Obserwuj nas

Kruszyna

Przychodnia chce się rozwijać, ale lista problemów rośnie. Pediatra raz w tygodniu, ciasnota i kłopot z Widzowem

fot. Archiwum

Opublikowany

,

Rozwój specjalistycznej opieki, tysiące porad rocznie i plany uruchomienia rehabilitacji zderzają się w Kruszynie z problemami lokalowymi, niedostatkiem miejsc parkingowych i ograniczoną dostępnością pediatry. Podczas ostatniej sesji rady gminy prezes miejscowej przychodni przedstawiła działalność placówki, ale najwięcej uwagi przyciągnęły właśnie kwestie, które wymagają dalszych decyzji i pieniędzy. Wrócił także temat Widzowa, gdzie mimo wcześniejszych planów nadal nie funkcjonuje ośrodek zdrowia.

Przychodnia w Kruszynie obsługuje obecnie około 2550 aktywnych deklaracji lekarskich, prowadzi opiekę koordynowaną i rozwija poradnie specjalistyczne. Rocznie w ramach ambulatoryjnej opieki specjalistycznej udzielanych jest około 23 tysiące porad. Placówka dysponuje między innymi poradniami kardiologiczną, ortopedyczną, neurologiczną, laryngologiczną, ginekologiczną, dermatologiczną, okulistyczną i stomatologiczną.

Znacznie więcej emocji wzbudziły jednak bariery dalszego rozwoju. Jedną z nich jest dostępność pediatry. W Kruszynie specjalista przyjmuje tylko raz w tygodniu. Prezes Agata Dydoń tłumaczyła, że przy 285 aktywnych deklaracjach dzieci trudno znaleźć lekarza, który chciałby pracować w placówce częściej. Rodzice mogą być jednak umawiani do pediatry w Rędzinach, o czym – jak wynikało z dyskusji – wielu z nich nie wie.

– Większość osób jakby poglądowo mówi tak, jeden raz w tygodniu i koniec, nie? Jakby nie używają tej kwestii, że mogą się tutaj umówić i podjechać do Rędzin – zwrócił uwagę jeden z radnych.

Na sali padła deklaracja, że gmina wspólnie z przychodnią będzie próbowała pozyskać jeszcze jednego pediatrę, aby zwiększyć liczbę dni przyjęć.

Drugim problemem jest coraz większa ciasnota. Przychodnia chce adaptować kolejne pomieszczenia, ale przyziemie wymaga zabezpieczenia przed wilgocią, a istniejąca infrastruktura nie odpowiada już skali działalności.

– Jest to niezbędne z uwagi na wysoki poziom wód gruntowych na przedmiotowym terenie, który powoduje miejscowe zawilgocenie przyziemia i w stanie obecnym uniemożliwia wykonanie inwestycji. Mile widziana partycypacja gminy w tej kwestii – mówiła Dydoń.

Jeszcze bardziej widoczny jest problem wokół samego budynku. Zdaniem prezes przychodni obecna liczba miejsc parkingowych jest niewystarczająca, a nawierzchnia po wschodniej stronie obiektu znajduje się w bardzo złym stanie.

– Obecna nawierzchnia utwardzona od strony wschodniej budynku jest w stanie technicznym bardzo złym. Jest nierówna i niezdatna do pieszego ruchu pacjentów, którzy w dużej mierze mają ograniczone zdolności poruszania się – wskazywała.

Przychodnia liczy na udział gminy w wykonaniu nowej nawierzchni, odwodnienia i dodatkowych miejsc parkingowych. Właściciele placówki deklarują jednocześnie, że na swoich działkach chcą stworzyć około 20 kolejnych stanowisk.

Do remontu kwalifikuje się także elewacja. Prezes przekonywała, że mimo wcześniejszego mycia budynek szybko ponownie się zabrudził i miejscami wymaga już napraw.

– Ja już je dwukrotnie myłam, ale tam nie użyto substancji, która po prostu nie powoduje odgrzybiania i po roku to już na nowo jest zielono-szaro-brudna – mówiła prezes Dydoń.

Największe ambicje dotyczą utworzenia ośrodka rehabilitacji. Na razie jednak placówce brakuje odpowiednich pomieszczeń, a bez przygotowanej infrastruktury nie ma możliwości skutecznego ubiegania się o kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia.

– Na obecnym etapie bardzo byśmy chcieli utworzyć taki ośrodek, jednak raz, że nie mamy miejsca, trzeba to wszystko wyremontować. Ale może nadarzy się jakaś dotacja, o którą wystąpimy, ale ważny jest lokal – podkreśliła Agata Dydoń.

Osobnym wątkiem była sytuacja w Widzowie. Tamtejsza placówka została zamknięta w 2020 roku, a podejmowane później próby stworzenia nowej lokalizacji nie przyniosły efektu. Spółka posiada działkę, dla której wykonano projekt architektoniczny i uzyskano pozwolenie na budowę, ale obecne przeznaczenie terenu może stanowić przeszkodę.

– Tam gdzie jest przy boisku, to tam jest ten plan architektoniczny, pozwolenie na budowę, ale okazało się, że to jest przeznaczone na zagospodarowanie do zabudowy jednorodzinnej rolniczej – poinformowała prezes.

Na problem zwróciła uwagę także przewodniczący rady gminy, zaznaczając, że zanim zacznie się mówić o nowej placówce, trzeba sprawdzić podstawowe kwestie planistyczne.

– Naprawdę musimy czasami zrobić dwa kroki do tyłu i zrobić to porządnie, niż tylko używać jakichś tam sformułowań, czy określeń co do przeznaczenia danego terenu, czy budynku – padło podczas sesji.

Dyskusja zeszła również na codzienne problemy pacjentów. Inny z radnych pytał o konieczność osobistych wizyt w przypadku osób stale przyjmujących te same leki. Zwracał uwagę, że część mieszkańców skarży się na wizyty sprowadzające się – w ich odczuciu – jedynie do wypisania kolejnej recepty.

Prezes odpowiedziała zdecydowanie, że lekarz powinien okresowo ocenić stan pacjenta i zweryfikować wykonane badania.

– Medycyna to sztuka, a nie odhaczenie i telefon – stwierdziła Dydoń.

W trakcie sesji pojawił się też problem elektronicznego zamawiania recept. Jedna z osób uczestniczących w obradach wskazała, że mimo prób nie udało jej się skutecznie skorzystać z tej funkcji. Prezes zapowiedziała sprawdzenie, czy problem leży po stronie systemu.

Kruszyna

Żłobek w Kruszynie już generuje spore koszty, a tymczasem część miejsc wciąż czeka na dzieci

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Urząd Gminy Kruszyna

Nowy gminny żłobek w Kruszynie zaczął już obciążać budżet samorządu, choć placówka nadal nie wykorzystuje wszystkich dostępnych miejsc. Podczas ostatniej sesji radni wprowadzili do budżetu blisko 130 tys. zł na jego funkcjonowanie i ponad 85 tys. zł planowanych dochodów z opłat za pobyt i wyżywienie dzieci. Pod koniec obrad pojawił się jednak wyraźny sygnał, że problemem pozostaje frekwencja. Część rodziców może nawet nie wiedzieć, że nabór nadal trwa.

Placówka została formalnie włączona do systemu wspólnej obsługi administracyjnej, finansowej i organizacyjnej gminnych jednostek. Jej uruchomienie znalazło też bezpośrednie odzwierciedlenie w zmianach budżetowych.

– W związku z rozpoczęciem działalności nowej jednostki – gminnego żłobka, po stronie dochodów wprowadzamy dochody z tytułu wpłat za wyżywienie i opłaty za pobyt dziecka. To jest kwota ogółem 85 tys. zł – poinformowała urzędniczka.

Po stronie wydatków skala jest większa.

– W wydatkach pojawia się nowa pozycja – środki na funkcjonowanie żłobka. Niniejszą uchwałą wprowadzamy kwotę blisko 140 tys. zł na funkcjonowanie tej nowej jednostki – wyjaśniła.

Radni przyjęli zmiany jednogłośnie, ale temat wrócił jeszcze w końcowej części obrad. Jeden z nich zwrócił uwagę, że w żłobku nadal są wolne miejsca, a do samorządu docierają sygnały, że nie wszyscy zainteresowani rodzice wiedzą o możliwości zapisania dziecka.

– Docierają informacje, że nie wszyscy wiedzą, a chcieliby jeszcze skorzystać – mówił.

Nie będzie przy tym sztywnego zamknięcia naboru po jednym etapie rekrutacji.

– Rekrutacja będzie, jak żeśmy dzisiaj informację uzyskali od pani sekretarz, do ostatniego miejsca – zaznaczył.

CZYTAJ DALEJ

Kruszyna

Ulewy obnażyły problemy z odwodnieniem. Na sesji w Kruszynie: Ludzie się denerwują i trudno się dziwić

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Archiwum (zdjęcie ilustracyjne)

Skutki intensywnych opadów i problemy z odwodnieniem zdominowały część ostatniej sesji rady gminy. Radni mówili o zalanych garażach, piwnicach i pomieszczeniach gospodarczych, niedrożnych rowach oraz wodzie, która zamiast odpływać, przechodziła przez prywatne posesje. Osobny problem dotyczy rowu przebiegającego miejscami zaledwie metr lub półtora od fundamentów budynków. Co więcej, w przyszłości ma do niego trafić także woda z odwodnienia drogi powiatowej.

Najwięcej uwag dotyczyło Wikłowa. Jedna z radnych wskazała na odcinek drogi od skrzyżowania w kierunku Kruszyny, gdzie przerośnięte i zawyżone pobocza miały podczas ostatnich ulew blokować odpływ wody do rowów.

– W związku z tymi opadami deszczu ostatnio dużymi na drodze w kierunku od skrzyżowania w Wikłowie do Kruszyny, ja to zgłaszałam kiedyś, że tam są pobocza przerośnięte i po prostu teraz przy tych dużych opadach deszczu te zawyżone pobocza w niektórych fragmentach utrudniały, a w zasadzie uniemożliwiały spływ wody do rowu – relacjonowała.

Skutki odczuli bezpośrednio mieszkańcy.

– Woda zrobiła sobie ujście poprzez posesję, doszło do zalania garaży, pomieszczeń, budynków podpiwniczonych – mówiła radna.

Problemy wystąpiły również na drodze z Wikłowa w stronę Lgoty. Tam wskazywano na brak kanalizacji deszczowej, niedrożne rowy oraz przepusty pod zjazdami na posesje. W jednym przypadku sytuacja była na tyle poważna, że potrzebna była interwencja straży.

– Tam są niedrożne rowy i tam te zjazdy na działki, które są niedrożne spowodowały, że te rowy się przepełniły, dlatego ta posesja pod numerem 51a była zagrożona. No interweniowała straż – wskazała.

Największe napięcie wywołał jednak fakt, że sprawa nie jest nowa. Radna podkreślała, że już wcześniej kierowała pisma w tej sprawie, ale dotychczas nie udało się uzyskać konkretnego terminu rozwiązania problemu.

– Ja tych pism już kilka pisałam, dlatego bym prosiła, żeby jakieś ramy czasowe temu nadać, bo ja mam zawsze odpowiedź, że no niestety są inne ważniejsze tematy w starostwie i tych pism mam naprawdę kilka – mówiła.

Jak dodała, po kolejnych podtopieniach niezadowolenie mieszkańców wyraźnie rośnie.

 

– Nastroje społeczne są bardzo już teraz niezadowalające, ludzie się denerwują i trudno się też dziwić – stwierdziła.

Przedstawiciel powiatu potwierdził, że otrzymał pismo dotyczące odwodnienia Wikłowa i zapowiedział pisemną odpowiedź. Na sesji nie padł jednak konkretny termin wykonania prac.

Drugi poważny problem dotyczy rowu przebiegającego wyjątkowo blisko prywatnych budynków. Sprawę poruszył inny z radnych, a urzędnicy przyznali, że obecne rozwiązanie może budzić uzasadnione obawy właścicieli nieruchomości.

– Sytuacja jest bardzo dla nich niekomfortowa, bo jest to dosyć istotny rów, który obecnie prowadzi sporo wody i praktycznie jego przebieg jest w odległości czasem metra, może półtora od fundamentów budynków prywatnych, więc stanowi to dla nich niekomfortową sytuację i zagrożenie dla stabilności tych budynków – padło podczas sesji.

Sytuację dodatkowo komplikuje planowane odwodnienie drogi powiatowej. Z wcześniejszych ustaleń z Powiatowym Zarządem Dróg w Częstochowie wynika, że część wód ma zostać skierowana właśnie do tego cieku.

– Tutaj jeszcze sytuacja się o tyle zmieni, że tak jak pan radny pamięta, na spotkaniu w PZD ustaliliśmy jeszcze, że z odwodnienia drogi powiatowej wody popłyną też do tego rowu, więc w sytuacjach krytycznych ten przepływ ulegnie zwiększeniu – mówiono.

Sam rów został wcześniej częściowo zabezpieczony płytami przed rozmywaniem, ale nie rozwiązuje to problemu bezpieczeństwa budynków znajdujących się tuż obok.

– Jest tam ten rów, bo taki był kiedyś wniosek, umocniony płytami. On jest można powiedzieć w tym momencie zabezpieczony przed rozmyciem, ale budynki bezpieczne w zasadzie nie są – przyznała urzędniczka.

Jednym z rozważanych rozwiązań jest zarurowanie rowu. Najpierw trzeba jednak obliczyć maksymalny przepływ i dobrać odpowiedni przekrój instalacji. Radni usłyszeli, że nie będzie to drobna naprawa.

– To już jest zadanie wymagające już nakładów takich inwestycyjnych, bo na pewno to będą koszty istotne. Za kilka, kilkanaście tysięcy na pewno tego się nie da zrobić – podsumowano.

CZYTAJ DALEJ

Kruszyna

Woda i ścieki się nie bilansują. Kruszyna pokaże mieszkańcom rachunek, zanim zapadną decyzje

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Urząd Gminy Kruszyna/Screenshot

Gospodarka wodno-ściekowa była jednym z ważniejszych problemów poruszonych podczas ostatniej sesji Rady Gminy Kruszyna. Z ustaleń komisji rewizyjnej wynika, że wpływy z systemu nie pokrywają obecnych wydatków, a różnica jest spora. Na razie nie ma jednak mowy o konkretnych nowych stawkach. Miejscowe władze chcą najpierw pokazać mieszkańcom pełny obraz finansowy, w tym koszty utrzymania systemu, skalę wcześniejszych inwestycji i porównanie cen z sąsiednimi gminami.

Temat wrócił w części poświęconej wolnym wnioskom. Przewodniczący rady przypomniał wcześniejsze ustalenia komisji rewizyjnej, która przedstawiła rozbieżności finansowe w dochodach i wydatkach odnośnie gospodarki wodno-ściekowej.

– To temat na pewno trudny – mówił.

Najistotniejszy problem dotyczy tego, że system obecnie nie bilansuje się finansowo.

– Jak dobrze sobie zdajemy sprawę po tym ostatnim sprawozdaniu, to przychody nie pokrywają wydatków i dosyć duża jest rozbieżność – podkreślił przewodniczący.

Na sesji nie przedstawiono propozycji podwyżek ani nowych taryf. Zamiast tego rada chce najpierw zebrać pełne dane i przedstawić je mieszkańcom, zanim zacznie rozważać dalsze kroki.

Sprawa ma tym większe znaczenie, że gmina w ostatnich latach realizowała duże inwestycje w infrastrukturę wodno-kanalizacyjną. Podczas tej samej sesji zmieniano budżet po zakończeniu zadania obejmującego budowę kanalizacji sanitarnej w Jackowie i Widzowie oraz sieci wodociągowej w Lgocie Małej. Dochody z Krajowego Planu Odbudowy związane z tym przedsięwzięciem mają wynieść ponad 2,44 mln zł, przy łącznych wydatkach przekraczających 3,65 mln zł.

Na tym wydatki się nie kończą. Gmina przygotowuje kolejne dokumentacje kanalizacyjne, a do budżetu wprowadzono także 100 tys. zł na projekt fotowoltaiki i magazynów energii dla ujęć wody i oczyszczalni.

Przewodniczący rady zapowiedział, że mieszkańcy powinni poznać nie tylko sam deficyt systemu, ale również skalę poniesionych nakładów i bieżące koszty jego funkcjonowania.

– Poprosiłem też panią wójt ostatnio, żeby taką kampanię informacyjną dla społeczeństwa, ile żeśmy w tą gospodarkę wodno-ściekową urośli, jakie mamy koszty obsługi, co nam jest potrzebne, jak finansowo i jakie rozbieżności są finansowe – mówił.

Samorząd chce również sprawdzić, jak lokalne opłaty wypadają na tle sąsiednich gmin.

– Poprosiłem również, aby zapoznać się z cenami gospodarki wodno-ściekowymi, czyli za wodę i za ścieki z okolicznych gmin, tak żebyśmy mieli pełną informację i taką informację, zanim podejmiemy jakiekolwiek kroki jako rada, przedstawili też naszym mieszkańcom – zaznaczył przewodniczący.

CZYTAJ DALEJ

Kruszyna

Łapeta uratował stołek Klekota. Teraz za swoją interwencję będzie bronił się w sądzie

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Google Maps

Jeszcze kilka miesięcy temu wszystko wskazywało na to, że wraz z końcem sierpnia Paweł Klekot przestanie kierować szkołą w Kruszynie. Wójt Joanna Zasępa uruchomiła procedurę zmierzającą do powierzenia stanowiska innej osobie, a radny Paweł Łapeta nagłośnił sprawę i wywołał jedną z największych politycznych awantur ostatnich miesięcy w gminie. Dziś rezultat jest zupełnie inny. Klekot zostaje w szkole, a wójt powierzyła mu pełnienie obowiązków dyrektora do końca czerwca 2027 roku. Politycznie trudno nie odczytywać tego jako sukcesu Łapety i mieszkańców, którzy stanęli w obronie dotychczasowego dyrektora. Jest jednak druga strona tej historii. Za słowa, którymi radny uruchomił całą lawinę, będzie teraz odpowiadał przed sądem.

21 sierpnia w Biuletynie Informacji Publicznej gminy opublikowano zarządzenie w sprawie powierzenia pełnienia obowiązków dyrektora Szkoły Podstawowej im. Powstańców Styczniowych w Kruszynie. Tym samym historia, która w marcu zaczynała się od realnej perspektywy zmiany na stanowisku, przynajmniej na najbliższy rok szkolny kończy się pozostaniem Pawła Klekota.

To ważne, bo pod koniec marca sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Konkurs ogłoszony przez gminę nie przyniósł rozstrzygnięcia. Nie zgłosił się do niego również sam Klekot, który nie posiadał wówczas aktualnej oceny pracy. O jej dokonanie wystąpił 26 lutego. Tymczasem 19 marca swoją kandydaturę zgłosiła Renata Hasikowska, wcześniej związana zawodowo z Dąbrową Zieloną. Już dzień później wójt wydała zarządzenie wszczynające procedurę powierzenia jej stanowiska, a 24 marca zwróciła się do rady pedagogicznej o opinię. Ta była dla Hasikowskiej negatywna.

29 marca radny opublikował na Facebooku wpis, w którym alarmował, iż wieloletni dyrektor może zostać zastąpiony. Krytykował w nim politykę personalną Joanny Zasępy i apelował do mieszkańców, by zainteresowali się sprawą. Język był daleki od urzędowej dyplomacji. Pojawiły się określenia o „osobistej rozgrywce”, „despotycznych rządach” czy apel „nie pozwólmy na nepotyzm”. Łapeta podkreśla dziś, że część tych sformułowań miała charakter ocen politycznych, a zasadnicza informacja – że rozpoczęto procedurę powierzenia funkcji konkretnej nowej osobie – miała oparcie w dokumentach.

– Wpis zrobił swoje. Sprawa błyskawicznie wyszła poza mury szkoły. Publikacja wywołała setki reakcji i udostępnień, a rada pedagogiczna negatywnie oceniła kandydaturę Hasikowskiej. Nie kwestionowałem istnienia prawnej procedury po nierozstrzygniętym konkursie, lecz tempo i sposób, w jaki próbowano doprowadzić do zmiany dyrektora, mimo że Klekot był już w trakcie uzyskiwania potrzebnej oceny pracy – komentuje. – Po mojej publikacji mieszkańcy zaczęli przychodzić do urzędu i domagać się wycofania z działań, których skutkiem byłoby zastąpienie Klekota inną osobą. Ostatecznie do takiej zmiany nie doszło. Dyrektor otrzymał możliwość dalszego kierowania nią do końca czerwca przyszłego roku – dodaje Łapeta.

Czy to właśnie Łapeta „uratował” dyrektorski fotel Klekota? Formalnie takiego związku przyczynowego żaden dokument, co oczywiste, stwierdzić nie może. Politycznie sekwencja wydarzeń jest jednak dla radnego korzystna. Najpierw nagłośnił przygotowywaną zmianę, potem przyszła fala sprzeciwu, negatywna opinia rady pedagogicznej i publiczna awantura, a kilka miesięcy później wójt powierzyła obowiązki właśnie Klekotowi. To wystarczająco dużo, by Łapeta mógł przedstawiać finał jako potwierdzenie sensu swojej interwencji.

Cena za tę interwencję może być jednak wysoka. Joanna Zasępa pozwała radnego. Wójt domaga się między innymi usunięcia wpisu z 29 marca oraz opublikowania przez Łapetę przeprosin. Takowe miałyby pojawić się nie tylko na jego facebookowym profilu, ale również na pierwszej stronie wPowiecie, na facebookowym profilu portalu oraz w lokalnym biuletynie „Głos Gminy”. Przeprosiny na Facebooku miałyby pozostawać dostępne przez pół roku. Wójt żąda ponadto wpłaty 5 tys. zł na rzecz Stowarzyszenia Opieki Hospicyjnej Ziemi Częstochowskiej.

– Nie zamierzam kapitulować. Nie wymyśliłem historii o planowanej zmianie dyrektora. Zanim publicznie zabrałem głos, istniała już konkretna kandydatura, wydano zarządzenie rozpoczynające procedurę jej powierzenia stanowiska i wystąpiono o opinię rady pedagogicznej – podkreśla radny.

Spór o szkołę jest jednak tylko fragmentem znacznie większego konfliktu. Łapeta od dłuższego czasu uderza w politykę kadrową władz Kruszyny. Szczególnie krytycznie patrzy na zatrudnianie w gminnych jednostkach osób spoza lokalnego środowiska oraz na rodzinne i zawodowe powiązania osób pojawiających się wokół samorządu. 

– W odpowiedzi na pozew wprost wskazałem, że sąd powinien zbadać okoliczności zatrudniania w jednostkach gminnych osób związanych rodzinnie z radnymi oraz osób wcześniej pracujących w Dąbrowie Zielonej. Jednocześnie zaznaczam, że samo pokrewieństwo czy powinowactwo nie oznacza nielegalności zatrudnienia, lecz moim zdaniem może być przedmiotem publicznej krytyki – podnosi.

Teraz Łapeta dokłada do tej listy kolejną sprawę. Jak twierdzi, w szkole w Widzowie, której dyrektorką jest Julita Mirowska, przed kilku laty dyrektor przedszkola w Dąbrowie Zielonej, zatrudniona została ostatnio – jak twierdzi – żona wójta Rędzin. Radny przedstawia tę informację jako kolejny przykład polityki personalnej, z którą się nie zgadza. Łapeta wraca przy tym do czasów, kiedy dzisiejsi polityczni przeciwnicy siedzieli jeszcze po tej samej stronie samorządowej barykady.

– Z informacji, które mam, wynika, że w szkole w Widzowie zatrudniono ostatnio żonę wójta Adama Jarugi. Zamiast zatrudniać kolejną osobę można było dać nadgodziny nauczycielom, którzy już pracują w placówce. Przecież taniej wyjdzie zapłacić nadgodziny niż całą pensję wraz z pochodnymi. Poza tym, z tego co wiem, są osoby mieszkające w naszej gminie, które chętnie podjęłyby się tej pracy. Kiedy byłem radnym razem z obecną wójt Joanną Zasępa, w kadencji 2010-2014, to wspólnie krytykowaliśmy takie działania w gminie – mówi Paweł Łapeta.

Paradoks całej historii polega na tym, że konflikt, od którego zaczęła się sądowa batalia, zakończył się – przynajmniej na razie – dokładnie takim rozwiązaniem, jakiego chciał Łapeta i lokalna społeczność. Paweł Klekot zostaje. Wiosną wójt publicznie przekonywała, że nie podejmuje działań zmierzających do jego odwołania i że obowiązująca kadencja po prostu dobiega końca. Jednocześnie potwierdzała przeprowadzenie konkursu i możliwość skorzystania po jego nierozstrzygnięciu z przewidzianego prawem trybu powierzenia funkcji innej osobie. Dziś to jednak nie inna osoba, lecz właśnie Klekot będzie dalej kierował szkołą.

Z tego względu sądowy ciąg dalszy sprawy może być ciekawszy niż sam marcowy wpis. Paweł Łapeta będzie musiał wykazać, że jego słowa mieściły się w granicach dopuszczalnej krytyki osoby publicznej i miały dostateczną podstawę faktyczną. Joanna Zasępa będzie natomiast przekonywać, że radny przekroczył tę granicę i naruszył jej dobre imię.

Jedno już się nie zmieni. Gdyby Łapeta w marcu milczał, sprawa prawdopodobnie nie stałaby się przedmiotem tak szerokiej publicznej debaty. Czy Paweł Klekot mimo wszystko pozostałby dyrektorem? Tego nie sposób dziś udowodnić. Polityczny bilans jest jednak czytelny. Radny postawił własne nazwisko na szali, nagłośnił sprawę i osiągnął efekt, o który walczył. Klekot zachował gabinet. Teraz Łapeta będzie musiał przed sądem obronić sposób, w jaki o ten gabinet Klekota zawalczył.

CZYTAJ DALEJ

Kruszyna

Weronika Bogacz wicemistrzynią Polski. Mieszkanka Widzowa pojedzie teraz na mistrzostwa świata

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Katarzyna Kopera

Weronika Bogacz z Widzowa zdobyła srebrny medal mistrzostw Polski w powożeniu zaprzęgami jednokonnymi. Zawodniczka wraz z siedmioletnim koniem Lancasterem i luzakiem Tomaszem Bogaczem wywalczyła tytuł pierwszej wicemistrzyni kraju podczas zawodów rozegranych w Książu koło Wałbrzycha. Sukces zapewnił jej również nominację do kadry narodowej.

Obecny sezon Weronika Bogacz rozpoczęła od startów w międzynarodowych zawodach na Węgrzech. W klasie seniorskiej występowała z Lancasterem. Rywalizację w Vecsés zakończyła zwycięstwem, natomiast podczas kolejnych zawodów w Szilvásvárad zajęła trzecie miejsce.

Trzecim startem zawodniczki w tym sezonie były mistrzostwa Polski w powożeniu zaprzęgami jednokonnymi, które odbyły się pomiędzy 10 a 12 lipca w Książu. Rywalizacja składała się z trzech prób: ujeżdżenia, maratonu oraz zręczności.

Jak poinformowała rodzina zawodniczki, pierwszy dzień nie ułożył się po myśli Weroniki Bogacz. Po próbie ujeżdżenia zajmowała dziesiąte miejsce. Sytuacja zmieniła się podczas maratonu. Płynna i techniczna jazda pozwoliła jej zająć drugą lokatę w tej konkurencji, a po dwóch dniach zmagań awansować na czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej.

O podziale medali zdecydowała próba zręczności podczas ostatniego dnia zawodów. Bogacz pokonała trasę bez błędów i zmieściła się w wyznaczonym czasie. W chwili zakończenia przejazdu była jedyną zawodniczką z bezbłędnym wynikiem. Początkowo dawało jej to brązowy medal, jednak do rywalizacji pozostawało jeszcze dwoje zawodników.

Jedna ze startujących po niej zawodniczek zanotowała pięć zrzutek, co oznaczało 15 punktów karnych. Ostatecznie Weronika Bogacz, Tomasz Bogacz i koń zakończyli mistrzostwa na drugim miejscu, zdobywając tytuł pierwszych wicemistrzów Polski.

Sukces ma dla zawodniczki szczególne znaczenie również dlatego, że Lancaster został wyhodowany przez jej rodziców. Wynik osiągnięty w Książu był więc zwieńczeniem nie tylko pracy treningowej, ale także wieloletniego zaangażowania całej rodziny.

Udane występy w sezonie 2026 oraz srebrny medal mistrzostw Polski przyniosły Weronice Bogacz nominację do kadry narodowej. We wrześniu ma wystartować w Mistrzostwach Świata w niemieckim Munchen-Riem.

Podczas zawodów w Książu zawodniczka zaprezentowała się także ze znanym i doświadczonym kucem Bohunem. Zdobyła z nim pierwszą z dwóch wymaganych kwalifikacji do mistrzostw świata kuców, które odbędą się w sierpniu 2027 roku w Danii.

CZYTAJ DALEJ

Kruszyna

Ruszyła pierwsza rekrutacja do Żłobka Gminnego w Kruszynie. Nabór potrwa do końca miesiąca

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Urząd Gminy Kruszyna

Wystartowała rekrutacja dzieci do nowo powstałego Żłobka Gminnego w Kruszynie. Rodzice i opiekunowie będą mogli składać dokumenty do 31 lipca.

Nabór dotyczy dzieci, które rozpoczną opiekę w nowej gminnej placówce. Pierwszym krokiem jest pobranie i wypełnienie karty zgłoszenia dziecka oraz wymaganych oświadczeń. Dokumenty wraz z regulaminem rekrutacji można pobrać ze strony internetowej gminy lub odebrać osobiście w Urzędzie Gminy Kruszyna.

Następnie wypełnione formularze należy dostarczyć do sekretariatu urzędu. Rekrutacja potrwa od 16 do 31 lipca. Następnie, 3 sierpnia, komisja przeprowadzi weryfikację złożonych wniosków. Lista dzieci zakwalifikowanych do żłobka zostanie ogłoszona 4 sierpnia.

O przyjęciu do placówki zdecydują kryteria punktowe określone w regulaminie rekrutacji. Szczegółowe informacje dotyczące zasad naboru, wymaganych dokumentów oraz sposobu ich składania zostały opublikowane na stronie internetowej gminy.

Uruchomienie żłobka ma zwiększyć dostępność opieki nad najmłodszymi mieszkańcami i ułatwić rodzicom powrót do pracy lub kontynuowanie aktywności zawodowej. Placówka mieści się przy ulicy Kościelnej.

CZYTAJ DALEJ

Kruszyna

Rowerowa niedziela w gminie Kruszyna. Uczestnicy przejechali przez kilkanaście miejscowości

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Urząd Gminy Kruszyna

Mimo niesprzyjającego początku dnia, niedzielny rajd rowerowy w gminie Kruszyna odbył się zgodnie z planem i przyciągnął mieszkańców, którzy postawili na aktywny wypoczynek oraz wspólne spędzenie czasu. Wydarzenie połączyło rekreację, integrację i promocję lokalnych miejscowości.

Niedzielny poranek przywitał uczestników chmurami i opadami deszczu, jednak pogoda szybko zaczęła się poprawiać. W trakcie rajdu deszcz ustał, pojawiło się słońce, a rowerzyści mogli bez przeszkód pokonać zaplanowaną trasę. Przejazd prowadził przez Kruszynę, Baby, Jacków, Widzów, Widzówek, Teklinów, Pieńki Szczepockie, Szczepocice Prywatne, Szczepocice Rządowe oraz Łęg.

– Rajd był okazją nie tylko do aktywności fizycznej, ale również do lepszego poznania gminy i jej walorów krajobrazowych. Wspólna wyprawa sprzyjała integracji mieszkańców, a rekreacyjny charakter wydarzenia sprawił, że mogli w nim uczestniczyć zarówno bardziej doświadczeni rowerzyści, jak i osoby traktujące przejazd przede wszystkim jako formę rodzinnego wypoczynku – przekonują organizatorzy wydarzenia z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Kruszynie.

Na mecie na uczestników czekał poczęstunek. Przygotowano kiełbasę z grilla oraz domowe ciasta. Organizatorzy zadbali także o dodatkowe atrakcje. Nagrody otrzymali najmłodszy i najstarszy uczestnik rajdu, a wśród wszystkich rowerzystów rozlosowano upominki ufundowane przez lokalnych partnerów wydarzenia.

Nad bezpieczeństwem uczestników czuwali druhny i druhowie z ochotniczych straży pożarnych w Widzowie oraz Kruszynie. Trasę rajdu zabezpieczali również funkcjonariusze wydziału ruchu drogowego Komendy Miejskiej Policji w Częstochowie, wspierając organizatorów i dbając o bezpieczny przebieg przejazdu.

CZYTAJ DALEJ

Kruszyna

Wójt Zasępa mówi o „prywatnych interesach”, Łapeta odpowiada zawiadomieniami do prokuratury

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Archiwum Pawła Łapety

Kampania referendalna w gminie Kruszyna coraz wyraźniej wychodzi poza spór o ocenę pracy wójt Joanny Zasępy. W rozmowie z jednym z tygodników lokalnych wójt przekonywała, że akcja referendalna nie ma merytorycznych podstaw i jest, jej zdaniem, wyłącznie prywatną inicjatywą radnego Pawła Łapety. W tym kontekście odniosła się również do sprawy pługa do odśnieżania, który miał należeć do radnego.

Joanna Zasępa w wywiadzie stwierdziła, że w gminie „nie dzieje się nic złego”, a samorząd realizuje ambitne plany inwestycyjne. W jej ocenie referendum to „wyłącznie pomysł radnego Pawła Łapety”, który, jak mówiła, nie ma merytorycznych podstaw.

Wójt odniosła się także bezpośrednio do motywów inicjatorów referendum. W rozmowie z gazetą mówiła o „osobistych ambicjach” i „próbach realizacji prywatnych interesów”. Następnie wskazała sprawę pługa, twierdząc, że radny miał próbować doprowadzić do zakupu przez gminę sprzętu będącego jego własnością, przy wykorzystaniu osoby trzeciej jako formalnego sprzedającego. Według Joanny Zasępy jej odmowa i sprzeciw wobec takich praktyk miały wywołać reakcję odwetową.

Paweł Łapeta zaprzecza, by sprawa pługa miała być podstawą działań referendalnych.

– Referendum nie jest żadną zemstą za pług. To bzdury. To próba sprowadzenia całej sprawy do jednego wygodnego dla pani wójt wątku. Mieszkańcy mają swoje powody, by oceniać sposób zarządzania gminą, a ja jako pełnomocnik wykonuję zadania związane z procedurą referendalną. Sprawa pługa jest osobną kwestią dotyczącą mojej własności i sposobu działania urzędu – mówi Paweł Łapeta.

Radny przedstawia inną wersję wydarzeń. Według niego w listopadzie 2024 roku z prośbą o udostępnienie pługa miał zwrócić się do niego zastępca wójta Zbigniew Zasępa. Sprzęt miał być potrzebny do zimowego utrzymania dróg, ponieważ – jak relacjonuje Łapeta – gmina miała problem z zapewnieniem odpowiedniego wyposażenia.

– To nie ja przyszedłem do urzędu z pługiem pod pachą i próbowałem coś wymusić. Było odwrotnie. To do mnie zwrócono się z prośbą o pomoc, bo chodziło o odśnieżanie dróg. Zgodziłem się, bo sprawa dotyczyła bezpieczeństwa mieszkańców i przejezdności dróg w sezonie zimowym – podkreśla Łapeta.

Jak twierdzi, później miały pojawić się rozmowy o odkupieniu sprzętu przez gminę. Według radnego był informowany, że wójt wyraziła zgodę na taki zakup, jednak ostatecznie do transakcji nie doszło.

– Byłem informowany, że gmina chce pług odkupić. Z mojego punktu widzenia sprawa była prosta – jeżeli gmina chce korzystać ze sprzętu, to powinna go kupić na jasnych zasadach albo oddać właścicielowi. Nie wyrażałem zgody na żadne kombinacje, dopisywanie godzin czy rozliczanie wartości pługa poza mną, bo i takie propozycje ze strony urzędników się pojawiały. Zastępca wójta polecił wykonawcy odśnieżania dróg dopisywanie godzin, a w zamian za to ten miał pod stołem za ten pług mi zapłacić. Na to nie było mojej zgody – mówi radny.

Jak okazuje, 23 listopada 2025 roku skierował do Urzędu Gminy Kruszyna wezwanie przedsądowe do natychmiastowego wydania pługa do odśnieżania. Wskazał w nim, że jest właścicielem rzeczy i żąda jej zwrotu. Urząd odpowiedział, że pismo nie spełnia formalnych wymogów interpelacji, ponieważ w ocenie gminy nie dotyczy spraw o zasadniczym znaczeniu dla gminy. Jednocześnie poinformował, że gmina Kruszyna nie jest w posiadaniu pługa, a żądanie radnego uznał za bezpodstawne. 

Łapeta uważa, że taka odpowiedź nie wyjaśniła sprawy.

– Jeżeli urząd twierdzi, że nie jest w posiadaniu mojego pługa, to powinien jasno wskazać, kto ostatni nim dysponował, gdzie sprzęt się znajduje i na jakiej podstawie miał być używany. Dla mnie najważniejsze jest ustalenie faktów, a nie prowadzenie korespondencyjnego sporu o nazewnictwo pisma. O wszystkich okolicznościach poinformowałem także pismem radę gminy, gdzie przewodniczący rady był zobligowany przedstawić pismo radnym, a tego nie zrobił – zaznacza.

18 czerwca radny złożył zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej w Częstochowie. W piśmie wskazał na podejrzenie popełnienia przestępstwa przez osoby pełniące funkcje publiczne w urzędzie gminy, polegającego między innymi na możliwym przekroczeniu uprawnień lub niedopełnieniu obowiązków służbowych, działaniu na szkodę interesu publicznego lub prywatnego oraz bezprawnym dysponowaniu cudzym mieniem.

W zawiadomieniu Łapeta wniósł o przeprowadzenie postępowania sprawdzającego, zabezpieczenie dokumentacji dotyczącej pługa, w tym projektów umów, korespondencji służbowej i dokumentów księgowych, a także o przesłuchanie osób uczestniczących w sprawie, w tym Joanny Zasępy oraz Zbigniewa Zasępy.

– Skoro pani wójt publicznie mówi o standardach w administracji, to ja oczekuję tych standardów również w tej sprawie. Złożyłem zawiadomienie, bo chcę, aby właściwe organy ustaliły, co działo się z moją własnością, kto podejmował decyzje i czy wszystko odbywało się zgodnie z prawem – mówi Paweł Łapeta.

W wywiadzie dla częstochowskiego tygodnika Joanna Zasępa odnosiła się również do zarzutów dotyczących braku dialogu z mieszkańcami. Wójt twierdziła, że jest dostępna dla mieszkańców, uczestniczy w zebraniach wiejskich, prowadzi objazdy gospodarcze i rozmawia z mieszkańcami podczas lokalnych wydarzeń. Jednocześnie zarzuciła Łapecie niską aktywność w pracach rady.

Łapeta odpowiada, że sama obecność na sesjach nie wyczerpuje aktywności radnego i pełnomocnika referendalnego.

– Pani wójt próbuje przenieść dyskusję na statystyki obecności, ale mieszkańcy oceniają nie tylko listę podpisów na sesji. Oceniają sposób zarządzania gminą, podejmowane decyzje, przejrzystość działań i reakcję urzędu na konkretne problemy. Ponadto nie jest tajemnicą, że w świetlicy wiejskiej w Wikłowie, pod przewodnictwem pani sołtys a zarazem radnej, żony zastępcy wójta, odbywają się „nieformalne sesje” koalicji rządzącej gminą, gdzie wszystko ma być ustalane, a na samej sesji, przed kamerami, radni podnoszą tylko rękę. Byłem na te spotkania zapraszany, nigdy z tego zaproszenia nie skorzystałem – wskazuje.

Drugim formalnym krokiem podjętym przez Łapetę jest zawiadomienie dotyczące wypowiedzi przypisywanych radnemu Piotrowi Rybakowi. W piśmie do prokuratury Łapeta wskazał, że w maju tego roku na terenie Bogusławic Rybak miał rozpowszechniać nieprawdziwe informacje na jego temat. Według zawiadomienia miały one dotyczyć rzekomego otrzymywania przez Łapetę od byłej wójt Jadwigi Zawadzkiej kwoty 86 tys. zł miesięcznie oraz sugestii, że działania referendalne są formą zemsty za brak dalszych korzyści finansowych.

– To są twierdzenia całkowicie nieprawdziwe. Nigdy nie otrzymywałem pieniędzy z gminy od byłej wójt. Jeżeli ktoś publicznie rozpowszechnia takie informacje, musi liczyć się z tym, że sprawa zostanie skierowana do właściwych organów – mówi Łapeta.

Radny wskazał w zawiadomieniu, że posiada dwóch świadków, którzy mieli słyszeć wypowiedzi przypisywane Piotrowi Rybakowi. Wniósł o ich przesłuchanie i ustalenie wszystkich okoliczności sprawy.

– Referendum powinno dotyczyć oceny pracy wójta i urzędu, a nie opowiadania mieszkańcom nieprawdziwych historii na mój temat. Dlatego w obu sprawach wybrałem drogę formalną. Niech fakty ustalą instytucje, które są do tego powołane – podsumowuje Paweł Łapeta.

Kruszyna żyje dzisiaj w obliczu referendum, ale równolegle stoi przed testem jakości życia publicznego. Wniosek inicjatorów referendum o jego przeprowadzenie powinien trafić, zgodnie z prawem, do Komisarza Wyborczego w Częstochowie do końca miesiąca.

CZYTAJ DALEJ

Kruszyna

Dramatyczny wypadek w Babach. Motocyklista w szpitalu, pasażerkę zabrało LPR

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Komenda Miejska Policji w Częstochowie

Do groźnego wypadku z udziałem motocykla doszło w miejscowości Baby. W ostatnią sobotę, 6 czerwca, około godz. 18.00 zderzyły się tam osobowy opel i motocykl. Dwie osoby podróżujące jednośladem zostały ranne i w poważnym stanie trafiły do szpitala.

Ze wstępnych ustaleń policjantów ruchu drogowego wynika, że 73-letni kierowca opla nie ustąpił pierwszeństwa przejazdu 45-letniemu motocykliście. W wyniku tego manewru doszło do zderzenia pojazdów. Motocyklista oraz jego 29-letnia pasażerka odnieśli poważne obrażenia ciała.

45-letni kierujący motocyklem został przewieziony do szpitala. Stan 29-letniej kobiety był na tyle poważny, że na miejsce wezwano śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, którym została przetransportowana do placówki medycznej.

Na miejscu pracowali policjanci, którzy zabezpieczali ślady, ustalali przebieg zdarzenia i wyjaśniali jego szczegółowe okoliczności. Uszkodzone pojazdy znajdowały się na drodze, a zdarzenie spowodowało utrudnienia w ruchu.

Policja po raz kolejny apeluje do kierowców o ostrożność i rozwagę, szczególnie podczas wykonywania manewrów wymagających upewnienia się, czy droga jest wolna. Nieustąpienie pierwszeństwa, chwila nieuwagi albo błędna ocena sytuacji mogą doprowadzić do tragedii.

Służby przypominają, że wraz z sezonem motocyklowym na drogach pojawia się coraz więcej jednośladów. Kierowcy samochodów powinni szczególnie uważnie obserwować skrzyżowania, wyjazdy z posesji i drogi podporządkowane, a motocykliści muszą pamiętać, że nawet przy zachowaniu pierwszeństwa pozostają znacznie bardziej narażeni na poważne skutki zderzenia.

CZYTAJ DALEJ

Kruszyna

Jeden powiat, dwa referenda. Poczesna i Kruszyna weszły w etap rozliczeń władzy

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Starostwo Powiatowe w Częstochowie (grafika poglądowa)

W powiecie częstochowskim narasta polityczne przesilenie, które coraz trudniej sprowadzać do zwykłych lokalnych sporów. W dwóch gminach – Poczesnej i Kruszynie – ruszyły inicjatywy referendalne dotyczące odwołania urzędujących włodarzy przed końcem kadencji. W Poczesnej chodzi o wójta Artura Sosnę, w Kruszynie o wójt Joannę Zasępę.

To nie są działania symboliczne. Referendum jest najostrzejszym narzędziem, po jakie mogą sięgnąć mieszkańcy w trakcie kadencji. Samo jego uruchomienie nie przesądza wyniku, ale pokazuje wyraźnie, iż część lokalnych środowisk uznała, że polityczne deklaracje, sesyjne pytania i publiczne polemiki przestały wystarczać. To jeszcze nie oznacza, że mieszkańcy pójdą do urn. Oznacza jednak, że spór o sposób zarządzania obiema gminami przestał być wyłącznie sprawą radnych i lokalnych środowisk politycznych. Został przeniesiony na ścieżkę formalną, a ta ma swoje konkretne wymogi.

W Poczesnej grupa inicjatywna musi do 25 lipca zebrać co najmniej tysiąc podpisów mieszkańców uprawnionych do głosowania. W Kruszynie próg jest niższy, ale również wymagający – inicjatorzy muszą zgromadzić co najmniej 350 podpisów. W obu przypadkach podpisy są dopiero pierwszym etapem. Po ich złożeniu nastąpi weryfikacja, a dopiero pozytywne przejście tej procedury może otworzyć drogę do zarządzenia referendum.

Samo głosowanie także nie będzie formalnością. W Poczesnej, aby referendum w sprawie odwołania Artura Sosny było ważne, do urn musiałoby pójść co najmniej 3214 mieszkańców. To 3/5 liczby osób, które uczestniczyły w drugiej turze wyborów wójta w 2024 roku. W Kruszynie próg ważności ewentualnego referendum wynosi około 1400 głosujących.

W Poczesnej zarzuty komitetu inicjatywy referendalnej są szerokie i uderzają w sam model sprawowania władzy. Inicjatorzy wskazują na utratę zaufania, brak transparentności, utrudniony dostęp do informacji publicznej, ignorowanie głosu mieszkańców i radnych, pozorowane konsultacje społeczne, problemy z planowaniem przestrzennym, niezrealizowane inwestycje mimo zabezpieczonych środków, chaos w transporcie publicznym oraz bierność w sprawach środowiskowych i kryzysowych.

Ciężar tej inicjatywy jest ogromny, bo Poczesna od miesięcy funkcjonuje pod presją sporu z Częstochową o granice administracyjne. Mieszkańcy już wcześniej jasno wypowiedzieli się przeciwko planom włączenia części terenów gminy do miasta. Tamto referendum wzmacniało sprzeciw wobec Częstochowy. Obecna inicjatywa dotyczy czegoś innego – oceny własnej władzy. Pokazuje, że sprzeciw wobec zmian granic nie musi oznaczać bezwarunkowego poparcia dla obecnego sposobu zarządzania gminą.

W tle są także wcześniejsze napięcia w samorządzie. Artur Sosna nie uzyskał w ubiegłym roku ani wotum zaufania, ani absolutorium. Formalnie nie pozbawiło go to funkcji, ale politycznie było czytelnym sygnałem osłabienia relacji z radą i problemów z większością wokół najważniejszych ocen pracy wójta. Inicjatywa referendalna jest więc kolejnym etapem narastającego konfliktu, a nie zdarzeniem oderwanym od wcześniejszej sytuacji w gminie.

W Kruszynie procedura ruszyła wcześniej. Tam inicjatorzy odwołania Joanny Zasępy przedstawiają sprawę jako efekt wyczerpania innych form dialogu z władzami gminy. W uzasadnieniu mówią o utracie zaufania społecznego, braku transparentności, problemach w komunikacji z mieszkańcami, polityce finansowej, zarządzaniu majątkiem gminy, inwestycjach oraz stylu sprawowania władzy. Pojawiają się również mocne sformułowania o „arogancji władzy”, podziałach we wspólnocie i braku rzetelnych konsultacji przy podejmowaniu kluczowych decyzji.

Wójt Kruszyny odrzuca te zarzuty. W publicznych wypowiedziach wskazuje na budżet, inwestycje, dokumenty finansowe i realizowane zadania. Przekonuje, że inicjatywa nie ma merytorycznych podstaw. Jednocześnie w jej reakcji wyraźnie widać próbę przeniesienia części ciężaru sporu na osobę radnego Pawła Łapety, pełnomocnika grupy referendalnej.

Tyle że sama personalizacja sporu nie zamyka sprawy. Referendum nie odbędzie się dlatego, że jeden radny ma krytyczne zdanie o wójt. Aby procedura poszła dalej, potrzebne są podpisy mieszkańców. Aby głosowanie było ważne, potrzebna jest frekwencja. Aby doprowadzić do odwołania, potrzebna będzie większość przy urnach. Ostatecznie więc nie personalne riposty, lecz skala społecznego poparcia pokaże, czy zarzuty inicjatorów mają realne oparcie w lokalnej wspólnocie.

W obu gminach układ argumentów jest więc podobny. Władza mówi o destabilizacji, przeciwnicy o rozliczeniu. Rządzący pokazują budżety i inwestycje, inicjatorzy pytają o styl zarządzania, przejrzystość i wiarygodność.

Najbliższe tygodnie pokażą, czy obie inicjatywy przejdą pierwszy próg. Jeśli tak, lokalna polityka w powiecie częstochowskim wejdzie w znacznie ostrzejszą fazę. Bo referendum odwoławcze nie jest zwykłym głosowaniem nad nastrojami. W tle bowiem pozostaje najważniejsze pytanie – czy mandat uzyskany w wyborach nadal ma wystarczające społeczne oparcie?

CZYTAJ DALEJ

Kruszyna

W Kruszynie ruszyło referendum. Inicjatorzy chcą odwołania wójt Joanny Zasępy

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Facebook Joanny Zasępy

W gminie Kruszyna rozpoczęła się procedura, która może doprowadzić do referendum w sprawie odwołania wójt Joanny Zasępy przed upływem kadencji. Zawiadomienie o zamiarze wystąpienia z taką inicjatywą wpłynęło 30 kwietnia do Komisarza Wyborczego w Częstochowie. Pełnomocnikiem grupy inicjatywnej jest Paweł Łapeta, miejscowy radny.

To jeszcze nie oznacza, że referendum się odbędzie. Na razie uruchomiona została formalna ścieżka, od której zaczyna się cała procedura. Ustawa o referendum lokalnym przewiduje, że inicjator referendum przeprowadzanego na wniosek mieszkańców musi pisemnie powiadomić o swoim zamiarze zarówno komisarza wyborczego, jak i wójta. Dopiero później można przejść do zbierania podpisów pod właściwym wnioskiem.

– Dopełniliśmy wszelkich formalności. Zbiórka podpisów już trwa – informuje Paweł Łapeta, pełnomocnik grupy inicjatywnej, poproszony o odniesienie się do sprawy.

W praktyce przed inicjatorami stoi teraz pierwszy poważny sprawdzian. Aby referendum mogło zostać formalnie zainicjowane, muszą oni zebrać 386 podpisów mieszkańców uprawnionych do głosowania. To próg, który pokaże, czy niezadowolenie opisane w uzasadnieniu ma szersze społeczne zaplecze, czy pozostanie inicjatywą ograniczonego środowiska.

Nawet zebranie podpisów nie przesądza jednak o politycznym finale. Referendum odwoławcze należy do najtrudniejszych narzędzi demokracji lokalnej, bo oprócz samego głosowania wymaga jeszcze wysokiej frekwencji. W Kruszynie, aby ewentualne referendum było ważne, do lokali musiałoby pójść około 1400 osób. Wynika to z zasady, że referendum w sprawie odwołania organu wybranego bezpośrednio jest ważne, jeśli weźmie w nim udział co najmniej 3/5 liczby wyborców uczestniczących w wyborze tego organu. 

Uzasadnienie wniosku jest dobitne. Grupa inicjatywna przedstawia sprawę jako coś więcej niż personalny konflikt z wójt. Autorzy argumentują, że działają „w interesie dobra wspólnego, jako obywatele i członkowie wspólnoty samorządowej”, a decyzja o rozpoczęciu procedury zapadła „po wyczerpaniu innych form dialogu z władzami gminy”. W ich ocenie Joanna Zasępa „utraciła mandat zaufania społecznego niezbędny do dalszego sprawowania urzędu”.

Najważniejszy zarzut dotyczy sposobu komunikowania się władzy z mieszkańcami. Inicjatorzy wskazują na brak transparentności i dialogu, a także na podejmowanie kluczowych decyzji bez, jak twierdzą, rzetelnych konsultacji społecznych. W dokumencie pojawia się również zarzut ignorowania głosu lokalnej społeczności oraz obojętności lub oporu urzędu wobec inicjatyw oddolnych. 

– Wójt Zasępa uderza w jeden z najczulszych punktów każdego samorządu, a mianowicie poczucie mieszkańców, że mają realny wpływ na decyzje podejmowane w ich imieniu – podnoszą inicjatorzy.

Drugi wątek to finanse i zarządzanie majątkiem gminy. Grupa inicjatywna pisze o niepokoju związanym z obecną polityką finansową, braku racjonalności i gospodarności w wydatkowaniu środków publicznych oraz rosnących kosztach funkcjonowania administracji. Zdaniem autorów uzasadnienia mieszkańcy nie widzą adekwatnych efektów w rozwoju infrastruktury, co ma pogłębiać przekonanie, że gmina nie wykorzystuje swojego potencjału.

Kolejna część argumentacji odnosi się do inwestycji i rozwoju. Inicjatorzy twierdzą, że Kruszyna traci dystans do sąsiednich samorządów, a brak skuteczności w pozyskiwaniu pieniędzy zewnętrznych, zarówno unijnych, jak i rządowych – skutkuje marginalizacją gminy. W uzasadnieniu pojawia się nawet ostrzeżenie, że dalszy brak strategicznego planowania może grozić „wieloletnią zapaścią infrastrukturalną”.

Nie mniej istotny jest zarzut dotyczący stylu sprawowania rządów przez Joannę Zasępę. W dokumencie mowa jest o „arogancji władzy” i polityce kadrowej, która – według inicjatorów – doprowadziła do głębokich podziałów w tutejszej wspólnocie. Przekonują, że wójt powinna być gospodarzem dbającym o zrównoważony rozwój, otwartym na potrzeby mieszkańców i odpowiedzialnym za publiczny budżet. W ich ocenie dalsze sprawowanie urzędu przez Zasępę działa na szkodę gminy i jej mieszkańców.

To na razie stanowisko grupy inicjatywnej. Polityczna waga tej sprawy będzie rosła dopiero wtedy, gdy inicjatorzy pokażą podpisy i przejdą przez formalną weryfikację. Jeżeli procedura zostanie doprowadzona do etapu głosowania, Kruszyna stanie przed pytaniem znacznie poważniejszym niż samo „za” lub „przeciw” obecnej wójt. Będzie to pytanie o zaufanie do sposobu prowadzenia gminy i o to, czy krytyka opisana w uzasadnieniu rzeczywiście zmobilizuje lokalną wspólnotę.

– Referendum odwoławczego nie uruchamia się dla symbolicznego protestu, bo wymaga organizacji, podpisów i późniejszej frekwencji. To nie jest gest na pokaz, tylko poważna procedura obywatelska, w której mieszkańcy muszą potwierdzić, że chcą doprowadzić sprawę do głosowania, a później realnie wziąć za nią odpowiedzialność przy urnach – komentuje radny Łapeta. – Jeżeli w gminie narasta przekonanie, że dialog się wyczerpał, że decyzje zapadają bez mieszkańców, a Kruszyna potrzebuje innego sposobu zarządzania, to nie można udawać, że nic się nie dzieje. To mieszkańcy są najważniejszym organem kontroli w samorządzie i to oni powinni mieć możliwość wypowiedzenia się. Zmiana na stanowisku wójta jest niezbędna, aby przywrócić w naszej gminie normalny dialog, transparentność i nadać jej impuls do rozwoju – podkreśla pełnomocnik grupy inicjatywnej.

CZYTAJ DALEJ

Kruszyna

Wojna o dyrektora szkoły w Kruszynie. Wójt Zasępa pod presją po ujawnieniu dokumentów

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Google Maps

W Kruszynie od kilku tygodni wrze. Sprawa obsady stanowiska dyrektora miejscowej szkoły podstawowej, która początkowo mogła wyglądać jak kolejna urzędowa procedura kadrowa, przerodziła się w jeden z najostrzejszych sporów polityczno-społecznych w gminie. W centrum tej historii znalazł się obecny dyrektor Paweł Klekot, wójt Joanna Zasępa, była dyrektor szkoły w Dąbrowie Zielonej Renata Hasikowska oraz radny Paweł Łapeta, który tuż przed Wielkanocą nagłośnił sprawę w mediach społecznościowych.

Wpis Łapety wywołał natychmiastową reakcję mieszkańców. Ponad 150 reakcji, ponad 100 udostępnień i dziesiątki komentarzy pokazały, że temat trafił w czuły punkt lokalnej społeczności. Radny napisał wprost, że według docierających do niego informacji wójt planuje nie przedłużyć misji dotychczasowego dyrektora szkoły w Kruszynie i powierzyć stanowisko osobie spoza gminy, związanej wcześniej z Dąbrową Zieloną. Wpis był ostry, emocjonalny i politycznie jednoznaczny. Ale najważniejsze pytanie brzmi dziś nie o ton tej wypowiedzi, lecz o to, czy jej zasadnicza treść znalazła potwierdzenie w dokumentach.

A dokumenty są dla władz gminy niewygodne. Pismo z 24 marca tego roku skierowane do rady pedagogicznej szkoły w Kruszynie potwierdza, że urząd wystąpił o opinię w sprawie powierzenia stanowiska dyrektora wskazanej kandydatce na okres pięciu lat szkolnych, od 1 września 2026 roku do 31 sierpnia 2031 roku. Nie chodziło więc wyłącznie o luźne rozważania, nieformalną rozmowę czy „fake news”, lecz o formalnie uruchomiony tryb przewidziany w prawie oświatowym po nierozstrzygniętym konkursie.

– Mówiono, że sieję ferment, że straszę ludzi i rozpowszechniam nieprawdę. Tymczasem wystarczy spojrzeć w dokumenty. Skoro 24 marca urząd pisze do rady pedagogicznej w sprawie konkretnej kandydatury na pięć lat, to ja pytam: gdzie tu była nieprawda? Mieszkańcy mieli prawo wiedzieć, co dzieje się za ich plecami – komentuje Paweł Łapeta.

Oficjalna wersja wójt Joanny Zasępy opiera się na procedurze. Kadencja Pawła Klekota na stanowisku dyrektora kończy się 31 sierpnia. Gmina ogłosiła konkurs 27 stycznia, oferty można było składać do 16 lutego, ale nie wpłynęła żadna kandydatura. Także ze strony obecnego dyrektora. Wójt podkreśla, że skoro konkurs nie przyniósł rozstrzygnięcia, organ prowadzący mógł skorzystać z art. 63 ust. 12 Prawa oświatowego i wskazać kandydata po uzgodnieniu z kuratorium oraz po zasięgnięciu opinii rady pedagogicznej.

Formalnie ten wywód brzmi spójnie. Problem zaczyna się jednak tam, gdzie procedura spotyka się z lokalnym kontekstem. Zwolennicy obecnego dyrektora wskazują, że Paweł Klekot nie wystartował w konkursie z powodu braku aktualnej oceny pracy, o którą wystąpił do kuratorium 26 lutego. Bez tego dokumentu jego oferta i tak zostałaby odrzucona. Wójt odpowiada, że ocena pracy straciła ważność już w 2021 roku, a dyrektor miał kilka lat, by dopełnić formalności. Obie strony chwytają więc za kalendarz, ale każda czyta go inaczej.

– Nikt nie twierdzi, że procedury nie istnieją. Pytanie brzmi, po co użyto ich w taki sposób i w takim tempie. Skoro obecny dyrektor był w trakcie uzyskiwania oceny pracy, można było poczekać, wyjaśnić sytuację i rozmawiać ze społecznością szkoły. Zamiast tego uruchomiono ścieżkę dla nowej osoby. To nie wygląda jak troska o stabilność szkoły, tylko jak przygotowany scenariusz kadrowy – ocenia Łapeta.

Największe emocje budzi nazwisko Renaty Hasikowskiej. To była dyrektor Szkoły Podstawowej w Dąbrowie Zielonej, która zrezygnowała ze stanowiska 13 października 2025 roku. Właśnie jej kandydatura – jak wynika z przekazywanych informacji i dokumentów krążących w sprawie – miała zostać skierowana do zaopiniowania przez radę pedagogiczną w Kruszynie. Dla części mieszkańców nie jest to tylko sprawa kwalifikacji zawodowych, lecz symbol szerszego procesu, który krytycy wójt określają jako „ściąganie ludzi z zewnątrz” i obsadzanie nimi kluczowych stanowisk w gminie.

Łapeta w swoich wypowiedziach łączy sprawę szkoły z wcześniejszymi decyzjami kadrowymi. Wskazuje na sekretarz gminy Annę Błaszczyk oraz obsadę stanowiska dyrektora szkoły w Widzowie, gdzie również w czerwcu ubiegłego roku pojawiła się osoba spoza lokalnego środowiska – Julita Mirowska, córka byłej wójt Dąbrowy Zielonej Marii Włodarczyk. Jego zdaniem Kruszyna stała się kolejnym punktem tego samego mechanizmu.

– To nie jest pojedyncza decyzja, którą można zamknąć w tabelce z przepisami. To jest metoda rządzenia. Najpierw mówi się mieszkańcom, że wszystko jest zgodne z prawem, a potem okazuje się, że najważniejsze decyzje zapadają bez realnej rozmowy z ludźmi. Szkoła w Kruszynie nie jest prywatnym folwarkiem żadnej władzy. To instytucja, z którą związane są pokolenia mieszkańców – mówi radny.

Paweł Klekot nie jest w tej historii anonimowym urzędnikiem od oświaty. Dla wielu mieszkańców to człowiek kojarzony ze szkołą, lokalną historią, uroczystościami patriotycznymi i codziennym życiem Kruszyny. Zdaniem naszych rozmówców, jest człowiekiem skromnym i powszechnie szanowanym. Właśnie dlatego próba zastąpienia go osobą spoza gminy została odebrana nie tylko jako decyzja kadrowa, ale jako uderzenie w lokalny autorytet. W emocjonalnym odbiorze części mieszkańców stawką nie jest wyłącznie gabinet dyrektora, lecz pytanie, kto ma prawo decydować o instytucjach ważnych dla wspólnoty.

Wójt po sesji rady gminy 16 kwietnia przedstawiła własne stanowisko, w którym zarzuciła autorom internetowych publikacji rozpowszechnianie informacji „niepolegających na prawdzie”, a wręcz nazwała je kłamstwami. Podkreśliła, że nie dochodzi do odwołania dyrektora, ponieważ jego kadencja wygasa z końcem sierpnia. To jednak argument, który dla przeciwników działań urzędu brzmi jak prawna ekwilibrystyka.

– Pani wójt mówi, że nikogo nie odwołuje. Tylko że mieszkańcy nie są dziećmi. Jeśli kończy się kadencja obecnego dyrektora, a urząd uruchamia procedurę powierzenia stanowiska komuś innemu na pięć lat, to efekt jest oczywisty. Można to nazwać nieodwołaniem, nieprzedłużeniem, powierzeniem albo procedurą. Dla szkoły oznacza to jedno. Paweł Klekot miałby odejść, a jego miejsce miałaby zająć osoba wskazana przez wójt – ripostuje Łapeta.

Spór ma również wymiar prawny. Po głośnym wpisie radnego wójt miała skierować do niego wezwanie do zaprzestania naruszania dóbr osobistych. Taki ruch zwykle ma ostudzić emocje i przenieść konflikt z Facebooka na grunt kancelarii prawnych. W tym przypadku przyniósł efekt odwrotny. Łapeta publicznie zapowiedział, że nie zamierza się wycofywać.

– Nie dam się zastraszyć pismami. Jeżeli pani wójt uważa, że napisałem nieprawdę, niech idzie do sądu. Ja pokażę dokumenty, pokażę chronologię i pokażę mieszkańcom, kto naprawdę próbował ukryć sens tej decyzji pod urzędowym językiem. Mandat radnego nie polega na milczeniu, gdy władza robi coś za plecami ludzi – podkreśla.

W sprawę włączyło się także Stowarzyszenie Nowe Pokolenie PL, które opublikowało własne kalendarium wydarzeń. Organizacja zwróciła uwagę, że 26 lutego Paweł Klekot wystąpił o ocenę pracy, 20 marca wójt wydała zarządzenie w sprawie wszczęcia procedury zamiaru powierzenia stanowiska dyrektora, a 24 marca skierowano pismo do rady pedagogicznej. Kilka dni później, 30 marca, wójt publicznie uspokajała, że nie podejmuje działań zmierzających do odwołania dyrektora. Zdaniem krytyków właśnie w tym miejscu pojawia się zasadnicza sprzeczność między komunikatem do mieszkańców a dokumentami urzędowymi.

– Gdzie tu logika? Oświadczenie z 30 marca to prawnicza gra słów. Technicznie wójt dyrektora nie „odwołuje” (bo jego kadencja po prostu kończy się w sierpniu). Jednak dokument z 24 marca jest twardym dowodem, że za zamkniętymi drzwiami uruchomiono procedurę, by jego miejsce zajął ktoś inny! (pisownia oryginalna – przyp. red.) – skomentowali całą sprawę na swoim profilu facebookowym przedstawiciele organizacji.

Nie można jednak pominąć argumentu władz gminy, że szkoła musi mieć przygotowany arkusz organizacyjny na kolejny rok szkolny, a ten powinien trafić do organu prowadzącego do 21 kwietnia. Z punktu widzenia administracji czas miał więc znaczenie. Tyle że społeczny odbiór tej sprawy pokazuje, iż sama poprawność proceduralna nie wystarcza, gdy decyzja dotyczy osoby silnie zakorzenionej w lokalnej społeczności.

– Wójt mówi o arkuszach organizacyjnych do 21 kwietnia, więc czemu konkurs na dyrektora szkoły w Widzowie odbył się w ubiegłym roku w czerwcu? – wyraża zdziwienie Paweł Łapeta.

Po nierozstrzygniętym konkursie wójt rzeczywiście ma możliwość skorzystania z innej ścieżki przewidzianej w prawie oświatowym i powierzenia stanowiska wybranemu kandydatowi, pod warunkiem spełnienia przez niego ustawowych wymogów oraz uzyskania porozumienia z kuratorium i opinii rady pedagogicznej. Tyle że, jak podkreślają działacze Nowego Pokolenia PL, nie była to jedyna możliwa droga.

– Prawo dawało pani wójt także drugą opcję – poczekać na ocenę pracy Pawła Klekota i powierzyć mu dalsze kierowanie szkołą. Skoro dyrektor deklarował chęć pracy, był w trakcie dopełniania formalności, a społeczność szkolna go popiera, to należało postawić na rozsądek, spokój i transparentność. My nie szukamy konfliktu. Domagamy się tylko tego, co najlepsze dla dzieci, szkoły i mieszkańców Kruszyny – zaznaczają.

Dziś konflikt w Kruszynie wszedł w fazę, w której każda kolejna decyzja będzie miała polityczną cenę. Jeśli wójt utrzyma kurs na zmianę dyrektora, może spotkać się z dalszą mobilizacją mieszkańców i presją na radnych. Jeśli się cofnie, przeciwnicy powiedzą, że ustąpiła dopiero pod naciskiem opinii publicznej. W obu wariantach sprawa zostawia po sobie głęboki ślad.

– Z moich informacji wynika, że kandydatura Renaty Hasikowskiej została przez radę pedagogiczną niemal jednogłośnie zaopiniowana negatywnie. Ta bitwa nie jest tylko o Pawła Klekota. Ona jest o to, czy mieszkańcy mają być informowani przed faktem, czy po fakcie. O to, czy szkoła ma być dobrem wspólnoty, czy elementem politycznej układanki. I o to, czy wójt może rządzić tak, jakby wynik wyborów dawał jej prawo do ignorowania głosu ludzi – mówi Łapeta.

Na razie pewne jest jedno. Przedświąteczny wpis radnego Łapety, zapowiadający ponadto organizację referendum w sprawie odwołania wójt Zasępy ze stanowiska, otworzył puszkę, której nie da się już zamknąć krótkim oświadczeniem ani prawniczym wezwaniem. Dokumenty pokazują, że procedura powierzenia stanowiska innej osobie została uruchomiona. Mieszkańcy zobaczyli, że za spokojnym językiem urzędu kryje się decyzja o dużym ciężarze społecznym. A szkoła w Kruszynie stała się miejscem, w którym lokalna polityka, zaufanie do władzy i emocje mieszkańców zderzyły się z pełną siłą.

CZYTAJ DALEJ

Kruszyna

Droga między gminami, odpowiedzialność między wierszami. Ulica Południowa przy Babach czeka na decyzję

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Piotr Biernacki

Na mapie to zwykła lokalna droga. W rzeczywistości – przykład administracyjnego klinczu. Ulica Południowa przy miejscowości Baby formalnie należy do gminy Kłomnice, ale jej użytkownikami i mieszkają przy niej mieszkańcy gminy Kruszyna. I właśnie tu zaczyna się problem, który od lat pozostaje bez rozwiązania.

Droga jest w złym stanie technicznym – częściowo utwardzona, częściowo gruntowa, miejscami bardzo trudna do przejechania. W okresach wilgotnych zamienia się w błotnistą pułapkę. Jak relacjonują mieszkańcy, zdarza się, że kierowcy, w tym służby ratunkowe, mają problem z przejazdem, jeśli nie znają alternatywnego dojazdu. W praktyce oznacza to nie tylko dyskomfort, ale realne zagrożenie.

Sytuacja jest o tyle nietypowa, że po jednej stronie ulicy znajdują się nieruchomości, w tym zabudowane, przypisane geodezyjnie do gminy Kruszyna, podczas gdy sama droga leży w gminie Kłomnice. Powstaje więc klasyczny spór kompetencyjny, bo jedna gmina zarządza drogą, druga – ma mieszkańców, którzy przy niej mieszkają i z niej korzystają.

Sprawa zaczęła nabierać realnego ciężaru przede wszystkim dzięki determinacji mieszkańców i radnego Pawła Łapety, najmocniej zabiegającego o przebudowę ulicy Południowej. Samorządowiec nie tylko nagłaśnia problem, ale prowadzi konkretne działania. Spotykał się z przedstawicielami sąsiedniej gminy, próbując wypracować rozwiązanie możliwe do zaakceptowania dla obu stron.

Bez mała rok temu władze Kruszyny oficjalnie zwróciły się do wójta Kłomnic z prośbą o przebudowę drogi, wskazując na jej pogarszający się stan i znaczenie dla mieszkańców Bab. W odpowiedzi z czerwca 2025 roku kłomniccy urzędnicy potwierdzili zasadność problemu, jednocześnie wskazując, że inwestycja mogłaby zostać zrealizowana przy współpracy obu samorządów i z wykorzystaniem środków zewnętrznych.

Aktywność Łapety sprawiła, że temat przestał być jedynie lokalnym problemem mieszkańców, a zaczął funkcjonować w przestrzeni publicznej i urzędowej. W tle tych działań doszło również do spotkania przedstawicieli obu samorządów – wójt gminy Kruszyna wraz z zastępcą oraz sekretarz gminy Kłomnice – z mieszkańcami, podczas którego padły zapowiedzi rozwiązania problemu. Od tamtej pory jednak nie doszło do przełomu.

Sam Łapeta wnioskował o ujęcie inwestycji w budżecie gminy na ten rok. Bez skutku – środki na to zadanie zadanie nie zostały wpisane do planu finansowego. Nie odpuszcza jednak. Skierował wniosek o udostępnienie informacji publicznej do rodzimego samorządu, pytając wprost o to, czy w 2026 roku gmina Kruszyna prowadziła jakiekolwiek rozmowy z gminą Kłomnice w sprawie remontu tej drogi. Odpowiedź była jednoznaczna. Okazało się, że nie prowadzono takiej korespondencji.

Ten jeden dokument stawia sprawę w zupełnie nowym świetle. Bo jeśli na poziomie deklaracji mówiono o współpracy i potrzebie rozwiązania problemu, to w praktyce – przynajmniej w 2026 roku – nie podjęto formalnych działań w tym kierunku. Między tymi stanowiskami rozciąga się rzeczywistość mieszkańców.

– Sytuacja wymaga od władz naszej gminy pragmatycznego podejścia. Skoro droga formalnie należy do Kłomnic, ale służy w dużej mierze mieszkańcom Kruszyny, to właśnie ta druga gmina mogłaby wziąć na siebie większą część kosztów inwestycji. To propozycja, która – choć nietypowa – wpisuje się w realia takich „granicznych” problemów – podkreśla Łapeta w rozmowie z redakcją.

Po stronie gminy Kłomnice słychać wyraźny sygnał, że jest otwartość, ale pod warunkiem konkretów.

– Znamy stan tej drogi i mamy świadomość, że wymaga ona poprawy. Natomiast trzeba jasno powiedzieć, że jej znaczenie wykracza poza granice naszej gminy, dlatego w takich sytuacjach niezbędna jest współpraca – przyznaje wójt Piotr Juszczyk.

Jak podkreśla, bez udziału finansowego gminy Kruszyna realizacja inwestycji w krótkim czasie jest mało realna.

– Jeżeli pojawi się konkretna propozycja udziału w kosztach, jesteśmy gotowi do rozmów. W obecnym układzie budżetowym rok 2026 jest bardzo trudny, ale nie wykluczam realizacji w kolejnym – zaznacza, dodając, że najbliższe miesiące można byłoby wykorzystać na dogranie szczegółów i montażu finansowego.

Wójt Kłomnic wskazuje również na możliwe rozwiązanie techniczne, które mogłoby obniżyć koszty inwestycji. Chodzi o podział zadania na etapy – pełną przebudowę odcinków przy zabudowie mieszkalnej oraz prostsze utwardzenie fragmentów przebiegających przez grunty rolne.

– To racjonalne podejście, które pozwala pogodzić potrzeby mieszkańców z realiami finansowymi – ocenia.

W grę wchodzi także pozyskanie środków zewnętrznych, m.in. z Funduszu Ochrony Gruntów Rolnych. Problem w tym, że w kolejce po takie dofinansowanie czekają już inne inwestycje – często pilniejsze z punktu widzenia mieszkańców samej gminy Kłomnice.

– Dlatego kluczowa jest tu współpraca z gminą Kruszyna – zaznacza Juszczyk.

I tu wracamy do punktu wyjścia. Ulica Południowa przy Babach nie jest ani pierwszym, ani jedynym przypadkiem, gdy granice administracyjne rozmijają się z rzeczywistością społeczną. Różnica polega na tym, że tu problem jest namacalny – to błoto, koleiny i realne utrudnienia w codziennym funkcjonowaniu.

Pytanie nie brzmi już, czy droga powinna zostać przebudowana. To wiedzą wszyscy. Pytanie brzmi, czy dwa samorządy będą w stanie wyjść poza formalne kompetencje i potraktować sprawę tak, jak widzą ją mieszkańcy – jako wspólną odpowiedzialność.

– Niepokoi mnie to, że w tym roku ze strony wójt Joanny Zasępy nie widać żadnej inicjatywy w tej sprawie. Po deklaracjach z końcówki ubiegłego roku spodziewałem się konkretnych działań, a tymczasem temat znów utknął – mówi Paweł Łapeta. – Z moich rozmów z wójtem Piotrem Juszczykiem wynika, że Kłomnice są skłonne ponieść około 40 proc. kosztów. To jest więc najwyższy czas. Trzeba przejść do konkretów. Usiąść do stołu, ustalić realne koszty inwestycji, określić zasady partycypacji i wyjść z jasną propozycją finansową ze strony naszej gminy. Dopiero wtedy ta sprawa ma szansę ruszyć. Bez tego będziemy w nieskończoność wracać do punktu wyjścia. To zadanie powinno zostać ujęte w budżecie i potraktowane poważnie – dodaje.

CZYTAJ DALEJ

Kruszyna

Paweł Łapeta: Nie złamałem ślubowania. Wypełniam mandat radnego

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Archiwum Pawła Łapety

Po grudniowym wywiadzie Pawła Łapety w gminie Kruszyna zawrzało – większość radnych przyjęła oficjalne stanowisko, w którym wyraziła „kategoryczny sprzeciw” wobec jego słów. Radny nie wycofuje się jednak ze swoich tez i w rozmowie z nami odpowiada na zarzuty, rozwijając wątki dotyczące finansów, przejrzystości i stylu zarządzania gminą.

Po pańskim wywiadzie udzielonym naszej redakcji, jeszcze w grudniu ubiegłego roku, rada gminy przyjęła oficjalne stanowisko, w którym wyraża „kategoryczny sprzeciw” wobec pańskich słów. Spodziewał się pan takiej reakcji?

Spodziewałem się reakcji, ale nie w takiej formie. Liczyłem na merytoryczną polemikę, na rozmowę o faktach, liczbach, decyzjach budżetowych. Tymczasem otrzymaliśmy dokument, który w dużej mierze koncentruje się na ocenie mojej postawy, a nie na odniesieniu się do problemów, które podniosłem. Zresztą, sam fakt przyjęcia takiego stanowiska, jest dla mnie mocno kontrowersyjny. Nie wszyscy radni się pod nim podpisali, a tylko ci, których w jakiś sposób moje interwencje dotyczą osobiście. Pismo koncentruje się na zakwestionowaniu prawa radnego do publicznej oceny funkcjonowania organów gminy. Przede wszystkim należy jasno podkreślić, że radny – zgodnie z ustawą o samorządzie gminnym – nie jest zobowiązany do bezkrytycznego wspierania większości ani organu wykonawczego. Jego podstawowym obowiązkiem jest reprezentowanie mieszkańców oraz sprawowanie funkcji kontrolnej wobec wójta. Krytyka sposobu zarządzania gminą, jeśli wynika z obserwacji i przekonania o potrzebie większej transparentności czy szerszej debaty, mieści się w granicach mandatu radnego i nie stanowi naruszenia roty ślubowania.

Rada zarzuca panu podważanie rzetelności jej członków i działania wbrew dobru wspólnoty.

Różnica zdań nie oznacza podważania rzetelności innych radnych. Oznacza odmienną ocenę standardów debaty publicznej. Dobro wspólnoty nie polega na jednomyślności. Rola radnego to nie tylko podnoszenie ręki podczas głosowań, ale również kontrola władzy wykonawczej i zadawanie trudnych pytań. Jeśli ktoś uważa, że krytyka stylu zarządzania gminą jest działaniem przeciw wspólnocie, to mamy zupełnie inne rozumienie samorządu. Podnoszone w wywiadzie kwestie dotyczące jakości współpracy, sposobu podejmowania decyzji czy potrzeby realnej dyskusji nie były atakiem personalnym, lecz oceną modelu funkcjonowania samorządu.

Wróćmy do początku. To z pana komitetu wyborczego startowała obecna wójt. Dziś jest pan jej otwartym krytykiem. Co się zmieniło?

Zmieniło się to, że deklaracje współpracy nie przełożyły się na praktykę. Wierzyłem, że decyzje będą poprzedzone realną dyskusją, analizą alternatyw, otwartością na różne stanowiska i przede wszystkim gospodarnością. Z czasem zacząłem odnosić wrażenie, że rada ma raczej zatwierdzać niż współdecydować.

Rada twierdzi, że wszystkie decyzje są konsultowane na komisjach.

Konsultacja formalna to jedno. Realna debata to drugie. Jeżeli wnioski mniejszości są systematycznie odrzucane, jeśli nie prowadzi się pogłębionej analizy innych wariantów to trudno mówić o partnerskim modelu współpracy. Właśnie na tę różnicę zwracałem uwagę. Samorząd to nie tylko procedura.

Największe emocje wzbudził temat powiązań rodzinnych radnych w jednostkach gminnych. Rada zaprzecza, by miało to jakikolwiek wpływ na jej funkcjonowanie.

Odnosząc się do kwestii zatrudnienia w jednostkach organizacyjnych gminy, należy podkreślić, że wskazanie na możliwy konflikt interesów czy potrzebę przejrzystości nie jest oskarżeniem, lecz elementem kontroli społecznej. Transparentność w życiu publicznym powinna być standardem, a nie powodem do oburzenia. Nie twierdzę, że ktoś został zatrudniony wyłącznie z powodu powiązań rodzinnych. Mówię o mechanizmie zależności. W małej gminie, gdzie wiele osób jest ze sobą powiązanych zawodowo i rodzinnie, naturalnie rodzi się pytanie o niezależność decyzji. Transparentność w życiu publicznym nie powinna nikogo oburzać, powinna być standardem.

Rada podkreśla, że część tych zatrudnień miała miejsce wiele lat temu.

Czas zatrudnienia nie zmienia faktu, że dziś istnieje określony układ relacji. Ja nie oskarżam konkretnych osób, wskazuję na system, który może wpływać na sposób funkcjonowania rady. Część osób już pracowała wcześniej, część dostała pracę w jednostkach gminnych już po ostatnich wyborach. To kiedy określone osoby zostały zatrudnione w jednostkach gminnych dość łatwo zweryfikować.

Przejdźmy do finansów. W budżecie na ten rok znalazły się środki na tereny zielone, syrenę alarmową czy utrzymanie dwóch instytucji kultury. Pan twierdzi, że to zła hierarchia wydatków.

Tak, bo gmina nie jest zamożna. Mamy braki w drogach, oświetleniu, bezpieczeństwie. Uważam, że najpierw powinniśmy finansować podstawową infrastrukturę – drogi, OSP, oświetlenie, a dopiero potem inwestować w estetykę czy rozbudowę struktur instytucjonalnych.

Wspominał pan o żłobku. Rada utrzymuje, że decyzja o lokalizacji była wspólna.

Była wspólna w radzie, w sensie głosowania. Ale ja konsekwentnie wskazywałem alternatywę w Jackowie – wykorzystanie istniejącego budynku, niższe koszty adaptacji, mniejsze przyszłe koszty utrzymania. Moje argumenty nie zostały uwzględnione. Demokracja polega jednak na tym, że można mieć inne zdanie i je publicznie artykułować. W sprawie lokalizacji żłobka oraz utworzenia Gminnego Ośrodka Kultury podtrzymuję swoje stanowisko. Zresztą w tej drugiej kwestii, po moich publicznie wyrażonych argumentach w końcu coś drgnęło – radni połączyli bibliotekę z GOK-iem, tak jak było to planowane od początku. Podobnie jest z kwestią problemu wyrobiska w Kruszynie i związanego z nim zagrożenia dla środowiska. Przez wiele miesięcy działali sami mieszkańcy widzący nieprawidłowości w funkcjonowaniu instalacji. Dopiero naciski i upublicznienie raportów spowodowały, że urząd zaczął transparentnie informować o podejmowanych w sprawie działaniach. To przyniosło skutek. Do wyjaśnienia pozostaje jeszcze kwestia – kto w urzędzie gminy był odpowiedzialny za brak odpowiedzi na zapytanie marszałka województwa, który w 2023 roku wystąpił do gminy o przedstawienie opinii w zakresie zgodności planowanej inwestycji z zapisami miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, jednak urząd nie przekazał stanowiska. W efekcie decyzja władz wojewódzkich zapadła bez jednoznacznego stanowiska samorządu w tej kwestii. A instalacja przetwarzająca odpady w ogóle nie powinna powstać na wyrobisku w Kruszynie, bo to sprzeczne z zapisami planu miejscowego. Kto zawinił, w czyich obowiązkach było odpowiedzieć na to pismo? Ustalam to. Nie zmienia to faktu, że w urzędzie powinno zostać wszczęte postępowanie kontrolne w sprawie możliwego zaniechania obowiązków służbowych.

W stanowisku rady pojawił się także zarzut niskiej pana frekwencji na sesjach i komisjach.

To argument personalny. Radni doskonale wiedzą jaki jest charakter mojej pracy zawodowej. Zarzucanie mi niewiedzy czy nieorientowania się w sprawach gminy, a w podtekście lekceważenia spraw i funkcji jest doprawdy niepoważne. To ewidentna i dość prymitywna próba zdyskredytowania mnie za wyrażenie odmiennych opinii. Radnym jestem od kilkunastu lat, znam wszystkie problemy gminy. Liczy się aktywność, inicjatywy, składane wnioski i gotowość do publicznej odpowiedzialności. Jeżeli zamiast odnosić się do moich argumentów, ktoś analizuje tabelę obecności, to znaczy, że unika rozmowy o meritum.

Nie obawia się pan konsekwencji swojej postawy?

Jeżeli konsekwencją ma być to, że ktoś uzna mnie za niewygodnego – przyjmuję to. Podtrzymuję wszystkie tezy zawarte w wywiadzie. Zostałem wybrany przez mieszkańców po to, by reprezentować ich interesy i mówić wprost, gdy widzę zagrożenie dla racjonalnego wydawania pieniędzy publicznych.

Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Kruszyna

Pożar na wyrobisku w Kruszynie. Na miejscu straż, policja i WIOŚ

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Google Maps

Wczoraj około południa doszło do pożaru na terenie byłego wyrobiska piasku w Kruszynie, gdzie obecnie funkcjonuje instalacja przetwarzająca odpady. Nad okolicą przez pewien czas unosił się dym widoczny z większej odległości.

Na miejsce zadysponowano trzy jednostki straży pożarnej – Ochotniczą Straż Pożarną z Kruszyny oraz dwa zastępy Państwowej Straży Pożarnej. Strażacy zabezpieczyli teren i przystąpili do działań gaśniczych, koncentrując się na ograniczeniu rozprzestrzeniania się ognia oraz dogaszaniu zarzewi.

Na miejscu obecna była również policja, która zabezpieczała teren i wyjaśnia okoliczności zdarzenia. Do Kruszyny przyjechali także przedstawiciele Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Katowicach. Inspektorzy pobrali próbki do badań, które mają pozwolić ustalić, co dokładnie uległo spaleniu oraz czy doszło do zagrożenia dla środowiska.

Przyczyny pożaru będą przedmiotem dalszych ustaleń.

CZYTAJ DALEJ

Kruszyna

Rekultywacja czy tykająca bomba? Kulisy wyrobiska w Kruszynie wychodzą na jaw

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Google Maps

Sprawa wyrobiska po byłej kopalni piasku w Kruszynie przez długi czas toczyła się poza szerszą debatą publiczną. Dopiero sygnały mieszkańców i interwencje kierowane do instytucji państwowych sprawiły, że to, co działo się na terenie formalnie przeznaczonym do rekultywacji, znalazło się pod lupą organów kontrolnych. Z dokumentów wynika, że kluczowe decyzje zapadły już w 2023 roku, a ich skutki, w połączeniu z brakiem reakcji samorządu, doprowadziły w minionym roku do wstrzymania działalności i uruchomienia szeregu procedur nadzorczych.

Podstawą prowadzonej działalności była decyzja marszałka województwa śląskiego z koncówki kwietnia 2023 roku. Zezwalała ona spółce Stone Investment Group na przetwarzanie odpadów poza instalacjami i urządzeniami, w ramach prac ziemnych na terenie wyrobiska w Kruszynie, w rejonie Kruszyna-Sadzawki przy ulicy Cegielnianej. Zezwolenie pozwalało na prowadzenie dwóch konkretnych procesów przetwarzania odpadów i dokładnie określało, jakie odpady mogą być przyjmowane oraz w jakiej ilości – maksymalnie do 250 tysięcy ton rocznie.

Jeden z nich dotyczył odzysku substancji organicznych, a kolejny – odzysku innych materiałów nieorganicznych, takich jak grunty czy kruszywa. W kontekście wyrobiska oznacza to możliwość wykorzystania określonych, bezpiecznych środowiskowo materiałów do wypełniania i modelowania terenu, ale tylko wtedy, gdy spełniają one normy i odpowiadają technologii opisanej w decyzji. Każdy dopuszczony odpad został opisany konkretnym kodem, który jednoznacznie definiuje jego skład i właściwości.

Już na etapie wydawania tej decyzji pojawił się istotny wątek planistyczny. Marszałek zwrócił się do gminy o zajęcie stanowiska w sprawie zgodności planowanej działalności z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego. Urzędnicy nie udzielili odpowiedzi. Brak stanowiska samorządu oznaczał, że decyzja władz wojewódzkich została wydana bez jednoznacznego odniesienia do zapisów planu miejscowego.

Z obowiązującego MPZP wynika, że teren wyrobiska to obszar prowadzenia eksploatacji surowców mineralnych w granicach terenów górniczych, a strategia rozwoju gminy przewidywała późniejszą rekultywację poeksploatacyjną, a nie trwałą działalność odpadową.

Dopuszczony w decyzji limit 250 tysięcy ton odpadów rocznie w praktyce oznaczał działalność o bardzo dużej skali. Przyjmując standardowy transport ciężarowy, to około 10 tysięcy kursów samochodów ciężarowych w ciągu roku. Taki zakres prac coraz wyraźniej odbiegał od potocznego rozumienia rekultywacji i zaczął budzić niepokój mieszkańców Kruszyny, którzy obserwowali intensywny ruch pojazdów oraz deponowanie dużych ilości materiałów w wyrobisku.

W 2025 roku do instytucji państwowych zaczęły trafiać zgłoszenia mieszkańców. Z inicjatywy byłego sołtysa oraz radnego sołectwa Bogusławice Henryka Kowalskiego zostały zebrane podpisy mieszkańców gminy do poseł Lidii Burzyńskiej z prośbą o interwencję w tej sprawie. Ta dotyczyła sposobu prowadzenia rekultywacji i potencjalnych zagrożeń dla środowiska, w tym dla ujęcia wody pitnej. Naciski spowodowały reakcję i w odpowiedzi Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Katowicach wszczął postępowanie i przeprowadził kontrolę. Trwała ona ponad dwa miesiące i objęła całą działalność prowadzoną na terenie wyrobiska.

Ustalenia okazały się poważne. W protokole sporządzonym 7 listopada ubiegłego roku WIOŚ wskazał na naruszenia warunków decyzji z 2023 roku. Stwierdzono przyjmowanie odpadów nieobjętych zezwoleniem, w tym rozdrobnionych tworzyw sztucznych i gumy, odpadów komunalnych, nieprawidłowości w prowadzeniu ewidencji odpadów oraz realizację wcześniejszych zaleceń pokontrolnych w sposób niezgodny ze stanem faktycznym. Inspektorzy zwrócili także uwagę na sposób ich deponowania – bezpośrednio na gruncie, bez odpowiednich zabezpieczeń.

Kluczowe znaczenie miały wyniki badań laboratoryjnych wykonanych przez Centralne Laboratorium Badawcze GIOŚ. W próbkach gleby pobranych z terenu wyrobiska stwierdzono przekroczenia dopuszczalnych zawartości ołowiu i cynku. Badania odpadów wykazały z kolei wysoką zawartość metali ciężkich, w szczególności ołowiu, cynku, miedzi i niklu oraz ich znaczną wymywalność – co, przy braku izolacji, inspekcja powiązała z ryzykiem zanieczyszczenia środowiska gruntowo-wodnego.

Na podstawie tych ustaleń Śląski Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska wydał decyzję o wstrzymaniu działalności polegającej na przetwarzaniu odpadów na terenie wyrobiska. Wstrzymanie objęło m.in. przetwarzanie żużli granulowanych z pieców szybowych i obrotowych, a miało obowiązywać do czasu usunięcia stwierdzonych nieprawidłowości.

Decyzji tej towarzyszyła lawina dalszych działań. WIOŚ nałożył mandaty karne, przekazał sprawę do wydziału prawnego w celu wymierzenia administracyjnych kar pieniężnych i zawiadomił Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Katowicach o możliwości wystąpienia szkody w środowisku. Wystąpił także do marszałka województwa śląskiego o rozważenie cofnięcia zezwolenia z 2023 roku. Sprawa trafiła również do prokuratury i policji, a do Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska skierowano wniosek o wykonanie mapowania fotogrametrycznego terenu wyrobiska.

Istotnym elementem korespondencji było także wystąpienie WIOŚ do wójt Joanny Zasępy. Inspekcja wskazała w nim wprost, że gmina, jako organ właściwy w zakresie ładu przestrzennego i stosowania przepisów ustawy o odpadach, powinna podjąć działania zmierzające do usunięcia odpadów z miejsca nieprzeznaczonego do ich składowania lub magazynowania oraz wykorzystać swoje kompetencje do egzekwowania zgodności prowadzonej działalności z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego. Miejscowi urzędnicy musieli zatem pilnie wdrożyć odpowiednie instrumenty.

Z informacji, do których dotarliśmy wynika, że pismo z WIOŚ wpłynęło do gminy 17 listopada. 20 listopada wójt Zasępa skierowała do urzędu marszałkowskiego pierwsze pismo, w którym zwróciła się o natychmiastowe cofnięcie pozwolenia na dalszą działalność prowadzoną na terenie wyrobiska. Wystąpienie to było bezpośrednią reakcją na ustalenia kontroli WIOŚ.

Równolegle w samorządzie wdrożono odrębne procedury. 1 grudnia 2025 roku sporządzono protokół potwierdzający otrzymanie wyników badań. Jak z niego wynikało, pobrany do analizy odpad nie powinien trafić na teren wyrobiska ze względu na zawartość tworzyw sztucznych. W związku z tym, jednak dopiero 31 grudnia 2025 roku, gmina wszczęła postępowanie administracyjne w sprawie wydania nakazu usunięcia odpadów stwierdzonych podczas kontroli. Postępowanie dotyczyło m.in. tworzyw sztucznych, metali, szkła, fragmentów gumy oraz tekstyliów, w tym filcu.

Tego samego dnia strony postępowania zostały zawiadomione o planowanych oględzinach terenu wyrobiska. Te z kolei przeprowadzono 22 stycznia. Dzień później, do stron skierowano zawiadomienie o zebraniu materiału dowodowego niezbędnego do wydania decyzji administracyjnej nakazującej usunięcie odpadów.

Istotnym elementem sprawy okazały się także ustalenia dotyczące żużli granulowanych pochodzących z pieców szybowych oraz obrotowych. Jak wykazała kontrola WIOŚ oraz przeprowadzone badania, zdeponowane w Kruszynie odpady nie spełniają norm wymaganych dla tego rodzaju materiału. Jak podnosi samorząd, organem właściwym do wydania decyzji o nakazie ich usunięcia poza instalacjami nie jest gmina, lecz marszałek województwa.

W związku z wykrytymi nieprawidłowościami wójt Kruszyny ponownie wystąpiła do urzędu marszałkowskiego z wnioskiem o natychmiastowe cofnięcie pozwolenia na dalszą działalność prowadzoną na terenie wyrobiska. Pismo w tej sprawie zostało skierowane 5 stycznia. 20 stycznia do urzędu gminy wpłynęła odpowiedź. Poinformowano w niej, że zgromadzona dokumentacja jest obecnie analizowana pod kątem podjęcia ewentualnych dalszych działań administracyjnych.

Co istotne dla mieszkańców? Równolegle nadzór nad jakością wody sprawował Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Częstochowie. Sanepid poinformował, że ujęcie wody w Kruszynie pozostaje pod stałym monitoringiem i w badanym okresie nie stwierdzono przekroczeń parametrów jakościowych. Jednocześnie zwrócono uwagę, że prowadzone prace rekultywacyjne mogą w przyszłości wymagać rozszerzenia zakresu badań, zwłaszcza w kontekście warunków hydrogeologicznych terenu wyrobiska. Co to oznacza? Jakość wody pitnej pozostaje pod nadzorem i nie stwierdzono przekroczeń, ale pojawia się zastrzeżenie o braku pełnej wiedzy o warunkach hydrogeologicznych i możliwość rozszerzenia badań.

Dla mieszkańców Kruszyny sprawa ma wymiar bardzo konkretny. Dotyczy bezpieczeństwa środowiska, wód podziemnych i wiarygodności instytucji publicznych.

Zgromadzone dokumenty układają się w spójną, ale głęboko niepokojącą sekwencję zdarzeń. Decyzja administracyjna z 2023 roku, wydana przy braku stanowiska gminy w sprawie zgodności planowanej działalności z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, otworzyła drogę do działalności odpadowej o skali dalece wykraczającej poza pojęcie rekultywacji. Milczenie samorządu stało się w praktyce elementem procedury, który umożliwił dalsze kroki administracyjne na szczeblu wojewódzkim. Dopiero społeczny sprzeciw spowodował reakcje instytucji państwowych.

– Pozostaje pytanie, którego do tej pory nikt publicznie nie postawił – kto w urzędzie gminy był odpowiedzialny za brak odpowiedzi na zapytanie marszałka i czy ta milcząca zgoda nie miała realnego wpływu na wydanie decyzji z kwietnia 2023 roku? A jeśli tak – czy w gminie nie powinno zostać wszczęte postępowanie kontrolne w sprawie możliwego zaniechania obowiązków służbowych? – komentuje sytuację radny Paweł Łapeta. – Dla mieszkańców sprawa nie kończy się na toczących się analizach środowiskowych. Dotyczy ona fundamentalnej kwestii odpowiedzialności administracji publicznej. Brak reakcji zrodził skutki, z którymi lokalna społeczność będzie musiała mierzyć się latami. Pytanie, które dziś pozostaje otwarte, brzmi, czy i w jaki sposób wójt Zasępa wykorzysta swoje kompetencje? – dodaje.

CZYTAJ DALEJ

Kruszyna

Upadek, nagłe osłabienie, brak telefonu? W Kruszynie włączają system bezpieczeństwa dla seniorów

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Freepik

Mieszkańcy gminy Kruszyna mający powyżej 60 lat mogą skorzystać z bezpłatnego programu teleopieki, którego celem jest zwiększenie bezpieczeństwa i poczucia samodzielności osób starszych. Zgłoszenia do udziału w projekcie przyjmowane są do jutra.

Program polega na wyposażeniu uczestników w specjalne opaski bezpieczeństwa noszone na nadgarstku. Urządzenia umożliwiają stały monitoring wybranych parametrów życiowych oraz szybkie wezwanie pomocy w sytuacjach zagrożenia, niezależnie od miejsca i pory dnia.

– Opaski posiadają m.in. funkcję pomiaru tętna i saturacji, lokalizator GPS, przycisk alarmowy SOS oraz czujnik wykrywający upadek – informują miejscowi urzędnicy.

Jak przekonują, to rozwiązanie stanowi istotne wsparcie zarówno dla samych seniorów, jak i ich rodzin, dając możliwość szybkiej reakcji w nagłych przypadkach zdrowotnych.

– Teleopieka pozwala osobom starszym dłużej zachować niezależność, a jednocześnie zwiększa poziom ich bezpieczeństwa w codziennym funkcjonowaniu – słychać w urzędzie.

Realizacja programu jest możliwa dzięki dofinansowania z rządowego programu „Korpus Wsparcia Seniorów”. Udział w projekcie jest całkowicie bezpłatny, a uczestnicy nie ponoszą żadnych kosztów związanych z korzystaniem z opasek ani obsługą systemu.

Szczegółowe informacje oraz zgłoszenia do programu przyjmuje Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej w Kruszynie przy ulicy Kmicica.

– Zainteresowani mogą dokonać zgłoszenia osobiście w pokoju nr 9 lub telefonicznie pod numerem telefonu 34 387 29 87 – dodają pracownicy GOPS-u.

CZYTAJ DALEJ

Kruszyna

Serce może stanąć, a karetka może nie zdążyć. Urzędnicy chcą być gotowi w obliczu potencjalnej tragedii

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Urząd Gminy Kruszyna

Samorząd zakupił cztery automatyczne defibrylatory AED, które mają służyć ratowaniu życia w sytuacjach nagłego zatrzymania krążenia. Pierwsze z urządzeń zostało już zamontowane w budynku urzędu gminy.

Defibrylatory AED stanowią jedno z kluczowych narzędzi pierwszej pomocy w przypadku nagłych zdarzeń zagrażających życiu. Ich obecność w przestrzeni publicznej znacząco zwiększa szanse na szybkie udzielenie skutecznej pomocy jeszcze przed przybyciem służb ratunkowych. Jak podkreślają specjaliści, czas reakcji w takich sytuacjach ma decydujące znaczenie.

Automatyczny defibrylator AED został zaprojektowany w taki sposób, aby mogły z niego korzystać również osoby bez wykształcenia medycznego. Po uruchomieniu urządzenie wydaje jasne polecenia głosowe, samodzielnie analizuje rytm serca poszkodowanego, a w razie potrzeby prowadzi użytkownika krok po kroku przez procedurę bezpiecznej defibrylacji. Dzięki temu nawet przypadkowy świadek zdarzenia może skutecznie pomóc osobie potrzebującej.

– Zakup defibrylatorów to element szerszych działań na rzecz poprawy bezpieczeństwa mieszkańców i podnoszenia gotowości na sytuacje kryzysowe – podkreślają urzędnicy zachęcając jednocześnie mieszkańców do zapoznania się z zasadami obsługi AED. – Instrukcja oraz film szkoleniowy dostępne są na stronie internetowej Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej – dodają.

CZYTAJ DALEJ

Kruszyna

Paweł Łapeta: To nie jest spór personalny, tylko spór o sposób zarządzania gminą

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Archiwum Pawła Łapety

Paweł Łapeta, radny gminy Kruszyna, był jednym z głównych współtwórców komitetu wyborczego, z którego startowała i wygrała wybory obecna wójt Joanna Zasępa. Dziś otwarcie krytykuje jej sposób zarządzania gminą, politykę kadrową i decyzje budżetowe. W rozmowie mówi o źródłach konfliktu, mechanizmach zależności w radzie oraz, jak podkreśla, braku racjonalnej, długofalowej polityki finansowej.

Panie radny, zacznijmy od tła. To z pana komitetu wyborczego Joanna Zasępa została wójtem. Jak dziś, z perspektywy czasu, patrzy pan na decyzję o poparciu jej osoby?

Nie uciekam od odpowiedzialności. Tak, to był mój komitet i ja firmowałem ten projekt. Wtedy wierzyłem, że gmina będzie zarządzana rozsądnie, transparentnie i we współpracy z radą. Dziś widzę, że ten model się nie sprawdził.

Kiedy pojawił się pierwszy moment, w którym zrozumiał pan, że coś zaczyna iść w złym kierunku?

Gdy okazało się, że deklaracje współpracy pozostają tylko deklaracjami. Z czasem decyzje zaczęły zapadać bez rozmów z radnymi, bez analizy alternatyw, bez realnej dyskusji. Kto zadawał pytania, był traktowany jak problem, a nie partner do rozmowy.

Czyli konflikt nie dotyczy osób, lecz stylu sprawowania władzy?

Dokładnie. To nie jest spór personalny. To spór o to, czy gmina ma być zarządzana rozsądnie. Samorząd nie polega na tym, że wójt ogłasza decyzje, a rada je bezrefleksyjnie zatwierdza. Ja upominam się o gospodarność.

Mówi pan o braku realnej debaty w radzie. Skąd pana zdaniem bierze się ta bierność części radnych?

Zależności. W gminie powstał układ, w którym radni są uzależnieni od władzy wykonawczej. Jeśli ktoś z rodziny radnego pracuje w jednostce gminnej, to trudno oczekiwać, że ten radny będzie krytycznie, w dobrym tego słowa znaczeniu, patrzył na politykę samego urzędu. To prosty mechanizm, ale bardzo skuteczny.

Używa pan mocnego słowa – nepotyzm?

Bo nie da się tego inaczej nazwać. Skala zatrudnień osób powiązanych rodzinnie z radnymi i osobami funkcyjnymi jest zbyt duża, by mówić o przypadkach.

Jakie przykłady ma pan na myśli?

Żona radnego Piotra Rybaka została zatrudniona jako kucharka w Zespole Szkolno-Przedszkolnym w Widzowie. Siostra wiceprzewodniczącego Olesińskiego jest sekretarką w szkole w Lgocie Małej. Siostra radnego Michała Porady jest tam nauczycielką, podobnie jak i szwagierka przewodniczącego rady. Żona radnego Kołaczkowskiego jest nauczycielką w szkole w Widzowie. Siostra radnego Dominika Majcherka pracuje w Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej w Kruszynie, siostra radnej Joanny Gołdy w urzędzie gminy. Żona wicewójta jest pracownicą GOPS-u i jednocześnie radną, a pasierb wicewójta – Krzysztof Wróbel – również zasiada w radzie. To tworzy system połączonych zależności.

Jak ten system wpływa na decyzje rady?

Paraliżuje ją. Radni przestają pełnić funkcję kontrolną. Nie mają odwagi, by powiedzieć „nie”, nie ma przestrzeni do merytorycznej krytyki. A bez tego samorząd przestaje działać zdrowo.

Przejdźmy do finansów. Podczas prac nad budżetem mówił pan, że żaden ze zgłoszonych przez pana wniosków nie został uwzględniony.

Tak. I to były wnioski dotyczące absolutnych podstaw. Prosiłem o dobudowę kilku lamp ulicznych w Babach – to niewielkie środki, a realne bezpieczeństwo mieszkańców. Wnioskowałem o kawałek nowej nakładki asfaltowej.

Jednocześnie w budżecie znalazły się środki na inne cele.

Około 300 tys. zł z pieniędzy własnych gminy na utworzenie terenów zielonych w Jackowie i Bogusławicach. Owszem, są pozyskane dotacje na te cele, ale przy brakach w drogach, oświetleniu i bezpieczeństwie uważam to za złą hierarchię wydatków. I to jest sedno problemu. Gmina nie jest bogata. Brakuje pieniędzy na drogi, oświetlenie, bezpieczeństwo. A my wydajemy środki własne na zagospodarowanie przestrzeni zielonych. To są wydatki drugorzędne. Postulowałem, by zamiast terenów zielonych w Jackowie, pieniądze te przeznaczyć na zakup nowszego samochodu dla OSP Jacków. Obecny pojazd pamięta lata osiemdziesiąte, sypie się. To byłby rozsądniejszy wydatek, podnoszący bezpieczeństwo na terenie gminy. Najpierw podstawy, potem estetyka.

Krytykuje pan również pomysł zakupu syreny alarmowej do Bogusławic.

Tak, zapisane 50 tys. zł na wymianę syreny. Obecna, choć stara, jest sprawna. Co więcej, to zadanie powinno być realizowane przez starostwo w ramach zarządzania kryzysowego, a nie przez gminę. To kolejny przykład przerzucania kosztów bez uzasadnienia. Dlaczego gmina ma brać to na siebie? To kolejny przykład braku gospodarności.

Jednym z kluczowych tematów, który wielokrotnie podnosił pan na forum, jest lokalizacja i budowa żłobka w Kruszynie.

Jacków to centralna miejscowość gminy, z gotowym, ocieplonym budynkiem szkoły. Wszyscy rodzice mieliby mniej więcej podobną drogę do pokonania, by przywieźć dzieci do żłobka. Żłobek tam byłby logiczny i tańszy, także w dłuższej perspektywie. Nawet wicewójt przyznał, na jednej z komisji, że Jacków byłby bardziej racjonalnym wyborem. Zamiast tego zdecydowano się na Kruszynę. Argumentem miały być niższe koszty. Tylko że te koszty rosną. Całość budowy nowego obiektu, razem z wyposażeniem, to już około 1,8-1,9 mln zł. Zamiast wykorzystać istniejący, ocieplony budynek, tworzy się nowy, który trzeba będzie utrzymywać. Przystosowanie pomieszczeń w Jackowie pod żłobek byłoby zdecydowanie korzystniejszym rozwiązaniem finansowo, zarówno w fazie budowy czy remontu, jak i dłuższej perspektywie. I te argumenty wielokrotnie podnosiłem.

Porusza pan temat szkoły i fundacji w Jackowie, która ją prowadzi. Czy nie byłoby problemów z przekształceniem i przejściem uczniów ponownie pod skrzydła gminy?

Umowę z fundacją można było wypowiedzieć z trzymiesięcznym terminem. Od nowego, obecnego, roku szkolnego gmina mogłaby znów prowadzić szkołę, zostawić klasy od I do III, starsze dzieci mogłyby być przeniesione do szkoły w Kruszynie, oczywiście z zapewnionym transportem. Można było wtedy spokojnie zrobić żłobek, wyremontować zwolnione pomieszczenia i realnie oszczędzać. A placówka w Jackowie by żyła i jej istnienie nie byłoby zagrożone. Koszt dostosowania pomieszczeń byłby niewiele większy niż pozyskana dotacja na żłobek, czyli około 1,1 mln zł. Zamiast tego dokładamy sobie kolejnych wydatków, bezpośrednio z budżetu gminy około 700-800 tys. zł. 

Kolejny problem, który pan sygnalizuje ma związek z instytucjami kultury. Mowa o GOK-u i bibliotece. O co chodzi?

Z początkiem roku powołano GOK. Miało to być rozwiązanie tymczasowe. Miało dojść do połączenia tych instytucji. Tak mnie i radnych zapewniano. GOK miał przejąć zadania biblioteki. Minął niemal rok i nic się nie zmieniło. Biblioteka dostaje na przyszły rok 275 tys. zł, z czego wynagrodzenia pochłaniają 210 tys. GOK ma otrzymać 55 tys. zł dotacji, przy pół etatu pani dyrektor. Po opłaceniu pensji i mediów na działalność zostają symboliczne kwoty. To jest przepalanie pieniędzy, tworzenie stanowisk, a nie polityka kulturalna. Przy takim budżecie dyrektor GOK-u nic nie może wartościowego zrobić. To powinna być jedna instytucja. Po co w tak niewielkiej gminie tyle dyrektorskich stanowisk?

Mieszkańcy w sygnałach wysyłanych do redakcji zwracają uwagę na liczne problemy drogowe, m.in. ten związany z ulicą Południową w Babach.

Problemów drogowych jest wiele. To jeden z przykładów. Droga należy do gminy Kłomnice, ale mieszkańcy są już nasi. Tu aż prosi się o porozumienie międzygminne. Droga wymaga pilnej interwencji, a nic się nie dzieje. Wielokrotnie ten temat podnosiłem, że trzeba w końcu realnie ustalić plan działania. Jest też sprawa wykupu działki pod drogę w Kruszynie. Tam trzeba zrobić 300-metrowy odcinek. Gmina wykupiła jeden z terenów, bodaj za 30 tys. zł, choć można było dogadać się z właścicielami wszystkich działek na takiej zasadzie, że mieszkańcy oddają bezpłatnie grunt pod drogę, a gmina uzbraja teren, buduje wodociąg czy inne media, robi nakładkę. Mieszkańcy zyskują działki budowlane, a gmina nie ponosi kosztów wykupu drogi. Proponowałem spotkanie, by takie rozwiązanie przeforsować. Teraz każdy kolejny z właścicieli pozostałych terenów będzie chciał zapłaty za teren pod drogę. To brak myślenia strategicznego, bo samorząd i tak będzie musiał wydać pieniądze na infrastrukturę.

Na koniec. Jak pan widzi przyszłość samorządu Kruszyny przy obecnym modelu zarządzania?

Jeśli nie wrócimy do dialogu, kontroli i racjonalnego wydawania pieniędzy, to gmina zacznie dryfować, problemy zaczną się nawarstwiać. Nie stać nas na „pierdoły”, mnożenie etatów urzędniczych, kiedy brakuje na podstawowe potrzeby mieszkańców. Samorząd to nie prywatny folwark – to wspólne pieniądze i wspólna odpowiedzialność.

Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Kruszyna

Wójt Kruszyny broni swoich wyjazdów, ale nie wyjaśnia sensu imprezowych eskapad do innych gmin

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Fotolia

Opublikowany pod koniec października artykuł, dotyczący liczby i kosztów delegacji służbowych wójt Joanny Zasępy stał się jednym z szeroko komentowanych tematów w lokalnej społeczności w ostatnim czasie. Upublicznienie informacji, że od początku kadencji odbyła ona 133 wyjazdy, a ich łączny koszt sięgnął blisko 24 tys. zł, uruchomiło nie tylko dyskusję wśród mieszkańców, ale też skłoniło samą wójt do zajęcia stanowiska.

W skierowanym do redakcji piśmie Joanna Zasępa zakwestionowała wymowę artykułu (można go przeczytać tutaj) i broniła swojego modelu zarządzania, przekonując, że wszystkie delegacje miały charakter służbowy i wynikały z realnych potrzeb gminy. Jak podkreśla, przedstawiony w publikacji obraz sugerujący jej częstą nieobecność w urzędzie jest – jej zdaniem – nieprawdziwy, krzywdzący i wprowadzający opinię publiczną w błąd.

Wójt zapewnia, że żadna z delegacji nie była przypadkowa ani zbędna, a każda z nich pozostawała w związku z wykonywaniem jej obowiązków jako organu wykonawczego gminy. Włodarz Kruszyny dodaje, że jej praca nie ogranicza się do fizycznej obecności w budynku urzędu, lecz polega również na reprezentowaniu samorządu na zewnątrz, prowadzeniu rozmów, pozyskiwaniu informacji i budowaniu relacji na poziomie instytucjonalnym.

Szczegółowo odniosła się do wyjazdów do Częstochowy, które w artykule zostały przedstawione jako jeden z symboli jej częstej nieobecności. Jak wyjaśnia, wizyty te dotyczyły m.in. spraw związanych z wizytami w tamtejszym urzędzie pracy, podpisywaniem umów, kontaktami notarialnymi, spotkaniami w starostwie, odwiedzinami oddziału Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa, kuratorium oświaty oraz udziałem w szkoleniach. Przekonuje przy tym, że były to wyjazdy krótkie, trwające zazwyczaj od dwóch do trzech godzin, po których wracała do dalszego wykonywania obowiązków w urzędzie.

Joanna Zasępa zaakcentowała również swój ponadstandardowy wymiar pracy, wskazując, że funkcję wójta pełni nie tylko w dni robocze, ale także w weekendy i święta, często przez kilkanaście godzin dziennie. Według jej stanowiska delegacje nie paraliżują pracy urzędu, ponieważ bieżące sprawy mieszkańców realizowane są przez merytorycznych pracowników poszczególnych referatów, a model zarządzania gminą nie wymaga stałej, fizycznej obecności wójt przy biurku.

Wójt broni również udziału w wydarzeniach o większym zasięgu, takich jak Forum Ekonomiczne w Karpaczu czy wyjazd studyjny do Lubaczowa, które – jak twierdzi – miały przynieść gminie korzyści w postaci wymiany doświadczeń, zdobywania wiedzy, nawiązywania kontaktów i szukania inspiracji do dalszego rozwoju Kruszyny. Jak podkreśla, nie były to „wojaże turystyczne”, lecz element aktywnego sprawowania funkcji i reprezentowania gminy na arenie zewnętrznej.

Jednocześnie w odpowiedzi wójt brakuje jednoznacznego odniesienia do kwestii, która wzbudziła szczególne zainteresowanie czytelników – obecności na imprezach i wydarzeniach organizowanych w innych gminach, takich jak festiwale, gale, dożynki czy imprezy okolicznościowe. W piśmie nie pojawia się precyzyjne wyjaśnienie, jaki konkretny cel służbowy miały te wizyty, jakie zadania tam realizowała, ani w jaki sposób ich obecność przełożyła się na wymierne korzyści dla mieszkańców Kruszyny. O tym, dlaczego rozliczała je z gminnej kasy też nie wspomniała.

Zasępa nie wykazała również, czy uczestnictwo w tego typu wydarzeniach zaowocowało pozyskaniem środków zewnętrznych, inwestorów, projektów partnerskich czy nowych inicjatyw, które mogłyby zostać jednoznacznie uznane za efekt tych delegacji. Ta luka w argumentacji pozostaje jedną z głównych osi wątpliwości zgłaszanych przez część mieszkańców i lokalnych komentatorów.

– Udział pani wójt w festynach, galach i różnego rodzaju imprezach w innych gminach budzi moje poważne wątpliwości co do ich służbowego charakteru. Trudno uznać, że obecność na takich wydarzeniach przekłada się na realne korzyści dla mieszkańców gminy Kruszyna – mówi radny Paweł Łapeta, który również wystąpił do władz gminy z wnioskiem o udostępnienie wykazu wszystkich delegacji Joanny Zasępy i związanych z tym poniesionych przez samorząd kosztów. – Jeśli nie potrafimy jasno wskazać, jaki konkretny efekt dla gminy przyniósł dany wyjazd, to uczciwie trzeba powiedzieć, że nie powinien być on finansowany z pieniędzy publicznych. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, dlaczego ich podatki pokrywają koszty obecności wójt na imprezach, co bardziej przypomina prywatne wizyty niż realną pracę na rzecz gminy – dodaje Łapeta.

Cała sytuacja unaocznia coraz wyraźniej rosnące napięcie wokół stylu sprawowania władzy w Kruszynie. Z jednej strony pojawia się narracja o aktywnej wójt, pracującej „w terenie” i reprezentującej gminę poza jej granicami, z drugiej – coraz głośniejsze pytania o granice tej aktywności, sens części wyjazdów oraz proporcje między reprezentacją a realną dostępnością dla interesantów.

CZYTAJ DALEJ

NAJPOPULARNIEJSZE