Myszków
Nowa zieleń i stare nawyki. Myszków sadzi drzewa, ale śmieci wciąż psują wspólną przestrzeń
W Myszkowie rozpoczęły się wiosenne prace związane z zagospodarowaniem zieleni na obszarze objętym rewitalizacją centrum miasta. Pierwsze nasadzenia drzew i krzewów wykonano na skwerze przy ulicy Kwiatkowskiego. To element szerszych działań proekologicznych, które mają poprawić jakość miejskiej przestrzeni i nadać jej bardziej przyjazny charakter.
Nowe nasadzenia są widocznym znakiem zmian, jakie mają zachodzić w centrum Myszkowa. Zieleń w mieście pełni nie tylko funkcję estetyczną. Poprawia komfort mieszkańców, wpływa na mikroklimat, ogranicza nagrzewanie się przestrzeni i tworzy miejsca bardziej przyjazne do codziennego korzystania. Właśnie dlatego działania związane z rewitalizacją powinny iść w parze z troską o porządek oraz odpowiedzialnym korzystaniem ze wspólnej przestrzeni.
Dobrym przykładem takiej postawy jest zaangażowanie uczniów ze Szkoły Podstawowej nr 3 w Myszkowie, którzy uczestniczyli w akcji „Posadź las z leśnikiem”. Młodzież sadziła dęby na terenie leśnictwa Koziegłówki.
– Choć inicjatywa odbywała się poza granicami miasta, jej znaczenie wykracza poza samo miejsce akcji. Pokazuje, że edukacja ekologiczna i budowanie dobrych nawyków od najmłodszych lat mają realny sens – tłumaczą inicjatorzy tego przedsięwzięcia.

Kontrastem dla takich działań pozostają jednak śmieci i zaniedbania widoczne w przestrzeni publicznej. Obok nowych nasadzeń i inicjatyw podejmowanych z myślą o środowisku wciąż pojawiają się przykłady braku troski o wspólne otoczenie. Zaśmiecanie, pozostawianie odpadów czy niszczenie zieleni uderzają nie tylko w estetykę miasta, ale również w wysiłek osób, które angażują się w jego poprawę.
– To szczególnie widoczne właśnie teraz, gdy z jednej strony samorząd prowadzi prace związane z zazielenianiem centrum, a z drugiej w tej samej przestrzeni można natknąć się na ślady zupełnie odmiennego podejścia do wspólnego dobra. Ten kontrast bije po oczach i skłania do pytania, czy sama rewitalizacja wystarczy, jeśli nie będzie jej towarzyszyć zmiana codziennych nawyków mieszkańców – podkreślają lokalni urzędnicy.
Myszków
Mieszkańcy nie chcą tirów pod domami, firmy potrzebują dostaw. Myszków ma komunikacyjny dylemat
Ciężarówki obsługujące zakłady przemysłowe muszą gdzieś jeździć, ale kolejne lokalne ulice nie wytrzymują takiego ruchu. Problem komunikacyjny Myszkowa wrócił podczas ostatniej sesji rady miasta. Burmistrz mówił o potrzebie stworzenia specjalnych arterii, które przejmą transport ciężki i ochronią pozostałe drogi. Sytuacja robi się pilna, bowiem według urzędników fragment ulicy Wyzwolenia po kolejnej zimie może być w bardzo złym stanie.
Dyskusja rozpoczęła się od kwestii ulicy Rolniczej. Burmistrz przypomniał, że przed jej wykonaniem mieszkańcom przedstawiono dwa warianty. Ostatecznie zdecydowano się na węższy przekrój. Był to świadomy wybór wynikający między innymi z obaw, że szersza droga zacznie przyciągać ciężki transport.
Problem jest jednak znacznie szerszy niż sytuacja na jednej ulicy. W różnych częściach Myszkowa funkcjonują przedsiębiorstwa zlokalizowane na historycznych terenach przemysłowych. Zakłady potrzebują dostaw i odbioru towarów, dlatego całkowite wyeliminowanie samochodów ciężarowych z miejskiego układu drogowego nie jest możliwe.
– Nie zlikwidujemy tych historycznych powiązań, że tam jest kilkadziesiąt firm i one potrzebują zaopatrzenia, logistyki. Nie zlikwidujemy tego. Musi którąś drogą samochód do tych dzielnic przejechać – mówił Włodzimierz Żak.

Władze miasta widzą rozwiązanie w stworzeniu tras, które przejęłyby możliwie dużą część ciężkiego transportu. Chodzi o swoiste komunikacyjne „bajpasy”, dzięki którym tiry nie musiałyby przemieszczać się ulicami nieprzystosowanymi do takiego obciążenia.
– Gdybyśmy wytworzyli takie arterie komunikacyjne dla tirów, automatycznie chronimy pozostałe drogi i to w sposób znaczny – przekonywał włodarz.
Skutki obecnej sytuacji mają być już widoczne na ulicy Wyzwolenia. Jak przypomniano podczas obrad, droga została wyasfaltowana przez miasto około trzynastu lat temu, a wykonawca udzielił na nią ośmioletniej gwarancji. Teraz konieczne były już doraźne naprawy. Znacznie bardziej niepokojąca jest jednak ocena dotycząca jej dalszego stanu.
– Teraz ją podratowaliśmy, ale tak naprawdę po zimie ten odcinek między ulicą Strugi a Wodnicą rozleci się. Taka jest ekspertyza naszego inspektora od dróg – mówił burmistrz.
To pokazuje problem, z którym miasto będzie musiało zmierzyć się nie tylko przy kolejnych remontach, ale przede wszystkim przy projektowaniu całego układu komunikacyjnego. Bez wyznaczenia tras zdolnych przejąć ciężki transport samochody obsługujące przedsiębiorstwa będą nadal korzystać z dróg, które szybciej ulegają degradacji.
Jednocześnie trudno pogodzić potrzeby przedsiębiorców z oczekiwaniami mieszkańców. Przykład Rolniczej pokazuje, że lokalne społeczności nie chcą, aby ulice przebiegające obok ich domów zamieniały się w trasy dla tirów. Z drugiej strony ruch ciężarowy już dziś jest tam odczuwalny.

Jednym z elementów przyszłego rozwiązania ma być połączenie ulic Szczyglej, Gołębiej i Mokrej z drogą wojewódzką. Temat pojawił się przy okazji zwiększenia środków na przygotowanie dokumentacji. Plan zakłada między innymi trwałe wykonanie dalszej części Gołębiej, uporządkowanie skrzyżowania i doprowadzenie Szczyglej do drogi wojewódzkiej.
Burmistrz wskazywał, że właśnie takie inwestycje mogą w przyszłości stworzyć alternatywę dla obecnych tras.

Myszków
Amerykańska spółka zainteresowana kopalnią w rejonie Myszkowa. Chodzi o wolfram, molibden i miedź
Spółki Permia 1, Permia 2 i Permia 3 podpisały z amerykańską M2i Global porozumienie dotyczące współpracy przy ocenie projektów surowcowych w rejonie Myszkowa. Jak wynika z komunikatu spółki, strony chcą wspólnie analizować potencjał występujących tam złóż wolframu, molibdenu i miedzi, a także możliwości ich przyszłego wykorzystania w łańcuchach dostaw surowców krytycznych.
Umowę podpisano 28 września w Warszawie. Ma obowiązywać przez dwa lata i obejmować m.in. analizy geologiczne, techniczne, inżynieryjne, metalurgiczne, środowiskowe i ekonomiczne. Badane mają być również możliwości przetwarzania surowców oraz potencjalne powiązanie projektu z rynkami i programami dotyczącymi surowców krytycznych w Stanach Zjednoczonych.
M2i Global to amerykańska spółka zajmująca się rozwijaniem łańcuchów dostaw surowców uznawanych za strategiczne dla przemysłu i gospodarki.
– Polska jest ważnym państwem sojuszniczym z punktu widzenia rozwoju bezpiecznych i odpornych łańcuchów dostaw surowców krytycznych. Projekty w rejonie Myszkowa dają M2i możliwość oceny potencjalnie istotnego europejskiego źródła wolframu, molibdenu i miedzi w czasie, gdy dywersyfikacja dostaw staje się coraz ważniejsza dla przemysłu, obronności i bezpieczeństwa gospodarczego państw Zachodu – mówi Alberto C. Rosende, emerytowany generał dywizji i CEO M2i Global.
Zgodnie z komunikatem, amerykańska firma może również wspierać Permię w kontaktach z inwestorami, instytucjami finansowymi, partnerami branżowymi oraz potencjalnymi odbiorcami w Stanach Zjednoczonych. Strony zamierzają także analizować możliwości związane z programami prowadzonymi przez amerykańskie instytucje zajmujące się bezpieczeństwem surowcowym.

– Współpraca z M2i Global daje możliwość spojrzenia na projekt w Myszkowie w szerszym, międzynarodowym kontekście bezpieczeństwa dostaw i dostępu do strategicznych surowców. Uważamy, że Polska posiada potencjał geologiczny, który może w przyszłości przyczynić się do budowy bardziej zróżnicowanych i odpornych łańcuchów dostaw w Europie i państwach sojuszniczych – podkreśla Kasjan Wyligała, prezes zarządu Permia 1.
Rejon Myszkowa jest badany geologicznie od około pół wieku. Jak podaje Permia, potwierdzono tam występowanie mineralizacji obejmującej m.in. wolfram, molibden i miedź. Obecne działania mają służyć dalszej ocenie zarówno potencjału geologicznego, jak i ekonomicznego tych projektów.

– Umowa tworzy ramy do oceny tego potencjału i określenia dalszych kroków w oparciu o wyniki badań geologicznych, analiz technicznych i ekonomicznych – dodaje Wyligała.
Spółka wyraźnie zaznacza jednak, że podpisane porozumienie nie oznacza decyzji o uruchomieniu wydobycia ani rozpoczęciu inwestycji górniczej. Dokument ma charakter ramowy i nie zobowiązuje żadnej ze stron do finansowania projektu, zakupu lub sprzedaży surowców czy zawarcia umów odbioru.
Ewentualne dalsze kroki będą zależały od wyników badań i analiz, a także od uzyskania wymaganych decyzji i zgód. M2i Global nie gwarantuje również pozyskania finansowania ani wsparcia ze strony amerykańskiej administracji.

Permia 1, Permia 2 i Permia 3 są spółkami prowadzącymi działania związane z rozpoznawaniem potencjału surowcowego rejonu Myszkowa. 51 proc. udziałów w ich strukturze właścicielskiej należy do Grupy Altum, 39 proc. do Keystone Partners, a pozostałe 10 proc. do amerykańskiej AI-CEE z siedzibą w Delaware.

Myszków
Ostry zarzut radnej w sprawie przedszkola w Myszkowie. Twierdzi, że to zastraszanie rodziców i dzieci
Przyszłość oddziału przedszkolnego działającago przy jednej z myszkowskich podstawówek ponownie stała się przedmiotem dyskusji podczas ostatniej sesji rady miasta. Radna Marta Muszczak przekonywała, że już podczas rekrutacji rodzice mieli być zniechęcani do zapisywania tam dzieci poprzez informacje o planowanym zamknięciu oddziału. Niepokój nie zniknął także po rozpoczęciu roku szkolnego. Rodziny, które mimo wszystko zdecydowały się na tę placówkę, miały pod koniec sierpnia usłyszeć o kolejnej próbie jej likwidacji.
Sprawa dotyczyła oddziału przedszkolnego zlokalizowanego przy Szkole Podstawowej nr 5 im. Henryka Sienkiewicza w Myszkowie. Jak relacjonowała radna Muszczak problem nie ogranicza się do samej niepewności dotyczącej przyszłości oddziału. Jej zastrzeżenia wzbudził przede wszystkim sposób, w jaki informacje o możliwych zmianach miały być przekazywane zainteresowanym rodzinom.
– Przez cały okres rekrutacji rodzice byli bardzo skutecznie zniechęcani do zapisania dzieci do tego oddziału. Byli informowani, że ten oddział i tak zostanie zamknięty, więc to nie ma sensu – mówiła podczas sesji.
Mimo takich sygnałów część rodziców zdecydowała się na zapisanie dzieci. Według radnej również później nie otrzymali oni jednak poczucia, że funkcjonowanie oddziału jest stabilne. Podczas spotkania pod koniec sierpnia miała pojawić się informacja o ponownym podjęciu tematu jego likwidacji.

– Ci, którzy jednak pomimo wszystko zapisali dzieci, na wstępie pod koniec sierpnia na spotkaniu dostali informację, że w październiku miasto podejmie ponowną próbę zamknięcia, zlikwidowania tego oddziału – relacjonowała.
Muszczak nie kryła, jak ocenia takie postępowanie.
– Moim zdaniem jest to zastraszanie tych rodziców i dzieci – stwierdziła.
Radna zaproponowała jednocześnie, aby zamiast pozostawiać rodziców z kolejnymi nieoficjalnymi lub niejednoznacznymi informacjami, doprowadzić do bezpośredniej rozmowy z zainteresowanymi. Pytała o możliwość zorganizowania spotkania z udziałem rodziców i dyrekcji, które pozwoliłoby szerzej przedyskutować sytuację oddziału i mogłoby mieć charakter zbliżony do konsultacji społecznych.
Sprawa ma jednak szerszy wymiar. Informowanie rodziców już podczas naboru o możliwym zamknięciu oddziału może mieć bezpośredni wpływ na zainteresowanie placówką. Część rodzin, nie chcąc ryzykować kolejnej zmiany przedszkola, może zdecydować się na wybór innego miejsca. W efekcie liczba zapisanych dzieci spada, co później może stać się argumentem w dyskusji o opłacalności dalszego utrzymywania oddziału.
Kontrowersje wokół wspomnianego oddziału wpisują się przy tym w znacznie większy problem, przed którym stoi myszkowska oświata. Władze miasta wskazują na sytuację demograficzną i konieczność dyskusji o przyszłej organizacji placówek. W przypadku tego oddziału pojawia się jednak dodatkowe pytanie o sposób prowadzenia całego procesu i komunikowania planów rodzinom, które muszą podejmować decyzje dotyczące swoich dzieci.

Myszków
Policjant po służbie zatrzymał nietrzeźwego kierowcę. 52-latek miał ponad dwa promile
Policjant myszkowskiej drogówki, będąc w czasie wolnym od służby, uniemożliwił dalszą jazdę kierowcy, który stwarzał zagrożenie na drodze. Badanie wykazało, że 52-letni mieszkaniec powiatu będzińskiego miał w organizmie ponad 2 promile alkoholu.
Do zdarzenia doszło w sobotę, 3 października. Funkcjonariusz Komendy Powiatowej Policji w Myszkowie zauważył forda, którego sposób poruszania się wskazywał, że kierujący może znajdować się pod wpływem alkoholu.

– Mężczyzna co chwilę zjeżdżał na przeciwległy pas ruchu, stwarzając realne zagrożenie dla innych kierowców – informuje myszkowska policja.

Funkcjonariusz pojechał za samochodem i obserwował jego zachowanie. Kiedy Ford się zatrzymał, policjant również zjechał z drogi, podbiegł do pojazdu i wyjął kluczyki ze stacyjki.

– Policjant cały czas jechał za kierowcą forda nie spuszczając go z oczu. Gdy samochód się zatrzymał, zjechał za nim, podbiegł do pojazdu i wyjął kluczyki ze stacyjki, uniemożliwiając mu dalszą jazdę – przekazują mundurowi.
O zdarzeniu interweniujący poinformował dyżurnego komendy, który skierował na miejsce patrol. Policjanci sprawdzili stan trzeźwości 52-latka. Badanie wykazało ponad 2 promile alkoholu w jego organizmie.
Mężczyzna musi liczyć się teraz z konsekwencjami prawnymi. Za prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości grożą mu m.in. zakaz prowadzenia pojazdów, wysoka grzywna, ograniczenie wolności, a także kara do trzech lat pozbawienia wolności.

Policja przypomina również o konsekwencjach prowadzenia pojazdu po alkoholu.
– Pamiętajmy, że nawet niewielka ilość alkoholu w organizmie, zaburza sposób postrzegania otaczającej rzeczywistości, co może doprowadzić do tragicznych w skutkach wypadków – apeluje.

Myszków
Kort źle zbudowany czy źle użytkowany? W Myszkowie pomylili mączki, a teraz szukają przyczyny
Stojąca woda, zbyt sypka nawierzchnia, pomylone rodzaje mączki i konieczność wałowania kortu co najmniej dwa razy dziennie. Podczas ostatniej sesji rady miasta ponownie wrócił problem miejskich kortów tenisowych. Początkowo podejrzenia kierowano w stronę wykonawcy, jednak po jego interwencjach pojawiła się zupełnie inna diagnoza. Władze miasta przyznają, że obiekt mógł być po prostu niewłaściwie użytkowany. Co istotne, burmistrz wskazał przy tym zarówno MOSiR, jak i UKS Luka Tenis Myszków.
Problem nie jest nowy. Jak przypomniał burmistrz Włodzimierz Żak, jeszcze podczas realizacji inwestycji miasto analizowało rodzaj nawierzchni, która miała zostać zastosowana na kortach. Ówczesny dyrektor miał sprawdzić podobne rozwiązanie w praktyce, a dopiero później zaakceptowano konkretny rodzaj mączki.
Po oddaniu obiektu do użytkowania jeden z kortów został przekazany na wyłączność stowarzyszeniu UKS Luka Tenis Myszków. Z czasem zaczęły jednak pojawiać się sygnały, że nawierzchnia nie zachowuje się tak, jak powinna. Na korcie miała zalegać woda, a jego powierzchnia stawała się nadmiernie sypka.
Miasto początkowo podejrzewało problem z samym wykonaniem inwestycji i wezwało wykonawcę. Ten podczas oględzin zwrócił jednak uwagę na sposób utrzymywania nawierzchni.
– Okazało się, że w ramach użytkowania zostały mylone mączki. Były ich dwa rodzaje. I po prostu mówiąc krótko, kort był źle użytkowany – relacjonował Włodzimierz Żak.
Burmistrz od razu zastrzegł, że nie zamierza odpowiedzialnością za tę sytuację obciążać wyłącznie stowarzyszenia.
– Był źle użytkowany zarówno przez MOSiR, jak i przez klub – zaznaczył.
Przedstawiciele miasta pojechali również do Częstochowy, aby sprawdzić, w jaki sposób utrzymywany jest kort wykonany w podobnej technologii. Z dotychczasowych ustaleń wynika, że myszkowska nawierzchnia wymaga znacznie więcej zabiegów, niż najwyraźniej wykonywano do tej pory.
Kort powinien być co najmniej dwa razy dziennie wałowany i podlewany, niezależnie od tego, czy w danym dniu ktoś z niego korzysta. Przy większej liczbie graczy zabiegi trzeba wykonywać częściej. Miasto wydało już dodatkowe pieniądze na sprzęt niezbędny do takich prac.

– Dwa i pół miesiąca temu pan dyrektor zwrócił się do mnie z prośbą o możliwość i zgodę na zakup urządzenia do wałowania. Takiego profesjonalnego, za 15 tys. zł, jeśli dobrze pamiętam kwotę. Zostało zakupione dla tych celów – mówił burmistrz.
Problem komplikuje dodatkowo spór o to, dlaczego kort nie był odpowiednio intensywnie utrzymywany. Z relacji przedstawionej podczas sesji wynika, że UKS Luka Tenis Myszków miał ograniczać korzystanie z obiektu ze względu na jego stan. MOSiR z kolei miał rzadziej wykonywać niezbędne zabiegi właśnie dlatego, że na korcie nie było graczy.
Burmistrz określił tę sytuację jako dylemat „kury czy jajka”. Klub wskazuje bowiem, że nie gra, ponieważ nawierzchnia na to nie pozwala, natomiast z drugiej strony brak użytkowników miał wpływać na częstotliwość jej utrzymywania.
Na jaw wyszedł również problem z przepływem informacji. Żak przyznał, że po wcześniejszych rozmowach był przekonany, iż sytuacja została opanowana. Tymczasem prezes UKS ponownie zgłosił zastrzeżenia do stanu obiektu.

– Byłem przekonany, że nic się nie dzieje i już teraz mamy dobrze użytkowany kort. I przychodzi do mnie prezes i mówi, że jest źle. Pisze maila do całego świata. Czemu nie powiedział wcześniej? – pytał burmistrz.
Zdaniem włodarza wcześniejszy sygnał pozwoliłby przeprowadzić próbę jeszcze latem, kiedy wysokie temperatury umożliwiłyby lepsze sprawdzenie, czy nawierzchnia rzeczywiście staje się nadmiernie sypka. Teraz warunki pogodowe będą mniej miarodajne.
Miasto zamierza jednak przeprowadzić test. Ma zostać zorganizowana grupa osób regularnie grających na korcie, a MOSiR ma jednocześnie utrzymywać nawierzchnię dokładnie według zaleceń wykonawcy. Dopiero wtedy będzie można sprawdzić, czy mimo prawidłowej eksploatacji problemy nadal występują.
To istotne również dlatego, że wykonawca miał już dwukrotnie sprawdzać obiekt i za każdym razem twierdzić, że został on wykonany prawidłowo. Podobne rozwiązanie zastosowano według burmistrza w Częstochowie, gdzie takich zastrzeżeń użytkowników nie ma.

Jeżeli jednak test wykaże, że nawet przy właściwym podlewaniu, wałowaniu i eksploatacji kort nadal nie spełnia swojej funkcji, miasto nie wyklucza dalszych działań wobec wykonawcy. Podczas sesji pojawił się również wątek powołania niezależnego biegłego, który mógłby ocenić jakość wykonania obiektu.
Na razie władze Myszkowa nie przesądzają jednak, że przyczyną kłopotów jest wada inwestycji. Burmistrz swoją obecną ocenę sytuacji podsumował dosadnie.
– Wychodzi mi na to, że my po prostu mamy kort, a coś nie umiemy z nim zrobić. Tak mi to wygląda – stwierdził.
Myszków
Ulica Towarowa nadal bez odwodnienia i lustra. Radna pyta, czy miasto w ogóle przejęło drogę od PKP
Problemy z ulicą Towarową w Myszkowie wróciły podczas ostatniej sesji rady miasta. Mieszkańcy nadal czekają na zapowiadane odwodnienie, a przy ostrym zakręcie pod wiaduktem wciąż nie zamontowano lustra mającego poprawić bezpieczeństwo. Nad sprawą ciąży dodatkowo kwestia własności drogi. Jedna z radnych chciała wiedzieć, czy po wielu miesiącach została ona w ogóle formalnie przekazana miastu przez PKP.
Jak przekazała uczestnikom sesji radna, mieszkańcy Towarowej ponownie zwrócili się do niej w sprawie prac, które miały poprawić sytuację na ulicy. Chodzi przede wszystkim o problem z odprowadzaniem wody.
– Mieszkańcy zgłaszają, że odwodnienie, które miało być tam zrobione, nie zostało wykonane – mówiła.
Nie jest to jedyna nierozwiązana kwestia. Radna przypomniała również o wcześniejszym wniosku dotyczącym zamontowania lustra drogowego pod wiaduktem. W tym miejscu geometria drogi ma znacznie ograniczać kierowcom widoczność.
– To lustro tam jest niezbędne, bo tam jest zakręt o 90 stopni – podkreśliła.
W tle obu problemów pozostaje jednak zasadnicze pytanie o status ulicy. Już wcześniej pojawiał się bowiem temat przejęcia drogi od kolei. Dopóki kwestie własnościowe nie zostaną uporządkowane, możliwości prowadzenia przez samorząd inwestycji na tym terenie mogą pozostawać ograniczone. Radna chciała więc uzyskać jednoznaczną odpowiedź, czy formalności zostały już zakończone.

– Czy ta droga jest już w gestii miasta? Czy ona została notarialnie przekazana miastu przez PKP? – pytała.
Jej wątpliwości wynikały przede wszystkim z tego, że od wcześniejszych rozmów dotyczących Towarowej upłynął już dłuższy czas, a mieszkańcy nie widzą zapowiadanych efektów.
– Minęło sporo czasu. Odwodnienie nie jest wykonane. No to nie wiem, czy te sprawy zostały w jakiś sposób zawieszone, czy nie – mówiła.

Zaznaczyła jednocześnie, że nawet jeśli ulica Towarowa formalnie nadal pozostaje własnością PKP, miasto powinno zabiegać o wykonanie niezbędnych prac przez kolej. Szczególne znaczenie ma tu bezpieczeństwo kierowców korzystających z przejazdu pod wiaduktem.
Podczas tego samego wystąpienia wrócił także inny problem związany z PKP. Radna ponownie pytała o rozmowy dotyczące dojazdu do przystanku kolejowego w Mrzygłodzie. Także tam mieszkańcy od dłuższego czasu oczekują rozwiązania problemu z dogodnym i bezpiecznym dostępem do kolei.

Myszków
Choinka czy boisko? Dwie kwoty wystarczyły, by na sesji w Myszkowie zrobiło się gorąco
Podczas ostatniej sesji Rady Miasta w Myszkowie sporo emocji wywołały miejskie wydatki. Samorząd zamierza kupić za 110 tys. zł nową, dwunastometrową sztuczną choinkę. Jednocześnie unieważniono postępowanie na długo oczekiwane boisko przy Szkole Podstawowej nr 3, ponieważ najkorzystniejsza oferta przekroczyła zabezpieczoną kwotę 1 mln zł o około 59 tys. zł. Zestawienie obu wydatków stało się jednym z najmocniejszych punktów dyskusji.
Temat świątecznej dekoracji pojawił się przy zmianach w tegorocznym budżecie. Jedna z radnych dopytywała, dlaczego miasto zdecydowało się na zakup, skoro wcześniej pojawiały się argumenty przemawiające za wynajmowaniem dekoracji. Burmistrz wyjaśnił, że dotychczasowa choinka również była własnością samorządu i służyła przez co najmniej dekadę. Nowa ma być wykorzystywana do czasu, aż odpowiednie rozmiary osiągnie naturalne drzewo posadzone przed Miejskim Domem Kultury w Myszkowie. Największe zdziwienie wywołała jednak cena.
– Kwoty wynikają z szacunków, które są jakimś tam badaniem rynku, więc 110 tys. zł jest przesunięte – poinformował burmistrz Włodzimierz Żak.
Radna zakwestionowała zasadność takiego wydatku, zestawiając go z problemami mieszkańców z dojściem do przystanku kolejowego w Mrzygłodzie. Orientacyjny koszt wykonania potrzebnej tam drogi włodarz określił na około 200 tys. zł. Radna zaproponowała więc rezygnację ze świątecznego zakupu i wykorzystanie pieniędzy na bardziej praktyczny cel.
– Składam wniosek, żeby nie wykonywać choinki przed MDK-iem i przesunąć te pieniądze, żeby służyły ludziom, a nie tylko cieszyły ludzi. Bo co innego jest patrzeć na pięknie oświetloną choinkę, a co innego jest skręcać kostki i być w niebezpieczeństwie przy dojściu do dworca, do przystanku kolejowego w Mrzygłodzie – argumentowała.
Jeszcze mocniej kwestia priorytetów finansowych wybrzmiała pod koniec sesji. Inny z radnych wrócił do postępowania na budowę boiska przy Szkole Podstawowej nr 3 w Myszkowie. Miasto zabezpieczyło na inwestycję 1 mln zł, podczas gdy oferta przewyższała tę kwotę o 59 tys. zł. Postępowanie finalnie unieważniono.

Radny przypomniał, że o realizację tego zadania zabiega się od około dziesięciu lat, a na inwestycję pozyskano również dofinansowanie. Obawiał się, że kolejne postępowanie zamiast oszczędności może przynieść jeszcze wyższe ceny.

– Kto potem za to odpowie, jeżeli ta kwota będzie na 1,2 mln zł i dołożymy 150 tys. więcej – dociekał.
Najostrzej skomentował jednak różnicę między kwotą brakującą na boisko a pieniędzmi przeznaczanymi na świąteczną dekorację.
– Tutaj rozmawiamy o choince, o 110 tys. zł, a tutaj mamy kwotę 59 tys. zł, o którą uwaliliśmy po prostu to boisko. Jest mi po prostu przykro – mówił.
Dyskusja doprowadziła również do krótkiego spięcia między samymi radnymi. Jedna z nich zarzuciła przedmówcy, że krytykując brak pieniędzy na boisko, wcześniej poparł wydatek na choinkę. Radny stanowczo zaprzeczył i wskazał, że głosował przeciw. Po sprawdzeniu wyniku głosowania radna przyznała mu rację i przeprosiła.

Myszków
Wyśmiewanie, poniżanie, izolowanie. Policjanci pokazali młodzieży, gdzie zaczyna się przemoc
Przemoc rówieśnicza nie zawsze oznacza bójkę czy bezpośrednią agresję. Często zaczyna się od słów, ośmieszania, izolowania kogoś z grupy albo publikowania krzywdzących treści w internecie. Właśnie o takich sytuacjach policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Myszkowie rozmawiali z uczniami miejscowych szkół w ramach Tygodnia Przeciwdziałania Przemocy Rówieśniczej.
Funkcjonariusze odwiedzili Szkołę Podstawową nr 3 oraz Zespół Szkół nr 1 im. Eugeniusza Kwiatkowskiego w Myszkowie. Spotkania miały przede wszystkim pokazać młodym ludziom, że przemoc może mieć wiele twarzy i nie kończy się na agresji fizycznej.
Jak informuje biuro prasowe myszkowskiej komendy, policjanci zwracali uwagę na wyśmiewanie, poniżanie, zastraszanie, celowe wykluczanie z grupy, rozsiewanie plotek czy publikowanie obraźliwych materiałów w sieci. Podkreślali, że dla osoby, która staje się celem takich zachowań, ich skutki mogą być bardzo dotkliwe.
– Dużo miejsca poświęcono cyberprzemocy. Mundurowi przypominali, że internet nie jest przestrzenią pozbawioną odpowiedzialności, a to, co dla jednej osoby ma być „żartem”, dla drugiej może oznaczać stres, poczucie zagrożenia i długotrwałe upokorzenie – zaznaczają funkcjonariusze.
Rozmowa miała dotyczyć również roli świadków. Policjanci przekonywali uczniów, że bierne przyglądanie się przemocy nie rozwiązuje problemu. W takich sytuacjach warto szukać pomocy u rodziców, nauczycieli, wychowawców, pedagoga lub psychologa szkolnego. Gdy sprawa wymaga interwencji, można także zgłosić ją policji.

– Jednym z ważniejszych tematów była odpowiedzialność za własne zachowanie. Funkcjonariusze wskazywali, że granice drugiej osoby powinny być respektowane, a tłumaczenie krzywdzących działań żartem nie zmienia ich skutków – informują myszkowscy stróże prawa.
Jak dodają, spotkania miały też przypomnieć o znaczeniu empatii i wzajemnego wsparcia, a dla osoby, która doświadcza przemocy, bardzo ważne może być samo przekonanie, że nie została z problemem sama i ma obok siebie kogoś, do kogo może zwrócić się po pomoc.

Myszków
Krasickiego na dwa dni bez przejazdu. Drogowcy położą nową nawierzchnię
Kierowcy i mieszkańcy korzystający z ulicy Krasickiego muszą przygotować się na dwudniowe utrudnienia. W najbliższy wtorek i środę prowadzone będą tam prace związane z układaniem masy bitumicznej na całej szerokości jezdni. W czasie robót przejazd remontowanymi odcinkami nie będzie możliwy.
Prace podzielono na dwa etapy. 29 września zamknięty zostanie fragment ulicy Krasickiego od ulicy Ustronie do ulicy Storczykowej. Dzień później roboty przeniosą się na kolejny odcinek – od ulicy Storczykowej do ulicy Rolniczej.
Wykonawca informuje, że podczas układania nowej nawierzchni ruch dla mieszkańców na aktualnie remontowanym fragmencie będzie niemożliwy. Oznacza to konieczność wcześniejszego zaplanowania wyjazdów i przejazdów.

Kierowcy powinni zwracać szczególną uwagę na tymczasowe oznakowanie oraz stosować się do poleceń osób kierujących ruchem.
Myszków
Ostatnia „Pohulanka” minionego lata. Myszków pożegnał sezon tańcem pod chmurką
Muzyka na żywo, taniec, pieczonki i kilka godzin wspólnej zabawy pod gołym niebem. W miniony czwartek Kompleks Dotyk Jury po raz ostatni w tym sezonie gościł uczestników „Pohulanki na Pohulance”. Finałowe spotkanie zakończyło cykl letnich potańcówek, które przez wakacje regularnie przyciągały mieszkańców Myszkowa.
„Pohulanka na Pohulance” ruszyła 16 lipca. Kolejne spotkania odbywały się co dwa tygodnie – 30 lipca, 13 sierpnia i 27 sierpnia. Wrześniowa odsłona była zwieńczeniem całego cyklu.
Pomysł był prosty i, jak pokazały kolejne odsłony wydarzenia, skuteczny. Bez biletów, sztywnego programu i oficjalnej oprawy. Zamiast tego – muzyka, parkiet pod chmurką i możliwość spędzenia kilku godzin w swobodnej atmosferze.

Na finałowym spotkaniu ponownie zagrał zespół muzyczny, a uczestnicy mogli korzystać z bufetu. Przygotowano przekąski, ciepłe i zimne napoje, a także pieczonki. Najważniejsza była jednak sama zabawa. Na murawie pojawiali się zarówno seniorzy, jak i młodsi mieszkańcy, dzięki czemu wydarzenie miało rzeczywiście międzypokoleniowy charakter.

Za organizację wydarzenia odpowiadali Polski Związek Emerytów i Rencistów w Myszkowie, Stowarzyszenie Emerytów i Rencistów Policyjnych w Myszkowie oraz Związek Emerytów i Rencistów Pożarnictwa Rzeczypospolitej Polskiej. W przygotowanie potańcówek włączyły się także Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji w Myszkowie oraz miasto.

Letni cykl pokazał, że do przyciągnięcia ludzi nie zawsze potrzeba rozbudowanego programu i dużych nazwisk na scenie. Wystarczy dobra muzyka, miejsce do tańca i atmosfera, która zachęca, by zostać dłużej. Wrześniowa „Pohulanka” zamknęła tegoroczny sezon, ale po frekwencji i zainteresowaniu widać, że mieszkańcy polubili tę formę wspólnego spędzania czasu.
Myszków
Zátopek Myszków Team na trasie w Czechach. Miasto reprezentowało czterech zawodników
Blisko 300 zawodników z kilku krajów Europy stanęło na starcie 24. Biegu Emila Zátopka w czeskiej Kopřivnicy. W międzynarodowej imprezie nie zabrakło reprezentantów Myszkowa, którzy jako Zátopek Myszków Team zmierzyli się z wymagającą, liczącą 22,5 km trasą. Najszybszy z myszkowian był Grzegorz Karcz.
Zawody odbyły się w minioną sobotę w partnerskim mieście Myszkowa. Bieg poświęcony jest pamięci Emila Zátopka, jednego z najwybitniejszych czeskich lekkoatletów w historii i wielokrotnego medalisty olimpijskiego. Tegoroczna rywalizacja zgromadziła zawodników z Czech, Polski i innych państw europejskich.
Myszków reprezentowali Joanna Karcz, Grzegorz Karcz, Mateusz Kostrzewski i Andrzej Sutkowski. Na potrzeby zawodów stworzyli drużynę Zátopek Myszków Team, startując w okolicznościowych koszulkach z logo miasta.
Najlepiej z czwórki reprezentantów wypadł Grzegorz Karcz. Pokonanie górskiej trasy zajęło mu 1 godzinę, 46 minut i 3 sekundy. Wynik ten dał mu 42. miejsce w klasyfikacji generalnej.
Trasa zawodów ma szczególny, symboliczny charakter. Bieg rozpoczyna się w Kopřivnicy, rodzinnym mieście Zátopka, w pobliżu pomnika sportowca odsłoniętego 21 września 2002 roku, w 80. rocznicę jego urodzin. Tegoroczną edycję zainaugurował burmistrz Kopřivnicy Adam Hanus.

Meta znajduje się natomiast w Rožnovie pod Radhoštěm, na terenie Drewnianego Miasta. To tam pochowani są Emil Zátopek oraz jego żona Dana Zátopková i tam odbywa się ceremonia wręczenia nagród.

Termin zawodów również nie jest przypadkowy. Impreza organizowana jest co roku w sobotę przypadającą najbliżej 19 września, czyli dnia urodzin Zátopka. Słynny biegacz przyszedł na świat 19 września 1922 roku. Tego samego dnia i roku urodziła się także jego późniejsza żona Dana, wybitna oszczepniczka i mistrzyni olimpijska.
Myszków
Sto cztery lata pana Edwarda. Wyjątkowy jubileusz mieszkańca Myszkowa
Edward Homik z Myszkowa 12 września obchodził 104. urodziny. Jest obecnie drugim najstarszym mieszkańcem miasta.
Z tej okazji jubilata odwiedziła kierownik Urzędu Stanu Cywilnego Kamila Kot, która, także w imieniu burmistrza, przekazała mu życzenia zdrowia, spokoju i wielu dobrych chwil z najbliższymi.
– Podczas spotkania jubilat otrzymał bukiet kwiatów oraz upominek. Odczytano również list gratulacyjny przesłany specjalnie na tę okazję przez wojewodę śląskiego Marka Wójcika – informuje urząd miejski.
Urodziny pana Edwarda były przede wszystkim rodzinnym i bardzo osobistym świętem. Tak imponujący wiek budzi szacunek, a sam jubilat należy dziś do grona najstarszych mieszkańców Myszkowa.
Myszków
Grozi jej osiem lat więzienia, ale stoi na czele rady. Próba odwołania Beaty J.-B. zakończyła się fiaskiem
Na Beacie J.-B. ciążą zarzuty karne, a sprawa trafiła już do sądu. Za zarzucane jej czyny grozi kara sięgająca ośmiu lat pozbawienia wolności. Mimo to próba odsunięcia jej od reprezentacyjnej funkcji przewodniczącej Rady Powiatu w Myszkowie zakończyła się fiaskiem. W tajnym głosowaniu padł remis – dziewięć głosów za odwołaniem i dziewięć przeciw. Do pozbawienia jej stanowiska zabrakło więc zaledwie jednego głosu.
Dzisiejszą nadzwyczajną sesję zwołano na wniosek dziewięciorga radnych: Eugeniusza Bugaja, Doroty Kaim-Hagar, Mariusza Karkochy, Rafała Kępskiego, Marzeny Kulak, Izabeli Masłoń, Katarzyny Miklas, Mariusza Morawca i Sebastiana Rucińskiego. W obradach uczestniczyło 18 z 19 radnych. Na sali zabrakło Marleny Wiśniewskiej.
Wnioskodawcy domagali się odwołania Beaty J.-B. z funkcji przewodniczącej. W uzasadnieniu wskazali przede wszystkim na postępowanie karne. Jak odczytano podczas sesji, prokuratura przedstawiła radnej zarzuty, a następnie skierowała do sądu akt oskarżenia obejmujący zarzuty poświadczenia nieprawdy w dokumentacji medycznej oraz utrudniania pracy wymiaru sprawiedliwości. Sprawa ma pozostawać w związku z postępowaniem dotyczącym Wojciecha P., niegdyś posła, byłego przewodniczącego rady powiatu i ex- naczelnego lekarza SP ZOZ w Myszkowie.
Autorzy wniosku zastrzegli jednocześnie, że nie przesądzają o odpowiedzialności karnej przewodniczącej, która może zostać stwierdzona wyłącznie przez sąd. Ich zdaniem sama sytuacja może jednak wpływać na sposób postrzegania zarówno rady powiatu, jak i myszkowskiego SP ZOZ-u.
Drugą grupę argumentów stanowiły zastrzeżenia dotyczące pracy samej rady. Wnioskodawcy wskazali na sposób organizowania sesji, udzielania głosu radnym, prowadzenia dyskusji oraz stosowania postanowień statutu powiatu i regulaminu rady. To właśnie ogólny charakter tych zarzutów stał się jednym z głównych punktów późniejszego sporu.
Pierwsza do obszernej polemiki przystąpiła Agata Feret. Radna odczytała oświadczenie, w którym mowa była o wykorzystywaniu trwającego postępowania karnego jako argumentu przemawiającego za zmianą przewodniczącej. Wielokrotnie odwoływała się do konstytucyjnej zasady domniemania niewinności.
– Zarzut nie jest wyrokiem. Akt oskarżenia nie jest wyrokiem, a prowadzone postępowanie karne nie jest stwierdzeniem winy – czytała Feret.
Radna w piśmie podkreślała, że o odpowiedzialności karnej może rozstrzygnąć sąd, a rada powiatu nie powinna wchodzić w jego rolę. Jej zdaniem autorzy wniosku, jeżeli chcą powoływać się na postępowanie karne, muszą bardzo wyraźnie oddzielić fakt wniesienia aktu oskarżenia od stwierdzenia winy.
– Od rozstrzygania o odpowiedzialności karnej jest niezawisły sąd, a nie rada powiatu – doczytała.
Podczas prezentacji treści oświadczenia Agata Feret zażądała również konkretów w drugiej części zarzutów. W jej ocenie samo wskazanie na problemy z prowadzeniem obrad, udzielaniem głosu czy przestrzeganiem statutu było niewystarczające.
– Jeżeli przewodnicząca miała naruszyć statut, wskażcie konkretny paragraf. Jeżeli miała naruszyć przepisy prawa, wskażcie konkretny przepis. Jeżeli miała uniemożliwić radnemu zabranie głosu, wskażcie sesję, punkt obrad i sytuację, której zarzut dotyczy – kontynuowała lekturę.
Radna oceniła w niej, że wniosek ma charakter polityczny i właśnie w taki sposób powinien być przedstawiany, zamiast – w jej ocenie – opierać się na ogólnych sformułowaniach dotyczących postępowania karnego czy prowadzenia sesji.
– Jeżeli chcą państwo odwołać przewodniczącą, zróbcie to uczciwie i powiedzcie wprost. Jest to nasza decyzja polityczna i ocena jej pracy – można było usłyszeć.
Głos zabrała także radna Zdzisława Polak, która domagała się od autorów wniosku wskazania konkretnych błędów popełnianych przez przewodniczącą podczas prowadzenia posiedzeń.
– Pokażcie te zarzuty. Gdzie polegają błędy naszej przewodniczącej w prowadzeniu obrad? Proszę bardzo, chętnie ich wysłucham – mówiła.
Następnie przeszła do kwestii postępowania karnego i pytała, na jakiej podstawie autorzy wniosku mieliby zakładać jego finał.
– Skąd macie pewność, że pani przewodnicząca Beata zostanie przez sąd skazana? Póki co obowiązuje zasada domniemania niewinności, na co sami zwróciliście uwagę we wniosku. Więc po co ta zadyma? W jakim celu? – pytała.

Według Polak rada zajęła się w ten sposób sprawą, która odciąga uwagę od innych problemów. Jako przykład wskazała sytuację służby zdrowia.
– Widzimy, jaka sytuacja w kraju. Służba zdrowia nam się wali. Źle Polska jest zarządzana, a my wywołujemy burzę w szklance wody, bo nam się pani przewodnicząca nie podoba – zestawiała lokalny temat z ogólnopolskimi problemami.
Zdzisława Polak nawiązała także do wcześniejszej wymiany zdań z Katarzyną Miklas, która podczas poprzedniej sesji miała zarzucić jej brak empatii przy zadawaniu pytań przedstawicielom Wód Polskich.
– A czy pani, składając taki oskarżający wniosek w stosunku do naszej przewodniczącej, wykazuje pani choć odrobinę empatii? Wstydzę się za was – zakończyła Polak.
Na te zarzuty odpowiedział Rafał Kępski, jeden z podpisanych pod wnioskiem radnych. Przekonywał, że jego autorzy w żadnym miejscu nie przesądzili o winie przewodniczącej, a część ich argumentacji została podczas dyskusji przedstawiona w sposób odbiegający od rzeczywistej treści dokumentu. Samorządowiec przypomniał fragment uzasadnienia, w którym wprost zapisano, że odpowiedzialność karna podlega ocenie właściwych organów i sądu z poszanowaniem zasady domniemania niewinności.

– My nie chcemy się zajmować tym, co państwo tu teraz mówicie. Nie będziemy wyrokować w żadnej z tej sytuacji. Nie będziemy się tym po prostu zajmować – odpowiadał Rafał Kępski.
Jak tłumaczył, istotą problemu ma być nie przesądzenie winy, ale reprezentacyjny charakter funkcji przewodniczącej. W jego ocenie Beata J.-B. powinna sama ustąpić na czas postępowania.
– Oprócz prowadzenia rady pani przewodnicząca reprezentuje nas także na zewnątrz. W tej sytuacji pani przewodnicząca powinna zrezygnować z tej funkcji – przekonywał.
Kępski sięgnął również do poprzedniej kadencji, przypominając wcześniejsze próby odwołania Wojciecha P. Następnie zwrócił uwagę, że kiedy sam był odwoływany z pełnionej funkcji, wniosek -jak twierdził – nie zawierał uzasadnienia.
– Jakie było uzasadnienie, pamięta pani? Ani jedno zdanie. Prosiłem o to, żebyście chociaż mi powiedzieli, dlaczego chcecie mnie odwołać? Nie dowiedziałem się – skwitował.
Na koniec ponownie oddzielił kwestię winy od sprawowania funkcji.
– Pani Beata, jeżeli czuje się niewinna, to się obroni przed sądem, ale uważamy, że nie powinna nas reprezentować na zewnątrz i taki był cel naszego wniosku – podsumował radny Kępski.
Eugeniusz Bugaj również podkreślał znaczenie wizerunku rady i autorytetu osoby stojącej na jej czele. Zaznaczył przy tym, że osobiście ceni Beatę J.-B., ale inaczej ocenia sytuację z perspektywy pełnionej przez nią funkcji.
– Mówi się, żeby mieć autorytet, znaczy budzić szacunek, zaufanie, uznanie ludzi dzięki swojej wiedzy, uczciwości, właściwej postawie życiowej. Jako osobę bardzo cenię panią, natomiast odnosząc się do sytuacji reprezentowania nas jako radnych, no trochę ten wizerunek nam się krzywi – powiedział Bugaj.
Radny przywołał przykład samorządowca z sąsiedniego powiatu, który – jak mówił – w podobnej sytuacji zrezygnował z pełnionej funkcji „dla dobra pozostałych”.
Po stronie autorów wniosku stanęła także Dorota Kaim-Hagar. Argumentowała, że osoba sprawująca tak eksponowaną funkcję powinna cieszyć się niekwestionowaną opinią, a obecna sytuacja – niezależnie od przyszłego rozstrzygnięcia sądu – wpływa na wizerunek rady.
– Istotnie pełniąc tak reprezentacyjną funkcję należy wykazać się nieskazitelną opinią. Sytuacja, z jaką mamy do czynienia powoduje, że na tej opinii powstała rysa – mówiła.
Radna oceniła, że najlepszym rozwiązaniem byłaby dobrowolna rezygnacja przewodniczącej. Jak przekonywała, powiat jest zbyt często kojarzony z informacjami o zarzutach postawionych osobie stojącej na czele rady. Kaim-Hagar zwróciła uwagę, że zarzuty nie zostały sformułowane przez politycznych przeciwników J.-B., ale przez prokuraturę.
– My w swoim wniosku absolutnie nie przesądzamy o winie pani przewodniczącej – podkreśliła.

Jej zdaniem rozwiązaniem pozwalającym ograniczyć konsekwencje wizerunkowe byłoby ustąpienie z funkcji do czasu zakończenia procesu.
– Honorowym wyjściem byłaby rezygnacja pani przewodniczącej z pełnionej funkcji na czas trwania procesu. W momencie uniewinnienia nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zawalczyć jeszcze raz o tę funkcję – stwierdziła Dorota Kaim-Hagar.
Po zakończeniu dyskusji rozpoczęła się formalna procedura głosowania. Ze względu na jego tajny charakter konieczne było powołanie komisji skrutacyjnej. W głosowaniu dotyczącym odwołania przewodniczącej udział wzięło wszystkich 18 obecnych radnych. Do skutecznego odwołania Beaty J.-B. potrzebnych było 10 głosów. Padło dziewięć, a drugie tyle oddano przeciwko jej odwołaniu.
Myszków
Ręka przytrzaśnięta drzwiami, autobus miał najechać na nogę pasażera. Policja szuka świadków
Myszkowscy policjanci wyjaśniają okoliczności zdarzenia, do którego miało dojść 14 września w rejonie przystanku autobusowego przy Galerii „Oczko” w Myszkowie. Według informacji przekazanych mundurowym podczas wsiadania do autobusu jeden z pasażerów miał zostać przytrzaśnięty drzwiami, a następnie pojazd miał najechać na jego nogę. Policja poszukuje osób, które mogły widzieć przebieg zdarzenia.
Do sytuacji miało dojść około godz. 17.00 przy ulicy Kościuszki. Ze wstępnych informacji wynika, że podczas zamykania drzwi autobusu ręka wsiadającego pasażera miała zostać przytrzaśnięta. Następnie autobus miał najechać na nogę mężczyzny.
– Na tym etapie policja nie przesądza jednak, czy zdarzenie przebiegało dokładnie w taki sposób. Funkcjonariusze prowadzą czynności zmierzające do zweryfikowania otrzymanych informacji oraz ustalenia wszystkich okoliczności – poinformowało biuro prasowe myszkowskiej komendy.
Istotne mogą okazać się relacje osób, które w minioną niedzielę, we wspomnianym czasie, przebywały w rejonie przystanku przy galerii. Policjanci chcą również dotrzeć do pasażerów podróżujących w tym czasie autobusem linii nr 1.

Mundurowi apelują o kontakt do wszystkich osób, które były świadkami sytuacji lub posiadają informacje mogące pomóc w odtworzeniu jej dokładnego przebiegu. Informacje można przekazywać Wydziałowi Kryminalnemu Komendy Powiatowej Policji w Myszkowie pod numerami telefonów 47 858 42 80, 47 858 42 36 lub 47 858 42 00.
– Zeznania świadków mogą mieć kluczowe znaczenie dla ustalenia, co dokładnie wydarzyło się na przystanku i czy doszło do opisywanego przez zgłaszających zdarzenia – podkreślają policjanci.

Myszków
Tu budują, tam niszczą. Myszków wskazuje dwa oblicza miejskiej przestrzeni
Przy ulicy Kwiatkowskiego w Myszkowie widać już, jak będzie wyglądał skwer po przebudowie. Najcięższe prace są za wykonawcą, stanął nowy pomnik, teren został uporządkowany, a do końca zostało już głównie wyposażenie przestrzeni – fontanna, ławki i ostatnie elementy wykończeniowe.
Na miejscu szczególnie rzuca się w oczy pomnik Poległym za Ziemię Myszkowską. Wokół niego zakończono większość robót związanych z nawierzchnią i zagospodarowaniem terenu. Teraz, jak informuje urząd miejski, zostały już przede wszystkim detale, które mają zdecydować o ostatecznym charakterze tego miejsca.
– Za chwilę pojawi się fontanna, ławki i mała architektura. Później pozostaną porządki i poprawki, po których skwer będzie można uznać za gotowy – podkreślają przedstawiciele magistratu.

Wystosowany komunikat nie był jednakże pozytywnym w całej okazałości, bo niemal w tym samym czasie miasto dostało dość brutalne przypomnienie, że nowe miejsca można urządzać, odnawiać i upiększać, ale później ktoś musi jeszcze chcieć o nie dbać.
Przy ulicy Wyszyńskiego zauważono zdewastowaną ławkę. Obrazek mocno kontrastuje z tym, co dzieje się przy Kwiatkowskiego. W jednym miejscu miasto kończy kolejną przestrzeń dla mieszkańców, w drugim ktoś bez większego namysłu niszczy to, co już im służyło.

To nie jest wyłącznie kwestia estetyki. Każda zniszczona ławka, kosz czy inny element wyposażenia oznacza kolejną naprawę albo wymianę. A za to ostatecznie płacą mieszkańcy.
Miasto zaapelowało więc o szacunek dla wspólnej przestrzeni. Trudno z takim apelem polemizować, bo nowe skwery i odnowione ulice mają sens tylko wtedy, gdy nie trzeba po kilku miesiącach wracać do nich z kolejnym rachunkiem za zniszczenia.
Pozostaje mieć nadzieję, że tym razem komuś nie przyjdzie do głowy udowadniać, jak szybko można zniszczyć coś, co dopiero co powstało.
Myszków
Sto lat historii zapisanej służbą. OSP Myszków-Będusz rozpoczęła swe drugie stulecie
Sto lat służby, kolejne pokolenia druhen i druhów oraz historia nierozerwalnie związana z mieszkańcami Będusza i całego Myszkowa. Ochotnicza Straż Pożarna Myszków-Będusz świętowała jubileusz stulecia działalności. Uroczystość była okazją do przypomnienia dorobku jednostki, uhonorowania zasłużonych strażaków i podziękowania wszystkim, którzy przez lata współtworzyli jej historię.
Obchody rozpoczęły się od mszy świętej w kościele pw. św. Anny w Myszkowie. Liturgii przewodniczył ks. proboszcz Paweł Wróbel, a koncelebrowali ją ks. kapelan Kazimierz Świerdza oraz ks. kapelan Zygmunt Filipczyk. Podczas nabożeństwa jednostka otrzymała figurkę św. Floriana – patrona strażaków.
Po zakończeniu mszy uczestnicy przemaszerowali przed remizę. Uroczystą kolumnę prowadził komendant gminny Dominik Jankowski, a oprawę muzyczną zapewniła Orkiestra Dęta OSP Żelisławice. Po przybyciu na miejsce złożono meldunek Zdzisławowi Banasiowi, członkowi prezydium zarządu głównego ZOSP RP, po czym rozpoczęła się oficjalna część jubileuszu.

W wydarzeniu uczestniczyli przedstawiciele administracji rządowej, samorządu, środowiska pożarniczego, zaprzyjaźnionych jednostek OSP oraz mieszkańcy. Jednym z najważniejszych momentów uroczystości było nadanie OSP Myszków-Będusz Złotego Znaku Związku OSP RP. Wyróżnienie stało się symbolicznym podsumowaniem wieku działalności i służby na rzecz lokalnej społeczności.

Podczas jubileuszu doceniono także strażaków, którzy przez lata angażowali się w działalność jednostki. Odznaką „Wzorowy Strażak” uhonorowani zostali Konrad Ptasik, Michał Skowron, Robert Szopiński, Artur Wrona, Bartłomiej Kos, Marek Micuda, Ewa Micuda oraz Mateusz Piopielarz. Szczególne wyróżnienie trafiło do Krystyna Karasia, który został uhonorowany za 50 lat służby.
Jubileusz miał jednak nie tylko oficjalny charakter. Był również momentem wspomnień i podziękowań dla tych, którzy przez kolejne dekady tworzyli jednostkę, wyjeżdżali do akcji, szkolili młodszych druhów i dbali o to, by strażacka tradycja była przekazywana następnym pokoleniom.

Po zakończeniu obchodów przedstawiciele OSP Myszków-Będusz podkreślili, że obecność gości, mieszkańców i zaprzyjaźnionych jednostek była dla nich ważnym świadectwem tego, jak silne miejsce straż zajmuje w lokalnej społeczności.
– Wasza obecność w tym wyjątkowym dniu była dla nas ogromnym zaszczytem i dowodem uznania dla stuletniej tradycji, trudnej służby oraz działalności na rzecz bezpieczeństwa naszej lokalnej społeczności – przekazali druhowie.
Podziękowali również za gratulacje, życzenia i wsparcie, które, jak zaznaczyli, daje im motywację do dalszej działalności.
– Dziękujemy za ciepłe słowa, gratulacje, życzenia oraz liczne wyrazy wsparcia, które dodają nam sił do dalszego społecznego działania „Bogu na chwałę, ludziom na ratunek” – dodali.
Słowa wdzięczności skierowano także do władz samorządowych, delegacji, innych jednostek OSP, sponsorów i mieszkańców, którzy uczestniczyli w jubileuszu i przez lata wspierali działalność straży.
Myszków
Kilkanaście domów bez dojścia do nowej ścieżki. Radny chce dodatkowych trzystu metrów
Trwająca inwestycja powiatu przy ulicy Krasickiego ma poprawić warunki komunikacyjne w tej części Myszkowa, ale według jednego z radnych pozostawia nierozwiązany problem kilkunastu gospodarstw. Samorządowiec zwrócił się do zarządu powiatu o rozważenie budowy dodatkowych około 300 metrów chodnika lub utwardzonego pobocza w rejonie ulicy Papiernia.
Jak tłumaczył podczas sesji radny Rafał Kępski, obecny projekt kończy się w rejonie skrzyżowania ulic Krasickiego, Papiernia i Ustronie. Dalej wykonywane są tylko kanalizacja oraz nawierzchnia. Oznacza to, że mieszkańcy kilkunastu domów nadal nie będą mieli bezpiecznego dojścia do nowej infrastruktury pieszo-rowerowej.
– Tam jest kilkanaście domów, gdzie ci mieszkańcy nie mają możliwości dojścia do tej ścieżki, która właśnie kończy się na ulicy Ustronie – mówił Kępski.
Radny przyznał, że dalszy odcinek jest uwzględniany w kolejnym etapie, ale nie wiadomo, kiedy etap ten doczeka się finansowania. Dlatego zaproponował sprawdzenie, czy około 300 metrów można byłoby wykonać wcześniej, nawet w ramach osobnego zlecenia.
Wniosek ma teraz zostać przeanalizowany przez zarząd powiatu i Powiatowy Zarząd Dróg w Myszkowie.
Myszków
Chodnik powstanie, lecz nie wszędzie. Na sesji padło pytanie o lukę przy galerii
Starostwo powiatowe przeznacza 180 tys. zł na budowę drogi dla pieszych wzdłuż ulicy Pułaskiego, od galerii handlowej do Zespołu Szkół nr 2 w Myszkowie. Inwestycja ma poprawić bezpieczeństwo uczniów i pieszych, ale podczas sesji pojawiło się pytanie, dlaczego realizowany jest tylko fragment i czy w całym ciągu nie pozostanie luka.
Radny Eugeniusz Bugaj zwrócił uwagę, że projektowany odcinek ma około 450 metrów i szerokość jednego metra. Radny dziękował za planowaną inwestycję, ale jednocześnie pytał o dalszą część trasy.
– Zastanawia mnie dlaczego tylko taki kawałek 450 metrów – mówił.
Chodzi przede wszystkim o odcinek pomiędzy urzędem skarbowym a galerią. Samorządowiec sugerował, że warto byłoby zrealizować całe połączenie, a jeśli powiat nie dysponuje środkami, być może do rozmów można byłoby włączyć właściciela galerii.

Starosta poinformował, że urzędnicy przeanalizowali dokumentację przebudowy drogi wojewódzkiej. Z projektu wynika, że odcinek od urzędu skarbowego do galerii jest już uwzględniony w inwestycji województwa. Problem polega na tym, że brakuje właśnie fragmentu pomiędzy galerią a szkołą, dlatego powiat chce wykonać go samodzielnie.

Urzędnik zastrzegł jednak, że powiat będzie obserwował ewentualne zmiany w dokumentacji wojewódzkiej. Jeżeli planowany wcześniej fragment zostałby wykreślony, samorząd nie wyklucza rozmów z galerią.
Myszków
Droga z Postępu do Mrzygłodu drożeje. Radny domaga się wyjaśnień
Waloryzacja wynagrodzenia wykonawcy przebudowy drogi powiatowej na odcinku od ronda w Postępie do ronda w Myszkowie-Mrzygłodzie kosztować ma powiat dodatkowe 265 tys. zł. Sama kwota nie była jednak jedynym problemem podniesionym podczas ostatniej sesji rady powiatu. Jeden z radnych zwrócił uwagę na rozbieżność pomiędzy informacjami przekazanymi radnym na komisji a zapisami sprawozdania zarządu dotyczącymi okresu objętego waloryzacją.
W zmianach budżetu zabezpieczono dodatkowo 265 tys. zł. Na tę kwotę składa się 92,8 tys. zł waloryzacji wynagrodzenia oraz 172,2 tys. zł waloryzacji robót pozostałych do wykonania. Radny Rafał Kępski przypomniał, że dzień wcześniej podczas komisji miał usłyszeć, iż waloryzacja obejmuje tylko pierwotny okres kontraktu. Tymczasem w sprawozdaniu zarządu znalazła się informacja wskazująca na okres sięgający maja lub czerwca tego roku, czyli obejmujący również czas po aneksowaniu terminu realizacji. Starosta zapewniał, że dodatkowe wynagrodzenie nie dotyczy aneksów.
– Waloryzacja dotyczy tylko robót podstawowych, ponieważ z kontraktu podstawowego cały czas są wykonywane prace i nie dotyczy aneksów – odpowiedział.
Radnego to jednak nie przekonało.
– W sprawozdaniu jest wprost napisane, wykonawca zwrócił się z wnioskiem o waloryzację wynagrodzenia należnego za okres wykonany od grudnia 2025 do maja 2026, czyli obejmował to aneks przedłużający wykonanie tej inwestycji – wskazał Kępski o poprosił o szczegółowe wyjaśnienie sprawy na piśmie.

Myszków
Radne poszły na zwarcie. Polak i Miklas starły się o Wody Polskie
Spór o sposób, w jaki podczas poprzedniej sesji potraktowano przedstawicieli Wód Polskich, przeniósł się na kolejne obrady rady powiatu i przerodził się w personalną wymianę zdań pomiędzy Zdzisławą Polak a Katarzyną Miklas. Padły pytania o „zlecenie”, zarzut „słownego osaczenia” gości oraz apel, by radni zamiast oceniać siebie nawzajem zajmowali się materiałami przedkładanymi radzie.
Punktem wyjścia było pytanie Katarzyny Miklas, czy przedstawiciele Wód Polskich byli wcześniej prawidłowo zapraszani na sesje. Po uzyskaniu potwierdzenia stwierdziła, że wiceprzewodnicząca Zdzisława Polak powinna przeprosić gości za sposób, w jaki zostali potraktowani podczas wcześniejszych obrad.
W części poświęconej oświadczeniom Polak odpowiedziała już znacznie ostrzej.
– Chciałabym panią zapytać, szanowną koleżankę radną Miklas, na jakiej podstawie prawnej stara się pani ograniczyć moje prawo do swobodnego zadawania pytań osobom, które tu przychodzą i reprezentują np. Wody Polskie – mówiła.
Następnie zasugerowała, że krytyczne stanowisko Miklas jest zbieżne z komentarzami pojawiającymi się wcześniej w internecie.
– Chyba, że pani ktoś to zlecił, bo widzę, że takie wypowiedzi, które pani tu dzisiaj zacytowała już się pojawiły na Facebooku (…) Czy pani dostała zlecenie? – pytała.
Zdzisława Polak podkreślała, że nie zamierza przepraszać, ponieważ jej zdaniem sprawozdanie Wód Polskich było zbyt ogólne i zawierało niewiele informacji dotyczących bezpośrednio powiatu myszkowskiego. Katarzyna Miklas z kolei odpowiedziała, że jej krytyka nie dotyczy prawa radnej do zadawania pytań, lecz sposobu traktowania zaproszonych gości.

– Było, mówiąc językiem prostym i kolokwialnym, głupio i przykro, że zapraszani goście zostali słownie osaczeni – stwierdziła.
Zaprzeczyła jednocześnie, aby znała lub inspirowała się wpisami wskazywanymi przez Zdzisławę Polak.
– Nie czytałam żadnej jej wypowiedzi, nie znam treści tych wypowiedzi – odpowiedziała.
Na zakończenie próbowała sprowadzić konflikt do kwestii wzajemnego szacunku.
– Ja tylko panią proszę, abyśmy miło traktowali gości, tylko tyle. I siebie nawzajem – powiedziała Katarzyna Miklas.

-
Poczesna1 rok temuTragiczny wypadek na trasie między Sobuczyną a Nieradą. Nie żyje 34-letnia kobieta
-
Myszków10 miesięcy temuDom, który stał się miejscem strachu. Bracia z Myszkowa aresztowani za wielomiesięczną przemoc
-
Poczesna2 lata temuW gminie huczy, policja o niczym oficjalnie nie wie, a wójt milczy i unika odpowiedzi
-
Niegowa3 miesiące temuPoważny wypadek młodych ludzi w Niegowie. Pasażerka straciła rękę













