Obserwuj nas

Myszków

Straciła siedemdziesiąt tysięcy złotych. Oszust „na policjanta” znów uderzył

fot. Freepik

Opublikowany

,

92-letnia mieszkanka Myszkowa padła ofiarą brutalnego oszustwa metodą „na policjanta”. Seniorka, przekonana, że pomaga wnuczce, przekazała nieznajomemu aż 70 tys. zł – całe swoje oszczędności. To kolejny przypadek, który pokazuje, jak bezwzględnie działają przestępcy żerujący na zaufaniu osób starszych.

Do zdarzenia doszło 1 grudnia. Do kobiety zadzwonił mężczyzna, który przedstawił się jako funkcjonariusz policji. Twierdził, że wnuczka seniorki spowodowała wypadek i potrzebne są pieniądze, aby „załatwić sprawę”. Rozmówca wywołał silne emocje, presję czasu i poczucie zagrożenia – klasyczne elementy manipulacji stosowane przez oszustów.

Kobieta, wierząc w dramatyczną historię, przygotowała gotówkę. Jak ustalono, przekazała mężczyźnie aż 70 tys. zł, kiedy ten przyszedł do jej domu rzekomo „odebrać pieniądze w imieniu policji”. Dopiero następnego dnia, po rozmowie z synem, zorientowała się, że padła ofiarą oszustwa.

– Pomimo informacji w mediach, licznych apeli, seniorzy nadal oddają pieniądze oszustom. Dlaczego tak się dzieje? Przestępcy, posługujący się metodą „na policjanta” lub „na wnuczka”, wykorzystują element zaskoczenia, wywołują silne emocje i stres u starszej osoby, nakazują działać pod presją czasu. Wiedzą także, że osoby starsze przechowują dużą część oszczędności w domu – podkreślają myszkowscy funkcjonariusze.

 Mundurowi apelują do mieszkańców o rozwagę, szczególnie w rozmowach telefonicznych z nieznajomymi. Apelują również do rodzin, by rozmawiały ze starszymi bliskimi o zagrożeniach.

– Policjanci, ani też prawdziwi funkcjonariusze innych służb nie mają prawa żądać od nas wydania jakichkolwiek pieniędzy, ani też numerów naszego konta czy karty bankomatowej. Pamiętajmy również, że mundurowi nigdy nie poproszą nas o przelanie pieniędzy na wskazane przez nich konto bankowe. Jeśli to robią natychmiast powinniśmy rozłączyć połączenie i poinformować o tym policję – dodają. 

Myszków

Tragiczny pożar w Myszkowie. W pogorzelisku znaleziono ciało 61-letniego mężczyzny

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Archiwum (zdjęcie ilustracyjne)

W czwartek wieczorem przy ulicy Ogrodowej w Myszkowie doszło do pożaru budynku gospodarczego. Mimo szybkiej interwencji straży pożarnej, w pogorzelisku odnaleziono zwłoki 61-letniego mężczyzny.

Zgłoszenie o pożarze wpłynęło do służb ratunkowych 14 maja, po godz. 20. Z pierwszych informacji wynikało, że z budynku gospodarczego przy ulicy Ogrodowej wydobywa się gęsty dym. Na miejsce skierowano cztery zastępy straży pożarnej.

Po przyjeździe ratownicy przystąpili do działań gaśniczych. Ogień pojawił się w murowanym budynku gospodarczym o wymiarach około 12 na 8 metrów i wysokości około 5 metrów. Strażacy musieli opanować sytuację wewnątrz obiektu, a następnie sprawdzić pogorzelisko.

Niestety, podczas przeszukiwania zgliszczy odnaleziono ciało 61-letniego mężczyzny. Mimo podjętych działań, finał akcji okazał się tragiczny. Działania strażaków zakończyły się chwilę po północy.

Na razie nie wiadomo, co było bezpośrednią przyczyną pojawienia się ognia. Okoliczności pożaru, w tym przebieg zdarzenia i przyczyny śmierci mężczyzny, będą ustalane w toku dalszych czynności prowadzonych przez służby.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Kierowca z zakazem i promilami, pasażer miał prawie sto porcji amfetaminy. Zdradziło ich nerwowe zachowanie

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Komenda Powiatowa Policji w Myszkowie

Policjanci z Myszkowa zatrzymali do kontroli drogowej osobowego volkswagena, którym podróżowało dwóch mężczyzn. Interwencja szybko przestała być rutynowa. Kierowca był nietrzeźwy i miał aktywny zakaz prowadzenia pojazdów, a pasażer posiadał przy sobie narkotyki.

Do zdarzenia doszło w minioną środę w ciągu ulicy Pułaskiego w Myszkowie. Funkcjonariusze zatrzymali do kontroli volkswagena, którym poruszali się 45-letni kierujący oraz 36-letni pasażer. Już podczas pierwszych czynności mundurowi zwrócili uwagę na nerwowe zachowanie obu mężczyzn.

W trakcie kontroli okazało się, że od kierującego wyczuwalna jest woń alkoholu. Badanie alkomatem wykazało, że 45-latek miał w organizmie blisko 2 promile. Po sprawdzeniu mężczyzny w policyjnych systemach wyszło na jaw, że posiada on również aktywny zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych.

Na tym jednak interwencja się nie zakończyła. Policjanci ustalili, że 36-letni pasażer ma przy sobie dwa woreczki strunowe z białym proszkiem. Wstępne badanie narkotesterem wykazało, że zabezpieczona substancja to amfetamina. Jej ilość odpowiadała blisko stu porcjom dilerskim.

Obaj mężczyźni zostali zatrzymani. O ich dalszym losie zdecyduje sąd. Kierującemu, zgodnie z przepisami dotyczącymi prowadzenia pojazdu w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego, może grozić kara do trzech lat pozbawienia wolności. Taki sam wymiar kary przewidziany jest za posiadanie narkotyków.

Policjanci po raz kolejny przypominają, że nietrzeźwy kierowca stanowi poważne zagrożenie nie tylko dla siebie, ale także dla innych uczestników ruchu drogowego.

– Ponownie apelujemy i przypominamy, że alkohol negatywnie działa na organizm człowieka, prowadzi do utraty zdolności koncentracji i poczucia rzeczywistości. Powoduje wydłużenie zdolności oceny sytuacji i wpływa na czas reakcji – podkreślają policjanci z biura prasowego myszkowskiej komendy.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Burmistrz mówi o „betonozie”, radna o braku miejsc. Spór o centrum Myszkowa wrócił z pełną siłą

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Miasta Myszków

Niedawna sesja rady miasta pokazała, że pod pozornie technicznym punktem dotyczącym pytań do sprawozdania burmistrza kryją się sprawy, które od miesięcy budzą emocje wśród mieszkańców. Radni wrócili do tematów inwestycji oświatowych, dojazdu do przystanku kolejowego w Mrzygłodzie, przejezdności ulicy Łąkowej, przeciągających się prac projektowych przy Ceramicznej. Interesował ich też brak parkingów w centrum, problemy z Pocztą Polską, planowana zabudowa mieszkaniowa oraz przyszłość oddziału przedszkolnego przy jednej z podstawówek.

Najmocniej wybrzmiały trzy spory. Pierwszy dotyczył rozmów z PKP, które według burmistrza są wielowątkowe i przynoszą miastu korzyści, ale według radnych wciąż nie dają mieszkańcom Mrzygłodu konkretnego rozwiązania w sprawie dojazdu do przystanku kolejowego. Drugi spór dotyczył centrum miasta, gdzie rewitalizacja i nowe nasadzenia zderzyły się z zarzutami o niedobór miejsc parkingowych. Trzeci, najbardziej społecznie wrażliwy, dotyczył przedszkola przy SP nr 5, którego przyszłość zależy od rozstrzygnięcia odwołania złożonego przez gminę do ministerstwa po negatywnej opinii kuratorium.

Radna Zofia Jastrzębska pytała między innymi o postępy w budowie boiska przy Zespole Szkolno-Przedszkolnym nr 4, dojazd do przystanku kolejowego w Mrzygłodzie oraz ulicę Łąkową. Włodarz poinformował, że w sprawie boiska przygotowywana jest procedura zamówienia publicznego, a temat Łąkowej zostanie przedstawiony radnym na komisji rozwoju wraz z mapą i szacunkowymi kosztami. Już z jego odpowiedzi wynikało jednak, że sprawa nie będzie prosta, bo w grę wchodzi kosztowny przepust, udział w procedurze Lasów Państwowych oraz ograniczenia dotyczące potencjalnego ruchu.

Najwięcej napięcia pojawiło się jednak przy temacie PKP. Włodzimierz Żak tłumaczył, że miasto prowadzi z koleją rozmowy w wielu sprawach jednocześnie, obejmujących zarówno PKP PLK, jak i PKP S.A. Podkreślał, że nie chce koncentrować się wyłącznie na jednym zagadnieniu, bo szersze rozmowy pozwalają uzyskiwać inne korzyści dla miasta, między innymi w sprawach nieruchomościowych przy rewitalizacji centrum. Radna nie była tym usatysfakcjonowana.

– Przykro mi, że pan burmistrz przez kilkanaście lat na pytania odnośnie dojazdu do przystanku kolejowego w Mrzygłodzie odpowiada enigmatycznie i mówi, że odpowiada enigmatycznie, przeprasza za to, ale nic z tego, panie burmistrzu, nie wynika. Mieszkańcy oczekują działania i wyników – mówiła Zofia Jastrzębska.

Żak zapowiedział przygotowanie zestawienia spraw już załatwionych w relacjach z PKP, aby pokazać, że bilans rozmów jest dla miasta korzystny. Nie zmienia to jednak faktu, że zasadnicze pytanie mieszkańców Mrzygłodu – kiedy dojazd do przystanku zostanie realnie rozwiązany – pozostało bez konkretnej daty.

Osobny blok dotyczył spraw bieżących. Radny Dominik Lech pytał o wymianę piasku przy placu zabaw przy szkole na Będuszu oraz o lampę uszkodzoną przy ulicy Pułaskiego, gdzie samochód miał ściąć nowe oświetlenie przy przejściu dla pieszych. Burmistrz wskazywał, że plac zabaw przy szkole pozostaje w gestii dyrekcji placówki i MZAS-u, a w przypadku lampy trzeba ustalić zarządcę drogi. Jednocześnie krótko zapewnił, że lampa będzie.

Z kolei radna Halina Skorek-Kawka wróciła do ulicy Ceramicznej, pytając, kiedy zakończą się przeciągające prace projektowe. Burmistrz wyjaśniał, że opóźnienia wynikały z kolizji prawnej dotyczącej działki, do której roszczenia zgłaszało PKP, a sprawa wymagała uzgodnień między koleją, wojewodą i gminą. Radna domagała się jednak konkretnej daty, zarzucając burmistrzowi, że odpowiada „na okrągło” o innych ulicach i całym obszarze Ceramicznej. Ostatecznie padł termin wynikający z aneksu – 27 listopada, pod warunkiem braku kolejnych uwag ze strony instytucji uzgadniających projekt.

Najostrzejsze spięcie wywołała jednak rewitalizacja centrum. Radna Skorek-Kawka zarzucała, że przy ulicach Wyszyńskiego, 11 Listopada i Kościuszki powstało zbyt dużo terenów zielonych kosztem miejsc parkingowych. Jej zdaniem mieszkańcy i przedsiębiorcy odczuwają dziś skutki decyzji, które były sygnalizowane już na etapie projektowania.

– Zieleń powinna być tylko w jakichś rozsądnych ilościach, a nie kosztem parkingów w sytuacji, kiedy jest tak drastyczny ich brak – argumentowała.

Włodzimierz Żak odpowiedział stanowczo, przeciwstawiając tę krytykę ryzyku „betonozy”. Podkreślił, że zieleni w centrum będzie więcej, jeśli tylko będzie taka możliwość, i nie zgodził się z zarzutem, że miasto poświęciło funkcjonalność centrum na rzecz nasadzeń. Spór podsumował przewodniczący rady, mówiąc, że „nie da się zjeść ciastka i mieć ciastka”, a więc trzeba wybierać między zielenią a parkingami.

Burmistrz zakwestionował też wyliczenia radnej, według których w centrum miało ubyć 18 miejsc postojowych. Jak tłumaczył, część samochodów parkowała wcześniej w miejscach, które formalnie nie były legalnymi miejscami parkingowymi, między innymi przy przejściach dla pieszych czy w lokalizacjach niespełniających wymaganych wymiarów. Według niego bilans po rewitalizacji jest zbliżony do wcześniejszego, a nawet lekko dodatni. W tej samej dyskusji pojawił się także głos przeciwny wobec stanowiska radnej – jeden z radnych uznał, że zieleni w Myszkowie jest za mało i zaapelował o kolejne nasadzenia, między innymi przy Alei Wolności.

Radny Tadeusz Bartnik próbował skierować rozmowę na tory bardziej systemowe. Wskazywał, że miasto potrzebuje strategii parkingowej, a nie tylko doraźnej wymiany argumentów. W tym kontekście wrócił temat rozmów z Myszkowską Spółdzielnią Mieszkaniową. Burmistrz potwierdził, że chodzi o dwie lokalizacje, które mogłyby zwiększyć liczbę miejsc parkingowych w centrum o około 42 stanowiska. Zapowiedział też spotkanie w sprawie analizy możliwych rozwiązań, w tym koncepcji dodatkowego poziomu parkingowego w rejonie MTK.

Na sesji pojawił się również nowy i potencjalnie duży temat urbanistyczny. Chodzi o wniosek w trybie lex deweloper dotyczący budowy ośmiu budynków mieszkalnych w rejonie ulicy Partyzantów, przy torach, naprzeciwko stacji benzynowej i w pobliżu zjazdu na Kolonię Ręby. Burmistrz przyznał, że lokalizacja nie jest oczywista z punktu widzenia ładu przestrzennego miasta, a sama procedura narzuca bardzo krótkie terminy. Teren nie należy do gminy, a z inicjatywą wystąpiła prywatna firma.

Bartnik dopytywał także o pojemniki na odpady, dotacje do przydomowych oczyszczalni ścieków, aneks przy termomodernizacji Szkoły Podstawowej nr 2 oraz oględziny rzeczy ruchomych na potrzeby wojska. Żak wyjaśnił, że pojemniki są sukcesywnie wymieniane, bo część z nich jest już zużyta. W sprawie oczyszczalni wskazał, że z 36 wniosków rozpatrzono 11, a pozostałe są procedowane. Nie wykluczył jednak odmów, zwłaszcza tam, gdzie plan miejscowy nie pozwala na budowę oczyszczalni albo istnieje możliwość podłączenia do kanalizacji. Przy termomodernizacji SP nr 2 podał wartość aneksu – 280 tys. zł – tłumacząc, że przy inwestycjach kubaturowych często pojawiają się roboty dodatkowe niemożliwe do pełnego przewidzenia w projekcie.

Radna Małgorzata Skinder poruszyła natomiast problem działania Poczty Polskiej w Myszkowie. Opisała własny przypadek, gdy jako mieszkanka centrum została przypisana do punktu na Światowicie, co utrudniało odbiór korespondencji. Zwróciła także uwagę na niedziałające prawidłowo powiadomienia SMS. Jej zdaniem system nie uwzględnia polskich realiów korespondencji, w której przed imieniem i nazwiskiem pojawiają się formy grzecznościowe. Burmistrz zapowiedział, że miasto może poruszyć ten problem w piśmie do zarządu Poczty Polskiej.

Ważnym wątkiem inwestycyjnym była sprawa jednej z firm deweloperskich i gminnych terenów w dzielnicy Podlas. Radni przypominali, że mieszkańcy wcześniej obawiali się działalności mogącej być dla nich uciążliwa. Dlatego pojawiła się propozycja, by, zamiast sprzedaży działek rozważyć dzierżawę albo użytkowanie wieczyste, co pozwoliłoby gminie zachować większy wpływ na to, co rzeczywiście powstanie na tym terenie. W dyskusji wskazywano, że farma fotowoltaiczna mogłaby być kompromisem korzystnym dla przedsiębiorcy, miasta i mieszkańców. Burmistrz zadeklarował, że urząd analizuje oba warianty i skontaktuje się z inwestorem.

Najbardziej wrażliwy społecznie temat pojawił się pod koniec dyskusji. Chodzi o przyszłość oddziału przedszkolnego przy Szkole Podstawowej nr 5 z oddziałami integracyjnymi. Po negatywnej opinii kuratorium gmina złożyła odwołanie do ministerstwa. Burmistrz podkreślał, że do czasu rozstrzygnięcia nie można jednoznacznie powiedzieć, czy oddział będzie funkcjonował od września. Jedna z radnych domagała się jednak jasnej odpowiedzi, wskazując na niepewność rodziców i dzieci.

– Nie, panie burmistrzu, chodzi mi o dzieci, które nie wiedzą, czy pójdą do tego samego przedszkola, czy nie pójdą – mówiła.

Radny Tadeusz Bartnik przypomniał, że część radnych już wcześniej głosowała przeciw uchwale intencyjnej, wskazując na ryzyka związane z szybkim procedowaniem. Jego zdaniem stanowisko kuratorium wypunktowało liczne niedociągnięcia, w tym kwestie zawiadomienia rodziców, konsultacji i dochowania terminów. Postulował, by dla uspokojenia sytuacji społecznej odłożyć decyzję o rok i przygotować procedurę staranniej.

Burmistrz Żak nie wycofał się jednak ze stanowiska miasta. Podkreślił, że gmina nie zgadza się z argumentacją kuratorium i czeka na decyzję ministerstwa. Zwrócił też uwagę na szerszy problem demograficzny i prognozy dotyczące spadku liczby oddziałów oraz etatów w szkołach. W jego ocenie samorząd przed takimi decyzjami nie ucieknie.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Rehabilitacja kardiologiczna przeszła przez radę, ale szpital znów podzielił samorządowców

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Starostwo Powiatowe w Myszkowie/Screenshot

Podczas ostatniej sesji rady powiatu jednym z najważniejszych i najbardziej emocjonujących punktów była uchwała dotycząca zmian w statucie Samodzielnego Publicznego Zespołu Opieki Zdrowotnej w Myszkowie. Formalnie chodziło o dopisanie do struktury szpitala nowego oddziału rehabilitacji kardiologicznej, z piętnastoma łóżkami. W praktyce dyskusja bardzo szybko przestała być wyłącznie rozmową o technicznej zmianie w statucie, a stała się kolejną odsłoną sporu o przyszłość placówki, kierunek restrukturyzacji, komunikację z radnymi i pracownikami oraz o odpowiedzialność za wieloletnie jej problemy.

Zgodnie z odczytaną treścią projektu uchwały, zmiana dotyczyła m.in. schematu organizacyjnego oraz wykazu jednostek lecznictwa stacjonarnego. Do szpitala powiatowego miał zostać dopisany oddział rehabilitacji kardiologicznej, obejmujący piętnaście łóżek.

Już po odczytaniu projektu pojawiły się pytania radnych. Jako pierwsza głos zabrała radna Izabela Masłoń, która dopytywała o faktyczny charakter planowanego oddziału, zakres udzielanych świadczeń oraz miejsce, w którym miałby on funkcjonować. Szczególnie mocno wybrzmiało pytanie, czy rehabilitacja kardiologiczna nie powstanie kosztem porodówki.

– Co prawda nie ma już dyrekcji szpitala, natomiast starosta i zarząd powinni mieć wiedzę na ten temat. Chciałam zapytać o kształt tego oddziału rehabilitacyjnego, czy to będzie oddział stacjonarny, czy to będzie bardziej pobyt z opieką dzienną, gdzie pacjenci będą dochodzący i czy ten oddział będzie funkcjonować tylko w programie Kompleksowej Opieki Specjalistycznej, czyli będą pacjenci po zawale, czy będzie dla wszystkich pacjentów kardiologicznych, którzy mają potrzebę rehabilitowania się. No i najważniejsze, czy ten oddział rehabilitacyjny nie powstanie przypadkiem w miejscu porodówki, czy taka decyzja została podjęta i jak to jest planowane – pytała radna Masłoń.

Do wątpliwości dołączył radny Mariusz Morawiec. Podkreślał, że w jego ocenie tak istotne decyzje dotyczące szpitala powinny być podejmowane dopiero po przedstawieniu radnym dokumentu pokazującego kierunki i zamierzenia rozwoju placówki. Jak wskazywał, w obecnej sytuacji radni, mieszkańcy i pracownicy powinni mieć pełną wiedzę, w jakim kierunku zmierza powiatowy SP ZOZ.

– Dlatego ta informacja powinna być najpierw, a później tego typu decyzje i głosowania. Dlatego ja dzisiaj się wstrzymam od głosowania i pewnie będę się wstrzymywał, aż taki dokument nie powstanie – zapowiedział.

Przewodnicząca rady przypominała, że dzień wcześniej odbywała się komisja, na której obecni byli przedstawiciele dyrekcji szpitala i podczas której temat rehabilitacji miał być omawiany. Wskazywała, że zgodnie z przedstawianymi informacjami rehabilitacja ma mieć charakter stacjonarny, trwać do 21 dni i dotyczyć pacjentów po zawale w ramach kompleksowej opieki kardiologicznej. Zwróciła również uwagę na argument finansowy, według którego pieniądze przekazywane obecnie na rehabilitację do Górnośląskiego Centrum Rehabilitacji „Repty” mogłyby zostać w Myszkowie.

– Nie wyszedłem wcześniej, byłem do końca komisji i jak pani pamięta, też to podnosiłem na komisji, że taki dokument powinien być jak gdyby fundamentem i podstawą do wszystkich działań. Myślę, że on już powinien być nam przedstawiony, bo obiecywany jest praktycznie już od pół roku, że będzie nam przedstawiony – odpowiadał Morawiec.

Do tej linii argumentacji przyłączył się radny i członek zarządu powiatu Janusz Romaniuk. Zaznaczył, że nie jest przeciwnikiem utworzenia rehabilitacji kardiologicznej, ale ma wątpliwości, czy decyzja jest wystarczająco dobrze udokumentowana ekonomicznie. Odwoływał się przy tym do wcześniejszych informacji przedstawianych podczas posiedzenia rady społecznej.

– Zamierzam się wstrzymać w tym głosowaniu. Wstrzymać się oczywiście nie będę z przeciwnikiem tworzenia rehabilitacji, choć przyznam, że nie jestem do końca przekonany, czy jest to ekonomicznie tak do końca uzasadnione – mówił.

Radny przywołał informacje o stawkach za osobodzień i wskazywał, że część danych padła – jego zdaniem – w sposób zbyt ogólny, bez pełnego uzasadnienia.

– Uzyskaliśmy informację czy oświadczenie pani dyrektor na moje pytanie, że rehabilitacja ogólnoruchowa nie jest dochodowa. Poprosiłem wtedy o wskazanie kwot za osobodzień, które będziemy mogli uzyskiwać, czy które się uzyskuje za rehabilitację ogólnoruchową. To jest 570 zł na dobę, więc to jest niedochodowe. Natomiast o rehabilitacji kardiologicznej podała wyższą kwotę, 681 zł, ale podała to rzeczywiście ad hoc troszeczkę – nadmienił Romaniuk.

Jak dodał, radni otrzymali obszerny materiał, ale jego zdaniem nie był to jeszcze pełny program zmian organizacyjnych.

– Przyznam, że nie zdążyłem się z czterdziestoma stronicami tego zapoznać, ale tytuł tego to była opinia o sytuacji finansowej szpitala, a nie program zrobienia tam jakichkolwiek zmian, które pewnie są konieczne i tego nikt nie kwestionuje – podkreślał.

Starosta przekonywał z kolei, że rehabilitacja kardiologiczna jest logicznym elementem rozwoju oddziału kardiologicznego. Przypomniał, że pierwotnie zmiana statutu była przygotowywana pod konkurs Narodowego Funduszu Zdrowia, który został unieważniony. Zaznaczył jednak, że według dyrekcji obecny kształt kardiologii pozwala realizować część procedur w ramach programu KOS-zawał.

– Te łóżka, które mają być na rehabilitację kardiologiczną i pieniądze, które mają być zaoszczędzone poprzez brak opłacenia szpitalowi w Reptach około 2 mln zł, myślę, że na tyle dobrze pani dyrektor to uargumentowała, że przynajmniej ja oczywiście będę za tym optował, aby ta rehabilitacja kardiologiczna mogła powstawać – podkreślał. – To znacznie skróci również okres przebywania pacjenta na naszej kardiologii, na oddziale kardiologicznym i wtedy ilość osób na oddziale kardiologicznym będzie mogła być zwiększona pod względem operatywy, co wymierne ma później skutki w uzyskiwaniu przychodu przez kardiologię. Ja przypominam państwu, że zaczynaliśmy w kardiologii od 4 mln zł, w tej chwili 34 mln zł jest przychodu za ostatni rok i rozwijamy się dalej – mówił urzędnik.

Odpowiadając na zarzut braku dokumentu restrukturyzacyjnego, poinformował, że materiał wpłynął do starostwa dzień wcześniej i miał być omawiany przez zarząd. Zapowiedział też niebawem spotkanie z radnymi.

Radna Izabela Masłoń dopytywała jednak ponownie, czy rehabilitacja będzie dostępna wyłącznie w programie KOS, czy również dla innych pacjentów kardiologicznych. Wróciła też do pytania o porodówkę.

W odpowiedzi usłyszała, że na razie mowa o programie KOS i pacjentach po zabiegach, natomiast w przypadku ogłoszenia konkursu dyrekcja deklaruje udział SP ZOZ. W sprawie lokalizacji oddziału zaznaczył, że dyrekcja ma przedstawić plan.

Kolejny problem podniosła radna Katarzyna Miklas. W jej ocenie szczególnie niepokojące są sygnały dotyczące relacji dyrekcji szpitala z pracownikami, zwłaszcza z pielęgniarkami. Przypomniała, że podczas sesji nadzwyczajnej miała paść deklaracja spotkania z pracownikami i przedstawicielkami związków pielęgniarskich po świętach wielkanocnych, lecz do spotkania miało nie dojść.

– Nie wnikam, których świętach. Niemniej jednak niedotrzymanie słowa, brak informacji zwrotnej budzi brak zaufania i chciałam podkreślić swoje zaniepokojenie, że tak nie powinien wyglądać początek współpracy w nowym zrestrukturyzowanym szpitalu – mówiła radna Miklas.

Po przerwie na sali pojawił się przedstawiciel dyrekcji szpitala, Dariusz Jorg. Od razu zaznaczył, że zmiana statutu nie powinna być utożsamiana z całościową restrukturyzacją, lecz z konkretnym działaniem, które ma pozwolić szpitalowi wykorzystać możliwość zatrzymania części świadczeń i pieniędzy u siebie. Najostrzej wybrzmiała jego ocena wcześniejszych decyzji dotyczących przekazywania świadczeń na zewnątrz. Wskazywał między innymi na nocną i świąteczną opiekę zdrowotną, rehabilitację oraz niewykorzystanie potencjalnych środków z programu „Dobry posiłek”. Jego zdaniem były to błędy, które pozbawiły szpital pieniędzy.

– To jest jeden z elementów naprawiania błędów w szpitalu, które oczywiście będą częścią restrukturyzacji. Ale jakich błędów? Błędów, które popełniono o wiele wcześniej. Takimi przykładami trzech błędów przekazania świadczeń, które mogłyby w środki nasze zostać albo powiększyć zysk, albo zmniejszyć stratę szpitala, to są takie zadania jak nocna i świąteczna przekazana ad hoc, przekazanie rehabilitacji – wyartykułował.

W dalszej części użył jeszcze mocniejszych słów.

– Ja państwu powiem, co to jest. To jest lenistwo. Nikomu się nie chciało szukać lekarza na dyżur do nocnej i świątecznej. Nikomu się nie chciało organizować rehabilitacji, bo najłatwiejsze jest przekazać na zewnątrz i mieć z głowy – stwierdził.

Argumentował, że przy kardiologii interwencyjnej własna rehabilitacja pozwala budować kompleksowość leczenia, skrócić hospitalizację, zapewnić pacjentom ciągłość opieki i zatrzymać środki finansowe w Myszkowie.

– Przy kardiologii interwencyjnej posiadanie własnej rehabilitacji pozwala na zwiększenie potencjału całościowo kardiologii. To jest skrócenie czasu hospitalizacji na kardiologii, dalszy nadzór nad pacjentem, który jest po interwencji kardiologicznej w tym samym miejscu, lepsze zabezpieczenie, brak przerzucania pacjentów, kompleksowość leczenia, a co najważniejsze środki finansowe zostaną u nas – przekonywał Jorg.

Wyjaśniał również, że wpis do statutu daje szpitalowi możliwość ubiegania się o kontrakt oraz przejęcia części świadczeń, które obecnie wykonywane są przez podwykonawców.

– Ten wpis daje nam możliwość startu do każdego konkursu. Państwo widzicie, że to nie jest tak, że ja mu powiem, by ogłosić konkurs i go wygram. To nie jest proste. Zwłaszcza, że będą startować z nami rehabilitacje, które są ugruntowane. Ale jeśli się uda wygrać konkurs, na pewno wystartujemy. Jeśli się uda, to bardzo dobrze. To oprócz tych 2 mln zł, które wydajemy dzisiaj do Rept, może się okaże, że będzie dwa plus dwa i nagle się okaże, że mamy 4 mln zł więcej w przychodach – mówił.

Na pytanie o możliwość przyjmowania pacjentów spoza powiatu przedstawiciel dyrekcji wskazał, że byłoby to możliwe po uzyskaniu kontraktu.

– Może być kardiologiczna dla pacjentów także spoza powiatu, bo może się tak zdarzyć, że pacjent z Myszkowa dostanie zawał gdzieś tam i będzie chciał wrócić na rehabilitację do swojego miejsca zamieszkania. To jest taka możliwość wtedy, jeśli mamy kontrakt, na przyjęcie pacjenta z innego ośrodka, w którym realizowane było świadczenie interwencyjne, a u nas już będzie rehabilitacja. Ale to tylko wtedy, kiedy będzie kontrakt – tłumaczył.

Później wrócił temat spotkań z pielęgniarkami. Radna Katarzyna Miklas pytała wprost, czy dyrekcja powinna publicznie deklarować spotkanie z pracownikami, a następnie nie dotrzymywać słowa. Dariusz Jorg dyrekcji odpowiedział, że problem dotyczy braku możliwości kontaktu z przewodniczącą związku pielęgniarek, która – jak wspomniał – przebywa na zwolnieniu lekarskim. Jednocześnie zapewniał, że rozmowy z pracownikami są prowadzone.

– Nie mamy możliwości kontaktu z panią przewodniczącą związków zawodowych pielęgniarek, która jest notorycznie na chorobowym. W związku z czym spotykamy się ze związkami zawodowymi. Są dwa związki zawodowe. Z drugim spotykam się średnio raz w tygodniu. Nie ma żadnego problemu z kontaktem – podkreślił.

Jak dodał, dyrekcja rozmawia z oddziałowymi i szeregowymi pielęgniarkami, a codzienny kontakt ze środowiskiem ma naczelna pielęgniarka. Miklas zwróciła jednak uwagę na rozbieżność między tą wypowiedzią a informacją przekazaną dzień wcześniej przez dyrekcję.

– Pan mówi, że spotykacie się często i rozmawiacie, a pani dyrektor powiedziała wczoraj, że spotkacie się dopiero po kolejnych świętach majowych – zauważyła radna.

Jej rozmówca zapowiedział, że szpital wystąpi do przewodniczącej związku o wskazanie osób mogących ją zastępować.

W kolejnej części dyskusji ton wypowiedzi Dariusz Jorg stał się jeszcze bardziej stanowczy. Mówił o skumulowanej stracie szpitala, sięgającej – jak wskazywał – prawie 50 mln zł. Przekonywał, że w takim stanie inne placówki są zamykane, a obecne działania mają doprowadzić do naprawy sytuacji. Dodał, że jeśli powiat ma środki na pokrycie straty, może ją zasypać uchwałą. W przeciwnym razie konieczne są trudne decyzje.

– Podejmijcie uchwałę o pokryciu całej straty, która jest zaciągnięta przez szpital przez wiele lat. Jeśli państwo posiadacie te pieniądze, to proszę podjąć taką uchwałę i od jutra ten szpital nigdy już nie przyniesie straty. Jeśli dacie nam 45 mln zł, nie ma problemu – stwierdził.

Wypowiedź dotknęła również zewnętrznych konsultacji i alternatywnych koncepcji dotyczących szpitala. Jorg był oburzony tym, że radni mieli rozmawiać z osobami oceniającymi lub komentującymi kierunek zmian w SP ZOZ. Szczególnie mocno zabrzmiało stwierdzenie o alternatywnej koncepcji restrukturyzacji.

– To jest tak, jak nagle do samorządu powiatowego z nieznanych przyczyn wpływa koncepcja alternatywna do koncepcji restrukturyzacji, którą myśmy państwu przedstawili. I muszę powiedzieć, wczytałem się głęboko w tę koncepcję, napisaną przez sztuczną inteligencję – mówił.

Ta część obrad była jedną z najbardziej konfliktowych. Przewodnicząca próbowała tonować dyskusję i zakończyć personalne wątki.

– Kończmy już tę rozmowę. W innym miejscu to sobie wyjaśnimy – stwierdziła, a następnie odczytała wiadomość, która miała świadczyć o tym, że dyrekcja spotyka się ze związkami ratowników medycznych. – Chcę, abyście państwo wiedzieli, że pani dyrektor jak najbardziej spotyka się ze związkami ratowników medycznych przy SP ZOZ w Myszkowie i jako przewodniczący nie mam naprawdę w tym zakresie żadnego problemu ze spotkaniem, kiedy tylko chcę – skwitowała.

Mariusz Morawiec ponownie podkreślał, że jego oczekiwanie dotyczy jasności i przejrzystości działań. Zaznaczał, że mieszkańcy, pracownicy i radni pytają o przyszłość szpitala, a dokument pokazujący kierunki zmian powinien być podstawą współpracy.

– To państwo podejmując współpracę sami podaliście termin, określiliście ten termin i z całym szacunkiem do nas, nas pytają. Pracownicy, mieszkańcy, wszyscy zainteresowani. Ja nie jestem przeciwnikiem, ja się wstrzymuję tylko dlatego, aby zasygnalizować, że ten dokument powinien powstać, powinni mieć wszyscy tę wiedzę i informacje. Radni, mieszkańcy, pracownicy, na bazie czego współpracujemy – mówił radny Morawiec.

Podobnie wypowiadał się Janusz Romaniuk, który z jednej strony deklarował poparcie dla celu, jakim jest przetrwanie i poprawa funkcjonowania szpitala, ale z drugiej krytykował styl komunikacji.

– Szczerze kibicuję tym wszystkim zamiarom, na końcu których ma się jawić nasz szpital, który funkcjonuje. Podkreślam, z jak najlepszą opieką dla naszych mieszkańców, bo taki jest nasz cel i jesteśmy strażnikami tego stanu – napomknął. – Chciałbym żeby pańska chęć współpracy była nieco większa, bo współpraca polega na tym, że wszystkie strony danego przedsięwzięcia współpracują ze sobą, a nie są skazane tylko na jakieś jednostronne stwierdzenia – wskazywał Romaniuk zwracając się bezpośrednio do przedstawiciela dyrekcji.

Najbardziej bezpośrednie pytania zadał radny Rafał Kępski. Zwracał uwagę, że jeśli podczas sesji padają oskarżenia o złe decyzje, powinno się również jasno wskazywać, kto je podejmował i kiedy. Wskazał także, że radni prosili o materiały, których nie otrzymali.

– Tu na tej sali wielokrotnie o tym mówiliśmy, przedstawialiśmy to na liczbach, a dzisiaj zapada cisza, tak jakby tego tematu po prostu nie było – podsumował dyskusję.

Dodał też, że dwukrotnie prosił o materiały dotyczące wariantów naprawczych, ale bezskutecznie.

– Miałem przyjemność oglądać tę prezentację tak naprawdę po kilka sekund na slajd. Nie mam fotograficznej pamięci, nie robiłem zdjęć, a chciałbym naprawdę się zapoznać z tymi materiałami. Dwukrotnie prosiłem i zarząd, i wysyłałem także maila na sekretariat SP ZOZ-u. Cisza. My naprawdę jesteśmy gotowi do ciężkiej dyskusji i do trudnych decyzji, ale to jest podstawa – podkreślał Kępski.

Dariusz Jorg odpowiadając próbował oddzielić bieżącą uchwałę od całościowego programu restrukturyzacyjnego. W jego ocenie zmiana statutu to jedynie „kropeczka”, która może pomóc w szerszym procesie.

– Ona poprawia rzeczywistość, abyśmy byli przygotowani w sytuacji, kiedy na przykład fundusz ponownie ogłosi konkurs lub będziemy już gotowi, żeby podziękować podwykonawcy, czyli Reptom i wziąć to sami na siebie – mówił.

W dalszej części wypowiedzi poruszył temat polityki w szpitalu. Stwierdził, że placówka powinna być wolna od politycznych wpływów i że wcześniejsze doświadczenia miały pokazać, jak szkodliwe może być „meblowanie” szpitala przez politykę.

– Ja się na to nie zgadzam, aby przewodniczący rady meblował szpital i układał politykę kadrową – stwierdził.

Ta wypowiedź wywołała reakcje na sali. Przewodnicząca odpowiedziała, że nie ma takich ambicji i chce pozostać lekarzem.

– Chciałam pana uspokoić, że moje aspiracje kończą się na bycie dobrym lekarzem w tym szpitalu i uważam, że funkcja objęcia dyrektora zastępcy lecznictwa to nie jest nic wspaniałego, a wręcz trzeba wam współczuć. I uważam, że jestem dobrym lekarzem i spełniam się w tym, co robię, a funkcji, jak na dzień dzisiejszy, to mam aż za dużo – powiedziała.

Romaniuk apelował z kolei, by problemów szpitala nie rozwiązywać w logice konfliktu. Z kolei tuż przed głosowaniem Kępski próbował jeszcze wrócić do politycznych wątków sprzed kilku lat, dotyczących wcześniejszych działań wobec Wojciecha Pichety. Przewodnicząca przerwała jednak ten kierunek dyskusji, wskazując, że nie jest to temat procedowanej uchwały.

– To nie będziemy tu robić żadnego szału – ucięła przewodnicząca.

– Szkoda, że wtedy właśnie byliście przeciwko – odparł na to Rafał Kępski.

Ostatecznie uchwała została przyjęta. Za głosowało czternastu radnych, trzy osoby wstrzymały się od głosu, a dwie były nieobecne.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Dodatkowe koszty, przesunięte terminy i konkurs z błędem. Radni przepytali zarząd powiatu

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Starostwo Powiatowe w Myszkowie/Screenshot

Podczas ostatniej sesji Rady Powiatu Myszkowskiego radni dopytywali zarząd o kilka ważnych spraw inwestycyjnych i organizacyjnych. Wśród tematów znalazły się między innymi projekt przebudowy mostu nad Czarną Strugą, dodatkowe koszty przy inwestycji na ulicy Krasickiego, dzierżawa działki przy ulicy Jesionowej, odwołany konkurs na dyrektora Zespołu Szkół nr 1 w Myszkowie, zadania z zakresu ochrony ludności i obrony cywilnej, modernizacja basenu w Żarkach Letnisku oraz przygotowania do utworzenia Rodzinnego Domu Dziecka w Żarkach.

Choć punkt dotyczył przyjęcia sprawozdania z bieżącej działalności zarządu, dyskusja pokazała, że za urzędowymi zapisami kryją się konkretne problemy, dodatkowe wydatki i przesunięcia terminów.

Jako pierwszy głos zabrał radny Rafał Kępski, który skierował do starosty pakiet pytań dotyczących zarówno inwestycji drogowych, jak i spraw organizacyjnych w powiatowych jednostkach. Pytał między innymi o projekt przebudowy mostu nad rzeką Czarna Struga przy ulicy 1 Maja, o koszty zadania na ulicy Krasickiego oraz o dzierżawę działki przy ulicy Jesionowej.

– Jakie są plany i ewentualnie kosztorys na tę inwestycję? – pytał radny.

Kępski zwrócił też uwagę na inwestycję na ulicy Krasickiego, przy której pojawiły się informacje o dodatkowych środkach. Jak wskazywał, wcześniej była mowa o 120 tys. zł, ale w sprawozdaniu pojawiła się także kwota zwiększenia zadania o 501 tys. zł.

Kolejne pytania dotyczyły działki przy ulicy Jesionowej, odwołania konkursu na stanowisko dyrektora Zespołu Szkół nr 1 w Myszkowie oraz Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej.

– Komu dzierżawimy, na jaki okres i na jakich warunkach? Chciałbym się też dowiedzieć przyczyn odwołania konkursu na stanowisko dyrektora Zespołu Szkół nr 1 w Myszkowie. Na jak długo zostało powierzone stanowisko pani dyrektor? I ostatnie pytanie dotyczące Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej. Czy mamy już rozliczone wszystkie zadania za miniony rok i czy jesteśmy przygotowani projektowo na obecny? – dopytywał samorządowiec.

Następnie głos zabrała radna Dorota Kaim-Hagar. Jej pytania dotyczyły zmian w planie wydatków budżetu powiatu, modernizacji basenu kąpielowego w Żarkach Letnisku oraz zadania związanego z dostosowaniem budynku w Żarkach na potrzeby rodzinnego domu dziecka.

– Chciałabym wiedzieć konkretnie, czego dotyczyły te przesunięcia i jakie to były kwoty? I drugie pytanie. Rozpatrzyliście państwo negatywnie wniosek o nie wyrażenie zgody na wydłużenie terminu realizacji zadania inwestycyjnego pod nazwą modernizacja basenu kąpielowego wraz z terenem przyległym przy ulicy Kąpielowej w miejscowości Żarki Letnisko. Jakby coś więcej mógł pan na ten temat powiedzieć i na kiedy ten termin zakończenia zadania jest przewidziany? Chciałabym również zapytać o realizację zadania w Żarkach dotyczącego dostosowania budynku na potrzeby rodzinnego domu dziecka, bo tam też są jakieś perturbacje, co przeczytałam w protokole zarządu. Więc jakbyście mogli państwo wyjaśnić, na jakim to jest etapie i jak wygląda realizacja tego zadania – dociekała.

Z kolei radny Eugeniusz Bugaj pytał o rozwój strefy przemysłowej na tak zwanych Polach Będuskich. Interesowała go przede wszystkim możliwość doprowadzenia kanalizacji sanitarnej do szkoły w Będuszu, co mogłoby jednocześnie poprawić uzbrojenie terenu.

– Myślę, że byłaby to doskonała okazja do dozbrojenia tego terenu, tym bardziej że mamy tam zbiornik bezodpływowy – wskazywał radny Bugaj, który ponownie wrócił także do tematu ścieżki pieszo-rowerowej. – Z uporem maniaka będę pytał czy coś drgnęło w tej materii, czy nie – dodał.

Po przerwie, w sprawie mostu nad Czarną Strugą, starosta poinformował, że dokumentacja jest zaawansowana, a powiat czeka na decyzję ZRID. Wskazał również szacunkowy koszt inwestycji na poziomie około 4,5 mln zł – mówił.

Problemem może być jednak finansowanie. Jak wyjaśniał urzędnik, w tym roku zmieniły się kryteria dotyczące możliwości ubiegania się o środki z rezerwy celowej. Preferowane są zadania związane z infrastrukturą prowadzącą do stref ekonomicznych albo portów lotniczych.

– Nastąpiły zmiany przepisów dotyczących mostów i przede wszystkim dróg, że tylko podmioty, które mają infrastrukturę, mówię o rezerwie celowej, mają infrastrukturę prowadzącą do stref ekonomicznych, mówimy o drogach, bądź też portów lotniczych, no to wtedy mogą składać wnioski do rezerwy. To tylko w tym roku tak było, wcześniej było inaczej, więc liczymy na to, że do tej rezerwy będziemy ten most składać – wyjaśniał.

W sprawie ulicy Krasickiego potwierdził z kolei, że wykonawca złożył dwa odrębne wnioski dotyczące robót dodatkowych. Pierwszy opiewał na 120 tys. zł i dotyczył prac ziemnych. Drugi, znacznie wyższy, wynosił około 500 tys. zł i obejmował głównie kwestie związane z energetyką, telekomunikacją oraz przekładaniem przyłączy.

– Inspektor nadzoru, włącznie z Powiatowym Zarządem Dróg w Myszkowie, uznali te prace dodatkowe za zasadne, więc tak jak zwyczajnie na komisji wyjaśniałem i wymieniałem te prace dodatkowe, które były wymienione, przychyliliśmy się do obydwu wniosków – mówił.

Wątek działki przy ulicy Jesionowej pokazał, że sprawa nie jest jeszcze przesądzona. Przedstawiciel starostwa wyjaśniał, że do zarządu wpłynął wniosek o dzierżawę, ale decyzja o faktycznym wydzierżawieniu nie została podjęta. Na razie nieruchomość ma zostać wpisana jako możliwa do dzierżawy.

W odpowiedzi na pytania radnej Doroty Kajm-Hagar starosta wyjaśnił, że zmiany w planie wydatków na kulturę fizyczną i sport dotyczyły kwoty 15 tys. zł oraz przesunięć między paragrafami, związanych z dostosowaniem wydatków do konkursu ofert. Dużo bardziej złożona okazała się sprawa modernizacji basenu kąpielowego w Żarkach Letnisku. Zarząd nie wyraził zgody na wydłużenie terminu realizacji zadania, ponieważ według inspektor nadzoru prace były niemal zakończone. Starosta przytoczył szczegółowy przebieg procedury odbiorowej.

– Prace są na tyle zaawansowane, 99 proc. prac zostało wykonanych, że nie ma podstaw do tego, aby wydłużać ten termin, związany z wydłużeniem terminu wykonania – przekonywał i jak relacjonował, wykonawca 22 kwietnia zgłosił gotowość do odbioru końcowego, a czynności odbiorowe rozpoczęły się dwa dni później. – 29 kwietnia komisja odbiorowa stwierdziła, że zalecenia z 24 kwietnia zostały usunięte, ale z przyczyn losowych nie dostarczono stojaka, tablic i znaków oraz kasy. W związku z czym wykonawca potwierdził w dniu 4 maja dostawy pełnowartościowych powyższych elementów celem zakończenia czynności odbioru – poinformował uczestników sesji.

W przypadku Rodzinnego Domu Dziecka w Żarkach starosta wskazał na konieczność aktualizacji dokumentacji przeciwpożarowej. Umowa w tej sprawie została zawarta 9 kwietnia z osobą prowadzącą działalność gospodarczą. Przedmiotem jest aktualizacja dokumentacji projektowej oraz specyfikacji technicznej dla remontu lokalu w budynku usługowym przy ulicy Częstochowskiej w Żarkach, przeznaczonego na placówkę opiekuńczo-wychowawczą typu rodzinnego. Radna Dorota Kaim-Hagar dopytywała jednak, na jakim konkretnie etapie jest zadanie.

– Wykonawca zobowiązuje się wykonać przedmiot umowy w terminie do 120 dni od dnia zawarcia umowy, to jest do dnia 7 sierpnia – odpowiedział.

W odpowiedzi na pytania radnego Eugeniusza Bugaja odniósł się natomiast do kanalizacji w rejonie Będusza. Jak przyznał, rozmawiał z wykonawcą o możliwości podłączenia szkoły. Nie wykluczył dopisania takiego zakresu jako robót dodatkowych, jeśli prace zbliżą się do terenu placówki. Jednocześnie wskazał, że warto byłoby rozważyć również odnogę w kierunku internatu. W sprawie ścieżki pieszo-rowerowej również padła deklaracja, że temat może zostać zlecony jako roboty dodatkowe wykonawcy pracującemu przy strefie.

– Czy mógłby pan doprecyzować, bo nie bardzo ja zrozumiałem. Rozumiem, że chcemy przekazać wykonanie zadania ścieżki pieszo-rowerowej, czy ścieżki, jak ją nazwijmy, komuś innemu, czy będziemy robili w ramach własnego zadania? – pytał radny Bugaj.

– Nie. Chcemy zwiększyć to w robotach dodatkowych wykonawcy, który buduje aktualnie strefę – usłyszał w odpowiedzi.

Jednym z bardziej problematycznych tematów była sprawa konkursu na dyrektora Zespołu Szkół nr 1 w Myszkowie. Jak poinformował starosta, konkurs nie został rozstrzygnięty z powodu błędu formalnego w dokumentacji. Dołączono orzeczenie lekarskie zamiast wymaganego zaświadczenia o braku przeciwwskazań do pełnienia funkcji dyrektora. Jak dodał, powiat wystąpi do kuratorium, a dopiero pozytywne uzgodnienia pozwolą powołać dyrektora.

Na koniec starosta odniósł się do Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej. Wskazał, że powiat jest w trakcie rozliczeń za poprzedni rok, ale złożył już nowe wnioski, między innymi na remonty w szkołach, w przychodni przy ulicy Strażackiej oraz na Helenówce. Najważniejsze mają być jednak dwa wnioski dotyczące szpitala.

– Drugi wniosek złożyliśmy na magazyn właśnie na terenie również szpitala, celem skompletowania tam całego sprzętu i ewentualnie tych pojazdów, które są na wyposażeniu szpitala, aby mogły po prostu garażować wszystko, aby mogło być to garażowane wszystko na miejscu – dodał.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Nowa zieleń i stare nawyki. Myszków sadzi drzewa, ale śmieci wciąż psują wspólną przestrzeń

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Nadleśnictwo Siewierz

W Myszkowie rozpoczęły się wiosenne prace związane z zagospodarowaniem zieleni na obszarze objętym rewitalizacją centrum miasta. Pierwsze nasadzenia drzew i krzewów wykonano na skwerze przy ulicy Kwiatkowskiego. To element szerszych działań proekologicznych, które mają poprawić jakość miejskiej przestrzeni i nadać jej bardziej przyjazny charakter.

Nowe nasadzenia są widocznym znakiem zmian, jakie mają zachodzić w centrum Myszkowa. Zieleń w mieście pełni nie tylko funkcję estetyczną. Poprawia komfort mieszkańców, wpływa na mikroklimat, ogranicza nagrzewanie się przestrzeni i tworzy miejsca bardziej przyjazne do codziennego korzystania. Właśnie dlatego działania związane z rewitalizacją powinny iść w parze z troską o porządek oraz odpowiedzialnym korzystaniem ze wspólnej przestrzeni.

Dobrym przykładem takiej postawy jest zaangażowanie uczniów ze Szkoły Podstawowej nr 3 w Myszkowie, którzy uczestniczyli w akcji „Posadź las z leśnikiem”. Młodzież sadziła dęby na terenie leśnictwa Koziegłówki.

– Choć inicjatywa odbywała się poza granicami miasta, jej znaczenie wykracza poza samo miejsce akcji. Pokazuje, że edukacja ekologiczna i budowanie dobrych nawyków od najmłodszych lat mają realny sens – tłumaczą inicjatorzy tego przedsięwzięcia.

Kontrastem dla takich działań pozostają jednak śmieci i zaniedbania widoczne w przestrzeni publicznej. Obok nowych nasadzeń i inicjatyw podejmowanych z myślą o środowisku wciąż pojawiają się przykłady braku troski o wspólne otoczenie. Zaśmiecanie, pozostawianie odpadów czy niszczenie zieleni uderzają nie tylko w estetykę miasta, ale również w wysiłek osób, które angażują się w jego poprawę.

– To szczególnie widoczne właśnie teraz, gdy z jednej strony samorząd prowadzi prace związane z zazielenianiem centrum, a z drugiej w tej samej przestrzeni można natknąć się na ślady zupełnie odmiennego podejścia do wspólnego dobra. Ten kontrast bije po oczach i skłania do pytania, czy sama rewitalizacja wystarczy, jeśli nie będzie jej towarzyszyć zmiana codziennych nawyków mieszkańców – podkreślają lokalni urzędnicy.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Internat, osiedla i stadion w ogniu pytań. Radni nie odpuścili burmistrzowi

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Miasta Myszków/Screenshot

Podczas niedawnej sesji, w punkcie wolnych wniosków i interpelacji, radni wrócili do szeregu spraw, które od miesięcy budzą napięcia i poczucie niedosytu po stronie części samorządowców. W centrum uwagi znalazły się kwestie mieszkaniowe, przyszłość internatu na Będuszu, sytuacja placówek oświatowych, planowane inwestycje na osiedlach, odpłatność za korzystanie z obiektów sportowych, stan dróg oraz organizacja ruchu. Choć formalnie była to końcowa część obrad, to właśnie wtedy wybrzmiały jedne z bardziej wyraźnych oczekiwań wobec burmistrza oraz kolejne sygnały, że w wielu obszarach radni nie widzą jeszcze dostatecznie konkretnych działań ze strony magistratu.

Jako pierwszy głos zabrał radny Tomasz Szlenk, który poinformował, że wraz z radnymi Paktu Samorządowego złożył interpelacje dotyczące kilku obszarów, które – w jego ocenie – wymagają nie tylko odpowiedzi, ale przede wszystkim pogłębionej analizy i jasnej deklaracji ze strony władz miasta. Wyraźnie zaznaczył, że nie chodzi tu o ogólne zapewnienia, lecz o szczegółowe wyjaśnienia i konkretny plan działania.

– Bardzo chcielibyśmy, żeby te tematy zostały dogłębnie wyjaśnione – mówił radny Szlenk.

Samorządowiec wyliczał kolejne zagadnienia, których dotyczą złożone przez niego i jego klub interpelacje. Pierwsza z nich odnosi się do możliwości udziału gminy Myszków w rządowym programie mieszkaniowym skierowanym do samorządów. Kolejna dotyczy budynku internatu położonego na terenie Zespołu Szkół nr 2 na Będuszu. W tym przypadku radni domagają się przedstawienia przez burmistrza wyraźnej koncepcji zagospodarowania obiektu.

– Chcielibyśmy żeby pan przedstawił, jaki ma pan pomysł na ten internat na Będuszu – wskazywał Szlenk.

Następna interpelacja odnosiła się do możliwości udziału miasta w rządowym programie „Aktywny Senior”, który – jak przypomniał radny – był już wcześniej przedmiotem rozmów na komisji oświaty.

Nie mniej istotny okazał się postulat przygotowania kompleksowej analizy sytuacji placówek oświatowych w Myszkowie oraz przedstawienia planu ich funkcjonowania na lata 2026-2029.

– Też bardzo byśmy prosili, żeby nam pan przedstawił plan funkcjonowania takich jednostek. Jaką pan ma na to wizję? – kontynuował radny.

W jego wystąpieniu wybrzmiał także temat inwestycji osiedlowych, które – choć od dawna są obecne w lokalnej debacie – nadal pozostają bez realnego finansowania. Radny Szlenk przypomniał o potrzebie rewitalizacji infrastruktury na osiedlach Skłodowskiej i Wolności, podkreślając, że projekty już istnieją, ale nie widać postępu w zabezpieczaniu środków na ich realizację.

– Chcielibyśmy, żeby te dwa projekty pojawiły się jeszcze w tej kadencji rady miasta i na to zwracamy uwagę, że trzeba zacząć szukać środków na te inwestycje i żeby pojawiło się finansowanie. Mamy przygotowane projekty, mamy brak finansowania i zwracamy na to uwagę – zaznaczył.

Na koniec tej wypowiedzi wrócił jeszcze do tematu, który już wcześniej budził kontrowersje, a mianowicie odpłatności za korzystanie z obiektów sportowych przy ulicy Pułaskiego. Zaprosił burmistrza, skarbnik oraz dyrektora jednostki do udziału w dyskusji na komisji oświaty.

– Chcielibyśmy podyskutować na komisji oświaty w temacie pobierania opłat za stadion, za obiekt na ulicy Pułaskiego – powiedział.

Choć wypowiedź Tomasza Szlenka miała rzeczowy i uporządkowany charakter, w tle wyraźnie obecne było przekonanie, że miasto zbyt wolno reaguje w kluczowych sprawach i że brakuje wyrazistego planu dla części strategicznych obszarów.

Radny Dominik Lech zwrócił uwagę z kolei na pogarszający się stan fragmentu lokalnej infrastruktury. Jak wskazywał, na świeżo wykonanej drodze pojawiło się wyraźne zapadnięcie.

– Niedawno robiliśmy ulicę Rolniczą i przy połączeniu ulicy Rolniczej i Strugi zrobił się taki pług. Myślę, że mamy jeszcze na gwarancji tą drogę. Czy to będzie w najbliższym czasie naprawiane, bo dosyć niewygodnie się tam już przejeżdża na tym skrzyżowaniu – pytał.

W drugiej części swojego wystąpienia poruszył temat bezpieczeństwa na drodze wojewódzkiej w kierunku Siewierza. Chodziło o odcinek przed skrzyżowaniem ulic Pińczyckiej i Czarnieckiego, gdzie jego zdaniem obecne ograniczenie prędkości do 70 km/h nie odpowiada rzeczywistym warunkom ruchu.

– Te samochody dosyć szybko jadą – podkreślił.

Wypowiedź radnego wskazywała na problem, który wraca od dłuższego czasu i który – mimo wielokrotnych zgłoszeń – nadal nie doczekał się skutecznego rozwiązania.

Inny z radnych przypomniał natomiast o potrzebie szybkiego odnowienia oznakowania poziomego, zwłaszcza w rejonie szkół i przedszkoli.

– Jeżeli rozpoczniemy malowanie pasów, bardzo proszę, żeby jakby w pierwszej kolejności przy szkołach i przedszkolach, a kierowców proszę o szczególnie zwrócenie uwagi przy tych jednostkach – mówił.

I choć ten fragment nie miał konfrontacyjnego charakteru, to jasno pokazywał, że radni coraz częściej zwracają uwagę nie tylko na duże, medialne inwestycje, ale także na podstawowe kwestie bezpieczeństwa i estetyki w przestrzeni miejskiej.

Do większych inwestycji wrócił radny Marek Ferdynand, który zwrócił się do burmistrza z wnioskiem o podjęcie rozmów ze starostwem w sprawie inwestycji na ulicy Krasickiego. W jego ocenie obecny etap prac to dobry moment, by zabiegać o uzupełnienie projektu o dodatkowy zjazd.

Radna Halina Skorek-Kawka przypomniała, że poza dużymi osiedlami, o których wcześniej mówił Tomasz Szlenk, istnieją także inne miejsca wymagające pilnej interwencji.

– Pan radny przed chwilą upomniał się o wykonanie remontu, rewitalizacji dwóch osiedli. Jednego przy ulicy Wolności, drugiego przy ulicy Skłodowskiej, a ja proszę o trzecie osiedle, o rewitalizację krótkiego odcinka drogi przy przedszkolu, przy ulicy Kościuszki. Tam jest opłakany stan tej drogi – mówiła apelując, by teren ten został ujęty w budżecie na przyszły rok.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Podwyżka dla burmistrza z wyraźnym zgrzytem. Padły pytania o zasadność i formalne podstawy uchwały

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Miasta Myszkowa/Screenshot

Na ostatniej sesji radni zajęli się projektem uchwały dotyczącym wynagrodzenia burmistrza Myszkowa. Choć sam punkt obrad nie przerodził się w wielowątkową, wielogodzinną dyskusję, to właśnie on przyniósł jeden z bardziej drażliwych momentów posiedzenia. Pojawiły się pytania o to, czy włodarz zasłużył na podwyżkę, wątpliwości dotyczące konstrukcji samej uchwały oraz uwagi odnoszące się do podstaw prawnych i zapisów uzasadnienia. Ostatecznie uchwała została przyjęta, ale wcześniej na sali wybrzmiały głosy pokazujące, że temat wynagrodzeń osób pełniących najważniejsze funkcje w samorządzie niezmiennie budzi polityczne i społeczne emocje.

Już na początku dyskusji radny Tadeusz Bartnik zaznaczył, że oczekuje od burmistrza Włodzimierza Żaka osobistego odniesienia się do sprawy. Nie ukrywał przy tym, że w jego ocenie sam projekt wymaga publicznego uzasadnienia, również z myślą o mieszkańcach.

– Prosiłbym, żeby pan burmistrz uzasadnił, z jakiego powodu uważa, że zasługuje na podwyżkę. Tak, aby pomóc ewentualnie wytłumaczyć ten element, czy mieszkańcom, czy pomóc chociażby swoim radnym do wytłumaczenia tego – mówił radny Bartnik.

W tej samej wypowiedzi zaznaczył, że mógłby rozwinąć także argumenty przeciwne proponowanym zmianom, ale tym razem z nich rezygnuje.

– I tylko tyle. Miałem uzupełnić tą moją wypowiedź o wszystkie aspekty, które są przeciwne temu. Jednak w dniu dzisiejszym, ze względu na moje koncyliacyjne nastawienie, pominę to – dodał.

Był to wyraźny sygnał, że choć radny nie zdecydował się na pełne rozwinięcie krytyki, sam projekt uchwały nie był przez niego traktowany jako oczywisty i bezdyskusyjny. W dalszej części wypowiedzi wrócił już nie tyle do samej idei podwyżki, ile do sposobu przygotowania uchwały. Podkreślał, że nie ma problemu z samą rozmową o wynagrodzeniu burmistrza, bo funkcja ta wiąże się z odpowiedzialnością i pracą wykraczającą poza standardowy czas pracy, ale wskazał na swoje zastrzeżenia natury formalnej.

– Zgłaszałem na komisji, że mam uwagi co do treści samej uchwały – zaznaczył samorządowiec.

Radny szczegółowo odniósł się do zapisów rozporządzenia i konstrukcji projektu, wskazując, że jego zdaniem uchwała powinna opierać się na maksymalnie przejrzystych i jednoznacznych sformułowaniach wynikających wprost z obowiązujących przepisów.

– Ponadto w uzasadnieniu do uchwały uważam, że jest też błąd formalny, bo paragraf trzeci rozporządzenia odnosi się wokół kwoty minimalnego miesięcznego wynagrodzenia. I taka jest tabela 1 w załączniku nr 3, a nie do wynagrodzenia burmistrzów, prezydentów miasta, bo te są zawarte w tabeli nr 2 – argumentował.

Radny przywołał także wyliczenia dotyczące maksymalnego pułapu wynagrodzenia brutto, jaki może zostać ustalony po zmianach przepisów obowiązujących od początku roku.

– Moje pytanie brzmi, że maksymalne możliwe miesięczne wynagrodzenie brutto wynosi 21,7 tys. zł. Wynika to z prostego przelicznika 11,2 razy kwota bazowa – mówił.

Jednocześnie wskazywał, że sam wzrost kwoty bazowej i zmiany w rozporządzeniu nie oznaczają automatycznego obowiązku podnoszenia wynagrodzeń.

Od 1 stycznia oczywiście weszły w życie nowe stawki płac, które umożliwiają radom gmin przyznawanie wyższych wynagrodzeń. Nikt podwyżek nie nakazuje. Rozporządzenie daje taką możliwość – podkreślił.

To właśnie ten fragment jego wypowiedzi wybrzmiał jako najistotniejszy politycznie. Radny z jednej strony nie negował samego mechanizmu ustawowego, ale z drugiej przypomniał, że każda taka decyzja pozostaje wyborem rady, a nie obowiązkiem wynikającym z prawa. W jego ocenie problem dotyczył więc zarówno proporcji, jak i społecznego odbioru takich decyzji.

– Dlatego moje obiekcje nie są co do wynagrodzenia. Uważam, że powinny być jasne zapisy – zakończył Tadeusz Bartnik.

Na tę wypowiedź odpowiedział sam burmistrz. Już na wstępie zaznaczył, że rozmowa o własnych zarobkach nie należy do łatwych, zwłaszcza gdy pytanie formułowane jest w sposób stawiający go w pozycji osoby mającej samodzielnie przekonywać, że zasługuje na wyższe wynagrodzenie.

– Trudno rozmawiać o własnym wynagrodzeniu, a jeszcze przy tak podchwytliwie zadanym pytaniu przez pana radnego – powiedział burmistrz.

Włodarz odwrócił jednak logikę sporu, wskazując, że to nie on sam ocenia swoją wartość w tej sprawie, lecz rada, która po zmianie przepisów uzyskała możliwość ustalenia nowych warunków płacowych.

– Sposób ustalania wynagrodzenia burmistrza jest zgoła odwrotny niż w pytaniu pana Bartnika. Pojawiła się zmiana w przepisach, która daje taką możliwość. To państwo uznajecie, czy zasługuję, czy nie. Poddaję się państwa ocenie – stwierdził.

W praktyce była to odpowiedź zachowawcza, ale jednocześnie politycznie czytelna. Burmistrz nie wszedł w szczegółowe przekonywanie, dlaczego powinien zarabiać więcej, nie próbował także rozbudowywać argumentacji o własnych dokonaniach czy skali odpowiedzialności. Pozostawił decyzję radnym, akcentując, że jej podstawą jest przede wszystkim zmiana prawa i wola organu stanowiącego.

Po tej krótkiej wymianie zdań przewodniczący stwierdził brak dalszych pytań i rada przystąpiła do głosowania. Sama procedura przebiegła szybko, bez dodatkowych wystąpień z sali. Ostatecznie uchwała została przyjęta.

Głos na temat zabrała skarbnik miasta, która wyjaśniała kwestie formalne związane z limitem wynikającym z uchwały.

– Chciałabym poinformować, że do tego limitu niewliczany jest dodatek stażowy związany z ilością przepracowanych lat. W związku z powyższym informuję, że uchwała jest przygotowana w sposób poprawny – powiedziała.

W odpowiedzi usłyszała, że podobne wyjaśnienia powinny były paść wcześniej, na etapie prac komisji.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Kto zgubił torbę z elektronarzędziami? Policja z Myszkowa szuka właściciela

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Komenda Powiatowa Policji w Myszkowie

Policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Myszkowie prowadzą czynności zmierzające do ustalenia właściciela torby sportowej z zawartością elektronarzędzi, która została zabezpieczona w nocy z 19 na 20 kwietnia na terenie miasta.

Zdarzenie miało miejsce w dzielnicy Mijaczów, przy ulicy Piłsudskiego. Funkcjonariusze, realizując swoje działania, natrafili na torbę z narzędziami, jednak do chwili obecnej nie udało się ustalić osoby pokrzywdzonej ani właściciela zabezpieczonego mienia.

Policja apeluje do osób, które mogą mieć związek ze sprawą lub posiadają informacje mogące pomóc w ustaleniu właściciela torby, o pilny kontakt. Dotyczy to zarówno osoby, która utraciła przedmioty, jak i ewentualnych świadków zdarzenia.

Kontakt z wydziałem kryminalnym Komendy Powiatowej Policji w Myszkowie możliwy jest telefonicznie pod numerami 47 85 842 55 oraz 47 85 842 80. Informacje można przekazać także osobiście w siedzibie komendy przy ulicy Kościuszki 105 lub drogą mailową na adres: kryminalny@myszkow.ka.policja.gov.pl.

Funkcjonariusze podkreślają, że każda informacja może okazać się istotna dla wyjaśnienia sprawy i zwrotu mienia prawowitemu właścicielowi.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Referendum, stadion i długi cień sporów. Burzliwa dyskusja podczas sesji w Myszkowie

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Miasta Myszkowa/Screenshot

Podczas ostatniej sesji rady miasta na salę wrócił temat inicjatywy referendalnej dotyczącej odłączenia jednej z dzielnic, pojawiły się zarzuty o pomijanie środowisk sportowych przy projektowaniu oświetlenia stadionu, padły pytania o opóźnienia i niedociągnięcia inwestycyjne, a także o formalne odrzucenie ofert stowarzyszeń ubiegających się o środki publiczne. W kilku momentach debata wyraźnie nabrała ostrzejszego tonu, pokazując, że poza urzędowymi sprawozdaniami pod powierzchnią toczy się spór o sposób zarządzania miastem, komunikację z radnymi i relacje z organizacjami społecznymi.

Już na początku pytań do sprawozdania burmistrza jedna z radnych zażądała wyjaśnień w sprawie referendum dotyczącego odłączenia Mrzygłodu od Myszkowa. Nie kryła przy tym swojego stanowiska wobec całej inicjatywy.

– W związku ze sprawozdaniem chciałabym się odnieść i poprosić o wyjaśnienia dotyczące tego niedorzecznego i jakże szkodliwego nie tylko dla mieszkańców tej dzielnicy, ale dla całej gminy Myszków pomysłu i wniosku dotyczącego odłączenia jednej z dzielnic naszej gminy – mówiła radna.

Poprosiła również o doprecyzowanie, na jakim etapie znajduje się obecnie procedura i jak będzie dalej przebiegać. W odpowiedzi głos zabrała mecenas obsługująca urząd, która wyjaśniła, że tym razem inicjatywa spełniła wymogi formalne, a burmistrz był zobowiązany potwierdzić wpływ zawiadomienia. Jak zaznaczyła, dalsze działania należą już do komitetu referendalnego.

– Zgodnie z przepisami oni w tej chwili powinni na własny koszt rozpocząć procedurę informowania mieszkańców miasta o podjęciu takiej inicjatywy oraz rozpocząć procedurę zbierania podpisów poparcia pod taką inicjatywą. Mają na to sześćdziesiąt dni od daty odebrania potwierdzenia wpływu powiadomienia – wyjaśniła.

Na dopytanie ze strony przewodniczącego rady doprecyzowała, że sprawa dotyczy całej wspólnoty samorządowej, a nie wyłącznie mieszkańców jednej dzielnicy.

– Mówimy o mieszkańcach całego miasta, całej gminy Myszków – podkreśliła, dodając także, że do przeprowadzenia referendum wymagane jest poparcie w wysokości dziesięciu procent uprawnionych do głosowania.

Do sprawy odniósł się również sam burmistrz, zaznaczając, że tak daleko idące zmiany nie mogą wynikać z doraźnych emocji czy lokalnych ambicji, lecz muszą mieć realne oparcie w interesie całej wspólnoty.

– To są poważne rzeczy i nie można harcować sobie takimi procedurami – stwierdził.

Wskazał przy tym, że nawet przejście całej ścieżki proceduralnej nie oznacza jeszcze automatycznego sukcesu inicjatorów.

– To nie jest też tak, że jeżeli ktoś z państwa dzisiaj zapragnie, żeby jakaś ulica została odłączona od naszego miasta i nawet przeprowadzi wszystkie procedury, to jeszcze nad tym wszystkim musi być sens. Czyli musi być potwierdzone przez służby administracji centralnej, że taki samorząd sobie samoistnie poradzi – zaznaczył.

W dalszej części obrad pojawił się temat oświaty. Jedna z radnych przypomniała, że podczas komisji proszono o udostępnienie negatywnej opinii kuratorium oświaty w sprawie likwidacji oddziału przedszkolnego nr 5, jednak dokumentu nie przekazano. Burmistrz przyznał, że doszło tu do zaniedbania po stronie urzędu.

– Biję się w piersi. Przepraszam panią radną i wszystkich radnych, którym mówiłem, że to zostanie zamieszczone. Byłem przekonany, przychodząc dzisiaj na sesję, że tu już następnego dnia, od kiedy rozmawialiśmy, ta opinia jest zawieszona – mówił Włodzimierz Żak.

Ten fragment był jednym z bardziej wymownych przykładów na to, że część radnych miała pretensje nie tyle o same decyzje, ile o sposób obiegu informacji między urzędem a radą.

Wyraźnie ostrzejszy ton pojawił się przy pytaniach dotyczących inwestycji przy ulicy Przemysłowej oraz oświetlenia stadionu miejskiego. Radny Tadeusz Bartnik dopytywał, czego dokładnie dotyczy przygotowywany projekt i czy ma on związek z wcześniejszym wnioskiem dotyczącym dojazdu do jednej z firm. Jeszcze mocniej wybrzmiała jednak jego wypowiedź odnosząca się do stadionu.

– Prosiłem o to, aby uwzględnić podmioty, które korzystają ze stadionu miejskiego w procesie jakimkolwiek, na jakimkolwiek etapie. Widzę, że nie zostało to zrobione – mówił.

Zwrócił uwagę, że jako przedstawiciel środowiska na co dzień korzystającego z obiektu nie został włączony w konsultacje i nie miał możliwości odniesienia się do proponowanych rozwiązań.

– Chciałbym uniknąć sytuacji, która była już wielokrotnie przy inwestycjach na stadionie, kiedy z pominięciem stowarzyszeń dokonywano pewnych projektów i podejmowano pewne decyzje, które do dzisiaj szkodzą funkcjonowaniu tych stowarzyszeń – zaznaczył i dodał, że prosi chociaż o odrobinę szacunku ze strony i miasta, i MOSiR-u.

W tej samej wypowiedzi wrócił także do kwestii konkursów ofert dla stowarzyszeń i zapytał, czy organizacje, których oferty zostały odrzucone w pierwszym naborze, będą mogły jeszcze ubiegać się o środki.

– Czekają na to dzieci, rodzice i to są setki ludzi, trenerzy. Cała koncepcja, sukcesy tych stowarzyszeń, a przynajmniej tego, które ja reprezentuję, za chwilę legną w gruzach po raz kolejny ze względu na brak państwa zaangażowania, zainteresowania tematem – mówił.

Burmistrz, odpowiadając, potwierdził, że projekt dotyczący ulicy Przemysłowej ma swoje źródło właśnie we wniosku prezesa firmy.

– Padła nawet z jego strony deklaracja, że on będzie w jakiś tam sposób chciał współuczestniczyć w realizacji tego przedsięwzięcia – wyjaśnił.

W sprawie stadionu starał się tonować spór, zaznaczając, że dyrektor MOSiR-u zapewne zna temat i prowadzi rozmowy ze środowiskami korzystającymi z obiektu, choć nie był w stanie jednoznacznie potwierdzić, czy kontaktował się bezpośrednio z radnym.

– Zakładam, że dyrektor MOSiR ma wiedzę i zna koncepcję. Jeżeli wymaga tego, to konsultuje również to z innymi środowiskami i jak znam pana dyrektora, na pewno rozmowy prowadził. Czy rozmawiał bezpośrednio z panem radnym jako prezesem stowarzyszenia? Tego nie wiem – mówił Żak. – Pan radny tu użył słowa „szacunek”. Uważam, że on powinien funkcjonować w obie strony – stwierdził.

W kwestii konkursów dla stowarzyszeń odpowiedź burmistrza była jednoznaczna, a przyczyną odrzucenia ofert były względy formalne.

– W tej edycji konkursu oferty dwóch stowarzyszeń zostały odrzucone ze względów formalnych. Zostało złożone oświadczenie o niezaleganiu wobec zalegania z opłatami, więc my jako urzędnicy nie możemy się zachować inaczej. Wydajemy środki publiczne, więc takie oferty zostały odrzucone – powiedział.

Dodał również, że według stanu wiedzy urzędu przyczyna, która doprowadziła do odrzucenia ofert, nie ustała, więc trudno byłoby ogłaszać nowy konkurs bez usunięcia tej przeszkody.

Spór na tym się jednak nie zakończył. Do głosu dopuszczono dyrektora MOSiR-u, który stwierdził, że projekt oświetlenia został przyniesiony do biura rady do wglądu dla radnych, licząc, że pojawią się uwagi, a po przeprowadzonej wizji lokalnej uznano, iż projekt można zaopiniować pozytywnie. Następnie przeszedł do sprawy relacji z MKS Myszków i zadłużenia, sugerując, że miasto i MOSiR podejmują działania po to, by dzieci nadal miały gdzie trenować.

Po tej wypowiedzi ponownie głos zabrał radny Bartnik i jego odpowiedź była już bardzo ostra. Najpierw podkreślił, że nie uzyskał pełnej odpowiedzi na swoje pytanie o ulicę Przemysłową. Następnie wrócił do sprawy stadionu, wskazując, że udostępnienie projektu w biurze rady nie było tym, o co wnosił.

– Prosiłem o spotkanie w tym zakresie. Nikt nas nie wziął pod uwagę w tych kwestiach – zaznaczył.

Najmocniej wybrzmiała jednak jego polemika z przedstawicielem MOSiR-u w sprawie rzekomego zadłużenia stowarzyszenia.

– Po raz kolejny podtrzymuję, że my nie zalegamy miastu ani jednej złotówki. Ta kwestia jest oczywiście dyskusyjna i sporna. Każdy może mieć na nią różne spojrzenie – mówił.

Jak twierdził, klub wielokrotnie proponował ugodowe rozwiązanie sporu, a mimo to sprawa została skierowana do sądu.

– W tym zakresie dostajecie państwo nieprawdziwe informacje. Stan prawny jest dużo bardziej złożony, aniżeli to wynika z krótkiego referatu. Zła wola okazywana jest w każdym miejscu, kiedy MKS Myszków spotyka się czy z MOSiR-em, czy z miastem – podkreślił.

Burmistrz, odnosząc się do tej wymiany zdań, ograniczył się do krótkiego, ale stanowczego komentarza.

– Jeżeli jest zawarta umowa, jeżeli są wystawiane faktury, jeżeli są księgowane przez instytucję publiczną płatności, jeżeli one są nierealizowane, to według wszelkich definicji, chyba że nowe zostaną wprowadzone do słownictwa, powstaje dług. I to tyle – stwierdził.

Poza tymi spornymi tematami radni poruszali również szereg kwestii typowo inwestycyjnych i drogowych. Radny Sławomir Jałowiec pytał o komunalizację działki przy ulicy Pawiej i o to, czy ułatwi ona wreszcie prowadzenie prac na drodze, której stan prawny od dawna jest skomplikowany. Burmistrz odpowiedział, że nie wskaże od razu numeru i dokładnego położenia działki, ale potwierdził, iż każdy taki krok poprawia sytuację prawną i zwiększa możliwość legalnego wydatkowania pieniędzy na drogę.

– Ta informacja o komunalizacji kawałka działki w ulicy Pawiej niewątpliwie zwiększy o ten kawałek możliwość prawnego wydatkowania pieniędzy na drogę – wyjaśnił.

Radna Małgorzata Skinder podniosła temat ulicy Wyszyńskiego, gdzie po niedawnym remoncie pojawiły się ubytki, wzbudzające niezadowolenie mieszkańców. Dopytywała, skąd wynika ten problem, skoro ulica po zakończeniu inwestycji prezentowała się estetycznie. Burmistrz tłumaczył, że powodem nie był błąd wykonawcy, lecz awarie wodociągu, do których doszło już po zakończeniu robót.

– Ten wodociąg aż w czterech miejscach nam strzelił. Mieliśmy cztery awarie. One nie były bardzo poważne, ale spowodowały, że trzeba było rozpruć świeżo położony asfalt i po prostu naprawić awarię – mówił.

Podkreślił przy tym, że wykonawca zrealizował inwestycję zgodnie ze sztuką, a naprawa tych miejsc obciąży już gminę.

– Wykonawca wykonał wszystko zgodnie ze sztuką i nie możemy mieć pretensji i rościć, żeby on teraz to naprawił. To już gmina musi naprawić w związku z awariami – zaznaczył.

Radna pytała także o postęp prac przy budowie oświetlenia w ulicy Zielonej oraz przypomniała się z wcześniejszymi wnioskami dotyczącymi uzupełnienia braków w ulicach Zielonej i Jagodzińskiej. Burmistrz odpowiedział, że w przypadku oświetlenia „drgnęło o tyle, że Tauron przyjął umowy”, ale zastrzegł, że procedury w takich podmiotach są bardzo powolne i miasto będzie dalej naciskać na przyspieszenie sprawy. Jeśli zaś chodzi o drogi gruntowe, poinformował, że wybrano już pierwszy pakiet ulic do realizacji, ale wskazane przez radną odcinki nie znalazły się na obecnej liście.

Z kolei radny Dominik Lech poruszył temat drogi wojewódzkiej nr 793 i pogarszającego się stanu wiaduktu. Chciał wiedzieć, czy Zarząd Dróg Wojewódzkich w Katowicach gwarantuje wykonanie całego odcinka ulicy Pułaskiego. Burmistrz odpowiedział ostrożnie, zaznaczając, że na tym etapie nikt niczego nie gwarantuje, a spotkanie z ZDW miało głównie charakter informacyjny. Wskazał jednak, że projekt jest na finiszu i że miasto próbuje doprowadzić do realizacji newralgicznych elementów w jednym czasie, aby nie rozciągać utrudnień dla mieszkańców.

– To, co mnie najbardziej interesowało, żeby naszemu miastu, fundując ogromne perturbacje, nie zafundować oddzielnie robienia ronda przy starostwie, oddzielnie robienia ronda przy naszym urzędzie i oddzielnie robionego wiaduktu – mówił.

Jak dodał, z uzyskanych zapewnień wynika, że najtrudniejszy odcinek ma być realizowany jednocześnie.

– Zapewniono mnie, że ten odcinek będzie robiony na raz, czyli ta perturbacja będzie zafundowana raz, a nie razy trzy – podkreślił.

Jednocześnie zasygnalizował, że miasto może zostać postawione przed trudnym wyborem. Albo zgodzić się na część rozwiązań proponowanych przez ZDW, albo ryzykować dalsze wydłużenie procedury.

– Gmina może być poniekąd zakładnikiem tej sytuacji, bo żeby szybko zrobić ten odcinek, na który wszyscy wyczekujemy, to być może będziemy musieli ustąpić ze swoimi uwagami – zaznaczył.

Na końcu pytań do sprawozdania radna Halina Skorek-Kawka zaapelowała o pilny remont lub przynajmniej uzupełnienie bardzo głębokich ubytków na ulicy Ofiar Katynia. Jak mówiła, droga jest już w tak złym stanie, że stwarza zagrożenie nawet dla pieszych.

– Droga się po prostu rozpada, a wiadomo, że w najbliższym czasie nie będzie tam inwestycji. Bardzo proszę w imieniu mieszkańców, bo tam się po prostu nie da przechodzić – alarmowała.

Przywołała nawet sytuację z Wielkiego Piątku, kiedy uczestnicy procesji mieli być zaskoczeni skalą zniszczeń nawierzchni.

– Mieszkańcy byli zszokowani, ile tam jest dziur głębokich – powiedziała.

Burmistrz zapewnił, że jeśli rzeczywiście stan nawierzchni jest tak zły, jak opisuje radna, interwencja nastąpi.

– Zainterweniujemy, jeżeli chodzi o Ofiary Katynia – zadeklarował.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Dachowanie w Mrzygłodzie. 19-latek stracił panowanie nad autem, pięć osób w szpitalu

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Komenda Powiatowa Policji w Myszkowie

We wtorkowy wieczór na terenie Myszkowa doszło do poważnego zdarzenia drogowego, które zakończyło się hospitalizacją pięciu młodych osób. Samochód prowadzony przez 19-letniego kierowcę wypadł z drogi i dachował po uderzeniu w drzewo. Okoliczności wypadku wskazują na niedostosowanie prędkości do warunków panujących na jezdni.

Do zdarzenia doszło po godz. 19.00 na ulicy Paderewskiego w dzielnicy Mrzygłód. Jak wynika ze wstępnych ustaleń policji, kierujący oplem 19-latek stracił panowanie nad pojazdem, który zjechał z drogi, uderzył w drzewo, a następnie dachował. Siła uderzenia była na tyle duża, że wszyscy podróżujący samochodem wymagali pomocy medycznej.

W wyniku wypadku kierowca oraz czterech pasażerów w wieku od 15 do 17 lat trafili do szpitala. Na szczęście – jak przekazały służby – obrażenia poszkodowanych nie zagrażają ich życiu. Jedna z osób została jednak przetransportowana do placówki medycznej śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Policjanci podkreślają, że 19-latek był trzeźwy w chwili zdarzenia. Wszystko wskazuje jednak na to, że kluczowym czynnikiem było niedostosowanie prędkości do warunków drogowych. To wciąż jedna z najczęstszych przyczyn wypadków, szczególnie wśród młodych kierowców.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Młodzi mistrzowie bezpieczeństwa wyłonieni. Najlepsi powalczą dalej

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Komenda Powiatowa Policji w Myszkowie

W Zespole Szkół nr 1 w Myszkowie odbyły się powiatowe eliminacje do Ogólnopolskiego Turnieju Bezpieczeństwa w Ruchu Drogowym. Do rywalizacji stanęły najlepsze drużyny wyłonione wcześniej w szkołach z terenu całego powiatu. Stawką były nie tylko puchary i nagrody rzeczowe, ale również awans do kolejnego etapu zmagań, który pod koniec miesiąca rozegrany zostanie w Częstochowie.

Turniej został przeprowadzony przez policjantów z myszkowskiej komendy przy współpracy ze strażnikami miejskimi. W organizacji wydarzenia pomogła także Komenda Wojewódzka Policji w Katowicach, udostępniając tzw. bus profilaktyczny, który wsparł przebieg przedsięwzięcia.

Uczniowie musieli zmierzyć się zarówno z częścią teoretyczną, jak i praktyczną. Sprawdzano ich znajomość przepisów ruchu drogowego, ale również umiejętność udzielania pierwszej pomocy oraz jazdę rowerem po torze sprawnościowym. To właśnie takie połączenie wiedzy i praktyki od lat stanowi najważniejszy element turnieju, którego celem jest nie tylko wyłonienie najlepszych zawodników, ale przede wszystkim promowanie odpowiedzialnych postaw na drodze.

Po zakończeniu wszystkich konkurencji komisja wyłoniła zwycięskie drużyny oraz najlepszych uczestników.

W młodszej grupie wiekowej, obejmującej uczestników w wieku od 10 do 12 lat, najlepiej wypadła Szkoła Podstawowa w Niegowie. Drugie miejsce zajęła Szkoła Podstawowa nr 4 w Myszkowie, a trzecie Szkoła Podstawowa w Poraju.

W starszej kategorii, dla uczniów w wieku 13 lat i więcej, zwyciężyła Szkoła Podstawowa w Lgocie Górnej. Na drugim miejscu uplasowała się Szkoła Podstawowa w Niegowie, a na trzecim Szkoła Podstawowa w Poraju.

– To nie tylko konkurs. To ważna inicjatywa promująca świadome i odpowiedzialne zachowanie na drodze, zarówno wśród najmłodszych, jak i ich opiekunów. Tego typu działania mają realny wpływ na poprawę bezpieczeństwa w ruchu drogowym, szczególnie wśród pieszych i rowerzystów – podkreślają organizatorzy.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Przełom w sprawie wiaduktu w Myszkowie. Obiekt przy ulicy Słowackiego wreszcie ma się doczekać przebudowy

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. ZDW w Katowicach

Po latach zapowiedzi i oczekiwań wokół wiaduktu przy ulicy Słowackiego w Myszkowie pojawił się wyraźny sygnał, że inwestycja ma szansę w końcu wejść w decydującą fazę. Jak poinformował Adam Zaczkowski, wicewojewoda śląski, podczas spotkania w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Śląskiego w Katowicach omówiono stan przygotowań do budowy nowego obiektu oraz dalsze etapy całego przedsięwzięcia. Wszystko wskazuje na to, że po latach stagnacji temat przestaje być jedynie planem, a zaczyna nabierać realnych kształtów.

Spotkanie, o którym mówi wicewojewoda Zaczkowski, odbyło się z udziałem wykonawców projektu, przedstawicieli urzędu marszałkowskiego oraz Zarządu Dróg Wojewódzkich w Katowicach. Dotyczyło ono planowanej budowy nowego wiaduktu, który ma zastąpić obecny obiekt, od lat uznawany za jedną z najbardziej problematycznych części lokalnej infrastruktury drogowej.

Adam Zaczkowski nie ukrywa, że dla mieszkańców Myszkowa sprawa ma wymiar nie tylko komunikacyjny, ale również symboliczny. Jak podkreśla, obecny stan wiaduktu od dawna budzi niepokój i jest powszechnie znany.

– To miejsce od lat przypomina o niespełnionych obietnicach inwestycyjnych. Ten wiadukt nie wymaga już komentarza, bo mieszkańcy codziennie widzą, w jakim jest stanie – mówi wicewojewoda śląski.

Z przedstawionych przez niego informacji wynika, że przedsięwzięcie nie ograniczy się wyłącznie do samego wiaduktu. Inwestycja ma objąć także szerszy układ drogowy. W planach znalazły się między innymi budowa ronda przed urzędem miasta oraz poszerzenie ronda w rejonie Starostwa Powiatowego w Myszkowie. To oznacza, że modernizacja ma poprawić nie tylko bezpieczeństwo i stan techniczny obiektu, ale również przepustowość całego newralgicznego odcinka drogi.

Najważniejsza zmiana dotyczy jednak stopnia zaawansowania przygotowań. Jak zaznacza Zaczkowski, projekt budowy nowego wiaduktu jest już na ukończeniu, a według projektantów do końca roku możliwe będzie uzyskanie decyzji ZRID, czyli zezwolenia na realizację inwestycji drogowej.

– Najistotniejsze jest to, że nie mówimy już wyłącznie o koncepcjach i analizach. Dziś jesteśmy na etapie, w którym można realnie mówić o wejściu w fazę wykonawczą – podkreśla.

Znacząco wybrzmiała również informacja o finansowaniu zadania. Na wniosek ZDW urząd marszałkowski zabezpieczył środki. Szacunkowy koszt przedsięwzięcia ma wynieść około 80 mln zł.

– To kwota, która pokazuje skalę planowanego zadania i potwierdza, że nie chodzi o doraźną naprawę, lecz o kompleksową przebudowę ważnego elementu regionalnej infrastruktury – przekonuje polityk.

Jeśli dalsze procedury przebiegną bez zakłóceń, prace budowlane mogą rozpocząć się już w przyszłym roku. Warunkiem będzie uzyskanie wymaganych decyzji administracyjnych oraz sprawne przeprowadzenie procedur związanych z wyborem wykonawcy.

– Po raz pierwszy od dawna mieszkańcy mogą usłyszeć coś więcej niż tylko ogólne deklaracje. Środki są zabezpieczone, dokumentacja jest finalizowana i przy sprzyjających warunkach roboty mogą ruszyć już w przyszłym roku – zaznacza wicewojewoda.

Nie ulega wątpliwości, że rozpoczęcie tej inwestycji będzie wiązało się z czasowymi utrudnieniami dla kierowców i mieszkańców Myszkowa. Jednocześnie jednak skala oczekiwań wobec tego zadania jest tak duża, że dla wielu osób będzie to długo wyczekiwany etap porządkowania jednego z najważniejszych problemów komunikacyjnych miasta.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Można sprawdzić swoją formę i powalczyć o puchar. Policja zaprasza na sportowe zmagania w Myszkowie

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Freepik

Już wkrótce mieszkańcy powiatu myszkowskiego będą mieli okazję sprawdzić swoją kondycję i zmierzyć się w sportowej rywalizacji. W ramach Powiatowego Tygodnia Sportu odbędzie się Turniej Sprawności Fizycznej o Puchar Komendanta Powiatowego Policji w Myszkowie.

Zawody zaplanowano na 18 kwietnia w godz. od 10.00 do 13.00 w hali sportowej przy Zespole Szkół nr 1 w Myszkowie przy ulicy Kwiatkowskiego 18. Organizatorzy zapraszają wszystkich chętnych – zarówno tych, którzy regularnie uprawiają sport, jak i osoby, które po prostu chcą aktywnie spędzić czas.

Uczestnicy będą mogli sprawdzić się w czterech konkurencjach – rzucie piłką lekarską, siadach z leżenia w określonym czasie, biegu ze zmianą kierunku oraz biegu z obieganiem stojaków. To zestaw prób, który pozwoli zweryfikować zarówno siłę, jak i wytrzymałość oraz koordynację ruchową.

Turniej to nie tylko sportowa rywalizacja, ale również okazja do integracji i wspólnego spędzenia czasu. Najlepsi uczestnicy mogą liczyć na puchary i wyróżnienia, jednak, jak podkreślają organizatorzy, najważniejsza jest dobra zabawa i aktywność.

Komendant Powiatowy Policji w Myszkowie zachęca wszystkich mieszkańców do udziału w wydarzeniu i sprawdzenia swoich możliwości w przyjaznej, sportowej atmosferze.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Trwają prace na wiadukcie w Myszkowie. Obiekt docelowo do rozbiórki

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. ZDW w Katowicach

Na wiadukcie nad linią kolejową nr 1 i ulicą Słowackiego w ciągu drogi wojewódzkiej 793, czyli ulicy Pułaskiego w Myszkowie trwają obecnie prace zabezpieczające i remontowe. To efekt wcześniejszej decyzji o wyłączeniu z użytkowania prawego, wąskiego chodnika, która została wprowadzona na początku kwietnia.

Ruch pieszych został przekierowany na chodnik po lewej stronie – od strony stacji kolejowej. Przejście na drugą stronę jezdni możliwe jest w rejonie istniejących przejść dla pieszych, przy skrzyżowaniach z ulicą Kwiatkowskiego i ulicą PCK oraz od strony ronda Kułakowskiego. Ruch samochodowy na wiadukcie odbywa się bez zmian.

Jak informują zarządcy infrastruktury, prowadzone obecnie działania mają charakter doraźny i służą przede wszystkim zapewnieniu bezpieczeństwa użytkowników. Jednocześnie nie ukrywają, że stan techniczny obiektu jest na tyle zaawansowany, iż w perspektywie najbliższych lat planowana jest jego całkowita wymiana.

Wiadukt jest wyeksploatowany i przeznaczony do rozbiórki. Gotowy jest już projekt przebudowy, który zakłada budowę nowego obiektu w miejsce obecnego. Kolejnym krokiem ma być uzyskanie decyzji o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej (ZRID), co, jak wskazują, może nastąpić jeszcze w tym roku.

– Po uzyskaniu niezbędnych zgód możliwe będzie ogłoszenie przetargu na rozbiórkę istniejącego wiaduktu i budowę nowego. Inwestycja została już ujęta w planach finansowych województwa na lata 2027-2028 – informuje Zarząd Dróg Wojewódzkich w Katowicach.

Do czasu rozpoczęcia właściwej przebudowy prowadzone będą prace utrzymaniowe, które mają pozwolić na bezpieczne korzystanie z obiektu. Piesi powinni jednak zwracać uwagę na obowiązującą organizację ruchu, a kierowcy – zachować ostrożność w rejonie prowadzonych prac.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Kryzys w szpitalu w Myszkowie. Dyrekcja mówi wprost: Nie mamy pieniędzy nawet na bieżące działanie

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Starostwo Powiatowe w Myszkowie/Screenshot

Nadzwyczajna sesja Rady Powiatu w Myszkowie przyniosła odpowiedzi na wiele pytań, ale jeszcze więcej pozostawiła bez rozstrzygnięcia. Bez mała trzy godziny dyskusji odsłoniły skalę problemów szpitala i brak jednoznacznego planu wyjścia z kryzysu.

– Chcę jasno powiedzieć państwu, że nie prywatyzujemy szpitala powiatowego w Myszkowie. Nie ma w ogóle takich pomysłów – podkreślił na początku spotkania starosta, jednocześnie wskazując, że problemy placówki mają charakter systemowy i dotyczą całego kraju.

Kluczowe wystąpienie należało jednak do dyrektor szpitala, która przedstawiła szczegółowy raport finansowy. Jej słowa wywołały na sali wyraźne poruszenie.

– Kapitał własny na dzień dzisiejszy to minus 34 mln zł. Na ten moment w banku komercyjnym nie mamy możliwości uzyskania żadnego finansowania – poinformowała Aldona Sylwa.

Z jej relacji wynikało, że strata za miniony rok wyniosła ponad 9 mln zł. Dyrektor wskazała także na rosnące koszty.

– Koszty operacyjne wzrosły do 152 mln i zwiększyły się o 19 mln zł w stosunku do roku poprzedniego.

Wśród największych problemów wymieniła m.in. pozwy pielęgniarek na ponad 3,4 mln zł plus odsetki, karę NFZ w postaci 303 tys. zł, a także rosnące koszty wynagrodzeń i energii.

Jednym z równie niepokojących wątków była sytuacja związana z bakterią Legionella.

– Mamy bardzo wysoki poziom tej bakterii. Wskaźnik, którego nawet w województwie dawno nie widziano – przyznała dyrektor.

Ujawniła też poważne zaniedbania techniczne.

– Generatory, które zostały zakupione, nie funkcjonowały do 27 stycznia tego roku. Konsekwencją była ewakuacja części pacjentów. Przewieźliśmy dzieci do szpitala w Zawierciu. To była decyzja konieczna – dodała Sylwa.

Dyrektor zapewniła jednak, że wszystkie oddziały wrócą do funkcjonowania około 13 kwietnia, jeśli wyniki będą pozytywne.

Radni opozycji, na wniosek których została zwołana sesja, nie pozostawili na zarządzie suchej nitki.

– To nie powstało w jednym roku. To konsekwencja złego zarządzania przez ostatnie lata. Apelowaliśmy o plan naprawczy, ale nie słuchaliście – mówił radny Rafał Kępski. – Kapitał własny z dodatniego poziomu w 2018 roku spadł do minus 35 mln zł – przypomniał też pogarszające się wskaźniki.

Wtórowała mu radna Dorota Kaim-Hagar.

– Najważniejsze w zarządzaniu jest dobre gospodarowanie finansami. Tego zabrakło. Próba zrzucenia odpowiedzialności na władzę centralną jest co najmniej nie w porządku. Inwestycje były, ale nie przełożyły się na poprawę sytuacji finansowej – dodała.

W trakcie dyskusji wyraźnie zarysował się podział polityczny, a radna Zdzisława Polak broniła zarządu.

– Przyczyną problemów są niewłaściwe działania rządu, a nie naszego zarządu. Środki finansowe nie idą za wykonywanymi świadczeniami – przekonywała.

Na to radny Kępski odpowiadał, by nie wzorować się na tych, którym się nie udało.

– Są szpitale, które sobie poradziły – stwierdził.

Najwięcej emocji wzbudził jednak temat planu naprawczego. Radni dopytywali kiedy dostaną konkretny plan restrukturyzacji.

– Przedstawiliśmy trzy warianty. Państwa decyzja wskaże kierunek działań. Proces restrukturyzacji trwa i ma doprowadzić do zbilansowania szpitala w 2026 roku – mówił Dariusz Jorg.

Jednocześnie wspomniano o już podjętych działaniach w postaci redukcji zatrudnienia w laboratorium z 17 do 6-7 osób, zmianach w żywieniu pacjentów, a także outsourcing części usług.

Kolejnym zapalnym punktem były płace i relacje z pracownikami.

– Nie mamy środków nawet na bieżącą działalność – przyznała dyrektor. – Od 1 lipca wynagrodzenia będą wypłacane zgodnie z ustawą. Pierwszy raz w tym szpitalu – zapowiedziała jednocześnie. – Średnia płaca pielęgniarki to około 18 tys. zł, lekarza około 50 tys. zł – padło podczas sesji.

Przy okazji radni wskazywali o sygnałach o napiętej sytuacji w placówce.

– Padały zarzuty o brak komunikacji i złe traktowanie personelu – przypominała radna Katarzyna Miklas.

Wielokrotnie wracał również temat zawieszonych oddziałów.

Radna Marzena Kulak pytała jakie jest stanowisko zarządu w sprawie położnictwa?

– Oddział jest zawieszony do 7 czerwca. Będziemy analizować jego przyszłość – usłyszała od urzędników starostwa.

Z kolei dyrekcja zapewniała, iż nie planuje likwidacji pediatrii ani innych oddziałów.

Choć sesja trwała blisko trzy godziny i przyniosła wiele informacji, jedno wybrzmiewało niezmienne – brak konkretnego, przyjętego planu działania.

Padły deklaracje, zapowiedzi i analizy, ale radni – zarówno opozycji, jak i części koalicji – zgodnie podkreślali, że czas na decyzje, nie na kolejne dyskusje.

Szpital w Myszkowie stoi dziś na rozdrożu. Z jednej strony mierzy się z realnym zagrożeniem finansowym i organizacyjnym. Z drugiej – próbą ratowania sytuacji poprzez restrukturyzację. O tym, czy będzie to skuteczna operacja, czy jedynie odsuwanie problemu w czasie – zdecydują najbliższe tygodnie.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Jest w końcu reakcja powiatu na narastający kryzys. Jutro nadzwyczajna sesja w sprawie szpitala

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Starostwo Powiatowe w Myszkowie

2 kwietnia o godz. 14.30 odbędzie się nadzwyczajna sesja rady powiatu, która w całości poświęcona będzie sytuacji Samodzielnego Publicznego Zespołu Opieki Zdrowotnej w Myszkowie. Decyzję o jej zwołaniu podjęła przewodnicząca rady, odpowiadając na rosnące napięcia i liczne wątpliwości wokół funkcjonowania placówki.

W porządku obrad przewidziano m.in. przedstawienie aktualnej sytuacji szpitala oraz dyskusję radnych nad stanem finansowym i organizacyjnym jednostki. To pierwsze formalne podejście do tematu w pełnym wymiarze po ostatnich burzliwych obradach, podczas których próba wprowadzenia punktu dotyczącego szpitala nie uzyskała większości.

Przypomnijmy, że podczas poprzedniej sesji część radnych domagała się natychmiastowej, publicznej debaty na temat finansów szpitala, planu naprawczego oraz pojawiających się informacji o zawieszeniach oddziałów i problemach kadrowych. Choć formalny wniosek nie został przyjęty, temat i tak zdominował obrady, przenosząc się poza ustalony porządek i ujawniając skalę napięć oraz brak spójnej komunikacji.

– Odbyła się wspólna komisja, na której rozmawialiśmy z panią dyrektor o bieżącej sytuacji. Dowiedzieliśmy się, że strata za 2025 rok to rekordowa kwota 10 mln zł. Czyli skumulowana strata z lat ubiegłych po uwzględnieniu tych danych sięga już prawie 50 mln zł – wskazywał radny Rafał Kępski, podkreślając skalę problemu.

Samorządowiec zwracał również uwagę na prognozowaną stratę na poziomie około 15 mln zł w 2026 roku oraz brak zapowiadanego programu naprawczego, który miał być gotowy już na początku roku.

– Dzisiaj tak naprawdę wokół szpitala pojawia się dużo sprzecznych informacji o zamknięciach, zawieszeniach, braku lekarzy, łączeniach, likwidacji, a nawet o prywatyzacji. Nie ma się co dziwić takim głosom, bo najgorsza informacja to tak naprawdę brak informacji – mówił Kępski.

W odpowiedzi przewodnicząca rady wskazywała wówczas na kwestie formalne, podkreślając, że interpelacja radnego nie stanowi automatycznie podstawy do wprowadzenia punktu do porządku obrad, a stosowne materiały nie wpłynęły ani od zarządu powiatu, ani od starosty.

Zwołanie nadzwyczajnej sesji oznacza, że temat szpitala w końcu zostanie podjęty w sposób uporządkowany i oficjalny. Radni będą mieli możliwość zapoznania się z aktualnymi danymi oraz przeprowadzenia pełnej debaty nad przyszłością placówki, której sytuacja finansowa i organizacyjna budzi coraz większe obawy.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Zamiast debaty o szpitalu znów połajanki i uszczypliwości przewodniczącej

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Starostwo Powiatowe w Myszkowie/Screenshot

Podczas ostatniej sesji rady powiatu zamiast rzeczowej dyskusji nad sytuacją lokalnej służby zdrowia dominowały napięcia, osobiste wycieczki i coraz bardziej widoczny chaos organizacyjny. Obrady, które miały dotyczyć jednego z najpoważniejszych problemów – sytuacji szpitala powiatowego – przerodziły się w serię sporów proceduralnych i politycznych przepychanek. Na pierwszy plan wyraźnie wysunął się styl prowadzenia sesji przez przewodniczącą Beatę Jakubiec-Bartnik, który wielokrotnie już budził sprzeciw radnych.

Na początku obrad przewodnicząca rady przypomniała formalne ograniczenia czasowe wypowiedzi, jednak w praktyce reguły te były stosowane wybiórczo, co później stało się jednym z zarzutów radnych opozycji.

Punktem zapalnym była próba przeforsowania stanowiska radnych skierowanego do Ministerstwa Zdrowia w sprawie dramatycznej sytuacji systemu ochrony zdrowia. Dokument odczytany na sesji wskazywał na systemowy kryzys, niedoszacowanie świadczeń, rosnące koszty funkcjonowania szpitali oraz brak stabilności finansowania.

– Obecna sytuacja osiągnęła poziom, który nie pozwala już mówić o przejściowych trudnościach, lecz o systemowym kryzysie, wymagającym natychmiastowej reakcji – odczytała w stanowisku wiceprzewodnicząca rady Zdzisława Polak.

Autorzy dokumentu apelowali o zwiększenie finansowania, wdrożenie programu oddłużeniowego oraz realny dialog z samorządami. Jednak już sam tryb procedowania dokumentu wywołał sprzeciw części samorządowców.

– Stanowiska przyjmowane są w drodze uchwał – przypomniał radny Rafał Kępski. – Bardzo bym prosił, aby dochować tych procedur. Jeżeli są radni wnioskodawcy, powinni przedstawić projekt uchwały – dodał.

Jednak najwięcej emocji wzbudziła kwestia szpitala, który to temat kilkukrotnie podczas sesji wracał jak przysłowiowy bumerang, oraz sposób prowadzenia dyskusji na ten temat. Zarzucono też przewodniczącej ograniczanie możliwości zadawania pytań.

– Radni na radzie powiatu nie mogą zadawać pytań w tej sprawie. Dziwna bardzo konwencja prowadzenia sesji – podkreślił jeden z nich.

Padła również zapowiedź złożenia wniosku o zwołanie sesji nadzwyczajnej poświęconej wyłącznie sytuacji placówki.

– Jesteśmy gotowi na rozmowę i chcemy, aby ta sesja odbyła się jak najszybciej – zaznaczono.

Odpowiedź przewodniczącej była jednak stanowcza i utrzymana w tonie nieadekwatnym do rangi obrad, jak i samej powagi sprawowanej przez nią funkcji.

– Żadnej rozmowy po sesji nie będzie. Chyba że pan będzie rozmawiał sam z sobą – skwitowała Beata Jakubiec-Bartnik.

Kolejne minuty przyniosły eskalację napięcia, gdy dyskusja zeszła na kwestie diet radnych. Próba odniesienia się do wcześniejszych ustaleń zakończyła się ostrą reakcją przewodniczącej.

– Proszę się zachowywać poważnie, bo naprawdę teraz to już pan się zachowuje śmiesznie. Może pan wnioskować o zabranie panu całej diety, to na pewno mieszkańcy będą bardzo, bo widzę, że poziom to już schodzi tu naprawdę – powiedziała do radnego Mariusza Karkochy.

Nie brakowało także personalnych przytyków między samymi radnymi.

– Ktoś pana wprowadził w błąd, a pan musi zawsze coś powiedzieć przeciwko mnie – stwierdziła z kolei radna Polak.

Kulminacją sesji była jednak otwarta, polityczna konfrontacja dotycząca odpowiedzialności za sytuację szpitala. Wymiana zdań szybko przerodziła się w ostrą polemikę.

– Przecież teraz wiemy doskonale, kto teraz rządzi w Polsce. Kto, kto zarządza, kto zarządza środkami Ministerstwa Zdrowia? Kto po prostu jest w NFZ. Kto nam przekazuje pieniądze lub nie przekazuje i to są tam wasi koledzy. Uśmiechnijcie się do nich. Na pewno się przychylą i poprawią stan zdrowia i bezpieczeństwa naszego społeczeństwa – perorowała Zdzisława Polak.

– Pani Dorota się uśmiecha cały czas, to już nie musi. Proszę pani radna Dorota Kaim-Hagar – dorzuciła złośliwie Jakubiec-Bartnik, oddając głos radnej.

– Bardzo proszę panią przewodniczącą, bez takich osobistych wycieczek, bo to pani się zachowuje poniżej wszelkiej krytyki. Natomiast odnosząc się do wypowiedzi radnej Polak, to muszę pani przypomnieć, że to wy rządzicie w powiecie i to za waszych rządów ten szpital ma dług prawie 50 mln zł – mówiła Kaim-Hagar. – Proszę sobie sięgnąć do informacji, z jakim zadłużeniem objęliście władzę w powiecie i do czego doprowadziły wasze rządy w kraju plus wasze rządy tutaj w powiecie. Za tą skandaliczną sytuację, jaka jest w tej chwili w naszym szpitalu, odpowiadacie tylko i wyłącznie wy. I proszę nie odwracać kota ogonem i proszę nie wyjeżdżać tutaj z polityką, bo to pani apel był, żeby polityki nie uprawiać. Weźcie się do roboty. Do takiego zadłużenie nie doszło przez to, że nadwykonania za zeszły rok nie były zapłacone. Proszę się ogarnąć, proszę zacząć myśleć i mówić prawdę, a nie starać się tutaj uprawiać polityki – dodała radna.

Przewodnicząca niekoniecznie odniosła się do słów radnej merytorycznie, ale za to w swoim stylu.

– Nie każdy jest tak może myślący, jak pani i ogarnięty tu na tej sali, bo widzę, że pani poziom dyskusji to sprowadza się naprawdę do wysokiego poziomu i to czy my się mamy ogarnąć i jaki jest nasz poziom, to myślę, że ocenią mieszkańcy po pani wypowiedzi. Można nawet wyciąć ten kawałek rozmowy i wrzucimy go może na Facebooka – skwitowała.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Kryzys w szpitalu coraz trudniejszy do ukrycia. Na sesji powiatu padły konkretne liczby i ostre zarzuty

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Starostwo Powiatowe w Myszkowie/Screenshot

Podczas ostatniej sesji rady powiatu część radnych chciała, by jeszcze tego samego dnia publicznie omówić stan finansów szpitala, plan naprawczy i krążące od tygodni informacje o zawieszeniach, zamknięciach oddziałów i kadrowym chaosie. Wniosek przepadł, ale dyskusja i tak się odbyła – tyle że już poza formalnym punktem, a jej przebieg tylko spotęgował wrażenie, że wokół myszkowskiego szpitala narasta nie tylko kryzys organizacyjny, lecz również głęboki kryzys komunikacyjny.

Na początku obrad głos zabrał radny Rafał Kępski, przypominając, że 18 marca złożona została interpelacja w sprawie sytuacji SP ZOZ-u, zawierająca wniosek o wprowadzenie pod obrady punktu poświęconego szpitalowi.

– Odbyła się wspólna komisja, na której rozmawialiśmy z panią dyrektor o bieżącej sytuacji. Dowiedzieliśmy się, że strata za 2025 rok to rekordowa kwota 10 mln zł. Czyli skumulowana strata z lat ubiegłych po uwzględnieniu tych danych sięga już prawie blisko 50 mln zł – podkreślił.

Radny mówił też o coraz bardziej alarmujących prognozach na ten rok, wskazując na przewidywaną stratę rzędu 15 mln zł, oraz o niespełnionej zapowiedzi przygotowania programu naprawczego, który miał być gotowy już w styczniu.

– Dzisiaj tak naprawdę wokół szpitala pojawia się dużo sprzecznych informacji o zamknięciach, zawieszeniach, braku lekarzy, łączeniach, likwidacji, a nawet o prywatyzacji. Nie ma się co dziwić takim głosom, bo najgorsza informacja to tak naprawdę brak informacji – dodał.

W odpowiedzi przewodnicząca rady zwracała uwagę, że interpelacja nie jest automatycznie wnioskiem do porządku obrad, a materiały w tej sprawie nie wpłynęły ani od zarządu, ani od starosty. Ostatecznie radny doprecyzował, że wnosi o wprowadzenie punktu dotyczącego informacji o aktualnej sytuacji szpitala i publiczne odniesienie się do siedmiu kwestii wskazanych w interpelacji.

Jeszcze przed głosowaniem głos zabrał starosta, który próbował tonować nastroje. Poinformował, że dyrekcja pracuje nad dokumentem naprawczym, który ma być gotowy do końca marca, a obecne decyzje kadrowe i organizacyjne mają związek z trudną sytuacją finansową. Urzędnik jednocześnie zaproponował, by temat szpitala omówić szeroko na osobnej sesji nadzwyczajnej tuż po świętach, z udziałem dyrekcji i po przygotowaniu pełnych danych finansowych.

Mimo tych deklaracji nie wszyscy radni byli usatysfakcjonowani. Radna Dorota Kaim-Hagar zwróciła uwagę, że sprawa wymaga rozmowy już teraz, szczególnie wobec obecności przedstawicieli pracowników szpitala. Ostatecznie wniosek o wprowadzenie punktu dotyczącego szpitala nie uzyskał wymaganej większości. To jednak nie zakończyło sprawy. Chwilę później głos zabrał dr Piotr Bańka, kierownik oddziału chirurgii ogólnej, który przedstawił niezwykle krytyczną ocenę sposobu zarządzania szpitalem od września ubiegłego roku. Lekarz szczegółowo opisywał pierwsze spotkania z nowym kierownictwem placówki. Mówił o atmosferze nacisku, zakazie kontaktów z mediami i niepokojących deklaracjach doradcy współzarządzającego szpitalem.

– Na tym pierwszym spotkaniu już wypowiedzi pana Jorga były dla mnie co najmniej dziwne z tego powodu, że stwierdził, że niech każdy z pracowników określi się, po której stronie muru chce być. Nie wiem, co to miało znaczyć. Powiedziałem, że jesteśmy zespołem i powinniśmy likwidować wszelkie mury, a nie deklarować się, po której stronie muru będziemy – relacjonował.

Lekarz zarzucił też doradcy zakaz kontaktów z mediami pod groźbą konsekwencji służbowych oraz opowiedział o skandalicznym – jego zdaniem – przebiegu kolejnego spotkania, które miało mieć charakter przedświąteczny.

– Na tym spotkaniu niestety padło wiele inwektyw ze strony pana Jorga wobec obecnych tutaj państwa radnych z imienia i nazwiska, zajmujących ważne funkcje. Padły też wiele prowokacyjnych słów wobec mnie – kontynuował wypowiedź.

Najmocniejsze fragmenty jego wystąpienia dotyczyły jednak sytuacji oddziału chirurgii. Dr Bańka mówił o próbach odsunięcia go od kierowania oddziałem bez merytorycznego uzasadnienia, o wprowadzeniu nowych lekarzy bez uprzedzenia oraz o faktycznym paraliżu pracy oddziału.

– W tym czasie zostali wprowadzeni na oddział przez dyrekcję dwaj lekarze i przedstawieni mojemu zespołowi jako nowy p.o. kierownik oddziału chirurgii ogólnej. W tym momencie lekarz – kolega, który mnie zastępował, złożył rezygnację, ponieważ ja o niczym nie wiedziałem – mówił.

W relacji chirurga wynika, że ci sami medycy mieli po dwóch dniach opuścić oddział, a następnie w szpitalu zapanował jeszcze większy chaos.

– 11 marca panowie mieli mieć dyżur. O godz. 14.00 opuścili oddział, porzucili pracę, nic nikomu nie mówiąc. Za chwilę zostałem wezwany do dyrekcji. Pan Jorg powiedział, że nie mam kim pracować. Po prostu zostałem szantażowany – grzmiał.

Jak relacjonował, w efekcie sam wpisał się na 18 dyżurów, przepracowując 144 godziny, by utrzymać oddział. Lekarz mówił też o decyzji dyrekcji o zakazie przyjmowania pacjentów planowych i ostrych, którą uznał za niezrozumiałą. W jego ocenie tylko przez dwa ostatnie tygodnie takie ograniczenie działalności oddziału mogło przynieść szpitalowi stratę rzędu 400-500 tys. zł.

Choć lekarz wyraźnie krytykował działania obecnej dyrekcji, zaznaczył jednocześnie, że nie sprzeciwia się rozszerzaniu zakresu usług chirurgicznych, w tym operacjom bariatrycznym, o ile nie odbędzie się to kosztem podstawowych świadczeń dla mieszkańców powiatu.

– Myślę, że ten głos potwierdza tylko ten fakt, że dzisiaj właśnie powinien być taki punkt i powinniśmy o tym dyskutować – skomentował wystąpienie dr Bańki radny Kępski.

W dalszej części padły kolejne pytania o termin wznowienia przyjęć i zabiegów. Dr Bańka przyznał, że komunikaty dyrekcji były niespójne, a personel funkcjonuje w stanie całkowitej niepewności.

– Pacjenci mają być albo czekać, albo kierowani są do sąsiednich szpitali. Do Zawiercia, do Czeladzi, czy gdzie będą chcieli jechać. Ale co dalej? Nie było mowy, co dalej – skomentował.

Głos zabrał także radny Eugeniusz Bugaj, który pytał, czy problemy były wcześniej sygnalizowane zarządowi oraz jakie działania w tej sprawie podjęto.

W odpowiedzi medyk potwierdził, że trudności z zabezpieczeniem kadrowym chirurgii trwają od lat, a starosta angażował się wcześniej w poszukiwanie lekarzy.

– Mam zapewnienie ze strony dyrekcji, że do końca marca problem na chirurgii zostanie rozwiązany. Mają skompletować stosowny zespół – ten z kolei poinformował uczestników sesji.

Po wystąpieniu Piotra Bańki jeszcze mocniej wybrzmiał głos personelu pielęgniarskiego. Przed radnymi stanęła Agnieszka Jawornik, pielęgniarka z 35-letnim stażem i przedstawicielka związków zawodowych pielęgniarek i położnych. Jej wystąpienie było przejmującym opisem narastającego chaosu, braku komunikacji i strachu wśród personelu.

– Od 1 września nowi zarządzający spotkali się z nami tylko raz. Na jakiekolwiek zadane pytania ze względu na to, że panuje dezinformacja na szpitalu, która źle wpływa na pracę i atmosferę pracy, panie pielęgniarki i położne przychodzą i nie wiedzą, na których oddziałach pracują, czy jeszcze te oddziały funkcjonują, czy są do zamknięcia – stwierdziła.

Jawornik mówiła o presji wywieranej na pracowników, o zwolnieniach i wymuszaniu odejść za porozumieniem stron.

– Położne i pielęgniarki w ciągu dwóch dni otrzymały zwolnienia albo po prostu zmuszone były do podpisania odejścia za porozumieniem stron – dodała, nadmieniając, że próby spotkania z dyrekcją i wyjaśnienia sytuacji nie przyniosły skutku. – Do dnia dzisiejszego mimo pisania kilku pism i próśb nikt z dyrekcji obecnej nie chciał się z nami spotkać. Nie mamy po prostu żadnego kontaktu – ubolewała pielęgniarka.

Z jej relacji wynikało, iż szczególnie źle wygląda sytuacja oddziału dziecięcego, gdzie już dziś warunki hospitalizacji są dalekie od optymalnych, a pracownicy i rodzice nie mają żadnej pewności, co dalej.

– Mamy dużo zapytań, przede wszystkim mamy pytają, co będzie z dziećmi, gdzie będą przewożone, gdzie będą hospitalizowane i czy w ogóle będzie istniał oddział pediatryczny – mówiła.

Agnieszka Jawornik krytycznie oceniła też funkcjonowanie kardiologii, podając, że zyski z kontraktu w dużej części przejmuje zewnętrzna firma, podczas gdy ciężar kosztów organizacyjnych i osobowych ponosi szpital.

– Firma otrzymuje 65 proc. wynagrodzenia, natomiast na szpital idzie tylko 35 proc. A szpital musi zapewnić wynagrodzenia, media, leki, łóżka, pościel, środki czystościowe. Kto zyska na takiej umowie? – pytała.

Kolejnym ważnym głosem było wystąpienie przedstawicielki sanepidu, Joanny Kaczmarek, która poinformowała, że po otrzymaniu niepokojących wyników badań wody inspekcja wydała decyzję o natychmiastowym unieruchomieniu instalacji ciepłej wody użytkowej w nowej części szpitala.

– Otrzymaliśmy wyniki z Legionelli, które były na tyle niepokojące, że musieliśmy wydać natychmiastową decyzję unieruchamiającą urządzenia i instalację wodną wody ciepłej – stwierdziła.

Zwróciła też uwagę, że sanepid nie został poinformowany o szczegółach późniejszej reorganizacji pracy placówki.

Na pytanie przewodniczącej, czy pacjenci i personel są obecnie bezpieczni, odpowiedziała ostrożnie, zaznaczając, że trwa właśnie kontrola wykonania decyzji.

Po tych wystąpieniach przewodnicząca zapowiedziała zwołanie sesji nadzwyczajnej poświęconej wyłącznie szpitalowi, argumentując, że bez obecności dyrekcji prowadzenie dalszej polemiki nie ma sensu.

CZYTAJ DALEJ

Myszków

Gdyby zwierzęta mogły mówić, ten program wywołałby protesty. W Myszkowie rusza akcja-kastracja

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Freepik

Myszkowscy urzędnicy rozpoczęli wydawanie skierowań na bezpłatną sterylizację i kastrację psów oraz kotów. Program skierowany jest do właścicieli zwierząt z terenu miasta i będzie realizowany do momentu wyczerpania przeznaczonych na ten cel środków.

W ramach akcji miasto pokryje pełny zakres podstawowych usług weterynaryjnych związanych z zabiegiem. Obejmuje to wizytę kwalifikacyjną, samą sterylizację lub kastrację, opiekę pooperacyjną oraz wizytę kontrolną, podczas której przeprowadzane będzie badanie kliniczne i usuwane szwy.

– Ostateczną decyzję o możliwości wykonania zabiegu podejmuje lekarz weterynarii. W przypadku konieczności przeprowadzenia dodatkowych badań ich koszt ponosi właściciel zwierzęcia – informują urzędnicy.

Aby skorzystać z programu, należy osobiście zgłosić się do pokoju 58 w urzędzie miasta i odebrać skierowanie. Wymagane jest okazanie dowodu osobistego. Właściciele psów zobowiązani są również do przedstawienia aktualnego szczepienia przeciwko wściekliźnie.

– W ramach wizyty możliwe jest także zaczipowanie zwierzęcia – dodają pracownicy miejscowej administracji.

Wydane skierowania będą ważne do końca czerwca.

CZYTAJ DALEJ

NAJPOPULARNIEJSZE