Za nami 15. edycja Międzygminnego Przeglądu Zespołów Kół Gospodyń Wiejskich, Zespołów Ludowych i Folklorystycznych. Tym razem uczestników imprezy gościł Olsztyn. Następna odsłona za rok w Przyrowie.
Od momentu kiedy to wydarzenie zostało po raz pierwszy zorganizowane, każdorazowo patronat nad nim obejmują włodarze Dąbrowy Zielonej, Janowa, Mstowa, Olsztyna i Przyrowa. Przegląd pielęgnuje ludowe tradycje muzyczne, które połączone z radosnym biesiadowaniem w gronie przedstawicieli pięciu lokalnych społeczności, stanowią mocny punkt w kalendarzu cyklicznych imprez w powiecie.
Co roku gospodarzem wydarzenia jest inna gmina. W tym, w rolę głównego organizatora wcielił się Olsztyn, w kolejnym natomiast ta rola przypadnie gminie Przyrów. Co znamienne, wspólnej zabawie zawsze towarzyszy wysoki poziom artystyczny prezentowanych zespołów. W tegorocznej edycji uczestnicy mieli okazję poznać bliżej repertuar aż dziewięciu grup folkowych.
Wystąpiły Olsztynianki, Cyganeczki, Dąbrowianki, Lipowianki, Lusławice, Mstowianki, Przyrowianki, Zalesianki oraz Zespół Folklorystyczny Janowianie. Obok wójtów, w gronie zaproszonych gości spotkać można było z kolei przedstawicieli władz samorządowych szczebla powiatowego i wojewódzkiego.
Olsztyn
Trzy dni muzyki, sztuki i regionalnych smaków. Jurajski festiwal wraca do Olsztyna
Od 17 do 19 lipca Olsztyn będzie gospodarzem jubileuszowej, dziesiątej edycji Jurajskiego Festiwalu Sztuki i Wina. Przez trzy dni na rynku odbywać się będą koncerty, spektakle, warsztaty, wystawy i pokazy artystyczne. W programie znalazły się również wydarzenia dla dzieci, parada oraz wieczorne potańcówki.
Festiwal rozpocznie się w piątek, 17 lipca, o godz. 16.00 otwarciem stoisk wystawienniczych. Dwie godziny później w Gminnym Ośrodku Kultury w Olsztynie zaplanowano wernisaż wystawy Małgorzaty Stępniak. O godz. 19.00 wystąpi Paweł Łowicki Band, a o godz. 20.30 na scenie pojawi się Iza Kowalewska z zespołem. Pierwszy dzień zakończy potańcówka z Częstochowskim Teatrem Tańca, która potrwa do godz. 23.00.
Najbardziej rozbudowany program przygotowano na sobotę. Stoiska zostaną otwarte o godz. 11.00, natomiast w samo południe spod zamku wyruszy parada. W kolejnej części dnia zaprezentują się Orkiestra Dęta Sempre, Mażoretki Iskra, Szkoła Tańca Antidotum i Chór Akord. O godz. 13.30 wystąpi Regionalny Zespół Pieśni i Tańca Sądeczanie, a o godz. 15.00 Teatr Perspektywy pokaże spektakl dla dzieci „Bzzz… czyli tajemnice pszczół”.
Sobotnie koncerty rozpoczną się o godz. 17.00 występem grupy Coolturalni z programem „Ludowo na Nowo”. O godz. 18.30 zagra zespół Dagadana, łączący inspiracje muzyką ludową z nowoczesnymi brzmieniami. O godz. 20.00 wystąpi Miejska Orkiestra Dęta Lubliniec, której towarzyszyć będzie Jasiek Piwowarczyk, zwycięzca szesnastej edycji programu „The Voice of Poland”. W jego wykonaniu publiczność usłyszy piosenki Phila Collinsa. Także tego dnia zabawa taneczna potrwa do godz. 23.00.
Program soboty uzupełnią warsztaty winiarskie w jednej z lokalnych restauracji. O godz. 16.00 Michał Bardel poprowadzi spotkanie poświęcone winom z Gruzji, a o godz. 17.30 Aneta Mazurek opowie o winie i długowieczności. Od godz. 10.00 do 22.00 przy ulicy Kühna odbędzie się ponadto dzień otwarty i warsztaty w pracowni ceramiki artystycznej Art & Balance Olsztyn Jurajski.

W niedzielę stoiska wystawiennicze rozpoczną działalność o godz. 11.00. O godz. 13.00 wystąpi zespół góralski Mali Wiyrchowianie, a godzinę później ponownie zaprezentowany zostanie spektakl „Bzzz… czyli tajemnice pszczół”. Koncertową część dnia otworzy o godz. 16.00 grupa Inula. O godz. 17.30 na scenie pojawi się zespół Bukiet, natomiast gwiazdą wieczoru będzie Jeremi Sikorski, którego koncert rozpocznie się o godz. 19.00.
Przez cały festiwal na rynku będzie można oglądać poplenerową wystawę fotograficzną członków Jurajskiego Fotoklubu „Węgierskie migawki – Budapeszt 2024”. Dla najmłodszych przygotowane zostaną warsztaty plastyczne, a w niedzielę również zajęcia zielarskie i pokaz szczudlarzy z Grupy Mimello.
Dziesiąta edycja wydarzenia połączy muzykę, taniec, teatr, fotografię, rzemiosło i tematykę winiarską. Jak zapowiadają organizatorzy, zróżnicowany program ma przyciągnąć zarówno miłośników koncertów, jak i rodziny poszukujące propozycji na wspólne spędzenie letniego weekendu.
Olsztyn
Oczyszczalnia wróciła na sesję. Mieszkańcy Odrzykonia mówią o odorach, zdrowiu i braku rozmowy
Najbardziej emocjonalna część sesji absolutoryjnej w Olsztynie rozegrała się dopiero pod koniec obrad. Po głosowaniach, rozmowach o budżecie i planach miejscowych wrócił temat, który od dłuższego czasu budzi sprzeciw części mieszkańców Odrzykonia. Chodzi o planowaną rozbudowę oczyszczalni ścieków. Na sali padły mocne słowa o odorach, obawach zdrowotnych, poczuciu lekceważenia i braku realnego dialogu. Burmistrz odpierał zarzuty, przekonując, że inwestycja ma poprawić obecny stan, a oczyszczalnia będzie nowoczesna i w dużej części hermetyzowana.
Sprawa pojawiła się w punkcie dotyczącym spraw różnych. Jako pierwsza głos zabrała jedna z mieszkanek Odrzykonia. Zwróciła się bezpośrednio do radnych, pytając o termin spotkania z mieszkańcami. Podkreślała, że problem jest zgłaszany od lat, a mieszkańcy nie mogą doczekać się rozmowy w formule, która pozwoliłaby im spokojnie przedstawić swoje argumenty.
Bożena Zjawicka zwracała uwagę nie tylko na uciążliwości zapachowe, ale również na potencjalny wpływ oczyszczalni na zdrowie osób mieszkających w jej sąsiedztwie. Powoływała się przy tym na literaturę naukową i instytucje zajmujące się higieną oraz medycyną pracy. W jej ocenie problem nie sprowadza się do dyskomfortu, ale może dotyczyć jakości powietrza i emisji drobnoustrojów.
– Jaki jest wpływ właśnie tych odorów z oczyszczalni ścieków na zdrowie pracowników i okolicznych mieszkańców? – pytała.
W dalszej części wystąpienia mówiła o bioaerozolach, bakteriach kałowych i drożdżach. Jej wypowiedź była jednym z najbardziej alarmistycznych fragmentów sesji.
– Ta oczyszczalnia w obecnym projekcie to jest po prostu wylęgarnia chorób. Wylęgarnia chorób i bakterii – stwierdziła Bożena Zjawiecka.
Jeszcze ostrzej wybrzmiało wystąpienie Anny Tarnowskiej, która również zabierała głos w tej sprawie podczas wcześniejszej sesji. Mieszkanka zarzucała władzom, że temat oczyszczalni jest spychany na margines, a osoby, których inwestycja bezpośrednio dotyczy, nie są traktowane jak partnerzy do rozmowy. Podkreślała, że mieszkańcy nie zgadzają się na realizację inwestycji w obecnym kształcie.
– Należałoby tego tematu nie ukrywać, tylko jednak rozmawiać, bo my tutaj też czas poświęcamy – mówiła Anna Tarnowska.
W jej wypowiedzi pojawił się również wątek postępowań administracyjnych i sądowych. Tarnowska zakwestionowała stanowisko burmistrza dotyczące pozwolenia na budowę, wskazując, że sprawa nie jest jeszcze ostatecznie zamknięta z punktu widzenia mieszkańców.
– Pan burmistrz twierdzi, że ma prawomocne pozwolenie na budowę. No to ja panu mówię, że to nie jest jeszcze prawomocne pozwolenie na budowę, bo jest w tej chwili wznowione postępowanie na wniosek stron – mówiła kobieta.

Najmocniej wybrzmiał jednak zarzut nierównego traktowania miejscowości. Mieszkanka pytała, dlaczego inne części gminy mają korzystać z rozwoju, a Odrzykoń ma ponosić uciążliwości związane z oczyszczalnią.
– Dlaczego mają się rozwijać Biskupice, Olsztyn, Turów i inne miejscowości, a Odrzykoń ma być jakimś zapleczem śmierdzącym? – pytała.
Tarnowska mówiła także o własnej działce i poczuciu, że prywatni właściciele zostają obciążeni skutkami decyzji publicznych. W tym kontekście padły zarzuty dotyczące braku rozmowy, niezrozumienia i przedstawiania przez władze niepełnego obrazu sprawy.
– Ja się czuję jako sponsorka tak naprawdę oczyszczalni, bo jak można komuś odebrać ziemię, wybudować tą oczyszczalnię, nie rozmawiać w ogóle jakkolwiek o tym, żeby w jakikolwiek sposób odsunąć to, żeby zrozumieć człowieka – mówiła Anna Tarnowska.
Mieszkanka zwróciła się również do radnych. Zarzucała im milczenie i brak reakcji na problem, który dla mieszkańców Odrzykonia jest jedną z najważniejszych spraw.
– Państwo radni siedzicie, nie zabieracie w ogóle głosu. My mówimy jak do niemych – stwierdziła.
Do zarzutów dotyczących organizacji sesji odniósł się przewodniczący rady. Tłumaczył, że obecne godziny posiedzeń i tak są późniejsze niż w poprzednich kadencjach, kiedy obrady odbywały się rano. W sprawie spotkania z mieszkańcami zadeklarował, że porozmawia z radnymi, ale zaznaczył, że decyzja będzie zależała od ich woli.
– Przedyskutuję ten temat z radnymi. Jeżeli wyrażą taką wolę, to oczywiście takie spotkanie zorganizujemy – zadeklarował Rafał Ciszewski.
Burmistrz Tomasz Kucharski drzucał część zarzutów i podkreślał, że sprawa działki, o której mówiła mieszkanka, dotyczy gruntu rolnego, którego samorząd nie chce przekształcić na mieszkaniowy. Zaznaczał również, że gmina nie wywłaszczała mieszkańców pod oczyszczalnię.
Włodarz przekonywał, że planowana inwestycja ma ograniczyć obecne uciążliwości, a nie je zwiększyć. Według niego oczyszczalnia ma być obiektem nowoczesnym, w dużym stopniu przykrytym i hermetyzowanym. Tłumaczył także, że odkryte mają pozostać jedynie te elementy, w których nie zachodzą procesy biologiczne ani chemiczne.
Kucharski utrzymywał także, że pozwolenie na budowę jest prawomocne. Przypominał, że mieszkańcy korzystali z różnych środków odwoławczych, a sprawa przechodziła przez kolejne instytucje i sądy, co znacząco wydłużyło procedurę. W odpowiedzi na zarzuty o brak rozmów samorządowiec wskazywał, że spotkania już się odbywały, była mediacja, a gmina analizowała także możliwość podłączenia do zewnętrznej oczyszczalni. Najbardziej stanowczo zabrzmiały jednak jego słowa o zakończeniu etapu dyskusji.
– Etap dyskusji, etap debat, etap spotkań z państwem, bo tych spotkań było sporo, ten etap się zakończył. Jesteśmy zupełnie w innym miejscu – stwierdził Tomasz Kucharski.
Ta wypowiedź natychmiast wywołała reakcję Anny Tarnowskiej, która odebrała ją jako sygnał, że mieszkańcy nie mogą już liczyć na dalszy dialog.
– Czy rozumiem, że pan już nie zamierza z nami dyskutować w jakikolwiek sposób, tak? – pytała mieszkanka.
Tarnowska podkreślała, że wcześniejsze spotkania odbywały się przede wszystkim z inicjatywy mieszkańców. Wskazywała też, że mieszkańcy zlecili własną ekspertyzę i chcieliby skonfrontować ją z dokumentacją inwestycji.
– Zrobiliśmy na nasze zlecenie, została wykonana ekspertyza, gdzie można tam, ten pan, który robił, może podyskutować na argumenty, bo pan tak samo nie jest przecież ekspertem od oczyszczalni – dodawała.
Przewodniczący rady próbował zakończyć dyskusję, wskazując, że podczas sesji nie uda się dojść do rozstrzygnięć technicznych i merytorycznych. Mieszkańcy ponownie prosili o spotkanie, ale ostatecznej deklaracji w tej sprawie nie usłyszeli.
Olsztyn
Biskupice przed wielką zmianą? Radni spierali się o setki działek i napływ nowych mieszkańców
Jednym z najbardziej dyskutowanych punktów czerwcowej sesji Rady Miejskiej w Olsztynie był miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego dla rejonu ulic Szkolnej, Zbożowej i Polnej w Biskupicach. Uchwała została ostatecznie przyjęta, ale wcześniej radni spierali się o to, czy miejscowość rzeczywiście potrzebuje kolejnych terenów mieszkaniowych i czy lokalna infrastruktura nadąży za potencjalnym napływem nowych mieszkańców.
Burmistrz Tomasz Kucharski przekonywał, że dokument nie powstał nagle. Procedura rozpoczęła się we wrześniu 2023 roku, a projekt był kilkukrotnie wykładany do publicznego wglądu, zmieniany i ograniczany. Początkowo pod nową zabudowę wskazywano 17 hektarów, później zakres planu był redukowany. Ostatecznie, po kolejnych korektach i uzgodnieniach, w tym po uwagach związanych z audytem krajobrazowym województwa śląskiego, pod zabudowę przeznaczono 6,15 hektara.
– Musieliśmy niestety dokonać kolejnej korekty na skutek tego audytu ze względu na to, że urząd marszałkowski nie uzgodnił nam przedłożonego projektu planu – mówił burmistrz.
Włodarz podkreślał, że finalna wersja planu jest efektem długiego procesu, rozmów i uzgodnień. Jak wskazywał, część terenów objętych projektem należy do gminy, co może mieć znaczenie także dla przyszłych dochodów samorządu. Olsztyn, jak zaznaczał, nie dysponuje dużym zasobem własnych gruntów, które mógłby wykorzystywać do wspierania budżetu.
– Projekt tej uchwały, którą państwu przedkładamy, jest efektem jakiegoś konsensusu społecznego, konsensusu wewnątrz rady i również obowiązujących nas norm, przepisów i zasad – mówił Tomasz Kucharski.
Burmistrz argumentował, że teren Biskupic Nowych od lat był traktowany jako rezerwa budowlana, a gmina inwestowała tam w infrastrukturę, między innymi drogi, oświetlenie, komunikację publiczną, odwodnienie oraz szkołę. Zaznaczał też, że samorząd posiada na tym obszarze grunty, które w przyszłości mogłyby zostać podzielone i sprzedane.
– Takie trzy hektary, no to jednak byłoby coś, gdybyśmy to podzielili i mogli na przetargu sprzedać. Jakiś całkiem niezły dochód byśmy z tego mogli w przyszłości mieć – wskazywał.
Najmocniejszy sprzeciw zgłosił wiceprzewodniczący rady Zdzisław Synoradzki. Jego zdaniem Biskupice mają już dziś bardzo duży potencjał terenów pod zabudowę jednorodzinną, a dalsze uruchamianie kolejnych obszarów może okazać się dla miejscowości zbyt dużym obciążeniem.
– Uważam, że ten projekt powinniśmy jako rada odrzucić – stwierdził Synoradzki.

Wiceprzewodniczący wskazywał, że dostępne już dziś tereny budowlane mogą oznaczać setki nowych działek. Jego zdaniem to nie jest wyłącznie kwestia planistyczna, ale także pytanie o realną chłonność miejscowości, drogi, komunikację i gotowość infrastruktury.
– Dzisiaj mamy tam dostępnych 124 hektary gruntów pod zabudowę jednorodzinną. To daje nam mniej więcej 830 działek – mówił.
Radny doprecyzował, że nie sprzeciwia się samemu napływowi nowych mieszkańców. Problemem, jak mówił, jest skala możliwego wzrostu i tempo, w jakim Biskupice mogłyby się zmienić.
– Widzę duże zagrożenie, gdybyśmy uruchomili na dzień dzisiejszy wszystkie te działki, które są dostępne jako strefa budowlana jednorodzinna – tłumaczył. – przynajmniej Dzisiaj widzę, że Biskupice nie są przygotowane na przyjęcie 1600 mieszkańców – dodawał.
Burmistrz odpowiadał, że podobne procedury planistyczne prowadzone są również w innych częściach gminy. Wskazywał przy tym, że w Biskupicach Nowych przez dwie dekady nie uchwalono nowego planu zwiększającego możliwości zabudowy. Przekonywał, że gmina nie działa tu ponad miarę, lecz korzysta z możliwości, które wynikają z wcześniejszych dokumentów i wieloletniego kierunku rozwoju.
– Przez 20 lat, bo w tym roku mija 20 lat, jak tutaj jakby z państwa woli, z woli mieszkańców jestem wójtem i burmistrzem, to myśmy dla Biskupic Nowych nie uchwalili jeszcze żadnego planu – mówił Kucharski.
W obronie projektu wystąpił radny z Biskupic Mariusz Bugara. Podkreślał, że temat nie został przygotowany zza biurka i bez rozmów, ale był wielokrotnie omawiany na komisjach, spotkaniach oraz w rozmowach z mieszkańcami. Jego zdaniem wersja przedłożona radzie była już wypracowanym kompromisem.
– Zapewniam państwa, że ten wariant, który teraz jest przedstawiony jako uchwała, jest wariantem wysoce przedyskutowanym także z mieszkańcami – mówił radny Bugara.
Głos zabrała również mieszkanka, która nie zgodziła się z przedstawianiem nowych mieszkańców jako zagrożenia. W jej ocenie osoby szukające miejsca do życia mogą być dla lokalnej społeczności wartością.
Szerszy kontekst sprawy nakreślił Marek Lisiewicz, przewodniczący komisji do spraw zagospodarowania przestrzennego. Z jednej strony życzył Biskupicom rozwoju, z drugiej przypominał, że sama zabudowa nie wystarczy. Za nowymi domami bowiem muszą iść drogi, sieci, odwodnienie, komunikacja i cała infrastruktura techniczna.
– Osadnictwo to jedynie część urbanistyki. Również infrastruktura drogowa, infrastruktura techniczna, która musi za tym podążać – mówił radny.
Burmistrz w końcowej części dyskusji podkreślał, że z punktu widzenia gminy odrzucenie uchwały byłoby błędem, zwłaszcza w odniesieniu do terenów należących do samorządu.
– Gdybym nawet znał opinię pana przewodniczącego tutaj i gdzieś by się to pojawiło na jakimś forum, to ja bym walczył o to, żebyśmy przekształcili trzy hektary gminne – mówił Tomasz Kucharski. – Odrzucenie tej uchwały z mojego punktu widzenia byłoby wielkim błędem – dodał.
Ostatecznie plan został przyjęty. Za uchwałą głosowało dziesięciu radnych, jedna osoba była przeciw, a trzy wstrzymały się od głosu. Przewodniczący rady po głosowaniu pogratulował Biskupicom.
Olsztyn
Absolutorium w Olsztynie bez sprzeciwu. Finanse się zgadzają, debaty właściwie nie było
Ostatnia sesja rady miejskiej formalnie zakończyła się sukcesem dla tutejszego burmistrza. Radni jednogłośnie udzielili mu zarówno wotum zaufania, jak i absolutorium za wykonanie budżetu za 2025 rok. Wcześniej wysłuchali obszernego raportu o stanie miasta i gminy, w którym mocno wybrzmiały stabilne finanse, wysoki poziom inwestycji, bezpieczne zadłużenie oraz rozwinięta komunikacja publiczna. Nad najważniejszym dokumentem podsumowującym rok funkcjonowania samorządu nie odbyła się właściwie żadna debata.
Raport o stanie miasta i gminy przedstawiła zastępca burmistrza Małgorzata Haładyj. Już na początku zaznaczyła, że dokument liczy ponad sto stron i obejmuje wiele obszarów działalności gminy, a podczas sesji omówi jedynie najważniejsze wnioski. Najmocniej zaakcentowała stabilność finansową samorządu i możliwość prowadzenia inwestycji bez nadmiernego zadłużania gminy.
– 2025 rok to był kolejny rok, w którym działaliśmy w warunkach dużej stabilności finansowej i to jest bardzo ważne, bo przy dużej realizacji zadań inwestycyjnych nie musieliśmy się szczęśliwie wspierać kredytem – mówiła Małgorzata Haładyj.
Gmina zakończyła poprzedni rok nadwyżką budżetową przekraczającą 5 mln zł. Nadwyżka operacyjna wyniosła ponad 11 mln zł, co władze samorządowe przedstawiały jako ważny wskaźnik bezpieczeństwa finansowego. Podkreślano też proinwestycyjny charakter budżetu.
– Ponad 24 proc. budżetu gminy to są wydatki inwestycyjne w ubiegłym roku, które realizowaliśmy przy dużym wsparciu środków zewnętrznych – wskazywała.
W prezentacji raportu pojawiły się również dane dotyczące zadłużenia. Na koniec ubiegłego roku wynosiło ono około 9,4 mln zł, co stanowiło około 13 proc. dochodów budżetowych. Jak przekonywały władze gminy, to poziom bezpieczny. Nowych zobowiązań komercyjnych nie zaciągano, poza preferencyjną pożyczką z Banku Gospodarstwa Krajowego w ramach KPO.

Raport pokazał także, które obszary pochłaniają największe środki. Największą pozycją pozostaje oświata. W 2025 roku wydatki na ten cel wyniosły 19,4 mln zł, a gmina musiała dołożyć z własnego budżetu ponad 4,5 mln zł. Drugą dużą kategorią były drogi i komunikacja publiczna, na które przeznaczono 14,6 mln zł. Szczególnie mocno akcentowano znaczenie gminnego transportu, którym w ubiegłym roku przewieziono 260 tys. pasażerów.
– Ta infrastruktura komunikacyjna, drogowa, no i przede wszystkim nasze oczko w głowie, czyli transport publiczny, to powoduje wydatki, ale przede wszystkim wyróżnia naszą gminę – mówiła wiceburmistrz Haładyj.
Po prezentacji raportu przewodniczący rady otworzył debatę. To moment, który ustawowo ma służyć rozmowie o stanie gminy, pytaniom radnych, ocenie działań burmistrza i wskazaniu problemów. W Olsztynie ten punkt zakończył się jednak niemal natychmiast. Żaden z radnych nie zabrał głosu.
W kolejnym punkcie rada przeszła do głosowania nad wotum zaufania. Za jego udzieleniem głosowało 14 radnych, nikt nie był przeciw, nikt się nie wstrzymał. Jedna osoba była nieobecna.

– Bardzo serdecznie dziękuję państwu za zaufanie i docenienie naszej pracy – mówił burmistrz Tomasz Kucharski.
W dalszej części sesji radni zajęli się sprawozdaniem finansowym i absolutorium. Włodarz Olsztyna przypomniał, że dochody wykonano w 99,85 proc. planu rocznego, a wydatki wyniosły ponad 63,3 mln zł, czyli niespełna 90 proc. planu. Niższe wykonanie wydatków tłumaczył między innymi oszczędnościami przetargowymi oraz przesunięciami związanymi z budową basenu.
W części inwestycyjnej największe wydatki dotyczyły dróg. Na ten cel przeznaczono ponad 10,7 mln zł. Kucharski wymieniał między innymi inwestycje na Pocztowcach, drogi w Zrębicach, drogę Biskupice-Choroń, ulicę Bukową w Olsztynie oraz drogę z Krasawy do Suliszowic. Gmina inwestowała też w oświetlenie, infrastrukturę OSP, placówki oświatowe, pomoc społeczną i fundusz sołecki.
Pozytywną opinię o sprawozdaniu z wykonania budżetu wydała Regionalna Izba Obrachunkowa w Katowicach. RIO wskazała między innymi, że wykonane dochody bieżące były wyższe niż wydatki bieżące, budżet zamknął się nadwyżką, a zobowiązania wymagalne nie wystąpiły. Pozytywnie wypowiedziała się także komisja rewizyjna, rekomendując udzielenie burmistrzowi absolutorium.
Ostatecznie radni jednogłośnie zatwierdzili sprawozdanie finansowe, a następnie udzielili burmistrzowi absolutorium. W obu przypadkach za głosowało 14 radnych, bez głosów przeciwnych i wstrzymujących się.
Olsztyn
Olsztyn co prawda jurajski, ale czy na pewno dość transparentny?
W podczęstochowskim Olsztynie nagrania z sesji rady miejskiej nie są dostępne jako stałe archiwum pracy samorządu. Urząd tłumaczy opóźnienia dostępnością cyfrową i anonimizacją danych, ale jednocześnie przyznaje, że po opublikowaniu protokołu nagranie z sesji jest usuwane z publicznego dostępu. To oznacza, że mieszkaniec, który chce wrócić do przebiegu obrad sprzed kilku miesięcy, nie może po prostu wejść na stronę gminy i obejrzeć materiału. Musi składać wniosek. Jak na standardy jawności życia publicznego, to praktyka co najmniej dyskusyjna.
Nagrania z sesji rady miejskiej są jednym z podstawowych instrumentów kontroli społecznej nad samorządem. Mieszkańcy, którzy nie mogą uczestniczyć w obradach osobiście, powinni mieć realną, prostą i trwałą możliwość sprawdzenia, co mówili radni, jakie pytania zadawali, jak głosowali i jakie decyzje podejmowano w ich imieniu. W Olsztynie ta zasada wygląda jednak wyjątkowo osobliwie. Sesje są nagrywane, ale publiczny dostęp do nich bywa opóźniony, a później ograniczany. To kuriozum, które nie jest praktykowane przez żaden inny samorząd w regionie.
– Olsztyn chętnie promuje się jako jurajski, turystyczny i atrakcyjny. Jednak atrakcyjność samorządu to nie tylko krajobraz, zabytki i hasła promocyjne. To również przejrzystość działania władzy lokalnej. Jeżeli mieszkaniec nie może swobodnie wrócić do nagrania sesji sprzed kilku miesięcy, a na publikację najnowszych obrad czeka tygodniami, trudno mówić o modelowej jawności. Jest to o tyle absurdalne, że burmistrzem jest Tomasz Kucharski, w końcu były dziennikarz Gazety Wyborczej. Wydawać by się mogło, że kto jak kto, ale akurat on transparentności życia publicznego nie powinien w żaden sposób ograniczać – skomentował całą sprawę mieszkaniec, który zainteresował redakcję tematem.
Kilka tygodni temu zwróciliśmy się do Urzędu Miasta i Gminy Olsztyn z pytaniami dotyczącymi dostępności nagrań z sesji rady miejskiej. Powodem była sesja z 14 kwietnia, której nagranie przez dłuższy czas nie było dostępne online. Zwróciliśmy też uwagę, że na stronie gminy widoczne były jedynie trzy ostatnie nagrania. Mieszkańcy sygnalizowali redakcji, że wcześniejsze materiały znikają z publicznego dostępu.
Dziś problem nie tylko nie zniknął, ale wygląda jeszcze bardziej jaskrawo. Wspomniane wcześniejsze nagrania nie są już dostępne, a na stronie widnieje jedynie zapis sesji z połowy kwietnia. Co więcej, ostatnia sesja Rady Miejskiej w Olsztynie odbyła się 9 czerwca. Mimo upływu prawie trzech tygodni jej nagrania nadal nie udostępniono na stronie gminy. W praktyce mieszkaniec zainteresowany tym, co działo się na obradach, musi czekać albo uruchamiać formalną ścieżkę wniosku o informację publiczną.

W odpowiedzi na nasze pytania urząd wskazał, że opóźnienia wynikają z obowiązków związanych z dostępnością cyfrową oraz ochroną danych osobowych.
– W związku z wprowadzeniem wymogów prawnych wynikających z ustawy o dostępności cyfrowej, które m.in. nakładają na samorządy obowiązek udostępniania wraz z materiałem video, również napisów dla osób niesłyszących, nagrania z sesji pojawiają się z opóźnieniem, z uwagi na czas potrzebny do przygotowania transkrypcji i anonimizacji danych osobowych – poinformował Piotr Stolarski, informatyk urzędu.
To wyjaśnienie w części technicznej można przyjąć do wiadomości, choć o dziwo podobne problemy w innych gminach nie występują i ich urzędnicy najpóźniej kilka dni po transmisji zamieszczają zapisy obrad. Na stałe, bowiem nie są one usuwane. Przygotowanie napisów, transkrypcji czy anonimizacji danych wymaga pracy. Tyle że z punktu widzenia mieszkańca liczy się efekt. Nagrania z obrad organu stanowiącego gminy nie pojawiają się niezwłocznie, a najnowszy materiał z sesji wciąż nie jest publicznie dostępny. Transparentność, która działa dopiero po kilku tygodniach, przestaje być pełnowartościową transparentnością.
Jeszcze większe wątpliwości budzi jednak druga część odpowiedzi urzędnika-informatyka. Nie chodzi już bowiem o opóźnienie, lecz o przyjętą politykę usuwania nagrań. Urząd powołał się na zarządzenie z 2020 roku i przedstawił stanowisko, zgodnie z którym gmina sama określa, jak długo materiały wideo z sesji będą dostępne publicznie.
– Ustawa nie limituje okresu, na jaki nagranie sesji rady gminy jest udostępniane w BIP i na stronie internetowej gminy, w związku z tym, to Gmina sama określa przez jaki okres będzie udostępniać nagrania z sesji – czytamy w odpowiedzi informatyka urzędu. – W związku z powyższym, po udostępnieniu na BIP protokołu z danej sesji Rady Gminy Olsztyn nagranie udostępnione publicznie zostaje usunięte – wskazał Piotr Stolarski.
I tu zaczyna się najpoważniejszy problem. Zgodnie z art. 20 ust. 1b ustawy o samorządzie gminnym obrady rady gminy są transmitowane i utrwalane za pomocą urządzeń rejestrujących obraz i dźwięk, a nagrania obrad są udostępniane w Biuletynie Informacji Publicznej, na stronie internetowej gminy oraz w inny zwyczajowo przyjęty sposób. Przepis posługuje się kategorycznym sformułowaniem „są udostępniane”. Nie mówi, że nagranie można pokazać przez chwilę, a potem zastąpić protokołem.
Nagranie i protokół nie są tym samym. Protokół jest dokumentem urzędowym, ale nie oddaje tonu wypowiedzi, sposobu prowadzenia obrad, reakcji radnych, przebiegu sporów, pauz, pytań, uników czy emocji na sali. Nagranie pozwala mieszkańcowi samodzielnie zobaczyć, jak pracuje rada. Usunięcie nagrania po publikacji protokołu odbiera mu tę możliwość i sprowadza jawność do wersji przefiltrowanej przez urzędowy dokument.
Urząd przekonuje, że dostęp nie znika całkowicie, bo nagranie można uzyskać na wniosek.
– Każdy zainteresowany ma prawo wystąpić z wnioskiem o udostępnienie informacji publicznej i uzyskać wskazane nagrania z obrad rady miejskiej – poinformował Piotr Stolarski.

Tyle że to odwraca logikę jawności. Sesje rady nie są prywatnym zasobem urzędu, który obywatel może dostać dopiero po zapukaniu do właściwych drzwi. To obrady organu publicznego, finansowanego z pieniędzy mieszkańców, podejmującego decyzje w ich sprawach. Nagrania z takich obrad powinny być łatwo dostępne, bez dodatkowej korespondencji, bez oczekiwania na odpowiedź, bez konieczności składania formalnych wniosków.
Wątpliwości budzi także zasłanianie się RODO. Ochrona danych osobowych jest ważna, ale nie może być wygodnym uniwersalnym uzasadnieniem dla ograniczania jawności. Jeżeli w materiale pojawiają się dane wymagające anonimizacji, urząd powinien dokonać technicznej obróbki nagrania. Nie wynika z tego automatycznie, że całe nagranie ma zniknąć z publicznego dostępu po sporządzeniu protokołu.
Sprawa ma również wymiar archiwalny i obywatelski. Nagrania z sesji dokumentują działalność organu władzy publicznej. To zapis lokalnej demokracji w praktyce. Pokazują, kto zabierał głos, kto milczał, kto zadawał pytania, a kto ograniczał się do głosowania. Dla mieszkańców, dziennikarzy, społeczników i badaczy to materiał źródłowy, do którego można i powinno się wracać po miesiącach, a nawet latach.
Praktyka stosowana w Olsztynie prowadzi tymczasem do sytuacji, w której jawność jest czasowa, warunkowa i zależna od decyzji urzędu. Najpierw mieszkaniec czeka na publikację nagrania, później może z niego korzystać tylko przez pewien okres, a po opublikowaniu protokołu materiał znika z publicznego widoku. To nie jest standard szerokiej dostępności. To raczej urzędowa reglamentacja dostępu do obrazu prac rady.
Dlatego pytanie postawione przez mieszkańca pozostaje aktualne. Czy Olsztyn jest transparentny tylko wtedy, gdy mowa o materiałach promocyjnych, czy również wtedy, gdy obywatel chce sprawdzić przebieg sesji rady miejskiej? Bo jeśli nagrania znikają po publikacji protokołów, a najnowsze obrady przez tygodnie nie są dostępne, to mieszkańcy nie otrzymują pełnego obrazu pracy samorządu. Dostają wersję skróconą, opóźnioną i dość mocno reglamentowaną.
Olsztyn
Rowerzyści zyskali nowe udogodnienie. Na rynku w Olsztynie stanęła samoobsługowa stacja napraw
Na rynku w Olsztynie zamontowano samoobsługową stację naprawy rowerów. To nowe udogodnienie przygotowane z myślą o mieszkańcach oraz turystach, którzy coraz chętniej korzystają z rowerowych tras prowadzących przez gminę i okoliczne tereny Jury.
Stacja znajduje się w narożniku rynku, tuż przy budynku Gminnego Ośrodka Kultury w Olsztynie. Lokalizacja nie jest przypadkowa – to centralny punkt miasta, odwiedzany zarówno przez mieszkańców, jak i osoby przyjeżdżające do miejscowości rekreacyjnie.
– Dzięki temu rowerzyści będą mogli szybko skorzystać z podstawowej pomocy technicznej w razie awarii lub konieczności drobnej regulacji jednośladu – przekonują tutejsi urzędnicy.
Nowe urządzenie zostało wyposażone w zestaw narzędzi potrzebnych do podstawowych napraw roweru. Można z nich skorzystać między innymi przy regulacji siodełka, dokręceniu elementów czy usunięciu drobnych usterek, które mogą pojawić się podczas jazdy. Stacja posiada również pompkę z manometrem, kompatybilną ze wszystkimi rodzajami wentyli, co pozwoli na szybkie uzupełnienie ciśnienia w oponach.
Montaż stacji wpisuje się w rozwój infrastruktury przyjaznej osobom aktywnie spędzającym czas. Olsztyn i jego okolice od lat przyciągają rowerzystów walorami krajobrazowymi, dostępem do tras turystycznych oraz położeniem w atrakcyjnej części regionu. Samoobsługowa stacja naprawcza ma ułatwić korzystanie z tych możliwości przez cały rok.

– To rozwiązanie praktyczne zarówno dla turystów, którzy odwiedzają Olsztyn podczas dłuższych wypraw, jak i dla mieszkańców korzystających z roweru na co dzień. W razie drobnej awarii nie trzeba od razu szukać serwisu. Podstawowe czynności można wykonać samodzielnie, bezpłatnie i w dogodnym miejscu – informuje magistrat.
Olsztyn
Mundurowy sprawdzian w Biskupicach. Kadeci z częstochowskich szkół szkolą się pod okiem służb
Taktyka, survival, musztra, strzelectwo, pierwsza pomoc i dyscyplina – uczniowie częstochowskich klas mundurowych przez kilka dni sprawdzają w praktyce, czym jest służba, odpowiedzialność i praca w zespole. Na terenie w Biskupicach trwa obóz klas mundurowych, w którym uczestniczy młodzież z częstochowskich szkół ponadpodstawowych.
W obozie biorą udział kadeci z Zespołu Szkół Technicznych, Zespołu Szkół im. Jana Kochanowskiego oraz Zespołu Szkół Technicznych i Ogólnokształcących im. Stefana Żeromskiego. Program zajęć został przygotowany tak, by uczniowie mogli nie tylko poznać elementy służby w formacjach mundurowych, ale także sprawdzić własną wytrzymałość, determinację i umiejętność działania w warunkach wymagających samodyscypliny.
Jednym z ważnych punktów obozu był apel klas mundurowych. W spotkaniu uczestniczyli przedstawiciele policji, straży pożarnej, straży granicznej oraz Wojskowego Centrum Rekrutacji. Częstochowskich policjantów reprezentował Komendant Miejski Policji w Częstochowie mł. insp. Sławomir Zagrobelny.
– Obóz w Biskupicach to dla uczniów coś więcej niż wyjazd szkoleniowy. Kadeci uczestniczą w zajęciach z zakresu taktyki, survivalu, wyszkolenia strzeleckiego i musztry. Uczą się również współpracy w grupie, odpowiedzialności za innych oraz reagowania w sytuacjach wymagających opanowania i szybkiego podejmowania decyzji – informuje biuro prasowe częstochowskiej policji.
W kolejnych dniach młodzież będzie brała udział w zajęciach prowadzonych między innymi przez policjantów. Funkcjonariusze będą edukować uczniów w zakresie sprawności fizycznej, udzielania pierwszej pomocy, podstawowej wiedzy policyjnej oraz zasad bezpieczeństwa.
Dla wielu młodych kadetów taki obóz może być pierwszym realnym zetknięciem z wymaganiami, jakie stawia służba. To także okazja, by sprawdzić, czy zainteresowanie mundurem jest jedynie szkolną pasją, czy może początkiem przyszłej drogi zawodowej.
Organizatorzy liczą, że pobyt w Biskupicach pozostanie dla uczniów nie tylko ciekawym wspomnieniem, ale przede wszystkim praktycznym sprawdzianem charakteru.
Olsztyn
Policjant był po służbie, ale czujności nie stracił. Rozpoznał poszukiwaną 23-latkę podczas spaceru
Policjant z Komisariatu VI Policji w Częstochowie, mimo że był w czasie wolnym od służby, doprowadził do zatrzymania osoby poszukiwanej. Funkcjonariusz podczas spaceru w rejonie Olsztyna koło Częstochowy rozpoznał 23-letnią kobietę, która miała do odbycia karę pozbawienia wolności.
Policjant z częstochowskiej „szóstki” przebywał poza służbą i wybrał się na spacer w rejonie Olsztyna. W pewnym momencie zwrócił uwagę na kobietę znajdującą się w pobliżu. Mundurowy rozpoznał w niej osobę poszukiwaną przez wymiar sprawiedliwości.
Funkcjonariusz nie zignorował sytuacji. Skontaktował się z kolegami ze swojej jednostki, a na miejsce skierowano policjantów pionu kryminalnego. Po sprawdzeniu danych w policyjnych systemach potwierdzono, że 23-latka była poszukiwana w związku z kradzieżą.
– Kobieta została zatrzymana. Zgodnie z decyzją sądu najbliższe pół roku spędzi w zakładzie karnym – poinformowało biuro prasowe częstochowskiej komendy.
Olsztyn
Po publikacji znów zawrzało wokół tematu oczyszczalni w Olsztynie. Mieszkaniec wypunktował burmistrza
Spór o planowaną rozbudowę oczyszczalni ścieków przy ulicy Storczykowej w Olsztynie nie wygasł po kwietniowej sesji rady miejskiej. Przeciwnie, po publikacji naszego artykułu na ten temat na łamach serwisu wpowiecie.pl, kwestia ta ponownie wywołała ożywioną dyskusję wśród mieszkańców. W centrum debaty znalazły się już nie tylko odory, bliskość zabudowań czy wpływ inwestycji na wartość nieruchomości, ale również pytanie o sposób prowadzenia procedur i odpowiedzialność za obecny impas.
Podczas sesji mieszkańcy ulicy Storczykowej i okolic przekonywali, że nie sprzeciwiają się samej kanalizacji ani uporządkowaniu gospodarki ściekowej. Ich sprzeciw dotyczy lokalizacji i rozwiązań technicznych, które – jak twierdzą – mogą pogorszyć warunki życia w bezpośrednim sąsiedztwie domów. Wskazywali na brak wystarczającej strefy buforowej, obawy przed uciążliwościami zapachowymi, wieloletnie ignorowanie protestów oraz brak realnej rozmowy o alternatywnych wariantach inwestycji.
Burmistrz Tomasz Kucharski podczas sesji odpierał te zarzuty, argumentując, że gmina nie buduje „szamb”, lecz rozbudowuje i hermetyzuje oczyszczalnię, a projekt ma poprawić obecną sytuację. Przekonywał również, że inwestycja ma prawomocne decyzje, a jej zatrzymanie mogłoby oznaczać utratę znaczącego dofinansowania.
Po naszej publikacji, którą można znaleźć tutaj, szczególnie mocno wybrzmiał obszerny komentarz Sławomira Cieślika, mieszkańca gminy, który na facebookowym profilu wpowiecie.pl odniósł się do sposobu przedstawiania roli protestujących mieszkańców. Jego zdaniem nie można sugerować, że to społeczny sprzeciw odpowiada za problemy inwestycji.
– Próba wywierania presji na mieszkańców przez Kucharskiego oraz sugerowanie, że sprzeciw społeczny odpowiada za obecne problemy inwestycji, jest całkowicie nieuzasadniona. Mieszkańcy korzystają jedynie z przysługujących im praw – prawa do udziału w postępowaniach administracyjnych, zgłaszania uwag i ochrony własnych nieruchomości oraz jakości życia. Co więcej, mieszkańcy wskazywali alternatywne lokalizacje inwestycji i podnosili konkretne argumenty dotyczące wpływu przedsięwzięcia na istniejącą zabudowę i otoczenie – napisał w swoim stanowisku mieszkaniec.
Wpis Cieślika przenosi spór z poziomu samej inwestycji na grunt zaufania do działań administracyjnych. Mieszkaniec podkreśla, że jeżeli w sprawie pojawiły się wątpliwości proceduralne, nie powinno się obarczać nimi osób, które korzystały z przysługujących im uprawnień.
– Skoro doszło do wznowienia postępowania administracyjnego z powodu wad wcześniejszej procedury, to oznacza, że pojawiły się istotne zastrzeżenia co do prawidłowości działań organów. Ewentualne konsekwencje opóźnień czy utraty dofinansowania nie mogą być przerzucane na mieszkańców. Odpowiedzialność za zgodność działań administracyjnych z prawem spoczywa na organie prowadzącym sprawę tj. Kucharskiego i radę. Jeżeli wcześniejsze decyzje zawierały wady proceduralne lub naruszenia praw stron, odpowiedzialność za taki stan rzeczy ponoszą osoby podejmujące działania administracyjne, czyli Kucharski i podległe mu działy, a nie mieszkańcy korzystający ze swoich ustawowych uprawnień – dowodzi.
To jeden z najmocniejszych akcentów dyskusji po publikacji. Cieślik stawia tezę, że mieszkańcy nie są przeszkodą dla inwestycji, lecz stroną postępowania, która ma prawo domagać się rzetelnego traktowania, wyjaśnień i przestrzegania procedur. W tym sensie konflikt wokół oczyszczalni staje się również sporem o standard prowadzenia spraw publicznych.

– Państwo prawa polega właśnie na tym, że nawet inwestycje publiczne muszą być prowadzone zgodnie z prawem, z poszanowaniem praw obywateli, a nie kosztem ich pomijania – zauważa Sławomir Cieślik.
W dalszej części komentarza mieszkaniec wskazuje, że źródłem obecnego napięcia nie jest aktywność obywateli, ale sposób prowadzenia sprawy przez organ. To stanowisko koresponduje z wcześniejszymi wypowiedziami mieszkańców podczas sesji, którzy domagali się spotkania z radnymi, udziału specjalistów i realnego odniesienia się do przedstawianych od lat argumentów.
– Nie można obarczać mieszkańców odpowiedzialnością za skutki błędów administracyjnych. Jeżeli postępowanie wymagało wznowienia z uwagi na istotne uchybienia proceduralne, to oznacza, że problem nie powstał po stronie obywateli, lecz po stronie sposobu działania organu. Mieszkańcy bronili swoich praw. Obowiązkiem Kucharskiego i gminy było natomiast dopilnowanie, aby wszystkie działania od początku prowadzone były zgodnie z prawem – wypunktował lokalne władze mieszkaniec.
W komentarzu wraca także zarzut, że protestujący nie zostali potraktowani jako partnerzy w rozmowie o inwestycji. Cieślik podkreśla, że mieszkańcy przedstawiali konkretne zastrzeżenia dotyczące skali przedsięwzięcia, wpływu na zabudowę, ryzyka przeciążenia infrastruktury przy intensywnych opadach, sąsiedztwa terenów przyrodniczych i jakości życia. W jego ocenie obowiązkiem władz było merytoryczne odniesienie się do tych głosów, a nie sprowadzanie ich do blokowania zadania.
– Mieszkańcy nie oczekują przywilejów ani konfliktu. Oczekują jedynie, aby działania organów były prowadzone zgodnie z prawem, z poszanowaniem procedur i praw stron. Jeżeli dochodzi do wznowień postępowań lub pojawiają się istotne wątpliwości proceduralne, to obowiązkiem organu jest wyjaśnić ich przyczyny i wyciągnąć wnioski, zamiast przenosić ciężar odpowiedzialności na mieszkańców – dodał.
Najbardziej osobisty ton pojawia się w końcowej części wpisu, gdzie mieszkaniec odnosi się do granic społecznej zgody na inwestycje publiczne.
– Nie można oczekiwać od mieszkańców milczącej zgody tam, gdzie pojawiają się realne pytania dotyczące bezpieczeństwa, wpływu inwestycji na otoczenie i prawidłowości procedur – szczególnie wtedy, gdy późniejsze wydarzenia potwierdzają, że wcześniejsze działania administracyjne budziły poważne zastrzeżenia. Powyższa moja refleksja nie jest oskarżeniem o czyn zabroniony, wyjaśniam ta kwestie na początku, by Kucharski nie latał po sądach i nie składał pozwu przeciwko mnie, a jeżeli są jakieś wątpliwości to chętnie te wątpliwości rozwieję – deklaruje.
Olsztyn
Jedna inwestycja mieszkaniowa przeszła, druga usługowa poległa. Olsztyn po burzliwej sesji
Ostatnia sesja Rady Miejskiej w Olsztynie pokazała, że pod technicznymi uchwałami planistycznymi kryją się sprawy, które bezpośrednio dotykają mieszkańców. Radni zgodzili się na rozpoczęcie procedury zintegrowanego planu inwestycyjnego dla prywatnej inwestycji mieszkaniowej w Turowie, przyjęli korektę planistyczną dla terenów usługowych w rejonie DK 46, poparli apel w sprawie S46, przyjęli programy dotyczące zwierząt, zabytków, organizacji pozarządowych i budżetu. Największe napięcie wywołały jednak dwa tematy. To Jura Food Park, gdzie mieszkańcy skarżyli się na hałas i uciążliwości, oraz planowana lokalizacja PSZOK-u w Przymiłowicach.
Pierwszy istotny punkt dotyczył Turowa. Do gminy zgłosił się prywatny inwestor zainteresowany przygotowaniem zintegrowanego planu inwestycyjnego dla terenu o powierzchni nieco ponad 3 ha. Chodzi o zabudowę mieszkaniową jednorodzinną w rejonie ulicy Joachimowskiej. Burmistrz przekonywał, że gmina nie powinna blokować inicjatyw, które mogą oznaczać nowych mieszkańców i dodatkowe wpływy podatkowe.
– Ustawa przewiduje również udział finansowy inwestora w tzw. inwestycji towarzyszącej. Tę inwestycję towarzyszącą będziemy z inwestorem negocjowali – wyjaśniał włodarz.
Komisja do spraw zagospodarowania przestrzennego pozytywnie zaopiniowała wniosek, ale z zastrzeżeniem, że zaproponowany teren zieleni urządzonej może być zbyt skromny wobec skali planowanej zabudowy. Uchwała została przyjęta, choć nie jednogłośnie. Za było jedenastu radnych, dwie osoby wstrzymały się od głosu.
Kolejna sprawa dotyczyła zmiany uchwały planistycznej dla terenu w rejonie drogi krajowej nr 46 oraz ulic Storczykowej i Narcyzowej. Tomasz Kucharski tłumaczył, że chodzi wyłącznie o korektę załącznika graficznego i ograniczenie obszaru przeznaczonego pod funkcję usługową. Z planowanego obszaru wyłączono między innymi teren komunikacyjny pod trasą rowerową oraz teren zajęty przez zabudowę mieszkaniową.
W tym punkcie głos zabrała mieszkanka, która zaproponowała, by w miejscowym planie dopuścić możliwość budowy PSZOK-u na innych działkach, jako alternatywę dla planowanej lokalizacji w Przymiłowicach. Argumentowała, że mogłoby to przynieść oszczędności i poprawić dostępność obiektu.
– Rodzi to nam bardzo dużą oszczędność, prawie 800 tys. zł i przede wszystkim lepszą dostępność, ponieważ jest to naturalny dostęp z drogi głównej DK 46 – mówiła Anna Matlingiewicz.
Burmistrz odpowiedział, że ten wątek nie jest przedmiotem procedowanej uchwały, a gmina jest już zaawansowana w projekcie PSZOK-u dla konkretnej lokalizacji, na którą pozyskano 2 mln zł.
– Jesteśmy na zbyt zaawansowanym etapie. Zmieniając lokalizację, stracilibyśmy te pieniądze – podkreślił.
Największe emocje wywołał jednak punkt dotyczący zmiany planu miejscowego dla terenu przy drodze powiatowej, obejmującego między innymi parking Jura Food Park. Już na początku przewodniczący rady odczytał fragment pisma mieszkańców, którzy prosili o odrzucenie projektu uchwały. Wskazywali, że jest on – w ich ocenie – sprzeczny z prawem, zasadami współżycia społecznego i zdrowym rozsądkiem.

Burmistrz przypominał, że sprawa ciągnie się od 2020 roku, a obecny projekt miał ograniczyć teren, na którym w przyszłości mogłaby być dopuszczona działalność usługowa.
– Intencja inwestora jest taka, żeby z chwilą uzyskania możliwości innego zagospodarowania powstał tam budynek usługowy, najprawdopodobniej gastronomiczny, który nie będzie generował ewentualnych uciążliwości związanych z tym, na co państwo zwracają uwagę – mówił Kucharski.
Jednocześnie przyznał, że proponował zdjęcie punktu z porządku obrad i przeprowadzenie dodatkowej debaty z mieszkańcami oraz inwestorem. Ostatecznie punkt pozostał jednak w porządku sesji.
Komisja zagospodarowania przestrzennego przyznała, że jej wcześniejsza opinia nie uwzględniała wszystkich społecznych aspektów sprawy. Radna Aleksandra Lubasińska mówiła o niezadowoleniu mieszkańców związanym z hałasem, pokazami fajerwerków, zakłócaniem ciszy nocnej i koniecznością wzywania policji.
W imieniu mieszkańców wystąpił Artur Pijet, który podkreślał, że problem nie ogranicza się tylko do uciążliwości, ale dotyczy również walorów przyrodniczych terenu.
– Od 2021 roku Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Katowicach, czterokrotnie, pięciokrotnie odmawia zatwierdzenia tego miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego – mówił.
Pijet ostrzegał też przed możliwymi roszczeniami planistycznymi, jeśli zmiana planu doprowadziłaby do obniżenia wartości sąsiednich nieruchomości.
– Wola inwestora nie jest nad wolą mieszkańców – podkreślił.
Rada ostatecznie odrzuciła projekt uchwały. Przeciw jego przyjęciu głosowało dwunastu radnych, jedna osoba wstrzymała się od głosu. Było to wyraźne opowiedzenie się rady po stronie ostrożności wobec planowanej zmiany.
W dalszej części radni podejmowali uchwały mniej konfliktowe. Jednogłośnie zgodzili się między innymi na przedłużenie dzierżawy części nieruchomości w Biskupicach, gdzie działa pasieka i prowadzone są zajęcia edukacyjne dla dzieci i młodzieży, oraz na zbycie dwóch niewielkich działek gminnych w Turowie. Rada poparła także apel dotyczący wpisania drogi ekspresowej S46, czyli Szlaku Staropolskiego, do rządowego programu budowy dróg krajowych.
Burmistrz przekonywał, że dla Olsztyna sprawa S46 ma szczególne znaczenie, bo mogłaby otworzyć drogę do budowy obwodnicy.
– Ten Szlak Staropolski łączący wschód z zachodem jest ważny, istotny, potrzebny. A to nam dawałoby ogromne szanse również na budowę obwodnicy Olsztyna, o której głośno już w tej chwili mówimy – wskazywał.
Radny Jan Jeleń zwracał uwagę, że przy ewentualnych pracach nad przebiegiem trasy trzeba będzie uwzględnić głos mieszkańców miejscowości, przez które droga może przechodzić.
Radni przyjęli również program opieki nad zwierzętami bezdomnymi oraz program opieki nad zabytkami. Przy tym drugim dokumencie pojawiła się autopoprawka dotycząca prawidłowego numeru jednego z budynków w Biskupicach oraz drobnych korekt redakcyjnych. Burmistrz podkreślał, że ewidencja zabytków ma znaczenie nie tylko porządkowe, ale także praktyczne, bo umożliwia ubieganie się o środki zewnętrzne.

Osobny punkt dotyczył współpracy z organizacjami pozarządowymi. W 2025 roku gmina przeznaczyła na ten cel 268 tys. zł. Wsparcie trafiło między innymi do klubów sportowych, organizacji pracujących z dziećmi i młodzieżą, seniorów oraz podmiotów prowadzących działania kulturalne i rekreacyjne. Wiceprzewodniczący Zdzisław Synoradzki poprosił o wyłączenie go z głosowania nad tą uchwałą.
Rada uporządkowała też sprawę diet radnych. Jak wyjaśniała wiceburmistrz Małgorzata Haładyj, uchwała miała usunąć lukę prawną powstałą po zmianie wcześniejszych przepisów dotyczących zasad wypłacania diet.
W części inwestycyjnej radni zgodzili się na pomoc finansową dla powiatu częstochowskiego na dokumentację doświetlenia dwóch przejść dla pieszych. Chodziło o to przy rynku w Olsztynie, w rejonie GOK-u, oraz przed szkołą w Turowie. Przyjęto również uchwałę o przekazaniu 200 tys. zł dla powiatu na budowę chodnika przy ulicy Krótkiej w Biskupicach.
– Tym bardziej, że przedsiębiorstwo wodociągów na dniach rozpocznie tam wymianę wodociągu niezwykle awaryjnego – mówił Tomasz Kucharski.
W budżecie pojawiły się też nowe środki i przesunięcia. Gmina wprowadziła 60 tys. zł z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach na zieloną pracownię w szkole w Turowie, 15 tys. zł darowizny wspólnoty gruntowej w Przymiłowicach na ogrodzenie placu zabaw na Podgrabiu, środki na zakup syreny alarmowej dla OSP Biskupice, modernizację wiat autobusowych na rynku oraz słupy ogłoszeniowe, które mają ograniczyć oklejanie przystanków. Jednocześnie przesunięto część wydatków związanych z zazielenieniem rynku i placem zabaw w Bukownie.
Na koniec wróciła sprawa PSZOK-u. Rada zajęła się petycją mieszkańców Przymiłowic z grudnia ubiegłego roku. Komisja skarg, wniosków i petycji uznała, że rada nie jest organem właściwym do jej rozpatrzenia i zarekomendowała przekazanie sprawy burmistrzowi.
– Mieszkańcy nie są przeciwko budowie PSZOK-u, tylko przeciwko lokalizacji tej budowy w Przymiłowicach – mówiła ich przedstawicielka.
Zaapelowała również o spotkanie z burmistrzem na miejscu, w świetlicy, w godzinach popołudniowych, tak aby mogli w nim uczestniczyć także mieszkańcy pracujący lub niemający możliwości dojazdu do urzędu.
Olsztyn
Mieszkańcy z ulicy Storczykowej nie chcą oczyszczalni: Kucharski chce nam wybudować szamba pod oknami!
– Proszę odsłuchać ostatnie obrady rady miejskiej i pomóc nam nagłośnić temat. Kucharski chce nam wybudować szamba pod oknami – zaalarmował redakcję jeden z mieszkańców. Kwietniowa sesja w Olsztynie pokazała, że temat rozbudowy oczyszczalni ścieków przy ulicy Storczykowej to najbardziej zapalny punkt lokalnej debaty. Głos zabrali mieszkańcy, którzy od lat sprzeciwiają się lokalizacji i technologii planowanej inwestycji. Padały mocne słowa o odorze, braku strefy buforowej, wieloletnim ignorowaniu protestów i obawach o wartość nieruchomości. Burmistrz odpierał zarzuty i przekonywał, że inwestycja ma poprawić sytuację, a nie ją pogorszyć.
Najbardziej napięta część obrad miała miejsce już pod koniec sesji. Jako pierwsza wystąpiła Bożena Zjawińska, mieszkanka ulicy Storczykowej. Już na początku swojej wypowiedzi ostro oceniła planowaną inwestycję i zwróciła się bezpośrednio do radnych.
– Chciałam się zwrócić dzisiaj do państwa radnych w sprawie oczyszczalni, która ma powstać przy tej naszej ulicy. I chciałam w imieniu mieszkańców powiedzieć i wyrazić taką opinię, że jest to wielka kompromitacja dla całej gminy i miasta Olsztyn, że państwo radni akceptujecie taki projekt oczyszczalni w XXI wieku – mówiła Bożena Zjawińska.
Kobieta przekonywała, że planowana technologia jest dla okolicznych mieszkańców nie do przyjęcia. W jej ocenie inwestycja będzie oznaczać uciążliwości zapachowe i pogorszenie warunków życia.
– To są dwa otwarte szamba, w których będą pływać nieczystości, a my będziemy wdychać ich odór. I państwu radnym nawet nie zadrży ręka i podnosicie i akceptujecie właśnie taki projekt – mówiła Bożena Zjawińska.
Zwracała uwagę na niewielką odległość najbliższych domów od planowanej infrastruktury. Wskazywała, że pierwszy budynek znajduje się 60 metrów od oczyszczalni, a kolejne 100 i 150 metrów dalej.
– Nie ma żadnej strefy buforowej i wycinany jest las, który by chronił nas ewentualnie od tego odoru. Walczymy o to przez dziewięć lat. Dziewięć lat i nie jest zrobione nic, absolutnie nic w tej sprawie, żeby ta oczyszczalnia posunęła się w stronę lasu dalej – mówiła Zjawińska.
Mieszkanka zaapelowała też o spotkanie radnych z mieszkańcami i specjalistą od tego typu inwestycji. Zarzucała radnym, że nie chcą się spotkać z protestującymi. Na koniec stwierdziła, że jeśli gmina nie ma pieniędzy na nowoczesną, hermetyczną oczyszczalnię, nie powinna lokalizować jej w pobliżu domów, gdyż to niemoralne i nieetyczne.
Podobny ton miało wystąpienie Stefanii Jasiak z osiedla Pod Wilczą Górą.
– Mamy ekspertyzę na to i mamy o co walczyć, ponieważ oczyszczalnia Warta jest w piątym stopniu oczyszczania, a ta nowoczesna niby, którą proponuje nam gmina, jest tylko w trzecim – mówiła.
Jej zdaniem radni powinni zgodzić się na spotkanie ze specjalistami, bo przeciętny mieszkaniec nie ma wiedzy technicznej pozwalającej samodzielnie ocenić projekt. Pytała też, czy w Polsce istnieje oczyszczalnia w podobnej technologii położona tak blisko domów.
Mieszkanka przekonywała, że protestujący nie sprzeciwiają się samej kanalizacji czy oczyszczaniu ścieków, lecz lokalizacji i sposobowi prowadzenia inwestycji. Wskazywała na możliwość przesyłu ścieków do oczyszczalni Warta w Częstochowie.
– Przecież my walczymy tylko o zmianę lokalizacji. Ponoć do wpięcia się rurą do oczyszczalni Warta, od której nigdy, bo to pismo, którym dysponuje gmina, nie wyklucza przyłączenia się do oczyszczalni Warta, mamy około 5 kilometrów – mówiła Stefania Jasiak.
Z kolei wystąpienie Anny Tarnowskiej miało najbardziej osobisty charakter. Jak zaznaczyła, jest bezpośrednią sąsiadką oczyszczalni i terenu przewidzianego pod jej rozbudowę. Jej zdaniem gmina nie tylko nie odsuwa inwestycji od zabudowań, ale w planach zabezpiecza jeszcze większy teren po drugiej stronie. Zarzucała władzom gminy, że temat jest przemilczany od lat, a protesty mieszkańców nie przynoszą żadnych skutków.
– Zamiast rozmów z nami w ogóle się temat przemilcza od wielu, wielu lat. Jak zabieraliśmy głos na sesji niejednej, to była mowa, że to później będzie coś tam załatwione albo będzie jakaś interpelacja. Nic się takiego nie wydarzyło – mówiła Anna Tarnowska.
Zarzuciła też radnym oraz władzom, że w praktyce nie uwzględniają głosu mieszkańców.
– Od 2023 roku, odkąd wiszą banery na wielu ogrodzeniach, nie zadziało się kompletnie nic, poza kilkoma nieoficjalnymi rozmowami z państwem radnymi, które nie przyniosły żadnego rezultatu. Państwo idziecie zupełnie dalej, no po trupach do celu można powiedzieć – stwierdziła Tarnowska.

Mieszkanka przywołała również historię nieruchomości swojej rodziny. Jak mówiła, teren, na którym funkcjonuje oczyszczalnia, należał kiedyś do jej dziadków i rodziców, a został wywłaszczony w 1977 roku pod parking związany z ówczesnymi potrzebami turystycznymi.
– Tę ziemię siłą nam odebrano – dodała.
Zwracała uwagę, że od lat stara się o przekształcenie części swojej działki, ale bezskutecznie. Jej zdaniem sytuacja jest niesprawiedliwa, bo z jednej strony gmina rozbudowuje uciążliwy obiekt, a z drugiej nie daje jej możliwości normalnego wykorzystania nieruchomości.
– To jest niesprawiedliwe, nieetyczne, żeby w taki sposób ludzi traktować, że od czasu PRL-u zabrać ludziom ziemię, wystawić tam taki obiekt, rozbudowywać go bezustannie i robić to ludziom – grzmiała.
Jak podkreślała, mieszkańcy żyją w stałym napięciu, a temat oczyszczalni jest – w jej ocenie – spychany na dalszy plan wobec innych spraw.
– Tutaj jest taki problem ludzki, jak sobie państwo wyobrażacie, że my dopiero sprawdzimy, jak ta oczyszczalnia będzie funkcjonować i będziemy cały czas zgłaszać i pilnować i gdziekolwiek się udawać i nie będziemy żyć spokojnie. My jesteśmy w nerwach cały czas – podnosiła kobieta.
Do zarzutów odniósł się burmistrz Tomasz Kucharski. W pierwszej kolejności mówił o przeznaczeniu działki i miejscowym planie. Podkreślał, że teren oczyszczalni został przeznaczony pod taką funkcję w planach z początku lat dwutysięcznych oraz w planie z 2008 roku, po uzyskaniu wymaganych uzgodnień.
– Nie każdy, kto jest właścicielem działki, decyduje o tym, jakie ta działka będzie miała przeznaczenie. My mamy w tej chwili kilkaset wniosków jako samorząd o przekształcenie terenów na tereny budowlane – mówił.
Odpowiadając mieszkańcom, Kucharski stanowczo zaprzeczał, że gmina buduje „szamba”. Tłumaczył, że inwestycja polega na rozbudowie i hermetyzacji oczyszczalni, w tym przykryciu reaktorów biologicznych betonową konstrukcją.
– Przede wszystkim my nie budujemy oczyszczalni, tylko budujemy bunkier, czyli przykrywamy reaktory. Nie przykrywamy reaktorów żadną plandeką, tylko przykrywamy je betonowym zabezpieczeniem od góry – dodał.
Według burmistrza uwagi mieszkańców zostały uwzględnione na etapie projektowania, bo to właśnie wskutek zgłoszeń i spotkań projektant miał otrzymać zalecenie przykrycia reaktorów.
– To, co zostaje odkryte, to są osadniki, w których nie zachodzą żadne procesy biologiczne ani chemiczne. Tam osad po prostu grawitacyjnie opada na dno osadnika. Więc mówienie o tym, że to są jakieś szamba, w których coś pływa, jest dużym nadużyciem – tłumaczył. – Państwa uwagi i wnioski zostały przeanalizowane na etapie choćby wydawania decyzji środowiskowych. Przecież ta decyzja się uprawomocniła. Państwo ją oprotestowywaliście właściwie wszędzie. I była w Samorządowym Kolegium Odwoławczym, była w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Katowicach. Teraz państwo wystąpiliście do Naczelnego Sądu Administracyjnego o wstrzymanie, a NSA odrzucił ten państwa wniosek – mówił Tomasz Kucharski.
Włodarz podkreślał, że gmina ma prawomocne pozwolenie na budowę oraz raport oddziaływania na środowisko. Przekonywał, że celem inwestycji jest poprawa sytuacji, a nie pogorszenie warunków życia mieszkańców.
– Dla wozów asenizacyjnych zbudowane jest specjalne hermetyczne pomieszczenie, które będzie zamykane z chwilą wjechania tam wozu asenizacyjnego. Dopiero jak wóz się podłączy i zrzuci ścieki, dopiero to będzie otwarte, dopiero ten wóz wyjedzie, bo to są ścieki, które rzeczywiście dają najgorszy zapach – wyjaśniał.
Jak dodał, rozbudowa będzie kosztować więcej właśnie dlatego, że projekt zawiera rozwiązania ograniczające uciążliwości. Kucharski odniósł się również do propozycji przekierowania ścieków do częstochowskiej oczyszczalni. Przyznał, że taka koncepcja kiedyś się pojawiła, ale gmina nie uzyskała zgody ani władz Częstochowy, ani zarządu oczyszczalni. Według niego projekt przesyłu ścieków do Częstochowy byłby trudny technicznie i uzależniałby gminę od zewnętrznej infrastruktury. Przypominał też, że inwestycja jest szacowana na około 40 mln zł, a gmina ma partnera w postaci Wodociągów Częstochowskich oraz przygotowane wnioski o środki zewnętrzne.
– Mamy aplikację zrobioną o środki unijne, mamy aplikację zrobioną o środki z Krajowego Planu Odbudowy. Jeśli by teraz chciał ktoś to przewrócić, to popełniałby naprawdę duże przestępstwo, bo pozbawiłby gminę przynajmniej 20 mln zł, które my możemy pozyskać – dodawał.
Po tej odpowiedzi ponownie głos zabrała Stefania Jasiak.
– Śmiem twierdzić, że to pan szerzy nieprawdę i skłóca nas jako mieszkańców, ponieważ mamy na to dokument od biegłego sądowego i chciałabym, żebyście państwo radni się spotkali z tym panem – mówiła.
Mieszkanka przekonywała, że nawet przy zastosowaniu rozwiązań ograniczających uciążliwości problem nie zniknie. Wskazywała również na możliwy spadek wartości nieruchomości i zapowiadała, że mieszkańcy nie wykluczają pozwu zbiorowego.
– Tu już nie chodzi o ten smród, o spadek wartości nieruchomości i niech pan nie myśli, że pozew zbiorowy nie będzie przeciwko gminie, bo teraz domy się nie sprzedają ani na osiedlu, ani w okolicy – grzmiała.
Do dyskusji wróciła również Anna Tarnowska, która odniosła się do wcześniejszej uchwały dotyczącej inwestycji mieszkaniowej w Turowie. Zwracała uwagę, że z jednej strony burmistrz poparł tam przekształcenie terenów pod zabudowę, a z drugiej od lat tłumaczy jej, że nie ma możliwości zmiany przeznaczenia jej działki.
– Moja działka jest w połowie budowlana i ta część budowlana znajdzie się 70 metrów od oczyszczalni. Więc proszę nie mówić cały czas, jaką ja mam działkę – mówiła Tarnowska.
Burmistrz odpowiedział, że liczne spotkania z mieszkańcami już się odbywały, z udziałem między innymi przedstawicieli Wodociągów Częstochowskich i negocjatora. Podkreślał, że mieszkańcy przedstawiali swoje argumenty w instytucjach odwoławczych i – jak mówił – wszędzie przegrali.
Spór o oczyszczalnię połączył się z tematem PSZOK-u w Przymiłowicach. Burmistrz przekonywał, że gmina działa na podstawie obowiązującego prawa i dokumentów, dzięki którym udało się pozyskać 2 mln zł dofinansowania. W jego ocenie zmiana lokalizacji na tym etapie byłaby nierealna.
– Myśmy na podstawie programu funkcjonalno-użytkowego z konkretną lokalizacją otrzymali konkretne pieniądze na konkretne zadanie. I teraz mówienie, że my mamy przenieść PSZOK gdzieś, gdzie będziemy mieli plan, który wejdzie w życie może za pół roku, to jest w ogóle nierealne – skwitował Tomasz Kucharski.
Głos zabrała Anna matlingiewicz, która przekonywała, że mieszkańcy sprawdzali możliwość zmiany lokalizacji projektu finansowanego ze środków unijnych i uzyskali informację, że w pewnych warunkach taka zmiana może być dopuszczalna.
– Zadzwoniłam podczas trwania komisji do Departamentu Funduszy Rozwoju Regionalnych Urzędu Marszałkowskiego w Katowicach. Tam podano mi informację, że istnieje możliwość zmiany lokalizacji w czasie do umowy dofinansowania ze środków unijnych – skontrowała słowa włodarza.
Jak wskazywała, mieszkańcy nie są przeciwni samemu PSZOK-owi, lecz jego lokalizacji w Przymiłowicach. Zaapelowała do radnych o analizę alternatywnego rozwiązania, które – według niej – mogłoby być tańsze i bezpieczniejsze.
– Na przykład na Odrzykoniu. Możemy zaoszczędzić z naszych publicznych pieniędzy, z naszych, z pieniędzy mieszkańców 800 tys. zł. To jest bardzo dużo pieniędzy. Można je przeznaczyć na lepsze cele niż na drogę, która musiałaby być dodatkowo utworzona do budowy PSZOK-u – dodała.
Przewodniczący rady kilkukrotnie próbował porządkować dyskusję i ograniczać czas wypowiedzi, wskazując, że temat powinien zostać omówiony podczas odrębnego spotkania. Matlingiewicz podkreślała jednak, że mieszkańcy oczekują spotkania bezpośrednio z Tomaszem Kucharskim.
– Chcemy się spotkać z panem burmistrzem, z nikim w zastępstwie, tylko z panem burmistrzem – podkreśliła Matlingiewicz.
Olsztyn
Brutalny atak na lekarkę w częstochowskim szpitalu. Sprawcą poszukiwany mieszkaniec gminy Olsztyn
Do bulwersującego zdarzenia doszło w jednym z częstochowskich szpitali. Kamil B., 31-letni mieszkaniec gminy Olsztyn, został zatrzymany tuż po tym, jak zaatakował i dotkliwie pobił lekarkę w gabinecie. Sprawca nie zdołał uciec, gdyż ujął go pracownik ochrony oraz jeden z pacjentów, którzy zareagowali po usłyszeniu krzyków kobiety.
Jak relacjonują policjanci, zgłoszenie wpłynęło do nich w środę przed południem. Na miejsce natychmiast skierowano patrol. Funkcjonariusze po przyjeździe zastali mężczyznę już obezwładnionego. Wstępne ustalenia wskazują, że do ataku doszło chwilę wcześniej w gabinecie, a dramatyczną sytuację zauważyli inni pracownicy szpitala i pacjenci. Zaatakowanej lekarce udzielono pomocy medycznej.
Zatrzymanym okazał się mężczyzna, którego policja znała już wcześniej. 31-latek był poszukiwany przez sąd od września ubiegłego roku – miał trafić do więzienia na osiem miesięcy w związku z inną sprawą dotyczącą pobicia. Jak ustalono, od dłuższego czasu ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości. Policjanci z komisariatu w Olsztynie kilkukrotnie sprawdzali jego miejsce zamieszkania, jednak nie zastali go pod adresem.
Paradoksalnie w dniu ataku mężczyzna sam pojawił się w szpitalu. Jak wynika z ustaleń, zgłosił się na wyznaczony termin badań, zgodnie z pismem, które otrzymał. Policja nie była jednak poinformowana o jego wizycie, choć figurował jako osoba poszukiwana.
Sprawa bardzo szybko nabrała ciężaru prawnego. Kamil B. został doprowadzony do częstochowskiej prokuratury, gdzie przedstawiono mu zarzuty usiłowania spowodowania u funkcjonariusza publicznego ciężkich obrażeń w trakcie pełnienia obowiązków służbowych oraz zniszczenia mienia.
Na podstawie zebranego materiału dowodowego sąd zdecydował o zastosowaniu tymczasowego aresztu na okres trzech miesięcy. Za zarzucane czyny 31-latkowi może grozić nawet dwadzieścia lat pozbawienia wolności. O dalszym biegu sprawy zdecydują kolejne czynności prokuratury oraz postępowanie sądowe.
Olsztyn
Jest szansa na koniec z zalewaniem centrum Olsztyna. Samorząd z ważnymi decyzjami rady miejskiej
Ostatnia sesja Rady Miejskiej w Olsztynie upłynęła pod znakiem decyzji planistycznych, inwestycyjnych i porządkowych. Radni zajęli się m.in. uchwaleniem miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, kwestiami ochrony przyrody oraz uruchomieniem nowej, bezpłatnej linii komunikacyjnej, która połączy Olsztyn z okolicznymi miejscowościami.
Sesja rozpoczęła się od uczczenia minutą ciszy pamięci Józefa Michalika, długoletniego sołtysa miejscowości Krasawa i druha OSP Zrębice. W dalszej części obrad sporo miejsca poświęcono zagadnieniom planistycznym. Rada uchwaliła miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego dla rejonu ulic Norwida i Miłosza, umożliwiający budowę długo oczekiwanego zbiornika retencyjnego. Urzędnicy wyjaśniali, że dokument ma kluczowe znaczenie dla ochrony przeciwpowodziowej gminy.

– Wymagane było uzyskanie pozwolenia na budowę i wyłączenie terenu z produkcji leśnej. Trafiają tam wody z dużej części Olsztyna – z rynku, ulic Kościelnej, Mstowskiej, a nawet ze stoków zamku – tłumaczono, podkreślając, że inwestycja pozwoli rozwiązać problem spływu wód opadowych w centrum miejscowości.
Kolejna uchwała dotyczyła zmiany planu zagospodarowania obszaru, na którym od lat funkcjonuje drukarnia.
– Pierwsza uchwała umożliwia budowę zbiornika, druga porządkuje funkcję usługową na terenie drukarni – wyjaśnił radny Marek Lisiewicz, przewodniczący komisji ds. urbanistyki.
Oba dokumenty uzupełniono autopoprawkami wynikającymi z wejścia w życie audytu krajobrazowego uchwalonego przez Sejmik Województwa Śląskiego.
W dalszej części sesji rada przyjęła uchwały dotyczące ochrony przyrody. Jednogłośnie wyrażono zgodę na wykonanie zabiegów pielęgnacyjnych przy grupach lip rosnących przy kościele parafialnym. Jak przypomniano, decyzja ma charakter pilny – wcześniej odłamany konar uszkodził dach świątyni.
– Tempo i potrzeba przeprowadzenia tych zabiegów nie mogą być kwestionowane, to kwestia bezpieczeństwa – zaznaczono.
Radni zgodzili się także na pozbawienie statusu pomnika przyrody drzewa, które uległo zniszczeniu.
– Czy w jego miejsce przewidziane są nowe nasadzenia? – pytała wiceprzewodnicząca rady Katarzyna Kulińska-Pluta.
W odpowiedzi poinformowano, że decyzja w tej sprawie należy do parafii.
Znaczącą nowością dla mieszkańców będzie uruchomienie bezpłatnej linii komunikacyjnej nr 586.
– Trasa będzie przebiegać pomiędzy Olsztynem a Turowem przez Kusięta i z powrotem do rynku. Na początek cztery kursy dziennie. Skomunikujemy DPS, Joachimowską, Południową i Leśną oraz zapewnimy lepszy dojazd do cmentarza – tłumaczono.
Przewodniczący rady Rafał Ciszewski doprecyzował przebieg trasy.
– Zjazd od Kusiąt w rejonie marketu, następnie pod cmentarzem i na rynek – mówił.
W związku z tym radni przyjęli również uchwałę o utworzeniu nowych przystanków przy ulicach Lubomirskiego w Olsztynie, Olsztyńskiej i Południowej w Turowie, Słonecznej w Bukownie oraz przy drodze powiatowej w Kusiętach.
Kolejna decyzja dotyczyła przyznania dotacji na prace konserwatorskie przy zabytkowym, drewnianym kościele uszkodzonym przez złamany konar drzewa.
– Mamy do czynienia z wyjątkowym obiektem, wpisanym do rejestru zabytków, który wymaga natychmiastowych działań – wyjaśniał przedstawiciel urzędu.
Radni zajęli się także zmianami w budżecie i wieloletniej prognozie finansowej. Skarbnik Barbara Łuszczyńska poinformowała, że budżet gminy został uporządkowany m.in. dzięki uzyskaniu wyższego, 35-proc. umorzenia pożyczki z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach.
W punkcie „sprawy różne” głos zabrali sołtysi i przedstawiciele szkół.
– Prosimy o wsparcie dofinansowania altany – ogrodowego domku dydaktycznego. Mamy już bruk i podbudowę, rodzice wykonają prace społeczne, brakuje nam tylko środków, koszt to około 20 tys. zł – apelowała przedstawicielka oddziału przedszkolnego w Biskupicach.
Jak przedstawiono samorządowcom, na terenie szkoły nie ma żadnego zacienienia, a altana pozwoliłaby prowadzić zajęcia na świeżym powietrzu. Wniosek spotkał się ze zrozumieniem radnych i zapowiedzią dalszej analizy.
Inna mieszkanka podniosła kwestię zwiększenia diet dla sołtysów od przyszłego roku. Przewodniczący zapewnił, że propozycja zostanie rozpatrzona przy pracach nad przyszłorocznym budżetem.
Sołtys Barbara Krajewska zwróciła uwagę na problem posesji przy skrzyżowaniu ulic Bukowej i Dębowej.
– Osiedle jest zaniedbane, prosimy o przycięcie drzew, uporządkowanie działki i uwzględnienie budowy chodnika w planach – mówiła.
Radna Anna Szczygłowska przypomniała o konieczności pielęgnacji drzew na drodze Olsztyn-Kusięta.
– To bardzo niebezpieczny fragment, mieszkańcy obawiają się o bezpieczeństwo. Proszę o wspólne stanowisko ze starostwem i zakończenie tej sprawy – apelowała.
Zapewniono ją, że dokumentacja odwodnienia i modernizacji tego odcinka jest na ukończeniu.
Z kolei radny Marek Lisiewicz podjął temat porządkowania terenów osiedla leśnego.
– Mieszkańcy proszą o zajęcie się sprawą kilku działek, które zanieczyszczają przestrzeń publiczną – apelował o kompleksowe rozwiązanie problemu.
Radny Jan Jeleń zapytał o zasady funkcjonowania nowego punktu selektywnej zbiórki odpadów.
– Mieszkańcy są zaniepokojeni zasadami działania nowego PSZOK-u. Prosimy o wyjaśnienia – powiedział.
W odpowiedzi usłyszał, iż dotychczasowy punkt był za mały, nowy powstanie w strefie usługowo-produkcyjnej, z dofinansowaniem unijnym i nie powinien generować uciążliwości.
Wiceprzewodnicząca Katarzyna Kulińska-Pluta dopytywała o projekt zazielenienia rynku i przygotowania do systemu kaucyjnego.
– Czy planowane są nasadzenia drzew w gruncie czy w donicach? I jak przygotowujemy się na obowiązek ustawowy związany z kaucją za butelki? – pytała.
Jak się okazuje, urzędnicy chcą posadzić duże drzewa, które dadzą cień oraz poszerzyć pas zieleni, zachowując funkcję rynku jako miejsca spotkań. W kontekście zaś systemu kaucyjnego obawiają się, że może on wpłynąć na wyniki recyklingu, bo część odpadów trafi bezpośrednio do punktów przyjęć.
W końcowej części sesji poruszono także temat bieżących inwestycji drogowych. Przedstawiciele lokalnych władz uspokajali radnych przekonując, że prace przy ulicy Bukowej przebiegają zgodnie z harmonogramem, a chwilowe przerwy w robotach wynikają z harmonizacji działań różnych ekip.
Olsztyn
Srebro, brąz i czwarte miejsce. Dziewczyny ze Zrębic podbiły Konopiska
W przedostatnią sobotę września na stadionie w Konopiskach odbyły się Powiatowe Zawody Sportowo-Pożarnicze o Puchar Komendanta Miejskiego PSP w Częstochowie. Do rywalizacji stanęły najlepsze jednostki ochotniczych straży pożarnych z całego powiatu częstochowskiego. Gminę Olsztyn reprezentowały trzy drużyny, które w finale mogą pochwalić się znaczącymi osiągnięciami.
Na starcie pojawiła się drużyna żeńska i męska z OSP Zrębice oraz Młodzieżowa Drużyna Pożarnicza OSP Przymiłowice. Każda z ekip wykazała się nie tylko sprawnością fizyczną, ale również doskonałym przygotowaniem taktycznym i umiejętnością pracy zespołowej.
Drużyna żeńska z jednostki w Zrębicach sięgnęła po srebro, zajmując drugie miejsce i zdobywając tytuł wicemistrzyń powiatu częstochowskiego. Równie imponująco zaprezentowali się młodzi druhowie z Przymiłowic. Startując w kategorii CTIF – chłopcy, wywalczyli trzecią lokatę, co stanowi duży sukces i dowód na rosnący potencjał młodzieżowych drużyn. Drużyna męska z OSP Zrębice zajęła, z kolei, czwarte miejsce, prezentując wysoki poziom wyszkolenia oraz świetną współpracę.
Zawody obejmowały konkurencje bojowe i sztafetę pożarniczą z przeszkodami, które sprawdzały zarówno siłę i kondycję, jak i precyzję w działaniu. Każdy start wymagał pełnego skupienia, koordynacji i dyscypliny, a o końcowych wynikach decydowały często ułamki sekund.

Reklama
Olsztyn
Widowiskowy spektakl na zamku w Olsztynie zachwycił publiczność
W minioną sobotę mury zamku w Olsztynie stały się sceną wyjątkowego wydarzenia artystycznego. W ramach Juromanii odbył się spektakl muzyczno-teatralny, który połączył piękno muzyki Wojciecha Kilara, mistrzowską interpretację aktorską i niepowtarzalny klimat historycznych ruin.
Motywem przewodnim wieczoru była wokaliza z filmu „Dziewiąte wrota” w reżyserii Romana Polańskiego, wykonana przez Agatę Widerę-Burdę. Publiczność mogła podziwiać niezwykłą interpretację tego utworu, która w połączeniu z przestrzenią zamkowych murów stworzyła wyjątkową atmosferę.
Orkiestrą dyrygował Adam Klocek, dyrektor Filharmonii Częstochowskiej i kompozytor, który zadbał o muzyczną oprawę całego wydarzenia. Narratorem i głównym bohaterem spektaklu był aktor Piotr Głowacki, którego interpretacje literackie i sceniczne nadały widowisku głębi i dramaturgii.
Scenariusz opracowała i reżyserią zajęła się Monika Czajkowska, tworząc koncepcję łączącą muzykę, teatr i historię tego wyjątkowego miejsca.
Olsztyn
Balony nad Jurą. Do Olsztyna wraca podniebny spektakl
14 września na błoniach zamkowych w Olsztynie odbędzie się Olsztyński Piknik Balonowy – Jurajski Podniebny Show. Wydarzenie zapowiada się jako jedna z największych atrakcji kończącego się lata, łącząca widowiskowe starty balonów, spotkania z mistrzami sportów lotniczych oraz pokazy w powietrzu.
O godz. 15.30 zaplanowano prezentację załóg, a pół godziny później rozpoczną się przygotowania do startów balonów na ogrzane powietrze. O 16.30 uczestnicy będą mogli wysłuchać rozmowy z Tomaszem Filusem, aktualnym wicemistrzem świata i mistrzem Polski w zawodach balonowych.
Kulminacyjnym punktem dnia będzie start balonów do zawodów, zaplanowany na godz. 17.00. Wieczorem, od 19.30, odbędzie się widowiskowa Gala Balonowa, a o 20.00 program uzupełni pokaz akrobacji powietrznych w wykonaniu Flying Dragons Team.
– Zarówno zawody, jak i pokazy będą uzależnione od warunków atmosferycznych, a decyzję o ich przeprowadzeniu podejmie sędzia główny zawodów – podkreślają organizatorzy.
Olsztyn
Strażacy z Olsztyna obchodzili stulecie służby. Tak wyglądały uroczystości jubileuszowe
Na placu remizy w Olsztynie odbyły się uroczystości związane ze 100-leciem powstania tamtejszej OSP. Jubileusz zgromadził strażaków, przedstawicieli władz i mieszkańców, którzy wspólnie oddali hołd historii jednostki i jej roli w życiu lokalnej społeczności.
Obchody rozpoczęły się przemarszem oraz mszą świętą w kościele pw. św. Jana Chrzciciela. Następnie na placu remizy odbyła się główna część uroczystości. Wręczono wyróżnienia za wysługę lat, a młodzieżowa drużyna pożarnicza złożyła uroczyste ślubowanie. Poświęcono nowy wóz strażacki, quad oraz pamiątkową tablicę umieszczoną na budynku jednostki. Szczególnym momentem było również poświęcenie figury św. Floriana – patrona strażaków.
Część artystyczną jubileuszu zapewniła Orkiestra Dęta „Sempre” wraz z mażoretkami „Iskra”, które nadały wydarzeniu podniosły, a zarazem radosny charakter. Na ręce prezesa OSP Olsztyn Włodzimierza Nabiałka składano podziękowania i gratulacje od zaproszonych gości – przedstawicieli parlamentu, władz wojewódzkich i samorządowych, Państwowej Straży Pożarnej oraz licznie zgromadzonych mieszkańców.
– Jubileusz uświetniły wszystkie jednostki OSP z terenu gminy Olsztyn, które przybyły ze swoimi pocztami sztandarowymi – poinformował urząd miejski.
Na trwałą pamiątkę jubileuszu na placu remizy ustawiono figurę św. Floriana, ufundowaną przez Radę Miejską w Olsztynie. To symboliczne podkreślenie stulecia działalności jednostki, która przez dekady stała na straży bezpieczeństwa mieszkańców i wciąż pozostaje ważnym filarem lokalnej wspólnoty.
Olsztyn
Kręcą „Lalkę” w jurajskim Olsztynie. W tej produkcji Wokulskiego gra Marcin Dorociński
W Olsztynie pod Częstochową rozpoczęły się zdjęcia do nowej ekranizacji „Lalki” Bolesława Prusa. Produkcja studia Gigant Films, w reżyserii Macieja Kawalskiego, ma wejść na ekrany kin w przyszłym roku. W obsadzie znaleźli się między innymi Marcin Dorociński, Kamila Urzędowska, Andrzej Seweryn i Agata Kulesza.
Ekipa filmowa ulokowała się w u podnóża olsztyńskiego zamku. Producent nie zdradza, jakie sceny powstają w tej lokalizacji, jednak udział w projekcie wzbudza duże zainteresowanie mieszkańców i turystów. To właśnie na początku lata rozpoczęto nabór statystów w regionie. Poszukiwano wówczas osób o klasycznej urodzie, bez widocznych tatuaży, kolczyków czy nowoczesnych fryzur. Kobiety musiały mieć naturalne włosy za ramiona, a mężczyźni mogli nosić wąsy lub brody, ale wyłącznie w tradycyjnej formie.
Główne role w filmie powierzono znanym i cenionym aktorom. Marcin Dorociński wciela się w postać Stanisława Wokulskiego, Kamila Urzędowska zagra Izabelę Łęcką, a Marek Kondrat – po latach przerwy od aktorstwa – powróci na ekran jako Ignacy Rzecki. Andrzej Seweryn wystąpi w roli Tomasza Łęckiego, a Agata Kulesza jako pani Meliton.
Produkcja Kawalskiego będzie rywalizować z równolegle powstającą ekranizacją Netflixa i Akson Studio w reżyserii Pawła Maślony, w której główne role odgrywają Sandra Drzymalska i Tomasz Schuchardt.
Olsztyn
Druhowie z Olsztyna świętują dziś jubileusz swojej jednostki. Będzie skromnie, ale uroczyście
Ochotnicza Straż Pożarna w Olsztynie obchodzi wyjątkowy jubileusz – setną rocznicę swojego powstania. Z tej okazji zaplanowano jubileuszowe uroczystości przygotowane we współpracy z miejscowym magistratem.
Program obchodów przewiduje tradycyjną, odświętną oprawę. O godz. 14.30 pod siedzibą jednostki przy ulicy Kühna zbiorą się zaproszone delegacje i poczty sztandarowe. Następnie uczestnicy wyruszą w uroczystym przemarszu do kościoła pw. Jana Chrzciciela. Centralnym punktem obchodów będzie nabożeństwo o godz. 15.00, odprawione w intencji strażaków – zarówno tych, którzy służą dziś, jak i tych, którzy na przestrzeni stu lat tworzyli historię jednostki.
Po zakończonej liturgii uczestnicy wrócą na plac przed remizą. Tam odbędzie się oficjalna część uroczystości, obejmująca złożenie meldunku przez komendanta oraz krótkie, okolicznościowe wystąpienia.
Olsztyn
W Turowie ruszyła inwestycja za ponad pięćdziesiąt milionów złotych
W Turowie oficjalnie zainaugurowano rozbudowę zakładu produkcyjnego firmy Wosana – jednego z wiodących polskich producentów soków, napojów i wód butelkowanych. Symboliczne wbicie pierwszej łopaty, które miało miejsce 23 lipca, to nie tylko ważny moment dla samej spółki, ale także istotne wydarzenie dla lokalnej społeczności.
Wartość inwestycji przekracza 50 mln zł, a projekt realizowany jest we współpracy z Katowicką Specjalną Strefą Ekonomiczną. Obejmuje budowę nowej hali produkcyjno-magazynowej oraz uruchomienie nowoczesnej linii technologicznej do rozlewu wód mineralnych i źródlanych. Jak podkreślono, celem przedsięwzięcia jest nie tylko zwiększenie mocy produkcyjnych, lecz przede wszystkim wdrożenie najnowszych rozwiązań technologicznych, które zagwarantują wyższe standardy jakości, bezpieczeństwa i efektywności operacyjnej.
W ramach podpisanej 12 lutego umowy z KSSE, Wosana uzyskała prawo do skorzystania z ulg podatkowych na dochody generowane z nowej inwestycji. Okres obowiązywania tego wsparcia może wynosić od dziesięciu do piętnastu lat i zależy między innymi od lokalizacji, skali projektu, wielkości przedsiębiorstwa oraz poniesionych nakładów inwestycyjnych i zatrudnienia nowych pracowników.
Firma Wosana działa na rynku od ponad trzydziestu lat, a w jej portfolio znajdują się takie marki jak Wosana, Słowianka czy Mama i ja. Spółka współpracuje z największymi sieciami handlowymi w Polsce, a jej produkty trafiają zarówno na rynek krajowy, jak i zagraniczny. W ubiegłym roku 100 proc. jej udziałów nabył japoński holding DyDo Group, notowany na tokijskiej giełdzie, specjalizujący się w produkcji napojów bezalkoholowych, suplementów diety i artykułów spożywczych.
Planowana rozbudowa zakładu w Turowie to także szansa na nowe miejsca pracy i dodatkowy impuls rozwojowy dla mieszkańców okolicznych miejscowości.
-
Poczesna10 miesięcy temuTragiczny wypadek na trasie między Sobuczyną a Nieradą. Nie żyje 34-letnia kobieta
-
Myszków8 miesięcy temuDom, który stał się miejscem strachu. Bracia z Myszkowa aresztowani za wielomiesięczną przemoc
-
Blachownia4 lata temuPodwójna kompromitacja byłego sołtysa. Przegrał dwa procesy i wyszło, że jednak zarabiał na pornografii
-
Poczesna2 lata temuW gminie huczy, policja o niczym oficjalnie nie wie, a wójt milczy i unika odpowiedzi









