Obserwuj nas

Myszków

Rehabilitacja kardiologiczna przeszła przez radę, ale szpital znów podzielił samorządowców

fot. Starostwo Powiatowe w Myszkowie/Screenshot

Opublikowany

,

Podczas ostatniej sesji rady powiatu jednym z najważniejszych i najbardziej emocjonujących punktów była uchwała dotycząca zmian w statucie Samodzielnego Publicznego Zespołu Opieki Zdrowotnej w Myszkowie. Formalnie chodziło o dopisanie do struktury szpitala nowego oddziału rehabilitacji kardiologicznej, z piętnastoma łóżkami. W praktyce dyskusja bardzo szybko przestała być wyłącznie rozmową o technicznej zmianie w statucie, a stała się kolejną odsłoną sporu o przyszłość placówki, kierunek restrukturyzacji, komunikację z radnymi i pracownikami oraz o odpowiedzialność za wieloletnie jej problemy.

Zgodnie z odczytaną treścią projektu uchwały, zmiana dotyczyła m.in. schematu organizacyjnego oraz wykazu jednostek lecznictwa stacjonarnego. Do szpitala powiatowego miał zostać dopisany oddział rehabilitacji kardiologicznej, obejmujący piętnaście łóżek.

Już po odczytaniu projektu pojawiły się pytania radnych. Jako pierwsza głos zabrała radna Izabela Masłoń, która dopytywała o faktyczny charakter planowanego oddziału, zakres udzielanych świadczeń oraz miejsce, w którym miałby on funkcjonować. Szczególnie mocno wybrzmiało pytanie, czy rehabilitacja kardiologiczna nie powstanie kosztem porodówki.

– Co prawda nie ma już dyrekcji szpitala, natomiast starosta i zarząd powinni mieć wiedzę na ten temat. Chciałam zapytać o kształt tego oddziału rehabilitacyjnego, czy to będzie oddział stacjonarny, czy to będzie bardziej pobyt z opieką dzienną, gdzie pacjenci będą dochodzący i czy ten oddział będzie funkcjonować tylko w programie Kompleksowej Opieki Specjalistycznej, czyli będą pacjenci po zawale, czy będzie dla wszystkich pacjentów kardiologicznych, którzy mają potrzebę rehabilitowania się. No i najważniejsze, czy ten oddział rehabilitacyjny nie powstanie przypadkiem w miejscu porodówki, czy taka decyzja została podjęta i jak to jest planowane – pytała radna Masłoń.

Do wątpliwości dołączył radny Mariusz Morawiec. Podkreślał, że w jego ocenie tak istotne decyzje dotyczące szpitala powinny być podejmowane dopiero po przedstawieniu radnym dokumentu pokazującego kierunki i zamierzenia rozwoju placówki. Jak wskazywał, w obecnej sytuacji radni, mieszkańcy i pracownicy powinni mieć pełną wiedzę, w jakim kierunku zmierza powiatowy SP ZOZ.

– Dlatego ta informacja powinna być najpierw, a później tego typu decyzje i głosowania. Dlatego ja dzisiaj się wstrzymam od głosowania i pewnie będę się wstrzymywał, aż taki dokument nie powstanie – zapowiedział.

Przewodnicząca rady przypominała, że dzień wcześniej odbywała się komisja, na której obecni byli przedstawiciele dyrekcji szpitala i podczas której temat rehabilitacji miał być omawiany. Wskazywała, że zgodnie z przedstawianymi informacjami rehabilitacja ma mieć charakter stacjonarny, trwać do 21 dni i dotyczyć pacjentów po zawale w ramach kompleksowej opieki kardiologicznej. Zwróciła również uwagę na argument finansowy, według którego pieniądze przekazywane obecnie na rehabilitację do Górnośląskiego Centrum Rehabilitacji „Repty” mogłyby zostać w Myszkowie.

– Nie wyszedłem wcześniej, byłem do końca komisji i jak pani pamięta, też to podnosiłem na komisji, że taki dokument powinien być jak gdyby fundamentem i podstawą do wszystkich działań. Myślę, że on już powinien być nam przedstawiony, bo obiecywany jest praktycznie już od pół roku, że będzie nam przedstawiony – odpowiadał Morawiec.

Do tej linii argumentacji przyłączył się radny i członek zarządu powiatu Janusz Romaniuk. Zaznaczył, że nie jest przeciwnikiem utworzenia rehabilitacji kardiologicznej, ale ma wątpliwości, czy decyzja jest wystarczająco dobrze udokumentowana ekonomicznie. Odwoływał się przy tym do wcześniejszych informacji przedstawianych podczas posiedzenia rady społecznej.

– Zamierzam się wstrzymać w tym głosowaniu. Wstrzymać się oczywiście nie będę z przeciwnikiem tworzenia rehabilitacji, choć przyznam, że nie jestem do końca przekonany, czy jest to ekonomicznie tak do końca uzasadnione – mówił.

Radny przywołał informacje o stawkach za osobodzień i wskazywał, że część danych padła – jego zdaniem – w sposób zbyt ogólny, bez pełnego uzasadnienia.

– Uzyskaliśmy informację czy oświadczenie pani dyrektor na moje pytanie, że rehabilitacja ogólnoruchowa nie jest dochodowa. Poprosiłem wtedy o wskazanie kwot za osobodzień, które będziemy mogli uzyskiwać, czy które się uzyskuje za rehabilitację ogólnoruchową. To jest 570 zł na dobę, więc to jest niedochodowe. Natomiast o rehabilitacji kardiologicznej podała wyższą kwotę, 681 zł, ale podała to rzeczywiście ad hoc troszeczkę – nadmienił Romaniuk.

Jak dodał, radni otrzymali obszerny materiał, ale jego zdaniem nie był to jeszcze pełny program zmian organizacyjnych.

– Przyznam, że nie zdążyłem się z czterdziestoma stronicami tego zapoznać, ale tytuł tego to była opinia o sytuacji finansowej szpitala, a nie program zrobienia tam jakichkolwiek zmian, które pewnie są konieczne i tego nikt nie kwestionuje – podkreślał.

Starosta przekonywał z kolei, że rehabilitacja kardiologiczna jest logicznym elementem rozwoju oddziału kardiologicznego. Przypomniał, że pierwotnie zmiana statutu była przygotowywana pod konkurs Narodowego Funduszu Zdrowia, który został unieważniony. Zaznaczył jednak, że według dyrekcji obecny kształt kardiologii pozwala realizować część procedur w ramach programu KOS-zawał.

– Te łóżka, które mają być na rehabilitację kardiologiczną i pieniądze, które mają być zaoszczędzone poprzez brak opłacenia szpitalowi w Reptach około 2 mln zł, myślę, że na tyle dobrze pani dyrektor to uargumentowała, że przynajmniej ja oczywiście będę za tym optował, aby ta rehabilitacja kardiologiczna mogła powstawać – podkreślał. – To znacznie skróci również okres przebywania pacjenta na naszej kardiologii, na oddziale kardiologicznym i wtedy ilość osób na oddziale kardiologicznym będzie mogła być zwiększona pod względem operatywy, co wymierne ma później skutki w uzyskiwaniu przychodu przez kardiologię. Ja przypominam państwu, że zaczynaliśmy w kardiologii od 4 mln zł, w tej chwili 34 mln zł jest przychodu za ostatni rok i rozwijamy się dalej – mówił urzędnik.

Odpowiadając na zarzut braku dokumentu restrukturyzacyjnego, poinformował, że materiał wpłynął do starostwa dzień wcześniej i miał być omawiany przez zarząd. Zapowiedział też niebawem spotkanie z radnymi.

Radna Izabela Masłoń dopytywała jednak ponownie, czy rehabilitacja będzie dostępna wyłącznie w programie KOS, czy również dla innych pacjentów kardiologicznych. Wróciła też do pytania o porodówkę.

W odpowiedzi usłyszała, że na razie mowa o programie KOS i pacjentach po zabiegach, natomiast w przypadku ogłoszenia konkursu dyrekcja deklaruje udział SP ZOZ. W sprawie lokalizacji oddziału zaznaczył, że dyrekcja ma przedstawić plan.

Kolejny problem podniosła radna Katarzyna Miklas. W jej ocenie szczególnie niepokojące są sygnały dotyczące relacji dyrekcji szpitala z pracownikami, zwłaszcza z pielęgniarkami. Przypomniała, że podczas sesji nadzwyczajnej miała paść deklaracja spotkania z pracownikami i przedstawicielkami związków pielęgniarskich po świętach wielkanocnych, lecz do spotkania miało nie dojść.

– Nie wnikam, których świętach. Niemniej jednak niedotrzymanie słowa, brak informacji zwrotnej budzi brak zaufania i chciałam podkreślić swoje zaniepokojenie, że tak nie powinien wyglądać początek współpracy w nowym zrestrukturyzowanym szpitalu – mówiła radna Miklas.

Po przerwie na sali pojawił się przedstawiciel dyrekcji szpitala, Dariusz Jorg. Od razu zaznaczył, że zmiana statutu nie powinna być utożsamiana z całościową restrukturyzacją, lecz z konkretnym działaniem, które ma pozwolić szpitalowi wykorzystać możliwość zatrzymania części świadczeń i pieniędzy u siebie. Najostrzej wybrzmiała jego ocena wcześniejszych decyzji dotyczących przekazywania świadczeń na zewnątrz. Wskazywał między innymi na nocną i świąteczną opiekę zdrowotną, rehabilitację oraz niewykorzystanie potencjalnych środków z programu „Dobry posiłek”. Jego zdaniem były to błędy, które pozbawiły szpital pieniędzy.

– To jest jeden z elementów naprawiania błędów w szpitalu, które oczywiście będą częścią restrukturyzacji. Ale jakich błędów? Błędów, które popełniono o wiele wcześniej. Takimi przykładami trzech błędów przekazania świadczeń, które mogłyby w środki nasze zostać albo powiększyć zysk, albo zmniejszyć stratę szpitala, to są takie zadania jak nocna i świąteczna przekazana ad hoc, przekazanie rehabilitacji – wyartykułował.

W dalszej części użył jeszcze mocniejszych słów.

– Ja państwu powiem, co to jest. To jest lenistwo. Nikomu się nie chciało szukać lekarza na dyżur do nocnej i świątecznej. Nikomu się nie chciało organizować rehabilitacji, bo najłatwiejsze jest przekazać na zewnątrz i mieć z głowy – stwierdził.

Argumentował, że przy kardiologii interwencyjnej własna rehabilitacja pozwala budować kompleksowość leczenia, skrócić hospitalizację, zapewnić pacjentom ciągłość opieki i zatrzymać środki finansowe w Myszkowie.

– Przy kardiologii interwencyjnej posiadanie własnej rehabilitacji pozwala na zwiększenie potencjału całościowo kardiologii. To jest skrócenie czasu hospitalizacji na kardiologii, dalszy nadzór nad pacjentem, który jest po interwencji kardiologicznej w tym samym miejscu, lepsze zabezpieczenie, brak przerzucania pacjentów, kompleksowość leczenia, a co najważniejsze środki finansowe zostaną u nas – przekonywał Jorg.

Wyjaśniał również, że wpis do statutu daje szpitalowi możliwość ubiegania się o kontrakt oraz przejęcia części świadczeń, które obecnie wykonywane są przez podwykonawców.

– Ten wpis daje nam możliwość startu do każdego konkursu. Państwo widzicie, że to nie jest tak, że ja mu powiem, by ogłosić konkurs i go wygram. To nie jest proste. Zwłaszcza, że będą startować z nami rehabilitacje, które są ugruntowane. Ale jeśli się uda wygrać konkurs, na pewno wystartujemy. Jeśli się uda, to bardzo dobrze. To oprócz tych 2 mln zł, które wydajemy dzisiaj do Rept, może się okaże, że będzie dwa plus dwa i nagle się okaże, że mamy 4 mln zł więcej w przychodach – mówił.

Na pytanie o możliwość przyjmowania pacjentów spoza powiatu przedstawiciel dyrekcji wskazał, że byłoby to możliwe po uzyskaniu kontraktu.

– Może być kardiologiczna dla pacjentów także spoza powiatu, bo może się tak zdarzyć, że pacjent z Myszkowa dostanie zawał gdzieś tam i będzie chciał wrócić na rehabilitację do swojego miejsca zamieszkania. To jest taka możliwość wtedy, jeśli mamy kontrakt, na przyjęcie pacjenta z innego ośrodka, w którym realizowane było świadczenie interwencyjne, a u nas już będzie rehabilitacja. Ale to tylko wtedy, kiedy będzie kontrakt – tłumaczył.

Później wrócił temat spotkań z pielęgniarkami. Radna Katarzyna Miklas pytała wprost, czy dyrekcja powinna publicznie deklarować spotkanie z pracownikami, a następnie nie dotrzymywać słowa. Dariusz Jorg dyrekcji odpowiedział, że problem dotyczy braku możliwości kontaktu z przewodniczącą związku pielęgniarek, która – jak wspomniał – przebywa na zwolnieniu lekarskim. Jednocześnie zapewniał, że rozmowy z pracownikami są prowadzone.

– Nie mamy możliwości kontaktu z panią przewodniczącą związków zawodowych pielęgniarek, która jest notorycznie na chorobowym. W związku z czym spotykamy się ze związkami zawodowymi. Są dwa związki zawodowe. Z drugim spotykam się średnio raz w tygodniu. Nie ma żadnego problemu z kontaktem – podkreślił.

Jak dodał, dyrekcja rozmawia z oddziałowymi i szeregowymi pielęgniarkami, a codzienny kontakt ze środowiskiem ma naczelna pielęgniarka. Miklas zwróciła jednak uwagę na rozbieżność między tą wypowiedzią a informacją przekazaną dzień wcześniej przez dyrekcję.

– Pan mówi, że spotykacie się często i rozmawiacie, a pani dyrektor powiedziała wczoraj, że spotkacie się dopiero po kolejnych świętach majowych – zauważyła radna.

Jej rozmówca zapowiedział, że szpital wystąpi do przewodniczącej związku o wskazanie osób mogących ją zastępować.

W kolejnej części dyskusji ton wypowiedzi Dariusz Jorg stał się jeszcze bardziej stanowczy. Mówił o skumulowanej stracie szpitala, sięgającej – jak wskazywał – prawie 50 mln zł. Przekonywał, że w takim stanie inne placówki są zamykane, a obecne działania mają doprowadzić do naprawy sytuacji. Dodał, że jeśli powiat ma środki na pokrycie straty, może ją zasypać uchwałą. W przeciwnym razie konieczne są trudne decyzje.

– Podejmijcie uchwałę o pokryciu całej straty, która jest zaciągnięta przez szpital przez wiele lat. Jeśli państwo posiadacie te pieniądze, to proszę podjąć taką uchwałę i od jutra ten szpital nigdy już nie przyniesie straty. Jeśli dacie nam 45 mln zł, nie ma problemu – stwierdził.

Wypowiedź dotknęła również zewnętrznych konsultacji i alternatywnych koncepcji dotyczących szpitala. Jorg był oburzony tym, że radni mieli rozmawiać z osobami oceniającymi lub komentującymi kierunek zmian w SP ZOZ. Szczególnie mocno zabrzmiało stwierdzenie o alternatywnej koncepcji restrukturyzacji.

– To jest tak, jak nagle do samorządu powiatowego z nieznanych przyczyn wpływa koncepcja alternatywna do koncepcji restrukturyzacji, którą myśmy państwu przedstawili. I muszę powiedzieć, wczytałem się głęboko w tę koncepcję, napisaną przez sztuczną inteligencję – mówił.

Ta część obrad była jedną z najbardziej konfliktowych. Przewodnicząca próbowała tonować dyskusję i zakończyć personalne wątki.

– Kończmy już tę rozmowę. W innym miejscu to sobie wyjaśnimy – stwierdziła, a następnie odczytała wiadomość, która miała świadczyć o tym, że dyrekcja spotyka się ze związkami ratowników medycznych. – Chcę, abyście państwo wiedzieli, że pani dyrektor jak najbardziej spotyka się ze związkami ratowników medycznych przy SP ZOZ w Myszkowie i jako przewodniczący nie mam naprawdę w tym zakresie żadnego problemu ze spotkaniem, kiedy tylko chcę – skwitowała.

Mariusz Morawiec ponownie podkreślał, że jego oczekiwanie dotyczy jasności i przejrzystości działań. Zaznaczał, że mieszkańcy, pracownicy i radni pytają o przyszłość szpitala, a dokument pokazujący kierunki zmian powinien być podstawą współpracy.

– To państwo podejmując współpracę sami podaliście termin, określiliście ten termin i z całym szacunkiem do nas, nas pytają. Pracownicy, mieszkańcy, wszyscy zainteresowani. Ja nie jestem przeciwnikiem, ja się wstrzymuję tylko dlatego, aby zasygnalizować, że ten dokument powinien powstać, powinni mieć wszyscy tę wiedzę i informacje. Radni, mieszkańcy, pracownicy, na bazie czego współpracujemy – mówił radny Morawiec.

Podobnie wypowiadał się Janusz Romaniuk, który z jednej strony deklarował poparcie dla celu, jakim jest przetrwanie i poprawa funkcjonowania szpitala, ale z drugiej krytykował styl komunikacji.

– Szczerze kibicuję tym wszystkim zamiarom, na końcu których ma się jawić nasz szpital, który funkcjonuje. Podkreślam, z jak najlepszą opieką dla naszych mieszkańców, bo taki jest nasz cel i jesteśmy strażnikami tego stanu – napomknął. – Chciałbym żeby pańska chęć współpracy była nieco większa, bo współpraca polega na tym, że wszystkie strony danego przedsięwzięcia współpracują ze sobą, a nie są skazane tylko na jakieś jednostronne stwierdzenia – wskazywał Romaniuk zwracając się bezpośrednio do przedstawiciela dyrekcji.

Najbardziej bezpośrednie pytania zadał radny Rafał Kępski. Zwracał uwagę, że jeśli podczas sesji padają oskarżenia o złe decyzje, powinno się również jasno wskazywać, kto je podejmował i kiedy. Wskazał także, że radni prosili o materiały, których nie otrzymali.

– Tu na tej sali wielokrotnie o tym mówiliśmy, przedstawialiśmy to na liczbach, a dzisiaj zapada cisza, tak jakby tego tematu po prostu nie było – podsumował dyskusję.

Dodał też, że dwukrotnie prosił o materiały dotyczące wariantów naprawczych, ale bezskutecznie.

– Miałem przyjemność oglądać tę prezentację tak naprawdę po kilka sekund na slajd. Nie mam fotograficznej pamięci, nie robiłem zdjęć, a chciałbym naprawdę się zapoznać z tymi materiałami. Dwukrotnie prosiłem i zarząd, i wysyłałem także maila na sekretariat SP ZOZ-u. Cisza. My naprawdę jesteśmy gotowi do ciężkiej dyskusji i do trudnych decyzji, ale to jest podstawa – podkreślał Kępski.

Dariusz Jorg odpowiadając próbował oddzielić bieżącą uchwałę od całościowego programu restrukturyzacyjnego. W jego ocenie zmiana statutu to jedynie „kropeczka”, która może pomóc w szerszym procesie.

– Ona poprawia rzeczywistość, abyśmy byli przygotowani w sytuacji, kiedy na przykład fundusz ponownie ogłosi konkurs lub będziemy już gotowi, żeby podziękować podwykonawcy, czyli Reptom i wziąć to sami na siebie – mówił.

W dalszej części wypowiedzi poruszył temat polityki w szpitalu. Stwierdził, że placówka powinna być wolna od politycznych wpływów i że wcześniejsze doświadczenia miały pokazać, jak szkodliwe może być „meblowanie” szpitala przez politykę.

– Ja się na to nie zgadzam, aby przewodniczący rady meblował szpital i układał politykę kadrową – stwierdził.

Ta wypowiedź wywołała reakcje na sali. Przewodnicząca odpowiedziała, że nie ma takich ambicji i chce pozostać lekarzem.

– Chciałam pana uspokoić, że moje aspiracje kończą się na bycie dobrym lekarzem w tym szpitalu i uważam, że funkcja objęcia dyrektora zastępcy lecznictwa to nie jest nic wspaniałego, a wręcz trzeba wam współczuć. I uważam, że jestem dobrym lekarzem i spełniam się w tym, co robię, a funkcji, jak na dzień dzisiejszy, to mam aż za dużo – powiedziała.

Romaniuk apelował z kolei, by problemów szpitala nie rozwiązywać w logice konfliktu. Z kolei tuż przed głosowaniem Kępski próbował jeszcze wrócić do politycznych wątków sprzed kilku lat, dotyczących wcześniejszych działań wobec Wojciecha Pichety. Przewodnicząca przerwała jednak ten kierunek dyskusji, wskazując, że nie jest to temat procedowanej uchwały.

– To nie będziemy tu robić żadnego szału – ucięła przewodnicząca.

– Szkoda, że wtedy właśnie byliście przeciwko – odparł na to Rafał Kępski.

Ostatecznie uchwała została przyjęta. Za głosowało czternastu radnych, trzy osoby wstrzymały się od głosu, a dwie były nieobecne.

Myszków

Kort źle zbudowany czy źle użytkowany? W Myszkowie pomylili mączki, a teraz szukają przyczyny

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Kingmaker (zdjęcie ilustracyjne)

Stojąca woda, zbyt sypka nawierzchnia, pomylone rodzaje mączki i konieczność wałowania kortu co najmniej dwa razy dziennie. Podczas ostatniej sesji rady miasta ponownie wrócił problem miejskich kortów tenisowych. Początkowo podejrzenia kierowano w stronę wykonawcy, jednak po jego interwencjach pojawiła się zupełnie inna diagnoza. Władze miasta przyznają, że obiekt mógł być po prostu niewłaściwie użytkowany. Co istotne, burmistrz wskazał przy tym zarówno MOSiR, jak i UKS Luka Tenis Myszków.

Problem nie jest nowy. Jak przypomniał burmistrz Włodzimierz Żak, jeszcze podczas realizacji inwestycji miasto analizowało rodzaj nawierzchni, która miała zostać zastosowana na kortach. Ówczesny dyrektor miał sprawdzić podobne rozwiązanie w praktyce, a dopiero później zaakceptowano konkretny rodzaj mączki.

Po oddaniu obiektu do użytkowania jeden z kortów został przekazany na wyłączność stowarzyszeniu UKS Luka Tenis Myszków. Z czasem zaczęły jednak pojawiać się sygnały, że nawierzchnia nie zachowuje się tak, jak powinna. Na korcie miała zalegać woda, a jego powierzchnia stawała się nadmiernie sypka.

Miasto początkowo podejrzewało problem z samym wykonaniem inwestycji i wezwało wykonawcę. Ten podczas oględzin zwrócił jednak uwagę na sposób utrzymywania nawierzchni.

– Okazało się, że w ramach użytkowania zostały mylone mączki. Były ich dwa rodzaje. I po prostu mówiąc krótko, kort był źle użytkowany – relacjonował Włodzimierz Żak.

Burmistrz od razu zastrzegł, że nie zamierza odpowiedzialnością za tę sytuację obciążać wyłącznie stowarzyszenia.

– Był źle użytkowany zarówno przez MOSiR, jak i przez klub – zaznaczył.

Przedstawiciele miasta pojechali również do Częstochowy, aby sprawdzić, w jaki sposób utrzymywany jest kort wykonany w podobnej technologii. Z dotychczasowych ustaleń wynika, że myszkowska nawierzchnia wymaga znacznie więcej zabiegów, niż najwyraźniej wykonywano do tej pory.

Kort powinien być co najmniej dwa razy dziennie wałowany i podlewany, niezależnie od tego, czy w danym dniu ktoś z niego korzysta. Przy większej liczbie graczy zabiegi trzeba wykonywać częściej. Miasto wydało już dodatkowe pieniądze na sprzęt niezbędny do takich prac.

– Dwa i pół miesiąca temu pan dyrektor zwrócił się do mnie z prośbą o możliwość i zgodę na zakup urządzenia do wałowania. Takiego profesjonalnego, za 15 tys. zł, jeśli dobrze pamiętam kwotę. Zostało zakupione dla tych celów – mówił burmistrz.

Problem komplikuje dodatkowo spór o to, dlaczego kort nie był odpowiednio intensywnie utrzymywany. Z relacji przedstawionej podczas sesji wynika, że UKS Luka Tenis Myszków miał ograniczać korzystanie z obiektu ze względu na jego stan. MOSiR z kolei miał rzadziej wykonywać niezbędne zabiegi właśnie dlatego, że na korcie nie było graczy.

Burmistrz określił tę sytuację jako dylemat „kury czy jajka”. Klub wskazuje bowiem, że nie gra, ponieważ nawierzchnia na to nie pozwala, natomiast z drugiej strony brak użytkowników miał wpływać na częstotliwość jej utrzymywania.

Na jaw wyszedł również problem z przepływem informacji. Żak przyznał, że po wcześniejszych rozmowach był przekonany, iż sytuacja została opanowana. Tymczasem prezes UKS ponownie zgłosił zastrzeżenia do stanu obiektu.

– Byłem przekonany, że nic się nie dzieje i już teraz mamy dobrze użytkowany kort. I przychodzi do mnie prezes i mówi, że jest źle. Pisze maila do całego świata. Czemu nie powiedział wcześniej? – pytał burmistrz.

Zdaniem włodarza wcześniejszy sygnał pozwoliłby przeprowadzić próbę jeszcze latem, kiedy wysokie temperatury umożliwiłyby lepsze sprawdzenie, czy nawierzchnia rzeczywiście staje się nadmiernie sypka. Teraz warunki pogodowe będą mniej miarodajne.

Miasto zamierza jednak przeprowadzić test. Ma zostać zorganizowana grupa osób regularnie grających na korcie, a MOSiR ma jednocześnie utrzymywać nawierzchnię dokładnie według zaleceń wykonawcy. Dopiero wtedy będzie można sprawdzić, czy mimo prawidłowej eksploatacji problemy nadal występują.

To istotne również dlatego, że wykonawca miał już dwukrotnie sprawdzać obiekt i za każdym razem twierdzić, że został on wykonany prawidłowo. Podobne rozwiązanie zastosowano według burmistrza w Częstochowie, gdzie takich zastrzeżeń użytkowników nie ma.

Jeżeli jednak test wykaże, że nawet przy właściwym podlewaniu, wałowaniu i eksploatacji kort nadal nie spełnia swojej funkcji, miasto nie wyklucza dalszych działań wobec wykonawcy. Podczas sesji pojawił się również wątek powołania niezależnego biegłego, który mógłby ocenić jakość wykonania obiektu.

Na razie władze Myszkowa nie przesądzają jednak, że przyczyną kłopotów jest wada inwestycji. Burmistrz swoją obecną ocenę sytuacji podsumował dosadnie.

– Wychodzi mi na to, że my po prostu mamy kort, a coś nie umiemy z nim zrobić. Tak mi to wygląda – stwierdził.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Ulica Towarowa nadal bez odwodnienia i lustra. Radna pyta, czy miasto w ogóle przejęło drogę od PKP

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Miasta Myszków/Screenshot

Problemy z ulicą Towarową w Myszkowie wróciły podczas ostatniej sesji rady miasta. Mieszkańcy nadal czekają na zapowiadane odwodnienie, a przy ostrym zakręcie pod wiaduktem wciąż nie zamontowano lustra mającego poprawić bezpieczeństwo. Nad sprawą ciąży dodatkowo kwestia własności drogi. Jedna z radnych chciała wiedzieć, czy po wielu miesiącach została ona w ogóle formalnie przekazana miastu przez PKP.

Jak przekazała uczestnikom sesji radna, mieszkańcy Towarowej ponownie zwrócili się do niej w sprawie prac, które miały poprawić sytuację na ulicy. Chodzi przede wszystkim o problem z odprowadzaniem wody.

– Mieszkańcy zgłaszają, że odwodnienie, które miało być tam zrobione, nie zostało wykonane – mówiła.

Nie jest to jedyna nierozwiązana kwestia. Radna przypomniała również o wcześniejszym wniosku dotyczącym zamontowania lustra drogowego pod wiaduktem. W tym miejscu geometria drogi ma znacznie ograniczać kierowcom widoczność.

– To lustro tam jest niezbędne, bo tam jest zakręt o 90 stopni – podkreśliła.

W tle obu problemów pozostaje jednak zasadnicze pytanie o status ulicy. Już wcześniej pojawiał się bowiem temat przejęcia drogi od kolei. Dopóki kwestie własnościowe nie zostaną uporządkowane, możliwości prowadzenia przez samorząd inwestycji na tym terenie mogą pozostawać ograniczone. Radna chciała więc uzyskać jednoznaczną odpowiedź, czy formalności zostały już zakończone.

– Czy ta droga jest już w gestii miasta? Czy ona została notarialnie przekazana miastu przez PKP? – pytała.

Jej wątpliwości wynikały przede wszystkim z tego, że od wcześniejszych rozmów dotyczących Towarowej upłynął już dłuższy czas, a mieszkańcy nie widzą zapowiadanych efektów.

– Minęło sporo czasu. Odwodnienie nie jest wykonane. No to nie wiem, czy te sprawy zostały w jakiś sposób zawieszone, czy nie – mówiła.

Zaznaczyła jednocześnie, że nawet jeśli ulica Towarowa formalnie nadal pozostaje własnością PKP, miasto powinno zabiegać o wykonanie niezbędnych prac przez kolej. Szczególne znaczenie ma tu bezpieczeństwo kierowców korzystających z przejazdu pod wiaduktem.

Podczas tego samego wystąpienia wrócił także inny problem związany z PKP. Radna ponownie pytała o rozmowy dotyczące dojazdu do przystanku kolejowego w Mrzygłodzie. Także tam mieszkańcy od dłuższego czasu oczekują rozwiązania problemu z dogodnym i bezpiecznym dostępem do kolei.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Choinka czy boisko? Dwie kwoty wystarczyły, by na sesji w Myszkowie zrobiło się gorąco

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Kingmaker

Podczas ostatniej sesji Rady Miasta w Myszkowie sporo emocji wywołały miejskie wydatki. Samorząd zamierza kupić za 110 tys. zł nową, dwunastometrową sztuczną choinkę. Jednocześnie unieważniono postępowanie na długo oczekiwane boisko przy Szkole Podstawowej nr 3, ponieważ najkorzystniejsza oferta przekroczyła zabezpieczoną kwotę 1 mln zł o około 59 tys. zł. Zestawienie obu wydatków stało się jednym z najmocniejszych punktów dyskusji.

Temat świątecznej dekoracji pojawił się przy zmianach w tegorocznym budżecie. Jedna z radnych dopytywała, dlaczego miasto zdecydowało się na zakup, skoro wcześniej pojawiały się argumenty przemawiające za wynajmowaniem dekoracji. Burmistrz wyjaśnił, że dotychczasowa choinka również była własnością samorządu i służyła przez co najmniej dekadę. Nowa ma być wykorzystywana do czasu, aż odpowiednie rozmiary osiągnie naturalne drzewo posadzone przed Miejskim Domem Kultury w Myszkowie. Największe zdziwienie wywołała jednak cena.

– Kwoty wynikają z szacunków, które są jakimś tam badaniem rynku, więc 110 tys. zł jest przesunięte – poinformował burmistrz Włodzimierz Żak.

Radna zakwestionowała zasadność takiego wydatku, zestawiając go z problemami mieszkańców z dojściem do przystanku kolejowego w Mrzygłodzie. Orientacyjny koszt wykonania potrzebnej tam drogi włodarz określił na około 200 tys. zł. Radna zaproponowała więc rezygnację ze świątecznego zakupu i wykorzystanie pieniędzy na bardziej praktyczny cel.

– Składam wniosek, żeby nie wykonywać choinki przed MDK-iem i przesunąć te pieniądze, żeby służyły ludziom, a nie tylko cieszyły ludzi. Bo co innego jest patrzeć na pięknie oświetloną choinkę, a co innego jest skręcać kostki i być w niebezpieczeństwie przy dojściu do dworca, do przystanku kolejowego w Mrzygłodzie – argumentowała.

Jeszcze mocniej kwestia priorytetów finansowych wybrzmiała pod koniec sesji. Inny z radnych wrócił do postępowania na budowę boiska przy Szkole Podstawowej nr 3 w Myszkowie. Miasto zabezpieczyło na inwestycję 1 mln zł, podczas gdy oferta przewyższała tę kwotę o 59 tys. zł. Postępowanie finalnie unieważniono.

Radny przypomniał, że o realizację tego zadania zabiega się od około dziesięciu lat, a na inwestycję pozyskano również dofinansowanie. Obawiał się, że kolejne postępowanie zamiast oszczędności może przynieść jeszcze wyższe ceny.

– Kto potem za to odpowie, jeżeli ta kwota będzie na 1,2 mln zł i dołożymy 150 tys. więcej – dociekał.

Najostrzej skomentował jednak różnicę między kwotą brakującą na boisko a pieniędzmi przeznaczanymi na świąteczną dekorację.

– Tutaj rozmawiamy o choince, o 110 tys. zł, a tutaj mamy kwotę 59 tys. zł, o którą uwaliliśmy po prostu to boisko. Jest mi po prostu przykro – mówił.

Dyskusja doprowadziła również do krótkiego spięcia między samymi radnymi. Jedna z nich zarzuciła przedmówcy, że krytykując brak pieniędzy na boisko, wcześniej poparł wydatek na choinkę. Radny stanowczo zaprzeczył i wskazał, że głosował przeciw. Po sprawdzeniu wyniku głosowania radna przyznała mu rację i przeprosiła.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Wyśmiewanie, poniżanie, izolowanie. Policjanci pokazali młodzieży, gdzie zaczyna się przemoc

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Komenda Powiatowa Policji w Myszkowie

Przemoc rówieśnicza nie zawsze oznacza bójkę czy bezpośrednią agresję. Często zaczyna się od słów, ośmieszania, izolowania kogoś z grupy albo publikowania krzywdzących treści w internecie. Właśnie o takich sytuacjach policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Myszkowie rozmawiali z uczniami miejscowych szkół w ramach Tygodnia Przeciwdziałania Przemocy Rówieśniczej.

Funkcjonariusze odwiedzili Szkołę Podstawową nr 3 oraz Zespół Szkół nr 1 im. Eugeniusza Kwiatkowskiego w Myszkowie. Spotkania miały przede wszystkim pokazać młodym ludziom, że przemoc może mieć wiele twarzy i nie kończy się na agresji fizycznej.

Jak informuje biuro prasowe myszkowskiej komendy, policjanci zwracali uwagę na wyśmiewanie, poniżanie, zastraszanie, celowe wykluczanie z grupy, rozsiewanie plotek czy publikowanie obraźliwych materiałów w sieci. Podkreślali, że dla osoby, która staje się celem takich zachowań, ich skutki mogą być bardzo dotkliwe.

– Dużo miejsca poświęcono cyberprzemocy. Mundurowi przypominali, że internet nie jest przestrzenią pozbawioną odpowiedzialności, a to, co dla jednej osoby ma być „żartem”, dla drugiej może oznaczać stres, poczucie zagrożenia i długotrwałe upokorzenie – zaznaczają funkcjonariusze.

Rozmowa miała dotyczyć również roli świadków. Policjanci przekonywali uczniów, że bierne przyglądanie się przemocy nie rozwiązuje problemu. W takich sytuacjach warto szukać pomocy u rodziców, nauczycieli, wychowawców, pedagoga lub psychologa szkolnego. Gdy sprawa wymaga interwencji, można także zgłosić ją policji.

– Jednym z ważniejszych tematów była odpowiedzialność za własne zachowanie. Funkcjonariusze wskazywali, że granice drugiej osoby powinny być respektowane, a tłumaczenie krzywdzących działań żartem nie zmienia ich skutków – informują myszkowscy stróże prawa.

Jak dodają, spotkania miały też przypomnieć o znaczeniu empatii i wzajemnego wsparcia, a dla osoby, która doświadcza przemocy, bardzo ważne może być samo przekonanie, że nie została z problemem sama i ma obok siebie kogoś, do kogo może zwrócić się po pomoc.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Krasickiego na dwa dni bez przejazdu. Drogowcy położą nową nawierzchnię

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Kingmaker (zdjęcie ilustracyjne)

Kierowcy i mieszkańcy korzystający z ulicy Krasickiego muszą przygotować się na dwudniowe utrudnienia. W najbliższy wtorek i środę prowadzone będą tam prace związane z układaniem masy bitumicznej na całej szerokości jezdni. W czasie robót przejazd remontowanymi odcinkami nie będzie możliwy.

Prace podzielono na dwa etapy. 29 września zamknięty zostanie fragment ulicy Krasickiego od ulicy Ustronie do ulicy Storczykowej. Dzień później roboty przeniosą się na kolejny odcinek – od ulicy Storczykowej do ulicy Rolniczej.

Wykonawca informuje, że podczas układania nowej nawierzchni ruch dla mieszkańców na aktualnie remontowanym fragmencie będzie niemożliwy. Oznacza to konieczność wcześniejszego zaplanowania wyjazdów i przejazdów.

Kierowcy powinni zwracać szczególną uwagę na tymczasowe oznakowanie oraz stosować się do poleceń osób kierujących ruchem.

 

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Ostatnia „Pohulanka” minionego lata. Myszków pożegnał sezon tańcem pod chmurką

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Urząd Miasta Myszkowa

Muzyka na żywo, taniec, pieczonki i kilka godzin wspólnej zabawy pod gołym niebem. W miniony czwartek Kompleks Dotyk Jury po raz ostatni w tym sezonie gościł uczestników „Pohulanki na Pohulance”. Finałowe spotkanie zakończyło cykl letnich potańcówek, które przez wakacje regularnie przyciągały mieszkańców Myszkowa.

„Pohulanka na Pohulance” ruszyła 16 lipca. Kolejne spotkania odbywały się co dwa tygodnie – 30 lipca, 13 sierpnia i 27 sierpnia. Wrześniowa odsłona była zwieńczeniem całego cyklu.

Pomysł był prosty i, jak pokazały kolejne odsłony wydarzenia, skuteczny. Bez biletów, sztywnego programu i oficjalnej oprawy. Zamiast tego – muzyka, parkiet pod chmurką i możliwość spędzenia kilku godzin w swobodnej atmosferze.

Na finałowym spotkaniu ponownie zagrał zespół muzyczny, a uczestnicy mogli korzystać z bufetu. Przygotowano przekąski, ciepłe i zimne napoje, a także pieczonki. Najważniejsza była jednak sama zabawa. Na murawie pojawiali się zarówno seniorzy, jak i młodsi mieszkańcy, dzięki czemu wydarzenie miało rzeczywiście międzypokoleniowy charakter.

Za organizację wydarzenia odpowiadali Polski Związek Emerytów i Rencistów w Myszkowie, Stowarzyszenie Emerytów i Rencistów Policyjnych w Myszkowie oraz Związek Emerytów i Rencistów Pożarnictwa Rzeczypospolitej Polskiej. W przygotowanie potańcówek włączyły się także Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji w Myszkowie oraz miasto.

Letni cykl pokazał, że do przyciągnięcia ludzi nie zawsze potrzeba rozbudowanego programu i dużych nazwisk na scenie. Wystarczy dobra muzyka, miejsce do tańca i atmosfera, która zachęca, by zostać dłużej. Wrześniowa „Pohulanka” zamknęła tegoroczny sezon, ale po frekwencji i zainteresowaniu widać, że mieszkańcy polubili tę formę wspólnego spędzania czasu.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Zátopek Myszków Team na trasie w Czechach. Miasto reprezentowało czterech zawodników

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Urząd Miasta Myszkowa

Blisko 300 zawodników z kilku krajów Europy stanęło na starcie 24. Biegu Emila Zátopka w czeskiej Kopřivnicy. W międzynarodowej imprezie nie zabrakło reprezentantów Myszkowa, którzy jako Zátopek Myszków Team zmierzyli się z wymagającą, liczącą 22,5 km trasą. Najszybszy z myszkowian był Grzegorz Karcz.

Zawody odbyły się w minioną sobotę w partnerskim mieście Myszkowa. Bieg poświęcony jest pamięci Emila Zátopka, jednego z najwybitniejszych czeskich lekkoatletów w historii i wielokrotnego medalisty olimpijskiego. Tegoroczna rywalizacja zgromadziła zawodników z Czech, Polski i innych państw europejskich.

Myszków reprezentowali Joanna Karcz, Grzegorz Karcz, Mateusz Kostrzewski i Andrzej Sutkowski. Na potrzeby zawodów stworzyli drużynę Zátopek Myszków Team, startując w okolicznościowych koszulkach z logo miasta.

Najlepiej z czwórki reprezentantów wypadł Grzegorz Karcz. Pokonanie górskiej trasy zajęło mu 1 godzinę, 46 minut i 3 sekundy. Wynik ten dał mu 42. miejsce w klasyfikacji generalnej.

Trasa zawodów ma szczególny, symboliczny charakter. Bieg rozpoczyna się w Kopřivnicy, rodzinnym mieście Zátopka, w pobliżu pomnika sportowca odsłoniętego 21 września 2002 roku, w 80. rocznicę jego urodzin. Tegoroczną edycję zainaugurował burmistrz Kopřivnicy Adam Hanus.

Meta znajduje się natomiast w Rožnovie pod Radhoštěm, na terenie Drewnianego Miasta. To tam pochowani są Emil Zátopek oraz jego żona Dana Zátopková i tam odbywa się ceremonia wręczenia nagród.

Termin zawodów również nie jest przypadkowy. Impreza organizowana jest co roku w sobotę przypadającą najbliżej 19 września, czyli dnia urodzin Zátopka. Słynny biegacz przyszedł na świat 19 września 1922 roku. Tego samego dnia i roku urodziła się także jego późniejsza żona Dana, wybitna oszczepniczka i mistrzyni olimpijska.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Sto cztery lata pana Edwarda. Wyjątkowy jubileusz mieszkańca Myszkowa

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Urząd Miasta Myszkowa

Edward Homik z Myszkowa 12 września obchodził 104. urodziny. Jest obecnie drugim najstarszym mieszkańcem miasta.

Z tej okazji jubilata odwiedziła kierownik Urzędu Stanu Cywilnego Kamila Kot, która, także w imieniu burmistrza, przekazała mu życzenia zdrowia, spokoju i wielu dobrych chwil z najbliższymi.

– Podczas spotkania jubilat otrzymał bukiet kwiatów oraz upominek. Odczytano również list gratulacyjny przesłany specjalnie na tę okazję przez wojewodę śląskiego Marka Wójcika – informuje urząd miejski.

Urodziny pana Edwarda były przede wszystkim rodzinnym i bardzo osobistym świętem. Tak imponujący wiek budzi szacunek, a sam jubilat należy dziś do grona najstarszych mieszkańców Myszkowa.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Grozi jej osiem lat więzienia, ale stoi na czele rady. Próba odwołania Beaty J.-B. zakończyła się fiaskiem

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Starostwo Powiatowe w Myszkowie/Screenshot

Na Beacie J.-B. ciążą zarzuty karne, a sprawa trafiła już do sądu. Za zarzucane jej czyny grozi kara sięgająca ośmiu lat pozbawienia wolności. Mimo to próba odsunięcia jej od reprezentacyjnej funkcji przewodniczącej Rady Powiatu w Myszkowie zakończyła się fiaskiem. W tajnym głosowaniu padł remis – dziewięć głosów za odwołaniem i dziewięć przeciw. Do pozbawienia jej stanowiska zabrakło więc zaledwie jednego głosu.

Dzisiejszą nadzwyczajną sesję zwołano na wniosek dziewięciorga radnych: Eugeniusza Bugaja, Doroty Kaim-Hagar, Mariusza Karkochy, Rafała Kępskiego, Marzeny Kulak, Izabeli Masłoń, Katarzyny Miklas, Mariusza Morawca i Sebastiana Rucińskiego. W obradach uczestniczyło 18 z 19 radnych. Na sali zabrakło Marleny Wiśniewskiej.

Wnioskodawcy domagali się odwołania Beaty J.-B. z funkcji przewodniczącej. W uzasadnieniu wskazali przede wszystkim na postępowanie karne. Jak odczytano podczas sesji, prokuratura przedstawiła radnej zarzuty, a następnie skierowała do sądu akt oskarżenia obejmujący zarzuty poświadczenia nieprawdy w dokumentacji medycznej oraz utrudniania pracy wymiaru sprawiedliwości. Sprawa ma pozostawać w związku z postępowaniem dotyczącym Wojciecha P., niegdyś posła, byłego przewodniczącego rady powiatu i ex- naczelnego lekarza SP ZOZ w Myszkowie.

Autorzy wniosku zastrzegli jednocześnie, że nie przesądzają o odpowiedzialności karnej przewodniczącej, która może zostać stwierdzona wyłącznie przez sąd. Ich zdaniem sama sytuacja może jednak wpływać na sposób postrzegania zarówno rady powiatu, jak i myszkowskiego SP ZOZ-u.

Drugą grupę argumentów stanowiły zastrzeżenia dotyczące pracy samej rady. Wnioskodawcy wskazali na sposób organizowania sesji, udzielania głosu radnym, prowadzenia dyskusji oraz stosowania postanowień statutu powiatu i regulaminu rady. To właśnie ogólny charakter tych zarzutów stał się jednym z głównych punktów późniejszego sporu.

Pierwsza do obszernej polemiki przystąpiła Agata Feret. Radna odczytała oświadczenie, w którym mowa była o wykorzystywaniu trwającego postępowania karnego jako argumentu przemawiającego za zmianą przewodniczącej. Wielokrotnie odwoływała się do konstytucyjnej zasady domniemania niewinności.

– Zarzut nie jest wyrokiem. Akt oskarżenia nie jest wyrokiem, a prowadzone postępowanie karne nie jest stwierdzeniem winy – czytała Feret.

Radna w piśmie podkreślała, że o odpowiedzialności karnej może rozstrzygnąć sąd, a rada powiatu nie powinna wchodzić w jego rolę. Jej zdaniem autorzy wniosku, jeżeli chcą powoływać się na postępowanie karne, muszą bardzo wyraźnie oddzielić fakt wniesienia aktu oskarżenia od stwierdzenia winy.

– Od rozstrzygania o odpowiedzialności karnej jest niezawisły sąd, a nie rada powiatu – doczytała.

Podczas prezentacji treści oświadczenia Agata Feret zażądała również konkretów w drugiej części zarzutów. W jej ocenie samo wskazanie na problemy z prowadzeniem obrad, udzielaniem głosu czy przestrzeganiem statutu było niewystarczające.

– Jeżeli przewodnicząca miała naruszyć statut, wskażcie konkretny paragraf. Jeżeli miała naruszyć przepisy prawa, wskażcie konkretny przepis. Jeżeli miała uniemożliwić radnemu zabranie głosu, wskażcie sesję, punkt obrad i sytuację, której zarzut dotyczy – kontynuowała lekturę.

Radna oceniła w niej, że wniosek ma charakter polityczny i właśnie w taki sposób powinien być przedstawiany, zamiast – w jej ocenie – opierać się na ogólnych sformułowaniach dotyczących postępowania karnego czy prowadzenia sesji.

– Jeżeli chcą państwo odwołać przewodniczącą, zróbcie to uczciwie i powiedzcie wprost. Jest to nasza decyzja polityczna i ocena jej pracy – można było usłyszeć.

Głos zabrała także radna Zdzisława Polak, która domagała się od autorów wniosku wskazania konkretnych błędów popełnianych przez przewodniczącą podczas prowadzenia posiedzeń.

– Pokażcie te zarzuty. Gdzie polegają błędy naszej przewodniczącej w prowadzeniu obrad? Proszę bardzo, chętnie ich wysłucham – mówiła.

Następnie przeszła do kwestii postępowania karnego i pytała, na jakiej podstawie autorzy wniosku mieliby zakładać jego finał.

– Skąd macie pewność, że pani przewodnicząca Beata zostanie przez sąd skazana? Póki co obowiązuje zasada domniemania niewinności, na co sami zwróciliście uwagę we wniosku. Więc po co ta zadyma? W jakim celu? – pytała.

Według Polak rada zajęła się w ten sposób sprawą, która odciąga uwagę od innych problemów. Jako przykład wskazała sytuację służby zdrowia.

– Widzimy, jaka sytuacja w kraju. Służba zdrowia nam się wali. Źle Polska jest zarządzana, a my wywołujemy burzę w szklance wody, bo nam się pani przewodnicząca nie podoba – zestawiała lokalny temat z ogólnopolskimi problemami.

Zdzisława Polak nawiązała także do wcześniejszej wymiany zdań z Katarzyną Miklas, która podczas poprzedniej sesji miała zarzucić jej brak empatii przy zadawaniu pytań przedstawicielom Wód Polskich.

– A czy pani, składając taki oskarżający wniosek w stosunku do naszej przewodniczącej, wykazuje pani choć odrobinę empatii? Wstydzę się za was – zakończyła Polak.

Na te zarzuty odpowiedział Rafał Kępski, jeden z podpisanych pod wnioskiem radnych. Przekonywał, że jego autorzy w żadnym miejscu nie przesądzili o winie przewodniczącej, a część ich argumentacji została podczas dyskusji przedstawiona w sposób odbiegający od rzeczywistej treści dokumentu. Samorządowiec przypomniał fragment uzasadnienia, w którym wprost zapisano, że odpowiedzialność karna podlega ocenie właściwych organów i sądu z poszanowaniem zasady domniemania niewinności.

– My nie chcemy się zajmować tym, co państwo tu teraz mówicie. Nie będziemy wyrokować w żadnej z tej sytuacji. Nie będziemy się tym po prostu zajmować – odpowiadał Rafał Kępski.

Jak tłumaczył, istotą problemu ma być nie przesądzenie winy, ale reprezentacyjny charakter funkcji przewodniczącej. W jego ocenie Beata J.-B. powinna sama ustąpić na czas postępowania.

– Oprócz prowadzenia rady pani przewodnicząca reprezentuje nas także na zewnątrz. W tej sytuacji pani przewodnicząca powinna zrezygnować z tej funkcji – przekonywał.

Kępski sięgnął również do poprzedniej kadencji, przypominając wcześniejsze próby odwołania Wojciecha P. Następnie zwrócił uwagę, że kiedy sam był odwoływany z pełnionej funkcji, wniosek -jak twierdził – nie zawierał uzasadnienia.

– Jakie było uzasadnienie, pamięta pani? Ani jedno zdanie. Prosiłem o to, żebyście chociaż mi powiedzieli, dlaczego chcecie mnie odwołać? Nie dowiedziałem się – skwitował.

Na koniec ponownie oddzielił kwestię winy od sprawowania funkcji.

– Pani Beata, jeżeli czuje się niewinna, to się obroni przed sądem, ale uważamy, że nie powinna nas reprezentować na zewnątrz i taki był cel naszego wniosku – podsumował radny Kępski.

Eugeniusz Bugaj również podkreślał znaczenie wizerunku rady i autorytetu osoby stojącej na jej czele. Zaznaczył przy tym, że osobiście ceni Beatę J.-B., ale inaczej ocenia sytuację z perspektywy pełnionej przez nią funkcji.

– Mówi się, żeby mieć autorytet, znaczy budzić szacunek, zaufanie, uznanie ludzi dzięki swojej wiedzy, uczciwości, właściwej postawie życiowej. Jako osobę bardzo cenię panią, natomiast odnosząc się do sytuacji reprezentowania nas jako radnych, no trochę ten wizerunek nam się krzywi – powiedział Bugaj.

Radny przywołał przykład samorządowca z sąsiedniego powiatu, który – jak mówił – w podobnej sytuacji zrezygnował z pełnionej funkcji „dla dobra pozostałych”.

Po stronie autorów wniosku stanęła także Dorota Kaim-Hagar. Argumentowała, że osoba sprawująca tak eksponowaną funkcję powinna cieszyć się niekwestionowaną opinią, a obecna sytuacja – niezależnie od przyszłego rozstrzygnięcia sądu – wpływa na wizerunek rady.

– Istotnie pełniąc tak reprezentacyjną funkcję należy wykazać się nieskazitelną opinią. Sytuacja, z jaką mamy do czynienia powoduje, że na tej opinii powstała rysa – mówiła.

Radna oceniła, że najlepszym rozwiązaniem byłaby dobrowolna rezygnacja przewodniczącej. Jak przekonywała, powiat jest zbyt często kojarzony z informacjami o zarzutach postawionych osobie stojącej na czele rady. Kaim-Hagar zwróciła uwagę, że zarzuty nie zostały sformułowane przez politycznych przeciwników J.-B., ale przez prokuraturę.

– My w swoim wniosku absolutnie nie przesądzamy o winie pani przewodniczącej – podkreśliła.

Jej zdaniem rozwiązaniem pozwalającym ograniczyć konsekwencje wizerunkowe byłoby ustąpienie z funkcji do czasu zakończenia procesu.

– Honorowym wyjściem byłaby rezygnacja pani przewodniczącej z pełnionej funkcji na czas trwania procesu. W momencie uniewinnienia nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zawalczyć jeszcze raz o tę funkcję – stwierdziła Dorota Kaim-Hagar.

Po zakończeniu dyskusji rozpoczęła się formalna procedura głosowania. Ze względu na jego tajny charakter konieczne było powołanie komisji skrutacyjnej. W głosowaniu dotyczącym odwołania przewodniczącej udział wzięło wszystkich 18 obecnych radnych. Do skutecznego odwołania Beaty J.-B. potrzebnych było 10 głosów. Padło dziewięć, a drugie tyle oddano przeciwko jej odwołaniu.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Ręka przytrzaśnięta drzwiami, autobus miał najechać na nogę pasażera. Policja szuka świadków

Opublikowany

,

Monika Wójcik
Kingmaker (zdjęcie ilustracyjne)

Myszkowscy policjanci wyjaśniają okoliczności zdarzenia, do którego miało dojść 14 września w rejonie przystanku autobusowego przy Galerii „Oczko” w Myszkowie. Według informacji przekazanych mundurowym podczas wsiadania do autobusu jeden z pasażerów miał zostać przytrzaśnięty drzwiami, a następnie pojazd miał najechać na jego nogę. Policja poszukuje osób, które mogły widzieć przebieg zdarzenia.

Do sytuacji miało dojść około godz. 17.00 przy ulicy Kościuszki. Ze wstępnych informacji wynika, że podczas zamykania drzwi autobusu ręka wsiadającego pasażera miała zostać przytrzaśnięta. Następnie autobus miał najechać na nogę mężczyzny.

– Na tym etapie policja nie przesądza jednak, czy zdarzenie przebiegało dokładnie w taki sposób. Funkcjonariusze prowadzą czynności zmierzające do zweryfikowania otrzymanych informacji oraz ustalenia wszystkich okoliczności – poinformowało biuro prasowe myszkowskiej komendy.

Istotne mogą okazać się relacje osób, które w minioną niedzielę, we wspomnianym czasie, przebywały w rejonie przystanku przy galerii. Policjanci chcą również dotrzeć do pasażerów podróżujących w tym czasie autobusem linii nr 1.

Mundurowi apelują o kontakt do wszystkich osób, które były świadkami sytuacji lub posiadają informacje mogące pomóc w odtworzeniu jej dokładnego przebiegu. Informacje można przekazywać Wydziałowi Kryminalnemu Komendy Powiatowej Policji w Myszkowie pod numerami telefonów 47 858 42 80, 47 858 42 36 lub 47 858 42 00.

– Zeznania świadków mogą mieć kluczowe znaczenie dla ustalenia, co dokładnie wydarzyło się na przystanku i czy doszło do opisywanego przez zgłaszających zdarzenia – podkreślają policjanci.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Tu budują, tam niszczą. Myszków wskazuje dwa oblicza miejskiej przestrzeni

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Urząd Miasta Myszkowa

Przy ulicy Kwiatkowskiego w Myszkowie widać już, jak będzie wyglądał skwer po przebudowie. Najcięższe prace są za wykonawcą, stanął nowy pomnik, teren został uporządkowany, a do końca zostało już głównie wyposażenie przestrzeni – fontanna, ławki i ostatnie elementy wykończeniowe.

Na miejscu szczególnie rzuca się w oczy pomnik Poległym za Ziemię Myszkowską. Wokół niego zakończono większość robót związanych z nawierzchnią i zagospodarowaniem terenu. Teraz, jak informuje urząd miejski, zostały już przede wszystkim detale, które mają zdecydować o ostatecznym charakterze tego miejsca.

– Za chwilę pojawi się fontanna, ławki i mała architektura. Później pozostaną porządki i poprawki, po których skwer będzie można uznać za gotowy – podkreślają przedstawiciele magistratu.

Wystosowany komunikat nie był jednakże pozytywnym w całej okazałości, bo niemal w tym samym czasie miasto dostało dość brutalne przypomnienie, że nowe miejsca można urządzać, odnawiać i upiększać, ale później ktoś musi jeszcze chcieć o nie dbać.

Przy ulicy Wyszyńskiego zauważono zdewastowaną ławkę. Obrazek mocno kontrastuje z tym, co dzieje się przy Kwiatkowskiego. W jednym miejscu miasto kończy kolejną przestrzeń dla mieszkańców, w drugim ktoś bez większego namysłu niszczy to, co już im służyło.

To nie jest wyłącznie kwestia estetyki. Każda zniszczona ławka, kosz czy inny element wyposażenia oznacza kolejną naprawę albo wymianę. A za to ostatecznie płacą mieszkańcy.

Miasto zaapelowało więc o szacunek dla wspólnej przestrzeni. Trudno z takim apelem polemizować, bo nowe skwery i odnowione ulice mają sens tylko wtedy, gdy nie trzeba po kilku miesiącach wracać do nich z kolejnym rachunkiem za zniszczenia.

Pozostaje mieć nadzieję, że tym razem komuś nie przyjdzie do głowy udowadniać, jak szybko można zniszczyć coś, co dopiero co powstało.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Sto lat historii zapisanej służbą. OSP Myszków-Będusz rozpoczęła swe drugie stulecie

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. OSP Myszków-Będusz

Sto lat służby, kolejne pokolenia druhen i druhów oraz historia nierozerwalnie związana z mieszkańcami Będusza i całego Myszkowa. Ochotnicza Straż Pożarna Myszków-Będusz świętowała jubileusz stulecia działalności. Uroczystość była okazją do przypomnienia dorobku jednostki, uhonorowania zasłużonych strażaków i podziękowania wszystkim, którzy przez lata współtworzyli jej historię.

Obchody rozpoczęły się od mszy świętej w kościele pw. św. Anny w Myszkowie. Liturgii przewodniczył ks. proboszcz Paweł Wróbel, a koncelebrowali ją ks. kapelan Kazimierz Świerdza oraz ks. kapelan Zygmunt Filipczyk. Podczas nabożeństwa jednostka otrzymała figurkę św. Floriana – patrona strażaków.

Po zakończeniu mszy uczestnicy przemaszerowali przed remizę. Uroczystą kolumnę prowadził komendant gminny Dominik Jankowski, a oprawę muzyczną zapewniła Orkiestra Dęta OSP Żelisławice. Po przybyciu na miejsce złożono meldunek Zdzisławowi Banasiowi, członkowi prezydium zarządu głównego ZOSP RP, po czym rozpoczęła się oficjalna część jubileuszu.

W wydarzeniu uczestniczyli przedstawiciele administracji rządowej, samorządu, środowiska pożarniczego, zaprzyjaźnionych jednostek OSP oraz mieszkańcy. Jednym z najważniejszych momentów uroczystości było nadanie OSP Myszków-Będusz Złotego Znaku Związku OSP RP. Wyróżnienie stało się symbolicznym podsumowaniem wieku działalności i służby na rzecz lokalnej społeczności.

Podczas jubileuszu doceniono także strażaków, którzy przez lata angażowali się w działalność jednostki. Odznaką „Wzorowy Strażak” uhonorowani zostali Konrad Ptasik, Michał Skowron, Robert Szopiński, Artur Wrona, Bartłomiej Kos, Marek Micuda, Ewa Micuda oraz Mateusz Piopielarz. Szczególne wyróżnienie trafiło do Krystyna Karasia, który został uhonorowany za 50 lat służby.

Jubileusz miał jednak nie tylko oficjalny charakter. Był również momentem wspomnień i podziękowań dla tych, którzy przez kolejne dekady tworzyli jednostkę, wyjeżdżali do akcji, szkolili młodszych druhów i dbali o to, by strażacka tradycja była przekazywana następnym pokoleniom.

Po zakończeniu obchodów przedstawiciele OSP Myszków-Będusz podkreślili, że obecność gości, mieszkańców i zaprzyjaźnionych jednostek była dla nich ważnym świadectwem tego, jak silne miejsce straż zajmuje w lokalnej społeczności.

– Wasza obecność w tym wyjątkowym dniu była dla nas ogromnym zaszczytem i dowodem uznania dla stuletniej tradycji, trudnej służby oraz działalności na rzecz bezpieczeństwa naszej lokalnej społeczności – przekazali druhowie.

Podziękowali również za gratulacje, życzenia i wsparcie, które, jak zaznaczyli, daje im motywację do dalszej działalności.

– Dziękujemy za ciepłe słowa, gratulacje, życzenia oraz liczne wyrazy wsparcia, które dodają nam sił do dalszego społecznego działania „Bogu na chwałę, ludziom na ratunek” – dodali.

Słowa wdzięczności skierowano także do władz samorządowych, delegacji, innych jednostek OSP, sponsorów i mieszkańców, którzy uczestniczyli w jubileuszu i przez lata wspierali działalność straży.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Kilkanaście domów bez dojścia do nowej ścieżki. Radny chce dodatkowych trzystu metrów

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Archiwum (zdjęcie ilustracyjne)

Trwająca inwestycja powiatu przy ulicy Krasickiego ma poprawić warunki komunikacyjne w tej części Myszkowa, ale według jednego z radnych pozostawia nierozwiązany problem kilkunastu gospodarstw. Samorządowiec zwrócił się do zarządu powiatu o rozważenie budowy dodatkowych około 300 metrów chodnika lub utwardzonego pobocza w rejonie ulicy Papiernia.

Jak tłumaczył podczas sesji radny Rafał Kępski, obecny projekt kończy się w rejonie skrzyżowania ulic Krasickiego, Papiernia i Ustronie. Dalej wykonywane są tylko kanalizacja oraz nawierzchnia. Oznacza to, że mieszkańcy kilkunastu domów nadal nie będą mieli bezpiecznego dojścia do nowej infrastruktury pieszo-rowerowej.

– Tam jest kilkanaście domów, gdzie ci mieszkańcy nie mają możliwości dojścia do tej ścieżki, która właśnie kończy się na ulicy Ustronie – mówił Kępski.

Radny przyznał, że dalszy odcinek jest uwzględniany w kolejnym etapie, ale nie wiadomo, kiedy etap ten doczeka się finansowania. Dlatego zaproponował sprawdzenie, czy około 300 metrów można byłoby wykonać wcześniej, nawet w ramach osobnego zlecenia.

Wniosek ma teraz zostać przeanalizowany przez zarząd powiatu i Powiatowy Zarząd Dróg w Myszkowie.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Chodnik powstanie, lecz nie wszędzie. Na sesji padło pytanie o lukę przy galerii

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Fotolia

Starostwo powiatowe przeznacza 180 tys. zł na budowę drogi dla pieszych wzdłuż ulicy Pułaskiego, od galerii handlowej do Zespołu Szkół nr 2 w Myszkowie. Inwestycja ma poprawić bezpieczeństwo uczniów i pieszych, ale podczas sesji pojawiło się pytanie, dlaczego realizowany jest tylko fragment i czy w całym ciągu nie pozostanie luka.

Radny Eugeniusz Bugaj zwrócił uwagę, że projektowany odcinek ma około 450 metrów i szerokość jednego metra. Radny dziękował za planowaną inwestycję, ale jednocześnie pytał o dalszą część trasy.

– Zastanawia mnie dlaczego tylko taki kawałek 450 metrów – mówił.

Chodzi przede wszystkim o odcinek pomiędzy urzędem skarbowym a galerią. Samorządowiec sugerował, że warto byłoby zrealizować całe połączenie, a jeśli powiat nie dysponuje środkami, być może do rozmów można byłoby włączyć właściciela galerii.

Starosta poinformował, że urzędnicy przeanalizowali dokumentację przebudowy drogi wojewódzkiej. Z projektu wynika, że odcinek od urzędu skarbowego do galerii jest już uwzględniony w inwestycji województwa. Problem polega na tym, że brakuje właśnie fragmentu pomiędzy galerią a szkołą, dlatego powiat chce wykonać go samodzielnie.

Urzędnik zastrzegł jednak, że powiat będzie obserwował ewentualne zmiany w dokumentacji wojewódzkiej. Jeżeli planowany wcześniej fragment zostałby wykreślony, samorząd nie wyklucza rozmów z galerią.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Droga z Postępu do Mrzygłodu drożeje. Radny domaga się wyjaśnień

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Archiwum (zdjęcie ilustracyjne)

Waloryzacja wynagrodzenia wykonawcy przebudowy drogi powiatowej na odcinku od ronda w Postępie do ronda w Myszkowie-Mrzygłodzie kosztować ma powiat dodatkowe 265 tys. zł. Sama kwota nie była jednak jedynym problemem podniesionym podczas ostatniej sesji rady powiatu. Jeden z radnych zwrócił uwagę na rozbieżność pomiędzy informacjami przekazanymi radnym na komisji a zapisami sprawozdania zarządu dotyczącymi okresu objętego waloryzacją.

W zmianach budżetu zabezpieczono dodatkowo 265 tys. zł. Na tę kwotę składa się 92,8 tys. zł waloryzacji wynagrodzenia oraz 172,2 tys. zł waloryzacji robót pozostałych do wykonania. Radny Rafał Kępski przypomniał, że dzień wcześniej podczas komisji miał usłyszeć, iż waloryzacja obejmuje tylko pierwotny okres kontraktu. Tymczasem w sprawozdaniu zarządu znalazła się informacja wskazująca na okres sięgający maja lub czerwca tego roku, czyli obejmujący również czas po aneksowaniu terminu realizacji. Starosta zapewniał, że dodatkowe wynagrodzenie nie dotyczy aneksów.

– Waloryzacja dotyczy tylko robót podstawowych, ponieważ z kontraktu podstawowego cały czas są wykonywane prace i nie dotyczy aneksów – odpowiedział.

Radnego to jednak nie przekonało.

– W sprawozdaniu jest wprost napisane, wykonawca zwrócił się z wnioskiem o waloryzację wynagrodzenia należnego za okres wykonany od grudnia 2025 do maja 2026, czyli obejmował to aneks przedłużający wykonanie tej inwestycji – wskazał Kępski o poprosił o szczegółowe wyjaśnienie sprawy na piśmie.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Radne poszły na zwarcie. Polak i Miklas starły się o Wody Polskie

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Starostwo Powiatowe w Myszkowie/Screenshot

Spór o sposób, w jaki podczas poprzedniej sesji potraktowano przedstawicieli Wód Polskich, przeniósł się na kolejne obrady rady powiatu i przerodził się w personalną wymianę zdań pomiędzy Zdzisławą Polak a Katarzyną Miklas. Padły pytania o „zlecenie”, zarzut „słownego osaczenia” gości oraz apel, by radni zamiast oceniać siebie nawzajem zajmowali się materiałami przedkładanymi radzie.

Punktem wyjścia było pytanie Katarzyny Miklas, czy przedstawiciele Wód Polskich byli wcześniej prawidłowo zapraszani na sesje. Po uzyskaniu potwierdzenia stwierdziła, że wiceprzewodnicząca Zdzisława Polak powinna przeprosić gości za sposób, w jaki zostali potraktowani podczas wcześniejszych obrad.

W części poświęconej oświadczeniom Polak odpowiedziała już znacznie ostrzej.

– Chciałabym panią zapytać, szanowną koleżankę radną Miklas, na jakiej podstawie prawnej stara się pani ograniczyć moje prawo do swobodnego zadawania pytań osobom, które tu przychodzą i reprezentują np. Wody Polskie – mówiła.

Następnie zasugerowała, że krytyczne stanowisko Miklas jest zbieżne z komentarzami pojawiającymi się wcześniej w internecie.

– Chyba, że pani ktoś to zlecił, bo widzę, że takie wypowiedzi, które pani tu dzisiaj zacytowała już się pojawiły na Facebooku (…) Czy pani dostała zlecenie? – pytała.

Zdzisława Polak podkreślała, że nie zamierza przepraszać, ponieważ jej zdaniem sprawozdanie Wód Polskich było zbyt ogólne i zawierało niewiele informacji dotyczących bezpośrednio powiatu myszkowskiego. Katarzyna Miklas z kolei odpowiedziała, że jej krytyka nie dotyczy prawa radnej do zadawania pytań, lecz sposobu traktowania zaproszonych gości.

– Było, mówiąc językiem prostym i kolokwialnym, głupio i przykro, że zapraszani goście zostali słownie osaczeni – stwierdziła.

Zaprzeczyła jednocześnie, aby znała lub inspirowała się wpisami wskazywanymi przez Zdzisławę Polak.

– Nie czytałam żadnej jej wypowiedzi, nie znam treści tych wypowiedzi – odpowiedziała.

Na zakończenie próbowała sprowadzić konflikt do kwestii wzajemnego szacunku.

– Ja tylko panią proszę, abyśmy miło traktowali gości, tylko tyle. I siebie nawzajem – powiedziała Katarzyna Miklas.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Elektryczne autobusy znowu problemem. Naprawy mają potrwać do końca października

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Starostwo Powiatowe w Myszkowie

Problem autobusów elektrycznych ponownie wrócił podczas sesji rady powiatu. Po wcześniejszych przeglądach wykazujących konieczność wykonania napraw powiat podpisał już umowę z wykonawcą. Pojazdy mają zostać doprowadzone do właściwego stanu do 26 października, a koszt samej wcześniejszej diagnostyki wyniósł prawie 26 tys. zł.

O aktualny stan sprawy pytała Dorota Kaim-Hagar. Radna chciała wiedzieć, czy wskazane podczas przeglądów usterki zostały już usunięte i czy powiat wystąpił o zwrot poniesionych kosztów.

Starosta poinformował, że umowę dotyczącą napraw podpisano pod koniec lipca.

– Do 26 października mają być te autobusy naprawione – powiedział.

Na razie powiat poniósł koszt diagnostyki wynoszący blisko 26 tys. zł. Jak wynika z wypowiedzi starosty, do firmy odpowiedzialnej wcześniej za pojazdy skierowano wezwanie do zapłaty. Urzędnik nie spodziewa się jednak, aby pieniądze zostały dobrowolnie zwrócone.

– Sądzę, że wezwanie do zapłaty z tą notą będzie bezskuteczne, zatem potrącimy po prostu kwotę z funduszu gwarancyjnego – zapowiedział.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Policjant z Myszkowa najlepszy. Mateusz Łabuś wygrał wojewódzki finał „Dzielnicowego Roku”

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Policja Śląska

Kom. Mateusz Łabuś z Komendy Powiatowej Policji w Myszkowie został najlepszym kierownikiem rewiru dzielnicowych w województwie śląskim. Policjant zwyciężył w wojewódzkich eliminacjach XVI Ogólnopolskich Zawodów Policjantów Dzielnicowych „Dzielnicowy Roku” 2026 i w październiku będzie reprezentował śląski garnizon podczas ogólnopolskiego finału.

Rywalizacja nie ograniczała się do jednego sprawdzianu. Uczestnicy musieli wykazać się zarówno wiedzą, jak i praktycznymi umiejętnościami potrzebnymi w codziennej służbie. Oceniano ich podczas testu wiedzy policyjnej, konkurencji strzeleckiej oraz zadań wymagających właściwej reakcji na konkretne sytuacje zgłaszane przez mieszkańców.

Szczególnie wymagająca była część praktyczna, podczas której policjanci wcielali się w funkcjonariuszy przyjmujących interesanta zgłaszającego problem. Liczyło się nie tylko prawidłowe rozpoznanie sytuacji i podjęcie odpowiednich działań, ale również sposób prowadzenia rozmowy, komunikacja, reakcja na emocje drugiej osoby i umiejętność wskazania możliwego rozwiązania.

W komisji oceniającej znaleźli się między innymi psychologowie Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach. W konkurencji strzeleckiej brano natomiast pod uwagę nie tylko celność, ale także prawidłowe przygotowanie do strzelania, zachowanie zasad bezpieczeństwa i właściwą postawę policjanta.

Po podsumowaniu wszystkich konkurencji pierwsze miejsce w kategorii kierowników rewirów dzielnicowych zajął kom. Mateusz Łabuś z Myszkowa. Drugie miejsce przypadło st. asp. Waldemarowi Głąbowi z Komendy Miejskiej Policji w Tychach, a trzecie asp. szt. Adamowi Faberowi z Komendy Miejskiej Policji w Piekarach Śląskich.

Zwycięstwo oznacza dla Łabusia awans do ogólnopolskiego etapu zawodów. W dniach 20-23 października w Szkole Policji w Katowicach będzie reprezentował garnizon śląski razem z dwoma najlepszymi dzielnicowymi województwa – mł. asp. Andrzejem Miką z Wodzisławia Śląskiego i sierż. Marcinem Tomaszewskim z Katowic.

Tegoroczna edycja zawodów miała dodatkowy wymiar symboliczny. W 2026 roku przypada bowiem 100-lecie utworzenia w policji stanowiska dzielnicowego. Wojewódzki finał połączono więc z jubileuszowymi obchodami i przypomnieniem roli funkcjonariuszy, którzy na co dzień są jednym z najbliższych mieszkańcom ogniw policji.

Dla myszkowskiej komendy wynik Mateusza Łabusia jest nie tylko indywidualnym sukcesem funkcjonariusza, ale również prestiżowym wyróżnieniem całej jednostki. Teraz przed nim najważniejszy sprawdzian – walka o miejsce w krajowej czołówce.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Szkoła ma fotowoltaikę, a i tak zabrakło na prąd. Radny Bugaj: Jakoś nie przekonują mnie te wyjaśnienia

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Starostwo Powiatowe w Myszkowie/Screenshot

Dodatkowe 60 tys. zł na energię w Zespole Szkół nr 1 w Myszkowie wzbudziło wątpliwości części radnych. Pytali, jak mogło dojść do tak znacznego niedoszacowania kosztów w placówce posiadającej instalację fotowoltaiczną i przechodzącej obecnie termomodernizację. Dyrektorka szkoły tłumaczyła, że zużycie nie wzrosło znacząco, problemem są natomiast zbyt nisko zaplanowane środki, koszty przesyłu i energia pobierana podczas robót budowlanych. Eugeniusza Bugaja te wyjaśnienia nie przekonały.

Rafał Kępski jako pierwszy zwrócił uwagę na skalę korekty. Przypomniał, że w tegorocznym planie na energię przewidziano mniej niż rok wcześniej. Starosta potwierdził, że w poprzednim roku plan wynosił około 480 tys. zł, a w obecnym 430 tys. zł. Powstała więc luka, którą trzeba obecnie uzupełnić.

Dyrektorka placówki wyjaśniała z kolei, że zużycie energii jest porównywalne z ubiegłorocznym, natomiast na terenie szkoły trwa termomodernizacja, a wykonawca korzysta z prądu placówki. Zużycie to ma zostać później rozliczone. Odniosła się również do fotowoltaiki.

– Jeżeli chodzi o fotowoltaikę, która jest zainstalowana na warsztacie samochodowym, są to 54 panele, nie mamy magazynu energii. I teraz, kiedy najwięcej jest produkcji tej energii, nie możemy jej wykorzystywać na dzień dzisiejszy – wyjaśniała.

Przyznała też, że szkoła sama założyła niższe koszty niż ostatecznie okazały się potrzebne.

– Zaplanowaliśmy w tym roku mniej środków na energię elektryczną (…) no niestety przeszacowaliśmy tutaj w tym momencie, bo jednak te rachunki są dosyć wysokie – mówiła.

Eugeniusz Bugaj otwarcie zakwestionował przedstawione tłumaczenia.

– Jakoś nie przekonują mnie te wyjaśnienia – stwierdził.

Radny zwracał uwagę, że przy instalacji fotowoltaicznej energia oddawana do sieci powinna mieć odzwierciedlenie w rozliczeniach i pomniejszać rachunki. Kwestionował także możliwość, by ekipa prowadząca termomodernizację zużyła prąd odpowiadający tak dużej wartości.

– A 60 tys. zł przy tej ilości megawatów? Nie wiem jak i jaki sprzęt musiała używać firma do wymieszania zaprawy cementowej czy klejowej do styropianu, który tam przyklejają do ścian. To ma się nijak do tej kwoty, którą tutaj zobaczyliśmy – mówił.

Dyrektorka odpowiedziała, że nie jest elektrykiem i nie chce prowadzić technicznej polemiki, ale zapewniła, że placówka stara się ograniczać koszty. Zwróciła również uwagę na opłaty niezależne od faktycznego zużycia.

– Same opłaty przesyłowe od dostawy energii to jest 7 tys. zł miesięcznie – podała.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Rusza proces przewodniczącej rady powiatu. Lokalny dziennikarz stawia pytania o bezstronność sędziego

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Starostwo Powiatowe w Myszkowie/Screenshot

Przed Sądem Rejonowym w Myszkowie ma się dziś rozpocząć proces Beaty J.-B., lekarki i przewodniczącej Rady Powiatu w Myszkowie, oskarżonej w sprawie dotyczącej utrudniania pracy wymiaru sprawiedliwości. Sprawie szeroko przyjrzał się myszkowski dziennikarz Jarosław Mazanek, który w swojej publikacji zwrócił uwagę na osobę sędziego Marka Zachariasza i jego wcześniejsze kontakty z rodziną oskarżonej.

Jak wynika z ubiegłotygodniowego artykułu Mazanka pt. „Rusza proces przewodniczącej. Lekarka główną oskarżoną. Co zrobi sędzia, przyjaciel rodziny oskarżonej?”, Beata J.-B. ma odpowiadać za czyn zagrożony karą do ośmiu lat pozbawienia wolności. Przewodnicząca rady powiatu, jest zatrudniona jako lekarka w myszkowskim szpitalu, gdzie miała wystawić niezgodne z prawdą zwolnienie lekarskie. Te z kolei miało spowodować niestawiennictwo świadka na rozprawie w innym postępowaniu karnym. Oskarżona nie przyznaje się do winy.

Najbardziej kontrowersyjna część publikacji myszkowskiego dziennikarza dotyczy jednak nie samego zarzutu, lecz sędziego Marka Zachariasza, któremu powierzono prowadzenie sprawy. Mazanek w swoim tekście przypomina, że sędzia złożył wniosek o wyłączenie go od orzekania, lecz wniosek został uznany za bezzasadny przez innego sędziego z tego samego wydziału. Dziennikarz zwraca przy tym uwagę na wcześniejsze relacje Zachariasza z osobami związanymi z oskarżoną.

– Co ciekawe, sędzia Marek Zachariasz, wyznaczony do sprawy Beaty J.-B. złożył wniosek o wyłączenie go od orzekania w jej sprawie, ale inny sędzia z tego samego wydziału karnego uznał wniosek za bezzasadny. Nie pomogła nawet interwencja Prokuratury Okręgowej w Częstochowie, która wskazała również na inne okoliczności, z powodu których sędzia Zachariasz nie powinien orzekać w procesie Beaty J.-B. – pada w artykule między innymi taki fragment.

Mazanek wskazuje również, że Zachariasz miał wcześniej zostać odsunięty od orzekania w procesie Wojciecha P., byłego posła i przewodniczącego rady powiatu, z uwagi na ich relacje towarzyskie i uczestnictwo we wspólnych polowaniach. Według publikacji obaj należeli do tego samego koła łowieckiego. Autor przywołuje też dokumenty z innych postępowań, w których miały pojawiać się informacje o prywatnych kontaktach sędziego z rodziną oskarżonej. Szczególnie istotny jest przytoczony w tekście fragment pisma procesowego.

Jarosław Mazanek opisuje też stanowisko rzecznika Sądu Okręgowego w Częstochowie, sędziego Dominika Bogacza. Jak relacjonuje, Zachariasz we wniosku o wyłączenie miał wskazać, że oskarżona „udzielała mu świadczeń zdrowotnych”. Autor publikacji podkreśla jednocześnie, że nie wie, czy we wniosku znalazły się również informacje dotyczące ewentualnych relacji prywatnych i towarzyskich.

– Teraz sędzia Marek Zachariasz ma rozstrzygnąć, czy oskarżona, z którą – wszystko na to wskazuje – jest w bliskich i wieloletnich relacjach towarzyskich, ma ocenić, czy prokuratura słusznie postawiła jej zarzuty karne, zagrożone karą 8 lat pozbawienia wolności – pisze redaktor.

Autor idzie jednak znacznie dalej. W końcowej części tekstu opisuje informacje uzyskane od anonimowego świadka.

– Dotarliśmy do świadka, który twierdzi, że w domu dzisiaj oskarżonej Beaty J.-B. dochodziło do ciekawych spotkań. W sądzie toczył się proces, a w domu polityczki, dzisiaj przewodniczącej Rady Powiatu w Myszkowie, miało dochodzić do spotkań podczas których sędzia orzekający w jednym z procesów miał uzgadniać z obrońcą jakie zada pytania świadkom na rozprawie – przekonuje. – Sędzia w zamian miał otrzymywać inne świadczenia, w tym zwolnienia lekarskie, gdy dopadały go „chwile słabości”. Nie podajemy innych szczegółów które uzyskaliśmy od naszego informatora, ponieważ uważamy, że to okoliczności które mogą wskazywać na poważne przestępstwo. Jeżeli było tak, jak mówi nasz informator, mamy podejrzenie „zbrodni sądowej” – dodaje w kolejnym, jeszcze mocniejszym fragmencie dziennikarz.

CZYTAJ DALEJ

NAJPOPULARNIEJSZE