Obserwuj nas

Miedźno

Oświetleniowy paradoks nowej administracji. Niewiele do zrobienia

fot. Freepik

Opublikowany

,

Urząd Gminy Miedźno pochwalił się ostatnio na swoim profilu facebook’owym, że zaczyna realizację projektu oświetleniowego. Cały szkopuł w tym, że z mających iść do wymiany ponad pięciuset opraw oświetleniowych, wójt Ewelina Stobiecka wymieni tylko trzydzieści siedem. 

Projekt, który miał otrzymać niemal 850 tys. zł dofinansowania w ramach rządowego programu „Rozświetlamy Polskę”, został zainicjowany za sprawą poprzedniego włodarza. Plan zakładał wymianę ponad pięciuset opraw oświetleniowych na nowe, energooszczędne. To ambitne przedsięwzięcie miało znacząco poprawić jakość życia mieszkańców oraz zwiększyć bezpieczeństwo na ulicach Miedźna.

Jednak pod kierownictwem nowej wójt Eweliny Stobieckiej, zadanie przeszło radykalną zmianę. Z milionowej inwestycji pozostało jedynie zadanie za niecałe 80 tys. zł, obejmujące wymianę zaledwie trzydziestu siedmiu opraw.

Przesłana do redakcji odpowiedź Stobieckiej na pytanie o to, co stoi za tak drastyczną redukcją zakresu projektu jest dość zaskakująca. Z jej kontekstu wynika bowiem, że w zakresie oświetlenia nie ma już na terenie gminy prawie nic do zrobienia.

Okazuje się, iż za uzasadnienie zmniejszenia liczby opraw odpowiada wcześniejsze wykonanie inwestycji drogowych w kilku miejscowościach, które zawierały w sobie także budowę punktów oświetleniowych. Podobnie jest także przy realizowanych, na które zresztą także poprzednik obecnej wójt pozyskał wielomilionowe dofinansowania. 

Ponadto Stobiecka podkreśla, że w minionych latach gmina wybudowała oświetlenie uliczne w kilku miejscowościach w ramach projektu oświetleniowego w formule partnerstwa publiczno-prywatnego. Tylko dzięki temu działaniu na terenie gminy wybudowano niemal półtora tysiąca nowoczesnych punktów świetlnych. 

Jak podnosi, zrezygnowano również z doświetlenia dróg wojewódzkich 491 oraz 492 w związku z ogłoszonymi przetargami na przebudowę tych arterii i zawartych w dokumentacji zakresów branży elektrycznej.

W świetle przesłanego komentarza trudno nie ulec wrażeniu, że wójt mimowolnie uznała zasługi poprzednika, i to za inwestycje, za które Derejczyk był wielokrotnie krytykowany.

Miedźno

Miedźno bez milionów na oczyszczalnię. Dwa projekty przepadły na formalnościach

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Freepik

Gminy z powiatów częstochowskiego, myszkowskiego i kłobuckiego otrzymają łącznie ponad 82,44 mln zł dofinansowania na inwestycje związane z kanalizacją, oczyszczalniami ścieków, sieciami wodociągowymi oraz ujęciami wody. To efekt rozstrzygnięcia trzech naborów w ramach programu Fundusze Europejskie dla Śląskiego na lata 2021-2027. Bardzo słabo w tym okazałym zestawieniu wypadło Miedźno, którego dwa wnioski zostały odrzucone w przedbiegach, bo nie spełniały kryteriów formalnych. To duży cios dla samorządu, dla którego modernizacja infrastruktury oczyszczalni ścieków miała być jednym z kluczowych zadań bieżącej kadencji. 

W skali całego województwa śląskiego do dofinansowania wybrano 41 projektów. Łączna pula wsparcia przekracza 136,6 mln zł, z czego ponad 112 mln zł pochodzi ze środków unijnych, a blisko 24,6 mln zł z budżetu państwa. Dwa nabory dotyczyły budowy kanalizacji sanitarnej i oczyszczalni ścieków, trzeci obejmował sieci wodociągowe oraz stacje uzdatniania wody.

Najwięcej pieniędzy z analizowanych trzech powiatów trafi do samorządów z powiatu częstochowskiego. Łącznie będzie to około 34,46 mln zł. Największe wsparcie otrzyma Olsztyn, gdzie 9,13 mln zł zostanie przeznaczone na rozbudowę i przebudowę oczyszczalni ścieków. Koniecpol znalazł się na listach dofinansowanych projektów dwukrotnie – 2,70 mln zł trafi na modernizację miejskiej oczyszczalni ścieków, a kolejne 2,96 mln zł na jej rozbudowę.

Znaczne środki otrzyma również Mykanów. Gmina pozyska 5,53 mln zł na budowę sieci kanalizacji sanitarnej i wodociągowej oraz 3 mln zł na drugi etap inwestycji obejmujący ulicę Prostą wraz z odwodnieniem. Kłomnice dostaną 2,84 mln zł na budowę sieci kanalizacyjnej w miejscowości Kłomnice, w rejonie za torami. Poczesna otrzyma 3,06 mln zł na budowę kanalizacji sanitarnej w Kolonii Poczesnej i Nieradzie-Mazurach, natomiast Rędziny – 5,26 mln zł na budowę sieci wraz z przyłączami.

W powiecie myszkowskim dofinansowanie dla wybranych projektów wyniesie około 27,02 mln zł. Największą kwotę otrzyma Poraj – 8,79 mln zł na budowę oczyszczalni ścieków. Dodatkowo projekt dotyczący modernizacji sieci wodociągowej w przez spółkę Poreco uzyska 2,81 mln zł wsparcia.

Koziegłowy znalazły się wśród beneficjentów aż trzykrotnie. Na infrastrukturę wodno-kanalizacyjną na terenie gminy i miasta przyznano 2,50 mln zł, na rozbudowę oczyszczalni ścieków w Koziegłowach 5,74 mln zł, a na przebudowę ujęcia wody w Pińczycach 3 mln zł. Niegowa otrzyma 3 mln zł na budowę i modernizację systemów zaopatrzenia w wodę, a Żarki 1,18 mln zł na innowacyjny system zarządzania gospodarką wodną oraz przebudowę odcinka magistrali wodnej.

W powiecie kłobuckim wsparcie dla projektów wybranych do dofinansowania wyniesie około 20,96 mln zł. Najwięcej środków trafi do Lipia, gdzie 7,11 mln zł zostanie przeznaczone na budowę sieci kanalizacji sanitarnej wraz z przyłączami w miejscowości Kleśniska. Wręczyca Wielka otrzyma 6,7 mln zł na rozbudowę oczyszczalni ścieków we Wręczycy Małej, a Popów 4,15 mln zł na rozbudowę sieci kanalizacji sanitarnej w Wąsoszu Górnym. W naborze wodociągowym dofinansowanie uzyskały także Panki – 3 mln zł na rozbudowę ujęcia wody pitnej przy ulicy Dworcowej.

Nie wszystkie wnioski zakończyły się jednak powodzeniem. W powiecie kłobuckim poza listą dofinansowanych projektów znalazły się dwa zadania gminy Miedźno. Pierwsze dotyczyło budowy bioreaktora wraz z infrastrukturą towarzyszącą oczyszczalni ścieków w Ostrowach nad Okszą. Wartość projektu wynosiła 4,91 mln zł, a wnioskowane dofinansowanie 3,21 mln zł. Drugie zadanie obejmowało rozbudowę tejże instalacji. Jego wartość określono na 4,59 mln zł, przy wnioskowanym wsparciu na poziomie 3 mln zł. Oba projekty nie zostały wybrane do dofinansowania, ponieważ odpadły już na etapie oceny formalnej. Oznacza to, że problem dotyczył samej poprawności lub kompletności dokumentacji.

Z tego samego powodu wsparcia nie otrzymał również projekt Żarek dotyczący budowy instalacji higienizacji i granulacji osadów z gminnej oczyszczalni ścieków. Wartość tego zadania wynosiła 4,28 mln zł, a wnioskowane dofinansowanie 2,95 mln zł. Poza listą znalazły się też dwa projekty z powiatu częstochowskiego – Koniecpol ubiegał się o kolejne 2,65 mln zł na modernizację sieci wodociągowej oraz ujęć wody, a Wręczyca Wielka o 3 mln zł na budowę sieci i przyłączy wodociągowych w miejscowości Wręczyca Wielka. W naborze kanalizacyjnym odpadł także drugi projekt Wręczycy Wielkiej – rozbudowa oczyszczalni ścieków w Truskolasach, o wartości 26,39 mln zł, z wnioskowanym dofinansowaniem 3 mln zł. 

Dla wielu gmin najbliższe miesiące będą więc czasem przygotowań do realizacji kosztownych i technicznie wymagających zadań. Ich efekty nie zawsze będą widoczne od razu, ale z perspektywy mieszkańców przełożą się na jedną z najważniejszych usług publicznych – sprawną, bezpieczną i nowoczesną gospodarkę wodno-ściekową.

CZYTAJ DALEJ

Miedźno

Strategia na dekadę bez autora na sali. Za to skargi na wójt sypały się jedna po drugiej

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Gminy Miedźno/Screenshot

Podczas kwietniowej sesji w Miedźnie strategię rozwoju gminy na kolejną dekadę przyjęto niemal od ręki, choć firma, która ją przygotowała, nie pojawiła się, by wyjaśnić radnym, dokąd właściwie ten samorząd ma zmierzać. Za to później zrobiło się znacznie ciekawiej. Na stół trafiła cała seria skarg, petycji i zarzutów wobec urzędu, które radni konsekwentnie uznawali za bezzasadne, jakby gminna rzeczywistość składała się wyłącznie z nieporozumień, błędnych interpretacji i obywateli, którzy najwyraźniej źle odczytują własne problemy.

Na początek radni przyjęli strategię rozwoju gminy Miedźno na lata 2026-2036. Dokument ważny, obszerny, bo liczący ponad 110 stron, dotyczący przyszłości całego samorządu na dekadę. Czyli sprawa z gatunku tych, przy których wypadałoby porozmawiać, dopytać, wyjaśnić i przynajmniej poudawać, że wizja rozwoju lokalnej wspólnoty wzbudza żywe zainteresowanie.

Tymczasem uczestnicy i postronni obserwatorzy lokalnej polityki samorządowej usłyszeli, że firma przygotowująca dokument została zaproszona, aby „jakoś szeroko” omówić strategię, ale nie przyszła. I właściwie tyle. Strategia na dziesięć lat bez autora na sali? Proszę bardzo. Ponad sto stron załącznika? Oczywiście. Pytań brak? Tym bardziej. Za to radni uchwalili dokument jednogłośnie – przyszłość została przyjęta, choć jej twórcy najwyraźniej mieli tego dnia inne plany.

Potem było już mniej strategicznie, a bardziej życiowo. Na stół wjechał wniosek dotyczący kolei. Jeden z mieszkańców chciał, aby gmina zainteresowała się odtworzeniem peronów, przywróceniem funkcji pasażerskich i możliwością uruchomienia połączeń w kierunku Częstochowy przez Wręczycę, Kłobuck i Miedźno. W piśmie padły słowa o wykluczeniu transportowym, rozwoju lokalnym, dojazdach do szkół i pracy. Brzmiało to nawet sensownie, bo w wielu miejscach Polski kolej wraca dziś do debaty publicznej nie jako muzealna ciekawostka, ale realna alternatywa dla samochodu.

Rada jednak sprawę przekazała marszałkowi województwa. Formalnie zapewne słusznie, bo regionalne przewozy kolejowe to nie zabawka jednej gminy, ale symbolicznie wyszło klasycznie – pociąg jeszcze nie ruszył, a pismo już pojechało dalej.

Prawdziwy spektakl rozpoczął się jednak przy skargach na działalność wójt Eweliny Stobieckiej. I tu Miedźno pokazało, że o ile strategię można przyjąć bez pytań, o tyle lokalne napięcia potrafią wylać się z każdego punktu porządku obrad.

Pierwsza skarga dotyczyła planowanej relokacji PSZOK-u. Skarżący nie bawił się w dyplomację. Pisał, że obecny punkt to nie wysypisko, nie składowisko odpadów toksycznych, tylko „magazyn gabarytów”, a jeśli coś tam śmierdzi, to „brak gospodarności”. Trudno odmówić tej frazie publicystycznej urody.

Padły też zarzuty o brak analiz, brak ekspertyz i decyzję o wydaniu ponad 1,5 mln zł opartą na „widzimisię”. Komisja nie podzieliła tych emocji. Skarga została uznana za bezzasadną. Radni zagłosowali jednogłośnie. I tak pierwszy akt festiwalu zakończył się przewidywalnym refrenem, w myśl którego zarzuty nie znalazły potwierdzenia, tryb skargowy nie ten, kompetencje nie takie, dokumenty mówią inaczej.

Potem wróciła sprawa ulicy Księżycowej i przebudowa DW 491. To temat, który w Miedźnie urósł do rangi lokalnego dramatu komunikacyjnego. W skardze mówiono o mieszkańcach, którzy od dłuższego czasu nie mogą wyjechać na ulicę Częstochowską, o nastrojach społecznych, o destabilizacji zaufania do władz i o korespondencji z Zarządem Dróg Wojewódzkich w Katowicach, którą nazwano „prywatną”.

Urząd odpowiedział, że korespondencja prywatna nie była, tylko urzędowa. Sprawa jest złożona. Stanowiska mieszkańców są podzielone. Decyzja ZRID nieprawomocna. Możliwości ograniczone. Czyli klasyczny administracyjny zestaw ratunkowy – dużo procedur, mało prostych odpowiedzi.

Skarga? Bezzasadna. Dziesięciu radnych za, jedna osoba wstrzymująca się. I jedziemy dalej.

Kolejna sprawa to pismo mieszkańców Kołaczkowic w sprawie rowów. Skarżący twierdził, że odpowiedzi nie było. Komisja ustaliła, że pismo było petycją, termin wynosił trzy miesiące, odpowiedź poszła przed terminem. Tu nawet dramaturgia była skromniejsza. Bezczynności nie stwierdzono, skargę odrzucono, temat zamknięto.

Potem pojawiły się kolidujące słupy przy chodniku w Kołaczkowicach. Radny Ireneusz Kluba zarzucał opieszałość, przewlekłość, bezczynność i ryzyko kosztów dla gminy. Wnosił nawet o obciążenie odpowiedzialnych osób albo zgłoszenie sprawy do prokuratury, gdyby zachodziło podejrzenie przestępstwa na szkodę urzędu.

To już nie była drobna uwaga z cyklu „proszę poprawić pobocze”. To był cięższy kaliber, ale uzasadnienie uchwały również było gotowe – działania były podejmowane, narady budowy były, procedury trwały, Tauron musiał wydać warunki, wcześniejsze decyzje poprzedniego wójta skomplikowały sytuację, a urząd robił, co mógł. Efekt? Skarga bezzasadna.

Następna skarga znów dotyczyła DW 491 i tego, że pismo z ZDW miało zostać przekazane radnym po dwunastu dniach. Wnioskodawca widział w tym rażącą opieszałość w ważnej sprawie społecznej. Komisja zobaczyła coś innego. Pismo było do gminy, czyli do wójt Stobieckiej, nie do rady. Wójt nie ma obowiązku przekazywania radnym wszystkiego, co wpływa do urzędu. Jak przekazała, to informacyjnie, a nie dlatego, że musiała.

Czyli mówiąc mniej urzędowo, radni dostali, ale nie musieli dostać. A skoro nie musieli, to pretensje są nie na ten adres. Skarga? Oczywiście bezzasadna.

Najbardziej malowniczy fragment sesji dotyczył jednak oświetlenia w Kołaczkowicach. Tu pojawiły się „egipskie ciemności”, frezowanie nawierzchni, brak światła od 23 stycznia i widmo ewentualnych odszkodowań, gdyby komuś coś się stało. Trudno o bardziej sugestywny obraz. Mieszkańcy po zmroku, droga w przebudowie, oświetlenie nie działa, a samorząd tłumaczy, że doszło do omyłkowego wypowiedzenia umowy dla punktu oświetleniowego.

I tu, uwaga, przyznano, że błąd faktycznie był. Pomyłkowo przekazano wypowiedzenie umowy, bo w dokumentacji inwentaryzacyjnej były nieprawidłowe oznaczenia lokalizacji punktów. Potem urząd działał szybko, pisał, dzwonił, odsyłał umowy, kontaktował się z Tauronem, a proces miał się przeciągnąć przez problemy po stronie zewnętrznych podmiotów.

Czyli światło zgasło przez pomyłkę, ale bezczynności nie było. Można powiedzieć, że ciemno, ale zgodnie z procedurą. Skarga? Bezzasadna.

W międzyczasie przez sesję przemaszerowały jeszcze dziki. Około piętnastu osobników, w tym młode, miało pojawiać się w rejonie Kołaczkowic Małych, Wapiennika i ulicy Wiktorowskiej. Mieszkańcy prosili o działania, więcej polowań, ewentualnie odstrzał redukcyjny. Rada uznała, że od dzików właściwszy będzie starosta kłobucki. I tu trudno się dziwić, bo po tylu skargach nawet dziki mogły uznać, że bez skierowania do właściwego organu ani rusz.

Księżycowa wróciła raz jeszcze, tym razem w kontekście podejrzeń, że z korespondencji wójta z ZDW wynika możliwość pozostawienia ulicy jako drogi bez przejazdu. Skarżący zarzucał, że zamiast jednoznacznie bronić mieszkańców, wójt zwraca się do organu zewnętrznego o uzasadnienie dla rozwiązania nieakceptowalnego społecznie. Komisja uznała jednak, że to błędna interpretacja, bo urząd miał działać właśnie po to, by wyjaśnić sytuację i chronić interes mieszkańców.

Bezzasadna. Dziesięć do jednego.

Największe napięcie przyszło przy skardze Ireneusza Kluby dotyczącej publikacji obwieszczenia starosty kłobuckiego w sprawie decyzji ZRID dla inwestycji drogowej w Kołaczkowicach. Zarzut był poważny. Chodziło o celowe nieopublikowanie obwieszczenia w terminie, co miało ograniczyć prawa zainteresowanych osób. Komisja odpowiedziała godzinami. Obwieszczenie wpłynęło o 13.05, zarejestrowano je o 13.11, opublikowano w BIP o 14.58. Trudno tu o thriller administracyjny, bo jeśli coś trwa niespełna dwie godziny, to w polskim urzędzie bywa to tempo niemal olimpijskie.

I właśnie wtedy przewodniczący rady Zbigniew Graj postanowił powiedzieć kilka słów od siebie. Nie było to zwykłe „dziękuję, przechodzimy do głosowania”. To była samorządowa reprymenda z ambony przewodniczącego.

– Ciśnie się na usta pytanie do piszącego tę skargę, o co tutaj chodzi. Mam nieodparte wrażenie, że na pewno nie chodzi o prawdę, o czym świadczy uzasadnienie do projektu tej uchwały – mówił Graj.

Potem było jeszcze mocniej. Przewodniczący przypomniał, że radny z wieloletnim doświadczeniem i przewodniczący komisji rewizyjnej powinien kierować się standardami etycznymi i przepisami prawa, a nie swoimi wyobrażeniami. Padły słowa o pomówieniach, przypuszczeniach, niedopowiedzeniach i promowaniu siebie na niewłaściwych platformach dyskusyjnych.

– Pomówienia, przypuszczenia, niedopowiedzenia to nie jest działanie radnego. Dyskutujmy, spierajmy się, ale na zasadach wzajemnego poszanowania i dobra całej gminy, a nie dlatego, żeby siebie promować, używając do tego niekoniecznie właściwych platform dyskusyjnych. Dla radnego podstawowe forum działania to komisja rady i sesja rady. Proszę to przemyśleć – zalecał przewodniczący.

Sęk w tym, że adresat tej publicznej lekcji miał być tego dnia nieobecny. Wyszło więc trochę jak szkolna uwaga wpisana do dziennika, gdy uczeń akurat nie przyszedł na lekcję. Publicznie, stanowczo, z morałem, ale bez możliwości odpowiedzi tu i teraz. Efekt polityczny był jednak oczywisty. Przewodniczący pokazał, po której stronie stawia granicę. Efekt komunikacyjny? Cóż, każdy sam może ocenić.

Potem pojawiła się jeszcze skarga dotycząca odmowy wyłączenia pracownika urzędu ze sprawy gwarancji przy ulicy Sosnowej. Zarzuty były ciężkie, nawet o charakterze korupcyjnym, ale komisja uznała, że są ogólne i niepoparte dowodami. Do tego rada nie ma kompetencji, by wyłączać pracownika urzędu z postępowań. Od tego jest wójt jako kierownik urzędu. Skarga? Bezzasadna.

Następnie był wniosek o pilną kontrolę komisji rewizyjnej w sprawie nadzoru nad inwestycjami drogowymi i egzekwowania gwarancji. Wnioskodawca twierdził, że urzędnicy wprowadzają radę i mieszkańców w błąd, a jeśli rada nie podejmie kontroli, gmina może naprawiać z własnych środków to, co powinno być naprawione w ramach gwarancji. Brzmiało poważnie, bo gdy padają słowa o dyscyplinie finansów publicznych, robi się mniej kabaretowo, a bardziej kontrolnie.

Jednak i tu uznano, że podstaw brak. Dla ulicy Sosnowej była decyzja nadzoru budowlanego dopuszczająca drogę do użytkowania, nie ustalono nieprawidłowości, a komisja rewizyjna nie działa na gwizdek osoby fizycznej, tylko na podstawie planu pracy albo zlecenia rady. Wniosek? Bezzasadny.

Na koniec wróciła zatoka autobusowa między ulicą Słoneczną a Księżycową. Mieszkańcy wskazywali, że jej lokalizacja po przebudowie DW 491 może zablokować wyjazd z ulicy Księżycowej, która przez lata pełniła określoną funkcję komunikacyjną. Petycja miała oparcie w sprzeciwie ze 107 podpisami. Rada jednak uznała, że nie jest od wskazywania konkretnej lokalizacji przystanku, więc sprawę przekazała wójtowi. Wójt ma kompetencje wykonawcze, uzgodnienia, organizację ruchu i całą tę techniczną maszynerię. Rada zrobiła więc to, co podczas tej sesji wychodziło jej najlepiej i przekazała dalej albo uznała za bezzasadne.

I tu właśnie jest sedno całej historii. Formalnie wszystko może się zgadzać. Procedury mogą być zachowane. Terminy dochowane. Właściwości ustalone. Uzasadnienia napisane. Głosowania przeprowadzone. Skargi oddalone. Petycje przekazane. Tylko że z tej sesji wyłania się obraz gminy, w której napięcia społeczne nie znikają od samego stwierdzenia, że są bezzasadne.

Bo jeśli na jednej sesji pojawia się tyle spraw dotyczących dróg, oświetlenia, inwestycji, korespondencji, gwarancji, zatoki autobusowej, PSZOK-u i ulicy, która dla mieszkańców stała się symbolem komunikacyjnego pata, to problemem nie jest wyłącznie liczba pism. Problemem jest też poziom zaufania, a tego nie odbuduje się samym głosowaniem „za”.

Miedźno przyjęło strategię na dziesięć lat bez większej dyskusji, jakby wszyscy dokładnie wiedzieli, dokąd gmina zmierza. Za to skargi odczytywano długo i gęsto. I może właśnie to jest najbardziej ironiczne w tej sesji. W codziennych sprawach mieszkańcy, radni i urząd potrafią mieć zupełnie różne wizje tej samej rzeczywistości.

Na papierze wszystko jest więc uporządkowane. W praktyce – aż iskrzy.

CZYTAJ DALEJ

Miedźno

Na horyzoncie ogromna inwestycja w gminie Miedźno. Nowy teren rekreacyjny, miejsca pracy i miliony w podatkach

Opublikowany

,

Materiał sponsorowany
fot. Materiały prasowe

Gmina Miedźno może wkrótce doczekać się nowej, wielomilionowej inwestycji z sektora energetyki. Jak przekonują przedstawiciele inwestora, przedsięwzięcie poza wpływami do lokalnego budżetu może przynieść mieszkańcom także nową drogę, dodatkowe możliwości dla miejscowych firm i rolników, a nawet pomóc ograniczyć odory unoszących się nad polami przy wylewaniu gnojowicy, obornika czy kompostu.

Dla planowanej inwestycji powołano już spółkę celową. Chodzi o Zakład Produkcji Biometanu Miedźno sp. z o.o., która na terenie gminy zamierza wybudować instalacje produkującą metan zatłaczany do znajdującej się w pobliżu sieci gazowej. Jak wskazują przedstawiciele inwestora, instalacja zaplanowana będzie tak, aby wtopić się w lokalny krajobraz. Przedstawiciele spółki, wyprzedzając obawy, podkreślają, że nie będzie się to wiązać z żadną przykrą dla mieszkańców działalnością w postaci hałasu, lub nieprzyjemnych zapachów.

Do produkcji biometanu miałyby być wykorzystywane m.in. trawy, słomy zbożowe, osady, oborniki, gnojowica oraz frakcje biodegradowalne. Kierownictwo spółki podkreśla, że inwestycja ma łączyć cele gospodarcze z korzyściami dla lokalnego rolnictwa i wpisywać się w rozwój krajowej niezależności energetycznej od dostaw gazu z obcych państw.

Spółka mówi o szansie na rozwój gminy i lokalnego biznesu

Maciej Kropidłowski, prezes ZPB Miedźno przekonuje, że korzyści miałyby być odczuwalne już na etapie budowy. Wtedy pojawić się mają zlecenia dla lokalnych firm związane z robotami budowlanymi, transportem, ochroną, przygotowaniem terenu i obsługą zaplecza inwestycji w tym bazy noclegowej i gastronomicznej. Po uruchomieniu zakładu potrzebne miałyby być z kolei usługi logistyczne, serwisowe i transportowe. Według prezesa oznacza to szansę na rozwój dla lokalnych przedsiębiorców, a dla gminy – na dodatkowe wpływy podatkowe.

– Kluczową szansą jest rozwój całego regionu Miedźna i korzyści, jakie w dłuższej perspektywie odczuje każdy mieszkaniec gminy. Instalacja będzie z lokalnych substratów wytwarzała produkt w postaci gazu, który następnie będzie sprzedawany poprzez sieć gazową do odbiorców na terenie całego kraju – mówi.

Model biznesowy zakłada więc budowę lokalnej fabryki eksportującej produkt na cały kraj, gdzie dodatkowo surowiec do tej fabryki kupowany jest od mieszkańców i rolników, co powoduje, że pieniądze za surowiec i koszty jego przetworzenia zostają w regionie.

Inwestor chce, by nowy zakład pracy funkcjonował całą dobę, co spowoduje, że pojawią się nowe miejsca pracy nie tylko na terenie obiektu, a przede wszystkim w firmach świadczących usługi na rzecz zakładu.

– To pobudzi gospodarczo cały region. Takie pobudzenie oznacza generowanie wyższych podatków, zmniejszających deficyt budżetowy gminy, przez co będzie mogła dystrybuować więcej środków na lokalne drogi, szkoły i inne potrzebne mieszkańcom wydatki. Nowe miejsca pracy to również możliwości dla młodych ludzi, żeby zostawali w gminie Miedźno i zmniejszali tempo jej wyludniania – argumentuje prezes Kropidłowski.

Instalacja szansą rozwoju dla rolników i lokalnych przedsiębiorców

Jednym z najmocniejszych argumentów, na które zwraca uwagę inwestor, jest otwarcie lokalnym rolnikom i przedsiębiorcom nowych możliwości współpracy i rozwoju. Chodzi przede wszystkim o możliwość sprzedaży substratów oraz wykorzystania bezwonnego pofermentu, który może zastąpić tradycyjnie stosowane nawozy , zdecydowanie poprawiając efekt naturalnego nawożenia. W ocenie spółki przełoży się to na przychody rolników ze sprzedaży substratów przy równoczesnym obniżeniu części kosztów nawożenia i łatwiejsze dostosowanie gospodarstw do zmieniających się wymogów i eko-schematów.

– Wątek rolniczy akcentujemy szczególnie mocno. Inwestycja ma nie tylko generować pieniądze, ale też wzmacniać lokalne gospodarstwa i poprawiać warunki ich funkcjonowania. Warto wspomnieć, że mieszkańcy zyskaliby też nową ogólnodostępną zieloną przestrzeń czy infrastrukturę drogową – wyjaśnia prezes półki.

W pakiecie ma się pojawić także zielona ogólnodostępna przestrzeń dla mieszkańców

Niezwykle konkretnych elementem całego projektu jest zapowiadana inwestycja uzupełniająca. Spółka zamierza złożyć wniosek o Zintegrowany Plan Inwestycyjny, a jego częścią ma być propozycja stworzenia parku służącego rekreacji i sprzyjającemu lokalnej integracji oraz budowa drogi do tej działki. Jak przekonują władze spółki, droga miałaby zostać udostępniona mieszkańcom i służyć nie tylko obsłudze samego zakładu. Według założeń chodzi o połączenie terenu inwestycji z drogą powiatową. Obok prognozowanych wpływów do budżetu czy korzyści dla rolnictwa pojawia się tu bowiem konkretna infrastruktura, z której można byłoby korzystać na co dzień. Co ważne, w ramach inwestycji powstanie też gazociąg doprowadzony do instalacji, więc otwiera też perspektywę rozwoju sieci gazowej w gminie Miedźno. Warto również podkreślić potencjał współpracy energetycznej instalacji z otoczeniem. Zakład ma potencjał by w przyszłości zasilać w ciepło okoliczne budynki publiczne, a także prywatne, co oznacza niższe koszty i bardziej stabilne źródło energii dla mieszkańców.

Szacunki i korzyści dla gminy w wymiarze finansowym

Ze wstępnych wyliczeń przedstawianych przez inwestora wynika, że w latach 2028-2054 instalacja miałaby wygenerować na terenie gminy ponad 268 mln zł przychodów. Z tej kwoty 53 mln zł miałoby zasilić budżet gminy. 56,5, mln zł trafić do przedsiębiorców z jej terenu, kolejne 116,7 mln zł do rolników, a 42 mln zł do mieszkańców w różnej formie. Spółka zaznacza, że chodzi o prognozy obejmujące czas budowy, rozruchu i późniejszej eksploatacji instalacji.

– To są olbrzymie pieniądze, które co roku będą pojawiały się na terenie gminy zarówno u rolników, przedsiębiorców jak też w budżecie samorządu, czy też w wypłatach ludzi. Te pieniądze w większości pozostaną na terenie gminy i tam również zostaną wydane, czy to na towary bieżące, budowę nowych domów, usługi inne wydatki. W ten sposób kreuje się pobudzenie gospodarcze regionu wynikające z lokacji przemysłu. To olbrzymia szansa dla mieszkańców dzisiaj i dla przyszłych pokoleń, nie na co dzień pojawia się taka możliwość, a Miedźno przed taką właśnie szansą aktualnie stoi – mówi prezes spółki.

Rada gminy zdecyduje, czy ten kierunek będzie w ogóle rozpatrywany

Jak zaznacza prezes spółki, złożenie wniosku o Zintegrowany Plan Inwestycyjny otwiera formalną drogę do rozpatrzenia całego przedsięwzięcia. W praktyce decyzja rady gminy nie przesądzi o budowie, bo do tego potrzebna będzie jeszcze decyzja środowiskowa czy pozwolenie na budowę, ale będzie miała znaczenie szersze niż tylko odpowiedź na pytanie o samą lokalizację zakładu.

Dla lokalnej społeczności to sprawa dotycząca modelu rozwoju gminy, przyszłości lokalnego rolnictwa, nowych wpływów do budżetu i dodatkowej infrastruktury. Przedsiębiorstwo liczy na to, że propozycja zostanie oceniona właśnie w takim, szerszym kontekście. Spodziewa się przy tym, że podobnie, jak w wielu innych gminach, spotka się z odpowiedzialnym podejściem samorządowców uwzględniającym interes wszystkich mieszkańców i całej gminy.

– Często spotykamy się z pozytywnym odbiorem, świadomością szansy na rozwój gminy i otwartością na inwestycje, które mogą przynieść nowe miejsca pracy, przychody dla lokalnych dostawców i usługodawców jak też podatki, oczywiście z troską o mieszkańców. Odpowiedzialne samorządy przekładają troskę o przyszłość gminy i dobro mieszkańców ponad obawy polityczne i komfort płynący z nicnierobienia. Niestety zdarza się również sceptyczne, czy wręcz nawet wrogie nastawienie do budowy tego typu zakładu. W naszej ocenie wynika ono najczęściej z obaw przed negatywnym odbiorem i głosami sprzeciwu najbliższych mieszkańców. Mamy na uwadze, że każda nowa inwestycja znajdzie swoich zwolenników, jak i przeciwników, co jest naturalne. Obserwujemy również, że najlepszym antidotum na tego typu obawy jest oparta o fakty i przykłady wiedza, czy nawet wizyta na podobnym obiekcie, których w Polsce jest już ponad 300 – podkreśla Kropidłowski.

Inwestor widzi w tej inwestycji także znaczenie dla kraju

W argumentacji spółki pojawia się też wymiar ogólnopolski. Prezes zwraca uwagę, że biometan produkowany w kraju z lokalnych surowców może zastępować importowany gaz ziemny. W ocenie inwestora ma to znaczenie zarówno gospodarcze, jak i strategiczne. Chodzi o poprawę bezpieczeństwa energetycznego, ograniczenie zależności od importu i pozostawienie większej części pieniędzy w krajowej gospodarce. Spółka przekonuje, że takie inwestycje mogą wzmacniać nie tylko lokalne samorządy, ale też cały krajowy rynek usług, rolnictwa i przemysłu.

– Świadomość tego efektu dla rozwoju i bezpieczeństwa kraju znajduje ponadpolityczne porozumienie, dzięki czemu jesteśmy w trakcie rozwoju tej wciąż nowej w naszym kraju części gospodarki. Gminy, które mają tę szansę, skorzystają i będą czerpały z tej decyzji korzyści przez pokolenia. Te decyzje wymagają odwagi, mądrości i dojrzałości, które wyrażają prawdziwą i długofalową troskę o mieszkańców, za których jest się odpowiedzialnym – podsumowuje prezes Kropidłowski.

Mieszkańcy mogą pytać

Jak przekonuje inwestor, spółka chce przygotować się do działania w sposób najbardziej transparentny. Zaznacza, że chętnie odpowie na pytania zainteresowanych mieszkańców.

– Wszystkich zainteresowanych prosimy o przesyłanie swoich pytań, bądź uwag na adres e-mail: kontakt@green-en.pl. Zależy nam na dobrym kontakcie z lokalną społecznością – podkreśla prezes ZPB Miedźno.

CZYTAJ DALEJ

Miedźno

„K..wy i złodzieje” na sesji w Miedźnie. Mieszkaniec uderzył we władze gminy bez hamulców

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Gminy Miedźno/Screenshot

Podczas ostatniej sesji Rady Gminy Miedźno po raz kolejny sporo emocji wywołał temat przebudowy drogi wojewódzkiej nr 491 i przyszłości układu komunikacyjnego w rejonie ulicy Księżycowej. Dyskusja, która miała dotyczyć formalnie jedynie opinii do projektu, szybko przerodziła się w ostry spór między mieszkańcami, częścią radnych i władzami gminy. Na sali padły zarzuty o niekonsekwencję, brak realnego wsparcia dla społeczności, ignorowanie lokalnych obaw, a nawet zapowiedzi politycznych rozliczeń przy najbliższych wyborach.

Punktem wyjścia do debaty był projekt uchwały w sprawie wyrażenia opinii dotyczącej przebudowy DW 491 w Miedźnie. Jak odczytał przewodniczący komisji infrastruktury, rozwoju wsi i rolnictwa, rada miała pozytywnie zaopiniować powrót do pierwotnych założeń projektowych, czyli wykonanie łącznika ulicy Księżycowej z ulicą Słoneczną. W uzasadnieniu wskazano, że odstępstwo od pierwotnego projektu na obecnym etapie oznaczałoby poważne komplikacje formalno-prawne, konieczność zmiany decyzji ZRID, dodatkowe koszty dla gminy oraz ryzyko opóźnień inwestycji.

– Wyraża się pozytywną opinię dotyczącą powrotu do pierwotnych założeń projektu dotyczącego przebudowy DW 491 w Miedźnie – odczytał Paweł Mszyca.

Dalej wskazywał, że z punktu widzenia rady rozwiązanie z łącznikiem ma być „racjonalnym kompromisem”, który pozwoli mieszkańcom ulicy Księżycowej na dostęp do układu drogowego bez wywracania całego przedsięwzięcia i bez generowania kolejnych kosztów. Już na tym etapie było jednak jasne, że na sali nie ma zgody co do tego, czy rzeczywiście jest to kompromis, czy raczej próba zamknięcia sprawy rozwiązaniem, które dla części mieszkańców pozostaje nie do przyjęcia.

Jedną z pierwszych osób, które otwarcie zakwestionowały kierunek procedowanej uchwały, była radna Emilia Burska-Florczyk. Zwróciła uwagę na to, że zaledwie trzy tygodnie wcześniej rada w podobnej sprawie zajmowała zupełnie inne stanowisko. Jej wystąpienie wybrzmiało jak zarzut wobec większości, że ta w krótkim czasie wykonała całkowity zwrot, nie tłumacząc przekonująco powodów tej zmiany.

– Chciałabym tylko zwrócić państwa uwagę na dużą niekonsekwencję w opiniowaniu tutaj połączenia ulicy Księżycowej z DW 491, bo nie dalej jak trzy tygodnie temu również debatowaliśmy nad tą sprawą – mówiła radna, a po chwili dodała jeszcze mocniej. – Trzy tygodnie temu popieraliśmy mieszkańców, popieraliśmy petycję, wydaliśmy pozytywną opinię odnośnie do tej petycji. Natomiast dzisiaj zwrot o 180 stopni. Jest to duża niekonsekwencja i chciałabym, żeby każdy tutaj głosując, wziął to pod uwagę – podkreśliła Burska-Florczyk.

Ten głos otworzył drogę do jeszcze ostrzejszych wypowiedzi mieszkańców ulicy Księżycowej, którzy licznie stawili się na sesji. Jako pierwszy głos zabrał Dariusz Bernat, przedstawiający się jako reprezentant mieszkańców tej ulicy. Nie krył rozgoryczenia i wprost zarzucił radzie brak konsekwencji oraz podejmowanie decyzji wbrew interesowi ludzi, których sprawa dotyczy bezpośrednio.

– Właśnie jak pani radna tu powiedziała, jest bardzo duża niekonsekwencja w podejmowanych decyzjach przez szanowną radę. Nie wiem, co powoduje to, że ciągle zmienia się zdanie – mówił.

Jeszcze bardziej dobitnie oceniał samo rozwiązanie z łącznikiem do ulicy Słonecznej. W jego ocenie nie poprawi ono sytuacji, lecz stworzy nowy, jeszcze większy problem komunikacyjny skoncentrowany w jednym punkcie w pobliżu szkoły oraz ulic Sportowej, Słonecznej, Księżycowej, a także pawilonu sklepowego.

– To rozwiązanie z tym łącznikiem nadal jest niefortunne z uwagi na to, że spowoduje straszny galimatias – przekonywał.

Mieszkaniec przypominał też, że Zarząd Dróg Wojewódzkich w Katowicach sygnalizował gotowość ustępstw, o ile gmina wskaże odpowiednie miejsce na przeniesienie zatoki autobusowej. Jego zdaniem koszty takiego rozwiązania nie musiałyby wcale być większe niż budowa samego łącznika wraz z całą niezbędną infrastrukturą. Ostatecznie jednak w jego wypowiedzi najmocniej wybrzmiał nie argument techniczny, lecz polityczne ostrzeżenie skierowane wprost do radnych.

– My, mieszkańcy Księżycowej, będziemy dalej walczyć o to. Mimo to, jeśli wy podejmiecie taką decyzję, że ma powstać ten łącznik, będziemy dalej walczyć. To chcielibyśmy wam powiedzieć, bo myśmy też was wybierali, a teraz stajecie przeciwko nam. Nie pomagacie, wręcz utrudniacie nam to. Jeśli nie teraz, to na pewno w przyszłych wyborach odbije się to na was. Pamiętajcie o tym – grzmiał.

W podobnym tonie wypowiadał się kolejny z mieszkańców, który poparł swojego sąsiada i wskazywał, że skupienie ruchu na ulicy Słonecznej musi w przyszłości doprowadzić do jeszcze większych problemów. Jego zdaniem rada i urząd nie doceniają skali zagrożenia, a skutki obecnych decyzji będzie widać dopiero wtedy, gdy inwestycja zostanie wykonana i będzie już za późno na wygodne odwracanie wcześniejszych rozstrzygnięć.

– Gdzie indziej pieniądze się znajdują, żeby co inne poprawiać, a tutaj nie? – pytał.

Jedna z radnych przypomniała, że wcześniej rada faktycznie próbowała znaleźć rozwiązanie zgodne z oczekiwaniami mieszkańców, wskazując działki pod możliwe przeniesienie zatoki autobusowej, ale właściciele tych nieruchomości nie wyrazili na to zgody.

– Podejmowaliśmy decyzję, że jesteśmy za mieszkańcami i nadal jesteśmy, ale chcieliśmy złożyć pismo do ZDW o przeniesienie przystanku. Wyznaczyliśmy działki, na które moglibyśmy ten przystanek przenieść, natomiast mieszkańcy tych działek nie wyrazili zgody na to – wskazywała.

Z kolei w ocenie wójt Eweliny Stobieckiej problem jest wielowątkowy, a obecny stan rzeczy wynika z połączenia ograniczeń technicznych, formalnych i finansowych. Wójt tłumaczyła, że zachowanie dotychczasowego bezpośredniego przebiegu ulicy Księżycowej do ulicy Częstochowskiej było analizowane, ale wymagałoby przeniesienia przystanku, na co nie uzyskano zgód właścicieli działek. Bliższa lokalizacja przy skrzyżowaniu również nie wchodzi w grę, bo w tym miejscu ma powstać sygnalizacja świetlna. Jednocześnie podkreślała, że likwidacja przystanku w centrum Miedźna byłaby niekorzystna dla mieszkańców korzystających z transportu publicznego.

– Niestety nie udało się tego uczynić, ponieważ aby to zachować, musielibyśmy my, jako gmina, wskazać miejsce przystanku autobusowego czy zatoki autobusowej. Skierowaliśmy takie zapytanie do mieszkańców, wskazaliśmy potencjalne działki i niestety nie dostaliśmy zgody na to, aby ten przystanek tam przenieść – tłumaczyła Stobiecka.

Przy okazji nie ukrywała również, że powrót do alternatywnych wariantów wiązałby się z bardzo poważnymi kosztami.

– To nie są koszty małe. Ciężko nawet jest teraz je sprecyzować, gdyż cała przebudowa jest bardzo kosztowna, a wszystkie instalacje, które tam przebiegają są bardzo kosztowne i to jest nawet w granicach kilkuset tysięcy złotych – mówiła.

Najmocniejszy fragment jej wypowiedzi dotyczył jednak ryzyka, że przeciągający się konflikt może doprowadzić do sytuacji, w której nie uda się już wywalczyć niczego, a mieszkańcy zostaną z obecnym problemem bez żadnego rozwiązania.

– Tego najbardziej się obawiam, że ta przedłużająca się niefortunnie sytuacja spowoduje, że po prostu zostaniemy z niczym, ani państwo nie będą mieli wyjazdu z ulicy Księżycowej, ani nie będziemy mieć łącznika i ten łącznik jest pewnym kompromisem – argumentowała.

Jednocześnie wójt próbowała uspokajać mieszkańców, że planowany łącznik nie będzie prowizorycznym rozwiązaniem ani pieszo-rowerowym skrótem, lecz pełnowymiarową, sześciometrową drogą. Odniosła się też do pojawiających się w przestrzeni publicznej informacji o rzekomej możliwości ocalenia drzew na skwerku kosztem zawężenia układu drogowego, zaznaczając, że drzewa te i tak są już w zaawansowanym wieku i nie mogłyby pozostać tam bez końca.

Mieszkańcy nie przyjęli jednak tych wyjaśnień z satysfakcją. Jeden z nich przypomniał, że w 2016 roku, gdy projekt powstawał, nikt z nich nie wiedział, jakie rozwiązania zostaną ostatecznie przyjęte. Na uwagę, że projekt był wtedy konsultowany i zaopiniowany pozytywnie, odpowiadał wprost, że mieszkańcy nie mieli realnej wiedzy o jego skutkach.

W odpowiedzi słyszał od wójt, że większość osób rzeczywiście nie była tego świadoma, ale nie zmienia to faktu, że dziś gmina musi działać w granicach zastanych decyzji i bardzo zaawansowanego etapu całej inwestycji.

W kolejnej odsłonie dyskusji mieszkańcy zaczęli akcentować już nie tylko sprawę samego wyjazdu z ulicy Księżycowej, lecz także szerszy problem przeciążenia ruchem całego osiedla. Mariola Kowalik mówiła o codziennym doświadczeniu mieszkańców, którzy już dziś mają problemy z włączeniem się do ruchu i obawiają się, że po wykonaniu łącznika sytuacja stanie się jeszcze gorsza. Jej wypowiedź wybrzmiała mocno emocjonalnie, ale zarazem bardzo konkretnie pokazywała różnicę między perspektywą urzędową a perspektywą ludzi, którzy na tej ulicy rzeczywiście mieszkają.

– Wy nas nie zrozumiecie, bo wy tamtędy nie jedziecie codziennie, nie wracacie z pracy, nie dojeżdżacie do pracy i wy nas nie zrozumiecie, jak to wygląda, jaki my mamy w tej chwili wyjazd z tej ulicy – punktowała.

Podkreślała też, że nawet jeśli powstanie łącznik, to w praktyce mieszkańcy nadal będą stali w korku, tylko już nie na dotychczasowym wyjeździe, ale na ulicy Słonecznej.

W tej części sesji coraz mocniej wybrzmiewały też zarzuty pod adresem samych radnych. Jeden z mieszkańców wprost pytał, jak to możliwe, że na jednej sesji część z nich mówi jedno, a po kilku tygodniach prezentuje już zupełnie inne stanowisko.

– Teraz odkręcacie kota do góry ogonem i mówicie co innego. No to jak jest w końcu? – dociekał.

Pojawił się również głos, że „dla chcącego nie ma nic trudnego” i że skoro gdzie indziej da się przeprowadzać zmiany w układzie drogowym, to i tutaj powinno się znaleźć rozwiązanie. Mieszkańcy sugerowali, że problemem nie jest niemożność techniczna, lecz brak dostatecznej determinacji po stronie władz.

Na tym tle szczególnie ostro wybrzmiała wypowiedź skierowana do radnych, w której padły słowa o odpowiedzialności historycznej i bezpieczeństwie mieszkańców.

– Każdy tutaj praktycznie z państwa radnych ma prawo jazdy. Jest ogromne niebezpieczeństwo, obok jest piekarnia, są dzieci. Także będziecie odpowiadać. Będziecie odpowiadać, a sądzi was historia – mówił jeden z mieszkańców.

W pewnym momencie napięcie przeniosło się już nie tylko na linię mieszkańcy-władze gminy, ale także na relacje personalne pomiędzy uczestnikami dyskusji. Wójt publicznie zwróciła się do Mateusza Skupienia, zarzucając mu, że wcześniej bronił skwerku i drzew, a teraz wspiera mieszkańców ulicy Księżycowej w kwestionowaniu tego samego układu drogowego. Oceniła, że jego wystąpienia nie wnoszą merytorycznej wartości i utrudniają pracę rady oraz urzędu.

– Najpierw bardzo bronił pan drzew, bronił skwerku. Mówił pan, że to jest park wiejsko-historyczny, a teraz pan przychodzi z mieszkańcami ulicy Księżycowej i robi zamęt w tej kwestii. Więc proszę się zastanowić, czego pan chce? Zakłóca pan pracę rady gminy, urzędu gminy i nie wnosi żadnej merytorycznej wartości – uniosła się Ewelina Stobiecka.

W tej atmosferze coraz wyraźniej było widać, że sprawa drogi wojewódzkiej i łącznika przestała być wyłącznie dyskusją o przebudowie jednego fragmentu układu drogowego. Stała się symbolem głębszego kryzysu zaufania pomiędzy mieszkańcami a częścią władz, ale też przykładem, jak bardzo kosztowne potrafią być wieloletnie zaniedbania konsultacyjne i projektowe. Sami mieszkańcy przypominali przecież, że przez lata funkcjonowali przy określonym układzie dojazdu i dopiero teraz dowiadują się, że wszystko ma wyglądać inaczej, przy czym ich sprzeciw pojawił się na etapie, gdy formalnie niemal wszystko jest już ustalone.

Ostatecznie rada przeszła do głosowania. Wzięło w nim udział 14 radnych. Za przyjęciem uchwały oddano 8 głosów (Sławomir Bochnia, Jolanta Kierach, Monika Morawiec-Zawada, Paweł Mszyca, Marzena Pełka, Mateusz Pełka, Małgorzata Szymonik, Waldemar Wosiński), przeciw było 3 radnych (Emila Burska-Florczyk, Ireneusz Kluba, Agnieszka Makles), a 3 wstrzymało się od głosu (Robert Miara, Joanna Pryzwan, Robert Soboniak). W głosowaniu, ze względu na nieobecność podczas sesji, nie wziął udziału Zbigniew Graj.

Tym samym rada przyjęła opinię popierającą powrót do pierwotnych założeń projektowych, czyli realizację łącznika ulicy Księżycowej z ulicą Słoneczną.

Już po głosowaniu padły pytania o dalsze działania i o to, czy wójt pojedzie z mieszkańcami do Zarządu Dróg Wojewódzkich w Katowicach. Usłyszeli, że mają pełne prawo prowadzić własne rozmowy i własną korespondencję, a gmina nie będzie ograniczać ich aktywności w tym zakresie.

– K..wy i złodzieje. Tyle państwu powiem. K..wy i złodzieje – rzucił mało parlamentarnie na odchodne Mateusz Skupień.

CZYTAJ DALEJ

Miedźno

Zignorował znak „stop” i doszło do tragedii. 85-latek zmarł po wypadku w Ostrowach nad Okszą

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Komenda Powiatowa Policji w Kłobucku

Jedna chwila, jeden błąd i dramat, którego nie da się już cofnąć. W Ostrowach nad Okszą doszło do tragicznego wypadku, który zakończył się śmiercią 85-letniego kierowcy. Starszy mężczyzna walczył jeszcze o życie w szpitalu, ale obrażenia okazały się zbyt poważne.

Do zdarzenia doszło w sobotę, 11 kwietnia, około godz. 17.30. To wtedy dyżurny kłobuckiej komendy otrzymał zgłoszenie o zderzeniu audi i peugeota. Na miejsce natychmiast ruszyły służby. Już pierwsze ustalenia policjantów wskazywały, że doszło do bardzo groźnego w skutkach wypadku.

Według wstępnych ustaleń mundurowych 33-letni mieszkaniec Warszawy, jadąc audi ulicą Kocińską, nie zastosował się do znaku „stop”. Wjechał na skrzyżowanie i doprowadził do bocznego zderzenia z peugeotem jadącym ulicą Brzozową. Za kierownicą tego auta siedział 85-letni mieszkaniec gminy Miedźno.

Siła uderzenia była na tyle duża, że senior odniósł ciężkie obrażenia. Został przetransportowany do szpitala w Częstochowie. Przez kilka godzin trwała walka o jego życie. Niestety, następnego dnia 85-latek zmarł.

Kierowca audi był trzeźwy. Nie odniósł obrażeń. W jego samochodzie podróżowało jeszcze dwóch pasażerów, którzy również nie ucierpieli. To jednak nie zmienia faktu, że finał tego zdarzenia jest tragiczny i dla rodziny zmarłego oznacza niewyobrażalny cios.

Teraz sprawą zajmują się policjanci i prokurator. Śledczy będą dokładnie wyjaśniać wszystkie okoliczności wypadku. W postępowaniu wykorzystane zostaną także opinie biegłych z zakresu badania stanu technicznego pojazdów oraz rekonstrukcji przebiegu wypadk

CZYTAJ DALEJ

Miedźno

Deficyt rośnie po raz trzeci. Kolejna sesja i kolejne miliony na minusie w budżecie gminy

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Gminy Miedźno/Screenshot

Podczas ubiegłotygodniowej sesji Rady Gminy Miedźno radni po raz trzeci w tym roku stanęli przed decyzją o zwiększeniu deficytu budżetowego. Choć formalnie procedowano uchwałę w sprawie zmian w budżecie na 2026 rok, w praktyce była to kolejna odsłona tego samego procesu – systematycznego powiększania luki finansowej gminy.

Co istotne, podobnie jak podczas wcześniejszych obrad w tym roku, również tym razem zabrakło realnej debaty nad kierunkiem tych zmian.

Projekt uchwały przedstawiła skarbnik gminy Grażyna Borycka, wskazując na konkretne przesunięcia w planie finansowym. Dochody bieżące zwiększono o blisko 160 tys. zł, majątkowe o ponad 76 tys. zł, jednak skala wzrostu wydatków była zdecydowanie większa – prawie 493 tys. zł w wydatkach bieżących i ponad 1,1 mln zł w wydatkach majątkowych.

Konsekwencją tych zmian było kolejne podniesienie poziomu deficytu, który po aktualizacji wynosi już bez mała 18,9 mln zł. To właśnie ten element – powtarzalny i konsekwentny – stanowi najważniejszy wniosek z ostatnich miesięcy pracy rady. Każda kolejna sesja przynosi bowiem tę samą informację. Wydatki rosną szybciej niż dochody, a brakujące środki trzeba uzupełniać długiem.

– Deficyt budżetu pokryty zostanie przychodami pochodzącymi z zaciągniętych kredytów, emisji obligacji komunalnych oraz wolnych środków – mówiła do uczestników Borycka.

Jednocześnie zwiększono plan przychodów o ponad 1,4 mln zł, co bezpośrednio wiąże się z koniecznością zabezpieczenia dodatkowych źródeł finansowania rosnących wydatków. Zmieniono również limity zadłużenia oraz zapisy dotyczące emisji papierów wartościowych i możliwości zaciągania zobowiązań w trakcie roku budżetowego.

Mimo że uchwała dotyczyła dokumentu o fundamentalnym znaczeniu dla finansów gminy – obejmującego zarówno zwiększenie deficytu, jak i dalsze zadłużanie – po jej przedstawieniu nie padło ani jedno pytanie ze strony radnych.

Brak jakiejkolwiek dyskusji oznacza, że już trzeci raz w tym roku decyzja o zwiększeniu deficytu zapadła bez publicznej debaty nad jej zasadnością, ryzykami czy długofalowymi konsekwencjami dla budżetu gminy.

– Za podjęciem uchwały głosowało 14 radnych na 14 obecnych. Stwierdzam zatem, że uchwała zostaje podjęta – skwitował jedynie na koniec Zbigniew Graj, przewodniczący rady.

CZYTAJ DALEJ

Miedźno

Ulica Księżycowa kontra droga wojewódzka. Miedźno podzielone, radni w ostrym sporze

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Gminy Miedźno/Screenshot

Jednym z najważniejszych i zarazem najbardziej konfliktowych punktów marcowej sesji rady gminy była sprawa planowanego połączenia ulicy Księżycowej z drogą wojewódzką nr 491 w Miedźnie. Dyskusja, która formalnie dotyczyła rozpatrzenia petycji mieszkańców sprzeciwiających się likwidacji bezpośredniego wyjazdu z ulicy Księżycowej na ulicę Częstochowską, szybko przerodziła się w wielowątkowy spór o odpowiedzialność za wcześniejsze decyzje, zakres kompetencji gminy i realność dalszych działań.

Zanim rada przeszła do głosowania, wójt przeczytała swoje stanowisko, które w praktyce wyznaczyło ton całej debaty. W relacji ze spotkania w Zarządzie Dróg Wojewódzkich w Katowicach podkreślała, iż po analizie formalnej i technicznej najkorzystniejszym rozwiązaniem pozostaje wykonanie łącznika ulicy Księżycowej ze Słoneczną, zgodnie z pierwotnym projektem.

– Na obecną chwilę nie ma możliwości, żebyśmy to bezpośrednie połączenie zrobili ze względów, o których przed chwilką mówiłam – odczytała Ewelina Stobiecka.

Wójt przekonywała, że nieprawomocna jeszcze decyzja ZRID nie pozwala obecnie na wprowadzanie istotnych odstępstw od zatwierdzonego projektu, a wszelkie zmiany wymagałyby ponownej procedury administracyjnej. Dodatkowo wskazywała, że nawet po ewentualnym uprawomocnieniu decyzji nie ma pewności, czy minister wyraziłby zgodę na odstępstwo, skoro istnieją inne możliwości obsługi komunikacyjnej osiedla – od strony ulicy Szkolnej i projektowanego łącznika.

Znaczną część swojego wystąpienia poświęciła również kwestii zatoki autobusowej. Jak poinformowała, gmina analizowała możliwość przesunięcia przystanku na inne działki, jednak właściciele sąsiednich nieruchomości nie wyrazili na to zgody, powołując się m.in. na obawy o hałas, zaśmiecanie i pogorszenie komfortu życia.

– Dlatego najlepszym rozwiązaniem pozostaje zachować zatokę autobusową w obecnym miejscu, tak jak została pierwotnie zaprojektowana – dodała Stobiecka.

Wójt zwracała także uwagę na koszty ewentualnej przebudowy już wykonanych elementów infrastruktury, które – jak stwierdziła – mogłyby sięgnąć nawet kilkuset tysięcy złotych i musiałyby zostać pokryte przez gminę. Podkreślała przy tym, że samorząd nie dokłada do wielkiej inwestycji wojewódzkiej ani złotówki, a jego sytuacja finansowa nie pozwala obecnie na przejmowanie dodatkowych obciążeń.

Najbardziej kontrowersyjny fragment wystąpienia dotyczył jednak źródeł całego sporu. Wójt wprost wskazała, że przedłużająca się sytuacja wokół „skwerku” ma wynikać przede wszystkim z działań jednej osoby, która – w jej ocenie – szkodzi gminie i paraliżuje pracę instytucji. Jednocześnie zapewniała, że nie jest przeciwniczką mieszkańców ulicy Księżycowej, lecz po wielu analizach uważa łącznik z ulicą Słoneczną za jedyny realny kompromis.

Na tę wypowiedź zareagowała radna Emilia Burska-Florczyk, która zwróciła uwagę, że w całej dyskusji nie można sprowadzać sprawy wyłącznie do jednej osoby, skoro przedmiotem obrad jest petycja podpisana przez mieszkańców ulicy Księżycowej.

Ostry ton przybrała natomiast wypowiedź radnego Ireneusza Kluby, który zarzucił władzom gminy, że próbują przerzucić odpowiedzialność na innych, zamiast przyznać, iż błąd popełniono już w sierpniu ubiegłego roku, gdy – jak nadmienił – nie wykorzystano szansy na właściwą reakcję wobec działań ZDW.

– Proszę nie szukać winnych gdzie indziej, proszę uderzyć się w piersi. Przyznać, że zrobiliście błąd i to wszystko – podkreślił.

Radny przypominał, że ZDW już wcześniej oczekiwał od gminy jasnego stanowiska, a jego zdaniem zwlekanie i nieprocedowanie odpowiednich wniosków doprowadziło do obecnego impasu. Podkreślał też, że proponowane przez niego rozwiązania miały na celu uszanowanie petycji mieszkańców i umożliwienie zachowania bezpośredniego wyjazdu z ulicy Księżycowej.

– Powinien być wyjazd z ulicy Księżycowej. Wasze starania, wasze pisma, pani przemówienie dąży do tego, co było w sierpniu ogłoszone. Dążycie do tego, żeby nie było wyjazdu z ulicy Księżycowej – kontynuował Kluba.

W odpowiedzi wójt odrzuciła te zarzuty i podkreśliła, że nie zamierza podejmować decyzji spontanicznych, bez oglądania się na konsekwencje prawne i finansowe.

– Będzie wyjazd z ulicy Księżycowej. Dlaczego pan wprowadza w błąd, że nie będzie wyjazdu z ulicy Księżycowej? Będzie wyjazd poprzez łącznik – dodała Ewelina Stobiecka.

Do sporu włączył się również radny Robert Soboniak, który podjął próbę odwrócenia argumentacji radnego Kluby i przypomniał dokumenty z lat 2015-2016, mające świadczyć o tym, że już wtedy projekt przewidywał połączenie ulicy Księżycowej z ulicą Słoneczną, a nie bezpośredni wyjazd na DW 491.

– To był najlepszy czas i moment, żeby poruszyć ten temat. A co pan robił? – pytał samorządowiec.

Wywiązała się z tego długa i nerwowa wymiana zdań o dawnych pismach, kompetencjach rady i odpowiedzialności za brak reakcji sprzed dekady. Radny Kluba przekonywał, że jako radny nie miał wówczas dostępu do tych dokumentów, zaś przewodniczący rady odpowiadał, że to obowiązkiem radnych jest interesowanie się dokumentacją i przychodzenie do biura rady.

– Nie mam obowiązku prawnego każdego pisma, które przychodzi do rady gminy, przedstawiać każdemu radnemu. To jest wasz obowiązek, szanowni państwo radni – zaznaczył Zbigniew Graj.

W tle tej wymiany powracał jeszcze jeden problem. Chodziło o poczucie części radnych, że dyskusja została zdominowana przez wzajemne oskarżenia, podczas gdy kluczowe znaczenie ma teraz odpowiedź na pytanie, co faktycznie można jeszcze zrobić, bez blokowania całej inwestycji w centrum Miedźna. Tę perspektywę podkreślali kolejni radni. Padły też głosy, że mieszkańcy powinni mieć jeszcze chwilę na pełniejsze zrozumienie, jak dokładnie wygląda projektowany łącznik. Radny Soboniak wskazywał, że po rozmowie z mieszkanką składającą petycję okazało się, iż część osób mogła dotąd sądzić, że chodzi o wąską, trzymetrową alejkę, a nie pełnowymiarową drogę.

– Dopiero skserowałem tej pani plan, jak to wygląda. Cały czas do tej pory było przekonanie, że chodzi o trzy metry, więc to żadna ulica – mówił.

Istotnym momentem sesji było głosowanie nad dwiema petycjami dotyczącymi zachowania bezpośredniego wyjazdu z ulicy Księżycowej na DW 491. Najpierw rada, po przedstawieniu stanowiska komisji skarg, wniosków i petycji, uznała za zasadną petycję mieszkańców. Za uchwałą zagłosowało 12 radnych, 2 wstrzymało się od głosu. Chwilę później identycznie rozstrzygnięto drugą petycję, złożoną przez mieszkańca gminy – również uznano ją za zasadną przy tym samym rozkładzie głosów.

Formalnie oznaczało to, że rada poparła sprzeciw wobec likwidacji bezpośredniego wyjazdu z ulicy Księżycowej. Nie zakończyło to jednak sprawy, ponieważ w kolejnym punkcie obrad rada miała jeszcze wyrazić opinię dotyczącą samego połączenia ulicy Księżycowej z DW 491. Projekt tej opinii zakładał pozytywne poparcie dla pozostawienia bezpośredniego połączenia oraz ewentualną zgodę na likwidację obecnej zatoki autobusowej i przeniesienie przystanku w inne miejsce, jeśli byłoby to konieczne.

I właśnie ten punkt wywołał kolejny spór. Radny Paweł Mszyca złożył wniosek formalny o odstąpienie od głosowania nad opinią i ponowne skierowanie sprawy do komisji, argumentując, że pojawiły się nowe informacje i być może warto dać mieszkańcom jeszcze chwilę na przemyślenie tematu.

Natomiast radny Ireneusz Kluba ocenił to jako celowe przeciąganie tematu, które ma doprowadzić do sytuacji, w której decyzja rady nie wywoła żadnego realnego skutku.

– To wszystko ma służyć temu, że tak naprawdę decyzja rady ma natychmiastową wykonalność. A znowu wy będziecie to przeciągać w czasie – argumentował.

Z kolei inny z uczestników sesji bronił potrzeby odroczenia, podkreślając, że opinia ma podsumować całość stanowiska rady i powinna być podejmowana świadomie, po przeanalizowaniu wszystkich nowych okoliczności.

W głosowaniu wniosek radnego Mszycy przeszedł zdecydowaną większością: 11 radnych było za, 2 przeciw, 1 wstrzymał się. Oznaczało to, że rada nie głosowała tego dnia opinii w sprawie połączenia ulicy Księżycowej z DW 491, lecz skierowała sprawę z powrotem do komisji.

Na tym jednak nie skończyły się napięcia. W kolejnym punkcie rada zajęła się wnioskiem radnego Kluby dotyczącym wyrażenia zgody do dysponowania nieruchomością gminną pod budowę zatoki autobusowej. Komisja uznała ten wniosek za zasadny, jednak radca prawny szczegółowo wyjaśniła, że dokument w obecnym kształcie budzi poważne wątpliwości formalne i nie jest jasne, czy chodzi o zwykłe poparcie idei, czy też o czynność wywołującą skutki majątkowe.

– W mojej ocenie ten wniosek i treść tego dokumentu budzi wątpliwości i moim zdaniem, przed podjęciem decyzji, wymagane jest doprecyzowanie – przekonywała prawniczka.

Radny Kluba upierał się, że jego intencja była jasna od początku.

– Nie chodzi o sprzedaż komukolwiek. Chodzi o budowanie zatoki autobusowej przez Zarząd Dróg Wojewódzkich w Katowicach – stwierdził.

Mimo tych wyjaśnień rada ostatecznie nie poparła wniosku. Za było 3 radnych, przeciw 10, 1 wstrzymał się od głosu.

CZYTAJ DALEJ

Miedźno

Kopiuj-wklej po urzędniczemu. W dokumencie gminy Miedźno „wylądował” Starogard Gdański

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Urząd Gminy Miedźno/Screenshot

Miał być fundament pod przyszłość gminy. Jest dokument, który w ostatnich akapitach… przenosi nas kilkaset kilometrów na północ Polski. W projekcie planu ogólnego gminy Miedźno pojawia się bowiem nagle, zupełnie bez kontekstu, Starogard Gdański. I nie jest to żart ani metafora, tylko literalny zapis w oficjalnym dokumencie.

Zarządzenie wójta gminy Międźno z 17 marca, podpisane przez Ewelinę Stobiecką, to poważny akt – przyjmuje projekt planu ogólnego wraz z prognozą oddziaływania na środowisko i kieruje go do rady gminy. Dokument ma wyznaczać kierunki rozwoju przestrzennego, stanowić podstawę decyzji administracyjnych, wpływać na inwestycje i codzienne życie mieszkańców przez najbliższe lata. To nie jest kolejny papier „do szuflady”, tylko jeden z kluczowych dokumentów planistycznych gminy. 

I właśnie dlatego trudno przejść obojętnie obok tego, co pojawia się na jego końcu. W części dotyczącej monitoringu skutków realizacji planu znajduje się zapis odnoszący się do… „projektu planu ogólnego miasta Starogard Gdański”. Bez żadnego wyjaśnienia, bez związku z treścią dokumentu, bez jakiegokolwiek logicznego uzasadnienia.

To nie wygląda jak przypadkowa literówka. To wygląda jak klasyczny efekt „kopiuj-wklej” – fragment przeniesiony z innego opracowania, którego nikt nie sprawdził na etapie redakcji, opiniowania ani finalnej akceptacji. Dokument przeszedł przez procedury, uzgodnienia, został podpisany i skierowany dalej – z błędem, który rzuca się w oczy przy uważnej lekturze.

Problem nie polega jednak wyłącznie na samym zapisie. Problemem jest to, co on symbolizuje. Bo jeśli w tak istotnym dokumencie pojawia się odniesienie do zupełnie innej gminy, to trudno nie zadać kilku pytań. Czy całość została przygotowana z należytą starannością? Czy zapisy rzeczywiście odzwierciedlają lokalne uwarunkowania, czy może w większym stopniu opierają się na gotowych schematach, które jedynie „dopasowano” do Miedźna?

W dokumentach planistycznych precyzja ma znaczenie fundamentalne. To na ich podstawie wydawane są decyzje o warunkach zabudowy, kształtowana jest polityka przestrzenna, a w dalszej perspektywie także kierunki rozwoju inwestycyjnego. Każda nieścisłość czy niespójność może stać się w przyszłości źródłem sporów interpretacyjnych, a w skrajnych przypadkach – argumentem w postępowaniach administracyjnych lub sądowych.

Tym bardziej, że, jak wynika z dokumentu, w toku konsultacji społecznych nie wpłynęły żadne uwagi ani wnioski. Oznacza to, że ciężar odpowiedzialności za jakość opracowania spoczywa w całości na jego autorach i organie przyjmującym.

W praktyce skutki takiego błędu mogą być dwojakie. Z jednej strony – formalne, jeśli ktoś podważy rzetelność dokumentu lub wskaże na brak należytej staranności w jego przygotowaniu. Z drugiej – wizerunkowe, bo trudno budować zaufanie mieszkańców do decyzji planistycznych, gdy w oficjalnych materiałach pojawiają się fragmenty „z innego miasta”.

Przed Radą Gminy Miedźno stoi teraz decyzja o uchwaleniu planu. I to jest moment, w którym warto zatrzymać się na chwilę i zadać sobie podstawowe pytanie o to, czy dokument tej rangi może zawierać tak oczywiste błędy? Bo jeśli plan ogólny, mający wyznaczać przyszłość gminy, powstaje metodą „kopiuj-wklej”, to trudno mówić o poważnym traktowaniu zarówno przestrzeni, jak i mieszkańców.

CZYTAJ DALEJ

Miedźno

Dwa wypowiedzenia, dwa wyroki, dwie porażki. Miedźno płaci za kadrową krucjatę wójt Stobieckiej

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Archiwum

To, co od miesięcy dzieje się w Urzędzie Gminy Miedźno, przestało być zwykłym sporem kadrowym. Stało się symbolem tego, jak polityka potrafi sparaliżować administrację i jak daleko można się posunąć w imię personalnego konfliktu. Są sprawy, które można przegrać raz – bo prawo bywa niejednoznaczne, bo sytuacja jest złożona, bo emocje biorą górę nad procedurą. Ale gdy sąd po raz drugi przywraca do pracy tę samą osobę, trudno mówić o przypadku. To już nie incydent. To seria porażek.

5 lutego Sąd Rejonowy w Częstochowie ponownie przywrócił Agnieszkę Związek na stanowisko dyrektora ds. inwestycji. To druga przegrana gminy w sporze z tą samą pracownicą i druga decyzja kadrowa wójt Eweliny Stobieckiej, którą sąd pracy uznał za wadliwą.

Historia zaczęła się w czerwcu 2024 roku. Wójt Ewelina Stobiecka zdecydowała się na rozwiązanie umowy o pracę z Agnieszką Związek – wieloletnią urzędniczką, dyrektor ds. inwestycji i jednocześnie radną powiatu kłobuckiego. Oficjalnym powodem miała być reorganizacja i likwidacja stanowiska pracy. Od początku jednak trudno było oprzeć się wrażeniu, że decyzja ma drugie dno. Nieoficjalnie – konflikt między nią a nową wójt był w gminie tajemnicą poliszynela. Wielu mieszkańców zadawało pytanie, czy wybuchły spór nie był elementem szerszego konfliktu politycznego. Związek jest bowiem osobą kojarzoną z inną opcją polityczną – w radzie powiatu reprezentuje klub Prawa i Sprawiedliwości.

Pierwsza próba zwolnienia zakończyła się dla gminy porażką. Sąd pracy uznał wypowiedzenie za niezgodne z prawem i przywrócił Związek do pracy. Wójt nie uzyskała wymaganej zgody Rady Powiatu Kłobuckiego na rozwiązanie stosunku pracy z radną, a procedura – w ocenie sądu – została przeprowadzona wadliwie. Gmina musiała wypłacić wynagrodzenie za okres pozostawania bez pracy i ponieść koszty procesu. Do tego doszły rachunki kancelarii z Zabrza. 

Wydawało się, że wyrok powinien zamknąć sprawę. Stało się inaczej.

30 czerwca ubiegłego roku roku Stobiecka ponownie wręczyła radnej wypowiedzenie. Tym razem sytuacja w urzędzie przybrała dramatyczny obrót. Po spotkaniu z wójt Agnieszka Związek zasłabła na korytarzu. Wezwano karetkę, a radna trafiła na obserwację do szpitala w Częstochowie. Z relacji świadków wynikało, że napięcie było ogromne. W mediach natomiast wójt miała określić całe zajście jako „teatrzyk” i „symulację”.

Druga próba zwolnienia była jeszcze bardziej kuriozalna pod względem formalnym. Wójt zwróciła się do rady powiatu o zgodę na wypowiedzenie warunków pracy i płacy – czyli tzw. wypowiedzenie zmieniające. Tymczasem Związek wręczono dokument rozwiązujący stosunek pracy definitywnie. Innymi słowy – powiat opiniował zmianę warunków zatrudnienia, podczas gdy faktycznie chodziło o całkowite zwolnienie z pracy.

Komisja doraźna rady powiatu, która analizowała sprawę, wskazała na poważne nieścisłości i rekomendowała odmowę wyrażenia zgody. Większość w radzie postanowiła jednak poprzeć wniosek wójt. Tyle że nawet ta uchwała zapadła już po fakcie – kiedy radna nie pracowała od ponad dwóch miesięcy. Rada debatowała nad czymś, co w praktyce nie miało już znaczenia. Procedura stała się fasadową farsą.

Nie było więc wątpliwości, że po raz drugi w cały spór wkroczy sąd pracy. Ten najpierw zabezpieczył roszczenie, nakazując dalsze zatrudnianie Związek do czasu zakończenia postępowania, a przed tygodniem wydał wyrok. Radna została ponownie przywrócona do pracy w Urzędzie Gminy Miedźno. To jest drugi, mocny i jednoznaczny sygnał, że decyzje kadrowe w tej sprawie wójt Stobieckiej były wadliwe.

W międzyczasie Agnieszka Związek przez wiele miesięcy była formalnie zatrudniona. Wynagrodzenie wypłacano, bo wymagało tego zabezpieczenie sądu. Ponadto gmina płaciła za prawną batalię, za obsługę kancelarii, za procesy. Ten ostatni to niemal 8 tys. zł samych kosztów sądowych. A praca, którą mogła wykonywać doświadczona urzędniczka odpowiedzialna za inwestycje, pozostawała w zawieszeniu.

Drugi przegrany proces w tej samej sprawie stawia przed wójt Eweliną Stobiecką poważne pytania – o kompetencje doradców, o nadzór prawny, a w końcu o to, czy polityczne i osobiste animozje nie przysłoniły chłodnej analizy przepisów.

Nawet jeśli przyjąć najbardziej życzliwą interpretację dla władz gminy, pozostaje fakt, że po raz kolejny sąd wskazał na poważne naruszenia prawa pracy. A to już jest kwestia elementarnej odpowiedzialności za podejmowane decyzje, co rodzi kolejne pytania – o standardy zarządzania gminą, o szacunek dla prawa czy odpowiedzialność za publiczne pieniądze. Bo za każdy proces, każdą godzinę pracy prawników, każdą sądową porażkę nie płaci wójt z własnej kieszeni. Płaci budżet gminy, a więc mieszkańcy.

CZYTAJ DALEJ

Miedźno

Droga za miliony, zamknięty wyjazd i otwarty konflikt. Burza wokół DW 491 w Miedźnie

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Gminy Miedźno/Screenshot

Lutowa sesja Rady Gminy Miedźno została zdominowana przez temat przebudowy drogi wojewódzkiej nr 491 i skutków rozwiązań projektowych. Te – jak wynikało z głosów na sali – wchodzą mieszkańcom w codzienność znacznie mocniej, niż ktokolwiek zakładał jeszcze kilka miesięcy temu. Punkt dotyczący inwestycji ściągnął na obrady wicemarszałka województwa śląskiego. W sali pojawili się również mieszkańcy, których najbardziej dotyczy planowana likwidacja bezpośredniego wyjazdu z ulicy Księżycowej na DW 491 i związane z tym przerzucenie całego ruchu w rejon szkoły, przedszkola, ośrodka zdrowia i punktów usługowych.

Wójt Ewelina Stobiecka, otwierając dyskusję, próbowała ustawić sprawę w kategoriach konsekwencji formalnych i finansowych, podkreślając, że gmina już wcześniej deklarowała wsparcie inwestycji poprzez przekazanie gminnych działek oraz że zmiany projektu na etapie realizacji mogą oznaczać opóźnienia i ryzyka kosztowe. Jednocześnie przyznała, że w toku robót pojawiły się „pewne problemy” i liczy na rozmowę, która pozwoli je rozwiązać.

Jako pierwszy głos zabrał jeden z radnych, który przez lata mieszkał przy ulicy Księżycowej i – jak podkreślał – zna problem od strony praktycznej. Wyliczał układ ulic na osiedlu, zagęszczenie zabudowy jednorodzinnej i fakt, że w godzinach dowozu dzieci ruch rośnie „kilkunastokrotnie”. W jego ocenie zamknięcie Księżycowej nie jest drobną korektą organizacji ruchu, tylko zmianą, która natychmiast kumuluje cały strumień pojazdów w jednym newralgicznym punkcie.

– Księżycowa jest tak naprawdę ulicą, która służyła nam do rozładowywania ruchu osiedlowego. Na ten moment wszystko tak naprawdę kumuluje się praktycznie na jednym wyjeździe na ulicy Słonecznej – stwierdził.

Wskazał też na wątpliwości wobec rozwiązania alternatywnego, które przewijało się w rozmowach – łącznika przez skwer. Jego zdaniem taki łącznik nie rozwiąże problemu, a może go „zaognić”, bo i tak sprowadzi ruch do jednego wylotu na DW 491. Podniósł również argument o manewrowaniu pojazdów większych niż osobowe.

– Pierwotna propozycja o budowie łącznika daje jakieś możliwości, tylko pytanie, czy rozwiązanie to jest bezpieczne. Nie mamy tam zakazu ani tonażu, ani wjazdu o określonej długości pojazdu. Po co ulepszać coś, co tak naprawdę przez kilkadziesiąt lat funkcjonowało i było bezpieczne? – pytał radny.

Kolejna wypowiedź była już bardziej alarmowa. Padły słowa o realnej uciążliwości, której mieszkańcy już doświadczają, mimo że roboty trwają i docelowa organizacja nie jest jeszcze wdrożona. Mówiono o niewidocznym skrzyżowaniu, o konieczności „wysuwania się na połowę drogi”, o utrudnieniach dla śmieciarek i służb ratunkowych.

– To skrzyżowanie stało się ruchliwe, niebezpieczne, stwarzające ryzyko różnych niebezpiecznych sytuacji. Nie muszę chyba wspominać o utrudnionym też dostępie wszelkich służb ratowniczych. Nawet prosty wywóz śmieci sprawia trudność. Poruszanie się w tym momencie na wstecznym biegu nie jest bezpieczne – zauważyła jedna z radnych.

W dalszej części dyskusji mocno wybrzmiał wątek zaniedbań proceduralnych i komunikacyjnych. Inny z samorządowców przywołał korespondencję sprzed dekady, z której – jak argumentował – wynikało, że już wtedy była „podpowiedź” dotycząca możliwości odstępstw lub rozwiązań poza pasem drogowym, ale temat nie został domknięty. Najostrzej jednak uderzył w sposób informowania mieszkańców. Według niego ludzie dowiedzieli się o zamknięciu wyjazdu późno, a mapy i koncepcje nie były czytelnie przedstawiane.

– Nie wszyscy się na mapie znają, nie wiedzą o co chodzi – przekonywał.

Padł również wątek pieniędzy i – co istotne – oskarżenie o straszenie kosztami bez konkretnych wyliczeń. Radny próbował podważyć narrację o „kilkuset tysiącach złotych” i przedstawił własne szacunki, porównując koszt metra drogi z inną inwestycją gminną.

– Nikt nam nie podał ile. Napisano kilkaset tysięcy. Żadnego szczegółowego wyliczenia już nie. Jeżeli czegoś się nie wykonuje, to kasa zostaje – mówił.

Po wypowiedziach radnych głos zabrali przedstawiciele mieszkańców. Najpierw Marzena Nowak, mieszkanka ulicy Księżycowej odczytała petycję, pod którą – jak wskazała – podpisało się 107 osób.

– Wnosimy stanowczy sprzeciw wobec planów likwidacji bezpośredniego wyjazdu, który istnieje już od ponad 50 lat. Zamknięcie spowoduje utrudnienia dla służb ratunkowych oraz służb komunalnych, śmieciarki i odśnieżarki. Już na chwilę obecną natężenie ruchu na ulicach Szkolnej i Słonecznej jest bardzo duże. Nie sądziliśmy, że ta ulica jest zamknięta tylko chwilowo i że wyjazd będzie bezpośredni – można było usłyszeć.

W jej relacji pojawił się też obraz codzienności, który wracał potem w kolejnych wypowiedziach. Śmieciarka cofająca tyłem, poranne kursy, wąskie ulice, nerwowe manewry i poczucie, że decyzje zapadają „na papierze”, a nie w realnym układzie komunikacyjnym.

Kolejny mieszkaniec, Martin Saczek, uderzył w sedno, które przewijało się podskórnie od początku. Jego zdaniem cały spór ma źródło w tym, że projektowanie odbyło się bez realnych konsultacji z ludźmi, którzy później będą żyć z konsekwencjami.

Na sali wybrzmiał również problem niezwiązany bezpośrednio ze skwerem i Księżycową, ale z samą przebudową DW 491. Chodziło o wjazdy na pola i działki. Inna z mieszkanek mówiła wprost o braku dojazdu do gospodarowanych od dekad gruntów, o frustracji i groźbie eskalacji w postaci złożenia petycji i sprawy sądowej.

Paulina Grabowska z kolei opisała przypadek „wspólnego wjazdu” z sąsiadem, który – według niej – w praktyce oznacza wjazd „bardziej przez las sąsiada” i uniemożliwia uprawę oraz wykorzystanie działki.

– To tak wygląda, jakby ktoś miał do dwóch mieszkań jedno wejście – porównywała obrazowo.

W dalszej kolejności do sprawy odniósł się Grzegorz Boski, wicemarszałek województwa śląskiego, który pojawił się tego dnia na sesji.

– Droga była projektowana dziesięć lat temu i albo biorę ten projekt taki, jaki jest, albo wyrzucam do kosza i zaczynamy pracę od nowa – powiedział.

Kluczowa teza, która przewijała się potem wielokrotnie i stawała się osią sporu, dotyczyła odstępstw od warunków technicznych. Wicemarszałek mówił, że obecnie nie można o nie wystąpić, bo decyzja nie jest ostateczna, a odwołania mieszkańców blokują formalne kroki.

– Wszyscy jesteśmy zakładnikiem prawa, które obowiązuje – skwitował.

Tyle że jego wywód, choć boleśnie prawdziwy, nie uspokoił sali. Wręcz przeciwnie – w pewnym momencie doszło do spięcia i ostrej reprymendy ze strony przewodniczącego Zbigniewa Graja, gdy pojawiły się głosy „z sali”, a wicemarszałek poprosił o możliwość wypowiedzi bez przerywania.

– To jest sesja rady gminy. Proszę o tym pamiętać. O tym, kto dostanie głos ja decyduję, a nie państwo decydujecie – grzmiał przewodniczący musztrując zgromadzonych w sali sesyjnej.

W praktyce ten fragment pokazał, jak wysoki był poziom emocji. Mieszkańcy chcieli reagować na bieżąco, a prowadzący obrady próbując przywrócić formalną dyscyplinę, zamiast studzić napięcie, tylko je uwypuklił.

Najbardziej konkretna propozycja ze strony przedstawiciela władz województwa padła dopiero później. Polityk rozdał radnym szkic rozwiązania, które – jak tłumaczył – miało połączyć dwie sprzeczne potrzeby. Chodziło o zachowanie charakteru skweru i umożliwienie przejazdu mieszkańcom ulicy Księżycowej, choć nie w formie klasycznego skrzyżowania z DW 491.

– Przy samej granicy działki alejka z kostki o szerokości trzech metrów z dopuszczeniem ruchu lokalnego. Co najważniejsze, nie wytniemy ani jednego drzewa, a samochody będą mogły warunkowo tylko przejeżdżać jako lokalne dojazdy do posesji – tłumaczył.

Problem w tym, że część radnych uznała propozycję za „pozorną” i nie rozwiązującą kwestii zawracania, wjazdu pojazdów komunalnych i rozładowania ruchu szkolnego.

– To nie zmienia nic. Uważam, że to jest akurat rozwiązanie takie średnie – stwierdził jeden z radnych.

Wicemarszałek odpowiadał, że miejsce do zawracania można doprojektować, a szkic ma jedynie „zwizualizować” kierunek kompromisu.

– Nie ma rozwiązania takiego, żeby wszyscy byli zadowoleni – odparł.

Wraz z kolejnymi wypowiedziami wyraźnie rosło napięcie. Jeden z mieszkańców otwarcie zapowiedział sprzeciw.

– Będziemy bojkotowali tą inwestycję do samego końca. I będziemy nawet wychodzić na ulicę – powiedział.

Padł też zarzut wobec argumentacji prawnej przedstawianej przez urzędnika z województwa, że jest wybiórcza.

– Wy wybieracie sobie argumenty z kompletnych przepisów – zarzucił inny mieszkaniec.

W odpowiedzi wicemarszałek wrócił do tezy o formalnym braku możliwości wystąpienia o odstępstwo w tym momencie.

– Prosiłbym, żeby słuchać ze zrozumieniem. Jeżeli decyzja będzie miała status ostateczny, można wtedy o tym myśleć – dodawał.

W toku dyskusji wybrzmiał też emocjonalny głos jednej z mieszkanki, która opisała codzienną sytuację przy szkole i na osiedlu. W jej wypowiedzi wrócił motyw śmieciarki cofającej od szkoły, ale też scenariusze, które – jej zdaniem – pokazują, że ryzyko rośnie z dnia na dzień. Mówiła o manewrach pod szkołą, braku widoczności, dzieciach wybiegających na jezdnię i braku ogrodzenia terenu szkoły.

– Proszę popatrzeć na naszą ulicę. Jedzie śmieciara. Jedzie od samej szkoły tyłem, bo nie ma gdzie nakręcić. A gdyby mój dom się palił? Gdzie straże mają stanąć? Trzeba być tam i trzeba to widzieć. A nie to, co się narysuje na papierze. Dopiero jak się stanie tragedia, wtedy będzie dopiero – alarmowała.

Jej wypowiedź wybrzmiała jak oskarżenie wprost, iż inwestycja, która miała poprawić bezpieczeństwo, w jednym z najbardziej wrażliwych punktów gminy może to bezpieczeństwo realnie pogorszyć.

W końcowej części dyskusji wrócił jeszcze jeden sporny wątek. Chodziło o nazewnictwo i konsekwencje prawne.

– W piśmie Zarządu Dróg Wojewódzkich w Katowicach wyraźnie zostało napisane, że jest to przebudowa DW 491. Więc nie jest to budowa nowej drogi – wypunktował radny Ireneusz Kluba.

Ten sam radny odczytał fragment odpowiedzi, z której wynikało, że zatoka autobusowa w rejonie skrzyżowania jest problemem formalnym i bezpieczeństwa, a jej rezygnacja „otwiera drogę” do odtworzenia skrzyżowania z ulicą Księżycową. To uderzało w samo centrum sporu, bo część mieszkańców i radnych od początku twierdziła, że to właśnie lokalizacja zatoki „blokuje” możliwość zachowania wyjazdu.

– Nie można sytuować zatoki autobusowej w rejonie skrzyżowania dróg publicznych – mówił radny cytując odpowiedź ZDW. – Dopiero ewentualna zgoda gminy na rezygnację z istniejącej zatoki otwiera formalną drogę do odtworzenia skrzyżowania. Niech to będzie pięć lat, ale ta ulica niech będzie otwarta – podsumował Kluba.

Ostatecznie spotkanie z urzędnikiem z Katowic nie przyniosło jednoznacznego finału. Wicemarszałek przedstawił kompromisową propozycję „alejki” przez skwer i zadeklarował, że zajmie się problemem wjazdów na pola – ale poprosił o szczegółowe informacje przekazane za pośrednictwem urzędu. Obiecał też, że sprawdzi, czy da się doraźnie odblokować zatarasowany wyjazd, jeśli nie ma ku temu technicznych przeszkód.

Jednocześnie z sali padały oskarżenia o brak konsultacji, o zaniedbania sprzed lat, o straszenie kosztami bez konkretów oraz o to, że mieszkańcy zostali postawieni przed faktami dokonanymi. Na tle tych zarzutów propozycja „trzymetrowej alejki” została przyjęta co najwyżej jako punkt wyjścia – i to przez część – a nie jako rozwiązanie, które zamknie spór.

Najbardziej niepokojące wnioski płyną jednak z tonu spotkania, gdyż problem nie jest już tylko techniczny. To kryzys zaufania do procesu inwestycyjnego – od projektowania, przez informowanie, po tłumaczenie decyzji. Jeśli w najbliższych tygodniach nie padną twarde decyzje i nie zostanie przedstawiony czytelny, policzalny plan wraz z odpowiedzialnością po stronie instytucji, to konflikt będzie narastał – a mieszkańcy już wprost mówią o bojkocie.

CZYTAJ DALEJ

Miedźno

Deficyt rośnie, dochody maleją, wydatki idą w górę. Na koniec roku prawie dwadzieścia cztery miliony długu

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Gminy Miedźno/Screenshot

10 lutego rada gminy przyjęła uchwałę zmieniającą po raz kolejny plan finansowy samorządu na bieżący rok. Po zmianach dochody wynoszą ponad 62,3 mln zł, wydatki – 79,8 mln zł. Różnica to blisko 17,5 mln zł deficytu. To więcej niż po styczniowej korekcie i wyraźnie więcej niż zakładano w grudniu, gdy budżet był uchwalany.

W zmianach, o których pisaliśmy tutaj, niepokoi przede wszystkim przyjęty kierunek. Dochody zmniejszono łącznie o ponad 953 tys. zł. Symboliczny wzrost dochodów bieżących – o 24 tys. zł – nie równoważy spadku dochodów majątkowych, które obniżono o prawie 978 tys. zł. Krótko mówiąc wpływy są niższe, niż jeszcze niedawno planowano.

W tym samym czasie wydatki zwiększono o prawie 2,7 mln zł. Na bieżące funkcjonowanie gminy przeznaczono o 793 tys. zł więcej, a na inwestycje – o blisko 1,9 mln zł.

Deficyt w wysokości 17,5 mln zł ma zostać pokryty z kilku źródeł. Ponad 4,5 mln zł to kredyty bankowe, a 4,2 mln zł – emisja obligacji komunalnych. Do tego 6,6 mln zł wolnych środków z lat ubiegłych oraz 2,12 mln zł z rozliczeń i dotacji, w tym unijnych. Część pieniędzy to więc nowy dług.

Z planów wynika, że na koniec roku zadłużenie samorządu ma sięgnąć około 24 mln zł.

Podczas sesji radni nie zgłaszali pytań. Dwunastu zagłosowało za przyjęciem uchwały, dwóch wstrzymało się od głosu. Decyzja zapadła szybko. Jej skutki będą rozłożone na lata.

CZYTAJ DALEJ

Miedźno

Styczniowa korekta, lutowy ból głowy. Gmina Miedźno wchodzi w rok z rekordowym deficytem

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Screenshot/Urząd Gminy Miedźno

Uchwalony w grudniu budżet gminy Miedźno na 2026 rok już po kilku tygodniach wymagał istotnych korekt. Zmiany przyjęte przez radnych 20 stycznia wyraźnie zmieniły obraz finansów samorządu, przede wszystkim znacząco zwiększając deficyt. W efekcie plan finansowy gminy wchodzi w nowy rok z większym obciążeniem po stronie długu i ograniczoną przestrzenią do manewru w kolejnych latach.

Pierwotnie, zgodnie z uchwałą z 16 grudnia, dochody gminy Miedźno na 2026 rok zaplanowano na poziomie 62,68 mln zł, przy wydatkach sięgających 71,38 mln zł. Oznaczało to deficyt w wysokości 8,7 mln zł.

Styczniowa nowelizacja budżetu zmieniła te proporcje. Dochody zwiększono o niespełna 624 tys. zł, do poziomu 63,3 mln zł. Jednocześnie wydatki wzrosły aż o 5,75 mln zł, osiągając 77,13 mln zł. W konsekwencji deficyt budżetowy urósł do 13,83 mln zł, czyli o ponad 5,1 mln zł więcej niż pierwotnie zakładano.

W praktyce oznacza to, że tempo wzrostu wydatków wielokrotnie przewyższyło wzrost dochodów, co bezpośrednio przełożyło się na pogorszenie wyniku budżetu.

Po zmianach deficyt stanowi już blisko 22 proc. planowanych dochodów gminy kierowanej przez wójt Ewelinę Stobiecką. Dla porównania – w grudniowej wersji budżetu było to niespełna 14 proc. Tak wyraźny wzrost relacji deficytu do dochodów oznacza, że znaczna część realizowanych w tym roku zadań będzie finansowana nie z bieżących wpływów, lecz z zewnętrznych źródeł oraz środków jednorazowych.

Struktura pokrycia deficytu po zmianach nie pozostawia wątpliwości co do kierunku finansowania. Ponad 8,7 mln zł, czyli przeszło 63 proc. deficytu, ma pochodzić z nowych zobowiązań – kredytów bankowych oraz emisji obligacji komunalnych. Pozostała część zostanie sfinansowana z wolnych środków oraz niewykorzystanych środków z lat ubiegłych.

Choć sięganie po takie rozwiązania jest formalnie dopuszczalne, w praktyce oznacza dalsze zwiększanie obciążeń finansowych gminy w kolejnych latach oraz uzależnienie stabilności budżetu od zdolności do obsługi długu.

Zwiększenie wydatków dotyczy przede wszystkim wydatków majątkowych, które wzrosły o niemal 5,75 mln zł. Oznacza to intensyfikację działań inwestycyjnych, ale jednocześnie ogranicza elastyczność finansową gminy. Przy tak wysokim deficycie każda nieprzewidziana sytuacja – spadek dochodów, wzrost kosztów bieżących czy konieczność dodatkowych wydatków – będzie trudniejsza do zbilansowania bez dalszego zadłużania.

Tegoroczny budżet gminy Miedźno, po styczniowych korektach, jest budżetem wyraźnie bardziej obciążonym niż pierwotnie planowano. Skokowy wzrost deficytu, utrzymanie wysokiego udziału kredytów i obligacji w jego finansowaniu oraz niewielki wzrost dochodów powodują, że realizacja tego planu będzie wymagała dużej dyscypliny finansowej w trakcie roku budżetowego.

Choć formalnie wszystkie wskaźniki mieszczą się w granicach dopuszczalnych przepisami, skala zmian pokazuje, że bieżący rok może okazać się dla gminy wyjątkowo wymagający finansowo, a każda kolejna korekta budżetu będzie musiała być oceniana nie tylko pod kątem potrzeb inwestycyjnych, ale także długofalowych konsekwencji dla stabilności finansowej samorządu.

CZYTAJ DALEJ

Miedźno

Lód tylko wygląda na bezpieczny. Policja ostrzega przed wchodzeniem na zamarznięte akweny

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Komenda Powiatowa Policji w Kłobucku

Zamarznięte stawy, rzeki i jeziora często kuszą, by wejść na lód – na spacer, zabawę albo „na skróty”. Służby przypominają jednak, że nawet pozornie stabilna tafla może w każdej chwili się załamać. – W czasie zimy kłobuccy dzielnicowi regularnie kontrolują zbiorniki wodne i przestrzegają mieszkańców przed ryzykownymi zachowaniami, które mogą zakończyć się tragedią – relacjonują funkcjonariusze z biura prasowego Komendy Powiatowej Policji w Kłobucku.

Zima sprawia, że naturalne akweny pokrywają się lodem i zaczynają wyglądać jak bezpieczna przestrzeń rekreacyjna. To jednak złudzenie. Wejście na lód zawsze wiąże się z ryzykiem – nie tylko wychłodzenia organizmu, ale również utonięcia.

Jak podkreślają przedstawiciele służb mundurowych, największym problemem jest fakt, że naturalne zbiorniki wodne zamarzają nierównomiernie.

– Nawet na niewielkiej powierzchni lód może mieć zupełnie różną grubość, a jego nośność zmienia się z dnia na dzień, a czasem z godziny na godzinę – komentują policjanci.

Szczególnie niebezpieczne są rzeki i kanały. Przepływająca woda osłabia strukturę lodu, przez co tafla bywa tam cieńsza i bardziej krucha niż na stawach czy jeziorach. Ryzyko rośnie także w miejscach newralgicznych – przy mostach, pomostach, ujściach rzek, ujęciach wody oraz w pobliżu brzegów.

Niebezpieczeństwo zwiększa dodatkowo śnieg zalegający na lodzie. Taka warstwa może ukrywać pęknięcia, przeręble i miejsca o mniejszej nośności, a jednocześnie obciążać pokrywę lodową. Nawet krótka odwilż sprawia, że lód gwałtownie traci wytrzymałość.

Policja apeluje do mieszkańców, by nie wchodzić na zamarznięte zbiorniki i cieki wodne, nawet jeśli pozornie wyglądają na stabilne.

– W przypadku dzieci szczególnie ważna jest czujność rodziców i opiekunów, gdyż zabawa na lodzie może w kilka sekund zmienić się w dramatyczną walkę o życie – apelują o zachowanie zdrowego rozsądku.

Mundurowi przypominają, że w przypadku załamania lodu kluczowe jest zachowanie spokoju. Należy głośno wzywać pomoc, położyć się płasko na wodzie i rozłożyć szeroko ręce, aby zwiększyć powierzchnię podparcia. Następnie warto próbować wpełznąć na lód i poruszać się w kierunku brzegu, cały czas leżąc.

– Jeżeli zauważymy osobę, pod którą załamał się lód, nie wolno do niej biec, bowiem w ten sposób sami możemy wpaść do wody. Ratowanie powinno odbywać się na leżąco, najlepiej podczołgując się do poszkodowanego. Pomocne mogą być przedmioty, które można podać z bezpiecznej odległości: szalik, lina, gruba gałąź – wyjaśniają policjanci.

Jeśli nie jesteśmy w stanie skutecznie pomóc, trzeba natychmiast powiadomić odpowiednie służby, wybierając numer alarmowy 112. Po wydobyciu poszkodowanego z wody należy okryć go czymś ciepłym i jak najszybciej przenieść do ogrzewanego pomieszczenia. Nie wolno polewać go ciepłą wodą, gdyż grozi to szokiem termicznym. W miarę możliwości można podać ciepłe, choć nie gorące, słodkie płyny.

CZYTAJ DALEJ

Miedźno

Plany miejscowe, podatki i pretensje mieszkańców. Burzliwy finisz sesji w Miedźnie

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Screenshot/Urząd Gminy Miedźno

Ostatnia sesja Rady Gminy Miedźno rozpoczęła się w spokojnym, wręcz technicznym tonie – od pakietu uchwał planistycznych, podatkowych i organizacyjnych. Radni uchwalili kolejne miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego, przyjęli program gospodarowania zasobem mieszkaniowym i programu współpracy z organizacjami pozarządowymi, a także ustalili stawki podatków lokalnych oraz wprowadzili korekty w tegorocznym budżecie. Dyskusja rozkręciła się dopiero przy sprawach różnych, kiedy na salę wróciły tematy wrażliwe: miejscowy plan zagospodarowania, zalewane pola, zarzuty wobec wykonawcy robót drogowych, ulicę Sportową z niedoróbkami, niebezpieczny plac zabaw nad zalewem i krzywo ustawione lampy nowego oświetlenia.

Początek sesji dotyczył uchwalenia miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego – dokumentów, które w praktyce decydują o tym, co, gdzie i w jakiej formie można na terenie gminy budować. Jako pierwszy omawiany był plan dla części miejscowości Miedźno. Urbanista Tomasz Cioch przypomniał, że prace nad dokumentem rozpoczęły się w oparciu o uchwałę intencyjną z lipca 2023 roku oraz w starym stanie prawnym – jeszcze sprzed reformy planistycznej.

– Celem sporządzenia projektu planu miejscowego było dostosowanie do ustaleń studium z 2022 roku oraz korekta układu komunikacyjnego, jak również przebiegu nieprzekraczalnych linii zabudowy – wyjaśniał urbanista.

Plan obejmuje około 366 hektarów. Wyznaczono w nim m.in. tereny zabudowy mieszkaniowej jednorodzinnej, mieszkaniowo-usługowej, usługowo-produkcyjnej, tereny elektrowni słonecznych, rolnictwa, lasów i wód powierzchniowych.

Najbardziej uderzające były jednak dane dotyczące udziału miejscowej społeczności. Zapytany przez jednego z radnych, ile osób uczestniczyło w dyskusji publicznej, urbanista przyznał, że z tego, co pamięta, podczas dyskusji publicznej brały udział trzy osoby.

Do planu nie wpłynęła ani jedna uwaga – ani w trakcie wyłożenia, ani w terminie 14 dni po jego zakończeniu. Przy tak nikłej frekwencji i zerowej liczbie formalnych zastrzeżeń uchwałę uchwalono przy 10 głosach „za”, jednym „przeciw” i dwóch wstrzymujących się.

Znacznie szerszy i bardziej skomplikowany był miejscowy plan dla części miejscowości Miedźno i Wapiennik, obejmujący około 325 hektarów.

– Wyznaczyliśmy m.in. tereny zabudowy mieszkaniowej jednorodzinnej i wielorodzinnej, usług, usług zdrowia i pomocy społecznej, usług nauki, kultury, sportu i rekreacji, tereny usług biurowych i administracji, tereny usług lub produkcji, stacji paliw, elektrowni słonecznych, dróg, parkingów, zieleni urządzonej i cmentarza – mówił.

W tym przypadku mieszkańcy byli aktywniejsi, gdyż do planu złożono dwie formalne uwagi. Obie przez wójt zostały rozpatrzone przez negatywnie. Pierwsza uwaga dotyczyła działki w Wapienniku. Właściciel wniósł o wytyczenie drogi w granicy z cmentarzem oraz przywrócenie uprawnień całej działce pod zabudowę mieszkaniową.

– Przebieg projektowanej drogi jest tożsamy z obowiązującym planem. Zmiana jej przebiegu tak, by przylegała do granicy cmentarza, nie jest możliwa, ponieważ studium przewiduje poszerzenie cmentarza. Gdyby uwzględnić uwagę, teren cmentarza docelowo podzielony byłby na dwie części drogą publiczną – argumentował urbanista. – Jeśli chodzi o przeznaczenie działki, nie możemy zmienić części usługowej na mieszkaniową, ponieważ byłoby to niezgodne ze studium. Plan miejscowy musi odzwierciedlać jego ustalenia – podkreślił.

Druga uwaga dotyczyła innej działki, również z wnioskiem o zmianę przeznaczenia i tym razem z usługowej na mieszkaniowo-usługową. Uzasadnienie odmowy było podobne. Obowiązujące studium, sąsiedztwo cmentarza i związane z tym przepisy ochronne.

– W sąsiedztwie istniejącego cmentarza obowiązuje rozporządzenie z 1959 roku, które określa strefę 50 metrów od niego, w której obowiązuje zakaz lokalizowania zabudowy mieszkalnej. Z tego powodu urbanista sporządzający studium przewidział tam tereny usług zgodnie z przepisami odrębnymi – wyjaśnił Cioch.

Komisja infrastruktury rady gminy zarekomendowała wcześniej radzie nie uwzględnienie obu uwag, a ta – głosując osobno nad każdą z nich – podtrzymała ten wniosek. Przy pierwszej uwadze 10 głosów „za” oddano nie uwzględnieniem, 1 „przeciw” i 2 wstrzymujące się. Przy kolejnej 10 „za” nie uwzględnieniem, 1 „przeciw”, 2 wstrzymujące się.

Dopiero po tym przystąpiono do głosowania nad całą uchwałą, a plan dla Miedźna i Wapiennika został przyjęty przy takim samym rozkładzie głosów. W praktyce oznacza to, że mimo formalnej aktywności dwóch właścicieli nieruchomości, żaden z ich postulatów nie został uwzględniony, a plan uchwalono w wersji przygotowanej przez projektanta i zaakceptowanej przez wójt.

Kolejna uchwała dotyczyła przystanków komunikacyjnych, których właścicielem lub zarządcą jest gmina. Na pozór techniczny dokument miał jednak realny wymiar dla mieszkańców Kołaczkowic.

– Po uchwale dodano nowy przystanek komunikacyjny w miejscowości Kołaczkowice Małe, zlokalizowany przy posesji nr 285, przy drodze gminnej. Jednocześnie zmieniono lokalizację istniejącego przystanku w Kołaczkowicach Dużych – z dotychczasowej lokalizacji przy posesji nr 200 na nową lokalizację przy posesji nr 203. Zmiana została dokonana na wniosek mieszkańców, którzy zgłosili potrzebę poprawy dostępności transportu publicznego w tej części miejscowości – zrelacjonowała przedstawicielka urzędu.

Przypomniano również, że uchwała była konsultowana i nie wpłynęły żadne wnioski. W tym przypadku radni byli jednomyślni.

Następnie zajęli się oni Wieloletnim Programem Gospodarowania Mieszkaniowym Zasobem Gminy Miedźno na lata 2025-2030. Dokument opisuje m.in. stan techniczny komunalnych zasobów mieszkaniowych, prognozę zmian zasobu, politykę czynszową, zasady sprzedaży lokali, a także zasady zarządzania i finansowania. Urzędnik odpowiedzialny za opracowanie programu podkreślił, iż uchwała, omawiana na komisjach budżetu i infrastruktury, została pozytywnie przyjęta.

– Program był też przedmiotem konsultacji społecznych. Nie wpłynęły żadne uwagi zainteresowanych – dodał.

Kolejna kwestia dotyczyła programu współpracy z organizacjami pozarządowymi na przyszły rok. Przypomniano, że dokument opiera się na rozwiązaniach z roku poprzedniego, a współpraca z NGO jest obowiązkiem ustawowym.

– Nie wpłynęły żadne uwagi ani wnioski podczas konsultacji. Kwota przeznaczona na realizację programu wynosi ponad 362 tys. zł – poinformowano.

Jednym z bardziej wrażliwych społecznie punktów była uchwała w sprawie stawek podatku od nieruchomości na 2026 rok. Skarbnik szczegółowo odczytała każdą kategorię – od gruntów związanych z działalnością gospodarczą, przez budynki mieszkalne, po obiekty usługowe i nieruchomości wykorzystywane na cele społeczne. Projekt uchwały przewidywał podwyżkę o 4,5 proc.

Podobny przebieg miała uchwała w sprawie podatku od środków transportowych. Skarbnik przedstawiła szczegółową tabelę stawek uzależnionych od dopuszczalnej masy całkowitej pojazdu, liczby osi i rodzaju zawieszenia.

Również tutaj radni nie zgłosili żadnych wątpliwości. Uchwałę przyjęto przy 11 głosach „za” i jednym wstrzymującym się.

W projekcie zmian budżetowych na ten rok skarbnik wskazała kilka istotniejszych przesunięć. To m.in. zwiększenie dochodów i wydatków bieżących o 85 tys. zł z tytułu opłat za wyżywienie w jednostkach oświatowych, korekty w ramach środków z Krajowego Planu Odbudowy obejmujących projekt cyfrowy dla przedszkoli czy przesunięcie 450 tys. zł na budowę PSZOK-u.

Dopiero w punkcie „wolne wnioski” atmosfera na sali wyraźnie się zmieniła. Mieszkańcy i radni zaczęli artykułować problemy, które – jak wynikało z wypowiedzi – narastają od dłuższego czasu.

– Na polach przy ulicy Konopnickiej, w stronę kościoła, są duże zastoiska wody. Te pola są zmeliorowane i najprawdopodobniej w związku z przebudową drogi wojewódzkiej firma zamknęła odpływy. Zgłaszałem już tę sprawę, chciałbym zapytać, jak to wygląda – artykułował jeden z samorządowców.

Pracownik urzędu odpowiedział, że spotkał się z przedstawicielem wykonawcy i przekazał mapę z sączkami drenarskimi. Firma zapowiedziała, że po powrocie na budowę udrożni te odpływy i odprowadzi wody do rowu.

Padło też jedno z najmocniejszych oskarżeń pod adresem inwestycji drogowej.

– Jeden z mieszkańców przekazał mi, że firma weszła na teren jego posesji bezprawnie. Mówi, że wie, gdzie są słupki, a prace prowadzone są niezgodnie z przepisami. Firma jeszcze nie uzyskała pozwolenia na budowę od starosty, czyli weszła nieprawnie. Ponieważ ta sytuacja trwa już dwa tygodnie i nie ma reakcji gminy, publicznie zwracam się do pana starosty o wyjaśnienie tej sprawy – apelował radny.

Pracownik urzędu odpowiedział z kolei, że nie ma oficjalnej informacji, żeby tam były prowadzone prace.

– Przekazano mi jedynie, że firma przystąpiła do prac wstępnych, demontażowych – uspokajał.

Inna z radnych odniosła się do zarzutów, które pojawiły się po otwarciu inwestycji przy ulicy Sportowej.

– Po otwarciu nowej ulicy pojawiło się wiele głosów o niedociągnięciach w postaci zalegającej wody, wybijających studzienkach. Czy te uchybienia zostały usunięte? Czy mieszkańcy mogą być spokojni? – pytała.

Okazało się, że problem jest znany urzędnikom.

– Chodzi o studzienkę teletechniczną. Złożyliśmy zgłoszenie do wykonawcy. Nasi pracownicy zabezpieczyli ją i wygrodzili teren. Firma miała wczoraj albo dziś wymieniać pokrywę i elementy, by odpowiednio ją zabezpieczyć – padło w odpowiedzi.

Radna zgłosiła również kwestię złego usytuowania znaków drogowych.

– Znaki, które kiedyś stały na rozwidleniu, teraz stoją przy posesji po prawej stronie i zasłaniają lustro. Zgłaszano mi, że zasłaniają widoczność – zaakcentowała.

Urzędnik odparł krótko, że to również miało być poprawione.

Ta sama radna poruszyła temat bezpieczeństwa najmłodszych.

– Chodzi o plac rekreacyjny nad zalewem, ten należący do gminy. Plac zabaw jest już bardzo posunięty w czasie i zagrażający. Rodzice boją się o bezpieczeństwo swoich dzieci. Czy planowany jest remont? – dociekała.

Odpowiedź nie pozostawia złudzeń co do stanu urządzeń.

– Dokonaliśmy rocznego przeglądu. W protokole są wskazane elementy do remontu i takie, które należy zlikwidować. To, co wymaga remontu – wyremontujemy. To, co wymaga całkowitej likwidacji – zostanie usunięte z ewidencji – zapewniono.

Na pytanie, czy plac zostanie odtworzony, padła ostrożna, ale wymowna odpowiedź.

– Na pewno będzie musiał być pomniejszony z uwagi na bezpieczeństwo. Czy zostanie od razu odtworzony – zależy od czasu i środków – mówiono.

Nie zabrakło też problemów z oświetleniem.

– Niektóre lampy są bardzo krzywo postawione. Miało być to poprawione, ale nic się nie zmieniło – zgłosił radny.

Urzędnik przyznał, że zgłoszenie przekazane zostało wykonawcy.

Na koniec padło pytanie o utrzymanie zimowe dróg gminnych.

– Jak wygląda zawiadamianie firm odpowiedzialnych za odśnieżanie? Co będzie, jeśli przysypie w nocy? – dopytywano.

Odpowiedź pokazała, jak bardzo system opiera się na bieżącym reagowaniu.

– Mamy umowy z dwiema firmami, ważne do końca roku. Mamy jeszcze niewykorzystane środki. Zgłoszenia trafiają bezpośrednio do mnie – także w soboty i niedziele. Na tej podstawie uruchamiamy odśnieżanie – wyjaśnił pracownik urzędu.

Zanim radni przeszli do wolnych wniosków, odczytano jeszcze obszerne pismo mieszkańca, który nie zgadza się z wcześniejszym rozstrzygnięciem skargi na bezczynność wójta w sprawie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Autor zarzuca gminie m.in. brak weryfikacji numerów działek i sporządzenia pełnej listy nieruchomości objętych planem oraz brak wizji lokalnej.

– Cała działka miała zostać potraktowana jako las, choć faktycznie tylko 320 m² stanowi zadrzewienie, a reszta to grunty orne – napisano w piśmie akcentując brak wezwania do uzupełnienia informacji, przez co mieszkaniec nie mógł rzetelnie odnieść się do zapisów planu.

W dokumencie wskazano też na brak reakcji na przekazaną dokumentację ze zdjęciami i opisami starej inwestycji. W piśmie interweniujący domagał się m.in. rzetelnej weryfikacji wszystkich działek objętych MPZP, sporządzenia pełnej listy działek wraz z uchwałami, które je wprowadziły lub zmieniły, wykazania zmian procentowych powierzchni przeznaczonej pod zabudowę oraz wyjaśnienia, na jakiej podstawie gmina dodaje działki do planu lub zmienia ich przeznaczenie.

Pismo zostało skierowane do wójt, ale „do wiadomości” trafiło również do rady. Przewodniczący zaznaczył, że dokument jest do wglądu dla radnych, jednak sesja nie przyniosła dalszej, publicznej debaty w tej sprawie.

CZYTAJ DALEJ

Miedźno

„Tradycje Świąteczne na Nowo”. Międzypokoleniowe warsztaty odbyły się w Izbiskach

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. KGW Malwa w Izbiskach

7 grudnia w świetlicy wiejskiej w Izbiskach odbyły się świąteczne warsztaty pod hasłem „Tradycje Świąteczne na Nowo”. Spotkanie zostało przygotowane z myślą o mieszkańcach, którzy chcieli nie tylko rozwijać swoje umiejętności rękodzielnicze, lecz także poznać znaczenie i symbolikę bożonarodzeniowych zwyczajów przekazywanych w polskiej kulturze.

Zajęcia obejmowały zarówno część praktyczną, jak i edukacyjną. Uczestnicy tworzyli bombki, szopki oraz inne dekoracje wykorzystując naturalne materiały, a jednocześnie poznawali historie związane z poszczególnymi ozdobami i ich miejscem w tradycji świątecznej. Warsztaty poprowadziła instruktorka z Akademii Dobrej Zabawy „Ratatata” z Częstochowy, która zaprezentowała różnorodne techniki rękodzielnicze i zachęcała uczestników do twórczych eksperymentów.

Spotkanie miało wyraźnie międzypokoleniowy charakter. Przy wspólnych stołach pracowały dzieci, młodzież, dorośli i seniorzy, dzięki czemu wydarzenie stało się przestrzenią integracji i wymiany doświadczeń. Rodzinna atmosfera towarzyszyła całemu popołudniu, a uczestnicy chętnie dzielili się pomysłami i radami.

Szczególnym momentem warsztatów była prezentacja wykonanych dekoracji. Wszystkie prace zostały wyeksponowane na wspólnej wystawie, a autorzy wybranych ozdób otrzymali pamiątkowe puchary i dyplomy za najpiękniejsze szopki i bombki. Organizatorzy przygotowali także nagrody dla najmłodszych – zestawy twórcze obejmujące m.in. obrazy do samodzielnego malowania, tablety do rysowania, masy plastyczne oraz materiały do kreatywnych zabaw, które mają zachęcić dzieci do dalszego rozwijania artystycznych zainteresowań.

Wydarzenie zorganizowało Koło Gospodyń Wiejskich „Malwa” w Izbiskach we współpracy z Narodowym Instytutem Kultury i Dziedzictwa Wsi, który wsparł inicjatywę zarówno merytorycznie, jak i finansowo. Dzięki temu warsztaty zyskały dodatkowy wymiar edukacyjny, podkreślający znaczenie lokalnych tradycji i ich przekazywania kolejnym pokoleniom.

– Warsztaty stały się nie tylko okazją do przygotowania bożonarodzeniowych ozdób, lecz także ważnym elementem budowania tożsamości lokalnej. Spotkanie pokazało, że wspólne działania – oparte na tradycji, kreatywności i współpracy – wzmacniają więzi społeczne i pozwalają pielęgnować dziedzictwo, które od lat jest obecne w życiu wsi – podkreśla Agnieszka Związek, prezes KGW „Malwa”.

 

CZYTAJ DALEJ

Miedźno

Świąteczne warsztaty w Izbiskach. KGW „Malwa” zaprasza mieszkańców gminy Miedźno

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Freepik

Koło Gospodyń Wiejskich „Malwa” w Izbiskach zaprasza wszystkich mieszkańców gminy Miedźno na wyjątkowe wydarzenie, które wprowadzi lokalną społeczność w świąteczny nastrój. Już 7 grudnia o godz. 16.00 w świetlicy wiejskiej w Izbiskach Dużych odbędą się warsztaty pod hasłem „Tradycje świąteczne od nowa”, łączące lokalne zwyczaje z kreatywną, rodzinną zabawą.

Podczas spotkania uczestnicy będą mogli własnoręcznie projektować i dekorować bombki oraz tworzyć tradycyjne szopki bożonarodzeniowe. To nie tylko okazja do rozwijania umiejętności plastycznych, ale także moment, w którym mieszkańcy wspólnie przygotowują się do świąt, pielęgnując lokalne tradycje i przekazując je młodszym pokoleniom.

Na najmłodszych z kolei czekać będą specjalne animacje inspirowane świątecznymi zwyczajami, przygotowane w bajkowej scenerii „Krainy Lodu”. Przybędzie także Święty Mikołaj z elfami.

KGW „Malwa” zaplanowało również konkursy z nagrodami – m.in. na najpiękniejszą bombkę, najciekawszą szopkę oraz najlepsze świąteczne przebranie. Organizatorzy podkreślają, że liczy się nie tylko efekt końcowy, ale również kreatywność i dobra zabawa. 

Wydarzenie jest otwarte dla wszystkich mieszkańców gminy i ma na celu integrację, wspólne spędzenie czasu oraz podtrzymywanie świątecznych tradycji, które w Izbiskach i gminie Miedźno od lat mają wyjątkowy charakter. Dzięki wsparciu Narodowego Instytutu Kultury i Dziedzictwa Wsi w Warszawie oraz zaangażowaniu lokalnej społeczności zapowiada się popołudnie pełne integracji, ciepła i twórczej radości.

– Zapraszamy do udziału wszystkich, którzy chcą poczuć atmosferę nadchodzących świąt. To jedna z tych inicjatyw, które pokazują, jak silna jest lokalna wspólnota i jak pięknie potrafi pielęgnować świąteczne tradycje – mówi Agnieszka Związek, prezes miejscowego koła gospodyń.

Reklama

CZYTAJ DALEJ

Miedźno

Najpierw tragedia młodej matki, teraz tajemniczy zgon seniorki. Co się dzieje w Borowej?

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Pixabay

Miejscowość Borowa w gminie Miedźno znalazła się w centrum dwóch tragicznych wydarzeń, które w krótkim odstępie czasu wstrząsnęły całą lokalną społecznością. Po śmierci 23-letniej Karoliny Ł. oraz ujawnieniu zwłok dwojga noworodków, służby potwierdziły kolejny zgon. W miniony weekend znaleziono ciało 78-letniej mieszkanki wsi, która jeszcze dzień wcześniej rozmawiała z mediami o tragedii swojej młodszej sąsiadki.

Ciało 78-letniej mieszkanki Borowej odnaleziono w sobotę, 15 listopada, przed godz. 17.00. Leżało na poboczu drogi, kilkadziesiąt metrów od domu, w którym wcześniej doszło do tragedii związanej ze śmiercią młodej kobiety i ukryciem zwłok noworodków.

– Na miejscu, pod nadzorem częstochowskiego prokuratora, pracowali policjanci z Kłobucka wraz z technikiem kryminalistyki i lekarzem, który stwierdził zgon kobiety – informuje biuro prasowe Komendy Powiatowej Policji w Kłobucku.

Według ustaleń śledczych 78-latka poruszała się pieszo. Na jej ciele nie stwierdzono obrażeń, a ze wstępnych ustaleń wynika, że do zgonu nie przyczyniły się osoby trzecie. Decyzją prokuratora ciało zabezpieczono do sekcji zwłok, która ma ustalić dokładną przyczynę i czas śmierci.

– Pani Genowefa była jedną z osób, z którymi dzień wcześniej rozmawiali dziennikarze. W piątek sprawiała wrażenie osoby pogodnej i energicznej. Jak mówili świadkowie, jeździła rowerem i aktywnie poruszała się po miejscowości – relacjonuje jeden z mieszkańców dodając, że jej nagła śmierć wywołała wśród miejscowej społeczności kolejną falę niepokoju.

Na tym etapie postępowanie prowadzone jest w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci.

– To wstępna kwalifikacja pozwalająca na podjęcie czynności procesowych. Nie mamy dowodów, by ktoś przyczynił się do zgonu – podkreślają z kolei przedstawiciele częstochowskiej prokuratury.

Przypomnijmy, pierwsze tragiczne zdarzenie miało miejsce 4 listopada. Do domu w Borowej wezwano karetkę do konającej 23-letniej Karoliny Ł. Rodzina nie poinformowała jednak ratowników, że kobieta chwilę wcześniej urodziła dziecko. Młoda matka zmarła z powodu wykrwawienia. Sekcja zwłok potwierdziła, że była po porodzie, a noworodka nie odnaleziono.

Podczas dalszych czynności śledczy ujawnili zwłoki noworodka zawiniętego w materiał. Kilka dni później, podczas kolejnego przeszukania posesji, odnaleziono ciało drugiego dziecka. Według ustaleń oboje urodziły się żywe.

W domu, jak wynika ze śledztwa, mieszkało pięć osób. Karolina Ł. osierociła dwójkę kilkuletnich dzieci. W ostatnich tygodniach miała rzadko opuszczać dom, a nikt ze społeczności nie widział, aby była w zaawansowanej ciąży. Nie była objęta wsparciem Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Miedźnie. Nie zgłaszano również przypadków przemocy czy zaniedbań.

Za zaniedbania doprowadzające do śmierci kobiety odpowiadać mają jej 27-letni partner Michał D. oraz jego 56-letnia matka Iwona D. Prokuratura zarzuca im narażenie młodej kobiety na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, nieudzielenie pomocy i nieumyślne spowodowanie śmierci – w tym znaczne opóźnienie wezwania ratowników oraz zatajenie przed nimi faktu porodu.

Sąd Rejonowy w Częstochowie zdecydował o trzymiesięcznym areszcie dla podejrzanych, wskazując na ryzyko matactwa. Grozi im kara do pięciu lat pozbawienia wolności.

Choć policjanci podkreślają, że śmierć 78-latki nie ma związku z wcześniejszą tragedią, seria zdarzeń w krótkim czasie sprawiła, że wieś żyje w stałym napięciu. Z mieszkańcami rozmawiały liczne redakcje. Wielu z nich przyznaje, że każde pojawienie się radiowozu budzi niepokój, a dom, w którym zmarła młoda matka i znaleziono ciała dzieci, nazywany jest dziś „domem grozy”.

CZYTAJ DALEJ

Miedźno

Dwie osoby aresztowane po śmierci 23-latki z Borowej. W domu odnaleziono zwłoki dwójki dzieci

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Archiwum

Prokuratura Rejonowa w Częstochowie prowadzi śledztwo w sprawie śmierci 23-letniej mieszkanki miejscowości Borowa w gminie Miedźno. W jej domu znaleziono zwłoki noworodka i szczątki innego dziecka. Po przeprowadzeniu szeregu czynności procesowych zarzuty usłyszały dwie osoby. Chodzi o 27-letniego partnera kobiety oraz jego 56-letniej matki. Oboje decyzją sądu zostali aresztowani na trzy miesiące.

– Do zdarzenia doszło 4 listopada w godzinach porannych. Policja została powiadomiona o zgonie młodej kobiety w jej domu. Na polecenie prokuratora ciało przewieziono do Zakładu Medycyny Sądowej Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, gdzie wykonano sekcję zwłok. Wstępne ustalenia biegłych wskazały, że 23-latka zmarła na skutek powikłań związanych z przebytym porodem – poinformował Tomasz Ozimek, rzecznik prasowy częstochowskiej prokuratury.

W trakcie dalszych czynności śledczy dokonali przeszukania domu kobiety, gdzie ujawniono zwłoki noworodka oraz szczątki innego dziecka. Oba ciała zostały przekazane do szczegółowych badań sądowo-medycznych. Jak informuje prokuratura, ostateczne opinie dotyczące przyczyny ich zgonów zostaną wydane po zakończeniu badań dodatkowych.

W wyniku ustaleń śledczy zatrzymali partnera kobiety oraz jego matkę. Oboje usłyszeli zarzuty narażenia 23-latki na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia oraz nieumyślnego spowodowania jej śmierci. Według prokuratury, podejrzani mieli znacznie opóźnić wezwanie pogotowia ratunkowego oraz zataić przed ratownikami fakt porodu, co mogło mieć wpływ na tragiczny finał tej sprawy.

Podczas przesłuchań zatrzymani nie przyznali się do stawianych im zarzutów i złożyli wyjaśnienia, których – jak podkreślono – z uwagi na dobro postępowania, prokuratura nie ujawnia.

Prokurator skierował do sądu wniosek o zastosowanie wobec podejrzanych tymczasowego aresztu. Jak wskazano, istniała uzasadniona obawa matactwa. Sąd Rejonowy w Częstochowie przychylił się do wniosku i zastosował wobec obu osób trzymiesięczny areszt.

CZYTAJ DALEJ

Miedźno

O chodnikach, słupach, skwerku i piśmie w szufladzie. Radny podczas sesji w Miedźnie: Wyszedł kabaret

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Screenshot/Urząd Gminy Miedźno

Podczas ostatniej sesji Rady Gminy Miedźno uchwały przechodziły sprawnie, ale to – jak się okazuje – nie one były sednem spotkania. Najwięcej emocji wzbudziły kwestie przejrzystości rejestru umów, jakość robót drogowych w Kołaczkowicach, problem odwodnienia i odpowiedzialności za rowy melioracyjne oraz komunikacja wokół skrzyżowania Księżycowej ze Szkolną i losu pobliskiego skwerku.

Rada najpierw uchwaliła nazwę nowej ulicy w Ostrowach nad Okszą. Następnie – już w trybie skargowo-wnioskowym – radni jednogłośnie przekazali wójt wniosek mieszkańców o rekompensatę za grunt zajęty pod drogę oraz przyjęli rozstrzygnięcie komisji skarg, wniosków i petycji, uznające skargę na bezczynność wójt za bezzasadną.

– Komisja ustaliła, że zgodnie z obowiązującymi przepisami oraz ustaleniami miejscowego planu z 2008 roku nieruchomość, której dotyczy skarga, jest niezabudowana i przeznaczona na cele leśne. Gmina nie jest zobowiązana do realizacji infrastruktury dla terenów nieprzeznaczonych pod zabudowę. Organy gminy nie mają obowiązku realizacji inwestycji infrastrukturalnych na każde żądanie właściciela nieruchomości, a zmiana planu, co do zasady, nie ma charakteru roszczeniowego – streścił istotę sprawy radny Robert Soboniak, akcentujące brak roszczeniowego charakteru zmiany planu i brak obowiązku gminy do uzbrajania terenów leśnych.

Podczas sesji pojawiły się pytania o jawność i terminowość publikacji w rejestrze umów. Radny Ireneusz Kluba dopytywał o wrześniową umowę z jedną ze spółek oraz o umowę z firmą realizującą prace przy DW 492.

– Nie chcę tutaj wprowadzić w błąd. Musiałabym po prostu do dokumentacji zajrzeć, czego ta umowa dotyczyła, bo podpisuję wiele umów – odparła wójt Ewelina Stobiecka.

W sprawie drugiego ze wspomnianych dokumentów kierownik jednego z referatów przyznał, że powstało organizacyjne zaniedbanie.

– Nie została zamieszczona w rejestrze umów. Dostarczyłem ją omyłkowo dopiero teraz, kiedy kończyliśmy inwestycję – odparł.

Najdłuższa dyskusja dotyczyła jednak jakości robót na gminnej inwestycji drogowej. Radny Kluba alarmował o licznych miejscach z wyniesionymi chodnikami i nieakceptowalnych różnicach wysokości względem wejść do posesji.

– Chodnik wyszedł osiem czy dziesięć centymetrów wyżej niż wejście. Po prostu jest za płytko wybrana droga. Wygląda to fatalnie. To jest nie do przyjęcia – punktował.

W odpowiedzi usłyszał, że rozwiązania są zgodne z projektem i przepisami, a gmina nie projektuje detali technicznych.

– My nie weryfikujemy rozwiązań technicznych pod kątem tego, w jaki sposób ma być wykonany chodnik czy droga. Opieramy się na projekcie i przepisach. Projekt był udostępniony i można było wnosić uwagi przed realizacją – argumentowali urzędnicy.

Radny wskazywał na przykład Kołaczkowic Małych, gdzie – jego zdaniem – podobny problem udało się rozwiązać przez obniżenie krawężnika.

– Jedne przepisy obowiązują na każdą drogę, prawda? A tam się dało, tu się nie da – nie odpuszczał Ireneusz Kluba.

Urzędnik podkreślał, że każde wnioskowane odstępstwo analizuje projektant.

– Jeśli są zastrzeżenia co do zjazdu czy wejścia, to proszę złożyć oficjalny wniosek. Przekażemy go do biura projektowego – odparł.

Dopełnieniem sporu o standardy robót był temat słupów energetycznych pozostawionych w osi chodnika.

– W listopadzie 2023 roku została podjęta decyzja, że słupy będą nieprzestawiane i tak został wykonany projekt. Poprosiłam wykonawcę i projektanta, żeby wystąpić o przestawienie słupów. Ta procedura jest długa i to trwa. Jeszcze nie jest ustalone, kto będzie za to płacił. Ja uważam, że to nie gmina – stwierdziła wójt Stobiecka w kontekście problemu, który po raz kolejny podniósł radny Kluba.

Kierownik dodał natomiast, że wykonawca zwrócił się do Tauronu o wydanie warunków.

– Czekamy na odpowiedź – nadmienił.

Głos w dyskusji zabrał też jeden z sołtysów, który ponownie apelował o pilne udrożnienie krótkiego odcinka, gdyż woda i ścieki cofają się na posesje.

– To tylko o dziesięć metrów. Wystarczy koparką tylko pogłębić – padło podczas sesji.

Obecni na sali urzędnicy jednoznacznie wskazali na przepisy.

– Rowy melioracyjne nie są gminne. Obowiązkiem właścicieli gruntów przylegających do rowu jest jego udrożnienie. Kiedy działała spółka wodna, to ona czyściła rowy. Spółka została rozwiązana i obowiązki wróciły do właścicieli. Gmina nie może wydawać środków publicznych na majątek, który nie należy do gminy – podnoszono.

Jedna z radnych prosiła o poprawę bezpieczeństwa na skrzyżowaniu w Miedźnie.

– Wyjeżdżając z Księżycowej w Szkolną widoczność jest praktycznie zerowa. Trzeba znaleźć rozwiązanie. Choćby lustra czy skrzyżowanie równorzędne – zaproponowała.

W trakcie dyskusji pojawił się również wątek dotyczący zmian w organizacji ruchu i zagospodarowania niewielkiej przestrzeni rekreacyjnej przy jednej z ulic. Inny z radnych zwrócił uwagę na brak wcześniejszej komunikacji z mieszkańcami i radą, podkreślając, że działania były niepotrzebnie chaotyczne. Zarzucił przewodniczącemu rady gminy brak właściwej reakcji na pismo z Zarządu Dróg Wojewódzkich w Katowicach.

– Można było zostawić wyjazd i skwerek. Nie było żadnej informacji, wyszedł z tego kabaret – skwitował.

Przewodniczący Zbigniew Graj wskazał na tryb doręczenia.

– Pismo, które jest do mnie kierowane, nie jest pismem, z którego ja robię użytek. To nie było pismo do rady ani do gminy – przekonywał Graj, nie zważając na fakt, że urzędnicy z ZDW nie skierowali przecież pisma do osoby prywatnej.

Wójt doprecyzowała, że po rozmowach z ZDW faktycznie były tylko dwie opcje.

– Nie było takiej możliwości, że zostanie to bez zmian. Albo zgodnie z projektem, albo Księżycowa jako droga ślepa – przekonywała Ewelina Stobiecka.

Wójt zapowiedziała także remont schodów i demontaż niesprawnej windy, która nie działa od ubiegłego roku.

– Na chwilę obecną dostępność osób niepełnosprawnych jest możliwa tylko od strony siedziby GOPS-u – poinformowała.

Przy okazji padły dwie dobre wiadomości w kontekście pozyskanych przez urząd środków finansowych. Chodzi o budowę strefy rekreacyjno-wypoczynkowej przy szlaku rowerowym „Folga na Zakolu”. Dotacja sięga 105 tys. zł, a wkład własny samorządu to prawie 39 tys. zł oraz ponad 148 tys. zł pozyskane z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach na usuwanie azbestu.

Zmiany w tegorocznym budżecie przyjęto jednogłośnie. Chodziło głównie o techniczne podniesienie i przesunięcie wydatków bieżących na oświatę, na wynagrodzenia ze wsparcia dla uczniów z Ukrainy, odszkodowanie zasądzone wyrokami za wypadek na gminnym chodniku oraz aktualizacja funduszu sołeckiego i załączników pomocowych.

Równolegle zaktualizowano wieloletnią prognozę finansową wpisując m.in. projekt LOWE (Lokalny Ośrodek Wiedzy i Edukacji) na lata 2025-2027 oraz wydłużając czas prac nad planem ogólnym na 2026 rok na wniosek wykonawców.

CZYTAJ DALEJ

Miedźno

Wygrał dyniowe mistrzostwa. Jego gigant ważył ponad sześćset kilogramów

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Dobronianka/Facebook

Ma niezwykłą pasję i imponujące osiągnięcie na koncie. Kamil Lis, mieszkaniec gminy Miedźno, zwyciężył w ogólnopolskim konkursie Dynia Fest 2025 w Dobroniance, zdobywając pierwsze miejsce w rywalizacji największych dyń w kraju.

Jego okaz o imieniu Hortensja ważył aż 603,5 kilograma, czym zdeklasował konkurencję i zapewnił sobie tytuł mistrza tegorocznych zawodów. W nagrodę hodowca otrzymał okazałą statuetkę oraz nagrodę finansową, a także uznanie w środowisku ogrodniczym, w którym tego typu osiągnięcia budzą duże emocje.

Dynia Fest w Dobroniance to jedna z najważniejszych imprez w Polsce poświęconych uprawie gigantycznych warzyw. Co roku przyciąga najlepszych hodowców z całego kraju, dla których rywalizacja jest nie tylko sportowym wyzwaniem, ale i okazją do wymiany doświadczeń. W tegorocznej edycji w szranki stanęło aż jedenaście imponujących okazów, a emocje podczas ważenia rosły wraz z kolejnymi odczytami wagi.

Pasja Kamila do uprawy warzyw nie jest przypadkowa. Od lat eksperymentuje z różnymi gatunkami, jednak to właśnie dynie stały się jego znakiem rozpoznawczym. Ich uprawa wymaga cierpliwości, wiedzy i doświadczenia, a także – jak przyznaje sam hodowca – odrobiny szczęścia i sprzyjającej pogody.

Co trzeba zrobić, by wyhodować takiego olbrzyma, jakim może poszczycić się Kamil Lis? Przeczytajcie o tym także tutaj. O pasji Kamila pisaliśmy już w 2019 roku.

CZYTAJ DALEJ

NAJPOPULARNIEJSZE