Obserwuj nas

Mykanów

Kolejne gospodarstwo z Mykanowa uznane za najbezpieczniejsze w regionie

fot. Kasa Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego

Opublikowany

,

Emilia i Dariusz Płuszkowie z Mykanowa zostali zwycięzcami częstochowskiego etapu konkursu „Bezpieczne Gospodarstwo Rolne” organizowanego przez Kasę Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego. To kolejne gospodarstwo z tego terenu, które triumfuje na szczeblu regionalnym. W ubiegłym roku prym wiodło małżeństwo Marty i Tomasza Sokołowskich z Grabówki.

Laureaci siedemnastej edycji konkursu prowadzą 220 hektarowe gospodarstwo, które specjalizuje się w uprawie roślin. Na posiadanych areałach uprawiają pszenicę, rzepak, jęczmień, kukurydzę czy łubin. W codziennej pracy wykorzystują pięć ciągników, osiem przyczep czy też dwa kombajny zbożowe. Sukces zawdzięczają pomocy najbliższej rodziny. W rozwój gospodarstwa angażują się synowie, ale i również nestorzy rodu – rodzice pana Dariusza.

W konkursie wyróżniono również włości Aliny i Bogdana Chudaszków z Łobodna w powiecie kłobuckim, którym przyznano drugie miejsce. Trzecia lokata przypadła mieszkańcom gminy Kroczyce w powiecie zawierciańskim – Ewelinie i Sebastianowi Stańczykom.

– W etapie regionalnym uczestniczyły gospodarstwa z terenu powiatów częstochowskiego, kłobuckiego, lublinieckiego, myszkowskiego i częściowo zawierciańskiego – informuje Ireneusz Leśnikowski, rzecznik prasowy KRUS. – Udział w konkursie mogą brać zarówno duże, jak i małe gospodarstwa rolne. Właściciele zgłaszanych gospodarstw mają okazję do zaprezentowania swoich warsztatów pracy i osiągnięć zawodowych, zdobycia w kilku etapach cennych nagród, a także poddania gospodarstwa profesjonalnemu audytowi bezpieczeństwa pracy, który przeprowadzają komisje konkursowe – dodaje.

Małżeństwo prowadzące działalność rolniczą w Mykanowie będzie reprezentantem regionu częstochowskiego na szczeblu wojewódzkim konkursu. Finał tego stopnia odbędzie się 10 czerwca w Muzeum Monet i Medali Jana Pawła II w Częstochowie. Jego zwycięzca reprezentował będzie województwo śląskie w centralnym finale, podczas największej rolniczej wystawy plenerowej w Europie – AgroShow w Bednarach pod Poznaniem. Główną nagrodą jest ciągnik rolniczy ufundowany przez prezesa KRUS.

Mykanów

Wójt Mykanowa: Skąd mam wziąć na PSZOK?! Emocje podczas sesji momentami sięgały zenitu

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Screenshot/Urząd Gminy Mykanów

Ostatnia sesja Rady Gminy Mykanów upłynęła pod znakiem finansowych napięć i sporów o kierunek polityki samorządu. Radni w kluczowych głosowaniach zablokowali podwyżkę podatku od nieruchomości i przeforsowali obniżkę opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi, wchodząc w otwarty spór z wójtem i skarbniczką gminy, którzy ostrzegali przed ryzykiem utraty dochodów, kar za śmieci i zablokowaniem zapowiadanych inwestycji – z budową nowego PSZOK-u na czele.

W tle przewijały się także mniej spektakularne, ale ważne decyzje – zmiany w budżecie i wieloletniej prognozie finansowej, uchwalenie programu ochrony środowiska i planu miejscowego oraz korekty personalne w Stowarzyszeniu „Razem na Wyżyny”. Na końcu obrad znów dały o sobie znać problemy organizacyjne. Sołtysi zabierali głos bez mikrofonu, przez co część wypowiedzi jest praktycznie niesłyszalna, co znów utrudnia życie osobom odsłuchującym nagraną sesję.

Obrady w części merytorycznej otworzyły interpelacje. Jeden z radnych zwrócił uwagę na problem przystanków autobusowych w Starym Kocinie. W pierwszej interpelacji zaapelował do wójta Dariusza Pomady o montaż nowej wiaty przy ulicy Krętej, naprzeciwko posesji nr 171, gdzie faktycznie zatrzymują się autobusy jadące w stronę Częstochowy.

Obecny murowany przystanek, jak przypomniał, stoi około 50 metrów dalej, po przeciwnej stronie, i pełni wyłącznie funkcję przystanku wysiadkowego. Jak relacjonował, po przebudowie drogi w 2022 roku peron zlokalizowano po drugiej stronie, bliżej obecnego miejsca postoju autobusu, a historyczny, „od pokoleń służący” przystanek praktycznie przestał spełniać swoją funkcję. Radny wskazał, że brak wiaty realnie uderza w mieszkańców.

– Wczoraj nawet jechałem i na tym deszczu widziałem dwie osoby stojące pod chmurką. Przydałoby się to zadaszenie tak, jak przydałoby się przeniesienie tego przystanku przy ulicy Kościelnej, tam przy kościele, o którym mówiłem w poprzedniej sesji – mówił, proponując, by oba przystanki – na Krętej i przy kościele – udało się wykonać w przyszłym roku.

Druga interpelacja miała charakter ogólnogminny i dotyczyła nieprzystąpienia Mykanowa do Lokalnej Organizacji Turystycznej „Kraina Siedmiu Rzek”. Radny pytał wprost, dlaczego gmina nie znalazła się w gronie członków nowo powołanej struktury, mimo walorów przyrodniczych i rekreacyjnych doliny Kocinki oraz istniejącej bazy w Lubojence.

– Myślę, że warto by było promować naszą gminę na większym forum – zauważył.

W jego interpelacji znalazły się trzy konkretne pytania. Czy gmina była zapraszana do prac przy tworzeniu wspomnianej organizacji, dlaczego nie podjęła działań zmierzających do przystąpienia i czy wójt planuje rozważyć wejście do organizacji w najbliższym czasie?

Skarbniczka gminy szczegółowo omówiła pakiet zmian w budżecie i wieloletniej prognozie finansowej. Zwiększono zarówno dochody, jak i wydatki, przychody i rozchody.

Po stronie dochodów kluczowe było dofinansowanie budowy szatni sportowej w Cykarzewie – łącznie chodzi o 520 tys. zł z Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej i Ministerstwa Sportu i Turystyki, po 50 proc. z każdej instytucji.

Po stronie wydatków skarbniczka wyliczała kolejne przesunięcia i inwestycje.

– 40 tys. zł na podział geodezyjny drogi gminnej w Wierzchowisku, z przesunięciem terminu realizacji na 2026 rok i wprowadzeniem zadania do WPF, 50 tys. zł pomocy finansowej dla powiatu częstochowskiego na remont drogi powiatowej nr 1036S w Wierzchowisku – głównie na perony przystankowe, czy przesunięcie budowy drogi w Starym Cykarzewie w ulicy Dębowej na 2026 rok z uwagi na brak kompletnej dokumentacji – wymieniała. – Kolejne 65 tys. zł na wdrożenie zatwierdzonej organizacji ruchu drogowego na terenie gminy, 56 tys. zł na utwardzenie ulic Osiedlowej i Laurowej w Wierzchowisku, powiązane z oszczędnościami po przetargu na drogę transportu rolnego – dodawała Agnieszka Oberska.

Pojawiły się też wydatki bardziej „miękkie”. To między innymi 20 tys. zł na coroczną akcję kalendarzy dla mieszkańców, radnych, sołtysów i pracowników, taka sama kwota na obsługę pocztową, 30 tys. zł na wdrożenie obowiązkowego Krajowego Systemu e-Faktur od lutego przyszłego roku i 20 tys. zł na nową iluminację świąteczną przed urzędem.

Wśród przesuwanych zadań znalazły się kolejne drogi. Chodzi o ulicę Klonową w Borownie oraz ulicę Leśną w Starym Broniszewie, które zostały przeniesione na 2026 rok, co – jak podkreślono – wynika zarówno z braku czasu na realizację przetargów, jak i kalkulacji kosztów przy krótkich terminach. Radny dopytywał, czy przesunięcie Klonowej wynika wyłącznie z końca roku i czy inwestycja faktycznie ruszy w kolejnym.

– Tak zakładamy, że w tym roku ruszymy, następnym skończymy. Także zadanie na pewno nie jest zagrożone – uspokajała skarbniczka.

W budżecie pojawiły się także odwierty geodezyjne pod planowany zbiornik retencyjny w Wierzchowisku, przebudowa instalacji gazowej w budynku gminnym w Borownie, środki na utrzymanie i remonty przystanków oraz ostatnia – symboliczna, ale znacząca – pozycja w kwocie ponad 3,4 tys. zł na dołożenie brakującej kwoty do kontenera dla sołectwa Kuźnica Lechowa. Sołectwo ze swojego funduszu zabezpieczyło 7 tys. zł, ale ceny rynkowe okazały się wyższe.

Zmiany w WPF objęły m.in. wprowadzenie zadania „Organizacja Spartakiady 2026” z kwotą 160 tys. zł. To konsekwencja zwycięstwa gminy w tegorocznej edycji powiatowych zawodów, co z automatu czyni Mykanów gospodarzem kolejnej.

Pakiet uchwał finansowych – zmiany w WPF i budżecie oraz pomoc dla powiatu – został przyjęty bez większych dyskusji, większością 14 głosów „za”.

Prawdziwe emocje zaczęły się przy bloku uchwał podatkowych. Skarbniczka zaproponowała podniesienie stawek podatku od nieruchomości i podatku od środków transportowych o 4,5 proc., czyli w wysokości inflacji za pierwsze półrocze tego roku.

– My nie podnosimy o 10-15 proc., bo tak nam się chce. My po prostu podnosimy tylko o wartość inflacji i o tą wartość, o jaką zostały podniesione te stawki maksymalne ogłoszone w rozporządzeniu – tłumaczyła.

Zwróciła uwagę, że podatek rolny i tak radykalnie spadnie z uwagi na niższą cenę żyta podaną przez GUS – do 66,42 zł, co przekłada się na około 20 zł mniej w porównaniu z poprzednim rokiem. W takiej sytuacji gmina nie proponuje dodatkowego obniżania tej stawki.

Radny zwrócił uwagę, że na komisjach ustalenia były inne – radni opowiedzieli się za pozostawieniem stawek na poziomie roku 2025 i niegodzeniem się na podwyżkę.

– Do tej pory zawsze było tak, że jeśli pewne ustalenia były podjęte na komisjach, to one były takie konsekwentne później na sesję. No teraz jest inaczej – zauważył.

Skarbniczka odpowiedziała jednoznacznie, że wójt ma prawo przedkładać projekty uchwał, nawet jeśli komisje były im przeciwne, a rada może je po prostu odrzucić.

Wójt Dariusz Pomada zabrał głos w mocnym, emocjonalnym wystąpieniu, wyraźnie ostrzegając radnych przed skutkami rezygnacji z waloryzacji.

– Podnoszenie podatków jest niepopularne, ale my tutaj z panią skarbnik przedłożyliśmy praktycznie, biorąc pod uwagę wzrost cały, 4,5 proc. inflacyjny. Zadaniem radnych jest nie tylko dbanie o wydatki, ale o źródło ich finansowania – mówił. – Jeżeli przyjmiemy taką wersję, jak państwo radni sobie zażyczyli na komisji, czyli zachowanie stawek z 2025 roku, to praktycznie zmniejszamy nasze dochody w porównaniu z 2025 rokiem. Skumulują się dwie obniżki. W 2025 roku obniżyliśmy podatki, teraz ich nie podniesiemy o 4,5 proc., czyli tak praktycznie mamy dwie skumulowane obniżki. Dostajemy podwójnie w tyłek, że tak się brzydko wyrażę, bo jak obniżamy nasze podatki, to musimy je i tak później doliczyć do dochodów w sprawozdaniach, na podstawie których ministerstwo daje nam subwencje, czyli zwiększając nasze dochody, dostajemy mniejszą subwencję – wyjaśniał.

Włodarz podkreślił trudną sytuację gospodarczą – sygnały o zwolnieniach w dużych zakładach i coraz większą liczbę mieszkańców zgłaszających się do urzędu w sprawie pracy.

– Jest naprawdę źle. Ja mam 10-12 osób tygodniowo w sprawie pracy. Jak gospodarka dołuje, to my mamy 7 proc. udziału w przychodach. Jeżeli będzie dołować gospodarka dalej, to ludzie mniej zarobią, a jest źle – przekonywał.

Jego zdaniem, przy rosnących kosztach wynagrodzeń, energii i usług gmina nie może sobie pozwolić na dobrowolne pozbywanie się dochodów.

– Kredytów nie bierzemy, podatki obniżymy, no to z czego mamy robić? Wychodzimy naprzeciw, dajemy niżej, podatek gruntowy 20 zł. Tutaj podatki od nieruchomości obniżamy, więc uważam, że o tyle, ile nam drożeje utrzymanie całego urzędu i wszystkie składki, o tyle powinniśmy też podnieść nasze dochody z podatków.

Radni z kolei argumentowali, że muszą brać pod uwagę sytuację mieszkańców – wzrost kosztów życia i obciążeń, a nie tylko potrzeby budżetu.

– My też musimy spojrzeć na mieszkańców. To też jest jakiś kierunek, w którym bierzemy pod uwagę przegłosowanie – podsumował krótko jeden z nich.

Po przerwie technicznej, wymuszonej problemami z rozładowanymi tabletami do głosowania, dyskusja o podatkach wróciła. Pojawił się wątek porównania stawek do gmin ościennych. Jedna z radnych wskazała, że Mykanów ma najwyższe stawki w powiecie, na co skarbniczka odpowiedziała, że radna jeszcze rok wcześniej sama głosowała za ich podniesieniem.

Skarbniczka przypomniała też podwyżkę z 2023 roku, gdy stawki, zgodnie z ówczesną inflacją, wzrosły o 15 proc., co było odpowiedzią na skok cen energii, gazu i płacy minimalnej.

– Proszę nie mówić, że tylko były podatki o 15 proc., bo to było wszystko adekwatnie do inflacji podnoszone i tak samo podwyżka pensji – skontrowała.

Ostatecznie uchwały o podatku od środków transportowych i zwolnieniach z podatku od nieruchomości przeszły, ale kluczowa uchwała – o nowych stawkach podatku od nieruchomości – została odrzucona. Wynik głosowania był jednoznaczny: 5 radnych „za”, 9 „przeciw”, nikt się nie wstrzymał. Podatek od nieruchomości w 2026 roku pozostanie więc na poziomie roku 2025, wbrew ostrzeżeniom wójta i skarbniczki.

Na tle burzliwej dyskusji o pieniądzach, punkty dotyczące ochrony środowiska i planowania przestrzennego przebiegły zadziwiająco spokojnie.

Rada jednomyślnie przyjęła Program Ochrony Środowiska dla gminy Mykanów na lata 2025-2028 z perspektywą do 2032 roku. Jak wyjaśniła urzędniczka referatu ochrony środowiska, dokument opracowała zewnętrzna firma, a koszty w zdecydowanej większości pokrył Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach. Projekt uzyskał pozytywne opinie sanepidu, Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Katowicach i starostwa, a w czasie konsultacji społecznych – mimo wyłożenia do publicznego wglądu – nie wpłynęła ani jedna uwaga mieszkańców.

Równie gładko przeszła uchwała o miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego dla obszaru przy ulicy Cichej w Mykanowie. Po długiej batalii o zgodę ministra rolnictwa, na przeznaczenie gruntów klasy III pod zabudowę jednorodzinną, plan wreszcie trafił pod głosowanie. Po wcześniejszym uchwaleniu części dotyczącej ulicy Zielonej teraz uzupełniono dokument o teren przy Cichej. Radni przyjęli uchwałę również jednomyślnie.

Najostrzejsze starcie dotyczyło jednak gospodarowania odpadami komunalnymi. W porządku obrad znalazły się dwie uchwały: radnych – zakładająca obniżenie stawki opłaty „śmieciowej” oraz wójta – zwiększająca ulgę dla osób kompostujących bioodpady.

W uzasadnieniu projektu uchwały można było usłyszeć, że obowiązująca stawka została ustalona w październiku 2022 roku na podstawie ówczesnych cen odbioru śmieci. Od tego czasu rynek się ustabilizował, a w systemie powstała pokaźna nadwyżka.

– Skutkiem tego jest nadwyżka dochodów nad wydatkami z tytułu wywozu nieczystości, która została przyjęta do budżetu w 2025 roku w wysokości blisko 2,5 mln zł. Ponieważ środki te nie mogą być wykorzystywane na inne cele niż te związane z gospodarowaniem odpadami, proponuje się obniżenie stawki opłat do kwot wskazanej w uchwale – argumentowano.

Projekt radnych zakładał obniżenie stawki do 29 zł od osoby, od 1 kwietnia przyszłego roku.

Wójt przedstawił konkurencyjną koncepcję. Zamiast obniżać stawkę wszystkim, zwiększyć ulgę dla osób kompostujących bioodpady – z obecnej 1 zł do 4 zł od osoby. Miałoby to jednocześnie zachęcić mieszkańców do kompostowania i poprawić wskaźniki poziomu recyklingu, od których wprost zależą ewentualne kary.

– To jest kompromisowe rozwiązanie między nieobniżaniem cen odpadów a propozycją zaproponowaną przez radnych. Dodatkowo, oprócz tego, że mieszkańcy będą mogli obniżyć cenę za śmieci do 30 zł od osoby, gmina może skorzystać na tym, że więcej osób będzie kompostowało te odpady, co spowoduje, że będziemy mogli zwiększyć efektywność segregacji odpadów – padło podczas sesji.

Przypomniano, że w przyszłym roku gmina będzie musiała osiągnąć poziom recyklingu rzędu 65 proc., a niespełnienie tego wymogu grozi karą, którą oszacowano na 300-400 tys. zł.

– A z czego gmina płaci kary? Gmina płaci kary właśnie z pieniędzy mieszkańców, którzy będą musieli za to zapłacić. Nie zapłacą w postaci wysokości opłat za odpady, ale będą musieli zapłacić tutaj w budżecie gminy, czyli na przykład nie będziemy mogli zrobić drogi, nie będziemy mogli zrobić remontu sali gimnastycznej – argumentowano.

Skarbniczka ujawniła, że do systemu śmieciowego zgłoszonych jest 13 824 mieszkańców, z czego 4 421 osób korzysta już z ulgi za kompostowanie. To wciąż znacznie poniżej połowy. Dodała, że przy kalkulacjach wskaźników przyjęto, że dzięki kompostowaniu „zdejmowane” jest około 100 ton odpadów rocznie.

Wójt ostrzegł, że bez kompostowania kara za niezrealizowanie wymaganego poziomu recyklingu w 2024 roku wyniosłaby 362 tys. zł. Jednocześnie ostro skrytykował pomysł „oddania” nadwyżki mieszkańcom w formie obniżki stawki.

– Nadwyżka się pojawiła z prostej przyczyny. Jak zaczął się covid, żeby ulżyć wszystkim, rząd postanowił, że nie mamy prawa wysyłać upomnień za śmieci, za podatki. Dopiero wróciliśmy do tego po trzech latach. I praktycznie dopłacaliśmy do śmieci. Nie uważam za dobre, żeby te pieniądze oddawać z powrotem w jakiś sposób mieszkańcom, a potem znowu ich straszyć podwyżkami – przekonywał Pomada.

Wskazał też na inny cel, na jaki chciałby przeznaczyć część nadwyżki – budowę nowego Punktu Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych.

– Ja bym chętnie każdego z radnych tam zaprosił. Niech by tam jeden dzień popracował z naszym pracownikiem. On musi to segregować tam na miejscu, wrzucać, a nie ma gdzie. Korzystamy już tak gościnnie w zasadzie. To, co jest w tej chwili, to nie jest PSZOK. Mamy ten obowiązek wybudować, ja go muszę zrobić – nie krył irytacji, gdy mówił o oczekiwaniach, by środki „same się znalazły”. – Jak ktoś tam powiedział kiedyś, to niech sobie tych pieniędzy poszuka. Pytam się gdzie? U siebie w kieszeni? Gdzie? Podatki już obniżyliśmy, to z czego ten PSZOK mam wybudować? – pytał.

Skarbniczka przypomniała, że wspomniana nadwyżka nie wzięła się znikąd. W poprzednich latach gmina dopłacała do systemu 240 tys. zł w 2018 roku, prawie 800 tys. zł w 2019 roku, 450 tys. zł w 2020 roku i 368 tys. zł w 2021 roku. Dopiero po uszczelnieniu egzekucji zaległości i korzystniejszych przetargach system wyszedł na plus.

– To nie są środki, które gdzieś ta gmina sobie wzięła z sufitu, tylko to są pieniądze, które mogły być przeznaczone na inne rzeczy, na inwestycje, na remonty. Trzeba było dołożyć do systemu – podkreśliła.

Radni jednak twardo obstawali przy swoim. Wskazywali, że mieszkańcy nie byli w praktyce świadomi ani wcześniejszych dopłat gminy do systemu, ani obecnej nadwyżki – mimo formalnych sprawozdań i publikacji w BIP – a obniżka opłaty jest prostym, czytelnym sygnałem, że pieniądze „zostają w ich portfelach”.

Ostatecznie rada przyjęła uchwałę radnych o obniżeniu stawki za śmieci – 9 głosami „za”. Uchwała wójta w sprawie zwiększenia ulgi za kompostowanie została natomiast, po konsultacji z radcą prawnym, wycofana z porządku obrad – decyzją 11 radnych.

Wójt, choć formalnie to przyjął, w swoim wystąpieniu wyraźnie zaznaczył, że odpowiedzialność za konsekwencje finansowe tych decyzji „spoczywa na radzie”.

W końcowej części obrad głos zabrali sołtysi i radni w ramach wolnych wniosków. Sołtys jednej z miejscowości apelował o pilne uzupełnienie ubytków w nawierzchni na ulicach Brzozowej i Prostej oraz przycięcie krzaków na Długiej w kierunku Starego Kocina, które utrudniają ruch pieszych.

– Jest kilka głębokich dziur. Mieszkańcy mają tam problem z dojazdem do posesji. Tam samochody im się zaczynają niszczyć – alarmował.

Wójt odpowiadał, że zadania te będą realizowane sukcesywnie przez brygadę drogową, gdy tylko zakończy ona wcześniej zaplanowane prace przy poboczach i drodze w rejonie cmentarza.

Jeden z radnych zwrócił uwagę na błędy na nowej tablicy na grobowcu Karpińskich, Michalskich i Skarbków w Borownie – mylne daty urodzeń i błędne podpisy – i poprosił o pilną korektę, powołując się na dokumenty zgromadzone przez lokalnych historyków.

– Szkoda, żeby przy takiej długo oczekiwanej i kosztownej inwestycji powstały jakieś błędy na tej tablicy – zaznaczył.

Wójt przyznał, że jeśli wykonawca popełnił błędy, tablica będzie musiała zostać poprawiona.

Pomimo wcześniejszych uwag o konieczności korzystania z mikrofonu, przewodniczący rady po raz kolejny nie poprosił sołtysów, by mówiąc korzystali z tego urządzenia. W efekcie część ich wystąpień na końcu obrad jest w nagraniu słabo słyszalna lub wręcz niezrozumiała, co w praktyce utrudnia zapoznanie się z pełną treścią zgłaszanych problemów.

CZYTAJ DALEJ

Mykanów

Nagłośnienie jak w teatrze, efekty jak z piwnicy. Problem z dźwiękiem na sesjach ma zaskakującą przyczynę

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Screenshot/Urząd Gminy Mykanów

Po wrześniowej sesji Rady Gminy Mykanów mieszkańcy poskarżyli się na problemy z dźwiękiem podczas transmisji obrad. Jak podnoszą, niejednokrotnie część osób zabierających głos wypowiada się bez mikrofonu, co utrudnia śledzenie spotkania online. Okazuje się jednak, że miejsce, gdzie się one odbywają, jest profesjonalnie wyposażone, a problem leży w tym, że… uczestnicy sesji z tego wyposażenia po prostu nie korzystają.

– Praktycznie podczas każdej sesji zdarza się, że część osób zabierających głos mówi bez mikrofonu. O ile obecni na sali nie mają problemu z tym, by ich usłyszeć, to ludzie, którzy chcą wysłuchać transmisji lub nagrania z sesji, nie mają już tego komfortu. Po prostu nie słychać tego, co mówią. Kilku znajomych sygnalizowało mi, że też ich to irytuje. Jeden w ogóle z tego powodu zrezygnował ze śledzenia sesji – poskarżył się redakcji jeden z mieszkańców. – Czy gmina nie może kupić kilku porządnych mikrofonów? – pyta prosząc jednocześnie o interwencję w temacie.

Okazuje się, że problem nie leży po stronie wyposażenia. Jak przekonuje wójt Dariusz Pomada, sala widowiskowa miejscowego GOK-u, gdzie odbywają się sesje rady gminy, dysponuje urządzeniami daleko wykraczającymi poza specyfikację techniczną konieczną do zabezpieczenia właściwego nagłośnienia spotkań lokalnych samorządowców.

– Sala jest wyposażona w profesjonalny sprzęt nagłaśniający i oświetleniowy bardzo wysokiej jakości. Zakupiliśmy m.in. mikrofony, miksery i inne urządzenia zapewniające doskonałą jakość dźwięku – wyjaśnia włodarz Mykanowa. – Na wyposażeniu są także mikrofony dynamiczne zbierające dźwięk z całej sali oraz mikrofony przenośne i stacjonarne. Mamy ich wystarczająco dużo. Nawet nie są one wykorzystywane w 100 proc., bo nie ma takiej potrzeby – podkreśla.

Jak zaznacza Dariusz Pomada, radni mogą używać dwóch mikrofonów ręcznych, choć większość z nich nie korzysta z tego sprzętu. Z jakiego powodu?

– Przekonują, że mają wystarczająco donośne głosy – dodaje wójt.

W konsekwencji okazuje się, że mimo dobrze wyposażonej sali – co należy zapisać na plus dla tutejszej administracji – spora część odpowiedzialności za komfort odbioru transmisji spoczywa na przewodniczącym rady, który powinien konsekwentnie egzekwować korzystanie z mikrofonów przez wszystkich uczestników sesji zabierających w danym momencie głos.

– Niezależnie od tego, czy są to radni, obecni na sesji urzędnicy, sołtysi czy mieszkańcy, którzy po prostu przyszli, by podzielić się jakimś problemem – powinni rozumieć to, że nie każdy może przyjść w godzinach pracy na sesję, a chce ją odsłuchać w wolnej chwili, bo też żyje sprawami naszej gminy. Liczę, że przewodniczący Nowicki stanie na wysokości zadania i rozwiąże ten denerwujący szczegół. Tym bardziej, że wiele nie trzeba. Wystarczy każdemu, kto akurat chce się odezwać, dać do ręki mikrofon – dodaje mieszkaniec, któremu zreferowaliśmy odpowiedź wójta na poruszone zagadnienie.

CZYTAJ DALEJ

Mykanów

Poszukiwany przez policję ukrył się pod kołdrą. Nie pomogło, wpadł

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Komenda Miejska Policji w Częstochowie

Dzielnicowi z Kłomnic zatrzymali 50-letniego mężczyznę poszukiwanego listem gończym. Mężczyzna ukrywał się, próbując uniknąć odpowiedzialności karnej. Jak się okazało – bezskutecznie. Próba kamuflażu pod kołdrą nie zmyliła funkcjonariuszy.

Miejscowa policja dostała informację od swoich odpowiedników z Bydgoszczy, że mężczyzna ukrywający się przed wymiarem sprawiedliwości może przebywać w jednym z domów w Mykanowie. Na miejscu usłyszeli od właścicielki, że rzekomo mężczyzny nie ma, bo… wybrał się do dentysty.

Sprawdzili. W jednym z pomieszczeń ich uwagę przyciągnęło łóżko. A konkretnie… kształt człowieka pod kołdrą. Gdy ją odkryli odnaleźli ukrywającego się 50-latka. Mężczyzna został zatrzymany i trafił do aresztu. Tym samym ucieczka przed wymiarem sprawiedliwości skończyła się szybciej niż poranna drzemka, a wyjście „do dentysty” faktycznie może okazać się teraz trudniejsze.

Jak podkreślają policjanci, osoby ukrywające się przed organami ścigania stosują różne metody, licząc na uniknięcie odpowiedzialności. Dzielnicowi z Kłomnic przypominają jednak, że funkcjonariusze tropią poszukiwanych do skutku – aż do momentu, gdy odpowiedzą za swoje czyny.

CZYTAJ DALEJ

Mykanów

Cmentarna bez chodnika, piesi na poboczu. Mieszkańcy apelują o bezpieczeństwo przed 1 listopada

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Screenshot/Urząd Gminy Mykanów

Podczas ostatniej sesji rady gminy, oprócz tradycyjnego procedowania uchwał, radni, sołtysi i mieszkańcy zgłosili szereg problemów dotyczących bezpieczeństwa, infrastruktury i bieżącego funkcjonowania samorządu. Obrady pokazały, że lokalne problemy – od krzywo ustawionych znaków po brak chodnika przy cmentarzu – mają bezpośredni wpływ na codzienne życie mieszkańców.

Już na początku sesji radni powrócili do tematów zgłaszanych przez mieszkańców Cykarzewa Północnego. Zwracano uwagę na niebezpieczne usytuowanie znaku „stop” przy ulicy Rumiankowej, który – jak wskazywano – stoi centralnie na wejściu na chodnik, zmuszając pieszych do jego omijania. Zaproponowano jego przeniesienie lub montaż na ugiętym słupku, by poprawić widoczność i bezpieczeństwo przechodniów.

Radni wnioskowali również o dodatkowe oznakowanie ulicy Krętej w Starym Kocinie. W pobliżu szkoły podstawowej ruch samochodowy i pieszy jest tam szczególnie nasilony, zwłaszcza w godzinach przywożenia i odbierania dzieci.

– Nie ma możliwości wyznaczenia przejścia dla pieszych, bo brakuje chodników po obu stronach drogi, ale choćby oznakowanie pionowe lub poziome byłoby bardzo wskazane – argumentowano.

Podobne uwagi dotyczyły placu wiejskiego przy remizie OSP w Cykarzewie, gdzie wskazano na potrzebę poprawy oznakowania ze względu na bezpieczeństwo dzieci i młodzieży korzystających z tego terenu.

Jedna z radnych zwróciła się o przeniesienie znaku zlokalizowanego obok przystanku autobusowego przy ulicy Kwiatowej w kierunku wiaty, mówiąc, że obecne usytuowanie jest nielogiczne i utrudnia korzystanie z transportu publicznego. Zaproponowano także montaż lustra drogowego przy posesji nr 81, gdzie ostry zakręt ogranicza widoczność kierowcom wyjeżdżającym z drogi.

W dalszej części sesji skarbnik gminy przedstawiła szczegółowe zmiany w budżecie i wieloletniej prognozie finansowej. Korekty obejmowały m.in. zmniejszenie dotacji na budowę drogi transportu rolnego w Cykarzewie, przesunięcie środków na rozbudowę szkoły w Rybnej oraz wprowadzenie nowych zadań, takich jak rozbudowa oświetlenia drogowego i kanalizacji sanitarnej w Wierzchowisku. Radni jednogłośnie przyjęli wszystkie uchwały finansowe.

W części poświęconej wnioskom sołtysów padło szereg postulatów dotyczących bieżącego utrzymania dróg i terenów publicznych. Sołtys z Nowego Kocina apelował o pilne załatanie dziur na ulicy Młodości, które – jak relacjonował – są tak głębokie, że grożą uszkodzeniem pojazdów.

Zgłoszono także potrzebę wycięcia krzewów wchodzących w pas drogowy przy posesji nr 27 oraz dopytywano o termin rozpoczęcia budowy kanalizacji na ulicy Leśnej.

– Wnioski o dofinansowanie zostały złożone, a prace ruszą najwcześniej w połowie przyszłego roku – deklarowali urzędnicy.

Sporo emocji wywołał wniosek dotyczący bezpieczeństwa sołtysów podczas poboru podatków w kontekście przyjmowanych pieniędzy.

– Przyjmujemy od mieszkańców gotówkę, odpowiadamy za nią własnym majątkiem, a nikt nas nie przeszkolił, jak rozpoznawać fałszywe banknoty – podkreślano z sali, a w odpowiedzi wójt zapowiedział zorganizowanie krótkiego szkolenia w tej sprawie.

Jednym z najbardziej palących problemów okazała się kwestia braku chodnika przy ulicy Cmentarnej w Borownie. Sołtys odczytała apel mieszkańców, którzy domagają się budowy chodnika lub utwardzonego pobocza.

– W okresie Wszystkich Świętych kierowcy parkują wzdłuż drogi, blokują przejazd i nie zwracają uwagi na pieszych, w tym osoby starsze czy rodziców z dziećmi. To kwestia bezpieczeństwa, nie wygody – podkreślano.

Wójt przyznał, że sprawa jest złożona z uwagi na trudne warunki odwodnieniowe.

– Kanał przy ulicy Sobieskiego nie ma odpowiedniego spadku, więc woda z Cmentarnej nie ma gdzie odpływać. W planach mamy jednak budowę nowego połączenia drogowego, które w przyszłości pozwoli wprowadzić tam ruch jednokierunkowy i poprawi sytuację – tłumaczył.

Pod koniec sesji dyskusję wywołał temat utrzymania placu zabaw w Mykanowie. Mieszkańcy skarżyli się, że urządzenia są zniszczone, a teren zarasta trawą. Włodarz przypomniał w odpowiedzi, że obowiązek bieżącego utrzymania spoczywa na sołtysach i radach sołeckich.

– Nie jesteśmy w stanie centralnie finansować koszenia wszystkich placów w gminie. Gdybyśmy chcieli to zrobić, trzeba by przeznaczyć na to dodatkowe 300 tys. zł. A tego w budżecie po prostu nie ma – mówił.

Ostatecznie ustalono, że plac w Mykanowie zostanie wyremontowany ze środków funduszu sołeckiego, a za jego bieżące utrzymanie odpowiedzialny będzie tamtejszy sołtys.

Sesję zakończyły krótkie podsumowania i przypomnienie o zbliżających się pracach nad budżetem gminy na kolejny rok. Wójt zaapelował do radnych o współpracę przy opracowywaniu projektów i zachęcił do zgłaszania uwag od mieszkańców.

CZYTAJ DALEJ

Mykanów

Karambol na autostradzie A1 w Wierzchowisku. Cztery osoby trafiły do szpitala

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Komenda Miejska Policji w Częstochowie

Do poważnego wypadku doszło dzisiaj około godz. 10.00 na autostradzie A1 w miejscowości Wierzchowisko, w kierunku Łodzi. W zdarzeniu uczestniczyło pięć pojazdów – cztery samochody osobowe i jeden ciężarowy. W wyniku zderzenia cztery osoby odniosły obrażenia i zostały przewiezione do szpitala.

Na miejscu natychmiast pojawiły się służby ratunkowe, w tym policjanci z częstochowskiej drogówki oraz Komisariatu Autostradowego Policji w Gliwicach. Przeprowadzono czynności związane z ustaleniem przebiegu i przyczyn wypadku. Droga w kierunku Łodzi została całkowicie zablokowana, a policja wyznaczyła objazdy. Utrudnienia w ruchu mogą potrwać jeszcze kilka godzin.

Ze wstępnych ustaleń funkcjonariuszy wynika, że do zderzenia doszło w wyniku niezachowania bezpiecznej odległości między pojazdami. Policjanci apelują do kierowców o zachowanie szczególnej ostrożności, przypominając, że chwila nieuwagi może doprowadzić do tragicznych w skutkach zdarzeń.

– Nasze zachowania i podejmowane decyzje mają bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo na drodze. Apelujemy do kierowców o rozwagę, dostosowanie prędkości do warunków, zachowanie odstępu między pojazdami i unikanie brawury – podkreślają funkcjonariusze.

Mundurowi przypominają również, że na autostradach – ze względu na dużą prędkość jazdy i ograniczone możliwości manewru – szczególnie łatwo o efekt domina w przypadku nagłego hamowania. Dlatego zachowanie bezpiecznego dystansu i skupienie za kierownicą mają kluczowe znaczenie dla uniknięcia podobnych sytuacji.

Policja prowadzi czynności wyjaśniające w sprawie zdarzenia. Szczegółowe przyczyny i okoliczności karambolu zostaną ustalone po analizie dowodów i przesłuchaniu uczestników.

CZYTAJ DALEJ

Mykanów

Straszny fetor! Radni z Mykanowa krytykują firmę odpowiedzialną za odbiór odpadów

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Freepik

Podczas ostatniej sesji Rady Gminy Mykanów radni zasygnalizowali wójtowi szereg poważnych problemów, jakie sami widzą na co dzień, a także wspomnieli o tych, z którymi bezpośrednio zgłaszają się do nich mieszkańcy. Poruszone kwestie dotyczyły głównie odbioru bioodpadów, zaniedbanej infrastruktury i bezpieczeństwa dzieci.

Okazuje się, że sporo emocji budzi temat jakości świadczenia usług przez firmę odpowiedzialną za odbiór odpadów. Przewodniczący rady gminy, Tomasz Nowicki, zwrócił uwagę na uciążliwości związane z ich wywozem.

– W szczególności, gdy wywożone są bioodpady. Tam, gdzie zatrzyma się pojazd, pozostaje plama nieczystości i straszny fetor. Mieszkańcy wielokrotnie zgłaszali mi te problemy, podobnie jak pani radnej Ewie Osuchowskiej i pani sołtys. Sam przejechałem jedną z tras i potwierdzam, że plamy pojawiają się w wielu miejscach – mówił radny.

Do sprawy odniosła się również jego koleżanka, która wskazała na problemy podczas zbiórki szkła.

– Zdarza się, że worki z odpadami szklanymi są wyrzucane w sposób niechlujny, a potłuczone szkło zostaje na ulicy. To realne zagrożenie dla pieszych i rowerzystów, bo ostre odłamki potrafią leżeć w kilku miejscach na jednej ulicy i nikt ich nie sprząta – podkreśliła Ewa Osuchowska.

Radny Włodzimierz Rębiś w swojej interpelacji zgłosił potrzebę wykoszenia trawy na terenie parku w Mykanowie, gdzie do lipca prace były finansowane z funduszu sołeckiego.

– Środki się skończyły, ale park nadal wymaga pielęgnacji. Uważam, że koszenie powinno zostać przejęte przez urząd gminy, zwłaszcza że sąsiednie tereny targowiska są utrzymywane w należytym stanie – tłumaczył.

Ten sam radny wskazał również na uszkodzone urządzenia na placu zabaw.

– Na urządzeniu wielofunkcyjnym został uszkodzony element drewniany, do którego przymocowana jest drabinka sznurowa. To realne i bardzo niebezpieczne zagrożenie dla dzieci. Deski w całym podejściu wymagają już wymiany, a zgłaszałem ten problem już w ubiegłym roku. Zamiast naprawy urządzenie zostało jedynie obwiązane taśmą, która dziś już się zniszczyła – zaznaczył samorządowiec.

Wśród podnoszonych przez radnych interpelacji znalazł się również temat bezpieczeństwa uczniów w rejonie szkoły w Mykanowie. Włodzimierz Rębiś zaapelował do włodarza o interwencję w starostwie powiatowym i dodatkowe oznakowanie przejść dla pieszych na ulicach Słonecznej oraz Samorządowej.

– Przejścia są obecnie oznaczone tylko standardowymi znakami D-6 i tzw. „Agatką”. Jednak przy tak dużym natężeniu ruchu, jaki występuje na drodze prowadzącej do węzła autostradowego, to zdecydowanie za mało. Rodzice dzieci sygnalizują mi, że sytuacja bywa niebezpieczna, dlatego powinniśmy działać, zanim dojdzie do tragedii – podkreślił.

Radny Jarosław Kubat z kolei zwrócił uwagę na problem w miejscowości Rybna.

– Na ulicy Głównej, w rejonie numeru 37, uszkodzona jest studzienka kanalizacyjna. Powoduje to nadmierny hałas i wstrząsy podczas przejazdu samochodów ciężarowych, co zakłóca spokój i sen mieszkańców – ubolewał.

CZYTAJ DALEJ

Mykanów

Z pasją i wyobraźnią. Zajęcia kreatywne dla najmłodszych mieszkańców

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Gminny Ośrodek Kultury i Sportu w Mykanowie

W Gminnym Ośrodku Kultury i Sportu w Mykanowie odbyły się warsztaty kreatywne, które zgromadziły liczną grupę najmłodszych mieszkańców. – Zajęcia stały się okazją do rozwijania wyobraźni, zdobywania nowych umiejętności i wspólnej zabawy – podkreślają lokalni animatorzy kultury.

Podczas spotkań dzieci uczestniczyły w warsztatach plastycznych i malarskich, tworzyły własną biżuterię, łapacze snów oraz oryginalne kapelusze. Organizatorzy przygotowali również szereg dodatkowych aktywności, które pozwoliły uczestnikom spróbować swoich sił w różnych technikach twórczych.

– Efekty pracy najmłodszych okazały się imponujące. Każde z wykonanych dzieł było niepowtarzalne i odzwierciedlało pomysłowość oraz zaangażowanie autorów – poinformowali pracownicy mykanowskiego GOKiS-u.

Jak dodają urzędnicy, zajęcia stały się nie tylko okazją do nauki i rozwoju, ale także do integracji rówieśników i spędzenia czasu w atmosferze sprzyjającej kreatywności.

– Dziękujemy dzieciom za aktywny udział, a rodzicom za zaangażowanie i wsparcie w realizacji przedsięwzięcia – dodają organizatorzy warsztatów.

CZYTAJ DALEJ

Mykanów

Mafia śmieciowa zostawiła truciznę. Teraz podatnicy zapłacą dziesiątki milionów

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. GOK w Mykanowie

W Kokawie, w gminie Mykanów, od ośmiu lat stoi jedna z największych bomb ekologicznych w Polsce. Na terenie oddalonym zaledwie o osiemset metrów od jednego z głównych ujęć wody pitnej dla Częstochowy zalega ponad cztery miliony litrów toksycznych chemikaliów, składowanych w plastikowych mauzerach i beczkach.

Na podjęcie realnych działań państwo potrzebowało niemal dekady. Składowisko powstało w 2017 roku, kiedy dwaj mężczyźni, 39-latek z Radostkowa i 53-latek z Częstochowy, wynajęli teren i zwieźli tam miliony litrów trucizny. Zostali później zatrzymani, jednak odpady przez kolejne lata stanowiły realne zagrożenie dla ludzi oraz środowiska.

Nie był to odosobniony przypadek, lecz część schematu, który w Polsce rozwijał się przez lata. Mafia śmieciowa wykorzystywała luki w prawie i opieszałość administracji, gromadząc odpady w wynajętych halach i opuszczonych zakładach. Zyski były szybkie i ogromne, a ryzyko zapewne wkalkulowane w przestępczy proceder.

W efekcie, w całym kraju powstały dziesiątki nielegalnych składowisk. Rachunek za ich likwidację liczony jest w setkach milionów złotych. To nie są pieniądze z kieszeni przestępców, lecz niestety wszystkich podatników.

W ostatnich miesiącach rząd uruchomił większe środki na walkę z nielegalnymi i zagrażającymi życiu oraz zdrowiu składowiskami. 200 mln zł z rezerwy celowej budżetu państwa trafiło do dziewięciu najpilniejszych lokalizacji w kraju, w tym Kokawy.

Ponadto 100 mln zł z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej przeznaczono na czternaście następnych miejsc. Wśród nich znalazła się Pasieka, również w gminie Mykanów, gdzie na kolejnym nielegalnym składowisku zalegają także odpady niebezpieczne.

Pomimo tego, że zajęło to lata, wkrótce rozpoczną się prace, które pozwolą usunąć te tykające zagrożenia w regionie częstochowskim. Podpisana kilka dni temu przez mykanowski samorząd umowa z konsorcjum wyspecjalizowanych firm opiewa na 32,2 mln zł.

Prace w Kokawie rozpoczną się 18 sierpnia i potrwają do końca października przyszłego roku. Te w Pasiece zaplanowano na rok 2026.

CZYTAJ DALEJ

Mykanów

Gdzie faktycznie wiedzie życie radny Warzocha? Twierdzi, że w Częstochowie, choć psa prowadza po Wierzchowisku

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Materiał przekazany redakcji

W połowie ubiegłego roku do Urzędu Miasta Częstochowy wpłynęły dwa anonimowe pisma, w których autorzy wnioskowali o wszczęcie procedury wygaszenia mandatu radnego PiS Artura Warzochy. Podnoszono, że nie jest on mieszkańcem Częstochowy, a aktualnym miejscem jego stałego zamieszkania jest Wierzchowisko w gminie Mykanów, gdzie Warzocha wybudował okazały dom. Tematem zainteresował się wojewoda, pochyliła się nad nim Rada Miasta Częstochowy. Samorządowcy nie dali jednak zrobić krzywdy koledze i Warzosze mandatu nie wygasili. Radny, który cały czas utrzymuje, że jego centrum życia tętni w Częstochowie, nader często widywany jest w okolicy swojego domu w gminie Mykanów.

– Obłuda i hipokryzja posunięte do granic przyzwoitości. Widać tego człowieka o różnych porach dnia i wieczorami, jak spaceruje z psem po okolicy. Często można też zobaczyć jego zaparkowany samochód, mimo że kilka miesięcy temu nagle postanowił zasłonić swoje ogrodzenie agrowłókniną. Wcześniej regularnie widziano go przez to ogrodzenie, gdy zasuwał po trawie z kosiarką – komentuje nasz rozmówca, który sam spotyka samorządowca w Wierzchowisku. – Częstochowskiego radnego z Częstochową łączy jedynie niebieska kurtka à la Marcin Najman – dodaje prześmiewczo, pokazując na potwierdzenie swoich słów zdjęcie, które zrobił niedawno Warzosze, gdy zobaczył polityka spacerującego z psem ulicą Osiedlową.

Artur Warzocha to od ponad dwóch dekad aktywny działacz częstochowskiego PiS-u. Na przestrzeni lat, z nadania swojego środowiska politycznego, zdążył pełnić funkcję wicedyrektora Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Częstochowie, wicewojewody śląskiego, radnego Częstochowy, później radnego sejmiku. Dwukrotnie bezskutecznie ubiegał się o fotel prezydenta miasta, następnie został senatorem, by w kolejnym rozdaniu objąć funkcję wiceprezesa Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego. Krótko po tym wolał się przesiąść na prezesurę państwowej spółki Tauron Nowe Technologie, aby finalnie zostać wiceprezesem Tauronu – największego koncernu energetycznego w Polsce.

Ten swoisty człowiek-orkiestra, mogący pochwalić się szerokim doświadczeniem zawodowym, poza krótkim epizodem w Tygodniku Katolickim „Niedziela”, funkcjonował wyłącznie na państwowym wikcie. W międzyczasie Warzocha, będący absolwentem wydziału pedagogicznego, realizował się także jako nauczyciel akademicki, wykładając w Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie. Bynajmniej nie nauczał studentów arkanów zarządzania, lecz wykładał w Instytucie Nauk Politologicznych wspomnianej uczelni – poprzedniczce obecnego uniwersytetu i jednocześnie swojej alma mater.

Artur Warzocha, który w ostatnich wyborach parlamentarnych ponownie starał się o mandat, z nie do końca jasnych powodów zamierzał (ku zdziwieniu wielu) zamienić wynagrodzenie wiceprezesa Tauronu na kilkukrotnie niższe uposażenie poselskie. W wyborach do Sejmu jednak przepadł. Krótko po tym, jak prowadząca Warzochę przez niemal całe jego życie zawodowe partia utraciła władzę, sam zainteresowany stracił też posadę w państwowym koncernie. Na wiosnę ubiegłego roku, podczas wyborów samorządowych, do Warzochy ponownie uśmiechnęło się jednak szczęście. Z pierwszego miejsca na liście Prawa i Sprawiedliwości – niczym bumerang – powrócił do częstochowskiej rady miasta.

Dziejowe koło, jakie zatoczył, może nie budziłoby większych emocji, gdyby nie towarzyszące całej sprawie wątpliwości. W samorządowych kręgach Częstochowy szeroko komentowano nagłą relokację Warzochy. W oczy rzucała się jego wyraźna niekonsekwencja. W wyborach do parlamentu, które odbyły się w październiku 2023 roku, Artur Warzocha wskazał jako stałe miejsce zamieszkania dom w gminie Mykanów. Zaledwie kilka miesięcy później, w kwietniu 2024 roku, podczas wyborów samorządowych, przekonywał już, że mieszka w wynajętym mieszkaniu w Częstochowie. Jako pierwszy szczegółowo opisał to częstochowski Tygodnik „7 Dni”.

W dwustumetrowych luksusach obecnie mieszka małżonka radnego oraz pomieszkuje córka. Wartość domu, wraz z działką liczącą tysiąc sto metrów kwadratowych, Warzocha oszacował w swoim oświadczeniu majątkowym na przeszło 1,5 mln zł. Sąsiedzi z ulicy Osiedlowej przekonują, że radny przebywa w domu wyjątkowo często. W sezonie kosi trawę, spaceruje z pieskiem – pisano w periodyku.

Wspomniany tytuł na bieżąco relacjonował też całą procedurę, którą uruchomiono po tym, jak tematem faktycznego miejsca zamieszkania Warzochy zainteresował się Marek Wójcik, wojewoda śląski. Kiedy po serii urzędniczych zawirowań sprawa trafiła w końcu pod obrady częstochowskiej rady miasta, wnikliwi obserwatorzy lokalnej sceny politycznej nie mieli wątpliwości co do jej finału. Wystarczyło spojrzeć na tytuł projektu uchwały, nad którym głosować mieli samorządowcy z Częstochowy: „W sprawie odmowy stwierdzenia wygaśnięcia mandatu radnego”.

Rada, w drodze uchwały, odmówiła stwierdzenia wygaśnięcia mandatu radnego Artura Warzochy i tym samym zablokowała wojewodę śląskiego, który mógłby wprowadzić zarządzenie zastępcze, wygaszające mandat Warzochy. Byłoby to możliwe, gdyby Rada Miasta Częstochowy uchwały nie podjęła i odmówiła zajęcia się tym tematem. W ten sposób radni przerzuciliby odpowiedzialność na wojewodę, a ten mógłby usunąć radnego z panteonu sław. Warzocha z kolei zaskarżyłby niewątpliwie decyzję wojewody do sądu, przed którym eksradny musiałby udowodnić, gdzie tak naprawdę mieszka – zrelacjonowała głosowanie Renata Kluczna, redaktor naczelna Tygodnika „7 Dni”.

Zadzwoniliśmy do Artura Warzochy, by uzyskać komentarz i odpowiedzi na kilka pytań. W świetle informacji od różnych osób, które często widują samorządowca spacerującego z psem w sąsiedztwie jego domu w Wierzchowisku, trudno było nie zacząć rozmowy od tej kwestii.

– A gdybym spacerował z pieskiem w Olsztynie, to co by to oznaczało? Albo w Ełku czy w Zakopanem, bo tam też mi się zdarzało spacerować z pieskiem – obruszył się Artur Warzocha.

Równie niezadowolony był, kiedy padło kolejne pytanie — czy w takim razie jedynie odwiedza żonę, z którą przecież nie mieszka, skoro centrum swojej aktywności ulokował w wynajmowanym mieszkaniu w Częstochowie?

– Kto powiedział, że nie mieszkam z żoną? – wypalił nagle Warzocha, choć nie ciągnął dalej tego wątku i tym samym nie udało się ustalić, czy trzyosobowa rodzina radnego kolektywnie i solidarnie przeniosła się do wynajmowanego lokum w mieście, a w dużym, nowoczesnym domu został tylko pies. – Z Częstochową jestem związany od prawie czterdziestu lat. Codziennie w Częstochowie spędzam wiele godzin. Moje życie koncentruje się wyłącznie w Częstochowie. Nie mam żadnych związków z władzami gminy Mykanów, nie uczestniczę w życiu gminy, ani w żadnych wydarzeniach. To, że wybudowałem dom jako lokację kapitału na terenie tej gminy, to jeszcze o niczym nie świadczy. Radni, posłowie, senatorowie, ministrowie mają domy w różnych miejscach. Ważne jest to, gdzie koncentrują się moje interesy życiowe. Nawet działalność gospodarczą mam zarejestrowaną w Częstochowie. Proszę pamiętać o tym, że jeszcze rada miasta wyraziła swoją opinię, a wojewoda to uszanował. Wszyscy mnie codziennie widzą w Częstochowie. Na ulicach, w miejscach publicznych, na sesjach rady miasta. Spotykam się z ludźmi, zakupy robię w Częstochowie, korzystam z oferty różnych instytucji, mam tam swojego fryzjera, do magla pranie oddaję — usilnie próbował przekonywać, zdając się nie dostrzegać, że momentami potyka się o własną logikę.

Artur Warzocha poprosił o autoryzację swoich wypowiedzi. Zgodnie z przepisami miał na to maksymalnie 24 godziny. Nie zrobił tego jednak, choć od rozmowy upłynęło już blisko dwa tygodnie. Udzielone przez niego wypowiedzi, przesłane mu wcześniej mailowo, zostały zatem wiernie przytoczone w tekście. Podczas rozmowy 2 lutego Warzocha poprosił o wstrzymanie publikacji na kilka dni, by mógł przedstawić dokumenty potwierdzające jego racje. Do tej pory nie skontaktował się z redakcją. Trudno nie nabrać wrażenia, iż gdyby w podobny sposób Warzocha traktował swojego psa, zwierzę przez analogiczny okres zdążyłby gruntownie zasikać cały dwustumetrowy dom samorządowca.

Temperatura taka, że aż tusz w długopisach zamarza, ale my zbieramy podpisy poparcia dla obywatelskiego kandydata na prezydenta – napisał 11 lutego na swoim profilu facebookowym radny, relacjonując, jak bardzo jest zajęty.

REKLAMA

CZYTAJ DALEJ

Mykanów

Desperacki skok na stacji paliw. Za kradzież sześciu butelek piwa może spędzić pięć lat za kratami

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Komenda Miejska Policji w Częstochowie

Policjanci zatrzymali 43-latka, który dopuścił się szczególnie zuchwałej kradzieży. Mężczyzna, na jednej ze stacji paliw w gminie Mykanów, zabrał z półki sześć butelek piwa i opuścił sklep, nie płacąc. Może się spodziewać, że zamiast urodzinowego prezentu dostanie wyrok.

Nie takich wrażeń spodziewał się 43-letni mężczyzna, który w połowie stycznia świętował swoje urodziny. W niedzielne popołudnie, zamroczony alkoholem, pojawił się w jednej ze stacji paliw na terenie gminy Mykanów.

– Chcąc kupić alkohol, spotkał się z kategorycznym sprzeciwem ekspedientki, która zauważyła, że klient jest kompletnie pijany. Kiedy to usłyszał, zlekceważył jej słowa i zabrał z półki sześć butelek piwa. Następnie ominął linię kas, nie płacąc za towar. Gdy kobieta próbowała mu uniemożliwić wyjście z budynku, odepchnął ją i wyszedł ze sklepu – informują funkcjonariusze z biura prasowego Komendy Miejskiej Policji w Częstochowie.

Z ich relacji wynika, że o wszystkim zostali powiadomieni mundurowi z Kłomnic. Policjanci, którzy po dokonaniu ustaleń dowiedzieli się, kim jest rabuś, udali się do jego miejsca zamieszkania. Funkcjonariuszom udało się odzyskać tylko cztery z sześciu skradzionych butelek. Dwie pozostałe 43-latek zdążył już opróżnić.

– Mężczyzna został zatrzymany i trafił do policyjnego aresztu. Tego samego dnia usłyszał zarzut dokonania kradzieży szczególnie zuchwałej, do którego się przyznał. Za popełnione przestępstwo grozi mu kara do pięciu lat pozbawienia wolności – dodają policjanci.

CZYTAJ DALEJ

Mykanów

Podprowadzili narzędzia, akumulator i kompresor. Z łupem uciekali na piechotę

Opublikowany

,

Adrian Biel
fot. Fotolia

Dwóch mężczyzn włamało się do pomieszczeń gospodarczych przy posesji zlokalizowanej w jednej z miejscowości na terenie gminy Mykanów. Rabusiów na gorącym uczynku zatrzymali policjanci z komisariatu w Kłomnicach.

Jak ustalili śledczy, sprawcy pod nieobecność właściciela budynku wyważyli drzwi i ze środka ukradli głównie elektronarzędzia. Wynieśli między innymi szlifierki i wiertarki. Spodobał im się także akumulator i kompresor.

Reklama

W czasie, gdy beztrosko dopuszczali się czynu zabronionego, zagrożonego karą pozbawienia wolności do lat dziesięciu, w okolicy zjawił się policyjny patrol. Funkcjonariuszy na miejsce skierował oficer dyżurny. Chwilę po tym, jak otrzymał zgłoszenie o włamaniu i uciekających pieszo sprawcach. Po krótkim pościgu policjanci zatrzymali dwóch mężczyzn.

– Zatrzymani to 42-latek i jego 26-letni kompan, mieszkańcy tejże gminy, którzy jak się okazało specjalizowali się w takiej działalności. Usłyszeli już zarzuty, teraz o ich losie zadecyduje prokurator. Za kradzież z włamaniem grozi im do dziesięciu lat pozbawienia wolności – informują stróże prawa z Kłomnic.

CZYTAJ DALEJ

Mykanów

Kolejny sukces orkiestry z Mykanowa. Tym razem podwójny

Opublikowany

,

Adrian Biel
fot. Pixabay

Młodzieżowa Orkiestra Dęta OSP Mykanów zajęła pierwsze miejsce w 25. edycji Ogólnopolskiego Festiwalu Orkiestr Ochotniczych Straży Pożarnych.

To największa i jedna z najbardziej prestiżowych imprez tego typu w Polsce. Charakteryzuje ją trwający dwa lata kilkuetapowy proces eliminacji. Spośród ośmiuset orkiestr wyłaniane są te najlepsze, które rywalizują później w ścisłym finale, gdzie oceniane są w dwóch kategoriach. Pierwsza to koncert sceniczny i przemarsz, natomiast drugą stanowi prezentacja orkiestry w paradzie marszowej.

W odbywającym się w ostatni weekend czerwca festiwalu w Białymstoku, udział wzięło dziesięć orkiestr ochotniczych straży pożarnych z różnych stron kraju. Rywalizację muzycy rozpoczęli w sali koncertowej Opery i Filharmonii Podlaskiej, gdzie następnie wydarzenie przeniesione zostało na Rynek Kościuszki. To tam miało miejsce uroczyste otwarcie festiwalu, podczas którego artyści mieli okazję przedstawić publiczności swoje umiejętności w marszu. Kolejny dzień z kolei zdominował konkurs parady marszowej.

Decyzją jurorów drużyna z Mykanowa zwyciężyła w obu kategoriach. Drugie miejsce, także w obu kategoriach, zajęła Młodzieżowa Orkiestra Dęta OSP Krasocin (woj. świętokrzyskie). Trzecie w kategorii konkurs sceniczny/przemarsz przypadło w udziale Młodzieżowej Orkiestrze Dętej w Mońkach (woj. podlaskie). Natomiast w kategorii musztra paradna ostatnie miejsce na podium zdobyła Młodzieżowa Orkiestra Dęta OSP Suchowola (woj. podlaskie).

CZYTAJ DALEJ

Mykanów

Czterolatek walczy ze śmiertelną chorobą. Można mu pomóc biorąc udział w imprezie charytatywnej

Opublikowany

,

Adrian Biel
fot. Agnieszka Duda

Na początku sierpnia w Mykanowie odbędzie się wydarzenie, podczas którego zbierane będą pieniądze na leczenie Wojtka Dudy. Jedyny ratunek dla zmagającego się nowotworem chłopca to wyjazd do specjalistycznej kliniki we Włoszech. Od 5 lipca prowadzona jest zbiórka na stronie siepomaga.pl, gdzie udało się już zgromadzić prawie połowę niezbędnej kwoty.

Pod koniec maja u Wojtka zdiagnozowano neuroblastomę z mutacją N-MYC+, przez który to gen rokowania nie są najlepsze. Kilka dni póżniej maluch otrzymał pierwszą z ośmiu dawek chemioterapii. Czeka go jeszcze radioterapia, pobranie komórek macierzystych i autoprzeszczep. Największe szanse daje jednak immunoterapia. Problem w tym, że w kraju nie jest ona refundowana. Na szczęście pojawiła się szansa na skuteczne leczenie za granicą. Jest jednak warunek. Rodzina ma zaledwie kilka tygodni, by zgromadzić odpowiednie środki. Kwota jest niebagatelna. Chodzi o blisko 1,1 mln zł.

– W klinice powinniśmy stawić się już na początku sierpnia, a leczenie musi być opłacone w całości z góry. Każdy dzień ma ogromne znaczenie. Nie mamy ani chwili do stracenia. Błagamy, pomóżcie ocalić Wojtusia. To nasza jedyna szansa na ratunek – apeluje Agnieszka Duda, mama chłopca.

Za pośrednictwem strony siepomaga.pl rodzina czterolatka uruchomiła zbiórkę pieniędzy. Skala zaangażowania internautów przerosła ich najśmielsze oczekiwania i jednocześnie wlała nadzieję w zrozpaczone serca. Licznik wpłat pokazuje już ponad 450 tys. zł i z każdą minutą pula zgromadzonych funduszy rośnie. Każda złotówka ma ogromne znaczenie, dlatego warto przekazać choćby najskromniejszy datek i pomóc Dudom uratować życie syna. By to zrobić wystarczy wejść tutaj.

Akcja na stronie siepomaga.pl potrwa do końca miesiąca, ale znajomi i przyjaciele rodziny Wojtka na wszelki wypadek wolą dmuchać na zimne i robić wszystko, by maksymalizować szansę na zebranie wymaganej kwoty. Nagłaśniają temat w częstochowskich mediach, udostępniają link do zbiórki na swoich facebook’owych profilach. W planach jest także zorganizowanie imprezy charytatywnej, z której cały dochód przeznaczony zostanie na ratowanie czterolatka. Wydarzenie odbędzie się w hali sportowej w Mykanowie oraz w jej bezpośrednim sąsiedztwie w pierwszą sobotę sierpnia.

– Planujemy między innymi turniej piłki siatkowej, pokaz zabytkowych pojazdów, animacje dla najmłodszych czy dmuchańce. Zapraszamy wszystkich mieszkańców, by przyszli tego dnia i niezależnie od wysokości kwoty jaką mogą wspomóc powrót Wojtka do pełni zdrowia, uczynili to – mówi Damian, kolega taty chłopca, prosząc by nie podawać jego nazwiska. – Chcę zachować anonimowość, bo nie chodzi tu o jakiś splendor czy o to, by robić sobie na tym przedsięwzięciu reklamę własnej osoby, ale o konkretną pomoc dla dziecka – dodaje skromnie.

Początek zaplanowanego na 3 sierpnia wydarzenia rozpocznie się o godz. 9.

CZYTAJ DALEJ

Mykanów

Inny stan świadomości Pomady. Wójt nie był świadomy, że łamał przepisy?

Opublikowany

,

Adrian Biel
fot. Pixabay

Włodarz Mykanowa wraz ze swymi zwolennikami prowadził agitację podczas trwania ciszy wyborczej. Twierdzi, że nie był świadomy, iż łamie przepisy. Wątpliwości co do tego nie mieli za to funkcjonariusze policji. W konsekwencji blisko czterdziestu osobom postawiono zarzuty popełnienia wykroczenia.

– Cały czas trwają czynności wyjaśniające dotyczące naruszenia ciszy wyborczej przez osoby, które oznaczały i umieszczały wpisy na koncie jednego z kandydatów na wójta gminy Mykanów na portalu społecznościowym – informuje podkom. Marta Ladowska, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Częstochowie.

Jak udało nam się dowiedzieć, sprawa dotyczy wójta Dariusza Pomady, który, w finale kampanii wyborczej poprzedzającej ubiegłoroczne wybory samorządowe, umieścił na swoim facebook’owym profilu post podsumowujący prowadzoną przez siebie kampanię. Nie byłoby problemu, gdyby nie fakt, że już w trakcie trwającej ciszy wyborczej stronnicy wójta zaczęli podbijać jego wpis.

– Osoby, o których wszyscy zainteresowani lokalnymi sprawami wiedzą, że w gminie uchodzą za zwolenników wójta, z premedytacją lajkowały i komentowały ten jego post. W odpowiedzi Pomada każdemu dziękował, tym samym, zgodnie z mechanizmem działania facebook’a, udostępniał swój komentarz i pierwotną treść dalej. Z jednej strony to zachowanie można określić jako dość dziecinne, ale z drugiej przede wszystkim nieuczciwe względem tych wszystkich pozostałych kontrkandydatów wójta, którzy przestrzegali ciszy wyborczej i grali fair – mówi jedna z osób pozostająca w opozycji do Dariusza Pomady.

Po spornym wpisie nie ma już śladu na profilu wójta w tym znanym serwisie społecznościowym. Został usunięty. Natomiast z informacji przekazanych przez rzecznik częstochowskiej policji wynika, że sprawa trafiła do sądu.

– Części z osób przedstawiono już zarzuty popełnienia wykroczenia agitacji wyborczej. Łącznie chodzi o blisko czterdzieści osób – dodaje podkom. Ladowska.

Samorządowiec, który wydawać by się mogło, że pierwszy w gminie powinien świecić przykładem i w swej działalności kierować się szacunkiem do prawa, sprawę trywializuje.

– Nie byłem świadomy, że łamię przepisy – twierdzi Pomada. – Co do tego jak wysoki mandat zapłaciłem to jest to moja prywatna sprawa. To była niewielka kwota – dodaje kiedy dopytujemy o szczegóły.

Jak udało nam się ustalić z innego źródła, mandat jakim został ukarany wójt, opiewał na kwotę 600 zł. Osoby, które podbijały post swojego kandydata muszą zapłacić po 180 zł kary.

CZYTAJ DALEJ

Mykanów

Gospodarstwo z Grabówki uznane za najbezpieczniejsze w całym regionie częstochowskim

Opublikowany

,

Adrian Biel
fot. Kasa Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego

Zwycięzcą regionalnego, częstochowskiego etapu 16. edycji Ogólnokrajowego Konkursu „Bezpieczne Gospodarstwo Rolne” zostały włości Marty i Tomasza Sokołowskich z Grabówki, miejscowości położonej w gminie Mykanów. Teraz ich farma weźmie udział w finale wojewódzkim.

Konkurs organizowany jest przez Kasę Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego, we współpracy z resortem rolnictwa, Państwową Inspekcją Pracy oraz Agencją Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Przedsięwzięcie wspierają również samorządy, jednostki ochotniczej straży pożarnej, policji, izby rolnicze, ośrodki doradztwa rolniczego, organizacje zawodowe i społeczne rolników, a także wytwórcy środków produkcji dla rolnictwa. Patronat nad wydarzeniem już po raz kolejny objął prezydent Andrzej Duda.

– Konkurs jest jednym z licznych działań prewencyjnych prowadzonym przez KRUS na rzecz zmniejszenia liczby wypadków i chorób zawodowych rolników – wyjaśnia jego ideę Piotr Dobosz, dyrektor częstochowskiego oddziału tej instytucji. – Promuje zasady ochrony zdrowia i życia w gospodarstwie rolnym. Udział w nim mogą brać zarówno duże, jak i małe gospodarstwa rolne. Właściciele zgłaszanych gospodarstw mają okazję do zaprezentowania swoich warsztatów pracy i osiągnięć zawodowych, zdobycia w kilku etapach cennych nagród, a także poddania gospodarstwa profesjonalnemu audytowi bezpieczeństwa pracy, który przeprowadzą komisje konkursowe – dodaje.

W tym roku z okolicznych gmin do konkursu zgłosiło się dziesięć podmiotów prowadzących produkcyjną działalność rolniczą. Komisja oceniała głównie te zagrożenia pojawiające się w obrębie podwórza, w obejściu i budynkach. Sprawdzano też stan drabin, schodów, instalacji i urządzeń elektrycznych, ciągników rolniczych, przyczep i maszyn używanych w gospodarstwie. Uwadze oceniających nie umknęły również wykorzystywane narzędzia, a także miejsca związane z obsługą zwierząt oraz wyposażenia w środki ochrony indywidualnej i ubrania robocze.

Dodatkowo oceniono wydzielone miejsca do zabawy dzieci, prowadzenie dodatkowej działalności gospodarczej i jej wpływ na bezpieczeństwo pracy w gospodarstwie rolnym, ale i udogodnienia zwiększające bezpieczeństwo oraz higienę pracy wykonane przez właścicieli. Punktowane było także posiadanie oceny ryzyka wypadkowego na stanowiskach pracy jak i estetyka gospodarstwa.

Marta i Tomasz Sokołowscy, którzy zwyciężyli w pierwszym etapie konkursu, swoją działalność prowadzą na prawie 13 hektarach. Dwa z nich obsiane są zbożem, pszenżytem, a pozostałe zajmują sady. Drugie miejsce przypadło gospodarstwu Małgorzaty i Leszka Łapajów z Bliżyc w gminie Niegowa w powiecie myszkowskim. Trzecią lokatę przyznano Urszuli i Andrzejowi Chudaszek z Miedźna w kłobuckim. W tym roku, w klasyfikacji wyszczególniono także czwarte miejsce, które zdobył Szymon Wierus z Borowna-Kolonii. Podobnie jak zwycięzcy, gospodarzy on w gminie Mykanów. Wśród wyróżnionych znalazło się jeszcze jedno małżeństwo z terenu powiatu częstochowskiego. To Urszula i Zbigniew Jędras z Zawad w gminie Mstów.

– Cieszy nas, że co roku mamy wielu chętnych do udziału w konkursie. Chociaż nie wszyscy otrzymują te same nagrody, zwyciężają wszyscy – nie tylko rolnicy. My, czyli instytucje wspierające rolników także. Wczoraj pięknie ujął to wicewojewoda śląski, Jan Chrząszcz – ilu uczestników, tylu więcej zdrowych w naszym województwie. Dążymy do tego, by w naszych rubrykach wypadkowych wpisać cyfrę zero – mówił podczas spotkania Piotr Dobosz.

Wszyscy uczestnicy otrzymali zestawy upominkowe i cenne nagrody w postaci sprzętu elektrycznego. Wyróżnionym przypadły dodatkowo markowe zestawy narzędziowe i elementy wyposażenia gospodarstwa domowego.

20 czerwca w Muzeum Jana Pawła II w Częstochowie odbędzie się finał wojewódzki konkursu. Jego zwycięzca będzie reprezentować województwo śląskie w finale, który będzie miał miejsce podczas AgroShow w Bednarach pod Poznaniem. To największa rolnicza wystawa plenerowa w Europie. Zwycięzca otrzyma ciągnik ufundowany przez prezesa KRUS-u.

CZYTAJ DALEJ

Mykanów

Oklaskiwały ich tłumy w 24-milionowej metropolii, a nie dane jest im wystąpić w powiatowej Częstochowie?

Opublikowany

,

Adrian Biel
fot. Patryk Jeziak

Spośród stu siedemdziesięciu muzycznych formacji, które uczestniczyły w Międzynarodowym Festiwalu Orkiestr w Szanghaju, tylko cztery pochodziły spoza Państwa Środka. W tym gronie znalazła się Młodzieżowa Orkiestra Dęta przy OSP w Mykanowie. Kapelmistrz osiągającej międzynarodowe sukcesy orkiestry marzy, by jego podopieczni dostali szansę zaprezentowania się… na częstochowskim Placu Biegańskiego.

Dla gminnych artystów udział w prestiżowym festiwalu w Chinach to nie tylko ogromna nobilitacja, ale i życiowa przygoda. Raz, że byli jedyną grupą z Polski jaka w ogóle miała możliwość wzięcia udziału w szanghajskim wydarzeniu, a dwa – ekipy z pozostałych trzech państw to absolutna czołówka w swoich macierzystych krajach. Oprócz muzyków z Mykanowa, w Chinach gościła Litewska Państwowa Orkiestra Dęta Trimitas z Wilna, zwycięzca otwartych mistrzostw Indonezji w kategorii musztry paradnej z Suankularb College Marching Band z Tajlandii oraz licząca sto dwadzieścia osób orkiestra uniwersytecka z Japonii.

W przeciwieństwie do reprezentacji z Kraju Kwitnącej Wiśni, drużyna kierowana przez kapelmistrza Krzysztofa Witczaka liczyła o połowę mniej uczestników niż japońscy instrumentaliści. Dla czterdzieściorga siedmiorga członków orkiestry, którym towarzyszyła dziesiątka mykanowskich mażoretek, organizacja takiego wyjazdu to nie tylko olbrzymie przedsięwzięcie logistyczne, ale i wielkie wyzwanie finansowe. Konieczne było zorganizowanie wspólnej składki, ale i zaciągnięcie pożyczki opiewającej na kwotę 50 tys. zł. Do wyjazdu artystów dorzucił się też samorząd.

fot. Patryk Jeziak

– Sama cena biletu lotniczego na osobę to koszt około 3 tys. zł. Do tego doszły opłaty wizowe oraz ubezpieczenie. I to zarówno uczestników jak i naszych instrumentów. To wszystko w sumie generowało dużą kwotę. Koszty zakwaterowania na miejscu, a także wyżywienia i dojazdów pokrywał już organizator imprezy – mówi Patryk Jeziak, który w orkiestrze gra na puzonie, ale równie chętnie angażuje się w aspekty czysto organizacyjne.

Odbywający się co roku festiwal trwa pięć dni, a jego kulminacyjny moment przypada na dzień święta pracy i oficjalne rozpoczęcie wiosny. Wydarzenie tradycyjnie przyciąga nie tylko uwagę mieszkańców Szanghaju, ale i tłumy turystów. Jak przekonuje Patryk Jeziak, co roku zwiększa się też liczba zespołów, które uczestniczą w projekcie.

– W ubiegłorocznym wydaniu, z tego co wiem, wystąpiły sto trzydzieści trzy orkiestry. W tym roku natomiast, łącznie z naszą, było ich już sto siedemdziesiąt – tłumaczy.

Jak w ogóle doszło do tego, że rodzimi muzycy przebyli długą drogę z Mykanowa do tego największego z chińskich miast?

– Wszystko zaczęło się od akceptacji wysłanego zgłoszenia i zaproszenia jakie wystosowała do naszej orkiestry China Association for Symphonic Bands and Ensembles. Organizacja, która zespołom spoza Chin przydzieliła tylko cztery miejsca – wyjaśnia Jeziak.

Nie doszłoby do tego, gdyby orkiestra z Mykanowa wcześniej nie dała się poznać szerszej, także międzynarodowej publiczności. Grupa ma za sobą szereg występów w kilkunastu różnych europejskich państwach. Jest też laureatem wielu krajowych i zagranicznych konkursów.

– Chińczycy byli świetnie zorientowani co do umiejętności, które posiada orkiestra. Jej występy każdy może przecież podejrzeć, wchodząc choćby na YouTube. W ogóle jako powiat mamy wspaniałe orkiestry, które na co dzień funkcjonują przy remizach OSP. Wszystkie czternaście z nich, które działają w okolicznych gminach, charakteryzuje wysoki poziom artystyczny. Mamy wiele talentów. Uważam, że nasze zespoły plasują się w pierwszej krajowej trójce – komentuje z kolei Krzysztof Witczak, kapelmistrz.

Swój kunszt, podczas niedawnego wyjazdu, artyści z Mykanowa mieli okazję zaprezentować azjatyckim miłośnikom muzyki kilka razy. Kiedy w salach koncertowych odbywały się występy zespołów symfonicznych, to na ulicach miasta i w hali sportowej Uniwersytetu Fudan miały miejsce pokazy musztry paradnej. To właśnie w tej kategorii występowała między innymi Młodzieżowa Orkiestra Dęta przy OSP w Mykanowie.

– Do wielkiego wydarzenia doszło już podczas samej ceremonii otwarcia festiwalu – informuje puzonista. – To podczas niej pobito rekord Guinnessa w liczbie zespołów wykonujących chiński hymn narodowy. W kolejnych dniach braliśmy udział w występach na ulicach Szanghaju, między innymi przed słynną Oriental Pearl TV Tower. Ta mierząca 468 metrów budowla, należy do najwyższych wież na świecie – opowiada.

Jak zgodnie podkreślają obaj rozmówcy, niezapomnianym wydarzeniem dla całej ekipy był również rejs po rzece Huangpu i wspólne wykonanie w trakcie tej eskapady „Ody do radości”.

– To niesamowite uczucie, kiedy tysiące mieszkańców stoi wzdłuż nabrzeża, uważnie wsłuchuje się w prezentowany utwór, a po wszystkim nagradza wykonawców żywiołową reakcją  – ekscytuje się kapelmistrz Witczak.

Wysokie noty jakie w trakcie pobytu w Szanghaju wypracowała sobie orkiestra z Mykanowa, pozwoliły muzykom zaprezentować swój program także podczas ceremonii zakończenia festiwalu. Zaproszono do niej tylko osiem zespołów. Wychowankowie kapelmistrza Witczaka znaleźli się w gronie takich symfoników jak Orkiestra Reprezentacyjna Chińskiej Marynarki Wojennej czy Chińska Orkiestra Reprezentacyjna Policji.

fot. Patryk Jeziak

W międzyczasie organizatorzy dbali o to, by uczestnicy mogli poznać z bliska nie tylko chińską gościnność, ale i samą metropolię. Muzycy zwiedzili między innymi Muzeum Szanghajskie, Muzeum Jedwabiu, nadbrzeżną promenadę Bund, Nanjing Road, Shikumen Old City. Zajrzeli również do Tianzifang, byłej francuskiej enklawy, gdzie mogli podziwiać tradycyjne chińskie budownictwo.

– Zwiedziliśmy także Pekin. W ogóle cały ten wyjazd to była niesamowita, przede wszystkim muzyczna, przygoda. Ale skupiamy się teraz na kolejnych celach. W przyszłym roku zamierzamy wziąć udział w festiwalu, który jest organizowany co sześć lat w Niemczech pod patronatem kanclerz Angeli Merkel. W świecie muzyki to wydarzenie ma rangę nieformalnych mistrzostw Europy. Później jest już tylko finał w kanadyjskim Vancouver – kreśli najbliższe plany Krzysztof Witczak. – I bardzo bym też chciał, by udało nam się w końcu zagrać koncert na Placu Biegańskiego w Częstochowie – rzuca mimochodem.

I choć w głosie szefa orkiestry z Mykanowa daje się wyczuć nutę smutnej refleksji, kapelmistrz dyplomatycznie nie rozwija tematu.

CZYTAJ DALEJ

NAJPOPULARNIEJSZE