstarszej grupie wiekowej wyróżniono również Bożenę Pluszczok i Tomasza Dziembę z Gminnego Ośrodka Kultury w Boronowie.

Na liście nagrodzonych znalazł się także Zespół Folklorystyczny „Janowianie” z Samorządowego Ośrodka Kultury i Sportu w Janowie. Otrzymał specjalne wyróżnienie za popularyzację pieśni Stanisława Hadyny oraz twórczy wkład w rozwój regionalnej kultury.
Tegoroczny finał pokazał, że tradycyjna muzyka nadal ma szerokie grono odbiorców i wykonawców. Na jednej scenie spotkali się najmłodsi artyści, młodzież i dorośli, a wspólnym mianownikiem wszystkich prezentacji była dbałość o regionalny repertuar, obrzędy i sceniczne tradycje.
Organizatorami przeglądu byli Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk” im. Stanisława Hadyny, Związek Górnośląski w Katowicach, Muzeum „Górnośląski Park Etnograficzny w Chorzowie”, Telewizja TVS oraz samorządowe placówki kultury. Patronat nad wydarzeniem objął marszałek województwa śląskiego.
Poczesna
Mieszkanka gminy Poczesna wśród najlepszych na świecie. Świetny występ w Chorwacji
Natalia Piwowarska z gminy Poczesna ma za sobą udany występ na Mistrzostwach Świata Juniorów w skokach do wody w chorwackiej Rijece. Zawodniczka COSW Częstochowa zajęła 10. miejsce indywidualnie na trampolinie 3 m, była dziewiąta w skokach synchronicznych, a wraz z reprezentacją Polski uplasowała się na 10. pozycji w konkursie drużynowym.
Największym indywidualnym osiągnięciem reprezentantki COSW Częstochowa był występ na trampolinie 3 m w grupie obejmującej zawodniczki w wieku od 16 do 18 lat. Natalia Piwowarska znalazła się w finałowej dwunastce mistrzostw świata, a rywalizację zakończyła na 10. pozycji z wynikiem 367,25 pkt.
Jeszcze wyższe miejsce mieszkanka gminy Poczesna wywalczyła w rywalizacji synchronicznej. Wspólnie z klubową koleżanką Patrycją Tkacz wystartowała w konkursie skoków synchronicznych z trampoliny 3 m. Polki uzyskały w finale 214,95 pkt, co dało im 9. miejsce na świecie.
Piwowarska była również częścią reprezentacji Polski w konkursie drużynowym. Biało-czerwonych reprezentowali Natalia Piwowarska i Patrycja Tkacz z COSW Częstochowa oraz Gabriel Elżanowski i Nataniel Elżanowski z UKS Syrena Pałac Młodzieży Warszawa.
Poczesna
Po prawie trzech dekadach odsunięta od „Wrzosowian”. Sprawa wybucha przed referendum w Poczesnej
Po 28 latach pracy z Zespołem Folklorystycznym „Wrzosowianie” Justyna Wilk poinformowała, że została wykluczona z jego dalszej działalności. Wieloletnia choreografka i współtwórczyni jednej z najbardziej rozpoznawalnych grup folklorystycznych gminy Poczesna twierdzi, że od dyrektor Gminnego Centrum Kultury, Informacji i Rekreacji usłyszała, iż „nie ma zgody” na jej zatrudnienie. Sprawa pojawia się w wyjątkowo gorącym momencie – niespełna dwa tygodnie przed referendum dotyczącym odwołania wójta Artura Sosny, którego Wilk była kontrkandydatką w ostatnich wyborach samorządowych.
– I tak oto po 28 latach od założenia Zespołu wraz z Anną Jaśkiewicz, Zbigniewem Kołodziejem i śp. Marianem Kołodziejem postanowiono wykluczyć mnie z działalności ZF „Wrzosowianie”. W odpowiedzi od dyrektora GCKIiR w Poczesnej, pani Iwony Skorupy usłyszałam, że nie ma zgody na moje zatrudnienie – poinformowała Justyna Wilk.
Jak podkreśla, z zespołem związana jest nieprzerwanie od 1998 roku.
– Zupełnie nie rozumiem, jak można tak bardzo nie szanować tego, co zostało wypracowane przez ostatnie 28 lat. Bo zespół to ludzie – tancerze, wokaliści, muzycy. Dobro, które powinno się szanować, wspierać i promować, a nie niszczyć z niskich pobudek – napisała.
To mocne słowa, ale historia „Wrzosowian” rzeczywiście jest mocno związana z nazwiskiem Wilk. Zespół powstał w czerwcu 1998 roku przy OSP we Wrzosowej. W materiałach publikowanych przy okazji 25-lecia grupy wymieniano Justynę Wilk jako osobę związaną z nią praktycznie od początku, najpierw jako choreografkę, a później również kierownika. Od 2008 roku grupa działa w strukturach Gminnego Centrum Kultury, Informacji i Rekreacji w Poczesnej.
Przez lata zespół wyrósł daleko poza rolę oprawy lokalnych uroczystości. Reprezentował Poczesną na przeglądach i festiwalach w różnych częściach kraju, regularnie wracając z nagrodami.

Na tym lista osiągnięć się nie kończy. W 2022 roku „Wrzosowianie” zajęli drugie miejsce w prestiżowym Przeglądzie Pieśni „Śląskie Śpiewanie” im. prof. Adolfa Dygacza. Rok później zdobyli pierwsze miejsce w Finałowym Ogólnopolskim Festiwalu Pieśni Patriotycznej w Koszęcinie oraz wyróżnienie w kolejnej edycji „Śląskiego Śpiewania”. Zespół triumfował również podczas pierwszej edycji Archidiecezjalno-Wojewódzkiego Festiwalu Piosenki Religijnej „Exodus”, a w tegorocznej, piątej edycji zajął drugie miejsce wśród zespołów dorosłych.
Także sama Wilk była wcześniej oficjalnie doceniana przez gminę za działalność kulturalną. W 2019 roku otrzymała Syderyta – jedno z najważniejszych lokalnych wyróżnień – właśnie za działalność w obszarze oświaty, kultury i sztuki oraz pracę z „Wrzosowianami”.
Dzisiejsza sytuacja ma jednak jeszcze jeden wymiar, którego w Poczesnej trudno nie zauważyć. Justyna Wilk była w 2024 roku główną rywalką Artura Sosny w wyborach na urząd wójta. W pierwszej turze zdobyła 2450 głosów, czyli 39,71 proc., osiągając najlepszy wynik spośród czterech kandydatów. Sosna otrzymał wówczas 1466 głosów. Oboje spotkali się w drugiej turze.

Ostatecznie wybory wygrał Sosna. Otrzymał 2848 głosów, czyli 53,17 proc., natomiast Wilk poparło 2508 mieszkańców – 46,83 proc. Różnica wyniosła zaledwie 340 głosów.
Teraz sprawa zespołu pojawia się w momencie kolejnego poważnego politycznego napięcia w gminie. Na 27 września komisarz wyborczy wyznaczył referendum w sprawie odwołania Artura Sosny z funkcji wójta przed upływem kadencji. Procedura rozpoczęła się od inicjatywy mieszkańców.
Nie ma obecnie podstaw, by przesądzać, że decyzja dotycząca dalszej współpracy Justyny Wilk z „Wrzosowianami” ma związek z jej wcześniejszym startem przeciwko Sośnie lub z nadchodzącym referendum. Sama Wilk w swoim wpisie sugeruje jednak pozamerytoryczne motywy decyzji. Jest to jej ocena.
W dostępnych materiałach nie znaleźliśmy także publicznego stanowiska dyrektor GCKIiR w Poczesnej Iwony Skorupy ani wójta odnoszącego się bezpośrednio do najnowszych zarzutów Wilk. Nie wiadomo więc, kto ostatecznie zdecydował o zakończeniu współpracy, jakie były formalne lub merytoryczne przyczyny tej decyzji.
Po 28 latach współpraca z osobą, która od początku współtworzyła ten dorobek, według jej relacji właśnie się kończy. W gminie, która za kilkanaście dni pójdzie do urn w referendum dotyczącym przyszłości wójta, trudno oczekiwać, by taka decyzja przeszła bez echa.
Do sprawy wrócimy, jak tylko pojawią się nowe okoliczności.
Poczesna
Wojewoda uchylił uchwałę. Poczesna drugi raz zajęła się sprzeciwem wobec farmy fotowoltaicznej
Radni ponownie uznali za zasadną petycję mieszkańców Mazur-Młynka sprzeciwiających się budowie farmy fotowoltaicznej. Samorząd Poczesnej musiał wrócić do sprawy, ponieważ poprzednia uchwała została w całości uchylona przez wojewodę. Tym razem poprawiono sposób jej uzasadnienia. Stanowisko rady wobec samej inwestycji jednak się nie zmieniło.
Sprawa wróciła podczas ostatniej nadzwyczajnej sesji. Jak przypomniała przewodnicząca komisji skarg, wniosków i petycji, mieszkańcy już wcześniej jasno przedstawili swoje stanowisko podczas spotkania dotyczącego terenów przeznaczonych pod elektrownię słoneczną w obrębie Nierada, w rejonie ulicy Kasprowicza.
– Na tym spotkaniu wyraźnie mieszkańcy wyrazili swój sprzeciw powstaniu tej farmy fotowoltaicznej – mówiła.
Rada już wcześniej przychyliła się do ich stanowiska. Problem pojawił się podczas kontroli nadzorczej. Wojewoda uchylił podjętą w lutym uchwałę, dlatego całą sprawą trzeba było zająć się ponownie. Do tej proceduralnej porażki samorządu odniósł się inny z radnych, który chciał wiedzieć, dlaczego wojewoda zakwestionował wcześniejszy dokument.

– Czy wiadomo z jakich przyczyn została przez wojewodę zakwestionowana tamta uchwała? – pytał.
Z przytoczonego podczas obrad rozstrzygnięcia nadzorczego wynikało, że problem tkwił przede wszystkim w sposobie uzasadnienia stanowiska rady. Organ nadzoru oczekiwał przedstawienia okoliczności faktycznych oraz argumentacji prowadzącej do uznania bądź odrzucenia petycji.
– Uwzględnienie lub nieuwzględnienie petycji świadczy o jej merytorycznym rozpoznaniu, które musi znaleźć swój wyraz w uzasadnieniu. Uzasadnienie powinno przedstawić wszystkie okoliczności faktyczne istotne w sprawie oraz wnioskowanie, które doprowadziło Radę do uwzględnienia lub nieuwzględnienia petycji – odczytano podczas sesji.
Przy drugim podejściu zmieniono więc konstrukcję dokumentu. Stanowisko komisji skarg, wniosków i petycji znalazło się w uzasadnieniu, a przy jego przygotowaniu odniesiono się również do przeznaczenia terenu wynikającego z dokumentów planistycznych.

Samorząd naprawił zatem kwestie formalne, ale nie wycofał się z wcześniejszego stanowiska. Nowa uchwała ponownie stwierdza, że petycja mieszkańców jest zasadna. Zagłosowało za nią 12 radnych, nikt nie był przeciw, natomiast trzy osoby wstrzymały się od głosu.
Poczesna
Plan ogólny przyjęty, ale bez jednomyślności. Sześcioro radnych nie poparło dokumentu
Rada Gminy Poczesna przyjęła plan ogólny, który ma wejść w życie wraz z początkiem nowego roku i wyznaczać kierunki dalszej polityki przestrzennej samorządu. Choć dokument wcześniej uzyskał pozytywną opinię komisji zdrowia i ochrony środowiska, samo głosowanie pokazało wyraźny podział w radzie. Za uchwałą opowiedziało się dziewięciu radnych, dwóch było przeciw, a czterech wstrzymało się od głosu.
Projekt planu był jednym z najważniejszych punktów ostatniej sesji rady gminy. Dokument przygotowywano w następstwie uchwały podjętej jeszcze w listopadzie 2024 roku. Dzień przed sesją omawiano go podczas posiedzenia komisji.

Podczas samej sesji nie doszło jednak do szerszej dyskusji. Jej brak szczególnie kontrastował z późniejszym wynikiem głosowania. Aż sześciu z piętnastu radnych nie poparło planu, przy czym dwóch zagłosowało przeciw, a czterech wstrzymało się od głosu. Żaden z nich nie wyjaśnił podczas obrad, z czego wynikały jego zastrzeżenia.
Ostatecznie uchwała została przyjęta, ale wynik trudno uznać za wyraz pełnej zgody w radzie. Plan ogólny będzie miał istotne znaczenie dla kolejnych decyzji dotyczących zagospodarowania przestrzennego, a mimo to mieszkańcy nie usłyszeli podczas sesji argumentów radnych, którzy dokumentu nie poparli.
Poczesna
Starosta ostro o Poczesnej i zmianie granic: Tak jakbyśmy w ogóle nie funkcjonowali
Mocne słowa pod adresem sposobu prowadzenia procedury zmiany granic Częstochowy i gminy Poczesna padły podczas ostatniej sesji rady powiatu. Starosta częstochowski nie krył rozczarowania tym, że powiat, choć sam może ponieść wielomilionowe konsekwencje planowanych zmian – jego zdaniem – został w całym procesie sprowadzony do roli podmiotu wydającego niewiążącą opinię. Zarząd powiatu formalnie sprzeciwił się dalszym działaniom miasta, a starosta zapowiedział, że problem zostanie podniesiony również na forum Konwentu Starostów Województwa Śląskiego.
Najmocniejszy fragment wystąpienia dotyczył relacji z gminą Poczesna. Pierwszy urzędnik w powiecie zwrócił uwagę, że, mimo bezpośrednich konsekwencji dla granic i finansów, samorząd powiatowy nie został formalnie włączony przez gminę w rozmowy dotyczące sprawy.
– Ja mogę tylko ubolewać nad tym, że w tej całej procedurze, bo tak do końca nie wiadomo, czy powiat był komuś do czegokolwiek potrzebny, nie zdarzyło się, żeby gmina Poczesna w jakikolwiek sposób wystąpiła do powiatu o zajęcie jakiegokolwiek stanowiska. Nie zdarzyło się – mówił starosta.
Jak wynikało z jego wypowiedzi, kontakty miały ograniczać się głównie do nieformalnych rozmów. Problemem pozostaje jednak również sama konstrukcja prawna procedury, w której stanowisko powiatu nie ma charakteru wiążącego.
– Jakieś dodatkowe rozmowy odbywały się gdzieś tam w kuluarach. Tak jakbyśmy w ogóle nie funkcjonowali. W procedurze przewidzianej przez państwo polskie powiat się może wypowiedzieć w formie opinii, która nie jest jakby dokumentem wiążącym. Powiat się wypowiedział – stwierdził.
Spór ma przy tym bardzo konkretny wymiar finansowy. Według szacunków przedstawionych podczas sesji zmiana granic może oznaczać dla powiatu ubytek liczony w milionach złotych.
– Szkoda tylko, że my możemy stracić na tych zabiegach kilka milionów złotych, najmniej może 5 mln zł, najwięcej 7 mln zł. I też nikt się tym za bardzo nie będzie przejmował – powiedział samorządowiec.
Nie ukrywał również zawodu tym, że procedura postępuje mimo braku porozumienia pomiędzy zainteresowanymi samorządami. W jego ocenie wcześniejsze założenia wskazywały, że właśnie porozumienie powinno być warunkiem dalszych rozstrzygnięć.
– Ja tak trochę czuję się, nie to, że oszukany, bo to są duże słowa, ale zawiedziony. Ponieważ to miało być tak, że decyzja będzie pod warunkiem, że samorządy się dogadają. Samorządy się nie dogadały, a decyzje zapadają – mówił.
Zarząd powiatu pod koniec lipca przyjął uchwałę wyrażającą sprzeciw wobec dalszych działań Częstochowy w procedurze zmiany granic, w tym wobec modyfikacji pierwotnego wniosku. Starostwo próbowało również interweniować za pośrednictwem Związku Powiatów Polskich, jednak bez oczekiwanego skutku.
– Otrzymałem odpowiedź, że powiat tam, gdzie się miał wypowiedzieć, to się wypowiedział. Decyzja zostaje tam, gdzie zostaje. No to tak uważam, że może tak nie powinno być – relacjonował urzędnik.
Sprawa ma teraz trafić na szersze forum samorządowe. Najbliższy Konwent Starostów Województwa Śląskiego ma odbyć się na terenie powiatu częstochowskiego i właśnie tam władze powiatu chcą przedstawić problem ograniczonej roli samorządów powiatowych w podobnych procedurach.
– Postaramy się przygotować takie stanowisko na konwent, że jeśli gdzieś w Polsce takie tematy będą, a będą, bo w tym roku jest kilka takich tematów albo kilkanaście, no nie wszędzie idzie po myśli czy powiatów, czy gmin. Ale niech ktoś bierze naprawdę na poważnie stanowiska – podkreślał starosta.

Poczesna
Bojkot sesji i oskarżenia o polityczną hucpę. W Poczesnej każdy walczy już z każdym
Nadzwyczajna sesja Rady Gminy Poczesna zwołana 18 sierpnia zakończyła się niemal natychmiast, bo na sali pojawiło się zaledwie pięciu radnych. Ci, którzy nie przyszli, przedstawili z kolei ostre stanowisko, w którym mający iść pod obrady projekt uchwały nazwali „bublem prawnym”, zarzucili jego autorom polityczną rozgrywkę i osłabianie pozycji gminy. W Poczesnej powstał więc kolejny front walki – już wewnątrz samej rady.
Sesja nadzwyczajna miała jeden zasadniczy cel. Radni mieli zdecydować o wyznaczeniu wójtowi kierunku działania w związku z postępowaniem dotyczącym zmiany granic Częstochowy i Poczesnej. Projekt zakładał dążenie do wyjaśnienia okoliczności całej procedury oraz podejmowanie działań służących ochronie interesu gminy i jej mieszkańców. Wójt miał przy tym przekazywać radzie informacje i dokumenty potrzebne do dalszej oceny sprawy.
Autorzy projektu wyraźnie zapisali przy tym, że uchwała nie przesądza, czy doszło do jakiegokolwiek naruszenia prawa, ani nie nakazuje wójtowi zastosowania konkretnego środka prawnego. W uzasadnieniu wskazywano, że chodzi przede wszystkim o uporządkowanie informacji dotyczących postępowania, w którym pojawiały się różne warianty zmian granic, a następnie o ocenę, czy gmina powinna podejmować kolejne działania. Tyle projekt. Do jego merytorycznego rozpatrzenia jednak nie doszło.
Na sali pojawiło się tylko pięciu radnych, więc nie było quorum pozwalającego prowadzić obrady i podejmować uchwały. Sesja zakończyła się właściwie zaraz po rozpoczęciu. I właśnie tutaj zaczyna się druga, znacznie bardziej polityczna część całej historii.
Grupa radnych, która nie pojawiła się na obradach, złożyła tego samego dnia własne, bardzo ostre stanowisko. Pod dokumentem widnieje osiem podpisów. Jego autorzy nie ograniczyli się do stwierdzenia, że mają zastrzeżenia do projektu. Wprost napisali, że sprzeciwiają się zarówno jego treści, jak i sposobowi procedowania.

Według sygnatariuszy projekt miał być obarczony poważnymi wadami prawnymi. Powołując się na opinię radcy prawnego przekazaną przed sesją, wskazali między innymi na – ich zdaniem – błędną podstawę prawną, ryzyko przekroczenia kompetencji rady oraz brak jasno określonego celu uchwały. Poszli jeszcze dalej, stwierdzając, że w przypadku jej przyjęcia istnieje ryzyko uchylenia dokumentu przez wojewodę.
To jednak nie zarzuty prawne są najmocniejszą częścią stanowiska. Jego język pokazuje, jak głęboki stał się konflikt wewnątrz rady.
Radni nazwali projekt „bublem prawnym”, który zamiast chronić gminę ma – w ich ocenie – narażać ją na kompromitację. Zarzucili inicjatorom skupienie się na „wewnętrznej walce politycznej”, rozliczaniu wójta i podważaniu dotychczasowej strategii obrony gminy. Padły również słowa o próbie organizowania politycznego spektaklu i demonstracyjnego „stawiania wójta do pionu”.
Autorzy stanowiska bronią dotychczasowych działań gminy w sporze o granice. Twierdzą, że realnym przeciwnikiem pozostaje Częstochowa, a wewnętrzne starcie w Poczesnej odwraca uwagę od zasadniczego problemu. Przywołują również kwestię informacji o rzekomym kompromisie między samorządami, która – według nich – nie miała pokrycia w dokumentacji z rozmów. W stanowisku określono to wręcz jako „manipulację”, która miała wpłynąć na proces decyzyjny. Są to jednak zarzuty formułowane przez podpisanych pod dokumentem radnych i na tym etapie tak należy je traktować.
Najbardziej wymowny pozostaje paradoks całej sytuacji. W swoim stanowisku radni piszą, że nadzwyczajna sesja miała być miejscem merytorycznej dyskusji. W praktyce, z powodu ich nieobecności, do żadnej dyskusji nie doszło. Zamiast sporu na argumenty przy stole rady mieszkańcy dostali pustą salę i dwustronicowy manifest jednej ze stron.
Jeszcze mocniej brzmi zawarte w piśmie hasło: „Sesja Rady Gminy to nie miejsce na politykę”. Cóż, polityka w Poczesnej i rozmowa o sprawach gminy musiała się więc przenieść z sali sesyjnej na Facebooka.
Poczesna
Czy Artur Sosna pozostanie wójtem? O tym zadecydują mieszkańcy gminy 27 września
Jest już data głosowania, które może przesądzić o dalszej przyszłości władz gminy Poczesna. 27 września mieszkańcy zdecydują w referendum, czy Artur Sosna ma zostać odwołany ze stanowiska wójta przed upływem kadencji. Postanowienie o przeprowadzeniu referendum wydała 10 sierpnia Lidia Dudek – Komisarz Wyborczy w Częstochowie I.
To finał procedury rozpoczętej pod koniec maja. Wtedy grupa mieszkańców formalnie wystąpiła z inicjatywą odwołania wójta i rozpoczęła zbieranie podpisów. Aby sprawa mogła trafić do referendum, potrzebne było poparcie co najmniej 10 proc. osób uprawnionych do głosowania, czyli około tysiąca mieszkańców. Ostatecznie wymagany próg został przekroczony, a 23 lipca wniosek wraz z podpisami trafił do Komisarza Wyborczego.
Referendum jest kolejną odsłoną trwającego od dłuższego czasu konfliktu wokół sposobu zarządzania gminą. Inicjatorzy odwołania Sosny zarzucają mu m.in. problemy z komunikacją z mieszkańcami, utrudnianie dostępu do informacji oraz niewłaściwe – w ich ocenie – zarządzanie finansami. W tle pozostają także napięte relacje pomiędzy wójtem a częścią rady gminy. Podczas sesji absolutoryjnej w 2025 roku Sosna nie otrzymał ani wotum zaufania, ani absolutorium.
Na polityczną sytuację Artura Sosny nakłada się również niedawna porażka w walce o utrzymanie dotychczasowych granic gminy. Mimo wielkiego sprzeciwu mieszkańców Poczesna straci część swojego terytorium na rzecz Częstochowy i od 1 stycznia 2028 roku będzie uboższa o ponad 580 hektarów oraz pozbawiona bezpośredniego, planistycznego wpływu związanego z działalnością instalacji odpadowej w Sobuczynie. Na tej zmianie mocno „po kieszeni” dostanie także miejscowy budżet.

Sam wójt od początku zdecydowanie odrzuca krytykę. Inicjatywę referendalną przedstawiał jako działanie destabilizujące gminę i pogłębiające podziały wśród mieszkańców. Szczególny kontekst stanowi przy tym spór z Częstochową o zmianę granic administracyjnych. Sosna przekonywał, że wewnętrzny konflikt osłabił pozycję Poczesnej w rozmowach dotyczących przyszłości części jej terenów.
To właśnie sprawa granic kilka miesięcy wcześniej doprowadziła mieszkańców Poczesnej do urn. W referendum przeprowadzonym 29 marca frekwencja wyniosła 51,16 proc., a niemal wszyscy głosujący sprzeciwili się planom przyłączenia części gminy do Częstochowy. Teraz mieszkańcy zagłosują ponownie, ale stawka będzie zupełnie inna – tym razem chodzi bezpośrednio o dalsze sprawowanie urzędu przez Artura Sosnę.
Referendum odbędzie się w niedzielę, 27 września, a lokale będą czynne od godz. 7.00 do 21.00.
Poczesna
Wójt Sosna przegrał batalię o granice, teraz będzie walczył o stanowisko. Referendum w Poczesnej przesądzone
W Poczesnej dojdzie do referendum w sprawie odwołania wójta Artura Sosny przed upływem kadencji. Komisarz wyborczy zakończył sprawdzanie podpisów złożonych przez inicjatorów i potwierdził, że jest ich więcej, niż wymaga ustawa. Formalne postanowienie wraz z terminem głosowania ma zostać ogłoszone 10 sierpnia.
Do uruchomienia procedury potrzebne było poparcie co najmniej 10 proc. mieszkańców uprawnionych do głosowania. W przypadku gminy Poczesna oznaczało to zebranie tysiąca ważnych podpisów. Komitet referendalny przekroczył wymagany próg, dzięki czemu mieszkańcy będą mogli zdecydować, czy Artur Sosna powinien nadal pełnić funkcję wójta.
Referendum zostanie przeprowadzone w wyjątkowo trudnym dla Poczesnej momencie. Samorząd przegrał batalię o zachowanie dotychczasowych granic z Częstochową. Premier w ubiegłym tygodniu podpisał rozporządzenie przewidujące przejęcie przez miasto części terenów gminy (pisaliśmy o tym tutaj – przyp. red.), mimo zdecydowanego sprzeciwu wyrażanego przez lokalną społeczność. Wójt przekonuje, że decyzja została podjęta bez należytego uwzględnienia stanowiska mieszkańców i interesu Poczesnej.
Artur Sosna zapowiedział skargę do Trybunału Konstytucyjnego, powołanie funduszu wsparcia dla mieszkańców terenów sąsiadujących z wysypiskiem oraz podjęcie działań zmierzających do odzyskania zabranych gruntów. Władze gminy chcą także domagać się od Częstochowy odszkodowania za utracone wpływy podatkowe i środowiskowe. Wójt szacuje, że Poczesna może stracić z samego tytułu podatków blisko 2,5 mln zł rocznie.
W swoim wystąpieniu Sosna nie dopatruje się jednak przyczyn niepowodzenia w sposobie prowadzenia negocjacji czy własnej polityce, choć mieszkańcy i radni zgłaszali co do tego wiele zastrzeżeń. Odpowiedzialnością obarcza między innymi lokalną opozycję i trwającą akcję referendalną. Według niego w decydującym momencie Poczesna była przedstawiana jako gmina skonfliktowana, a on sam jako wójt, który nie ma wystarczającego mandatu do podejmowania wiążących decyzji.
Wójt próbuje więc dziś połączyć dwie sprawy – utratę części terytorium gminy oraz inicjatywę zmierzającą do jego odwołania. W jego ocenie trwająca akcja referendalna osłabiła pozycję Poczesnej w decydującym momencie rozmów z rządem. Taka narracja próbuje przenieść ciężar odpowiedzialności z władz gminy na ich przeciwników politycznych, ale nie odpowiada na pytanie, czy podjęte przez samorząd działania były wystarczające.
Zebrane podpisy pokazują zarazem, że referendum nie jest już wyłącznie pomysłem wąskiej grupy krytyków. Wymagany próg został przekroczony, a to oznacza, że ocena pracy wójta zostanie przeniesiona z politycznych oświadczeń do urn. Mieszkańcy będą mogli rozstrzygnąć, czy przegrana walka o granice była skutkiem decyzji podjętych ponad głowami samorządu, czy także świadectwem nieskuteczności lokalnych władz.
Poczesna
Donald Tusk zdecydował. Częstochowa dopięła swego i od 2028 roku przejmie 580 hektarów gminy Poczesna
Od 1 stycznia 2028 roku Częstochowa powiększy swoje granice o ponad 580 hektarów należących obecnie do gminy Poczesna. Premier Donald Tusk podpisał rozporządzenie Rady Ministrów, a dokument został skierowany do publikacji. Decyzja kończy wielomiesięczny spór pomiędzy samorządami, w którym mieszkańcy Poczesnej niemal jednomyślnie sprzeciwiali się pomniejszeniu swojej gminy.
Zmiana obejmie łącznie około 580 hektarów z sześciu obrębów ewidencyjnych. Do Częstochowy zostanie włączonych 136,63 hektara Sobuczyny, 151,07 hektara Młynka, 26,88 hektara Brzezin Nowych, 95,70 hektara Kolonii Brzeziny Wielkie, 84,62 hektara Huty Starej A oraz 85,12 hektara z obrębu Poczesna. Na przejmowanym obszarze mieszka około 250 osób, które z początkiem 2028 roku staną się mieszkańcami Częstochowy.
Kluczowym elementem sporu od początku był zakład zagospodarowania odpadów w Sobuczynie, prowadzony przez Częstochowskie Przedsiębiorstwo Komunalne. Około 350 hektarów przejmowanego terenu należy do miasta lub jego spółki. Pozostałe grunty mają zapewnić połączenie kompleksu z obecnymi granicami Częstochowy, aby po zmianie nie powstała administracyjna enklawa.
Władze Częstochowy argumentowały, że dalsze funkcjonowanie instalacji wymaga budowy kolejnej kwatery składowiska. Obecnie eksploatowana przestrzeń ma wypełnić się w 2029 roku, a brak możliwości rozbudowy – według zwolenników zmiany granic – mógłby wywołać poważne konsekwencje dla systemu gospodarowania odpadami w północnej części województwa śląskiego.
W uzasadnieniu rządowej decyzji wskazano, że dalsza działalność i sukcesywna rozbudowa kompleksu w Sobuczynie mają znaczenie wykraczające poza interes samego miasta.
– Bez rozbudowy o kolejne kwatery składowisko wypełni się w 2029 r. (…), a zaniechanie rozbudowy wywoła skutki o charakterze systemowym, gospodarczym i ekologicznym – wskazano w uzasadnieniu przywołanym po przyjęciu rozporządzenia.
Gmina Poczesna od początku prezentowała przeciwne stanowisko. Jej władze przekonywały, że instalacja, uruchomiona jeszcze w latach 80., nie powinna być dalej rozbudowywana, lecz stopniowo wygaszana. Podnoszono przede wszystkim uciążliwości dla mieszkańców oraz obawy, że przejęcie terenu otworzy drogę do dalszego rozwoju działalności odpadowej w Sobuczynie.
Pierwotny wniosek Częstochowy był znacznie szerszy. Zakładał przejęcie około 889 hektarów zamieszkałych przez 1302 osoby oraz utworzenie w sąsiedztwie zakładu strefy inwestycyjnej. Po negatywnych opiniach i protestach miasto ograniczyło swoje żądania do około 580 hektarów i 250 mieszkańców.
Poczesna sprzeciwiała się jednak również zmniejszonemu wariantowi. W konsultacjach społecznych oraz referendum lokalnym mieszkańcy zdecydowanie odrzucili możliwość przyłączenia części gminy do Częstochowy. Oficjalny protokół z referendum został opublikowany przez urząd gminy na początku kwietnia.
Rząd ostatecznie uznał argument dotyczący zabezpieczenia funkcjonowania systemu gospodarki odpadami za ważniejszy od sprzeciwu lokalnej społeczności. Formalna zmiana granic nastąpi za 17 miesięcy – 1 stycznia 2028 roku. Do tego czasu oba samorządy będą musiały przygotować przekazanie terenów, mienia, dokumentacji oraz obsługi około 250 mieszkańców objętych rozporządzeniem.
Wójt Artur Sosna, proszony dziś w południe o komentarz, nie zechciał odnieść się do sprawy.
Poczesna
Poczesna przegrała batalię o granice? Rząd jest o krok od oddania części gminy Częstochowie
Stały Komitet Rady Ministrów przyjął projekt rozporządzenia przewidujący włączenie części gminy Poczesna do Częstochowy. Jeżeli Rada Ministrów zatwierdzi dokument, od 1 stycznia 2028 roku Częstochowa powiększy swoje granice o blisko 580 hektarów kosztem sąsiedniej gminy. Decyzja rządu ma zapaść do końca lipca.
Jeszcze kilkanaście dni temu władze Poczesnej przekonywały, że Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji negatywnie oceniło pierwotny wniosek Częstochowy i przedstawiały to jako przełom w walce o zachowanie obecnych granic. Dziś wiadomo już, że był to jedynie jeden z etapów procedury. Po kolejnych negocjacjach i przyjęciu stanowiska przez Komisję Wspólną Rządu i Samorządu Terytorialnego sprawa przybrała zupełnie inny obrót.
27 lipca Stały Komitet Rady Ministrów przyjął projekt rozporządzenia dotyczącego zmian granic gmin i miast. Wśród nich znalazła się również Częstochowa i Poczesna. Dokument zakłada, że z dniem 1 stycznia 2028 roku do Częstochowy zostaną włączone całe obręby Sobuczyna i Młynek, a także części obrębów Brzezin Nowych, Kolonii Brzeziny Wielkie, Huty Starej A oraz Poczesnej.
To znacząca zmiana względem pierwotnego wniosku miasta. Zamiast przejęcia 889 hektarów i 1302 mieszkańców, rząd proceduje obecnie wariant obejmujący około 580 hektarów, z czego blisko 370 hektarów stanowi własność Częstochowy lub jej spółki komunalnej. Liczba mieszkańców objętych zmianą ma spaść do około 250 osób.
Jak wynika z uzasadnienia projektu, przebieg nowej granicy został tak wyznaczony, aby pozostawić w gminie Poczesna najbardziej zwarte tereny zabudowy, w tym miejscowość Brzeziny Nowe, oraz w jak najmniejszym stopniu ingerować w więzi społeczne mieszkańców. Jednocześnie podkreślono, że cały obszar objęty zmianą pozostaje w granicach pierwotnego wniosku złożonego przez Częstochowę.
Kluczową rolę odegrały wydarzenia z połowy lipca. Po posiedzeniu Zespołu ds. Ustroju Samorządu Terytorialnego przy MSWiA z 14 lipca przedstawiciele Częstochowy i Poczesnej zostali zobowiązani do podjęcia rozmów. Do negocjacji doszło 16 i 17 lipca. Jak wynika z informacji przekazanych redakcji przez gminę Poczesna, Częstochowa przedstawiła kilka wariantów ograniczenia aneksji.
W pierwszej propozycji oferowała zmniejszenie przejmowanego obszaru o około 130 hektarów oraz dziesięcioletnią rekompensatę finansową dla Poczesnej w wysokości około 3 mln zł rocznie, utrzymanie komunikacji MPK oraz powołanie rady społecznej przy Częstochowskim Przedsiębiorstwie Komunalnym. Następnego dnia zaprezentowano kolejny wariant, jeszcze bardziej ograniczający zakres przejmowanego terenu.
Jak podkreśla miejscowy urząd gminy, władze Poczesnej miały odrzucić wszystkie propozycje i 20 lipca formalnie poinformowały Częstochowę, że nie wyrażają zgody na żadną zmianę granic. Argumentowały to wynikiem referendum lokalnego oraz konsultacji społecznych, w których mieszkańcy jednoznacznie sprzeciwili się aneksji. Problem polega jednak na tym, że mieszkańcy, a przede wszystkim miejscowi radni o samych negocjacjach dowiedzieli się dopiero po fakcie.
Przez kilka dni, gdy ważyły się losy granic gminy, nie informowano publicznie ani o propozycjach przedstawianych przez Częstochowę, ani o przebiegu rozmów. Dopiero gdy Związek Miast Polskich ujawnił, że Komisja Wspólna Rządu i Samorządu Terytorialnego pozytywnie zaopiniowała ograniczony wariant aneksji, władze Poczesnej zaczęły szczegółowo i trochę w panice wyjaśniać oraz prostować, co wydarzyło się podczas spotkań z przedstawicielami miasta.
To właśnie ta zmiana narracji budzi dziś najwięcej pytań. Dlaczego mieszkańcy i radni nie zostali poinformowani o negocjacjach w momencie, gdy się odbywały? Dlaczego szczegóły propozycji Częstochowy poznali dopiero wtedy, gdy sprawa stała się publiczna za sprawą komunikatów zewnętrznych instytucji?
Rządowe uzasadnienie projektu pokazuje jednocześnie, że argumenty Częstochowy zostały w dużej mierze uwzględnione. Szczególne znaczenie przypisano regionalnej roli instalacji do zagospodarowania odpadów w Sobuczynie. W dokumencie przywołano stanowisko marszałka województwa śląskiego, który wskazał, że kompleks obsługuje północną część regionu, a bez budowy kolejnych kwater składowisko osiągnie swoją pojemność już w 2029 roku. W ocenie marszałka dalsza rozbudowa instalacji ma charakter priorytetowy i leży w interesie publicznym.
Projekt uzyskał również pozytywną opinię wojewody śląskiego oraz Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. To właśnie dlatego wcześniejsza rekomendacja negatywna została zastąpiona rekomendacją pozytywną dla ograniczonego wariantu zmian.
Co istotne, w uzasadnieniu do nowej wersji rozporządzenia wyraźnie podkreślono, że „miasto Częstochowa odbyło negocjacje z gminą Poczesna odnośnie przedmiotowej zmiany granic prezentując trzy koncepcje zmian, które nie uzyskały jednak akceptacji gminy Poczesna”. Decydenci z rządu są więc w pełni świadomi sprzeciwu gminy, obalając nijako twierdzenia podniesione na wczorajszym posiedzeniu komisji zdrowia i ochrony środowiska Rady Gminy Poczesna, że takie decyzje i rekomendacje zapadły w wyniku wprowadzenia Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego w błąd w kwestii porozumienia czy kompromisu zawartego pomiędzy samorządami.
Teraz wszystko znajduje się już w rękach Rady Ministrów. Zgodnie z harmonogramem decyzja powinna zostać podjęta do końca lipca. Jeżeli rząd zaakceptuje projekt w obecnym kształcie, co jest wielce prawdopodobne, bo trafił on dzisiaj (29 lipca – przyp red.) na biurko Sekretarz Rady Ministrów z adnotacją do pilnego przyjęcia w trybie obiegowym, to od 1 stycznia 2028 roku granice Częstochowy i gminy Poczesna zostaną zmienione w zawnioskowanym przez miasto kształcie.
O dalszych decyzjach będziemy informować na bieżąco.
Poczesna
RIO zajrzała i nie kupiła historii. Wójt Poczesnej ma problem, bo sekretarz powołano niezgodnie z prawem
W samorządach wiele rzeczy da się opowiedzieć odpowiednim językiem. Błąd może stać się „uchybieniem”, pośpiech „koniecznością organizacyjną”, a decyzja kadrowa „racjonalnym rozwiązaniem”. Problem zaczyna się wtedy, gdy do urzędu wchodzą kontrolerzy i zamiast urzędniczej narracji czytają przepisy. W Poczesnej właśnie tak się stało.
Regionalna Izba Obrachunkowa w Katowicach zakwestionowała sposób niedawnego obsadzenia stanowiska sekretarza gminy. Nie chodzi o literówkę w zarządzeniu, spóźniony podpis czy brak pieczątki. Chodzi o jedno z najważniejszych stanowisk w urzędzie i o decyzję wójta Artura Sosny, który – według RIO – sięgnął po procedurę, po którą sięgać nie powinien.
Stanowisko sekretarza zwolniło się 1 stycznia. Dwanaście dni później w urzędzie zatrudniono osobę na stanowisku inspektora do spraw ochrony środowiska. Po kolejnych siedmiu dniach została ona sekretarzem gminy w drodze awansu wewnętrznego. Chodzi o Magdalenę Kasprzak.
Tempo imponujące. Problem w tym, że – jak wynika z wystąpienia pokontrolnego – prawo nie przewidywało w tej sytuacji drogi na skróty. RIO uznała, że wolne stanowisko sekretarza powinno zostać obsadzone w otwartym i konkurencyjnym naborze.
Taki tryb nie jest przecież urzędniczą fanaberią. Ma dawać zainteresowanym równe szanse, zapewniać przejrzystość i ograniczać uznaniowość przy obsadzaniu ważnych funkcji publicznych. Konkurs nie gwarantuje, że wygra najlepszy kandydat, ale przynajmniej zmusza władzę do pokazania, kogo szuka, jakie stawia wymagania i dlaczego wybiera właśnie tę osobę. W Poczesnej konkursu nie było.
Wójt tłumaczył swoją decyzję przepisami dotyczącymi awansu wewnętrznego. Kontrolerzy tej argumentacji nie podzielili. W ich ocenie sam fakt zatrudnienia kogoś w urzędzie nie otwiera automatycznie drogi do sekretarskiego gabinetu. Zwłaszcza gdy między przyjęciem do pracy a awansem mija tydzień.
Najbardziej dotkliwy dla włodarza jest jednak nie sam opis procedury, lecz jedno zdanie z raportu. RIO wskazała wprost, że za powierzenie stanowiska sekretarza w sposób niezgodny z przepisami odpowiada sam Artur Sosna. Bez rozmywania odpowiedzialności między referaty, kadry i pracowników. Bez wygodnego „doszło do nieprawidłowości”. Jest nazwisko i jest funkcja. W Poczesnej kadrowy sukces zamienił się więc w polityczny problem.
RIO zobowiązała wójta, by wspomniane stanowisko sekretarza było obsadzane zgodnie z ustawą o pracownikach samorządowych. To brzmi niemal banalnie. W istocie jest jednak bardzo mocnym podsumowaniem całej sprawy – urząd, który ma pilnować prawa wobec mieszkańców, sam powinien zacząć od przestrzegania go przy własnych decyzjach.
Teraz pozostaje poczekać, by zobaczyć, jak władze Poczesnej potraktują raport.
Poczesna
W sprawie granic Poczesnej nic się nie zgadza. Czy wójt Sosna po cichu ustalił coś z władzami Częstochowy?
Spór o zmianę granic gminy Poczesna i Częstochowy przynosi kolejny, wyjątkowo zagadkowy zwrot. Związek Miast Polskich poinformował, że samorządy miały się porozumieć, a miasto przedstawiło ograniczoną terytorialnie propozycję wraz z rekompensatą finansową. Tymczasem wójt Artur Sosna w wyjątkowo zagmatwanym oświadczeniu przekonuje, że dla Poczesnej nie jest to żaden kompromis. Nowy wariant nazywa „ograniczoną aneksją” i zapowiada wykorzystanie wszystkich możliwości, aby zablokować go na szczeblu rządowym.
Cała historia rozpoczęła się na początku grudnia ubiegłego roku. Wówczas Rada Miasta Częstochowy zgodziła się na rozpoczęcie procedury zmiany granic. Miasto chciało przejąć niemal 900 hektarów należącego do gminy Poczesna terenu, zamieszkanego przez 1302 osoby. W granicach Częstochowy miały znaleźć się Brzeziny Nowe, Kolonia Brzeziny Wielkie, Sobuczyna, Młynek oraz części Huty Starej A i Poczesnej. Uchwałę przyjęto mimo protestu mieszkańców, sprzeciwu władz gminy oraz negatywnego stanowiska Rady Powiatu Częstochowskiego.
Najważniejszym elementem sporu od początku było składowisko odpadów w Sobuczynie oraz grunty należące bezpośrednio lub pośrednio do Częstochowy. Prezydent Krzysztof Matyjaszczyk przekonywał, że przejęcie terenu pozwoli zabezpieczyć przyszłość zakładu gospodarowania odpadami i zapewni Częstochowie pełną kontrolę nad planowaniem przestrzennym tego obszaru. Poczesna miała jednak inną wizję jego rozwoju i ograniczyła powierzchnię przeznaczoną pod działalność odpadową.
Sprzeciw mieszkańców był jednoznaczny. Najpierw został wyrażony podczas konsultacji społecznych, a następnie w referendum przeprowadzonym 29 marca. Frekwencja wyniosła 51,16 proc., a niemal wszyscy uczestnicy ważnego głosowania opowiedzieli się przeciwko zmianie granic. Dzień później Rada Miasta Częstochowy, nie zważając na rezultat referendum, przyjęła jednak formalny wniosek do MSWiA i miasto nadało mu dalszy bieg.

Na początku lipca sytuacja ponownie się zmieniła. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji zarekomendowało negatywne rozpatrzenie propozycji Częstochowy. Oprócz sprzeciwu mieszkańców i rozbieżnych planów obu samorządów znaczenie miały przepisy Kodeksu wyborczego. Przesunięcie granicy zmieniłoby bowiem nie tylko granice gmin i powiatów, ale także dwóch okręgów senackich. W okresie poprzedzającym wybory parlamentarne taka zmiana nie mogła zostać przeprowadzona.
Wydawało się więc, że przynajmniej na razie sprawa została zakończona. Władze Poczesnej triumfalnie ogłosiły miastu i światu zwycięstwo. Jak się jednak okazuje, był to tylko kolejny przystanek na tym administracyjnym rollercoasterze. Pojawiły się tajemnicze nowe rozwiązania i domniemany kompromis wypracowany przez oba samorządy. Dowiadujemy się o nich z opublikowanego 22 lipca komunikatu Związku Miast Polskich, dotyczącego posiedzenia Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. O nowych ustaleniach nie poinformowały wcześniej ani władze gminy Poczesna, ani Częstochowy.
Według ZMP Częstochowa i Poczesna były jedynym przypadkiem w kraju, w którym samorządy miały porozumieć się po wcześniejszej negatywnej rekomendacji resortu. Częstochowa przedstawiła nową, „uszczuploną terytorialnie” propozycję przesunięcia granic oraz zaproponowała Poczesnej rekompensatę finansową. Zmiana miałaby wejść w życie dopiero 1 stycznia 2028 roku, a więc nie wpłynęłaby na przyszłoroczne wybory parlamentarne. Propozycję pozytywnie ocenił również wojewoda śląski, powołując się na ważny interes społeczny i zagrożenie ciągłości funkcjonowania przedsiębiorstwa zajmującego się odpadami. Komisja pozytywnie zaopiniowała projekt nowego rozporządzenia.
Komunikat ZMP wywołał ogromną konsternację wśród radnych gminy Poczesna. Pojawiły się pytania, czy wójt prowadził rozmowy z przedstawicielami Częstochowy, co dokładnie podczas nich ustalono i na jakiej podstawie stronie samorządowej Komisji Wspólnej przedstawiono sprawę jako uzgodnioną?
Dzisiaj Artur Sosna opublikował wyjątkowo zagmatwane oświadczenie w tej sprawie. Według wójta to MSWiA przedstawiło nowy projekt rozporządzenia, zakładający wariant tak zwanej „ograniczonej aneksji”. On sam z kolei nie potwierdza zawarcia kompromisu, ale i wprost przeczy takiemu sposobowi przedstawiania sytuacji.
– Dla naszej społeczności to żaden kompromis, a jedynie próba utrzymania wysypiska śmieci w Sobuczynie poza jakąkolwiek kontrolą i kosztem naszych mieszkańców – stwierdził.
Z informacji przekazanych przez Sosnę wynika, że nowa propozycja miałaby dotyczyć około 250 mieszkańców, w tym całego sołectwa Sobuczyna, Młynka oraz części Kolonii Brzeziny Wielkie. W porównaniu z pierwotnym planem obejmującym 1302 osoby byłaby więc znacząco ograniczona, ale nadal zakładałaby odłączenie od gminy zamieszkanych terenów.

Wójt przekonuje, że nie jest to wyłącznie techniczna korekta linii na mapie. Jak twierdzi, część domów miałaby znaleźć się w Częstochowie dlatego, że leży przy najkrótszej trasie łączącej składowisko z miastem albo w sąsiedztwie działek należących do Częstochowskiego Przedsiębiorstwa Komunalnego.
– Nie ma mojej zgody na to, aby los naszych mieszkańców był traktowany jak polityczna lub biznesowa karta przetargowa, a mniejsza skala zaboru naszego terytorium nie sprawia, że ten proces staje się sprawiedliwy czy akceptowalny – oświadczył.
Sosna zapewnił, że takie stanowisko przekazał zastępcom prezydenta Częstochowy Zdzisławowi Wolskiemu i Łukaszowi Kotowi, a także Ministerstwu Spraw Wewnętrznych i Administracji. Zapowiedział wykorzystanie wszystkich dostępnych ścieżek prawnych, administracyjnych i politycznych, aby doprowadzić do zablokowania rozporządzenia.
Oświadczenie nie rozwiązuje jednak najważniejszej zagadki. Wójt nie wyjaśnia, dlaczego Związek Miast Polskich poinformował o porozumieniu samorządów i wypracowaniu kompromisu. Nie wiadomo, czy podczas rozmów pojawiły się wstępne ustalenia, które Częstochowa lub przedstawiciele komisji wspólnej uznali za akceptację nowego wariantu, czy też określenie „kompromis” zostało użyte wyłącznie dlatego, że miasto ograniczyło swoje pierwotne żądania.
Sosna nie odnosi się również do informacji o rekompensacie finansowej dla Poczesnej. Nie podaje jej wysokości, warunków ani tego, czy gmina w ogóle podjęła rozmowy na ten temat. Nie wyjaśnia też, kiedy otrzymał nową propozycję i czy przed jej przedstawieniem komisji konsultował swoje stanowisko z radnymi.
Zamiast tego, w dalszej części wystąpienia włodarz Poczesnej odniósł się do inicjatywy przeprowadzenia referendum w sprawie jego odwołania. Uznał ją za działanie destrukcyjne, które podzieliło społeczność i osłabiło pozycję negocjacyjną gminy. Ten fragment oświadczenia przenosi wprost część ciężaru dyskusji z granic gminy na wewnętrzny konflikt polityczny w Poczesnej. A co trzeba wspomnieć – wczoraj do Komisarza Wyborczego w Częstochowie trafiły podpisy w wnioskiem o przeprowadzenie referendum.
Wracając do sedna – na czym dokładnie miałaby polegać „ograniczona aneksja”, wciąż oficjalnie nie wiadomo. Zmieniony projekt rozporządzenia nie został dotychczas publicznie udostępniony. Nie znamy pełnego wykazu działek, dokładnego przebiegu proponowanej granicy, skutków finansowych dla Poczesnej ani warunków rekompensaty, o której poinformował Związek Miast Polskich.
Nie sposób więc dziś przesądzić, czy mamy do czynienia z błędnym komunikatem o kompromisie, odmienną interpretacją przebiegu rozmów, czy też z porozumieniem, z którego jedna ze stron ostatecznie się wycofała.
Graniczny rollercoaster nadal trwa, a jego najnowszy zakręt przyniósł więcej pytań niż odpowiedzi. Być może te poznamy na najbliższej sesji rady gminy.
Do sprawy wrócimy po opublikowaniu nowego projektu rozporządzenia i ujawnieniu szczegółów rozmów pomiędzy Poczesną, Częstochową oraz Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji.
Poczesna
Tak posypał się plan Częstochowy. Kodeks wyborczy stanął miastu na drodze do aneksji Poczesnej
Częstochowa chciała powiększyć swoje granice o 889 hektarów należących dziś do gminy Poczesna. Do miasta miały trafić Brzeziny Nowe, Kolonia Brzeziny Wielkie, Sobuczyna, Młynek oraz części Huty Starej A i Poczesnej. Łącznie chodziło o obszar zamieszkały przez 1302 osoby. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji zarekomendowało jednak, by wniosek rozpatrzyć negatywnie. Na przeszkodzie stanęły nie tylko sprzeciw mieszkańców i całkowicie odmienne wizje zagospodarowania spornego terenu, ale również przepisy Kodeksu wyborczego. Przyłączenie części Poczesnej do Częstochowy zmieniłoby bowiem granice powiatów, a w konsekwencji także dwóch okręgów senackich.
O sprawie pisaliśmy tutaj, jednak postanowiliśmy zajrzeć jeszcze do uzasadnienia projektu rozporządzenia Rady Ministrów dotyczącego zmian granic niektórych gmin i miast. To właśnie tam szczegółowo opisano argumenty obu stron oraz powody negatywnej rekomendacji. W dokumencie pojawił wątek, o którym wcześniej w publicznej dyskusji praktycznie nie było słychać. Chodzi bowiem o przepisy Kodeksu wyborczego.
Władze Częstochowy przekonywały, że objęty wnioskiem teren jest powiązany z miastem pod względem drogowym, społecznym, gospodarczym i edukacyjnym. Najważniejsze znaczenie miały jednak składowisko odpadów w Sobuczynie oraz około 370 hektarów gruntów będących bezpośrednio lub pośrednio własnością miasta. Samorząd wskazywał, że obszar ten jest potrzebny do długofalowego zabezpieczenia funkcjonowania zakładu gospodarowania odpadami, a także do stworzenia nowej strefy aktywności gospodarczej. Aby realizować te plany, Częstochowa chciała uzyskać pełne władztwo planistyczne i możliwość samodzielnego decydowania o przyszłości terenu.
Poczesna przyjęła jednak zupełnie inny kierunek. W 2025 roku ograniczyła w dokumentach planistycznych powierzchnię przeznaczoną pod działalność związaną z gospodarowaniem odpadami z około 127 do 66 hektarów. Tym samym zrezygnowała z 61 hektarów rezerwy, która mogłaby w przyszłości posłużyć do rozbudowy składowiska. W uzasadnieniu wskazano, że dalsza ekspansja takiej działalności mogłaby negatywnie wpływać na wody, powietrze, gleby i lokalną przyrodę. Zwrócono również uwagę na odory, wzmożony ruch ciężarówek oraz spadek atrakcyjności osiedleńczej i rekreacyjnej okolicznych terenów.
Dokument nie pozostawia wątpliwości, że obie strony mają całkowicie różne pomysły na ten sam obszar. Częstochowa chce nadać mu bardziej przemysłowy charakter, zabezpieczyć funkcjonowanie składowiska i rozwijać strefę gospodarczą. Poczesna zamierza pozostawić zakład w obecnych granicach, a niezainwestowane tereny zachować jako przestrzeń buforową i aktywną przyrodniczo. W uzasadnieniu określono te wizje jako „diametralnie różne”.
Na niekorzyść wniosku Częstochowy przemówiły również wyniki konsultacji i referendum. W mieście frekwencja wyniosła zaledwie 1,5 proc., choć 72,73 proc. uczestników poparło zmianę granic. Na obszarze gminy Poczesna objętym wnioskiem udział w konsultacjach sięgnął natomiast 82 proc., a przeciwko przyłączeniu do Częstochowy opowiedziało się 99,71 proc. głosujących. Jeszcze mocniejszy sygnał przyniosło referendum z 29 marca. Wzięły w nim udział 5042 osoby, czyli 50,4 proc. uprawnionych, a 99,18 proc. uczestników zagłosowało przeciwko zmianie granic. W konsultacjach powiatu częstochowskiego sprzeciw wyraziło 100 proc. głosujących.
W uzasadnieniu odnotowano również, że po uruchomieniu procedury Częstochowa i Poczesna rozpoczęły rozmowy dotyczące przyszłości spornego terenu. Samorządy zadeklarowały przygotowanie strategii rozwoju ponadlokalnego, wypracowanie zasad formalnej współpracy, działania związane z dziedzictwem dawnego górnictwa rud żelaza oraz uporządkowanie spraw własnościowych na terenie składowiska. To oznacza, że część problemów może być rozwiązywana bez przesuwania granic administracyjnych.
Najciekawszy argument pojawił się jednak pod koniec dokumentu. Częstochowa jest miastem na prawach powiatu, natomiast Poczesna należy do powiatu częstochowskiego. Przyłączenie wskazanych terenów oznaczałoby więc zmianę nie tylko granic gmin, ale również powiatów. To z kolei wpłynęłoby na granice dwóch okręgów senackich – nr 68, obejmującego powiat częstochowski, oraz nr 69, obejmującego Częstochowę.
Kodeks wyborczy stanowi, że zmian granic powiatów powodujących zmianę granic okręgów wyborczych nie można dokonywać w okresie dwunastu miesięcy poprzedzających upływ kadencji Sejmu. Przepis ten ma zastosowanie także do okręgów senackich. Nie był to jedyny powód negatywnej rekomendacji, ale stał się dodatkową i bardzo konkretną przeszkodą prawną, o której wcześniej w sporze o tereny Poczesnej praktycznie się nie mówiło.
Ostateczną decyzję w sprawie podejmie Rada Ministrów.
Poczesna
Nagły zwrot w sporze o tereny Poczesnej. Resort nie poparł wniosku władz Częstochowy
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji negatywnie zarekomendowało wniosek władz Częstochowy dotyczący przejęcia części terenów gminy Poczesna. W przygotowanym projekcie rozporządzenia Rady Ministrów nie uwzględniono proponowanej zmiany granic. To najważniejszy dotychczas zwrot w trwającym od kilku miesięcy sporze, choć formalnie ostateczną decyzję podejmie jeszcze rząd.
Informację o stanowisku resortu przekazali urzędnicy z Poczesnej. W opublikowanym komunikacie ocenili oni, iż negatywna rekomendacja MSWiA zdecydowanie przybliża samorząd do utrzymania obecnych granic. Podkreślono przy tym znaczenie sprzeciwu mieszkańców, którzy uczestniczyli w konsultacjach, spotkaniach i referendum lokalnym.
Negatywne stanowisko ministerstwa nie jest jeszcze równoznaczne z ostatecznym zakończeniem procedury. Projekt rozporządzenia musi zostać rozpatrzony przez Radę Ministrów, która podejmuje końcowe decyzje dotyczące zmian w podziale terytorialnym kraju. Na obecnym etapie propozycja Częstochowy nie uzyskała jednak poparcia resortu odpowiedzialnego za przygotowanie dokumentu.
Procedura formalnie rozpoczęła się pod koniec 2025 roku. Częstochowa wystąpiła o włączenie do miasta terenów należących obecnie do gminy Poczesna, obejmujących obręby Brzeziny Nowe, Kolonia Brzeziny Wielkie, Sobuczyna i Młynek oraz fragmenty Huty Starej A oraz Poczesnej. Częstochowscy radni przyjęli z kolei wniosek w tej sprawie 30 marca.
Prezydent Krzysztof Matyjaszczyk wraz ze swoimi zastępcami argumentowali wówczas, że zmiana granic jest potrzebna do zabezpieczenia systemu gospodarki odpadami, rozwoju instalacji w Sobuczynie oraz wykorzystania gruntów należących do miasta i kontrolowanych przez nie spółek. Na części obszaru miałyby powstać tereny przemysłowe, produkcyjne i związane z odnawialnymi źródłami energii.

Gmina Poczesna od początku sprzeciwiała się tym planom. Spór był bezpośrednio związany z dokumentami planistycznymi przyjętymi przez jej radnych, które miały ograniczyć możliwość dalszej ekspansji instalacji odpadowej. Samorząd podkreślał także ryzyko utraty terenów, wpływów podatkowych i kontroli nad zagospodarowaniem przestrzennym.
Jednym z najważniejszych argumentów Poczesnej był wynik referendum lokalnego. Wzięła w nim udział ponad połowa uprawnionych mieszkańców, a niemal wszyscy głosujący sprzeciwili się przekazaniu terenów Częstochowie. Odmiennie wyglądały konsultacje przeprowadzone w mieście, gdzie większość uczestników poparła rozszerzenie granic.
Głos mieszkańców znalazł się również w opinii wojewody śląskiego, która pod koniec czerwca trafiła do ministra spraw wewnętrznych i administracji. Wojewoda nie przedstawił jednoznacznego rozstrzygnięcia, ale wskazał, że społeczność obszaru bezpośrednio objętego zmianą nie popiera wniosku. Opinia ta była jednym z dokumentów analizowanych przez resort przed przygotowaniem projektu rozporządzenia.
Wojewoda zwrócił także uwagę na zasadniczo odmienne wizje przyszłości spornego obszaru. Częstochowa planowała jego silniejsze uprzemysłowienie i rozwój infrastruktury związanej z gospodarką odpadami. Poczesna dążyła natomiast do zachowania obecnych granic składowiska oraz utrzymania terenów sąsiednich jako obszarów aktywnych przyrodniczo.

W opinii wskazano również na możliwe konsekwencje finansowe. Według przedstawionych analiz zmiana granic mogłaby oznaczać dla Poczesnej utratę ponad 10 mln zł dochodów podatkowych, czyli około 13 proc. prognozowanych wpływów gminy w 2028 roku. Jednocześnie stwierdzono, że nie zachodziły ustawowe przesłanki automatycznie uniemożliwiające przeprowadzenie zmiany.
Negatywna rekomendacja MSWiA jest dotychczas najkorzystniejszym rozstrzygnięciem dla gminy Poczesna. Resort nie podzielił argumentacji Częstochowy w stopniu pozwalającym na wpisanie proponowanego rozszerzenia miasta do projektu rozporządzenia.
Dopiero decyzja Rady Ministrów zamknie jednak całą procedurę. Do tego czasu obecne stanowisko ministerstwa należy traktować jako bardzo ważny, lecz jeszcze nieostateczny etap sprawy. Dla mieszkańców Poczesnej oznacza on, że wielomiesięczny sprzeciw został uwzględniony na szczeblu rządowym, a możliwość zachowania dotychczasowego przebiegu granic stała się znacznie bardziej prawdopodobna.
Poczesna
Gdy pytania były trudne, wójt Sosna milczał, a odpowiadali jego podwładni. Napięta sesja w Poczesnej
Ostatnia sesja Rady Gminy Poczesna miała być przede wszystkim podsumowaniem 2025 roku, debatą nad raportem o stanie gminy oraz głosowaniem nad wotum zaufania i absolutorium dla wójta Artura Sosny. Formalnie najważniejsze rozstrzygnięcia zapadły po myśli włodarza. Politycznie była to jednak jedna z bardziej napiętych sesji obecnej kadencji. W centrum dyskusji znalazły się aneksja części terenów gminy przez Częstochowę, sposób przygotowania raportu, brak analiz, niezrealizowane inwestycje, komunikacja publiczna oraz sprawa audytów związanych z projektem fotowoltaicznym.
Już otwarcie debaty nad raportem pokazało, że dokument nie zostanie przyjęty bez uwag. Przewodnicząca rady zwróciła uwagę, że raport liczy 185 stron, ale w jej ocenie ma w dużej części charakter opisowy i statystyczny. Problemem miało być nie tyle samo zestawienie informacji, ile brak pogłębionej oceny tego, co z tych danych wynika dla gminy i mieszkańców.
– Raport zawiera wiele informacji dotyczących działalności gminy, realizowanych przedsięwzięć, ale również funkcjonowania poszczególnych obszarów samorządu. Warto jednak w tym miejscu zauważyć, że raport w znacznej części w moim odbiorze przyjmuje formę informatora – mówiła.
Najmocniej wybrzmiała sprawa aneksji, czyli planów Częstochowy dotyczących przejęcia części terenów gminy. Mieszkańcy i radni zarzucali władzom, że temat został w raporcie potraktowany zbyt krótko, mimo że może mieć zasadnicze znaczenie dla finansów, demografii i przyszłego rozwoju gminy.
– Raport o stanie gminy nie jest kroniką wydarzeń, nie jest też przypisem historycznym, podczas gdy dokumenty źródłowe mówią o tym, że ta sytuacja aneksji może wywrócić do góry nogami nasze finanse gminne, może wywrócić do góry nogami demografię, edukację i inwestycje w gminie – mówiła Alicja Janowska ze Stowarzyszenia Eko Poczesna.
Wskazywała, że chodzi o teren o dużym znaczeniu dla całego samorządu, a mieszkańcy powinni otrzymać jasne informacje o skutkach ewentualnej zmiany granic oraz działaniach podjętych przez urząd.
– To jest prawie 15 proc. utraty ziem. To jest ponad 10 proc. utraty mieszkańców, a więc wpłynie to na demografię. I tej analizy ja w raporcie nie widzę – podkreślała.
Odpowiedzi udzielał głównie wicewójt Robert Kępa, co samo w sobie stało się jednym z punktów zapalnych. Część radnych i mieszkańców wskazywała, że debata dotyczy działalności wójta, a więc to on powinien bezpośrednio mierzyć się z najważniejszymi pytaniami.
– Wotum zaufania udzielany jest wójtowi, nie panu, panie wicewójcie – padło na sali.

Kępa tłumaczył, że sprawa aneksji należy do zakresu jego obowiązków, a raport dotyczył 2025 roku, podczas gdy zasadnicze analizy i działania miały pojawić się już później.
– Tworząc raport, mając na uwadze to, że problem aneksji pojawił się 4 grudnia tamtego roku, uznaliśmy, że w raporcie znajdzie się mocna informacja o tym, że koniec roku zakończył się tym problemem, który zdominował nasze życie w 2026 roku – wyjaśniał Kępa.
Ta argumentacja nie przekonała części radnych. Danuta Broszkiewicz skomentowała sprawę wprost, sugerując, że skromny opis aneksji w raporcie wynikał z braku realnych działań w grudniu.
– I że tam nic nie ma. I macie rację, bo nic przez trzydzieści dni nie zrobiliście, więc ja dzisiaj panu przyznaję rację – mówiła radna.
Jeszcze ostrzej wypowiedział się radny powiatowy Maciej Janowski, który zarzucał władzom, że mimo spotkań i apeli ze strony mieszkańców nie przygotowano pełnej strategii obrony interesów gminy.
– Zrobiliście sobie panowie piękne zdjęcia w Pałacu Prezydenckim, piękne zdjęcia w KPRM-ie, ale w obronie mieszkańców nie zrobiliście nic. Kompletnie nic – stwierdził.
Drugim dużym blokiem dyskusji były inwestycje. Radni zwracali uwagę, że w raporcie przy części zadań pojawiło się zerowe wykonanie. Wicewójt wyjaśniał, że budżet w ciągu roku się zmieniał, niektóre zadania były przesuwane, a część pozycji pozostawiono w raporcie dla przejrzystości.
– To jest normalne życie budżetu, że pewne inwestycje, które są zaplanowane na starcie roku, one w ciągu roku z różnych powodów znikają – mówił Robert Kępa.

Radni odpowiadali jednak, że dla mieszkańców oczekujących na konkretne zadania takie tłumaczenie nie rozwiązuje problemu. Wskazywano między innymi na drogi, oświetlenie, chodniki, kanalizację i zadania odkładane na kolejne lata.
– Dla mieszkańca jest to po prostu zero – ripostowała radna Justyna Krawiec-Puchała.
W podobnym tonie mówiła Danuta Broszkiewicz, odnosząc się do miejscowości i ulic, gdzie mieszkańcy od lat czekają na podstawową infrastrukturę.
– My czekamy nie kilkanaście, tylko kilkadziesiąt lat na cokolwiek i nie dzieje się nic. I ludzie też tam mieszkają i też płacą podatki – podkreślała radna.
Na sesji wrócił również temat komunikacji publicznej. Radni pytali, czy zmiana systemu transportu przyniosła gminie realne oszczędności i czy poprawiła dostępność połączeń. Skarbnik Agnieszka Zych podała, że wydatki na lokalny transport zbiorowy w 2025 roku wyniosły ponad 6,79 mln zł, podczas gdy rok wcześniej było to nieco ponad 5,09 mln zł. Wicewójt tłumaczył, że 2025 rok był okresem przejściowym, a gmina nadal ponosiła koszty związane z wcześniejszym modelem komunikacji.
Kolejnym problemem okazała się sprawa projektu fotowoltaicznego i audytów, za które zapłacili mieszkańcy. Wicewójt przyznał, że projekt nie doszedł do skutku, a gmina musi znaleźć sposób rozwiązania sytuacji, by osoby, które poniosły koszty, nie zostały z niczym.
– Mamy problem. Wyciągnęliśmy wnioski z tego, bo mieliśmy zapewnienia, że projekt na pewno przejdzie, dlatego się pracownik zaangażował w to, żeby ludzi namówić na te audyty – mówił Robert Kępa.
W jego wypowiedzi padło też jedno z mocniejszych zdań całej debaty.
– Mieszkańcy mają prawo czuć się oszukani, że ktoś ich namówił na dokument, który wcale nie był potrzebny. Bo nie był potrzebny na tym etapie, niestety – stwierdził wicewójt.
Radni dopytywali, kiedy mieszkańcy otrzymają oficjalną informację i czy zostanie im zaproponowany konkretny sposób rekompensaty. Z odpowiedzi wynikało, że urząd analizuje rozwiązanie od strony formalnoprawnej i zamierza zorganizować spotkanie z zainteresowanymi.
Na sali pojawiły się także pytania o oczyszczalnie ścieków, demografię, gminną ewidencję zabytków, majątek gminy, zarządzenia wójta, fundusz sołecki, kartę mieszkańca, transport, ochronę środowiska oraz sposób publikowania dokumentów w Biuletynie Informacji Publicznej. W kilku momentach dyskusja schodziła na kwestie proceduralne i przeradzała się w spór o to, czy raport powinien zawierać więcej porównań z poprzednimi latami, ocenę skutków działań i dokładniejsze wyjaśnienia przy zadaniach niewykonanych.
Formalnie sesja zakończyła się dla wójta pozytywnie, ale wyniki głosowań pokazały, że poparcie nie było szerokie. Uchwałę w sprawie zatwierdzenia sprawozdania finansowego i sprawozdania z wykonania budżetu przyjęto przy 8 głosach za i 7 wstrzymujących się. Absolutorium również przeszło minimalną wymaganą większością: 8 radnych było za, 2 przeciw, a 5 wstrzymało się od głosu.
Warto przy tym odnotować, że sam wójt podczas debaty nad raportem tradycyjnie nie należał do najbardziej aktywnych uczestników dyskusji. Na najważniejsze pytania mieszkańców i radnych w dużej mierze odpowiadali jego współpracownicy, przede wszystkim wicewójt. Włodarz zdecydował się zabrać głos dopiero po głosowaniu nad absolutorium, gdy podziękował skarbnik oraz radnym.
– I tak debata nad raportem, która ustawowo ma być rozmową o działalności wójta, w praktyce po raz kolejny pokazała osobliwy model komunikacji w Poczesnej. Gdy pytania były trudne, a Artur Sosna nie znał na nie odpowiedzi, to głos zabierali jego podwładni. Gdy było już po głosowaniu i można było dziękować, mikrofon wrócił do właściwego adresata absolutorium – komentuje w rozmowie z redakcją jeden z lokalnych samorządowców.
Poczesna
Mocne wystąpienie byłej urzędniczki podczas sesji w Poczesnej: To kłamstwo, oszczerstwo i potwarz
Podczas ostatniej sesji Rady Gminy Poczesna głos zabrała Dagmara Młyńczyk, były wieloletni pracownik tutejszej administracji, dziś zatrudniona w Urzędzie Gminy Mstów. Jej wystąpienie było odpowiedzią na wcześniejsze wypowiedzi dotyczące projektu Klastra Energii Aglomeracji Częstochowskiej, współpracy z firmą Doeko Group, audytów energetycznych oraz odpowiedzialności za sytuację, w której część mieszkańców została z poniesionymi kosztami i bez jasnej odpowiedzi – co dalej oraz czy odzyskają swoje pieniądze?
Już na początku Młyńczyk zaznaczyła, że nie planowała zabierać głosu. Jak mówiła, poczuła się jednak wywołana do odpowiedzi po słowach, które padły podczas sesji. Najmocniej zareagowała na sugestie, jakoby pracownik urzędu wspólnie z firmą miał wprowadzać mieszkańców w błąd, a nawet doprowadzić do pobrania od nich pieniędzy w nieuprawniony sposób.
– To, co było powiedziane przez zastępcę wójta odnośnie tego, że pracownik wraz z firmą wprowadzili mieszkańców w błąd, bądź też nawet, może jest to słowo nadmierne, wyłudzili od mieszkańców pieniądze, jest to, proszę państwa, wierutne kłamstwo – mówiła.
Chwilę później jeszcze mocniej odniosła się do stawiania jej w centrum odpowiedzialności za sprawę.
– To jest kłamstwo, oszczerstwo i potwarz – podkreślała.
Sprawa dotyczy projektu, który miał być jedną z większych szans na rozwój odnawialnych źródeł energii w regionie. Projekt parasolowy Klastra Energii Aglomeracji Częstochowskiej miał objąć między innymi Częstochowę, Poczesną, Olsztyn, Mstów i Rędziny. W grze było blisko 49,7 mln zł pozyskanego dofinansowania z Krajowego Planu Odbudowy. Mieszkańcy liczyli na fotowoltaikę, magazyny energii i realne wsparcie inwestycji w domach.
Zamiast tego powstał poważny problem. Projekt w praktyce upadł, ale część mieszkańców zdążyła zapłacić za wykonane przez Doeko Group audyty energetyczne, które miały być potrzebne do realizacji inwestycji. Dla nich nie była to już abstrakcyjna zapowiedź przyszłego programu, ale realny wydatek poniesiony z myślą o udziale w projekcie. Dziś wielu z nich pyta, czy pieniądze i czas nie zostały zmarnowane? I żądają od gminy zwrotu poniesionych kosztów.
Jak podczas sesji mówił zastępca wójta Robert Kępa, problemem w realizacji przedsięwzięcia miał okazać się magazyn wodorowy zapisany w projekcie, w części dotyczącej miasta Częstochowy. To właśnie ten element, zbyt kosztowny, trudny i ryzykowny czasowo, miał doprowadzić do załamania całej konstrukcji. Nie było możliwości zmiany projektu bez utraty dofinansowania – to Częstochowa się wycofała. Podobny mechanizm pojawił się przy Klastrze Energii Powiatu Częstochowskiego, gdzie także odstąpiono od projektu wartego blisko 48,7 mln zł dofinansowania. Tam również wskazywano, że budowa wodorowego magazynu energii groziła przekroczeniem kosztów, terminów i w konsekwencji ryzykiem utraty całego wsparcia, bo trzeba by je było zwracać w całości. Magazyn ten zapisany był w części dotyczącej nie gmin, ale o który wnioskowało starostwo powiatowe. Ogromna kasa z KPO przepadła.
W Poczesnej problem ma jednak dodatkowy wymiar. Po fiasku projektu zaczęło się szukanie odpowiedzialnych. I to właśnie przeciwko temu najostrzej zaprotestowała Dagmara Młyńczyk. Z jej wystąpienia wynikało jasno, że nie zgadza się na przypisywanie jej roli osoby, która samodzielnie prowadziła sprawę, decydowała o kontaktach z firmą czy mieszkańcami i miała odpowiadać za późniejsze konsekwencje.
Była kierownik referatu inwestycji miejscowego urzędu przypomniała, że spotkania dotyczące projektu odbywały się przy pełnej wiedzy władz gminy. Wskazała też, że w rozmowach z firmą Doeko Group miał uczestniczyć obecny wójt Artur Sosna, a w spotkaniach z mieszkańcami brał udział również jego zastępca Robert Kępa.

– Obecny tutaj wicewójt Kępa witał mieszkańców, informował ich o tym projekcie, udzielał mi głosu i odpowiadał również na pytania mieszkańców – relacjonowała.
To ważny fragment jej wystąpienia, bo uderza w narrację, według której odpowiedzialność za relacje z mieszkańcami i firmą miałaby spaść głównie na jednego pracownika. Młyńczyk konsekwentnie przekonywała, że zwykły urzędnik nie działa w takich sprawach samodzielnie i bez wiedzy przełożonych. W tle jej słów pobrzmiewało coś więcej niż obrona własnego nazwiska. To była sugestia, że po załamaniu projektu próbowano znaleźć wygodnego kozła ofiarnego.
Nie jest tajemnicą, że napięcie wokół Dagmary Młyńczyk narastało miesiącami. Już w styczniu wójt Artur Sosna chciał się z nią rozstać. Ostatecznie była urzędniczka nie dała się wmanewrować w wewnętrzne rozgrywki włodarzy i nie przyjęła roli osoby, na którą można byłoby przerzucić całą odpowiedzialność. Złożyła wypowiedzenie i sama, po osiemnastu latach, odeszła z pracy. Jej wystąpienie podczas sesji pokazało, że z cała stanowczością zamierza bronić zarówno swojego dorobku, jak i zawodowej reputacji.
Drugi istotny wątek dotyczył bowiem jej pracy przy wnioskach o dofinansowania i przetargach. Młyńczyk odniosła się do zarzutów, że miała nieudolnie zajmować się procedurami przetargowymi. Odpowiadając, wskazywała, że przygotowanie przetargu jest procesem czasochłonnym i skomplikowanym, a nie prostą czynnością techniczną.
– Pan wicewójt powiedział, że ów pracownik, proszę patrzeć w moją stronę, bo to ja, zajmowała się i to nieudolnie przetargami i że to jest moja wina, że dwa przetargi nie poszły. Pracownik odpowiedział w ten sposób, że przygotowanie przetargu to jest bardzo długa i trudna procedura – mówiła.
Była pocześniańska urzędniczka przypomniała również swój udział w pozyskiwaniu pieniędzy zewnętrznych dla gminy. Wskazała między innymi na wniosek dotyczący przebudowy ulicy Nadrzecznej, przygotowywany, jak mówiła, przy pomocy jednego z radnych, a także na projekt termomodernizacji budynków szkół.
– Wnioski same się nie piszą. Napisał ten oto nieudolny pracownik, który pozyskał dla gminy 9 mln zł dofinansowań – ironizowała.
Odniosła się także do wniosku dotyczącego termomodernizacji budynku OSP w Nieradzie. Podkreślała, że również ten projekt nie powstał bez jej udziału.
– Wniosek dla OSP na termomodernizację tego budynku nie jest dziełem straży. Nie jest dziełem obecnych tutaj włodarzy gminy. Jest moim dziełem i firmy, która robiła audyt energetyczny – stwierdziła.
Wystąpienie Młyńczyk miało nie tylko charakter osobistej obrony. Było także publicznym rozliczeniem sposobu, w jaki obecne władze gminy mówią o pracy poprzednich urzędników, inwestycjach i projektach rozpoczętych wcześniej. Szczególnie mocno wybrzmiał wątek „czyszczenia referatu”, który – jak wynikało z jej wypowiedzi – miał pojawiać się w kontekście zmian kadrowych w urzędzie.
Dagmara Młyńczyk przekonywała, że do grudnia ubiegłego roku kontrole nie wykazywały nieprawidłowości. Tym bardziej nie zgadzała się z przedstawianiem jej pracy jako źródła problemów. Z jej perspektywy sytuacja wygląda inaczej – kiedy projekt zderzył się z realiami, a mieszkańcy zaczęli pytać o pieniądze wydane na audyty, najwygodniej było wskazać urzędnika, który wcześniej prowadził część spraw.
Na koniec była kierownik referatu zwróciła się do radnych, sołtysów i mieszkańców, dziękując za lata współpracy. Jej ostatnie słowa miały już wyraźnie polityczny ton. Przypomniała, że gmina nie jest własnością osób pełniących funkcje, lecz wspólnotą mieszkańców, a mandat do kierowania nią pochodzi z wyborów.
– To mieszkańcy tworzą tę gminę i ta gmina jest tworzona przez nas. Nie osoby, które nami władają czasami lepiej, czasami gorzej. Nie mogą nami rządzić osoby, które nie zostały wybrane w wyborach przez państwa – dodała.
Te słowa były czytelnym odniesieniem do roli Roberta Kępy, który jako zastępca wójta ma dziś dominującą pozycję w bieżącym zarządzaniu gminą, choć nie pochodzi z bezpośredniego wyboru mieszkańców. Wypowiedź Młyńczyk uderzała więc nie tylko w samego wicewójta, ale pośrednio, a może przede wszystkim, także w Artura Sosnę. Urzędniczka wypunktowała bowiem słabość wójta, który niemal wszystkie kluczowe decyzje scedował na Kępę.
Sesja nie rozwiązała problemu projektu energetycznego. Nie odpowiedziała też na najważniejsze pytania mieszkańców – co z audytami, kto ponosi odpowiedzialność za przyjęte założenia i czy gmina znajdzie sposób wyjścia z pata? Pokazała jednak coś innego. Próba przerzucenia ciężaru tej sprawy na byłą urzędniczkę napotkała bardzo stanowczą odpowiedź z jej strony.
Poczesna
Poczesna cofa się w sprawie składowiska. Radna zarzuca dalekie ustępstwa: Co dostaniemy w zamian?
Ostatnia sesja Rady Gminy Poczesna pokazała, że sprawa składowiska odpadów komunalnych wciąż pozostaje jednym z najbardziej drażliwych tematów w lokalnej polityce. Radni zajęli się uchyleniem wcześniejszej uchwały dotyczącej przystąpienia do sporządzenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla tego terenu. Formalnie był to jeden punkt porządku obrad. W praktyce wywołał dyskusję o strategii gminy, relacjach z Częstochową, możliwej aneksji terenów oraz o tym, czy Poczesna nie rezygnuje właśnie z ważnego instrumentu nacisku bez żadnych konkretnych gwarancji w zamian.
Projekt uchwały został wcześniej pozytywnie zaopiniowany przez komisję budżetu i rozwoju gospodarczego. Nie oznaczało to jednak pełnej zgody w radzie. Najwięcej wątpliwości zgłaszała radna Danuta Broszkiewicz, która już na początku pytała, dlaczego spotkanie dotyczące uchylenia uchwały zorganizowano w godzinach pracy wielu mieszkańców.
Najważniejszy zarzut radnej dotyczył jednak nie samej procedury, ale politycznego sensu decyzji. Broszkiewicz wskazywała, że gmina wycofuje się z uchwały, podczas gdy po stronie Częstochowy nie widać gotowości do przyjęcia propozycji Poczesnej ani podpisania nowych ustaleń zabezpieczających interesy samorządu.
– Więc pytam się, co dla nas? My uchylamy tą uchwałę, za chwilę będziemy uchylać kolejną rzecz. Co w zamian dla nas? – dopytywała.
W dyskusji pojawił się także wątek przeglądu ekologicznego. Radna sugerowała, że skoro Poczesna wykonuje krok wstecz, powinna oczekiwać od drugiej strony konkretnego działania, które pozwoliłoby prowadzić dalsze rozmowy na bardziej partnerskich zasadach.
– Może chociaż z tym trzeba było powiedzieć, że my uchylamy uchwałę, ale w zamian wy robicie ten przegląd ekologiczny. I dopiero wtedy siadamy do dyskusji jak równy z równym – mówiła Danuta Broszkiewicz.

Na pytania odpowiadał radca prawny obsługujący gminę. Tłumaczył, że Częstochowa nie chce podpisać innego porozumienia niż to, które już wcześniej zostało uzgodnione. Jak wynikało z jego wypowiedzi, gmina próbowała proponować rozwiązania regulujące wzajemne zobowiązania, ale bez zgody drugiej strony może działać jedynie jednostronnie. Według niego uchylenie uchwały ma przede wszystkim znaczenie polityczne i wizerunkowe. Poczesna chce pokazać, że nie blokuje modernizacji składowiska, a tym samym wzmocnić swoją pozycję przed decyzjami podejmowanymi poza gminą.
– Więc co uzyskujemy w zamian? W moim przekonaniu bardzo dużą poprawę naszego wizerunku, a to nie jest rzecz bez znaczenia, gdy decydują się nasze losy, czy losy tych ziem, czy one będą w gminie Poczesna, czy nie – argumentował mecenas.
Ta odpowiedź nie rozwiała jednak wszystkich obaw. Przeciwnie, pokazała sedno sporu. Zwolennicy uchylenia uchwały widzą w tym ruchu element taktyki przed dalszymi rozstrzygnięciami, natomiast sceptycy zwracają uwagę, że poprawa wizerunku nie jest tym samym co twarde gwarancje. Tym bardziej że z wypowiedzi mecenasa wynikało wprost, iż nic więcej nie udało się na tym etapie uzyskać.
– To jest nasz zysk. Chociaż chcielibyśmy bardzo więcej, ale więcej nie osiągnęliśmy – przyznał mecenas.
Radna dopytywała również, czy rada nie powinna poczekać na stanowisko wojewody. Obawiała się, że uchylenie uchwały przed zakończeniem tego etapu może okazać się przedwczesne i osłabić pozycję gminy. Mecenas przekonywał natomiast, że dokument powinien znaleźć się w materiałach przekazywanych dalej do Warszawy, ponieważ ma pokazać, że Poczesna nie blokuje modernizacji składowiska.
– Jeżeli nie uchwalimy jej dzisiaj, to ta uchwała nie zostanie załączona do materiałów dla premiera – mówił.
W debacie pojawił się również kontekst manifestacji w Warszawie. Mecenas uznał, że po proteście jest dobry moment na podjęcie uchwały, bo formalny dokument może mieć większe znaczenie niż sama demonstracja. Radna nie podzielała jednak tego optymizmu i otwarcie mówiła, że dotychczasowe działania nie przyniosły oczekiwanych efektów.
– Bardzo pięknie pan mówi. Tylko ja nie wierzę w to, że wycofanie się z tej uchwały przyniesie dla nas jakiekolwiek korzyści – stwierdziła Broszkiewicz.

Najmocniej wybrzmiała jej obawa, że gmina sama rezygnuje z narzędzi, które mogłyby być przydatne w rozmowach z Częstochową. Ten fragment dyskusji najlepiej oddawał napięcie towarzyszące całemu punktowi obrad.
– Obawiam się uchylenia tej uchwały, ponieważ dla nas – zostajemy nadzy, właściwie goli. Z czym my będziemy dyskutować i debatować z miastem? My się grzecznie wycofujemy, my grzecznie ustępujemy, ale co w zamian dla nas? – pytała radna.
Mecenas przyznał, że stuprocentowej pewności co do skutków tej decyzji nie ma. Podtrzymał jednak ocenę, że w obecnej sytuacji jest to najlepszy dostępny wariant działania.
Ostatecznie rada uchyliła uchwałę z 27 października ubiegłego roku dotyczącą przystąpienia do sporządzenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla terenów składowiska odpadów komunalnych. Za było siedmioro radnych, jedna osoba głosowała przeciw, sześć osób wstrzymało się od głosu, a jedna radna była nieobecna.
-
Poczesna1 rok temuTragiczny wypadek na trasie między Sobuczyną a Nieradą. Nie żyje 34-letnia kobieta
-
Myszków10 miesięcy temuDom, który stał się miejscem strachu. Bracia z Myszkowa aresztowani za wielomiesięczną przemoc
-
Poczesna2 lata temuW gminie huczy, policja o niczym oficjalnie nie wie, a wójt milczy i unika odpowiedzi
-
Niegowa3 miesiące temuPoważny wypadek młodych ludzi w Niegowie. Pasażerka straciła rękę





















