Obserwuj nas

Poczesna

Prace przy Wierzbowej i Ceramicznej zakończone. W najbliższym czasie remont ulicy Jodłowej

fot. Fotolia

Opublikowany

,

Dobiegły końca modernizacje liczącego około kilometra odcinka ulicy Wierzbowej w Bargłach i ponad półkilometrowego traktu ulicy Ceramicznej w Korwinowie. Wkrótce rozpocznie się procedura związana z przebudową ulicy Jodłowej w Brzezinach Kolonii. Wciąż też trwają prace przy drogach powiatowych.

W ramach przeprowadzonych w Bargłach i Korwinowie robót budowlanych wykonano między innymi korygujące frezowanie istniejących nawierzchni, ułożenie nowych, a także przebudowę poboczy i czyszczenie rowów. Na realizację tych zadań gmina otrzymała pięćdziesięcioprocentowe dofinansowanie z Funduszu Dróg Samorządowych.

Na zastrzyk gotówki miejscowy samorząd może liczyć również w przypadku przebudowy drogi biegnącej wzdłuż ulicy Jodłowej w miejscowości Brzeziny Kolonia. Wartość tego zadania szacuje się na blisko 250 tys. zł. W ramach tego zadania drogowcy zajmą się remontem czterystumetrowego odcinka.

Gmina realizuje także dużą inwestycję infrastrukturalną wspólnie z powiatem częstochowskim. Chodzi o przebudowę ciągu dróg na odcinku od Huty Starej A do Poczesnej oraz tą pomiędzy Mazurami i Młynkiem. Realizowane od ubiegłego roku prace obejmują położenie nowej nawierzchni na łącznej długości 4,3 kilometra i 1,8 kilometra chodnika.

– Zakres tych prac obejmuje też przebudowę skrzyżowań, budowę zatok autobusowych i peronów przystankowych, a także oznakowanie oraz wyznaczenie przejść dla pieszych. Warta 7,6 mln zł inwestycja w połowie sfinansowana zostanie z Funduszu Dróg Samorządowych. Drugą połowę po równo pokryje nasza gmina i starostwo powiatowe – mówi wójt Krzysztof Ujma.

Okazuje się, że kompleksowej przebudowy doczeka się i droga powiatowa w ciągu ulicy Południowej oraz Łąkowej w Poczesnej. Ponad trzykilometrowy odcinek prowadzący od DK1 do ulicy Wierzbowej wykonany zostanie głównie za pieniądze unijne. To około 3,1 mln zł z ponad 4 mln zł całego dofinansowania. Reszta kwoty – blisko 1,2 mln zł pochodzić będzie z budżetu państwa.

– Zgodnie z podpisaną w połowie kwietnia umową o dofinansowanie, wartość całego zadania, na które składa się dokumentacja projektowa i roboty budowlane, wynosi ponad 6,4 mln zł. Przebudowa dotyczyć będzie jezdni wraz z wymianą podbudowy, budowy chodnika dla pieszych i ronda w miejscu skrzyżowania z ulicą Chabrową – dodaje wójt Ujma.

Poczesna

Pożar w Sobuczynie ugaszony, ale konflikt dopiero się rozpala. CzPK i gmina przerzucają się odpowiedzialnością

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Urząd Gminy Poczesna

Pożar na terenie instalacji w Sobuczynie został szybko opanowany, ale samo zdarzenie przerodziło się w otwarty spór pomiędzy Częstochowskim Przedsiębiorstwem Komunalnym a władzami gminy Poczesna. Ogień pojawił się w miniony piątek we wczesnych godzinach porannych w obrębie wiaty Stacji Rozdrabniania Odpadów Wielkogabarytowych. Jak wynika z komunikatu spółki, pożar objął wyłącznie strefę odpadów wielkogabarytowych, a jego skutki udało się ograniczyć dzięki reakcji pracowników oraz działaniom straży pożarnej.

CzPK poinformowało, że zarzewie ognia zostało zauważone przez pracowników podczas wykonywania obowiązków służbowych. Według spółki ogień objął odpady wielkogabarytowe, wśród których znaczną część stanowiły drewno i materiały drewnopochodne, co sprzyjało szybkiemu rozwojowi pożaru. Pracownicy mieli niezwłocznie podjąć działania ograniczające rozprzestrzenianie się ognia i równocześnie zawiadomić straż pożarną.

Po przybyciu na miejsce kilku jednostek PSP akcję gaśniczą przejęły służby ratownicze. Przedstawiciele CzPK podkreślają, że pracownicy spółki współpracowali ze strażakami, zabezpieczając teren i przekazując informacje potrzebne do prowadzenia działań. Po zakończeniu akcji czynności kontrolne podjęli przedstawiciele Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Katowicach. Przyczyny zdarzenia są ustalane.

Spółka w swoim komunikacie połączyła pożar z szerszym problemem modernizacji instalacji. Jak wskazała, zdarzenie objęło ten fragment zakładu, którego modernizacja ma być od ponad roku blokowana przez przewlekłość postępowań administracyjnych prowadzonych przez wójta Artura Sosnę. CzPK twierdzi, że chodzi między innymi o postępowanie dotyczące decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach dla przedsięwzięcia związanego z modernizacją oraz rozbudową istniejących linii technologicznych przy ulicy Konwaliowej w Sobuczynie. Według spółki inwestycja obejmuje również modernizację linii do przetwarzania odpadów wielkogabarytowych, a więc części instalacji, której dotyczył pożar.

CzPK przekonuje, że planowana i współfinansowana ze środków unijnych modernizacja ma służyć hermetyzacji procesów technologicznych, podniesieniu standardów środowiskowych oraz zwiększeniu bezpieczeństwa, w tym bezpieczeństwa przeciwpożarowego. Spółka zarzuca gminie przewlekłość procedur, wadliwe stosowanie instrumentów formalnych oraz prowadzenie działań planistycznych, które – w ocenie kierownictwa CzPK – mogą ograniczać możliwość rozwoju i unowocześniania infrastruktury gospodarki odpadami w Sobuczynie.

Na te zarzuty odpowiedział wójt Artur Sosna. W stanowisku urzędu gmina stanowczo sprzeciwiła się przedstawianiu pożaru w powiązaniu z rzekomą odpowiedzialnością samorządu za bezpieczeństwo instalacji. Władze Poczesnej podkreślają, że gmina nie jest podmiotem odpowiedzialnym za eksploatację Zakładu Zagospodarowania Odpadów w Sobuczynie ani za bezpieczeństwo jego funkcjonowania. Według urzędu obowiązki w tym zakresie spoczywają na prowadzących działalność gospodarczą, czyli między innymi na Częstochowskim Przedsiębiorstwie Komunalnym oraz spółce Sobreko.

Gmina wskazała również, że nie istnieją żadne „blokady inwestycyjne” w zakresie rozpoznawania wniosków o wydanie decyzji środowiskowych, a modernizacja instalacji powinna być prowadzona zgodnie z przepisami i z uwzględnieniem bezpieczeństwa mieszkańców. W stanowisku urzędu pojawia się też odniesienie do ustaleń podpisanych 11 maja przez miasto Częstochowa i gminę Poczesna. Zdaniem gminy mają one służyć optymalizacji technologii pod kątem bezpieczeństwa mieszkańców, a pożar, który wybuchł cztery dni później, może utrudnić finalizację porozumienia.

Wójt Poczesnej zwrócił także uwagę na udział lokalnych jednostek OSP w akcji gaśniczej. Jak wskazano w komunikacie gminy, w działaniach uczestniczyło pięć zastępów straży pożarnej z terenu gminy, w tym OSP KSRG Wrzosowa, OSP KSRG Poczesna, OSP KSRG Huta Stara A, OSP Słowik i OSP Nierada. Gmina podkreśliła, że znaczną część zaangażowanych ratowników stanowili mieszkańcy Poczesnej, którym również należą się wyrazy uznania.

Spór nie zakończył się jednak na stanowisku urzędu. W replice CzPK odniosło się do zarzutu dotyczącego braku publicznych podziękowań dla strażaków. Spółka wskazała, że podziękowania dla funkcjonariuszy PSP oraz druhów i druhen OSP zostały złożone osobiście, w trakcie i bezpośrednio po zakończeniu akcji. CzPK podkreśliło też, że zapewniono posiłek i wsparcie logistyczne na miejscu zdarzenia, a relacje z lokalnymi jednostkami straży pożarnej opierają się na wieloletniej współpracy.

W drugim komunikacie CzPK ponownie podniosło jednak zarzuty wobec gminy. Spółka stwierdziła, że stanowisko wójta nie odnosi się merytorycznie do kwestii przewlekłości postępowania środowiskowego, ponaglenia skierowanego do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Częstochowie oraz przygotowywanej skargi do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach na bezczynność i przewlekłość organu. CzPK oceniło również, że wójt nie zaprzeczył zmianom planistycznym, które – zdaniem spółki – systemowo blokują dalszy rozwój instalacji komunalnej w Sobuczynie.

Pożar w Sobuczynie został więc opanowany, ale jego polityczne i administracyjne skutki dopiero się rozwijają. Z jednej strony CzPK wskazuje na konieczność pilnej modernizacji instalacji i zarzuca gminie opóźnianie decyzji środowiskowych. Z drugiej strony gmina Poczesna odrzuca odpowiedzialność za bezpieczeństwo zakładu i podkreśla, że obowiązek właściwej eksploatacji spoczywa na operatorach instalacji.

Na razie najważniejsze pozostają dwa fakty. Ogień nie rozprzestrzenił się na pozostałe elementy instalacji, a przyczyny zdarzenia są nadal ustalane. Równolegle coraz wyraźniej widać jednak, że pożar stał się kolejnym punktem zapalnym w szerszym konflikcie dotyczącym przyszłości zakładu w Sobuczynie, jego modernizacji oraz relacji pomiędzy spółką komunalną a władzami gminy Poczesna.

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

Poczesna na zakręcie, władza w trybie „odpowiemy później”. Janowski do Sosny i Kępy: Macie ludzi w dupie!

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Gminy Poczesna/Screenshot

Są takie momenty w życiu samorządu, gdy władza powinna wyjść do ludzi, spojrzeć im w oczy i powiedzieć jasno, że ma plan. Wie, co robi, walczy o mieszkańców, a jeśli trzeba będzie, to będzie walić pięścią w każdy możliwy stół – od urzędu wojewódzkiego po Warszawę. W Poczesnej najwyraźniej wybrano wariant bardziej subtelny. Taki samorządowy minimalizm akustyczny. Mieszkańcy krzyczą o aneksji, wysypisku, utracie terenów, budżetu i przyszłości, a władza odpowiada głównie ciszą, ogólnikami albo zapowiedzią, że najważniejsze rozegra się gdzieś tam, kiedyś tam, na poziomie politycznym.

Brzmi jak strategia? Być może. Tylko mieszkańcom Brzezin Nowych, Brzezin Kolonii, Sobuczyny, Młynka, części Huty Starej A oraz samej Poczesnej trudno się dziwić, że zamiast wierzyć w tajemnicze rozmowy kuluarowe, chcieliby usłyszeć coś bardziej przyziemnego. Na przykład to, co konkretnie zrobiono, z kim rozmawiano, jakie dokumenty przygotowano, kiedy będzie zmiana planu zagospodarowania i dlaczego w najważniejszej sprawie ostatnich lat gminna strona internetowa sprawia wrażenie, jakby temat aneksji był mniej pilny niż komunikat o przerwie w dostawie wody. Pomijając już to, że miesiące temu szumnie zapowiadano jej całkowitą przebudowę, z czego zresztą do tej pory nic nie wyszło.

Podczas ostatniej sesji wystąpiła prezes Stowarzyszenia Eko Poczesna. I nie było to wystąpienie z gatunku „uprzejmie prosimy o rozważenie”. To był akt oskarżenia wobec stylu działania lokalnych władz. Padły słowa o braku komunikacji, braku planu, braku odpowiedzi, braku spotkań, braku strategii i braku poczucia bezpieczeństwa. Właściwie to pełny katalog braków, który w dobrze zarządzanym samorządzie nie powinien występować naraz, a już na pewno nie w sprawie, w której, jak twierdzą mieszkańcy, gmina może stracić nawet 10-15 proc. budżetu.

– Nie znamy działań gminy, nie znamy strategii i nie znamy planu w naszej sprawie. Nie wiemy, jak władze gminy chcą odwrócić tę sytuację. Nie wiemy, czy w ogóle ją chcą odwrócić – mówiła Alicja Janowska.

I tu właśnie zaczyna się główny problem Poczesnej. Bo mieszkańcy nie pytają już tylko o to, czy Częstochowa chce przejąć część gminy. Pytają, czy ich własna gmina naprawdę chce temu zapobiec. A to jest różnica zasadnicza. Pierwsze pytanie dotyczy sporu administracyjnego. Drugie – zaufania do własnych władz.

Słuchając wystąpienia przedstawicielki stowarzyszenia, można było odnieść wrażenie, że mieszkańcy przez ostatnie miesiące robili za urząd, biuro prasowe, komitet mobilizacyjny, dział prawny i wydział komunikacji społecznej w jednym. Organizowali spotkania, drukowali ulotki, wieszali plakaty, przygotowywali banery, zbierali podpisy, angażowali parlamentarzystów, nagłaśniali sprawę i prowadzili protesty. A potem przyszli na sesję i zapytali: panowie, a wy właściwie gdzie byliście?

– To mieszkańcy, nie gmina, wykonali pracę informacyjną. To mieszkańcy, nie gmina, wzięli odpowiedzialność za wspólnotę – padło z mównicy.

Trudno o bardziej bolesne zdanie dla lokalnej władzy. Bo jeśli mieszkańcy muszą sami przejmować ciężar obrony gminy przed potencjalnym uszczupleniem jej terytorium, to znaczy, że coś w relacji pomiędzy miejscowymi decydentami a mieszkańcami przestało działać. Albo działa tak cicho, że nikt poza gabinetem wójta tego nie słyszy.

W tej historii powraca jak refren miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. Dla mieszkańców i części radnych to dziś najważniejsze narzędzie obrony przed rozbudową wysypiska i argument w walce z aneksją. Chcą uchwały, działania, terminu, decyzji. Tu i teraz. Nie za kwartał, nie po analizie, nie po kolejnej rozmowie „na szczeblu”, tylko konkretnie.

– Dzisiaj oczekujemy, panowie wójtowie, jasnej deklaracji w tej sprawie – jednoznacznie zażądano z mównicy.

Radny powiatowy Maciej Janowski poszedł jeszcze mocniej. Jego wystąpienie było jednym z tych, po których w sali obrad albo robi się bardzo cicho, albo bardzo nerwowo. Mówił o ludziach zmuszanych do cierpliwości, o życiu w cieniu wysypiska, o zamykaniu okien w upał, o dzieciach pytających „dlaczego znowu śmierdzi?”, o poczuciu bezsilności i o tym, że największym problemem nie jest już samo wysypisko, lecz bierność tych, którzy mieli mieszkańców chronić.

– Mieszkańcy dziś mają prawo zapytać, czy zabrakło kompetencji, zabrakło odwagi, czy zabrakło woli, a może komuś ten scenariusz po prostu pasuje – mówił Janowski.

To zdanie powinno w urzędzie zapalić wszystkie możliwe kontrolki, gdyż ono już nie dotyczy tylko administracji, ale przede wszystkim intencji. A kiedy mieszkańcy zaczynają pytać, czy władzy przypadkiem nie odpowiada scenariusz, w którym niewygodny problem zostanie „przerysowany” za granicę gminy, to nie jest zwykła różnica zdań. To jest kryzys zaufania w pełnym rozkwicie.

Janowski uderzył też w wizerunkową stronę działań władz. Zdjęcia, spotkania, komunikaty – wszystko to może wyglądać dobrze w mediach społecznościowych. Tylko że w sytuacji, gdy mieszkańcy oczekują decyzji, a nie zdjęć, nawet najlepsza fotografia z narady nie zastąpi uchwały, opinii prawnej ani konkretnego planu.

– Jeszcze można przestać zarządzać wizerunkiem i zacząć zarządzać rzeczywistością – mówił radny.

I to jest zdanie, które w Poczesnej warto byłoby wydrukować i powiesić w urzędzie. Nie na tablicy pamiątkowej, broń Boże, bo z tym w niektórych gminach bywa różnie, ale gdzieś dyskretnie, obok ekspresu do kawy. Żeby codziennie przypominało, że mieszkańcy nie żyją lajkami, tylko skutkami decyzji.

Na odpowiedź wyszedł wicewójt Robert Kępa, tradycyjnie osłaniając tradycyjnie milczącego Artura Sosnę, swojego pryncypała. I trzeba przyznać, że jego wystąpienie było próbą szerszego wyjaśnienia, ale też pokazem tego, jak łatwo samorządowa komunikacja może zamienić się w wykład, który zamiast uspokajać, dodatkowo drażni. Wicewójt mówił o tym, że miejscowy plan jest „kością niezgody” i „detonatorem” całej sprawy. Przyznał wręcz, że postawienie na zmianę planu jako sposobu blokowania wysypiska mogło być błędem, bo miasto Częstochowa odpowiedziało pójściem „na ostro”.

– Chcieliśmy wygrać z wysypiskiem śmieci. I uznaliśmy, że zmiana planu zagospodarowania przestrzennego to jest ten obszar, w którym my wygramy z wysypiskiem śmieci. I to był błąd – mówił wicewójt.

Tym samym mieszkańcy dostali samorządową tragedię w trzech aktach. W pierwszym gmina chce zablokować wysypisko planem. W drugim Częstochowa chce przejąć teren, żeby odzyskać władztwo planistyczne. W trzecim z kolei mieszkańcy pytają – dlaczego, teraz kiedy sytuacja jest podbramkowa, władza nadal nie robi tego, czego od niej oczekują?

Wicewójt tłumaczył, że miasto może poczekać kilka lat, odzyskać kontrolę nad planowaniem i zrobić z terenem to, co będzie chciało. Mówił o polityce, o wojewodzie, ministerstwie, koalicjantach, komisjach, innych gminach w Polsce i o tym, że sprawa rozegra się na poziomie rządowym. Wszystko to może być prawdą. Tylko że dla mieszkańca, który boi się wysypiska, brzmi to trochę jak informacja od lekarza: „drogi pacjencie stan jest poważny, ale najpierw omówimy sytuację systemu ochrony zdrowia”.

W pewnym momencie wicewójt zaczął upominać radnych, żeby się skupili.

– Skupcie się, państwo radni. Panie Dariuszu, pani Magdo, Madziu, skup się, bo to o ciebie chodzi – mówił Kępa.

I tu atmosfera zrobiła się jeszcze bardziej smakowita. Bo jeśli mieszkańcy zarzucają władzom brak komunikacji, to dyscyplinowanie radnych z mównicy niekoniecznie jest najlepszym dowodem na mistrzostwo dialogu. Przewodnicząca musiała przywołać wicewójta do porządku, a z sali padło, żeby nie komentować mimiki radnych, bo to uchybia powadze. Powaga rzeczywiście mogła w tym momencie czuć się nieco poturbowana.

Wicewójt przekonywał dalej, że urząd rzuca siły na etap ministerialny, że buduje poparcie polityczne, że w Polsce jest jedenaście gmin zagrożonych podobnymi działaniami większych ośrodków. Na to jeden z radnych słusznie zauważył, że ich interesuje gmina Poczesna, a nie jedenaście innych samorządów. I trudno mu odmówić racji. Kiedy komuś płonie własny dach, średnio pocieszająca jest informacja, że w kraju pali się jeszcze dziesięć innych.

– Dzisiaj powiem z pełną świadomością i z pełną odpowiedzialnością. Uratuje nas tylko i wyłącznie wynik naszego gminnego referendum – stwierdził zastępca Artura Sosny.

Referendum rzeczywiście jest mocnym argumentem. Frekwencja blisko 51 proc. i ponad 99 proc. głosów przeciw przyłączeniu to wynik, którego nie da się zbyć wzruszeniem ramion. Tylko że referendum nie zwalnia władzy z działania. Ono daje mandat. A mandat nie jest poduszką do wygodnego czekania, tylko narzędziem do walki.

Potem głos ponownie zabrał Maciej Janowski. I wtedy poziom napięcia wszedł na taki pułap, że nawet najbardziej odporni miłośnicy lokalnych sesji mogli poczuć, że oglądają nie obrady, tylko emocjonalne przesłuchanie z elementami terapii grupowej.

Janowski odniósł się do politycznych aluzji wicewójta, przypominając, że jest radnym powiatu wybranym z listy Prawa i Sprawiedliwości i że jest z tego dumny. Jednak najważniejsza część jego wypowiedzi dotyczyła nie partyjnych szyldów, tylko zarzutu, że w gminie panuje, mówiąc delikatnie, organizacyjny chaos.

– Nie macie państwo takiej świadomości, że macie bajzel? I to taki na kółkach? – pytał Janowski.

To już nie była metafora subtelna. To był werbalny kubeł zimnej wody. A potem było jeszcze ostrzej.

– Wy nie odpowiadacie w ogóle. W ogóle. Wiecie, jak kolokwialnie nazywa się coś takiego? Ja wam to powiem. Macie ludzi w dupie. I nie boję się tego powiedzieć. Macie ludzi w dupie – stwierdził.

Przewodnicząca poprosiła, by nie używać epitetów. Janowski przeprosił „z szacunku dla kobiety”, ale zdania nie wycofał. I tu dochodzimy do sedna brutalnej prawdy o tej sesji. Można oburzać się na język. Można uznać, że był zbyt mocny. Można powiedzieć, że na sali obrad powinno się ważyć słowa. Tylko że de facto nazwanie sprawy po imieniu nie jest przyczyną kryzysu, ale jego objawem. Gdy ludzie przez miesiące mają poczucie, że odbijają się od ściany, język zaczyna pękać razem z cierpliwością.

Janowski pytał też wójta, czy po sesji znowu powie, że odpowie pisemnie.

– Kiedy? Na co pan odpowie? Przecież nigdy pan nie odpowiedział. Nigdy. Nigdy się pan nie odniósł do tego, o czym rozmawiamy, o co prosimy – punktował radny włodarza raz za razem.

I to jest kolejny kamień w gminnym ogródku. Bo odpowiedź pisemna bywa w samorządzie wygodnym wynalazkiem. Pozwala odsunąć emocje, rozbroić moment, zamknąć sprawę w formalnym terminie i uniknąć żywej konfrontacji. Problem w tym, że mieszkańcy nie przyszli po potwierdzenie wpływu pisma. Przyszli po przywództwo. A jakim przywództwem wykazuje się Artur Sosna?

– Podczas spotkania włodarzy subregionu pod koniec minionego roku milcząco i ze spuszczoną głową wysłuchał tyrady Krzyśka Matyjaszczyka w kontekście konieczności aneksji terenów Poczesnej. Milczał. Nic nie odpowiedział. Później z Kępą wymyślili, że poproszą lokalne samorządy o podjęcie uchwał i bronienie ich interesu. Tylko kto z włodarzy w regionie, widząc taką słabość i brak jakiejkolwiek mocy sprawczej, będzie sobie zawracał głowę problemami Poczesnej – zdradził redakcji kulisy ze spotkania jeden z wysoko postawionych w regionie samorządowców.

Na końcu niedawnej sesji pojawił się jeszcze wątek telefonów do radnych, zarzutów, list, podpisów i wzajemnych podejrzeń. Jedna z mieszkanek mówiła, że miała telefon od radnej, która kontrolowała, czy podpisywała listę w sprawie referendum i czy podawała PESEL. To pokazuje, że konflikt w Poczesnej zaczął już wchodzić pod skórę lokalnej wspólnocie. Nie jest tylko sporem z Częstochową. Stał się sporem wewnętrznym. Kto działa, kto przeszkadza, kto komu ufa, kto z kim rozmawia i kto kogo podejrzewa o grę na własny rachunek.

A przecież w tle jest sprawa dużo większa niż personalne pretensje. Chodzi o granice gminy, wysypisko, wpływy budżetowe, wartość domów, komfort życia, bezpieczeństwo mieszkańców i przyszłość kilku miejscowości. To nie jest lokalna sprzeczka o chodnik, choć i takie potrafią być gorące. To jest sprawa, która może przedefiniować Poczesną już na zawsze.

Najbardziej ironiczne w tym wszystkim jest to, że wszyscy mówią o wspólnym froncie, ale każdy zdaje się maszerować innym rowem. Mieszkańcy chcą konkretów. Radni naciskają na uchwałę planistyczną. Stowarzyszenie robi kampanię informacyjną. Wicewójt tłumaczy politykę krajową. Wójt jest wywoływany do odpowiedzi, ale zarzut wobec niego brzmi właśnie tak, że zbyt często tej odpowiedzi nie słychać. A Częstochowa? Częstochowa zapewne patrzy i widzi, że przeciwnik nie musi być rozbijany z zewnątrz, jeśli sam potrafi pokłócić się o metody obrony.

Bo w Poczesnej problemem nie jest już tylko to, że ktoś chce zabrać część gminy. Problemem jest to, że mieszkańcy zaczynają podejrzewać, iż ich własna władza nie walczy wystarczająco mocno i wystarczająco jasno po ich stronie. To najgorszy możliwy moment na półsłówka, uniki i komunikaty bez treści.

Władza może oczywiście tłumaczyć, że działa. Że rozmawia. Że lobbuje. Że etap ministerialny jest kluczowy. Że polityka zdecyduje. Że trzeba cierpliwości. Tylko że cierpliwość mieszkańców, jak wyraźnie usłyszeliśmy, właśnie się skończyła. I trudno ją będzie odbudować zdaniem „odpowiemy pisemnie”.

W tej historii najbardziej brakuje jednego – prostego, twardego i publicznego komunikatu władz Poczesnej. Nie felietonu, nie wykładu, nie wycieczki po jedenastu gminach w Polsce, ani nie opowieści o koalicjantach i ministerialnych korytarzach. Tylko zdania, że nie oddamy tych terenów, uruchamiamy takie i takie działania, w tym terminie wprowadzamy pod obrady to i to, za to odpowiada ta osoba, a mieszkańców informujemy co tydzień, bo to jest dziś najważniejsza sprawa w gminie.

Na razie zamiast tego jest samorządowy teatr niepewności. Mieszkańcy mówią: „tu i teraz”. Władza odpowiada: „proces jest złożony”. Mieszkańcy pytają: „jaki jest plan?”. Władza mówi: „polityka zdecyduje”. Mieszkańcy krzyczą: „stoimy nad przepaścią”. Władza zdaje się sprawdzać, czy przepaść jest właściwością wojewody, ministerstwa, czy może jednak komisji.

A przecież granic gminy nie broni się szeptem. Nie broni się ich komunikacyjną mgłą, nieobecnością na zebraniach i przekonaniem, że skoro coś dzieje się za kulisami, to mieszkańcy powinni grzecznie czekać na finał. Granic broni się determinacją, planem, jawnością i obecnością tam, gdzie ludzie mają najwięcej pytań.

Bo jeśli mieszkańcy naprawdę mają rację, że to oni wykonali większość pracy informacyjnej, to w Poczesnej doszło do przedziwnego odwrócenia ról. Obywatele stali się urzędem, stowarzyszenie – centrum kryzysowym, radni – megafonem emocji, a władza wykonawcza – instytucją, którą trzeba nieustannie wywoływać do tablicy.

I może właśnie dlatego ta sesja była tak wymowna. Nie dlatego, że radny z powiatu powiedział za ostro. Nie dlatego, że padła „dupa”, której w eleganckim protokole lepiej nie drukować dużą czcionką. Tylko dlatego, że za tym słowem stoi frustracja ludzi, którzy nie chcą już słuchać o procesach, etapach i możliwych scenariuszach.

Chcą za to wiedzieć, czy ktoś naprawdę trzyma kierownicę. Bo jeśli nie, to Częstochowa nie będzie musiała nawet specjalnie mocno naciskać na gaz. Wystarczy, że Poczesna sama będzie dalej udowadniać, że w najważniejszym momencie swojej najnowszej historii potrafi produkować więcej napięć niż decyzji. A wtedy może się okazać, że największym problemem nie była aneksja. Największym problemem było to, że gdy trzeba było stanąć murem, każdy w gminie budował swój własny płotek.

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

Częstochowa kontra Poczesna. Referendum zignorowane, decyzja zapadła

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Urząd Miasta Częstochowy/Screenshot

Spór o zmianę granic administracyjnych między Częstochową a gminą Poczesna, który przez ostatnie miesiące narastał i elektryzował lokalną opinię publiczną, osiągnął punkt zwrotny. Rada Miasta Częstochowy podjęła uchwałę o wystąpieniu z wnioskiem do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji w kwestii włączenia części terytorium gminy Poczesna, mimo jednoznacznego sprzeciwu mieszkańców sąsiedniego samorządu wyrażonego wczoraj w referendum. To decyzja, która nie zamyka sprawy. Przeciwnie, otwiera nowy, znacznie ostrzejszy etap konfliktu.

Początek tej historii sięga przełomu roku, gdy władze Częstochowy rozpoczęły procedurę zmierzającą do włączenia części terenów gminy Poczesna w granice miasta. Oficjalnie chodzi o zabezpieczenie strategicznych interesów związanych z gospodarką odpadami i funkcjonowaniem instalacji w Sobuczynie. W praktyce jednak stawka jest znacznie większa. Z drugiej strony może się decydować przyszłość finansowa gminy Poczesna, kierunki zagospodarowania przestrzennego anektowanych terenów oraz codzienne życie mieszkańców.

Pierwszym sprawdzianem nastrojów były konsultacje społeczne. W Częstochowie większość uczestników opowiedziała się za zmianą granic, jednak przy udziale sięgającym zaledwie około 2 proc. mieszkańców trudno było mówić o silnym, powszechnym mandacie. Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja w gminie Poczesna. W sołectwach objętych planowaną zmianą frekwencja była wysoka, sięgająca 82 proc., a sprzeciw niemal jednomyślny.

To właśnie ten kontrast stał się punktem zapalnym. W odpowiedzi na działania miasta w Poczesnej przeprowadzono 29 marca referendum lokalne. Frekwencja przekroczyła wymagany próg, a wynik był jednoznaczny – mieszkańcy niemal jednogłośnie opowiedzieli się przeciwko zmianie granic. Formalnie był to silny mandat społeczny, który – w ocenie wielu – powinien zatrzymać procedurę lub przynajmniej wymusić realny dialog.

Tak się jednak nie stało. Na dzisiejszej sesji pojawiły się po raz kolejny apele, protesty mieszkańców, stanowiska samorządowców i głos sprzeciwu ze strony powiatu. Wskazywano na naruszenie zasad partnerstwa, ignorowanie lokalnej wspólnoty i decyzję podejmowaną wbrew tym, których dotyczy najbardziej. Mimo to większość częstochowskich radnych (14 za – przyp. red.) pozostała niewzruszona.

Uchwała została przyjęta, a miasto konsekwentnie realizuje swój scenariusz. Argumentacja nie uległa zmianie – chodzi o interes strategiczny i stabilność systemu. Problem w tym, że po drugiej stronie mamy równie wyraźny, demokratycznie wyrażony sprzeciw.

I właśnie tu pojawia się fundamentalne pytanie. Gdzie kończy się racja dużego miasta, a zaczyna prawo lokalnej społeczności do decydowania o sobie? Ten spór przestał być techniczną korektą granic. Stał się testem dla realnego znaczenia konsultacji i referendum w systemie samorządowym.

Przed nami jeszcze decyzja rządu, który ostatecznie rozstrzygnie los tej sprawy. Niezależnie jednak od finału jedno jest już pewne – relacje między Częstochową a Poczesną zostały zrujnowane. Mieszkańcy już dziś czują, że ich głos, choć słyszalny, niekoniecznie okazał się decydujący.

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

Groźne zdarzenie w Poczesnej. Samochód w stawie, kierowca w szpitalu

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. DiM Car Pomoc Drogowa

W sobotę wieczorem w rejonie Poczesnej doszło do niebezpiecznego zdarzenia drogowego z udziałem samochodu osobowego. Kierowca stracił panowanie nad pojazdem, zjechał z drogi i wpadł do przydrożnego stawu. Na miejscu interweniowały służby ratunkowe.

Do zdarzenia doszło przed godz. 19.00 na drodze krajowej nr 91. Jak wynika ze wstępnych ustaleń, kierujący osobowym volkswagenem z nieustalonych przyczyn utracił kontrolę nad pojazdem. Auto zjechało z jezdni, sforsowało ogrodzenie jednej z posesji, a następnie wpadło do stawu.

Na miejsce natychmiast skierowano policję, straż pożarną oraz pogotowie. Strażacy pomogli kierowcy wydostać się z pojazdu, który znalazł się w wodzie, a następnie przekazali go pod opiekę ratowników medycznych. Poszkodowany został przetransportowany do szpitala.

Okoliczności zdarzenia są obecnie wyjaśniane przez policję. Na czas prowadzenia działań ratunkowych i zabezpieczenia miejsca zdarzenia występowały utrudnienia w ruchu.

– Apelujemy do kierowców o zachowanie szczególnej ostrożności na drogach oraz dostosowanie prędkości do warunków panujących na jezdni, zwłaszcza w godzinach wieczornych – komentują policjanci.

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

Tragiczny pożar w Słowiku. Nie żyje 52-letni mieszkaniec gminy Poczesna

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. OSP Słowik

Policja pod nadzorem prokuratora wyjaśnia okoliczności tragicznego pożaru, do którego doszło we wtorek w miejscowości Słowik w gminie Poczesna. W wyniku zdarzenia śmierć poniósł 52-letni mężczyzna, który był jedynym mieszkańcem budynku objętego ogniem.

Zgłoszenie o pożarze wpłynęło do dyżurnego Komisariatu Policji w Poczesnej krótko przed godz. 16.00. Kobieta poinformowała, że z jednego z domów jednorodzinnych przy ulicy Podlaskiej w Słowiku wydobywa się dym. Na miejsce natychmiast skierowano służby ratunkowe.

– W pierwszej fazie działania polegały na podaniu czterech prądów wody na palący się budynek, przeszukaniu i zabezpieczeniu miejsca akcji. W późniejszej fazie działania polegały na rozebraniu poszycia dachowego, dokładnym przelaniu pogorzeliska i oświetleniu miejsca akcji. Niestety podczas przeszukania znaleziono zwłoki mężczyzny – relacjonują na swoim profilu facebookowym druhowie z OSP Słowik.

Jak ustalono, był to 52-letni właściciel posesji. W działaniach brały udział liczne zastępy Państwowej Straży Pożarnej z Częstochowy oraz jednostki ochotniczej straży pożarnej, a także policja, zespoły ratownictwa medycznego, pogotowie gazowe i energetyczne.

– Na miejscu pracowali policjanci pod nadzorem prokuratora, przy udziale biegłego z zakresu pożarnictwa. Przeprowadzono oględziny oraz zabezpieczono materiał dowodowy. Kluczowe znaczenie dla ustalenia szczegółowego przebiegu zdarzenia będzie miała również sekcja zwłok zlecona przez prokuratora – poinformowało z kolei biuro prasowe częstochowskiej komendy policji.

Śledczy badają obecnie wszystkie okoliczności tragedii, w tym możliwą przyczynę wybuchu pożaru. Wyniki prowadzonych czynności mają pozwolić na pełne wyjaśnienie tego zdarzenia.

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

Czy sugestia wicewójta miała charakter „wpuszczenia na minę”? Radny ujawnia szczegóły zagrywki Kępy

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Gminy Poczesna/Screenshot

Podczas lutowej sesji Rady Gminy Poczesna samorządowcy zajęli się sprawą wniosku o wygaszenie mandatu radnego Roberta Rakusa, który to miał naruszyć ustawowy zakaz prowadzenia działalności gospodarczej z wykorzystaniem mienia komunalnego gminy. – Wystawienie faktury nastąpiło na skutek sugestii zastępcy wójta Roberta Kępy. Uzmysłowiłem sobie, że zostałem celowo wprowadzony w błąd, abym naruszył przepisy – mówił podczas obrad Robert Rakus.

Już na etapie przedstawienia sprawy przewodnicząca rady szczegółowo zreferowała przebieg postępowania, wskazując, że impuls do jego wszczęcia wyszedł bezpośrednio od wicewójta.

– Do biura rady wpłynęło pismo od zastępcy wójta Roberta Kępy dotyczące konieczności wygaszenia mandatu radnemu Robertowi Rakusowi – poinformowała.

Jak wynikało z przedstawionych dokumentów, sprawa dotyczyła szkolenia z zakresu pierwszej pomocy, które radny przeprowadził dla mieszkańców. Po jego realizacji wystawiona została faktura na kwotę 1850 zł, jednak następnie – jeszcze przed dokonaniem jakiejkolwiek płatności – została ona skorygowana do zera.

Sprawa szybko nabrała szerszego kontekstu, gdy przewodnicząca zwróciła uwagę na możliwe nieprawidłowości w zakresie obiegu informacji.

– Ujawnienie treści pisma mediom, zanim zapozna się z nim rada, może godzić w dobre imię rady i radnego oraz przybierać formę medialnej nagonki – podkreśliła.

Kluczowe znaczenie dla dalszego przebiegu sesji miało stanowisko komisji rewizyjnej, która po analizie dokumentów i wysłuchaniu wyjaśnień radnego wydała jednoznaczną opinię.

– Nie doszło do rzeczywistego prowadzenia działalności gospodarczej z wykorzystaniem mienia komunalnego. Zdarzenie miało charakter incydentalny i nie wywołało skutków finansowych dla gminy – odczytano w uzasadnieniu.

Komisja wskazała również, że nie doszło do żadnego przepływu środków publicznych, a sama faktura została wycofana jeszcze przed jej realizacją. Mimo to formalna procedura wygaszenia mandatu ruszyła i skierowano ją pod obrady całej rady.

Najbardziej kontrowersyjny moment sesji nastąpił jednak podczas wystąpienia samego radnego Roberta Rakusa, który wprost odniósł się do roli wicewójta w całej sprawie.

– Wystawienie faktury nastąpiło na skutek sugestii zastępcy wójta Roberta Kępy – powiedział. – Uzmysłowiłem sobie, że zostałem celowo wprowadzony w błąd, abym naruszył przepisy – dodał.

Słowa te wywołały wyraźne poruszenie na sali i nadały całej sprawie zupełnie nowy wymiar. Z wypowiedzi radnego wynikało, że jego działanie nie było inicjatywą własną, lecz efektem sugestii ze strony władz wykonawczych gminy.

– Faktura została natychmiast skorygowana, nie otrzymałem żadnych środków pieniężnych. Moje działania miały charakter wolontariacki, tak jak wcześniej – podkreślił Rakus.

Dyskusja radnych skupiła się głównie na kwestiach formalnych i finansowych. Padały konkretne pytania dotyczące ewentualnych skutków dla budżetu gminy oraz podstaw prawnych całej procedury.

– Czy gmina poniosła jakikolwiek wydatek w związku z tymi fakturami? Czy powstał jakikolwiek obowiązek podatkowy? – pytał z kolei wiceprzewodniczący rady.

Z odpowiedzi oraz dalszych ustaleń wynikało jednoznacznie, że żadne środki nie zostały wypłacone.

– Żaden przelew nie wpłynął na moje konto – potwierdził radny.

Radni dopytywali również o ewentualne wykorzystanie mienia gminnego oraz charakter działalności.

– Czy posiadał pan jakikolwiek tytuł prawny do korzystania z mienia jako przedsiębiorca? – padło pytanie, a w odpowiedzi Robert Rakus zaprzeczył.

Pomimo licznych pytań i prób doprecyzowania okoliczności sprawy, nie udało się jednoznacznie rozwiać wszystkich wątpliwości dotyczących samego początku zdarzenia i roli, jaką odegrał w nim wicewójt Kępa.

Ostatecznie rada przystąpiła do głosowania nad uchwałą o wygaszeniu mandatu. Za przyjęciem uchwały głosował jeden radny, przeciw było ośmiu, a pięciu wstrzymało się od głosu. Tym samym uchwała nie została podjęta, a Robert Rakus zachował mandat.

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

Referendum, skargi do wojewody i polityczne spięcia. W radzie gminy znów więcej konfliktu niż jedności

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Gminy Poczesna/Screenshot

Podczas sesji rady gminy, która odbyła się 24 lutego, ponownie dało się odczuć napiętą atmosferę, która od wielu miesięcy towarzyszy pracom pocześniańskiego samorządu. W trakcie obrad pojawiły się pytania o inwestycje, wnioski mieszkańców oraz kwestie środowiskowe, jednak najwięcej emocji wywołała sprawa referendum dotyczącego obrony granic gminy przed planowaną aneksją przez Częstochowę. Zamiast wspólnej strategii wobec zewnętrznego zagrożenia, na sali obrad dominowały wzajemne oskarżenia radnych, skargi kierowane do wojewody oraz spory proceduralne.

Sesja zakończyła się długą, momentami chaotyczną dyskusją, która w ocenie obserwatorów bardziej przypominała polityczną polemikę niż merytoryczną debatę o przyszłości gminy. W części dotyczącej wolnych wniosków jedna z radnych ponownie przypomniała o sprawie, która – jak podkreśliła – od miesięcy pozostaje bez odpowiedzi.

– Od 18 września czekam na odpowiedź na mój i pani sołtys wniosek w sprawie udostępnienia pomieszczenia w świetlicy w Brzezinach Nowych. Sołectwo Brzeziny Kolonia nie ma miejsca spotkań rady sołeckiej – mówiła radna.

Dodała również, że jeden z mieszkańców od października bezskutecznie próbuje uzyskać odpowiedź w sprawie podłączenia swojej posesji do kanalizacji.

Podobny charakter miało pytanie innego radnego dotyczące jednej z inwestycji w gminie.

– Chciałbym zapytać w imieniu mieszkańców Wrzosowej, Huty i Słowika, kiedy realnie zostanie oddany do użytku ośrodek wraz z drogą we Wrzosowej – pytał samorządowiec.

Do ważniejszych wątków sesji należał również wniosek, jaki popłynął ze strony komisji zdrowia i ochrony środowiska dotyczący instalacji gospodarki odpadami w Sobuczynie. Radni zwracali uwagę na zgłaszane od lat przez mieszkańców uciążliwości zapachowe. Komisja jednocześnie wnioskuje o wystąpienie do marszałka województwa o przeprowadzenie przeglądu ekologicznego instalacji.

– Z dostępnych informacji wynika, że ostatni przegląd ekologiczny tej instalacji został wykonany w 2002 roku – podkreślono.

Najbardziej napięta część sesji rozpoczęła się, gdy jeden z radnych odniósł się do złożonych przez siebie skarg.

– Złożenie skargi nie jest donosicielstwem, jak sugerowano na jednym ze spotkań. Każdy radny i każdy mieszkaniec ma do tego prawo – podkreślił.

Zarzucił prezydium rady nieprawidłowości proceduralne, a także wskazał, że wojewoda uchylił jedną z wcześniejszych uchwał dotyczącą reasumpcji głosowania.

– Prosiłbym, żeby poinformować mieszkańców o uchyleniu przez wojewodę uchwały dotyczącej reasumpcji głosowania – stwierdził.

Samorządowiec zarzucił również innym członkom rady nieuprawniony dostęp do dokumentacji związanej z inicjatywą referendalną.

– 8 stycznia grupa radnych zażądała wglądu w dokumentację referendalną zawierającą dane osobowe mieszkańców. W moim przekonaniu nie mieliście państwo do tego prawa – argumentował.

W odpowiedzi wiceprzewodniczący bronił swoich wcześniejszych wypowiedzi.

– Mamy wolność słowa. Moja wypowiedź była zgodna z moim sumieniem i troską o wizerunek całej rady – skwitował.

Dyskusja szybko przerodziła się w kolejne wzajemne oskarżenia. Atmosfera na sali wyraźnie gęstniała, a przewodnicząca musiała kilkakrotnie przerywać wypowiedzi i przywoływać radnych do porządku.

Spora część dyskusji dotyczyła planowanego referendum w sprawie obrony granic gminy przed planowaną aneksją części jej terenów przez Częstochowę.

– Jaki będzie całkowity koszt przeprowadzenia referendum dla gminy i czy środki są zabezpieczone w budżecie? Czy wójt planuje spotkania z mieszkańcami, ulotki lub inne działania informacyjne? – dopytywano.

W trakcie sesji głos zabrała również mieszkanka reprezentująca jedno ze stowarzyszeń działających na terenie gminy.

– To referendum jest dla nas niezwykle ważne. Aneksja spowoduje ogromne zmiany w gminie i może doprowadzić do kryzysu ekonomicznego. Nie wyobrażam sobie, żeby referendum było organizowane tak jak wcześniejsze konsultacje, gdzie praktycznie wszystko spadło na barki mieszkańców – podkreśliła.

Najbardziej obrazowym momentem sesji był długi, kilkunastominutowy monolog przewodniczącej rady, która szczegółowo odczytała pismo skierowane do wojewody śląskiego w odpowiedzi na złożone skargi. W swoim wystąpieniu przekonywała, że działania rady miały charakter wyłącznie proceduralny i były podyktowane wątpliwościami zgłaszanymi przez mieszkańców. Jednocześnie zasugerowała, że część osób wpisanych na listy inicjatorów referendum mogła nie mieć świadomości konsekwencji podpisu.

W odpowiedzi jeden z radnych odczytał z kolei fragment swojego pisma skierowanego do wojewody, w którym domagał się zbadania legalności działań swoich kolegów z rady.

– Czynności wglądu w dokumentację referendalną zostały podjęte poza trybem przewidzianym w ustawie o referendum lokalnym – argumentował.

Dyskusja między radnymi ponownie przerodziła się w ostrą polemikę, a mimo pytań kierowanych do władz gminy, wójt Artur Sosna w swoim tradycyjnym stylu wybrał milczenie.

– Jeżeli chodzi o przegląd ekologiczny oraz referendum, oddam głos wicewójtowi. Na pozostałe pytania odpowiemy pisemnie – wydusił jedynie z siebie.

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

Śmieci, polityka i granice miasta. Gorący spór o wysypisko w Sobuczynie w felietonie Piotra Kudlika

Opublikowany

,

Piotr Kudlik
fot. Archiwum Piotr Kudlika

Spór o wysypisko odpadów w Młynku-Sobuczynie trwa od przynajmniej czterdziestu lat. W czasach PRL nikt nie pytał mieszkańców Poczesnej o zdanie. Podjęto decyzję i założono kwatery na śmieci z Częstochowy. Miasto teren ma na własność i poprzez spółkę komunalną stara się zaspokoić potrzeby niemal dwustutysięcznej populacji, która swoje śmieci zwozi i składuje na hałdach od dekad. Potrzeba uruchomienia nowych terenów pod wysypisko zdaje się być już bardziej, niż pilna.

Tymczasem gmina Poczesna skutecznie rozbudowę blokuje. Ba, wygląda na to, że najchętniej mieszkańcy tej gminy (przynajmniej ci z najbliższej okolicy) zrobiliby wszystko, by cała instalacja przestała istnieć. I na razie w tej sprawie jest, jak w powiedzeniu najsławniejszego polskiego marszałka: „z prawdą jest jak z d…, każdy ma swoją”.

Trudno oprzeć się zasadności dążenia władz samorządowych Częstochowy do przejęcia administracyjnej kontroli nad wysypiskiem odpadów w Sobuczynie. Teren jest, instalacje są, wystarczy rozbudować i unowocześniać. Równolegle odpada też drażliwy problem – przekonanie mieszkańców miasta, że jeśli nie wszystkie, to przynajmniej część śmieci trzeba będzie składować na swoim „podwórku”.

I właśnie groźba stała się fundamentem szantażu częstochowian. Przeprowadzono głosowanie (z całą pewnością nie były to konsultacje społeczne) pytając, czy są za włączeniem do miasta części sąsiedniej gminy. Ogłoszono wyniki, które, mogę się założyć, będą jednym z kluczowych argumentów za zmianą granic – prawdopodobnie sformułowanym mniej więcej tak: „W konsultacjach społecznych mieszkańcy Częstochowy w ponad 70 proc. opowiedzieli się za przejęciem kilku sołectw Poczesnej”. To brzmi zdecydowanie lepiej, niż obnażająca niemoc urzędu miasta liczba 1 proc., bowiem w zaokrągleniu jedynie 1,8 proc. mieszkańców w ogóle wzięło udział w tym plebiscycie, a 1,3 proc. zagłosowało na „tak”. Od siebie dodam, że właśnie taki procent mieszkańców uległ odrażającemu szantażowi władz. Bo, czyż nie jest odrażająca groźba: zagłosuj za zmianą granic, albo wybudujemy ci śmieciowisko na osiedlu.

Niemniej, na teraz i przyszłość, bez mian pozostaje sedno problemu. Mieszkańcy Częstochowy i Poczesnej, całego subregionu, produkują odpady i coś z nimi trzeba robić. Nikt ich nie chce pod swoim płotem, szczególnie cudzych, jednak gdzieś muszą być składowane, czy przetwarzane. Nie ma innego wyjścia jak „dogadać się” – to wspólny problem. Dlatego jestem zdumiony, że instytucja, która zawiera w adresie strony internetowej frazę „w dialogu” ucieka się do gróźb i szantażu, nie próbując zastosować takiego narzędzia, jak mediacje.

Mleko rozlało się ponad czterdzieści lat temu. Wysypisko z miejskiego urosło do regionalnego i do stołu rozmów powinno się zaprosić chociażby urząd marszałkowski, który jest odpowiedzialny za plan gospodarki odpadami i plan inwestycyjny dla całego województwa. To także problem samorządu wojewódzkiego. W subregionie północnym wysypisko na Sobuczynie jest właściwie jedynym dla jeszcze całkiem sporego miasta i trzech powiatów ziemskich – to jakieś pół miliona ludzi. Dziwię się też władzom Częstochowy, że dość wybiórczo traktują pozycję lidera w regionie, gdyż prawdziwy lider nie tylko dzieli i rządzi, ale pomaga, a kiedy trzeba, rozwiązuje problemy. W tym przypadku głównie swoje.

Wrócę do szantażu własnych mieszkańców, co też wyraźnie zapowiada, jak potraktowani zostaną mieszkańcy sołectw po wchłonięciu do Częstochowy. „Czy w twojej dzielnicy powstanie wysypisko śmieci?” – cytat z ulotki kolportowanej przez wdialogu.czestochowa.pl mówi wiele o kluczowej potrzebie miasta. Nie rzecz w rozwoju technologii i ochronie środowiska.

Kończy się miejsce na hałdzie i potrzebne miejsce na nową. Tak brzmi brutalna prawda, tak jak bezpardonowa jest próba przejęcia administracyjnej kontroli nie tylko nad wysypiskiem, lecz również ludźmi, którzy staną na drodze do celu.

Dlatego rozumiem obawy mieszkańców Poczesnej. Rozumiem też problem, z jakim zmagają się administratorzy miasta. Odpadów nie da się zamieść pod dywan, choćby i sąsiada. Natomiast nie wierzę, by nie udało się znaleźć rozwiązania, które skutecznie zamkną temat absolutnie konieczny – co z naszymi śmieciami? Dzisiaj i za następne czterdzieści lat.

Być może warto zapytać mieszkańców o zdanie przedstawiając dostępne możliwości.
Jednak tym razem bez gróźb i szantażu. Ludzie potrafią słuchać, o ile spotykają się z wzajemnością.

Życzę, by wyzwolenie z myślenia wyznaczanego długością kadencji, wreszcie spowodowało, że problemy będą rozwiązywane z dalszą wizją skutków, niż data najbliższych wyborów.

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

Cisza w urzędzie, burza wśród mieszkańców. Czy wydarzenia ostatnich tygodni zmienią bieg spraw w Poczesnej?

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Piotr Biernacki

Radni i społecznicy z gminy Poczesna zapowiadają referendum, ostrzegają przed wielomilionowymi stratami i wskazują na kulisy sporu wokół wysypiska w Sobuczynie. W tle pojawiają się ogromne pieniądze, zarzuty o brak analiz i pytania o polityczne naciski. O najbardziej palącym obecnie problemie w gminie rozmawiamy z działaczami Stowarzyszenia Eko Poczesna.

Władze Częstochowy ogłosiły wyniki konsultacji związanych z włączeniem części terenów gminy Poczesna do swoich granic i przedstawiły je jako duży sukces. Podobny proces zaszedł ze strony starostwa. W czterech samorządach powiatu swój sprzeciw wobec planów wyraziło 97 proc. ankietowanych. W samej gminie Poczesna natomiast, sprzeciw w konsultowanych sołectwach – w Brzezinach Nowych, Brzezinach Kolonii, Sobuczynie i Młynku – sięgnął ponad 99 proc. Jak to państwo skomentują?

Maciej Janowski: Starostwo wykonało swoje zadanie. To, co miało zrealizować, czyli przeprowadzić konsultacje, przeprowadziło. Najistotniejsze wyniki są tutaj, w sołectwach, które miasto chce wchłonąć. Przy 82 proc. frekwencji wszyscy byli przeciw planom Częstochowy. Dwa głosy były przeciw, jedna osoba wstrzymała się od odpowiedzi. To jasno pokazuje, że mieszkańcy nie chcą mieć z Częstochową, w sensie administracyjnym, nic wspólnego. Tak duży sukces frekwencyjny zawdzięczamy olbrzymiej pracy radnych, sołtysów i społeczników.

Rada Gminy Poczesna przyjęła uchwałę o przeprowadzeniu lokalnego referendum 29 marca. Na czym miałoby ono polegać i co może zmienić?

Magdalena Sałata: Referendum będzie przeprowadzone na terenie całej gminy. Będzie miało ogromne znaczenie prawne i może wpłynąć na cały proces. Dotychczasowe konsultacje dotyczyły tylko trzech sołectw. Teraz musimy zaangażować praktycznie całą gminę. Potrzebna jest ogromna kampania ze strony wnioskodawcy i realne zaangażowanie urzędu gminy. Mieszkańcy muszą poznać konkretne wyliczenia – co utracimy, jeżeli Częstochowa przeforsuje swoje plany. Stawką jest rozwój i przyszłość całej gminy.

Ile gmina może stracić na wchłonięciu tych trzech sołectw przez miasto?

Magdalena Sałata: Od kilku tygodni domagamy się konkretnych wyliczeń i analiz ze strony urzędu i wójta. Na każdym spotkaniu prosimy o dane. Bez skutku.

Maciej Janowski: Starosta wstępnie oszacował straty powiatu na około 7 mln zł rocznie. To może zablokować inwestycje w całym powiecie. To nie jest tylko sprawa Poczesnej, gdyż negatywne skutki odczują również inne gminy.

Danuta Broszkiewicz: Zrobiliśmy własną symulację. Szacujemy, że gmina może stracić 8-9 mln zł rocznie. To katastrofa dla budżetu. Cięcia będą ogromne, rozwój zostanie zahamowany. Dlatego referendum musi mieć silne poparcie mieszkańców.

Na profilu gminy pojawiły się komunikaty o inicjatywie porozumienia międzygminnego z Częstochową. Czy znacie państwo szczegóły?

Magdalena Sałata: Nie znamy żadnych konkretów. Wszystko dzieje się poza radą gminy. Nie rozumiemy takiego postępowania.

Maciej Janowski: Według nas tego dokumentu w ogóle nie ma. Kiedy pytamy o konkrety, tych brak.

Co w takim razie jest konkretem w tej sprawie?

Maciej Janowski: Mówi się o kwestii działek na terenie wysypiska i o możliwych nieprawidłowościach związanych z prawem własności gruntów oraz dotacjami unijnymi. Jednak mimo zapowiedzi nie widzimy realnych działań ani efektów. Miasto potwierdziło, że nie wycofa wniosku o zmianę granic. Jedyną realną możliwością działania po stronie gminy jest zmiana planu zagospodarowania przestrzennego i ograniczenie możliwości rozbudowy wysypiska. Jeśli zostaniemy włączeni do Częstochowy, miasto będzie zarządzało tym terenem bezpośrednio.

Danuta Broszkiewicz: Warto jasno powiedzieć, iż składowisko, które powstało w latach 80-tych, do dziś funkcjonuje w oparciu o jedyny przegląd ekologiczny, wykonany ponad 23 lata temu. Dokument z 2002 roku był opracowaniem jednorazowym, przygotowanym na potrzeby konkretnego postępowania administracyjnego. Nie wprowadzał stałego systemu kontroli ani harmonogramu kolejnych ocen. Od tamtego czasu wiele się zmieniło. W 2014 roku uruchomiono kompostownię. Dziś planowane są kolejne inwestycje. Rozbudowa przetwarzania odpadów, nowe magazyny, instalacja do końcowego przetwarzania odpadów oraz budowa nowej kwatery składowej. To już nie jest „zwykłe” składowisko, oceniane w 2002 roku. Nowe instalacje oznaczają inne procesy i możliwe uciążliwości – zapachy, bioaerozole, hałas czy większy ruch ciężarówek – a więc realny wpływ na życie mieszkańców. Po zapoznaniu się z wynikami ekspertyzy, wykonanej na zlecenie gminy Poczesna w 2016 roku, samorząd i mieszkańcy podjęli działania, aby zobowiązać zarządzającego składowiskiem do wykonania nowego przeglądu ekologicznego. Bez skutku.

Czy wspomniany przegląd to konieczność?

Krzysztof Gołchowski: Przepisy mówią jasno, że taki przegląd powinien zostać wykonany, jeśli pojawiają się okoliczności mogące świadczyć o negatywnym oddziaływaniu na środowisko. Jednak w 2017 roku i w grudniu 2024 roku Urząd Marszałkowski Województwa Śląskiego poinformował gminę Poczesna oraz radnych, że nie widzi podstaw do nakazania wykonania przeglądu ekologicznego CzPK i Sobreko. Fakty są więc następujące – przez ponad 23 lata nie przeprowadzono nowej, całościowej oceny uwzględniającej zmiany technologiczne i rozwój instalacji, a wniosek o jej wykonanie nie został uwzględniony.

Czy w tej sytuacji mamy dziś pewność, że obecna i planowana działalność została rzetelnie oceniona według aktualnych standardów i z uwzględnieniem realnych warunków życia w sąsiedztwie instalacji?

Magdalena Sałata: Istotne jest też, że składowisko w Sobuczynie nie posiada wdrożonych standardów BAT, czyli Najlepszych Dostępnych Technik, które są od 2018 roku unijnym wymogiem dla instalacji mogących znacząco oddziaływać na środowisko. BAT to także konkretne poziomy emisji zanieczyszczeń do środowiska. Brak wdrożenia BAT oznacza, że instalacja nie działa w oparciu o najbardziej aktualne, europejskie standardy ochrony środowiska. No to jeśli nie działa w oparciu o BAT, pojawia się pytanie, czy emisje są ograniczane do poziomu odpowiadającego obecnym europejskim standardom, czy jednak nie.

Danuta Broszkiewicz: Dodajmy, że przez ponad 40 lat funkcjonowania instalacji w Sobuczynie wykonano zaledwie dwie oceny oddziaływania na środowisko – w 1992 i 1994 roku. To dokumenty sprzed trzech dekad, przygotowane w zupełnie innych realiach technologicznych i prawnych. W 2017 roku, na zlecenie gminy Poczesna, powstała niezależna ekspertyza zdrowotno-środowiskowa. Była ona niekorzystna dla prowadzącego instalację, dlatego miasto jej nie uznało. Ekspertyza CENIA potwierdziła, że rozkład odpadów powoduje emisję m.in. amoniaku, siarkowodoru, merkaptanów a bioaerozol – czyli mieszanina drobnoustrojów unoszących się w powietrzu – może zawierać bakterie i grzyby. Wskazała też, że długotrwałe narażenie na takie oddziaływania może negatywnie wpływać na układ oddechowy, powodować alergie i obniżać jakość życia mieszkańców. To wszystko prowadzi do stwierdzenia, że przy tak długiej historii instalacji i zmieniających się warunkach jej funkcjonowania nie mamy dziś zapewnionej aktualnej, rzetelnej i niezależnej oceny rzeczywistego wpływu składowiska na nasze zdrowie i codzienne życie.

Co miasto zyska po włączeniu waszych terenów?

Maciej Janowski: Miasto uzyska bezpośrednie połączenie Częstochowy z terenami składowiska w Sobuczynie z około 450 hektarami gruntów, które już znajdują się w jego zasobach. Zapewni mu to pełną spójność administracyjną oraz pełną kontrolę nad tym obszarem. Szacujemy też, że już od momentu uruchomienia instalacji miasto będzie uzyskiwać co najmniej 30 mln zł rocznie z tytułu podatków oraz opłaty środowiskowej związanej z jej funkcjonowaniem. To stały i bardzo znaczący dochód dla budżetu.

Krzysztof Gołchowski: Miasto obejmie pełną kontrolę nad wydawaniem zgód i decyzji środowiskowych oraz planistycznych dla podmiotu, który mu bezpośrednio podlega. To oznacza koncentrację decyzji właścicielskich i administracyjnych w jednym ręku. Po przejęciu składowiska kluczowe decyzje administracyjne będą wydawane przez Częstochowę na rzecz podległych jej spółek – CzPK oraz Sobreko.

Magdalena Sałata: Włączenie terenów umożliwi też władzom Częstochowy swobodne kształtowanie planów zagospodarowania, rozszerzanie działalności przemysłowej i zwiększanie skali przetwarzania odpadów, bez kontroli lokalnej społeczności i wpływu na jej życie.

Maciej Janowski: Mówimy o blisko 20 mln zł rocznie związanych z funkcjonowaniem instalacji. Jeśli dojdzie do rozbudowy, może to być nawet 100 mln zł „przerobu”. To walka o gigantyczne pieniądze.

Jakie mogą być skutki aneksji dla mieszkańców?

Krzysztof Gołuchowski: Powiem wprost. Dla mieszkańców aneksja może oznaczać smród, brud i dalsze obniżanie jakości życia. Miasto koncentruje się przede wszystkim na rozbudowie infrastruktury odpadowej i potencjalnych zyskach finansowych, natomiast kwestie komfortu i bezpieczeństwa mieszkańców są marginalizowane. Przez lata drogi w tym rejonie były zaniedbywane. To gmina i powiat inwestowały w infrastrukturę, nie miasto. Tymczasem planowana jest szeroka rozbudowa instalacji przetwarzania odpadów, obejmująca m.in. budowę stacji rozdrabniania odpadów wielkogabarytowych, nowe bioreaktory do wstępnej obróbki odpadów zielonych w hali, ale bez hermetyzacji powiększonego placu kompostowego, stację do rozbiórki i segregacji gruzu budowlanego, budowę nowej kwatery składowej nr 3 i następnych – w planach jest ich 7. W praktyce oznacza to dalszą intensyfikację działalności odpadowej i zwiększy problem odorów w bezpośrednim i dalszym sąsiedztwie zabudowań mieszkalnych.

Danuta Broszkiewicz: Rozbudowa sortowni, instalacji przetwarzania oraz budowa kolejnej kwatery składowej to nie tylko kwestia zapachu, ale także wzmożonego ruchu transportowego, hałasu, pylenia, spadku wartości naszych nieruchomości, obaw o wpływ na zdrowie mieszkańców. Dla mieszkańców oznacza to życie w cieniu coraz większego kompleksu przetwarzania śmieci, a nie zrównoważony rozwój infrastruktury społecznej czy poprawę jakości dróg i usług publicznych. Planowane są też nasadzenia zieleni, ale one powinny być już posadzone przed uruchomieniem śmieciowiska, czyli w latach 80. Plany mówiły o pasie zieleni szerokości od 30 do 50 metrów. I dlatego skutki aneksji należy analizować nie tylko pod kątem finansowym dla miasta, ale przede wszystkim pod kątem realnych warunków życia mieszkańców – ich zdrowia, bezpieczeństwa i komfortu codziennego funkcjonowania.

Magdalena Sałata: Zapowiedzi dotyczące „hermetyzacji” czy modernizacji brzmią dobrze w materiałach promocyjnych, ale w praktyce oznaczają rozbudowę placów kompostowych i większą uciążliwość dla mieszkańców – więcej ciężarówek, więcej hałasu, więcej odorów.

Kto państwa wspiera?

Krzysztof Gołchowski: Pisaliśmy do posłów, senatorów, europosłów, radnych sejmiku i wojewody. Sprawą zainteresowali się nieliczni parlamentarzyści. Wiemy o petycjach złożonych w Parlamencie Europejskim przez europosłów Marcina Sypniewskiego i Jadwigę Wiśniewską. W Sejmie występowała w naszej sprawie poseł Lidia Burzyńska. Sprawą jest też zainteresowana kolejna posłanka Marta Stożek oraz pan Martin Saczek. Nie sposób nie wspomnieć ponadto o radnych opozycji z samej Częstochowy. Ich wsparcie i sprzeciw wobec zakusów miasta jest nieoceniony.

Są odpowiedzi?

Danuta Broszkiewicz: W większości odpowiedzi deklarowane są działania wspierające. Natomiast organizacje ekologiczne często tłumaczą brak reakcji brakiem środków. Zastanawiające jest jednak, że dotychczas nikt nie odpowiedział naszym dzieciom, które również pisały swoje listy. Chcemy nagłośnić sprawę w skali ogólnopolskiej. Bez presji medialnej nasz głos może nie zostać wysłuchany.

Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

To będzie polityczny sprawdzian. Poczesna idzie do referendum

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Urząd Gminy Poczesna

Procedura zmiany granic administracyjnych między Częstochową a gminą Poczesna przyspiesza. Po zakończeniu konsultacji społecznych w miejscowościach objętych planowaną zmianą oraz w samej Częstochowie, Rada Gminy Poczesna podjęła decyzję o przeprowadzeniu lokalnego referendum. Sprawa, która jeszcze kilka miesięcy temu była tematem uchwał intencyjnych i analiz, dziś staje się realnym politycznym i społecznym testem.

W Brzezinach Nowych, Brzezinach Kolonii, Sobuczynie i Młynku złożono 1032 ankiety na 1255 uprawnionych mieszkańców, co, według danych gminy, oznacza frekwencję na poziomie 82 proc. Za przyłączeniem do Częstochowy opowiedziały się dwie osoby, jedna wstrzymała się od głosu, a jedna karta była nieważna. W praktyce oznacza to, że 99,61 proc. uczestników konsultacji sprzeciwiło się zmianie granic.

– 99,61 proc. uczestników konsultacji sprzeciwiło się zmianie granic i włączeniu miejscowości do miasta. Wynik jest świetny, zwłaszcza biorąc pod uwagę trudne warunki przeprowadzenia konsultacji, jak brak odpowiedniej liczby kart, drukowanie ich przez radne we własnym zakresie czy brak rzetelnej kampanii informacyjnej. Pokazaliśmy, że potrafimy być razem i jasno wyrazić swoje zdanie – komentują przedstawiciele Stowarzyszenia EkoPoczesna.

Na tym jednak procedura się nie kończy. Rada Gminy Poczesna jednogłośnie przyjęła uchwałę o przeprowadzeniu referendum lokalnego w sprawie zmiany granic administracyjnych. Głosowanie zaplanowano na 29 marca. Tym razem decyzję podejmą mieszkańcy całej gminy, a wynik referendum będzie formalnym stanowiskiem wspólnoty samorządowej w toczącym się procesie.

Równolegle swoje konsultacje zakończyła Częstochowa. Jak poinformował w miniony poniedziałek magistrat, od 14 stycznia do 13 lutego wpłynęło 3619 ankiet. Za zmianą granic opowiedziały się 2632 osoby, przeciw było 958, a 29 wstrzymało się od opinii. Oznacza to, że 73 proc. uczestników konsultacji w mieście poparło włączenie do Częstochowy wskazanych terenów. W odniesieniu do liczby mieszkańców miasta, w konsultacjach wzięło ich udział około 2 proc.

Wyniki po obu stronach pokazują wyraźny rozdźwięk. To, co w Częstochowie uznawane jest za uzasadniony kierunek zmian, w miejscowościach objętych procedurą spotyka się z niemal jednomyślnym sprzeciwem. 29 marca okaże się, czy konsultacyjny sygnał z sołectw przełoży się na równie jednoznaczny mandat całej gminy. 

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

Rośnie napięcie wokół Poczesnej. Częstochowa po konsultacjach rozpoczyna formalny marsz po nowe tereny

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Urząd Gminy Poczesna

Ponad 3,6 tys. mieszkańców Częstochowy wzięło udział w konsultacjach społecznych dotyczących planowanej zmiany granic administracyjnych miasta. Jak poinformował magistrat, 73 proc. uczestników poparło włączenie do Częstochowy Brzezin Nowych, Brzeziny Kolonia, Sobuczyny, Młynka oraz części Huty Starej A i Poczesnej.

Konsultacje trwały od 14 stycznia do 13 lutego. Można było wziąć w nich udział zarówno online, jak i w formie papierowej. Do urzędu wpłynęło 3619 ankiet. Za zmianą granic opowiedziały się 2632 osoby, przeciw było 958, a 29 wstrzymało się od opinii.

Wynik konsultacji to kolejny etap w procedurze przygotowania wniosku do Rady Ministrów. Miasto równolegle zbiera dane z terenów objętych uchwałą intencyjną oraz przygotowuje analizy finansowe, które będą stanowić załączniki do dokumentacji. Samorząd czeka również na zakończenie konsultacji prowadzonych w gminie Poczesna, które mają potrwać do początku marca.

Sednem sprawy jest kontrola nad kluczową dla miasta instalacją odpadową, formalnie zlokalizowaną na terenie gminy Poczesna, choć obsługującą Częstochowę i część regionu. Władze miasta argumentują, że skoro infrastruktura ma strategiczne znaczenie dla systemu gospodarki odpadami, decyzje administracyjne powinny zapadać po stronie Częstochowy.

Miasto wskazuje, że obecny stan utrudnia realizację inwestycji, w tym rozbudowę i hermetyzację instalacji czy przygotowanie nowej kwatery składowiska. W dokumentach planistycznych pojawiają się, zdaniem samorządu, zapisy ograniczające działalność spółki komunalnej, a nawet zakładające wygaszanie składowiska.

Władze Częstochowy przekonują, że zmiana granic oznaczałaby sprawniejsze procedury, większą kontrolę nad inwestycjami środowiskowymi i mniejsze ryzyko podwyżek opłat dla mieszkańców. Alternatywą byłaby budowa nowej instalacji lub transport odpadów na większe odległości, co przełożyłoby się na wyższe koszty systemu.

Samorząd podkreśla, że nie chodzi o „spór o terytoria”, lecz o odpowiedzialność za infrastrukturę, która bezpośrednio wpływa na funkcjonowanie miasta i wysokość rachunków ponoszonych przez mieszkańców.

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

Poezja oporu zamiast polityki. Jak Poczesna walczy o swoje… rymem częstochowskim

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Screenshot/Facebook Radni Mieszkańców Gminy Poczesna

Emocje związane z zakusami prezydenta Krzysztofa Matyjaszczyka na pocześniańskie areały buzują już tak mocno, iż radni z Poczesnej sięgnęli po broń najcięższego kalibru – wiersz z rymem częstochowskim. Tak oto w sporze o granice administracyjne, zamiast map i paragrafów, na scenę wkroczyła poezja obywatelska. Z pazurem i z jajem. Dosłownie.

W czwartej linijce manifestu opublikowanego w niedzielny poranek na facebookowym profilu Radnych Mieszkańców Gminy Poczesna pojawia się zdanie, które ma szansę przejść do historii lokalnej literatury oporu – „Oddać jaj nie chcemy!”.

I choć zapewne chodziło o słowo „jej”, czyli ziemię ojców, literówka zrobiła swoje. Zamiast sporu o hektary pojawił się spór o drób symboliczny. Zamiast debaty o planach zagospodarowania – obrona końcowego efektu pracy tutejszych kur niosek.

Dalej jest już tylko lepiej. Poezja płynie szerokim strumieniem troski, dumy i słusznego oburzenia. Są dziady i pradziady, jest ziemia uprawiana z sercem, jest apel do częstochowskiej władzy, żeby się opamiętała i nie zabierała tego, co cudze. Jest też delikatna sugestia, że owszem – każdy chce się powiększać, ale bez zagarniania obcych ziem.

Całość kończy się wezwaniem do refleksji, zmiany planów i zachowania umiaru. Czytając ten utwór, trudno oprzeć się wrażeniu, że radni z Poczesnej odkryli właśnie nowy nurt literacki w polityce lokalnej – lirykę graniczną. Taką, która zamiast pieczątek używa rymów, a zamiast analiz prawnych – metafor rodem z gospodarstwa domowego i okolicznej fermy drobiu.

I choć literówka w czwartej linijce zapewne była dziełem przypadku, to właśnie ona nadała całości sens głębszy, niemal symboliczny. Bo dziś już mało kto pyta, czy Częstochowa powinna przejąć część gminy Poczesna. Dziś pytanie brzmi czy ktoś w tej gminie w ogóle „ma jaja”, żeby się temu realnie przeciwstawić?

Radni – jak widać – próbują. Rymem, metaforą, publicznym gestem. Poezją, bo w politycznej próżni poezja bywa ostatnim narzędziem sprzeciwu. Gorzej, że w tym całym jajecznym zrywie dramatycznie brakuje jednego elementu – władzy wykonawczej z kręgosłupem. Bo „mieć jaja” w przenośni nie oznacza przecież wieszać banerów ani pisać wierszy. Oznacza brać odpowiedzialność, stawiać twarde veto, lobbować, zwierać szeregi, szukać sojuszników, walić pięścią w stół, uruchamiać procedury, mówić głośne „nie!”.

Tymczasem w opinii miejscowych samorządowców, którzy co chwilę w mediach społecznościowych zagrzewają wójta Artura Sosnę do dynamicznego działania w kontekście zaistniałego problemu, włodarz Poczesnej zachowuje się jakby sprawa dotyczyła sąsiedzkiego płotu, a nie realnego uszczuplenia gminnych zasobów. Cicho, ostrożnie, bezkonfliktowo i najlepiej ustami swojego zastępcy. Jakby liczył, że temat sam się wykluje albo ktoś inny załatwi sprawę za niego. A jaja – te metaforyczne – leżą gdzieś obok, szczelnie zamknięte, być może w lodówce albo, co gorsza, w bezpośrednim sąsiedztwie gorącego kaloryfera.

I w tym miejscu paradoks tej historii staje się boleśnie oczywisty. Radni, twierdząc, że nie mają realnej mocy sprawczej, krzyczą wierszem „Oddać jaj nie chcemy!”. A wójt, który tę moc teoretycznie ma, milczy wtedy, gdy właśnie jego przysłowiowe „jaja” byłyby najbardziej potrzebne.

Może więc literówka nie była pomyłką. Może to nie lapsus, tylko nieświadoma diagnoza sytuacji. Bo lokalna społeczność swojej ziemi rzeczywiście nie chce oddać. Tylko, że bez stanowczego sprzeciwu, bez politycznej odwagi i bez realnych działań… może się okazać, że odda nie tylko teren, lecz także coś znacznie ważniejszego – resztki sprawczości i powagę samorządu.

A poezja? Poezja zostanie. Jako zapis czasu, w którym radni „mieli jaja” przynajmniej w tekście, a tutejsza władza niestety tylko w teorii. Gdyby więc podsumować istotę rzeczy jednym zdaniem, najlepiej zrobiłby to Józef Piłsudski. Bez rymów, bez metafor i bez literówek, za to ze swoim słynnym stwierdzeniem „Wam kury szczać prowadzać, a nie politykę robić”. Bo poezja poezją, jaja jajami, ale granice gmin rysuje się jednak nie wierszem, tylko śmiałą wizją, konkretnymi decyzjami, stalową determinacją i konsekwentnym działaniem.

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

Metafizyka rezygnacji, czyli jak podać się do dymisji i… podziękować za poparcie

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Screenshot/Urząd Gminy Poczesna

Najpierw udramatyzowana dymisja w imię wartości, a niedługo później serdeczne podziękowania za zaufanie do dalszego piastowania funkcji, z której… się zrezygnowało. Jeśli ktoś w Poczesnej szuka dowodu, że miejscowa polityka potrafi przekraczać granice logiki, czasu i przestrzeni, to Łukasz Szumera właśnie taki dowód dostarczył. Kompletny, podpisany, z pieczątką absurdu.

Przypomnijmy. Podczas jednej z ostatnich sesji ubiegłego roku, radny Szumera wygłosił niemal mistyczne exposé, w którym z równą pasją potępiał „ferment medialny”, co cytował Biblię, definiował „spoiwo” i wznosił się na poziom moralnego autorytetu, który w geście osobistego protestu rzuca wszystko – klub, funkcję wiceprzewodniczącego, niemal świecznik w sali obrad – i odchodzi. Dymisja miała być aktem odwagi, symbolem, znakiem sprzeciwu wobec „hejtu” i „politycznych rozgrywek”. Pisaliśmy o tym tutaj.

A potem… przyszła kolejna sesja. I stało się coś, co nawet najśmielsi scenarzyści „Ucha Prezesa” mogliby uznać za przesadę. Otóż głosowanie nad przyjęciem rezygnacji radnego zostało zdjęte z porządku obrad. Dymisja zawisła w próżni. Szumera, ten swoisty Schrödinger samorządu, jednocześnie zrezygnował i nie zrezygnował.

I wtedy padło to zdanie. Perełka. Diament groteski. Radny Szumera wstał i… podziękował radnym za dalsze zaufanie do pełnionej przez niego funkcji wiceprzewodniczącego. Tak. Dokładnie tej funkcji, z której wcześniej – z powagą proroka i tonem kaznodziei – złożył rezygnację.

Nie było już Księgi Ozeasza. Nie było wiatru ani burzy. Nie było fermentu. Były za to spojrzenia w oczy – od prawej do lewej i od lewej do prawej – niczym podczas rozdania Oscarów, tylko bez statuetki i bez kategorii.

W jednej krótkiej wypowiedzi radny osiągnął coś niezwykłego. Podziękował za poparcie, którego nikt mu nie udzielił, do funkcji, której formalnie nie potwierdzono, po rezygnacji, która nie została przyjęta, a jednocześnie została ogłoszona publicznie jako fakt dokonany.

To już nie jest polityka lokalna. To jest teatr absurdu w czystej postaci. Trudno nie odnieść wrażenia, że mieliśmy do czynienia z pierwszym w historii samorządu przypadkiem dymisji performatywnej – takiej, która działa tylko wtedy, gdy ktoś na nią patrzy, a gdy gasną światła, wszystko wraca do stanu sprzed dramatu. Rola odegrana, brawa były, kurtyna opadła… tylko aktor zapomniał zejść ze sceny.

W efekcie Łukasz Szumera zapisał się w kronikach gminy jako człowiek, który zrezygnował z funkcji, nie przestał jej pełnić, podziękował za zaufanie, którego nikt formalnie nie wyraził i zapewnił, że jest wiceprzewodniczącym… wszystkich. Wspólnoty, procedury, logiki – już niekoniecznie.

Jeśli jego „spoiwo” miało łączyć, to tym razem połączyło radnych, mieszkańców i obserwatorów w zbiorowym zdumieniu. A „kto sieje wiatr, ten burzę zbiera”? Być może, ale kto sieje dymisję, a zbiera podziękowania – ten właśnie odkrył nowy gatunek samorządowej metafizyki.

Czekamy na kolejny etap. Może uroczyste podziękowania za rezygnację, która nigdy nie obowiązywała. Albo powrót, z którego nikt nie odszedł. W Poczesnej wszystko jest możliwe.

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

Częstochowa rozpoczęła procedurę aneksji. Protesty i sprzeciwy nie powstrzymały decyzji rady miasta

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Urząd Gminy Poczesna

Rada Miasta Częstochowy przegłosowała uchwałę rozpoczynającą procedurę zmiany granic administracyjnych i włączenia do miasta znacznej części gminy Poczesna, w tym Brzezin Nowych, Kolonii Brzeziny Wielkie, Sobuczyny, Młynka oraz fragmentów Huty Starej A i Poczesnej. Decyzję podjęto mimo protestów mieszkańców, apeli władz gminy oraz jednoznacznie negatywnego stanowiska Rady Powiatu Częstochowskiego.

Od rana przed urzędem miasta trwała pikieta mieszkańców Poczesnej, którzy przyjechali bronić swoich miejscowości przed włączeniem do Częstochowy. Równolegle powiat częstochowski przyjął uchwałę sprzeciwiającą się działaniom miasta, wskazując, że przejęcie terenów bez zgody społeczności lokalnej narusza podstawowe zasady partnerstwa samorządowego. Mimo to większość radnych miejskich nie zgodziła się nawet na przesunięcie punktu obrad. Projekt przystąpienia do procedury został pozostawiony w porządku sesji.

Głos w imieniu gminy Poczesna zabrali lokalni samorządowcy, którzy apelowali o wycofanie planów aneksji, przedstawiając argumenty społeczne, prawne i finansowe. Wskazywali, że miasto chce przejąć tereny związane z Poczesną od pokoleń, bez jakichkolwiek konsultacji, choć ustawa o samorządzie gminnym wymaga, by zmiana granic była uzasadniona względami osadniczymi, przestrzennymi i społecznymi. Tego, jak przekonywali, projekt nie spełnia. Podkreślano również, że podatki lokalne w Częstochowie są wyższe o kilkadziesiąt procent niż w gminie, co oznaczałoby dla mieszkańców natychmiastowy wzrost obciążeń. Zwracano także uwagę na kontekst gospodarczy i to, że głównym motywem działań miasta jest chęć rozbudowy instalacji odpadowej Częstochowskiego Przedsiębiorstwa Komunalnego w Sobuczynie. Padały także argumenty, o których pisaliśmy tutaj.

– To nasz dom. Nasze dzieci, nasze rodziny, nasi przyjaciele. Nie ma zgody na oderwanie tych miejsc od gminy, z którą są związane od pokoleń – zaakcentowano wymiar społeczny i emocjonalny planowanej zmiany, prosząc radnych miasta o odstąpienie od procedury. – Częstochowie zależy na gruntach, a nie na mieszkańcach, którzy mieliby ponosić skutki tej decyzji – dodawano.

Najbardziej poruszające były jednak wystąpienia mieszkańców terenów przeznaczonych do włączenia. 

– Miasto chce przejąć nasze tereny, nie rozwiązując żadnych problemów ludzi, którzy tam mieszkają. To teren pogórniczy, o wysokim ryzyku. On zagraża tu i teraz, a co będzie przy budowie trzeciej kwatery? Miasto chce przejąć nasze tereny, jakbyśmy byli dodatkiem do wysypiska. Inwestycje i pieniądze będą dla miasta, a uciążliwości dla nas. Nie czujemy żadnych więzi kulturowych z Częstochową. Nie ma zgody na negocjacje! Dla decyzji materialnych władze Częstochowy potrzebują naszych terenów, nie nas! – argumentowała jedna z mieszkanek Brzezin Nowych.

– Jesteśmy przeciw robieniu z naszej wsi zaplecza śmieciowego Częstochowy – podkreślała jedna z radnych.

Mocne słowa padły także z ust jednego z mieszkańców okolic wysypiska w Sobuczynie, który od lat walczy o ograniczenie uciążliwości instalacji odpadowej. W emocjonalnym wystąpieniu mówił o dramatycznych skutkach zdrowotnych, jakie, jego zdaniem, dotykają okolicznych mieszkańców.

– To jest zagłada mieszkańców, holokaust! – grzmiał, wyliczając przypadki ciężkich schorzeń, nowotworów i przewlekłych chorób układu oddechowego, które łączył z działalnością wysypiska. – To nie są teorie. To fakty. Ludzie chorują i umierają, a teraz chcecie te tereny przejąć, jakby nic się nie działo – podnosił.

Po zakończeniu emocjonalnych wystąpień mieszkańców samorządowców i mieszkańców gminy Poczesna głos zabrali radni miejscy.

Zdzisław Wolski z Lewicy stwierdził, że w jego ocenie część argumentów przedstawianych przez przeciwników zmiany granic była przesadzona i demagogiczna. Jego zdaniem miasto ma prawo zabiegać o tereny, które w jego opinii są strategiczne dla bezpieczeństwa gospodarowania odpadami i przyszłego rozwoju Częstochowy, ale i także gminy Poczesna.

Prezydent Częstochowy Krzysztof Matyjaszczyk, zabierając głos w kulminacyjnym momencie obrad, ostro skrytykował dotychczasową współpracę z gminą Poczesna. Mówił o „ciągłym wycofywaniu się z wcześniejszych uzgodnień” i „blokowaniu działalności instalacji”, które, jak podkreślał, uniemożliwiały miastu planowanie rozwoju infrastruktury odpadowej. W jego narracji działania Poczesnej nie tylko destabilizują funkcjonowanie regionalnej instalacji, ale mogą też prowadzić do realnych strat finansowych. 

Matyjaszczyk wprost ostrzegał, że jeśli gmina będzie nadal uniemożliwiać realizację inwestycji i korzystanie z pozyskanych środków, Częstochowskie Przedsiębiorstwo Komunalne może wystąpić o odszkodowania liczone nie w setkach tysięcy, ale w dziesiątkach milionów złotych, zaznaczając, że w grę wchodzą pieniądze z projektów i dotacji, które w przypadku zablokowania inwestycji mogą przepaść, a roszczenia spółki obciążyłyby bezpośrednio gminę Poczesna i jej mieszkańców. Argumentował, że miasto musi mieć pewność stabilnego otoczenia prawnego i planistycznego, a bez tego „system gospodarki odpadami w całym subregionie może się po prostu posypać”.

W imieniu miejskiej spółki głos zabrał również radca prawny CzPK, którego wystąpienie wywołało na sali wyraźne poruszenie. Reagując na zarzuty Poczesnej, mówił z otwartą pretensją, że źródło problemów leży nie po stronie miasta, lecz samorządu gminy. 

– To państwo problemy nam stwarzacie – mówił, wskazując, że blokowanie rozbudowy instalacji, brak zgód planistycznych oraz odmowa współpracy w praktyce uniemożliwiają spółce wykonywanie zadań.

Twierdził, że obecne władze gminy „w ogóle nie chcą rozmawiać”, odrzucają wnioski i nie podejmują dialogu, choć, jak podkreślał, CzPK działa pod stałym nadzorem instytucji kontrolnych.

Głos zabrał również wiceprezydent Częstochowy Łukasz Kot, który prezentował stanowisko miasta z wyraźnym akcentem gospodarczym. Podkreślał, że spór o granice nie jest, z punktu widzenia władz miasta, kwestią prestiżu ani polityki, lecz ochrony infrastruktury, w którą Częstochowa inwestowała przez lata. 

– Musimy zadbać o majątek, który został wytworzony z pieniędzy mieszkańców Częstochowy, by mieszkańcy nie ponosili coraz większych kosztów systemu gospodarowania odpadami – argumentował, wyjaśniając, że dalszy rozwój instalacji CzPK, jej modernizacja oraz hermetyzacja procesów technologicznych są konieczne, a brak możliwości inwestowania na terenach, które dziś formalnie należą do Poczesnej, grozi wzrostem cen odbioru odpadów w całym mieście i regionie.

Na sali nie zabrakło również głosu częstochowskiej opozycji. Radny Paweł Ruksza ostro skrytykował prezydenta Krzysztofa Matyjaszczyka, zarzucając mu brak dialogu. Podkreślał, że cały proces został uruchomiony w sposób jednostronny, bez rzetelnych konsultacji i bez próby poszukiwania kompromisu. W swojej wypowiedzi Ruksza przywołał także słowa jednego z mieszkańców Poczesnej, który, komentując plany Częstochowy, określił je wprost jako działanie o charakterze „zaborczym”, symbolicznie porównując próbę przejęcia terenów gminy do złodziejstwa.

W trakcie dyskusji głos zabierali również inni radni, którzy apelowali do prezydenta Matyjaszczyka o zatrzymanie procedury i „krok wstecz”, zanim konflikt pomiędzy samorządami przybierze nieodwracalny charakter. Podkreślali, że w tak fundamentalnej sprawie, dotyczącej losów mieszkańców i kilku rozległych obrębów gminy Poczesna, obowiązkiem miasta powinno być uruchomienie mediacji, a nie jednostronne procedowanie uchwały intencyjnej. W ich ocenie sporne kwestie, od funkcjonowania CzPK po przyszłość terenów inwestycyjnych, da się rozwiązać przy stole negocjacyjnym, o ile prezydent wyrazi wolę rozmowy, zamiast próbować narzucić swoje stanowisko wbrew całej stronie samorządowej i społeczeństwu.

Matyjaszczyk odparł te argumenty, podkreślając, że rozmowy i mediacje były prowadzone „od wielu lat”, zarówno z poprzednimi, jak i obecnymi władzami, i nie przyniosły żadnego efektu, a wręcz przeciwnie. W jego ocenie, sytuacja CzPK w relacjach z gminą Poczesna stawała się coraz trudniejsza. Wskazywał, że to „ostatni moment”, aby spółka mogła skorzystać z dużych środków unijnych na modernizację instalacji, a jeśli te przepadną, koszt rozbudowy i dostosowania systemu gospodarki odpadami spadnie bezpośrednio na mieszkańców Częstochowy. Dodawał również, że uchwała intencyjna ma nie tylko rozpocząć procedurę, ale też „ukonstytuować prowadzenie rozmów i konsultacji”, dając władzom miasta formalną podstawę prawną do ich prowadzenia. Padały także argumenty, o których pisaliśmy tutaj.

Mimo protestów i sprzeciwów większość częstochowskich radnych – 12 głosów „za” – zdecydowała o przyjęciu uchwały intencyjnej, otwierając formalny proces zmiany granic. Procedura obejmie konsultacje społeczne, analizy finansowe i urbanistyczne, przygotowanie wniosku do MSWiA i opinię wojewody. Ostateczny głos należy do Rady Ministrów, co oznacza, że sprawa może potrwać wiele miesięcy.

Dla mieszkańców i władz gminy Poczesna decyzja Częstochowy jest początkiem sporu, nie jego końcem. Przedstawiciele urzędu gminy zapowiedzieli, że samorząd podejmie wszystkie możliwe działania prawne i administracyjne, by obronić integralność gminy. Protestujący również deklarują, że nie zamierzają odpuścić. 

– Hańba! – padały głosy z sali sesyjnej po decyzji rady miasta.

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

Matyjaszczyk rusza po ziemie Poczesnej. Mówi o „uporządkowaniu kwestii granic” i inwestycjach

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Łukasz Kolewiński/UM Częstochowa

W Urzędzie Miasta Częstochowy odbyła się wczoraj konferencja, która wyraźnie pokazała, że miasto zamierza wejść w procedurę zmiany granic z pełną determinacją. Spotkanie, zorganizowane w magistracie i poświęcone planom poszerzenia Częstochowy o część gminy Poczesna, miało charakter nie tylko informacyjny, ale też, jak dało się wyczuć, wizerunkowo-strategiczny. 

W briefingu uczestniczyli prezydent Krzysztof Matyjaszczyk, jego zastępcy Łukasz Kot i Łukasz Pabiś, p.o. dyrektora generalnego urzędu Marek Czerwiński oraz naczelnik wydziału geodezji i kartografii Ernest Augustowski, odpowiedzialny za prezentację uwarunkowań technicznych planowanej korekty.

Już na wstępie prezydent Matyjaszczyk jasno wskazał kierunek narracji. Zmiana granic ma być – w ocenie miasta – decyzją prorozwojową, osadzoną w tzw. „Planie na Nową Częstochowę”. Najmocniej wybrzmiał argument dotyczący terenów inwestycyjnych. Władze przekonywały, że przyłączenie części Poczesnej stworzyłoby możliwość budowy dużej strefy gospodarczej opartej na odnawialnych źródłach energii i produkcji niskoemisyjnej. Instalacje fotowoltaiczne, przemysł korzystający z czystej energii, nowe miejsca pracy – to elementy, które miasto wskazało jako priorytet.

– Przyłączone tereny byłyby generatorem miejsc pracy nie tylko dla mieszkańców Częstochowy, ale także okolicznych gmin. Wielu inwestorów potrzebuje dużych terenów inwestycyjnych w jednym kawałku – argumentował prezydent Częstochowy.

Drugim fundamentalnym wątkiem była gospodarka odpadami i przyszłość CzPK w Sobuczynie. Podczas konferencji podkreślano, że modernizacja instalacji i pełna hermetyzacja procesów to konieczność, a możliwość swobodnego dysponowania gruntami, na których spółka miejska już działa, ma kluczowe znaczenie dla stabilności opłat i uniknięcia sankcji środowiskowych. Władze nie ukrywały, że chodzi także o to, by zabezpieczyć potrzeby całego subregionu w zakresie gospodarowania odpadami, w którym Częstochowa pełni rolę lidera.

– Uporządkowanie kwestii granic administracyjnych pozwoliłaby Częstochowie zgodne z jej potrzebami dysponowanie swoim terenem, o którego możliwościach zagospodarowania decyduje obecnie sąsiedni samorząd – podkreślali miejscy urzędnicy.

Przedstawiciele magistratu zwracali uwagę również na powiązania funkcjonalne mieszkańców północnych części gminy Poczesna z Częstochową, od edukacji po infrastrukturę wodno-kanalizacyjną. W ich ocenie zmiana granic „porządkowałaby stan faktyczny”, a nie tworzyła nową rzeczywistość.

– Zmiana sformalizowałaby i tak silne już więzi mieszkańców części Brzezin Nowych i Kolonii Brzeziny Wielkie z Częstochową. Od dawna wielu z nich korzysta z miejskich przedszkoli i szkół. Na przykład w szkole przy ulicy Wirażowej połowa uczniów mieszka w granicach Częstochowy, połowa – poza nimi. Miasto – jako organ prowadzący szkołę – dopłaca do każdego dziecka uczącego się w tej szkole. Północne rejony gminy Poczesna z Częstochową łączy też gospodarka wodno-ściekowa, co ma nawet odzwierciedlenie w strategicznych dokumentach tamtejszego samorządu – padały argumenty. 

Choć przekaz konferencji był wyważony, trudno było nie dostrzec, że Częstochowa przygotowała się do ofensywy informacyjnej. Podkreślano, że uchwała intencyjna jest dopiero otwarciem procesu, który obejmuje konsultacje społeczne, analizy funkcjonalne i finansowe oraz ewentualne przygotowanie wniosku do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Jednocześnie przypominano, że ostateczna decyzja należy do rządu, a miasto „dopiero rozpoczyna dialog”.

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

Wójt Poczesnej żąda od starosty jasnego stanowiska i domaga się zwołania nadzwyczajnej sesji rady powiatu

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Screenshot/Youtube

W gminie Poczesna narasta front sprzeciwu wobec planów Częstochowy dotyczących zmiany granic administracyjnych. Po ujawnieniu w Biuletynie Informacji Publicznej projektu uchwały, który przewiduje włączenie do miasta rozległych terenów obecnie należących do gminy, wójt Artur Sosna wystosował do starosty częstochowskiego Krzysztofa Smeli oficjalne pismo, w którym żąda jednoznacznego stanowiska powiatu oraz natychmiastowej reakcji.

W dokumencie wójt nazywa plany Częstochowy „bezprecedensowymi” i podkreśla, że miasto planuje przejąć całe Brzeziny Nowe, Kolonię Brzeziny Wielkie, Sobuczynę, Młynek oraz części Huty Starej A i Poczesnej, bez konsultacji z lokalnym samorządem czy mieszkańcami. Zwraca uwagę, że zarówno gmina, jak i społeczności tych miejscowości nie wyrażają zgody na takie działania.

Sosna wskazuje, że projekt uchwały nie spełnia ustawowych przesłanek zawartych w ustawie o samorządzie gminnym, który wymaga, by zmiany granic były uzasadnione względami osadniczymi, przestrzennymi, społecznymi i gospodarczymi. Tymczasem, jak argumentuje, tereny objęte wnioskiem są integralnie związane z Poczesną i powiatem częstochowskim, a ich odłączenie naruszyłoby istniejące powiązania funkcjonalne oraz zdolność gminy do wykonywania ustawowych zadań.

Najmocniejsza część pisma dotyczy motywów działań Częstochowy. Wójt stwierdza jednoznacznie, że proponowana zmiana granic nie ma uzasadnienia ani społecznego, ani przestrzennego, a jej rzeczywistym celem jest interes gospodarczy związany z działalnością Częstochowskiego Przedsiębiorstwa Komunalnego w Sobuczynie – spółki w całości należącej do miasta. Podkreśla, że planowane rozszerzanie działalności zakładu gospodarki odpadami nie może stanowić podstawy prawnej do przejęcia terenów gminy Poczesna.

Zaznaczono ponadto, że działania miasta uderzają w więzi społeczne i przestrzenne mieszkańców, ignorują lokalne powiązania instytucjonalne i zagrażają stabilności funkcjonowania gminy. Wójt przypomina również, że zmiana granic bezpośrednio dotyczy powiatu, który straciłby część swojego terytorium i infrastruktury.

Z treści jasno wynika, że wójt oczekuje od władz powiatu nie tylko reakcji, lecz pełnej deklaracji, po której stronie sporu stoi samorząd powiatowy. Z tych powodów Sosna apeluje do starosty o natychmiastowe zajęcie jednoznacznego stanowiska w obronie gminy. Jednocześnie domaga się zwołania nadzwyczajnej sesji rady powiatu na 3 grudnia, podczas której samorządy miałyby omówić wspólne działania w sprawie odparcia planów Częstochowy.

Częstochowscy radni pochylą się nad projektem uchwały w sprawie przystąpienia do procedury zmiany granic administracyjnych w najbliższy czwartek. Pisaliśmy o tym tutaj i tutaj.

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

Szykują protest przed urzędem miasta. Radny: Musimy tam być, zanim zabije nas smród z CzPK!

Opublikowany

,

Piotr Biernacki

Radny powiatowy Maciej Janowski ogłosił na swoim profilu facebookowym, że na najbliższy czwartek przed częstochowskim magistratem planowana jest demonstracja, która poprzedzi tamtejszą sesję rady miasta. To wówczas ma być procedowana uchwała, w myśl której finalnie miałoby dojść do przejęcia części terenów gminy Poczesna pod dalszą ekspansję wysypiska w Sobuczynie.

Sprawa zaczęła eskalować po wrześniowej uchwale radnych z Poczesnej, którzy – po wielomiesięcznej pracy i konsultacjach – przeznaczyli tereny wokół wysypiska pod zieleń izolacyjną i zalesienia. Decyzja ta skutecznie uniemożliwia dalszą rozbudowę instalacji odpadów.

Częstochowa odpowiedziała na to projektem uchwały o przystąpieniu do procedury zmiany granic. Dokument zakłada włączenie do miasta m.in. Brzezin Nowych, Kolonii Brzeziny Wielkie, Sobuczyny, Młynka oraz części Poczesnej i Huty Starej A.

Prezydent Krzysztof Matyjaszczyk uzasadnia ten krok koniecznością zmian w zakresie gospodarki odpadami i lepszej kontroli nad terenami, na których działają instalacje komunalne. Samorząd Poczesnej ocenia to natomiast jako próbę przejęcia obszarów newralgicznych dla wysypiska, a także działania prowadzone bez konsultacji i wbrew woli lokalnej społeczności. Szerzej pisaliśmy o tym tutaj.

Co może wydarzyć się w przyszłym tygodniu? Uchwała, jaką w czwartek będą procedować częstochowscy radni, nie rozstrzyga jeszcze sprawy. Jest jedynie pierwszym krokiem formalnym w procesie zmiany granic obu samorządów. Ostateczną decyzję w tej sprawie podejmie Rada Ministrów – po przeprowadzeniu konsultacji społecznych i zebraniu opinii zainteresowanych jednostek.

Nie zmienia to jednak faktu, że stawką jest utrata przez gminę Poczesna dochodów, ograniczenie jej możliwości inwestycyjnych i planistycznych, rozbicie spójności lokalnej wspólnoty, a także pozbawienie mieszkańców wpływu na decyzje dotyczące wysypiska.

– Dla jednych to kwestia strategicznego zarządzania odpadami, dla innych – sprawa bezpieczeństwa, jakości życia i zachowania integralności gminy – zgodnie podkreślają przedstawiciele miejscowej społeczności i przekonują, że nie zamierzają biernie przyglądać się wykrajaniu połaci terenu ich gminy.

Maciej Janowski, radny powiatu częstochowskiego, przygotowuje na 4 grudnia przed siedzibą Urzędu Miasta Częstochowy protest i zachęca mieszkańców swojej gminy do gremialnego w nim udziału.

– W czwartek o godz. 8.00 spotykamy się przed urzędem miasta. O 9.00 zaczyna się sesja, na której miasto będzie chciało uchwałą podjąć decyzję o „wchłonięciu” części gminy Poczesna. Wasza obecność to nasza wspólna jedność i siła, aby pokazać, że nie wyrażamy zgody na te działania. Musimy być tam wszyscy, zanim nas wszystkich zabije smród z CzPK! – napisał radny w swoich mediach społecznościowych.

Dwa dni wcześniej – we wtorek – w świetlicy środowiskowej w Brzezinach Nowych samorządowiec organizuje z kolei otwarte spotkanie dla wszystkich zainteresowanych mieszkańców. 

– Zaczynamy o godz. 18.00 – zachęca do udziału Janowski.

Natomiast w środę o godz. 17.00 w Szkole Podstawowej w Poczesnej spotkanie w tej sprawie organizują także gminni samorządowcy.

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

Poczesna pod presją administracyjnego rozbioru. Chodzi o wysypisko i milionowe interesy

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Urząd Miasta Częstochowy

Spór o przyszłość wysypiska w Sobuczynie i granice administracyjne gminy Poczesna wchodzi w nową, jeszcze bardziej napiętą fazę. Gdy władze Częstochowy rozpoczynają procedurę zmierzającą do włączenia części terenów Poczesnej w swoje granice, lokalny samorząd jasno pokazuje, że nie zamierza ustępować. Wrześniowa uchwała Rady Gminy Poczesna, zmieniająca studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego, w praktyce zamyka drogę do dalszej rozbudowy składowiska odpadów w Sobuczynie. To kolejny element układanki, który stawia pod znakiem zapytania sens i intencje działań Częstochowy.

W Poczesnej nie mają wątpliwości, że tak zdecydowane działania Częstochowy to próba podporządkowania sobie problematycznego terenu i uzyskania pełnej swobody w dalszym zarządzaniu instalacją odpadową.

Co istotne, zaledwie kilka tygodni temu radni z Poczesnej podjęli decyzję, która wprost blokuje dalszą ekspansję składowiska. We wrześniu radni przyjęli uchwałę zmieniającą studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego, nad którą – jak podkreślają samorządowcy – pracowano przez wiele miesięcy, prowadząc szerokie konsultacje społeczne. Dokument jasno określa nowe zasady zagospodarowania terenów wokół wysypiska, przeznaczając je pod zieleń izolacyjną i możliwe zalesienia, mające pełnić funkcję bufora środowiskowego i ograniczać uciążliwości zapachowe oraz sanitarne. Pisaliśmy o tym tutaj.

Miasto przystąpiło więc do kontrataku. 4 grudnia częstochowscy radni pochylą się nad projektem uchwały w sprawie przystąpienia do procedury zmiany granic administracyjnych. Dokument, podpisany przez wiceprezydenta Ryszarda Stefaniaka, przewiduje włączenie do Częstochowy całych obrębów Brzezin Nowych, Kolonii Brzeziny Wielkie, Sobuczyny i Młynka oraz części Huty Starej A i Poczesnej. 

Oficjalna argumentacja miasta – zawarta w uzasadnieniu projektu – wskazuje na konieczność zapewnienia długofalowej, zintegrowanej gospodarki odpadami i lepszej kontroli nad terenami, na których funkcjonuje składowisko zarządzane przez Częstochowskie Przedsiębiorstwo Komunalne.

Miasto podnosi, że przejęcie tych gruntów pozwoli na rozwój infrastruktury technicznej, komunikacyjnej i zabezpieczającej oraz poprawi jakość usług dla mieszkańców, którzy już dziś korzystają z częstochowskich szkół, przedszkoli i transportu publicznego. W praktyce jednak cała operacja koncentruje się wokół jednego, newralgicznego punktu – wysypiska w Sobuczynie, będącego od lat źródłem konfliktów, protestów i ekologicznych kontrowersji.

Wójt Poczesnej Artur Sosna skierował do prezydenta Krzysztofa Matyjaszczyka pismo, w którym domaga się wycofania projektu uchwały zmieniającej granice. Wskazuje, że został on przygotowany bez wiedzy i konsultacji z samorządem oraz mieszkańcami, a jego celem jest wyłącznie przejęcie terenów pod wysypisko. Przypomina także o trwającym od lat społecznym sprzeciwie wobec rozbudowy instalacji oraz o ponad 2350 podpisach złożonych pod protestem. Dziś konflikt nie dotyczy już wyłącznie kwestii planistycznych czy administracyjnych.

Utrata części terytorium przez gminę Poczesna oznaczałaby realny ubytek dochodów z podatków i opłat lokalnych, a tym samym mniejsze środki na inwestycje, drogi, szkoły i usługi publiczne. Gmina straciłaby także cenne tereny rozwojowe, ograniczając swoje możliwości planistyczne i potencjał przyciągania nowych inwestorów. Zmiana granic rozbiłaby spójność lokalnej wspólnoty, osłabiając więzi społeczne i tożsamość mieszkańców, a jednocześnie doprowadziłaby do chaosu organizacyjnego i prawnego – od korekt w ewidencji, po spory o majątek i kompetencje. Co więcej, Poczesna mogłaby utracić wpływ na decyzje dotyczące wysypiska, które wciąż oddziaływałoby na jej teren, ale zarządzane byłoby już formalnie przez Częstochowę. W tym kontekście zmiana granic jawi się nie jako neutralna operacja techniczna, lecz jako osłabienie suwerenności samorządu i realne zagrożenie dla stabilności i przyszłości całej gminy. 

To więc starcie o prawo do decydowania o przyszłości, jakości życia i środowisku naturalnym. Dla Częstochowy – strategiczne zabezpieczenie systemu gospodarki odpadami. Dla Poczesnej – obrona granic, tożsamości i elementarnego komfortu swoich mieszkańców.

Warto podkreślić, że uchwała Rady Miasta Częstochowy nie oznacza jeszcze realnej zmiany granic. Jest jedynie formalnym rozpoczęciem procedury. Zgodnie z obowiązującymi przepisami ostateczna decyzja w sprawie ewentualnego „przesunięcia” granic nie należy ani do radnych, ani do władz lokalnych obu gmin. Rozstrzyga ją Rada Ministrów w drodze rozporządzenia, po zebraniu opinii zainteresowanych samorządów oraz przeprowadzeniu obowiązkowych konsultacji z mieszkańcami obszarów objętych zmianą. 

Głos społeczności lokalnej musi zostać wysłuchany, jednak ma charakter opiniodawczy i nie jest wiążący, co oznacza, że rząd może podjąć decyzję nawet wbrew stanowisku mieszkańców i władz gminy Poczesna, co dodatkowo podnosi temperaturę sporu i rodzi pytania o realny wpływ lokalnej społeczności na kształt własnych granic.

Czy procedura zmiany granic okaże się jedynie zagrywką władz Częstochowy, mającą wymusić na gminie Poczesna ustępstwa w sprawie terenów wysypiska czy realnym pierwszym krokiem do „rozbioru” gminy? Odpowiedź przyniosą najbliższe tygodnie, ale jedno jest pewne – sprawa Sobuczyny stała się jednym z najbardziej zapalnych punktów samorządowego sporu w całym regionie, i takim zapewne pozostanie przez najbliższych kilka miesięcy.

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

Piętnaście lat na pełnych obrotach i międzypokoleniowa eksplozja talentu. TAKT świętował w Poczesnej

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Piotr Pietrzak/Urząd Gminy Poczesna

Zespół Tańca Współczesnego TAKT obchodzi w tym roku 15-lecie działalności artystycznej. Z okazji jubileuszu w hali sportowej w Poczesnej zorganizowano wczoraj koncert, który zgromadził liczną publiczność. Wydarzenie stało się okazją do podsumowania wieloletniej pracy zespołu oraz zaprezentowania dorobku artystycznego, który przez lata budował jego rozpoznawalność i pozycję w lokalnym środowisku kulturalnym.

Jubileuszowy koncert wyróżniał się nie tylko różnorodnością choreografii, ale – jak informują miejscowi urzędnicy – także przestrzenią sceniczną o imponujących wymiarach, dotąd niespotykaną przy tutejszych realizacjach artystycznych. Nowa aranżacja pozwoliła tancerzom w pełni wykorzystać potencjał ruchu i formy, a publiczności umożliwiła odbiór widowiska w nowej, bardziej dynamicznej odsłonie.

Na scenie zaprezentowano zarówno znane już układy, cieszące się uznaniem widzów, jak i premierowe choreografie, przygotowane specjalnie na jubileusz. Występy charakteryzowały się wysokim poziomem technicznym, spójną narracją oraz wyrazistą interpretacją muzyki i emocji. Koncert był wyraźnym potwierdzeniem dojrzałości artystycznej zespołu oraz jego systematycznego rozwoju pod okiem choreograf Pauliny Perygi.

Zespół TAKT to nie tylko grupa tancerzy, ale przede wszystkim środowisko tworzone przez ludzi połączonych wspólną pasją do tańca. Przez piętnaście lat działalności formacja stała się ważnym elementem życia kulturalnego gminy, kształtując wrażliwość estetyczną młodych mieszkańców i motywując kolejne pokolenia do aktywności artystycznej.

CZYTAJ DALEJ

Poczesna

Filozoficzno-polityczne exposé radnego Szumery. Wiceprzewodniczący rady gminy zrezygnował z funkcji

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Screenshot/Urząd Gminy Poczesna

Ostatnia, prawie pięciogodzinna sesja Rady Gminy Poczesna w pewnym momencie przybrała formę niemal publicznego manifestu polityczno-medialnego. Wszystko za sprawą wystąpienia wiceprzewodniczącego Łukasza Szumery, który – inaczej niż zwykle – nie zamierzał ograniczać się do odczytywania projektów uchwał, lecz postanowił przejść do historii lokalnego samorządu z przytupem, cytatem ze starotestamentowej Księgi Ozeasza i definicją spoiwa.

Tym razem nie było ani paragrafów, ani stawek, ani załączników. Była za to tyrada o mediach, hejcie i moralnym rozkładzie infosfery. Łukasz Szumera rozpoczął swoje wystąpienie od próby podsumowania bieżącej kadencji, jednak szybko stało się jasne, że będzie to raczej osobista refleksja nad kondycją lokalnej debaty publicznej niż chłodna analiza samorządowej rzeczywistości.

– Po rozmowie z wieloma mieszkańcami naszej gminy chciałbym się podzielić spostrzeżeniami odnośnie lokalnej prasy i mediów społecznościowych, gdzie pojawił się hejt, obrzucanie się błotem, a polityczne rozgrywki medialne sięgnęły zenitu – mówił, nie szczędząc ani mediów, ani komentatorów.

Wiceprzewodniczący przekonywał, że gminna przestrzeń informacyjna zamieniła się w pole bitwy, gdzie „kłamstwo biegnie szybciej niż prawda”, a emocje skutecznie wypierają rzeczowość. Nomen omen, podczas tej samej sesji mówił o tym też jego kolega z rady gminy, Dariusz Kożuch, o czym pisaliśmy tutaj.

– Nienawiść jest najbardziej łatwą emocją do uruchomienia. Media społecznościowe są dystrybucją prestiżu i pogardy. Ktoś nadaje myśl, a my się emocjonujemy. Media społecznościowe niszczą relacje między nami – stwierdził.

Jednocześnie zarysował wizję idealnego świata samorządowego, w którym dialog ma zastąpić konflikt, a kompromis stać się normą. Nie zabrakło także pochwały dla wydawanego przez urząd gminy biuletynu „Spoiwo”, który – jak zaznaczył Szumera – nie bierze udziału w medialnym chaosie i stanowi… wzór rzetelności.

– Spoiwo jest substancją, która łączy, a nie dzieli – i chwała mu za to – przypomniał, przechodząc przy okazji do definicji rodem z podręcznika chemii z nutą filozofii społecznej.

Najważniejszy moment wystąpienia przyszedł jednak później. Łukasz Szumera, który dotąd znany był z pełnienia funkcji raczej proceduralnej, postanowił wykonać zdecydowany krok.

– W ramach osobistego protestu przeciw fermentowi, który zaistniał, oświadczam, że występuję z klubu Radnych Mieszkańców Gminy Poczesna, zrzekam się stanowiska wiceprzewodniczącego rady gminy i z dniem dzisiejszym podaję się do dymisji – ogłosił.

Zapewnił jednocześnie, że pozostaje radnym i będzie nadal pełnił swój mandat jako „niezależne ogniwo wspólnoty”, kierując się – jak podkreślił – dobrem mieszkańców. W swoim wystąpieniu odniósł się również do osoby wójta, jasno odcinając się od jakichkolwiek pogłosek o próbach jego odwołania.

– Dementuję pogłoski, jakobym miał przyczynić się do odwołania wójta. Pomimo początkowych potknięć zauważam jego dobre działania i wierzę, że będzie ich coraz więcej – mówił.

Na zakończenie nie zabrakło i biblijnej sentencji, i nuty refleksji.

– Kto sieje wiatr, ten burzę zbiera. Jeżeli kogoś uraziłem, przepraszam – podsumował, pozostawiając salę w stanie ciszy i lekkiego konsternacyjnego zadumania.

Paradoksalnie to właśnie ta sesja stała się jedną z najbardziej emocjonalnych i nietypowych w tej kadencji. Zamiast pytań o infrastrukturę czy budżet uczestnicy usłyszeli z ust Łukasza Szumera osobisty manifest, polityczne wyznanie i filozoficzną refleksję nad stanem lokalnej demokracji cyfrowej.

Czy dymisja radnego to reakcja w imię idei, efekt narastającego napięcia czy raczej zmęczenie dotychczasową rolą? Jedno jest pewne – były już wiceprzewodniczący, który w świadomości osób śledzących sesje zapisał się głównie jako sumienny lektor projektów uchwał, po raz pierwszy pokusił się o wygłoszenie najdłuższej, najbardziej ekspresyjnej i samodzielnej wypowiedzi w trakcie swojej kariery radnego tej kadencji.

CZYTAJ DALEJ

NAJPOPULARNIEJSZE