Koziegłowy
Podejrzany o krzywdzenie dzieci organista aresztowany na trzy miesiące po przedstawieniu zarzutów
Zarzuty seksualnego wykorzystania małoletnich usłyszał 21-letni Mateusz R. – organista i student ratownictwa medycznego. Prokuratura Okręgowa w Częstochowie prowadzi śledztwo dotyczące zdarzeń, do których miało dojść w jednej ze szkół podstawowych w położonym w gminie Koziegłowy Winownie. Mężczyzna został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące.
Szerzej o tej bulwersującej sprawie pisaliśmy tutaj. Podejrzany został zatrzymany we wtorek na polecenie prokuratora. W środę przedstawiono mu zarzuty dotyczące wykorzystania w lutym sześciu uczniów. Jak poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie, prokurator Tomasz Ozimek, mężczyzna nie przyznał się do winy i złożył obszerne wyjaśnienia.
Po przesłuchaniu śledczy skierowali do sądu wniosek o zastosowanie tymczasowego aresztu. Sąd Rejonowy w Częstochowie przychylił się do wniosku, wskazując na powagę zarzutów oraz ryzyko utrudniania postępowania.
Z ustaleń prokuratury wynika, że podejrzany miał działać podstępnie, wykorzystując pretekst przeprowadzania badań profilaktycznych uczniów.
Śledztwo wszczęto po zawiadomieniu złożonym przez dyrekcję szkoły. Początkowo sprawą zajmowała się Prokuratura Rejonowa w Myszkowie, jednak ze względu na jej wagę postępowanie przejęła Prokuratura Okręgowa w Częstochowie.

Według śledczych Mateusz R. miał zaproponować przeprowadzanie bilansów zdrowotnych uczniów w ramach rzekomych praktyk studenckich. Tymczasem – jak wynika z ustaleń – uczelnia nie zlecała takich działań, a tego rodzaju badania nie są elementem programu studiów.
Podejrzanemu grozi kara od 5 do 20 lat pozbawienia wolności, a w najpoważniejszych przypadkach nawet dożywotnie więzienie. Prokuratura analizuje, czy liczba pokrzywdzonych nie jest większa oraz czy podobne zdarzenia mogły mieć miejsce w innych placówkach.
Z uwagi na dobro małoletnich śledczy nie ujawniają szczegółowych informacji dotyczących ofiar.
Koziegłowy
DK91 rozkopana na dwa i pół roku, ciężarówki niepokoją mieszkańców. Gmina przeciwna objazdom lokalnymi drogami
Przebudowa DK91, obawy o ciężarówki wjeżdżające na lokalne drogi, problemy z organizacją ruchu i konieczność ochrony gminnej infrastruktury – to jedne z najważniejszych tematów poruszonych podczas ostatniej sesji w Koziegłowach. Przed mieszkańcami długi okres utrudnień, bo drogowa inwestycja ma potrwać aż dwa i pół roku. Urzędnicy zapowiadają jednak, że nie pozwolą, by jej skutki przerzucono na drogi nieprzystosowane do ciężkiego transportu.
Prace na DK91 weszły już w etap odczuwalny dla kierowców. Część trasy została wyłączona z ruchu, a wykonawca od około dwóch tygodni dysponuje biurem na terenie gminy. Podczas sesji burmistrz zapowiedział bezpośrednie rozmowy z kierownictwem inwestycji, inżynierami oraz przedstawicielami Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Mają one służyć szybkiemu reagowaniu na problemy pojawiające się w trakcie robót.
Jako pierwszy przebudowywany ma być odcinek na kierunku Częstochowa-Katowice. Na szybki finał nie ma jednak co liczyć.
– To będzie musiało potrwać dokładnie 30 miesięcy, bo tak jest liczony proces inwestycyjny, z przerwą na zimę – poinformował włodarz.
To właśnie skala i długość inwestycji wywołały pytania o organizację ruchu. Szczególne obawy dotyczą samochodów ciężarowych, które w poszukiwaniu szybszej trasy mogłyby zacząć korzystać z dróg lokalnych. Dla tras o ograniczonej nośności oznaczałoby to nie tylko pogorszenie bezpieczeństwa, ale również ryzyko szybkiej degradacji nawierzchni.
Burmistrz podkreślił, że samorząd nie zaakceptował kierowania ponadnormatywnego transportu na gminną sieć.
– Myśmy nie wydawali żadnych zgód na jakiekolwiek objazdy po drogach gminnych na terenie gminy i miasta Koziegłowy dla samochodów ponadnormatywnych czy powyżej ograniczeń tonażowych na tych drogach – mówił.

Według władz ciężki transport powinien poruszać się drogami o parametrach pozwalających na jego bezpieczne przyjęcie. Jednocześnie mieszkańcy nie powinni spodziewać się całkowitego odcięcia przejazdu DK91.
– Mogą być utrudnienia, mogą być niewielkiego rodzaju spowolnienia lub korki, ale nie będzie tak, że będzie całkowicie droga DK91 zamknięta – zapewnił.
Problem ciężarówek nie ogranicza się wyłącznie do samej przebudowy krajówki. W odniesieniu do jednej z lokalnych tras burmistrz uznał, że zasadne byłoby zastosowanie znacznie ostrzejszych ograniczeń.

– Należałoby tam zamknąć całkowicie ruch dla samochodów ciężarowych z wyłączeniem tylko i wyłącznie urządzeń czy pojazdów rolniczych. Tylko i wyłącznie – stwierdził.

Koziegłowy
Codziennie wyjeżdża nawet dziesięć tirów. Niebezpieczne odpady wreszcie znikają z gminy
Nielegalne składowisko odpadów niebezpiecznych w gminie Koziegłowy doczekało się w końcu fizycznej likwidacji. Po podpisaniu umowy rozpoczął się intensywny wywóz zgromadzonych materiałów. Z relacji urzędników wynika, że ciężarówki kursują przez siedem dni w tygodniu, a każdego dnia teren opuszcza od 7 do 10 tirów. Podczas sesji pojawiła się jednak niejasność dotycząca wartości pieniędzy przeznaczonych na całe przedsięwzięcie.
O rozpoczęciu operacji poinformował burmistrz podczas ostatniej sesji Rady Gminy i Miasta Koziegłowy. Sprawa od dłuższego czasu była jednym z poważniejszych problemów środowiskowych, z którymi musiał mierzyć się samorząd.
– Podpisaliśmy i już realizujemy umowę na likwidację nielegalnego wysypiska odpadów niebezpiecznych – poinformował włodarz.
Po zakończeniu procedur i podpisaniu umowy działania przeniosły się bezpośrednio na teren składowiska. Skala wywozu jest duża, a transporty odbywają się bez przerwy także w weekendy.
– Codziennie, od poniedziałku do niedzieli, wyjeżdża od 7 do 10 tirów tych niebezpiecznych odpadów – mówił Jacek Ślęczka.
Według informacji przekazanych radnym materiały nie trafiają na inne składowisko. Mają być przewożone bezpośrednio do miejsca, w którym zostaną ostatecznie unieszkodliwione. Burmistrz zapewniał również, że szczególną uwagę zwrócono na bezpieczeństwo transportu.
– Oczywiście wyjeżdża w sposób bezpieczny do miejsca docelowego, gdzie te odpady są poddawane obróbce termicznej celem utylizacji – dodał.

Przebieg prac ma być na bieżąco nadzorowany przez gminny referat zajmujący się sprawami środowiskowymi. Przy obecnym tempie wywozu każdego tygodnia teren może opuszczać kilkadziesiąt ciężarówek z niebezpiecznym ładunkiem.

Nie wszystko podczas informacji przedstawionej na sesji było jednak jednoznaczne. Wątpliwości dotyczą wartości środków przeznaczonych na likwidację składowiska. W swojej wypowiedzi burmistrz wskazywał zarówno kwotę przekraczającą 22 mln zł, jak i 32 mln zł. Jednocześnie zaznaczył, że prawdopodobnie nastąpi korekta i ostateczna wartość będzie wynosiła około 22 mln zł.

Koziegłowy
Sześciu uczniów miało paść jego ofiarą. Prokuratura podjęła kolejne kroki w głośnej sprawie z gminy Koziegłowy
Prokuratura Okręgowa w Częstochowie wystąpiła o dalsze stosowanie tymczasowego aresztu wobec Mateusza R. 21-latek jest podejrzany o seksualne wykorzystanie sześciu uczniów niepublicznej szkoły podstawowej w jednej z miejscowości w gminie Koziegłowy. Do czynów miało dochodzić pod pozorem przeprowadzania badań profilaktycznych. Śledztwo jest na końcowym etapie, jednak prokuratura oczekuje jeszcze na opinie biegłych.
Mateusz R. został zatrzymany 23 marca. Mężczyzna był organistą w miejscowej parafii, słuchaczem drugiego roku Studium Muzyki Kościelnej Archidiecezji Częstochowskiej, a jednocześnie studentem drugiego roku ratownictwa medycznego oraz strażakiem ochotnikiem.
Sprawa wyszła na jaw po tym, jak kilku uczniów opowiedziało rodzicom o przebiegu rzekomych badań profilaktycznych. Miały być one przeprowadzane przez znanego dzieciom 21-latka w sali lekcyjnej, bez obecności nauczycieli.
Rodzice powiadomili dyrekcję szkoły, a następnie sprawa trafiła do prokuratury w Myszkowie. Postępowanie przejęła później Prokuratura Okręgowa w Częstochowie. Mateuszowi R. przedstawiono zarzuty dotyczące seksualnego wykorzystania sześciu uczniów. Zarzucane mu czyny, zgodnie z obowiązującymi przepisami, kwalifikowane są jako zbrodnia.
Uczelnia, na której 21-latek studiował ratownictwo medyczne, potwierdziła, że nie zlecała mu prowadzenia badań profilaktycznych w szkołach i nie realizuje praktyk polegających na wykonywaniu przez studentów tego rodzaju badań.
W marcu sąd zdecydował o tymczasowym aresztowaniu podejrzanego. Prokuratura argumentowała wówczas, że zastosowanie najsurowszego środka zapobiegawczego uzasadniają między innymi grożąca mężczyźnie wysoka kara oraz obawa matactwa.

Śledczy wystąpili o dalsze stosowanie aresztu. Jak informuje prokuratura, przesłanki, które zdecydowały o jego zastosowaniu na początku postępowania, pozostają aktualne.
– Nie ustały przesłanki z pierwszego etapu postępowania, śledztwo zmierza do końca, ale musimy czekać na pisemne opinie biegłych z zakresu psychologii, psychiatrii i seksuologii – informuje prokurator Tomasz Ozimek, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie.

Do tej pory w przyjaznym pokoju Sądu Okręgowego w Częstochowie przesłuchano ponad 20 dzieci, które miały kontakt z podejrzanym. Status pokrzywdzonych ma nadal sześciu chłopców.

Według ustaleń „Gazety Wyborczej” Mateusz R. był także trzykrotnie badany ambulatoryjnie przez biegłych psychiatrów. Specjaliści mieli uznać, że nie ma potrzeby kierowania go na obserwację psychiatryczną w warunkach zamkniętych.

Postępowanie nie ogranicza się do zarzutów stawianych 21-latkowi. Osobny wątek dotyczy postępowania dyrekcji szkoły. Prokuratura sprawdza, czy właściwie realizowano obowiązki związane z ochroną małoletnich i czy nie doszło w tym zakresie do nieprawidłowości.
Koziegłowy
Burmistrzowi nie udało się zlikwidować szkoły w Siedlcu Dużym. Resort utrzymał w mocy stanowisko kuratorium
Plan likwidacji Szkoły Podstawowej w Siedlcu Dużym nie doszedł do skutku, a podczas czwartkowej sesji Rady Gminy i Miasta Koziegłowy pojawiły się kolejne rozstrzygnięcia w tej sprawie. Ministerstwo Edukacji utrzymało w mocy stanowisko kuratorium, które negatywnie zaopiniowało zamiar zamknięcia placówki z końcem sierpnia.
Informacje o tym fakcie przedstawiono w części sesji poświęconej korespondencji kierowanej do rady. Pierwsza dotyczyła uchwały z 27 stycznia, w której samorząd wyraził zamiar likwidacji Szkoły Podstawowej w Siedlcu Dużym. Do biura rady wpłynął odpis postanowienia Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach o odrzuceniu skargi mieszkańca na tę uchwałę.

Znacznie istotniejsze dla przyszłości samej placówki okazało się jednak rozstrzygnięcie na szczeblu administracji oświatowej. Resort edukacji utrzymał w mocy zaskarżone postanowienie Śląskiego Kuratorium Oświaty, które negatywnie zaopiniowało zamiar likwidacji szkoły z dniem 31 sierpnia. Tym samym przygotowywany przez samorząd scenariusz nie został zrealizowany.
Do problemu Jacek Ślęczka odniósł się szerzej przy omawianiu rozpoczętego roku szkolnego.
– Pewnego rodzaju plany związane z reorganizacją sieci placówek na terenie gminy i miasta Koziegłowy nie do końca nam wyszły – stwierdził.
Nie oznacza to jednak, że władze zamierzają pozostawić dotychczasowy model funkcjonowania oświaty bez dalszej toku. Zdaniem włodarza wcześniejsza dyskusja spowodowała zmianę podejścia do kosztów, liczby uczniów i organizacji poszczególnych szkół.
– Wyszło nam jedno, że inaczej patrzymy teraz na złotówkę, inaczej patrzymy na ucznia, inaczej patrzymy na organizację pracy tych placówek – mówił Ślęczka podczas sesji.
Burmistrz dodawał, że największym problemem pozostaje demografia i związana z nią liczebność oddziałów. Nie ukrywał, że niezależnie od sposobu przedstawiania danych ekonomia utrzymywania sieci szkół będzie wracała w kolejnych latach.
– Jak byśmy tej tabeli matematycznej nie obracali, zawsze się wokół tej demografii i ekonomii będziemy obracać – podkreślił.

Włodarz wskazał również na minimalną liczbę uczniów w oddziałach jako jeden z czynników mogących decydować o dalszym funkcjonowaniu placówek.
– Mam nadzieję, że wzajemne zobowiązania będą przekładały się w kolejne lata, że ta minimalna liczba uczniów w oddziale będzie jednak tym gwarantem funkcjonowania tych placówek, bo zbliżamy się do pewnych ograniczeń – zaznaczył.
Podczas sesji nie wskazano, które konkretnie szkoły mogłyby w przyszłości ponownie znaleźć się w centrum dyskusji ani jaka liczba uczniów w oddziale miałaby stanowić granicę pozwalającą uznać funkcjonowanie placówki za uzasadnione. Z wypowiedzi burmistrza wynika jednak, że nieudana próba reorganizacji nie kończy rozmowy o zmianach w gminnej oświacie.

Kolejny ważny moment ma nadejść już w październiku. Samorząd zamierza wtedy podsumować dotychczasowe rozważania dotyczące strategii gminy w kontekście lokalnej oświaty. Ich wyniki mają stać się podstawą dalszych decyzji.
– Miesiąc październik będzie tego dobrym przykładem, podsumowując nasze rozważania na temat strategii, ale i również działań konsultacyjnych przeprowadzonych przez niezależnego audytora, będzie punktem wyjściowym do rozważań w przyszłości – zapowiedział Ślęczka.
Koziegłowy
Tragiczny finał pracy z wózkiem widłowym. 28-latek odpowie teraz za śmierć dwóch mężczyzn
Prokuratura Rejonowa w Myszkowie skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko 28-letniemu Kamilowi F. Mężczyzna odpowie za nieumyślne spowodowanie śmierci dwóch osób podczas prac z użyciem wózka widłowego. Do tragedii doszło w czerwcu ubiegłego roku w Lgocie Górnej.
27 czerwca 2025 roku Kamil F. przyjechał na jedną z posesji w Lgocie Górnej, gdzie miał pomóc w przemieszczeniu maszyny ważącej około 400 kilogramów. Do pracy wykorzystano wózek widłowy.
W trakcie podnoszenia maszyny maszt i widły znalazły się na takiej wysokości, że doszło do kontaktu z więźbą dachową budynku gospodarczego. Konstrukcja straciła stateczność, a jedna ze ścian runęła. W pobliżu znajdowali się dwaj mężczyźni w wieku 73 i 60 lat. Obaj zostali przygnieceni przez zawalający się budynek i ponieśli śmierć na miejscu.
Jak informuje rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie prokurator Tomasz Ozimek, śledztwo objęło m.in. ocenę stanu technicznego wózka oraz sposobu jego obsługi.

– Biegły z zakresu mechaniki samochodowej stwierdził, że stan techniczny wózka nie miał wpływu na zaistnienie wypadku. Z kolei biegły do spraw bezpieczeństwa i higieny pracy wskazał na szereg nieprawidłowości w zakresie obsługi wózka widłowego – przekazuje prokurator.
Jedną z takich nieprawidłowości miała być niewłaściwa obserwacja położenia masztu względem konstrukcji budynku. Istotna dla sprawy była również opinia biegłego z zakresu budownictwa.

– Bezpośrednią przyczyną zawalenia się budynku było zahaczenie przez elementy robocze wózka o krokiew dachu – wskazuje rzecznik prokuratury.

Kamil F. usłyszał zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci dwóch mężczyzn. W toku śledztwa przyznał się do zarzucanego mu czynu, ale odmówił składania wyjaśnień. Jak podaje prokuratura, 28-latek nie był wcześniej karany. Teraz jego sprawą zajmie się sąd.
Za nieumyślne spowodowanie śmierci grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności.
Koziegłowy
Nie był jeszcze na służbie, ale zareagował od razu. Policjant pomógł chwilę po dachowaniu auta
Właściwa reakcja i szybka pomoc mogą mieć ogromne znaczenie. Funkcjonariusz z Komisariatu Policji w Koziegłowach był świadkiem zdarzenia drogowego. Policjant bez wahania pomógł kierującej, której pojazd chwilę wcześniej dachował.
Do zdarzenia doszło w miniony wtorek około godz. 5.40. Sierż. Adam Haładus z komisariatu w Koziegłowach jechał właśnie do pracy, gdy zauważył w przydrożnym rowie samochód, który wcześniej dachował.

Funkcjonariusz natychmiast zatrzymał swój pojazd i podbiegł do rozbitego auta. W środku znajdowała się przytomna kobieta. Policjant udzielił jej pierwszej pomocy, a następnie zadbał o jej bezpieczeństwo do czasu przyjazdu służb ratunkowych.
Ze wstępnych ustaleń policjantów wynika, że kierująca nie dostosowała prędkości do warunków panujących na drodze. W pewnym momencie straciła panowanie nad samochodem, zjechała z jezdni, a pojazd dachował. Kobieta nie odniosła poważnych obrażeń.
– Postawa sierż. Adama Haładusa pokazuje, że policyjna służba nie kończy się wraz ze zdjęciem munduru. Policjantem jest się 24 godziny na dobę, a wiedza, doświadczenie i gotowość do działania, mają znaczenie również w czasie wolnym. W tym przypadku szybka i zdecydowana reakcja policjanta sprawiła, że poszkodowana otrzymała pomoc natychmiast, jeszcze przed przyjazdem służb ratunkowych – poinformowało biuro prasowe myszkowskiej komendy.
Policjanci przypominają przy tej okazji o konieczności dostosowywania prędkości nie tylko do obowiązujących ograniczeń, ale również do warunków atmosferycznych, stanu nawierzchni i natężenia ruchu. Znaczenie mają także doświadczenie i umiejętności kierującego.
– Nawet niewielkie przekroczenie bezpiecznej w danych warunkach prędkości może wydłużyć drogę hamowania i ograniczyć możliwość odpowiedniej reakcji w sytuacji zagrożenia. W tym przypadku zdarzenie zakończyło się bez poważnych obrażeń, a szybka pomoc została udzielona jeszcze przed przyjazdem służb – dodają.
Koziegłowy
Powiat przesunął inwestycję. Co dalej z chodnikiem prowadzącym przez trzy miejscowości?
Mieszkańcy Cynkowa, Krusina i Winowna nie doczekają się w tym roku zakończenia prac projektowych dotyczących budowy chodnika przy drodze powiatowej nr 2312S. Rada Powiatu w Myszkowie przesunęła zadanie na 2027 rok, zdejmując z tegorocznego budżetu 400 tys. zł.
Zmiana została wprowadzona podczas lipcowej sesji w ramach korekty budżetu powiatu. Zadanie obejmuje przygotowanie dokumentacji projektowej chodnika przebiegającego przez trzy miejscowości. Wniosek o jego przeniesienie na kolejny rok złożyła dyrektor Powiatowego Zarządu Dróg w Myszkowie. Jako przyczynę wskazano przedłużające się formalności administracyjne.

– Z uwagi na długie procedury związane z otrzymaniem zezwolenia na realizację inwestycji niemożliwe jest wykonanie dokumentacji projektowej w roku bieżącym – odczytano w uzasadnieniu zmian budżetowych.
Zadanie nie zostało wykreślone całkowicie. Ma trafić do wieloletniej prognozy finansowej i być kontynuowane w 2027 roku. Nie podano jednak dokładnego harmonogramu dalszych prac ani terminu, w którym dokumentacja miałaby zostać ukończona.
Podczas sesji nie wyjaśniono również, na jakim etapie znajduje się procedura, co konkretnie ją opóźnia i czy pojawiły się problemy własnościowe lub projektowe. Radni nie pytali także, czy przesunięcie dokumentacji może zagrozić późniejszemu pozyskaniu pieniędzy na właściwą budowę chodnika.
Brak dyskusji jest szczególnie widoczny w zestawieniu ze znaczeniem inwestycji dla mieszkańców. Chodnik ma poprawić bezpieczeństwo pieszych poruszających się wzdłuż drogi powiatowej, w tym dzieci, seniorów i osób korzystających z trasy po zmroku. Tymczasem rada ograniczyła się do przyjęcia zmian finansowych, nie domagając się publicznie bardziej szczegółowych wyjaśnień.
Za korektą budżetu zagłosowało wszystkich 19 obecnych radnych. Nie było głosów przeciwnych ani wstrzymujących się. Tym samym 400 tys. zł przeznaczone pierwotnie na dokumentację zniknęło z tegorocznego planu inwestycyjnego bez debaty nad konsekwencjami tej decyzji.

W ramach tej samej uchwały powiat zwiększył wydatki między innymi na ochronę ludności i obronę cywilną, pieczę zastępczą, placówkę opiekuńczo-wychowawczą oraz zadania sportowe. Po zmianach deficyt budżetu ma wynieść niemal 20 mln zł.
Koziegłowy
Pożary, uciążliwe zakłady i zagrodzona droga. Trudne tematy na sesji w Koziegłowach
Pożary obiektów gospodarczych, działalność produkcyjna prowadzona w sąsiedztwie domów, zablokowanie drogi przez osobę prywatną oraz pogarszający się stan przychodni zdominowały najbardziej problemową część ostatniej sesji Rady Gminy i Miasta Koziegłowy. Radni przyjęli wszystkie uchwały jednogłośnie, jednak późniejsza dyskusja pokazała, że samorząd mierzy się z kilkoma sprawami, których rozwiązanie może być trudne i długotrwałe.
W ostatnich tygodniach na terenie gminy doszło do trzech poważnych zdarzeń pożarowych. W Winownie ogień objął obiekt produkcyjny, a akcja gaśnicza z udziałem 31 jednostek trwała kilkanaście godzin. W Wojsławicach podczas burzy spłonęło kilkadziesiąt bel siana, natomiast w Pińczycach palił się budynek magazynowy.
Seria zdarzeń wywołała dyskusję o lokalizowaniu działalności gospodarczej wśród zabudowy mieszkaniowej. Burmistrz przyznał, że część niewielkich niegdyś firm z czasem znacznie się rozrosła, choć wokół nadal znajdują się domy.
– Musimy mieć również wgląd na to, że wokół tych zakładów mieszkają mieszkańcy i tutaj to wzajemne bezpieczeństwo, zrozumienie, ale również pewnego rodzaju przewidywalność z każdej ze stron powinna być widziana – mówił Jacek Ślęczka.
Włodarz zapowiedział reakcję samorządu w przypadku potwierdzenia, że prowadzona działalność przekracza dopuszczalne ramy i staje się uciążliwa dla sąsiadów.
– Natomiast jeżeli ta działalność wykracza poza to zwykłe użytkowanie i staje się generalnie działalnością uciążliwą, my na pewno będziemy musieli zareagować, zareagujemy na to w sposób odpowiedni – podkreślił burmistrz.
Jednym z najbardziej konfliktowych tematów była sytuacja w rejonie ulicy Różanej. Jak poinformowano podczas sesji, jeden z mieszkańców zablokował drogę, odcinając możliwość przejazdu do kolejnych nieruchomości. Sprawę komplikuje nieuregulowany stan prawny gruntu, który ma należeć do Skarbu Państwa, lecz pozostaje zapisany na nieistniejącą już jednostkę.
– A chodzi o czynność taką, że osoba fizyczna zagrodziła drogę. Zagrodziła drogę fizycznie i nie ma możliwości połączenia tej drogi z pozostałymi działkami, które znajdują się w ciągu przy ulicy Różanej czy bocznej od Różanej – relacjonował Ślęczka.
Burmistrz stanowczo zakwestionował działania właściciela sąsiedniej posesji i zapowiedział wizję lokalną z udziałem służb porządkowych oraz nadzoru budowlanego.
– Nikt nie może rościć sobie tytułu prawnego, żadna osoba prywatna nie może rościć sobie tytułu prawnego do tej wspomnianej nieruchomości – zaznaczył.
Niepokojąco zabrzmiała również informacja o stanie przychodni w Koziegłowach. Według burmistrza dalsze funkcjonowanie placówki w obecnych warunkach staje się coraz trudniejsze, a dostosowanie budynku do współczesnych standardów wymagałoby wielomilionowych nakładów.

– Trzeba w ten budynek, w tą substancję, zainwestować kilka milionów złotych, aby rzeczywiście dostosować warunki pracy, ale również pewnych oczekiwań POZ-u w zakresie rozszerzenia usług leczniczych – stwierdził.
Problemy pojawiły się także podczas remontu drogi wojewódzkiej nr 789. Na odcinku obejmującym ulice Świętokrzyską i Żarecką konieczna okazała się dodatkowa przebudowa około 300 metrów sieci gazowej. Może ona wpłynąć na organizację oraz tempo robót.
Wątpliwości wzbudza również ekonomiczna efektywność pomp ciepła zamontowanych w zespole szkół w Pińczycach. Samorząd zamierza ocenić rzeczywiste koszty dopiero po uruchomieniu instalacji.
– Rozmawialiśmy o tym, że jednak taki wymóg standardu jest zasadny, natomiast on ekonomicznie będzie dopiero weryfikowany po uruchomieniu, a rzeczywiście ilość zużycia prądu do utrzymania tych pomp jest bardzo duża – przyznał Ślęczka.
Podczas obrad powrócił również temat przekazywania fragmentów prywatnych działek pod poszerzanie dróg. Burmistrz chwalił mieszkańców Mzyków, którzy zgodzili się bezpłatnie oddać potrzebne pasy gruntu, jednocześnie wskazując, że w innych miejscowościach pojawiają się opory nawet wobec przekazania kilkudziesięciu centymetrów nieruchomości.
– Te drogi, drodzy państwo, budujemy nie dla siebie, nie dla samorządu – argumentował.
Radni bez sprzeciwu przyjęli zmiany w budżecie i wieloletniej prognozie finansowej, uchwałę dotyczącą wymiaru pracy nauczycieli na stanowiskach kierowniczych oraz regulacje w sprawie funkcjonowania PSZOK-u. Od sierpnia punkt przy ulicy Żareckiej będzie w sezonie wiosenno – letnim, od kwietnia do września, otwierany również w drugą sobotę miesiąca.
Koziegłowy
W Koziegłowach szykują święto gminy. Na scenie pojawią się CamaSutra i Jacek Stachursky
W Koziegłowach szykuje się jeden z najważniejszych plenerowych weekendów tego lata. 18 i 19 lipca odbędą się tam Dni Gminy i Miasta Koziegłowy, które tradycyjnie połączą występy lokalnych artystów, koncerty znanych wykonawców, atrakcje dla dzieci oraz wieczorną zabawę pod gołym niebem.
Wydarzenie odbędzie się w Centrum Rekreacji przy Miejsko-Gminnym Ośrodku Promocji Kultury w Koziegłowach. Program przygotowano z myślą o różnych grupach odbiorców – od najmłodszych mieszkańców, przez miłośników muzyki i tańca, po osoby zainteresowane lokalną historią oraz integracją społeczną.

Pierwszy dzień imprezy, w sobotę 18 lipca, rozpocznie się o godz. 16.00 uroczystym otwarciem bram i symbolicznym przekazaniem klucza Krystynowi z Koziegłów i Dobrawie. Następnie na Letniej Scenie MGOPK zaprezentują się lokalne zespoły taneczne i muzyczne. W programie znalazły się występy Sekcji Dziecięcej Tańca Towarzyskiego, Gminnego Zespołu Pieśni i Tańca „Małe Koziegłowy”, Gminnego Zespołu Pieśni i Tańca Koziegłowy, Zespołu Pieśni i Tańca „Aguila”, Szkoły Tańca Dobrowolscy oraz Guarana Show.
O godz. 18.30 wystąpi Gminna Orkiestra Dęta Koziegłowy, a o godz. 19.10 publiczność usłyszy Bernadetę Kowalską. Sobotnią gwiazdą wieczoru będzie CamaSutra, której koncert zaplanowano na godz. 20.00. Po nim rozpocznie się dyskoteka pod gwiazdami z DJ-em i pokazem laserowym, która potrwa do godz. 1.00 w nocy.

Drugi dzień wydarzenia, w niedzielę 19 lipca, rozpocznie się o godz. 16.00 propozycją dla najmłodszych, czyli programem Bajkowy Świat Smerfów. Później na scenie wystąpią Studio Piosenki, Koziegłowski Uniwersytet Trzeciego Wieku, Zespół Kowbojski Skrawek Nieba oraz Gminna Młodzieżowa Orkiestra Dęta z Pińczyc. Finałem niedzielnego programu będzie koncert Jacka Stachursky’ego, którego początek zaplanowano w godz. 20.00.
Organizatorzy przygotowali również atrakcje towarzyszące. Podczas Dni Gminy i Miasta Koziegłowy dostępne będą wesołe miasteczko, gastronomia plenerowa oraz wystawa „Historie ze starej fotografii w Gminie Koziegłowy”, która pozwoli spojrzeć na lokalną społeczność przez pryzmat dawnych zdjęć i wspomnień.
Koziegłowy
Absolutorium było, ale radny wbił szpilę w szkoły: Jak długo mamy taki stan tolerować?
Czerwcowa sesja rady miasta i gminy miała przede wszystkim absolutoryjny charakter, ale nie ograniczyła się wyłącznie do pozytywnych opinii, gratulacji i głosowań. Radni przyjęli zmiany w budżecie na 2026 rok, zmiany w wieloletniej prognozie finansowej, rozpatrzyli raport o stanie gminy, zatwierdzili sprawozdanie finansowe i udzielili burmistrzowi absolutorium za 2025 rok. Formalnie sesja zakończyła się dla włodarza bardzo dobrze. Merytorycznie pokazała jednak kilka tematów, które trudno uznać za zamknięte. Najmocniej wybrzmiała sprawa oświaty, ale pojawiły się też uwagi dotyczące ochrony cywilnej, malejących środków zewnętrznych, niepełnego wykonania dochodów majątkowych oraz problemów przy inwestycjach energetycznych.
Na początku radni zajęli się zmianami w tegorocznym budżecie. Po korektach dochody gminy wynoszą 174,59 mln zł, wydatki 183,67 mln zł, a deficyt 9,08 mln zł. Uchwałę przyjęto jednogłośnie, bez pytań i dyskusji. Tak samo przebiegło głosowanie nad zmianami w wieloletniej prognozie finansowej. W tej części obrad dominowała sprawność proceduralna, ale trudno mówić o realnej debacie nad finansami.
Więcej treści pojawiło się dopiero przy raporcie o stanie gminy. Przewodnicząca rady rozpoczęła debatę od pozytywnej oceny sytuacji samorządu, wskazując przede wszystkim na wielkość budżetu, spadek zadłużenia i realizowane inwestycje. W podobnym tonie wypowiedział się radny Michał Kubalski, który również docenił poprawę sytuacji finansowej. Podkreślał, że gmina zakończyła rok nadwyżką, choć wcześniej liczono się z możliwością zwiększenia zadłużenia.
– To jest o tyle ważne, bo tu jesteśmy na plusie prawie 9 mln, a zaczynając zeszły rok, jak pamiętacie, myśleliśmy, że będziemy musieli zwiększyć zadłużenie o 3 mln zł – mówił.
Ten sam radny zwrócił jednak uwagę na mniej wygodne elementy raportu. Najpierw wskazał na ochronę cywilną i bezpieczeństwo, które jego zdaniem zostały pokazane zbyt fragmentarycznie. Podkreślał, że gmina poniosła w tym obszarze wydatki i kupiła sprzęt, ale samo wyposażenie nie tworzy jeszcze pełnego systemu reagowania.
– Gdzieś to jest tu rozproszone, gdzieś to się tu traci – dodał.
Najostrzejsza część jego wypowiedzi dotyczyła jednak oświaty. Radny przypomniał, że gmina nie szczędzi pieniędzy na edukację, ale same nakłady finansowe nie mogą być jedynym miernikiem skuteczności. Wskazał na wyniki egzaminów ósmoklasistów i różnice pomiędzy szkołami. To właśnie ten fragment debaty najmocniej przełamał ton sesyjnych pochwał.
– Oświata, panie burmistrzu, to nie tylko pieniądze, to nie tylko budynki, to przede wszystkim uczniowie – przekonywał Kubalski.

Wypowiedź była tym bardziej znacząca, że radny zestawił jakość nauczania z wysokimi dopłatami do systemu edukacji. W jego ocenie gmina ma prawo oczekiwać konkretnych efektów, skoro finansuje oświatę z pieniędzy mieszkańców.
– W zeszłym roku dołożyliśmy prawie 9 mln do oświaty z naszych pieniędzy, z pieniędzy naszych mieszkańców, podatników. Jak długo taki stan mamy tolerować? – pytał.
Szczególnie mocno zabrzmiała także puenta tej części wystąpienia, w której radny zakwestionował wygodną narrację o jednakowo dobrym poziomie wszystkich placówek.
– Wszystkie są dobre. Tylko są szkoły dobre, które dobrze uczą i są szkoły dobre, które słabiej uczą – stwierdził filozoficznie samorządowiec.
Po debacie rada głosowała nad wotum zaufania dla burmistrza. Uchwałę przyjęto, ale nie jednomyślnie. Za było 13 radnych, a jeden wstrzymał się od głosu. W sesji zdominowanej przez pozytywne opinie i spokojne głosowania był to istotny sygnał, że ocena pracy włodarza nie była całkowicie bezdyskusyjna.
Następnie burmistrz przedstawił sprawozdanie z wykonania budżetu za 2025 rok. Podkreślał, że dokument został przygotowany w bardziej przejrzysty sposób i opisuje nie tylko liczby, ale też realne funkcjonowanie gminy.
– Te trzysta ponad stron, które się tutaj drodzy państwo znalazły w tym sprawozdaniu podkreślam tak jak i przy raporcie o stanie gminy. To są dane statystyczne, opisowe, finansowe, cyfrowe, które mówią drodzy państwo o życiu gminy i miasta Koziegłowy – zachwalał dokument Jacek Ślęczka.
Finansowo poprzedni rok zakończył się korzystnie. Dochody wykonano w wysokości 113,39 mln zł, wydatki w kwocie 104,58 mln zł, a wynik budżetu zamknął się nadwyżką 8,81 mln zł. Regionalna Izba Obrachunkowa w Katowicach pozytywnie oceniła sprawozdanie, wskazując m.in. na brak zobowiązań wymagalnych i dług na koniec 2025 roku w wysokości 9,96 mln zł.

Nie wszystkie dane były jednak równie korzystne. Najsłabszym punktem sprawozdania było wykonanie dochodów majątkowych na poziomie 42,07 proc. planu. Burmistrz tłumaczył to opóźnieniami w rozstrzygnięciach projektów z dofinansowaniem unijnym i przesunięciem części środków do tegorocznego budżetu.
– Musieliśmy dokonać niezbędnej korekty do 8,35 mln zł, co stanowiło tylko albo aż 42,07 proc. – tłumaczył włodarz.
Po pozytywnych opiniach RIO, komisji rewizyjnej oraz komisji budżetu i finansów rada zatwierdziła sprawozdanie finansowe i udzieliła burmistrzowi absolutorium. Tym razem głosowanie było jednogłośne. Za opowiedziało się 14 radnych.
– Ja, drodzy państwo, przeżywam to już 22 raz udzielenie absolutorium. Rzeczywiście z każdym absolutorium jest coraz trudniej, bo te emocje są wyjątkowe – mówił rozemocjonowany Ślęczka.
W dalszej części sesji radni przyjęli uchwałę dotyczącą zasad zwrotu wydatków z zakresu pomocy społecznej oraz uchwałę w sprawie dziennej opłaty za wyżywienie dziecka w gminnym żłobku. Maksymalna stawka wyniesie 14 zł dziennie i ma obowiązywać od 1 sierpnia. Obie przeszły jednogłośnie i bez szerszej dyskusji.
Końcówka obrad przyniosła informacje o inwestycjach wodno-kanalizacyjnych i energetycznych. Burmistrz poinformował o podpisaniu umowy z urzędem marszałkowskim na modernizację ujęcia wody w Pińczycach oraz budowę zlewni w Koziegłowach. Wartość zadań określono odpowiednio na 7,5 mln zł i 7,6 mln zł. Zapowiedziano także rozbudowę kolejnego bloku biologicznego oczyszczalni ścieków o 600 m³.
Równocześnie włodarz przyznał, że nie wszystkie projekty idą zgodnie z oczekiwaniami. W programie grantowym pomp ciepła dla mieszkańców pojawiły się opóźnienia. Na blisko sto osób objętych zadaniem pełne instalacje zamontowano dotąd u dziesięciu. Problemy techniczne pojawiły się również przy fotowoltaice na obiektach użyteczności publicznej oraz przy planowanej pompie ciepła w Zespole Szkół w Pińczycach. W tym drugim przypadku wyzwaniem jest moc potrzebna do zasilania instalacji.
– Drodzy państwo nie ukrywam, że jest jeden wielki problem z zasilaniem i to zasilanie tej pompy to jest 80 kW. To jest olbrzymia moc – skwitował na koniec.
Koziegłowy
Rozbite auto, wygięte barierki i prawie dwa promile. Policjant w porę zabrał kluczyki
Gdyby nie szybka reakcja policjanta po służbie, ta historia mogła mieć dalszy, znacznie groźniejszy ciąg. W Koziegłówkach 67-letnia kobieta, która według ustaleń miała doprowadzić do kolizji, próbowała odjechać uszkodzonym samochodem. Była pijana. Badanie wykazało blisko dwa promile alkoholu w organizmie.
Do zdarzenia doszło w środę, 17 czerwca, na ulicy Lipowej w Koziegłówkach. Policjant z Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach, będący w czasie wolnym od służby, przejeżdżał tamtędy, gdy zauważył samochód stojący na poboczu. Pojazd miał rozbity przód. Przed nim znajdowały się wykrzywione barierki, a w pobliżu stał drugi samochód ze śladami uszkodzeń.
Funkcjonariusz zatrzymał się, by sprawdzić, czy uczestnicy zdarzenia nie potrzebują pomocy. Szybko okazało się jednak, że sytuacja nie kończy się na samej kolizji. Z relacji świadków wynikało, że kobieta siedząca w uszkodzonym pojeździe mogła spowodować zdarzenie i próbuje odjechać z miejsca.
Policjant nie czekał na rozwój sytuacji. Podbiegł do samochodu, wyłączył silnik i zabrał kluczyki. Tym samym uniemożliwił kierującej dalszą jazdę. Podczas rozmowy z kobietą wyczuł silną woń alkoholu. Przeprowadzone później badanie potwierdziło podejrzenia – 67-latka miała w organizmie blisko dwa promile.
O sprawie natychmiast powiadomiono dyżurnego Komendy Powiatowej Policji w Myszkowie. Teraz okoliczności zdarzenia będą przedmiotem dalszych czynności.
– Pijany kierowca to śmiertelne zagrożenie. Od tego, czy zareagujemy, może zależeć czyjeś życie. Nigdy nie wolno przymykać oka na niebezpieczne sytuacje na drodze. Postawa policjanta zasługuje na szczególne uznanie. Dzięki jego czujności, odpowiedzialności i zdecydowanej reakcji kolejny nieodpowiedzialny kierowca, który stwarzał realne zagrożenie dla życia i zdrowia innych uczestników ruchu został wyeliminowany z ruchu drogowego – podkreślają przedstawiciele biura prasowego myszkowskiej policji.
Koziegłowy
Rodzinny festyn w Siedlcu Dużym. Będą atrakcje dla dzieci, pokazy strażackie i ekstremalne show Szymona Godźka
W sobotę teren przy Szkole Podstawowej w Siedlcu Dużym stanie się miejscem Rodzinnego Festynu Integracyjnego. Organizatorzy zapowiadają popołudnie pełne atrakcji dla dzieci, młodzieży i dorosłych, a głównym punktem programu będzie pokaz freestyle motocrossu w wykonaniu Szymona Godźka.
Wydarzenie rozpocznie się o godz. 15.00. Festyn ma mieć charakter rodzinny i integracyjny, dlatego program przygotowano tak, aby każdy uczestnik mógł znaleźć coś dla siebie. Na najmłodszych czekać będą dmuchańce, animacje, zabawy z animatorami, maskotki, fotobudka 360°, brokatowe tatuaże, malowanie twarzy, wata cukrowa, popcorn i lody. Zaplanowano również przejażdżki na kucyku oraz spotkanie z alpakami.
W części scenicznej wystąpią uczniowie z miejscowej szkoły, odbędzie się mini playback show, a także rozstrzygnięcie konkursu „Ekoświat w pudełku”. Publiczność zobaczy również występy zespołów pieśni i tańca Małe Koziegłowy oraz Aguila. Program uzupełnią atrakcje przygotowane w strefie ekologicznej, symulatory jazdy, alkogogle oraz oprawa muzyczna DJ-a.
Nie zabraknie także elementów edukacyjnych i pokazowych. Druhowie z ochotniczej straży pożarnej przygotują prezentację sprzętu oraz pokaz swojej działalności. Dla wielu uczestników będzie to okazja, by z bliska zobaczyć strażacki wóz, porozmawiać ze strażakami i lepiej poznać pracę lokalnej jednostki.

Organizatorzy zadbali również o strefę gastronomiczną. Na miejscu dostępny będzie grill, gofry oraz bufet festynowy, dzięki czemu wydarzenie ma być nie tylko okazją do zabawy, ale również do wspólnego spędzenia czasu przy dobrym jedzeniu.
Największe emocje zaplanowano jednak na wieczór. Na scenie i specjalnie przygotowanej przestrzeni pojawi się Szymon Godziek, jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich zawodników freestyle motocrossu, a zarazem uczestnik największych imprez sportów ekstremalnych na świecie. Jego pokaz FMX i ekstremalnych akrobacji motocyklowych ma być główną atrakcją festynu oraz widowiskiem, które dostarczy publiczności dużej dawki adrenaliny.

To jednak nie koniec programu. Organizatorzy zapowiadają, że o godz. 22.00 zostanie odkryta specjalna niespodzianka. Szczegóły nie zostały ujawnione, co ma dodatkowo podgrzać atmosferę finału wydarzenia.
Koziegłowy
Kto naprawdę tu rządzi? Radna Kaim Hagar: Wszystkie decyzje burmistrza muszą mieć akceptację tej pani
Są w lokalnym samorządzie chwile, gdy człowiek chciałby wierzyć, że sala sesyjna jest miejscem powagi, odpowiedzialności i minimum kultury osobistej. A potem przychodzi majowa sesja w Koziegłowach, a z obrad robi się ornitologiczno-polityczny teatr jednego głosu. Bo oto radny Bartłomiej Grzybek, zamiast spokojnie odczytać interpelację o odpadającym tynku, zawilgoceniu i potencjalnym zagrożeniu dla dzieci, usłyszał od Joanny Kołodziejczyk, że „mówi jak kaczka”.
Nie chodziło o kabaret szkolny, próbę do przedstawienia z okazji Dnia Dziecka ani o konkurs recytatorski pod patronatem koła gospodyń wiejskich. Chodziło o sesję rady. Organ gminy, sprawy publiczne i bezpieczeństwo dzieci. I przewodniczącą, która w roli strażniczki powagi obrad postanowiła wystrzelić z komentarzem godnym podwórkowej przepychanki.
– Przepraszam, przepraszam. Proszę czytać wolno, wyraźnie, bo mówi pan jak kaczka i my tego nic nie rozumiemy. Żeby wszyscy usłyszeli – wypaliła w pewnym momencie Joanna Kołodziejczyk.
No i wszyscy usłyszeli. Tyle że niekoniecznie to, co powinni. Zamiast dowiedzieć się przede wszystkim czegoś o stanie przedszkola, mieszkańcy usłyszeli coś znacznie bardziej pouczającego. A mianowicie jak wygląda kultura prowadzenia obrad, gdy przewodniczącej najwyraźniej myli się stanowczość z publicznym przytykiem. Kaczka nie mówi, kaczka kwacze, ale jak się okazuje, w Koziegłowach to już szczegół. Ważne, że na sali wiadomo, kto trzyma mikrofon, kto przerywa i kto może pozwolić sobie na więcej.
A przecież sprawa nie była błaha. Radny Grzybek podnosił temat budynku przedszkola. Nie pytał o kolor firanek, nie narzekał na zbyt mało pelargonii w donicach, nie domagał się tablicy pamiątkowej na własną cześć. Mówił o odpadającym tynku, możliwym zawilgoceniu ścian, niedrożności rynien i zagrożeniu dla dzieci oraz pracowników placówki. W normalnym samorządzie byłby to moment, w którym wszyscy prostują się w fotelach, notują, dopytują i sprawdzają. W Koziegłowach radny został potraktowany akustycznie i zoologicznie.

I właśnie dlatego komentarze mieszkańców pod tekstem opublikowanym na facebookowym profilu wpowiecie.pl dedykowanemu na powiat myszkowski są tak wymowne. Bo ludzie świetnie wyczuli, że to nie była tylko jedna niezręczna fraza. Jak sami wskazują, to był objaw choroby znacznie bardziej przewlekłej i poczucia, że władza lokalna zbyt łatwo przechodzi od służby mieszkańcom do tonu folwarcznego.
– To jest żenada, nigdy nie słuchają ludzi, tylko obrażają się nawzajem – napisała Marzena Konopka.
Krótko, celnie i bez zbędnych konsultacji społecznych. Gdy mieszkańcy zaczynają mówić o żenadzie, to znaczy, że coś poszło nie tak. A gdy mówią, że nikt ich nie słucha, tylko wszyscy się obrażają, to znaczy, że samorządowe lustro pękło już dawno, tylko nie wszyscy chcą w nie spojrzeć.
Problem przedszkola, jak się okazuje, wcale nie jest wymysłem jednego radnego. W komentarzach pojawiły się głosy mieszkańców, którzy opisują sprawę znacznie ostrzej niż urzędowy język przeglądów technicznych.
– To przedszkole to jakaś jedna wielka niedoróbka. Niby ładne, a jedna wielka fuszerka. Ciągle coś przecieka i odpada. W starożytności budowlanka była na wyższym poziomie. Bartłomiej Grzybek dobrze, że poruszyłeś ten temat. Czas wspomnieć o chodnikach, po których ciężko poruszać się wózkiem – napisała dla odmiany Izabela Ptasik.
Do tego Luk Szczęsny dorzucił kolejny, mówiąc delikatnie, aromatyczny fragment lokalnej rzeczywistości.
– Chciałbym jeszcze wspomnieć o smrodzie szamba, jaki często unosi się w szatni w piwnicy, gdzie dzieciaczki się przebierają – zauważył.
Klaudia Ciuk natomiast napisała to tak, jak powinno zostać odczytane na początku kolejnej sesji, najlepiej wolno, wyraźnie i bez drobiowych porównań.
– Sesja to miejsce, gdzie mieszkańcy oczekują powagi, merytorycznej dyskusji i wzajemnego szacunku, a nie osobistych docinków. Teksty typu „mówi pan jak kaczka” są po prostu nie na miejscu i uwłaczają standardom, jakich powinniśmy wymagać od osób publicznych. Można się z kimś nie zgadzać, można polemizować na argumenty, ale szacunek do drugiego człowieka to absolutne minimum. Pełne wsparcie dla pana radnego – skomentowała.
W punkt. Przewodnicząca ma prawo pilnować porządku obrad. Ma prawo prosić o powtórzenie wypowiedzi. Ma prawo upomnieć radnego, jeśli mówi niewyraźnie, za szybko albo odbiega od tematu. Ale nie ma obowiązku, a tym bardziej prawa moralnego, robić widowisko ośmieszające rozmówcę.
Internautka Angelika poszła o krok dalej i postawiła sprawę w kategoriach politycznej odpowiedzialności.
– Sesja powinna być miejscem rzeczowej dyskusji i wzajemnego szacunku, a nie osobistych przytyków czy niekulturalnych komentarzy. Można mieć różne zdania, ale kultura wypowiedzi i szacunek do drugiego człowieka powinny być podstawą każdej publicznej debaty. Tego właśnie mieszkańcy mają prawo oczekiwać od osób pełniących funkcje publiczne. Może najwyższa pora, aby mieszkańcy poważnie zastanowili się nad referendum i odwołaniem osób, które zamiast reprezentować mieszkańców z klasą, obniżają poziom publicznej debaty – przekonywała.
Referendum? Mocne. Jednak kiedy z sali sesyjnej robi się miejsce, gdzie mieszkańcy czują się lekceważeni, a radny zgłaszający problem dzieci słyszy komentarz rodem z ławki pod sklepem, to trudno się dziwić, że część opinii publicznej zaczyna myśleć o politycznych konsekwencjach. Demokracja lokalna ma tę zaletę, że raz na jakiś czas przypomina wybranym, iż mandat nie jest aktem własności.
Paulina Konopka, która była obecna na sesji, opisała to w sposób jeszcze bardziej bezpośredni.
– Będąc na tej sesji odniosłam wrażenie, że większości radnym brakuje kultury osobistej. Oni, zamiast nam pomagać, to wręcz nam szkodzą i podchodzą do nas z pogardą. Skwituje to tylko tym, że radni mają być dla mieszkańców, a nie mieszkańcy dla radnych – skwitowała.
I to jest chyba najbardziej niebezpieczne dla każdej władzy lokalnej zdanie: „podchodzą do nas z pogardą”. Bo pogarda jest w samorządzie jak wilgoć w ścianie. Najpierw jej nie widać, potem zaczyna śmierdzieć, a na końcu odpada tynk. W Koziegłowach – sądząc po komentarzach – zdaje się odpadać już nie tylko ten z elewacji.
Katarzyna Słota też nie owijała w bawełnę.
– Poprę słowa pani Klaudii. Gmina to miejsce publiczne i dla ludzi, a nie na odwrót. Kultura to podstawa, no ale niestety w naszej gminie daleko do kultury i kulturalnych wypowiedziach co można zaobserwować na sesjach jak pani przewodnicząca odnosi się do radnych i do ludzi na sali. Jest to bardzo niekulturalne z jej strony wręcz poniżanie drugiego człowieka – wyraziła jedną z ostrzejszych ocen.
Barbara Rajczyk dopisała krótką, ale gorzką diagnozę.
– Nasza gmina od dawna nie ma nic wspólnego z kulturą i poszanowaniem wyborców – dodała.
Łukasz Piotrowski zauważył natomiast, że wszystko dzieje się w kontekście sprawy dzieci, czyli tematu, który powinien wyciszyć polityczne ego, a nie je podkręcić.
– Niestety obserwując część dyskusji w trakcie tej kadencji, coraz częściej można odnieść wrażenie, że dla części radnych ważniejsze od dobra dzieci bywają potrzeba posiadania racji, polityczne ego oraz emocjonalne odruchy, które nigdy nie powinny dominować nad odpowiedzialnością za bezpieczeństwo dzieci. Dziwna ta kadencja, taka obca, nieswoja. To nie kabaret. Na miejscu radnego domagałbym się publicznych przeprosin – stwierdził.
Najmocniejsza politycznie była jednak wypowiedź radnej powiatowej Doroty Kaim Hagar. I tu kończy się drobna satyra, a zaczyna pytanie o rzeczywisty układ sił w Koziegłowach.
– Tak naprawdę odkąd rządzi w naszej gminie pani Kołodziejczyk (z całym szacunkiem dla pana burmistrza, gdyż wszystkie jego decyzje muszą mieć akceptację tej pani) do tej pory nie znaleźli się radni, którzy publicznie w czasie obrad sesji jej się sprzeciwili. Ale widać, że miarka się przebrała i wreszcie jest ktoś kto ma odwagę to zrobić bo zależy mu na mieszkańcach i po to startował w wyborach. Warto o tym pamiętać przy kolejnym wyborach. Brawo Bartłomiej Grzybek! Trzymam kciuki i wspieram – spuentowała całą dyskusję na facebookowym profilu Powiat Myszkowski.
No właśnie. Kto naprawdę rządzi w Koziegłowach? Burmistrz, który formalnie jest organem wykonawczym? Rada, która ma stanowić i kontrolować? Czy przewodnicząca, o której radna powiatowa pisze, że wszystkie decyzje burmistrza muszą mieć jej akceptację?
To oczywiście opinia Doroty Kaim Hagar, ale opinia politycznie ciężka. Bo jeśli mieszkańcy i lokalni samorządowcy zaczynają postrzegać przewodniczącą jako faktyczne centrum decyzyjne gminy, to mają problem większy niż jedna sesyjna złośliwość. Automatycznie pojawia się tu pytanie o mechanikę lokalnej władzy.
W tej historii najbardziej groteskowe jest to, że cały kryzys można było zatrzymać jednym normalnym zdaniem. „Panie radny, proszę mówić wolniej”. Tyle. Pięć słów. Bez kaczki, bez popisu, bez tonu nauczycielki od dyscypliny na kolonii karnej. Efekt? Przewodnicząca chciała poprawić dykcję radnego, a poprawiła tylko frekwencję krytycznych komentarzy. Chciała, żeby wszyscy usłyszeli. No to usłyszeli. I zapisali.
Finalnie kwestia budynku przedszkola nadal wymaga odpowiedzi. Czy odpadający tynk został sprawdzony? Czy rynny są drożne? Czy wilgoć jest problemem? Czy smród w szatni istnieje? Czy rodzice mogą być spokojni? To są konkretne pytania. Znacznie ważniejsze niż to, czy radny mówi zbyt szybko i czy przewodniczącej podoba się tempo jego czytania.
Koziegłowy
Po zdarzeniu losowym mieszkaniec został bez domu. Na sesji padło pytanie o gminne lokale awaryjne
W końcowej części sesji w Koziegłowach, która odbyła się 30 kwietnia, pojawił się temat, który wykroczył poza bieżące procedowanie uchwał i dotknął jednej z najbardziej podstawowych kwestii bezpieczeństwa mieszkańców. Chodzi o sytuację osoby, która po zdarzeniu losowym na terenie gminy miała pozostać bez dachu nad głową. Jeden z radnych zwrócił się z wnioskiem, aby przeanalizować zasób lokali mieszkalnych będących w dyspozycji samorządu oraz sprawdzić, czy gmina rzeczywiście posiada lokal, który w nagłych przypadkach można szybko wykorzystać jako miejsce tymczasowego schronienia.
Sprawa została zgłoszona w punkcie dotyczącym wolnych wniosków. Radny Marek Kawalec wskazywał, że po jednym ze zdarzeń losowych w miejscowości położonej na terenie gminy mieszkaniec znalazł się w dramatycznej sytuacji życiowej. W jego ocenie samorząd powinien mieć przygotowaną realną odpowiedź na podobne przypadki, nie tylko w postaci doraźnej pomocy finansowej, ale także zabezpieczonego lokalu mieszkalnego, który można wykorzystać „w razie W”.
– W związku z tym prośba, aby na Komisji Społecznej przeanalizować możliwości lokalowe posiadanych w zasobie lokali mieszkalnych – mówił radny.
Samorządowiec podkreślał, że chodzi nie tylko o jednostkową sytuację, ale o systemowe przygotowanie gminy na podobne zdarzenia. Z jego wypowiedzi wynikało, że komisja powinna przyjrzeć się zarówno posiadanym lokalom, jak i zawartym umowom oraz wpływom do budżetu.
– Uważam, że taki jeden lokal mieszkalny „w razie W”, gdyby cokolwiek działo się komukolwiek na terenie gminy, powinniśmy mieć zabezpieczony. Stąd taka prośba o analizę posiadanych umów, warunków tych umów, jak i również wpływu do budżetu – wskazywał radny.
Wypowiedź nabrała bardziej polemicznego charakteru, gdy radny odniósł się do wcześniejszych rozmów prowadzonych w dniu zdarzenia. Zasugerował, że pojawiła się propozycja bardzo krótkiego zakwaterowania, choć – jak stwierdził – w innych przypadkach osoby korzystały z pomocy lokalowej znacznie dłużej.

– W dniu zdarzenia rozmawialiśmy z osobami, których tutaj nie będę wymieniać. Propozycja była zameldowania na tydzień, maksymalnie na dwa tygodnie, gdzie osoby niekoniecznie polskiego pochodzenia mieszkały znacząco, znacząco dłużej. I my za to płaciliśmy – mówił radny Kawalec.
Burmistrz Jacek Ślęczka zapewnił, że sprawa jest urzędowi znana, a reakcja nastąpiła już w dniu zdarzenia. Jak relacjonował, na miejscu pojawiły się odpowiednie służby i instytucje, w tym pracownicy zajmujący się ochroną i obroną cywilną, nadzór budowlany oraz pracownicy ośrodka pomocy społecznej. Włodarz poinformował również, że osobie poszkodowanej została już udzielona pomoc doraźna. Chodziło o wypłatę zasiłku celowego przeznaczonego na najpilniejsze potrzeby po zdarzeniu.
Ślęczka odniósł się także do zasadniczego pytania radnego, czyli kwestii lokalu awaryjnego. Jak zapewnił, gmina dysponuje obiektem socjalnym przeznaczonym właśnie na takie nadzwyczajne sytuacje. Wskazał również konkretną lokalizację. Chodzi o budynek przy ulicy Świętokrzyskiej.
Koziegłowy
Czy budynek przedszkola jest bezpieczny? Radny mówi o odpadającym tynku i realnym zagrożeniu
Podczas ostatniej sesji Rady Gminy i Miasta Koziegłowy już na etapie interpelacji i zapytań radnych pojawił się temat, który trudno potraktować jako zwykłą sprawę techniczną. Jeden z radnych zwrócił uwagę na stan budynku publicznego przedszkola w Koziegłowach. Jak mówił, z elewacji obiektu odpada tynk, a część elementów może stanowić zagrożenie dla dzieci oraz pracowników placówki. Sprawa od początku miała napięty przebieg, bo zanim radny odczytał interpelację, przewodnicząca przerwała mu, prosząc o wolniejsze i wyraźniejsze mówienie.
Temat, który podjął w trakcie sesji radny Bartłomiej Grzybek, dotyczył stanu technicznego budynku przedszkola w Koziegłowach. Już pierwsze zdania wskazywały, że chodzi nie tylko o jego estetykę, ale potencjalne bezpieczeństwo osób korzystających z obiektu.
– Chciałbym zwrócić uwagę na bardzo niepokojącą sytuację dotyczącą stanu technicznego budynku przedszkola w Koziegłowach. Z informacji, które do mnie docierają oraz własnych obserwacji wynika, że z elewacji budynku odpada tynk. Są również elementy, które mogą mieć znaczącą wagę i w przypadku upadku stanowić realne zagrożenia dla zdrowia i życia dzieci oraz pracowników placówki – mówił radny Grzybek.
W tym momencie wypowiedź została przerwana. Przewodnicząca zwróciła radnemu uwagę na sposób odczytywania interpelacji, co nadało tej części obrad wyraźnie nerwowy ton.
– Przepraszam, przepraszam. Proszę czytać wolno, wyraźnie, bo mówi pan jak kaczka i my tego nic nie rozumiemy. Żeby wszyscy usłyszeli – wypaliła nagle Joanna Kołodziejczyk.
Choć Kołodziejczyk chciała poprawić radnemu sposób wypowiedzi, to sama zaliczyła językowe wodowanie. Kaczka bowiem nie mówi – kaczka kwacze, a radny wyjaśnił, że właściwie to odczytuje pisemną interpelację.

– To jest pełny wniosek, interpelacja – odpowiedział Grzybek.
Kołodziejczyk poprosiła go o rozpoczęcie wypowiedzi od początku.
– Jeszcze raz, od początku, pomału, wolno, żeby każdy mógł usłyszeć – wyartykułowała, choć w tym przypadku najgłośniej wybrzmiał nie problem z dykcją radnego, lecz bardziej z kulturą prowadzenia obrad przez samą przewodniczącą.
Zanim radny wrócił do tematu przedszkola, odniósł się jeszcze do wcześniejszego stanowiska Joanny Kołodziejczyk w sprawie petycji mieszkańców Siedlca Dużego. Ten fragment również wywołał krótką wymianę zdań, ponieważ szefowa koziegłowskiej rady doprecyzowała, że nie poparła petycji, lecz wstrzymała się od głosu (wynik głosowania pokazuje, że jednak poparła – przyp. red.).
– W pierwszej kolejności dziękuję, że przekonałem panią wczoraj na komisji wspólnej i poparła pani petycję mieszkańców Siedlca Dużego – powiedział Bartłomiej Grzybek.
– Nie poparłam, wstrzymałam się – odpowiedziała przewodnicząca rady.
Przewodnicząca dopytywała, czy to również jest interpelacja skierowana do niej.
– Nie. Tylko chciałem podziękować. Mam okazję, więc dziękuję – odpowiedział jej radny wracając do właściwego tematu. – Dodatkowo pojawiają się sygnały, że problem może być związany z niedrożnością rynien i niewłaściwym odprowadzeniem wody, co prowadzi do zawilgocenia ścian i dalszej degradacji elewacji – kontynuował radny Grzybek zaznaczając, że w jego ocenie sytuacja wymaga pilnej reakcji.
W dalszej części wystąpienia podkreślił, że podobne sytuacje miały już występować wcześniej, choć dotąd nie doszło do wypadku. Zaznaczył jednak, że sam brak poszkodowanych nie może być argumentem za odkładaniem działań. Na koniec zaapelował o sprawdzenie stanu budynku, zabezpieczenie miejsc mogących stanowić zagrożenie oraz podjęcie prac naprawczych.
Do sprawy odniósł się burmistrz. Jacek Ślęczka podkreślił, że za obiekty użyteczności publicznej odpowiadają ich gospodarze, a w tym przypadku gospodarzem jest dyrektor przedszkola.
– Przekażę informację pani dyrektor – stwierdził włodarz.
Ślęczka zaznaczył jednak, że gmina co roku przeprowadza przeglądy techniczne obiektów i zapewniał, że przedszkole jest dopuszczone do użytkowania. W jego ocenie, zgodnie z opisem wynikającym z przeglądów, budynek nie stwarza zagrożenia.
– Niemniej jednak interpelację przyjmuję, ponieważ rozpoczęliśmy już przegląd, ale i wcześniej podjęliśmy decyzję, żeby pani dyrektor naszego przedszkola wystąpiła o środki finansowe na remont i modernizację tegoż obiektu – mówił burmistrz.
Koziegłowy
Szkoły na razie zostają, ale spór nie wygasa. Rodzice pytali o dokumenty, burmistrz mówił o demografii
Ostatnia sesja Rady Miasta i Gminy Koziegłowy w końcowej części ponownie skręciła w stronę tematu, który od miesięcy wywołuje największe emocje. Najważniejsza dyskusja dotyczyła reorganizacji oświaty, przyszłości szkół w Siedlcu Dużym i Gniazdowie oraz dostępu rodziców do dokumentów związanych z postępowaniem administracyjnym.
Najwięcej napięcia podczas sesji, która miała miejsce 30 kwietnia, przyniósł powrót do sprawy miejscowych szkół. Rodzice oczekiwali jasnej informacji o dokumentach związanych z postępowaniem dotyczącym reorganizacji, a radny Marek Kawalec dopytywał, czy materiały zostaną udostępnione publicznie. Wskazywał, że nie chodzi o wybiórcze przekazywanie informacji pojedynczym osobom, lecz o dokument, który powinien być dostępny dla zainteresowanych.
Burmistrz Jacek Ślęczka odpowiadał, że proces administracyjny jeszcze się nie zakończył, ponieważ samorząd czeka na ostateczne stanowisko ministra edukacji. Zapewniał jednak, że po zamknięciu postępowania dokumenty zostaną udostępnione społeczności szkolnej, rodzicom i zainteresowanym osobom.
Jednocześnie włodarz kilkakrotnie podkreślał, że kolejny rok szkolny ma rozpocząć się bez zmian organizacyjnych. Jak zapewniał, szkoły w Siedlcu Dużym i Gniazdowie prowadzą nabór, a 1 września dzieci mają normalnie wrócić do placówek.
– Na dzień dzisiejszy szkoły funkcjonują bez żadnych zmian. Zarówno dyrektor Szkoły Podstawowej w Siedlcu Dużym, jak i w Gniazdowie przeprowadzają nabór na rok szkolny 2026-2027. I 1 września na pewno będziemy się widzieć zarówno w szkole w Siedlcu Dużym, jak i w Gniazdowie – deklarował.
Nie oznacza to jednak końca problemu. Burmistrz wyraźnie zaznaczał, że samorząd chce określenia standardów oświatowych, w tym minimalnej liczby uczniów, od której zasadne jest uruchamianie oddziałów. Przywoływał demografię i przykład bardzo małych klas, wskazując, że w przyszłości część szkół może stanąć przed poważnymi problemami organizacyjnymi.

– My nie chcemy likwidować żadnej placówki. Chcemy tylko i wyłącznie, abyśmy wiedzieli, od jakiej liczby uczniów mamy otwierać rok szkolny – przekonywał Jacek Ślęczka.
Włodarz przypominał, że gmina złożyła do kuratora cztery wnioski dotyczące reorganizacji sieci placówek, a następnie odwołała się do ministra edukacji, ponieważ – jak mówił – nie zgadza się z częścią opinii kuratorium. Podkreślał też, że problem nie dotyczy wyłącznie Koziegłów, ale wielu samorządów, które mierzą się ze spadkiem liczby uczniów.
– Nie ma wygranych, nie ma przegranych. Jest sytuacja, z którą się zmierzyliśmy. Musimy się do niej przygotować i realizować. Mam nadzieję, że będziemy robić to wspólnie, odpowiedzialnie – mówił.
Najbardziej konkretna wymiana zdań dotyczyła jednak dostępu do dokumentów. Radny Marek Kawalec wielokrotnie pytał, czy informacja zostanie udostępniona rodzicom, czy nie. Zwracał uwagę, że chodzi o formalny dostęp do informacji publicznej, a nie nieoficjalne przekazanie materiałów.
– Nie udostępniamy z ręki dokumentów komuś na wniosek ustny, bo żyjemy w pewnym państwie prawa. Udostępniamy czy nie udostępniamy? – dopytywał.
Po prośbie o stanowisko mecenasa padło, że jeśli gmina posiada dokument, może go udostępnić z zachowaniem wymaganych ograniczeń, w tym ochrony danych. Z sali pojawiła się sugestia, by dokument opublikować w internecie, najlepiej w Biuletynie Informacji Publicznej lub w zakładce oświatowej.
– Te dokumenty będą dostępne, jeżeli tylko decyzja będzie w ręku gminy i miasta Koziegłowy. Będą zawieszone w dostępie do informacji publicznej, a jeżeli dokonamy pewnych ograniczeń RODO, udostępnimy bez danych wrażliwych – zapewniał Ślęczka.
Dyskusję domknęła uwaga Marka Kawalca, który podkreślił najważniejszy dla rodziców komunikat, iż obecny rok szkolny trwa normalnie, a kolejny również ma rozpocząć się 1 września bez zmian dla dzieci.
Koziegłowy
Komisja chciała uwzględnić petycję mieszkańców, rada powiedziała „nie”
Podczas ostatniej sesji w Koziegłowach wrócił jeden z najbardziej wrażliwych społecznie tematów ostatnich miesięcy, czyli przyszłość Szkoły Podstawowej w Siedlcu Dużym. Radni zajęli się petycją dotyczącą sprzeciwu wobec planu przekształcenia placówki, złożoną przez rodziców uczniów oraz mieszkańców. Choć komisja skarg, wniosków i petycji uznała, że petycja zasługuje na uwzględnienie, większość rady odrzuciła przygotowany projekt uchwały.
Sprawa dotyczy wcześniejszej decyzji rady z 27 stycznia, kiedy podjęto uchwałę intencyjną w sprawie zamiaru likwidacji Szkoły Podstawowej w Siedlcu Dużym oraz zamiaru przekształcenia Szkoły Podstawowej im. Alfreda Szklarskiego, wchodzącej w skład Zespołu Szkół w Koziegłowach. Już wtedy głosowanie pokazało, że temat nie jest jednoznaczny. Uchwała przeszła dziesięcioma głosami za, przy trzech głosach przeciwnych i dwóch wstrzymujących się.
Do rady trafiła jednak petycja mieszkańców, którzy sprzeciwili się planowanym zmianom. Komisja skarg, wniosków i petycji analizowała ją na posiedzeniach 26 lutego oraz 31 marca. Z przedstawionego podczas sesji uzasadnienia wynikało, że komisja podzieliła obawy rodziców i mieszkańców, a także opowiedziała się za utrzymaniem szkoły w dotychczasowej formie.
– 23 stycznia wpłynęła do Rady Gminy i Miasta Koziegłowy petycja „Stanowczy sprzeciw wobec planu przekształcenia Szkoły Podstawowej w Siedlcu Dużym”. Wnioskodawcami petycji są rodzice uczniów z tej szkoły oraz mieszkańcy naszej gminy – referował radny Bartłomiej Grzybek, przedstawiciel z ramienia komisji.
Jak odczytano dalej, autorzy petycji zwrócili się do rady o usunięcie z porządku obrad projektów uchwał dotyczących przekształcenia szkoły. W praktyce ich sprzeciw dotyczył kierunku zmian w lokalnej oświacie i obawy przed utratą placówki w dotychczasowym kształcie.
Przedstawiciel komisji przypomniał również przebieg wcześniejszych wydarzeń. Na wniosek burmistrza zwołano sesję na 27 stycznia, a w jej porządku znalazł się punkt dotyczący zamiaru likwidacji placówki w Siedlcu Dużym oraz przekształcenia szkoły w Koziegłowach. Uchwała została wówczas przyjęta większością głosów.

Mimo tej wcześniejszej decyzji komisja uznała, że argumenty zawarte w petycji powinny zostać uwzględnione. W projekcie uchwały zapisano wprost, że petycja „zasługuje na uwzględnienie”. Było to stanowisko odmienne od kierunku, który rada przyjęła w styczniu.
W uzasadnieniu wyraźnie zaakcentowano społeczną stronę sprawy. Komisja odwołała się do troski rodziców, uczniów i mieszkańców, którzy podpisali się pod sprzeciwem wobec likwidacji szkoły w Siedlcu Dużym oraz przekształcenia szkoły w Koziegłowach.
Jak dodano, stanowisko komisji nie było jednomyślne. Zostało przyjęte dwoma głosami za, przy jednym głosie przeciwnym. Po przedstawieniu projektu uchwały przewodnicząca zarządziła głosowanie. Wynik pokazał, że większość rady nie podzieliła rekomendacji komisji. Za przyjęciem projektu opowiedziało się pięciu radnych (Andrzej Chojnowski, Bartłomiej Grzybek, Marek Kawalec, Joanna Kołodziejczyk, Jacek Sularz), przeciw było ośmiu (Marcin Będkowski, Damian Cesarz, Piotr Gil, Leonard Jagoda, Michał Kubalski, Grażyna Sitek, Andrzej Szóstak, Przemysław Zenderowski), a dwóch wstrzymało się od głosu (Artur Kciuk, Rafał Zenderowski).

Po ogłoszeniu wyników na sali pojawiła się jednak pewna niejasność proceduralna. Przewodnicząca najpierw stwierdziła, że uchwała została podjęta, po czym doprecyzowała, że większość radnych była przeciwko projektowi, a więc rada nie przyjęła uchwały zakładającej uwzględnienie petycji.
– Głosowało pięć za, przeciw osiem, wstrzymujących się dwóch. Stwierdzam, że uchwała została podjęta. Uchwała została podjęta, jest przeciw, że nie przyjmujemy tej uchwały, żeby było jasne – mówiła przewodnicząca rady.
Koziegłowy
Pijany uciekał przed policją ulicami Koziegłów mimo dożywotniego zakazu. 37-latek trafił do aresztu
Myszkowscy policjanci zatrzymali 37-letniego kierowcę, który nie zatrzymał się do kontroli drogowej i próbował uciekać ulicami Koziegłów. Badanie wykazało, że mężczyzna miał w organizmie blisko 3,5 promila alkoholu. Jak ustalili funkcjonariusze, wcześniej był już skazany za jazdę po alkoholu i objęty dożywotnim zakazem prowadzenia pojazdów mechanicznych.
Do zdarzenia doszło w miniony wtorek, przed południem, w Koziegłowach. Patrol ruchu drogowego zauważył samochód marki mitsubishi i podjął decyzję o zatrzymaniu go do kontroli. Policjanci włączyli w radiowozie sygnały świetlne i dźwiękowe, jednak kierujący nie zareagował na polecenia mundurowych. Zamiast zatrzymać pojazd, gwałtownie przyspieszył i rozpoczął ucieczkę.
Po krótkim pościgu funkcjonariusze zatrzymali 37-latka kilka ulic dalej. Już podczas pierwszych czynności okazało się, że mężczyzna jest nietrzeźwy. Przeprowadzone badanie wykazało blisko 3,5 promila alkoholu w jego organizmie.
Na tym jednak sprawa się nie zakończyła. Po sprawdzeniu danych w policyjnych systemach mundurowi ustalili, że zatrzymany był już wcześniej skazany za prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu. Sąd orzekł wobec niego dożywotni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych. Mimo tego 37-latek ponownie wsiadł za kierownicę, będąc w stanie głębokiego upojenia alkoholowego.

– Mężczyzna został zatrzymany i usłyszał zarzuty. Odpowie między innymi za kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości w warunkach recydywy oraz za niezatrzymanie się do kontroli drogowej. Na wniosek myszkowskich policjantów i Prokuratury Rejonowej w Myszkowie sąd zdecydował o zastosowaniu wobec niego tymczasowego aresztu na okres trzech miesięcy – poinformowało biuro prasowe myszkowskiej komendy policji.
Zgodnie z przepisami kodeksu karnego 37-latkowi grozi kara do pięciu lat pozbawienia wolności.
Koziegłowy
Szkoły pod ostrzałem i publiczne odpieranie zarzutów. W Koziegłowach wrócił spór o jakość nauczania
Podczas ostatniej sesji wróciły tematy, które już wcześniej budziły silne emocje wokół lokalnej oświaty. Choć w porządku obrad nie zapowiadało się na większą dyskusję, w końcówce posiedzenia odczytano dwa obszerne stanowiska odnoszące się do zarzutów, jakie wcześniej padły publicznie pod adresem lokalnych szkół. W centrum uwagi znalazły się zarówno sprawa jednego z uczniów Zespołu Szkół w Koziegłowach, jak i ocena poziomu kształcenia w Szkole Podstawowej w Siedlcu Dużym. To właśnie ten fragment obrad pokazał, jak cienka granica dzieli dziś samorządową debatę od otwartego konfliktu o reputację placówek, jakość nauczania i sposób interpretowania wyników egzaminacyjnych.
Gdy padło pytanie o zapytania i wolne wnioski, jeden z uczestników sesji upomniał się o odczytanie pisma dyrekcji Zespołu Szkół w Koziegłowach, wskazując, że podczas jednego ze spotkań z rodzicami padły poważne oskarżenia dotyczące procesu dydaktycznego i traktowania ucznia. W efekcie na sali wybrzmiało oficjalne stanowisko szkoły, które miało stanowić odpowiedź na wcześniejsze publiczne wypowiedzi.
W piśmie odczytanym podczas sesji podkreślono, że zarzuty formułowane wobec placówki nie znajdują potwierdzenia w dokumentacji ani w dotychczasowym przebiegu współpracy z rodziną dziecka.
– Z głębokim niepokojem przyjmuję fakt, iż w przestrzeni publicznej pojawiły się zarzuty, które nie znajdują odzwierciedlenia w rzeczywistości i nie były wcześniej zgłaszane w szkole w żadnej formie – odczytano w stanowisku dyrekcji.
W dokumencie szczegółowo odniesiono się do twierdzeń jednego z rodziców, który wcześniej sugerował niewłaściwe traktowanie ucznia, pomijanie go podczas zajęć, brak odpowiednich materiałów edukacyjnych, a także nieprawidłowości związane ze zmianą szkoły. Dyrekcja podkreśliła, że rodzicowi zaproponowano udział w spotkaniu z nauczycielami uczącymi dziecko w okresie jego nauki, jednak propozycja ta została odrzucona.

– Rodzic wskazał, że nie zamierza wracać do tej sprawy ani uczestniczyć w bezpośredniej konfrontacji, podkreślając jednocześnie, iż nie zgłasza zastrzeżeń wobec pracy szkoły – usłyszeli radni.
To zdanie wyraźnie kontrastowało z treścią wcześniejszych wypowiedzi, które miały padać publicznie podczas posiedzenia wspólnej komisji. Dyrekcja wskazała, że w związku z odmową udziału w spotkaniu zwrócono się do wychowawcy klasy o pisemne ustosunkowanie się do sprawy, a przygotowanie tego stanowiska wymagało czasu z powodu zwolnienia lekarskiego nauczyciela.
W dalszej części dokumentu mocno wybrzmiało stanowisko, że szkoła realizowała wszystkie zalecenia wynikające z orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego i zapewniała dziecku wsparcie adekwatne do jego potrzeb.
– Uczeń posiadający orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego był objęty kompleksowym i udokumentowanym wsparciem dostosowanym do jego indywidualnych potrzeb edukacyjnych, w tym wynikających z mutyzmu wybiórczego – odczytano na sesji.
Dyrekcja w piśmie zaznaczyła również, że współpraca z rodziną przez cały czas miała przebiegać w atmosferze zaufania, a wszelkie działania były konsultowane podczas spotkań.
– Regularnie raz w miesiącu odbywały się spotkania, podczas których analizowano postępy dziecka. W trakcie tych spotkań nie zgłaszano żadnych zastrzeżeń co do funkcjonowania ucznia w szkole ani jakości udzielanego wsparcia – wskazano.
W stanowisku odrzucono także sugestie, jakoby szkoła planowała pozostawienie ucznia na kolejnym etapie edukacyjnym w sposób arbitralny czy wymuszony.
– Należy przy tym podkreślić, że decyzja taka nie może zostać podjęta bez zgody rodziców i nie była nigdy przedstawiana jako działanie obligatoryjne – zaznaczono.
Najmocniejszy fragment pisma dotyczył jednak obrony dobrego imienia placówki i całego środowiska pedagogicznego.
– Z całą stanowczością sprzeciwiam się rozpowszechnianiu niezweryfikowanych i krzywdzących opinii, które godzą w dobre imię szkoły oraz całego środowiska pedagogicznego – padło w odczytanym stanowisku.
Na tym jednak nie zakończyła się dyskusja wokół miejscowej edukacji. Podczas tej samej części obrad odczytano również stanowisko rady pedagogicznej Szkoły Podstawowej w Sielcu Dużym. Jego ton również był wyraźnie obronny i stanowił odpowiedź na publicznie pojawiające się sugestie o niskim poziomie nauczania i słabych wynikach egzaminacyjnych placówki.
– Z dużym niepokojem przyjmujemy pojawiające się w wypowiedziach publicznych stwierdzenia sugerujące niski poziom kształcenia w naszej szkole lub wskazujące, że placówka od kilku lat osiąga najgorsze wyniki edukacyjne – przeczytano.
Rada pedagogiczna próbowała odpierać te zarzuty, przywołując konkretne wyniki egzaminu ósmoklasisty z poprzednich lat. Podkreślono, że szkoła miała osiągać bardzo dobre wyniki zarówno na tle gminy, jak i powiatu.
– W 2022 roku uczniowie Szkoły Podstawowej w Sielcu Dużym osiągnęli jedne z najlepszych wyników w gminie i bardzo wysokie wyniki w skali powiatu – wskazano. – Z języka polskiego szkoła uzyskała 73,56 – pierwsze miejsce w gminie oraz pierwsze miejsce w powiecie. Z matematyki 63,56 – pierwsze miejsce w gminie oraz czwarte miejsce w powiecie. Natomiast z języka angielskiego 74,44 – drugie miejsce w gminie oraz piąte miejsce w powiecie – wyliczano.
Jednocześnie podkreślono, że analiza wyników egzaminacyjnych w małych szkołach powinna być prowadzona ostrożnie i z uwzględnieniem niewielkiej liczby uczniów w poszczególnych rocznikach.
– W takich sytuacjach wynik jednego lub dwóch uczniów może znacząco wpływać na średnią szkoły, co jest zjawiskiem powszechnie znanym i wielokrotnie wskazywanym w analizach okręgowych komisji egzaminacyjnych – zaznaczono w stanowisku.
W dalszej części pisma rada pedagogiczna zwracała uwagę, że poziom szkoły należy oceniać nie tylko przez pryzmat egzaminów zewnętrznych, ale także sukcesów uczniów w konkursach oraz działań wychowawczych i społecznych.
– Uczniowie naszej szkoły zdobyli tytuły laureatów i finalistów konkursów przedmiotowych, co stanowi jedno z najwyższych potwierdzeń jakości pracy dydaktycznej oraz skutecznego wsparcia rozwoju uczniów zdolnych – podkreślono.
Także w tym przypadku zakończenie stanowiska miało wyraźnie polemiczny charakter.
– Rada pedagogiczna wyraża przekonanie, że wszystkie decyzje dotyczące przyszłości szkoły powinny być podejmowane w oparciu o rzetelną analizę danych, dialog ze środowiskiem szkolnym oraz z poszanowaniem pracy nauczycieli i dobra uczniów – wybrzmiało.
Po prezentacji obu stanowisk głos zabrała jedna z osób uczestniczących w obradach. Zaznaczyła, że nie zamierza już szerzej komentować sprawy, ale jednoznacznie wskazała, że przedstawione wcześniej dane dotyczące słabych wyników odnosiły się do konkretnego roku szkolnego, a nie do całokształtu funkcjonowania szkoły.
– My mamy brać średnią z kilku lat, natomiast o tym, co rada pedagogiczna chwaliła się za 2022 rok, to jest jeden rok – padło z sali.
W odpowiedzi na odczytane stanowiska głos zabrał także jeden z radnych, który przypomniał, że to on wywołał temat i uzasadnił potrzebę publicznego przedstawienia tych dokumentów. W jego ocenie emocjonalne oskarżenia padające w przestrzeni publicznej powinny zostać skonfrontowane z dokumentami i faktami.
– Łatwo w opinii publicznej, w emocjach rzucić oskarżenia. Niestety później, jak się okazuje, jak emocje opadną, sama rodzina przyznała, że te oskarżenia, które padły, nie mają odzwierciedlenia w prawdzie – mówił.
Odnosząc się do szkoły w Siedlcu Dużym, wskazał również na potrzebę szerszego udostępnienia danych o wynikach egzaminacyjnych, tak aby nie opierać dyskusji na wybiórczych ocenach.
– Chciałbym złożyć formalny wniosek, żeby burmistrz na stronie internetowej szkoły i w mediach społecznościowych zamieścił informacje o wynikach egzaminów ósmoklasisty, które są w oficjalnym dokumencie, w raporcie o stanie gminy – zaznaczył.
Podkreślił też, że nie chce sam interpretować wyników za wszystkich, ale oczekuje, by mieszkańcy mogli wyciągnąć własne wnioski na podstawie pełnych danych.
– Sami oceńcie wyniki. Ja tu nie chcę komentować, sami zobaczcie, jaki jest poziom nauczania w poszczególnych placówkach – zachęcał.
W jego wypowiedzi wybrzmiała także wyraźna krytyka dotychczasowego sposobu tłumaczenia słabszych rezultatów edukacyjnych.
– Już od poprzedniej kadencji rozmawialiśmy o wynikach i jak padły słabe wyniki w jednej ze szkół, nie była wina nauczycieli, nie była wina dyrekcji, to była wina uczniów. Drugiego roku to samo, nie jest wina nauczycieli, nie jest wina dyrekcji. I tutaj słyszymy kolejny raz podobne podejście – stwierdził.
Na zakończenie tej części obrad przewodnicząca zwróciła się do sekretarza z prośbą, aby sugestia samorządowca została przekazana burmistrzowi i zrealizowana w Biuletynie Informacji Publicznej.
– Wtedy ocenę każdy będzie miał indywidualną – podsumowano.
Koziegłowy
Na sesji o przestępstwach, pijanych delikwentach i absurdach systemu. Komendant nie gryzł się w język
Podczas ostatniej sesji Rady Gminy i Miasta Koziegłowy jednym z najważniejszych punktów obrad była informacja o stanie bezpieczeństwa i porządku publicznego na terenie samorządu oraz całego powiatu myszkowskiego. W sesji uczestniczył insp. Rafał Głuch, komendant powiatowy policji w Myszkowie, który przedstawił dane dotyczące przestępczości, zdarzeń drogowych, skuteczności pracy funkcjonariuszy, sytuacji kadrowej oraz stanu policyjnego taboru. Jego wystąpienie szybko wyszło jednak poza same statystyki. Na sali wybrzmiały także problemy systemowe, absurdalne procedury związane z osobami nietrzeźwymi, pytania o cyberprzestępczość i wyraźny apel o dalsze finansowe wspieranie policji przez samorządy.
Już na początku swojego wystąpienia komendant zaznaczył, że chce syntetycznie omówić poziom bezpieczeństwa publicznego na terenie gminy, choć w wielu miejscach będzie musiał odnosić się szerzej do sytuacji w całym powiecie myszkowskim. Z przedstawionych danych wynikało, że na terenie komisariatu obejmującego gminę Koziegłowy odnotowano 127 przestępstw, z czego 50 zakwalifikowano jako przestępczość kryminalną, a 21 dotyczyło pięciu wybranych kategorii przestępstw. W ramach Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa od 1 stycznia do 31 grudnia 2025 roku na obszarze miasta i gminy Koziegłowy naniesiono 159 zgłoszeń, z czego 53 zostały potwierdzone w zakresie ruchu drogowego. W obszarze prewencyjnym odnotowano 12 zgłoszeń, a cztery z nich uznano za zasadne.
Komendant przedstawił także dane dotyczące ruchu drogowego. Na omawianym obszarze w ubiegłym roku doszło do 162 zdarzeń drogowych, w tym siedmiu wypadków. Jak podkreślił, nie odnotowano jednak wypadków śmiertelnych. Mówił też o interwencjach. W przedstawionym okresie było ich 116, z czego 107 stanowiły interwencje domowe.
Najmocniej wybrzmiała jednak ogólna ocena bezpieczeństwa. Szef myszkowskiej policji nie pozostawiał wątpliwości, że w jego ocenie gmina pozostaje miejscem bezpiecznym, a wyniki jednostki na tle innych powiatów województwa śląskiego wypadają korzystnie.
– Oceniam bezpieczeństwo gminy Koziegłowy, jak i na terenie powiatu myszkowskiego na bardzo wysokim poziomie. Jeśli chodzi o przestępczość kryminalną, jej wykrycie to jest wykrycie jedno z najwyższych w całym województwie – mówił insp. Rafał Głuch.
W dalszej części wyjaśniał, że dynamika przestępczości, czyli porównanie liczby przestępstw z 2024 i 2025 roku, wynosi w Myszkowie 92 proc., co oznacza spadek o 8 proc. Dla porównania przywołał wyniki sąsiednich powiatów.

– Częstochowa – 101 proc., Kłobuck – 108 proc., Lubliniec – 97 proc., Tarnowskie Góry – 94 proc., Będzin – 107 proc., Zawiercie – 98 proc. – wskazywał komendant akcentując, że to najniższy wskaźnik wzrostu przestępczości w tej grupie jednostek.
Funkcjonariusz podkreślał też, że w minionym roku na terenie powiatu myszkowskiego nie odnotowano żadnej przestępczości rozbójniczej, czyli tej kategorii, która najbardziej kojarzy się mieszkańcom z bezpośrednim zagrożeniem dla życia i zdrowia.
W przypadku bójek i pobić mówił o pięciu zdarzeniach w skali powiatu, ale jednocześnie podkreślał stuprocentową wykrywalność sprawców. Znacznie gorzej wyglądała sytuacja przy kradzieżach z włamaniem. W tej kategorii wykrywalność wyniosła 57 proc. Komendant tłumaczył to specyfiką regionu, w którym znajduje się wiele domków letniskowych i nieruchomości użytkowanych sezonowo.
– Do tych domków ludzie przyjeżdżają raz na jakiś czas. Czasem na przykład na całe lato, a poza latem są tam na przykład raz w miesiącu, raz na dwa miesiące, raz na trzy. No i przyjeżdżają do domu, okazuje się, że miało miejsce włamanie, natomiast miało ono miejsce, powiedzmy sobie, na przykład dwa miesiące temu. Wszystkie ślady są zatarte, nie ma nic świeżego, więc jakby nasze możliwości wykrywcze w tym przypadku są znikomo małe – tłumaczył.
Sporo miejsca poświęcił także przestępstwom przeciwko mieniu, zwłaszcza kradzieżom. Wyjaśniał mechanizm tzw. przestępstwa przepołowionego, gdzie do wartości 800 zł czyn jest wykroczeniem, a powyżej tej kwoty – przestępstwem. Zwrócił uwagę, że nowe przepisy umożliwiają sumowanie kilku drobnych kradzieży w jedno przestępstwo, co ma uderzać w osoby, które z takich czynów uczyniły sobie stałe źródło dochodu.
Oprócz statystyk dotyczących przestępczości wybrzmiał też temat kadr. W końcu 2024 roku myszkowska komenda miała 11 wakatów, obecnie są to już tylko dwa. W międzyczasie jednostka zyskała jeszcze trzy dodatkowe etaty przekazane przez komendanta wojewódzkiego. Komendant zastrzegł jednak, że zmniejszenie liczby wakatów nie przekłada się automatycznie na natychmiastową obecność nowych policjantów na ulicach, bo proces wyszkolenia funkcjonariusza trwa około 10 miesięcy.
Bardzo mocno wybrzmiała natomiast kwestia wyposażenia, a zwłaszcza stanu policyjnych pojazdów. Tu obraz był znacznie mniej optymistyczny niż w statystykach przestępczości. Komendant mówił wprost o mocno wyeksploatowanym taborze i o tym, że największym problemem pozostają busy patrolowe.
– Obecnie mamy około 30 samochodów, przejeżdżamy rocznie około 700 tys. kilometrów. Z tych 30 prawie pojazdów mamy na przykład 4 busy. I tak, jeden z tych busów ma przebieg 422 tys. kilometrów, drugi 368, trzeci 271 tys. i ostatni 513 tys. kilometrów – wyliczał.
Dalej przedstawił pełniejszy obraz floty. Tylko pięć pojazdów miało przebieg do 50 tys. kilometrów, trzy miały od 50 do 100 tys., sześć od 100 do 200 tys., siedem od 200 do 300 tys., sześć od 300 do 400 tys., jeden od 400 do 500 tys., a jeden przekroczył już pół miliona kilometrów. Nie lepiej wygląda też wiek samochodów. Pięć miało do 3 lat, cztery od 4 do 5 lat, dziesięć od 6 do 10 lat, dziewięć od 11 do 20, a jeden ponad 21 lat.
W tym kontekście komendant przeszedł do najdelikatniejszego punktu swojego wystąpienia – prośby o wsparcie finansowe dla policji. Mówił o mechanizmie „50 na 50”, w którym połowę wartości pojazdu pokrywa Komenda Wojewódzka Policji w Katowicach lub Komenda Główna Policji, a drugą połowę samorządy. W jego ocenie najbardziej potrzebny jest obecnie duży bus patrolowy za 400 tys. zł, co oznaczałoby konieczność zebrania około 200 tys. zł ze strony samorządów. Rozkładając to na wszystkie gminy powiatu i starostwo, dawałoby to mniej więcej 33 tys. zł na jednostkę samorządową.
– Bardzo proszę rozważyć to, bo tak jak powiedziałem, to bezpieczeństwo jest także w zakresie działania gminy. Można je rozumieć także w taki sposób, aby wspierać policję w zakupach nowych pojazdów – apelował.
Najmocniejszy fragment jego wystąpienia dotyczył finansowania miejsc w izbie wytrzeźwień w Częstochowie. Jak mówił, Koziegłowy są jedyną gminą w powiecie myszkowskim, która zdecydowała się finansować takie miejsca. W praktyce – jak tłumaczył – oznacza to gigantyczne skrócenie policyjnych procedur wobec osób nietrzeźwych.
Policjant opisał w szczegółach, jak wygląda procedura, gdy taka osoba zostaje znaleziona na terenie powiatu, ale gmina nie finansuje miejsca w izbie wytrzeźwień. Wtedy patrol najpierw próbuje ustalić miejsce zamieszkania i odwieźć delikwenta do domu. Jeśli to się nie udaje lub rodzina odmawia przyjęcia, policjanci muszą wieźć go do Piekar Śląskich na badania lekarskie, a następnie do policyjnej izby zatrzymań w Zawierciu. Całość może trwać kilka godzin, a patrol jest wyłączony z działań na miejscu.
– Czasem ten człowiek naprawdę wytrzeźwieje. My go przywozimy do policyjnej izby zatrzymań w Zawierciu. Tam jest badany alkomatem i okazuje się, że delikwent już jest trzeźwy. I my go wtedy odwozimy do Myszkowa. Więc miał po prostu wycieczkę po Śląsku na koszt policji – mówił.
W przypadku Koziegłów schemat wygląda zupełnie inaczej, bo osoba nietrzeźwa trafia do Częstochowy, gdzie na miejscu bada ją lekarz, a potem można ją osadzić bez wielogodzinnego wożenia po regionie. Komendant mówił wprost, że to wsparcie jest dla policji nie do przecenienia.
W tym miejscu pojawił się też jeden z bardziej ironicznych momentów całej dyskusji. Jeden z radnych skwitował opisaną procedurę żartobliwą, ale jednocześnie dość kąśliwą uwagą o „darmowych badaniach”.
– Jeżeli będziemy sobie chcieli zrobić darmowe badania i będziemy za nich stać, wystarczy, że tak powiem, napijemy się, położymy się w rowie. Ktoś tam zadzwoni, kulturalnie poinformuje, że sobie leżymy, żona nie wpuści do domu. Zbadamy się, będziemy mieli wycieczkę i wrócimy do miejsca docelowego – mówił.
Komendant odpowiedział z dystansem, choć bez podważania absurdalności całej procedury.
– Nie wiem czy wszystkie, bo tego nie jestem w stanie zagwarantować. Natomiast ogólny stan zdrowia zostanie potwierdzony – odparł.
Nie zabrakło też pytań o nowe zagrożenia, przede wszystkim cyberprzestępczość. Inny z radnych poruszył temat połączeń telefonicznych wykonywanych z egzotycznych numerów, podejrzanych opłat oraz szerszego problemu oszustw wykorzystujących telefon i internet. Komendant przyznał, że nie zna dokładnie opisanego przez radnego schematu, ale potwierdził, że cyberprzestępczość stanowi dziś realne i rosnące wyzwanie, choć trudno ją precyzyjnie zdefiniować. Sporo miejsca poświęcił także oszustwom „na wnuczka”, „na policjanta” i fałszywym reklamom inwestycyjnym, które bazują na łatwowierności, strachu lub chęci szybkiego zysku.
– Przestępcy są bezczelni. Naprawdę – mówił Głuch.
Jeden z radnych zwrócił przy tym uwagę na coraz częstsze przypadki spoofingu, czyli podszywania się pod numery instytucji publicznych. Jak zauważył, dla starszych osób widok nazwy „Komenda Główna Policji” na ekranie telefonu działa paraliżująco i może być początkiem skutecznego oszustwa. Komendant nie pozostawił tu złudzeń, iż policja nie ma technicznych narzędzi, by ten proceder skutecznie wyeliminować.
W dalszej części dyskusji jeden z radnych zapytał wprost o to, jakie dziś komendant widzi największe zagrożenie dla mieszkańców Koziegłów i jak radni mogą pomóc, by ograniczyć liczbę incydentów. Odpowiedź znowu sprowadzała się głównie do bezpieczeństwa drogowego.
– Zagrożenie w zakresie ruchu drogowego. Dlaczego? Dlatego, że one są poważne, nieoczekiwane i mogą dotknąć każdego – nadmienił komendant.
Podkreślał przy tym, że gmina już inwestuje i powinna dalej inwestować w lepszą infrastrukturę, oddzielanie ruchu pieszego i rowerowego od samochodowego, czytelne drogi i ścieżki rowerowe. Wspomniał także o przemocy domowej i skuteczności nowych narzędzi, w tym tzw. nakazów-zakazów, które pozwalają natychmiast odseparować sprawcę od ofiary.
-
Poczesna1 rok temuTragiczny wypadek na trasie między Sobuczyną a Nieradą. Nie żyje 34-letnia kobieta
-
Myszków10 miesięcy temuDom, który stał się miejscem strachu. Bracia z Myszkowa aresztowani za wielomiesięczną przemoc
-
Poczesna2 lata temuW gminie huczy, policja o niczym oficjalnie nie wie, a wójt milczy i unika odpowiedzi
-
Niegowa3 miesiące temuPoważny wypadek młodych ludzi w Niegowie. Pasażerka straciła rękę



















