Obserwuj nas

Myszków

Potrącił motorowerzystę i zwiał. Policja szuka świadków

Opublikowany

,

Najpierw wymuszenie pierwszeństwa, potem uderzenie i ucieczka. Tak, według wstępnych ustaleń, wyglądał przebieg zdarzenia drogowego, do którego doszło 7 lutego około godz. 19.00 na skrzyżowaniu ulic Słowackiego i Spółdzielczej w Myszkowie. Kierowca ciemnego samochodu osobowego nie ustąpił pierwszeństwa prawidłowo jadącemu motorowerzyście, po czym odjechał z miejsca kolizji, nie interesując się losem poszkodowanego.

Policjanci z Myszkowa prowadzą czynności w tej sprawie i apelują do mieszkańców o pomoc. Każdy, kto znajdował się w rejonie skrzyżowania w chwili zdarzenia, widział moment kolizji lub przejeżdżał tamtędy i posiada nagranie z wideorejestratora, może mieć informacje kluczowe dla ustalenia sprawcy.

Według dotychczasowych ustaleń samochód, którego kierowca uczestniczył w zdarzeniu, był koloru ciemnego. Poszkodowany poruszał się motorowerem marki Romet.

Ucieczka z miejsca zdarzenia drogowego to nie tylko brak odpowiedzialności, ale również poważne naruszenie prawa. Tego typu zachowania są surowo oceniane zarówno przez organy ścigania, jak i sądy. W praktyce często oznaczają dodatkowe konsekwencje dla sprawcy.

Policja podkreśla, że nawet z pozoru nieistotny szczegół może pomóc w wyjaśnieniu sprawy. Informacje można przekazywać osobiście w siedzibie komendy lub telefonicznie pod numerem 47 858 42 00.

Myszków

Co jeśli napastnik wtargnie do szkoły? Policja spotkała się z dyrektorami powiatowych placówek oświatowych

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Komenda Powiatowa Policji w Myszkowie

Ograniczenie dostępu osób postronnych do budynków, kontrola wejść oraz procedury na wypadek wtargnięcia napastnika – to część tematów omówionych podczas spotkania policjantów z dyrektorami szkół z powiatu myszkowskiego. Rozmowy zorganizowano w związku z ostatnimi zdarzeniami, do których dochodziło na terenie placówek oświatowych.

Spotkanie odbyło się wczoraj w Miejskim Domu Kultury w Myszkowie. Ze strony policji uczestniczyli w nim komendant powiatowy insp. Rafał Głuch, naczelnik wydziału prewencji nadkom. Sławomir Maciąg oraz kierownik referatu ds. wykroczeń asp. szt. Robert Lipiński. Do rozmów zaproszono dyrektorów szkół z terenu powiatu.

Jednym z głównych zagadnień było zabezpieczenie placówek przed wejściem osób postronnych. Zwrócono uwagę na potrzebę sprawdzenia funkcjonujących już rozwiązań oraz przestrzegania zasad kontroli i ewidencjonowania osób wchodzących do budynków. Dyskutowano także o bezpieczeństwie w bezpośrednim otoczeniu szkół.

Osobny punkt rozmów dotyczył zasad obowiązujących w związku ze stopniem alarmowym Bravo. Przedstawiciele policji przypomnieli o konieczności stosowania przewidzianych w takiej sytuacji zabezpieczeń oraz procedur mających ograniczać ryzyko wystąpienia niebezpiecznych zdarzeń.

Wiele uwagi poświęcono również przygotowaniu szkół na sytuacje kryzysowe. Chodzi między innymi o scenariusz wtargnięcia napastnika do placówki. Podkreślono potrzebę aktualizowania procedur oraz przygotowania nauczycieli i pozostałych pracowników do właściwego rozpoznawania zagrożeń i podejmowania odpowiednich działań.

Istotna ma być także sprawna komunikacja pomiędzy szkołami a policją. Szybkie przekazanie informacji o niepokojącym zdarzeniu może mieć szczególne znaczenie w sytuacji wymagającej natychmiastowej interwencji służb.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Ten remont może słono kosztować Myszków. Burmistrz Żak przyznał, że problem był odkładany

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Shutterstock

Problemy techniczne myszkowskiego basenu nie są dla władz miasta nowością. Podczas ostatniej sesji burmistrz przyznał, że konieczność remontu niecki była sygnalizowana już wcześniej, jednak ze względu na skalę i przewidywane koszty samorząd odkładał inwestycję. Teraz sytuację dodatkowo komplikuje planowane w tym samym budynku miejsce doraźnego schronienia. Musi zostać zlokalizowane tak, aby w przypadku poważnej awarii woda z basenu nie stanowiła zagrożenia dla ukrywających się tam osób.

Temat stanu obiektu pojawił się podczas dyskusji dotyczącej miejskich inwestycji. Jak wyjaśniał burmistrz Włodzimierz Żak, problem niecki był znany jeszcze poprzedniemu dyrektorowi. Miasto sprawdzało przede wszystkim, czy jej stan nie prowadzi do przecieków.

Kompleksowa modernizacja oznacza jednak poważne przedsięwzięcie finansowe i techniczne. Władze Myszkowa dotychczas nie decydowały się więc na rozpoczęcie szerokich prac.

– Ponieważ remont niecki jest poważnym i kosztownym przedsięwzięciem, to jeszcze poprzedni dyrektor zgłaszał problematykę. Badaliśmy, żeby niecka nam nie powodowała przeciekania. I mówiąc wprost, też tu usprawiedliwiam poprzedniego dyrektora, odwlekaliśmy temat – przyznał burmistrz.

Do nierozwiązanego problemu basenu doszły obecnie nowe wymagania związane z ochroną ludności. W obiekcie planowane jest utworzenie miejsca doraźnego schronienia. Jego lokalizacja musi jednak uwzględniać specyfikę budynku, a przede wszystkim sąsiedztwo dużej niecki wypełnionej wodą.

W przypadku poważnego zdarzenia lub uszkodzenia konstrukcji basenu sama woda mogłaby bowiem stać się dodatkowym zagrożeniem dla osób znajdujących się w części ochronnej. Z tego względu schronienie ma zostać maksymalnie odsunięte od niecki.

Nie oznacza to, że tworzenie miejsca schronienia automatycznie pociągnie za sobą kompleksowy remont basenu. Oba zagadnienia są jednak ze sobą technicznie powiązane i wymagają takiego zaplanowania przestrzeni, aby ewentualna awaria części sportowej nie wpływała na bezpieczeństwo osób korzystających ze schronienia.

Największym nierozwiązanym problemem pozostaje sama niecka. Z wypowiedzi Żaka wynika, że dotychczasowa strategia polegała na odsuwaniu kosztownej modernizacji tak długo, jak pozwalał na to stan obiektu. Podczas sesji nie wskazano jednak ani terminu rozpoczęcia kompleksowego remontu, ani kwoty, jaką miasto musiałoby na niego przeznaczyć.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Proces Sebastiana M. dobiega końca. Prokuratura chce ośmiu lat więzienia, obrona – uniewinnienia

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Komenda Powiatowa Policji w Piotrkowie Trybunalskim

Proces Sebastiana M., oskarżonego w związku z tragicznym wypadkiem na autostradzie A1, wszedł w decydującą fazę. Jak relacjonuje portal ePiotrkow.pl, podczas ostatniej rozprawy strony wygłosiły mowy końcowe. Prokuratura zażądała dla oskarżonego maksymalnej kary przewidzianej za zarzucany mu czyn, natomiast obrona konsekwentnie domaga się uniewinnienia. Sam Sebastian M. przyznał, że przekroczył dozwoloną prędkość, ale nadal nie przyznaje się do spowodowania wypadku. Wyrok ma zostać ogłoszony w drugiej połowie października.

Do tragedii doszło 16 września 2023 roku na autostradzie A1 w rejonie Sierosławia. Zginęła podróżująca samochodem trzyosobowa rodzina z Myszkowa. Sprawa od początku budziła ogromne emocje, a przebieg zdarzenia stał się przedmiotem szczegółowych analiz biegłych i wielomiesięcznego postępowania sądowego.

Zanim rozpoczęły się mowy końcowe, obrońca Sebastiana M. próbował doprowadzić do wznowienia przewodu sądowego i przeprowadzenia kolejnych dowodów. Sąd nie uwzględnił jednak tego wniosku, podzielając stanowisko prokuratury, że na tym etapie postępowania został on złożony zbyt późno.

Prokuratura zażądała dla Sebastiana M. ośmiu lat pozbawienia wolności. Oskarżyciel wniósł również o 15-letni zakaz prowadzenia pojazdów, a także zadośćuczynienia dla najbliższych ofiar – po 500 tys. zł dla rodziców i dziadków oraz 200 tys. zł dla brata jednej z osób, które zginęły. Prokurator Aleksander Duda wyjątkowo krytycznie ocenił zachowanie oskarżonego przed wypadkiem, wskazując przede wszystkim na prędkość, z jaką miał poruszać się jego samochód.

Stanowisko prokuratury poparł pełnomocnik rodzin ofiar mecenas Łukasz Kowalski. Podczas swojej mowy wrócił do zeznań jednego ze strażaków uczestniczących w działaniach po wypadku. Jak relacjonuje ePiotrkow.pl, szczególnie emocjonalnym symbolem tragedii stał się dla niego widok niebieskiego dziecięcego kocyka pozostawionego na jezdni. Głos zabrała również matka jednej z ofiar, opisując konsekwencje tragedii dla całej rodziny.

Zupełnie inaczej materiał dowodowy ocenia obrona. Mecenas Katarzyna Hebda przekonywała, że podczas procesu nie wykazano w sposób pozwalający na skazanie, iż to Sebastian M. zmienił pas ruchu i uderzył w osobową kię, którym podróżowała rodzina. Obrona wskazuje na wersję oskarżonego, zgodnie z którą to drugi samochód miał znaleźć się na jego torze jazdy. W mowie końcowej wniosła o uniewinnienie.

Na zakończenie rozprawy wypowiedział się również sam Sebastian M. Przyznał, że jechał z nadmierną prędkością i przeprosił za to zachowanie. Nie zmienił jednak swojego stanowiska dotyczącego odpowiedzialności za sam wypadek.

– Przekroczyłem prędkość, do czego nie powinienem dopuścić. Przepraszam – powiedział przed sądem, cytowany przez ePiotrkow.pl.

Oskarżony nadal utrzymuje, że poruszał się lewym pasem, a kia zaczęła przemieszczać się w jego kierunku. Domaga się uniewinnienia od zarzutu spowodowania śmiertelnego wypadku.

Po zakończeniu mów końcowych sędzia Renata Folkman odroczyła ogłoszenie orzeczenia. Wyrok ma zapaść 21 października. Wtedy sąd przedstawi swoją ocenę materiału dowodowego i rozstrzygnie, czy Sebastian M. ponosi odpowiedzialność za tragedię na A1.

źródło: ePiotrkow.pl

CZYTAJ DALEJ

Myszków

OZE utknęło w przetargach. Burmistrz o „strasznie agresywnej branży” i kolejnych problemach

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Fotolia

Realizacja projektów związanych z odnawialnymi źródłami energii w Myszkowie napotyka kolejne przeszkody proceduralne. Samorząd wciąż zmaga się z pytaniami wykonawców, koniecznością konsultowania szczegółów z ekspertami oraz ryzykiem sporów przed Krajową Izbą Odwoławczą. Podczas ostatniej sesji burmistrz Włodzimierz Żak nie krył, że rywalizacja pomiędzy firmami mocno komplikuje postępowania. Tymczasem czas na wykonanie inwestycji nie jest nieograniczony.

O postęp prac w kontekście odnawialnych źródeł energii pytali radni. W odpowiedzi burmistrz przyznał, że procedury przetargowe okazują się wyjątkowo trudne. Jednym z głównych problemów jest liczba pytań kierowanych przez zainteresowane przedsiębiorstwa. Kiedy urzędnikom wydaje się, że postępowanie zbliża się już do kolejnego etapu, pojawiają się następne kwestie wymagające wyjaśnienia.

– Strasznie agresywna branża. Bardzo często dzieje się tak, że jak nam się już wydaje, że odpowiedzieliśmy na wszystkie pytania i już prawie chcielibyśmy otworzyć oferty, to wpływa pytanie – mówił Włodzimierz Żak.

Sytuację dodatkowo komplikuje techniczny charakter zamówień. Urząd musi opierać się na wiedzy ekspertów, aby ocenić, czy kolejne pytania mają znaczenie dla postępowania. Jak tłumaczył burmistrz, nawet w przypadku upływu terminu na ich zadawanie pominięcie istotnego zagadnienia może później skutkować sporem przed Krajową Izbą Odwoławczą.

W efekcie nie sposób obecnie precyzyjnie określić, kiedy wszystkie procedury uda się zakończyć. Pewną ulgę przyniosło wydłużenie terminu realizacji przedsięwzięcia. Z informacji przedstawionych podczas sesji wynika, że inwestycje powinny zostać wykonane do marca przyszłego roku.

Myszków uczestniczy przy tym w większym projekcie realizowanym wspólnie z innymi samorządami. Jedna z jego części obejmuje budowę instalacji fotowoltaicznych na obiektach użyteczności publicznej. W tym przypadku udało się już otworzyć oferty i miasto liczy na stosunkowo sprawne rozstrzygnięcie.

Burmistrz nie chciał jednak zapewnić radnych, że dalsza procedura przebiegnie bez kolejnych komplikacji.

– Nie dam państwu gwarancji, czy nie zacznie się wzajemna agresja między firmami – stwierdził.

Włodarz zasugerował również, że problem może wykraczać poza zwykłą konkurencję między przedsiębiorcami. Mówił o sytuacjach, w których nawet firma mająca niewielkie szanse na zdobycie zamówienia może podejmować działania komplikujące postępowanie. Nie przesądzał jednak, że właśnie z takim przypadkiem Myszków ma obecnie do czynienia.

– Dlaczego tak? To już rola dla innych instytucji i oby one w tle działały, bo takie praktyki powinny być sprawdzone, żeby nie miały miejsca – mówił.

Przeciągające się procedury są tym bardziej problematyczne, że przedsięwzięcie obejmuje kilka gmin, a odpowiedzialność za jego wykonanie ma charakter solidarny. Poszczególni partnerzy znajdują się jednak na różnych etapach. Niektórzy przeszli już do realizacji, podczas gdy Myszków nadal walczy z procedurami wyboru wykonawców.

– My i gmina Niegowa w tej chwili jesteśmy najtrudniejsi. Żarki też jeszcze, ale Żarki myślę, że oni mają inną specyfikę i oni chyba będą mieć sprawniej – oceniał burmistrz.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Miał zapas na ponad dwa tysiące porcji amfetaminy. Wizyta kryminalnych zakończyła się zatrzymaniem

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Kingmaker (zdjęcie ilustracyjne)

Amfetaminę, z której według policji można było przygotować ponad dwa tysiące porcji dilerskich, oraz marihuanę zabezpieczyli kryminalni z Myszkowa. Narkotyki znaleziono w miejscu zamieszkania 38-letniego mieszkańca powiatu myszkowskiego. Mężczyzna usłyszał już zarzuty i został objęty policyjnym dozorem.

Do zatrzymania doszło kilka dni temu w wyniku działań funkcjonariuszy wydziału kryminalnego Komendy Powiatowej Policji w Myszkowie. Policjanci przeprowadzili czynności w miejscu zamieszkania 38-latka.

Podczas przeszukania znaleźli i zabezpieczyli substancje odurzające. Były wśród nich marihuana oraz amfetamina. Jak informuje policja, ilość zabezpieczonej amfetaminy pozwoliłaby na przygotowanie ponad dwóch tysięcy porcji dilerskich.

Mieszkaniec powiatu myszkowskiego został zatrzymany, a następnie usłyszał zarzuty. Sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa w Myszkowie.

Wobec 38-latka zastosowano środek zapobiegawczy w postaci dozoru policji. Mężczyzna będzie odpowiadał przed sądem, który zdecyduje o jego dalszym losie.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Potężny konflikt o sport w Myszkowie: Od półtora roku walczymy, żeby nas nie zniszczono

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Miasta Myszków

Żądania zwrotu dziesiątek i setek tysięcy złotych, wielomiesięczne kontrole, sprawy sądowe oraz zawiadomienia do prokuratury. Dyskusja o miejskich dotacjach dla klubów sportowych podczas ostatniej sesji rady miasta przerodziła się w wyjątkowo ostry spór. Jeden z radnych zarzucił władzom działania prowadzące do niszczenia stowarzyszeń i mówił wprost o „represji” oraz „polowaniu na ludzi”. Burmistrz odrzucał te oskarżenia, wskazując na obowiązek ochrony publicznych pieniędzy i błędy po stronie organizacji korzystających z dotacji.

Punktem wyjścia była sprawa UKS Luka Tenis Myszków. Jak wyjaśniał burmistrz Włodzimierz Żak, zaostrzenie sposobu weryfikowania rozliczeń stowarzyszeń było następstwem kontroli Regionalnej Izby Obrachunkowej w Katowicach. RIO miała zobowiązać miasto do sprawdzenia umów i rozliczeń dwóch organizacji, a w przypadku stwierdzenia nieprawidłowości – podjęcia działań zmierzających do odzyskania pieniędzy. Później do magistratu wpłynęło również pismo policji zawierające trzy strony pytań.

W przypadku UKS Luka Tenis Myszków problem dotyczył zadeklarowanego wkładu własnego. Po przyznaniu klubowi mniejszej dotacji niż wnioskowana stowarzyszenie nie zmniejszyło wysokości swojego udziału, który następnie znalazł się w umowie. Przy rozliczeniu okazało się, że wkład własny nie został w całości udokumentowany. To doprowadziło do wydania decyzji nakazujących zwrot części pieniędzy.

– Te pieniądze po pierwsze się tym stowarzyszeniom nie należą. Druga rzecz, że to są środki publiczne i za nie jest ogromna odpowiedzialność, jak nimi się posługujemy – przekonywał włodarz.

Trzy decyzje dotyczące wspomnianego klubu mają opiewać łącznie na około 40 tys. zł. Ten odwołał się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Częstochowie, jednak – jak relacjonował burmistrz – odwołanie nie zostało uwzględnione. Stowarzyszeniu pozostaje droga sądowa.

Żak przyznał jednocześnie, że zadania zapisane w dotacji zostały wykonane. Spór dotyczy jednak prawidłowości finansowego rozliczenia przedsięwzięcia. Miasto nie zamierza rezygnować z należności, choć dopuszcza rozłożenie ich na raty.

– Ale na propozycję żeby umorzyć 40 tys. zł, żeby umorzyć w innym przypadku około 350 tys. zł, to nie ma naszej zgody – stwierdził burmistrz.

Te słowa wywołały ostrą reakcję Tadeusza Bartnika. Radny zakwestionował sposób, w jaki władze miasta podchodzą do lokalnych klubów. Przekonywał, że przy ocenie ich działalności nie można sprowadzać wszystkiego wyłącznie do rozliczeń finansowych, pomijając społeczną pracę, prywatne pieniądze angażowane przez działaczy oraz sportowe osiągnięcia.

– Pan burmistrz powiedział o dbałości o środki publiczne, a ja się pytam, gdzie jest dbałość o stowarzyszenia w tym mieście i czy ona nie równoważy tych wszystkich elementów. Gdzie jest dbałość o ludzi, którzy za swoje prywatne pieniądze organizują i promują to miasto w całej Polsce – pytał.

Bartnik wskazywał m.in. na szkolenie około 200 dzieci, awanse zespołów do wyższych lig oraz awans kobiecej drużyny do pierwszej ligi. Jednocześnie mówił o żądaniu zwrotu około 370 tys. zł, które – jak przekonywał – może zagrozić dalszemu funkcjonowaniu organizacji.

– My od półtorej roku walczymy o istnienie, już przez 15 lat walczymy o istnienie tego klubu, ale przez ostatnie półtorej roku walczymy tylko i wyłącznie o to, żeby nas nie zniszczono – mówił.

Radny odpowiedzialnością za obecną sytuację obciążył nie tylko burmistrza, ale również dyrektora MOSiR-u. Twierdził, że stowarzyszenia zamiast wsparcia mierzą się z kolejnymi kontrolami, postępowaniami sądowymi i zawiadomieniami do organów ścigania.

– To są, proszę państwa, działania niszczące stowarzyszenia – stwierdził.

Na tym jednak nie poprzestał. Zarzucił także pozostałym radnym, że wiedzą o problemach, ale nie reagują.

– Ja pretensje mam do was tutaj siedzących, do radnych. Żeby wiedząc o tym, jakie działania są podejmowane, które mają służyć zniszczeniu stowarzyszeń, przyjęciu klubów temu, żebyśmy upadli ze względu na to, że nie będziemy mieli z czego zwrócić tych pieniędzy – mówił.

W dalszej części wystąpienia padały jeszcze mocniejsze określenia.

– Jest tylko represja – stwierdził Bartnik. – Tu chodzi tutaj o polowanie na ludzi – dodał.

Przewodniczący rady Norbert Jęczalik zaprotestował przeciwko obciążaniu odpowiedzialnością całego gremium. Poprosił Bartnika, aby podczas kolejnej dyskusji konkretnie wskazał, w jaki sposób on i pozostali radni mieliby odpowiadać za opisywaną sytuację.

Do zarzutów odniósł się następnie Włodzimierz Żak. Przypomniał, że urząd organizował dla przedstawicieli stowarzyszeń szkolenia dotyczące prawidłowego prowadzenia rozliczeń. Jego zdaniem troska o kluby nie może oznaczać odstępowania od obowiązujących zasad.

– Nie wyobrażam sobie, że dbałość o stowarzyszenia miałaby się wiązać z tym, że mamy potraktować po macoszemu przepisy albo, nie daj Bóg, ich nie dostrzegać. Nie wyobrażam sobie tego – odpowiadał.

Burmistrz zarzucił Bartnikowi przerzucanie odpowiedzialności na kolejne osoby, podczas gdy – jego zdaniem – części problemów można było uniknąć dzięki działaniom po stronie samego stowarzyszenia.

– Wini się cały świat – skwitował.

Najostrzejsza część odpowiedzi dotyczyła zawiadomienia do prokuratury. Żak powiązał je z oświadczeniem dotyczącym zaległości wobec ZUS.

– Myśli pan, że ja się dobrze czuję z tym, że złożyłem doniesienie do prokuratury na pana? Jakby pan powiedział, nie mogę podpisać tego oświadczenia, bo mam zaległość w ZUS-ie, nie byłoby tematu – mówił burmistrz.

Swoją wypowiedź zakończył równie zdecydowanie.

– Żeby być w porządku, trzeba zacząć od siebie – dodał burmistrz.

Radny Bartnik wrócił do sprawy pod koniec sesji. Wyjaśnił, że w związku z żądaniem zwrotu około 370 tys. zł złożony został wniosek o rozłożenie należności na raty. Jeżeli obowiązek zapłaty zostanie utrzymany, proponowana rata ma wynosić około 13 tys. zł miesięcznie.

– Oczywiście te raty z własnych pieniędzy i z własnych środków będę spłacał – zadeklarował.

Jak twierdził, tylko w tym roku miał przekazać na funkcjonowanie klubu z prywatnych pieniędzy około 240-260 tys. zł. Podkreślał również, że organizacja wdraża zalecenia wynikające z przeprowadzonych kontroli.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Mieszkańcy nie chcą tirów pod domami, firmy potrzebują dostaw. Myszków ma komunikacyjny dylemat

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Kingmaker (zdjęcie ilustracyjne)

Ciężarówki obsługujące zakłady przemysłowe muszą gdzieś jeździć, ale kolejne lokalne ulice nie wytrzymują takiego ruchu. Problem komunikacyjny Myszkowa wrócił podczas ostatniej sesji rady miasta. Burmistrz mówił o potrzebie stworzenia specjalnych arterii, które przejmą transport ciężki i ochronią pozostałe drogi. Sytuacja robi się pilna, bowiem według urzędników fragment ulicy Wyzwolenia po kolejnej zimie może być w bardzo złym stanie.

Dyskusja rozpoczęła się od kwestii ulicy Rolniczej. Burmistrz przypomniał, że przed jej wykonaniem mieszkańcom przedstawiono dwa warianty. Ostatecznie zdecydowano się na węższy przekrój. Był to świadomy wybór wynikający między innymi z obaw, że szersza droga zacznie przyciągać ciężki transport.

Problem jest jednak znacznie szerszy niż sytuacja na jednej ulicy. W różnych częściach Myszkowa funkcjonują przedsiębiorstwa zlokalizowane na historycznych terenach przemysłowych. Zakłady potrzebują dostaw i odbioru towarów, dlatego całkowite wyeliminowanie samochodów ciężarowych z miejskiego układu drogowego nie jest możliwe.

– Nie zlikwidujemy tych historycznych powiązań, że tam jest kilkadziesiąt firm i one potrzebują zaopatrzenia, logistyki. Nie zlikwidujemy tego. Musi którąś drogą samochód do tych dzielnic przejechać – mówił Włodzimierz Żak.

Władze miasta widzą rozwiązanie w stworzeniu tras, które przejęłyby możliwie dużą część ciężkiego transportu. Chodzi o swoiste komunikacyjne „bajpasy”, dzięki którym tiry nie musiałyby przemieszczać się ulicami nieprzystosowanymi do takiego obciążenia.

– Gdybyśmy wytworzyli takie arterie komunikacyjne dla tirów, automatycznie chronimy pozostałe drogi i to w sposób znaczny – przekonywał włodarz.

Skutki obecnej sytuacji mają być już widoczne na ulicy Wyzwolenia. Jak przypomniano podczas obrad, droga została wyasfaltowana przez miasto około trzynastu lat temu, a wykonawca udzielił na nią ośmioletniej gwarancji. Teraz konieczne były już doraźne naprawy. Znacznie bardziej niepokojąca jest jednak ocena dotycząca jej dalszego stanu.

– Teraz ją podratowaliśmy, ale tak naprawdę po zimie ten odcinek między ulicą Strugi a Wodnicą rozleci się. Taka jest ekspertyza naszego inspektora od dróg – mówił burmistrz.

To pokazuje problem, z którym miasto będzie musiało zmierzyć się nie tylko przy kolejnych remontach, ale przede wszystkim przy projektowaniu całego układu komunikacyjnego. Bez wyznaczenia tras zdolnych przejąć ciężki transport samochody obsługujące przedsiębiorstwa będą nadal korzystać z dróg, które szybciej ulegają degradacji.

Jednocześnie trudno pogodzić potrzeby przedsiębiorców z oczekiwaniami mieszkańców. Przykład Rolniczej pokazuje, że lokalne społeczności nie chcą, aby ulice przebiegające obok ich domów zamieniały się w trasy dla tirów. Z drugiej strony ruch ciężarowy już dziś jest tam odczuwalny.

Jednym z elementów przyszłego rozwiązania ma być połączenie ulic Szczyglej, Gołębiej i Mokrej z drogą wojewódzką. Temat pojawił się przy okazji zwiększenia środków na przygotowanie dokumentacji. Plan zakłada między innymi trwałe wykonanie dalszej części Gołębiej, uporządkowanie skrzyżowania i doprowadzenie Szczyglej do drogi wojewódzkiej.

Burmistrz wskazywał, że właśnie takie inwestycje mogą w przyszłości stworzyć alternatywę dla obecnych tras.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Amerykańska spółka zainteresowana kopalnią w rejonie Myszkowa. Chodzi o wolfram, molibden i miedź

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Kingmaker (zdjęcie ilustracyjne)

Spółki Permia 1, Permia 2 i Permia 3 podpisały z amerykańską M2i Global porozumienie dotyczące współpracy przy ocenie projektów surowcowych w rejonie Myszkowa. Jak wynika z komunikatu spółki, strony chcą wspólnie analizować potencjał występujących tam złóż wolframu, molibdenu i miedzi, a także możliwości ich przyszłego wykorzystania w łańcuchach dostaw surowców krytycznych.

Umowę podpisano 28 września w Warszawie. Ma obowiązywać przez dwa lata i obejmować m.in. analizy geologiczne, techniczne, inżynieryjne, metalurgiczne, środowiskowe i ekonomiczne. Badane mają być również możliwości przetwarzania surowców oraz potencjalne powiązanie projektu z rynkami i programami dotyczącymi surowców krytycznych w Stanach Zjednoczonych.

M2i Global to amerykańska spółka zajmująca się rozwijaniem łańcuchów dostaw surowców uznawanych za strategiczne dla przemysłu i gospodarki.

– Polska jest ważnym państwem sojuszniczym z punktu widzenia rozwoju bezpiecznych i odpornych łańcuchów dostaw surowców krytycznych. Projekty w rejonie Myszkowa dają M2i możliwość oceny potencjalnie istotnego europejskiego źródła wolframu, molibdenu i miedzi w czasie, gdy dywersyfikacja dostaw staje się coraz ważniejsza dla przemysłu, obronności i bezpieczeństwa gospodarczego państw Zachodu – mówi Alberto C. Rosende, emerytowany generał dywizji i CEO M2i Global.

Zgodnie z komunikatem, amerykańska firma może również wspierać Permię w kontaktach z inwestorami, instytucjami finansowymi, partnerami branżowymi oraz potencjalnymi odbiorcami w Stanach Zjednoczonych. Strony zamierzają także analizować możliwości związane z programami prowadzonymi przez amerykańskie instytucje zajmujące się bezpieczeństwem surowcowym.

– Współpraca z M2i Global daje możliwość spojrzenia na projekt w Myszkowie w szerszym, międzynarodowym kontekście bezpieczeństwa dostaw i dostępu do strategicznych surowców. Uważamy, że Polska posiada potencjał geologiczny, który może w przyszłości przyczynić się do budowy bardziej zróżnicowanych i odpornych łańcuchów dostaw w Europie i państwach sojuszniczych – podkreśla Kasjan Wyligała, prezes zarządu Permia 1.

Rejon Myszkowa jest badany geologicznie od około pół wieku. Jak podaje Permia, potwierdzono tam występowanie mineralizacji obejmującej m.in. wolfram, molibden i miedź. Obecne działania mają służyć dalszej ocenie zarówno potencjału geologicznego, jak i ekonomicznego tych projektów.

– Umowa tworzy ramy do oceny tego potencjału i określenia dalszych kroków w oparciu o wyniki badań geologicznych, analiz technicznych i ekonomicznych – dodaje Wyligała.

Spółka wyraźnie zaznacza jednak, że podpisane porozumienie nie oznacza decyzji o uruchomieniu wydobycia ani rozpoczęciu inwestycji górniczej. Dokument ma charakter ramowy i nie zobowiązuje żadnej ze stron do finansowania projektu, zakupu lub sprzedaży surowców czy zawarcia umów odbioru.

Ewentualne dalsze kroki będą zależały od wyników badań i analiz, a także od uzyskania wymaganych decyzji i zgód. M2i Global nie gwarantuje również pozyskania finansowania ani wsparcia ze strony amerykańskiej administracji.

Permia 1, Permia 2 i Permia 3 są spółkami prowadzącymi działania związane z rozpoznawaniem potencjału surowcowego rejonu Myszkowa. 51 proc. udziałów w ich strukturze właścicielskiej należy do Grupy Altum, 39 proc. do Keystone Partners, a pozostałe 10 proc. do amerykańskiej AI-CEE z siedzibą w Delaware.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Ostry zarzut radnej w sprawie przedszkola w Myszkowie. Twierdzi, że to zastraszanie rodziców i dzieci

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Archiwum (zdjęcie ilustracyjne)

Przyszłość oddziału przedszkolnego działającago przy jednej z myszkowskich podstawówek ponownie stała się przedmiotem dyskusji podczas ostatniej sesji rady miasta. Radna Marta Muszczak przekonywała, że już podczas rekrutacji rodzice mieli być zniechęcani do zapisywania tam dzieci poprzez informacje o planowanym zamknięciu oddziału. Niepokój nie zniknął także po rozpoczęciu roku szkolnego. Rodziny, które mimo wszystko zdecydowały się na tę placówkę, miały pod koniec sierpnia usłyszeć o kolejnej próbie jej likwidacji.

Sprawa dotyczyła oddziału przedszkolnego zlokalizowanego przy Szkole Podstawowej nr 5 im. Henryka Sienkiewicza w Myszkowie. Jak relacjonowała radna Muszczak problem nie ogranicza się do samej niepewności dotyczącej przyszłości oddziału. Jej zastrzeżenia wzbudził przede wszystkim sposób, w jaki informacje o możliwych zmianach miały być przekazywane zainteresowanym rodzinom.

– Przez cały okres rekrutacji rodzice byli bardzo skutecznie zniechęcani do zapisania dzieci do tego oddziału. Byli informowani, że ten oddział i tak zostanie zamknięty, więc to nie ma sensu – mówiła podczas sesji.

Mimo takich sygnałów część rodziców zdecydowała się na zapisanie dzieci. Według radnej również później nie otrzymali oni jednak poczucia, że funkcjonowanie oddziału jest stabilne. Podczas spotkania pod koniec sierpnia miała pojawić się informacja o ponownym podjęciu tematu jego likwidacji.

– Ci, którzy jednak pomimo wszystko zapisali dzieci, na wstępie pod koniec sierpnia na spotkaniu dostali informację, że w październiku miasto podejmie ponowną próbę zamknięcia, zlikwidowania tego oddziału – relacjonowała.

Muszczak nie kryła, jak ocenia takie postępowanie.

– Moim zdaniem jest to zastraszanie tych rodziców i dzieci – stwierdziła.

Radna zaproponowała jednocześnie, aby zamiast pozostawiać rodziców z kolejnymi nieoficjalnymi lub niejednoznacznymi informacjami, doprowadzić do bezpośredniej rozmowy z zainteresowanymi. Pytała o możliwość zorganizowania spotkania z udziałem rodziców i dyrekcji, które pozwoliłoby szerzej przedyskutować sytuację oddziału i mogłoby mieć charakter zbliżony do konsultacji społecznych.

Sprawa ma jednak szerszy wymiar. Informowanie rodziców już podczas naboru o możliwym zamknięciu oddziału może mieć bezpośredni wpływ na zainteresowanie placówką. Część rodzin, nie chcąc ryzykować kolejnej zmiany przedszkola, może zdecydować się na wybór innego miejsca. W efekcie liczba zapisanych dzieci spada, co później może stać się argumentem w dyskusji o opłacalności dalszego utrzymywania oddziału.

Kontrowersje wokół wspomnianego oddziału wpisują się przy tym w znacznie większy problem, przed którym stoi myszkowska oświata. Władze miasta wskazują na sytuację demograficzną i konieczność dyskusji o przyszłej organizacji placówek. W przypadku tego oddziału pojawia się jednak dodatkowe pytanie o sposób prowadzenia całego procesu i komunikowania planów rodzinom, które muszą podejmować decyzje dotyczące swoich dzieci.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Policjant po służbie zatrzymał nietrzeźwego kierowcę. 52-latek miał ponad dwa promile

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Kingmaker

Policjant myszkowskiej drogówki, będąc w czasie wolnym od służby, uniemożliwił dalszą jazdę kierowcy, który stwarzał zagrożenie na drodze. Badanie wykazało, że 52-letni mieszkaniec powiatu będzińskiego miał w organizmie ponad 2 promile alkoholu.

Do zdarzenia doszło w sobotę, 3 października. Funkcjonariusz Komendy Powiatowej Policji w Myszkowie zauważył forda, którego sposób poruszania się wskazywał, że kierujący może znajdować się pod wpływem alkoholu.

– Mężczyzna co chwilę zjeżdżał na przeciwległy pas ruchu, stwarzając realne zagrożenie dla innych kierowców – informuje myszkowska policja.

Funkcjonariusz pojechał za samochodem i obserwował jego zachowanie. Kiedy Ford się zatrzymał, policjant również zjechał z drogi, podbiegł do pojazdu i wyjął kluczyki ze stacyjki.

– Policjant cały czas jechał za kierowcą forda nie spuszczając go z oczu. Gdy samochód się zatrzymał, zjechał za nim, podbiegł do pojazdu i wyjął kluczyki ze stacyjki, uniemożliwiając mu dalszą jazdę – przekazują mundurowi.

O zdarzeniu interweniujący poinformował dyżurnego komendy, który skierował na miejsce patrol. Policjanci sprawdzili stan trzeźwości 52-latka. Badanie wykazało ponad 2 promile alkoholu w jego organizmie.

Mężczyzna musi liczyć się teraz z konsekwencjami prawnymi. Za prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości grożą mu m.in. zakaz prowadzenia pojazdów, wysoka grzywna, ograniczenie wolności, a także kara do trzech lat pozbawienia wolności.

Policja przypomina również o konsekwencjach prowadzenia pojazdu po alkoholu.

– Pamiętajmy, że nawet niewielka ilość alkoholu w organizmie, zaburza sposób postrzegania otaczającej rzeczywistości, co może doprowadzić do tragicznych w skutkach wypadków – apeluje.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Kort źle zbudowany czy źle użytkowany? W Myszkowie pomylili mączki, a teraz szukają przyczyny

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Kingmaker (zdjęcie ilustracyjne)

Stojąca woda, zbyt sypka nawierzchnia, pomylone rodzaje mączki i konieczność wałowania kortu co najmniej dwa razy dziennie. Podczas ostatniej sesji rady miasta ponownie wrócił problem miejskich kortów tenisowych. Początkowo podejrzenia kierowano w stronę wykonawcy, jednak po jego interwencjach pojawiła się zupełnie inna diagnoza. Władze miasta przyznają, że obiekt mógł być po prostu niewłaściwie użytkowany. Co istotne, burmistrz wskazał przy tym zarówno MOSiR, jak i UKS Luka Tenis Myszków.

Problem nie jest nowy. Jak przypomniał burmistrz Włodzimierz Żak, jeszcze podczas realizacji inwestycji miasto analizowało rodzaj nawierzchni, która miała zostać zastosowana na kortach. Ówczesny dyrektor miał sprawdzić podobne rozwiązanie w praktyce, a dopiero później zaakceptowano konkretny rodzaj mączki.

Po oddaniu obiektu do użytkowania jeden z kortów został przekazany na wyłączność stowarzyszeniu UKS Luka Tenis Myszków. Z czasem zaczęły jednak pojawiać się sygnały, że nawierzchnia nie zachowuje się tak, jak powinna. Na korcie miała zalegać woda, a jego powierzchnia stawała się nadmiernie sypka.

Miasto początkowo podejrzewało problem z samym wykonaniem inwestycji i wezwało wykonawcę. Ten podczas oględzin zwrócił jednak uwagę na sposób utrzymywania nawierzchni.

– Okazało się, że w ramach użytkowania zostały mylone mączki. Były ich dwa rodzaje. I po prostu mówiąc krótko, kort był źle użytkowany – relacjonował Włodzimierz Żak.

Burmistrz od razu zastrzegł, że nie zamierza odpowiedzialnością za tę sytuację obciążać wyłącznie stowarzyszenia.

– Był źle użytkowany zarówno przez MOSiR, jak i przez klub – zaznaczył.

Przedstawiciele miasta pojechali również do Częstochowy, aby sprawdzić, w jaki sposób utrzymywany jest kort wykonany w podobnej technologii. Z dotychczasowych ustaleń wynika, że myszkowska nawierzchnia wymaga znacznie więcej zabiegów, niż najwyraźniej wykonywano do tej pory.

Kort powinien być co najmniej dwa razy dziennie wałowany i podlewany, niezależnie od tego, czy w danym dniu ktoś z niego korzysta. Przy większej liczbie graczy zabiegi trzeba wykonywać częściej. Miasto wydało już dodatkowe pieniądze na sprzęt niezbędny do takich prac.

– Dwa i pół miesiąca temu pan dyrektor zwrócił się do mnie z prośbą o możliwość i zgodę na zakup urządzenia do wałowania. Takiego profesjonalnego, za 15 tys. zł, jeśli dobrze pamiętam kwotę. Zostało zakupione dla tych celów – mówił burmistrz.

Problem komplikuje dodatkowo spór o to, dlaczego kort nie był odpowiednio intensywnie utrzymywany. Z relacji przedstawionej podczas sesji wynika, że UKS Luka Tenis Myszków miał ograniczać korzystanie z obiektu ze względu na jego stan. MOSiR z kolei miał rzadziej wykonywać niezbędne zabiegi właśnie dlatego, że na korcie nie było graczy.

Burmistrz określił tę sytuację jako dylemat „kury czy jajka”. Klub wskazuje bowiem, że nie gra, ponieważ nawierzchnia na to nie pozwala, natomiast z drugiej strony brak użytkowników miał wpływać na częstotliwość jej utrzymywania.

Na jaw wyszedł również problem z przepływem informacji. Żak przyznał, że po wcześniejszych rozmowach był przekonany, iż sytuacja została opanowana. Tymczasem prezes UKS ponownie zgłosił zastrzeżenia do stanu obiektu.

– Byłem przekonany, że nic się nie dzieje i już teraz mamy dobrze użytkowany kort. I przychodzi do mnie prezes i mówi, że jest źle. Pisze maila do całego świata. Czemu nie powiedział wcześniej? – pytał burmistrz.

Zdaniem włodarza wcześniejszy sygnał pozwoliłby przeprowadzić próbę jeszcze latem, kiedy wysokie temperatury umożliwiłyby lepsze sprawdzenie, czy nawierzchnia rzeczywiście staje się nadmiernie sypka. Teraz warunki pogodowe będą mniej miarodajne.

Miasto zamierza jednak przeprowadzić test. Ma zostać zorganizowana grupa osób regularnie grających na korcie, a MOSiR ma jednocześnie utrzymywać nawierzchnię dokładnie według zaleceń wykonawcy. Dopiero wtedy będzie można sprawdzić, czy mimo prawidłowej eksploatacji problemy nadal występują.

To istotne również dlatego, że wykonawca miał już dwukrotnie sprawdzać obiekt i za każdym razem twierdzić, że został on wykonany prawidłowo. Podobne rozwiązanie zastosowano według burmistrza w Częstochowie, gdzie takich zastrzeżeń użytkowników nie ma.

Jeżeli jednak test wykaże, że nawet przy właściwym podlewaniu, wałowaniu i eksploatacji kort nadal nie spełnia swojej funkcji, miasto nie wyklucza dalszych działań wobec wykonawcy. Podczas sesji pojawił się również wątek powołania niezależnego biegłego, który mógłby ocenić jakość wykonania obiektu.

Na razie władze Myszkowa nie przesądzają jednak, że przyczyną kłopotów jest wada inwestycji. Burmistrz swoją obecną ocenę sytuacji podsumował dosadnie.

– Wychodzi mi na to, że my po prostu mamy kort, a coś nie umiemy z nim zrobić. Tak mi to wygląda – stwierdził.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Ulica Towarowa nadal bez odwodnienia i lustra. Radna pyta, czy miasto w ogóle przejęło drogę od PKP

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Miasta Myszków/Screenshot

Problemy z ulicą Towarową w Myszkowie wróciły podczas ostatniej sesji rady miasta. Mieszkańcy nadal czekają na zapowiadane odwodnienie, a przy ostrym zakręcie pod wiaduktem wciąż nie zamontowano lustra mającego poprawić bezpieczeństwo. Nad sprawą ciąży dodatkowo kwestia własności drogi. Jedna z radnych chciała wiedzieć, czy po wielu miesiącach została ona w ogóle formalnie przekazana miastu przez PKP.

Jak przekazała uczestnikom sesji radna, mieszkańcy Towarowej ponownie zwrócili się do niej w sprawie prac, które miały poprawić sytuację na ulicy. Chodzi przede wszystkim o problem z odprowadzaniem wody.

– Mieszkańcy zgłaszają, że odwodnienie, które miało być tam zrobione, nie zostało wykonane – mówiła.

Nie jest to jedyna nierozwiązana kwestia. Radna przypomniała również o wcześniejszym wniosku dotyczącym zamontowania lustra drogowego pod wiaduktem. W tym miejscu geometria drogi ma znacznie ograniczać kierowcom widoczność.

– To lustro tam jest niezbędne, bo tam jest zakręt o 90 stopni – podkreśliła.

W tle obu problemów pozostaje jednak zasadnicze pytanie o status ulicy. Już wcześniej pojawiał się bowiem temat przejęcia drogi od kolei. Dopóki kwestie własnościowe nie zostaną uporządkowane, możliwości prowadzenia przez samorząd inwestycji na tym terenie mogą pozostawać ograniczone. Radna chciała więc uzyskać jednoznaczną odpowiedź, czy formalności zostały już zakończone.

– Czy ta droga jest już w gestii miasta? Czy ona została notarialnie przekazana miastu przez PKP? – pytała.

Jej wątpliwości wynikały przede wszystkim z tego, że od wcześniejszych rozmów dotyczących Towarowej upłynął już dłuższy czas, a mieszkańcy nie widzą zapowiadanych efektów.

– Minęło sporo czasu. Odwodnienie nie jest wykonane. No to nie wiem, czy te sprawy zostały w jakiś sposób zawieszone, czy nie – mówiła.

Zaznaczyła jednocześnie, że nawet jeśli ulica Towarowa formalnie nadal pozostaje własnością PKP, miasto powinno zabiegać o wykonanie niezbędnych prac przez kolej. Szczególne znaczenie ma tu bezpieczeństwo kierowców korzystających z przejazdu pod wiaduktem.

Podczas tego samego wystąpienia wrócił także inny problem związany z PKP. Radna ponownie pytała o rozmowy dotyczące dojazdu do przystanku kolejowego w Mrzygłodzie. Także tam mieszkańcy od dłuższego czasu oczekują rozwiązania problemu z dogodnym i bezpiecznym dostępem do kolei.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Choinka czy boisko? Dwie kwoty wystarczyły, by na sesji w Myszkowie zrobiło się gorąco

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Kingmaker

Podczas ostatniej sesji Rady Miasta w Myszkowie sporo emocji wywołały miejskie wydatki. Samorząd zamierza kupić za 110 tys. zł nową, dwunastometrową sztuczną choinkę. Jednocześnie unieważniono postępowanie na długo oczekiwane boisko przy Szkole Podstawowej nr 3, ponieważ najkorzystniejsza oferta przekroczyła zabezpieczoną kwotę 1 mln zł o około 59 tys. zł. Zestawienie obu wydatków stało się jednym z najmocniejszych punktów dyskusji.

Temat świątecznej dekoracji pojawił się przy zmianach w tegorocznym budżecie. Jedna z radnych dopytywała, dlaczego miasto zdecydowało się na zakup, skoro wcześniej pojawiały się argumenty przemawiające za wynajmowaniem dekoracji. Burmistrz wyjaśnił, że dotychczasowa choinka również była własnością samorządu i służyła przez co najmniej dekadę. Nowa ma być wykorzystywana do czasu, aż odpowiednie rozmiary osiągnie naturalne drzewo posadzone przed Miejskim Domem Kultury w Myszkowie. Największe zdziwienie wywołała jednak cena.

– Kwoty wynikają z szacunków, które są jakimś tam badaniem rynku, więc 110 tys. zł jest przesunięte – poinformował burmistrz Włodzimierz Żak.

Radna zakwestionowała zasadność takiego wydatku, zestawiając go z problemami mieszkańców z dojściem do przystanku kolejowego w Mrzygłodzie. Orientacyjny koszt wykonania potrzebnej tam drogi włodarz określił na około 200 tys. zł. Radna zaproponowała więc rezygnację ze świątecznego zakupu i wykorzystanie pieniędzy na bardziej praktyczny cel.

– Składam wniosek, żeby nie wykonywać choinki przed MDK-iem i przesunąć te pieniądze, żeby służyły ludziom, a nie tylko cieszyły ludzi. Bo co innego jest patrzeć na pięknie oświetloną choinkę, a co innego jest skręcać kostki i być w niebezpieczeństwie przy dojściu do dworca, do przystanku kolejowego w Mrzygłodzie – argumentowała.

Jeszcze mocniej kwestia priorytetów finansowych wybrzmiała pod koniec sesji. Inny z radnych wrócił do postępowania na budowę boiska przy Szkole Podstawowej nr 3 w Myszkowie. Miasto zabezpieczyło na inwestycję 1 mln zł, podczas gdy oferta przewyższała tę kwotę o 59 tys. zł. Postępowanie finalnie unieważniono.

Radny przypomniał, że o realizację tego zadania zabiega się od około dziesięciu lat, a na inwestycję pozyskano również dofinansowanie. Obawiał się, że kolejne postępowanie zamiast oszczędności może przynieść jeszcze wyższe ceny.

– Kto potem za to odpowie, jeżeli ta kwota będzie na 1,2 mln zł i dołożymy 150 tys. więcej – dociekał.

Najostrzej skomentował jednak różnicę między kwotą brakującą na boisko a pieniędzmi przeznaczanymi na świąteczną dekorację.

– Tutaj rozmawiamy o choince, o 110 tys. zł, a tutaj mamy kwotę 59 tys. zł, o którą uwaliliśmy po prostu to boisko. Jest mi po prostu przykro – mówił.

Dyskusja doprowadziła również do krótkiego spięcia między samymi radnymi. Jedna z nich zarzuciła przedmówcy, że krytykując brak pieniędzy na boisko, wcześniej poparł wydatek na choinkę. Radny stanowczo zaprzeczył i wskazał, że głosował przeciw. Po sprawdzeniu wyniku głosowania radna przyznała mu rację i przeprosiła.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Wyśmiewanie, poniżanie, izolowanie. Policjanci pokazali młodzieży, gdzie zaczyna się przemoc

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Komenda Powiatowa Policji w Myszkowie

Przemoc rówieśnicza nie zawsze oznacza bójkę czy bezpośrednią agresję. Często zaczyna się od słów, ośmieszania, izolowania kogoś z grupy albo publikowania krzywdzących treści w internecie. Właśnie o takich sytuacjach policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Myszkowie rozmawiali z uczniami miejscowych szkół w ramach Tygodnia Przeciwdziałania Przemocy Rówieśniczej.

Funkcjonariusze odwiedzili Szkołę Podstawową nr 3 oraz Zespół Szkół nr 1 im. Eugeniusza Kwiatkowskiego w Myszkowie. Spotkania miały przede wszystkim pokazać młodym ludziom, że przemoc może mieć wiele twarzy i nie kończy się na agresji fizycznej.

Jak informuje biuro prasowe myszkowskiej komendy, policjanci zwracali uwagę na wyśmiewanie, poniżanie, zastraszanie, celowe wykluczanie z grupy, rozsiewanie plotek czy publikowanie obraźliwych materiałów w sieci. Podkreślali, że dla osoby, która staje się celem takich zachowań, ich skutki mogą być bardzo dotkliwe.

– Dużo miejsca poświęcono cyberprzemocy. Mundurowi przypominali, że internet nie jest przestrzenią pozbawioną odpowiedzialności, a to, co dla jednej osoby ma być „żartem”, dla drugiej może oznaczać stres, poczucie zagrożenia i długotrwałe upokorzenie – zaznaczają funkcjonariusze.

Rozmowa miała dotyczyć również roli świadków. Policjanci przekonywali uczniów, że bierne przyglądanie się przemocy nie rozwiązuje problemu. W takich sytuacjach warto szukać pomocy u rodziców, nauczycieli, wychowawców, pedagoga lub psychologa szkolnego. Gdy sprawa wymaga interwencji, można także zgłosić ją policji.

– Jednym z ważniejszych tematów była odpowiedzialność za własne zachowanie. Funkcjonariusze wskazywali, że granice drugiej osoby powinny być respektowane, a tłumaczenie krzywdzących działań żartem nie zmienia ich skutków – informują myszkowscy stróże prawa.

Jak dodają, spotkania miały też przypomnieć o znaczeniu empatii i wzajemnego wsparcia, a dla osoby, która doświadcza przemocy, bardzo ważne może być samo przekonanie, że nie została z problemem sama i ma obok siebie kogoś, do kogo może zwrócić się po pomoc.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Krasickiego na dwa dni bez przejazdu. Drogowcy położą nową nawierzchnię

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Kingmaker (zdjęcie ilustracyjne)

Kierowcy i mieszkańcy korzystający z ulicy Krasickiego muszą przygotować się na dwudniowe utrudnienia. W najbliższy wtorek i środę prowadzone będą tam prace związane z układaniem masy bitumicznej na całej szerokości jezdni. W czasie robót przejazd remontowanymi odcinkami nie będzie możliwy.

Prace podzielono na dwa etapy. 29 września zamknięty zostanie fragment ulicy Krasickiego od ulicy Ustronie do ulicy Storczykowej. Dzień później roboty przeniosą się na kolejny odcinek – od ulicy Storczykowej do ulicy Rolniczej.

Wykonawca informuje, że podczas układania nowej nawierzchni ruch dla mieszkańców na aktualnie remontowanym fragmencie będzie niemożliwy. Oznacza to konieczność wcześniejszego zaplanowania wyjazdów i przejazdów.

Kierowcy powinni zwracać szczególną uwagę na tymczasowe oznakowanie oraz stosować się do poleceń osób kierujących ruchem.

 

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Ostatnia „Pohulanka” minionego lata. Myszków pożegnał sezon tańcem pod chmurką

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Urząd Miasta Myszkowa

Muzyka na żywo, taniec, pieczonki i kilka godzin wspólnej zabawy pod gołym niebem. W miniony czwartek Kompleks Dotyk Jury po raz ostatni w tym sezonie gościł uczestników „Pohulanki na Pohulance”. Finałowe spotkanie zakończyło cykl letnich potańcówek, które przez wakacje regularnie przyciągały mieszkańców Myszkowa.

„Pohulanka na Pohulance” ruszyła 16 lipca. Kolejne spotkania odbywały się co dwa tygodnie – 30 lipca, 13 sierpnia i 27 sierpnia. Wrześniowa odsłona była zwieńczeniem całego cyklu.

Pomysł był prosty i, jak pokazały kolejne odsłony wydarzenia, skuteczny. Bez biletów, sztywnego programu i oficjalnej oprawy. Zamiast tego – muzyka, parkiet pod chmurką i możliwość spędzenia kilku godzin w swobodnej atmosferze.

Na finałowym spotkaniu ponownie zagrał zespół muzyczny, a uczestnicy mogli korzystać z bufetu. Przygotowano przekąski, ciepłe i zimne napoje, a także pieczonki. Najważniejsza była jednak sama zabawa. Na murawie pojawiali się zarówno seniorzy, jak i młodsi mieszkańcy, dzięki czemu wydarzenie miało rzeczywiście międzypokoleniowy charakter.

Za organizację wydarzenia odpowiadali Polski Związek Emerytów i Rencistów w Myszkowie, Stowarzyszenie Emerytów i Rencistów Policyjnych w Myszkowie oraz Związek Emerytów i Rencistów Pożarnictwa Rzeczypospolitej Polskiej. W przygotowanie potańcówek włączyły się także Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji w Myszkowie oraz miasto.

Letni cykl pokazał, że do przyciągnięcia ludzi nie zawsze potrzeba rozbudowanego programu i dużych nazwisk na scenie. Wystarczy dobra muzyka, miejsce do tańca i atmosfera, która zachęca, by zostać dłużej. Wrześniowa „Pohulanka” zamknęła tegoroczny sezon, ale po frekwencji i zainteresowaniu widać, że mieszkańcy polubili tę formę wspólnego spędzania czasu.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Zátopek Myszków Team na trasie w Czechach. Miasto reprezentowało czterech zawodników

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Urząd Miasta Myszkowa

Blisko 300 zawodników z kilku krajów Europy stanęło na starcie 24. Biegu Emila Zátopka w czeskiej Kopřivnicy. W międzynarodowej imprezie nie zabrakło reprezentantów Myszkowa, którzy jako Zátopek Myszków Team zmierzyli się z wymagającą, liczącą 22,5 km trasą. Najszybszy z myszkowian był Grzegorz Karcz.

Zawody odbyły się w minioną sobotę w partnerskim mieście Myszkowa. Bieg poświęcony jest pamięci Emila Zátopka, jednego z najwybitniejszych czeskich lekkoatletów w historii i wielokrotnego medalisty olimpijskiego. Tegoroczna rywalizacja zgromadziła zawodników z Czech, Polski i innych państw europejskich.

Myszków reprezentowali Joanna Karcz, Grzegorz Karcz, Mateusz Kostrzewski i Andrzej Sutkowski. Na potrzeby zawodów stworzyli drużynę Zátopek Myszków Team, startując w okolicznościowych koszulkach z logo miasta.

Najlepiej z czwórki reprezentantów wypadł Grzegorz Karcz. Pokonanie górskiej trasy zajęło mu 1 godzinę, 46 minut i 3 sekundy. Wynik ten dał mu 42. miejsce w klasyfikacji generalnej.

Trasa zawodów ma szczególny, symboliczny charakter. Bieg rozpoczyna się w Kopřivnicy, rodzinnym mieście Zátopka, w pobliżu pomnika sportowca odsłoniętego 21 września 2002 roku, w 80. rocznicę jego urodzin. Tegoroczną edycję zainaugurował burmistrz Kopřivnicy Adam Hanus.

Meta znajduje się natomiast w Rožnovie pod Radhoštěm, na terenie Drewnianego Miasta. To tam pochowani są Emil Zátopek oraz jego żona Dana Zátopková i tam odbywa się ceremonia wręczenia nagród.

Termin zawodów również nie jest przypadkowy. Impreza organizowana jest co roku w sobotę przypadającą najbliżej 19 września, czyli dnia urodzin Zátopka. Słynny biegacz przyszedł na świat 19 września 1922 roku. Tego samego dnia i roku urodziła się także jego późniejsza żona Dana, wybitna oszczepniczka i mistrzyni olimpijska.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Sto cztery lata pana Edwarda. Wyjątkowy jubileusz mieszkańca Myszkowa

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Urząd Miasta Myszkowa

Edward Homik z Myszkowa 12 września obchodził 104. urodziny. Jest obecnie drugim najstarszym mieszkańcem miasta.

Z tej okazji jubilata odwiedziła kierownik Urzędu Stanu Cywilnego Kamila Kot, która, także w imieniu burmistrza, przekazała mu życzenia zdrowia, spokoju i wielu dobrych chwil z najbliższymi.

– Podczas spotkania jubilat otrzymał bukiet kwiatów oraz upominek. Odczytano również list gratulacyjny przesłany specjalnie na tę okazję przez wojewodę śląskiego Marka Wójcika – informuje urząd miejski.

Urodziny pana Edwarda były przede wszystkim rodzinnym i bardzo osobistym świętem. Tak imponujący wiek budzi szacunek, a sam jubilat należy dziś do grona najstarszych mieszkańców Myszkowa.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Grozi jej osiem lat więzienia, ale stoi na czele rady. Próba odwołania Beaty J.-B. zakończyła się fiaskiem

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Starostwo Powiatowe w Myszkowie/Screenshot

Na Beacie J.-B. ciążą zarzuty karne, a sprawa trafiła już do sądu. Za zarzucane jej czyny grozi kara sięgająca ośmiu lat pozbawienia wolności. Mimo to próba odsunięcia jej od reprezentacyjnej funkcji przewodniczącej Rady Powiatu w Myszkowie zakończyła się fiaskiem. W tajnym głosowaniu padł remis – dziewięć głosów za odwołaniem i dziewięć przeciw. Do pozbawienia jej stanowiska zabrakło więc zaledwie jednego głosu.

Dzisiejszą nadzwyczajną sesję zwołano na wniosek dziewięciorga radnych: Eugeniusza Bugaja, Doroty Kaim-Hagar, Mariusza Karkochy, Rafała Kępskiego, Marzeny Kulak, Izabeli Masłoń, Katarzyny Miklas, Mariusza Morawca i Sebastiana Rucińskiego. W obradach uczestniczyło 18 z 19 radnych. Na sali zabrakło Marleny Wiśniewskiej.

Wnioskodawcy domagali się odwołania Beaty J.-B. z funkcji przewodniczącej. W uzasadnieniu wskazali przede wszystkim na postępowanie karne. Jak odczytano podczas sesji, prokuratura przedstawiła radnej zarzuty, a następnie skierowała do sądu akt oskarżenia obejmujący zarzuty poświadczenia nieprawdy w dokumentacji medycznej oraz utrudniania pracy wymiaru sprawiedliwości. Sprawa ma pozostawać w związku z postępowaniem dotyczącym Wojciecha P., niegdyś posła, byłego przewodniczącego rady powiatu i ex- naczelnego lekarza SP ZOZ w Myszkowie.

Autorzy wniosku zastrzegli jednocześnie, że nie przesądzają o odpowiedzialności karnej przewodniczącej, która może zostać stwierdzona wyłącznie przez sąd. Ich zdaniem sama sytuacja może jednak wpływać na sposób postrzegania zarówno rady powiatu, jak i myszkowskiego SP ZOZ-u.

Drugą grupę argumentów stanowiły zastrzeżenia dotyczące pracy samej rady. Wnioskodawcy wskazali na sposób organizowania sesji, udzielania głosu radnym, prowadzenia dyskusji oraz stosowania postanowień statutu powiatu i regulaminu rady. To właśnie ogólny charakter tych zarzutów stał się jednym z głównych punktów późniejszego sporu.

Pierwsza do obszernej polemiki przystąpiła Agata Feret. Radna odczytała oświadczenie, w którym mowa była o wykorzystywaniu trwającego postępowania karnego jako argumentu przemawiającego za zmianą przewodniczącej. Wielokrotnie odwoływała się do konstytucyjnej zasady domniemania niewinności.

– Zarzut nie jest wyrokiem. Akt oskarżenia nie jest wyrokiem, a prowadzone postępowanie karne nie jest stwierdzeniem winy – czytała Feret.

Radna w piśmie podkreślała, że o odpowiedzialności karnej może rozstrzygnąć sąd, a rada powiatu nie powinna wchodzić w jego rolę. Jej zdaniem autorzy wniosku, jeżeli chcą powoływać się na postępowanie karne, muszą bardzo wyraźnie oddzielić fakt wniesienia aktu oskarżenia od stwierdzenia winy.

– Od rozstrzygania o odpowiedzialności karnej jest niezawisły sąd, a nie rada powiatu – doczytała.

Podczas prezentacji treści oświadczenia Agata Feret zażądała również konkretów w drugiej części zarzutów. W jej ocenie samo wskazanie na problemy z prowadzeniem obrad, udzielaniem głosu czy przestrzeganiem statutu było niewystarczające.

– Jeżeli przewodnicząca miała naruszyć statut, wskażcie konkretny paragraf. Jeżeli miała naruszyć przepisy prawa, wskażcie konkretny przepis. Jeżeli miała uniemożliwić radnemu zabranie głosu, wskażcie sesję, punkt obrad i sytuację, której zarzut dotyczy – kontynuowała lekturę.

Radna oceniła w niej, że wniosek ma charakter polityczny i właśnie w taki sposób powinien być przedstawiany, zamiast – w jej ocenie – opierać się na ogólnych sformułowaniach dotyczących postępowania karnego czy prowadzenia sesji.

– Jeżeli chcą państwo odwołać przewodniczącą, zróbcie to uczciwie i powiedzcie wprost. Jest to nasza decyzja polityczna i ocena jej pracy – można było usłyszeć.

Głos zabrała także radna Zdzisława Polak, która domagała się od autorów wniosku wskazania konkretnych błędów popełnianych przez przewodniczącą podczas prowadzenia posiedzeń.

– Pokażcie te zarzuty. Gdzie polegają błędy naszej przewodniczącej w prowadzeniu obrad? Proszę bardzo, chętnie ich wysłucham – mówiła.

Następnie przeszła do kwestii postępowania karnego i pytała, na jakiej podstawie autorzy wniosku mieliby zakładać jego finał.

– Skąd macie pewność, że pani przewodnicząca Beata zostanie przez sąd skazana? Póki co obowiązuje zasada domniemania niewinności, na co sami zwróciliście uwagę we wniosku. Więc po co ta zadyma? W jakim celu? – pytała.

Według Polak rada zajęła się w ten sposób sprawą, która odciąga uwagę od innych problemów. Jako przykład wskazała sytuację służby zdrowia.

– Widzimy, jaka sytuacja w kraju. Służba zdrowia nam się wali. Źle Polska jest zarządzana, a my wywołujemy burzę w szklance wody, bo nam się pani przewodnicząca nie podoba – zestawiała lokalny temat z ogólnopolskimi problemami.

Zdzisława Polak nawiązała także do wcześniejszej wymiany zdań z Katarzyną Miklas, która podczas poprzedniej sesji miała zarzucić jej brak empatii przy zadawaniu pytań przedstawicielom Wód Polskich.

– A czy pani, składając taki oskarżający wniosek w stosunku do naszej przewodniczącej, wykazuje pani choć odrobinę empatii? Wstydzę się za was – zakończyła Polak.

Na te zarzuty odpowiedział Rafał Kępski, jeden z podpisanych pod wnioskiem radnych. Przekonywał, że jego autorzy w żadnym miejscu nie przesądzili o winie przewodniczącej, a część ich argumentacji została podczas dyskusji przedstawiona w sposób odbiegający od rzeczywistej treści dokumentu. Samorządowiec przypomniał fragment uzasadnienia, w którym wprost zapisano, że odpowiedzialność karna podlega ocenie właściwych organów i sądu z poszanowaniem zasady domniemania niewinności.

– My nie chcemy się zajmować tym, co państwo tu teraz mówicie. Nie będziemy wyrokować w żadnej z tej sytuacji. Nie będziemy się tym po prostu zajmować – odpowiadał Rafał Kępski.

Jak tłumaczył, istotą problemu ma być nie przesądzenie winy, ale reprezentacyjny charakter funkcji przewodniczącej. W jego ocenie Beata J.-B. powinna sama ustąpić na czas postępowania.

– Oprócz prowadzenia rady pani przewodnicząca reprezentuje nas także na zewnątrz. W tej sytuacji pani przewodnicząca powinna zrezygnować z tej funkcji – przekonywał.

Kępski sięgnął również do poprzedniej kadencji, przypominając wcześniejsze próby odwołania Wojciecha P. Następnie zwrócił uwagę, że kiedy sam był odwoływany z pełnionej funkcji, wniosek -jak twierdził – nie zawierał uzasadnienia.

– Jakie było uzasadnienie, pamięta pani? Ani jedno zdanie. Prosiłem o to, żebyście chociaż mi powiedzieli, dlaczego chcecie mnie odwołać? Nie dowiedziałem się – skwitował.

Na koniec ponownie oddzielił kwestię winy od sprawowania funkcji.

– Pani Beata, jeżeli czuje się niewinna, to się obroni przed sądem, ale uważamy, że nie powinna nas reprezentować na zewnątrz i taki był cel naszego wniosku – podsumował radny Kępski.

Eugeniusz Bugaj również podkreślał znaczenie wizerunku rady i autorytetu osoby stojącej na jej czele. Zaznaczył przy tym, że osobiście ceni Beatę J.-B., ale inaczej ocenia sytuację z perspektywy pełnionej przez nią funkcji.

– Mówi się, żeby mieć autorytet, znaczy budzić szacunek, zaufanie, uznanie ludzi dzięki swojej wiedzy, uczciwości, właściwej postawie życiowej. Jako osobę bardzo cenię panią, natomiast odnosząc się do sytuacji reprezentowania nas jako radnych, no trochę ten wizerunek nam się krzywi – powiedział Bugaj.

Radny przywołał przykład samorządowca z sąsiedniego powiatu, który – jak mówił – w podobnej sytuacji zrezygnował z pełnionej funkcji „dla dobra pozostałych”.

Po stronie autorów wniosku stanęła także Dorota Kaim-Hagar. Argumentowała, że osoba sprawująca tak eksponowaną funkcję powinna cieszyć się niekwestionowaną opinią, a obecna sytuacja – niezależnie od przyszłego rozstrzygnięcia sądu – wpływa na wizerunek rady.

– Istotnie pełniąc tak reprezentacyjną funkcję należy wykazać się nieskazitelną opinią. Sytuacja, z jaką mamy do czynienia powoduje, że na tej opinii powstała rysa – mówiła.

Radna oceniła, że najlepszym rozwiązaniem byłaby dobrowolna rezygnacja przewodniczącej. Jak przekonywała, powiat jest zbyt często kojarzony z informacjami o zarzutach postawionych osobie stojącej na czele rady. Kaim-Hagar zwróciła uwagę, że zarzuty nie zostały sformułowane przez politycznych przeciwników J.-B., ale przez prokuraturę.

– My w swoim wniosku absolutnie nie przesądzamy o winie pani przewodniczącej – podkreśliła.

Jej zdaniem rozwiązaniem pozwalającym ograniczyć konsekwencje wizerunkowe byłoby ustąpienie z funkcji do czasu zakończenia procesu.

– Honorowym wyjściem byłaby rezygnacja pani przewodniczącej z pełnionej funkcji na czas trwania procesu. W momencie uniewinnienia nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zawalczyć jeszcze raz o tę funkcję – stwierdziła Dorota Kaim-Hagar.

Po zakończeniu dyskusji rozpoczęła się formalna procedura głosowania. Ze względu na jego tajny charakter konieczne było powołanie komisji skrutacyjnej. W głosowaniu dotyczącym odwołania przewodniczącej udział wzięło wszystkich 18 obecnych radnych. Do skutecznego odwołania Beaty J.-B. potrzebnych było 10 głosów. Padło dziewięć, a drugie tyle oddano przeciwko jej odwołaniu.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Ręka przytrzaśnięta drzwiami, autobus miał najechać na nogę pasażera. Policja szuka świadków

Opublikowany

,

Monika Wójcik
Kingmaker (zdjęcie ilustracyjne)

Myszkowscy policjanci wyjaśniają okoliczności zdarzenia, do którego miało dojść 14 września w rejonie przystanku autobusowego przy Galerii „Oczko” w Myszkowie. Według informacji przekazanych mundurowym podczas wsiadania do autobusu jeden z pasażerów miał zostać przytrzaśnięty drzwiami, a następnie pojazd miał najechać na jego nogę. Policja poszukuje osób, które mogły widzieć przebieg zdarzenia.

Do sytuacji miało dojść około godz. 17.00 przy ulicy Kościuszki. Ze wstępnych informacji wynika, że podczas zamykania drzwi autobusu ręka wsiadającego pasażera miała zostać przytrzaśnięta. Następnie autobus miał najechać na nogę mężczyzny.

– Na tym etapie policja nie przesądza jednak, czy zdarzenie przebiegało dokładnie w taki sposób. Funkcjonariusze prowadzą czynności zmierzające do zweryfikowania otrzymanych informacji oraz ustalenia wszystkich okoliczności – poinformowało biuro prasowe myszkowskiej komendy.

Istotne mogą okazać się relacje osób, które w minioną niedzielę, we wspomnianym czasie, przebywały w rejonie przystanku przy galerii. Policjanci chcą również dotrzeć do pasażerów podróżujących w tym czasie autobusem linii nr 1.

Mundurowi apelują o kontakt do wszystkich osób, które były świadkami sytuacji lub posiadają informacje mogące pomóc w odtworzeniu jej dokładnego przebiegu. Informacje można przekazywać Wydziałowi Kryminalnemu Komendy Powiatowej Policji w Myszkowie pod numerami telefonów 47 858 42 80, 47 858 42 36 lub 47 858 42 00.

– Zeznania świadków mogą mieć kluczowe znaczenie dla ustalenia, co dokładnie wydarzyło się na przystanku i czy doszło do opisywanego przez zgłaszających zdarzenia – podkreślają policjanci.

CZYTAJ DALEJ

NAJPOPULARNIEJSZE