Obserwuj nas

Mykanów

Koniec toksycznej bomby w Pasiece. Mykanów zamknął kolejny problem z niebezpiecznymi odpadami

fot. Dariusz Pomadą/Facebook

Opublikowany

,

Nielegalne składowisko odpadów niebezpiecznych w Pasiece przeszło do historii. W ubiegły czwartek z terenu gminy Mykanów wyjechał ostatni transport, kończąc tym samym akcję likwidacji jednego z najbardziej problematycznych miejsc tego typu w regionie.

To finał przedsięwzięcia, które przez wiele miesięcy wymagało współpracy samorządu, administracji rządowej oraz instytucji odpowiedzialnych za ochronę środowiska. Gmina otrzymała na ten cel 4,55 mln zł dofinansowania z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, co stanowiło 99 proc. kosztów kwalifikowanych zadania. Program wsparcia zakłada właśnie tak wysoki poziom dofinansowania dla samorządów usuwających nielegalnie zgromadzone odpady niebezpieczne. 

Prace wykonało konsorcjum firm oferując realizację zadania za 3,46 mln zł. Umowę podpisano na początku lipca, a zgodnie z pierwotnym harmonogramem odpady miały zostać usunięte do końca września. Prace zakończyły się jednak znacznie wcześniej.

– Powodzenie całego przedsięwzięcia było możliwe dzięki zaangażowaniu wielu osób i instytucji – podkreślił wójt Dariusz Pomada.

Likwidacja składowiska w Pasiece była jedną z lokalizacji objętych ogólnopolskim programem usuwania nielegalnie nagromadzonych odpadów niebezpiecznych. Miejsca takie stanowią poważne zagrożenie dla środowiska i bezpieczeństwa mieszkańców, dlatego ich usuwanie wymaga udziału wyspecjalizowanych firm oraz ścisłego nadzoru.

Warto przypomnieć, że w maju zakończono również likwidację składowiska w Kokawie. Łącznie usunięto tam niemalże 3657 ton odpadów, a cała operacja kosztowała podatników ponad 30 mln zł.

Mykanów

Budowa PSZOK-u przesunie się w czasie. Milionowe wydatki przechodzą na kolejne lata

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Gminy Mykanów/Screenshot

Realizacja projektu dotyczącego poprawy gospodarki odpadami w gminie Mykanów będzie przebiegała według zmienionego harmonogramu. Samorząd przesuwa na kolejne lata zarówno część planowanych dochodów zewnętrznych, jak i wydatki związane z budową PSZOK-u. Z tegorocznego planu wypadają setki tysięcy złotych po stronie dochodów i około 1,69 mln zł po stronie wydatków.

O zmianach poinformowała podczas pierwszej sesji w sierpniu skarbnik Agnieszka Oberska. Korekta objęła projekt dotyczący poprawy efektywności gospodarowania odpadami komunalnymi, realizowany z udziałem środków zewnętrznych.

– Zmniejszamy środki planowane do otrzymania z tytułu realizacji zadania dofinansowanego ze środków zewnętrznych – mówiła Agnieszka Oberska.

Zmiana po stronie dochodowej obejmuje zarówno środki bieżące, jak i majątkowe.

– Jeżeli chodzi o PSZOK, to zmniejszamy dochody bieżące o kwotę 30,5 tys, zł. Dochody majątkowe o prawie 436 tys. zł – poinformowała skarbnik.

Pieniądze nie mają jednak zostać utracone. Zgodnie z przedstawionymi informacjami środki zostaną przeniesione z 2026 na 2027 rok i odpowiednio ujęte w wieloletniej prognozie finansowej. Jeszcze większa zmiana dotyczy wydatków. Z tegorocznego planu zdjęta została kwota rzędu około 1,69 mln zł, która ma zostać przesunięta na 2028 rok.

Podczas sesji nie wyjaśniono szerzej, co konkretnie spowodowało zmianę harmonogramu inwestycji ani czy przesunięcie finansowania wpłynie na termin zakończenia całego przedsięwzięcia. Radni nie zadali w tej sprawie żadnych pytań.

Zmiany zostały wprowadzone zarówno do budżetu, jak i wieloletniej prognozy finansowej. Oba dokumenty przyjęto jednogłośnie głosami trzynastu obecnych radnych.

CZYTAJ DALEJ

Mykanów

„Syn ma HIV, potrzebna jest droga szczepionka”. Tak mieszkanka gminy Mykanów straciła sto tysięcy złotych

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Magnific (zdjęcie ilustracyjne)

Jedna z mieszkanek gminy Mykanów, która uwierzyła oszustom podającym się za osoby mające informacje o stanie zdrowia jej syna, straciła ogromną sumę pieniędzy. Kobieta usłyszała, że mężczyzna trafił do szpitala, jest zakażony wirusem HIV, a jedyną szansą na ratunek ma być kosztowna szczepionka. Przestępcy wykorzystali strach matki i wyłudzili od niej wszystkie przekazane pieniądze.

Do oszustwa doszło w minioną środę. Do 67-latki zadzwonił nieznany rozmówca. Przekazał dramatyczną informację – jej syn miał znajdować się w szpitalu i być zakażony wirusem HIV.

Rozmówca przekonywał, że konieczne jest pilne podanie drogiej szczepionki, od której zależeć ma zdrowie, a nawet życie mężczyzny. Cała historia została skonstruowana tak, by wywołać presję, strach i poczucie, że decyzję trzeba podjąć natychmiast. Manipulacja zadziałała. 67-letnia kobieta przekazała oszustom 100 tys. zł.

– To kolejny przykład pokazujący, że przestępcy coraz częściej odchodzą od prostego schematu „na wnuczka”. Podszywają się pod policjantów, lekarzy, kurierów, pracowników administracji czy energetyki. Scenariusze są różne, ale mechanizm pozostaje ten sam – wywołać silne emocje, odciąć ofiarę od spokojnego myślenia i doprowadzić do jak najszybszego przekazania pieniędzy – komentuje biuro prasowe częstochowskiej policji.

W ostatnich dniach ofiarami oszustów padły również dwie seniorki z Częstochowy. 87-letnia kobieta przekazała przestępcom 30 tys. zł, a 83-latka straciła 21 tys. zł. Obie uwierzyły osobie podającej się za policjanta.

Sprawy te pokazują, że oszuści nie potrzebują już wiarygodnej historii. Potrzebują jedynie kilku minut strachu, presji i emocji. 

Policja po raz kolejny przypomina, że funkcjonariusze nigdy nie proszą telefonicznie o przekazanie gotówki, kosztowności czy oszczędności i nie informują w ten sposób o prowadzonych akcjach.

W przypadku podejrzanego telefonu najlepiej natychmiast zakończyć rozmowę i samodzielnie skontaktować się z bliską osobą, której rzekomo dotyczy sprawa. Jeżeli rozmówca podaje się za policjanta, sytuację można zweryfikować pod numerem alarmowym 112.

CZYTAJ DALEJ

Mykanów

Wykonawca nie podpisał umowy na kanalizację. Gmina sięga po drugą ofertę

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Fotolia

Przy kolejnym etapie budowy kanalizacji w gminie Mykanów pojawiły się komplikacje. Firma wyłoniona w postępowaniu nie przystąpiła do podpisania umowy, dlatego samorząd zamierza skorzystać z kolejnej oferty. Wójt zapowiedział, że zadanie ma przejąć spółka, znana już gminie z wcześniejszych prac kanalizacyjnych.

Jak przekazał radnym włodarz, umowa na budowę kanalizacji przy ulicy Krętej została już podpisana. Trudności dotyczą następnego etapu przedsięwzięcia.

– Drugi etap, ten, który obejmuje ulicę Prostą, wykazuje małe komplikacje, bo firma nie przystąpiła do podpisania umowy – poinformował wójt.

Samorząd nie zamierza jednak rozpoczynać całej procedury od początku. Kolejnym wykonawcą ma zostać podmiot, który wcześniej prowadził już podobne roboty na terenie gminy. Zmiana wykonawcy będzie oznaczała również wyższy koszt. Według informacji przedstawionych na sesji różnica pomiędzy ofertami wynosi około 30 tys. zł.

Włodarz ocenił, że sytuacja nie powinna znacząco opóźnić inwestycji i zapowiedział szybkie zawarcie umowy.

CZYTAJ DALEJ

Mykanów

Tragedia na A1 w Mykanowie. Ciężarówka wjechała w ekipę drogowców, cztery osoby nie żyją

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Komenda Miejska Policji w Częstochowie

Cztery osoby zginęły, a cztery kolejne w ciężkim stanie trafiły do szpitala po tragicznym wypadku, do którego doszło dzisiaj rano rano na autostradzie A1 w rejonie Mykanowa. Kierowca ciężarowej scanii wjechał w pojazdy i pracowników ekipy prowadzącej roboty na jezdni. 32-latek był trzeźwy. Został zatrzymany do wyjaśnienia.

Do dramatu doszło krótko przed godz. 9.00. Według wstępnych ustaleń policji 32-letni kierowca samochodu ciężarowego, z przyczyn, które nie zostały jeszcze ustalone, wjechał w ciąg pojazdów ekipy remontowej znajdującej się na prawym pasie ruchu.

Skutki zderzenia okazały się wyjątkowo tragiczne. Śmierć poniosło czterech mężczyzn w wieku od 20 do 62 lat. Cztery kolejne osoby zostały ciężko ranne i przetransportowano je do szpitali.

– Na miejsce natychmiast skierowano liczne służby ratunkowe. Mimo podjętej akcji życia czterech pracowników nie udało się uratować. Sam kierowca ciężarówki nie odniósł obrażeń – informuje biuro prasowe częstochowskiej policji.

32-latek został zatrzymany do wyjaśnienia. Badanie wykazało, że w chwili wypadku był trzeźwy. Policjanci będą szczegółowo ustalać, dlaczego ciężarówka wjechała w miejsce, w którym prowadzone były roboty drogowe.

Na miejscu przez wiele godzin pracowali funkcjonariusze częstochowskiej drogówki oraz Komisariatu Autostradowego Policji w Gliwicach. Zabezpieczano ślady, wykonywano oględziny pojazdów i miejsca tragedii oraz gromadzono materiał, który ma pozwolić odtworzyć dokładny przebieg wypadku.

Po zdarzeniu jezdnia A1 została zablokowana, a kierowcy musieli korzystać z wyznaczonych objazdów. Utrudnienia były związane zarówno z akcją ratunkową, jak i prowadzonymi na miejscu czynnościami śledczych.

Dokładne przyczyny tragedii nie są jeszcze znane. Odpowiedź na pytanie, dlaczego kierujący ciężarówką wjechał w ekipę pracującą na autostradzie, ma przynieść prowadzone pod nadzorem prokuratury postępowanie.

CZYTAJ DALEJ

Mykanów

Kilka osób rannych po zderzeniu w Starym Broniszewie. Jednego z kierowców zabrał śmigłowiec LPR

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Komenda Miejska Policji w Częstochowie

Pięć osób zostało poszkodowanych w wypadku, do którego doszło w Starym Broniszewie. Zderzyły się tam dwa samochody osobowe, a jeden z kierowców z poważnymi obrażeniami został przetransportowany do szpitala śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Do zdarzenia doszło w niedzielę około godz. 16.30. Ze wstępnych ustaleń częstochowskiej policji wynika, że 20-letni kierowca renault, którym podróżowało także troje pasażerów w wieku od 20 do 27 lat, podczas skrętu w lewo w ulicę Kwiatową nie ustąpił pierwszeństwa jadącemu z przeciwnego kierunku kierującemu fordem.

Za kierownicą drugiego auta siedział 24-latek. Doszło do zderzenia, w wyniku którego obrażenia odniosło wszystkich pięciu uczestników wypadku.

Najpoważniej ucierpiał kierujący fordem. Ze względu na stan poszkodowanego na miejsce wezwano Lotnicze Pogotowie Ratunkowe, które przetransportowało go do szpitala. Pozostali uczestnicy zdarzenia również trafili pod opiekę medyczną.

Dokładny przebieg i okoliczności wypadku ustalają policjanci z Częstochowy. Funkcjonariusze ponownie apelują do kierowców o ostrożność, przestrzeganie przepisów oraz zwracanie szczególnej uwagi podczas wykonywania manewrów na skrzyżowaniach.

CZYTAJ DALEJ

Mykanów

Niebezpieczne odpady z Kokawy zniknęły. Teraz kluczowe będą wyniki badań gleby

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Gminy Mykanów

Niebezpieczne odpady składowane w Kokawie zostały praktycznie usunięte, ale sprawa nie jest jeszcze definitywnie zamknięta. Pracownicy Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Katowicach pobrali próbki gleby i dopiero wyniki badań pokażą, czy po składowisku nie pozostało zanieczyszczenie wymagające dalszych działań.

O postępach poinformował wójt podczas ostaniej sesji rady gminy. Jak przekazał, samorząd podpisał umowę z firmami zajmującymi się wywozem niebezpiecznych materiałów. Najważniejsza informacja dotyczyła jednak stanu samego terenu. W dniu, kiedy odbywały się obrady, zasadnicza część odpadów była już wywieziona, a do zabrania miały pozostać ostatnie transporty.

Samo usunięcie materiałów nie przesądza jednak o zakończeniu całej sprawy. W pierwszej połowie lipca na miejscu pojawili się inspektorzy WIOŚ, którzy pobrali próbki gruntu. Ich analiza ma dać odpowiedź na pytanie, czy składowanie niebezpiecznych odpadów pozostawiło ślady w glebie.

To właśnie wyniki badań będą teraz kluczowe. Jeśli potwierdzą brak zanieczyszczeń, będzie można mówić o faktycznym uporządkowaniu terenu. Jeżeli wykażą przekroczenia, gminę mogą czekać kolejne działania związane z zabezpieczeniem lub oczyszczeniem gruntu.

Podczas sesji radni nie pytali o możliwy zakres skażenia, termin otrzymania wyników ani o to, jakie działania przewidziano na wypadek niekorzystnych rezultatów badań.

Na dziś najtrudniejszy etap, czyli wywóz odpadów, jest więc praktycznie zakończony. Ostateczne zamknięcie sprawy Kokawy zależy jednak od tego, co pokażą laboratoryjne analizy gleby.

CZYTAJ DALEJ

Mykanów

Przetarg podbił cenę. Do ulicy Dębowej w Starym Cykarzewie trzeba dołożyć trzysta pięćdziesiąt tysięcy

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Fotolia

Budowa ulicy Dębowej w Starym Cykarzewie będzie kosztować więcej, niż wcześniej zakładano. Po przetargu okazało się, że zabezpieczone środki nie wystarczą, dlatego gmina Mykanów zwiększa finansowanie zadania o kolejne 350 tys. zł. To największa z korekt dotyczących inwestycji drogowych przedstawionych podczas ostatniej sesji rady gminy.

Zmiana znalazła się w pakiecie korekt budżetowych i wieloletniej prognozy finansowej. Ulica Dębowa była już wcześniej ujęta w planach inwestycyjnych, a środki na jej realizację rozłożono na dwa lata. Wynik postępowania przetargowego wymusił jednak zwiększenie nakładów.

– Tutaj mamy zwiększenie o 350 tys. zł. Na zadaniu było już 420 tys. rozbite na dwa lata. Teraz po przetargu brakuje nam tej kwoty, więc dokładamy – wyjaśniła skarbnik Agnieszka Oberska.

Skala dopłaty jest znacząca, ponieważ dodatkowe 350 tys. zł stanowi dużą część kwoty zabezpieczonej wcześniej na całe zadanie. Na sesji nie wyjaśniono jednak szerzej, z czego wynika tak duża różnica pomiędzy wcześniejszym planem a ceną uzyskaną po przetargu.

Dębowa nie jest przy tym jedyną inwestycją drogową wymagającą korekty finansowej. Gmina przeznacza również 130 tys. zł na ulicę Czereśniową w Czarnym Lesie oraz 140 tys. zł na ulicę Szkolną w Wierzchowisku. Dodatkowe środki trafią także na ulicę Leśną i Jana Długosza w Grabowej.

Zmiany zostały wpisane również do wieloletniej prognozy finansowej. Na pokrycie całego pakietu nowych potrzeb samorząd uruchamia prawie 1,9 mln zł wolnych środków z ubiegłego roku.

Mimo wzrostu kosztów ulicy Dębowej radni nie podjęli szerszej dyskusji. Nie pytano ani o przyczyny różnicy po przetargu, ani o to, czy w przypadku innych inwestycji również może pojawić się konieczność dokładania kolejnych pieniędzy. Po przedstawieniu zmian przewodniczący rady otworzył możliwość zadawania pytań.

– Czy państwo radni mają pytania? – zapytał.

Pytań nie było. Zarówno zmiany w wieloletniej prognozie finansowej, jak i korekta budżetu zostały przyjęte jednogłośnie przez trzynastu obecnych radnych.

CZYTAJ DALEJ

Mykanów

Dobre wyniki uczniów, ale coraz większe koszty. Wójt ostrzega przed problemem szkoły w Broniszewie

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Gminy Mykanów/Screenshot

Oświata była jednym z najważniejszych i najbardziej wrażliwych tematów raportu o stanie gminy Mykanów za ubiegły rok. Z jednej strony samorząd może pochwalić się dobrymi wynikami egzaminu ósmoklasisty i dużymi inwestycjami w szkolną infrastrukturę, w tym rozbudową szkoły w Rybnej. Z drugiej strony wydatki na edukację są ogromne, demografia nie sprzyja utrzymywaniu małych placówek, a wójt Dariusz Pomada wprost przyznał, że w najbliższych latach problemem może stać się szkoła w Broniszewie.

Podczas prezentacji raportu sekretarz gminy podkreślała, że Mykanów pozostaje gminą rolniczą, ale atrakcyjne położenie, bliskość Częstochowy i dobra komunikacja sprawiają, że gmina nadal przyciąga nowych mieszkańców. Na koniec 2025 roku liczba ludności wynosiła 15 139 osób. Mimo wzrostu liczby mieszkańców, gmina odnotowała ujemny przyrost naturalny. To 98 urodzeń i 136 zgonów.

Sekretarz zaznaczyła, że problem demografii nie dotyczy wyłącznie Mykanowa, lecz całego kraju. Gmina na razie nie mierzy się z wyludnieniem, bo napływ nowych mieszkańców równoważy ujemny przyrost naturalny. Nie zmienia to jednak faktu, że liczba dzieci i organizacja oświaty będą coraz ważniejszym wyzwaniem.

W raporcie dużo miejsca poświęcono wydatkom edukacyjnym. Na terenie gminy działa 11 placówek oświatowych, a samorząd dodatkowo dotuje placówki niepubliczne oraz szkołę podstawową prowadzoną przez stowarzyszenie w Rybnej. Sekretarz nie ukrywała, że edukacja zawsze będzie tematem wywołującym emocje, bo pochłania bardzo duże środki.

– Oświata budzi zawsze i będzie budziła zawsze wiele kontrowersji z racji tego, iż na terenie gminy działa 11 placówek oświatowych – mówiła Aneta Bator.

W 2025 roku gmina przeznaczyła na oświatę ponad 10 mln zł ze środków własnych. Do tego dochodziły dotacje celowe i tak zwane potrzeby oświatowe, czyli środki z budżetu państwa, w wysokości ponad 37 mln zł. Największą część wydatków stanowiły wynagrodzenia i pochodne, ale szkoły wymagają także bieżącego utrzymania, mediów i remontów.

Sekretarz zwróciła uwagę, że koszt utrzymania ucznia zależy od wielu czynników, w tym liczby dzieci w placówce, liczby oddziałów oraz tego, czy w szkole są dzieci objęte kształceniem specjalnym. W takich przypadkach koszty rosną, ale samorząd traktuje te wydatki jako element wyrównywania szans.

– Niewątpliwie im więcej dzieci jest w szkole, tym ten koszt na ucznia jest coraz mniejszy, czyli te wydatki stosunkowo maleją – wskazywała.

Mimo wysokich kosztów, raport pokazał też pozytywne efekty pracy szkół. Do egzaminu ósmoklasisty w 2025 roku przystąpiło 147 uczniów. Według przedstawionych danych gmina wypadła bardzo dobrze na tle powiatu i województwa we wszystkich częściach egzaminu – z języka polskiego, matematyki i języka angielskiego.

Szczególnie wyróżniono szkołę w Czarnym Lesie w matematyce i języku angielskim oraz szkołę w Starym Kocinie w języku polskim. Bator podkreślała, że wszystkie dzieci przystąpiły do egzaminu, a wyniki ogólnie są bardzo dobre.

Jednocześnie gmina inwestuje w infrastrukturę oświatową. Największym przykładem była rozbudowa szkoły w Rybnej, określona podczas prezentacji jako jedna z najbardziej okazałych inwestycji. Zakres zadania obejmował między innymi budowę sali gimnastycznej, zaplecza szatniowo-sanitarnego, sal dla trzech oddziałów szkolnych, kotłowni gazowej, instalacji, drogi pożarowej, parkingów, oświetlenia i windy. Zadanie nie byłoby możliwe bez środków z tzw. „Polskiego Ładu”.

W trakcie debaty nad raportem jedna z radnych zapytała o działania, które pozwolą utrzymać wysoki poziom nauczania przy jednoczesnej racjonalizacji wydatków. To pytanie otworzyło temat trudnych decyzji organizacyjnych, które mogą czekać gminę.

– Czy planowane są, a jeśli tak, to jakie działania mające na celu zachowanie wysokich standardów nauczania przy jednoczesnej racjonalizacji wydatków? – pytała radna.

Wójt Dariusz Pomada odpowiedział, że sprawa dotyczy raczej przyszłości niż raportu za 2025 rok, ale nie uciekł od problemu. Wprost wskazał na szkołę w Broniszewie, gdzie w perspektywie kilku lat może dojść do bardzo trudnej sytuacji demograficznej.

– Będziemy mieli problem i nad tym bardzo musimy się zastanowić, co zrobić np. ze szkołą w Broniszewie – odparł.

Wójt ostrzegł, że jeśli nic się nie zmieni, w placówce mogą zniknąć trzy roczniki. W praktyce oznaczałoby to bardzo małą liczbę uczniów przy utrzymaniu kosztów kadry i obsługi.

– Liczba uczniów może osiągnąć maksymalnie około 40 osób. Zbliży się niedługo do liczby nauczycieli i obsługi – dodał.

Pomada wspomniał również o nowych możliwościach prawnych, w tym tworzeniu szkół filialnych i ograniczaniu liczby etatów. To sygnał, że w najbliższych latach samorząd może stanąć przed decyzjami, które zwykle są jednymi z najbardziej konfliktowych w gminach.

CZYTAJ DALEJ

Mykanów

Toksyczna bomba w Kokawie zniknęła, ale Mykanów ma kolejny problem w Pasiece

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Archiwum (zdjęcie ilustracyjne)

Jednym z najważniejszych tematów raportu o stanie gminy Mykanów za 2025 rok była likwidacja nielegalnego składowiska odpadów niebezpiecznych w Kokawie. Lokalne władze przedstawiły to jako jeden z największych sukcesów minionego roku. Usunięto tysiące ton substancji, które przez lata stanowiły zagrożenie nie tylko dla najbliższych mieszkańców, ale – jak podkreślano podczas sesji – dla całej gminy. Entuzjazm tonowała jednak informacja o kolejnym składowisku. Tym razem chodzi o Pasiekę, gdzie znajduje się około 500 ton niebezpiecznych odpadów, a koszt ich usunięcia szacowany jest na 4,5 mln zł.

Temat odpadów niebezpiecznych pojawił się podczas prezentacji raportu o stanie gminy. Sekretarz Aneta Bator zwróciła uwagę, że likwidacja składowiska w Kokawie była zadaniem wyjątkowo trudnym organizacyjnie, finansowo i administracyjnie. Jak mówiła, do urzędu dzwonili nawet pracownicy innych samorządów, pytając, w jaki sposób Mykanów zdołał przeprowadzić tak skomplikowaną operację.

– Pytali kto nam pomógł? Jak napisaliśmy wniosek i rozliczyli ten projekt? – relacjonowała sekretarz gminy.

Podkreślała, że sukces nie był dziełem jednej osoby, ale pracy wielu referatów i decyzji podejmowanych przez kierownictwo gminy. Wymieniała referat inwestycji, zamówień, finansów oraz gospodarki nieruchomościami. Akcentowała, że projekt wymagał współpracy i dużego zaangażowania pracowników urzędu.

Według pierwotnych szacunków na składowisku w Kokawie miało znajdować się około 4000 ton odpadów. Gmina pozyskała na zadanie 33 mln zł. Ostatecznie, jak poinformowano podczas sesji, usunięto 3656 ton, a koszt zadania sięgnął około 30 mln zł.

Sekretarz gminy nie ukrywała, że skala zagrożenia była bardzo duża. Odpady niebezpieczne przez lata znajdowały się w pojemnikach i zbiornikach, które zaczęły niszczeć. Pojawiały się wycieki, rdza i reakcje chemiczne. Właśnie dlatego określenie „bomba ekologiczna” nie brzmiało na sesji jak publicystyczna przesada, ale opis realnego zagrożenia.

Podczas prezentacji pokazano zdjęcia ilustrujące skalę problemu. Na pierwszych fotografiach widać było ogromną liczbę pojemników ustawionych jeden obok drugiego. Kolejne slajdy pokazywały postęp prac i stopniowe znikanie odpadów. Ostatnie zdjęcia przedstawiały już teren po oczyszczeniu.

– Tak wygląda to miejsce teraz. Nie ma żadnej beczki, żadnego pojemnika, została też doprowadzona ta nawierzchnia oczyszczona z tych środków chemicznych – mówiła Bator.

Ten fragment raportu miał wyraźnie pozytywny wydźwięk, ale zaraz potem pojawiło się ostrzeżenie. Mykanów nie zakończył bowiem walki z nielegalnymi odpadami. Kolejne składowisko znajduje się w Pasiece. Skala jest mniejsza niż w Kokawie, ale – jak zaznaczono – nie oznacza to, że problem można bagatelizować.

W Pasiece ma znajdować się około 500 ton odpadów niebezpiecznych. Wskazano, że to zagrożenie dotyczy przede wszystkim mieszkańców Pasieki, Lubojny i okolicznych miejscowości, ale podobnie jak w przypadku Kokawy problem ma szerszy wymiar.

Sekretarz zwróciła uwagę, że właściciele czy osoby wynajmujące hale powinny kontrolować, co dzieje się na ich terenie. W przeciwnym razie konsekwencje zaniedbań stają się problemem całej wspólnoty.

– Jak ktoś wynajmuje jakieś hale, czy wynajmuje jakąś powierzchnię, też powinien mieć nad tym nadzór, bo potem to staje się problemem wspólnym, gdzie musimy szukać tych pieniędzy, tych rozwiązań jak najwyżej – podkreślała.

Władze gminy Mykanów umowę na likwidację nielegalnego składowiska odpadów niebezpiecznych w Pasiece podpisały 2 lipca. Zadanie wykona konsorcjum dwóch firm za kwotę niemal 3,5 mln zł, a wszystkie odpady mają zostać usunięte do końca września bieżącego roku.

CZYTAJ DALEJ

Mykanów

Pożar autobusu w okolicy Lubojenki. Pasażerowie zdążyli się ewakuować

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Policja Śląska

W piątek tuż przed godz. 8.00 na łączniku pomiędzy aleją Wojska Polskiego a autostradą A1 doszło do pożaru rejsowego autobusu. Zdarzenie miało miejsce w rejonie zjazdu z drogi krajowej nr 91 w Lubojence. Pojazd spłonął doszczętnie, jednak żadna z podróżujących nim osób nie została poszkodowana.

Autokar kursował na trasie Łódź – Krynica-Zdrój. Na pokładzie znajdowały się łącznie 22 osoby. Jeszcze przed przyjazdem służb ratunkowych wszyscy pasażerowie samodzielnie opuścili pojazd. Zdołali również zabrać ze sobą bagaże.

Ogień szybko objął autobus, który w wyniku pożaru uległ całkowitemu zniszczeniu. Na miejsce skierowano zastępy straży pożarnej. Ratownicy zabezpieczyli teren, ugasili płonący pojazd i przystąpili do usuwania skutków zdarzenia.

Pożar spowodował utrudnienia w ruchu na węźle Częstochowa Północ. Zablokowany został zjazd z autostrady A1 od strony Gdańska, a także wjazd na autostradę w kierunku Katowic. Ruch główną jezdnią A1 odbywał się bez zakłóceń.

CZYTAJ DALEJ

Mykanów

Absolutorium było, ale wcześniej zaiskrzyło. Wójt i przewodniczący starli się o Wierzchowisko

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Gminy Mykanów/Screenshot

Sesja absolutoryjna w Mykanowie formalnie zakończyła się dla wójta Dariusza Pomady dobrze. Radni udzielili mu wotum zaufania, a później jednogłośnie absolutorium za wykonanie budżetu za 2025 rok. Nie była to jednak sesja całkowicie bezproblemowa. Przy wotum zaufania pojawiły się trzy głosy wstrzymujące, a najwięcej emocji wywołało wystąpienie przewodniczącego rady, który tłumaczył swoją decyzję nastrojami mieszkańców Wierzchowiska. Wójt odpowiedział ostro, wyliczając inwestycje i pieniądze kierowane do tej miejscowości oraz przypominając, że gmina ma nie tylko Wierzchowisko, ale 24 sołectwa i 40 miejscowości.

Debata nad raportem o stanie gminy rozpoczęła się od prezentacji przygotowanej przez sekretarz gminy. Przedstawiono w niej najważniejsze dane dotyczące demografii, finansów, oświaty, inwestycji, pomocy społecznej, kultury, promocji, funduszu sołeckiego oraz dużych zadań środowiskowych. Po wystąpieniu urzędniczki przewodniczący rady otworzył debatę. Zgłoszono kilka pytań dotyczących między innymi kanalizacji, strategii rozwoju, bezpieczeństwa, oświaty, promocji oraz niezrealizowanej ulicy Czereśniowej w Czarnym Lesie.

Po zakończeniu debaty rada przeszła do głosowania nad wotum zaufania dla wójta. Uchwała została podjęta, ale nie jednogłośnie. Za głosowało 12 radnych, nikt nie był przeciw, a trzy osoby wstrzymały się od głosu. Właśnie wtedy przewodniczący rady Tomasz Nowicki zdecydował się publicznie wyjaśnić swoją decyzję.

Samorzdowiec podkreślił, że został wybrany jako przedstawiciel mieszkańców Wierzchowiska i po rozmowach z nimi widzi narastające niezadowolenie dotyczące sposobu reagowania na zgłaszane problemy tej miejscowości.

– Po wielu rozmowach z mieszkańcami widzę narastające rozczarowanie związane z faktem, że zgłaszane przeze mnie interpelacje dotyczące podstawowych problemów naszej miejscowości często pozostają bez oczekiwanej reakcji. A kwestie ważne dla mieszkańców są odkładane lub lekceważone – mówił Nowicki.

Zastrzegł jednocześnie, że jego decyzja nie oznacza pełnej negatywnej oceny pracy wójta. Jak zaznaczał, w wielu sprawach współpraca układa się poprawnie, ale głosowanie miało być sygnałem ostrzegawczym.

– Moja decyzja o wstrzymaniu się od głosu, wstrzymaniu, nie głosowaniu przeciw, nad wotum zaufania nie jest wyrazem całkowitego braku zaufania ani negatywnej oceny całokształtu pracy wójta. Jest natomiast sygnałem, że w sprawach zgłaszanych przez mieszkańców Wierzchowiska nadal pozostaje wiele do zrobienia – tłumaczył przewodniczący rady.

Najmocniej zabrzmiało jednak jego stwierdzenie, że głos „za” byłby sprzeczny z tym, co słyszy od mieszkańców.

Wójt Dariusz Pomada odpowiedział natychmiast i nie ukrywał irytacji. Już na początku zwrócił uwagę, że takie wystąpienie powinno paść w trakcie debaty, a nie po głosowaniu. Potem przeszedł do meritum, czyli inwestycji w Wierzchowisku. Włodarz stanowczo odrzucił zarzut lekceważenia mieszkańców tej miejscowości. Przekonywał, że mimo słabego wyniku wyborczego w Wierzchowisku, gmina kierowała tam duże środki. W jego ocenie trudno mówić o pomijaniu miejscowości, do której trafiają wielomilionowe inwestycje.

– Nigdy nie lekceważyłem, jak się pan to wyraził, mieszkańców Wierzchowiska mimo katastrofalnego wyniku wyboru w tej miejscowości – stwierdził wójt. – Bardzo bym chciał mieć takiego wójta, który się ze mną nie zgadza, który mnie nie lubi i daje do tej miejscowości 30 mln zł. Ja bym takiego wójta bardzo chciał – dodał.

Dariusz Pomada przyznał, że Wierzchowisko rozwija się dynamicznie, ale właśnie to rodzi kolejne oczekiwania i problemy. Zdaniem wójta infrastruktura nie nadąża za tempem rozrostu miejscowości, a potrzeby są praktycznie nieograniczone.

– Wierzchowisko to jest nieskończona ilość problemów, panie radny. Nie nadążamy z infrastrukturą, nie nadążamy – mówił.

Pomada przypomniał również, że Mykanów to nie tylko jedna miejscowość. Wskazywał, że o inwestycje zabiegają wszystkie części gminy, a budżet nie jest w stanie spełnić wszystkich oczekiwań jednocześnie.

– W tej gminie jest 40 miejscowości i wszystkie oczekują inwestycji – podkreślał.

W swojej odpowiedzi wyliczał przykłady wydatków i zadań, które miały trafić do Wierzchowiska. Wymieniał między innymi kanalizację, szkołę, drogi po kanalizacji, oświetlenie i projektowanie kolejnych elementów infrastruktury. Zestawiał też tę sytuację z innymi miejscowościami, które – jak mówił – przez lata dostały znacznie mniej.

– To moi radni powinni mieć do mnie pretensje, że dostali niewiele. Ale tak się układa budżet gminy, że czasami trzeba inwestować w tej miejscowości więcej i inna musi poczekać. Grabowa nie dostała przez sześć lat nic, zero – wskazywał.

Jednym z konkretnych przykładów, które wróciły w dyskusji, była ulica Spokojna w Wierzchowisku. Przewodniczący rady zauważył, że mieszkańcy czują się zawiedzeni, bo wcześniej otrzymali informację, że sprawa zostanie uwzględniona w budżecie na 2026 rok, a ostatecznie tak się nie stało.

– Dlatego mieszkańcy no czują się oszukani – mówił Tomasz Nowicki.

Do dyskusji włączyła się również jedna z radnych, która zwróciła uwagę, że obecne problemy Wierzchowiska są konsekwencją wcześniejszych decyzji planistycznych. Jej zdaniem poprzednia rada, zwiększając tereny budowlane, musiała liczyć się z tym, że nowi mieszkańcy będą mieli konkretne oczekiwania infrastrukturalne.

Po tej wymianie zdań rada przeszła do dalszych punktów sesji. Sprawozdanie finansowe zostało zatwierdzone, a absolutorium udzielone jednogłośnie. Za było 15 radnych, bez głosów przeciwnych i wstrzymujących się. Wójt podziękował radnym, sołtysom, pracownikom urzędu, organizacjom, strażakom i instytucjom działającym na terenie gminy.

W swoim wystąpieniu po absolutorium Pomada mówił o coraz lepszej współpracy z radą, ale jednocześnie uprzedzał, że kolejne budżety mogą być trudne. Zaznaczył, że gmina prowadzi dużo inwestycji, korzysta ze środków zewnętrznych, ale musi też zabezpieczać wkład własny.

– Nie wiem, czy uda nam się przyszły rok zamknąć bez kredytu, bo tych inwestycji naprawdę robimy bardzo dużo, wszystkie z środkami unijnymi i tam wkład własny trzeba zapewnić – mówił Dariusz Pomada.

CZYTAJ DALEJ

Mykanów

Ogień na autostradzie pod Mykanowem. Bus doszczętnie spłonął

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Komenda Miejska Policji w Częstochowie

Na autostradzie A1 w Wierzchowisku w gminie Mykanów doszło do pożaru busa. Samochód z nieustalonych dotąd przyczyn zapalił się i doszczętnie spłonął. Na szczęście w zdarzeniu nikt nie ucierpiał.

Do pożaru doszło w poniedziałek we wczesnych godzinach popołudniowych na odcinku autostrady A1 przebiegającym przez Wierzchowisko. Ze wstępnych ustaleń policjantów wynika, że bus jechał w kierunku Łodzi, gdy w pewnym momencie pojazd objął ogień.

Na miejsce skierowano służby ratunkowe. Przy zdarzeniu pracowali policjanci oraz strażacy, którzy zabezpieczyli teren, a następnie prowadzili działania związane z usunięciem skutków pożaru. W związku ze zdarzeniem ruch na autostradzie musiał odbywać się jednym pasem.

Na chwilę obecną nie są znane dokładne przyczyny pojawienia się ognia. Okoliczności zdarzenia będą wyjaśniać częstochowscy policjanci. Funkcjonariusze ustalą między innymi, co mogło doprowadzić do pożaru pojazdu oraz jaki był dokładny przebieg zdarzenia.

CZYTAJ DALEJ

Mykanów

Borowno uratowane przed utratą pieniędzy? Wójt przekonywał, że trzeba działać szybko

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Gminy Mykanów/Screenshot

Czerwcowa sesja rady gminy miała krótki przebieg, ale przyniosła kilka istotnych rozstrzygnięć. Najważniejszym punktem było zabezpieczenie środków na przebudowę drogi transportu rolnego w Borownie-Kolonii. Jednocześnie z uchwały wycofano inwestycję w Grabowej, co nie wszystkim radnym odpowiadało. Głosowania pokazały, że sprawa nie była wyłącznie techniczną korektą budżetową.

Już na początku obrad pojawił się temat bezpieczeństwa drogowego w Wierzchowisku. Jeden z radnych złożył interpelację dotyczącą montażu luster drogowych na dwóch niebezpiecznych skrzyżowaniach znajdujących się w ciągu ulic Parkowej i Świerkowej oraz Osiedlowej i Jemiołowej. Jak uzasadniał, mieszkańcy zgłaszają problem ograniczonej widoczności na zakrętach, co może zagrażać zarówno kierowcom, jak i pieszym. W jego ocenie lustra byłyby prostym sposobem na poprawę bezpieczeństwa w miejscach, gdzie kierowcy mają ograniczoną możliwość oceny sytuacji na drodze.

Najważniejsza część sesji dotyczyła jednak zmian w wieloletniej prognozie finansowej i budżecie. Wójt wyjaśnił, że po komisjach pojawiła się konieczność zmiany treści uchwał. Radni mieli zdecydować o pozostawieniu finansowania drogi w Borownie-Kolonii, przy jednoczesnym usunięciu z projektu zadania w Grabowej. Włodarz przyznał, że składa taki wniosek z powodów proceduralnych i czasowych.

Jak tłumaczył, chodziło o to, aby nie zwoływać kolejnej sesji nadzwyczajnej i umożliwić podpisanie umowy na inwestycję w Borownie. Bez zabezpieczenia finansowania gmina nie mogłaby przejść do dalszych działań.

– Mamy mało czasu na to, żeby procedować następną sesję i musimy to zrobić szybko, no bo w ten sposób to przepadną nam pieniądze na Borowno, bo musimy podpisać umowę, a ja mogę podpisać umowę tylko wtedy, kiedy będę miał zapewnione finansowanie – podkreślał Dariusz Pomada.

Pierwsze głosowanie nad zmianą treści uchwały w sprawie wieloletniej prognozy finansowej zakończyło się wynikiem 13 głosów za i 2 przeciw. Sama uchwała dotycząca WPF została później przyjęta jednogłośnie. Więcej emocji pokazało jednak głosowanie nad zmianą treści uchwały budżetowej. Tu za było 9 radnych, a 6 głosowało przeciw. To właśnie ten wynik najlepiej pokazał, że wycofanie Grabowej z uchwały nie było dla części rady neutralną formalnością.

Skarbnik przedstawiła szczegóły finansowe dotyczące zadania w Borownie-Kolonii. Do budżetu wprowadzono dotację w wysokości prawie 410 tys. zł na przebudowę drogi transportu rolnego. Całość wydatków na inwestycję określono na ponad 696 tys. zł, w tym wcześniejsze 24 tys. zł na dokumentację projektową. Brakujący wkład własny w wysokości prawie 263 tys. zł ma zostać zabezpieczony z wolnych środków.

Ostatecznie uchwała w sprawie zmian w budżecie została przyjęta 14 głosami za, przy jednym głosie przeciw. Tym samym rada zabezpieczyła środki na Borowno-Kolonię, ale jednocześnie pozostawiła otwarte pytanie o dalsze losy inwestycji w Grabowej.

W końcowej części sesji wróciły również lokalne problemy infrastrukturalne. Jedna z sołtysek zapytała o możliwość naprawy chodnika w Cykarzewie Północnym, w rejonie remizy OSP. Jak wskazywała, na nawierzchni pojawiło się wybrzuszenie, które warto usunąć przy okazji prowadzonych remontów.

CZYTAJ DALEJ

Mykanów

Nocny wypadek na hulajnodze w Radostkowie. Nastolatek trafił do szpitala w ciężkim stanie

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Magnific

Hulajnoga elektryczna znów okazała się nie zabawką, lecz pojazdem, na którym chwila nieuwagi może skończyć się dramatem. W Radostkowie 16-latek przewrócił się podczas jazdy hulajnogą elektryczną i doznał poważnych obrażeń głowy. Nie miał założonego kasku ochronnego.

Do niebezpiecznego zdarzenia doszło wczoraj około godz. 23.30 na ulicy Szkolnej. Ze wstępnych ustaleń policjantów wynika, że 16-latek poruszał się hulajnogą elektryczną po chodniku. W pewnym momencie, z przyczyn, które są jeszcze ustalane, stracił panowanie nad urządzeniem i się wywrócił.

Skutki upadku okazały się bardzo poważne. Chłopak doznał obrażeń głowy i w stanie ciężkim został przetransportowany do szpitala. Policjanci podkreślają, że nastolatek nie korzystał z kasku ochronnego, który w takich sytuacjach może mieć kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa.

– Hulajnogą elektryczną mogą poruszać się osoby, które ukończyły 13 lat, przy czym niepełnoletni muszą posiadać kartę rowerową. Podstawowym miejscem jazdy jest droga dla rowerów, jeżeli taka infrastruktura jest dostępna. Po jezdni można jechać tylko wtedy, gdy obowiązuje na niej ograniczenie prędkości do 30 km/h. Chodnik jest rozwiązaniem wyjątkowym, dopuszczalnym w określonych sytuacjach, między innymi wtedy, gdy biegnie wzdłuż drogi, na której dopuszczalna prędkość przekracza 30 km/h – podkreśla biuro prasowe częstochowskiej policji.

Jak dodają mundurowi w komunikacie, maksymalna prędkość hulajnogi elektrycznej wynosi 20 km/h. Zabronione jest przewożenie innych osób, zwierząt i przedmiotów, jazda pod wpływem alkoholu lub środków odurzających, korzystanie z telefonu podczas jazdy oraz przejeżdżanie hulajnogą przez przejście dla pieszych. W takim miejscu urządzenie należy przeprowadzić.

Funkcjonariusze przypominają również, że od 3 czerwca w Polsce obowiązuje nakaz używania kasków ochronnych przez osoby poniżej 16. roku życia poruszające się między innymi na rowerach, hulajnogach i innych urządzeniach transportu osobistego. Za brak kasku odpowiedzialność ponoszą rodzice lub opiekunowie prawni.

Wypadek w Radostkowie jest szczególnie mocnym ostrzeżeniem dla młodych użytkowników hulajnóg i ich rodziców. Elektryczna hulajnoga daje poczucie swobody, ale nie wybacza błędów. Upadek przy większej prędkości, zwłaszcza bez kasku, może skończyć się poważnym urazem.

Policja apeluje do użytkowników tych pojazdów o ostrożność i jazdę zgodną z przepisami. Apel kierowany jest również do rodziców i opiekunów. To dorośli powinni tłumaczyć najmłodszym, że bezpieczeństwo nie kończy się na umiejętności utrzymania równowagi.

CZYTAJ DALEJ

Mykanów

Na sesji o problemie z odbiorem bioodpadów. Przewodniczący rady: Fetor i całe Wierzchowisko zalane

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Kingmaker

Sesja Rady Gminy Mykanów, która odbyła się pod koniec maja, miała spokojny przebieg, ale pod warstwą jednogłośnie przyjmowanych uchwał pojawiło się kilka problematycznych spraw. Najważniejsze z nich to utrudnienia z odbiorem bioodpadów w Wierzchowisku, niebezpieczna studzienka, brak pieniędzy na ulicę Brzozową, zaległości w przycinaniu gałęzi oraz sygnały o nieprawidłowym stosowaniu środków ochrony roślin.

Podczas sesji wspominano także o organizacji niedawnej powiatowej spartakiady i towarzyszącemu jej koncertowi. Przewodniczący rady odniósł się przy tej okazji do negatywnych komentarzy po wydarzeniu, podkreślając wiejski charakter gminy i lokalną tożsamość jej mieszkańców.

– Jesteśmy gminą wiejską, mieszkamy na wsi, ale my się tego nie wstydzimy. Wiemy, skąd pochodzimy, chcemy tu mieszkać, także obraźliwe komentarze z tej strony mieszkańców gminy, są troszkę nie na miejscu – mówił Tomasz Nowicki.

Jednak najbardziej uciążliwy dla mieszkańców problem zgłoszony wprost podczas sesji dotyczył Wierzchowiska. Po ostatnim odbiorze bioodpadów na ulicach miały pozostać zanieczyszczenia i intensywny zapach. Jak relacjonował przewodniczący, firma obsługująca odbiór przyjechała nieszczelnym pojazdem.

– Całe wierzchowisko jest zalane, jak odbierają to bio, to tam, gdzie stoją, to jest olbrzymia plama tego zanieczyszczenia, olbrzymi fetor i widać po prostu, gdzie ta ciężarówka jeździ – relacjonował.

Wójt Dariusz Pomada przyznał, że mieszkańcy mają rację, a problem jest przekazywany firmie odbierającej odpady. Jednocześnie tłumaczył, że bioodpady fermentują i wytwarzają płyny, które przy dużej ilości mogą się przelewać.

Radni jednogłośnie przyjęli zmiany w wieloletniej prognozie finansowej i budżecie. Dochody zwiększono o ponad 347 tys. zł, głównie dzięki środkom z programu „Aktywne Place Zabaw 2026” na rozbudowę i wyposażenie placu zabaw przy gminnym żłobku w Starym Cykarzewie. Wśród zmian znalazły się też środki na pomoc materialną dla uczniów, diety sołtysów, zakup pilotów do głosowania, funkcjonowanie urzędu, zakup traktorka dla szkoły i żłobka, dokumentację wodociągu oraz zadania związane z obroną cywilną.

Nie wszystkie informacje budżetowe były jednak optymistyczne. Budowa drogi gminnej w Starym Cykarzewie przy ulicy Dębowej nie zostanie prawdopodobnie wykonana w całości w tym roku i została rozłożona na dwa lata.

– Zadanie będzie podzielone na 2026 i 2027 równomiernie po 210 tys. w każdym roku – mówiła skarbnik gminy Agnieszka Obarska.

Radni przyjęli także uchwałę podnoszącą miesięczną dietę sołtysów do 500 zł. Jak wyjaśniał przewodniczący, był to efekt wcześniejszego wniosku sołtysów i rozmów na komisji.

W części przeznaczonej na wnioski sołtysów wróciły typowe, ale dla mieszkańców konkretne problemy terenowe. Sołtys Jarosław Kubat zwrócił uwagę na studzienkę przy ulicy Głównej 37, która według niego może stworzyć zagrożenie dla kierowców. Zgłosił również trudną sytuację na ulicy Brzozowej.

– Ta studzienka tam się niedługo wyrwie i zrobi jakąś krzywdę komuś przejeżdżającemu, tak żeby tam wodociągi naprawdę podjechały i uzupełniły te ubytki wokół studzienki – mówił.

W przypadku Brzozowej odpowiedź wójta była jednoznaczna. Jak się okazuje projekt jest, ale pieniędzy na realizację nie ma.

– Jeżeli chodzi o Brzozową, to mamy projekt, tylko nie mamy pieniędzy, więc jak znajdziemy pieniądze, no to możemy ją robić, ale w chwili obecnej tych pieniędzy nie ma – odpowiedział włodarz.

Kolejna sołtys apelowała o przycinkę gałęzi nad ulicą Akacjową. Jak mówiła, stanowią one zagrożenie dla pieszych i samochodów, szczególnie przy silniejszym wietrze. Dodała, że wcześniej pojawiła się tam ekipa, ale prace nie zostały dokończone.

Dariusz pomada tłumaczył, że gmina ma ograniczone możliwości kadrowe, a pracownicy byli ostatnio mocno zaangażowani w przygotowania do spartakiady.

– Przyroda jest taka, jaka jest i rośnie szybciej niż my mamy tych pracowników tylko praktycznie pięciu – stwierdził.

Pod koniec sesji pojawił się jeszcze temat środków ochrony roślin. Zabierająca głos urzędniczka poinformowała, że do referatu gospodarki nieruchomościami, planowania przestrzennego i ochrony środowiska docierają sygnały o nieprawidłowym stosowaniu oprysków. Jedna z mieszkanek miała przynieść do urzędu zniszczone rośliny z okolic swojego gospodarstwa. Urzędniczka przypomniała podstawowe zasady stosowania oprysków i zaznaczyła, że sprawa nie dotyczy wyłącznie roślin czy owadów, ale również bezpieczeństwa mieszkańców.

– Ja tyle tylko zaznaczę, że to nie chodzi tylko o rośliny i zwierzęta, ale także o nasze zdrowie i żebyśmy to po prostu przestrzegali – podkreśliła.

CZYTAJ DALEJ

Mykanów

Nie tak miała wyglądać ostatnia droga zmarłego. Karawan z trumną jechał slalomem przez Radostków

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Komenda Miejska Policji w Częstochowie

Dzięki czujności przypadkowego świadka policjanci z Częstochowy zatrzymali 51-letniego kierowcę karawanu, który prowadził pojazd mając 2,5 promila alkoholu w organizmie. Mężczyzna przewoził trumnę z ciałem, a jego niebezpieczna jazda mogła doprowadzić do tragedii na drodze.

Do zdarzenia doszło wczoraj około godz. 9.30. Oficer dyżurny Komendy Miejskiej Policji w Częstochowie otrzymał zgłoszenie od kierowcy, który zauważył na ulicy Częstochowskiej w Radostkowie karawan marki mercedes poruszający się w sposób wskazujący na to, że osoba siedząca za kierownicą może być nietrzeźwa. Według relacji świadka pojazd jechał slalomem, stwarzając zagrożenie dla innych uczestników ruchu.

Choć zgłaszający po chwili stracił karawan z pola widzenia, przekazana informacja pozwoliła policjantom szybko rozpocząć poszukiwania pojazdu. Funkcjonariusze częstochowskiej drogówki już po krótkim czasie namierzyli i zatrzymali mercedesa na ulicy Okulickiego w Częstochowie.

Za kierownicą siedział 51-letni mieszkaniec Radomska. Badanie alkomatem nie pozostawiło żadnych wątpliwości – mężczyzna miał w organizmie 2,5 promila alkoholu. Podczas kontroli policjanci sprawdzili również przestrzeń ładunkową pojazdu. Okazało się, że kierowca wykonywał swoje obowiązki służbowe i przewoził trumnę z ciałem.


Na miejsce został wezwany inny pracownik zakładu pogrzebowego. Po potwierdzeniu jego trzeźwości funkcjonariusze przekazali mu karawan wraz z przewożoną trumną, aby transport mógł zostać bezpiecznie dokończony.

Policjanci podkreślają, że kluczową rolę w tej sprawie odegrała postawa świadka. To właśnie dzięki jego odpowiedzialnej reakcji udało się szybko wyeliminować z ruchu kierowcę, który stwarzał realne zagrożenie dla życia i zdrowia innych osób.

Teraz 51-latek odpowie przed sądem. Za prowadzenie pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwości grozi mu kara do trzech lat pozbawienia wolności, wieloletni zakaz prowadzenia pojazdów oraz wysoka grzywna.

CZYTAJ DALEJ

Mykanów

Drogi z dziurami, prywatny staw przy gminnej jezdni i podwyżka dla wójta. Co się działo na sesji w Mykanowie?

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Gminy Mykanów/Screenshot

Ostatnia sesja rady gminy miała dwa wyraźne oblicza. W części uchwałodawczej radni sprawnie przyjmowali kolejne decyzje dotyczące budżetu, pomocy dla powiatu, wynagrodzenia włodarza, petycji oraz skargi. W interpelacjach i wolnych wnioskach wróciły jednak sprawy dużo bardziej odczuwalne dla mieszkańców. Sporo mówiono o dziurawych drogach, zarośniętych poboczach, zapadlisku przy szkole, niebezpiecznym odcinku przy stawie, oczekiwaniu na środki zewnętrzne oraz potrzebie uporządkowania zasad funkcjonowania sołectw.

Najmocniej wybrzmiał temat ulicy Leśnej w Cykarzewie Północnym. Radny Jarosław Migoń wrócił do wcześniejszej interpelacji dotyczącej zabezpieczenia drogi przy stawie. Jak wskazywał, odpowiedź wójta nie satysfakcjonuje ani jego, ani mieszkańców. Problem, jego zdaniem, nie polega już na kosmetycznym remoncie, lecz na realnym zagrożeniu. Skarpa ma się powiększać, asfalt kruszyć, barierki przechylać w stronę stawu, a w pobliżu przebiegać ma gazociąg.

– Moim zdaniem nie chodzi o mówienie, że należy coś zrobić, tylko trzeba to po prostu zrobić. Należy wystąpić o pozyskanie odpowiednich zgód, czyli po prostu zacząć – mówił Migoń.

Radny podkreślał, że po drodze poruszają się ciężkie pojazdy, a sytuacja może skończyć się poważnym zdarzeniem.

– Jest droga gminna, droga bardzo niebezpieczna, staw się powiększa. Dodam jeszcze, że między stawem a jezdnią jest nitka gazociągu. To jest naprawdę niebezpieczne. Tam jeżdżą samochody z drewnem, 40-tonowe – alarmował.

Wójt odpowiadał, że gmina nie może samodzielnie ingerować w staw, ponieważ znajduje się on na prywatnej działce. Podkreślał, że samorząd może działać w pasie drogowym, ale nie ma prawa inwestować w cudzą nieruchomość ani występować do Wód Polskich o zasypanie prywatnego zbiornika.

– Droga jest nasza, ja się zgadzam, ale staw jest czyjś. Ja nie wystąpię do Wód Polskich o zasypanie stawu, bo staw jest na prywatnej posesji, a gmina nie ma prawa inwestować na prywatnej działce. Taka jest prawda w tej chwili. Napiszemy nakaz do właściciela, żeby uporządkował sprawę stawu, bo to jest jego obowiązek, nie nasz. My możemy, powiedzmy, partycypować jakoś w kosztach, ale wykonać on musi. My możemy tam zrobić to, co jest po stronie drogi, ale ja w staw nie będę wchodził, bo to jest staw prywatny – podkreślił Dariusz Pomada.

Lista drogowych problemów była dłuższa. Radny Jarosław Kubat zgłaszał potrzebę wycinki gałęzi, uporządkowania poboczy i zasypania dziur na drodze od Przedkocinia do Cykarzewa, którą mieszkańcy tych dwóch miejscowości określają jako drogę kościelną. Inna radna wymieniała kolejne miejsca wymagające prac porządkowych, między innymi w Starym Broniszewie, Nowym Broniszewie, Rusinowie, Adamowie, przy ulicach Słonecznej i Nadrzecznej oraz w Maciejówce. Dopytywała też o oczyszczenie korytarza Strugi Pijawki.

Wójt zapewniał, że wycinki są prowadzone według planu, a kolejne miejsca będą uwzględniane sukcesywnie. W sprawie Pijawki poinformował, że zadanie zostało wpisane do tegorocznego planu Wód Polskich, ale zakres prac będzie zależał od pieniędzy.

– Na ile starczy pieniędzy, tyle zrobią – tłumaczył.

Kolejnym trudnym punktem była ulica Szkolna w Wierzchowisku. Przewodniczący rady Tomasz Nowicki przypominał, że po wcześniejszej interpelacji miał być wykonany przegląd drogi, ale przy szkole nadal powstaje duży ubytek. Jak mówił, doraźne zasypywanie nie daje efektu, bo po deszczu masa asfaltowa jest wypłukiwana, a problem wraca.

Wójt przyznał, że sprawa jest poważna i technicznie skomplikowana. Według wstępnych ustaleń problem może dotyczyć nieszczelnej studni, braku odpływu oraz złych spadków. W praktyce może to oznaczać konieczność rozkopania większej części skrzyżowania przy drodze powiatowej.

– Szkolna w Wierzchowisku jest olbrzymim problemem – przyznał.

W części finansowej radni zajęli się zmianami w budżecie i wieloletniej prognozie finansowej. Skarbnik poinformowała między innymi o 174 tys. zł z grantu z jednej z fundacji na zakup pomocy dydaktycznych dla dziewięciu placówek oświatowych. Pieniądze trafią do szkół i zespołów szkolno-przedszkolnych w Wierzchowisku, Mykanowie, Starym Cykarzewie, Czarnym Lesie, Borownie, Starym Broniszewie, Starym Kocinie, Radostkowie i Lubojnie.

W budżecie zwiększono także środki na budowę drogi gminnej przy ulicy Dębowej w Starym Cykarzewie o 150 tys. zł, zabezpieczono 116 tys. zł na waloryzację umowy dotyczącej gminnego transportu publicznego oraz 49,8 tys. zł na brakujące środki po podwyżce diet radnych. Do budżetu wróciły też pieniądze wcześniej przesunięte z placówek oświatowych, łącznie ponad 844 tys. zł. Gmina zapisała również pomoc dla powiatu pajęczańskiego na dokumentację zadania drogowego Wólka Prusicka-Stary Broniszew w kwocie 15,4 tys. zł.

Zmiany w WPF przeszły dziewięcioma głosami za przy sześciu wstrzymujących się. Zmiany w budżecie oraz pomoc dla powiatu przyjęto już jednogłośnie.

Jednomyślności nie zabrakło także przy uchwale dotyczącej wynagrodzenia wójta. Sekretarz wyjaśniła, że projekt wynika z nowego rozporządzenia, które zaktualizowało stawki wynagrodzeń między innymi dla wójtów, starostów i marszałków. Rada zdecydowała się ustalić wynagrodzenie zasadnicze i dodatek funkcyjny na poziomie 95 proc. maksymalnych kwot przewidzianych w rozporządzeniu. Uchwała obowiązuje z mocą wsteczną, od początku bieżącego roku.

W końcowej części sesji pojawił się także temat wniosków do FOGR-u. Radny Michał Kwapisz pytał o rozstrzygnięcia dotyczące drogi w Borownie. Wójt odpowiedział, że na stronie urzędu marszałkowskiego nie ma jeszcze listy i podobnie wygląda sytuacja z inicjatywą sołecką.

Istotny głos zabrali również sołtysi, którzy wystąpili z wnioskiem o kompleksową aktualizację statutów sołectw. Argumentowali, że obecne dokumenty są przestarzałe i nie odpowiadają w pełni aktualnym przepisom, praktyce zebrań wiejskich, formom komunikacji z mieszkańcami oraz potrzebie większego zaangażowania społeczności lokalnych.

Włodarz poparł inicjatywę i zapowiedział gotowość do pracy nad zmianami. Zasugerował nawet, że przy okazji warto zająć się także statutem całej gminy. Wskazywał, że ostatnie wybory sołeckie pokazały luki i wątpliwości, które powinny zostać jednoznacznie opisane.

Na koniec wróciła kwestia wynagrodzeń sołtysów. Dariusz Pomada przedstawił porównanie stawek w okolicznych gminach i zasugerował, że w Mykanowie rozważana jest dieta w wysokości 500 zł. Jednocześnie odniósł się do głosów, jakoby sołtysi mieli zostać pokrzywdzeni zmianą systemu wypłat.

– Myślę, że przynajmniej te 500 zł to zrobimy, ale też pocztą pantoflową docierają do mnie takie informacje, że ponoć sołtysi zostali oszukani, że zrobiliśmy biznes jakiś na tym. Nikt biznesu nie zrobił – przekonywał wójt, podkreślając przy tym, że obecność sołtysów na sesjach jest ważna, bo pozwala im śledzić działania gminy, zgłaszać potrzeby sołectw i przekazywać mieszkańcom informacje.

CZYTAJ DALEJ

Mykanów

Szkoły bez dyrektorów, klasy do likwidacji. Mykanów zderza się z rzeczywistością

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Gminy Mykanów/Screenshot

Podczas niedawnej sesji rady gminy samorządowcy z Mykanowa zajęli się pakietem uchwał finansowych, planistycznych oraz organizacyjnych, jednak to nie same głosowania były najważniejsze. Obrady zdominowały kwestie oświaty, problemy kadrowe w szkołach, spadająca liczba uczniów oraz rosnące napięcia wokół wydatków publicznych. Nie zabrakło również ostrych głosów sprzeciwu wobec przekazywania środków na instytucje państwowe oraz sygnałów o realnych zagrożeniach infrastrukturalnych w gminie.

Najwięcej uwagi wzbudziło sprawozdanie wójta z działalności międzysesyjnej, w którym szczegółowo odniósł się do sytuacji w gminnej oświacie. Już na wstępie jasno wskazał, że konkursy na dyrektorów szkół nie przebiegają bezproblemowo.

– One tak przebiegają różnie – przyznał Dariusz Pomada, wskazując na przypadki, w których procedury zakończyły się bez rozstrzygnięcia.

W jednym z kluczowych przypadków konkurs nie wyłonił dyrektora.

– Jeden nie został dopuszczony ze względów formalnych, drugi nie otrzymał wymaganej liczby głosów, więc zgodnie z przepisami dyrektora powołuje wójt – poinformował radnych włodarz.

Jeszcze bardziej niepokojąco wygląda sytuacja w przedszkolu w Cykarzewie, gdzie nie zgłosił się żaden kandydat.

– Konkurs może być powtórzony i będziemy go powtarzać – mówił.

Problemy kadrowe to jednak tylko część większego obrazu. Wójt otwarcie przyznał, że gmina zaczyna odczuwać skutki niżu demograficznego.

– Pierwszy wniosek jest taki, że prawdopodobnie będziemy zamykać trzy oddziały przedszkolne – zapowiedział.

Jeszcze bardziej obrazowe były dane dotyczące szkół podstawowych.

– Szkoła podstawowa w Radostkowie sześcioro dzieci, w Starym Cykarzewie sześcioro dzieci – wyliczał.

W Czarnym Lesie pojawił się natomiast dylemat organizacyjny, który pokazuje skalę problemu.

– Musimy podjąć decyzję o tym, czy będzie tylko jeden oddział w pierwszej klasie, czy będą dwa oddziały – zaznaczył Pomada, wskazując na ograniczenia wynikające z liczby dzieci oraz przepisów.

To właśnie te kwestie wyraźnie zdominowały przekaz wójta i pokazały, że gmina stoi przed trudnymi decyzjami dotyczącymi przyszłości sieci szkół.

Włodarz zwrócił również uwagę na rosnące koszty funkcjonowania gminy, szczególnie w kontekście wzrostu cen paliw.

– Niepokojące wzrosty cen paliwa powodują to, że już pojawiają się wnioski o waloryzację i moim zdaniem to na 1 mln zł to się chyba nie skończy – ostrzegał.

Jak dodał, wnioski o podwyżki zgłosił już operator transportu publicznego, a podobne ruchy mogą wkrótce pojawić się także w gospodarce odpadami.

W części dotyczącej interpelacji radni poruszyli szereg problemów infrastrukturalnych, które – jak wynikało z wypowiedzi – mają pilny charakter.

Jeden z samorządowców pytał o możliwość wykorzystania destruktu asfaltowego do naprawy dróg rolniczych, wskazując na ich zły stan. Z kolei jego kolega z rady zwrócił uwagę na narastający problem uszkodzonej studzienki.

– Ta dziura się powiększa przy tym deklu, tam niedługo może poderwać – alarmował.

Najbardziej niepokojący głos należał jednak do radnego, który wskazał na realne zagrożenie dla bezpieczeństwa na jednej z dróg.

– Staw znajdujący się na tej ulicy niebezpiecznie się powiększa i podmywa nasyp ulicy. Barierki oddzielające staw od drogi są już praktycznie w powietrzu – mówił.

Radny nie miał wątpliwości co do skali zagrożenia.

– Jeżeli przyjedzie tir z drewnem 40-tonowym, może się stać niebezpiecznie. Droga się może zapaść. To jest naprawdę bardzo pilne – podkreślił.

Odpowiedź wójta nie pozostawiła złudzeń co do ograniczonych możliwości działania.

– Mamy tam problem, dlatego że tam jest bardzo wąski pas drogowy. Z bobrami praktycznie nie możemy nic zrobić, bo są prawnie chronione – wyjaśnił.

Największe napięcie pojawiło się podczas dyskusji nad zmianami w budżecie, a konkretnie nad przekazaniem środków na wsparcie policji i straży granicznej.

Jeden z radnych zdecydowanie sprzeciwił się tej decyzji.

– Uważam, że te pieniądze w chwili obecnej powinny być przeznaczone na potrzeby naszych mieszkańców – mówił, podważając również zasadność finansowania instytucji państwowych przez samorząd. – Utrzymywanie policji czy straży granicznej jest obowiązkiem państwa, nie samorządu – podkreślił.

Wskazał przy tym na problemy zgłaszane przez mieszkańców i lokalne instytucje.

– Wpływają pisma z sołectw, ze szkół o różnego rodzaju finansowanie i zawsze jest problem. Nawet z drobnymi kwotami – zaznaczył.

Jego zdaniem argument o poprawie bezpieczeństwa nie jest wystarczający.

– Nie do końca się z tym zgadzam. To tak naprawdę nie ma większego znaczenia – dodał.

Mimo tych zastrzeżeń uchwała została przyjęta, jednak wynik głosowania pokazał wyraźny podział wśród radnych – 8 głosów „za” i aż 6 wstrzymujących się.

Rada bez większej dyskusji przyjęła dwa miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego, które umożliwiają budowę farm fotowoltaicznych na łącznej powierzchni ponad 100 hektarów. Jak poinformowała kierownik referatu, procedura przebiegła bez sprzeciwu mieszkańców. I co istotne, frekwencja na spotkaniach konsultacyjnych była znikoma.

– Na to spotkanie przyszły dwie osoby, ale nie były zainteresowane budową OZE – zaznaczyła.

Większość pozostałych uchwał – w tym dotyczących wieloletniej prognozy finansowej, programu opieki nad zwierzętami czy regulaminu wynagradzania nauczycieli – została przyjęta jednogłośnie i bez większej debaty. W przypadku regulaminu wynagradzania konieczne było ponowne procedowanie uchwały po interwencji nadzoru wojewody, który wcześniej zakwestionował jej zapisy.

W końcowej części obrad głos zabrał również jeden z sołtysów, wskazując na wieloletnie zaniedbania w utrzymaniu infrastruktury odwodnieniowej.

– Rowy podniosły swoją wysokość i przepusty są w 90 proc. zakryte, więc one nie spełniają swoich wymogów i ta woda w nich stoi – ubolewał.

Wójt odpowiedział, że sprawa zostanie przekazana do zarządcy dróg, jednocześnie przypominając, że część obowiązków spoczywa na właścicielach nieruchomości.

CZYTAJ DALEJ

Mykanów

Interwencja policji i saperów w Lubojence. Niepozorny przedmiot w ziemi okazał się zagrożeniem sprzed lat

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Komenda Miejska Policji w Częstochowie

Niebezpieczne znalezisko w Lubojence w gminie Mykanów postawiło służby w stan gotowości. W pobliżu autostrady A1, podczas prac ziemnych, odnaleziono niewybuch pochodzący z czasów drugiej wojny światowej. Na miejscu interweniowali policjanci z Komisariatu Policji w Kłomnicach oraz saperzy z jednostki wojskowej w Gliwicach.

Do zdarzenia doszło w miniony piątek, kiedy dyżurny komisariatu w Kłomnicach otrzymał zgłoszenie od przedstawiciela firmy prowadzącej roboty ziemne. Pracownicy natrafili na przedmiot przypominający pocisk. Na miejsce skierowano patrol policji oraz funkcjonariusza z Nieetatowej Grupy Rozpoznania Minersko-Pirotechnicznego, który potwierdził, że znalezisko to niewybuch z okresu drugiej wojny światowej.

Teren został natychmiast zabezpieczony i wygrodzony. Z uwagi na to, że miejsce odnalezienia znajdowało się z dala od zabudowań, nie było konieczności przeprowadzania ewakuacji mieszkańców. Policjanci przez cały czas pilnowali, aby do niebezpiecznego przedmiotu nie zbliżały się osoby postronne.

Niewybuch został usunięty w sobotę rano przez patrol saperski z jednostki wojskowej w Gliwicach. Pocisk przewieziono na poligon, gdzie został bezpiecznie zneutralizowany.

Służby przypominają, że w przypadku odnalezienia przedmiotów mogących być niewybuchami należy zachować szczególną ostrożność. Takiego znaleziska nie wolno dotykać, przenosić ani podejmować prób jego rozbrajania. Miejsce należy odpowiednio oznaczyć i zabezpieczyć przed dostępem osób postronnych, a następnie niezwłocznie powiadomić policję.

– Niewybuchy mogą stanowić poważne zagrożenie, a ich pole rażenia może sięgać nawet kilkuset metrów – informuje biuro prasowe częstochowskiej komendy policji.

CZYTAJ DALEJ

Mykanów

Mieszkanka oskarża lokalne władze: Nie wywłaszczajcie mnie! Riposta była bezlitosna

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Screenshot/Urząd Gminy Mykanów

Ostatnia sesja rady gminy, z pozoru rozpoczęta w spokojnej, proceduralnej atmosferze, bardzo szybko przerodziła się w jedno z najbardziej emocjonalnych posiedzeń tej kadencji. Powodem był kilkunastominutowy, pełen zarzutów i mocnych sformułowań głos mieszkanki Rybnej, dotyczący ulicy Brzozowej, planów kanalizacji i sposobu traktowania mieszkańców przez władze gminy. Wystąpienie zakończyło się ostrzeżeniami o drodze sądowej, a wójt w odpowiedzi nie wykluczył skierowania zawiadomienia do prokuratury w kontekście części wypowiedzi mieszkanki.

Nim radni przeszli do procedowania porządku obrad, przewodniczący poinformował o wniosku jednej z mieszkanek gminy, z prośbą o umożliwienie jej zabrania głosu. Wioletta Filak-Raemy przedstawiła się jako osoba pracująca zawodowo jako tłumacz na międzynarodowych konferencjach i – jak sama podkreślała – działająca na rzecz jednej z partii politycznych w Szwajcarii. Następnie przeszła do długiej, bardzo emocjonalnej relacji dotyczącej sytuacji przy ulicy Brzozowej w Rybnej i – w jej ocenie – nieprawidłowego przejęcia tej drogi przez gminę.

– Ulica Brzozowa została przekazana w 2013 roku, jeszcze za czasów pana Smeli, w sposób naruszający prawo, na zasadzie zamiany działek – mówiła, wskazując, że ówczesny właściciel miał otrzymać w zamian grunty przy ulicy Głównej, które następnie zostały podzielone na działki budowlane.

Mieszkanka podkreślała, że na skutek tej zamiany jej działki zostały pomniejszone o około 80 m² każda, a ona sama – mimo wniosków i próśb – nie otrzymała wglądu w dokumenty ani żadnego odszkodowania.

– Jak mieszkańcy mogą decydować, wasi sąsiedzi, o tym, że przekazują ulicę Brzozową poza moimi plecami? – pytała.

Filak-Raemy wskazywała, że droga była przez lata współfinansowana przez jej rodzinę, a teraz oczekuje finansowego wyrównania za utracony grunt.

– Mojemu ojcu za tą drogę, za te 80 metrów z każdej działki, należy się po 50 tys. zł odszkodowania. To jest utwardzona droga, na którą ja i moi rodzice kładli pieniądze – podkreślała, nie kryjąc emocji i jednocześnie ostrzegając, że jeśli nie dojdzie do finansowego uregulowania sprawy, sprawa trafi do sądu, a ona rozważy fizyczne odgrodzenie swojego fragmentu drogi.

– Jeśli moi rodzice nie będą mieli uregulowanej tej kwestii, to proponuję, żeby sąsiedzi sobie helikoptery kupili i tymi helikopterami się przemieszczali. Ja im udostępnię te 2,18 metra i postawię ogrodzenie – skwitowała.

W swoim wystąpieniu mieszkanka odwoływała się także do wcześniejszych sytuacji w gminie, zarzucając wójtowi wywłaszczenia w innych częściach miejscowości.

– Proszę mnie nie wywłaszczać, panie wójcie, tak jak pan to zrobił w Nowej Rybnej, ulicy Prostej. Obiecał pan, że tam ludziom pan zapłaci pieniądze, a potem pan ich wywłaszczył. Nie, ja na to po prostu nie pozwolę – przekonywała.

Drugim wątkiem poruszonym przez Wiolettę Filak-Raemy była planowana kanalizacja oraz – jak to określała – błędy i zaniechania w dokumentacji oraz brak uwzględniania interesu działkowiczów i mieszkańców Rybnej i Kuźnicy Lechowej.

Mieszkanka przypomniała swoje uwagi do projektu kanalizacji z 2017 roku, wskazując, że w jej ocenie inwestycja była projektowana przede wszystkim pod potrzeby dużego przedsiębiorstwa, a nie lokalnej społeczności.

– Nie można budować planu kanalizacji i przekazywać 28 tys. zł na ten plan tylko po to, żeby wykonać kanalizację dla przedsiębiorstwa bardzo bogatego, który na cały świat wysyła produkty. Ścieki z tego przedsiębiorstwa w planie były ukryte – dodała.

Wskazywała, że wielu właścicieli działek rekreacyjnych nie zostało ujętych w planie kanalizacji, a dotychczasowe zalania pokazują, jak poważne może być ryzyko, jeśli dojdzie do awarii kolektora lub przepompowni.

– Jeśli dojdzie do następnego zalania i będą opady, to my zostaniemy zalani. Wszyscy mieszkańcy. Nie tylko ściekami bytowymi, fekaliami, ale przede wszystkim ściekami przemysłowymi – alarmowała.

Wioletta Filak-Raemy zarzuciła lokalnym władzom brak rzetelnego informowania o szczegółach planów oraz utrudniony dostęp do dokumentacji, zwłaszcza w kontekście proponowanej lokalizacji kolektora i przepompowni w sąsiedztwie jej nieruchomości.

– Problem to są kłamstwa tutaj w gminie. Co wy tutaj robicie, żeby te 80 mieszkańców mogło się podłączyć? Czy zrobimy poprawkę do tego planu i czy odsuniemy się na pewno z tym kolektorem i przepompownią gdzieś w pole, gdzie to będzie bezpieczne? – pytała.

Mocne słowa padły także pod adresem poprzednich władz i części rady. Mieszkanka otwarcie użyła sformułowań sugerujących nadużycia.

– Przewodniczący doskonale wie, do jakich „wałków” dochodziło i policja niestety umorzyła sprawę. Ci ludzie, którzy tyle tych „wałków” robili, powinni po prostu tutaj nie siedzieć. Powinni się wstydzić za to, co robili. Powinno ich już tutaj po prostu nie być – grzmiała podczas sesji.

Wystąpienie Wioletty Filak-Raemy miało również bardzo osobisty charakter. Mieszkanka, powołując się na stan zdrowia swojego ojca, mówiła zarówno o wcześniejszej gminnej opiece, jak i o obecnej sytuacji finansowej rodziny, łącząc to z oczekiwanym odszkodowaniem za drogę. Kontrowersje wywołał fragment, w którym opowiadała o rzekomych słowach ojca dotyczących pracownicy zajmującej się opieką.

– Mój ojciec jest niesprawny psychicznie. Przyszedł ostatnio do instalatorów i mówi: „Wiesz, kim jest pani Żaneta? Ja już jej nie chcę”. A ja mówię: „Tatuś, ale ona już do ciebie nie przychodzi”. (…) „Nie wiem, kochanką wójta”. No ja mówię: „Tatuś, no to będzie hit na całą gminę, jak to się rozniesie” – relacjonowała.

Tego typu wypowiedzi nadawały wystąpieniu bardzo ostry, personalny ton, znacznie wykraczający poza standardową skargę na działania administracyjne.

Po tym, jak Filak-Raemy zakończyła swoje wystąpienie, przewodniczący rady wyjaśnił, że część kwestii podnoszonych przez mieszkankę już wcześniej była omawiana na komisjach, a rada – jako organ – nie ma uprawnień dochodzeniowych w sprawach własnościowych czy technicznych szczegółów dokumentacji. Przewodniczący wprost zasugerował, że przy tak poważnych zarzutach – obejmujących m.in. rzekome nieprawidłowości przy zamianie działek, wywłaszczenia czy błędy w planie kanalizacji – właściwym adresem może być wymiar sprawiedliwości.

– To jest chyba zadanie dla prokuratury, sądów, nie dla rady – mówił.

Do słów mieszkanki odniósł się następnie wójt Dariusz Pomada. Włodarz Mykanowa zaznaczył, że ze względu na obszerność zarzutów nie jest w stanie ustosunkować się do wszystkich szczegółowo „z marszu”, a najlepszą drogą byłoby ich przedstawienie w formie pisemnej.

– Byłoby dobrze, żeby pani przelała swoje pretensje do gminy, powiatu, całego kraju na papier i wtedy moglibyśmy się tak naprawdę szczegółowo ustosunkować, bo ja nie nadążyłem tutaj notować – stwierdził.

Wójt zdecydowanie zakwestionował twierdzenie, że część drogi przy Brzozowej należy do rodziny mieszkanki, powołując się na przeprowadzone wcześniej sprawdzenia stanu prawnego.

– Pani cały czas podnosi to, że część tej drogi jest jej gruntem. Wielokrotnie to sprawdzaliśmy i tak nie jest – przekonywał.

Pomada wyjaśniał, że przekazanie drogi nastąpiło na podstawie zamiany gruntów między gminą a ówczesnym właścicielem, udokumentowanej odpowiednimi umowami. Jednocześnie wskazał, że rada nie ma prawa uchwalać odszkodowań „z sali obrad”, a jakiekolwiek roszczenia finansowe muszą być rozstrzygane sądownie.

– Proszę nie naciskać na radnych, że mają podjąć jakąś uchwałę, bo nie mają prawa takiej uchwały podjąć, dlatego że gmina nie ma prawa wypłacić żadnego odszkodowania bez stosownego wyroku sądu. Więc proszę pójść do sądu i będziemy sobie udowadniać to, co tam w tym sądzie się znajdzie – poradził wójt.

Odnosząc się do zarzutów dotyczących ulicy Prostej w Nowej Rybnej, stwierdził natomiast, że mowa tam nie o wywłaszczeniu, lecz o dobrowolnym przekazaniu gruntów przez mieszkańców na poszerzenie drogi i budowę chodnika.

– Jeżeli chodzi o ulicę Prostą, w Nowej Rybnej mamy budować kanalizację. Z wyjątkiem bodajże dwóch mieszkańców wszyscy podpisali zgodę na to, że przekazują grunt na poszerzenie drogi. I zrzekli się odszkodowań – ripostował włodarz.

W kwestii kanalizacji i ścieków przemysłowych Dariusz Pomada podkreślił, że gmina zawarła przed laty stosowne porozumienie z firmą i wodociągami, a obecna oczyszczalnia – wsparta wcześniejszą budową zakładowej podczyszczalni – jest przygotowana na przyjmowanie ścieków w ramach określonych w pozwoleniach.

– Zostało spisane trójstronne porozumienie między gminą, firmą Wkrętmet i wodociągami. W projektowanej oczyszczalni miała się znaleźć taka technologia, która umożliwiała przyjęcie ścieków z tej firmy. Ona wywiązała się ze swojego zobowiązania, wpłaciła 1 mln zł na rozbudowę tej oczyszczalni – dodawał.

Odpowiadając na zarzut o rzekomej „kochance wójta”, odniósł się do niego wprost, nie kryjąc krytyki.

– Jeżeli chodzi o moją kochankę, to nie jest to moja kochanka. To jest moja kuzynka, mamy wspólnych dziadków. To jest żenujące, żeby na tak poważnej sesji poruszać tak głupie tematy. To jest żenujące – skwitował.

Wójt wyraźnie sprzeciwił się także używaniu przez mieszkankę sformułowań typu „wałki” i „przekręty” w odniesieniu do działań gminy i radnych, sugerując możliwość reakcji prawnej.

– Proszę nie używać słów, które pani tutaj mówi, o przekrętach i wałkach, bo to też nadaje się do prokuratury, bo to są niepotwierdzone posądzenia. I ja się naprawdę zastanowię, bo pani to zrobiła publicznie, czy tego nie skierować do prokuratury – zaznaczył włodarz.

Wójt odniósł się także do zarzutu, że gmina nie informuje mieszkańców o inwestycjach i planach, wskazując, że obowiązek publikacji realizowany jest poprzez oficjalne kanały, ale nie ma możliwości indywidualnego powiadamiania każdego zainteresowanego.

– Cały czas ma pani problem z tym, że pani nie wiedziała. A my nie mamy takiego obowiązku informowania indywidualnie, od tego są strony internetowe, od tego są przepisy i my tych przepisów przestrzegamy. Nie ma zasady informowania każdego mieszkańca indywidualnie przy wykonywaniu inwestycji – tłumaczył Pomada.

Podkreślił również, że część działkowiczów – wbrew temu, co sugerowała mieszkanka – nie była zainteresowana podłączeniem do kanalizacji ze względu na posiadane szamba lub przydomowe oczyszczalnie, a uwarunkowania terenowe uniemożliwiają obecnie realizację jednego, wspólnego systemu.

– Większość z nich, również z pani ulicy, powiedziała, że mają przydomowe oczyszczalnie czy szamba i nie chcą. Ze względów technicznych po prostu ten teren jest położony poniżej linii kanalizacji, nie da ich się na dzisiejszy dzień podłączyć – kontynuował wójt.

Po odpowiedzi wójta przewodniczący raz jeszcze zwrócił się do mieszkanki, prosząc o powstrzymanie emocji i przeniesienie szczegółowej korespondencji na drogę pisemną.

CZYTAJ DALEJ

NAJPOPULARNIEJSZE