Myszków
Radny Kępski kontra zarząd powiatu: Skopiowaliście naszą pracę! A urzędnicy na to, że to kompromis
Początek ostatniej sesji Rady Powiatu Myszkowskiego upłynął pod znakiem korekty porządku obrad, której powodem – jak usłyszeli radni – było „przeoczenie” i „przyczyny techniczne”. Do porządku obrad nie trafił bowiem w terminie projekt uchwały przygotowany przez grupę radnych, dotyczący planów lokalizacji kopalni rud molibdenu, wolframu i miedzi na terenie powiatu.
Przewodnicząca rady powiatu poinformowała, że punkt nie został ujęty w zawiadomieniu wysłanym na siedem dni przed sesją, mimo że wniosek wpłynął w ustawowym terminie, i zaproponowała jego dopisanie. Już na tym etapie pojawiły się zarzuty o procedowanie „na skróty” oraz o wprowadzanie projektu bez wcześniejszej dyskusji na posiedzeniach komisji.
Radny Rafał Kępski jako pierwszy publicznie zakwestionował tryb wprowadzenia projektu, wskazując, że sytuacja jest nietypowa i może doprowadzić do procedowania dwóch uchwał o niemal identycznej treści.
– Fakt jest taki, że nie jest ona procedowana zgodnie z regulaminem. Jak to się będzie miało także do drugiego projektu zaproponowanego przez zarząd, gdzie projekt ten jest w 90 proc. taki sam. Dziwna trochę sytuacja – skwitował.
Samorządowiec zwrócił też uwagę na brak wcześniejszego omówienia obu dokumentów na komisjach oraz dopytywał o kwestię opinii prawnej. W odpowiedzi głos zabrała prawniczka starostwa, która powołała się na regulamin, wskazując, że brak opinii komisji lub zarządu nie musi wstrzymywać procedowania, jeśli rada nie zdecyduje inaczej.
– Zarząd i komisje są zobowiązani przedstawić radzie opinię najpóźniej w trakcie dyskusji. Brak przedłożenia w terminie opinii nie wstrzymuje pracy nad projektem, chyba że rada zdecyduje inaczej – mówiła.
Mimo tej odpowiedzi napięcie nie opadło. Radny Kępski dopytywał wprost o opinię radcy prawnego do projektu radnych.
– Projekt uchwały rady, przedkładany radzie, wymaga opinii radcy prawnego. My takiej opinii nie mamy – kontynuował, a w odpowiedzi usłyszał, że radca nie wydaje opinii, tylko sprawdza ją pod względem formalno-prawnym.
W praktyce oznaczało to, że formalna weryfikacja została dokonana, ale sposób jej przedstawienia i to kiedy radni otrzymali dokumenty, stał się jednym z pierwszych negatywnych akcentów sesji. W konsekwencji temat dotyczący potencjalnej kopalni wprowadzono do porządku w trybie nadzwyczajnym, a część radnych podnosiła, że materiały dostarczane są dopiero teraz.
– Szkoda, że tego nie robicie zgodnie z procedurą – posumował Kępski, ale mimo podniesionych wątpliwości rada jednogłośnie zgodziła się na wprowadzenie punktu do porządku obrad.

Sesja przyniosła też serię pytań do starosty, dotyczących m.in. nadzoru nad inwestycjami, przebudowy skrzyżowania w Mirowie, sporu z Wodami Polskimi w kontekście opłaty rzędu 400 tys. zł rocznie oraz planów w zakresie ochrony ludności i miejsc schronienia.
– Czy ta inwestycja jest zgodnie z planem, czy mamy jakieś problemy? – ponownie głos zabrał Rafał Kępski, dopytując o przebudowę skrzyżowania. – Jakie rozwiązanie zostało wybrane? Czy kwota 400 tys. zł musi być zabezpieczona? O co konkretnie będziemy aplikować? – dociekał.
Głos zabrała także radna Katarzyna Miklas, która – obok pytania o obsadę kierownika wydziału inwestycji – mocno weszła w temat organizacji opieki ginekologicznej w SP ZOZ, powołując się na apel, jaki otrzymała. W jej wypowiedzi dominowały zarzuty o brak komunikacji, chaos i dezorganizację, a także krytyka decyzji dotyczących dyżurów.
– Likwidacja sali porodowej sprawiła, że kobiety w ciąży zostały pozbawione podstawowego poczucia bezpieczeństwa. Ograniczenia polegające na pełnieniu dyżurów przez lekarza ginekologa wyłącznie pod telefonem w weekend są nie do zaakceptowania. Dlaczego o tak ważnych decyzjach nie są informowani mieszkańcy? – podnosiła.
Starosta odpowiadał szczegółowo m.in. o harmonogramach inwestycji i konsultacjach z Zarządem Dróg Wojewódzkich w sprawie Mirowa, a przy wątku Wód Polskich wskazywał na zaskarżanie decyzji i przygotowanie nowego operatu wodnoprawnego.
– Wszystko idzie zgodnie z planem. Termin wykonania do połowy czerwca. Będziemy wyczerpywać wszystkie środki zaskarżenia. Jesteśmy w trakcie konstruowania nowego operatu wodnoprawnego – tłumaczył urzędnik.
W kontekście poruszonego tematu schronów przyznał wprost, że powiat nie ma w ogóle miejsc schronienia i dopiero zamierza ubiegać się o remont wskazanych pomieszczeń. Z kolei wątek dyżurów ginekologicznych podsumował lakonicznie.
– Ginekolodzy od poniedziałku do piątku są stacjonarnie, a w sobotę i niedzielę – pod telefonem – odparł.
Największe spięcie w trakcie sesji dotyczyło jednak stanowiska rady wobec planów lokalizacji kopalni. Najpierw procedowano projekt wniesiony przez grupę radnych. Projekt kładł nacisk na ochronę środowiska, zasobów wodnych i wymóg transparentności, konsultacji oraz dostępu do ekspertyz.
W dyskusji pojawiło się pytanie o skutki prawne sytuacji, w której rada mogłaby przyjąć dwie uchwały o podobnym brzmieniu.
– Czy gdybyśmy przyjęli tę i uchwałę kolejną, przedstawioną przez zarząd, to która będzie prawnie obowiązywała? – pytał radny Mariusz Morawiec, słysząc z ust prawniczki starostwa, że o tym rozstrzygnie nadzór.
Ostatecznie pierwsza uchwała nie przeszła. Dziewięcioro radnych głosowało „za”, dziesięcioro „przeciw”.
Następnie rada przeszła do projektu przygotowanego przez zarząd powiatu. Dokument w dużej części powtarzał wcześniejsze założenia, ale zawierał dodatkowy zapis dotyczący opracowania nowej dokumentacji głównego zbiornika wód podziemnych oraz apel o wyznaczenie obszarów ochronnych.
To właśnie na tym tle radny Rafał Kępski postawił najcięższy zarzut tej sesji. Dowodził, że projekt radnych nie został wprowadzony zgodnie z procedurą, a następnie jego treść została przejęta i przedstawiona jako propozycja zarządu.
– Nie wprowadziliście naszego projektu uchwały zgodnie z procedurą, zasłaniając się przeoczeniem, ale za to skopiowaliście nasze zapisy, nasz autorski projekt, naszą pracę. Dodaliście swój jeden zapis i przedstawiliście to jako swój pomysł – grzmiał.
W swojej wypowiedzi Kępski krytykował również sens dopisanego paragrafu, nazywając go „martwym zapisem” i wskazując, że wyznaczanie obszarów ochronnych wynika z danych naukowych i kompetencji organów centralnych.
Na sali padło też odmienne stanowisko uznające dodatkowy paragraf za ważny i konkretny.
– To jest bardzo ważnym zapis. Daje nam konkretną wskazówkę, jak należy to wykonać. Próbowano rozmawiać o wprowadzeniu go jako poprawki do projektu radnych, ale nie było na to zgody. Chcemy, aby ten zapis wybrzmiał. Ta uchwała będzie takim daleko idącym kompromisem – przekonywano.
Kępski ripostował, że gdyby projekt trafił na komisje w normalnym trybie, poprawki mogły zostać omówione bez konfliktu, a problemem jest sposób działania i pomijanie procedury.
Finalnie druga uchwała została przyjęta jednomyślnie.
Myszków
Wyszedł z piwnicy, chwilę później leciały pięści i kopniaki. Sąsiedzki konflikt przerodził się w brutalny atak
To nie była zwykła awantura między sąsiadami. W jednym z bloków w Myszkowie 69-letni mężczyzna został zaatakowany, gdy wychodził z piwnicy. Napastnik miał bić go pięściami, kopać, a później grozić także jego żonie. Gdy policjanci zatrzymali 47-letniego mieszkańca miasta, badanie wykazało u niego blisko 3 promile alkoholu.
Do zdarzenia doszło w miniony poniedziałek, niemal w samo południe. Wszystko rozegrało się w miejscu, które dla mieszkańców powinno być przestrzenią zwyczajnej codzienności – w bloku, między piwnicą a mieszkaniami sąsiadów.
Według ustaleń policjantów 69-latek wychodził z piwnicy, kiedy został nagle zaatakowany przez 47-letniego sąsiada. Mężczyzna miał uderzać go pięściami i zadawać kopnięcia. Starszy mieszkaniec doznał poważnych obrażeń.
Na tym agresja się nie skończyła. 47-latek miał również kierować groźby wobec pokrzywdzonego i jego żony. Po wszystkim odszedł z miejsca zdarzenia.
Policjanci szybko ustalili, gdzie przebywa i zatrzymali go. Wtedy ujawniła się kolejna skala problemu. Badanie trzeźwości wykazało blisko 3 promile alkoholu w jego organizmie. Trafił do policyjnego aresztu.
– Zebrany materiał pozwolił śledczym przedstawić mu zarzuty dotyczące spowodowania uszkodzenia ciała oraz kierowania gróźb karalnych. Prokurator zastosował wobec 47-latka policyjny dozór oraz zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonymi – informuje biuro prasowe myszkowskiej komendy.
Myszków
Stanęli na podium i zgarnęli zwycięstwo w swojej klasie. Myszkowianie zachwycili na Rajdzie Śląska
Tomasz i Dominik Jasińscy, reprezentujący Jasiński Rally Team, zajęli trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej Rajdowych Mistrzostw Południa oraz zwyciężyli w klasie A podczas Rajdu Śląska. Zawody rozegrano w ramach 82. Rajdu Polski, który po ponad 20 latach powrócił na asfaltowe odcinki specjalne.
Tegoroczna edycja Rajdu Polski była wyjątkowa zarówno ze względu na rangę zawodów, jak i trasę przygotowaną dla uczestników. Bazę imprezy zlokalizowano na Superauto.pl Stadionie Śląskim, a załogi rywalizowały na odcinkach specjalnych przebiegających m.in. przez Katowice, Jastrzębie-Zdrój, Jasienicę, Kiczyce, Hażlach oraz Bielsko-Białą.
Do harmonogramu rajdu po 27 latach powrócił również legendarny odcinek specjalny Przegibek. Łącznie zawodnicy mieli do pokonania blisko 62 kilometry wymagających, technicznych tras.
Bardzo dobry występ zanotowali mieszkańcy Myszkowa – Tomasz i Dominik Jasińscy. Załoga Jasiński Rally Team zakończyła zmagania na trzecim miejscu w klasyfikacji generalnej Rajdowych Mistrzostw Południa. Myszkowianie okazali się również najlepsi w klasie A.
– Sukces jest efektem systematycznych przygotowań, konsekwentnej pracy zawodników oraz zaangażowania całego zespołu. To był wyjątkowy weekend i na długo pozostanie w naszej pamięci – podkreślają rajdowcy.
Zawodnicy podziękowali również kibicom, partnerom, rodzinie oraz członkom zespołu, którzy wspierali ich podczas przygotowań i rywalizacji. Przed Tomaszem i Dominikiem Jasińskimi kolejne sportowe wyzwanie. Najbliższym startem załogi będzie Rajd Wisły.
Myszków
CBA weszło do myszkowskiego starostwa. Śledztwo dotyczy przetargów i odbioru autobusów
Centralne Biuro Antykorupcyjne prowadzi śledztwo dotyczące nieprawidłowości przy organizowaniu zamówień publicznych na dostawy autobusów elektrycznych. Jeden z najważniejszych wątków postępowania dotyczy Starostwa Powiatowego w Myszkowie, gdzie funkcjonariusze zabezpieczyli materiał dowodowy. Śledczy badają między innymi sposób odbioru pojazdów, które miały nie odpowiadać deklarowanej jakości i stanowi technicznemu.
W miniony wtorek funkcjonariusze Delegatury CBA w Białymstoku zatrzymali trzy osoby na terenie województw śląskiego i łódzkiego. Działania przeprowadzono przy wsparciu delegatur biura w Katowicach i Łodzi. W ramach czynności zabezpieczono dokumentację w siedzibie Starostwa Powiatowego w Myszkowie oraz w jednym z klubów sportowych w Łowiczu.
Według ustaleń śledczych jedna z zatrzymanych osób miała być zaangażowana w wywieranie wpływu na sposób realizacji umowy dotyczącej dostawy autobusów elektrycznych dla jednostki samorządu terytorialnego. Dwie pozostałe osoby są podejrzewane o udzielenie korzyści osobistej prezesowi spółki produkującej autobusy w zamian za zawarcie umowy sponsorskiej z klubem sportowym.
Szczególnie istotny dla mieszkańców powiatu myszkowskiego jest wątek dotyczący odbioru dostarczonych pojazdów. Zgromadzony materiał dowodowy ma wskazywać na możliwość przekroczenia uprawnień oraz niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariusza publicznego zatrudnionego w Starostwie Powiatowym w Myszkowie.
Osoba ta miała odpowiadać za odbiór autobusów elektrycznych. Jak wynika z ustaleń CBA, pojazdy mogły nie odpowiadać deklarowanej jakości wykonania, rzeczywistemu stanowi technicznemu oraz wymaganej sprawności. Śledczy sprawdzają, czy mimo występujących nieprawidłowości autobusy zostały odebrane, a tym samym czy doszło do niekorzystnego rozporządzenia mieniem publicznym.
Postępowanie obejmuje okres od 2022 do 2024 roku. Funkcjonariusze ustalili, że pomiędzy producentem autobusów a przedstawicielami określonych jednostek samorządu terytorialnego miało dochodzić do zawierania porozumień. Ich celem miało być wywieranie bezprawnego wpływu na przygotowywane lub prowadzone postępowania przetargowe oraz preferowanie konkretnych ofert.
Badany jest również wątek dotyczący przyjęcia korzyści osobistej przez osobę zajmującą kierownicze stanowisko w spółce produkującej autobusy elektryczne. Korzyść miała polegać na uzyskaniu kontraktu od prezesa klubu sportowego w zamian za podpisanie przez spółkę umowy sponsorskiej.
– Zatrzymani zostali doprowadzeni do Prokuratury Okręgowej w Poznaniu, która nadzoruje śledztwo. Usłyszeli zarzuty dotyczące między innymi niegospodarności połączonej z udzieleniem korzyści osobistej oraz niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariusza publicznego – poinformował zespół prasowy CBA.

Prokurator zastosował wobec podejrzanych wolnościowe środki zapobiegawcze. Są to poręczenia majątkowe, dozór policji, zakaz kontaktowania się ze wskazanymi osobami, zawieszenie w pełnieniu obowiązków służbowych oraz nakaz powstrzymywania się od określonej działalności.
To kolejna akcja CBA w tej sprawie. Pod koniec czerwca zatrzymano cztery osoby, które przyznały się do zarzucanych im czynów. Śledztwo ma charakter rozwojowy, a prowadzący je funkcjonariusze i prokuratorzy zapowiadają dalsze czynności procesowe.
Myszków
PoHulanka wraca do Myszkowa. Już w czwartek kolejny taneczny wieczór pod gołym niebem
Po udanej inauguracji cyklu mieszkańcy Myszkowa ponownie będą mieli okazję spotkać się na wspólnej zabawie pod gołym niebem. Już jutro na terenie kompleksu Dotyk Jury przy ulicy Dobrej odbędzie się kolejna „PoHulanka na PoHulance”. To wydarzenie łączące muzykę na żywo, taniec i integrację mieszkańców w każdym wieku.
Spotkanie rozpocznie się o godz. 17.00 i potrwa do godz. 21.00. Organizatorzy zapowiadają muzykę taneczną wykonywaną na żywo. O oprawę muzyczną zadba DJ, który poprowadzi zabawę i zadba o odpowiednią atmosferę przez całe popołudnie.
Udział w wydarzeniu jest całkowicie bezpłatny. Na uczestników czekać będzie również bezpłatny słodki bufet, a także zimne i gorące napoje. Organizatorzy zachęcają, aby na wydarzenie przyjść z rodziną, znajomymi i dobrym humorem.
Cykl „PoHulanka na PoHulance” skierowany jest do wszystkich pokoleń i ma sprzyjać integracji lokalnej społeczności poprzez wspólną zabawę na świeżym powietrzu. Kolejne taneczne spotkania zaplanowano na 13 i 27 sierpnia, natomiast wielki finał odbędzie się 17 września podczas wspólnego ogniska.
Organizatorami wydarzenia są Polski Związek Emerytów, Rencistów i Inwalidów w Myszkowie, Stowarzyszenie Emerytów i Rencistów Policyjnych w Myszkowie oraz Związek Emerytów i Rencistów Pożarnictwa Rzeczypospolitej Polskiej. Współorganizację zapewniają Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji w Myszkowie oraz tutejszy magistrat.

Organizatorzy przypominają, że wydarzenie odbędzie się wyłącznie przy sprzyjających warunkach atmosferycznych. W przypadku niekorzystnej pogody impreza może zostać odwołana.
Myszków
Fałszywi policjanci straszą aresztowaniem. Myszkowska komenda ostrzega przed groźnym oszustwem
Jak poinformowało biuro prasowe myszkowskiej komendy, do skrzynek pocztowych trafiają wiadomości, których nadawcy podszywają się pod funkcjonariuszy policji i grożą odbiorcom konsekwencjami prawnymi za rzekome przestępstwa popełnione w internecie. – To próba oszustwa mająca wywołać strach i skłonić adresata do przekazania danych osobowych lub pieniędzy – ostrzegają mundurowi.
W fałszywych wiadomościach oszuści informują, że odbiorca miał zostać wykryty podczas popełniania poważnych przestępstw, między innymi związanych z pornografią dziecięcą. Powołują się przy tym na przepisy kodeksu karnego i kodeksu postępowania karnego, a także informują o rzekomym nakazie stawienia się na policji lub w sądzie.
– Wiadomości zwykle zawierają żądanie pilnego kontaktu, niekiedy w ciągu kilkunastu lub kilkudziesięciu godzin. Do e-maila mogą być dołączone dokumenty opatrzone logotypami policji, Europolu lub innych instytucji publicznych. Mają one wzbudzić zaufanie i nadać korespondencji pozory autentyczności – informują funkcjonariusze z biura prasowego Komendy Powiatowej Policji w Myszkowie.

Adres do odpowiedzi najczęściej prowadzi jednak do prywatnej skrzynki utworzonej w popularnym serwisie pocztowym, niezwiązanym z żadną instytucją państwową. Załączniki lub linki mogą dodatkowo zawierać złośliwe oprogramowanie, wirusy albo programy służące do przejmowania danych.
– Mechanizm oszustwa opiera się na zastraszeniu odbiorcy. Przestępcy próbują wywołać panikę, grożąc aresztowaniem, postępowaniem karnym lub wpisaniem do rejestru przestępców. Następnie żądają podania danych osobowych, przesłania skanów dokumentów, przekazania informacji o rachunku bankowym albo dokonania przelewu – tłumaczą działania przestępców policjanci.

Uczulają, iż podejrzanej wiadomości nie należy otwierać ani na nią odpowiadać. Nie wolno również klikać w przesłane linki, pobierać załączników ani przekazywać danych osobowych i finansowych. W razie wątpliwości należy skontaktować się bezpośrednio z najbliższą jednostką policji, korzystając z oficjalnego numeru telefonu, a wiadomość oznaczyć jako spam lub próbę phishingu.
Myszków
Witacz powiatu myszkowskiego straszy przy drodze. Mieszkańcy nie zostawiają suchej nitki
Miał być wizytówką regionu, a stał się symbolem zaniedbania. Tablica witająca kierowców w powiecie myszkowskim jest wyblakła, zniszczona i wygląda tak, jakby od lat nikt się nią nie interesował. Zdjęcie zestawiające jej wygląd z 2012 i 2026 roku wywołało falę ostrej krytyki mieszkańców.
Różnica jest uderzająca. Czternaście lat temu witacz był czytelny, kolorowy i spełniał swoją reprezentacyjną funkcję. Widoczny był herb, napis „Powiat Myszkowski” oraz plansza promująca lokalne atrakcje. Dziś po dawnej estetyce pozostało niewiele. Kolory niemal zniknęły, elementy konstrukcji są zabrudzone, a całość przypomina porzucony relikt minionej epoki.
Fotografia szybko zaczęła krążyć w mediach społecznościowych. Internauci nie ograniczyli się do komentarzy o samej tablicy. Dla wielu z nich jej stan stał się pretekstem do znacznie szerszej oceny władz i kondycji całego regionu.
– Jeśli taka wizytówka wyblakła, to może czas na zmiany wyblakłej władzy miasta i powiatu – napisał jeden z komentujących.
– Idealne odwzorowanie tego, co się dzieje z Myszkowem – niszczeje – dodał inny komentujący bez ogródek.
Padły również porównania do sąsiednich gmin, gdzie po interwencjach mieszkańców podobne elementy przynajmniej umyto lub odnowiono. W tym przypadku trudno jednak mówić o kosmetyce. Tablica wymaga gruntownego remontu albo całkowitej wymiany.
Sprawa może wydawać się błaha, ale właśnie takie detale budują obraz miejsca. Dla osób wjeżdżających na teren powiatu witacz jest jednym z pierwszych komunikatów o gospodarzu regionu. Jeżeli jest wypłowiały, brudny i zaniedbany, wysyła jasny sygnał – pierwsze wrażenie nie ma tu większego znaczenia.
– Jak mówi przysłowie: po obejściu poznać gospodarza – podkreśliła z żalem kolejna internautka.
Samorządy chętnie mówią o promocji, budowaniu marki i przyciąganiu turystów. Trudno jednak przekonywać do atrakcyjności powiatu, kiedy jego drogowa wizytówka wygląda jak zapomniany element złomowiska. A witacz oznaczony herbem i nazwą powiatu reprezentuje przecież cały samorząd.
Mieszkańcy już wydali swoją ocenę. Teraz ruch należy do urzędników. Mogą kolejny raz przemilczeć sprawę albo wreszcie zrobić coś z obiektem, który zamiast witać i promować, to zwyczajnie kompromituje.
Myszków
W Myszkowie rusza cykl tanecznych wieczorów pod gwiazdami. Pierwsza taka zabawa już dziś
Mieszkańcy Myszkowa będą mogli spędzić letnie wieczory przy muzyce na żywo i wspólnej zabawie na świeżym powietrzu. Dzisiaj na terenie kompleksu Dotyk Jury przy ulicy Dobrej rozpocznie się cykl wydarzeń pod nazwą „PoHulanka na PoHulance”.
Pierwsze spotkanie odbędzie się w godz. od 17.00 do 21.00. Organizatorzy zapowiadają muzykę taneczną wykonywaną na żywo przez zespół, swobodną atmosferę oraz integrację mieszkańców w różnym wieku.
Udział w wydarzeniu jest bezpłatny. Na uczestników czekać będzie również bezpłatny słodki bufet oraz zimne i gorące napoje. Organizatorzy zachęcają, aby na spotkanie przyjść z rodziną, znajomymi i dobrym humorem.
Taneczne wieczory mają odbywać się co dwa tygodnie. Kolejne terminy zaplanowano na 30 lipca, 13 sierpnia i kolejne 27 sierpnia. Cykl zakończy się 17 września wspólnym spotkaniem przy ognisku.

– Wydarzenie jest adresowane do wszystkich pokoleń. Jego celem jest stworzenie przestrzeni do wspólnego spędzania czasu, aktywności i integracji lokalnej społeczności – zachęcają organizatorzy, czyli Polski Związek Emerytów i Rencistów w Myszkowie, Stowarzyszenie Emerytów i Rencistów Policyjnych w Myszkowie oraz Emeryci i Renciści Pożarnictwa w Myszkowie.
Współorganizację zapewniają Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji w Myszkowie oraz tutejszy magistrat.
– Spotkania będą uzależnione od warunków pogodowych. W przypadku niesprzyjającej aury wydarzenia mogą zostać odwołane – zastrzegają inicjatorzy tego cyklu imprez.
Myszków
Dziki coraz częściej pojawiają się w Myszkowie. Funkcjonariusze straży miejskiej apelują o ostrożność
Straż Miejska w Myszkowie ponownie zwróciła się do mieszkańców z apelem o zachowanie szczególnej ostrożności w związku z licznymi zgłoszeniami dotyczącymi obecności dzików na terenie miasta. Służby przypominają, by nie zbliżać się do zwierząt, nie dokarmiać ich oraz właściwie zabezpieczać miejsca gromadzenia odpadów.
Obecność dzików w pobliżu zabudowań może budzić niepokój, szczególnie wśród rodziców małych dzieci oraz właścicieli psów i kotów. Strażnicy zalecają unikanie miejsc, w których zauważono zwierzęta, a w przypadku spotkania z dzikiem zachowanie spokoju i bezpiecznego dystansu.
Jednym z najważniejszych zaleceń jest niedokarmianie dzikich zwierząt. Pozostawiane resztki jedzenia mogą przyciągać je w pobliże domów, placów zabaw, chodników i terenów rekreacyjnych. Podobny skutek może mieć niewłaściwe zabezpieczenie wiat śmietnikowych oraz pojemników na odpady.
Funkcjonariusze apelują, aby mieszkańcy nie pozostawiali żywności w miejscach do tego nieprzeznaczonych i dbali o zamykanie pojemników na śmieci. Ograniczenie łatwego dostępu do pożywienia może zmniejszyć częstotliwość pojawiania się dzików na terenach zamieszkałych.

Strażnicy podkreślają jednocześnie, że dziki zazwyczaj unikają kontaktu z człowiekiem i rzadko zachowują się agresywnie. Niebezpieczna reakcja może jednak wystąpić, gdy zwierzę poczuje się zagrożone, osaczone lub będzie bronić młodych.
– W przypadku zauważenia dzika nie należy wykonywać gwałtownych ruchów, podchodzić do niego ani próbować go przepędzać. Szczególną ostrożność powinni zachować właściciele psów, które należy trzymać na smyczy i nie dopuszczać do kontaktu z dzikimi zwierzętami – ostrzegają mundurowi.
Myszków
26-latek prowadził pod wpływem narkotyków. W aucie czekała kolejna niespodzianka
Myszkowscy policjanci zatrzymali 26-letniego kierowcę audi, który miał prowadzić samochód pod wpływem amfetaminy. Podczas kontroli funkcjonariusze znaleźli przy nim narkotyki odpowiadające około 80 porcjom dilerskim. Okazało się również, że mężczyzna posiada aktywny zakaz prowadzenia pojazdów.
Do zatrzymania doszło podczas kontroli drogowej przeprowadzonej przez funkcjonariuszy wydziału kryminalnego. Zachowanie kierowcy wzbudziło podejrzenia policjantów, ponieważ jego stan psychofizyczny wskazywał, że może znajdować się pod wpływem alkoholu lub innej substancji.
Badanie alkomatem nie wykazało obecności alkoholu w organizmie 26-latka. Kolejny test, wykonany przy użyciu narkotestera, dał jednak wynik pozytywny na obecność amfetaminy. Mężczyźnie pobrano również krew do dalszych badań laboratoryjnych.
Podczas przeszukania policjanci znaleźli przy kierowcy woreczek strunowy z białym proszkiem. Wstępne badanie wykazało, że była to amfetamina w ilości odpowiadającej około 80 porcjom dilerskim. Substancję zabezpieczono, a mężczyzna został zatrzymany.

Po sprawdzeniu jego danych w policyjnych systemach funkcjonariusze ustalili ponadto, że 26-latek ma aktywny zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych. Oznacza to, że odpowie nie tylko za posiadanie narkotyków i kierowanie pod ich wpływem, ale również za złamanie sądowego zakazu.
O dalszym losie mężczyzny zdecyduje sąd. Policja po raz kolejny apeluje, aby nie wsiadać za kierownicę po spożyciu alkoholu lub zażyciu narkotyków. Osoby, które są świadkami takiej sytuacji, powinny niezwłocznie powiadomić służby.
Myszków
Myszków planuje własną aplikację. Urzędnicy czekają na konkretne podpowiedzi
Urząd Miasta Myszkowa analizuje możliwość stworzenia oficjalnej aplikacji mobilnej przeznaczonej dla mieszkańców. Zanim zapadnie decyzja o realizacji projektu, samorząd chce poznać poziom zainteresowania takim rozwiązaniem oraz oczekiwania dotyczące jego funkcji.
Aplikacja miałaby być wygodnym źródłem informacji o wydarzeniach, sprawach miejskich i najważniejszych komunikatach dotyczących gminy. Urzędnicy podkreślają jednak, że ewentualne narzędzie powinno odpowiadać na rzeczywiste potrzeby użytkowników, a nie ograniczać się jedynie do przekazywania podstawowych wiadomości.

W tym celu przygotowano anonimową ankietę skierowaną do mieszkańców Myszkowa. Jej wypełnienie ma zająć kilka minut, a zebrane odpowiedzi posłużą do oceny zainteresowania projektem oraz określenia funkcjonalności, które mogłyby znaleźć się w aplikacji.
Samorząd zachęca do udziału wszystkich mieszkańców, niezależnie od wieku i częstotliwości korzystania z urządzeń mobilnych. Każda opinia ma pomóc w podjęciu decyzji, czy uruchomienie aplikacji będzie zasadne i w jakiej formie powinna ona działać.

Ankieta została udostępniona na stronie internetowej miasta. Jej wyniki będą ważnym elementem dalszych prac nad projektem i pokażą, czy mieszkańcy Myszkowa są zainteresowani nowym kanałem komunikacji z samorządem. Zainteresowani podzieleniem się swoją opinią znajdą ją tutaj.
Myszków
Utrudnienia na trzech myszkowskich ulicach. Rusza modernizacja sieci gazowej
Od 14 lipca kierowcy i mieszkańcy muszą liczyć się z czasowymi zmianami w organizacji ruchu na ulicach Kwiatkowskiego, Spółdzielczej i Stalowej. Utrudnienia mają związek z pracami ziemnymi prowadzonymi w ramach modernizacji sieci gazowej.
Zmiany będą obowiązywać od 14 lipca do 7 sierpnia. W tym czasie na wskazanych ulicach mogą pojawić się zwężenia jezdni, czasowe ograniczenia przejazdu oraz inne utrudnienia wynikające z prowadzonych robót.

Prace mają poprawić stan infrastruktury gazowej i zwiększyć bezpieczeństwo jej użytkowania. Wykonawca będzie prowadził roboty etapami, dlatego zakres utrudnień może zmieniać się w zależności od postępu prac.

Kierowcy proszeni są o zachowanie szczególnej ostrożności, stosowanie się do tymczasowego oznakowania oraz, w miarę możliwości, wybieranie alternatywnych tras.
Zakończenie prac zaplanowano na 7 sierpnia. Termin może jednak zależeć od warunków technicznych i przebiegu robót.
Myszków
Dni Myszkowa z gwiazdami, ale i zgrzytem. Mieszkańcy znów narzekają na fatalne nagłośnienie
Tegoroczne Dni Myszkowa ponownie zgromadziły mieszkańców na terenie kompleksu sportowo-rekreacyjnego „Dotyk Jury”. Dwudniowe święto miasta przyniosło bogaty program artystyczny, występy dla dzieci, koncerty znanych wykonawców oraz akcent charytatywny. Nie zabrakło jednak także krytycznych głosów. Część uczestników zwracała uwagę na problemy z nagłośnieniem, które miały utrudniać odbiór występów.
Obchody rozpoczęły się w sobotę od symbolicznego przekazania kluczy do miasta. Następnie publiczność obejrzała widowisko „Królestwo Radości”, przygotowane przez Stowarzyszenie Moc Pokoleń oraz formację „Pokusa”. Był to jeden z elementów otwierających tegoroczne miejskie święto i wprowadzających uczestników w rodzinny, integracyjny charakter wydarzenia.

W dalszej części sobotniego programu na scenie pojawili się kolejni wykonawcy. Przed publicznością wystąpili CamaSutra, The Gar oraz Julka i Spółka. Główną gwiazdą pierwszego dnia była Teresa Werner, której koncert przyciągnął wielu sympatyków. Sobotni wieczór zakończyła zabawa taneczna prowadzona przez DJ-a.
Niedziela została otwarta programem dla najmłodszych. Była to propozycja skierowana przede wszystkim do rodzin z dziećmi, które już od początku dnia mogły korzystać z przygotowanych atrakcji. Później scenę przejęli kolejni artyści. Wystąpili Filip Robak Band, MówMent, Sklej Mi Żółwia oraz Fluid.
Finałem Dni Myszkowa był koncert zespołu Feel. Występ zgromadził przed sceną liczną publiczność, a jednym z najbardziej efektownych momentów wieczoru był „dywan świateł” utworzony przez fanów, którzy unieśli w górę rozświetlone telefony. Ten obraz stał się symbolicznym zwieńczeniem tegorocznego święta miasta.

Szczególne miejsce w programie zajęli również myszkowscy aktorzy-amatorzy, którzy od 14 lat występują na rzecz podopiecznych Fundacji PoMocna. Podczas krótkiej inscenizacji podziękowali osobom wspierającym dzieci z niepełnosprawnościami oraz zachęcili mieszkańców do udziału w kolejnych edycjach charytatywnych przedstawień. Ten punkt programu przypomniał, że Dni Myszkowa są nie tylko wydarzeniem rozrywkowym, ale także okazją do promowania lokalnej aktywności społecznej.
Po imprezie pojawiły się jednak również krytyczne komentarze. Najmocniej wybrzmiały uwagi dotyczące jakości nagłośnienia. Jeden z mieszkańców, Jerzy Sadowski, napisał na facebookowym profilu miasta, że problem powtarza się kolejny rok.
– Jak co roku fatalne nagłośnienie – na full i z pogłosem. Tego nie dało się słuchać. Zwróciła na to uwagę Teresa Werner, ale jej uwagi w czasie koncertu zignorowano. Zero profesjonalizmu – ocenił mieszkaniec.
Myszków
Ostra wymiana między radnymi na sesji: Nie podaje mi ręki, nie odpowiada „dzień dobry”
Końcówka ostatniej sesji rady miasta zamieniła się w ostrą dyskusję o miejskich opłatach, stowarzyszeniach sportowych i stylu prowadzenia lokalnej polityki. Spór o przekazanie burmistrzowi kompetencji do ustalania cenników szybko wyszedł poza kwestie formalne. Na sali padły zarzuty o bezprawność działań, manipulowanie przekazem, populizm, a nawet osobiste pretensje dotyczące wzajemnego traktowania się radnych.
Radny Tadeusz Bartnik w ostrym wystąpieniu zakwestionował dotychczasowy sposób pobierania opłat i przekonywał, że rada nie powinna oddawać burmistrzowi tak szerokiego uprawnienia, przynajmniej w zakresie dotyczącym MOSiR-u i organizacji sportowych. Radny mówił o poważnych konsekwencjach dla miasta oraz o obciążeniach, które jego zdaniem uderzają w stowarzyszenia.

– Zadawałem wiele pytań dotyczących tego, na jakiej zasadzie były do tej pory pobierane środki od wszystkich podmiotów, skoro nie było delegacji, która w tej chwili ma być przegłosowana. W sposób bezprawny pobrano od nas blisko 100 tys. zł od naszego stowarzyszenia – stwierdził Tadeusz Bartnik.
Radny podnosił, że sprawa nie została przepracowana przez komisję sportu, choć to właśnie środowisko sportowe jest jednym z głównych użytkowników miejskiej infrastruktury. Apelował, aby to rada zachowała wpływ na wysokość stawek wobec stowarzyszeń.
– Dlatego proszę, żebyście państwo przede wszystkim głosowali przeciwko, żebyśmy zostawili tę kompetencję w swoich ramach po to, żebyśmy to my decydowali o tym, jak należy szanować podmioty w tym mieście – mówił Bartnik.
Burmistrz Włodzimierz Żak odpierał zarzuty, wskazując, że projekt uchwały ma przede wszystkim uporządkować zasady ustalania opłat i zapewnić sprawność organizacyjną.
– Jeżeli nawet wielokrotnie użyjemy słowa „bezprawne”, nie musi oznaczać to, że to jest zgodne z prawdą. Po drugie, proponujemy państwu taką uchwałę, która uporządkuje sposób ustalania opłat – odpowiadał.

Włodarz sugerował również, że sprzeciw radnego koncentruje się głównie na obszarze, który dotyczy stowarzyszenia reprezentowanego przez Bartnika. Ten zareagował ostro, zarzucając burmistrzowi manipulowanie przekazem i przekonywał, że występuje w imieniu szerszego środowiska sportowego.
– Błędnie pan to odczytuje, zgodnie z pana zasadą manipulowania przekazem, który pan ma, ponieważ ja reprezentuję nie tylko swoje stowarzyszenie, ale przede wszystkim wszystkie stowarzyszenia, o które biję się przez lata – odpowiedział radny.
Do dyskusji włączył się Tomasz Szlenk. Przyznał, że temat kosztów ponoszonych przez kluby sportowe wymaga rozmowy, ale jednocześnie przestrzegał przed przenoszeniem szczegółowego ustalania cenników na forum rady. Jego zdaniem mogłoby to prowadzić do politycznej licytacji stawek. Radny wskazał przy tym, że możliwym rozwiązaniem mogłoby być zwiększenie bonifikat dla stowarzyszeń sportowych. Burmistrz nie złożył w tej sprawie jednoznacznej deklaracji, ale dopuścił możliwość analizy tego rozwiązania.
– Nie wykluczam, że ta bonifikata będzie większa. Jednak proszę nie trzymać tego jako wiążące. Tylko wysyłam pozytywny sygnał, że jeżeli będzie ku temu jakiś margines, to go wykorzystamy – mówił Żak.
Spór o opłaty szybko przerodził się w szerszą awanturę o styl prowadzenia debaty i wzajemne traktowanie radnych. Beata Pochodnia zarzuciła Tadeuszowi Bartnikowi, że jego wypowiedzi wychodzą poza merytoryczną krytykę i uderzają personalnie w innych członków rady.
– Nikt z nas nie ma prawa wobec innych osób używać argumentów, że inni radni to nie szanują kogoś lub jakiejś grupy. Po prostu takiej rzeczy się nie robi i trzeba brać odpowiedzialność za słowa, które się wypowiada – podkreślała Pochodnia.
Radna nazwała część wypowiedzi Bartnika populizmem i „teoriami spiskowymi”. W odpowiedzi samorządowiec zarzucił jej wprowadzanie polityki do rady miasta oraz przypomniał kilka innych spraw, które jego zdaniem pokazują szerszy problem w funkcjonowaniu miasta. Wymieniał między innymi Galerię Kupiecką Oczko, MTBS, kwestie osób z niepełnosprawnościami i miejskie cenniki.
W kolejnym wystąpieniu burmistrz odniósł się do sprawy MTBS i galerii. Zaapelował do Bartnika o ostrożność w publicznym formułowaniu ocen, wskazując, że jego wypowiedzi mogą być sprzeczne z interesem miejskiej spółki.
Najbardziej personalny fragment dyskusji dotyczył relacji między Bartnikiem a Pochodnią. Radna stwierdziła, że sposób, w jaki radny odnosi się do niej od początku kadencji, jest dla niej przykładem szerszego problemu w kulturze debaty na sali sesyjnej. Nie ograniczyła się przy tym wyłącznie do sporu o wypowiedzi podczas posiedzeń. Wprost wskazała, że Bartnik jej nie wita i nie podaje ręki.
– Szanowni państwo, mieliście pełny obraz tego, jak pan radny Tadeusz Bartnik traktuje innych radnych, w tym traktuje mnie w zasadzie od pierwszego posiedzenia tej kadencji rady miasta, kiedy to nie podaje mi ręki, nie odpowiada „dzień dobry” – mówiła Beata Pochodnia.
Radna odniosła się również do wcześniejszych zarzutów dotyczących osób z niepełnosprawnościami. Przekonywała, że sugestie Bartnika mijają się z rzeczywistością, przypominając działania samorządu w tym zakresie, w tym utworzenie szkoły specjalnej oraz sprawy związane z transportem dzieci.
– Wystosowanie wobec mnie argumentów, że nie dbam o osoby i dzieci niepełnosprawne, no jest, proszę państwa, no jak kulą w płot, panie radny. Jak kulą w płot – mówiła Pochodnia.
W jej ocenie Bartnik zbyt często przedstawia własne przekonania jako jedyną słuszną ocenę sytuacji. Podkreślała, że różnice zdań są naturalnym elementem pracy rady, ale nie powinny prowadzić do nieustannego oskarżania innych.
– Panu radnemu się wydaje, że jest nieomylny, ma rację we wszystkim, a jego spostrzeżenia są najtrafniejsze. I tak się często składa, że tak jak sam pan powiedział, jest pan z tym sam. I to naprawdę powinno dać do myślenia – stwierdziła radna.
Tadeusz Bartnik odpowiedział, że nie przypomina sobie sytuacji, w której Beata Pochodnia miałaby podawać mu rękę albo mówić „dzień dobry”. Jego odpowiedź dodatkowo podgrzała atmosferę, bo zamiast wyciszyć spór, przeniosła go jeszcze mocniej na poziom wzajemnych ocen. Samorządowiec dodał także uwagę dotyczącą kultury osobistej, która zabrzmiała jak kolejna osobista szpila pod adresem radnej.
– A co do grzeczności i kultury, to źródła, z których ja czerpałem, są na pewno dla pani nieosiągalne – mówił Bartnik.
Przewodniczący rady próbował zakończyć tę wymianę zdań i sprowadzić obrady z powrotem do porządku sesji. Zaapelował, by osobiste animozje nie dominowały nad pracą rady.
– Panie radny, jeszcze raz proszę, żeby pan zakończył tę dyskusję – zwrócił się do Bartnika przewodniczący Norbert Jęczalik.
Ostatecznie uchwała powierzająca burmistrzowi uprawnienia do ustalania opłat została przyjęta zwykłą większością głosów.
Po najostrzejszej części sesji radni wrócili do kolejnych punktów porządku. Przyjęto między innymi uchwały dotyczące dzierżaw, nazw ulic Porzeczkowej i Porcelanowej, dotacji dla niepublicznych szkół oraz programu profilaktyki alkoholowej i przeciwdziałania narkomanii. Dyskusja pojawiła się jeszcze przy uchwale dotyczącej wydzierżawienia nieruchomości na czas dłuższy niż trzy lata. Burmistrz sprostował jednak, że rada nie głosuje nad konkretną firmą, lecz nad możliwością ogłoszenia przetargu.
W części wniosków i oświadczeń głos zabrał radny Jerzy Woszczyk, który zwrócił uwagę na pogarszający się stan osiedla przy ulicy Wolności. Wskazywał na degradację infrastruktury i potrzebę objęcia tego obszaru działaniami rewitalizacyjnymi.
– Chciałem tylko przypomnieć, że to osiedle ulega coraz większej degradacji chyba sowieckiej. Wszyscy z tego zdajemy sprawę. Stan chodników jest fatalny – mówił Woszczyk.
Radny poruszył również problem jakości wody po awariach sieci. Wskazywał, że mieszkańcy skarżą się na sytuację, w której płacą nie tylko za wodę nienadającą się do użytku, ale również ponoszą koszty ścieków.
Myszków
Absolutorium było, ale debata nie porwała. Jeden z radnych ostro zaatakował burmistrza
Ostatnia sesja rady miasta przyniosła burmistrzowi Myszkowa wotum zaufania i absolutorium za obiegły rok. Formalnie najważniejsze głosowania zakończyły się dla włodarza korzystnie, ale sama debata nad raportem o stanie gminy pokazała słabe zaangażowanie większości radnych i jednocześnie przyniosła najmocniejsze wystąpienie jednego z nich, który postawił burmistrzowi poważne zarzuty.
Burmistrz Włodzimierz Żak, prezentując raport, mówił o finansach miasta, inwestycjach, oświacie, demografii, zadłużeniu, drogach i wyzwaniach na kolejne lata. Wskazywał, że Myszków utrzymuje wysokie tempo inwestycyjne, ale musi pilnować zadłużenia i kosztów bieżących. Szczególnie mocno wybrzmiał temat oświaty, która pozostaje jedną z największych pozycji w budżecie.
– Co może martwić, to rosnąca kwota długu – mówił Włodzimierz Żak.
Wśród problemów włodarz wymienił także demografię, korki w mieście, konieczność szukania miejsca pod nowy cmentarz komunalny, koszty systemu odpadowego, potrzebę likwidacji starych pieców i uporządkowania spraw związanych ze ściekami. Zwracał również uwagę, że po zakończeniu dużych inwestycji samorząd będzie musiał ostrożnie wybierać kolejne zadania.
Mimo szerokiego zakresu raportu sama debata była ograniczona. Mieszkańcy nie zgłosili się do udziału, a większość radnych nie zabrała głosu. Ten problem zauważył jeden z samorządowców, wskazując, że raport powinien być okazją do aktywnej rozmowy całej rady.
– Przeważnie większość z nas radnych nie zabiera głosu, a czasem dyskusja kończy się bardzo szybko – mówił radny.
W dyskusji pojawił się także temat trudnego udziału mieszkańców w debacie. Zwrócono uwagę na obowiązek zebrania 50 podpisów przez osobę chcącą zabrać głos, co część radnych uznała za rozwiązanie zniechęcające do aktywności.

– Jesteście wielkimi nieobecnymi. Może też to jest wina nas, jak radnych, że może nie potrafimy państwa zachęcić do tej debaty – podkreślał jeden z radnych, zwracając się do mieszkańców.
Najostrzejszym momentem sesji było wystąpienie Tadeusza Bartnika. Radny zapowiedział sprzeciw wobec absolutorium i bardzo krytycznie ocenił działania burmistrza oraz osób związanych z miejskimi jednostkami.
– Jestem oczywiście przeciwny udzieleniu absolutorium panu ze względu na szereg bezprawnych działań, które pan podejmuje w porozumieniu bądź kontrolując również osoby zarządzające jednostkami panu podległymi – stwierdził Bartnik.
Radny mówił również o braku szacunku wobec mieszkańców i osób, które – jego zdaniem – chcą działać na rzecz rozwoju miasta. Zarzucał, że takie osoby są zniechęcane i blokowane.
– Poprzez pana działania są nękane i którym rzuca się kłody pod nogi – mówił radny.
Burmistrz odpowiedział, że zarzuty są bardzo poważne, ale zostały sformułowane bez wskazania konkretnych przykładów. Podkreślił, że w takiej sytuacji trudno mu się do nich rzeczowo odnieść.
– Dobrze by było, żeby pojawiły się jakieś namacalne informacje dotyczące, co pan radny miał na myśli – odpowiedział Żak.
Po debacie rada przystąpiła do głosowania nad wotum zaufania. Nie obyło się bez organizacyjnego zamieszania, bo pojawiły się problemy z systemem głosowania i konieczne było ponowne potwierdzenie kworum. Ostatecznie burmistrz uzyskał wotum zaufania stosunkiem głosów 15 za i 4 przeciw.
Następnie radni zajęli się sprawozdaniem finansowym i wykonaniem budżetu. Regionalna Izba Obrachunkowa w Katowicach wydała opinię pozytywną. Dochody miasta przekroczyły 222 mln zł, wydatki były na zbliżonym poziomie, a zadłużenie na koniec 2025 roku wyniosło ponad 45 mln zł. Szerszej dyskusji nad finansami jednak nie było.
Absolutorium również zakończyło się po myśli burmistrza. Za jego udzieleniem głosowało 17 radnych, przeciw było 2. Po głosowaniu Żak podziękował radnym i pracownikom samorządowym.
– Jestem zaskoczony ilością oddanych na mnie głosów, także bardzo dziękuję – mówił burmistrz.
Myszków
Internat dla niepełnosprawnych czy mieszkania? Na sesji zaiskrzyło wokół Będusza
Ostatnia sesja rady miasta nie ograniczyła się do rutynowego omówienia sprawozdania burmistrza. Radni wykorzystali ten punkt, by zapytać o sprawy, które budzą coraz większe zainteresowanie mieszkańców. Najwięcej emocji wywołały rozmowy dotyczące potencjalnej kopalni, przyszłość dawnego internatu na Będuszu, stan dróg oraz sposób informowania rady o działaniach podejmowanych przez miasto.
Jednym z najmocniej wybrzmiewających tematów była telekonferencja z firmą austriacką dotycząca kopalni. Przewodniczący rady zwrócił uwagę, że nie został wcześniej poinformowany o spotkaniu, choć sprawa ma duże znaczenie społeczne. W jego ocenie radni powinni mieć możliwość udziału w takich rozmowach lub przynajmniej otrzymywać szerszą informację o ich przebiegu. Burmistrz tłumaczył, że miasto zbiera wiedzę, ale nie każde spotkanie będzie organizowane w szerokim gronie. Podkreślił przy tym, że kluczowym zagadnieniem pozostaje bezpieczeństwo zasobów wodnych.
– Troska o to, co padło w tej dyskusji, zwłaszcza o wody, które są naszym skarbem tutaj w okolicy, jest jak najbardziej chyba najważniejszym argumentem – wskazywał Włodzimierz Żak.
Napięcie pojawiło się również przy temacie dawnego internatu na Będuszu. Część radnych zwracała uwagę na możliwość wykorzystania obiektu na potrzeby osób z niepełnosprawnościami. Burmistrz poinformował jednak, że miasto nie planuje sprzedaży budynku starostwu i analizuje własne koncepcje zagospodarowania, w tym ewentualny wariant mieszkaniowy.
Z takim podejściem nie zgodziła się radna Małgorzata Skinder, która podkreślała społeczne znaczenie inwestycji ukierunkowanej na osoby starsze i niepełnosprawne.
– Trzymanie w takiej niepewności, w takim szachu, wiedząc, że Myszków się wyludnia, że jest coraz więcej osób starszych, osób niepełnosprawnych jest bardzo dużo. Cel jest szczytny, szlachetny, jest możliwość pozyskania na to finansów i ja naprawdę nie rozumiem, dlaczego nie można by tej sytuacji wykorzystać – mówiła radna.
Żak odpowiadał, że jego obowiązkiem jest dbanie przede wszystkim o interes miasta, nawet jeśli cele miasta i powiatu nie zawsze są zbieżne.
– Może się tak zdarzyć, że cele starostwa i cele miasta nie będą tożsame – zaznaczył włodarz.

Do dyskusji włączył się także radny Tadeusz Bartnik, który jasno opowiedział się za przeznaczeniem internatu na potrzeby środowiska osób z niepełnosprawnościami.
– To jest idealne miejsce i moment do tego, żeby w tym miejscu stworzyć centrum, które jest powiązane ze szkołą – stwierdził.
W dalszej części sesji radni poruszali także sprawy drogowe i inwestycyjne. Zbigniew Bartos zgłosił ubytki na ulicy Pszennej, prosząc o interwencję. Burmistrz zapewnił, że sprawa zostanie sprawdzona i wykonana albo w ramach gwarancji, albo bieżących prac naprawczych. Jedna z radnych pytała natomiast o planowane boiska wielofunkcyjne przy szkołach podstawowych nr 3 i nr 8. W odpowiedzi usłyszała, że miasto jest gotowe do ogłoszenia postępowania po wcześniejszym sprawdzeniu kwestii technologicznych.
Na sesji pojawił się również wątek sukcesów sportowych MKS Myszków. Jeden z samorządowców zarzucił, że w sprawozdaniu zabrakło należytego odnotowania osiągnięć klubu, w tym awansu drużyny dziewcząt.
– Pewno nigdy z tego miejsca te słowa nie padną, więc czuję się w obowiązku poinformować mieszkańców o tym i podziękować wszystkim osobom, które na to zapracowały – mówił radny.
Wiceburmistrz Iwona Franelak odpowiedziała, że sprawozdanie obejmuje przede wszystkim działania gminy i jednostek organizacyjnych, ale jednocześnie pogratulowała zawodnikom i środowisku klubu.
Myszków
Debata o stanie powiatu, czyli jak mówić o wszystkim, żeby nie odpowiedzieć na najważniejsze pytanie
Są takie momenty w samorządzie, kiedy człowiek naiwnie myśli, że skoro w porządku obrad zapisano debatę nad raportem o stanie powiatu, to może rzeczywiście będzie debata. Taka prawdziwa. Z pytaniami, odpowiedziami, zderzeniem argumentów, może nawet próbą wspólnego zmierzenia się z tym, co w powiecie działa, a co skrzypi jak stary zawias w drzwiach do gabinetu starosty.
A potem przychodzi rzeczywistość. Strony odczytują przygotowane oświadczenia, każdy mówi swoje, nikt nikogo specjalnie nie przekonuje, a dyskusja zaczyna przypominać teatr, w którym aktorzy znają tekst, widownia zna finał, a suflerem jest arytmetyka głosowań.
Tak właśnie wyglądała debata nad raportem o stanie powiatu myszkowskiego za 2025 rok. A właściwie „debata”, bo cudzysłów jest tu nie ozdobą stylistyczną, lecz obowiązkowym elementem wyposażenia.
Na początku było elegancko, grzecznie i z należnym ceremoniałem. Przewodnicząca otworzyła dyskusję, wcześniej dziękując sekretarz za „perfekcyjne przygotowanie raportu”. I trzeba przyznać, że słowo „perfekcyjne” ustawiło ton pierwszej części obrad. Potem bowiem niemal każdy, kto zabierał głos, czuł się w obowiązku złożyć hołd dokumentowi, jego autorom, naczelnikom, dyrektorom, pracownikom i całemu administracyjnemu zapleczu powiatu. Gdyby za każde „dziękuję za przygotowanie raportu” ktoś wrzucał złotówkę do puszki, szpital miałby przynajmniej na nowy segregator do programu naprawczego.
Jako pierwszy głos zabrał radny Rafał Kępski, przedstawiając stanowisko klubu Koalicja Samorządowa. Zaczął od podziękowań, bo rytuał musi zostać odprawiony, ale dość szybko przeszedł do konkretów. Wskazywał, że raport jest „encyklopedią wiedzy o powiecie”, omawiał dochody i wydatki bieżące, wzrost nakładów na oświatę oraz inwestycje realizowane przy udziale środków zewnętrznych. Zaznaczył przy tym, że pieniądze nie spadają z samorządowego nieba, tylko pochodzą między innymi z funduszy europejskich, KPO, programów rządowych, środków wojewody i samorządu województwa.
To był jeszcze etap umiarkowanej kurtuazji. Prawdziwy ciężar wystąpienia Kępskiego dotyczył jednak szpitala powiatowego. Radny przypomniał, że strata placówki za 2025 rok przekroczyła 9 mln zł, strata z lat ubiegłych sięga około 40 mln zł, a szpital uzyskał zaledwie 9 punktów na 70 możliwych w ocenie ekonomiczno-finansowej. Wszystkie wskaźniki rentowności, płynności i zadłużenia miały otrzymać zero punktów. W samorządowej skali alarmowej to mniej więcej ten moment, kiedy nie świeci się już lampka ostrzegawcza, tylko cała deska rozdzielcza płonie żywym ogniem.

Kępski podkreślał, że od miesięcy mówi się o programie naprawczym, restrukturyzacji czy koncepcji łączenia szpitali, ale radni nadal nie znają konkretnych działań, harmonogramu ani odpowiedzi na pytanie, jak zarząd chce wyprowadzić placówkę z problemów. I tu padło sedno opozycyjnej narracji, iż raport nie jest oceną pracy urzędników, lecz działalności zarządu. Dlatego klub miał poprzeć sprawozdanie finansowe, ale zagłosować przeciw wotum zaufania i absolutorium.
Potem wystąpiła radna Agata Feret. Jej wypowiedź była z kolei wersją premium samorządowego optymizmu. Raport został przedstawiony jako dokument „o szczególnym znaczeniu dla wspólnoty samorządowej”, przygotowany rzetelnie, profesjonalnie i z dbałością o każdy szczegół. Radna gratulowała staroście zespołu współpracowników, mówiła o intensywnej pracy, skutecznym zarządzaniu, rekordowym budżecie, stabilności finansowej, pozyskiwaniu środków zewnętrznych, 20 mln zł z KPO dla szpitala i programie rozwoju powiatu na lata 2025-2030.
Wystąpienie Feret było jak folder promocyjny samorządu po korekcie językowej i z dołożonym światłem z góry. Gdyby ktoś wszedł na salę tylko w tym momencie, mógłby odnieść wrażenie, że powiat myszkowski nie tyle funkcjonuje, co właśnie przygotowuje się do odbioru statuetki za zarządzanie dekady. Były drogi, była strategia, była młodzieżowa rada, rada seniorów, organizacje pozarządowe, sport, edukacja i kultura. Szpital też był, ale w wersji inwestycyjnej, z 20 mln zł z KPO, a nie w wersji z 9 punktami na 70.
Następnie głos zabrała radna Zdzisława Polak. I tu zaczyna się część, w której lokalna polityka zdjęła marynarkę, poluzowała krawat i ruszyła w stronę publicystycznego kabaretu.
Najpierw Polak powiedziała, że trudno już wyrażać dodatkowe opinie, bo padło tyle pozytywnych słów, więc nie będzie się powtarzać. Po czym oczywiście się powtórzyła, tylko krócej. W imieniu klubu Prawa i Sprawiedliwości oceniła raport bardzo wysoko, pochwaliła sekretarz i naczelników, uznała, że starosta wraz z zarządem dobrze zarządzał powiatem, skutecznie pozyskiwał dofinansowania oraz „zasadnie, rzetelnie i uczciwie” wydawał środki. Była też mowa o tym, że dochody majątkowe zmalały, ale na drogi wydano 17 mln zł. Innymi słowy, że jest dobrze, a jak coś wygląda gorzej, to tylko dlatego, że trzeba spojrzeć na to lepiej.
Później wystąpiła radna Marzena Kulak, przedstawiając stanowisko Koalicji Obywatelskiej. Również podziękowała za przygotowanie sprawozdania, ale jej konkluzja była już zupełnie inna. Klub nie zamierzał poprzeć absolutorium, wskazując przede wszystkim na dramatyczną sytuację finansową szpitala powiatowego i brak skutecznych działań prowadzących do trwałej poprawy. Kulak zwróciła też uwagę na deficyt dialogu zarządu ze stroną opozycyjnych radnych, szczególnie w sprawach dotyczących przyszłości placówki.
I wtedy Zdzisława Polak wróciła na scenę. Tym razem jednak już nie po to, by powtarzać pochwały, lecz by dokonać operacji politycznej pod tytułem „winny jest kto inny, najlepiej wysoko i daleko”. Radna przekonywała, że trudna sytuacja szpitala w Myszkowie nie jest wyjątkiem, bo „nie jest tylko u nas”. Następnie poprowadziła wywód w stronę rządu, premiera Donalda Tuska, mapy szpitali, zamykania oddziałów i demografii. Według niej nie należy obciążać starosty i rady powiatu winą za złe zarządzanie służbą zdrowia, ponieważ „wszystko zależy od góry”.
To był moment niezwykły. Lokalny szpital, lokalny raport, lokalna rada, lokalny zarząd, lokalne głosowanie, lokalna odpowiedzialność – i nagle całość została wystrzelona na orbitę krajowej polityki. Jakby w Myszkowie nie omawiano kondycji powiatowej placówki, tylko przeprowadzano geopolityczną analizę narodowej mapy porodówek. Radna Polak rozłożyła parasol tak szeroki, że pod jego cieniem zmieściłby się i starosta, i zarząd, i rada, i jeszcze kilka oddziałów położniczych w stanie likwidacji.
Na wystąpienie Polak odpowiedział Rafał Kępski. I tu wreszcie pojawiła się namiastka debaty, choć bardziej w formule ad vocem niż rzeczowej wymiany poglądów. Radny stwierdził, że „krew w człowieku się gotuje”, gdy słyszy odwracanie kota ogonem. Przypomniał, że problemy szpitala nie zaczęły się wraz z obecnym rządem, lecz narastały przez lata. Wskazywał dane z 2018, 2023 i 2025 roku, pytając w gruncie rzeczy, co robiono wcześniej, skoro dziś powiat ma tłumaczyć się ogólnopolskimi problemami.
Kępski wypomniał też Polak wcześniejszy wątek dotyczący internatu. Jak mówił, radna miała krytykować burmistrza za sprzedaż, po czym okazało się, że zrobił to starosta, choć nie obecny. „Pewnie pani nawet nie wie, który to zrobił” – stwierdził. To był jeden z tych samorządowych momentów, kiedy elegancja wyszła na korytarz, a na sali została już tylko polityczna szpilka wbita precyzyjnie pod żebro.
Polak nie odpuszczała. Odpowiedziała, że za poprzedniego rządu nikt nie zamykał porodówek i nikt nie robił specjalnej mapy świadczeń medycznych. Dodała, że „czarodziejskie różdżki nie pomogły”, bo zmieniany jest minister zdrowia. Trudno nie docenić tego obrazu. Oto powiat myszkowski tonie w dyskusji o deficycie szpitala, a na ratunek wzywana jest metaforyczna różdżka z Ministerstwa Zdrowia. Niestety, jak wynikało z diagnozy radnej, różdżka nie działa. Być może nie miała kontraktu z NFZ.
Kępski odpowiedział krótko i celnie, że mapy jeszcze nie ma, a Polak już ją krytykuje. Zapytał też, czy porodówkę w myszkowskim szpitalu zamykał rząd. To pytanie zawisło w powietrzu dość wymownie, bo cała konstrukcja argumentacyjna zaczęła przypominać dach podparty politycznym kijem od szczotki.
Do dyskusji włączył się starosta. Z jednej strony zastrzegł, by nie przerzucać się polityką, z drugiej sam przywołał polityczne wypowiedzi i statystyki dotyczące likwidowanych oddziałów położniczo-ginekologicznych. Wsparł częściowo Zdzisławę Polak, wskazując na demografię i ogólnokrajowy kontekst problemów szpitali. Mówił również, że 91 proc. szpitali powiatowych ma problemy finansowe z działalnością medyczną, więc Myszków nie jest „czerwoną wyspą”. Podkreślał przy tym, że obecna dyrekcja szpitala pokazuje w sprawozdaniach poprawę, a oddziały takie jak kardiologia przynoszą zyski. Według starosty bez tych działań placówka byłaby „na naprawdę głębokim dnie”.
I kiedy wydawało się, że dyskusja może jeszcze przez chwilę potrwać, na scenę wkroczyła przewodnicząca rady Beata Jakubiec-Bartnik z argumentem, który powinien przejść do lokalnej antologii demokracji proceduralnej.
– Panie radny, jeszcze mamy siedem punktów, to apeluję, żeby już tę dyskusję kończyć – zwróciła się do Rafała Kępskiego.
To zdanie jest esencją całego wydarzenia. W punkcie dotyczącym raportu o stanie powiatu, po wystąpieniach o szpitalu, deficycie, zadłużeniu, braku dokumentów, mapach świadczeń, zamykaniu porodówek i odpowiedzialności zarządu, przewodnicząca przypomniała, że w kolejce czekają jeszcze inne punkty. Demokracja demokracją, ale porządek obrad nie jest z gumy. Szpital może mieć 9 punktów na 70, ale rada ma jeszcze siedem punktów do przerobienia, więc proszę nie przeciągać.
Trudno o bardziej symboliczny obraz tej sesji. Oto radny próbuje domagać się rozmowy o najpoważniejszym problemie powiatu, a słyszy, że trzeba kończyć, bo harmonogram patrzy groźnie z kartki. Jakby mieszkańcy mieli zrozumieć, że owszem, szpital jest ważny, ale nie aż tak, żeby destabilizować płynność przechodzenia do punktu siedemnastego.
Kępski odpowiedział, że nie będzie mówił długo, po czym zarzucił staroście, że ten politykuje, jednocześnie apelując, by polityką się nie przerzucać. Podkreślił, że warto zajmować się sytuacją myszkowskiego szpitala, a krajową służbę zdrowia zostawić rządzącym. Według niego powiat mógł przez lata podejmować decyzje, które realnie wpłynęłyby na kondycję placówki. I zamiast dziś tłumaczyć się tym, że 91 proc. szpitali jest w złej sytuacji, można było próbować znaleźć się w tych 9 proc. lepszych.
Po tej wymianie przewodnicząca zamknęła debatę. I w tym słowie „zamknęła” było więcej prawdy niż w całym określeniu „debata”. Bo jeśli coś faktycznie się wydarzyło, to raczej seria odczytów, kilka politycznych wycieczek, krótka utarczka Kępskiego z Polak i dyscyplinujące spojrzenie zegarka.
W dalszej części rada przeszła do głosowań. Wotum zaufania dla zarządu powiatu zostało udzielone przy 10 głosach za i 8 przeciw. Sprawozdanie finansowe oraz sprawozdanie z wykonania budżetu przyjęto już jednogłośnie, 18 głosami za. Absolutorium dla zarządu również przeszło stosunkiem 10 do 8.
W międzyczasie starosta przedstawił wykonanie budżetu. Dochody wykonano na poziomie ponad 149,6 mln zł, wydatki na poziomie ponad 156,5 mln zł, deficyt wykonany wyniósł około 6,4 mln zł, a zadłużenie na koniec 2025 roku ponad 12 mln zł. Regionalna Izba Obrachunkowa w Katowicach wydała pozytywną opinię o sprawozdaniu z wykonania budżetu, a komisja rewizyjna rady powiatu pozytywnie zaopiniowała wykonanie budżetu i zawnioskowała o absolutorium, choć sama komisja zrobiła to przy dwóch głosach za i trzech wstrzymujących się. Entuzjazm kontrolny był więc raczej oszczędny, ale formalnie wystarczający.
W sprawie absolutorium głos zabrał także wicestarosta Jakub Grabowski, przedstawiając stanowisko klubu Samorządowcy Razem. Klub poparł udzielenie absolutorium, wskazując na zgodne z uchwałą budżetową wykonanie budżetu, realizację zadań bieżących, pozytywną opinię RIO i wniosek komisji rewizyjnej. Padło też zapewnienie, że zarząd prowadził politykę transparentną i rzetelnie informował radę. To ostatnie brzmiało szczególnie ciekawie w zestawieniu z wcześniejszymi zarzutami opozycji, że radni dokumentów i informacji w sprawie szpitala albo nie dostają, albo dostają za późno. Jednak w samorządzie, jak wiadomo, transparentność bywa pojęciem elastycznym. Dla jednych oznacza szybę, dla innych firankę.
Najbardziej pouczająca w tej sesji była jednak nie sama arytmetyka głosowań, bo ta była przewidywalna. Najbardziej pouczające było to, jak łatwo temat lokalnej odpowiedzialności można rozpuścić w ogólnopolskiej mgle. Gdy mowa o sukcesach, wtedy powiat działa, zarząd pozyskuje, starosta dowozi, rada wspiera, a administracja pracuje perfekcyjnie. Gdy mowa o szpitalu i liczbach, które nie nadają się na folder promocyjny, nagle okazuje się, że „wszystko zależy od góry”, mapa nadchodzi, porodówki znikają, demografia nie sprzyja, minister się zmienia, a czarodziejska różdżka nie działa.
Tylko mieszkańca, który trafia do szpitala, raczej mało obchodzi, czy winę za kolejkę, dług, zamieszanie organizacyjne i brak planu naprawczego ponosi Warszawa, Katowice, poprzedni rząd, obecny rząd, demografia, mapa, różdżka czy niedobór magii w systemie ochrony zdrowia. Mieszkaniec chce wiedzieć, czy powiatowy szpital ma przyszłość i kto w Myszkowie bierze za tę przyszłość odpowiedzialność. A na to pytanie podczas tej „debaty” odpowiedzi nie było.
Była za to Zdzisława Polak, która z lokalnego problemu próbowała zrobić krajowy proces dziejowy. Był Rafał Kępski, któremu „krew się gotowała” i który punktował ucieczkę od odpowiedzialności. Była Agata Feret z peanem na cześć raportu i zarządzania. Była Marzena Kulak z krótkim, opozycyjnym aktem oskarżenia w sprawie szpitala. Był starosta, który dziękował, tłumaczył, porównywał i bronił działań zarządu. Był Jakub Grabowski, który w imieniu klubu przypieczętował poparcie dla absolutorium. I była przewodnicząca, która w najciekawszym momencie przypomniała, że zostało jeszcze siedem punktów.
Można więc powiedzieć, że raport o stanie powiatu został omówiony zgodnie z duchem lokalnej praktyki. Trochę pochwał, trochę pretensji, trochę Tuska, trochę porodówek, trochę mapy, trochę „nie politykujmy” połączonego z politykowaniem i szybkie przejście dalej, bo porządek obrad sam się nie zrealizuje. A szpital? Szpital poczeka. Przynajmniej do następnej debaty, której być może znowu nie będzie.
Myszków
Szpital, basen bez operatora, droga za droga i dokument, którego radni nie dostali. Gorąca seria pytań
Ostatnia sesja Rady Powiatu w Myszkowie pokazała, że nawet punkt dotyczący bieżącego sprawozdania z działalności zarządu może zamienić się w jedną z najważniejszych części obrad. Radni zadali staroście długą serię pytań dotyczących inwestycji, szpitala, basenu w Żarkach-Letnisku, przetargów, majątku powiatu, funkcjonowania związku komunikacyjnego, autobusów elektrycznych, zmian organizacyjnych w starostwie oraz dokumentów, które – jak podnoszono – powinny trafić do radnych znacznie wcześniej.
Najmocniej wybrzmiał temat szpitala powiatowego. Radny Rafał Kępski dopytywał o dokument dotyczący sytuacji finansowej SP ZOZ-u, nad którym zarząd miał dyskutować już na początku maja. Wskazywał, że radni od dłuższego czasu prosili o jego udostępnienie, a on sam otrzymał materiał nie oficjalną drogą ze starostwa, lecz prywatnie od innego radnego.
– Co szkodzi wysłać nam ten dokument i żebyśmy nad nim dyskutowali? Nie rozumiem tej sytuacji – stwierdził.
Sprawa wróciła pod koniec dyskusji. Kępski ponownie zapytał, dlaczego dokument, który trafił do zarządu 29 kwietnia, nie został przekazany radnym. Starosta zadeklarował, że materiał zostanie niezwłocznie przesłany, ale zaznaczył, że nie jest to program restrukturyzacji, lecz ocena sytuacji ekonomicznej oraz przedstawienie trzech możliwych wariantów dalszego funkcjonowania lecznicy.
Wśród wariantów pojawiło się utrzymanie obecnego stanu, zmiana profilu niektórych oddziałów oraz ewentualne połączenie z innym podmiotem. Starosta wyjaśniał, że zarząd analizował możliwość konsolidacji, ale żadnego porozumienia w tej sprawie obecnie nie ma. Jednocześnie podkreślał, że powiat czeka na rządowe decyzje dotyczące mapy świadczeń i przyszłości poszczególnych oddziałów.
Szpital pojawił się także w wypowiedzi radnego Eugeniusza Bugaja, który pytał o oddział ginekologiczno-położniczy, obawy personelu i sygnały od pacjentów. Najostrzej zabrzmiała jego ocena jakości świadczeń.
– Z tego, co słyszymy, jakość wykonywanych usług jest na coraz niższym poziomie. Pacjenci coraz więcej się skarżą – mówił.
Po doprecyzowaniu, że chodzi o pediatrię, zapowiedziano wyjaśnienie sprawy. Przewodnicząca rady stwierdziła, że jeżeli taki incydent rzeczywiście miał miejsce, jest to sytuacja niedopuszczalna.
Drugim ważnym sporem była sprawa programu „Bezpieczna ciąża”. Radna Dorota Kaim-Hagar pytała, czy zarząd po wcześniejszej dyskusji na sesji realnie rozeznał temat. Starosta odpowiedział, że sprawa była konsultowana ze szpitalem, a z uzyskanych opinii wynikało, iż obecne zabezpieczenie funkcjonuje. Taka odpowiedź nie zadowoliła radnej, która zarzuciła zarządowi brak konkretnych działań poza powtórzeniem wcześniejszej opinii.
– Więc tak naprawdę nic państwo w tej sprawie nie zrobiliście – skwitowała.

Radna wskazywała, że nie chodziło wyłącznie o stanowisko szpitala, ale o sprawdzenie, czy na rynku są podmioty mogące realizować taki program i jakie byłyby jego koszty.
– Ponawiam swoją prośbę, aby nie koncentrować się na naszym szpitalu, tylko poszukać podmiotów innych i przedstawić nam po prostu ofertę – zachęcała Kaim-Hagar.
Sporo pytań dotyczyło również basenu w Żarkach-Letnisku. Radni chcieli wiedzieć, czy obiekt zostanie uruchomiony w sezonie, kto będzie nim zarządzał, czy będzie nalana woda i kiedy ruszy drugi etap inwestycji.
– Niestety nikt się nie zgłosił – przyznał starosta, iż postępowanie na operatora nie przyniosło rezultatu.
Powiat miał ofertę na czyszczenie zbiornika za 400 tys. zł, ale uznał ją za niezasadną, zwłaszcza że pozyskano prawie 5 mln zł na drugi etap zadania. Urzędnik zapowiadał, że jeżeli uda się przeprowadzić remont tamy i zapewnić obsługę, teren mógłby zostać tymczasowo otwarty od 1 lipca, zanim zostanie przekazany pod kolejne prace.
Problematyczna okazała się także ulica Koziegłowska. Pierwszy przetarg unieważniono, ponieważ oferta opiewała na około 9 mln zł, podczas gdy zabezpieczenie wynosiło 6 mln zł. Przedstawiciel władz powiatowych poinformował, że powiat ponownie ogłosił postępowanie i liczy na możliwość ewentualnego przedłużenia realizacji zadania.
Również przetarg na budowę środowiskowego domu samopomocy wzbudził wątpliwości. Eugeniusz Bugaj pytał, dlaczego postępowanie zostało tak szybko unieważnione i czy świadczyło to o błędnym przygotowaniu zamówienia.
– Po kilku godzinach, kiedy unieważnia się przetarg, no to zachodzi przesłanka domniemywająca, że coś jest nie w porządku – argumentował.
Starosta tłumaczył, że w dokumentacji zabrakło elementów wyposażenia za 364 tys. zł. Zamiast modyfikować trwające postępowanie, zdecydowano się je unieważnić i ogłosić nowe, aby uniknąć późniejszych sporów z wykonawcami.
Radni pytali również o rozwój strefy przemysłowej. Chodziło między innymi o odmowną opinię zarządu województwa śląskiego w sprawie przebiegu sieci. Starosta wyjaśnił, że powiat nie uzyskał zgody na przejście bezpośrednio przez drogę wojewódzką, dlatego konieczne było przesunięcie przebiegu sieci.
W tym samym obszarze pojawił się temat internatu i warunków technicznych na odprowadzanie ścieków. Dorota Kaim-Hagar dopytywała, kto wystąpił z takim wnioskiem. Starosta przyznał, że wcześniej pominął odpowiedź i wyjaśnił, że chodziło o miasto Myszków. Zaskoczenie powiatu miała wzbudzić zakładana ilość ścieków.
– Wtedy ta ilość tych ścieków, 38 tys. litrów, troszkę nas zaskoczyła – usłyszeli samorządowcy.
Radni interesowali się też majątkiem powiatu. W przypadku działki przy ulicy Jesionowej starosta poinformował, że oferta najmu dotyczy działalności reklamowej. Stawka wynosi 1,60 zł netto za metr kwadratowy, co ma dawać około 14 tys. zł netto miesięcznie. Potwierdzono, że chodzi o teren określany przez radnych jako trójkąt w rejonie McDonalda i Będusza.
Kolejną sprawą były autobusy elektryczne. Radni pytali o 40 tys. zł zabezpieczone na diagnostykę pojazdów, ich status prawny oraz to, kto powinien ponosić koszty. Starosta wyjaśniał, że autobusy są własnością powiatu, zostały wydzierżawione operatorowi przez związek komunikacyjny, a problemem jest upadłość firmy, od której je zakupiono. Po postępowaniu koszt diagnostyki ma wynieść prawie 26 tys. zł.
– My tą kwotę będziemy się starać, po pierwsze, ściągnąć z gwarancji – zadeklarował starosta.
Pytania padły także o zmiany organizacyjne w starostwie. Dotychczasowy wydział inwestycji, rozwoju i zamówień publicznych podzielono na dwa wydziały. Eugeniusz Bugaj zwracał uwagę, że taka decyzja oznacza konsekwencje finansowe i personalne. Starosta przekonywał, że chodzi o lepszy nadzór nad zadaniami i zamówieniami oraz zapewniał, że nie planuje dodatkowego zatrudnienia naczelników.
Na sesji pojawił się też wątek przesunięcia 280 tys. zł w Zespole Szkół nr 2 w Myszkowie na wynagrodzenia i składki ZUS dla nauczycieli. Dorota Kaim-Hagar wskazywała, że podobne przesunięcia wracają regularnie, a kwota jest znacząca. Skarbnik tłumaczyła, że nie doszło do zwiększenia planu finansowego, lecz do przesunięcia środków w ramach oszczędności między rozdziałami.
– Mam wrażenie, że co sesję przesuwamy kwoty, ta kwota jest dosyć duża – mówiła radna.
Myszków
Pięć lat więzienia za śmiertelny wypadek quadem. Prokuratura uważa wyrok za rażąco łagodny
Sąd Rejonowy w Myszkowie skazał Dariusza B. na 5 lat pozbawienia wolności za spowodowanie śmiertelnego wypadku drogowego, do którego doszło w lipcu ubiegłego roku w Myszkowie. Mężczyzna kierował quadem w stanie nietrzeźwości i pod wpływem amfetaminy. W zdarzeniu zginął 45-letni pasażer, a jego 9-letni syn doznał poważnych obrażeń.
Wyrok zapadł 24 czerwca. Oprócz kary więzienia sąd orzekł wobec oskarżonego dożywotni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych. Dariusz B. ma także zapłacić zadośćuczynienie najbliższym zmarłego – 100 tys. zł na rzecz syna pokrzywdzonego oraz 50 tys. zł na rzecz jego żony.
Prokuratura Rejonowa w Myszkowie zapowiada jednak walkę o surowszą karę. Prokurator ocenił orzeczenie jako rażąco łagodne i złoży wniosek o pisemne uzasadnienie wyroku, co jest zapowiedzią apelacji. Jak wskazuje, za spowodowanie śmiertelnego wypadku w stanie nietrzeźwości i pod wpływem substancji psychotropowej grozi kara od 5 do 20 lat więzienia, a sąd wymierzył oskarżonemu najniższą przewidzianą sankcję.
Do tragicznego zdarzenia doszło 17 lipca 2025 roku. Według ustaleń śledztwa Dariusz B. przyjechał quadem do domu 45-letniego sąsiada w Myszkowie. Mężczyźni spożywali alkohol, a po pewnym czasie oskarżony wyjechał quadem z posesji, zabierając jako pasażerów sąsiada oraz jego 9-letniego syna.
Jadąc ulicą Sikorka, Dariusz B. zjechał na lewy pas jezdni i uderzył w drzewo. 45-letni pasażer odniósł ciężkie obrażenia i zmarł kilka dni później, 23 lipca, w szpitalu. 9-letni chłopiec doznał licznych złamań i obrażeń wewnętrznych. Jego leczenie nadal wymaga specjalistycznej opieki szpitalnej.
Badania wykazały, że kierujący miał w organizmie około 1,3 promila alkoholu oraz amfetaminę. Z opinii biegłego do spraw rekonstrukcji wypadków drogowych wynika, że oskarżony naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu drogowym, przekraczając dopuszczalną prędkość w terenie zabudowanym o 35 km/h. Biegły wskazał również na przewożenie pasażerów bez kasków.
W toku śledztwa Dariusz B. początkowo nie przyznał się do winy i twierdził, że nie pamięta okoliczności zdarzenia. Później przyznał się do spowodowania wypadku, ale zaprzeczył, by zażywał amfetaminę. Na wniosek prokuratora został tymczasowo aresztowany. 42-letni oskarżony, z zawodu elektromonter, nie był wcześniej karany.
Myszków
Zagrożeń nie brakuje. Policjanci ruszyli do szkół z ważnym ostrzeżeniem
Wakacje to dla dzieci czas luzu, wyjazdów, spotkań ze znajomymi i odpoczynku od szkoły. Policjanci przypominają jednak, że właśnie wtedy najłatwiej o sytuacje, których lepiej byłoby uniknąć. Dlatego jeszcze przed ostatnim dzwonkiem funkcjonariusze z Myszkowa spotkali się z uczniami, by porozmawiać o tym, jak nie zepsuć sobie lata przez chwilę nieuwagi.
Policyjny profilaktyk odwiedził uczniów placówek w Żarkach, Żarkach Letnisku oraz Szkoły Podstawowej nr 3 w Myszkowie. Spotkania odbyły się w ramach ogólnopolskiej akcji „Kręci mnie bezpieczeństwo w lecie”.
Tematy nie były były proste, ale bardzo konkretne – woda, droga, nieznajomi i internet. Policjant przypominał, dlaczego nie wolno kąpać się w przypadkowych miejscach, przeceniać swoich umiejętności pływackich, oddalać się bez wiedzy dorosłych ani lekceważyć zasad ruchu drogowego. Mówił też o tym, że zagrożenie nie zawsze wygląda groźnie od pierwszej chwili – czasem zaczyna się od rozmowy z obcą osobą albo kliknięcia w internecie.
Uczniowie nie tylko słuchali. Zadawali pytania, opowiadali o własnych doświadczeniach i wspólnie z policjantem omawiali sytuacje, które mogą wydarzyć się podczas wakacji. Dzięki temu spotkania nie miały charakteru nudnej pogadanki, ale praktycznej rozmowy o tym, co zrobić, gdy pojawi się realne ryzyko.
– Mundurowi podkreślali, że wakacje mają być czasem radości, a nie problemów. Bezpieczeństwo nie oznacza rezygnacji z zabawy, lecz rozsądek w najważniejszych momentach – nad wodą, na rowerze, w drodze, w sieci i podczas kontaktu z osobami, których dzieci nie znają – zaznacza biuro prasowe myszkowskiej komendy policji.
Policjanci liczą, że takie rozmowy zostaną uczniom w głowie wtedy, gdy naprawdę będą potrzebne. Bo najlepsze wakacje to nie tylko te pełne przygód, ale przede wszystkim takie, z których wszyscy wracają cali, zdrowi i z dobrymi wspomnieniami.
Myszków
Rafał Kępski ukończył ekstremalny bieg Rzeźnik 500. Radny pokonał ponad pół tysiąca kilometrów przez góry
Rafał Kępski, radny powiatu myszkowskiego, ukończył jedno z najtrudniejszych wyzwań biegowych w Polsce. W ramach Rzeźnika 500 pokonał cały Główny Szlak Beskidzki, mierząc się z trasą liczącą dokładnie 518 kilometrów, około 23 tysiącami metrów przewyższeń i narastającym zmęczeniem przez osiem kolejnych dni.
Rzeźnik 500 to wyjątkowa etapowa impreza ultra, prowadząca przez Główny Szlak Beskidzki, najdłuższy znakowany szlak górski w Polsce. Uczestnicy rozpoczynają rywalizację w Ustroniu, a kończą ją w Wołosatem, przemierzając najważniejsze pasma Beskidów i Bieszczadów. To wyzwanie, które wymaga nie tylko siły fizycznej, ale również odporności psychicznej, konsekwencji i umiejętności radzenia sobie z kryzysami.
Kępski spędził na trasie blisko 110 godzin. Każdy etap oznaczał dziesiątki kilometrów w górskim terenie, przy ograniczonej regeneracji i zmiennych warunkach pogodowych. Na trasie znalazły się między innymi Czantoria, Równica, Stożek, Barania Góra, Rysianka, Babia Góra, Turbacz, Radziejowa, Jaworzyna Krynicka, Chyrowa, Chryszczata, Jasło, Połonina Wetlińska, Połonina Caryńska oraz Szeroki Wierch.

Skala wyzwania najlepiej pokazuje liczba uczestników, którzy dotarli do mety. W tegorocznej edycji wystartowało 56 zawodników, a ukończyło ją 29. Rafał Kępski znalazł się w gronie tych, którzy zdołali przejść przez wszystkie etapy i zameldować się na końcu trasy w Wołosatem.
Dla samorządowca z powiatu myszkowskiego był to nie tylko sportowy wynik, ale także spełnienie osobistego marzenia. Jak sam podkreślił po ukończeniu wyzwania, góry wymagają pokory i pokazują, że nawet najlepszy plan musi ustąpić miejsca determinacji, charakterowi i gotowości do walki z własnymi słabościami.

– Góry uczą pokory. Pokazują, że nie wszystko da się zaplanować, ale jeśli człowiek ma marzenia, warto mieć odwagę je realizować. Dziś wiem jedno. GSB Rzeźnik 500 to nie tylko bieg. To doświadczenie, które zostaje w człowieku na całe życie – skomentował Kępski na swoim profilu facebookowym.
-
Poczesna11 miesięcy temuTragiczny wypadek na trasie między Sobuczyną a Nieradą. Nie żyje 34-letnia kobieta
-
Myszków8 miesięcy temuDom, który stał się miejscem strachu. Bracia z Myszkowa aresztowani za wielomiesięczną przemoc
-
Poczesna2 lata temuW gminie huczy, policja o niczym oficjalnie nie wie, a wójt milczy i unika odpowiedzi
-
Niegowa3 tygodnie temuPoważny wypadek młodych ludzi w Niegowie. Pasażerka straciła rękę












