Poczesna
Spektakl na jubileusz. Z przytupem podsumowano dziesięć lat działalności gminnych zespołów
2 października w hali w Poczesnej miał miejsce Taneczny Spektakl Jubileuszowy „Stworzenie Świata”. To wydarzenie, które miało uświetnić dziesięć lat funkcjonowania zespołów Iskierki, Błysk, Takt i Rytm.
Choreografię przygotowała Paulina Peryga, instruktor z Gminnego Centrum Kultury, Informacji i Rekreacji w Poczesnej i od dekady kierownik artystyczny rodzimych grup tanecznych, które specjalizują się w tańcu współczesnym, improwizacji ruchowej i ekspresji scenicznej. Prowadzone przez Perygę zespoły tworzą etiudy i spektakle taneczne.
– Zespoły z Gminnego Centrum Kultury, Informacji i Rekreacji w Poczesnej istnieją ponad dziesięć lat i już zdążyły zdobyć serca publiczności i uznanie jury na festiwalach, konkursach, przeglądach tanecznych i teatralnych, zajmując czołowe lokaty. Od września 2018 roku zajęcia odbywają się w sali z lustrami i poręczą do ćwiczeń. Została utworzona sala baletowa. W 2017 powstała najmłodsza grupa „Iskierki”, dla których zostały utworzone zajęcia baletowe – podkreśla Iwona Skorupa, dyrektor GCKIiR.
Wspomniane wydarzenie spotkaoł się z wyjątkowo dużym zainteresowaniem lokalnej społeczności.
– Tematyka poruszana w układach choreograficznych to głównie problemy i niedostosowanie współczesnego człowieka, jego zagubienie i duchowa wrażliwość dotkliwie odsłonięta w dzisiejszym świecie poddanym dyktatowi pieniądza, pośpiechu i zysku – dodaje dyrektor Skorupa.
Poczesna
Śmieci, polityka i granice miasta. Gorący spór o wysypisko w Sobuczynie w felietonie Piotra Kudlika
Spór o wysypisko odpadów w Młynku-Sobuczynie trwa od przynajmniej czterdziestu lat. W czasach PRL nikt nie pytał mieszkańców Poczesnej o zdanie. Podjęto decyzję i założono kwatery na śmieci z Częstochowy. Miasto teren ma na własność i poprzez spółkę komunalną stara się zaspokoić potrzeby niemal dwustutysięcznej populacji, która swoje śmieci zwozi i składuje na hałdach od dekad. Potrzeba uruchomienia nowych terenów pod wysypisko zdaje się być już bardziej, niż pilna.
Tymczasem gmina Poczesna skutecznie rozbudowę blokuje. Ba, wygląda na to, że najchętniej mieszkańcy tej gminy (przynajmniej ci z najbliższej okolicy) zrobiliby wszystko, by cała instalacja przestała istnieć. I na razie w tej sprawie jest, jak w powiedzeniu najsławniejszego polskiego marszałka: „z prawdą jest jak z d…, każdy ma swoją”.
Trudno oprzeć się zasadności dążenia władz samorządowych Częstochowy do przejęcia administracyjnej kontroli nad wysypiskiem odpadów w Sobuczynie. Teren jest, instalacje są, wystarczy rozbudować i unowocześniać. Równolegle odpada też drażliwy problem – przekonanie mieszkańców miasta, że jeśli nie wszystkie, to przynajmniej część śmieci trzeba będzie składować na swoim „podwórku”.
I właśnie groźba stała się fundamentem szantażu częstochowian. Przeprowadzono głosowanie (z całą pewnością nie były to konsultacje społeczne) pytając, czy są za włączeniem do miasta części sąsiedniej gminy. Ogłoszono wyniki, które, mogę się założyć, będą jednym z kluczowych argumentów za zmianą granic – prawdopodobnie sformułowanym mniej więcej tak: „W konsultacjach społecznych mieszkańcy Częstochowy w ponad 70 proc. opowiedzieli się za przejęciem kilku sołectw Poczesnej”. To brzmi zdecydowanie lepiej, niż obnażająca niemoc urzędu miasta liczba 1 proc., bowiem w zaokrągleniu jedynie 1,8 proc. mieszkańców w ogóle wzięło udział w tym plebiscycie, a 1,3 proc. zagłosowało na „tak”. Od siebie dodam, że właśnie taki procent mieszkańców uległ odrażającemu szantażowi władz. Bo, czyż nie jest odrażająca groźba: zagłosuj za zmianą granic, albo wybudujemy ci śmieciowisko na osiedlu.

Niemniej, na teraz i przyszłość, bez mian pozostaje sedno problemu. Mieszkańcy Częstochowy i Poczesnej, całego subregionu, produkują odpady i coś z nimi trzeba robić. Nikt ich nie chce pod swoim płotem, szczególnie cudzych, jednak gdzieś muszą być składowane, czy przetwarzane. Nie ma innego wyjścia jak „dogadać się” – to wspólny problem. Dlatego jestem zdumiony, że instytucja, która zawiera w adresie strony internetowej frazę „w dialogu” ucieka się do gróźb i szantażu, nie próbując zastosować takiego narzędzia, jak mediacje.
Mleko rozlało się ponad czterdzieści lat temu. Wysypisko z miejskiego urosło do regionalnego i do stołu rozmów powinno się zaprosić chociażby urząd marszałkowski, który jest odpowiedzialny za plan gospodarki odpadami i plan inwestycyjny dla całego województwa. To także problem samorządu wojewódzkiego. W subregionie północnym wysypisko na Sobuczynie jest właściwie jedynym dla jeszcze całkiem sporego miasta i trzech powiatów ziemskich – to jakieś pół miliona ludzi. Dziwię się też władzom Częstochowy, że dość wybiórczo traktują pozycję lidera w regionie, gdyż prawdziwy lider nie tylko dzieli i rządzi, ale pomaga, a kiedy trzeba, rozwiązuje problemy. W tym przypadku głównie swoje.
Wrócę do szantażu własnych mieszkańców, co też wyraźnie zapowiada, jak potraktowani zostaną mieszkańcy sołectw po wchłonięciu do Częstochowy. „Czy w twojej dzielnicy powstanie wysypisko śmieci?” – cytat z ulotki kolportowanej przez wdialogu.czestochowa.pl mówi wiele o kluczowej potrzebie miasta. Nie rzecz w rozwoju technologii i ochronie środowiska.
Kończy się miejsce na hałdzie i potrzebne miejsce na nową. Tak brzmi brutalna prawda, tak jak bezpardonowa jest próba przejęcia administracyjnej kontroli nie tylko nad wysypiskiem, lecz również ludźmi, którzy staną na drodze do celu.
Dlatego rozumiem obawy mieszkańców Poczesnej. Rozumiem też problem, z jakim zmagają się administratorzy miasta. Odpadów nie da się zamieść pod dywan, choćby i sąsiada. Natomiast nie wierzę, by nie udało się znaleźć rozwiązania, które skutecznie zamkną temat absolutnie konieczny – co z naszymi śmieciami? Dzisiaj i za następne czterdzieści lat.
Być może warto zapytać mieszkańców o zdanie przedstawiając dostępne możliwości.
Jednak tym razem bez gróźb i szantażu. Ludzie potrafią słuchać, o ile spotykają się z wzajemnością.
Życzę, by wyzwolenie z myślenia wyznaczanego długością kadencji, wreszcie spowodowało, że problemy będą rozwiązywane z dalszą wizją skutków, niż data najbliższych wyborów.
Poczesna
Cisza w urzędzie, burza wśród mieszkańców. Czy wydarzenia ostatnich tygodni zmienią bieg spraw w Poczesnej?
Radni i społecznicy z gminy Poczesna zapowiadają referendum, ostrzegają przed wielomilionowymi stratami i wskazują na kulisy sporu wokół wysypiska w Sobuczynie. W tle pojawiają się ogromne pieniądze, zarzuty o brak analiz i pytania o polityczne naciski. O najbardziej palącym obecnie problemie w gminie rozmawiamy z działaczami Stowarzyszenia Eko Poczesna.
Władze Częstochowy ogłosiły wyniki konsultacji związanych z włączeniem części terenów gminy Poczesna do swoich granic i przedstawiły je jako duży sukces. Podobny proces zaszedł ze strony starostwa. W czterech samorządach powiatu swój sprzeciw wobec planów wyraziło 97 proc. ankietowanych. W samej gminie Poczesna natomiast, sprzeciw w konsultowanych sołectwach – w Brzezinach Nowych, Brzezinach Kolonii, Sobuczynie i Młynku – sięgnął ponad 99 proc. Jak to państwo skomentują?
Maciej Janowski: Starostwo wykonało swoje zadanie. To, co miało zrealizować, czyli przeprowadzić konsultacje, przeprowadziło. Najistotniejsze wyniki są tutaj, w sołectwach, które miasto chce wchłonąć. Przy 82 proc. frekwencji wszyscy byli przeciw planom Częstochowy. Dwa głosy były przeciw, jedna osoba wstrzymała się od odpowiedzi. To jasno pokazuje, że mieszkańcy nie chcą mieć z Częstochową, w sensie administracyjnym, nic wspólnego. Tak duży sukces frekwencyjny zawdzięczamy olbrzymiej pracy radnych, sołtysów i społeczników.
Rada Gminy Poczesna przyjęła uchwałę o przeprowadzeniu lokalnego referendum 29 marca. Na czym miałoby ono polegać i co może zmienić?
Magdalena Sałata: Referendum będzie przeprowadzone na terenie całej gminy. Będzie miało ogromne znaczenie prawne i może wpłynąć na cały proces. Dotychczasowe konsultacje dotyczyły tylko trzech sołectw. Teraz musimy zaangażować praktycznie całą gminę. Potrzebna jest ogromna kampania ze strony wnioskodawcy i realne zaangażowanie urzędu gminy. Mieszkańcy muszą poznać konkretne wyliczenia – co utracimy, jeżeli Częstochowa przeforsuje swoje plany. Stawką jest rozwój i przyszłość całej gminy.
Ile gmina może stracić na wchłonięciu tych trzech sołectw przez miasto?
Magdalena Sałata: Od kilku tygodni domagamy się konkretnych wyliczeń i analiz ze strony urzędu i wójta. Na każdym spotkaniu prosimy o dane. Bez skutku.
Maciej Janowski: Starosta wstępnie oszacował straty powiatu na około 7 mln zł rocznie. To może zablokować inwestycje w całym powiecie. To nie jest tylko sprawa Poczesnej, gdyż negatywne skutki odczują również inne gminy.
Danuta Broszkiewicz: Zrobiliśmy własną symulację. Szacujemy, że gmina może stracić 8-9 mln zł rocznie. To katastrofa dla budżetu. Cięcia będą ogromne, rozwój zostanie zahamowany. Dlatego referendum musi mieć silne poparcie mieszkańców.
Na profilu gminy pojawiły się komunikaty o inicjatywie porozumienia międzygminnego z Częstochową. Czy znacie państwo szczegóły?
Magdalena Sałata: Nie znamy żadnych konkretów. Wszystko dzieje się poza radą gminy. Nie rozumiemy takiego postępowania.
Maciej Janowski: Według nas tego dokumentu w ogóle nie ma. Kiedy pytamy o konkrety, tych brak.

Co w takim razie jest konkretem w tej sprawie?
Maciej Janowski: Mówi się o kwestii działek na terenie wysypiska i o możliwych nieprawidłowościach związanych z prawem własności gruntów oraz dotacjami unijnymi. Jednak mimo zapowiedzi nie widzimy realnych działań ani efektów. Miasto potwierdziło, że nie wycofa wniosku o zmianę granic. Jedyną realną możliwością działania po stronie gminy jest zmiana planu zagospodarowania przestrzennego i ograniczenie możliwości rozbudowy wysypiska. Jeśli zostaniemy włączeni do Częstochowy, miasto będzie zarządzało tym terenem bezpośrednio.
Danuta Broszkiewicz: Warto jasno powiedzieć, iż składowisko, które powstało w latach 80-tych, do dziś funkcjonuje w oparciu o jedyny przegląd ekologiczny, wykonany ponad 23 lata temu. Dokument z 2002 roku był opracowaniem jednorazowym, przygotowanym na potrzeby konkretnego postępowania administracyjnego. Nie wprowadzał stałego systemu kontroli ani harmonogramu kolejnych ocen. Od tamtego czasu wiele się zmieniło. W 2014 roku uruchomiono kompostownię. Dziś planowane są kolejne inwestycje. Rozbudowa przetwarzania odpadów, nowe magazyny, instalacja do końcowego przetwarzania odpadów oraz budowa nowej kwatery składowej. To już nie jest „zwykłe” składowisko, oceniane w 2002 roku. Nowe instalacje oznaczają inne procesy i możliwe uciążliwości – zapachy, bioaerozole, hałas czy większy ruch ciężarówek – a więc realny wpływ na życie mieszkańców. Po zapoznaniu się z wynikami ekspertyzy, wykonanej na zlecenie gminy Poczesna w 2016 roku, samorząd i mieszkańcy podjęli działania, aby zobowiązać zarządzającego składowiskiem do wykonania nowego przeglądu ekologicznego. Bez skutku.
Czy wspomniany przegląd to konieczność?
Krzysztof Gołchowski: Przepisy mówią jasno, że taki przegląd powinien zostać wykonany, jeśli pojawiają się okoliczności mogące świadczyć o negatywnym oddziaływaniu na środowisko. Jednak w 2017 roku i w grudniu 2024 roku Urząd Marszałkowski Województwa Śląskiego poinformował gminę Poczesna oraz radnych, że nie widzi podstaw do nakazania wykonania przeglądu ekologicznego CzPK i Sobreko. Fakty są więc następujące – przez ponad 23 lata nie przeprowadzono nowej, całościowej oceny uwzględniającej zmiany technologiczne i rozwój instalacji, a wniosek o jej wykonanie nie został uwzględniony.
Czy w tej sytuacji mamy dziś pewność, że obecna i planowana działalność została rzetelnie oceniona według aktualnych standardów i z uwzględnieniem realnych warunków życia w sąsiedztwie instalacji?
Magdalena Sałata: Istotne jest też, że składowisko w Sobuczynie nie posiada wdrożonych standardów BAT, czyli Najlepszych Dostępnych Technik, które są od 2018 roku unijnym wymogiem dla instalacji mogących znacząco oddziaływać na środowisko. BAT to także konkretne poziomy emisji zanieczyszczeń do środowiska. Brak wdrożenia BAT oznacza, że instalacja nie działa w oparciu o najbardziej aktualne, europejskie standardy ochrony środowiska. No to jeśli nie działa w oparciu o BAT, pojawia się pytanie, czy emisje są ograniczane do poziomu odpowiadającego obecnym europejskim standardom, czy jednak nie.
Danuta Broszkiewicz: Dodajmy, że przez ponad 40 lat funkcjonowania instalacji w Sobuczynie wykonano zaledwie dwie oceny oddziaływania na środowisko – w 1992 i 1994 roku. To dokumenty sprzed trzech dekad, przygotowane w zupełnie innych realiach technologicznych i prawnych. W 2017 roku, na zlecenie gminy Poczesna, powstała niezależna ekspertyza zdrowotno-środowiskowa. Była ona niekorzystna dla prowadzącego instalację, dlatego miasto jej nie uznało. Ekspertyza CENIA potwierdziła, że rozkład odpadów powoduje emisję m.in. amoniaku, siarkowodoru, merkaptanów a bioaerozol – czyli mieszanina drobnoustrojów unoszących się w powietrzu – może zawierać bakterie i grzyby. Wskazała też, że długotrwałe narażenie na takie oddziaływania może negatywnie wpływać na układ oddechowy, powodować alergie i obniżać jakość życia mieszkańców. To wszystko prowadzi do stwierdzenia, że przy tak długiej historii instalacji i zmieniających się warunkach jej funkcjonowania nie mamy dziś zapewnionej aktualnej, rzetelnej i niezależnej oceny rzeczywistego wpływu składowiska na nasze zdrowie i codzienne życie.
Co miasto zyska po włączeniu waszych terenów?
Maciej Janowski: Miasto uzyska bezpośrednie połączenie Częstochowy z terenami składowiska w Sobuczynie z około 450 hektarami gruntów, które już znajdują się w jego zasobach. Zapewni mu to pełną spójność administracyjną oraz pełną kontrolę nad tym obszarem. Szacujemy też, że już od momentu uruchomienia instalacji miasto będzie uzyskiwać co najmniej 30 mln zł rocznie z tytułu podatków oraz opłaty środowiskowej związanej z jej funkcjonowaniem. To stały i bardzo znaczący dochód dla budżetu.
Krzysztof Gołchowski: Miasto obejmie pełną kontrolę nad wydawaniem zgód i decyzji środowiskowych oraz planistycznych dla podmiotu, który mu bezpośrednio podlega. To oznacza koncentrację decyzji właścicielskich i administracyjnych w jednym ręku. Po przejęciu składowiska kluczowe decyzje administracyjne będą wydawane przez Częstochowę na rzecz podległych jej spółek – CzPK oraz Sobreko.
Magdalena Sałata: Włączenie terenów umożliwi też władzom Częstochowy swobodne kształtowanie planów zagospodarowania, rozszerzanie działalności przemysłowej i zwiększanie skali przetwarzania odpadów, bez kontroli lokalnej społeczności i wpływu na jej życie.
Maciej Janowski: Mówimy o blisko 20 mln zł rocznie związanych z funkcjonowaniem instalacji. Jeśli dojdzie do rozbudowy, może to być nawet 100 mln zł „przerobu”. To walka o gigantyczne pieniądze.
Jakie mogą być skutki aneksji dla mieszkańców?
Krzysztof Gołuchowski: Powiem wprost. Dla mieszkańców aneksja może oznaczać smród, brud i dalsze obniżanie jakości życia. Miasto koncentruje się przede wszystkim na rozbudowie infrastruktury odpadowej i potencjalnych zyskach finansowych, natomiast kwestie komfortu i bezpieczeństwa mieszkańców są marginalizowane. Przez lata drogi w tym rejonie były zaniedbywane. To gmina i powiat inwestowały w infrastrukturę, nie miasto. Tymczasem planowana jest szeroka rozbudowa instalacji przetwarzania odpadów, obejmująca m.in. budowę stacji rozdrabniania odpadów wielkogabarytowych, nowe bioreaktory do wstępnej obróbki odpadów zielonych w hali, ale bez hermetyzacji powiększonego placu kompostowego, stację do rozbiórki i segregacji gruzu budowlanego, budowę nowej kwatery składowej nr 3 i następnych – w planach jest ich 7. W praktyce oznacza to dalszą intensyfikację działalności odpadowej i zwiększy problem odorów w bezpośrednim i dalszym sąsiedztwie zabudowań mieszkalnych.
Danuta Broszkiewicz: Rozbudowa sortowni, instalacji przetwarzania oraz budowa kolejnej kwatery składowej to nie tylko kwestia zapachu, ale także wzmożonego ruchu transportowego, hałasu, pylenia, spadku wartości naszych nieruchomości, obaw o wpływ na zdrowie mieszkańców. Dla mieszkańców oznacza to życie w cieniu coraz większego kompleksu przetwarzania śmieci, a nie zrównoważony rozwój infrastruktury społecznej czy poprawę jakości dróg i usług publicznych. Planowane są też nasadzenia zieleni, ale one powinny być już posadzone przed uruchomieniem śmieciowiska, czyli w latach 80. Plany mówiły o pasie zieleni szerokości od 30 do 50 metrów. I dlatego skutki aneksji należy analizować nie tylko pod kątem finansowym dla miasta, ale przede wszystkim pod kątem realnych warunków życia mieszkańców – ich zdrowia, bezpieczeństwa i komfortu codziennego funkcjonowania.
Magdalena Sałata: Zapowiedzi dotyczące „hermetyzacji” czy modernizacji brzmią dobrze w materiałach promocyjnych, ale w praktyce oznaczają rozbudowę placów kompostowych i większą uciążliwość dla mieszkańców – więcej ciężarówek, więcej hałasu, więcej odorów.
Kto państwa wspiera?
Krzysztof Gołchowski: Pisaliśmy do posłów, senatorów, europosłów, radnych sejmiku i wojewody. Sprawą zainteresowali się nieliczni parlamentarzyści. Wiemy o petycjach złożonych w Parlamencie Europejskim przez europosłów Marcina Sypniewskiego i Jadwigę Wiśniewską. W Sejmie występowała w naszej sprawie poseł Lidia Burzyńska. Sprawą jest też zainteresowana kolejna posłanka Marta Stożek oraz pan Martin Saczek. Nie sposób nie wspomnieć ponadto o radnych opozycji z samej Częstochowy. Ich wsparcie i sprzeciw wobec zakusów miasta jest nieoceniony.
Są odpowiedzi?
Danuta Broszkiewicz: W większości odpowiedzi deklarowane są działania wspierające. Natomiast organizacje ekologiczne często tłumaczą brak reakcji brakiem środków. Zastanawiające jest jednak, że dotychczas nikt nie odpowiedział naszym dzieciom, które również pisały swoje listy. Chcemy nagłośnić sprawę w skali ogólnopolskiej. Bez presji medialnej nasz głos może nie zostać wysłuchany.
Dziękuję za rozmowę.
Poczesna
To będzie polityczny sprawdzian. Poczesna idzie do referendum
Procedura zmiany granic administracyjnych między Częstochową a gminą Poczesna przyspiesza. Po zakończeniu konsultacji społecznych w miejscowościach objętych planowaną zmianą oraz w samej Częstochowie, Rada Gminy Poczesna podjęła decyzję o przeprowadzeniu lokalnego referendum. Sprawa, która jeszcze kilka miesięcy temu była tematem uchwał intencyjnych i analiz, dziś staje się realnym politycznym i społecznym testem.
W Brzezinach Nowych, Brzezinach Kolonii, Sobuczynie i Młynku złożono 1032 ankiety na 1255 uprawnionych mieszkańców, co, według danych gminy, oznacza frekwencję na poziomie 82 proc. Za przyłączeniem do Częstochowy opowiedziały się dwie osoby, jedna wstrzymała się od głosu, a jedna karta była nieważna. W praktyce oznacza to, że 99,61 proc. uczestników konsultacji sprzeciwiło się zmianie granic.
– 99,61 proc. uczestników konsultacji sprzeciwiło się zmianie granic i włączeniu miejscowości do miasta. Wynik jest świetny, zwłaszcza biorąc pod uwagę trudne warunki przeprowadzenia konsultacji, jak brak odpowiedniej liczby kart, drukowanie ich przez radne we własnym zakresie czy brak rzetelnej kampanii informacyjnej. Pokazaliśmy, że potrafimy być razem i jasno wyrazić swoje zdanie – komentują przedstawiciele Stowarzyszenia EkoPoczesna.
Na tym jednak procedura się nie kończy. Rada Gminy Poczesna jednogłośnie przyjęła uchwałę o przeprowadzeniu referendum lokalnego w sprawie zmiany granic administracyjnych. Głosowanie zaplanowano na 29 marca. Tym razem decyzję podejmą mieszkańcy całej gminy, a wynik referendum będzie formalnym stanowiskiem wspólnoty samorządowej w toczącym się procesie.
Równolegle swoje konsultacje zakończyła Częstochowa. Jak poinformował w miniony poniedziałek magistrat, od 14 stycznia do 13 lutego wpłynęło 3619 ankiet. Za zmianą granic opowiedziały się 2632 osoby, przeciw było 958, a 29 wstrzymało się od opinii. Oznacza to, że 73 proc. uczestników konsultacji w mieście poparło włączenie do Częstochowy wskazanych terenów. W odniesieniu do liczby mieszkańców miasta, w konsultacjach wzięło ich udział około 2 proc.
Wyniki po obu stronach pokazują wyraźny rozdźwięk. To, co w Częstochowie uznawane jest za uzasadniony kierunek zmian, w miejscowościach objętych procedurą spotyka się z niemal jednomyślnym sprzeciwem. 29 marca okaże się, czy konsultacyjny sygnał z sołectw przełoży się na równie jednoznaczny mandat całej gminy.
Poczesna
Rośnie napięcie wokół Poczesnej. Częstochowa po konsultacjach rozpoczyna formalny marsz po nowe tereny
Ponad 3,6 tys. mieszkańców Częstochowy wzięło udział w konsultacjach społecznych dotyczących planowanej zmiany granic administracyjnych miasta. Jak poinformował magistrat, 73 proc. uczestników poparło włączenie do Częstochowy Brzezin Nowych, Brzeziny Kolonia, Sobuczyny, Młynka oraz części Huty Starej A i Poczesnej.
Konsultacje trwały od 14 stycznia do 13 lutego. Można było wziąć w nich udział zarówno online, jak i w formie papierowej. Do urzędu wpłynęło 3619 ankiet. Za zmianą granic opowiedziały się 2632 osoby, przeciw było 958, a 29 wstrzymało się od opinii.
Wynik konsultacji to kolejny etap w procedurze przygotowania wniosku do Rady Ministrów. Miasto równolegle zbiera dane z terenów objętych uchwałą intencyjną oraz przygotowuje analizy finansowe, które będą stanowić załączniki do dokumentacji. Samorząd czeka również na zakończenie konsultacji prowadzonych w gminie Poczesna, które mają potrwać do początku marca.
Sednem sprawy jest kontrola nad kluczową dla miasta instalacją odpadową, formalnie zlokalizowaną na terenie gminy Poczesna, choć obsługującą Częstochowę i część regionu. Władze miasta argumentują, że skoro infrastruktura ma strategiczne znaczenie dla systemu gospodarki odpadami, decyzje administracyjne powinny zapadać po stronie Częstochowy.
Miasto wskazuje, że obecny stan utrudnia realizację inwestycji, w tym rozbudowę i hermetyzację instalacji czy przygotowanie nowej kwatery składowiska. W dokumentach planistycznych pojawiają się, zdaniem samorządu, zapisy ograniczające działalność spółki komunalnej, a nawet zakładające wygaszanie składowiska.
Władze Częstochowy przekonują, że zmiana granic oznaczałaby sprawniejsze procedury, większą kontrolę nad inwestycjami środowiskowymi i mniejsze ryzyko podwyżek opłat dla mieszkańców. Alternatywą byłaby budowa nowej instalacji lub transport odpadów na większe odległości, co przełożyłoby się na wyższe koszty systemu.
Samorząd podkreśla, że nie chodzi o „spór o terytoria”, lecz o odpowiedzialność za infrastrukturę, która bezpośrednio wpływa na funkcjonowanie miasta i wysokość rachunków ponoszonych przez mieszkańców.
Poczesna
Poezja oporu zamiast polityki. Jak Poczesna walczy o swoje… rymem częstochowskim
Emocje związane z zakusami prezydenta Krzysztofa Matyjaszczyka na pocześniańskie areały buzują już tak mocno, iż radni z Poczesnej sięgnęli po broń najcięższego kalibru – wiersz z rymem częstochowskim. Tak oto w sporze o granice administracyjne, zamiast map i paragrafów, na scenę wkroczyła poezja obywatelska. Z pazurem i z jajem. Dosłownie.
W czwartej linijce manifestu opublikowanego w niedzielny poranek na facebookowym profilu Radnych Mieszkańców Gminy Poczesna pojawia się zdanie, które ma szansę przejść do historii lokalnej literatury oporu – „Oddać jaj nie chcemy!”.
I choć zapewne chodziło o słowo „jej”, czyli ziemię ojców, literówka zrobiła swoje. Zamiast sporu o hektary pojawił się spór o drób symboliczny. Zamiast debaty o planach zagospodarowania – obrona końcowego efektu pracy tutejszych kur niosek.
Dalej jest już tylko lepiej. Poezja płynie szerokim strumieniem troski, dumy i słusznego oburzenia. Są dziady i pradziady, jest ziemia uprawiana z sercem, jest apel do częstochowskiej władzy, żeby się opamiętała i nie zabierała tego, co cudze. Jest też delikatna sugestia, że owszem – każdy chce się powiększać, ale bez zagarniania obcych ziem.
Całość kończy się wezwaniem do refleksji, zmiany planów i zachowania umiaru. Czytając ten utwór, trudno oprzeć się wrażeniu, że radni z Poczesnej odkryli właśnie nowy nurt literacki w polityce lokalnej – lirykę graniczną. Taką, która zamiast pieczątek używa rymów, a zamiast analiz prawnych – metafor rodem z gospodarstwa domowego i okolicznej fermy drobiu.
I choć literówka w czwartej linijce zapewne była dziełem przypadku, to właśnie ona nadała całości sens głębszy, niemal symboliczny. Bo dziś już mało kto pyta, czy Częstochowa powinna przejąć część gminy Poczesna. Dziś pytanie brzmi czy ktoś w tej gminie w ogóle „ma jaja”, żeby się temu realnie przeciwstawić?
Radni – jak widać – próbują. Rymem, metaforą, publicznym gestem. Poezją, bo w politycznej próżni poezja bywa ostatnim narzędziem sprzeciwu. Gorzej, że w tym całym jajecznym zrywie dramatycznie brakuje jednego elementu – władzy wykonawczej z kręgosłupem. Bo „mieć jaja” w przenośni nie oznacza przecież wieszać banerów ani pisać wierszy. Oznacza brać odpowiedzialność, stawiać twarde veto, lobbować, zwierać szeregi, szukać sojuszników, walić pięścią w stół, uruchamiać procedury, mówić głośne „nie!”.
Tymczasem w opinii miejscowych samorządowców, którzy co chwilę w mediach społecznościowych zagrzewają wójta Artura Sosnę do dynamicznego działania w kontekście zaistniałego problemu, włodarz Poczesnej zachowuje się jakby sprawa dotyczyła sąsiedzkiego płotu, a nie realnego uszczuplenia gminnych zasobów. Cicho, ostrożnie, bezkonfliktowo i najlepiej ustami swojego zastępcy. Jakby liczył, że temat sam się wykluje albo ktoś inny załatwi sprawę za niego. A jaja – te metaforyczne – leżą gdzieś obok, szczelnie zamknięte, być może w lodówce albo, co gorsza, w bezpośrednim sąsiedztwie gorącego kaloryfera.
I w tym miejscu paradoks tej historii staje się boleśnie oczywisty. Radni, twierdząc, że nie mają realnej mocy sprawczej, krzyczą wierszem „Oddać jaj nie chcemy!”. A wójt, który tę moc teoretycznie ma, milczy wtedy, gdy właśnie jego przysłowiowe „jaja” byłyby najbardziej potrzebne.
Może więc literówka nie była pomyłką. Może to nie lapsus, tylko nieświadoma diagnoza sytuacji. Bo lokalna społeczność swojej ziemi rzeczywiście nie chce oddać. Tylko, że bez stanowczego sprzeciwu, bez politycznej odwagi i bez realnych działań… może się okazać, że odda nie tylko teren, lecz także coś znacznie ważniejszego – resztki sprawczości i powagę samorządu.
A poezja? Poezja zostanie. Jako zapis czasu, w którym radni „mieli jaja” przynajmniej w tekście, a tutejsza władza niestety tylko w teorii. Gdyby więc podsumować istotę rzeczy jednym zdaniem, najlepiej zrobiłby to Józef Piłsudski. Bez rymów, bez metafor i bez literówek, za to ze swoim słynnym stwierdzeniem „Wam kury szczać prowadzać, a nie politykę robić”. Bo poezja poezją, jaja jajami, ale granice gmin rysuje się jednak nie wierszem, tylko śmiałą wizją, konkretnymi decyzjami, stalową determinacją i konsekwentnym działaniem.

Poczesna
Metafizyka rezygnacji, czyli jak podać się do dymisji i… podziękować za poparcie
Najpierw udramatyzowana dymisja w imię wartości, a niedługo później serdeczne podziękowania za zaufanie do dalszego piastowania funkcji, z której… się zrezygnowało. Jeśli ktoś w Poczesnej szuka dowodu, że miejscowa polityka potrafi przekraczać granice logiki, czasu i przestrzeni, to Łukasz Szumera właśnie taki dowód dostarczył. Kompletny, podpisany, z pieczątką absurdu.
Przypomnijmy. Podczas jednej z ostatnich sesji ubiegłego roku, radny Szumera wygłosił niemal mistyczne exposé, w którym z równą pasją potępiał „ferment medialny”, co cytował Biblię, definiował „spoiwo” i wznosił się na poziom moralnego autorytetu, który w geście osobistego protestu rzuca wszystko – klub, funkcję wiceprzewodniczącego, niemal świecznik w sali obrad – i odchodzi. Dymisja miała być aktem odwagi, symbolem, znakiem sprzeciwu wobec „hejtu” i „politycznych rozgrywek”. Pisaliśmy o tym tutaj.
A potem… przyszła kolejna sesja. I stało się coś, co nawet najśmielsi scenarzyści „Ucha Prezesa” mogliby uznać za przesadę. Otóż głosowanie nad przyjęciem rezygnacji radnego zostało zdjęte z porządku obrad. Dymisja zawisła w próżni. Szumera, ten swoisty Schrödinger samorządu, jednocześnie zrezygnował i nie zrezygnował.
I wtedy padło to zdanie. Perełka. Diament groteski. Radny Szumera wstał i… podziękował radnym za dalsze zaufanie do pełnionej przez niego funkcji wiceprzewodniczącego. Tak. Dokładnie tej funkcji, z której wcześniej – z powagą proroka i tonem kaznodziei – złożył rezygnację.
Nie było już Księgi Ozeasza. Nie było wiatru ani burzy. Nie było fermentu. Były za to spojrzenia w oczy – od prawej do lewej i od lewej do prawej – niczym podczas rozdania Oscarów, tylko bez statuetki i bez kategorii.
W jednej krótkiej wypowiedzi radny osiągnął coś niezwykłego. Podziękował za poparcie, którego nikt mu nie udzielił, do funkcji, której formalnie nie potwierdzono, po rezygnacji, która nie została przyjęta, a jednocześnie została ogłoszona publicznie jako fakt dokonany.
To już nie jest polityka lokalna. To jest teatr absurdu w czystej postaci. Trudno nie odnieść wrażenia, że mieliśmy do czynienia z pierwszym w historii samorządu przypadkiem dymisji performatywnej – takiej, która działa tylko wtedy, gdy ktoś na nią patrzy, a gdy gasną światła, wszystko wraca do stanu sprzed dramatu. Rola odegrana, brawa były, kurtyna opadła… tylko aktor zapomniał zejść ze sceny.
W efekcie Łukasz Szumera zapisał się w kronikach gminy jako człowiek, który zrezygnował z funkcji, nie przestał jej pełnić, podziękował za zaufanie, którego nikt formalnie nie wyraził i zapewnił, że jest wiceprzewodniczącym… wszystkich. Wspólnoty, procedury, logiki – już niekoniecznie.
Jeśli jego „spoiwo” miało łączyć, to tym razem połączyło radnych, mieszkańców i obserwatorów w zbiorowym zdumieniu. A „kto sieje wiatr, ten burzę zbiera”? Być może, ale kto sieje dymisję, a zbiera podziękowania – ten właśnie odkrył nowy gatunek samorządowej metafizyki.
Czekamy na kolejny etap. Może uroczyste podziękowania za rezygnację, która nigdy nie obowiązywała. Albo powrót, z którego nikt nie odszedł. W Poczesnej wszystko jest możliwe.

Poczesna
Częstochowa rozpoczęła procedurę aneksji. Protesty i sprzeciwy nie powstrzymały decyzji rady miasta
Rada Miasta Częstochowy przegłosowała uchwałę rozpoczynającą procedurę zmiany granic administracyjnych i włączenia do miasta znacznej części gminy Poczesna, w tym Brzezin Nowych, Kolonii Brzeziny Wielkie, Sobuczyny, Młynka oraz fragmentów Huty Starej A i Poczesnej. Decyzję podjęto mimo protestów mieszkańców, apeli władz gminy oraz jednoznacznie negatywnego stanowiska Rady Powiatu Częstochowskiego.
Od rana przed urzędem miasta trwała pikieta mieszkańców Poczesnej, którzy przyjechali bronić swoich miejscowości przed włączeniem do Częstochowy. Równolegle powiat częstochowski przyjął uchwałę sprzeciwiającą się działaniom miasta, wskazując, że przejęcie terenów bez zgody społeczności lokalnej narusza podstawowe zasady partnerstwa samorządowego. Mimo to większość radnych miejskich nie zgodziła się nawet na przesunięcie punktu obrad. Projekt przystąpienia do procedury został pozostawiony w porządku sesji.
Głos w imieniu gminy Poczesna zabrali lokalni samorządowcy, którzy apelowali o wycofanie planów aneksji, przedstawiając argumenty społeczne, prawne i finansowe. Wskazywali, że miasto chce przejąć tereny związane z Poczesną od pokoleń, bez jakichkolwiek konsultacji, choć ustawa o samorządzie gminnym wymaga, by zmiana granic była uzasadniona względami osadniczymi, przestrzennymi i społecznymi. Tego, jak przekonywali, projekt nie spełnia. Podkreślano również, że podatki lokalne w Częstochowie są wyższe o kilkadziesiąt procent niż w gminie, co oznaczałoby dla mieszkańców natychmiastowy wzrost obciążeń. Zwracano także uwagę na kontekst gospodarczy i to, że głównym motywem działań miasta jest chęć rozbudowy instalacji odpadowej Częstochowskiego Przedsiębiorstwa Komunalnego w Sobuczynie. Padały także argumenty, o których pisaliśmy tutaj.
– To nasz dom. Nasze dzieci, nasze rodziny, nasi przyjaciele. Nie ma zgody na oderwanie tych miejsc od gminy, z którą są związane od pokoleń – zaakcentowano wymiar społeczny i emocjonalny planowanej zmiany, prosząc radnych miasta o odstąpienie od procedury. – Częstochowie zależy na gruntach, a nie na mieszkańcach, którzy mieliby ponosić skutki tej decyzji – dodawano.
Najbardziej poruszające były jednak wystąpienia mieszkańców terenów przeznaczonych do włączenia.
– Miasto chce przejąć nasze tereny, nie rozwiązując żadnych problemów ludzi, którzy tam mieszkają. To teren pogórniczy, o wysokim ryzyku. On zagraża tu i teraz, a co będzie przy budowie trzeciej kwatery? Miasto chce przejąć nasze tereny, jakbyśmy byli dodatkiem do wysypiska. Inwestycje i pieniądze będą dla miasta, a uciążliwości dla nas. Nie czujemy żadnych więzi kulturowych z Częstochową. Nie ma zgody na negocjacje! Dla decyzji materialnych władze Częstochowy potrzebują naszych terenów, nie nas! – argumentowała jedna z mieszkanek Brzezin Nowych.
– Jesteśmy przeciw robieniu z naszej wsi zaplecza śmieciowego Częstochowy – podkreślała jedna z radnych.
Mocne słowa padły także z ust jednego z mieszkańców okolic wysypiska w Sobuczynie, który od lat walczy o ograniczenie uciążliwości instalacji odpadowej. W emocjonalnym wystąpieniu mówił o dramatycznych skutkach zdrowotnych, jakie, jego zdaniem, dotykają okolicznych mieszkańców.
– To jest zagłada mieszkańców, holokaust! – grzmiał, wyliczając przypadki ciężkich schorzeń, nowotworów i przewlekłych chorób układu oddechowego, które łączył z działalnością wysypiska. – To nie są teorie. To fakty. Ludzie chorują i umierają, a teraz chcecie te tereny przejąć, jakby nic się nie działo – podnosił.
Po zakończeniu emocjonalnych wystąpień mieszkańców samorządowców i mieszkańców gminy Poczesna głos zabrali radni miejscy.
Zdzisław Wolski z Lewicy stwierdził, że w jego ocenie część argumentów przedstawianych przez przeciwników zmiany granic była przesadzona i demagogiczna. Jego zdaniem miasto ma prawo zabiegać o tereny, które w jego opinii są strategiczne dla bezpieczeństwa gospodarowania odpadami i przyszłego rozwoju Częstochowy, ale i także gminy Poczesna.
Prezydent Częstochowy Krzysztof Matyjaszczyk, zabierając głos w kulminacyjnym momencie obrad, ostro skrytykował dotychczasową współpracę z gminą Poczesna. Mówił o „ciągłym wycofywaniu się z wcześniejszych uzgodnień” i „blokowaniu działalności instalacji”, które, jak podkreślał, uniemożliwiały miastu planowanie rozwoju infrastruktury odpadowej. W jego narracji działania Poczesnej nie tylko destabilizują funkcjonowanie regionalnej instalacji, ale mogą też prowadzić do realnych strat finansowych.
Matyjaszczyk wprost ostrzegał, że jeśli gmina będzie nadal uniemożliwiać realizację inwestycji i korzystanie z pozyskanych środków, Częstochowskie Przedsiębiorstwo Komunalne może wystąpić o odszkodowania liczone nie w setkach tysięcy, ale w dziesiątkach milionów złotych, zaznaczając, że w grę wchodzą pieniądze z projektów i dotacji, które w przypadku zablokowania inwestycji mogą przepaść, a roszczenia spółki obciążyłyby bezpośrednio gminę Poczesna i jej mieszkańców. Argumentował, że miasto musi mieć pewność stabilnego otoczenia prawnego i planistycznego, a bez tego „system gospodarki odpadami w całym subregionie może się po prostu posypać”.
W imieniu miejskiej spółki głos zabrał również radca prawny CzPK, którego wystąpienie wywołało na sali wyraźne poruszenie. Reagując na zarzuty Poczesnej, mówił z otwartą pretensją, że źródło problemów leży nie po stronie miasta, lecz samorządu gminy.
– To państwo problemy nam stwarzacie – mówił, wskazując, że blokowanie rozbudowy instalacji, brak zgód planistycznych oraz odmowa współpracy w praktyce uniemożliwiają spółce wykonywanie zadań.
Twierdził, że obecne władze gminy „w ogóle nie chcą rozmawiać”, odrzucają wnioski i nie podejmują dialogu, choć, jak podkreślał, CzPK działa pod stałym nadzorem instytucji kontrolnych.
Głos zabrał również wiceprezydent Częstochowy Łukasz Kot, który prezentował stanowisko miasta z wyraźnym akcentem gospodarczym. Podkreślał, że spór o granice nie jest, z punktu widzenia władz miasta, kwestią prestiżu ani polityki, lecz ochrony infrastruktury, w którą Częstochowa inwestowała przez lata.
– Musimy zadbać o majątek, który został wytworzony z pieniędzy mieszkańców Częstochowy, by mieszkańcy nie ponosili coraz większych kosztów systemu gospodarowania odpadami – argumentował, wyjaśniając, że dalszy rozwój instalacji CzPK, jej modernizacja oraz hermetyzacja procesów technologicznych są konieczne, a brak możliwości inwestowania na terenach, które dziś formalnie należą do Poczesnej, grozi wzrostem cen odbioru odpadów w całym mieście i regionie.
Na sali nie zabrakło również głosu częstochowskiej opozycji. Radny Paweł Ruksza ostro skrytykował prezydenta Krzysztofa Matyjaszczyka, zarzucając mu brak dialogu. Podkreślał, że cały proces został uruchomiony w sposób jednostronny, bez rzetelnych konsultacji i bez próby poszukiwania kompromisu. W swojej wypowiedzi Ruksza przywołał także słowa jednego z mieszkańców Poczesnej, który, komentując plany Częstochowy, określił je wprost jako działanie o charakterze „zaborczym”, symbolicznie porównując próbę przejęcia terenów gminy do złodziejstwa.
W trakcie dyskusji głos zabierali również inni radni, którzy apelowali do prezydenta Matyjaszczyka o zatrzymanie procedury i „krok wstecz”, zanim konflikt pomiędzy samorządami przybierze nieodwracalny charakter. Podkreślali, że w tak fundamentalnej sprawie, dotyczącej losów mieszkańców i kilku rozległych obrębów gminy Poczesna, obowiązkiem miasta powinno być uruchomienie mediacji, a nie jednostronne procedowanie uchwały intencyjnej. W ich ocenie sporne kwestie, od funkcjonowania CzPK po przyszłość terenów inwestycyjnych, da się rozwiązać przy stole negocjacyjnym, o ile prezydent wyrazi wolę rozmowy, zamiast próbować narzucić swoje stanowisko wbrew całej stronie samorządowej i społeczeństwu.
Matyjaszczyk odparł te argumenty, podkreślając, że rozmowy i mediacje były prowadzone „od wielu lat”, zarówno z poprzednimi, jak i obecnymi władzami, i nie przyniosły żadnego efektu, a wręcz przeciwnie. W jego ocenie, sytuacja CzPK w relacjach z gminą Poczesna stawała się coraz trudniejsza. Wskazywał, że to „ostatni moment”, aby spółka mogła skorzystać z dużych środków unijnych na modernizację instalacji, a jeśli te przepadną, koszt rozbudowy i dostosowania systemu gospodarki odpadami spadnie bezpośrednio na mieszkańców Częstochowy. Dodawał również, że uchwała intencyjna ma nie tylko rozpocząć procedurę, ale też „ukonstytuować prowadzenie rozmów i konsultacji”, dając władzom miasta formalną podstawę prawną do ich prowadzenia. Padały także argumenty, o których pisaliśmy tutaj.
Mimo protestów i sprzeciwów większość częstochowskich radnych – 12 głosów „za” – zdecydowała o przyjęciu uchwały intencyjnej, otwierając formalny proces zmiany granic. Procedura obejmie konsultacje społeczne, analizy finansowe i urbanistyczne, przygotowanie wniosku do MSWiA i opinię wojewody. Ostateczny głos należy do Rady Ministrów, co oznacza, że sprawa może potrwać wiele miesięcy.
Dla mieszkańców i władz gminy Poczesna decyzja Częstochowy jest początkiem sporu, nie jego końcem. Przedstawiciele urzędu gminy zapowiedzieli, że samorząd podejmie wszystkie możliwe działania prawne i administracyjne, by obronić integralność gminy. Protestujący również deklarują, że nie zamierzają odpuścić.
– Hańba! – padały głosy z sali sesyjnej po decyzji rady miasta.
Poczesna
Matyjaszczyk rusza po ziemie Poczesnej. Mówi o „uporządkowaniu kwestii granic” i inwestycjach
W Urzędzie Miasta Częstochowy odbyła się wczoraj konferencja, która wyraźnie pokazała, że miasto zamierza wejść w procedurę zmiany granic z pełną determinacją. Spotkanie, zorganizowane w magistracie i poświęcone planom poszerzenia Częstochowy o część gminy Poczesna, miało charakter nie tylko informacyjny, ale też, jak dało się wyczuć, wizerunkowo-strategiczny.
W briefingu uczestniczyli prezydent Krzysztof Matyjaszczyk, jego zastępcy Łukasz Kot i Łukasz Pabiś, p.o. dyrektora generalnego urzędu Marek Czerwiński oraz naczelnik wydziału geodezji i kartografii Ernest Augustowski, odpowiedzialny za prezentację uwarunkowań technicznych planowanej korekty.
Już na wstępie prezydent Matyjaszczyk jasno wskazał kierunek narracji. Zmiana granic ma być – w ocenie miasta – decyzją prorozwojową, osadzoną w tzw. „Planie na Nową Częstochowę”. Najmocniej wybrzmiał argument dotyczący terenów inwestycyjnych. Władze przekonywały, że przyłączenie części Poczesnej stworzyłoby możliwość budowy dużej strefy gospodarczej opartej na odnawialnych źródłach energii i produkcji niskoemisyjnej. Instalacje fotowoltaiczne, przemysł korzystający z czystej energii, nowe miejsca pracy – to elementy, które miasto wskazało jako priorytet.
– Przyłączone tereny byłyby generatorem miejsc pracy nie tylko dla mieszkańców Częstochowy, ale także okolicznych gmin. Wielu inwestorów potrzebuje dużych terenów inwestycyjnych w jednym kawałku – argumentował prezydent Częstochowy.
Drugim fundamentalnym wątkiem była gospodarka odpadami i przyszłość CzPK w Sobuczynie. Podczas konferencji podkreślano, że modernizacja instalacji i pełna hermetyzacja procesów to konieczność, a możliwość swobodnego dysponowania gruntami, na których spółka miejska już działa, ma kluczowe znaczenie dla stabilności opłat i uniknięcia sankcji środowiskowych. Władze nie ukrywały, że chodzi także o to, by zabezpieczyć potrzeby całego subregionu w zakresie gospodarowania odpadami, w którym Częstochowa pełni rolę lidera.
– Uporządkowanie kwestii granic administracyjnych pozwoliłaby Częstochowie zgodne z jej potrzebami dysponowanie swoim terenem, o którego możliwościach zagospodarowania decyduje obecnie sąsiedni samorząd – podkreślali miejscy urzędnicy.
Przedstawiciele magistratu zwracali uwagę również na powiązania funkcjonalne mieszkańców północnych części gminy Poczesna z Częstochową, od edukacji po infrastrukturę wodno-kanalizacyjną. W ich ocenie zmiana granic „porządkowałaby stan faktyczny”, a nie tworzyła nową rzeczywistość.
– Zmiana sformalizowałaby i tak silne już więzi mieszkańców części Brzezin Nowych i Kolonii Brzeziny Wielkie z Częstochową. Od dawna wielu z nich korzysta z miejskich przedszkoli i szkół. Na przykład w szkole przy ulicy Wirażowej połowa uczniów mieszka w granicach Częstochowy, połowa – poza nimi. Miasto – jako organ prowadzący szkołę – dopłaca do każdego dziecka uczącego się w tej szkole. Północne rejony gminy Poczesna z Częstochową łączy też gospodarka wodno-ściekowa, co ma nawet odzwierciedlenie w strategicznych dokumentach tamtejszego samorządu – padały argumenty.
Choć przekaz konferencji był wyważony, trudno było nie dostrzec, że Częstochowa przygotowała się do ofensywy informacyjnej. Podkreślano, że uchwała intencyjna jest dopiero otwarciem procesu, który obejmuje konsultacje społeczne, analizy funkcjonalne i finansowe oraz ewentualne przygotowanie wniosku do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Jednocześnie przypominano, że ostateczna decyzja należy do rządu, a miasto „dopiero rozpoczyna dialog”.
Poczesna
Wójt Poczesnej żąda od starosty jasnego stanowiska i domaga się zwołania nadzwyczajnej sesji rady powiatu
W gminie Poczesna narasta front sprzeciwu wobec planów Częstochowy dotyczących zmiany granic administracyjnych. Po ujawnieniu w Biuletynie Informacji Publicznej projektu uchwały, który przewiduje włączenie do miasta rozległych terenów obecnie należących do gminy, wójt Artur Sosna wystosował do starosty częstochowskiego Krzysztofa Smeli oficjalne pismo, w którym żąda jednoznacznego stanowiska powiatu oraz natychmiastowej reakcji.
W dokumencie wójt nazywa plany Częstochowy „bezprecedensowymi” i podkreśla, że miasto planuje przejąć całe Brzeziny Nowe, Kolonię Brzeziny Wielkie, Sobuczynę, Młynek oraz części Huty Starej A i Poczesnej, bez konsultacji z lokalnym samorządem czy mieszkańcami. Zwraca uwagę, że zarówno gmina, jak i społeczności tych miejscowości nie wyrażają zgody na takie działania.
Sosna wskazuje, że projekt uchwały nie spełnia ustawowych przesłanek zawartych w ustawie o samorządzie gminnym, który wymaga, by zmiany granic były uzasadnione względami osadniczymi, przestrzennymi, społecznymi i gospodarczymi. Tymczasem, jak argumentuje, tereny objęte wnioskiem są integralnie związane z Poczesną i powiatem częstochowskim, a ich odłączenie naruszyłoby istniejące powiązania funkcjonalne oraz zdolność gminy do wykonywania ustawowych zadań.
Najmocniejsza część pisma dotyczy motywów działań Częstochowy. Wójt stwierdza jednoznacznie, że proponowana zmiana granic nie ma uzasadnienia ani społecznego, ani przestrzennego, a jej rzeczywistym celem jest interes gospodarczy związany z działalnością Częstochowskiego Przedsiębiorstwa Komunalnego w Sobuczynie – spółki w całości należącej do miasta. Podkreśla, że planowane rozszerzanie działalności zakładu gospodarki odpadami nie może stanowić podstawy prawnej do przejęcia terenów gminy Poczesna.
Zaznaczono ponadto, że działania miasta uderzają w więzi społeczne i przestrzenne mieszkańców, ignorują lokalne powiązania instytucjonalne i zagrażają stabilności funkcjonowania gminy. Wójt przypomina również, że zmiana granic bezpośrednio dotyczy powiatu, który straciłby część swojego terytorium i infrastruktury.
Z treści jasno wynika, że wójt oczekuje od władz powiatu nie tylko reakcji, lecz pełnej deklaracji, po której stronie sporu stoi samorząd powiatowy. Z tych powodów Sosna apeluje do starosty o natychmiastowe zajęcie jednoznacznego stanowiska w obronie gminy. Jednocześnie domaga się zwołania nadzwyczajnej sesji rady powiatu na 3 grudnia, podczas której samorządy miałyby omówić wspólne działania w sprawie odparcia planów Częstochowy.
Częstochowscy radni pochylą się nad projektem uchwały w sprawie przystąpienia do procedury zmiany granic administracyjnych w najbliższy czwartek. Pisaliśmy o tym tutaj i tutaj.
Poczesna
Szykują protest przed urzędem miasta. Radny: Musimy tam być, zanim zabije nas smród z CzPK!
Radny powiatowy Maciej Janowski ogłosił na swoim profilu facebookowym, że na najbliższy czwartek przed częstochowskim magistratem planowana jest demonstracja, która poprzedzi tamtejszą sesję rady miasta. To wówczas ma być procedowana uchwała, w myśl której finalnie miałoby dojść do przejęcia części terenów gminy Poczesna pod dalszą ekspansję wysypiska w Sobuczynie.
Sprawa zaczęła eskalować po wrześniowej uchwale radnych z Poczesnej, którzy – po wielomiesięcznej pracy i konsultacjach – przeznaczyli tereny wokół wysypiska pod zieleń izolacyjną i zalesienia. Decyzja ta skutecznie uniemożliwia dalszą rozbudowę instalacji odpadów.
Częstochowa odpowiedziała na to projektem uchwały o przystąpieniu do procedury zmiany granic. Dokument zakłada włączenie do miasta m.in. Brzezin Nowych, Kolonii Brzeziny Wielkie, Sobuczyny, Młynka oraz części Poczesnej i Huty Starej A.
Prezydent Krzysztof Matyjaszczyk uzasadnia ten krok koniecznością zmian w zakresie gospodarki odpadami i lepszej kontroli nad terenami, na których działają instalacje komunalne. Samorząd Poczesnej ocenia to natomiast jako próbę przejęcia obszarów newralgicznych dla wysypiska, a także działania prowadzone bez konsultacji i wbrew woli lokalnej społeczności. Szerzej pisaliśmy o tym tutaj.
Co może wydarzyć się w przyszłym tygodniu? Uchwała, jaką w czwartek będą procedować częstochowscy radni, nie rozstrzyga jeszcze sprawy. Jest jedynie pierwszym krokiem formalnym w procesie zmiany granic obu samorządów. Ostateczną decyzję w tej sprawie podejmie Rada Ministrów – po przeprowadzeniu konsultacji społecznych i zebraniu opinii zainteresowanych jednostek.
Nie zmienia to jednak faktu, że stawką jest utrata przez gminę Poczesna dochodów, ograniczenie jej możliwości inwestycyjnych i planistycznych, rozbicie spójności lokalnej wspólnoty, a także pozbawienie mieszkańców wpływu na decyzje dotyczące wysypiska.
– Dla jednych to kwestia strategicznego zarządzania odpadami, dla innych – sprawa bezpieczeństwa, jakości życia i zachowania integralności gminy – zgodnie podkreślają przedstawiciele miejscowej społeczności i przekonują, że nie zamierzają biernie przyglądać się wykrajaniu połaci terenu ich gminy.
Maciej Janowski, radny powiatu częstochowskiego, przygotowuje na 4 grudnia przed siedzibą Urzędu Miasta Częstochowy protest i zachęca mieszkańców swojej gminy do gremialnego w nim udziału.
– W czwartek o godz. 8.00 spotykamy się przed urzędem miasta. O 9.00 zaczyna się sesja, na której miasto będzie chciało uchwałą podjąć decyzję o „wchłonięciu” części gminy Poczesna. Wasza obecność to nasza wspólna jedność i siła, aby pokazać, że nie wyrażamy zgody na te działania. Musimy być tam wszyscy, zanim nas wszystkich zabije smród z CzPK! – napisał radny w swoich mediach społecznościowych.
Dwa dni wcześniej – we wtorek – w świetlicy środowiskowej w Brzezinach Nowych samorządowiec organizuje z kolei otwarte spotkanie dla wszystkich zainteresowanych mieszkańców.
– Zaczynamy o godz. 18.00 – zachęca do udziału Janowski.
Natomiast w środę o godz. 17.00 w Szkole Podstawowej w Poczesnej spotkanie w tej sprawie organizują także gminni samorządowcy.
Poczesna
Poczesna pod presją administracyjnego rozbioru. Chodzi o wysypisko i milionowe interesy
Spór o przyszłość wysypiska w Sobuczynie i granice administracyjne gminy Poczesna wchodzi w nową, jeszcze bardziej napiętą fazę. Gdy władze Częstochowy rozpoczynają procedurę zmierzającą do włączenia części terenów Poczesnej w swoje granice, lokalny samorząd jasno pokazuje, że nie zamierza ustępować. Wrześniowa uchwała Rady Gminy Poczesna, zmieniająca studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego, w praktyce zamyka drogę do dalszej rozbudowy składowiska odpadów w Sobuczynie. To kolejny element układanki, który stawia pod znakiem zapytania sens i intencje działań Częstochowy.
W Poczesnej nie mają wątpliwości, że tak zdecydowane działania Częstochowy to próba podporządkowania sobie problematycznego terenu i uzyskania pełnej swobody w dalszym zarządzaniu instalacją odpadową.
Co istotne, zaledwie kilka tygodni temu radni z Poczesnej podjęli decyzję, która wprost blokuje dalszą ekspansję składowiska. We wrześniu radni przyjęli uchwałę zmieniającą studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego, nad którą – jak podkreślają samorządowcy – pracowano przez wiele miesięcy, prowadząc szerokie konsultacje społeczne. Dokument jasno określa nowe zasady zagospodarowania terenów wokół wysypiska, przeznaczając je pod zieleń izolacyjną i możliwe zalesienia, mające pełnić funkcję bufora środowiskowego i ograniczać uciążliwości zapachowe oraz sanitarne. Pisaliśmy o tym tutaj.
Miasto przystąpiło więc do kontrataku. 4 grudnia częstochowscy radni pochylą się nad projektem uchwały w sprawie przystąpienia do procedury zmiany granic administracyjnych. Dokument, podpisany przez wiceprezydenta Ryszarda Stefaniaka, przewiduje włączenie do Częstochowy całych obrębów Brzezin Nowych, Kolonii Brzeziny Wielkie, Sobuczyny i Młynka oraz części Huty Starej A i Poczesnej.
Oficjalna argumentacja miasta – zawarta w uzasadnieniu projektu – wskazuje na konieczność zapewnienia długofalowej, zintegrowanej gospodarki odpadami i lepszej kontroli nad terenami, na których funkcjonuje składowisko zarządzane przez Częstochowskie Przedsiębiorstwo Komunalne.
Miasto podnosi, że przejęcie tych gruntów pozwoli na rozwój infrastruktury technicznej, komunikacyjnej i zabezpieczającej oraz poprawi jakość usług dla mieszkańców, którzy już dziś korzystają z częstochowskich szkół, przedszkoli i transportu publicznego. W praktyce jednak cała operacja koncentruje się wokół jednego, newralgicznego punktu – wysypiska w Sobuczynie, będącego od lat źródłem konfliktów, protestów i ekologicznych kontrowersji.
Wójt Poczesnej Artur Sosna skierował do prezydenta Krzysztofa Matyjaszczyka pismo, w którym domaga się wycofania projektu uchwały zmieniającej granice. Wskazuje, że został on przygotowany bez wiedzy i konsultacji z samorządem oraz mieszkańcami, a jego celem jest wyłącznie przejęcie terenów pod wysypisko. Przypomina także o trwającym od lat społecznym sprzeciwie wobec rozbudowy instalacji oraz o ponad 2350 podpisach złożonych pod protestem. Dziś konflikt nie dotyczy już wyłącznie kwestii planistycznych czy administracyjnych.
Utrata części terytorium przez gminę Poczesna oznaczałaby realny ubytek dochodów z podatków i opłat lokalnych, a tym samym mniejsze środki na inwestycje, drogi, szkoły i usługi publiczne. Gmina straciłaby także cenne tereny rozwojowe, ograniczając swoje możliwości planistyczne i potencjał przyciągania nowych inwestorów. Zmiana granic rozbiłaby spójność lokalnej wspólnoty, osłabiając więzi społeczne i tożsamość mieszkańców, a jednocześnie doprowadziłaby do chaosu organizacyjnego i prawnego – od korekt w ewidencji, po spory o majątek i kompetencje. Co więcej, Poczesna mogłaby utracić wpływ na decyzje dotyczące wysypiska, które wciąż oddziaływałoby na jej teren, ale zarządzane byłoby już formalnie przez Częstochowę. W tym kontekście zmiana granic jawi się nie jako neutralna operacja techniczna, lecz jako osłabienie suwerenności samorządu i realne zagrożenie dla stabilności i przyszłości całej gminy.
To więc starcie o prawo do decydowania o przyszłości, jakości życia i środowisku naturalnym. Dla Częstochowy – strategiczne zabezpieczenie systemu gospodarki odpadami. Dla Poczesnej – obrona granic, tożsamości i elementarnego komfortu swoich mieszkańców.
Warto podkreślić, że uchwała Rady Miasta Częstochowy nie oznacza jeszcze realnej zmiany granic. Jest jedynie formalnym rozpoczęciem procedury. Zgodnie z obowiązującymi przepisami ostateczna decyzja w sprawie ewentualnego „przesunięcia” granic nie należy ani do radnych, ani do władz lokalnych obu gmin. Rozstrzyga ją Rada Ministrów w drodze rozporządzenia, po zebraniu opinii zainteresowanych samorządów oraz przeprowadzeniu obowiązkowych konsultacji z mieszkańcami obszarów objętych zmianą.
Głos społeczności lokalnej musi zostać wysłuchany, jednak ma charakter opiniodawczy i nie jest wiążący, co oznacza, że rząd może podjąć decyzję nawet wbrew stanowisku mieszkańców i władz gminy Poczesna, co dodatkowo podnosi temperaturę sporu i rodzi pytania o realny wpływ lokalnej społeczności na kształt własnych granic.
Czy procedura zmiany granic okaże się jedynie zagrywką władz Częstochowy, mającą wymusić na gminie Poczesna ustępstwa w sprawie terenów wysypiska czy realnym pierwszym krokiem do „rozbioru” gminy? Odpowiedź przyniosą najbliższe tygodnie, ale jedno jest pewne – sprawa Sobuczyny stała się jednym z najbardziej zapalnych punktów samorządowego sporu w całym regionie, i takim zapewne pozostanie przez najbliższych kilka miesięcy.
Poczesna
Piętnaście lat na pełnych obrotach i międzypokoleniowa eksplozja talentu. TAKT świętował w Poczesnej
Zespół Tańca Współczesnego TAKT obchodzi w tym roku 15-lecie działalności artystycznej. Z okazji jubileuszu w hali sportowej w Poczesnej zorganizowano wczoraj koncert, który zgromadził liczną publiczność. Wydarzenie stało się okazją do podsumowania wieloletniej pracy zespołu oraz zaprezentowania dorobku artystycznego, który przez lata budował jego rozpoznawalność i pozycję w lokalnym środowisku kulturalnym.
Jubileuszowy koncert wyróżniał się nie tylko różnorodnością choreografii, ale – jak informują miejscowi urzędnicy – także przestrzenią sceniczną o imponujących wymiarach, dotąd niespotykaną przy tutejszych realizacjach artystycznych. Nowa aranżacja pozwoliła tancerzom w pełni wykorzystać potencjał ruchu i formy, a publiczności umożliwiła odbiór widowiska w nowej, bardziej dynamicznej odsłonie.

Na scenie zaprezentowano zarówno znane już układy, cieszące się uznaniem widzów, jak i premierowe choreografie, przygotowane specjalnie na jubileusz. Występy charakteryzowały się wysokim poziomem technicznym, spójną narracją oraz wyrazistą interpretacją muzyki i emocji. Koncert był wyraźnym potwierdzeniem dojrzałości artystycznej zespołu oraz jego systematycznego rozwoju pod okiem choreograf Pauliny Perygi.
Zespół TAKT to nie tylko grupa tancerzy, ale przede wszystkim środowisko tworzone przez ludzi połączonych wspólną pasją do tańca. Przez piętnaście lat działalności formacja stała się ważnym elementem życia kulturalnego gminy, kształtując wrażliwość estetyczną młodych mieszkańców i motywując kolejne pokolenia do aktywności artystycznej.
Poczesna
Filozoficzno-polityczne exposé radnego Szumery. Wiceprzewodniczący rady gminy zrezygnował z funkcji
Ostatnia, prawie pięciogodzinna sesja Rady Gminy Poczesna w pewnym momencie przybrała formę niemal publicznego manifestu polityczno-medialnego. Wszystko za sprawą wystąpienia wiceprzewodniczącego Łukasza Szumery, który – inaczej niż zwykle – nie zamierzał ograniczać się do odczytywania projektów uchwał, lecz postanowił przejść do historii lokalnego samorządu z przytupem, cytatem ze starotestamentowej Księgi Ozeasza i definicją spoiwa.
Tym razem nie było ani paragrafów, ani stawek, ani załączników. Była za to tyrada o mediach, hejcie i moralnym rozkładzie infosfery. Łukasz Szumera rozpoczął swoje wystąpienie od próby podsumowania bieżącej kadencji, jednak szybko stało się jasne, że będzie to raczej osobista refleksja nad kondycją lokalnej debaty publicznej niż chłodna analiza samorządowej rzeczywistości.
– Po rozmowie z wieloma mieszkańcami naszej gminy chciałbym się podzielić spostrzeżeniami odnośnie lokalnej prasy i mediów społecznościowych, gdzie pojawił się hejt, obrzucanie się błotem, a polityczne rozgrywki medialne sięgnęły zenitu – mówił, nie szczędząc ani mediów, ani komentatorów.

Wiceprzewodniczący przekonywał, że gminna przestrzeń informacyjna zamieniła się w pole bitwy, gdzie „kłamstwo biegnie szybciej niż prawda”, a emocje skutecznie wypierają rzeczowość. Nomen omen, podczas tej samej sesji mówił o tym też jego kolega z rady gminy, Dariusz Kożuch, o czym pisaliśmy tutaj.
– Nienawiść jest najbardziej łatwą emocją do uruchomienia. Media społecznościowe są dystrybucją prestiżu i pogardy. Ktoś nadaje myśl, a my się emocjonujemy. Media społecznościowe niszczą relacje między nami – stwierdził.
Jednocześnie zarysował wizję idealnego świata samorządowego, w którym dialog ma zastąpić konflikt, a kompromis stać się normą. Nie zabrakło także pochwały dla wydawanego przez urząd gminy biuletynu „Spoiwo”, który – jak zaznaczył Szumera – nie bierze udziału w medialnym chaosie i stanowi… wzór rzetelności.
– Spoiwo jest substancją, która łączy, a nie dzieli – i chwała mu za to – przypomniał, przechodząc przy okazji do definicji rodem z podręcznika chemii z nutą filozofii społecznej.
Najważniejszy moment wystąpienia przyszedł jednak później. Łukasz Szumera, który dotąd znany był z pełnienia funkcji raczej proceduralnej, postanowił wykonać zdecydowany krok.
– W ramach osobistego protestu przeciw fermentowi, który zaistniał, oświadczam, że występuję z klubu Radnych Mieszkańców Gminy Poczesna, zrzekam się stanowiska wiceprzewodniczącego rady gminy i z dniem dzisiejszym podaję się do dymisji – ogłosił.
Zapewnił jednocześnie, że pozostaje radnym i będzie nadal pełnił swój mandat jako „niezależne ogniwo wspólnoty”, kierując się – jak podkreślił – dobrem mieszkańców. W swoim wystąpieniu odniósł się również do osoby wójta, jasno odcinając się od jakichkolwiek pogłosek o próbach jego odwołania.
– Dementuję pogłoski, jakobym miał przyczynić się do odwołania wójta. Pomimo początkowych potknięć zauważam jego dobre działania i wierzę, że będzie ich coraz więcej – mówił.
Na zakończenie nie zabrakło i biblijnej sentencji, i nuty refleksji.
– Kto sieje wiatr, ten burzę zbiera. Jeżeli kogoś uraziłem, przepraszam – podsumował, pozostawiając salę w stanie ciszy i lekkiego konsternacyjnego zadumania.
Paradoksalnie to właśnie ta sesja stała się jedną z najbardziej emocjonalnych i nietypowych w tej kadencji. Zamiast pytań o infrastrukturę czy budżet uczestnicy usłyszeli z ust Łukasza Szumera osobisty manifest, polityczne wyznanie i filozoficzną refleksję nad stanem lokalnej demokracji cyfrowej.
Czy dymisja radnego to reakcja w imię idei, efekt narastającego napięcia czy raczej zmęczenie dotychczasową rolą? Jedno jest pewne – były już wiceprzewodniczący, który w świadomości osób śledzących sesje zapisał się głównie jako sumienny lektor projektów uchwał, po raz pierwszy pokusił się o wygłoszenie najdłuższej, najbardziej ekspresyjnej i samodzielnej wypowiedzi w trakcie swojej kariery radnego tej kadencji.
Poczesna
Nepotyzm, konflikty interesów i wycieki danych? Radna Puchała: Sołtys kazał nam się wynosić ze świetlicy
Ostatnia sesja Rady Gminy Poczesna okazała się jedną z najbardziej burzliwych w obecnej kadencji. Zamiast rutynowej wymiany uwag między radnymi a wójtem, uczestnicy obrad byli świadkami serii ostrej, wielowątkowej krytyki kierowanej pod adresem władz gminy. Wystąpienia radnych obnażyły rosnące napięcia, brak zaufania oraz narastające problemy związane z funkcjonowaniem urzędu i relacjami na linii władza-mieszkańcy.
Już od pierwszych minut było jasne, że radni zamierzają wykorzystać sesję jako forum do wyjaśnienia kwestii, na które – jak podkreślali – od miesięcy nie otrzymują żadnych odpowiedzi.
Radna Magdalena Sałata zwróciła uwagę na problem, który w opinii wielu lokalnych samorządowców staje się w Poczesnej normą – przewlekłość i milczenie urzędu w sprawach zgłaszanych przez mieszkańców.
Chodziło o prośbę dotyczącą nieodpłatnego wynajęcia pomieszczenia w świetlicy środowiskowej w Brzezinach Kolonii. Pismo złożono 18 września, ale – jak relacjonowała radna – do dnia sesji nie wpłynęła żadna odpowiedź. Podkreśliła, że mieszkańcy czują się lekceważeni, a brak reakcji urzędu staje się standardem. Sałata od razu przeszła do drugiej kwestii, pytając o zatrudnianie osób związanych ze środowiskiem wójta Artura Sosny.

– Ilu pracowników zatrudnia pan ze swojego komitetu w Urzędzie Gminy Poczesna oraz w podległych instytucjach? – dociekała.
W przestrzeni publicznej pytanie to od miesięcy budzi duże emocje, a radni otwarcie mówią o nepotyzmie i systemowym faworyzowaniu „swoich” ludzi.
Radna Danuta Broszkiewicz domagała się informacji o pracach nad studium zagospodarowania przestrzennego, podkreślając, że temat wisiał w powietrzu od wrześniowej sesji nadzwyczajnej. Zwróciła uwagę, że dokument nie trafił pod obrady mimo wcześniejszych zapewnień.
– Brak informacji komplikuje życie mieszkańcom i inwestorom, którzy nie wiedzą, jakie ograniczenia będą obowiązywać na ich nieruchomościach – zaznaczała.
Kulminacją sesji było obszerne wystąpienie radnej Justyny Krawiec-Puchały, która poruszyła jednocześnie kilka problematycznych obszarów funkcjonowania urzędu. Przypomniała, że wójt Sosna w marcu zmienił jego strukturę, tworząc dodatkowy etat w dziale promocji. W jej ocenie zmiana ta nie miała realnego uzasadnienia, zwłaszcza że gmina nie rozwija żadnych nowych projektów promocyjnych – przeciwnie, część z nich jest wycofywana.
– Dokonał pan zmiany struktury organizacyjnej, dodając jeden etat w dziale promocji. Dziś pracuje na nim osoba zatrudniona wcześniej jako podinspektor do spraw kasowych. Oczywiście z komitetu pana wójta – mówiła zwracając uwagę, że w tym samym czasie gmina nie potrafi zatrudnić specjalisty od pozyskiwania środków zewnętrznych, ani wypełnić braków kadrowych w szkołach.
Poważne zarzuty dotyczyły również powiązań personalnych między urzędem a jednym z lokalnych stowarzyszeń.
– Osoba pracująca w promocji jest prezesem Stowarzyszenia Stacja Poczesna. Wiceprezes tego stowarzyszenia był zatrudniany przez gminę. Dwie panie z organu kontrolnego również pracują w gminie. Czy to nie jest konflikt interesów? – dociekała Justyna Krawiec-Puchała.
Najmocniejsze oskarżenia dotyczyły ujawnienia poufnych danych dotyczących wniosków budżetowych składanych przez mieszkańców, radnych i sołtysów.
– Do 30 września składano wnioski budżetowe. Komisja budżetowa miała je analizować dopiero 29 października. Tymczasem 19 października, hejter o ksywie „Transparentność” pisał w internecie o rzekomych wnioskach radnej. Skąd on to wiedział? – grzmiała mówiąc o kolejnym przypadku wycieku danych, za który nikt nie poniósł odpowiedzialności.
Radna przypomniała także o sprawie błędów w konkursie ofert i braku odpowiedzi ze strony wicewójta Roberta Kępy.
– Zgłaszałam nieprawidłowości 24 marca. Powiedział pan, że dostanę odpowiedź po rozpoznaniu tematu. Do dnia dzisiejszego jej nie otrzymałam – punktowała raz za razem.
Opowiedziała również o bulwersującym zdarzeniu, do których miało dojść podczas spotkania z mieszkańcami Mazur. Według radnej, wicewójt oraz sołtys mieli przekazywać mieszkańcom niepełne lub zmanipulowane informacje, obwiniając radnych o decyzje, których ci nie podjęli.
– Przedstawiono mieszkańcom, że rada gminy jest przeciwko nim. Kiedy weszłyśmy z radną Sałatą, usłyszałyśmy krzyki, że radnych trzeba wyrzucić. Kazano nam się wynosić, zgaszono światło, zamknięto świetlicę i nas wyproszono – relacjonowała. – Spotkanie z mieszkańcami kontynuowane było dosłownie na trawie, trwało dwie godziny. Wyjaśniliśmy ludziom, jak wygląda sprawa. Byli oburzeni. Panie wójcie, czy ta sytuacja została panu przedstawiona? – pytała Krawiec-Puchała dodając, że oczekuje wyjaśnień, dlaczego władze gminy dopuściły do eskalacji konfliktu, zamiast tłumaczyć mieszkańcom procedury i fakty.
Do sprawy odniósł się także sołtys Mazur, Wojciech Opiłka, który przedstawił własną, wyraźnie odmienną wersję wydarzeń.
– Spotkanie, które miało miejsce w Mazurach, było spotkaniem roboczym, gdzie jako sołtys i rada sołecka postanowiliśmy dzień wcześniej zaprosić radnego z naszego okręgu i pana wójta celem wyjaśnienia pewnych rzeczy. I to było tak zwane spotkanie robocze dla rady sołeckiej, sołtysa, radnego okręgu i wójta – mówił.
Sołtys zarzucił radnemu, że ten bez uzgodnienia zaprosił na spotkanie innych samorządowców oraz jednego z lokalnych przedsiębiorców.
– Słowo „wynocha” na pewno nie padło. Jak radny Robert Rakus wszedł, to wstałem, podziękowałem za dzisiejsze spotkanie i zakończyliśmy te obrady. Oczywiście mieszkańcy wyszli, zgasiłem światło – jeszcze nie było ciemno, można było spokojnie do drzwi trafić i wyjść na powietrze. I tak ta debata się w tym dniu skończyła. Państwo radni nie macie prawa wchodzić na tak zwane robocze spotkanie, które organizuje sołtys, rada sołecka i dwoje zaproszonych gości – oświadczył bezceremonialnie.
Słowa sołtysa Opiłki spotkały się z reakcją przewodniczącej rady.
– Panie sołtysie, gdzie jest taki zapis, że radni nie mają prawa wchodzić? Jeżeli radni znaleźli się w tej miejscowości, w tym dniu, o tej konkretnej godzinie, to nie mogli wejść na spotkanie? – dopytywała.
Sołtys przyznał, że świetlica jest własnością gminy, ale utrzymywał, że jako organizator ma prawo decydować o formule spotkania.
– Jeśli miało dojść do poszerzenia grona, pan radny powinien poinformować sołtysa i radę sołecką, że zaprosił dodatkowo pięciu czy siedmiu radnych. Wtedy byśmy zdecydowali, czy rozmawiamy w szerszym gronie – przekonywał.
Jeszcze ostrzej zareagował inny z uczestników obrad, kwestionując prawo sołtysa do zamykania obiektu przed nosami radnych.
– Czy ta świetlica jest pana prywatnym folwarkiem, czy to jest raczej gminy? Bo chyba radni mają prawo wejść na takie spotkanie – stwierdził.
Pod koniec wymiany zdań głos zabrała przewodnicząca, starając się zamknąć spór i przypomnieć, że mimo napiętej atmosfery ostatecznie udało się uspokoić sytuację i wyjaśnić część wątpliwości mieszkańców Mazur.
– Wydaje mi się, że mieszkańcy po tym spotkaniu poznali prawdę, uspokoili się i podziękowali nam, że byliśmy. Sprostowaliśmy wszelkie nieprawdziwe informacje, a mieszkańcy byli wdzięczni za stawiennictwo – podkreśliła.
Poczesna
Atmosfera nienawiści? Radni mówią o zastraszaniu i pomówieniach, a wójt… że odpowie na piśmie
Podczas ostatniej sesji w Poczesnej doszło do ostrego starcia pomiędzy częścią radnych a wójtem. Fragment obrad zdominował temat – jak określali to sami radni – nagonki wymierzonej w przedstawicieli lokalnego samorządu.
Już na początku sesji przewodnicząca rady Elżbieta Tomala-Wróbel zadała wójtowi Arturowi Sośnie kilka pytań dotyczących ochrony wizerunku gminy.
– Czy podjął pan jakiekolwiek działania, kroki dotyczące wypowiedzenia umowy najmu koledze od stołu pingpongowego, który jest autorem artykułów godzących w radnych z Klubu Radni Mieszkańców Gminy Poczesna? Czy jako wójt naszej gminy jest pan dumny z mowy nienawiści skierowanej przeciwko radnym? – pytała przewodnicząca.

Wójt do pytań się nie odniósł, za to przy mównicy stanął radny Dariusz Kożuch, który – w imieniu całego klubu – przedstawił obszerne oświadczenie. Już pierwsze zdania wskazywały na narastającą frustrację i poczucie bezsilności wobec sytuacji, którą opisał jako bezprecedensową.
– Składam zdecydowany protest przeciwko fali hejtu, pomówień i nagonki, jaka w ostatnich tygodniach została skierowana przeciwko nam radnym, którzy pełnią funkcję z szacunkiem, uczciwością i odpowiedzialnością wobec mieszkańców tej gminy – mówił Kożuch.
W swojej wypowiedzi samorządowiec wielokrotnie podkreślał, że ataki, które pojawiają się w przestrzeni publicznej, są zorganizowane i prowadzone w sposób celowy.
– Od dłuższego czasu jesteśmy atakowani w mediach, w internecie, na fałszywych, anonimowych kontach, które szerzą obrzydliwe i nieprawdziwe treści. Nie ma naszej zgody na takie działania – podkreślił.
Najbardziej kontrowersyjny fragment wypowiedzi dotyczył obecności na sali osób, które – jak stwierdził radny – mają być zaangażowane w kampanię nienawiści.
– To, co się dzieje, to zorganizowana nagonka, mająca nas zastraszyć, upokorzyć i podzielić. Niektórzy z tych ludzi stojących za tym hejtem siedzą dzisiaj na tej sali. To smutne i przerażające, że osoby pełniące funkcje publiczne dopuszczają się takich rzeczy – przekonywał.
Radny zarzucił również bierność i milczenie części lokalnych decydentów, w tym wójta, co – jak twierdził – ma pogłębiać poczucie bezkarności hejtujących.
– A inni zamiast reagować, milczą lub przyzwalają – dodał.
W kolejnej części swojego wystąpienia Dariusz Kożuch zapytał włodarza czy ten podjął działania mające powstrzymać ten proceder?
– Jak mamy współpracować z wójtem, skoro dopuszcza się, by radni byli poniżani, obrażani i oczerniani publicznie? – grzmiał.
Podkreślił, że obecna sytuacja nie sprzyja współpracy ani budowaniu zaufania pomiędzy organami władzy.
– Nie ma i nigdy nie będzie naszej zgody na hejt, kłamstwa i zastraszanie. Nie pozwolimy, by w gminie Poczesna panowała atmosfera nienawiści i strachu – stanowczo zaakcentował stanowisko swojego klubu radny. – Podejmiemy wszystkie legalne i prawne kroki, aby wymierzyć sprawiedliwość i ujawnić osoby, które za tym stoją. Hejt nas nie złamie. Nie ma naszej zgody na nienawiść – nadmienił na zakończenie.
Na koniec głos zabrał także wójt Artur Sosna.
– Szanowni państwo, ja tylko krótko. Tak jak tutaj padło parę słów – zgoda buduje, niezgoda rujnuje. Chciałbym się tego trzymać i myślę, że wszyscy powinniśmy się tego trzymać. Co do wszystkich pytań, postaram się udzielić te pytania na piśmie – podsumował włodarz.
Poczesna
Niebezpieczny incydent podczas Halloween we Wrzosowej. W słodyczach dla dzieci znaleziono szpilki
We Wrzosowej w gminie Poczesna doszło do niepokojącego zdarzenia, które zakłóciło przebieg halloweenowej zabawy. Jedna z mieszkanek poinformowała w mediach społecznościowych, że w słodyczach rozdawanych dzieciom znaleziono szpilki. Informacja wywołała duże poruszenie wśród lokalnej społeczności, a sprawa – jak zapowiadają mieszkańcy – ma zostać zgłoszona odpowiednim służbom.
Zdarzenie zrelacjonowała na swoim facebookowym profilu pani Wiktoria, mieszkanka Wrzosowej, podkreślając, że nie jest to „straszna opowieść na Halloween”, lecz rzeczywisty incydent. Jak wynika z jej wpisu, metalowe szpilki miały znajdować się w słodyczach otrzymanych przez dzieci podczas odwiedzin mieszkańców w ramach „cukierka albo psikusa”.

Według relacji, w jednym z cukierków odnaleziono szpilkę. Na szczęście nikt nie odniósł obrażeń. Rodzice natychmiast zareagowali, a informacja o zagrożeniu szybko rozprzestrzeniła się wśród sąsiadów, którzy apelują o ostrożność oraz sprawdzanie otrzymanych łakoci.
– Jeśli ktoś nie chce uczestniczyć w tej zabawie, może po prostu nie otwierać drzwi. Nie niszczy się niewinnej radości dzieci w tak przerażający sposób – napisała mieszkanka, podkreślając, że „prawdziwe potwory nie mają masek”.
W mediach społecznych rozgorzała emocjonalna dyskusja. Mieszkańcy deklarują, że oczekują stanowczej reakcji służb, a rodzice zwracają szczególną uwagę na bezpieczeństwo najmłodszych.
Poczesna
Szokujące znalezisko w Poczesnej. Pod ziemią szpitalne odpady i kości, służby sprawdzają czy ludzkie
Na terenie tzw. Bocianiej Górki w gminie Poczesna doszło do kolejnej interwencji jednego z miejscowych radnych, związanej z nielegalnym składowaniem odpadów. Po informacjach uzyskanych od mieszkańców samorządowiec skrzyknął kolegów i, wyposażeni w łopaty, odkopali wierzchnią warstwę ziemi w celu zidentyfikowania zakopanych tam materiałów. Podczas prac natrafiono na odpady pochodzące ze szpitali, w tym kości nieznanego pochodzenia, owinięte w materiały tekstylne, a także opakowania po lekach i elementy kroplówek.
Z uwagi na charakter odkrytych przedmiotów, w tym kości, natychmiast powiadomiono odpowiednie służby w celu weryfikacji i przeprowadzenia szczegółowych badań.
– Otrzymaliśmy od mieszkańców wiele informacji i próśb o zajęcie się tematem Bocianiej Górki. Dzięki wskazówkom natrafiliśmy na przedmioty, których nawet nie braliśmy pod uwagę – kości niewiadomego pochodzenia, zawinięte w szmaty. W tej sytuacji konieczne było powiadomienie służb. W poniedziałek wieczorem teren objęto nadzorem – poinformował radny Michał Kałka w mediach społecznościowych.

W związku z zaistniałą sytuacją samorządowiec skierował do wójta Poczesnej interpelację, w której domaga się udostępnienia dokumentacji dotyczącej dawnego przeznaczenia terenów Bocianiej Górki. Jak przypomina, z relacji mieszkańców wynika, że w latach 70. w miejscu tym istniały stawy, które następnie zostały osuszone i wykorzystane do deponowania odpadów.
– Czy w urzędzie gminy bądź zasobach Archiwum Państwowego zachowała się dokumentacja potwierdzająca rodzaj zakopywanych odpadów i czas trwania procederu? – pyta radny w piśmie.
Dodatkowo domaga się informacji, czy w przeszłości gmina zlecała badania gleby, wody i powietrza na omawianym terenie oraz czy wyniki tych badań wskazują, że teren jest bezpieczny dla mieszkańców i osób przebywających w pobliżu.
Obecnie teren objęty jest działaniami służb, które mają zweryfikować charakter znaleziska. Od wyników przeprowadzonych badań i analiz zależeć będą dalsze kroki administracyjne oraz ewentualne dalsze działania. Sprawa budzi duże emocje wśród mieszkańców, którzy od lat wskazują na problem nielegalnych wysypisk w tej części gminy.
Poczesna
Koniec z rozbudową wysypiska w Sobuczynie. Jednomyślna decyzja radnych blokuje jego dalszą ekspansję
Podczas ubiegłotygodniowej sesji Rady Gminy Poczesna radni podjęli uchwałę zmieniającą studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego. Decyzja ta w praktyce zamyka możliwość rozbudowy składowiska odpadów w Sobuczynie o kolejne kwatery. – Te obrady były podsumowaniem wielomiesięcznej pracy nad dokumentem i licznymi konsultacjami – mówią samorządowcy.
Zmiana studium wprowadza nowe zasady zagospodarowania terenów wokół składowiska w Sobuczynie. Obszary te zostały przeznaczone pod zieleń izolacyjną i możliwe zalesienia, które mają pełnić funkcję buforu środowiskowego i ograniczać uciążliwości związane z funkcjonowaniem instalacji. Rada gminy odrzuciła natomiast postulaty dopuszczenia budowy instalacji fotowoltaicznych w bezpośrednim sąsiedztwie składowiska, wskazując, że mogłoby to wymusić usunięcie pasów zieleni i pogorszyć warunki sanitarne. Nie uwzględniono również dziewięciu uwag zgłoszonych przez mieszkańców i instytucje pomiędzy 2022 a 2025 rokiem, w tym wniosku o nakaz zamknięcia i rekultywacji składowiska. Argumentowano, że wykracza to poza kompetencje gminy.
Podczas sesji wielokrotnie podkreślano znaczenie uchwały dla bezpieczeństwa mieszkańców i ochrony środowiska.
– Stawiamy wysypisko w jego obecnych granicach. Nie dopuszczamy już żadnej dalszej ekspansji, a otoczenie przeznaczamy pod tereny zielone. To rozwiązanie sprawiedliwe i zgodne z oczekiwaniami mieszkańców – mówiono.
Radni zwracali uwagę, że problem składowiska od lat budzi emocje i niepokoje społeczne.
– Mieszkańcy sygnalizują obawy dotyczące zapachów, pyłów i zwiększonego ruchu ciężarówek. Uchwała daje jasny sygnał, że gmina nie zamierza pozwalać na dalszy rozwój tej instalacji – dodawała z kolei Danuta Broszkiewicz, przewodnicząca komisji zdrowia i ochrony środowiska rady gminy.
Do sprawy odniósł się również urbanista Damian Michalski, przedstawiciel pracowni, która przygotowała dokument.
– Zgodnie z ekspertyzami utrzymanie zieleni izolacyjnej jest kluczowe dla ograniczania negatywnego wpływu składowiska. Likwidacja pasów zieleni na rzecz inwestycji, takich jak fotowoltaika, byłaby błędem i zwiększyłaby ryzyko pogorszenia warunków środowiskowych – zaznaczył.
Przyjęta uchwała to kolejny krok w długotrwałej procedurze planistycznej. Jak sugerowali przedstawiciele lokalnej administracji, teraz konieczne będzie przygotowanie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, który szczegółowo ureguluje sposób użytkowania terenów wokół Sobuczyny.
– Dzisiejsza decyzja zamyka drogę do budowy trzeciej kwatery składowiska. Wspólnymi siłami – radnych, mieszkańców i urzędu – bronimy naszej gminy przed dalszą rozbudową tej instalacji – podsumowano na zakończenie sesji.
Poczesna
Nie tylko rekord Polski, ale i nowy rekord Guinnessa. „Wrzosowianie” dołożyli cegiełkę do tego sukcesu
Podczas Święta Rozbarku, które odbyło się 6 września na terenie Skarpy Bytom, członkowie Zespołu Folklorystycznego „Wrzosowianie” z gminy Poczesna pomogli ustanowić nowy rekord Polski w największym zgromadzeniu osób ubranych w stroje regionalne. W próbie wzięło udział aż 586 uczestników, co finalnie pozwoliło nie tylko pobić krajowy rekord, ale również zapisać wydarzenie w Księdze Rekordów Guinnessa.
Aby rekord został uznany, konieczna była obecność minimum 468 osób w strojach ludowych. Wynik został zdecydowanie przekroczony, co dało miastu, ale i całemu regionowi, upragniony powód do dumy. Tym bardziej, że rok wcześniej, mimo dużej mobilizacji, nie udało się osiągnąć wymaganego wyniku.
– Wówczas odnotowano 413 uczestników – relacjonują organizatorzy tego niewątpliwie oryginalnego przedsięwzięcia.
Wśród zespołów, które współtworzyły ten historyczny moment, znaleźli się „Wrzosowianie”, reprezentujący Gminne Centrum Kultury, Informacji i Rekreacji w Poczesnej. Ich obecność podkreśliła znaczenie lokalnych grup folklorystycznych z północnego subregionu województwa w pielęgnowaniu tradycji i promowaniu dziedzictwa kulturowego.
Święto Rozbarku nie ograniczyło się jedynie do próby pobicia rekordu. Towarzyszyły mu bowiem warsztaty śpiewu, tańca, rękodzieła oraz zajęcia animacyjne dla dzieci. Ważnym punktem programu było także otwarcie Mieszkania Rozbarskiego i Izb Tradycji i Nowoczesności im. Piotra Mankiewicza – zasłużonego propagatora śląskiej tożsamości. Na scenie zaprezentował się Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk”, a wieczór zakończył koncert zespołu Piersi.
Poczesna
Tragiczny wypadek na trasie między Sobuczyną a Nieradą. Nie żyje 34-letnia kobieta
Częstochowscy policjanci wyjaśniają okoliczności tragicznego wypadku drogowego, do którego doszło 8 września na drodze powiatowej pomiędzy Sobuczyną a Nieradą w gminie Poczesna. W wyniku czołowego zderzenia dwóch samochodów do szpitala trafiły dwie kobiety, w tym jedna w stanie ciężkim. Niestety, mimo wysiłków lekarzy, 34-letnia kierująca citroenem zmarła trzy dni później.
Ze wstępnych ustaleń wynika, że 42-letnia kierująca osobowym bmw nie dostosowała prędkości do warunków drogowych. Na łuku drogi straciła panowanie nad autem, zjechała na przeciwległy pas i uderzyła czołowo w citroena, którym podróżowała 34-latka.
– Siła uderzenia była ogromna. Z bmw wypadł na drogę silnik, a pojazd zatrzymał się w rowie – relacjonują policjanci z biura prasowego Komendy Miejskiej Policji w Częstochowie.
W wyniku wypadku obie kobiety zostały przewiezione do szpitala. Kierująca bmw doznała złamania obojczyka. Młoda kobieta prowadząca citroena, z ciężkimi obrażeniami wielonarządowymi, została przetransportowana śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Jej życia nie udało się uratować. Po południu 11 września lekarze poinformowali o jej śmierci.
Na miejscu przez kilka godzin pracowali policjanci, strażacy i ratownicy medyczni. Ruch na odcinku objętym zdarzeniem był poważnie utrudniony.
42-latce grozi teraz od sześciu miesięcy do ośmiu lat pozbawienia wolności.
-
Poczesna6 miesięcy temuTragiczny wypadek na trasie między Sobuczyną a Nieradą. Nie żyje 34-letnia kobieta
-
Myszków3 miesiące temuDom, który stał się miejscem strachu. Bracia z Myszkowa aresztowani za wielomiesięczną przemoc
-
Poczesna1 rok temuW gminie huczy, policja o niczym oficjalnie nie wie, a wójt milczy i unika odpowiedzi
-
Blachownia3 lata temuPodwójna kompromitacja byłego sołtysa. Przegrał dwa procesy i wyszło, że jednak zarabiał na pornografii








