Obserwuj nas

Poczesna

Krzysztof Ujma: Podjęliśmy szereg działań, które mają na celu jak najlepiej chronić mieszkańców

fot. Adrian Biel

Opublikowany

,

Z Krzysztofem Ujmą, wójtem Poczesnej, rozmawiamy o lokalnej akcji pomocowej i wyzwaniach, jakie stoją przed gminą w dobie epidemii.

Jakie działania zapobiegawcze wdrożył urząd gminy w związku z zagrożeniem epidemią koronawirusa?

12 marca zostały odwołane wszystkie zajęcia odbywające się w ramach statutowej działalności Gminnego Centrum Kultury Informacji i Rekreacji w Poczesnej, hali sportowej, świetlic środowiskowych i wiejskich działających w ramach GCKIiR, gminnej biblioteki wraz z filiami oraz zajęcia dydaktyczno-wychowawcze w szkołach, przedszkolach czy w żłobku. Zostały zamknięte wszystkie place zabaw dla dzieci oraz siłownie plenerowe.

To działania standardowe, które zastosowały wszystkie samorządy w regionie.

To prawda, ale na tym oczywiście nie poprzestaliśmy. Nasz samorząd podjął szereg dodatkowych działań, które mają na celu jak najlepiej chronić mieszkańców gminy. Zarówno na naszej stronie internetowej pod adresem poczesna.pl, jak i na facebook’owym profilu urzędu, na bieżąco prowadzona jest akcja informacyjna, która w czasie obowiązywania epidemii zachęca mieszkańców do wypełniania zaleceń służb sanitarnych, a w szczególności do pozostania w domu. Na bieżąco zamieszczamy też komunikaty resortów zdrowia, edukacji, obrony narodowej czy wojewody śląskiego. W trosce o zdrowie i bezpieczeństwo mieszkańców gminy, za zgodą właścicieli sklepów i aptek została uruchomiona Gminna Akcja „Pomoc”, w ramach której placówki te zadeklarowały realizację zamówień na telefon. Uruchomiona została także pomoc sąsiedzka i akcja informacyjna dla seniorów, którzy są szczególnie narażeni na ryzyko zakażenia. Zostało podjętych szereg działań mających na celu pomoc osobom starszym, samotnym, niepełnosprawnym, które nie mogą liczyć na wsparcie rodziny bądź są objęte kwarantanną domową.

Bez wątpienia to właśnie osoby starsze wymagają otoczenia szczególną opieką i zaoferowania im wszelkiej niezbędnej pomocy, by minimalizować ryzyko w każdy możliwy sposób.

Otóż to. Najważniejsze teraz to zapobieganie i ochrona. Ważne jest odpowiedzialne zachowanie każdego z nas. Naszą obroną jest wiedza, rozsądek i higiena. Pozostaję wraz z samorządem i pracownikami urzędu gminy w stałym kontakcie ze służbami sanitarnymi, medycznymi, policją, gminnymi jednostkami ochotniczych straży pożarnych, którzy pracują z poświęceniem, by chronić mieszkańców. Wraz z komendantem gminnym OSP podjąłem decyzję o akcji informacyjnej w formie apelu skierowanego do mieszkańców, przekazywanej przez jednostki OSP działające na terenie gminy – „Pozostań w domu, zmniejsz ryzyko zarażenia siebie i swoich bliskich”. W ten sposób, wraz ze strażakami i służbami medycznymi, prosimy o odpowiedzialne i rozsądne zachowanie, w tym o przestrzeganie wprowadzonych ograniczeń, współpracę i realizowanie poleceń służb. W związku z ograniczeniem funkcjonowania ośrodka zdrowia zostały uruchomione teleporady medyczne.

Z ogromnymi problemami borykają się także przedsiębiorcy. Czy gmina przygotowała jakieś propozycje dla tych mieszkańców, którzy prowadzą swoje biznesy?

Oczywiście. Dla wszystkich mieszkańców oraz przedsiębiorców działających na terenie gminy została wprowadzona możliwość odroczenia zapłaty należności podatkowych. Zainteresowani mogą także ubiegać się o umorzenie podatków lokalnych oraz odsetek za okres, w którym nie prowadzą działalności. Podatnicy, którzy w związku z epidemią utracili możliwość zarobkowania oraz mieszkańcy, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji materialnej uniemożliwiającej terminowe płacenie podatków oraz czynszów, mogą natomiast ubiegać się o udzielenie przeze mnie jako wójta ulgi.

Dziękuję za rozmowę.

Ja także. I dziękuję przede wszystkim pracownikom służby zdrowia i wszystkich jednostek specjalistycznych. Wszyscy jesteśmy pod wielkim wrażeniem olbrzymiego zaangażowania tych ludzi w niesieniu pomocy pacjentom i osobom potrzebującym. W najbliższym czasie z naszej strony przekażemy służbom kolejną partię sprzętu zabezpieczającego i ochrony osobistej.

Reklama

Poczesna

Czy Artur Sosna pozostanie wójtem? O tym zadecydują mieszkańcy gminy 27 września

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Urząd Gminy Poczesna

Jest już data głosowania, które może przesądzić o dalszej przyszłości władz gminy Poczesna. 27 września mieszkańcy zdecydują w referendum, czy Artur Sosna ma zostać odwołany ze stanowiska wójta przed upływem kadencji. Postanowienie o przeprowadzeniu referendum wydała 10 sierpnia Lidia Dudek – Komisarz Wyborczy w Częstochowie I.

To finał procedury rozpoczętej pod koniec maja. Wtedy grupa mieszkańców formalnie wystąpiła z inicjatywą odwołania wójta i rozpoczęła zbieranie podpisów. Aby sprawa mogła trafić do referendum, potrzebne było poparcie co najmniej 10 proc. osób uprawnionych do głosowania, czyli około tysiąca mieszkańców. Ostatecznie wymagany próg został przekroczony, a 23 lipca wniosek wraz z podpisami trafił do Komisarza Wyborczego.

Referendum jest kolejną odsłoną trwającego od dłuższego czasu konfliktu wokół sposobu zarządzania gminą. Inicjatorzy odwołania Sosny zarzucają mu m.in. problemy z komunikacją z mieszkańcami, utrudnianie dostępu do informacji oraz niewłaściwe – w ich ocenie – zarządzanie finansami. W tle pozostają także napięte relacje pomiędzy wójtem a częścią rady gminy. Podczas sesji absolutoryjnej w 2025 roku Sosna nie otrzymał ani wotum zaufania, ani absolutorium.

Na polityczną sytuację Artura Sosny nakłada się również niedawna porażka w walce o utrzymanie dotychczasowych granic gminy. Mimo wielkiego sprzeciwu mieszkańców Poczesna straci część swojego terytorium na rzecz Częstochowy i od 1 stycznia 2028 roku będzie uboższa o ponad 580 hektarów oraz pozbawiona bezpośredniego, planistycznego wpływu związanego z działalnością instalacji odpadowej w Sobuczynie. Na tej zmianie mocno „po kieszeni” dostanie także miejscowy budżet.

Sam wójt od początku zdecydowanie odrzuca krytykę. Inicjatywę referendalną przedstawiał jako działanie destabilizujące gminę i pogłębiające podziały wśród mieszkańców. Szczególny kontekst stanowi przy tym spór z Częstochową o zmianę granic administracyjnych. Sosna przekonywał, że wewnętrzny konflikt osłabił pozycję Poczesnej w rozmowach dotyczących przyszłości części jej terenów.

To właśnie sprawa granic kilka miesięcy wcześniej doprowadziła mieszkańców Poczesnej do urn. W referendum przeprowadzonym 29 marca frekwencja wyniosła 51,16 proc., a niemal wszyscy głosujący sprzeciwili się planom przyłączenia części gminy do Częstochowy. Teraz mieszkańcy zagłosują ponownie, ale stawka będzie zupełnie inna – tym razem chodzi bezpośrednio o dalsze sprawowanie urzędu przez Artura Sosnę. 

Referendum odbędzie się w niedzielę, 27 września, a lokale będą czynne od godz. 7.00 do 21.00. 

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

Wójt Sosna przegrał batalię o granice, teraz będzie walczył o stanowisko. Referendum w Poczesnej przesądzone

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Urząd Gminy Poczesna

W Poczesnej dojdzie do referendum w sprawie odwołania wójta Artura Sosny przed upływem kadencji. Komisarz wyborczy zakończył sprawdzanie podpisów złożonych przez inicjatorów i potwierdził, że jest ich więcej, niż wymaga ustawa. Formalne postanowienie wraz z terminem głosowania ma zostać ogłoszone 10 sierpnia.

Do uruchomienia procedury potrzebne było poparcie co najmniej 10 proc. mieszkańców uprawnionych do głosowania. W przypadku gminy Poczesna oznaczało to zebranie tysiąca ważnych podpisów. Komitet referendalny przekroczył wymagany próg, dzięki czemu mieszkańcy będą mogli zdecydować, czy Artur Sosna powinien nadal pełnić funkcję wójta. 

Referendum zostanie przeprowadzone w wyjątkowo trudnym dla Poczesnej momencie. Samorząd przegrał batalię o zachowanie dotychczasowych granic z Częstochową. Premier w ubiegłym tygodniu podpisał rozporządzenie przewidujące przejęcie przez miasto części terenów gminy (pisaliśmy o tym tutaj – przyp. red.), mimo zdecydowanego sprzeciwu wyrażanego przez lokalną społeczność. Wójt przekonuje, że decyzja została podjęta bez należytego uwzględnienia stanowiska mieszkańców i interesu Poczesnej.

Artur Sosna zapowiedział skargę do Trybunału Konstytucyjnego, powołanie funduszu wsparcia dla mieszkańców terenów sąsiadujących z wysypiskiem oraz podjęcie działań zmierzających do odzyskania zabranych gruntów. Władze gminy chcą także domagać się od Częstochowy odszkodowania za utracone wpływy podatkowe i środowiskowe. Wójt szacuje, że Poczesna może stracić z samego tytułu podatków blisko 2,5 mln zł rocznie.

W swoim wystąpieniu Sosna nie dopatruje się jednak przyczyn niepowodzenia w sposobie prowadzenia negocjacji czy własnej polityce, choć mieszkańcy i radni zgłaszali co do tego wiele zastrzeżeń. Odpowiedzialnością obarcza między innymi lokalną opozycję i trwającą akcję referendalną. Według niego w decydującym momencie Poczesna była przedstawiana jako gmina skonfliktowana, a on sam jako wójt, który nie ma wystarczającego mandatu do podejmowania wiążących decyzji.

Wójt próbuje więc dziś połączyć dwie sprawy – utratę części terytorium gminy oraz inicjatywę zmierzającą do jego odwołania. W jego ocenie trwająca akcja referendalna osłabiła pozycję Poczesnej w decydującym momencie rozmów z rządem. Taka narracja próbuje przenieść ciężar odpowiedzialności z władz gminy na ich przeciwników politycznych, ale nie odpowiada na pytanie, czy podjęte przez samorząd działania były wystarczające.

Zebrane podpisy pokazują zarazem, że referendum nie jest już wyłącznie pomysłem wąskiej grupy krytyków. Wymagany próg został przekroczony, a to oznacza, że ocena pracy wójta zostanie przeniesiona z politycznych oświadczeń do urn. Mieszkańcy będą mogli rozstrzygnąć, czy przegrana walka o granice była skutkiem decyzji podjętych ponad głowami samorządu, czy także świadectwem nieskuteczności lokalnych władz.

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

Donald Tusk zdecydował. Częstochowa dopięła swego i od 2028 roku przejmie 580 hektarów gminy Poczesna

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Urząd Gminy Poczesna

Od 1 stycznia 2028 roku Częstochowa powiększy swoje granice o ponad 580 hektarów należących obecnie do gminy Poczesna. Premier Donald Tusk podpisał rozporządzenie Rady Ministrów, a dokument został skierowany do publikacji. Decyzja kończy wielomiesięczny spór pomiędzy samorządami, w którym mieszkańcy Poczesnej niemal jednomyślnie sprzeciwiali się pomniejszeniu swojej gminy.

Zmiana obejmie łącznie około 580 hektarów z sześciu obrębów ewidencyjnych. Do Częstochowy zostanie włączonych 136,63 hektara Sobuczyny, 151,07 hektara Młynka, 26,88 hektara Brzezin Nowych, 95,70 hektara Kolonii Brzeziny Wielkie, 84,62 hektara Huty Starej A oraz 85,12 hektara z obrębu Poczesna. Na przejmowanym obszarze mieszka około 250 osób, które z początkiem 2028 roku staną się mieszkańcami Częstochowy.

Kluczowym elementem sporu od początku był zakład zagospodarowania odpadów w Sobuczynie, prowadzony przez Częstochowskie Przedsiębiorstwo Komunalne. Około 350 hektarów przejmowanego terenu należy do miasta lub jego spółki. Pozostałe grunty mają zapewnić połączenie kompleksu z obecnymi granicami Częstochowy, aby po zmianie nie powstała administracyjna enklawa.

Władze Częstochowy argumentowały, że dalsze funkcjonowanie instalacji wymaga budowy kolejnej kwatery składowiska. Obecnie eksploatowana przestrzeń ma wypełnić się w 2029 roku, a brak możliwości rozbudowy – według zwolenników zmiany granic – mógłby wywołać poważne konsekwencje dla systemu gospodarowania odpadami w północnej części województwa śląskiego.

W uzasadnieniu rządowej decyzji wskazano, że dalsza działalność i sukcesywna rozbudowa kompleksu w Sobuczynie mają znaczenie wykraczające poza interes samego miasta.

– Bez rozbudowy o kolejne kwatery składowisko wypełni się w 2029 r. (…), a zaniechanie rozbudowy wywoła skutki o charakterze systemowym, gospodarczym i ekologicznym – wskazano w uzasadnieniu przywołanym po przyjęciu rozporządzenia.

Gmina Poczesna od początku prezentowała przeciwne stanowisko. Jej władze przekonywały, że instalacja, uruchomiona jeszcze w latach 80., nie powinna być dalej rozbudowywana, lecz stopniowo wygaszana. Podnoszono przede wszystkim uciążliwości dla mieszkańców oraz obawy, że przejęcie terenu otworzy drogę do dalszego rozwoju działalności odpadowej w Sobuczynie.

Pierwotny wniosek Częstochowy był znacznie szerszy. Zakładał przejęcie około 889 hektarów zamieszkałych przez 1302 osoby oraz utworzenie w sąsiedztwie zakładu strefy inwestycyjnej. Po negatywnych opiniach i protestach miasto ograniczyło swoje żądania do około 580 hektarów i 250 mieszkańców.

Poczesna sprzeciwiała się jednak również zmniejszonemu wariantowi. W konsultacjach społecznych oraz referendum lokalnym mieszkańcy zdecydowanie odrzucili możliwość przyłączenia części gminy do Częstochowy. Oficjalny protokół z referendum został opublikowany przez urząd gminy na początku kwietnia.

Rząd ostatecznie uznał argument dotyczący zabezpieczenia funkcjonowania systemu gospodarki odpadami za ważniejszy od sprzeciwu lokalnej społeczności. Formalna zmiana granic nastąpi za 17 miesięcy – 1 stycznia 2028 roku. Do tego czasu oba samorządy będą musiały przygotować przekazanie terenów, mienia, dokumentacji oraz obsługi około 250 mieszkańców objętych rozporządzeniem.

Wójt Artur Sosna, proszony dziś w południe o komentarz, nie zechciał odnieść się do sprawy.

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

Poczesna przegrała batalię o granice? Rząd jest o krok od oddania części gminy Częstochowie

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Urząd Gminy Poczesna/Screenshot

Stały Komitet Rady Ministrów przyjął projekt rozporządzenia przewidujący włączenie części gminy Poczesna do Częstochowy. Jeżeli Rada Ministrów zatwierdzi dokument, od 1 stycznia 2028 roku Częstochowa powiększy swoje granice o blisko 580 hektarów kosztem sąsiedniej gminy. Decyzja rządu ma zapaść do końca lipca.

Jeszcze kilkanaście dni temu władze Poczesnej przekonywały, że Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji negatywnie oceniło pierwotny wniosek Częstochowy i przedstawiały to jako przełom w walce o zachowanie obecnych granic. Dziś wiadomo już, że był to jedynie jeden z etapów procedury. Po kolejnych negocjacjach i przyjęciu stanowiska przez Komisję Wspólną Rządu i Samorządu Terytorialnego sprawa przybrała zupełnie inny obrót.

27 lipca Stały Komitet Rady Ministrów przyjął projekt rozporządzenia dotyczącego zmian granic gmin i miast. Wśród nich znalazła się również Częstochowa i Poczesna. Dokument zakłada, że z dniem 1 stycznia 2028 roku do Częstochowy zostaną włączone całe obręby Sobuczyna i Młynek, a także części obrębów Brzezin Nowych, Kolonii Brzeziny Wielkie, Huty Starej A oraz Poczesnej.

To znacząca zmiana względem pierwotnego wniosku miasta. Zamiast przejęcia 889 hektarów i 1302 mieszkańców, rząd proceduje obecnie wariant obejmujący około 580 hektarów, z czego blisko 370 hektarów stanowi własność Częstochowy lub jej spółki komunalnej. Liczba mieszkańców objętych zmianą ma spaść do około 250 osób.

Jak wynika z uzasadnienia projektu, przebieg nowej granicy został tak wyznaczony, aby pozostawić w gminie Poczesna najbardziej zwarte tereny zabudowy, w tym miejscowość Brzeziny Nowe, oraz w jak najmniejszym stopniu ingerować w więzi społeczne mieszkańców. Jednocześnie podkreślono, że cały obszar objęty zmianą pozostaje w granicach pierwotnego wniosku złożonego przez Częstochowę.

Kluczową rolę odegrały wydarzenia z połowy lipca. Po posiedzeniu Zespołu ds. Ustroju Samorządu Terytorialnego przy MSWiA z 14 lipca przedstawiciele Częstochowy i Poczesnej zostali zobowiązani do podjęcia rozmów. Do negocjacji doszło 16 i 17 lipca. Jak wynika z informacji przekazanych redakcji przez gminę Poczesna, Częstochowa przedstawiła kilka wariantów ograniczenia aneksji. 

W pierwszej propozycji oferowała zmniejszenie przejmowanego obszaru o około 130 hektarów oraz dziesięcioletnią rekompensatę finansową dla Poczesnej w wysokości około 3 mln zł rocznie, utrzymanie komunikacji MPK oraz powołanie rady społecznej przy Częstochowskim Przedsiębiorstwie Komunalnym. Następnego dnia zaprezentowano kolejny wariant, jeszcze bardziej ograniczający zakres przejmowanego terenu.

Jak podkreśla miejscowy urząd gminy, władze Poczesnej miały odrzucić wszystkie propozycje i 20 lipca formalnie poinformowały Częstochowę, że nie wyrażają zgody na żadną zmianę granic. Argumentowały to wynikiem referendum lokalnego oraz konsultacji społecznych, w których mieszkańcy jednoznacznie sprzeciwili się aneksji. Problem polega jednak na tym, że mieszkańcy, a przede wszystkim miejscowi radni o samych negocjacjach dowiedzieli się dopiero po fakcie.

Przez kilka dni, gdy ważyły się losy granic gminy, nie informowano publicznie ani o propozycjach przedstawianych przez Częstochowę, ani o przebiegu rozmów. Dopiero gdy Związek Miast Polskich ujawnił, że Komisja Wspólna Rządu i Samorządu Terytorialnego pozytywnie zaopiniowała ograniczony wariant aneksji, władze Poczesnej zaczęły szczegółowo i trochę w panice wyjaśniać oraz prostować, co wydarzyło się podczas spotkań z przedstawicielami miasta.

To właśnie ta zmiana narracji budzi dziś najwięcej pytań. Dlaczego mieszkańcy i radni nie zostali poinformowani o negocjacjach w momencie, gdy się odbywały? Dlaczego szczegóły propozycji Częstochowy poznali dopiero wtedy, gdy sprawa stała się publiczna za sprawą komunikatów zewnętrznych instytucji?

Rządowe uzasadnienie projektu pokazuje jednocześnie, że argumenty Częstochowy zostały w dużej mierze uwzględnione. Szczególne znaczenie przypisano regionalnej roli instalacji do zagospodarowania odpadów w Sobuczynie. W dokumencie przywołano stanowisko marszałka województwa śląskiego, który wskazał, że kompleks obsługuje północną część regionu, a bez budowy kolejnych kwater składowisko osiągnie swoją pojemność już w 2029 roku. W ocenie marszałka dalsza rozbudowa instalacji ma charakter priorytetowy i leży w interesie publicznym.

Projekt uzyskał również pozytywną opinię wojewody śląskiego oraz Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. To właśnie dlatego wcześniejsza rekomendacja negatywna została zastąpiona rekomendacją pozytywną dla ograniczonego wariantu zmian. 

Co istotne, w uzasadnieniu do nowej wersji rozporządzenia wyraźnie podkreślono, że „miasto Częstochowa odbyło negocjacje z gminą Poczesna odnośnie przedmiotowej zmiany granic prezentując trzy koncepcje zmian, które nie uzyskały jednak akceptacji gminy Poczesna”. Decydenci z rządu są więc w pełni świadomi sprzeciwu gminy, obalając nijako twierdzenia podniesione na wczorajszym posiedzeniu komisji zdrowia i ochrony środowiska Rady Gminy Poczesna, że takie decyzje i rekomendacje zapadły w wyniku wprowadzenia Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego w błąd w kwestii porozumienia czy kompromisu zawartego pomiędzy samorządami.

Teraz wszystko znajduje się już w rękach Rady Ministrów. Zgodnie z harmonogramem decyzja powinna zostać podjęta do końca lipca. Jeżeli rząd zaakceptuje projekt w obecnym kształcie, co jest wielce prawdopodobne, bo trafił on dzisiaj (29 lipca – przyp red.) na biurko Sekretarz Rady Ministrów z adnotacją do pilnego przyjęcia w trybie obiegowym, to od 1 stycznia 2028 roku granice Częstochowy i gminy Poczesna zostaną zmienione w zawnioskowanym przez miasto kształcie.

O dalszych decyzjach będziemy informować na bieżąco.

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

RIO zajrzała i nie kupiła historii. Wójt Poczesnej ma problem, bo sekretarz powołano niezgodnie z prawem

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Urząd Gminy Poczesna/Screenshot

W samorządach wiele rzeczy da się opowiedzieć odpowiednim językiem. Błąd może stać się „uchybieniem”, pośpiech „koniecznością organizacyjną”, a decyzja kadrowa „racjonalnym rozwiązaniem”. Problem zaczyna się wtedy, gdy do urzędu wchodzą kontrolerzy i zamiast urzędniczej narracji czytają przepisy. W Poczesnej właśnie tak się stało.

Regionalna Izba Obrachunkowa w Katowicach zakwestionowała sposób niedawnego obsadzenia stanowiska sekretarza gminy. Nie chodzi o literówkę w zarządzeniu, spóźniony podpis czy brak pieczątki. Chodzi o jedno z najważniejszych stanowisk w urzędzie i o decyzję wójta Artura Sosny, który – według RIO – sięgnął po procedurę, po którą sięgać nie powinien.

Stanowisko sekretarza zwolniło się 1 stycznia. Dwanaście dni później w urzędzie zatrudniono osobę na stanowisku inspektora do spraw ochrony środowiska. Po kolejnych siedmiu dniach została ona sekretarzem gminy w drodze awansu wewnętrznego. Chodzi o Magdalenę Kasprzak.

Tempo imponujące. Problem w tym, że – jak wynika z wystąpienia pokontrolnego – prawo nie przewidywało w tej sytuacji drogi na skróty. RIO uznała, że wolne stanowisko sekretarza powinno zostać obsadzone w otwartym i konkurencyjnym naborze.

Taki tryb nie jest przecież urzędniczą fanaberią. Ma dawać zainteresowanym równe szanse, zapewniać przejrzystość i ograniczać uznaniowość przy obsadzaniu ważnych funkcji publicznych. Konkurs nie gwarantuje, że wygra najlepszy kandydat, ale przynajmniej zmusza władzę do pokazania, kogo szuka, jakie stawia wymagania i dlaczego wybiera właśnie tę osobę. W Poczesnej konkursu nie było.

Wójt tłumaczył swoją decyzję przepisami dotyczącymi awansu wewnętrznego. Kontrolerzy tej argumentacji nie podzielili. W ich ocenie sam fakt zatrudnienia kogoś w urzędzie nie otwiera automatycznie drogi do sekretarskiego gabinetu. Zwłaszcza gdy między przyjęciem do pracy a awansem mija tydzień.

Najbardziej dotkliwy dla włodarza jest jednak nie sam opis procedury, lecz jedno zdanie z raportu. RIO wskazała wprost, że za powierzenie stanowiska sekretarza w sposób niezgodny z przepisami odpowiada sam Artur Sosna. Bez rozmywania odpowiedzialności między referaty, kadry i pracowników. Bez wygodnego „doszło do nieprawidłowości”. Jest nazwisko i jest funkcja. W Poczesnej kadrowy sukces zamienił się więc w polityczny problem.

RIO zobowiązała wójta, by wspomniane stanowisko sekretarza było obsadzane zgodnie z ustawą o pracownikach samorządowych. To brzmi niemal banalnie. W istocie jest jednak bardzo mocnym podsumowaniem całej sprawy – urząd, który ma pilnować prawa wobec mieszkańców, sam powinien zacząć od przestrzegania go przy własnych decyzjach. 

Teraz pozostaje poczekać, by zobaczyć, jak władze Poczesnej potraktują raport.

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

W sprawie granic Poczesnej nic się nie zgadza. Czy wójt Sosna po cichu ustalił coś z władzami Częstochowy?

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Urząd Gminy Poczesna

Spór o zmianę granic gminy Poczesna i Częstochowy przynosi kolejny, wyjątkowo zagadkowy zwrot. Związek Miast Polskich poinformował, że samorządy miały się porozumieć, a miasto przedstawiło ograniczoną terytorialnie propozycję wraz z rekompensatą finansową. Tymczasem wójt Artur Sosna w wyjątkowo zagmatwanym oświadczeniu przekonuje, że dla Poczesnej nie jest to żaden kompromis. Nowy wariant nazywa „ograniczoną aneksją” i zapowiada wykorzystanie wszystkich możliwości, aby zablokować go na szczeblu rządowym.

Cała historia rozpoczęła się na początku grudnia ubiegłego roku. Wówczas Rada Miasta Częstochowy zgodziła się na rozpoczęcie procedury zmiany granic. Miasto chciało przejąć niemal 900 hektarów należącego do gminy Poczesna terenu, zamieszkanego przez 1302 osoby. W granicach Częstochowy miały znaleźć się Brzeziny Nowe, Kolonia Brzeziny Wielkie, Sobuczyna, Młynek oraz części Huty Starej A i Poczesnej. Uchwałę przyjęto mimo protestu mieszkańców, sprzeciwu władz gminy oraz negatywnego stanowiska Rady Powiatu Częstochowskiego.

Najważniejszym elementem sporu od początku było składowisko odpadów w Sobuczynie oraz grunty należące bezpośrednio lub pośrednio do Częstochowy. Prezydent Krzysztof Matyjaszczyk przekonywał, że przejęcie terenu pozwoli zabezpieczyć przyszłość zakładu gospodarowania odpadami i zapewni Częstochowie pełną kontrolę nad planowaniem przestrzennym tego obszaru. Poczesna miała jednak inną wizję jego rozwoju i ograniczyła powierzchnię przeznaczoną pod działalność odpadową.

Sprzeciw mieszkańców był jednoznaczny. Najpierw został wyrażony podczas konsultacji społecznych, a następnie w referendum przeprowadzonym 29 marca. Frekwencja wyniosła 51,16 proc., a niemal wszyscy uczestnicy ważnego głosowania opowiedzieli się przeciwko zmianie granic. Dzień później Rada Miasta Częstochowy, nie zważając na rezultat referendum, przyjęła jednak formalny wniosek do MSWiA i miasto nadało mu dalszy bieg.

Na początku lipca sytuacja ponownie się zmieniła. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji zarekomendowało negatywne rozpatrzenie propozycji Częstochowy. Oprócz sprzeciwu mieszkańców i rozbieżnych planów obu samorządów znaczenie miały przepisy Kodeksu wyborczego. Przesunięcie granicy zmieniłoby bowiem nie tylko granice gmin i powiatów, ale także dwóch okręgów senackich. W okresie poprzedzającym wybory parlamentarne taka zmiana nie mogła zostać przeprowadzona.

Wydawało się więc, że przynajmniej na razie sprawa została zakończona. Władze Poczesnej triumfalnie ogłosiły miastu i światu zwycięstwo. Jak się jednak okazuje, był to tylko kolejny przystanek na tym administracyjnym rollercoasterze. Pojawiły się tajemnicze nowe rozwiązania i domniemany kompromis wypracowany przez oba samorządy. Dowiadujemy się o nich z opublikowanego 22 lipca komunikatu Związku Miast Polskich, dotyczącego posiedzenia Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. O nowych ustaleniach nie poinformowały wcześniej ani władze gminy Poczesna, ani Częstochowy.

Według ZMP Częstochowa i Poczesna były jedynym przypadkiem w kraju, w którym samorządy miały porozumieć się po wcześniejszej negatywnej rekomendacji resortu. Częstochowa przedstawiła nową, „uszczuploną terytorialnie” propozycję przesunięcia granic oraz zaproponowała Poczesnej rekompensatę finansową. Zmiana miałaby wejść w życie dopiero 1 stycznia 2028 roku, a więc nie wpłynęłaby na przyszłoroczne wybory parlamentarne. Propozycję pozytywnie ocenił również wojewoda śląski, powołując się na ważny interes społeczny i zagrożenie ciągłości funkcjonowania przedsiębiorstwa zajmującego się odpadami. Komisja pozytywnie zaopiniowała projekt nowego rozporządzenia.

Komunikat ZMP wywołał ogromną konsternację wśród radnych gminy Poczesna. Pojawiły się pytania, czy wójt prowadził rozmowy z przedstawicielami Częstochowy, co dokładnie podczas nich ustalono i na jakiej podstawie stronie samorządowej Komisji Wspólnej przedstawiono sprawę jako uzgodnioną?

Dzisiaj Artur Sosna opublikował wyjątkowo zagmatwane oświadczenie w tej sprawie. Według wójta to MSWiA przedstawiło nowy projekt rozporządzenia, zakładający wariant tak zwanej „ograniczonej aneksji”. On sam z kolei nie potwierdza zawarcia kompromisu, ale i wprost przeczy takiemu sposobowi przedstawiania sytuacji.

– Dla naszej społeczności to żaden kompromis, a jedynie próba utrzymania wysypiska śmieci w Sobuczynie poza jakąkolwiek kontrolą i kosztem naszych mieszkańców – stwierdził.

Z informacji przekazanych przez Sosnę wynika, że nowa propozycja miałaby dotyczyć około 250 mieszkańców, w tym całego sołectwa Sobuczyna, Młynka oraz części Kolonii Brzeziny Wielkie. W porównaniu z pierwotnym planem obejmującym 1302 osoby byłaby więc znacząco ograniczona, ale nadal zakładałaby odłączenie od gminy zamieszkanych terenów.

Wójt przekonuje, że nie jest to wyłącznie techniczna korekta linii na mapie. Jak twierdzi, część domów miałaby znaleźć się w Częstochowie dlatego, że leży przy najkrótszej trasie łączącej składowisko z miastem albo w sąsiedztwie działek należących do Częstochowskiego Przedsiębiorstwa Komunalnego.

– Nie ma mojej zgody na to, aby los naszych mieszkańców był traktowany jak polityczna lub biznesowa karta przetargowa, a mniejsza skala zaboru naszego terytorium nie sprawia, że ten proces staje się sprawiedliwy czy akceptowalny – oświadczył.

Sosna zapewnił, że takie stanowisko przekazał zastępcom prezydenta Częstochowy Zdzisławowi Wolskiemu i Łukaszowi Kotowi, a także Ministerstwu Spraw Wewnętrznych i Administracji. Zapowiedział wykorzystanie wszystkich dostępnych ścieżek prawnych, administracyjnych i politycznych, aby doprowadzić do zablokowania rozporządzenia.

Oświadczenie nie rozwiązuje jednak najważniejszej zagadki. Wójt nie wyjaśnia, dlaczego Związek Miast Polskich poinformował o porozumieniu samorządów i wypracowaniu kompromisu. Nie wiadomo, czy podczas rozmów pojawiły się wstępne ustalenia, które Częstochowa lub przedstawiciele komisji wspólnej uznali za akceptację nowego wariantu, czy też określenie „kompromis” zostało użyte wyłącznie dlatego, że miasto ograniczyło swoje pierwotne żądania.

Sosna nie odnosi się również do informacji o rekompensacie finansowej dla Poczesnej. Nie podaje jej wysokości, warunków ani tego, czy gmina w ogóle podjęła rozmowy na ten temat. Nie wyjaśnia też, kiedy otrzymał nową propozycję i czy przed jej przedstawieniem komisji konsultował swoje stanowisko z radnymi.

Zamiast tego, w dalszej części wystąpienia włodarz Poczesnej odniósł się do inicjatywy przeprowadzenia referendum w sprawie jego odwołania. Uznał ją za działanie destrukcyjne, które podzieliło społeczność i osłabiło pozycję negocjacyjną gminy. Ten fragment oświadczenia przenosi wprost część ciężaru dyskusji z granic gminy na wewnętrzny konflikt polityczny w Poczesnej. A co trzeba wspomnieć – wczoraj do Komisarza Wyborczego w Częstochowie trafiły podpisy w wnioskiem o przeprowadzenie referendum.

Wracając do sedna – na czym dokładnie miałaby polegać „ograniczona aneksja”, wciąż oficjalnie nie wiadomo. Zmieniony projekt rozporządzenia nie został dotychczas publicznie udostępniony. Nie znamy pełnego wykazu działek, dokładnego przebiegu proponowanej granicy, skutków finansowych dla Poczesnej ani warunków rekompensaty, o której poinformował Związek Miast Polskich.

Nie sposób więc dziś przesądzić, czy mamy do czynienia z błędnym komunikatem o kompromisie, odmienną interpretacją przebiegu rozmów, czy też z porozumieniem, z którego jedna ze stron ostatecznie się wycofała.

Graniczny rollercoaster nadal trwa, a jego najnowszy zakręt przyniósł więcej pytań niż odpowiedzi. Być może te poznamy na najbliższej sesji rady gminy.

Do sprawy wrócimy po opublikowaniu nowego projektu rozporządzenia i ujawnieniu szczegółów rozmów pomiędzy Poczesną, Częstochową oraz Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji.

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

Tak posypał się plan Częstochowy. Kodeks wyborczy stanął miastu na drodze do aneksji Poczesnej

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Urząd Gminy Poczesna

Częstochowa chciała powiększyć swoje granice o 889 hektarów należących dziś do gminy Poczesna. Do miasta miały trafić Brzeziny Nowe, Kolonia Brzeziny Wielkie, Sobuczyna, Młynek oraz części Huty Starej A i Poczesnej. Łącznie chodziło o obszar zamieszkały przez 1302 osoby. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji zarekomendowało jednak, by wniosek rozpatrzyć negatywnie. Na przeszkodzie stanęły nie tylko sprzeciw mieszkańców i całkowicie odmienne wizje zagospodarowania spornego terenu, ale również przepisy Kodeksu wyborczego. Przyłączenie części Poczesnej do Częstochowy zmieniłoby bowiem granice powiatów, a w konsekwencji także dwóch okręgów senackich. 

O sprawie pisaliśmy tutaj, jednak postanowiliśmy zajrzeć jeszcze do uzasadnienia projektu rozporządzenia Rady Ministrów dotyczącego zmian granic niektórych gmin i miast. To właśnie tam szczegółowo opisano argumenty obu stron oraz powody negatywnej rekomendacji. W dokumencie pojawił wątek, o którym wcześniej w publicznej dyskusji praktycznie nie było słychać. Chodzi bowiem o przepisy Kodeksu wyborczego.

Władze Częstochowy przekonywały, że objęty wnioskiem teren jest powiązany z miastem pod względem drogowym, społecznym, gospodarczym i edukacyjnym. Najważniejsze znaczenie miały jednak składowisko odpadów w Sobuczynie oraz około 370 hektarów gruntów będących bezpośrednio lub pośrednio własnością miasta. Samorząd wskazywał, że obszar ten jest potrzebny do długofalowego zabezpieczenia funkcjonowania zakładu gospodarowania odpadami, a także do stworzenia nowej strefy aktywności gospodarczej. Aby realizować te plany, Częstochowa chciała uzyskać pełne władztwo planistyczne i możliwość samodzielnego decydowania o przyszłości terenu.

Poczesna przyjęła jednak zupełnie inny kierunek. W 2025 roku ograniczyła w dokumentach planistycznych powierzchnię przeznaczoną pod działalność związaną z gospodarowaniem odpadami z około 127 do 66 hektarów. Tym samym zrezygnowała z 61 hektarów rezerwy, która mogłaby w przyszłości posłużyć do rozbudowy składowiska. W uzasadnieniu wskazano, że dalsza ekspansja takiej działalności mogłaby negatywnie wpływać na wody, powietrze, gleby i lokalną przyrodę. Zwrócono również uwagę na odory, wzmożony ruch ciężarówek oraz spadek atrakcyjności osiedleńczej i rekreacyjnej okolicznych terenów.

Dokument nie pozostawia wątpliwości, że obie strony mają całkowicie różne pomysły na ten sam obszar. Częstochowa chce nadać mu bardziej przemysłowy charakter, zabezpieczyć funkcjonowanie składowiska i rozwijać strefę gospodarczą. Poczesna zamierza pozostawić zakład w obecnych granicach, a niezainwestowane tereny zachować jako przestrzeń buforową i aktywną przyrodniczo. W uzasadnieniu określono te wizje jako „diametralnie różne”.

Na niekorzyść wniosku Częstochowy przemówiły również wyniki konsultacji i referendum. W mieście frekwencja wyniosła zaledwie 1,5 proc., choć 72,73 proc. uczestników poparło zmianę granic. Na obszarze gminy Poczesna objętym wnioskiem udział w konsultacjach sięgnął natomiast 82 proc., a przeciwko przyłączeniu do Częstochowy opowiedziało się 99,71 proc. głosujących. Jeszcze mocniejszy sygnał przyniosło referendum z 29 marca. Wzięły w nim udział 5042 osoby, czyli 50,4 proc. uprawnionych, a 99,18 proc. uczestników zagłosowało przeciwko zmianie granic. W konsultacjach powiatu częstochowskiego sprzeciw wyraziło 100 proc. głosujących.

W uzasadnieniu odnotowano również, że po uruchomieniu procedury Częstochowa i Poczesna rozpoczęły rozmowy dotyczące przyszłości spornego terenu. Samorządy zadeklarowały przygotowanie strategii rozwoju ponadlokalnego, wypracowanie zasad formalnej współpracy, działania związane z dziedzictwem dawnego górnictwa rud żelaza oraz uporządkowanie spraw własnościowych na terenie składowiska. To oznacza, że część problemów może być rozwiązywana bez przesuwania granic administracyjnych.

Najciekawszy argument pojawił się jednak pod koniec dokumentu. Częstochowa jest miastem na prawach powiatu, natomiast Poczesna należy do powiatu częstochowskiego. Przyłączenie wskazanych terenów oznaczałoby więc zmianę nie tylko granic gmin, ale również powiatów. To z kolei wpłynęłoby na granice dwóch okręgów senackich – nr 68, obejmującego powiat częstochowski, oraz nr 69, obejmującego Częstochowę.

Kodeks wyborczy stanowi, że zmian granic powiatów powodujących zmianę granic okręgów wyborczych nie można dokonywać w okresie dwunastu miesięcy poprzedzających upływ kadencji Sejmu. Przepis ten ma zastosowanie także do okręgów senackich. Nie był to jedyny powód negatywnej rekomendacji, ale stał się dodatkową i bardzo konkretną przeszkodą prawną, o której wcześniej w sporze o tereny Poczesnej praktycznie się nie mówiło.

Ostateczną decyzję w sprawie podejmie Rada Ministrów. 

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

Nagły zwrot w sporze o tereny Poczesnej. Resort nie poparł wniosku władz Częstochowy

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Gminy Poczesna

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji negatywnie zarekomendowało wniosek władz Częstochowy dotyczący przejęcia części terenów gminy Poczesna. W przygotowanym projekcie rozporządzenia Rady Ministrów nie uwzględniono proponowanej zmiany granic. To najważniejszy dotychczas zwrot w trwającym od kilku miesięcy sporze, choć formalnie ostateczną decyzję podejmie jeszcze rząd.

Informację o stanowisku resortu przekazali urzędnicy z Poczesnej. W opublikowanym komunikacie ocenili oni, iż negatywna rekomendacja MSWiA zdecydowanie przybliża samorząd do utrzymania obecnych granic. Podkreślono przy tym znaczenie sprzeciwu mieszkańców, którzy uczestniczyli w konsultacjach, spotkaniach i referendum lokalnym.

Negatywne stanowisko ministerstwa nie jest jeszcze równoznaczne z ostatecznym zakończeniem procedury. Projekt rozporządzenia musi zostać rozpatrzony przez Radę Ministrów, która podejmuje końcowe decyzje dotyczące zmian w podziale terytorialnym kraju. Na obecnym etapie propozycja Częstochowy nie uzyskała jednak poparcia resortu odpowiedzialnego za przygotowanie dokumentu.

Procedura formalnie rozpoczęła się pod koniec 2025 roku. Częstochowa wystąpiła o włączenie do miasta terenów należących obecnie do gminy Poczesna, obejmujących obręby Brzeziny Nowe, Kolonia Brzeziny Wielkie, Sobuczyna i Młynek oraz fragmenty Huty Starej A oraz Poczesnej. Częstochowscy radni przyjęli z kolei wniosek w tej sprawie 30 marca.

Prezydent Krzysztof Matyjaszczyk wraz ze swoimi zastępcami argumentowali wówczas, że zmiana granic jest potrzebna do zabezpieczenia systemu gospodarki odpadami, rozwoju instalacji w Sobuczynie oraz wykorzystania gruntów należących do miasta i kontrolowanych przez nie spółek. Na części obszaru miałyby powstać tereny przemysłowe, produkcyjne i związane z odnawialnymi źródłami energii.

Gmina Poczesna od początku sprzeciwiała się tym planom. Spór był bezpośrednio związany z dokumentami planistycznymi przyjętymi przez jej radnych, które miały ograniczyć możliwość dalszej ekspansji instalacji odpadowej. Samorząd podkreślał także ryzyko utraty terenów, wpływów podatkowych i kontroli nad zagospodarowaniem przestrzennym.

Jednym z najważniejszych argumentów Poczesnej był wynik referendum lokalnego. Wzięła w nim udział ponad połowa uprawnionych mieszkańców, a niemal wszyscy głosujący sprzeciwili się przekazaniu terenów Częstochowie. Odmiennie wyglądały konsultacje przeprowadzone w mieście, gdzie większość uczestników poparła rozszerzenie granic.

Głos mieszkańców znalazł się również w opinii wojewody śląskiego, która pod koniec czerwca trafiła do ministra spraw wewnętrznych i administracji. Wojewoda nie przedstawił jednoznacznego rozstrzygnięcia, ale wskazał, że społeczność obszaru bezpośrednio objętego zmianą nie popiera wniosku. Opinia ta była jednym z dokumentów analizowanych przez resort przed przygotowaniem projektu rozporządzenia.

Wojewoda zwrócił także uwagę na zasadniczo odmienne wizje przyszłości spornego obszaru. Częstochowa planowała jego silniejsze uprzemysłowienie i rozwój infrastruktury związanej z gospodarką odpadami. Poczesna dążyła natomiast do zachowania obecnych granic składowiska oraz utrzymania terenów sąsiednich jako obszarów aktywnych przyrodniczo.

W opinii wskazano również na możliwe konsekwencje finansowe. Według przedstawionych analiz zmiana granic mogłaby oznaczać dla Poczesnej utratę ponad 10 mln zł dochodów podatkowych, czyli około 13 proc. prognozowanych wpływów gminy w 2028 roku. Jednocześnie stwierdzono, że nie zachodziły ustawowe przesłanki automatycznie uniemożliwiające przeprowadzenie zmiany.

Negatywna rekomendacja MSWiA jest dotychczas najkorzystniejszym rozstrzygnięciem dla gminy Poczesna. Resort nie podzielił argumentacji Częstochowy w stopniu pozwalającym na wpisanie proponowanego rozszerzenia miasta do projektu rozporządzenia.

Dopiero decyzja Rady Ministrów zamknie jednak całą procedurę. Do tego czasu obecne stanowisko ministerstwa należy traktować jako bardzo ważny, lecz jeszcze nieostateczny etap sprawy. Dla mieszkańców Poczesnej oznacza on, że wielomiesięczny sprzeciw został uwzględniony na szczeblu rządowym, a możliwość zachowania dotychczasowego przebiegu granic stała się znacznie bardziej prawdopodobna.

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

Gdy pytania były trudne, wójt Sosna milczał, a odpowiadali jego podwładni. Napięta sesja w Poczesnej

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Gminy Poczesna/Screenshot

Ostatnia sesja Rady Gminy Poczesna miała być przede wszystkim podsumowaniem 2025 roku, debatą nad raportem o stanie gminy oraz głosowaniem nad wotum zaufania i absolutorium dla wójta Artura Sosny. Formalnie najważniejsze rozstrzygnięcia zapadły po myśli włodarza. Politycznie była to jednak jedna z bardziej napiętych sesji obecnej kadencji. W centrum dyskusji znalazły się aneksja części terenów gminy przez Częstochowę, sposób przygotowania raportu, brak analiz, niezrealizowane inwestycje, komunikacja publiczna oraz sprawa audytów związanych z projektem fotowoltaicznym.

Już otwarcie debaty nad raportem pokazało, że dokument nie zostanie przyjęty bez uwag. Przewodnicząca rady zwróciła uwagę, że raport liczy 185 stron, ale w jej ocenie ma w dużej części charakter opisowy i statystyczny. Problemem miało być nie tyle samo zestawienie informacji, ile brak pogłębionej oceny tego, co z tych danych wynika dla gminy i mieszkańców.

– Raport zawiera wiele informacji dotyczących działalności gminy, realizowanych przedsięwzięć, ale również funkcjonowania poszczególnych obszarów samorządu. Warto jednak w tym miejscu zauważyć, że raport w znacznej części w moim odbiorze przyjmuje formę informatora – mówiła.

Najmocniej wybrzmiała sprawa aneksji, czyli planów Częstochowy dotyczących przejęcia części terenów gminy. Mieszkańcy i radni zarzucali władzom, że temat został w raporcie potraktowany zbyt krótko, mimo że może mieć zasadnicze znaczenie dla finansów, demografii i przyszłego rozwoju gminy.

– Raport o stanie gminy nie jest kroniką wydarzeń, nie jest też przypisem historycznym, podczas gdy dokumenty źródłowe mówią o tym, że ta sytuacja aneksji może wywrócić do góry nogami nasze finanse gminne, może wywrócić do góry nogami demografię, edukację i inwestycje w gminie – mówiła Alicja Janowska ze Stowarzyszenia Eko Poczesna.

Wskazywała, że chodzi o teren o dużym znaczeniu dla całego samorządu, a mieszkańcy powinni otrzymać jasne informacje o skutkach ewentualnej zmiany granic oraz działaniach podjętych przez urząd.

– To jest prawie 15 proc. utraty ziem. To jest ponad 10 proc. utraty mieszkańców, a więc wpłynie to na demografię. I tej analizy ja w raporcie nie widzę – podkreślała.

Odpowiedzi udzielał głównie wicewójt Robert Kępa, co samo w sobie stało się jednym z punktów zapalnych. Część radnych i mieszkańców wskazywała, że debata dotyczy działalności wójta, a więc to on powinien bezpośrednio mierzyć się z najważniejszymi pytaniami.

– Wotum zaufania udzielany jest wójtowi, nie panu, panie wicewójcie – padło na sali.

Kępa tłumaczył, że sprawa aneksji należy do zakresu jego obowiązków, a raport dotyczył 2025 roku, podczas gdy zasadnicze analizy i działania miały pojawić się już później.

– Tworząc raport, mając na uwadze to, że problem aneksji pojawił się 4 grudnia tamtego roku, uznaliśmy, że w raporcie znajdzie się mocna informacja o tym, że koniec roku zakończył się tym problemem, który zdominował nasze życie w 2026 roku – wyjaśniał Kępa.

Ta argumentacja nie przekonała części radnych. Danuta Broszkiewicz skomentowała sprawę wprost, sugerując, że skromny opis aneksji w raporcie wynikał z braku realnych działań w grudniu.

– I że tam nic nie ma. I macie rację, bo nic przez trzydzieści dni nie zrobiliście, więc ja dzisiaj panu przyznaję rację – mówiła radna.

Jeszcze ostrzej wypowiedział się radny powiatowy Maciej Janowski, który zarzucał władzom, że mimo spotkań i apeli ze strony mieszkańców nie przygotowano pełnej strategii obrony interesów gminy.

– Zrobiliście sobie panowie piękne zdjęcia w Pałacu Prezydenckim, piękne zdjęcia w KPRM-ie, ale w obronie mieszkańców nie zrobiliście nic. Kompletnie nic – stwierdził.

Drugim dużym blokiem dyskusji były inwestycje. Radni zwracali uwagę, że w raporcie przy części zadań pojawiło się zerowe wykonanie. Wicewójt wyjaśniał, że budżet w ciągu roku się zmieniał, niektóre zadania były przesuwane, a część pozycji pozostawiono w raporcie dla przejrzystości.

– To jest normalne życie budżetu, że pewne inwestycje, które są zaplanowane na starcie roku, one w ciągu roku z różnych powodów znikają – mówił Robert Kępa.

Radni odpowiadali jednak, że dla mieszkańców oczekujących na konkretne zadania takie tłumaczenie nie rozwiązuje problemu. Wskazywano między innymi na drogi, oświetlenie, chodniki, kanalizację i zadania odkładane na kolejne lata.

– Dla mieszkańca jest to po prostu zero – ripostowała radna Justyna Krawiec-Puchała.

W podobnym tonie mówiła Danuta Broszkiewicz, odnosząc się do miejscowości i ulic, gdzie mieszkańcy od lat czekają na podstawową infrastrukturę.

– My czekamy nie kilkanaście, tylko kilkadziesiąt lat na cokolwiek i nie dzieje się nic. I ludzie też tam mieszkają i też płacą podatki – podkreślała radna.

Na sesji wrócił również temat komunikacji publicznej. Radni pytali, czy zmiana systemu transportu przyniosła gminie realne oszczędności i czy poprawiła dostępność połączeń. Skarbnik Agnieszka Zych podała, że wydatki na lokalny transport zbiorowy w 2025 roku wyniosły ponad 6,79 mln zł, podczas gdy rok wcześniej było to nieco ponad 5,09 mln zł. Wicewójt tłumaczył, że 2025 rok był okresem przejściowym, a gmina nadal ponosiła koszty związane z wcześniejszym modelem komunikacji.

Kolejnym problemem okazała się sprawa projektu fotowoltaicznego i audytów, za które zapłacili mieszkańcy. Wicewójt przyznał, że projekt nie doszedł do skutku, a gmina musi znaleźć sposób rozwiązania sytuacji, by osoby, które poniosły koszty, nie zostały z niczym.

– Mamy problem. Wyciągnęliśmy wnioski z tego, bo mieliśmy zapewnienia, że projekt na pewno przejdzie, dlatego się pracownik zaangażował w to, żeby ludzi namówić na te audyty – mówił Robert Kępa.

W jego wypowiedzi padło też jedno z mocniejszych zdań całej debaty.

– Mieszkańcy mają prawo czuć się oszukani, że ktoś ich namówił na dokument, który wcale nie był potrzebny. Bo nie był potrzebny na tym etapie, niestety – stwierdził wicewójt.

Radni dopytywali, kiedy mieszkańcy otrzymają oficjalną informację i czy zostanie im zaproponowany konkretny sposób rekompensaty. Z odpowiedzi wynikało, że urząd analizuje rozwiązanie od strony formalnoprawnej i zamierza zorganizować spotkanie z zainteresowanymi.

Na sali pojawiły się także pytania o oczyszczalnie ścieków, demografię, gminną ewidencję zabytków, majątek gminy, zarządzenia wójta, fundusz sołecki, kartę mieszkańca, transport, ochronę środowiska oraz sposób publikowania dokumentów w Biuletynie Informacji Publicznej. W kilku momentach dyskusja schodziła na kwestie proceduralne i przeradzała się w spór o to, czy raport powinien zawierać więcej porównań z poprzednimi latami, ocenę skutków działań i dokładniejsze wyjaśnienia przy zadaniach niewykonanych.

Formalnie sesja zakończyła się dla wójta pozytywnie, ale wyniki głosowań pokazały, że poparcie nie było szerokie. Uchwałę w sprawie zatwierdzenia sprawozdania finansowego i sprawozdania z wykonania budżetu przyjęto przy 8 głosach za i 7 wstrzymujących się. Absolutorium również przeszło minimalną wymaganą większością: 8 radnych było za, 2 przeciw, a 5 wstrzymało się od głosu.

Warto przy tym odnotować, że sam wójt podczas debaty nad raportem tradycyjnie nie należał do najbardziej aktywnych uczestników dyskusji. Na najważniejsze pytania mieszkańców i radnych w dużej mierze odpowiadali jego współpracownicy, przede wszystkim wicewójt. Włodarz zdecydował się zabrać głos dopiero po głosowaniu nad absolutorium, gdy podziękował skarbnik oraz radnym.

– I tak debata nad raportem, która ustawowo ma być rozmową o działalności wójta, w praktyce po raz kolejny pokazała osobliwy model komunikacji w Poczesnej. Gdy pytania były trudne, a Artur Sosna nie znał na nie odpowiedzi, to głos zabierali jego podwładni. Gdy było już po głosowaniu i można było dziękować, mikrofon wrócił do właściwego adresata absolutorium – komentuje w rozmowie z redakcją jeden z lokalnych samorządowców.

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

Mocne wystąpienie byłej urzędniczki podczas sesji w Poczesnej: To kłamstwo, oszczerstwo i potwarz

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Gminy Poczesna/Screenshot

Podczas ostatniej sesji Rady Gminy Poczesna głos zabrała Dagmara Młyńczyk, były wieloletni pracownik tutejszej administracji, dziś zatrudniona w Urzędzie Gminy Mstów. Jej wystąpienie było odpowiedzią na wcześniejsze wypowiedzi dotyczące projektu Klastra Energii Aglomeracji Częstochowskiej, współpracy z firmą Doeko Group, audytów energetycznych oraz odpowiedzialności za sytuację, w której część mieszkańców została z poniesionymi kosztami i bez jasnej odpowiedzi – co dalej oraz czy odzyskają swoje pieniądze?

Już na początku Młyńczyk zaznaczyła, że nie planowała zabierać głosu. Jak mówiła, poczuła się jednak wywołana do odpowiedzi po słowach, które padły podczas sesji. Najmocniej zareagowała na sugestie, jakoby pracownik urzędu wspólnie z firmą miał wprowadzać mieszkańców w błąd, a nawet doprowadzić do pobrania od nich pieniędzy w nieuprawniony sposób.

– To, co było powiedziane przez zastępcę wójta odnośnie tego, że pracownik wraz z firmą wprowadzili mieszkańców w błąd, bądź też nawet, może jest to słowo nadmierne, wyłudzili od mieszkańców pieniądze, jest to, proszę państwa, wierutne kłamstwo – mówiła.

Chwilę później jeszcze mocniej odniosła się do stawiania jej w centrum odpowiedzialności za sprawę.

– To jest kłamstwo, oszczerstwo i potwarz – podkreślała.

Sprawa dotyczy projektu, który miał być jedną z większych szans na rozwój odnawialnych źródeł energii w regionie. Projekt parasolowy Klastra Energii Aglomeracji Częstochowskiej miał objąć między innymi Częstochowę, Poczesną, Olsztyn, Mstów i Rędziny. W grze było blisko 49,7 mln zł pozyskanego dofinansowania z Krajowego Planu Odbudowy. Mieszkańcy liczyli na fotowoltaikę, magazyny energii i realne wsparcie inwestycji w domach.

Zamiast tego powstał poważny problem. Projekt w praktyce upadł, ale część mieszkańców zdążyła zapłacić za wykonane przez Doeko Group audyty energetyczne, które miały być potrzebne do realizacji inwestycji. Dla nich nie była to już abstrakcyjna zapowiedź przyszłego programu, ale realny wydatek poniesiony z myślą o udziale w projekcie. Dziś wielu z nich pyta, czy pieniądze i czas nie zostały zmarnowane? I żądają od gminy zwrotu poniesionych kosztów.

Jak podczas sesji mówił zastępca wójta Robert Kępa, problemem w realizacji przedsięwzięcia miał okazać się magazyn wodorowy zapisany w projekcie, w części dotyczącej miasta Częstochowy. To właśnie ten element, zbyt kosztowny, trudny i ryzykowny czasowo, miał doprowadzić do załamania całej konstrukcji. Nie było możliwości zmiany projektu bez utraty dofinansowania – to Częstochowa się wycofała. Podobny mechanizm pojawił się przy Klastrze Energii Powiatu Częstochowskiego, gdzie także odstąpiono od projektu wartego blisko 48,7 mln zł dofinansowania. Tam również wskazywano, że budowa wodorowego magazynu energii groziła przekroczeniem kosztów, terminów i w konsekwencji ryzykiem utraty całego wsparcia, bo trzeba by je było zwracać w całości. Magazyn ten zapisany był w części dotyczącej nie gmin, ale o który wnioskowało starostwo powiatowe. Ogromna kasa z KPO przepadła.

W Poczesnej problem ma jednak dodatkowy wymiar. Po fiasku projektu zaczęło się szukanie odpowiedzialnych. I to właśnie przeciwko temu najostrzej zaprotestowała Dagmara Młyńczyk. Z jej wystąpienia wynikało jasno, że nie zgadza się na przypisywanie jej roli osoby, która samodzielnie prowadziła sprawę, decydowała o kontaktach z firmą czy mieszkańcami i miała odpowiadać za późniejsze konsekwencje.

Była kierownik referatu inwestycji miejscowego urzędu przypomniała, że spotkania dotyczące projektu odbywały się przy pełnej wiedzy władz gminy. Wskazała też, że w rozmowach z firmą Doeko Group miał uczestniczyć obecny wójt Artur Sosna, a w spotkaniach z mieszkańcami brał udział również jego zastępca Robert Kępa.

– Obecny tutaj wicewójt Kępa witał mieszkańców, informował ich o tym projekcie, udzielał mi głosu i odpowiadał również na pytania mieszkańców – relacjonowała.

To ważny fragment jej wystąpienia, bo uderza w narrację, według której odpowiedzialność za relacje z mieszkańcami i firmą miałaby spaść głównie na jednego pracownika. Młyńczyk konsekwentnie przekonywała, że zwykły urzędnik nie działa w takich sprawach samodzielnie i bez wiedzy przełożonych. W tle jej słów pobrzmiewało coś więcej niż obrona własnego nazwiska. To była sugestia, że po załamaniu projektu próbowano znaleźć wygodnego kozła ofiarnego.

Nie jest tajemnicą, że napięcie wokół Dagmary Młyńczyk narastało miesiącami. Już w styczniu wójt Artur Sosna chciał się z nią rozstać. Ostatecznie była urzędniczka nie dała się wmanewrować w wewnętrzne rozgrywki włodarzy i nie przyjęła roli osoby, na którą można byłoby przerzucić całą odpowiedzialność. Złożyła wypowiedzenie i sama, po osiemnastu latach, odeszła z pracy. Jej wystąpienie podczas sesji pokazało, że z cała stanowczością zamierza bronić zarówno swojego dorobku, jak i zawodowej reputacji.

Drugi istotny wątek dotyczył bowiem jej pracy przy wnioskach o dofinansowania i przetargach. Młyńczyk odniosła się do zarzutów, że miała nieudolnie zajmować się procedurami przetargowymi. Odpowiadając, wskazywała, że przygotowanie przetargu jest procesem czasochłonnym i skomplikowanym, a nie prostą czynnością techniczną.

– Pan wicewójt powiedział, że ów pracownik, proszę patrzeć w moją stronę, bo to ja, zajmowała się i to nieudolnie przetargami i że to jest moja wina, że dwa przetargi nie poszły. Pracownik odpowiedział w ten sposób, że przygotowanie przetargu to jest bardzo długa i trudna procedura – mówiła.

Była pocześniańska urzędniczka przypomniała również swój udział w pozyskiwaniu pieniędzy zewnętrznych dla gminy. Wskazała między innymi na wniosek dotyczący przebudowy ulicy Nadrzecznej, przygotowywany, jak mówiła, przy pomocy jednego z radnych, a także na projekt termomodernizacji budynków szkół.

– Wnioski same się nie piszą. Napisał ten oto nieudolny pracownik, który pozyskał dla gminy 9 mln zł dofinansowań – ironizowała.

Odniosła się także do wniosku dotyczącego termomodernizacji budynku OSP w Nieradzie. Podkreślała, że również ten projekt nie powstał bez jej udziału.

– Wniosek dla OSP na termomodernizację tego budynku nie jest dziełem straży. Nie jest dziełem obecnych tutaj włodarzy gminy. Jest moim dziełem i firmy, która robiła audyt energetyczny – stwierdziła.

Wystąpienie Młyńczyk miało nie tylko charakter osobistej obrony. Było także publicznym rozliczeniem sposobu, w jaki obecne władze gminy mówią o pracy poprzednich urzędników, inwestycjach i projektach rozpoczętych wcześniej. Szczególnie mocno wybrzmiał wątek „czyszczenia referatu”, który – jak wynikało z jej wypowiedzi – miał pojawiać się w kontekście zmian kadrowych w urzędzie.

Dagmara Młyńczyk przekonywała, że do grudnia ubiegłego roku kontrole nie wykazywały nieprawidłowości. Tym bardziej nie zgadzała się z przedstawianiem jej pracy jako źródła problemów. Z jej perspektywy sytuacja wygląda inaczej – kiedy projekt zderzył się z realiami, a mieszkańcy zaczęli pytać o pieniądze wydane na audyty, najwygodniej było wskazać urzędnika, który wcześniej prowadził część spraw.

Na koniec była kierownik referatu zwróciła się do radnych, sołtysów i mieszkańców, dziękując za lata współpracy. Jej ostatnie słowa miały już wyraźnie polityczny ton. Przypomniała, że gmina nie jest własnością osób pełniących funkcje, lecz wspólnotą mieszkańców, a mandat do kierowania nią pochodzi z wyborów.

– To mieszkańcy tworzą tę gminę i ta gmina jest tworzona przez nas. Nie osoby, które nami władają czasami lepiej, czasami gorzej. Nie mogą nami rządzić osoby, które nie zostały wybrane w wyborach przez państwa – dodała.

Te słowa były czytelnym odniesieniem do roli Roberta Kępy, który jako zastępca wójta ma dziś dominującą pozycję w bieżącym zarządzaniu gminą, choć nie pochodzi z bezpośredniego wyboru mieszkańców. Wypowiedź Młyńczyk uderzała więc nie tylko w samego wicewójta, ale pośrednio, a może przede wszystkim, także w Artura Sosnę. Urzędniczka wypunktowała bowiem słabość wójta, który niemal wszystkie kluczowe decyzje scedował na Kępę.

Sesja nie rozwiązała problemu projektu energetycznego. Nie odpowiedziała też na najważniejsze pytania mieszkańców – co z audytami, kto ponosi odpowiedzialność za przyjęte założenia i czy gmina znajdzie sposób wyjścia z pata? Pokazała jednak coś innego. Próba przerzucenia ciężaru tej sprawy na byłą urzędniczkę napotkała bardzo stanowczą odpowiedź z jej strony.

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

Poczesna cofa się w sprawie składowiska. Radna zarzuca dalekie ustępstwa: Co dostaniemy w zamian?

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Gminy Poczesna/Screenshot

Ostatnia sesja Rady Gminy Poczesna pokazała, że sprawa składowiska odpadów komunalnych wciąż pozostaje jednym z najbardziej drażliwych tematów w lokalnej polityce. Radni zajęli się uchyleniem wcześniejszej uchwały dotyczącej przystąpienia do sporządzenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla tego terenu. Formalnie był to jeden punkt porządku obrad. W praktyce wywołał dyskusję o strategii gminy, relacjach z Częstochową, możliwej aneksji terenów oraz o tym, czy Poczesna nie rezygnuje właśnie z ważnego instrumentu nacisku bez żadnych konkretnych gwarancji w zamian.

Projekt uchwały został wcześniej pozytywnie zaopiniowany przez komisję budżetu i rozwoju gospodarczego. Nie oznaczało to jednak pełnej zgody w radzie. Najwięcej wątpliwości zgłaszała radna Danuta Broszkiewicz, która już na początku pytała, dlaczego spotkanie dotyczące uchylenia uchwały zorganizowano w godzinach pracy wielu mieszkańców.

Najważniejszy zarzut radnej dotyczył jednak nie samej procedury, ale politycznego sensu decyzji. Broszkiewicz wskazywała, że gmina wycofuje się z uchwały, podczas gdy po stronie Częstochowy nie widać gotowości do przyjęcia propozycji Poczesnej ani podpisania nowych ustaleń zabezpieczających interesy samorządu.

– Więc pytam się, co dla nas? My uchylamy tą uchwałę, za chwilę będziemy uchylać kolejną rzecz. Co w zamian dla nas? – dopytywała.

W dyskusji pojawił się także wątek przeglądu ekologicznego. Radna sugerowała, że skoro Poczesna wykonuje krok wstecz, powinna oczekiwać od drugiej strony konkretnego działania, które pozwoliłoby prowadzić dalsze rozmowy na bardziej partnerskich zasadach.

– Może chociaż z tym trzeba było powiedzieć, że my uchylamy uchwałę, ale w zamian wy robicie ten przegląd ekologiczny. I dopiero wtedy siadamy do dyskusji jak równy z równym – mówiła Danuta Broszkiewicz.

Na pytania odpowiadał radca prawny obsługujący gminę. Tłumaczył, że Częstochowa nie chce podpisać innego porozumienia niż to, które już wcześniej zostało uzgodnione. Jak wynikało z jego wypowiedzi, gmina próbowała proponować rozwiązania regulujące wzajemne zobowiązania, ale bez zgody drugiej strony może działać jedynie jednostronnie. Według niego uchylenie uchwały ma przede wszystkim znaczenie polityczne i wizerunkowe. Poczesna chce pokazać, że nie blokuje modernizacji składowiska, a tym samym wzmocnić swoją pozycję przed decyzjami podejmowanymi poza gminą.

– Więc co uzyskujemy w zamian? W moim przekonaniu bardzo dużą poprawę naszego wizerunku, a to nie jest rzecz bez znaczenia, gdy decydują się nasze losy, czy losy tych ziem, czy one będą w gminie Poczesna, czy nie – argumentował mecenas.

Ta odpowiedź nie rozwiała jednak wszystkich obaw. Przeciwnie, pokazała sedno sporu. Zwolennicy uchylenia uchwały widzą w tym ruchu element taktyki przed dalszymi rozstrzygnięciami, natomiast sceptycy zwracają uwagę, że poprawa wizerunku nie jest tym samym co twarde gwarancje. Tym bardziej że z wypowiedzi mecenasa wynikało wprost, iż nic więcej nie udało się na tym etapie uzyskać.

– To jest nasz zysk. Chociaż chcielibyśmy bardzo więcej, ale więcej nie osiągnęliśmy – przyznał mecenas.

Radna dopytywała również, czy rada nie powinna poczekać na stanowisko wojewody. Obawiała się, że uchylenie uchwały przed zakończeniem tego etapu może okazać się przedwczesne i osłabić pozycję gminy. Mecenas przekonywał natomiast, że dokument powinien znaleźć się w materiałach przekazywanych dalej do Warszawy, ponieważ ma pokazać, że Poczesna nie blokuje modernizacji składowiska.

– Jeżeli nie uchwalimy jej dzisiaj, to ta uchwała nie zostanie załączona do materiałów dla premiera – mówił.

W debacie pojawił się również kontekst manifestacji w Warszawie. Mecenas uznał, że po proteście jest dobry moment na podjęcie uchwały, bo formalny dokument może mieć większe znaczenie niż sama demonstracja. Radna nie podzielała jednak tego optymizmu i otwarcie mówiła, że dotychczasowe działania nie przyniosły oczekiwanych efektów.

– Bardzo pięknie pan mówi. Tylko ja nie wierzę w to, że wycofanie się z tej uchwały przyniesie dla nas jakiekolwiek korzyści – stwierdziła Broszkiewicz.

Najmocniej wybrzmiała jej obawa, że gmina sama rezygnuje z narzędzi, które mogłyby być przydatne w rozmowach z Częstochową. Ten fragment dyskusji najlepiej oddawał napięcie towarzyszące całemu punktowi obrad.

– Obawiam się uchylenia tej uchwały, ponieważ dla nas – zostajemy nadzy, właściwie goli. Z czym my będziemy dyskutować i debatować z miastem? My się grzecznie wycofujemy, my grzecznie ustępujemy, ale co w zamian dla nas? – pytała radna.

Mecenas przyznał, że stuprocentowej pewności co do skutków tej decyzji nie ma. Podtrzymał jednak ocenę, że w obecnej sytuacji jest to najlepszy dostępny wariant działania.

Ostatecznie rada uchyliła uchwałę z 27 października ubiegłego roku dotyczącą przystąpienia do sporządzenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla terenów składowiska odpadów komunalnych. Za było siedmioro radnych, jedna osoba głosowała przeciw, sześć osób wstrzymało się od głosu, a jedna radna była nieobecna.

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

To był wielki dzień dla strażaków z Huty Starej A. Sto lat tradycji w jednej uroczystości

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Urząd Gminy Poczesna

Ochotnicza Straż Pożarna Huta Stara A obchodziła jubileusz 100-lecia działalności. Uroczystość połączyła oficjalny ceremoniał strażacki, podsumowanie historii jednostki oraz festyn przygotowany dla mieszkańców.

Wydarzenie rozpoczęło się o godz. 15.00. Pół godziny później odbył się meldunek i przegląd pododdziałów, po którym organizatorzy przywitali zaproszonych gości. Ważnym punktem obchodów był krótki rys historyczny jednostki przypominający jej stuletnią drogę, dorobek oraz znaczenie dla lokalnej społeczności.

Podczas części oficjalnej dokonano dekoracji sztandaru oraz odznaczonych strażaków. Był to moment podkreślający zarówno tradycję ochotniczego pożarnictwa, jak i codzienne zaangażowanie druhów w działania ratownicze, społeczne i organizacyjne. Jednym z najważniejszych punktów uroczystości było poświęcenie i przekazanie samochodu pożarniczego, który ma wzmacniać gotowość bojową i poprawiać bezpieczeństwo mieszkańców.

Po wystąpieniach zaproszonych gości część oficjalna zakończyła się meldunkiem. Następnie obchody nabrały bardziej rodzinnego charakteru. Rozpoczęły się występy artystyczne oraz festyn, w którym uczestniczyli mieszkańcy gminy i zaproszeni goście.

Organizatorzy przygotowali również atrakcje towarzyszące. Na najmłodszych czekały dmuchańce, a dla uczestników dostępne były stoiska gastronomiczne, w tym food truck, grill, lody oraz stoisko koła gospodyń wiejskich z regionalnymi przysmakami.

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

Wójt Sosna przed najważniejszym głosowaniem roku. Poczesna pod politycznym ciśnieniem

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Urząd Gminy Poczesna

Dla Artura Sosny tegoroczna sesja absolutoryjna, zaplanowana na 24 czerwca, nie będzie zwykłą formalnością. Wójt Poczesnej stanie przed radą po roku, który z jednej strony przyniósł stabilne wykonanie budżetu, spadek zadłużenia i kilka inwestycji, a z drugiej został przykryty chaosem w organizacji komunikacji publicznej i jednym z najpoważniejszych sporów samorządowych w regionie. Chodzi oczywiście o próbę włączenia części terenów gminy do Częstochowy, polityczną mobilizację mieszkańców w obronie granic Poczesnej i trwającą inicjatywę referendalną, zmierzającą właśnie do odwołania wójta. Krótko – jest ciekawie.

Tłem dla głosowania nad wotum zaufania i absolutorium jest ubiegłoroczna porażka wójta. Artur Sosna nie otrzymał wtedy ani wotum zaufania, ani absolutorium. Był to sygnał, że sam wyborczy mandat nie wystarcza do spokojnego rządzenia, jeśli relacje z radą są kruche, a ocena stylu zarządzania gminą budzi polityczne zastrzeżenia. Teraz włodarz podchodzi do tego samego egzaminu w zupełnie innych okolicznościach, wcale nie lepszych.

Na pierwszy rzut oka liczby dają Sośnie niezłe argumenty. Dochody gminy w 2025 roku wyniosły 112,1 mln zł, a wydatki 101,4 mln zł. Budżet zamknął się więc znaczną nadwyżką. Spadło także zadłużenie. Na koniec roku wynosiło 4,06 mln zł, podczas gdy rok wcześniej było to 7,28 mln zł. W ciągu roku gmina spłaciła 3,22 mln zł kredytów i pożyczek.

Z formalnego punktu widzenia to ważny argument, zresztą sam Sosna broniąc się przed zarzutami inicjatorów referendum, nijako uprzedzająco na profilu facebookowym gminy już zagrał tą kartą. Nadwyżka i spłacone kredyty dobrze wyglądają w tabelach. Jeśli więc ktoś będzie chciał głosować przeciw, będzie musiał jasno pokazać, co w wykonaniu budżetu uznaje za problem.

A problemów w raporcie szukać długo nie trzeba, nie jest to dokument bez rys. Największy dotyczy wydatków majątkowych, czyli tej części budżetu, która pokazuje realną skalę inwestowania. W 2025 roku Poczesna wydała na majątek 13,38 mln zł. To 13,2 proc. wszystkich wydatków gminy. Sama kwota wygląda jeszcze przyzwoicie, ale dopiero zestawienie jej z planem pokazuje jej fatalną stronę. Plan po zmianach zakładał 17,26 mln zł wydatków majątkowych, a wykonanie zatrzymało się na poziomie 77,53 proc. Innymi słowy, niemal co czwarta złotówka zaplanowana na inwestycje nie została wydana. 

Tak więc wspomniany okazały spadek zadłużenia na pierwszy rzut oka wygląda jak powód do satysfakcji. I w części nim jest. W samorządzie taka liczba ma jednak także drugie dno. Jeżeli dług szybko maleje, a jednocześnie wydatki majątkowe są wykonywane tylko w nieco ponad trzech czwartych planu, to trudno mówić o inwestycyjnym rozmachu. To raczej sygnał, że gmina mniej pożycza, bo mniej buduje, a część zaplanowanych zadań nie została dowieziona w terminie.

To właśnie ten wątek może stać się jednym z głównych punktów debaty. Bo choć ogólny wynik finansowy po ubiegłym roku wygląda dobrze, to mieszkańcy nie żyją nadwyżką budżetową na papierze, lecz chodnikami, drogami, kanalizacją, oświetleniem, odwodnieniem i jakością usług publicznych. A tu obraz jest bardziej mieszany. Z jednej strony inwestycje były realizowane. Z drugiej – skala ich wykonania pokazuje, że urząd nie wszystko zdołał przeprowadzić w tempie, jakie wcześniej sam zapisał w budżecie. 

Największym przedsięwzięciem infrastrukturalnym była budowa kanalizacji sanitarnej w Nieradzie. Wydatki na ten cel wyniosły ponad 3,22 mln zł, ale wykonanie planu zatrzymało się na poziomie 70,68 proc. Wśród większych zadań znalazły się także modernizacja budynku użyteczności publicznej i społecznej we Wrzosowej za 1,64 mln zł, budowa chodnika wraz z odwodnieniem przy ulicach Polnej i Brzezińskiej we Wrzosowej za 1,97 mln zł, chodniki przy ulicy Górniczej w Kolonii Borek i Cmentarnej w Zawodziu za 215 tys. zł, wkład do przebudowy drogi powiatowej Wrzosowa-Huta Stara B za 500 tys. zł oraz budowa strażnicy OSP Huta Stara A za blisko 487 tys. zł. Wspomnieć też należy o przebudowie ulicy Krętej w Korwinowie za 28 tys. zł czy Nadrzecznej w Kolonii Poczesna za 30 tys. zł. 

Do tego dochodziły jeszcze inne, drobniejsze zadania, jak infrastruktura przy miejscu integracji sportowej w Hucie Starej B, odwodnienia, remonty przy szkołach, rewitalizacja kapliczek, odbudowa dawnej kasy biletowej w Korwinowie oraz zakupy w ramach „Cyberbezpiecznego Samorządu”. To też są zadania potrzebne i konkretne. Nie ma sensu ich lekceważyć. 

Osobnym tematem pozostaje komunikacja publiczna. W 2025 roku Poczesna weszła głębiej w model oparty na Jurajskim Związku Powiatowo-Gminnym „Komunikacja Jurajska”. Właściwie to Związek uratował w ubiegłym roku „tyłek” Sosny, kiedy ten w panice, w marcu 2025 roku poprosił o pomoc. Odchodząc od dotychczasowego schematu transportu zbiorowego, opartego głównie na relacji z częstochowskim MPK, urząd całkowicie „położył” temat komunikacji gminnej, której miał być organizatorem. Szumu było co niemiara, o czym także informowaliśmy.

Największym cieniem nad sytuacją społeczną i polityczną w gminie pozostaje jednak aneksja. Spór o granice stał się dla lokalnej wspólnoty momentem mobilizacji. Tegoroczne referendum pokazało, że mieszkańcy nie chcą oddania części gminy. Dla wójta to politycznie ważna okoliczność. Może wystąpić nie tylko jako szef administracji rozliczany z tabel budżetowych, ale również jako lider gminy, która musi bronić swojej podmiotowości wobec większego sąsiada.

To może działać na jego korzyść. W sytuacji zewnętrznego zagrożenia część radnych może uznać, że wewnętrzne spory powinny zejść na dalszy plan. Jednak równie dobrze debata nad raportem może pokazać coś odwrotnego – że nawet konflikt z Częstochową nie przykryje pytań o skuteczność urzędu, tempo inwestycji i jakość zarządzania. Każdy baczny obserwator pocześniańskich sesji rady gminy może być raczej pewny, że drwa będą rąbane.

Absolutorium wydaje się łatwiejsze do obrony niż wotum zaufania. Wykonanie budżetu, mimo słabego poziomu realizacji wydatków majątkowych, ma mocne punkty – nadwyżkę, spadek zadłużenia, pozytywną opinię RIO i brak finansowej katastrofy. Wotum zaufania jest jednak czymś szerszym. To ocena całego sposobu prowadzenia gminy – inwestycji, relacji z radą, komunikacji z mieszkańcami, reagowania na kryzysy i politycznego przywództwa. 

Dlatego tegoroczne głosowanie nie będzie tylko technicznym zamknięciem roku budżetowego. Będzie odpowiedzią na pytanie, czy Artur Sosna po ubiegłorocznej porażce zdołał odbudować zaufanie rady? Będzie też testem, jak wybrzmi zarzut niedowiezionych inwestycji.

Poczesna w raporcie za 2025 rok nie wygląda jak gmina w finansowym kryzysie. Wygląda raczej jak samorząd z pieniędzmi, potencjałem i niezłym wynikiem budżetowym, ale jednocześnie z problemem realizacyjnym. Bo nadwyżka w kasie cieszy księgowość, lecz mieszkańcy znacznie bardziej zapamiętują to, co zostało zbudowane, wyremontowane i oddane do użytku. A tu raport daje radnym do ręki nie tylko argumenty za, ale i sporo amunicji do krytyki.

CZYTAJ DALEJ

Kruszyna

Jeden powiat, dwa referenda. Poczesna i Kruszyna weszły w etap rozliczeń władzy

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Starostwo Powiatowe w Częstochowie (grafika poglądowa)

W powiecie częstochowskim narasta polityczne przesilenie, które coraz trudniej sprowadzać do zwykłych lokalnych sporów. W dwóch gminach – Poczesnej i Kruszynie – ruszyły inicjatywy referendalne dotyczące odwołania urzędujących włodarzy przed końcem kadencji. W Poczesnej chodzi o wójta Artura Sosnę, w Kruszynie o wójt Joannę Zasępę.

To nie są działania symboliczne. Referendum jest najostrzejszym narzędziem, po jakie mogą sięgnąć mieszkańcy w trakcie kadencji. Samo jego uruchomienie nie przesądza wyniku, ale pokazuje wyraźnie, iż część lokalnych środowisk uznała, że polityczne deklaracje, sesyjne pytania i publiczne polemiki przestały wystarczać. To jeszcze nie oznacza, że mieszkańcy pójdą do urn. Oznacza jednak, że spór o sposób zarządzania obiema gminami przestał być wyłącznie sprawą radnych i lokalnych środowisk politycznych. Został przeniesiony na ścieżkę formalną, a ta ma swoje konkretne wymogi.

W Poczesnej grupa inicjatywna musi do 25 lipca zebrać co najmniej tysiąc podpisów mieszkańców uprawnionych do głosowania. W Kruszynie próg jest niższy, ale również wymagający – inicjatorzy muszą zgromadzić co najmniej 350 podpisów. W obu przypadkach podpisy są dopiero pierwszym etapem. Po ich złożeniu nastąpi weryfikacja, a dopiero pozytywne przejście tej procedury może otworzyć drogę do zarządzenia referendum.

Samo głosowanie także nie będzie formalnością. W Poczesnej, aby referendum w sprawie odwołania Artura Sosny było ważne, do urn musiałoby pójść co najmniej 3214 mieszkańców. To 3/5 liczby osób, które uczestniczyły w drugiej turze wyborów wójta w 2024 roku. W Kruszynie próg ważności ewentualnego referendum wynosi około 1400 głosujących.

W Poczesnej zarzuty komitetu inicjatywy referendalnej są szerokie i uderzają w sam model sprawowania władzy. Inicjatorzy wskazują na utratę zaufania, brak transparentności, utrudniony dostęp do informacji publicznej, ignorowanie głosu mieszkańców i radnych, pozorowane konsultacje społeczne, problemy z planowaniem przestrzennym, niezrealizowane inwestycje mimo zabezpieczonych środków, chaos w transporcie publicznym oraz bierność w sprawach środowiskowych i kryzysowych.

Ciężar tej inicjatywy jest ogromny, bo Poczesna od miesięcy funkcjonuje pod presją sporu z Częstochową o granice administracyjne. Mieszkańcy już wcześniej jasno wypowiedzieli się przeciwko planom włączenia części terenów gminy do miasta. Tamto referendum wzmacniało sprzeciw wobec Częstochowy. Obecna inicjatywa dotyczy czegoś innego – oceny własnej władzy. Pokazuje, że sprzeciw wobec zmian granic nie musi oznaczać bezwarunkowego poparcia dla obecnego sposobu zarządzania gminą.

W tle są także wcześniejsze napięcia w samorządzie. Artur Sosna nie uzyskał w ubiegłym roku ani wotum zaufania, ani absolutorium. Formalnie nie pozbawiło go to funkcji, ale politycznie było czytelnym sygnałem osłabienia relacji z radą i problemów z większością wokół najważniejszych ocen pracy wójta. Inicjatywa referendalna jest więc kolejnym etapem narastającego konfliktu, a nie zdarzeniem oderwanym od wcześniejszej sytuacji w gminie.

W Kruszynie procedura ruszyła wcześniej. Tam inicjatorzy odwołania Joanny Zasępy przedstawiają sprawę jako efekt wyczerpania innych form dialogu z władzami gminy. W uzasadnieniu mówią o utracie zaufania społecznego, braku transparentności, problemach w komunikacji z mieszkańcami, polityce finansowej, zarządzaniu majątkiem gminy, inwestycjach oraz stylu sprawowania władzy. Pojawiają się również mocne sformułowania o „arogancji władzy”, podziałach we wspólnocie i braku rzetelnych konsultacji przy podejmowaniu kluczowych decyzji.

Wójt Kruszyny odrzuca te zarzuty. W publicznych wypowiedziach wskazuje na budżet, inwestycje, dokumenty finansowe i realizowane zadania. Przekonuje, że inicjatywa nie ma merytorycznych podstaw. Jednocześnie w jej reakcji wyraźnie widać próbę przeniesienia części ciężaru sporu na osobę radnego Pawła Łapety, pełnomocnika grupy referendalnej.

Tyle że sama personalizacja sporu nie zamyka sprawy. Referendum nie odbędzie się dlatego, że jeden radny ma krytyczne zdanie o wójt. Aby procedura poszła dalej, potrzebne są podpisy mieszkańców. Aby głosowanie było ważne, potrzebna jest frekwencja. Aby doprowadzić do odwołania, potrzebna będzie większość przy urnach. Ostatecznie więc nie personalne riposty, lecz skala społecznego poparcia pokaże, czy zarzuty inicjatorów mają realne oparcie w lokalnej wspólnocie.

W obu gminach układ argumentów jest więc podobny. Władza mówi o destabilizacji, przeciwnicy o rozliczeniu. Rządzący pokazują budżety i inwestycje, inicjatorzy pytają o styl zarządzania, przejrzystość i wiarygodność.

Najbliższe tygodnie pokażą, czy obie inicjatywy przejdą pierwszy próg. Jeśli tak, lokalna polityka w powiecie częstochowskim wejdzie w znacznie ostrzejszą fazę. Bo referendum odwoławcze nie jest zwykłym głosowaniem nad nastrojami. W tle bowiem pozostaje najważniejsze pytanie – czy mandat uzyskany w wyborach nadal ma wystarczające społeczne oparcie?

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

Poczesna przed politycznym przesileniem. Rusza inicjatywa referendalna w sprawie odwołania Artura Sosny

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Urząd Gminy Poczesna

W gminie Poczesna rozpoczyna się procedura, która może doprowadzić do referendum w sprawie odwołania wójta Artura Sosny przed upływem kadencji. Do Komisarza Wyborczego trafiło już zawiadomienie grupy inicjatywnej, a jej przedstawiciele mają teraz 60 dni na zebranie wymaganej liczby podpisów. W praktyce oznacza to, że do 25 lipca muszą przekonać do swojej inicjatywy co najmniej tysiąc mieszkańców uprawnionych do głosowania. 

To jeszcze nie jest samo referendum, ale początek formalnej drogi, która może zakończyć się głosowaniem nad przyszłością obecnego włodarza. Aby do niego doszło, podpisy muszą zostać prawidłowo zebrane, a następnie zweryfikowane. Dopiero później możliwe będzie rozpisanie głosowania. Już teraz jednak widać, że w Poczesnej lokalny spór wszedł w nową fazę – z poziomu sesyjnych napięć, krytyki i politycznych zarzutów przenosi się na teren bezpośredniej decyzji mieszkańców.

Inicjatywa nie pojawia się w próżni. Ostatnie miesiące w lokalnym samorządzie były czasem narastających napięć wokół sposobu zarządzania gminą, relacji wójta z radą oraz skuteczności urzędu w najważniejszych sprawach publicznych. Szczególnie mocnym sygnałem była ubiegłoroczna sesja absolutoryjna, podczas której Artur Sosna nie uzyskał ani wotum zaufania, ani absolutorium. Dla każdego samorządowca to polityczny alarm, bo oba głosowania są nie tylko oceną dokumentów finansowych czy raportu o stanie gminy, ale również testem zaufania do stylu sprawowania władzy.

Do tego dochodzi szerszy kontekst sporu o przyszłość gminy Poczesna, w tym obawy związane z planami Częstochowy dotyczącymi włączenia części terenów gminy. W tej sprawie mieszkańcy wypowiedzieli się już w referendum, bardzo wyraźnie sprzeciwiając się zmianom granic. Tamto głosowanie miało dać lokalnej władzy mocny mandat do walki o interes gminy. Dziś jednak pojawia się pytanie, czy ten mandat został właściwie wykorzystany i czy mieszkańcy nadal widzą w obecnym wójcie osobę zdolną skutecznie prowadzić samorząd przez kolejne lata?

Poczesna nie jest przy tym odosobnionym przypadkiem na terenie powiatu częstochowskiego. Podobny proces trwa już w gminie Kruszyna, gdzie również uruchomiono procedurę referendalną dotyczącą odwołania wójt Joanny Zasępy. Tam zawiadomienie do Komisarza Wyborczego wpłynęło 30 kwietnia. W Kruszynie osią konfliktu stały się zarzuty dotyczące sposobu zarządzania, transparentności i relacji między władzą wykonawczą a częścią radnych. Wójt Joanna Zasępa odpowiedziała na te działania ostrym oświadczeniem, odrzucając zarzuty inicjatorów i wskazując między innymi na aktywność samego pełnomocnika grupy referendalnej.

W Poczesnej polityczne napięcie ma nieco inny ciężar. Tu w tle są nie tylko bieżące spory samorządowe, lecz także strategiczne interesy gminy, relacje z Częstochową, sprawa granic administracyjnych oraz pytanie o realną zdolność lokalnego przywództwa do obrony samodzielności wspólnoty. Dlatego ewentualne referendum w sprawie Artura Sosny może stać się czymś więcej niż plebiscytem personalnym. Może być głosowaniem nad oceną całego modelu zarządzania gminą w czasie jednego z najtrudniejszych politycznie i społecznie okresów ostatnich lat.

Procedura referendalna jest jednak wymagająca. Samo zebranie podpisów nie przesądza o odwołaniu wójta. Nawet jeśli głosowanie zostanie zarządzone, jego skuteczność będzie zależeć od frekwencji i wyniku. W przypadku referendum odwoławczego organu wybranego w wyborach bezpośrednich obowiązuje wysoki próg ważności – do urn musi pójść odpowiednia liczba mieszkańców, liczona w odniesieniu do frekwencji z wyborów, w których wybrano odwoływany organ.

Aby ewentualne referendum w sprawie odwołania wójta Artura Sosny było ważne, do urn musiałoby pójść co najmniej 3214 mieszkańców. To 3/5 liczby osób, które wzięły udział w drugiej turze wyborów wójta gminy Poczesna w 2024 roku, kiedy ważne głosy oddało głosowało 5356 wyborców.

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

Pożar w Sobuczynie ugaszony, ale konflikt dopiero się rozpala. CzPK i gmina przerzucają się odpowiedzialnością

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Urząd Gminy Poczesna

Pożar na terenie instalacji w Sobuczynie został szybko opanowany, ale samo zdarzenie przerodziło się w otwarty spór pomiędzy Częstochowskim Przedsiębiorstwem Komunalnym a władzami gminy Poczesna. Ogień pojawił się w miniony piątek we wczesnych godzinach porannych w obrębie wiaty Stacji Rozdrabniania Odpadów Wielkogabarytowych. Jak wynika z komunikatu spółki, pożar objął wyłącznie strefę odpadów wielkogabarytowych, a jego skutki udało się ograniczyć dzięki reakcji pracowników oraz działaniom straży pożarnej.

CzPK poinformowało, że zarzewie ognia zostało zauważone przez pracowników podczas wykonywania obowiązków służbowych. Według spółki ogień objął odpady wielkogabarytowe, wśród których znaczną część stanowiły drewno i materiały drewnopochodne, co sprzyjało szybkiemu rozwojowi pożaru. Pracownicy mieli niezwłocznie podjąć działania ograniczające rozprzestrzenianie się ognia i równocześnie zawiadomić straż pożarną.

Po przybyciu na miejsce kilku jednostek PSP akcję gaśniczą przejęły służby ratownicze. Przedstawiciele CzPK podkreślają, że pracownicy spółki współpracowali ze strażakami, zabezpieczając teren i przekazując informacje potrzebne do prowadzenia działań. Po zakończeniu akcji czynności kontrolne podjęli przedstawiciele Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Katowicach. Przyczyny zdarzenia są ustalane.

Spółka w swoim komunikacie połączyła pożar z szerszym problemem modernizacji instalacji. Jak wskazała, zdarzenie objęło ten fragment zakładu, którego modernizacja ma być od ponad roku blokowana przez przewlekłość postępowań administracyjnych prowadzonych przez wójta Artura Sosnę. CzPK twierdzi, że chodzi między innymi o postępowanie dotyczące decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach dla przedsięwzięcia związanego z modernizacją oraz rozbudową istniejących linii technologicznych przy ulicy Konwaliowej w Sobuczynie. Według spółki inwestycja obejmuje również modernizację linii do przetwarzania odpadów wielkogabarytowych, a więc części instalacji, której dotyczył pożar.

CzPK przekonuje, że planowana i współfinansowana ze środków unijnych modernizacja ma służyć hermetyzacji procesów technologicznych, podniesieniu standardów środowiskowych oraz zwiększeniu bezpieczeństwa, w tym bezpieczeństwa przeciwpożarowego. Spółka zarzuca gminie przewlekłość procedur, wadliwe stosowanie instrumentów formalnych oraz prowadzenie działań planistycznych, które – w ocenie kierownictwa CzPK – mogą ograniczać możliwość rozwoju i unowocześniania infrastruktury gospodarki odpadami w Sobuczynie.

Na te zarzuty odpowiedział wójt Artur Sosna. W stanowisku urzędu gmina stanowczo sprzeciwiła się przedstawianiu pożaru w powiązaniu z rzekomą odpowiedzialnością samorządu za bezpieczeństwo instalacji. Władze Poczesnej podkreślają, że gmina nie jest podmiotem odpowiedzialnym za eksploatację Zakładu Zagospodarowania Odpadów w Sobuczynie ani za bezpieczeństwo jego funkcjonowania. Według urzędu obowiązki w tym zakresie spoczywają na prowadzących działalność gospodarczą, czyli między innymi na Częstochowskim Przedsiębiorstwie Komunalnym oraz spółce Sobreko.

Gmina wskazała również, że nie istnieją żadne „blokady inwestycyjne” w zakresie rozpoznawania wniosków o wydanie decyzji środowiskowych, a modernizacja instalacji powinna być prowadzona zgodnie z przepisami i z uwzględnieniem bezpieczeństwa mieszkańców. W stanowisku urzędu pojawia się też odniesienie do ustaleń podpisanych 11 maja przez miasto Częstochowa i gminę Poczesna. Zdaniem gminy mają one służyć optymalizacji technologii pod kątem bezpieczeństwa mieszkańców, a pożar, który wybuchł cztery dni później, może utrudnić finalizację porozumienia.

Wójt Poczesnej zwrócił także uwagę na udział lokalnych jednostek OSP w akcji gaśniczej. Jak wskazano w komunikacie gminy, w działaniach uczestniczyło pięć zastępów straży pożarnej z terenu gminy, w tym OSP KSRG Wrzosowa, OSP KSRG Poczesna, OSP KSRG Huta Stara A, OSP Słowik i OSP Nierada. Gmina podkreśliła, że znaczną część zaangażowanych ratowników stanowili mieszkańcy Poczesnej, którym również należą się wyrazy uznania.

Spór nie zakończył się jednak na stanowisku urzędu. W replice CzPK odniosło się do zarzutu dotyczącego braku publicznych podziękowań dla strażaków. Spółka wskazała, że podziękowania dla funkcjonariuszy PSP oraz druhów i druhen OSP zostały złożone osobiście, w trakcie i bezpośrednio po zakończeniu akcji. CzPK podkreśliło też, że zapewniono posiłek i wsparcie logistyczne na miejscu zdarzenia, a relacje z lokalnymi jednostkami straży pożarnej opierają się na wieloletniej współpracy.

W drugim komunikacie CzPK ponownie podniosło jednak zarzuty wobec gminy. Spółka stwierdziła, że stanowisko wójta nie odnosi się merytorycznie do kwestii przewlekłości postępowania środowiskowego, ponaglenia skierowanego do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Częstochowie oraz przygotowywanej skargi do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach na bezczynność i przewlekłość organu. CzPK oceniło również, że wójt nie zaprzeczył zmianom planistycznym, które – zdaniem spółki – systemowo blokują dalszy rozwój instalacji komunalnej w Sobuczynie.

Pożar w Sobuczynie został więc opanowany, ale jego polityczne i administracyjne skutki dopiero się rozwijają. Z jednej strony CzPK wskazuje na konieczność pilnej modernizacji instalacji i zarzuca gminie opóźnianie decyzji środowiskowych. Z drugiej strony gmina Poczesna odrzuca odpowiedzialność za bezpieczeństwo zakładu i podkreśla, że obowiązek właściwej eksploatacji spoczywa na operatorach instalacji.

Na razie najważniejsze pozostają dwa fakty. Ogień nie rozprzestrzenił się na pozostałe elementy instalacji, a przyczyny zdarzenia są nadal ustalane. Równolegle coraz wyraźniej widać jednak, że pożar stał się kolejnym punktem zapalnym w szerszym konflikcie dotyczącym przyszłości zakładu w Sobuczynie, jego modernizacji oraz relacji pomiędzy spółką komunalną a władzami gminy Poczesna.

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

Poczesna na zakręcie, władza w trybie „odpowiemy później”. Janowski do Sosny i Kępy: Macie ludzi w dupie!

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Gminy Poczesna/Screenshot

Są takie momenty w życiu samorządu, gdy władza powinna wyjść do ludzi, spojrzeć im w oczy i powiedzieć jasno, że ma plan. Wie, co robi, walczy o mieszkańców, a jeśli trzeba będzie, to będzie walić pięścią w każdy możliwy stół – od urzędu wojewódzkiego po Warszawę. W Poczesnej najwyraźniej wybrano wariant bardziej subtelny. Taki samorządowy minimalizm akustyczny. Mieszkańcy krzyczą o aneksji, wysypisku, utracie terenów, budżetu i przyszłości, a władza odpowiada głównie ciszą, ogólnikami albo zapowiedzią, że najważniejsze rozegra się gdzieś tam, kiedyś tam, na poziomie politycznym.

Brzmi jak strategia? Być może. Tylko mieszkańcom Brzezin Nowych, Brzezin Kolonii, Sobuczyny, Młynka, części Huty Starej A oraz samej Poczesnej trudno się dziwić, że zamiast wierzyć w tajemnicze rozmowy kuluarowe, chcieliby usłyszeć coś bardziej przyziemnego. Na przykład to, co konkretnie zrobiono, z kim rozmawiano, jakie dokumenty przygotowano, kiedy będzie zmiana planu zagospodarowania i dlaczego w najważniejszej sprawie ostatnich lat gminna strona internetowa sprawia wrażenie, jakby temat aneksji był mniej pilny niż komunikat o przerwie w dostawie wody. Pomijając już to, że miesiące temu szumnie zapowiadano jej całkowitą przebudowę, z czego zresztą do tej pory nic nie wyszło.

Podczas ostatniej sesji wystąpiła prezes Stowarzyszenia Eko Poczesna. I nie było to wystąpienie z gatunku „uprzejmie prosimy o rozważenie”. To był akt oskarżenia wobec stylu działania lokalnych władz. Padły słowa o braku komunikacji, braku planu, braku odpowiedzi, braku spotkań, braku strategii i braku poczucia bezpieczeństwa. Właściwie to pełny katalog braków, który w dobrze zarządzanym samorządzie nie powinien występować naraz, a już na pewno nie w sprawie, w której, jak twierdzą mieszkańcy, gmina może stracić nawet 10-15 proc. budżetu.

– Nie znamy działań gminy, nie znamy strategii i nie znamy planu w naszej sprawie. Nie wiemy, jak władze gminy chcą odwrócić tę sytuację. Nie wiemy, czy w ogóle ją chcą odwrócić – mówiła Alicja Janowska.

I tu właśnie zaczyna się główny problem Poczesnej. Bo mieszkańcy nie pytają już tylko o to, czy Częstochowa chce przejąć część gminy. Pytają, czy ich własna gmina naprawdę chce temu zapobiec. A to jest różnica zasadnicza. Pierwsze pytanie dotyczy sporu administracyjnego. Drugie – zaufania do własnych władz.

Słuchając wystąpienia przedstawicielki stowarzyszenia, można było odnieść wrażenie, że mieszkańcy przez ostatnie miesiące robili za urząd, biuro prasowe, komitet mobilizacyjny, dział prawny i wydział komunikacji społecznej w jednym. Organizowali spotkania, drukowali ulotki, wieszali plakaty, przygotowywali banery, zbierali podpisy, angażowali parlamentarzystów, nagłaśniali sprawę i prowadzili protesty. A potem przyszli na sesję i zapytali: panowie, a wy właściwie gdzie byliście?

– To mieszkańcy, nie gmina, wykonali pracę informacyjną. To mieszkańcy, nie gmina, wzięli odpowiedzialność za wspólnotę – padło z mównicy.

Trudno o bardziej bolesne zdanie dla lokalnej władzy. Bo jeśli mieszkańcy muszą sami przejmować ciężar obrony gminy przed potencjalnym uszczupleniem jej terytorium, to znaczy, że coś w relacji pomiędzy miejscowymi decydentami a mieszkańcami przestało działać. Albo działa tak cicho, że nikt poza gabinetem wójta tego nie słyszy.

W tej historii powraca jak refren miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. Dla mieszkańców i części radnych to dziś najważniejsze narzędzie obrony przed rozbudową wysypiska i argument w walce z aneksją. Chcą uchwały, działania, terminu, decyzji. Tu i teraz. Nie za kwartał, nie po analizie, nie po kolejnej rozmowie „na szczeblu”, tylko konkretnie.

– Dzisiaj oczekujemy, panowie wójtowie, jasnej deklaracji w tej sprawie – jednoznacznie zażądano z mównicy.

Radny powiatowy Maciej Janowski poszedł jeszcze mocniej. Jego wystąpienie było jednym z tych, po których w sali obrad albo robi się bardzo cicho, albo bardzo nerwowo. Mówił o ludziach zmuszanych do cierpliwości, o życiu w cieniu wysypiska, o zamykaniu okien w upał, o dzieciach pytających „dlaczego znowu śmierdzi?”, o poczuciu bezsilności i o tym, że największym problemem nie jest już samo wysypisko, lecz bierność tych, którzy mieli mieszkańców chronić.

– Mieszkańcy dziś mają prawo zapytać, czy zabrakło kompetencji, zabrakło odwagi, czy zabrakło woli, a może komuś ten scenariusz po prostu pasuje – mówił Janowski.

To zdanie powinno w urzędzie zapalić wszystkie możliwe kontrolki, gdyż ono już nie dotyczy tylko administracji, ale przede wszystkim intencji. A kiedy mieszkańcy zaczynają pytać, czy władzy przypadkiem nie odpowiada scenariusz, w którym niewygodny problem zostanie „przerysowany” za granicę gminy, to nie jest zwykła różnica zdań. To jest kryzys zaufania w pełnym rozkwicie.

Janowski uderzył też w wizerunkową stronę działań władz. Zdjęcia, spotkania, komunikaty – wszystko to może wyglądać dobrze w mediach społecznościowych. Tylko że w sytuacji, gdy mieszkańcy oczekują decyzji, a nie zdjęć, nawet najlepsza fotografia z narady nie zastąpi uchwały, opinii prawnej ani konkretnego planu.

– Jeszcze można przestać zarządzać wizerunkiem i zacząć zarządzać rzeczywistością – mówił radny.

I to jest zdanie, które w Poczesnej warto byłoby wydrukować i powiesić w urzędzie. Nie na tablicy pamiątkowej, broń Boże, bo z tym w niektórych gminach bywa różnie, ale gdzieś dyskretnie, obok ekspresu do kawy. Żeby codziennie przypominało, że mieszkańcy nie żyją lajkami, tylko skutkami decyzji.

Na odpowiedź wyszedł wicewójt Robert Kępa, tradycyjnie osłaniając tradycyjnie milczącego Artura Sosnę, swojego pryncypała. I trzeba przyznać, że jego wystąpienie było próbą szerszego wyjaśnienia, ale też pokazem tego, jak łatwo samorządowa komunikacja może zamienić się w wykład, który zamiast uspokajać, dodatkowo drażni. Wicewójt mówił o tym, że miejscowy plan jest „kością niezgody” i „detonatorem” całej sprawy. Przyznał wręcz, że postawienie na zmianę planu jako sposobu blokowania wysypiska mogło być błędem, bo miasto Częstochowa odpowiedziało pójściem „na ostro”.

– Chcieliśmy wygrać z wysypiskiem śmieci. I uznaliśmy, że zmiana planu zagospodarowania przestrzennego to jest ten obszar, w którym my wygramy z wysypiskiem śmieci. I to był błąd – mówił wicewójt.

Tym samym mieszkańcy dostali samorządową tragedię w trzech aktach. W pierwszym gmina chce zablokować wysypisko planem. W drugim Częstochowa chce przejąć teren, żeby odzyskać władztwo planistyczne. W trzecim z kolei mieszkańcy pytają – dlaczego, teraz kiedy sytuacja jest podbramkowa, władza nadal nie robi tego, czego od niej oczekują?

Wicewójt tłumaczył, że miasto może poczekać kilka lat, odzyskać kontrolę nad planowaniem i zrobić z terenem to, co będzie chciało. Mówił o polityce, o wojewodzie, ministerstwie, koalicjantach, komisjach, innych gminach w Polsce i o tym, że sprawa rozegra się na poziomie rządowym. Wszystko to może być prawdą. Tylko że dla mieszkańca, który boi się wysypiska, brzmi to trochę jak informacja od lekarza: „drogi pacjencie stan jest poważny, ale najpierw omówimy sytuację systemu ochrony zdrowia”.

W pewnym momencie wicewójt zaczął upominać radnych, żeby się skupili.

– Skupcie się, państwo radni. Panie Dariuszu, pani Magdo, Madziu, skup się, bo to o ciebie chodzi – mówił Kępa.

I tu atmosfera zrobiła się jeszcze bardziej smakowita. Bo jeśli mieszkańcy zarzucają władzom brak komunikacji, to dyscyplinowanie radnych z mównicy niekoniecznie jest najlepszym dowodem na mistrzostwo dialogu. Przewodnicząca musiała przywołać wicewójta do porządku, a z sali padło, żeby nie komentować mimiki radnych, bo to uchybia powadze. Powaga rzeczywiście mogła w tym momencie czuć się nieco poturbowana.

Wicewójt przekonywał dalej, że urząd rzuca siły na etap ministerialny, że buduje poparcie polityczne, że w Polsce jest jedenaście gmin zagrożonych podobnymi działaniami większych ośrodków. Na to jeden z radnych słusznie zauważył, że ich interesuje gmina Poczesna, a nie jedenaście innych samorządów. I trudno mu odmówić racji. Kiedy komuś płonie własny dach, średnio pocieszająca jest informacja, że w kraju pali się jeszcze dziesięć innych.

– Dzisiaj powiem z pełną świadomością i z pełną odpowiedzialnością. Uratuje nas tylko i wyłącznie wynik naszego gminnego referendum – stwierdził zastępca Artura Sosny.

Referendum rzeczywiście jest mocnym argumentem. Frekwencja blisko 51 proc. i ponad 99 proc. głosów przeciw przyłączeniu to wynik, którego nie da się zbyć wzruszeniem ramion. Tylko że referendum nie zwalnia władzy z działania. Ono daje mandat. A mandat nie jest poduszką do wygodnego czekania, tylko narzędziem do walki.

Potem głos ponownie zabrał Maciej Janowski. I wtedy poziom napięcia wszedł na taki pułap, że nawet najbardziej odporni miłośnicy lokalnych sesji mogli poczuć, że oglądają nie obrady, tylko emocjonalne przesłuchanie z elementami terapii grupowej.

Janowski odniósł się do politycznych aluzji wicewójta, przypominając, że jest radnym powiatu wybranym z listy Prawa i Sprawiedliwości i że jest z tego dumny. Jednak najważniejsza część jego wypowiedzi dotyczyła nie partyjnych szyldów, tylko zarzutu, że w gminie panuje, mówiąc delikatnie, organizacyjny chaos.

– Nie macie państwo takiej świadomości, że macie bajzel? I to taki na kółkach? – pytał Janowski.

To już nie była metafora subtelna. To był werbalny kubeł zimnej wody. A potem było jeszcze ostrzej.

– Wy nie odpowiadacie w ogóle. W ogóle. Wiecie, jak kolokwialnie nazywa się coś takiego? Ja wam to powiem. Macie ludzi w dupie. I nie boję się tego powiedzieć. Macie ludzi w dupie – stwierdził.

Przewodnicząca poprosiła, by nie używać epitetów. Janowski przeprosił „z szacunku dla kobiety”, ale zdania nie wycofał. I tu dochodzimy do sedna brutalnej prawdy o tej sesji. Można oburzać się na język. Można uznać, że był zbyt mocny. Można powiedzieć, że na sali obrad powinno się ważyć słowa. Tylko że de facto nazwanie sprawy po imieniu nie jest przyczyną kryzysu, ale jego objawem. Gdy ludzie przez miesiące mają poczucie, że odbijają się od ściany, język zaczyna pękać razem z cierpliwością.

Janowski pytał też wójta, czy po sesji znowu powie, że odpowie pisemnie.

– Kiedy? Na co pan odpowie? Przecież nigdy pan nie odpowiedział. Nigdy. Nigdy się pan nie odniósł do tego, o czym rozmawiamy, o co prosimy – punktował radny włodarza raz za razem.

I to jest kolejny kamień w gminnym ogródku. Bo odpowiedź pisemna bywa w samorządzie wygodnym wynalazkiem. Pozwala odsunąć emocje, rozbroić moment, zamknąć sprawę w formalnym terminie i uniknąć żywej konfrontacji. Problem w tym, że mieszkańcy nie przyszli po potwierdzenie wpływu pisma. Przyszli po przywództwo. A jakim przywództwem wykazuje się Artur Sosna?

– Podczas spotkania włodarzy subregionu pod koniec minionego roku milcząco i ze spuszczoną głową wysłuchał tyrady Krzyśka Matyjaszczyka w kontekście konieczności aneksji terenów Poczesnej. Milczał. Nic nie odpowiedział. Później z Kępą wymyślili, że poproszą lokalne samorządy o podjęcie uchwał i bronienie ich interesu. Tylko kto z włodarzy w regionie, widząc taką słabość i brak jakiejkolwiek mocy sprawczej, będzie sobie zawracał głowę problemami Poczesnej – zdradził redakcji kulisy ze spotkania jeden z wysoko postawionych w regionie samorządowców.

Na końcu niedawnej sesji pojawił się jeszcze wątek telefonów do radnych, zarzutów, list, podpisów i wzajemnych podejrzeń. Jedna z mieszkanek mówiła, że miała telefon od radnej, która kontrolowała, czy podpisywała listę w sprawie referendum i czy podawała PESEL. To pokazuje, że konflikt w Poczesnej zaczął już wchodzić pod skórę lokalnej wspólnocie. Nie jest tylko sporem z Częstochową. Stał się sporem wewnętrznym. Kto działa, kto przeszkadza, kto komu ufa, kto z kim rozmawia i kto kogo podejrzewa o grę na własny rachunek.

A przecież w tle jest sprawa dużo większa niż personalne pretensje. Chodzi o granice gminy, wysypisko, wpływy budżetowe, wartość domów, komfort życia, bezpieczeństwo mieszkańców i przyszłość kilku miejscowości. To nie jest lokalna sprzeczka o chodnik, choć i takie potrafią być gorące. To jest sprawa, która może przedefiniować Poczesną już na zawsze.

Najbardziej ironiczne w tym wszystkim jest to, że wszyscy mówią o wspólnym froncie, ale każdy zdaje się maszerować innym rowem. Mieszkańcy chcą konkretów. Radni naciskają na uchwałę planistyczną. Stowarzyszenie robi kampanię informacyjną. Wicewójt tłumaczy politykę krajową. Wójt jest wywoływany do odpowiedzi, ale zarzut wobec niego brzmi właśnie tak, że zbyt często tej odpowiedzi nie słychać. A Częstochowa? Częstochowa zapewne patrzy i widzi, że przeciwnik nie musi być rozbijany z zewnątrz, jeśli sam potrafi pokłócić się o metody obrony.

Bo w Poczesnej problemem nie jest już tylko to, że ktoś chce zabrać część gminy. Problemem jest to, że mieszkańcy zaczynają podejrzewać, iż ich własna władza nie walczy wystarczająco mocno i wystarczająco jasno po ich stronie. To najgorszy możliwy moment na półsłówka, uniki i komunikaty bez treści.

Władza może oczywiście tłumaczyć, że działa. Że rozmawia. Że lobbuje. Że etap ministerialny jest kluczowy. Że polityka zdecyduje. Że trzeba cierpliwości. Tylko że cierpliwość mieszkańców, jak wyraźnie usłyszeliśmy, właśnie się skończyła. I trudno ją będzie odbudować zdaniem „odpowiemy pisemnie”.

W tej historii najbardziej brakuje jednego – prostego, twardego i publicznego komunikatu władz Poczesnej. Nie felietonu, nie wykładu, nie wycieczki po jedenastu gminach w Polsce, ani nie opowieści o koalicjantach i ministerialnych korytarzach. Tylko zdania, że nie oddamy tych terenów, uruchamiamy takie i takie działania, w tym terminie wprowadzamy pod obrady to i to, za to odpowiada ta osoba, a mieszkańców informujemy co tydzień, bo to jest dziś najważniejsza sprawa w gminie.

Na razie zamiast tego jest samorządowy teatr niepewności. Mieszkańcy mówią: „tu i teraz”. Władza odpowiada: „proces jest złożony”. Mieszkańcy pytają: „jaki jest plan?”. Władza mówi: „polityka zdecyduje”. Mieszkańcy krzyczą: „stoimy nad przepaścią”. Władza zdaje się sprawdzać, czy przepaść jest właściwością wojewody, ministerstwa, czy może jednak komisji.

A przecież granic gminy nie broni się szeptem. Nie broni się ich komunikacyjną mgłą, nieobecnością na zebraniach i przekonaniem, że skoro coś dzieje się za kulisami, to mieszkańcy powinni grzecznie czekać na finał. Granic broni się determinacją, planem, jawnością i obecnością tam, gdzie ludzie mają najwięcej pytań.

Bo jeśli mieszkańcy naprawdę mają rację, że to oni wykonali większość pracy informacyjnej, to w Poczesnej doszło do przedziwnego odwrócenia ról. Obywatele stali się urzędem, stowarzyszenie – centrum kryzysowym, radni – megafonem emocji, a władza wykonawcza – instytucją, którą trzeba nieustannie wywoływać do tablicy.

I może właśnie dlatego ta sesja była tak wymowna. Nie dlatego, że radny z powiatu powiedział za ostro. Nie dlatego, że padła „dupa”, której w eleganckim protokole lepiej nie drukować dużą czcionką. Tylko dlatego, że za tym słowem stoi frustracja ludzi, którzy nie chcą już słuchać o procesach, etapach i możliwych scenariuszach.

Chcą za to wiedzieć, czy ktoś naprawdę trzyma kierownicę. Bo jeśli nie, to Częstochowa nie będzie musiała nawet specjalnie mocno naciskać na gaz. Wystarczy, że Poczesna sama będzie dalej udowadniać, że w najważniejszym momencie swojej najnowszej historii potrafi produkować więcej napięć niż decyzji. A wtedy może się okazać, że największym problemem nie była aneksja. Największym problemem było to, że gdy trzeba było stanąć murem, każdy w gminie budował swój własny płotek.

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

Częstochowa kontra Poczesna. Referendum zignorowane, decyzja zapadła

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Urząd Miasta Częstochowy/Screenshot

Spór o zmianę granic administracyjnych między Częstochową a gminą Poczesna, który przez ostatnie miesiące narastał i elektryzował lokalną opinię publiczną, osiągnął punkt zwrotny. Rada Miasta Częstochowy podjęła uchwałę o wystąpieniu z wnioskiem do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji w kwestii włączenia części terytorium gminy Poczesna, mimo jednoznacznego sprzeciwu mieszkańców sąsiedniego samorządu wyrażonego wczoraj w referendum. To decyzja, która nie zamyka sprawy. Przeciwnie, otwiera nowy, znacznie ostrzejszy etap konfliktu.

Początek tej historii sięga przełomu roku, gdy władze Częstochowy rozpoczęły procedurę zmierzającą do włączenia części terenów gminy Poczesna w granice miasta. Oficjalnie chodzi o zabezpieczenie strategicznych interesów związanych z gospodarką odpadami i funkcjonowaniem instalacji w Sobuczynie. W praktyce jednak stawka jest znacznie większa. Z drugiej strony może się decydować przyszłość finansowa gminy Poczesna, kierunki zagospodarowania przestrzennego anektowanych terenów oraz codzienne życie mieszkańców.

Pierwszym sprawdzianem nastrojów były konsultacje społeczne. W Częstochowie większość uczestników opowiedziała się za zmianą granic, jednak przy udziale sięgającym zaledwie około 2 proc. mieszkańców trudno było mówić o silnym, powszechnym mandacie. Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja w gminie Poczesna. W sołectwach objętych planowaną zmianą frekwencja była wysoka, sięgająca 82 proc., a sprzeciw niemal jednomyślny.

To właśnie ten kontrast stał się punktem zapalnym. W odpowiedzi na działania miasta w Poczesnej przeprowadzono 29 marca referendum lokalne. Frekwencja przekroczyła wymagany próg, a wynik był jednoznaczny – mieszkańcy niemal jednogłośnie opowiedzieli się przeciwko zmianie granic. Formalnie był to silny mandat społeczny, który – w ocenie wielu – powinien zatrzymać procedurę lub przynajmniej wymusić realny dialog.

Tak się jednak nie stało. Na dzisiejszej sesji pojawiły się po raz kolejny apele, protesty mieszkańców, stanowiska samorządowców i głos sprzeciwu ze strony powiatu. Wskazywano na naruszenie zasad partnerstwa, ignorowanie lokalnej wspólnoty i decyzję podejmowaną wbrew tym, których dotyczy najbardziej. Mimo to większość częstochowskich radnych (14 za – przyp. red.) pozostała niewzruszona.

Uchwała została przyjęta, a miasto konsekwentnie realizuje swój scenariusz. Argumentacja nie uległa zmianie – chodzi o interes strategiczny i stabilność systemu. Problem w tym, że po drugiej stronie mamy równie wyraźny, demokratycznie wyrażony sprzeciw.

I właśnie tu pojawia się fundamentalne pytanie. Gdzie kończy się racja dużego miasta, a zaczyna prawo lokalnej społeczności do decydowania o sobie? Ten spór przestał być techniczną korektą granic. Stał się testem dla realnego znaczenia konsultacji i referendum w systemie samorządowym.

Przed nami jeszcze decyzja rządu, który ostatecznie rozstrzygnie los tej sprawy. Niezależnie jednak od finału jedno jest już pewne – relacje między Częstochową a Poczesną zostały zrujnowane. Mieszkańcy już dziś czują, że ich głos, choć słyszalny, niekoniecznie okazał się decydujący.

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

Groźne zdarzenie w Poczesnej. Samochód w stawie, kierowca w szpitalu

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. DiM Car Pomoc Drogowa

W sobotę wieczorem w rejonie Poczesnej doszło do niebezpiecznego zdarzenia drogowego z udziałem samochodu osobowego. Kierowca stracił panowanie nad pojazdem, zjechał z drogi i wpadł do przydrożnego stawu. Na miejscu interweniowały służby ratunkowe.

Do zdarzenia doszło przed godz. 19.00 na drodze krajowej nr 91. Jak wynika ze wstępnych ustaleń, kierujący osobowym volkswagenem z nieustalonych przyczyn utracił kontrolę nad pojazdem. Auto zjechało z jezdni, sforsowało ogrodzenie jednej z posesji, a następnie wpadło do stawu.

Na miejsce natychmiast skierowano policję, straż pożarną oraz pogotowie. Strażacy pomogli kierowcy wydostać się z pojazdu, który znalazł się w wodzie, a następnie przekazali go pod opiekę ratowników medycznych. Poszkodowany został przetransportowany do szpitala.

Okoliczności zdarzenia są obecnie wyjaśniane przez policję. Na czas prowadzenia działań ratunkowych i zabezpieczenia miejsca zdarzenia występowały utrudnienia w ruchu.

– Apelujemy do kierowców o zachowanie szczególnej ostrożności na drogach oraz dostosowanie prędkości do warunków panujących na jezdni, zwłaszcza w godzinach wieczornych – komentują policjanci.

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

Tragiczny pożar w Słowiku. Nie żyje 52-letni mieszkaniec gminy Poczesna

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. OSP Słowik

Policja pod nadzorem prokuratora wyjaśnia okoliczności tragicznego pożaru, do którego doszło we wtorek w miejscowości Słowik w gminie Poczesna. W wyniku zdarzenia śmierć poniósł 52-letni mężczyzna, który był jedynym mieszkańcem budynku objętego ogniem.

Zgłoszenie o pożarze wpłynęło do dyżurnego Komisariatu Policji w Poczesnej krótko przed godz. 16.00. Kobieta poinformowała, że z jednego z domów jednorodzinnych przy ulicy Podlaskiej w Słowiku wydobywa się dym. Na miejsce natychmiast skierowano służby ratunkowe.

– W pierwszej fazie działania polegały na podaniu czterech prądów wody na palący się budynek, przeszukaniu i zabezpieczeniu miejsca akcji. W późniejszej fazie działania polegały na rozebraniu poszycia dachowego, dokładnym przelaniu pogorzeliska i oświetleniu miejsca akcji. Niestety podczas przeszukania znaleziono zwłoki mężczyzny – relacjonują na swoim profilu facebookowym druhowie z OSP Słowik.

Jak ustalono, był to 52-letni właściciel posesji. W działaniach brały udział liczne zastępy Państwowej Straży Pożarnej z Częstochowy oraz jednostki ochotniczej straży pożarnej, a także policja, zespoły ratownictwa medycznego, pogotowie gazowe i energetyczne.

– Na miejscu pracowali policjanci pod nadzorem prokuratora, przy udziale biegłego z zakresu pożarnictwa. Przeprowadzono oględziny oraz zabezpieczono materiał dowodowy. Kluczowe znaczenie dla ustalenia szczegółowego przebiegu zdarzenia będzie miała również sekcja zwłok zlecona przez prokuratora – poinformowało z kolei biuro prasowe częstochowskiej komendy policji.

Śledczy badają obecnie wszystkie okoliczności tragedii, w tym możliwą przyczynę wybuchu pożaru. Wyniki prowadzonych czynności mają pozwolić na pełne wyjaśnienie tego zdarzenia.

CZYTAJ DALEJ

NAJPOPULARNIEJSZE