Powiat częstochowski
Testy nie wykazały obecności wirusa. Wicewójt Konopisk i wójt Poczesnej wrócili do pracy
Po tym, jak okazało się, że obsługująca częstochowskie starostwo oraz samorządy Konopisk i Poczesnej radczyni prawna zarażona jest koronawirusem, spore grono osób musiało poddać się kwarantannie. Część czeka jeszcze na wyniki testu.
– Wszystko dobrze. Wynik testu, który otrzymałam w niedzielę jest ujemny – mówi mówi Iwona Lisek, zastępca wójta Konopisk. – Trzech naszych pracowników z urzędu gminy czeka jeszcze na wyniki badań. Czują się dobrze – dodaje.
W sumie kwarantannie podanych zostało dziesięciu podwładnych wójta Jerzego Żurka. Dwukrotnie więcej nazwisk osób mających kontakt z radczynią liczyła lista, którą wójt Poczesnej Krzysztof Ujma przekazał służbom sanitarnym.
– Później już do sanepidu należała decyzja kto objęty zostanie kwarantanną, a kto nadzorem epidemiologicznym – mówi wójt, którego wynik testu na obecność koronawirusa również dał wynik ujemny. – Są też dobre, częściowe wyniki pozostałych pracowników, którzy mieli bezpośredni kontakt z osobą zarażoną. Jednak nadal martwimy się o tych, którzy są na kwarantannie – podkreśla.
W miniony piątek po południe znane były też wyniki kierownictwa Starostwa Powiatowego w Częstochowie. U żadnej z przebadanych osób nie wykryto śladów patogenu.

Ogłoszenie płatne
Przyrów
Ogłoszenie Burmistrza Miasta i Gminy Przyrów
Koniecpol
Leżał przy drodze podczas mrozu. Szybka reakcja policjantów uratowała życie 53-latka
Do groźnej sytuacji doszło podczas jednego z patroli realizowanych przez dzielnicowych z komisariatu w Koniecpolu. W miniony wtorek sierż. szt. Krzysztof Kościański oraz sierż. szt. Michał Prokop, pełniąc służbę w miejscowości Łabędź przy ulicy Wspólnej, zauważyli leżącego przy drodze mężczyznę. Funkcjonariusze natychmiast podjęli interwencję, sprawdzając jego stan.
Jak się okazało, 53-letni mężczyzna był nieprzytomny i silnie wyziębiony. Policjanci niezwłocznie wezwali zespół ratownictwa medycznego oraz udzielili mu niezbędnej pomocy do czasu przyjazdu karetki. Decyzją ratowników mężczyzna został przetransportowany do szpitala.
Policja przypomina, że niskie temperatury mogą stanowić realne zagrożenie dla życia i zdrowia. W ostatnich dniach słupki rtęci spadają znacznie poniżej zera, co szczególnie naraża osoby doświadczające bezdomności, samotne, nieporadne życiowo oraz znajdujące się pod wpływem alkoholu.
– W takich warunkach wychłodzenie organizmu może nastąpić bardzo szybko i prowadzić do tragicznych konsekwencji. Szybka reakcja świadków i służb może zapobiec tragedii, szczególnie w okresie zimowych mrozów – uczulają funkcjonariusze z biura prasowego Komendy Miejskiej Policji w Częstochowie.
W sytuacjach zagrożenia nie należy pozostawać obojętnym. Wystarczy jeden telefon pod numer alarmowy 112, aby powiadomić odpowiednie służby.
Lelów
Szkoła w Podlesiu ma się zmienić nie do poznania. Umowa już podpisana
Budynek Szkoły Podstawowej w Podlesiu czeka gruntowna termomodernizacja. Gmina podpisała już umowę z wykonawcą.
Przedsięwzięcie obejmuje opracowanie dokumentacji projektowo-kosztorysowej oraz wykonanie robót budowlanych związanych z kompleksową termomodernizacją obiektu, w tym z wykorzystaniem odnawialnych źródeł energii.
– Celem inwestycji jest poprawa komfortu nauki i pracy, ograniczenie zużycia energii oraz zmniejszenie kosztów utrzymania budynku w dłuższej perspektywie – mówi wójt Renata Samek.
Projekt zakłada nie tylko prace budowlane, ale również działania edukacyjne i proekologiczne skierowane do najmłodszych mieszkańców gminy. W ramach zadania powstanie m.in. naukowy eko-plac zabaw, a także zostaną przeprowadzone warsztaty edukacyjne dla uczniów i przedszkolaków, promujące postawy prośrodowiskowe i świadomość ekologiczną.
Całkowita wartość projektu wynosi 1,62 mln zł, z czego 1,37 mln zł stanowi dofinansowanie pozyskane przez tutejszych urzędników. Pozostała część zostanie pokryta ze środków własnych samorządu.
Janów
Formalności oficjalnie zakończone. Janów rozpoczyna nowy etap rozwoju
Pod koniec stycznia w Warszawie, podczas posiedzenia Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego, odbyła się uroczystość o szczególnym znaczeniu dla mieszkańców Janowa. Wiceminister Tomasz Szymański wręczył burmistrzowi Edwardowi Moskalikowi akt nadania praw miejskich, formalnie potwierdzając uzyskanie przez Janów statusu miasta.
Nadanie praw miejskich stanowi zwieńczenie długotrwałych starań samorządu i mieszkańców oraz symbolicznie otwiera nowy rozdział w historii Janowa. Status miasta wiąże się z dodatkowymi możliwościami rozwojowymi, zarówno w sferze organizacyjnej, jak i inwestycyjnej.
– Ułatwia także planowanie przestrzenne, pozyskiwanie środków zewnętrznych oraz wzmacnia pozycję Janowa w relacjach między samorządami – zaznacza burmistrz Moskalik.
Przywrócenie praw miejskich ma również wymiar symboliczny. Podkreśla historyczną rolę Janowa i wzmacnia lokalną tożsamość mieszkańców. To moment, który łączy przeszłość z przyszłością, wskazując kierunek dalszego rozwoju miejscowości.
– Uzyskanie praw miejskich nie tylko zamyka ważny etap starań, ale także rozpoczyna okres nowych wyzwań i odpowiedzialności – dodaje włodarz.
W wydarzeniu uczestniczyły również przewodnicząca Rady Miejskiej w Janowie Małgorzata Grzywna oraz sekretarz miasta i gminy Iwona Boroń.
Koniecpol
Od Michałowa po Radoszewnicę. W planach na ten rok drogi, dokumentacje i walka o dotacje
W tegorocznym budżecie znaczące miejsce zajmują inwestycje infrastrukturalne, w tym zadania związane z modernizacją i rozbudową sieci drogowej. Koniecpolski samorząd zaplanował na ten cel część z ponad 32 mln zł przeznaczonych na wydatki majątkowe, łącząc realizację trwających już inwestycji z przygotowaniem dokumentacji dla kolejnych przedsięwzięć.
Wśród kluczowych zadań drogowych ujętych w tegorocznym budżecie znalazło się zakończenie przebudowy ulicy Szkolnej, a także kontynuacja prac na ulicach Wesołej, Willowej, Topolowej, Akacjowej, Bukowej i Brzozowej. Inwestycje te mają poprawić stan techniczny nawierzchni, bezpieczeństwo użytkowników dróg oraz komfort mieszkańców korzystających z lokalnej infrastruktury.
Budżet uwzględnia również realizację mniejszych, ale istotnych z punktu widzenia lokalnych społeczności zadań w ramach funduszu sołeckiego. Jednym z nich jest wykonanie chodnika w sołectwie Michałów, który ma zwiększyć bezpieczeństwo pieszych i uporządkować przestrzeń komunikacyjną w tej części gminy.
W planach samorządu znalazło się także zadanie dotyczące ulic Leśnej i Zielonej. Jego realizacja uzależniona jest jednak od pozyskania zewnętrznego wsparcia finansowego, w szczególności środków z Rządowego Funduszu Rozwoju Dróg. Jak podkreślają władze gminy, takie podejście pozwala racjonalnie zarządzać budżetem i maksymalnie wykorzystywać dostępne programy dofinansowań.
Równolegle gmina inwestuje w przygotowanie dokumentacji projektowej dla kolejnych zadań drogowych, które mogą być realizowane w następnych latach. Dotyczy to drogi transportu rolnego w Radoszewnicy, ulic Górnej, Nad Strugą i Robotniczej oraz drogi dojazdowej do działek gminnych przy ulicy Słowackiego.
– Opracowanie dokumentacji jest niezbędnym etapem, który umożliwi ubieganie się o środki zewnętrzne i sprawne rozpoczęcie robót w przyszłości – mówi burmistrz Ryszard Suliga.

Kruszyna
Rekultywacja czy tykająca bomba? Kulisy wyrobiska w Kruszynie wychodzą na jaw
Sprawa wyrobiska po byłej kopalni piasku w Kruszynie przez długi czas toczyła się poza szerszą debatą publiczną. Dopiero sygnały mieszkańców i interwencje kierowane do instytucji państwowych sprawiły, że to, co działo się na terenie formalnie przeznaczonym do rekultywacji, znalazło się pod lupą organów kontrolnych. Z dokumentów wynika, że kluczowe decyzje zapadły już w 2023 roku, a ich skutki, w połączeniu z brakiem reakcji samorządu, doprowadziły w minionym roku do wstrzymania działalności i uruchomienia szeregu procedur nadzorczych.
Podstawą prowadzonej działalności była decyzja marszałka województwa śląskiego z koncówki kwietnia 2023 roku. Zezwalała ona spółce Stone Investment Group na przetwarzanie odpadów poza instalacjami i urządzeniami, w ramach prac ziemnych na terenie wyrobiska w Kruszynie, w rejonie Kruszyna-Sadzawki przy ulicy Cegielnianej. Zezwolenie pozwalało na prowadzenie dwóch konkretnych procesów przetwarzania odpadów i dokładnie określało, jakie odpady mogą być przyjmowane oraz w jakiej ilości – maksymalnie do 250 tysięcy ton rocznie.
Jeden z nich dotyczył odzysku substancji organicznych, a kolejny – odzysku innych materiałów nieorganicznych, takich jak grunty czy kruszywa. W kontekście wyrobiska oznacza to możliwość wykorzystania określonych, bezpiecznych środowiskowo materiałów do wypełniania i modelowania terenu, ale tylko wtedy, gdy spełniają one normy i odpowiadają technologii opisanej w decyzji. Każdy dopuszczony odpad został opisany konkretnym kodem, który jednoznacznie definiuje jego skład i właściwości.
Już na etapie wydawania tej decyzji pojawił się istotny wątek planistyczny. Marszałek zwrócił się do gminy o zajęcie stanowiska w sprawie zgodności planowanej działalności z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego. Urzędnicy nie udzielili odpowiedzi. Brak stanowiska samorządu oznaczał, że decyzja władz wojewódzkich została wydana bez jednoznacznego odniesienia do zapisów planu miejscowego.
Z obowiązującego MPZP wynika, że teren wyrobiska to obszar prowadzenia eksploatacji surowców mineralnych w granicach terenów górniczych, a strategia rozwoju gminy przewidywała późniejszą rekultywację poeksploatacyjną, a nie trwałą działalność odpadową.
Dopuszczony w decyzji limit 250 tysięcy ton odpadów rocznie w praktyce oznaczał działalność o bardzo dużej skali. Przyjmując standardowy transport ciężarowy, to około 10 tysięcy kursów samochodów ciężarowych w ciągu roku. Taki zakres prac coraz wyraźniej odbiegał od potocznego rozumienia rekultywacji i zaczął budzić niepokój mieszkańców Kruszyny, którzy obserwowali intensywny ruch pojazdów oraz deponowanie dużych ilości materiałów w wyrobisku.
W 2025 roku do instytucji państwowych zaczęły trafiać zgłoszenia mieszkańców. Z inicjatywy byłego sołtysa oraz radnego sołectwa Bogusławice Henryka Kowalskiego zostały zebrane podpisy mieszkańców gminy do poseł Lidii Burzyńskiej z prośbą o interwencję w tej sprawie. Ta dotyczyła sposobu prowadzenia rekultywacji i potencjalnych zagrożeń dla środowiska, w tym dla ujęcia wody pitnej. Naciski spowodowały reakcję i w odpowiedzi Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Katowicach wszczął postępowanie i przeprowadził kontrolę. Trwała ona ponad dwa miesiące i objęła całą działalność prowadzoną na terenie wyrobiska.
Ustalenia okazały się poważne. W protokole sporządzonym 7 listopada ubiegłego roku WIOŚ wskazał na naruszenia warunków decyzji z 2023 roku. Stwierdzono przyjmowanie odpadów nieobjętych zezwoleniem, w tym rozdrobnionych tworzyw sztucznych i gumy, odpadów komunalnych, nieprawidłowości w prowadzeniu ewidencji odpadów oraz realizację wcześniejszych zaleceń pokontrolnych w sposób niezgodny ze stanem faktycznym. Inspektorzy zwrócili także uwagę na sposób ich deponowania – bezpośrednio na gruncie, bez odpowiednich zabezpieczeń.
Kluczowe znaczenie miały wyniki badań laboratoryjnych wykonanych przez Centralne Laboratorium Badawcze GIOŚ. W próbkach gleby pobranych z terenu wyrobiska stwierdzono przekroczenia dopuszczalnych zawartości ołowiu i cynku. Badania odpadów wykazały z kolei wysoką zawartość metali ciężkich, w szczególności ołowiu, cynku, miedzi i niklu oraz ich znaczną wymywalność – co, przy braku izolacji, inspekcja powiązała z ryzykiem zanieczyszczenia środowiska gruntowo-wodnego.
Na podstawie tych ustaleń Śląski Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska wydał decyzję o wstrzymaniu działalności polegającej na przetwarzaniu odpadów na terenie wyrobiska. Wstrzymanie objęło m.in. przetwarzanie żużli granulowanych z pieców szybowych i obrotowych, a miało obowiązywać do czasu usunięcia stwierdzonych nieprawidłowości.
Decyzji tej towarzyszyła lawina dalszych działań. WIOŚ nałożył mandaty karne, przekazał sprawę do wydziału prawnego w celu wymierzenia administracyjnych kar pieniężnych i zawiadomił Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Katowicach o możliwości wystąpienia szkody w środowisku. Wystąpił także do marszałka województwa śląskiego o rozważenie cofnięcia zezwolenia z 2023 roku. Sprawa trafiła również do prokuratury i policji, a do Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska skierowano wniosek o wykonanie mapowania fotogrametrycznego terenu wyrobiska.
Istotnym elementem korespondencji było także wystąpienie WIOŚ do wójt Joanny Zasępy. Inspekcja wskazała w nim wprost, że gmina, jako organ właściwy w zakresie ładu przestrzennego i stosowania przepisów ustawy o odpadach, powinna podjąć działania zmierzające do usunięcia odpadów z miejsca nieprzeznaczonego do ich składowania lub magazynowania oraz wykorzystać swoje kompetencje do egzekwowania zgodności prowadzonej działalności z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego. Miejscowi urzędnicy musieli zatem pilnie wdrożyć odpowiednie instrumenty.
Z informacji, do których dotarliśmy wynika, że pismo z WIOŚ wpłynęło do gminy 17 listopada. 20 listopada wójt Zasępa skierowała do urzędu marszałkowskiego pierwsze pismo, w którym zwróciła się o natychmiastowe cofnięcie pozwolenia na dalszą działalność prowadzoną na terenie wyrobiska. Wystąpienie to było bezpośrednią reakcją na ustalenia kontroli WIOŚ.

Równolegle w samorządzie wdrożono odrębne procedury. 1 grudnia 2025 roku sporządzono protokół potwierdzający otrzymanie wyników badań. Jak z niego wynikało, pobrany do analizy odpad nie powinien trafić na teren wyrobiska ze względu na zawartość tworzyw sztucznych. W związku z tym, jednak dopiero 31 grudnia 2025 roku, gmina wszczęła postępowanie administracyjne w sprawie wydania nakazu usunięcia odpadów stwierdzonych podczas kontroli. Postępowanie dotyczyło m.in. tworzyw sztucznych, metali, szkła, fragmentów gumy oraz tekstyliów, w tym filcu.
Tego samego dnia strony postępowania zostały zawiadomione o planowanych oględzinach terenu wyrobiska. Te z kolei przeprowadzono 22 stycznia. Dzień później, do stron skierowano zawiadomienie o zebraniu materiału dowodowego niezbędnego do wydania decyzji administracyjnej nakazującej usunięcie odpadów.
Istotnym elementem sprawy okazały się także ustalenia dotyczące żużli granulowanych pochodzących z pieców szybowych oraz obrotowych. Jak wykazała kontrola WIOŚ oraz przeprowadzone badania, zdeponowane w Kruszynie odpady nie spełniają norm wymaganych dla tego rodzaju materiału. Jak podnosi samorząd, organem właściwym do wydania decyzji o nakazie ich usunięcia poza instalacjami nie jest gmina, lecz marszałek województwa.
W związku z wykrytymi nieprawidłowościami wójt Kruszyny ponownie wystąpiła do urzędu marszałkowskiego z wnioskiem o natychmiastowe cofnięcie pozwolenia na dalszą działalność prowadzoną na terenie wyrobiska. Pismo w tej sprawie zostało skierowane 5 stycznia. 20 stycznia do urzędu gminy wpłynęła odpowiedź. Poinformowano w niej, że zgromadzona dokumentacja jest obecnie analizowana pod kątem podjęcia ewentualnych dalszych działań administracyjnych.
Co istotne dla mieszkańców? Równolegle nadzór nad jakością wody sprawował Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Częstochowie. Sanepid poinformował, że ujęcie wody w Kruszynie pozostaje pod stałym monitoringiem i w badanym okresie nie stwierdzono przekroczeń parametrów jakościowych. Jednocześnie zwrócono uwagę, że prowadzone prace rekultywacyjne mogą w przyszłości wymagać rozszerzenia zakresu badań, zwłaszcza w kontekście warunków hydrogeologicznych terenu wyrobiska. Co to oznacza? Jakość wody pitnej pozostaje pod nadzorem i nie stwierdzono przekroczeń, ale pojawia się zastrzeżenie o braku pełnej wiedzy o warunkach hydrogeologicznych i możliwość rozszerzenia badań.
Dla mieszkańców Kruszyny sprawa ma wymiar bardzo konkretny. Dotyczy bezpieczeństwa środowiska, wód podziemnych i wiarygodności instytucji publicznych.
Zgromadzone dokumenty układają się w spójną, ale głęboko niepokojącą sekwencję zdarzeń. Decyzja administracyjna z 2023 roku, wydana przy braku stanowiska gminy w sprawie zgodności planowanej działalności z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, otworzyła drogę do działalności odpadowej o skali dalece wykraczającej poza pojęcie rekultywacji. Milczenie samorządu stało się w praktyce elementem procedury, który umożliwił dalsze kroki administracyjne na szczeblu wojewódzkim. Dopiero społeczny sprzeciw spowodował reakcje instytucji państwowych.
– Pozostaje pytanie, którego do tej pory nikt publicznie nie postawił – kto w urzędzie gminy był odpowiedzialny za brak odpowiedzi na zapytanie marszałka i czy ta milcząca zgoda nie miała realnego wpływu na wydanie decyzji z kwietnia 2023 roku? A jeśli tak – czy w gminie nie powinno zostać wszczęte postępowanie kontrolne w sprawie możliwego zaniechania obowiązków służbowych? – komentuje sytuację radny Paweł Łapeta. – Dla mieszkańców sprawa nie kończy się na toczących się analizach środowiskowych. Dotyczy ona fundamentalnej kwestii odpowiedzialności administracji publicznej. Brak reakcji zrodził skutki, z którymi lokalna społeczność będzie musiała mierzyć się latami. Pytanie, które dziś pozostaje otwarte, brzmi, czy i w jaki sposób wójt Zasępa wykorzysta swoje kompetencje? – dodaje.
Kruszyna
Upadek, nagłe osłabienie, brak telefonu? W Kruszynie włączają system bezpieczeństwa dla seniorów
Mieszkańcy gminy Kruszyna mający powyżej 60 lat mogą skorzystać z bezpłatnego programu teleopieki, którego celem jest zwiększenie bezpieczeństwa i poczucia samodzielności osób starszych. Zgłoszenia do udziału w projekcie przyjmowane są do jutra.
Program polega na wyposażeniu uczestników w specjalne opaski bezpieczeństwa noszone na nadgarstku. Urządzenia umożliwiają stały monitoring wybranych parametrów życiowych oraz szybkie wezwanie pomocy w sytuacjach zagrożenia, niezależnie od miejsca i pory dnia.
– Opaski posiadają m.in. funkcję pomiaru tętna i saturacji, lokalizator GPS, przycisk alarmowy SOS oraz czujnik wykrywający upadek – informują miejscowi urzędnicy.
Jak przekonują, to rozwiązanie stanowi istotne wsparcie zarówno dla samych seniorów, jak i ich rodzin, dając możliwość szybkiej reakcji w nagłych przypadkach zdrowotnych.
– Teleopieka pozwala osobom starszym dłużej zachować niezależność, a jednocześnie zwiększa poziom ich bezpieczeństwa w codziennym funkcjonowaniu – słychać w urzędzie.
Realizacja programu jest możliwa dzięki dofinansowania z rządowego programu „Korpus Wsparcia Seniorów”. Udział w projekcie jest całkowicie bezpłatny, a uczestnicy nie ponoszą żadnych kosztów związanych z korzystaniem z opasek ani obsługą systemu.
Szczegółowe informacje oraz zgłoszenia do programu przyjmuje Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej w Kruszynie przy ulicy Kmicica.
– Zainteresowani mogą dokonać zgłoszenia osobiście w pokoju nr 9 lub telefonicznie pod numerem telefonu 34 387 29 87 – dodają pracownicy GOPS-u.

Janów
Burmistrz Edward Moskalik: Nie ma gwarancji sukcesu, pieniądze nie są przyznawane z automatu
Końcówka minionego roku i początek nowego przyniosły Janowowi wydarzenie o dużym znaczeniu – przywrócenie praw miejskich. W rozmowie z burmistrzem Edwardem Moskalikiem wracamy do tego, co było w tym procesie najważniejsze, ale też do spraw bardziej przyziemnych, jak inwestycje wodno-kanalizacyjne, problemy z nierzetelnymi wykonawcami, zakupami w ramach programu ochrony ludności oraz planów na 2026 rok.
Jak się pan czuje po przesiadce z fotela wójta na fotel burmistrza?
W moim samopoczuciu i poważnym podejściu do pełnionej funkcji nic się nie zmieniło. Natomiast poczucie dumy jest duże. Cieszymy się, że udało się doprowadzić do restytucji praw miejskich. To było dla nas przede wszystkim uzyskanie sprawiedliwości historycznej.
Co było najważniejszym argumentem za tym, by Janów znów stał się miastem?
Prawa miejskie zostały odebrane mieszkańcom po powstaniu styczniowym, w ramach represji. To nie była neutralna decyzja administracyjna, tylko element odwetu, za czynny udział w powstaniu. Car wymordował mieszkańców, spalił miejscowość, co później popchnęło niestety Janów w upadek gospodarczy. Dla mnie to było domknięcie historii i symboliczny zwrot tego, co zostało nam zabrane.
Pojawiają się też głosy, że status miasta daje realne możliwości rozwoju. Zwłaszcza pod kątem konkursów i środków zewnętrznych. Jak pan to widzi?
Możliwości będą, choć trzeba uczciwie powiedzieć, że część środków została w ostatnim czasie przesunięta na działania obronne i bezpieczeństwo państwa. Z drugiej strony dziś mamy „podwójne walory” – możemy sięgać zarówno po instrumenty przeznaczone dla obszarów wiejskich, jak i dla miast. Daje to większą elastyczność, ale nie jest jeszcze gwarancją sukcesu. Konkurencja o pieniądze jest duża, nie są one przyznawane z automatu. Całą pracę związaną z opracowaniami dokumentacji, wnioskami itd. i tak rzetelnie musimy wykonać, by te środki zdobyć. Powiem szczerze, że udaje się nam pozyskiwać dużo środków zewnętrznych, ale zanim one ostatecznie są wydane, to pracy po drodze jest niezwykle dużo. Czasami mam wrażenie, że brakuje nam już rąk do pracy.
Z zewnątrz widać, że w Janowie sporo się dzieje w zakresie inwestycji. Jakby pan podsumował ostatni rok pod tym kątem?
Mamy za sobą kilka ważnych zadań, które udało nam się dokończyć i kilka strategicznych nadal w toku. Dużym sukcesem było zakończenie inwestycji w Lusławicach. Mam tu na myśli salę gimnastyczną i dwuoddziałowe przedszkole przy szkole. Bardzo się z tego cieszymy, bo mieliśmy olbrzymie problemy z pierwszym wykonawcą inwestycji. Trzeba było zmienić firmę, ale drugi wykonawca wywiązał się prawidłowo z tego zadania. Dzieci w tym roku szkolnym już korzystają z sali, a my przy okazji zyskaliśmy możliwość przemodelowania układu klas. To jest druga pod kątem liczebności szkoła w naszej gminie, tam naprawdę brakowało już miejsca dla dzieci.
W ubiegłym roku zdobyliście duże środki z KPO na kanalizację. Czy to już udało się zrealizować?
Tak, pozyskaliśmy ponad 5 mln zł. Te środki przeznaczyliśmy na inwestycje wodno-kanalizacyjne, bo była taka możliwość. Rozbudowaliśmy sieć kanalizacji sanitarnej w Janowie i Złotym Potoku oraz sieć wodociągową w Złotym Potoku. Kluczowa była modernizacja ujęcia wody w tej miejscowości. To obiekt, który pochodzi jeszcze z lat 50. ubiegłego wieku, bez współczesnej dokumentacji projektowej, z betonowymi zbiornikami, które nie były odnawiane. Udało się te zbiorniki oczyścić, uszczelnić i odnowić, wymienić armaturę na stal nierdzewną, dobudować zestaw hydroforowy, który poprawił ciśnienie w sieci. To jest ujęcie strategiczne, bo zasila nie tylko Złoty Potok, ale także Janów i Ponik, czyli prawie połowę mieszkańców gminy. Dodatkowo – również w kontekście obronności i sytuacji kryzysowych – doposażyliśmy tę infrastrukturę w agregaty prądotwórcze. Chodzi o to, żeby nawet przy braku prądu zapewnić ciągłość dostaw wody. To są już poważne urządzenia, rzędu kilkudziesięciu kilowatów.
Właśnie. Przed końcem roku gmina informowała o dużych zakupach w ramach programu ochrony ludności. Co konkretnie trafiło do gminy?
Zakupiliśmy m.in. koparko-ładowarkę, ciągnik, kilka typów przyczep: do przewozu wody, niskopodwoziową, kontenerową, a także ładowarkę teleskopową oraz wyposażenie dodatkowe – pługi do odśnieżania, posypywarkę, piły, zbiorniki na wodę pitną, nagrzewnice, osuszacze, worki i plandeki, namioty pneumatyczne. Do tego 13 agregatów – docelowo pod każde ujęcie wody – i będziemy je sukcesywnie doposażać w automatykę, żeby uruchamiały się bez zwłoki w razie awarii. Łącznie z tego działania pozyskaliśmy na zakupy blisko 3,5 mln zł.
A jak idzie budowa magazynu?
Tu mamy problem. Mieliśmy środki – około 1,75 mln zł – i bardzo krótki termin realizacji, około dwóch miesięcy. Zależało nam na rzetelnym wykonawcy, ale w praktyce wyglądało to inaczej, pomimo tego, że spółkę, która zaproponowała najkorzystniejszą cenę i wygrała przetarg, w ramach naszych możliwości, mocno sprawdziliśmy. Podpisaliśmy umowę, firma weszła na budowę i następnie oparła się na podwykonawcach, pojawił się problem z materiałami i rozliczeniami. Wykonawca nie płacił w pełni za materiały, co zatrzymało roboty. Wzywaliśmy do kontynuacji prac, ale w praktyce budowa stanęła. Musieliśmy odstąpić od umowy i w efekcie straciliśmy to dofinansowanie. Pieniądze wróciły do wojewody.
Co dalej w tej sprawie?
Naliczyliśmy kary umowne i prowadzimy działania zmierzające do odzyskania części środków z gwarancji należytego wykonania. Sprawa jest w toku. Zrobiliśmy inwentaryzację i przygotowujemy się do kolejnego postępowania. Będziemy też aplikować o ponowne przyznanie środków, bo nie była to sytuacja zawiniona przez gminę.
Podobne doświadczenia z nierzetelnymi wykonawcami samorząd miał już wcześniej przy innych, dużo większych inwestycjach.
Niestety, to problem, który co jakiś czas wraca. Wspomniałem już o inwestycji w Lusławicach, a ponadto jest jeszcze niedokończona hala sportowa w Janowie. To największa gminna inwestycja w ostatnich latach. Pierwszy wykonawca narobił dużego bałaganu w dokumentacji, nie byli pozgłaszani podwykonawcy, a wręcz twierdzono, że wszystko jest robione własnymi siłami. Okazało się, że jest inaczej. W tym przypadku zaawansowanie prac wynosiło już ponad 75 proc. Przy tak dużej inwestycji musieliśmy wykonać ogromną inwentaryzację. Zajmuje ona, proszę mi wierzyć, kilka tysięcy stron dokumentów. Dlatego to trwało tak długo. A po drodze były jeszcze postępowania przetargowe, w których wykonawcy wygrywali, a potem odmawiali podpisania umowy. To wydłużyło wszystko. Obecnie, z początkiem stycznia, w końcu udało się nam podpisać umowę na dokończenie robót i liczę, że tym razem już kolejnych problemów nie będzie i za kilka miesięcy będziemy mogli udostępnić nową przestrzeń mieszkańcom.

Przejdźmy do planów. Co w rozwoju gminy jest najważniejsze w 2026 roku?
W budżecie mamy zaplanowanych około 34 mln zł na inwestycje, z czego ponad 19 mln zł to zewnętrze dofinansowania. Najważniejsze zadania to wspomniane dokończenie hali sportowej w Janowie, termomodernizacje trzech szkół – w Lgoczance, Piasku i Lusławicach – a także termomodernizacje świetlic w Zagórzu i Lipniku czy budynku byłego przedszkola w Złotym Potoku. Chcemy też realizować projekty związane z przestrzenią publiczną i rodzinami. Mam tu na myśli budowę nowych lub doposażenie placów zabaw, m.in. przy świetlicy w Zagórzu, w Pabianicach, przy szkole w Piasku i przy żłobku w Janowie. Planujemy również budowę toalety publicznej w kompleksie przy stawie „Amerykan” w Złotym Potoku, w rejonie parkingu. Zaplanowaliśmy także przebudowę wodociągu na placu Grunwaldzkim i ulicy Częstochowskiej, budowę stacji uzdatniania ścieków ze stacją zlewną przy oczyszczalni ścieków, jak również uruchomienie awaryjnego ujęcia wody w Janowie.
Sporo w ostatnich latach inwestowaliście w drogi. Skończył się tzw. „Polski Ład” czy Rządowy Fundusz Inwestycji Lokalnych, został niemal wyłącznie Rządowy Fundusz Rozwoju Dróg i Fundusz Ochrony Gruntów Rolnych. Jak wygląda obecnie pozyskiwanie wsparcia na zadania drogowe?
Tak, źródła dofinansowań na drogi gminne są dziś w praktyce dwa. Te, o których pan wspomniał. W ubiegłym roku dostaliśmy dofinansowanie na remont drogi w Lgoczance, ale nie dostaliśmy środków na przebudowy. Mamy przykład drogi leśnej, która ma spiąć Okrąglik ze Śmiertnym Dębem i domknąć wieloetapową inwestycję realizowaną przez ostatnich pięć lat, od drogi krajowej w Janowie do samego Żurawia. Punktacja w RFRD jest jednak tak skonstruowana, że premiuje elementy typowo miejskie, jak przejścia dla pieszych, chodniki, doświetlenia. A jak to wpisać na odcinku przez las, przy rozległej gminie, gdzie ponad połowa powierzchni to lasy? Rozmawiałem o tym z wojewodą i opisaliśmy wnioskiem czynnik społeczny oraz znaczenie tego połączenia dla lokalnej społeczności. Brakuje nam już niespełna kilometra, żeby zamknąć cały ciąg. Ponadto chcemy wykonać budowę ścieżki rowerowej na odcinku Piasek – Janów, przebudowę drogi gminnej Bystrzanowice Dwór – Góry Gorzkowskie oraz drogi do transportu rolnego w relacji Lusławice – Kolonia. Pozyskać pieniądze nie będzie łatwo, niemniej liczymy, że się nam to uda.
Na jednej z sesji mocno wybrzmiał temat demografii i oświaty. Jak wygląda sytuacja w Janowie?
Sytuacja jest poważna. Urodzeń jest mniej niż zgonów – jak w większości gmin. Mamy dodatnią migrację, więcej osób się przeprowadza niż wyprowadza, ale to nie bilansuje ubytku naturalnego. Prognozy pokazują, że dzieci będzie jeszcze mniej. Dlatego mocno pracujemy nad zmianą planu miejscowego. Przekształcamy tereny pod budownictwo, chcemy zwiększyć podaż działek i w konsekwencji obniżać presję cenową. To ma służyć i przyciąganiu nowych mieszkańców, i temu, by nasze rodziny mogły zatrzymać młodych na miejscu i tutaj się rozwijać i mieszkać.
A koszty szkół?
Dokładamy sporo. Subwencja jest w okolicach 11 mln zł, a wydatki na szkoły to około 20 mln zł. Mechanizm jest prosty. Subwencja „idzie” za dzieckiem. Pensja nauczyciela przy pięciu czy przy piętnastu uczniach w klasie kosztuje podobnie, ale subwencja jest już zupełnie inna. W mniejszych szkołach klasy nie są pełne – bywają po kilkanaście osób, czasem mniej. To nie jest kwestia złej woli czy organizacji, tylko realnej demografii.
Na koniec, co dziś jest dla pana największym wyzwaniem?
Zrobić to, co zaplanowane, mimo ograniczeń systemowych i trudności rynkowych. Bo w samorządzie sukces to nie tylko pozyskanie środków. Trzeba przygotować dokumentację, wygrać konkurs, przeprowadzić postępowania, zrealizować inwestycję i ją rozliczyć. A kiedy na końcu pojawia się nierzetelny wykonawca, ręce czasami naprawdę opadają – bo tracimy czas, energię i czasem dofinansowanie. Mimo tego nie odpuszczamy, bo te inwestycje są mieszkańcom bardzo potrzebne.
Dziękuję za rozmowę.
Poczesna
Poezja oporu zamiast polityki. Jak Poczesna walczy o swoje… rymem częstochowskim
Emocje związane z zakusami prezydenta Krzysztofa Matyjaszczyka na pocześniańskie areały buzują już tak mocno, iż radni z Poczesnej sięgnęli po broń najcięższego kalibru – wiersz z rymem częstochowskim. Tak oto w sporze o granice administracyjne, zamiast map i paragrafów, na scenę wkroczyła poezja obywatelska. Z pazurem i z jajem. Dosłownie.
W czwartej linijce manifestu opublikowanego w niedzielny poranek na facebookowym profilu Radnych Mieszkańców Gminy Poczesna pojawia się zdanie, które ma szansę przejść do historii lokalnej literatury oporu – „Oddać jaj nie chcemy!”.
I choć zapewne chodziło o słowo „jej”, czyli ziemię ojców, literówka zrobiła swoje. Zamiast sporu o hektary pojawił się spór o drób symboliczny. Zamiast debaty o planach zagospodarowania – obrona końcowego efektu pracy tutejszych kur niosek.
Dalej jest już tylko lepiej. Poezja płynie szerokim strumieniem troski, dumy i słusznego oburzenia. Są dziady i pradziady, jest ziemia uprawiana z sercem, jest apel do częstochowskiej władzy, żeby się opamiętała i nie zabierała tego, co cudze. Jest też delikatna sugestia, że owszem – każdy chce się powiększać, ale bez zagarniania obcych ziem.
Całość kończy się wezwaniem do refleksji, zmiany planów i zachowania umiaru. Czytając ten utwór, trudno oprzeć się wrażeniu, że radni z Poczesnej odkryli właśnie nowy nurt literacki w polityce lokalnej – lirykę graniczną. Taką, która zamiast pieczątek używa rymów, a zamiast analiz prawnych – metafor rodem z gospodarstwa domowego i okolicznej fermy drobiu.
I choć literówka w czwartej linijce zapewne była dziełem przypadku, to właśnie ona nadała całości sens głębszy, niemal symboliczny. Bo dziś już mało kto pyta, czy Częstochowa powinna przejąć część gminy Poczesna. Dziś pytanie brzmi czy ktoś w tej gminie w ogóle „ma jaja”, żeby się temu realnie przeciwstawić?
Radni – jak widać – próbują. Rymem, metaforą, publicznym gestem. Poezją, bo w politycznej próżni poezja bywa ostatnim narzędziem sprzeciwu. Gorzej, że w tym całym jajecznym zrywie dramatycznie brakuje jednego elementu – władzy wykonawczej z kręgosłupem. Bo „mieć jaja” w przenośni nie oznacza przecież wieszać banerów ani pisać wierszy. Oznacza brać odpowiedzialność, stawiać twarde veto, lobbować, zwierać szeregi, szukać sojuszników, walić pięścią w stół, uruchamiać procedury, mówić głośne „nie!”.
Tymczasem w opinii miejscowych samorządowców, którzy co chwilę w mediach społecznościowych zagrzewają wójta Artura Sosnę do dynamicznego działania w kontekście zaistniałego problemu, włodarz Poczesnej zachowuje się jakby sprawa dotyczyła sąsiedzkiego płotu, a nie realnego uszczuplenia gminnych zasobów. Cicho, ostrożnie, bezkonfliktowo i najlepiej ustami swojego zastępcy. Jakby liczył, że temat sam się wykluje albo ktoś inny załatwi sprawę za niego. A jaja – te metaforyczne – leżą gdzieś obok, szczelnie zamknięte, być może w lodówce albo, co gorsza, w bezpośrednim sąsiedztwie gorącego kaloryfera.
I w tym miejscu paradoks tej historii staje się boleśnie oczywisty. Radni, twierdząc, że nie mają realnej mocy sprawczej, krzyczą wierszem „Oddać jaj nie chcemy!”. A wójt, który tę moc teoretycznie ma, milczy wtedy, gdy właśnie jego przysłowiowe „jaja” byłyby najbardziej potrzebne.
Może więc literówka nie była pomyłką. Może to nie lapsus, tylko nieświadoma diagnoza sytuacji. Bo lokalna społeczność swojej ziemi rzeczywiście nie chce oddać. Tylko, że bez stanowczego sprzeciwu, bez politycznej odwagi i bez realnych działań… może się okazać, że odda nie tylko teren, lecz także coś znacznie ważniejszego – resztki sprawczości i powagę samorządu.
A poezja? Poezja zostanie. Jako zapis czasu, w którym radni „mieli jaja” przynajmniej w tekście, a tutejsza władza niestety tylko w teorii. Gdyby więc podsumować istotę rzeczy jednym zdaniem, najlepiej zrobiłby to Józef Piłsudski. Bez rymów, bez metafor i bez literówek, za to ze swoim słynnym stwierdzeniem „Wam kury szczać prowadzać, a nie politykę robić”. Bo poezja poezją, jaja jajami, ale granice gmin rysuje się jednak nie wierszem, tylko śmiałą wizją, konkretnymi decyzjami, stalową determinacją i konsekwentnym działaniem.

Rędziny
Wdzięczność na ścianie, wstyd w pakiecie. Miał być splendor, a wyszedł kabaret
Są w życiu gminy chwile podniosłe, są też pouczające, a czasem trafia się moment, który jednocześnie bawi, żenuje i boleśnie obnaża brak wyczucia sytuacji. Otwarcie nowej sali gimnastycznej w gminie Rędziny miało być świętem lokalnej wspólnoty. Zamiast tego stało się lekcją tego jak nie dziękować władzy i jak nie robić sobie pomnika za życia.
Na ścianie nowej sali zawisła tablica pamiątkowa, będąca wyrazem wdzięczności wobec wójta Adama Jarugi. Podziękowania są wymowne, oficjalne i – jak zapewnia dyrektor szkoły Beata Pruban – ufundowane z prywatnych środków nauczycieli i „niektórych mieszkańców Konina”. Prywatnych, czyli takich, które magicznie znalazły się w publicznej szkole, na publicznej ścianie, w publicznej instytucji. Ot, drobny szczegół, ale prawdziwa bomba nie wybuchła od razu.
Eksplodowała wtedy, gdy okazało się, że na tablicy zrobiono błąd w nazwisku patronki szkoły. Maria Konopnicka została bowiem ochrzczona nową wersją językową: „Konpnicka”. Bez „o” i chyba bez sprawdzenia poprawnej pisowni przed wysłaniem zlecenia do wykonawcy tablicy.
Trudno o bardziej symboliczny obraz tej sytuacji. Patronka szkoły – ikona polskiej literatury – została okaleczona ortograficznie, ale za to wójt został uhonorowany bez najmniejszego skrępowania. Literówka w nazwisku Konopnickiej nie rzuciła się nikomu w oczy. Ani pedagogom, dyrekcji czy organizatorom, ani – co szczególnie wymowne – samemu Adamowi Jarudze, nomen omen historykowi z doktoratem i jednocześnie byłemu nauczycielowi.
I tu dochodzimy do sedna sprawy. Wójt Rędzin wiedział przecież, że powstaje tablica z podziękowaniami dla niego. I w tym momencie – w świecie, w którym samorząd traktuje się poważnie – włodarz powinien był zrobić jedną, prostą i elegancką rzecz. Powiedzieć „nie, dziękuję” i poprosić o rezygnację z tego groteskowego pomysłu, zatrzymując spiralę nadgorliwej wdzięczności. Uciąć temat i uratować szkołę przed kompromitacją, jej patronkę przed literówką, a samego siebie przed śmiesznością.
Nie zrobił tego. Efekt? Na ścianie szkoły zawisła tablica, która jednocześnie gloryfikuje jednego wójta, a mało dyplomatycznie – bez klasy i zwykłej przyzwoitości – pomija byłego włodarza oraz całą poprzednią radę gminy, którzy faktycznie wystarali się o tę inwestycję. Dodatkowo wystawia wszystkich na blamaż poprzez elementarny błąd w nazwisku patronki placówki.
A dyrektor szkoły dowiaduje się o tym… od dziennikarza. Po uroczystości, po brawach i po publikacji zdjęć w oficjalnych kanałach komunikacyjnych miejscowego samorządu.
– Nie zauważyłam – można było usłyszeć w rozmowie z dyrektor Beatą Pruban. – I co w związku z tym? – zapytała chwilę później.
W związku z tym mamy podręcznikowy przykład samorządowego braku refleksji, w którym wdzięczność wobec władzy okazuje się ważniejsza niż szacunek dla historii, patronów i zwykłej przyzwoitości. W którym nikt nie zadaje sobie pytania, czy to wypada? W którym wójt przyjmuje hołd, ale nie bierze odpowiedzialności za jego formę.
Bo prawda jest brutalnie prosta. Jeśli na ścianie szkoły wiesza się tablicę z nazwiskiem wójta Jarugi, a jednocześnie robi się błąd w nazwisku Marii Konopnickiej – to nie jest sukces, a sygnał alarmowy. I nie dla szkoły, ale dla lokalnej władzy. Sala gimnastyczna ma służyć do ćwiczeń. Tablice pamiątkowe – do pamięci, a samorząd – do zachowania elementarnego taktu. Tego ostatniego, niestety, w tej historii zabrakło najbardziej.

Lelów
To będą ważne tygodnie dla strażaków. Jak wygląda harmonogram zebrań sprawozdawczo-wyborczych?
W ochotniczych strażach pożarnych z terenu gminy rozpoczyna się kampania sprawozdawczo-wyborcza. To ważny okres w życiu każdej jednostki, podczas którego druhny i druhowie podsumują działalność minionej kadencji, ocenią pracę ustępujących zarządów, podejmą decyzje absolutoryjne oraz wybiorą nowe władze na kolejne lata.
Walne zebrania sprawozdawczo-wyborcze stanowią nie tylko formalny obowiązek statutowy, ale także istotną przestrzeń do rozmów o bieżących problemach, planach rozwoju oraz przyszłości ochotniczego pożarnictwa w gminie. To moment, w którym omawiane są zarówno kwestie organizacyjne, jak i potrzeby sprzętowe, szkoleniowe czy inwestycyjne poszczególnych jednostek.
Pierwsze zebranie odbędzie się 31 stycznia w Podlesiu. Spotkanie będzie miało miejsce w tamtejszej świetlicy wiejskiej. Kolejne zebrania zaplanowano w lutym i marcu. W Drochlinie druhowie spotkają się 8 lutego w remizie OSP, natomiast w Lgocie Błotnej zebranie odbędzie się 21 lutego w świetlicy.
W marcu kampania sprawozdawczo-wyborcza obejmie kolejne jednostki. 8 marca obradować będą druhowie z OSP Staromieście, a 14 marca ochotnicy z OSP Biała Wielka. Następnie 21 marca spotkają się druhowie z OSP Lelów II, a 27 marca zaplanowano zebranie w OSP Nakło.
Końcówka marca przyniesie dwa ostatnie zebrania. 28 marca będą miały miejsce walne w remizie OSP Lelów I, a także w Ślęzanach. W tym drugim przypadku na miejsce wybrano budynek tamtejszej szkoły podstawowej.
Organizatorzy zachęcają wszystkich członków ochotniczych straży pożarnych do aktywnego udziału w e wspomnianych zebraniach.
– Frekwencja i zaangażowanie druhen i druhów mają bezpośredni wpływ na kształtowanie kierunków rozwoju jednostek oraz podejmowanie decyzji istotnych dla bezpieczeństwa mieszkańców i funkcjonowania lokalnych struktur ratowniczych – podkreślają.
Konopiska
Przyszedł na śniadanie, wyszedł po brutalnym ataku. Wnuczek oskarżony o próbę zabójstwa babci
Policjanci z Blachowni zatrzymali 31-letniego mężczyznę podejrzanego o usiłowanie zabójstwa 76-letniej kobiety. Jak ustalili śledczy, sprawcą okazał się wnuczek pokrzywdzonej. Na wniosek prokuratury sąd zdecydował o zastosowaniu wobec niego tymczasowego aresztu. Mężczyźnie grozi kara nawet dożywotniego pozbawienia wolności.
Do dramatycznych wydarzeń doszło we wtorek rano w jednym z mieszkań w Aleksandrii Pierwszej. Policję i pogotowie ratunkowe wezwał znajomy seniorki, który przyszedł ją odwiedzić. Po wejściu do mieszkania zastał 76-latkę leżącą w łóżku z widocznymi obrażeniami głowy. Stan kobiety wzbudził jego poważne obawy, dlatego natychmiast powiadomił służby ratunkowe.
Na miejsce skierowani zostali policjanci z Komisariatu Policji w Blachowni, którzy szybko podjęli czynności mające na celu ustalenie okoliczności zdarzenia. W toku działań funkcjonariusze ustalili, że za dotkliwe pobicie seniorki odpowiada jej 31-letni wnuczek. Jeszcze tego samego dnia mężczyzna został zatrzymany przez funkcjonariuszy w jednym z mieszkań na terenie Konopisk.
Z ustaleń śledczych wynika, że 31-latek przyszedł do swojej babci, poprosił ją o przygotowanie śniadania, a następnie zaatakował kobietę. Bił ją, a następnie uderzył w głowę krzesłem. Po dokonaniu brutalnego ataku zabrał seniorce 50 złotych i opuścił mieszkanie. Decydujące znaczenie miała szybka reakcja znajomego kobiety, który wszedł do jej domu i natychmiast wezwał pomoc.
Zebrany materiał dowodowy pozwolił prokuratorowi na przedstawienie podejrzanemu zarzutów znęcania się nad babcią oraz usiłowania jej zabójstwa. Prokuratura Rejonowa w Częstochowie wystąpiła do sądu z wnioskiem o zastosowanie wobec mężczyzny tymczasowego aresztu. Sąd przychylił się do tego wniosku, uznając, że zachodzi obawa matactwa oraz zagrożenie dla życia i zdrowia pokrzywdzonej.
Konopiska
Chwila nieuwagi i groźny finał. Auto wypadło z drogi i przewróciło się na dach
Dziś w nocy w miejscowości Hutki doszło do groźnego wypadku drogowego. Kierujący samochodem osobowym stracił panowanie nad pojazdem, wypadł z jezdni i dachował.
Jak wynika ze wstępnych ustaleń, przyczyną zdarzenia było niedostosowanie prędkości do panujących warunków na drodze. Na miejsce natychmiast skierowano służby ratunkowe, które zabezpieczyły teren zdarzenia i przystąpiły do działań.
Druhowie zabezpieczyli i oświetlili miejsce wypadku, udzielili poszkodowanemu kwalifikowanej pierwszej pomocy oraz zapewnili mu wsparcie psychiczne. Następnie uprzątnięto jezdnię i uszkodzony pojazd, tak aby nie stanowił zagrożenia dla innych uczestników ruchu.
Kierujący pojazdem został przekazany zespołowi ratownictwa medycznego i przetransportowany do szpitala na dalsze badania.
W akcji uczestniczyły jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej z Hutek oraz OSP KSRG Rększowice, a także strażacy z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej Komendy Miejskiej PSP w Częstochowie. Na miejscu pracował również zespół ratownictwa medycznego oraz patrol policji, który prowadził czynności wyjaśniające okoliczności wypadku.
Służby po raz kolejny apelują do kierowców o zachowanie ostrożności, szczególnie w godzinach nocnych oraz przy zmiennych warunkach drogowych. Niedostosowanie prędkości do sytuacji na drodze wciąż pozostaje jedną z najczęstszych przyczyn groźnych zdarzeń drogowych.
Dąbrowa Zielona
Nowe miejsce spotkań i aktywności. Klub Senior+ oficjalnie otwarty w Dąbrowie Zielonej
W czwartek odbyło się uroczyste otwarcie Klubu Senior+, nowej placówki stworzonej z myślą o aktywizacji społecznej osób starszych, integracji lokalnej społeczności oraz wspieraniu aktywnego i godnego starzenia się. Inicjatywa stanowi istotny element działań samorządu na rzecz seniorów i odpowiedź na rosnące potrzeby tej grupy mieszkańców.
Gospodarzami wydarzenia były wójt Joanna Sokolińska oraz Monika Malcher, kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Dąbrowie Zielonej. W uroczystości wzięli udział seniorzy, dla których klub będzie miejscem codziennej aktywności, a także zaproszeni goście, wśród nich poseł Lidia Burzyńska, przedstawiciele władz powiatowych i wojewódzkich oraz reprezentanci Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Częstochowie.
Otwarcie Klubu Senior+ podkreślano jako ważny krok w rozwijaniu lokalnej polityki senioralnej. Nowa placówka ma sprzyjać integracji, przeciwdziałać samotności oraz umożliwiać seniorom udział w zajęciach kulturalnych, edukacyjnych i rekreacyjnych. Samorząd zapowiada, że klub będzie miejscem otwartym na inicjatywy mieszkańców i współpracę z lokalnymi instytucjami.
Projekt został zrealizowany dzięki dofinansowaniu z budżetu państwa w ramach wieloletniego programu „Senior+” na lata 2021-2025, którego celem jest tworzenie i rozwijanie infrastruktury wsparcia dla osób starszych w gminach.
Zwieńczeniem uroczystości było poświęcenie nowo otwartej placówki przez ks. kan. Honorata Nowaka, proboszcza parafii pw. św. Jakuba Apostoła.
Dąbrowa Zielona
Poruszono tematy, które mogą przełożyć się na realne pieniądze. Kulisy spotkania z wojewodą
Przedstawicielki miejscowego samorządu odbyły robocze spotkanie w Katowicach, gdzie spotkały się z wojewodą śląskim Markiem Wójcikiem. W rozmowach uczestniczyły wójt Joanna Sokolińska, sekretarz Anna Motłoch oraz radna Renata Rak.
– Spotkanie poświęcone było kluczowym zagadnieniom związanym z funkcjonowaniem i dalszym rozwojem gminy – zrelacjonowała włodarz Dąbrowy Zielonej. – Omówiliśmy m.in. kwestie obronności i bezpieczeństwa, możliwości pozyskania środków z programów rządowych, a także planowane inwestycje infrastrukturalne oraz formy wsparcia dla lokalnych inicjatyw społecznych i samorządowych – doprecyzowała.
Jak zaznaczyła wójt Sokolińska, istotnym elementem rozmów była także współpraca pomiędzy administracją rządową a samorządem lokalnym, w szczególności w kontekście realizacji projektów mających bezpośredni wpływ na poprawę jakości życia mieszkańców.
– Zaprezentowałyśmy aktualne potrzeby i priorytety naszej gminy, podkreślając znaczenie stabilnego finansowania oraz partnerskiego dialogu z instytucjami rządowymi – dodała Sokolińska.
Jak podkreślano po spotkaniu, rozmowy przebiegły w atmosferze otwartości i merytorycznej współpracy. Obie strony wyraziły gotowość do dalszego kontaktu i wspólnych działań na rzecz rozwoju gminy oraz wzmacniania bezpieczeństwa i infrastruktury na jej terenie.
Blachownia
Kredyt był, pieniądze są, decyzji nie ma. Blachownia rezygnuje z kanalizacji mimo milionów z KPO?
Rada Miejska w Blachowni zwiększyła w połowie ubiegłego roku limit kredytu gminy o 1,2 mln zł, jasno wskazując cel tej decyzji. Chodziło o zabezpieczenie wkładu własnego do trzeciego etapu budowy sieci kanalizacji sanitarnej wraz z sięgaczami w Cisiu. Argument był prosty i jednoznaczny – bez tych środków gmina nie będzie mogła sięgnąć po pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy. Dziś wiadomo już, że środki z KPO zostały przyznane. Mówi się jednak też, że kanalizacji nie będzie, bo burmistrz Cezary Osiński nie zamierza realizować tej inwestycji.
Decyzja o zwiększeniu zadłużenia Blachowni zapadła przy uchwalaniu budżetu na 2025 rok. Rada Miejska zgodziła się wówczas na zaciągnięcie kredytu w wysokości 6,5 mln zł, co miało zapewnić płynną realizację zaplanowanych wydatków oraz dokończenie inwestycji kończących się w minionym roku. Kilka miesięcy później radni podjęli kolejną uchwałę – o zwiększeniu limitu kredytu o dodatkowe 1,2 mln zł. Tym razem uzasadnienie było bardzo konkretne, gdyż pojawiła się realna szansa na pozyskanie środków z KPO na kanalizację w Cisiu, a warunkiem koniecznym było zabezpieczenie wkładu własnego gminy.
Jak wynikało z komunikatów władz Blachowni, urząd marszałkowski miał zwrócić się do samorządu z pytaniem, czy gmina jest gotowa zrealizować inwestycję w przyspieszonym terminie – do 30 listopada ubiegłego roku. Odpowiedź była twierdząca, a środki na wkład własny zostały zabezpieczone. Mimo to żadne prace w terenie nie ruszyły.
Dziś wiadomo, że decyzja rady miejskiej nie była działaniem „na wyrost”. Blachownia otrzymała z Krajowego Planu Odbudowy blisko 5 mln zł na realizację trzeciego etapu budowy sieci kanalizacji sanitarnej wraz z sięgaczami w Cisiu. To środki z drugiej puli rozdysponowania funduszy KPO na inwestycje związane ze zrównoważoną gospodarką wodno-ściekową na terenach wiejskich. W tym rozdaniu do osiemnastu beneficjentów z województwa śląskiego, w tym Blachowni, trafiło łącznie 66,7 mln zł.
Problem w tym, że informacją o przyznaniu pieniędzy Urząd Miejski w Blachowni nawet się nie pochwalił – choć, patrząc na intensywność komunikacji w mediach społecznościowych, chwalenie się sukcesami nie jest samorządowi obce. Sprawa wypłynęła podczas posiedzenia komisji polityki społecznej, zdrowia, oświaty, kultury i sportu, promocji gminy i integracji europejskiej, które odbyło się 21 stycznia. Jak relacjonuje były radny Marek Kułakowski, jedna z radnych zapytała burmistrza wprost, czy wobec przyznania niemal 5 mln zł gmina rozpocznie inwestycję w Cisiu. Odpowiedź burmistrza Cezarego Osińskiego miała być krótka i jednoznaczna: nie.
W tym momencie sytuacja staje się trudna do obrony nawet na poziomie formalnym. Rada miejska zgodziła się na zwiększenie zadłużenia gminy właśnie po to, by umożliwić realizację tej konkretnej inwestycji. Środki zewnętrzne zostały przyznane. Mimo to burmistrz zapowiada rezygnację z budowy kanalizacji?
Na dziś nie ma odpowiedzi na pytanie, po co gmina zwiększyła kredyt o 1,2 mln zł, skoro kluczowy argument tej decyzji przestał mieć znaczenie. Nie wiadomo też, co stanie się z przyznanym dofinansowaniem. Czy Blachownia z niego zrezygnuje, czy jednak burmistrz ponownie zmieni stanowisko i „podejmie rękawicę”?
Pieniądze są. Zgoda rady była. Kredyt został zwiększony. Kanalizacji, decyzją burmistrza, nie będzie? To najkrótsze, ale i najbardziej wymowne podsumowanie tej historii. A na koniec pozostaje pytanie fundamentalne. Jeśli nie ma woli realizacji inwestycji, dlaczego zablokowano środki, które mogły z powodzeniem trafić do innych gmin?
Poczesna
Metafizyka rezygnacji, czyli jak podać się do dymisji i… podziękować za poparcie
Najpierw udramatyzowana dymisja w imię wartości, a niedługo później serdeczne podziękowania za zaufanie do dalszego piastowania funkcji, z której… się zrezygnowało. Jeśli ktoś w Poczesnej szuka dowodu, że miejscowa polityka potrafi przekraczać granice logiki, czasu i przestrzeni, to Łukasz Szumera właśnie taki dowód dostarczył. Kompletny, podpisany, z pieczątką absurdu.
Przypomnijmy. Podczas jednej z ostatnich sesji ubiegłego roku, radny Szumera wygłosił niemal mistyczne exposé, w którym z równą pasją potępiał „ferment medialny”, co cytował Biblię, definiował „spoiwo” i wznosił się na poziom moralnego autorytetu, który w geście osobistego protestu rzuca wszystko – klub, funkcję wiceprzewodniczącego, niemal świecznik w sali obrad – i odchodzi. Dymisja miała być aktem odwagi, symbolem, znakiem sprzeciwu wobec „hejtu” i „politycznych rozgrywek”. Pisaliśmy o tym tutaj.
A potem… przyszła kolejna sesja. I stało się coś, co nawet najśmielsi scenarzyści „Ucha Prezesa” mogliby uznać za przesadę. Otóż głosowanie nad przyjęciem rezygnacji radnego zostało zdjęte z porządku obrad. Dymisja zawisła w próżni. Szumera, ten swoisty Schrödinger samorządu, jednocześnie zrezygnował i nie zrezygnował.
I wtedy padło to zdanie. Perełka. Diament groteski. Radny Szumera wstał i… podziękował radnym za dalsze zaufanie do pełnionej przez niego funkcji wiceprzewodniczącego. Tak. Dokładnie tej funkcji, z której wcześniej – z powagą proroka i tonem kaznodziei – złożył rezygnację.
Nie było już Księgi Ozeasza. Nie było wiatru ani burzy. Nie było fermentu. Były za to spojrzenia w oczy – od prawej do lewej i od lewej do prawej – niczym podczas rozdania Oscarów, tylko bez statuetki i bez kategorii.
W jednej krótkiej wypowiedzi radny osiągnął coś niezwykłego. Podziękował za poparcie, którego nikt mu nie udzielił, do funkcji, której formalnie nie potwierdzono, po rezygnacji, która nie została przyjęta, a jednocześnie została ogłoszona publicznie jako fakt dokonany.
To już nie jest polityka lokalna. To jest teatr absurdu w czystej postaci. Trudno nie odnieść wrażenia, że mieliśmy do czynienia z pierwszym w historii samorządu przypadkiem dymisji performatywnej – takiej, która działa tylko wtedy, gdy ktoś na nią patrzy, a gdy gasną światła, wszystko wraca do stanu sprzed dramatu. Rola odegrana, brawa były, kurtyna opadła… tylko aktor zapomniał zejść ze sceny.
W efekcie Łukasz Szumera zapisał się w kronikach gminy jako człowiek, który zrezygnował z funkcji, nie przestał jej pełnić, podziękował za zaufanie, którego nikt formalnie nie wyraził i zapewnił, że jest wiceprzewodniczącym… wszystkich. Wspólnoty, procedury, logiki – już niekoniecznie.
Jeśli jego „spoiwo” miało łączyć, to tym razem połączyło radnych, mieszkańców i obserwatorów w zbiorowym zdumieniu. A „kto sieje wiatr, ten burzę zbiera”? Być może, ale kto sieje dymisję, a zbiera podziękowania – ten właśnie odkrył nowy gatunek samorządowej metafizyki.
Czekamy na kolejny etap. Może uroczyste podziękowania za rezygnację, która nigdy nie obowiązywała. Albo powrót, z którego nikt nie odszedł. W Poczesnej wszystko jest możliwe.

Kłomnice
Strażacy z całej gminy spotkali się w jednym miejscu. Padły ważne słowa i podziękowania
W siedzibie Ochotniczej Straży Pożarnej w Zawadzie odbyło się tradycyjne noworoczne spotkanie druhów z terenu gminy. Wydarzenie, które na stałe wpisało się w kalendarz strażackich uroczystości, było okazją do podsumowania minionego roku, wymiany doświadczeń oraz integracji środowiska OSP.
W spotkaniu uczestniczyli przedstawiciele dziesięciu jednostek ochotniczych straży pożarnych działających na terenie gminy Kłomnice. Uroczystość zgromadziła również liczne grono zaproszonych gości.
Podczas części oficjalnej wójt Piotr Juszczyk skierował do druhen i druhów słowa podziękowania oraz uznania za ofiarną służbę, gotowość do niesienia pomocy i codzienne zaangażowanie na rzecz bezpieczeństwa mieszkańców gminy w ubiegłym roku.
– Podkreślił znaczenie jednostek OSP jako filaru lokalnego systemu bezpieczeństwa oraz istotnego elementu życia społecznego w gminie. Po zakończeniu części oficjalnej uczestnicy spotkania zostali zaproszeni na wspólny poczęstunek, przygotowany przez panie z Koła Gospodyń Wiejskich w Zawadzie przy wsparciu druhów z miejscowej jednostki OSP – relacjonują pracownicy urzędu gminy.

Kruszyna
Serce może stanąć, a karetka może nie zdążyć. Urzędnicy chcą być gotowi w obliczu potencjalnej tragedii
Samorząd zakupił cztery automatyczne defibrylatory AED, które mają służyć ratowaniu życia w sytuacjach nagłego zatrzymania krążenia. Pierwsze z urządzeń zostało już zamontowane w budynku urzędu gminy.
Defibrylatory AED stanowią jedno z kluczowych narzędzi pierwszej pomocy w przypadku nagłych zdarzeń zagrażających życiu. Ich obecność w przestrzeni publicznej znacząco zwiększa szanse na szybkie udzielenie skutecznej pomocy jeszcze przed przybyciem służb ratunkowych. Jak podkreślają specjaliści, czas reakcji w takich sytuacjach ma decydujące znaczenie.
Automatyczny defibrylator AED został zaprojektowany w taki sposób, aby mogły z niego korzystać również osoby bez wykształcenia medycznego. Po uruchomieniu urządzenie wydaje jasne polecenia głosowe, samodzielnie analizuje rytm serca poszkodowanego, a w razie potrzeby prowadzi użytkownika krok po kroku przez procedurę bezpiecznej defibrylacji. Dzięki temu nawet przypadkowy świadek zdarzenia może skutecznie pomóc osobie potrzebującej.

– Zakup defibrylatorów to element szerszych działań na rzecz poprawy bezpieczeństwa mieszkańców i podnoszenia gotowości na sytuacje kryzysowe – podkreślają urzędnicy zachęcając jednocześnie mieszkańców do zapoznania się z zasadami obsługi AED. – Instrukcja oraz film szkoleniowy dostępne są na stronie internetowej Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej – dodają.
Lelów
Droga w Nakle doczeka się remontu? Samorządowcy i drogowcy omówili zakres planowanej inwestycji
W połowie stycznia odbyło się robocze spotkanie poświęcone planowanemu remontowi drogi powiatowej w miejscowości Nakło. W rozmowach udział wzięli przedstawiciele lokalnego samorządu oraz Zarządu Dróg Powiatowych w Częstochowie. Celem spotkania było omówienie zakresu inwestycji oraz dalszych działań związanych z poprawą stanu infrastruktury drogowej na tym odcinku.
Spotkanie miało dwuetapowy charakter. Część rozmów odbyła się w siedzibie urzędu gminy, gdzie omówiono kwestie organizacyjne i techniczne związane z planowanym zadaniem. Następnie uczestnicy udali się bezpośrednio w teren, do miejscowości Nakło, aby na miejscu ocenić aktualny stan drogi oraz warunki przestrzenne pod przyszłą inwestycję.
– Głównym tematem rozmów był planowany remont drogi powiatowej wraz z budową chodnika. Inwestycja ma na celu nie tylko poprawę nawierzchni jezdni, ale również zwiększenie bezpieczeństwa pieszych, którzy obecnie poruszają się wzdłuż drogi w ograniczonych warunkach. Budowa chodnika ma szczególne znaczenie z punktu widzenia codziennego funkcjonowania mieszkańców oraz użytkowników drogi – mówi wójt Renata Samek.
Jak podkreślano podczas spotkania, realizacja zadania wpłynie pozytywnie na komfort i bezpieczeństwo ruchu drogowego, a także na jakość życia w tej części gminy.

-
Poczesna5 miesięcy temuTragiczny wypadek na trasie między Sobuczyną a Nieradą. Nie żyje 34-letnia kobieta
-
Myszków2 miesiące temuDom, który stał się miejscem strachu. Bracia z Myszkowa aresztowani za wielomiesięczną przemoc
-
Poczesna1 rok temuW gminie huczy, policja o niczym oficjalnie nie wie, a wójt milczy i unika odpowiedzi
-
Blachownia3 lata temuPodwójna kompromitacja byłego sołtysa. Przegrał dwa procesy i wyszło, że jednak zarabiał na pornografii






