Koziegłowy
Pijany uciekał przed policją ulicami Koziegłów mimo dożywotniego zakazu. 37-latek trafił do aresztu
Myszkowscy policjanci zatrzymali 37-letniego kierowcę, który nie zatrzymał się do kontroli drogowej i próbował uciekać ulicami Koziegłów. Badanie wykazało, że mężczyzna miał w organizmie blisko 3,5 promila alkoholu. Jak ustalili funkcjonariusze, wcześniej był już skazany za jazdę po alkoholu i objęty dożywotnim zakazem prowadzenia pojazdów mechanicznych.
Do zdarzenia doszło w miniony wtorek, przed południem, w Koziegłowach. Patrol ruchu drogowego zauważył samochód marki mitsubishi i podjął decyzję o zatrzymaniu go do kontroli. Policjanci włączyli w radiowozie sygnały świetlne i dźwiękowe, jednak kierujący nie zareagował na polecenia mundurowych. Zamiast zatrzymać pojazd, gwałtownie przyspieszył i rozpoczął ucieczkę.
Po krótkim pościgu funkcjonariusze zatrzymali 37-latka kilka ulic dalej. Już podczas pierwszych czynności okazało się, że mężczyzna jest nietrzeźwy. Przeprowadzone badanie wykazało blisko 3,5 promila alkoholu w jego organizmie.
Na tym jednak sprawa się nie zakończyła. Po sprawdzeniu danych w policyjnych systemach mundurowi ustalili, że zatrzymany był już wcześniej skazany za prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu. Sąd orzekł wobec niego dożywotni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych. Mimo tego 37-latek ponownie wsiadł za kierownicę, będąc w stanie głębokiego upojenia alkoholowego.

– Mężczyzna został zatrzymany i usłyszał zarzuty. Odpowie między innymi za kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości w warunkach recydywy oraz za niezatrzymanie się do kontroli drogowej. Na wniosek myszkowskich policjantów i Prokuratury Rejonowej w Myszkowie sąd zdecydował o zastosowaniu wobec niego tymczasowego aresztu na okres trzech miesięcy – poinformowało biuro prasowe myszkowskiej komendy policji.
Zgodnie z przepisami kodeksu karnego 37-latkowi grozi kara do pięciu lat pozbawienia wolności.
Koziegłowy
Kto naprawdę tu rządzi? Radna Kaim Hagar: Wszystkie decyzje burmistrza muszą mieć akceptację tej pani
Są w lokalnym samorządzie chwile, gdy człowiek chciałby wierzyć, że sala sesyjna jest miejscem powagi, odpowiedzialności i minimum kultury osobistej. A potem przychodzi majowa sesja w Koziegłowach, a z obrad robi się ornitologiczno-polityczny teatr jednego głosu. Bo oto radny Bartłomiej Grzybek, zamiast spokojnie odczytać interpelację o odpadającym tynku, zawilgoceniu i potencjalnym zagrożeniu dla dzieci, usłyszał od Joanny Kołodziejczyk, że „mówi jak kaczka”.
Nie chodziło o kabaret szkolny, próbę do przedstawienia z okazji Dnia Dziecka ani o konkurs recytatorski pod patronatem koła gospodyń wiejskich. Chodziło o sesję rady. Organ gminy, sprawy publiczne i bezpieczeństwo dzieci. I przewodniczącą, która w roli strażniczki powagi obrad postanowiła wystrzelić z komentarzem godnym podwórkowej przepychanki.
– Przepraszam, przepraszam. Proszę czytać wolno, wyraźnie, bo mówi pan jak kaczka i my tego nic nie rozumiemy. Żeby wszyscy usłyszeli – wypaliła w pewnym momencie Joanna Kołodziejczyk.
No i wszyscy usłyszeli. Tyle że niekoniecznie to, co powinni. Zamiast dowiedzieć się przede wszystkim czegoś o stanie przedszkola, mieszkańcy usłyszeli coś znacznie bardziej pouczającego. A mianowicie jak wygląda kultura prowadzenia obrad, gdy przewodniczącej najwyraźniej myli się stanowczość z publicznym przytykiem. Kaczka nie mówi, kaczka kwacze, ale jak się okazuje, w Koziegłowach to już szczegół. Ważne, że na sali wiadomo, kto trzyma mikrofon, kto przerywa i kto może pozwolić sobie na więcej.
A przecież sprawa nie była błaha. Radny Grzybek podnosił temat budynku przedszkola. Nie pytał o kolor firanek, nie narzekał na zbyt mało pelargonii w donicach, nie domagał się tablicy pamiątkowej na własną cześć. Mówił o odpadającym tynku, możliwym zawilgoceniu ścian, niedrożności rynien i zagrożeniu dla dzieci oraz pracowników placówki. W normalnym samorządzie byłby to moment, w którym wszyscy prostują się w fotelach, notują, dopytują i sprawdzają. W Koziegłowach radny został potraktowany akustycznie i zoologicznie.

I właśnie dlatego komentarze mieszkańców pod tekstem opublikowanym na facebookowym profilu wpowiecie.pl dedykowanemu na powiat myszkowski są tak wymowne. Bo ludzie świetnie wyczuli, że to nie była tylko jedna niezręczna fraza. Jak sami wskazują, to był objaw choroby znacznie bardziej przewlekłej i poczucia, że władza lokalna zbyt łatwo przechodzi od służby mieszkańcom do tonu folwarcznego.
– To jest żenada, nigdy nie słuchają ludzi, tylko obrażają się nawzajem – napisała Marzena Konopka.
Krótko, celnie i bez zbędnych konsultacji społecznych. Gdy mieszkańcy zaczynają mówić o żenadzie, to znaczy, że coś poszło nie tak. A gdy mówią, że nikt ich nie słucha, tylko wszyscy się obrażają, to znaczy, że samorządowe lustro pękło już dawno, tylko nie wszyscy chcą w nie spojrzeć.
Problem przedszkola, jak się okazuje, wcale nie jest wymysłem jednego radnego. W komentarzach pojawiły się głosy mieszkańców, którzy opisują sprawę znacznie ostrzej niż urzędowy język przeglądów technicznych.
– To przedszkole to jakaś jedna wielka niedoróbka. Niby ładne, a jedna wielka fuszerka. Ciągle coś przecieka i odpada. W starożytności budowlanka była na wyższym poziomie. Bartłomiej Grzybek dobrze, że poruszyłeś ten temat. Czas wspomnieć o chodnikach, po których ciężko poruszać się wózkiem – napisała dla odmiany Izabela Ptasik.
Do tego Luk Szczęsny dorzucił kolejny, mówiąc delikatnie, aromatyczny fragment lokalnej rzeczywistości.
– Chciałbym jeszcze wspomnieć o smrodzie szamba, jaki często unosi się w szatni w piwnicy, gdzie dzieciaczki się przebierają – zauważył.
Klaudia Ciuk natomiast napisała to tak, jak powinno zostać odczytane na początku kolejnej sesji, najlepiej wolno, wyraźnie i bez drobiowych porównań.
– Sesja to miejsce, gdzie mieszkańcy oczekują powagi, merytorycznej dyskusji i wzajemnego szacunku, a nie osobistych docinków. Teksty typu „mówi pan jak kaczka” są po prostu nie na miejscu i uwłaczają standardom, jakich powinniśmy wymagać od osób publicznych. Można się z kimś nie zgadzać, można polemizować na argumenty, ale szacunek do drugiego człowieka to absolutne minimum. Pełne wsparcie dla pana radnego – skomentowała.
W punkt. Przewodnicząca ma prawo pilnować porządku obrad. Ma prawo prosić o powtórzenie wypowiedzi. Ma prawo upomnieć radnego, jeśli mówi niewyraźnie, za szybko albo odbiega od tematu. Ale nie ma obowiązku, a tym bardziej prawa moralnego, robić widowisko ośmieszające rozmówcę.
Internautka Angelika poszła o krok dalej i postawiła sprawę w kategoriach politycznej odpowiedzialności.
– Sesja powinna być miejscem rzeczowej dyskusji i wzajemnego szacunku, a nie osobistych przytyków czy niekulturalnych komentarzy. Można mieć różne zdania, ale kultura wypowiedzi i szacunek do drugiego człowieka powinny być podstawą każdej publicznej debaty. Tego właśnie mieszkańcy mają prawo oczekiwać od osób pełniących funkcje publiczne. Może najwyższa pora, aby mieszkańcy poważnie zastanowili się nad referendum i odwołaniem osób, które zamiast reprezentować mieszkańców z klasą, obniżają poziom publicznej debaty – przekonywała.
Referendum? Mocne. Jednak kiedy z sali sesyjnej robi się miejsce, gdzie mieszkańcy czują się lekceważeni, a radny zgłaszający problem dzieci słyszy komentarz rodem z ławki pod sklepem, to trudno się dziwić, że część opinii publicznej zaczyna myśleć o politycznych konsekwencjach. Demokracja lokalna ma tę zaletę, że raz na jakiś czas przypomina wybranym, iż mandat nie jest aktem własności.
Paulina Konopka, która była obecna na sesji, opisała to w sposób jeszcze bardziej bezpośredni.
– Będąc na tej sesji odniosłam wrażenie, że większości radnym brakuje kultury osobistej. Oni, zamiast nam pomagać, to wręcz nam szkodzą i podchodzą do nas z pogardą. Skwituje to tylko tym, że radni mają być dla mieszkańców, a nie mieszkańcy dla radnych – skwitowała.
I to jest chyba najbardziej niebezpieczne dla każdej władzy lokalnej zdanie: „podchodzą do nas z pogardą”. Bo pogarda jest w samorządzie jak wilgoć w ścianie. Najpierw jej nie widać, potem zaczyna śmierdzieć, a na końcu odpada tynk. W Koziegłowach – sądząc po komentarzach – zdaje się odpadać już nie tylko ten z elewacji.
Katarzyna Słota też nie owijała w bawełnę.
– Poprę słowa pani Klaudii. Gmina to miejsce publiczne i dla ludzi, a nie na odwrót. Kultura to podstawa, no ale niestety w naszej gminie daleko do kultury i kulturalnych wypowiedziach co można zaobserwować na sesjach jak pani przewodnicząca odnosi się do radnych i do ludzi na sali. Jest to bardzo niekulturalne z jej strony wręcz poniżanie drugiego człowieka – wyraziła jedną z ostrzejszych ocen.
Barbara Rajczyk dopisała krótką, ale gorzką diagnozę.
– Nasza gmina od dawna nie ma nic wspólnego z kulturą i poszanowaniem wyborców – dodała.
Łukasz Piotrowski zauważył natomiast, że wszystko dzieje się w kontekście sprawy dzieci, czyli tematu, który powinien wyciszyć polityczne ego, a nie je podkręcić.
– Niestety obserwując część dyskusji w trakcie tej kadencji, coraz częściej można odnieść wrażenie, że dla części radnych ważniejsze od dobra dzieci bywają potrzeba posiadania racji, polityczne ego oraz emocjonalne odruchy, które nigdy nie powinny dominować nad odpowiedzialnością za bezpieczeństwo dzieci. Dziwna ta kadencja, taka obca, nieswoja. To nie kabaret. Na miejscu radnego domagałbym się publicznych przeprosin – stwierdził.
Najmocniejsza politycznie była jednak wypowiedź radnej powiatowej Doroty Kaim Hagar. I tu kończy się drobna satyra, a zaczyna pytanie o rzeczywisty układ sił w Koziegłowach.
– Tak naprawdę odkąd rządzi w naszej gminie pani Kołodziejczyk (z całym szacunkiem dla pana burmistrza, gdyż wszystkie jego decyzje muszą mieć akceptację tej pani) do tej pory nie znaleźli się radni, którzy publicznie w czasie obrad sesji jej się sprzeciwili. Ale widać, że miarka się przebrała i wreszcie jest ktoś kto ma odwagę to zrobić bo zależy mu na mieszkańcach i po to startował w wyborach. Warto o tym pamiętać przy kolejnym wyborach. Brawo Bartłomiej Grzybek! Trzymam kciuki i wspieram – spuentowała całą dyskusję na facebookowym profilu Powiat Myszkowski.
No właśnie. Kto naprawdę rządzi w Koziegłowach? Burmistrz, który formalnie jest organem wykonawczym? Rada, która ma stanowić i kontrolować? Czy przewodnicząca, o której radna powiatowa pisze, że wszystkie decyzje burmistrza muszą mieć jej akceptację?
To oczywiście opinia Doroty Kaim Hagar, ale opinia politycznie ciężka. Bo jeśli mieszkańcy i lokalni samorządowcy zaczynają postrzegać przewodniczącą jako faktyczne centrum decyzyjne gminy, to mają problem większy niż jedna sesyjna złośliwość. Automatycznie pojawia się tu pytanie o mechanikę lokalnej władzy.
W tej historii najbardziej groteskowe jest to, że cały kryzys można było zatrzymać jednym normalnym zdaniem. „Panie radny, proszę mówić wolniej”. Tyle. Pięć słów. Bez kaczki, bez popisu, bez tonu nauczycielki od dyscypliny na kolonii karnej. Efekt? Przewodnicząca chciała poprawić dykcję radnego, a poprawiła tylko frekwencję krytycznych komentarzy. Chciała, żeby wszyscy usłyszeli. No to usłyszeli. I zapisali.
Finalnie kwestia budynku przedszkola nadal wymaga odpowiedzi. Czy odpadający tynk został sprawdzony? Czy rynny są drożne? Czy wilgoć jest problemem? Czy smród w szatni istnieje? Czy rodzice mogą być spokojni? To są konkretne pytania. Znacznie ważniejsze niż to, czy radny mówi zbyt szybko i czy przewodniczącej podoba się tempo jego czytania.
Koziegłowy
Po zdarzeniu losowym mieszkaniec został bez domu. Na sesji padło pytanie o gminne lokale awaryjne
W końcowej części sesji w Koziegłowach, która odbyła się 30 kwietnia, pojawił się temat, który wykroczył poza bieżące procedowanie uchwał i dotknął jednej z najbardziej podstawowych kwestii bezpieczeństwa mieszkańców. Chodzi o sytuację osoby, która po zdarzeniu losowym na terenie gminy miała pozostać bez dachu nad głową. Jeden z radnych zwrócił się z wnioskiem, aby przeanalizować zasób lokali mieszkalnych będących w dyspozycji samorządu oraz sprawdzić, czy gmina rzeczywiście posiada lokal, który w nagłych przypadkach można szybko wykorzystać jako miejsce tymczasowego schronienia.
Sprawa została zgłoszona w punkcie dotyczącym wolnych wniosków. Radny Marek Kawalec wskazywał, że po jednym ze zdarzeń losowych w miejscowości położonej na terenie gminy mieszkaniec znalazł się w dramatycznej sytuacji życiowej. W jego ocenie samorząd powinien mieć przygotowaną realną odpowiedź na podobne przypadki, nie tylko w postaci doraźnej pomocy finansowej, ale także zabezpieczonego lokalu mieszkalnego, który można wykorzystać „w razie W”.
– W związku z tym prośba, aby na Komisji Społecznej przeanalizować możliwości lokalowe posiadanych w zasobie lokali mieszkalnych – mówił radny.
Samorządowiec podkreślał, że chodzi nie tylko o jednostkową sytuację, ale o systemowe przygotowanie gminy na podobne zdarzenia. Z jego wypowiedzi wynikało, że komisja powinna przyjrzeć się zarówno posiadanym lokalom, jak i zawartym umowom oraz wpływom do budżetu.
– Uważam, że taki jeden lokal mieszkalny „w razie W”, gdyby cokolwiek działo się komukolwiek na terenie gminy, powinniśmy mieć zabezpieczony. Stąd taka prośba o analizę posiadanych umów, warunków tych umów, jak i również wpływu do budżetu – wskazywał radny.
Wypowiedź nabrała bardziej polemicznego charakteru, gdy radny odniósł się do wcześniejszych rozmów prowadzonych w dniu zdarzenia. Zasugerował, że pojawiła się propozycja bardzo krótkiego zakwaterowania, choć – jak stwierdził – w innych przypadkach osoby korzystały z pomocy lokalowej znacznie dłużej.

– W dniu zdarzenia rozmawialiśmy z osobami, których tutaj nie będę wymieniać. Propozycja była zameldowania na tydzień, maksymalnie na dwa tygodnie, gdzie osoby niekoniecznie polskiego pochodzenia mieszkały znacząco, znacząco dłużej. I my za to płaciliśmy – mówił radny Kawalec.
Burmistrz Jacek Ślęczka zapewnił, że sprawa jest urzędowi znana, a reakcja nastąpiła już w dniu zdarzenia. Jak relacjonował, na miejscu pojawiły się odpowiednie służby i instytucje, w tym pracownicy zajmujący się ochroną i obroną cywilną, nadzór budowlany oraz pracownicy ośrodka pomocy społecznej. Włodarz poinformował również, że osobie poszkodowanej została już udzielona pomoc doraźna. Chodziło o wypłatę zasiłku celowego przeznaczonego na najpilniejsze potrzeby po zdarzeniu.
Ślęczka odniósł się także do zasadniczego pytania radnego, czyli kwestii lokalu awaryjnego. Jak zapewnił, gmina dysponuje obiektem socjalnym przeznaczonym właśnie na takie nadzwyczajne sytuacje. Wskazał również konkretną lokalizację. Chodzi o budynek przy ulicy Świętokrzyskiej.
Koziegłowy
Czy budynek przedszkola jest bezpieczny? Radny mówi o odpadającym tynku i realnym zagrożeniu
Podczas ostatniej sesji Rady Gminy i Miasta Koziegłowy już na etapie interpelacji i zapytań radnych pojawił się temat, który trudno potraktować jako zwykłą sprawę techniczną. Jeden z radnych zwrócił uwagę na stan budynku publicznego przedszkola w Koziegłowach. Jak mówił, z elewacji obiektu odpada tynk, a część elementów może stanowić zagrożenie dla dzieci oraz pracowników placówki. Sprawa od początku miała napięty przebieg, bo zanim radny odczytał interpelację, przewodnicząca przerwała mu, prosząc o wolniejsze i wyraźniejsze mówienie.
Temat, który podjął w trakcie sesji radny Bartłomiej Grzybek, dotyczył stanu technicznego budynku przedszkola w Koziegłowach. Już pierwsze zdania wskazywały, że chodzi nie tylko o jego estetykę, ale potencjalne bezpieczeństwo osób korzystających z obiektu.
– Chciałbym zwrócić uwagę na bardzo niepokojącą sytuację dotyczącą stanu technicznego budynku przedszkola w Koziegłowach. Z informacji, które do mnie docierają oraz własnych obserwacji wynika, że z elewacji budynku odpada tynk. Są również elementy, które mogą mieć znaczącą wagę i w przypadku upadku stanowić realne zagrożenia dla zdrowia i życia dzieci oraz pracowników placówki – mówił radny Grzybek.
W tym momencie wypowiedź została przerwana. Przewodnicząca zwróciła radnemu uwagę na sposób odczytywania interpelacji, co nadało tej części obrad wyraźnie nerwowy ton.
– Przepraszam, przepraszam. Proszę czytać wolno, wyraźnie, bo mówi pan jak kaczka i my tego nic nie rozumiemy. Żeby wszyscy usłyszeli – wypaliła nagle Joanna Kołodziejczyk.
Choć Kołodziejczyk chciała poprawić radnemu sposób wypowiedzi, to sama zaliczyła językowe wodowanie. Kaczka bowiem nie mówi – kaczka kwacze, a radny wyjaśnił, że właściwie to odczytuje pisemną interpelację.

– To jest pełny wniosek, interpelacja – odpowiedział Grzybek.
Kołodziejczyk poprosiła go o rozpoczęcie wypowiedzi od początku.
– Jeszcze raz, od początku, pomału, wolno, żeby każdy mógł usłyszeć – wyartykułowała, choć w tym przypadku najgłośniej wybrzmiał nie problem z dykcją radnego, lecz bardziej z kulturą prowadzenia obrad przez samą przewodniczącą.
Zanim radny wrócił do tematu przedszkola, odniósł się jeszcze do wcześniejszego stanowiska Joanny Kołodziejczyk w sprawie petycji mieszkańców Siedlca Dużego. Ten fragment również wywołał krótką wymianę zdań, ponieważ szefowa koziegłowskiej rady doprecyzowała, że nie poparła petycji, lecz wstrzymała się od głosu (wynik głosowania pokazuje, że jednak poparła – przyp. red.).
– W pierwszej kolejności dziękuję, że przekonałem panią wczoraj na komisji wspólnej i poparła pani petycję mieszkańców Siedlca Dużego – powiedział Bartłomiej Grzybek.
– Nie poparłam, wstrzymałam się – odpowiedziała przewodnicząca rady.
Przewodnicząca dopytywała, czy to również jest interpelacja skierowana do niej.
– Nie. Tylko chciałem podziękować. Mam okazję, więc dziękuję – odpowiedział jej radny wracając do właściwego tematu. – Dodatkowo pojawiają się sygnały, że problem może być związany z niedrożnością rynien i niewłaściwym odprowadzeniem wody, co prowadzi do zawilgocenia ścian i dalszej degradacji elewacji – kontynuował radny Grzybek zaznaczając, że w jego ocenie sytuacja wymaga pilnej reakcji.
W dalszej części wystąpienia podkreślił, że podobne sytuacje miały już występować wcześniej, choć dotąd nie doszło do wypadku. Zaznaczył jednak, że sam brak poszkodowanych nie może być argumentem za odkładaniem działań. Na koniec zaapelował o sprawdzenie stanu budynku, zabezpieczenie miejsc mogących stanowić zagrożenie oraz podjęcie prac naprawczych.
Do sprawy odniósł się burmistrz. Jacek Ślęczka podkreślił, że za obiekty użyteczności publicznej odpowiadają ich gospodarze, a w tym przypadku gospodarzem jest dyrektor przedszkola.
– Przekażę informację pani dyrektor – stwierdził włodarz.
Ślęczka zaznaczył jednak, że gmina co roku przeprowadza przeglądy techniczne obiektów i zapewniał, że przedszkole jest dopuszczone do użytkowania. W jego ocenie, zgodnie z opisem wynikającym z przeglądów, budynek nie stwarza zagrożenia.
– Niemniej jednak interpelację przyjmuję, ponieważ rozpoczęliśmy już przegląd, ale i wcześniej podjęliśmy decyzję, żeby pani dyrektor naszego przedszkola wystąpiła o środki finansowe na remont i modernizację tegoż obiektu – mówił burmistrz.
Koziegłowy
Szkoły na razie zostają, ale spór nie wygasa. Rodzice pytali o dokumenty, burmistrz mówił o demografii
Ostatnia sesja Rady Miasta i Gminy Koziegłowy w końcowej części ponownie skręciła w stronę tematu, który od miesięcy wywołuje największe emocje. Najważniejsza dyskusja dotyczyła reorganizacji oświaty, przyszłości szkół w Siedlcu Dużym i Gniazdowie oraz dostępu rodziców do dokumentów związanych z postępowaniem administracyjnym.
Najwięcej napięcia podczas sesji, która miała miejsce 30 kwietnia, przyniósł powrót do sprawy miejscowych szkół. Rodzice oczekiwali jasnej informacji o dokumentach związanych z postępowaniem dotyczącym reorganizacji, a radny Marek Kawalec dopytywał, czy materiały zostaną udostępnione publicznie. Wskazywał, że nie chodzi o wybiórcze przekazywanie informacji pojedynczym osobom, lecz o dokument, który powinien być dostępny dla zainteresowanych.
Burmistrz Jacek Ślęczka odpowiadał, że proces administracyjny jeszcze się nie zakończył, ponieważ samorząd czeka na ostateczne stanowisko ministra edukacji. Zapewniał jednak, że po zamknięciu postępowania dokumenty zostaną udostępnione społeczności szkolnej, rodzicom i zainteresowanym osobom.
Jednocześnie włodarz kilkakrotnie podkreślał, że kolejny rok szkolny ma rozpocząć się bez zmian organizacyjnych. Jak zapewniał, szkoły w Siedlcu Dużym i Gniazdowie prowadzą nabór, a 1 września dzieci mają normalnie wrócić do placówek.
– Na dzień dzisiejszy szkoły funkcjonują bez żadnych zmian. Zarówno dyrektor Szkoły Podstawowej w Siedlcu Dużym, jak i w Gniazdowie przeprowadzają nabór na rok szkolny 2026-2027. I 1 września na pewno będziemy się widzieć zarówno w szkole w Siedlcu Dużym, jak i w Gniazdowie – deklarował.
Nie oznacza to jednak końca problemu. Burmistrz wyraźnie zaznaczał, że samorząd chce określenia standardów oświatowych, w tym minimalnej liczby uczniów, od której zasadne jest uruchamianie oddziałów. Przywoływał demografię i przykład bardzo małych klas, wskazując, że w przyszłości część szkół może stanąć przed poważnymi problemami organizacyjnymi.

– My nie chcemy likwidować żadnej placówki. Chcemy tylko i wyłącznie, abyśmy wiedzieli, od jakiej liczby uczniów mamy otwierać rok szkolny – przekonywał Jacek Ślęczka.
Włodarz przypominał, że gmina złożyła do kuratora cztery wnioski dotyczące reorganizacji sieci placówek, a następnie odwołała się do ministra edukacji, ponieważ – jak mówił – nie zgadza się z częścią opinii kuratorium. Podkreślał też, że problem nie dotyczy wyłącznie Koziegłów, ale wielu samorządów, które mierzą się ze spadkiem liczby uczniów.
– Nie ma wygranych, nie ma przegranych. Jest sytuacja, z którą się zmierzyliśmy. Musimy się do niej przygotować i realizować. Mam nadzieję, że będziemy robić to wspólnie, odpowiedzialnie – mówił.
Najbardziej konkretna wymiana zdań dotyczyła jednak dostępu do dokumentów. Radny Marek Kawalec wielokrotnie pytał, czy informacja zostanie udostępniona rodzicom, czy nie. Zwracał uwagę, że chodzi o formalny dostęp do informacji publicznej, a nie nieoficjalne przekazanie materiałów.
– Nie udostępniamy z ręki dokumentów komuś na wniosek ustny, bo żyjemy w pewnym państwie prawa. Udostępniamy czy nie udostępniamy? – dopytywał.
Po prośbie o stanowisko mecenasa padło, że jeśli gmina posiada dokument, może go udostępnić z zachowaniem wymaganych ograniczeń, w tym ochrony danych. Z sali pojawiła się sugestia, by dokument opublikować w internecie, najlepiej w Biuletynie Informacji Publicznej lub w zakładce oświatowej.
– Te dokumenty będą dostępne, jeżeli tylko decyzja będzie w ręku gminy i miasta Koziegłowy. Będą zawieszone w dostępie do informacji publicznej, a jeżeli dokonamy pewnych ograniczeń RODO, udostępnimy bez danych wrażliwych – zapewniał Ślęczka.
Dyskusję domknęła uwaga Marka Kawalca, który podkreślił najważniejszy dla rodziców komunikat, iż obecny rok szkolny trwa normalnie, a kolejny również ma rozpocząć się 1 września bez zmian dla dzieci.
Koziegłowy
Komisja chciała uwzględnić petycję mieszkańców, rada powiedziała „nie”
Podczas ostatniej sesji w Koziegłowach wrócił jeden z najbardziej wrażliwych społecznie tematów ostatnich miesięcy, czyli przyszłość Szkoły Podstawowej w Siedlcu Dużym. Radni zajęli się petycją dotyczącą sprzeciwu wobec planu przekształcenia placówki, złożoną przez rodziców uczniów oraz mieszkańców. Choć komisja skarg, wniosków i petycji uznała, że petycja zasługuje na uwzględnienie, większość rady odrzuciła przygotowany projekt uchwały.
Sprawa dotyczy wcześniejszej decyzji rady z 27 stycznia, kiedy podjęto uchwałę intencyjną w sprawie zamiaru likwidacji Szkoły Podstawowej w Siedlcu Dużym oraz zamiaru przekształcenia Szkoły Podstawowej im. Alfreda Szklarskiego, wchodzącej w skład Zespołu Szkół w Koziegłowach. Już wtedy głosowanie pokazało, że temat nie jest jednoznaczny. Uchwała przeszła dziesięcioma głosami za, przy trzech głosach przeciwnych i dwóch wstrzymujących się.
Do rady trafiła jednak petycja mieszkańców, którzy sprzeciwili się planowanym zmianom. Komisja skarg, wniosków i petycji analizowała ją na posiedzeniach 26 lutego oraz 31 marca. Z przedstawionego podczas sesji uzasadnienia wynikało, że komisja podzieliła obawy rodziców i mieszkańców, a także opowiedziała się za utrzymaniem szkoły w dotychczasowej formie.
– 23 stycznia wpłynęła do Rady Gminy i Miasta Koziegłowy petycja „Stanowczy sprzeciw wobec planu przekształcenia Szkoły Podstawowej w Siedlcu Dużym”. Wnioskodawcami petycji są rodzice uczniów z tej szkoły oraz mieszkańcy naszej gminy – referował radny Bartłomiej Grzybek, przedstawiciel z ramienia komisji.
Jak odczytano dalej, autorzy petycji zwrócili się do rady o usunięcie z porządku obrad projektów uchwał dotyczących przekształcenia szkoły. W praktyce ich sprzeciw dotyczył kierunku zmian w lokalnej oświacie i obawy przed utratą placówki w dotychczasowym kształcie.
Przedstawiciel komisji przypomniał również przebieg wcześniejszych wydarzeń. Na wniosek burmistrza zwołano sesję na 27 stycznia, a w jej porządku znalazł się punkt dotyczący zamiaru likwidacji placówki w Siedlcu Dużym oraz przekształcenia szkoły w Koziegłowach. Uchwała została wówczas przyjęta większością głosów.

Mimo tej wcześniejszej decyzji komisja uznała, że argumenty zawarte w petycji powinny zostać uwzględnione. W projekcie uchwały zapisano wprost, że petycja „zasługuje na uwzględnienie”. Było to stanowisko odmienne od kierunku, który rada przyjęła w styczniu.
W uzasadnieniu wyraźnie zaakcentowano społeczną stronę sprawy. Komisja odwołała się do troski rodziców, uczniów i mieszkańców, którzy podpisali się pod sprzeciwem wobec likwidacji szkoły w Siedlcu Dużym oraz przekształcenia szkoły w Koziegłowach.
Jak dodano, stanowisko komisji nie było jednomyślne. Zostało przyjęte dwoma głosami za, przy jednym głosie przeciwnym. Po przedstawieniu projektu uchwały przewodnicząca zarządziła głosowanie. Wynik pokazał, że większość rady nie podzieliła rekomendacji komisji. Za przyjęciem projektu opowiedziało się pięciu radnych (Andrzej Chojnowski, Bartłomiej Grzybek, Marek Kawalec, Joanna Kołodziejczyk, Jacek Sularz), przeciw było ośmiu (Marcin Będkowski, Damian Cesarz, Piotr Gil, Leonard Jagoda, Michał Kubalski, Grażyna Sitek, Andrzej Szóstak, Przemysław Zenderowski), a dwóch wstrzymało się od głosu (Artur Kciuk, Rafał Zenderowski).

Po ogłoszeniu wyników na sali pojawiła się jednak pewna niejasność proceduralna. Przewodnicząca najpierw stwierdziła, że uchwała została podjęta, po czym doprecyzowała, że większość radnych była przeciwko projektowi, a więc rada nie przyjęła uchwały zakładającej uwzględnienie petycji.
– Głosowało pięć za, przeciw osiem, wstrzymujących się dwóch. Stwierdzam, że uchwała została podjęta. Uchwała została podjęta, jest przeciw, że nie przyjmujemy tej uchwały, żeby było jasne – mówiła przewodnicząca rady.
Koziegłowy
Szkoły pod ostrzałem i publiczne odpieranie zarzutów. W Koziegłowach wrócił spór o jakość nauczania
Podczas ostatniej sesji wróciły tematy, które już wcześniej budziły silne emocje wokół lokalnej oświaty. Choć w porządku obrad nie zapowiadało się na większą dyskusję, w końcówce posiedzenia odczytano dwa obszerne stanowiska odnoszące się do zarzutów, jakie wcześniej padły publicznie pod adresem lokalnych szkół. W centrum uwagi znalazły się zarówno sprawa jednego z uczniów Zespołu Szkół w Koziegłowach, jak i ocena poziomu kształcenia w Szkole Podstawowej w Siedlcu Dużym. To właśnie ten fragment obrad pokazał, jak cienka granica dzieli dziś samorządową debatę od otwartego konfliktu o reputację placówek, jakość nauczania i sposób interpretowania wyników egzaminacyjnych.
Gdy padło pytanie o zapytania i wolne wnioski, jeden z uczestników sesji upomniał się o odczytanie pisma dyrekcji Zespołu Szkół w Koziegłowach, wskazując, że podczas jednego ze spotkań z rodzicami padły poważne oskarżenia dotyczące procesu dydaktycznego i traktowania ucznia. W efekcie na sali wybrzmiało oficjalne stanowisko szkoły, które miało stanowić odpowiedź na wcześniejsze publiczne wypowiedzi.
W piśmie odczytanym podczas sesji podkreślono, że zarzuty formułowane wobec placówki nie znajdują potwierdzenia w dokumentacji ani w dotychczasowym przebiegu współpracy z rodziną dziecka.
– Z głębokim niepokojem przyjmuję fakt, iż w przestrzeni publicznej pojawiły się zarzuty, które nie znajdują odzwierciedlenia w rzeczywistości i nie były wcześniej zgłaszane w szkole w żadnej formie – odczytano w stanowisku dyrekcji.
W dokumencie szczegółowo odniesiono się do twierdzeń jednego z rodziców, który wcześniej sugerował niewłaściwe traktowanie ucznia, pomijanie go podczas zajęć, brak odpowiednich materiałów edukacyjnych, a także nieprawidłowości związane ze zmianą szkoły. Dyrekcja podkreśliła, że rodzicowi zaproponowano udział w spotkaniu z nauczycielami uczącymi dziecko w okresie jego nauki, jednak propozycja ta została odrzucona.

– Rodzic wskazał, że nie zamierza wracać do tej sprawy ani uczestniczyć w bezpośredniej konfrontacji, podkreślając jednocześnie, iż nie zgłasza zastrzeżeń wobec pracy szkoły – usłyszeli radni.
To zdanie wyraźnie kontrastowało z treścią wcześniejszych wypowiedzi, które miały padać publicznie podczas posiedzenia wspólnej komisji. Dyrekcja wskazała, że w związku z odmową udziału w spotkaniu zwrócono się do wychowawcy klasy o pisemne ustosunkowanie się do sprawy, a przygotowanie tego stanowiska wymagało czasu z powodu zwolnienia lekarskiego nauczyciela.
W dalszej części dokumentu mocno wybrzmiało stanowisko, że szkoła realizowała wszystkie zalecenia wynikające z orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego i zapewniała dziecku wsparcie adekwatne do jego potrzeb.
– Uczeń posiadający orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego był objęty kompleksowym i udokumentowanym wsparciem dostosowanym do jego indywidualnych potrzeb edukacyjnych, w tym wynikających z mutyzmu wybiórczego – odczytano na sesji.
Dyrekcja w piśmie zaznaczyła również, że współpraca z rodziną przez cały czas miała przebiegać w atmosferze zaufania, a wszelkie działania były konsultowane podczas spotkań.
– Regularnie raz w miesiącu odbywały się spotkania, podczas których analizowano postępy dziecka. W trakcie tych spotkań nie zgłaszano żadnych zastrzeżeń co do funkcjonowania ucznia w szkole ani jakości udzielanego wsparcia – wskazano.
W stanowisku odrzucono także sugestie, jakoby szkoła planowała pozostawienie ucznia na kolejnym etapie edukacyjnym w sposób arbitralny czy wymuszony.
– Należy przy tym podkreślić, że decyzja taka nie może zostać podjęta bez zgody rodziców i nie była nigdy przedstawiana jako działanie obligatoryjne – zaznaczono.
Najmocniejszy fragment pisma dotyczył jednak obrony dobrego imienia placówki i całego środowiska pedagogicznego.
– Z całą stanowczością sprzeciwiam się rozpowszechnianiu niezweryfikowanych i krzywdzących opinii, które godzą w dobre imię szkoły oraz całego środowiska pedagogicznego – padło w odczytanym stanowisku.
Na tym jednak nie zakończyła się dyskusja wokół miejscowej edukacji. Podczas tej samej części obrad odczytano również stanowisko rady pedagogicznej Szkoły Podstawowej w Sielcu Dużym. Jego ton również był wyraźnie obronny i stanowił odpowiedź na publicznie pojawiające się sugestie o niskim poziomie nauczania i słabych wynikach egzaminacyjnych placówki.
– Z dużym niepokojem przyjmujemy pojawiające się w wypowiedziach publicznych stwierdzenia sugerujące niski poziom kształcenia w naszej szkole lub wskazujące, że placówka od kilku lat osiąga najgorsze wyniki edukacyjne – przeczytano.
Rada pedagogiczna próbowała odpierać te zarzuty, przywołując konkretne wyniki egzaminu ósmoklasisty z poprzednich lat. Podkreślono, że szkoła miała osiągać bardzo dobre wyniki zarówno na tle gminy, jak i powiatu.
– W 2022 roku uczniowie Szkoły Podstawowej w Sielcu Dużym osiągnęli jedne z najlepszych wyników w gminie i bardzo wysokie wyniki w skali powiatu – wskazano. – Z języka polskiego szkoła uzyskała 73,56 – pierwsze miejsce w gminie oraz pierwsze miejsce w powiecie. Z matematyki 63,56 – pierwsze miejsce w gminie oraz czwarte miejsce w powiecie. Natomiast z języka angielskiego 74,44 – drugie miejsce w gminie oraz piąte miejsce w powiecie – wyliczano.
Jednocześnie podkreślono, że analiza wyników egzaminacyjnych w małych szkołach powinna być prowadzona ostrożnie i z uwzględnieniem niewielkiej liczby uczniów w poszczególnych rocznikach.
– W takich sytuacjach wynik jednego lub dwóch uczniów może znacząco wpływać na średnią szkoły, co jest zjawiskiem powszechnie znanym i wielokrotnie wskazywanym w analizach okręgowych komisji egzaminacyjnych – zaznaczono w stanowisku.
W dalszej części pisma rada pedagogiczna zwracała uwagę, że poziom szkoły należy oceniać nie tylko przez pryzmat egzaminów zewnętrznych, ale także sukcesów uczniów w konkursach oraz działań wychowawczych i społecznych.
– Uczniowie naszej szkoły zdobyli tytuły laureatów i finalistów konkursów przedmiotowych, co stanowi jedno z najwyższych potwierdzeń jakości pracy dydaktycznej oraz skutecznego wsparcia rozwoju uczniów zdolnych – podkreślono.
Także w tym przypadku zakończenie stanowiska miało wyraźnie polemiczny charakter.
– Rada pedagogiczna wyraża przekonanie, że wszystkie decyzje dotyczące przyszłości szkoły powinny być podejmowane w oparciu o rzetelną analizę danych, dialog ze środowiskiem szkolnym oraz z poszanowaniem pracy nauczycieli i dobra uczniów – wybrzmiało.
Po prezentacji obu stanowisk głos zabrała jedna z osób uczestniczących w obradach. Zaznaczyła, że nie zamierza już szerzej komentować sprawy, ale jednoznacznie wskazała, że przedstawione wcześniej dane dotyczące słabych wyników odnosiły się do konkretnego roku szkolnego, a nie do całokształtu funkcjonowania szkoły.
– My mamy brać średnią z kilku lat, natomiast o tym, co rada pedagogiczna chwaliła się za 2022 rok, to jest jeden rok – padło z sali.
W odpowiedzi na odczytane stanowiska głos zabrał także jeden z radnych, który przypomniał, że to on wywołał temat i uzasadnił potrzebę publicznego przedstawienia tych dokumentów. W jego ocenie emocjonalne oskarżenia padające w przestrzeni publicznej powinny zostać skonfrontowane z dokumentami i faktami.
– Łatwo w opinii publicznej, w emocjach rzucić oskarżenia. Niestety później, jak się okazuje, jak emocje opadną, sama rodzina przyznała, że te oskarżenia, które padły, nie mają odzwierciedlenia w prawdzie – mówił.
Odnosząc się do szkoły w Siedlcu Dużym, wskazał również na potrzebę szerszego udostępnienia danych o wynikach egzaminacyjnych, tak aby nie opierać dyskusji na wybiórczych ocenach.
– Chciałbym złożyć formalny wniosek, żeby burmistrz na stronie internetowej szkoły i w mediach społecznościowych zamieścił informacje o wynikach egzaminów ósmoklasisty, które są w oficjalnym dokumencie, w raporcie o stanie gminy – zaznaczył.
Podkreślił też, że nie chce sam interpretować wyników za wszystkich, ale oczekuje, by mieszkańcy mogli wyciągnąć własne wnioski na podstawie pełnych danych.
– Sami oceńcie wyniki. Ja tu nie chcę komentować, sami zobaczcie, jaki jest poziom nauczania w poszczególnych placówkach – zachęcał.
W jego wypowiedzi wybrzmiała także wyraźna krytyka dotychczasowego sposobu tłumaczenia słabszych rezultatów edukacyjnych.
– Już od poprzedniej kadencji rozmawialiśmy o wynikach i jak padły słabe wyniki w jednej ze szkół, nie była wina nauczycieli, nie była wina dyrekcji, to była wina uczniów. Drugiego roku to samo, nie jest wina nauczycieli, nie jest wina dyrekcji. I tutaj słyszymy kolejny raz podobne podejście – stwierdził.
Na zakończenie tej części obrad przewodnicząca zwróciła się do sekretarza z prośbą, aby sugestia samorządowca została przekazana burmistrzowi i zrealizowana w Biuletynie Informacji Publicznej.
– Wtedy ocenę każdy będzie miał indywidualną – podsumowano.
Koziegłowy
Na sesji o przestępstwach, pijanych delikwentach i absurdach systemu. Komendant nie gryzł się w język
Podczas ostatniej sesji Rady Gminy i Miasta Koziegłowy jednym z najważniejszych punktów obrad była informacja o stanie bezpieczeństwa i porządku publicznego na terenie samorządu oraz całego powiatu myszkowskiego. W sesji uczestniczył insp. Rafał Głuch, komendant powiatowy policji w Myszkowie, który przedstawił dane dotyczące przestępczości, zdarzeń drogowych, skuteczności pracy funkcjonariuszy, sytuacji kadrowej oraz stanu policyjnego taboru. Jego wystąpienie szybko wyszło jednak poza same statystyki. Na sali wybrzmiały także problemy systemowe, absurdalne procedury związane z osobami nietrzeźwymi, pytania o cyberprzestępczość i wyraźny apel o dalsze finansowe wspieranie policji przez samorządy.
Już na początku swojego wystąpienia komendant zaznaczył, że chce syntetycznie omówić poziom bezpieczeństwa publicznego na terenie gminy, choć w wielu miejscach będzie musiał odnosić się szerzej do sytuacji w całym powiecie myszkowskim. Z przedstawionych danych wynikało, że na terenie komisariatu obejmującego gminę Koziegłowy odnotowano 127 przestępstw, z czego 50 zakwalifikowano jako przestępczość kryminalną, a 21 dotyczyło pięciu wybranych kategorii przestępstw. W ramach Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa od 1 stycznia do 31 grudnia 2025 roku na obszarze miasta i gminy Koziegłowy naniesiono 159 zgłoszeń, z czego 53 zostały potwierdzone w zakresie ruchu drogowego. W obszarze prewencyjnym odnotowano 12 zgłoszeń, a cztery z nich uznano za zasadne.
Komendant przedstawił także dane dotyczące ruchu drogowego. Na omawianym obszarze w ubiegłym roku doszło do 162 zdarzeń drogowych, w tym siedmiu wypadków. Jak podkreślił, nie odnotowano jednak wypadków śmiertelnych. Mówił też o interwencjach. W przedstawionym okresie było ich 116, z czego 107 stanowiły interwencje domowe.
Najmocniej wybrzmiała jednak ogólna ocena bezpieczeństwa. Szef myszkowskiej policji nie pozostawiał wątpliwości, że w jego ocenie gmina pozostaje miejscem bezpiecznym, a wyniki jednostki na tle innych powiatów województwa śląskiego wypadają korzystnie.
– Oceniam bezpieczeństwo gminy Koziegłowy, jak i na terenie powiatu myszkowskiego na bardzo wysokim poziomie. Jeśli chodzi o przestępczość kryminalną, jej wykrycie to jest wykrycie jedno z najwyższych w całym województwie – mówił insp. Rafał Głuch.
W dalszej części wyjaśniał, że dynamika przestępczości, czyli porównanie liczby przestępstw z 2024 i 2025 roku, wynosi w Myszkowie 92 proc., co oznacza spadek o 8 proc. Dla porównania przywołał wyniki sąsiednich powiatów.

– Częstochowa – 101 proc., Kłobuck – 108 proc., Lubliniec – 97 proc., Tarnowskie Góry – 94 proc., Będzin – 107 proc., Zawiercie – 98 proc. – wskazywał komendant akcentując, że to najniższy wskaźnik wzrostu przestępczości w tej grupie jednostek.
Funkcjonariusz podkreślał też, że w minionym roku na terenie powiatu myszkowskiego nie odnotowano żadnej przestępczości rozbójniczej, czyli tej kategorii, która najbardziej kojarzy się mieszkańcom z bezpośrednim zagrożeniem dla życia i zdrowia.
W przypadku bójek i pobić mówił o pięciu zdarzeniach w skali powiatu, ale jednocześnie podkreślał stuprocentową wykrywalność sprawców. Znacznie gorzej wyglądała sytuacja przy kradzieżach z włamaniem. W tej kategorii wykrywalność wyniosła 57 proc. Komendant tłumaczył to specyfiką regionu, w którym znajduje się wiele domków letniskowych i nieruchomości użytkowanych sezonowo.
– Do tych domków ludzie przyjeżdżają raz na jakiś czas. Czasem na przykład na całe lato, a poza latem są tam na przykład raz w miesiącu, raz na dwa miesiące, raz na trzy. No i przyjeżdżają do domu, okazuje się, że miało miejsce włamanie, natomiast miało ono miejsce, powiedzmy sobie, na przykład dwa miesiące temu. Wszystkie ślady są zatarte, nie ma nic świeżego, więc jakby nasze możliwości wykrywcze w tym przypadku są znikomo małe – tłumaczył.
Sporo miejsca poświęcił także przestępstwom przeciwko mieniu, zwłaszcza kradzieżom. Wyjaśniał mechanizm tzw. przestępstwa przepołowionego, gdzie do wartości 800 zł czyn jest wykroczeniem, a powyżej tej kwoty – przestępstwem. Zwrócił uwagę, że nowe przepisy umożliwiają sumowanie kilku drobnych kradzieży w jedno przestępstwo, co ma uderzać w osoby, które z takich czynów uczyniły sobie stałe źródło dochodu.
Oprócz statystyk dotyczących przestępczości wybrzmiał też temat kadr. W końcu 2024 roku myszkowska komenda miała 11 wakatów, obecnie są to już tylko dwa. W międzyczasie jednostka zyskała jeszcze trzy dodatkowe etaty przekazane przez komendanta wojewódzkiego. Komendant zastrzegł jednak, że zmniejszenie liczby wakatów nie przekłada się automatycznie na natychmiastową obecność nowych policjantów na ulicach, bo proces wyszkolenia funkcjonariusza trwa około 10 miesięcy.
Bardzo mocno wybrzmiała natomiast kwestia wyposażenia, a zwłaszcza stanu policyjnych pojazdów. Tu obraz był znacznie mniej optymistyczny niż w statystykach przestępczości. Komendant mówił wprost o mocno wyeksploatowanym taborze i o tym, że największym problemem pozostają busy patrolowe.
– Obecnie mamy około 30 samochodów, przejeżdżamy rocznie około 700 tys. kilometrów. Z tych 30 prawie pojazdów mamy na przykład 4 busy. I tak, jeden z tych busów ma przebieg 422 tys. kilometrów, drugi 368, trzeci 271 tys. i ostatni 513 tys. kilometrów – wyliczał.
Dalej przedstawił pełniejszy obraz floty. Tylko pięć pojazdów miało przebieg do 50 tys. kilometrów, trzy miały od 50 do 100 tys., sześć od 100 do 200 tys., siedem od 200 do 300 tys., sześć od 300 do 400 tys., jeden od 400 do 500 tys., a jeden przekroczył już pół miliona kilometrów. Nie lepiej wygląda też wiek samochodów. Pięć miało do 3 lat, cztery od 4 do 5 lat, dziesięć od 6 do 10 lat, dziewięć od 11 do 20, a jeden ponad 21 lat.
W tym kontekście komendant przeszedł do najdelikatniejszego punktu swojego wystąpienia – prośby o wsparcie finansowe dla policji. Mówił o mechanizmie „50 na 50”, w którym połowę wartości pojazdu pokrywa Komenda Wojewódzka Policji w Katowicach lub Komenda Główna Policji, a drugą połowę samorządy. W jego ocenie najbardziej potrzebny jest obecnie duży bus patrolowy za 400 tys. zł, co oznaczałoby konieczność zebrania około 200 tys. zł ze strony samorządów. Rozkładając to na wszystkie gminy powiatu i starostwo, dawałoby to mniej więcej 33 tys. zł na jednostkę samorządową.
– Bardzo proszę rozważyć to, bo tak jak powiedziałem, to bezpieczeństwo jest także w zakresie działania gminy. Można je rozumieć także w taki sposób, aby wspierać policję w zakupach nowych pojazdów – apelował.
Najmocniejszy fragment jego wystąpienia dotyczył finansowania miejsc w izbie wytrzeźwień w Częstochowie. Jak mówił, Koziegłowy są jedyną gminą w powiecie myszkowskim, która zdecydowała się finansować takie miejsca. W praktyce – jak tłumaczył – oznacza to gigantyczne skrócenie policyjnych procedur wobec osób nietrzeźwych.
Policjant opisał w szczegółach, jak wygląda procedura, gdy taka osoba zostaje znaleziona na terenie powiatu, ale gmina nie finansuje miejsca w izbie wytrzeźwień. Wtedy patrol najpierw próbuje ustalić miejsce zamieszkania i odwieźć delikwenta do domu. Jeśli to się nie udaje lub rodzina odmawia przyjęcia, policjanci muszą wieźć go do Piekar Śląskich na badania lekarskie, a następnie do policyjnej izby zatrzymań w Zawierciu. Całość może trwać kilka godzin, a patrol jest wyłączony z działań na miejscu.
– Czasem ten człowiek naprawdę wytrzeźwieje. My go przywozimy do policyjnej izby zatrzymań w Zawierciu. Tam jest badany alkomatem i okazuje się, że delikwent już jest trzeźwy. I my go wtedy odwozimy do Myszkowa. Więc miał po prostu wycieczkę po Śląsku na koszt policji – mówił.
W przypadku Koziegłów schemat wygląda zupełnie inaczej, bo osoba nietrzeźwa trafia do Częstochowy, gdzie na miejscu bada ją lekarz, a potem można ją osadzić bez wielogodzinnego wożenia po regionie. Komendant mówił wprost, że to wsparcie jest dla policji nie do przecenienia.
W tym miejscu pojawił się też jeden z bardziej ironicznych momentów całej dyskusji. Jeden z radnych skwitował opisaną procedurę żartobliwą, ale jednocześnie dość kąśliwą uwagą o „darmowych badaniach”.
– Jeżeli będziemy sobie chcieli zrobić darmowe badania i będziemy za nich stać, wystarczy, że tak powiem, napijemy się, położymy się w rowie. Ktoś tam zadzwoni, kulturalnie poinformuje, że sobie leżymy, żona nie wpuści do domu. Zbadamy się, będziemy mieli wycieczkę i wrócimy do miejsca docelowego – mówił.
Komendant odpowiedział z dystansem, choć bez podważania absurdalności całej procedury.
– Nie wiem czy wszystkie, bo tego nie jestem w stanie zagwarantować. Natomiast ogólny stan zdrowia zostanie potwierdzony – odparł.
Nie zabrakło też pytań o nowe zagrożenia, przede wszystkim cyberprzestępczość. Inny z radnych poruszył temat połączeń telefonicznych wykonywanych z egzotycznych numerów, podejrzanych opłat oraz szerszego problemu oszustw wykorzystujących telefon i internet. Komendant przyznał, że nie zna dokładnie opisanego przez radnego schematu, ale potwierdził, że cyberprzestępczość stanowi dziś realne i rosnące wyzwanie, choć trudno ją precyzyjnie zdefiniować. Sporo miejsca poświęcił także oszustwom „na wnuczka”, „na policjanta” i fałszywym reklamom inwestycyjnym, które bazują na łatwowierności, strachu lub chęci szybkiego zysku.
– Przestępcy są bezczelni. Naprawdę – mówił Głuch.
Jeden z radnych zwrócił przy tym uwagę na coraz częstsze przypadki spoofingu, czyli podszywania się pod numery instytucji publicznych. Jak zauważył, dla starszych osób widok nazwy „Komenda Główna Policji” na ekranie telefonu działa paraliżująco i może być początkiem skutecznego oszustwa. Komendant nie pozostawił tu złudzeń, iż policja nie ma technicznych narzędzi, by ten proceder skutecznie wyeliminować.
W dalszej części dyskusji jeden z radnych zapytał wprost o to, jakie dziś komendant widzi największe zagrożenie dla mieszkańców Koziegłów i jak radni mogą pomóc, by ograniczyć liczbę incydentów. Odpowiedź znowu sprowadzała się głównie do bezpieczeństwa drogowego.
– Zagrożenie w zakresie ruchu drogowego. Dlaczego? Dlatego, że one są poważne, nieoczekiwane i mogą dotknąć każdego – nadmienił komendant.
Podkreślał przy tym, że gmina już inwestuje i powinna dalej inwestować w lepszą infrastrukturę, oddzielanie ruchu pieszego i rowerowego od samochodowego, czytelne drogi i ścieżki rowerowe. Wspomniał także o przemocy domowej i skuteczności nowych narzędzi, w tym tzw. nakazów-zakazów, które pozwalają natychmiast odseparować sprawcę od ofiary.
Koziegłowy
Podejrzany o krzywdzenie dzieci organista aresztowany na trzy miesiące po przedstawieniu zarzutów
Zarzuty seksualnego wykorzystania małoletnich usłyszał 21-letni Mateusz R. – organista i student ratownictwa medycznego. Prokuratura Okręgowa w Częstochowie prowadzi śledztwo dotyczące zdarzeń, do których miało dojść w jednej ze szkół podstawowych w położonym w gminie Koziegłowy Winownie. Mężczyzna został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące.
Szerzej o tej bulwersującej sprawie pisaliśmy tutaj. Podejrzany został zatrzymany we wtorek na polecenie prokuratora. W środę przedstawiono mu zarzuty dotyczące wykorzystania w lutym sześciu uczniów. Jak poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie, prokurator Tomasz Ozimek, mężczyzna nie przyznał się do winy i złożył obszerne wyjaśnienia.
Po przesłuchaniu śledczy skierowali do sądu wniosek o zastosowanie tymczasowego aresztu. Sąd Rejonowy w Częstochowie przychylił się do wniosku, wskazując na powagę zarzutów oraz ryzyko utrudniania postępowania.
Z ustaleń prokuratury wynika, że podejrzany miał działać podstępnie, wykorzystując pretekst przeprowadzania badań profilaktycznych uczniów.
Śledztwo wszczęto po zawiadomieniu złożonym przez dyrekcję szkoły. Początkowo sprawą zajmowała się Prokuratura Rejonowa w Myszkowie, jednak ze względu na jej wagę postępowanie przejęła Prokuratura Okręgowa w Częstochowie.

Według śledczych Mateusz R. miał zaproponować przeprowadzanie bilansów zdrowotnych uczniów w ramach rzekomych praktyk studenckich. Tymczasem – jak wynika z ustaleń – uczelnia nie zlecała takich działań, a tego rodzaju badania nie są elementem programu studiów.
Podejrzanemu grozi kara od 5 do 20 lat pozbawienia wolności, a w najpoważniejszych przypadkach nawet dożywotnie więzienie. Prokuratura analizuje, czy liczba pokrzywdzonych nie jest większa oraz czy podobne zdarzenia mogły mieć miejsce w innych placówkach.
Z uwagi na dobro małoletnich śledczy nie ujawniają szczegółowych informacji dotyczących ofiar.
Koziegłowy
Organista zatrzymany po „badaniach” dzieci. Co się działo w katolickiej szkole w Winownie?
Prokuratura Okręgowa w Częstochowie prowadzi śledztwo dotyczące podejrzenia wykorzystania seksualnego dzieci w jednej ze szkół podstawowych w powiecie myszkowskim. Sprawa, która od kilku tygodni budziła niepokój w lokalnej społeczności, nabrała ciężaru po zatrzymaniu mężczyzny mogącego mieć związek z tymi zdarzeniami.
Do zdarzeń miało dojść w Winownie w gminie Koziegłowy, gdzie funkcjonuje szkoła prowadzona przez Stowarzyszenie Przyjaciół Szkół Katolickich. Sprawę ujawnił myszkowski dziennikarz Jarosław Mazanek powołując się na mieszkańców, dla których sprawa już wcześniej była przedmiotem rozmów w lokalnej społeczności. Mężczyzna, którego dotyczy postępowanie, był osobą znaną w środowisku. Pełnił funkcję organisty w parafii, a także angażował się w działalność Ochotniczej Straży Pożarnej w Pińczycach.
Według ujawnionych informacji zaproponował on przeprowadzanie tzw. bilansów zdrowotnych uczniów w ramach praktyk związanych ze studiami na kierunku medycznym. Dyrekcja szkoły wyraziła zgodę na realizację takich działań.
Zgłoszenie dotyczące możliwych nieprawidłowości miało pochodzić od jednego z rodziców. Ostatecznie szkoła – jak wynika z artykułu Mazanka – złożyła zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej w Myszkowie jeszcze przed feriami zimowymi.
Bilans zdrowotny ucznia jest elementem systemu profilaktycznej opieki zdrowotnej i powinien być przeprowadzany wyłącznie przez uprawniony personel medyczny, z zachowaniem określonych procedur, w tym zasad intymności oraz – w określonych przypadkach – za zgodą rodziców.

Co ważne, student kierunków medycznych nie posiada uprawnień do samodzielnego wykonywania takich badań bez nadzoru i formalnego umocowania. W praktyce oznacza to, że dopuszczenie osoby z zewnątrz do tego typu czynności powinno wiązać się ze szczególną ostrożnością.
Według relacji dziennikarza pojawiły się poważne zarzuty dotyczące sposobu przeprowadzania badań, w tym naruszania granic intymności dzieci. Okoliczności te są obecnie weryfikowane przez śledczych.
W połowie marca sprawę przejęła Prokuratura Okręgowa w Częstochowie. Jak poinformował jej rzecznik, postępowanie dotyczy podejrzenia wykorzystania seksualnego małoletnich i ma poważny charakter.
Śledczy prowadzą intensywne czynności procesowe, w tym przesłuchania świadków. Na tym etapie nie ujawniają szczegółów dotyczących liczby potencjalnych pokrzywdzonych ani ich wieku. Wiadomo, że dzieci były przyjmowane pojedynczo, a badania odbywały się w zamkniętym pomieszczeniu.
Na polecenie prokuratury zatrzymano podejrzewanego w sprawie mężczyznę. Na obecnym etapie nie poinformowano jeszcze o przedstawieniu mu zarzutów ani o terminie przesłuchania zatrzymanego. Prokuratura potwierdza jedynie, że czynności w sprawie są kontynuowane. Jeżeli te się potwierdzą, sprawcy grozić będzie od 2 do 15 lat pozbawienia wolności.
W Winownie doszło już do zmian personalnych. W parafii zatrudniono nowego organistę.
Koziegłowy
Piętnaście hektarów w ogniu. Strażacy mówią wprost: To nie jest przypadek
W sobotę, 14 marca, w Koziegłowach rozległy się syreny strażackie. Płonęły suche trawy. Ogień szybko objął rozległy teren nieużytków i w krótkim czasie rozprzestrzenił się na dużej powierzchni. Do akcji skierowano dziewięć zastępów straży pożarnej. Strażacy walczyli z żywiołem przez kilka godzin. Kiedy sytuację w końcu udało się opanować, bilans był jasny – około 15 hektarów spalonego terenu.
Takie pożary zawsze wyglądają podobnie. Najpierw pojawia się niewielki ogień, często gdzieś na skraju łąki lub pola. Potem wystarczy wiatr i kilka minut, by płomienie zaczęły wędrować dalej. Suche trawy stają się idealnym paliwem, a ogień przeskakuje z miejsca na miejsce, nabierając siły.
Strażacy nie ukrywają, że w ogromnej części przypadków nie jest to dzieło natury. Wypalanie traw wciąż bywa traktowane jak wiosenny rytuał – szybki sposób na „posprzątanie” pola czy łąki. Problem w tym, że to jeden z najbardziej niebezpiecznych mitów, jakie wciąż funkcjonują na wsi.
Ogień nie tylko niszczy roślinność. Zabija zwierzęta, które nie mają szans na ucieczkę – ptaki gniazdujące przy ziemi, małe ssaki, płazy czy owady. Spala również warstwę gleby, która odpowiada za jej żyzność. Wbrew obiegowym opiniom wypalanie nie poprawia jakości ziemi, a wręcz przeciwnie – prowadzi do jej degradacji.
Jest jeszcze jeden aspekt. To bezpieczeństwo ludzi. Pożary traw bardzo łatwo wymykają się spod kontroli. Zdarza się, że płomienie docierają do zabudowań, lasów albo infrastruktury technicznej. W takich sytuacjach zagrożenie przestaje być lokalne.
– Przypominamy, że wypalanie traw jest niebezpieczne i zabronione. Każdego roku prowadzi do wielu pożarów stanowiących zagrożenie dla ludzi, zwierząt oraz środowiska – podkreślają strażacy z myszkowskiej komendy Państwowej Straży Pożarnej.
Pożar w Koziegłowach z 14 marca to kolejny przykład tego, jak jedna nieodpowiedzialna decyzja potrafi uruchomić wielogodzinną akcję ratowniczą. I jak łatwo kilkanaście hektarów terenu zamienia się w czarną, spaloną przestrzeń.
Koziegłowy
Śmiertelny wypadek w Starej Hucie. 21-letni kierowca był pod wpływem alkoholu, teraz trafił za kraty
Sąd zdecydował o zastosowaniu tymczasowego aresztu wobec 21-letniego kierowcy podejrzanego o spowodowanie tragicznego wypadku drogowego w miejscowości Stara Huta w gminie Koziegłowy. W wyniku zdarzenia śmierć na miejscu poniósł 33-letni pasażer samochodu osobowego. Decyzja o aresztowaniu zapadła na wniosek policjantów oraz prokuratora prowadzącego sprawę.
Do wypadku doszło w czwartek około godz. 20.30 na ulicy Myszkowskiej w Starej Hucie. Z dotychczasowych ustaleń funkcjonariuszy wynika, że kierujący osobowym oplem 21-letni mieszkaniec powiatu myszkowskiego z nieustalonych przyczyn stracił panowanie nad pojazdem. Samochód uderzył w przydrożne drzewo, a następnie dachował.
Pasażerem pojazdu był 33-letni mieszkaniec Dąbrowy Górniczej. Mężczyzna w wyniku odniesionych obrażeń zginął na miejscu zdarzenia, mimo podjętych działań ratunkowych.
Policjanci ustalili również, że kierujący samochodem znajdował się w stanie nietrzeźwości. Badanie alkomatem wykazało w jego organizmie niemal promil alkoholu. Po zatrzymaniu mężczyzna został przekazany do dyspozycji prokuratury.

W piątek sąd przychylił się do wniosku śledczych i zastosował wobec 21-latka środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztu na okres jednego miesiąca. Postępowanie w sprawie tragicznego wypadku jest w toku, a śledczy wyjaśniają wszystkie okoliczności zdarzenia.
Za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym w stanie nietrzeźwości podejrzanemu grozi kara nawet do 20 lat pozbawienia wolności.
Koziegłowy
Tragiczny wypadek pod Koziegłowami. Samochód uderzył w drzewo, nie żyje młody mężczyzna
W czwartkowy wieczór w miejscowości Stara Huta doszło do tragicznego w skutkach wypadku drogowego. Samochód osobowy z nieustalonych dotąd przyczyn zjechał z jezdni i uderzył w przydrożne drzewo. W wyniku zdarzenia zginął jeden z pasażerów pojazdu. Na miejscu przez kilka godzin pracowały służby ratunkowe i policja, która wyjaśnia dokładne okoliczności tragedii.
Do zdarzenia doszło około godz. 20.35 na ulicy Myszkowskiej w Starej Hucie. Jak informują funkcjonariusze policji, kierujący osobowym oplem z nieustalonych przyczyn stracił panowanie nad pojazdem.
Siła uderzenia była bardzo duża. Pojazd został poważnie zniszczony, a ratownicy natychmiast rozpoczęli działania ratunkowe. W wyniku wypadku śmierć poniósł 32-letni pasażer samochodu. Mimo podjętych działań ratowniczych jego życia nie udało się uratować. Kierujący pojazdem 21-latek został natomiast przetransportowany do szpitala.
Na miejscu pracowały wszystkie służby ratunkowe – straż pożarna, policja oraz zespół ratownictwa medycznego. W trakcie prowadzonych działań wprowadzono zmiany w organizacji ruchu.

Dokładne przyczyny wypadku będą ustalane w toku prowadzonego postępowania. Funkcjonariusze analizują przebieg zdarzenia i zbierają materiał dowodowy, który pozwoli wyjaśnić, dlaczego samochód zjechał z drogi.
Policja przypomina jednocześnie o konieczności zachowania szczególnej ostrożności na drodze, zwłaszcza w godzinach wieczornych i nocnych.
– Apelujemy do kierowców o ostrożność – podkreślają mundurowi.
Koziegłowy
Nowe perspektywy dla uczniów. Liceum z Koziegłów nawiązało współpracę z częstochowską uczelnią
Liceum Ogólnokształcące im. Marii Skłodowskiej-Curie w Koziegłowach podpisało porozumienie o współpracy z Politechniką Częstochowską. Umowa została zawarta z Wydziałem Infrastruktury i Środowiska oraz Wydziałem Informatyki i Sztucznej Inteligencji, a jej głównym celem jest rozwijanie wspólnych działań edukacyjnych i naukowych.
Podpisane porozumienie otwiera przed uczniami nowe możliwości rozwoju oraz bliższego kontaktu ze środowiskiem akademickim. Współpraca zakłada realizację wspólnych projektów naukowych i edukacyjnych, organizację inicjatyw rozwijających zainteresowania młodzieży, a także wspólne aplikowanie o środki zewnętrzne na przedsięwzięcia wspierające rozwój kompetencji uczniów.
Istotnym elementem porozumienia jest możliwość korzystania przez uczniów liceum z zaplecza naukowego Politechniki Częstochowskiej. Dzięki temu młodzież będzie mogła brać udział w zajęciach laboratoryjnych, warsztatach oraz wydarzeniach organizowanych przez uczelnię, poznając nowoczesne technologie i rozwiązania stosowane w naukach technicznych oraz informatyce.
– W ramach współpracy uczniowie zyskają również możliwość uczestnictwa w szkołach letnich, praktykach oraz specjalistycznych szkoleniach przygotowywanych przez pracowników uczelni. To ważny krok w kierunku jeszcze lepszego przygotowania uczniów do studiów oraz przyszłej kariery zawodowej – cieszy się dyrekcja placówki.
Koziegłowy
Wsiadł jak pasażer. Chwilę później bił kierowcę i chciał ukraść busa
Sąd Rejonowy w Myszkowie wydał wyrok w głośnej sprawie napadu na kierowcę busa kursującego na trasie z Częstochowy do Krakowa. 25-letni obywatel Ukrainy, który podczas kursu zaatakował kierowcę i próbował przejąć pojazd, został skazany na 5 lat więzienia.
Do zdarzenia doszło 13 lipca ubiegłego roku. Mężczyzna wsiadł do busa w Częstochowie jako zwykły pasażer. Nic nie zapowiadało dramatu. W trakcie trasy kolejni pasażerowie wysiadali, aż w końcu w pojeździe zostali tylko on i kierowca.
Gdy bus przejeżdżał przez Lgotę Nadwarcie w powiecie myszkowskim, sytuacja nagle wymknęła się spod kontroli. 25-latek podszedł do kierowcy i zaczął bić go pięściami w głowę, próbując zmusić go do oddania pojazdu. Krzyczał przy tym słowa sugerujące, że ma broń.
Atak nastąpił w trakcie jazdy, co mogło skończyć się tragedią. Kierowca zdołał jednak zachować zimną krew. Zatrzymał busa, wybiegł z pojazdu i zabrał kluczyki ze stacyjki, uniemożliwiając napastnikowi ucieczkę.
Chwilę później zatrzymał przejeżdżający samochód. Pasażerowie tego auta pomogli mu obezwładnić agresora i przytrzymać go do przyjazdu policji. Podczas zatrzymania nie znaleziono przy nim żadnej broni.
Śledczy ustalili, że napastnik próbował przejąć pojazd wart około 100 tys. zł. W trakcie postępowania przyznał się do przestępstwa, ale twierdził, że nie pamięta dokładnie przebiegu zdarzenia, ponieważ wcześniej zażył haszysz.
Prokuratura postawiła mu zarzut usiłowania rozboju w celu kradzieży pojazdu. Sąd uznał go za winnego i skazał na 5 lat pozbawienia wolności, a także zobowiązał do zapłaty 2 tys. zł zadośćuczynienia dla pokrzywdzonego kierowcy.
Koziegłowy
Sesja nadzwyczajna pod znakiem emocji i oskarżeń. Koziegłowy zdecydowały o likwidacji szkół mimo protestów
Nadzwyczajna sesja Rady Gminy i Miasta Koziegłowy, zwołana na wniosek burmistrza w trybie pilnym, przerodziła się w jedno z najbardziej napiętych i emocjonalnych posiedzeń tej kadencji. W centrum obrad znalazły się uchwały dotyczące zamiaru likwidacji szkół podstawowych w Gniazdowie i Siedlcu Dużym oraz ich przekształcenia w filie szkoły w Koziegłowach. Decyzje te wywołały zdecydowany sprzeciw części radnych, dyrektorów placówek, rodziców oraz zaproszonych gości, w tym posła Marcina Józefaciuka.
Już na początku sesji, która odbyła się kilka dni po zwyczajnej, o której pisaliśmy tutaj, doszło do proceduralnych spięć. Radni wnioskowali o zmianę porządku obrad tak, aby umożliwić wypowiedzi zaproszonych gości jeszcze przed głosowaniami nad uchwałami. Po kilkunastominutowej wymianie zdań, za zgodą burmistrza, wolne wnioski zostały przesunięte na wcześniejszy punkt obrad. Sama dyskusja o procedurze zapowiadała temperaturę dalszej części posiedzenia.
Jako jedna z pierwszych głos zabrała Roksana Szczygieł, dyrektor Szkoły Podstawowej w Siedlcu Dużym, która w emocjonalnym, ale merytorycznym wystąpieniu przedstawiła dorobek placówki i sprzeciwiła się sprowadzaniu jej przyszłości do rachunku ekonomicznego.
– Szkoła w Siedlcu Dużym to nie tylko budynek. To nowoczesna, dobrze wyposażona placówka z wykwalifikowaną kadrą, wsparciem psychologiczno-pedagogicznym i realnymi sukcesami, potwierdzonymi nagrodami ogólnopolskimi i międzynarodowymi – mówiła. – Szkołę można zamknąć w tabeli kosztów, ale nie da się w niej zapisać poczucia bezpieczeństwa dzieci, relacji i zaufania. Proszę, by ta decyzja nie była wyłącznie decyzją administracyjną – dodała.
Jeszcze ostrzejsze stanowisko zaprezentował obecny na sesji łódzki poseł Marcin Józefaciuk, który podkreślał, że procedowane uchwały, mimo nazywania ich intencyjnymi, w praktyce wywołują realne skutki prawne.
– Nie mówimy dziś o murach i tabelach, mówimy o dzieciach. O siedmiolatkach, które będą wstawać o świcie, by spędzać godziny w autobusach – podkreślił. – Likwidacja małej szkoły nie jest neutralnym ruchem organizacyjnym. To ingerencja w proces rozwojowy dziecka, którego skutków nie da się cofnąć – przekonywał zebranych.
Poseł wskazywał również na możliwe naruszenia standardów konstytucyjnych i europejskich.
– Prawo do nauki to nie jest wskazanie innej szkoły na mapie. To realna dostępność. Jeżeli realizacja tego prawa oznacza chroniczne zmęczenie dzieci, to prawo przestaje być realizowane – dodał.
W toku debaty wielokrotnie powracał zarzut braku pełnych i rzetelnych analiz finansowych. Część radnych wskazywała, że podejmują decyzję bez kompletu danych, mimo wcześniejszych interpelacji.
– Złożyłem interpelację w styczniu i do dziś nie otrzymałem odpowiedzi. Jak mamy głosować nad tak poważną sprawą bez rzetelnych informacji? – pytał jeden z radnych.
Inny samorządowiec zwrócił uwagę na charakter uchwał.
– To nie jest uchwała intencyjna. Ona przesądza termin likwidacji, sposób realizacji obowiązku szkolnego i zobowiązuje burmistrza do konkretnych działań. To jest uchwała merytoryczna – nadmienił.
Głos zabrali także rodzice uczniów, którzy nie kryli rozgoryczenia sposobem prowadzenia całego procesu.
– Nie wierzymy w argumenty o demografii. Dlaczego analizuje się tylko dwie szkoły, skoro w jednej z nich liczba uczniów rośnie? – mówił jeden z mieszkańców.
– Niech ktoś wreszcie odważnie powie, dlaczego ta szkoła ma być zamknięta – padło z sali.
Rodzice wskazywali również na praktyczne skutki decyzji.
– Nasze dzieci zamiast czasu na naukę będą spędzać godziny w autobusach. To nie są równe szanse – ubolewano.
Burmistrz Jacek Ślęczka, odpowiadając na zarzuty, podkreślał, że samorząd stoi przed nieuniknionymi decyzjami wynikającymi z demografii i finansowania oświaty.
– Nie jesteśmy wyjątkiem. To problem wszystkich samorządów w Polsce. Intencją gminy nie jest pogarszanie jakości oświaty. Chcemy zachować edukację najmłodszych jak najbliżej miejsca zamieszkania, tworząc filie klas I-III – skwitował.

Włodarz zapewniał również, że po podjęciu uchwał rozpoczną się rozmowy z rodzicami i nauczycielami.
– Nie zostawimy państwa samych sobie. Jakakolwiek będzie decyzja, dzieci pozostają naszym obowiązkiem – obiecał.
Mimo wielogodzinnej debaty, ostrych polemik, wniosków formalnych i apeli o wstrzymanie decyzji do czasu przedstawienia pełnych analiz, radni przystąpili do głosowania. Uchwała dotycząca szkoły w Gniazdowie została przyjęta stosunkiem głosów 10 za, 5 przeciw. Analogicznie przyjęto uchwałę w sprawie placówki w Siedlcu Dużym, mimo zgłoszonego wniosku o jej odrzucenie.
Decyzja zapadła, ale emocje nie opadły. Wielu uczestników sesji opuszczało salę obrad z poczuciem, że kluczowe rozstrzygnięcia podjęto w atmosferze pośpiechu, niedopowiedzeń i bez realnych konsultacji społecznych.
Intensywna dyskusja toczyła przeniosła się później na facebookowy profil wPowiecie (Powiat Myszkowski – przyp. red.).
– W tym wszystkim w ogóle nie ma dobra naszych dzieci. Dzieci są nasze, jakby się nam rodzicom wydawało, a jednak decyduje o nich gmina. Dla dobra dzieci mamy pozwolić i potulnie prowadzić je do szkoły oddalonej tylko 15 minut drogi od szkoły macierzystej. Mamy oddać dzieci do szkoły 7-krotnie większej liczbowo. I tam według pana Kubalskiego będą zauważone. Będą zauważone te dzieci, które przerośnie zmiana otoczenia, zmiana liczebności dzieci w klasie, zmiana nauczycieli – ubolewała Olga Strąk. – Oni mają już wszystko ułożone i ma się zadziać tak jak oni sobie to wymyślili. Nie ważne są nasze dzieci. Nie ważni jesteśmy my, rodzice. Nie ważna jest przyszłość młodego pokolenia. Na konkretne pytania nie było konkretnych odpowiedzi. W zamian za to było motanie się, przesuwanie mikrofonu od jednego do drugiego lub cisza. I mówienie wciąż tego samego, nie zważając, że nie tyczyło się to zadanego pytania – dodała zrezygnowana.
Do jej stanowiska odniosła się radna powiatowa Dorota Kaim Hagar.
– Gdyby chodziło o dobro dzieci i uszanowanie rodziców, to przed sesją radny Bartłomiej Grzybek oraz Marek Kawalec uzyskaliby odpowiedzi na swoje interpelacje. Gdyby liczyła się oświata i dobrostan dzieci, to przed podejściem do tematu likwidacji placówek oświatowych, wykonano by porządne analizy, obejmujące mocne i słabe strony, wszystkich małych szkół podstawowych w gminie. Tempo prac oraz sposób w jaki są prowadzone wskazuje, że te dwie szkoły zostały przeznaczone do zamknięcia szybko i bez gadania, a wszystkie dyskusje z naszymi „bezradnymi” mijały się z celem od samego początku. No cóż, myślę że cała 10 likwidatorów szkół wraz z naszym włodarzem mogą być dumni, przejdą do historii. Ktoś zapytał burmistrza, ile kosztuje „Festiwal z Kopyta” czym go bardzo zdenerwował, a ja uważam, że to bardzo zasadne pytanie, ile gmina wydaje na promowanie co niektórych polityków. Bo de facto do tego się te festyny sprowadzają, ale żeby utrzymać szkołę to kasy nie ma – skwitowała.
Koziegłowy
Sesja w Koziegłowach rozjechała się na procedurze. Kłótnia o porządek obrad przykryła dyskusję o szkołach
Rodzice i mieszkańcy – zwłaszcza z Gniazdowa i Siedlca Dużego – przyszli 22 stycznia na sesję Rady Gminy i Miasta Koziegłowy w konkretnym celu. Chcieli usłyszeć, co dalej z planowanymi zmianami w lokalnych szkołach. Władze przygotowały dwa projekty uchwał dotyczące zamiaru likwidacji placówek, a przewodnicząca od początku sygnalizowała, że to właśnie te punkty mają być procedowane jako pierwsze. Szybko okazało się jednak, że sesja nie wejdzie w merytorykę. Obrady niemal natychmiast ugrzęzły w proceduralnym chaosie, niejasnym głosowaniu i sporze o to, co właściwie rada przegłosowała. Wniosek o wykreślenie z porządku obrad punktów dotyczących szkół złożył radny Marek Kawalec – i to on uruchomił sekwencję zdarzeń, które zdominowały posiedzenie.
Formalnie wszystko zaczęło się standardowo od przywitania gości, sprawdzenia kworum i potwierdzenia obecności w systemie. Już po chwili przewodnicząca zaproponowała, by punkty dotyczące oświaty przesunąć na początek – ze względu na obecność mieszkańców, a rada tę zmianę zaakceptowała.
I wtedy, zanim rozpoczęto procedowanie uchwał, radny Marek Kawalec zgłosił wniosek formalny, aby wycofać z porządku obrad dwa punkty – dotyczące zamiaru likwidacji szkoły w Gniazdowie oraz szkoły w Siedlcu Dużym. W tle było jasno sformułowane uzasadnienie, iż brak jest pełnych danych i przekonanie, że analizę ograniczono do wybranych szkół, zamiast spojrzeć na całą sieć oświatową gminy.
W tym momencie sesja powinna przejść do prostego mechanizmu, w myśl którego prowadząca obrady Joanna Kołodziejczyk odczytuje treść wniosku, radni głosują „za” lub „przeciw” jego przyjęciu, a wynik przesądza, czy punkty zostają, czy wypadają z porządku obrad. Zamiast tego pojawiła się kolejna, równoległa zmiana w porządku. Przewodnicząca zaproponowała dołożenie nowego punktu dotyczącego sprzedaży nieruchomości w Koziegłowach i przesunięcie go na dalszą część obrad. Rada to przegłosowała, co już na starcie rozbiło rytm sesji i podbiło wrażenie improwizacji.
Największy problem zaczął się przy próbie przegłosowania wniosku Kawalca. Sposób sformułowania głosowania był nieprecyzyjny, a komunikaty ze strony prowadzącej obrady mieszały dwa różne porządki: odrzucenie wniosku radnego i wykreślenie punktów z porządku obrad. Padały sformułowania, które – w praktyce – mogły być interpretowane na dwa przeciwstawne sposoby, a w tle działał jeszcze system elektroniczny, do którego wniosek musiał zostać technicznie wprowadzony przez informatyka.
To wprowadziło dodatkową warstwę niepewności. Czy treść, którą radni widzą na ekranie, odpowiada temu, co padło z mównicy? Czy głosują nad tym samym? Kawalec próbował doprecyzować, że jego intencją jest wykreślenie dwóch punktów, a nie „odrzucanie wniosku o odrzucenie”. Przewodnicząca z kolei konsekwentnie utrzymywała, że pytanie było jasne i że rada głosowała nad odrzuceniem wniosku radnego.

W pewnym momencie spór stał się już nie dyskusją o oświacie, tylko o podstawowej kwestii: co rada właśnie przegłosowała. Radny domagał się wyświetlenia dokładnej treści wniosku wprowadzonej do systemu, przewodnicząca naciskała na szybkie przejście dalej, a w tle pojawiła się propozycja przerwy „na uporządkowanie” wniosku. Paradoks polegał na tym, że przerwa została zaproponowana już po tym, jak – według jednej interpretacji – głosowanie miało się odbyć, a według drugiej – zostało przeprowadzone nad niewłaściwie opisanym punktem.
Efekt był typowy dla proceduralnego konfliktu. Im dłużej trwała wymiana zdań, tym mniej klarowne było, czy rada jest jeszcze w fazie głosowania, czy już w fazie interpretowania wyniku.
Kulminacją było publiczne przyznanie ze strony przewodniczącej Kołodziejczyk, że rada nie zrozumiała wniosku i że nie ma pewności, nad czym głosowała. W sytuacji, gdy na sali siedzieli mieszkańcy, a temat dotyczył likwidacji szkół, taka deklaracja brzmiała jak formalna kapitulacja prowadzenia obrad.
Żeby przerwać spór i uniknąć zarzutów o manipulację, przewodnicząca ostatecznie podjęła decyzję, że punkty dotyczące szkół zostają zdjęte z porządku obrad, a rada przechodzi do dalszych uchwał. Innymi słowy: temat, dla którego przyszli mieszkańcy, został odsunięty – i to nie po merytorycznej debacie, lecz po proceduralnym zderzeniu. Kawalec otwarcie zapowiedział, że sprawa wróci na sesji nadzwyczajnej i skomentował, że to, co wydarzyło się na sali, będzie wizerunkowo kosztowne.
W praktyce rada „uciekła” z punktów oświatowych, bo nie była w stanie w sposób bezdyskusyjny rozstrzygnąć, czy wniosek o ich wykreślenie został przyjęty czy odrzucony.
Po przerwie głos zabrał burmistrz Jacek Ślęczka, starając się uzasadnić przyjęte rozwiązanie. Zwracał uwagę na ryzyko kolejnych zarzutów – w tym o manipulowanie głosowaniami czy próbę reasumpcji – i przekonywał, że w tej sytuacji bezpieczniej będzie zdjąć punkty z porządku i wrócić do nich na kolejnej sesji, już bez niejasności proceduralnych.
Jednocześnie Ślęczka próbował przenieść akcent na problemy demograficzne i propozycję zmian organizacyjnych polegających na przekształceniu szkół w filie, a nie ich całkowitym zamknięciu. Tyle że w kontekście tego, co wydarzyło się przed tym jak zabrał głos, przekaz o „spokojnej dyskusji” i „daniu czasu” brzmiał już jak próba ratowania sytuacji po fakcie. Mieszkańcy usłyszeli przede wszystkim, że rada nie była w stanie przeprowadzić podstawowej procedury.
W dalszej części sesji pojawiła się interpelacja w sprawie oświaty, zawierająca długą listę pytań o zatrudnienie, koszty, strukturę szkół filialnych, uczniów spoza obwodów czy dostęp do świetlic i pomocy psychologicznej. W praktyce była to próba uzupełnienia braków informacyjnych, które – według części radnych – uniemożliwiają dziś podjęcie decyzji. Interpelacja stanowiła też dowód, że w radzie nie ma zgody co do jakości materiałów przygotowanych pod tak ważne uchwały.
Końcowe minuty przyniosły jeszcze jedną spięcie. Joanna Kołodziejczyk przepraszała za przebieg sesji, ale jednocześnie sugerowała, że radny Kawalec „uparł się” przy swoim wniosku. On odpowiadał, że nie chodzi o upór, tylko o działanie zgodne z procedurą. Ta wymiana dobrze podsumowała klimat całego posiedzenia. Spór nie dotyczył już wyłącznie szkół, lecz zaufania do tego, czy rada potrafi prowadzić obrady w sposób jasny i odporny na interpretacyjne przepychanki.
W efekcie sesja, która miała odpowiedzieć na pytania rodziców i mieszkańców, pozostawiła po sobie przede wszystkim obraz instytucji, która na starcie nie opanowała własnej procedury. A temat oświaty – najważniejszy tego dnia – został odłożony na później, w atmosferze napięcia, wzajemnych pretensji i zapowiedzi kolejnego, nadzwyczajnego posiedzenia, które finalnie zaplanowano na dzisiaj.
Koziegłowy
Alarm smogowy dla mieszkańców. Poniedziałek pod znakiem ryzyk przekroczeń i zagrożenie dla zdrowia
Na stronie koziegłowskiego magistratu pojawił się dziś apel do mieszkańców o ostrożność. Chodzi o poważne zagrożenie smogowe. Główny Inspektorat Ochrony Środowiska wydał powiadomienie o ryzyku przekroczenia poziomu dla pyłu zawieszonego PM10, a więc wartości 100 µg/m³. Ostrzeżenie ma obowiązywać przez cały dzień.
Przyczyną prognozowanej sytuacji są niekorzystne warunki meteorologiczne, które utrudniają rozpraszanie zanieczyszczeń, a także wzmożona emisja z sektora bytowo-komunalnego – przede wszystkim z domowych źródeł ogrzewania – oraz zwiększony ruch samochodowy. W praktyce oznacza to, że zanieczyszczenia mają zostać „przy ziemi”, dokładnie tam, gdzie oddychają nimi mieszkańcy.
– Skala zagrożenia jest duża – można przeczytać w komunikacie.
Służby przypominają, że w przypadku wysokich stężeń pyłu PM10 nie chodzi już o „gorsze powietrze” w sensie potocznym, ale o realne ryzyko dla zdrowia. Najbardziej zagrożone są grupy wrażliwe: osoby z chorobami sercowo-naczyniowymi, układu oddechowego, a także seniorzy, dzieci, kobiety w ciąży, osoby z rozpoznaną chorobą nowotworową oraz ozdrowieńcy.
W takich warunkach mogą pojawić się duszności, kaszel, ból w klatce piersiowej, pogorszenie samopoczucia, a u osób z astmą – nasilenie ataków i potrzeba częstszego sięgania po leki. Podkreślono, że objawy mogą wystąpić również u osób zdrowych, a dodatkowo w okresie wysokich stężeń zanieczyszczeń rośnie ryzyko infekcji dróg oddechowych.
W związku z prognozowaną sytuacją zalecono środki ostrożności. Mieszkańcy powinni rozważyć ograniczenie intensywnego wysiłku fizycznego na zewnątrz, szczególnie jeśli pojawi się pieczenie oczu, kaszel lub ból gardła. Rekomendowane jest także ograniczenie wietrzenia pomieszczeń oraz unikanie działań, które zwiększają emisję zanieczyszczeń – wskazano m.in. palenie w kominku.

W przypadku osób szczególnie wrażliwych zalecenia są jeszcze bardziej stanowcze. Mowa jest o ograniczeniu przebywania na zewnątrz, kontroli stanu zdrowia, przyjmowaniu leków zgodnie z zaleceniami oraz szybki kontakt z lekarzem w razie pogorszenia samopoczucia. Zwrócono również uwagę na konieczność zwiększenia nadzoru nad osobami przewlekle chorymi i niepełnosprawnymi oraz na prowadzenie bieżącej edukacji dotyczącej zagrożeń związanych z jakością powietrza.
Koziegłowy
Koziegłowy zrobiły to za unijne pieniądze. Magazyny energii już u mieszkańców
Urzędnicy z Koziegłów podsumowali realizację projektu związanego z dostawą i montażem magazynów energii elektrycznej dla mieszkańców z terenu gminy. Finansowane ze środków unijnych przedsięwzięcie miało na celu nie tylko wsparcie lokalnej społeczności w zakresie nowoczesnych rozwiązań energetycznych, lecz także zwiększenie świadomości ekologicznej wśród dzieci i młodzieży.
Jak podkreślają przedstawiciele tutejszego samorządu, głównym celem projektu było zwiększenie poziomu produkcji energii ze źródeł odnawialnych. W praktyce oznacza to działania ukierunkowane na ograniczenie zapotrzebowania na energię wytwarzaną w tradycyjny sposób, a tym samym zmniejszenie emisji zanieczyszczeń oraz gazów cieplarnianych.
Ważnym elementem przedsięwzięcia było także łagodzenie skutków zmian klimatu i zwiększanie odporności infrastruktury energetycznej.
– Magazyny energii umożliwiają bowiem efektywniejsze wykorzystanie energii produkowanej przez instalacje OZE, ograniczając straty i stabilizując jej dostępność w gospodarstwach domowych – podkreśla burmistrz Jacek Ślęczka.
Samorządowiec zwraca przy okazji uwagę, że rozwiązania tego typu sprzyjają również promocji gospodarki o obiegu zamkniętym oraz wdrażaniu technologii przyjaznych środowisku.
Realizowany w gminie projekt nie ograniczał się wyłącznie do działań technicznych. W jego ramach przeprowadzono kampanię informacyjno-edukacyjną, której celem było kształtowanie postaw proekologicznych wśród mieszkańców.
– Zrealizowano m.in. cykl prelekcji i warsztatów dotyczących wpływu tradycyjnych metod ogrzewania oraz produkcji energii elektrycznej na środowisko, a także sposobów efektywnego korzystania z instalacji OZE – informuje magistrat.
Warsztaty przeprowadzono w połowie grudnia w czterech placówkach – w Lgocie Górnej, Pińczycach, Siedlcu Dużym oraz Koziegłowach.
W ramach kosztów kwalifikowanych zakupiono także pomoce dydaktyczne, w tym zestawy demonstracyjne dotyczące OZE, gry planszowe oraz inne materiały edukacyjne wykorzystywane podczas zajęć.

Istotnym efektem projektu było również opracowanie materiałów informacyjnych na temat odnawialnych źródeł energii i sposobów ich wykorzystania w gospodarstwach domowych. Jak zaznaczają pracownicy miejscowej administracji, przygotowano dwa rodzaje publikacji. To poradnik w formie książeczki oraz broszura informacyjna. Oba opracowania udostępniono zarówno w wersji drukowanej, jak i elektronicznej.
– Broszura skierowana jest przede wszystkim do uczestników projektu, ale może służyć także innym mieszkańcom, zachęcając do montażu urządzeń OZE i pokazując, jak maksymalnie wykorzystać ich możliwości – wyjaśniają urzędnicy z Koziegłów.
Z kolei opracowane podczas warsztatów scenariusze zajęć i materiały edukacyjne – w tym schematy prelekcji, zadania, eksperymenty, karty pracy i kolorowanki – mają mieć charakter pilotażowy i wzorcowy. Zostały one udostępnione w formie elektronicznej na stronie internetowej gminy, tak by mogły być wykorzystywane również w innych samorządach województwa śląskiego.
Koziegłowy
Zaplanowali niemal 45 milionów złotych na inwestycje. Koziegłowy z ambitnym budżetem na przyszły rok
Przyjęty wczoraj budżet Miasta i Gminy Koziegłowy na 2026 rok ma wyraźnie inwestycyjny charakter. Dochody zaplanowano na poziomie 136,28 mln zł, a wydatki na 136,07 mln zł, co oznacza nadwyżkę budżetową w wysokości 213 tys. zł. Środki te zostaną przeznaczone na spłatę rat kredytów zaciągniętych w latach poprzednich. Łączne przychody pożyczkowe budżetu wyniosą 2,25 mln zł i również zostaną wykorzystane na obsługę zadłużenia. Ono same na koniec przyszłego roku ma wynieść niecałe 9,8 mln zł.
Wydatki majątkowe przewidziano na poziomie 44,84 mln zł, co stanowi około 33 proc. wydatków ogółem. Ponad 31,12 mln zł tej kwoty przypada na zadania realizowane z udziałem środków zewnętrznych, głównie krajowych i unijnych. Same wydatki inwestycyjne w 2026 roku wyniosą 44,66 mln zł, a dodatkowo przewidziano dotację majątkową w wysokości 187 tys. zł na zakup autobusów dla związku „Jedźmy razem”.
Największą część programu inwestycyjnego stanowią zadania związane z gospodarką wodno-kanalizacyjną. W budżecie zabezpieczono środki na rozbudowę i budowę sieci wodociągowej, w tym 200 tys. zł na zadania ogólne oraz 180 tys. zł na rozbudowę sieci w miejscowości Winowno przy ulicy Młynek. Kluczowym przedsięwzięciem będzie budowa kanalizacji sanitarnej w Lgocie Nadwarciu w obszarze drogi wojewódzkiej nr 789 oraz w Lgocie Górnej w rejonie drogi wojewódzkiej nr 791. Wartość tego zadania wynosi 4,41 mln zł, z czego ponad 4,17 mln zł stanowi dofinansowanie.
Równolegle zaplanowano realizację inwestycji pod nazwą „Infrastruktura wodno-kanalizacyjna na terenie Gminy i Miasta Koziegłowy”, obejmującej budowę kanalizacji sanitarnej w Koziegłowach – w zlewni Koziegłowy. Jej wartość to 3,54 mln zł, przy dofinansowaniu sięgającym blisko 2,5 mln zł. Projekt realizowany będzie etapami wzdłuż drogi wojewódzkiej nr 789, od mostu przy ulicy Świętokrzyskiej do przepompowni przy ulicy Żareckiej oraz do kapliczki przy ulicy Woźnickiej.
Budżet przewiduje również rozbudowę oczyszczalni ścieków w Koziegłowach za kwotę ponad 2,09 mln zł, z czego blisko 1,72 mln zł pochodzić będzie ze środków zewnętrznych. Dodatkowo zaplanowano 200 tys. zł na kolejne odcinki sieci kanalizacyjnej oraz 30 tys. zł na wykonanie monitoringu wizyjnego i systemu alarmowego na stacji uzdatniania wody w Rzeniszowie.
Znaczące środki przeznaczono na inwestycje drogowe, często łączone z budową infrastruktury podziemnej. Jednym z większych zadań będzie przebudowa dróg gminnych: ulicy Szkolnej w Lgocie Nadwarciu i Lgocie Mokrzesz oraz ulicy Akacjowej w Oczku, połączona z budową kanalizacji sanitarnej. Wartość pierwszego etapu tego przedsięwzięcia to 3,84 mln zł, przy niemal 3 mln zł dofinansowania. W budżecie ujęto także przebudowę ulicy Warszawskiej w Koziegłowach, ulicy Letniskowej w Nowej Kuźnicy, ulicy Słonecznej w Mzykach oraz ulicy Podgórskiej w Starej Hucie. Dodatkowo zaplanowano 200 tys. zł na przygotowanie dokumentacji projektowej dla tzw. dróg jednorocznych.
Kolejnym istotnym obszarem inwestycji jest infrastruktura oświetleniowa. Środki przeznaczono zarówno na opracowanie dokumentacji technicznej dla nowych odcinków oświetlenia ulicznego, jak i na realizację konkretnych zadań w Krusinie przy ulicy Łąkowej, w Koziegłowach przy ulicy Plebańskiej oraz w Wojsławicach przy ulicy Długiej.
Wyraźnym filarem budżetu na 2026 rok pozostają inwestycje w efektywność energetyczną i odnawialne źródła energii. Zaplanowano termomodernizację budynku urzędu gminy wraz z montażem instalacji OZE i magazynu energii, a także poprawę efektywności energetycznej komunalnych budynków mieszkalnych poprzez kompleksową termomodernizację i montaż odnawialnych źródeł energii. Ujęto również środki na budowę instalacji OZE w budynkach mieszkalnych na terenie gminy.
Największym przedsięwzięciem w tym obszarze będzie realizacja projektu „Odnawialne źródła energii w Klastrze Energii Powiatu Myszkowskiego”, obejmującego m.in. montaż gruntowej pompy ciepła w Szkole Podstawowej w Pińczycach, instalację pomp ciepła, fotowoltaiki i magazynów energii u mieszkańców oraz instalacji fotowoltaicznych na innych obiektach użyteczności publicznej. Wartość tego zadania to ponad 13,23 mln zł, przy dofinansowaniu przekraczającym 12,43 mln zł. Dodatkowo zaplanowano środki na bieżącą realizację przedsięwzięć klastrowych.
W budżecie znalazły się również inwestycje z zakresu kultury, turystyki i rewitalizacji. Przewidziano środki na zwiększenie atrakcyjności turystycznej Koziegłówek poprzez rewaloryzację rynku, rozwój potencjału turystycznego gminy w Gniazdowie, ochronę przyrody i bioróżnorodności biologicznej, a także utworzenie Gminnego Centrum Społeczno-Kulturalnego oraz Wiejskiego Centrum Społeczności Lokalnej. Zaplanowano także rekreacyjno-turystyczne zagospodarowanie przestrzeni publicznej w Pustkowiu Lgockim oraz termomodernizację budynku komunalnego przy ulicy Lipowej w Koziegłowach.
Jednym z najbardziej symbolicznych przedsięwzięć będzie rewitalizacja i częściowa odbudowa dawnego zamku i grodu w Koziegłowach. Na ten cel zabezpieczono 2,2 mln zł, z czego 2 mln zł stanowić będzie dofinansowanie zewnętrzne. Ujęto także środki na zakup nieruchomości.
Koziegłowy
Masz za dużo jedzenia po świętach? W Koziegłowach znaleźli na to rozwiązanie
Po świętach w wielu domach zostaje mnóstwo jedzenia. Produkty wciąż dobre, bezpieczne i pełnowartościowe często trafiają do kosza tylko dlatego, że zabrakło na nie pomysłu lub czasu. W Koziegłowach działa rozwiązanie, które skutecznie temu przeciwdziała. Przy urzędzie miejskim funkcjonuje Lodówka Społeczna, dostępna dla wszystkich mieszkańców bez formalności i barier.
To inicjatywa prosta w założeniach, a jednocześnie bardzo konkretna w działaniu. Każdy, kto ma nadmiar jedzenia, może się nim podzielić, a każdy, kto go potrzebuje, może z lodówki skorzystać – anonimowo i bez tłumaczenia się. Tuż obok ustawiono regał na produkty niewymagające chłodzenia, co porządkuje system i ułatwia korzystanie z punktu.
Do Lodówki Społecznej mogą trafić wyłącznie produkty bezpieczne i zdatne do spożycia. Mogą to być artykuły fabrycznie zapakowane, produkty suche, a także domowe potrawy – pod warunkiem, że są szczelnie zapakowane i opisane nazwą dania, składem oraz datą przygotowania. Dopuszczalne są również produkty po dacie „najlepiej spożyć przed”, o ile nie przekroczyły terminu „należy spożyć do”. Żywność wymagającą chłodzenia należy dostarczać w torbach termicznych lub przenośnych lodówkach.
Jednocześnie jasno określono, czego do lodówki zostawiać nie wolno. Wykluczone są m.in. surowe mięso, potrawy zawierające surowe jaja, wyroby z niepasteryzowanego mleka, otwarte puszki i słoiki, produkty po terminie przydatności do spożycia oraz żywność nosząca oznaki zepsucia. Takie zasady mają zapewnić bezpieczeństwo wszystkim korzystającym.
Inicjatywa ma wymiar nie tylko praktyczny, ale i społeczny. Z jednej strony realnie ogranicza marnowanie jedzenia, z drugiej – wzmacnia postawy odpowiedzialności i lokalnej solidarności. Szczególnie po świętach, gdy nadmiar żywności jest zjawiskiem powszechnym.
– Zachęcamy mieszkańców gminy Koziegłowy do przynoszenia do lodówki produktów przydatnych do spożycia, które po świętach pozostały w nadmiarze i nie zostaną już wykorzystane w domach – apelują koziegłowscy urzędnicy.
Pomysłodawcą akcji jest Stowarzyszenie Inicjatyw Społecznych Silesia, od lat zaangażowane w działania na rzecz mieszkańców regionu.
-
Poczesna9 miesięcy temuTragiczny wypadek na trasie między Sobuczyną a Nieradą. Nie żyje 34-letnia kobieta
-
Myszków6 miesięcy temuDom, który stał się miejscem strachu. Bracia z Myszkowa aresztowani za wielomiesięczną przemoc
-
Poczesna2 lata temuW gminie huczy, policja o niczym oficjalnie nie wie, a wójt milczy i unika odpowiedzi
-
Blachownia3 lata temuPodwójna kompromitacja byłego sołtysa. Przegrał dwa procesy i wyszło, że jednak zarabiał na pornografii










