Opatów
Twórcze lato z miejscową biblioteką. Dzieci poznawały naturę, kulturę i magię książek
W pierwszej połowie lipca Gminna Biblioteka Publiczna w Opatowie przygotowała cykl wakacyjnych zajęć dla dzieci, które przyciągnęły najmłodszych mieszkańców gminy różnorodnością tematów i kreatywną formą realizacji. Każde z trzech spotkań miało inny motyw przewodni, ale wszystkie łączył wspólny cel – rozwijanie wyobraźni, wiedzy i aktywności dzieci w wakacyjnej atmosferze.
Cykl rozpoczął się 9 lipca zajęciami „Biblioteczka pod chmurką”, które miały formę warsztatów rękodzielniczych na świeżym powietrzu. Uczestnicy, wspólnie z personelem, wykonali plenerową biblioteczkę. To drewniany regał, który w słoneczne dni stanowić będzie stały punkt wymiany książek. Dzieci uczyły się idei bookcrossingu, a całemu spotkaniu towarzyszyło hasło „Pożyczaj, czytaj, dziel się”.
Nazajutrz maluchy przeniosły się do „Indiańskiej wioski w bibliotece”. W postacie indiańskich przewodników wcielili się Wódz Mądry Orzeł i Sokole Oko, którzy przybliżyli młodym uczestnikom kulturę i tradycje rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej. Dzieci budowały własne pióropusze, otrzymywały indiańskie imiona, poznawały znaczenie totemów i przechodziły przez ścieżkę prób, czyli zestaw sprawnościowych wyzwań. Na zakończenie wspólnie zatańczono rytualny taniec deszczu i stworzono Kodeks Etyczny Indian, który stał się inspiracją do rozmów o wartościach, jakimi warto kierować się w codziennym życiu.
Zwieńczeniem cyklu były zajęcia zorganizowane 11 lipca pod hasłem „Śladami Włóczykija”. Tym razem dzieci udały się w teren, by – niczym bohater książek o Muminkach – odkrywać przyrodę i doskonalić umiejętności orientacji w terenie. Uczestnicy rozwiązywali zagadki, tropili ślady zwierząt, rozpoznawali rośliny i uczyli się współpracy w grupie.
Opatów
Plan ogólny uchwalony bez sprzeciwu, ale wójt czeka na wojewodę: Wiele z tych dokumentów bywa odrzucanych
Rada Gminy Opatów jednogłośnie uchwaliła plan ogólny, jeden z najważniejszych dokumentów określających przyszłe zasady zagospodarowania przestrzennego. Głosowanie przebiegło bez dyskusji i bez sprzeciwu, ale już na zakończenie sesji wójt przyznał, że sam fakt uchwalenia dokumentu nie kończy sprawy. Plan musi jeszcze przejść ocenę nadzorczą, a doświadczenia innych samorządów pokazują, że takie dokumenty bywają kwestionowane.
Za przyjęciem planu zagłosowało wszystkich 14 obecnych radnych. Nikt nie był przeciw i nikt nie wstrzymał się od głosu. Włodarz podziękował radnym za cierpliwość podczas przygotowywania dokumentacji. Zaznaczył jednocześnie, że teraz pozostaje oczekiwanie na ocenę Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach.
– To jest naprawdę istotny dokument. Teraz tylko możemy cierpliwie czekać na to, co się stanie, kiedy trafi on do oceny, do urzędu wojewódzkiego – mówił.
Nie ukrywał przy tym, że nadzór wojewody w podobnych sprawach potrafi kończyć się zakwestionowaniem uchwał.
– Jak państwo wiedzą, wiele z tych dokumentów bywa odrzucanych – stwierdził.
Według niego nawet taki scenariusz nie sparaliżowałby jednak działalności inwestycyjnej gminy, ponieważ nadal obowiązywałyby wcześniejsze dokumenty planistyczne. Jeżeli natomiast plan ogólny przejdzie ocenę pozytywnie, urząd chce przystąpić do kolejnego etapu i przygotować plan miejscowy. Włodarz przyznał również, że nie wszystkie osoby muszą być zadowolone z przyjętych rozwiązań.

– Ja wiem, że są pewnie osoby niezadowolone i zastanawiają się, dlaczego tak, a nie inaczej te rozwiązania przyjęto. No tak przyjęto, bo tak prawo na to pozwala – powiedział.
Szczególnie interesujący był wątek przyszłych inwestorów. Wójt zasugerował, że zainteresowanie inwestycyjne już istnieje, ale nie chciał ujawniać szczegółów przed zakończeniem procedury planistycznej.

– Ja państwu nie będę jeszcze zdradzał, bo niech ten plan ogólny zostanie przyjęty, ale to też wskazuje, że wielu inwestorów czeka na ostateczne rozwiązania prawne w tej sprawie – mówił.
Na zakończenie odniósł się także do jednomyślności rady i ewentualnych problemów dokumentu.
– Tu nie było żadnej zdrady w tym dokumencie i mam nadzieję, że potwierdzi to także urząd wojewódzki. Zresztą tu nie chodzi o zdradę, tu może być tylko i wyłącznie jakiś błąd natury technicznej – powiedział. – A tak w ogóle, jeśli chodzi o zdradę, to wiecie, pojęcie zdrady też jest nieostre, ale generalnie od czasów Judasza zdrady się zdarzały, zdarzają się i niestety zdradzać się będą. Ja postaram się państwa nie zdradzić – zakończył.
Opatów
Muldy przy zjeździe z krajówki znowu niebezpieczne. Urzędnicy z powiatu zapowiadają interwencję w GDDKiA
Problemy na połączeniach lokalnych dróg z drogą krajową nr 43 zdominowały część dyskusji z udziałem przedstawiciela starostwa podczas ostatniej sesji Rady Gminy Opatów. Jednym ze wskazywanych miejsc był zjazd od strony Zwierzyńca, gdzie ciężkie samochody mają ponownie niszczyć pobocze. Powstałe nierówności są – zdaniem zgłaszającego problem – na tyle głębokie, że mogą stanowić zagrożenie dla kierowców.
Sprawę podniósł jeden z uczestników obrad. Przypomniał, że miejsce było już w przeszłości poprawiane, jednak dotychczasowe rozwiązanie nie okazało się trwałe.
– Jest taki problem z tą drogą powiatową od strony Zwierzyńca, drogą krajową. Tam kiedyś, dawno temu to skrzyżowanie było poprawiane, a w tej chwili auta, które wyjeżdżają, tiry i tak dalej, przy samym tym wyrywają to pobocze. I te muldy zrobiły się niebezpieczne – mówił.
Podkreślał, że szczególnie niebezpieczne może być wjechanie w nierówność podczas zjazdu z drogi krajowej. Starosta poinformował, że sprawa zostanie przedstawiona podczas kolejnego spotkania z przedstawicielem GDDKiA. Jak mówił, wizytacja ma odbyć się już w najbliższym czasie.

Jednocześnie pojawił się pomysł rozwiązania doraźnego. Starosta nadmienił, że zwrócił się do przedstawicieli zarządu dróg z sugestią uzupełnienia najbardziej problematycznego miejsca frezem, jeżeli wykonanie docelowego rozwiązania miałoby się przeciągać.
Problem polega bowiem również na własności i zarządzaniu infrastrukturą. Jeżeli naprawa miałaby ingerować w elementy należące do drogi krajowej, konieczne będzie uzgodnienie prac z GDDKiA.

Opatów
Gmina dołoży około ćwierć miliona do ścieżki przy DK43. Budowę ma wziąć na siebie GDDKiA
Planowana ścieżka rowerowa przy drodze krajowej nr 43 ma być realizowana według modelu, w którym Opatów finansuje dokumentację, natomiast zasadniczy koszt budowy miałby zostać pokryty przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad. Podczas ostatniej sesji urzędnicy przedstawili radnym finansowe założenia przedsięwzięcia. W przyszłorocznym budżecie trzeba będzie znaleźć około 250 tys. zł.
Sprawa pojawiła się przy pytaniu radnego Dariusza Zająca o zakres udziału samorządu. Radny chciał wiedzieć, czy po publicznych deklaracjach przedstawicieli władz centralnych gmina nadal będzie dokładała własne pieniądze. Wójt wyjaśnił, że samorząd zawarł już porozumienie z katowickim oddziałem GDDKiA. Jego istotą ma być sfinansowanie przez gminę dokumentacji projektowej jako wkładu w późniejszą realizację.
– Porozumieliśmy się proponując sfinansowanie planu budowy tej ścieżki jako wkład samorządu w późniejszą inwestycję. I takie porozumienie zostało podpisane – mówił.
Według przedstawionych informacji dokumentacja miałaby zostać przygotowana w 2027 roku. Samorząd musi jednak najpierw formalnie zabezpieczyć pieniądze, co oznacza konieczność wpisania zadania do budżetu i uzyskania zgody rady.
– I w przyszłym roku, tak jak już państwu tu mówiłem, postaramy się wygospodarować stosowną kwotę. To dopiero trzeba policzyć, ale szacuję około ćwierć miliona złotych, co będzie stanowiło 5 proc. przyszłej inwestycji – poinformował.
Jeżeli te założenia zostaną utrzymane, zdecydowanie większa część kosztów przypadnie stronie państwowej.
– Sfinansujemy plan, który zostanie przygotowany w 2027 roku. Oczywiście najpierw musi być głosowanie rady w ramach budżetu. Musimy to w budżecie zaprojektować. I wówczas, mając ten wkład finansowy ze strony gminy, Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, oczywiście w porozumieniu z Ministerstwem Infrastruktury, sfinansuje budowę ścieżki. Taka jest kolej rzeczy – tłumaczył włodarz.

Opatów
Mieszkańcy o światła przy DK43 proszą od miesięcy. Strosta: Czasami reagują szybciej, czasami wolniej
Kolejny problem związany z drogą krajową nr 43 wrócił podczas ostatniej sesji Rady Gminy Opatów. Tym razem chodziło o sygnalizację świetlną, o którą samorząd i mieszkańcy zabiegają już od dłuższego czasu. Z wypowiedzi przedstawiciela powiatu wynikało jednak jasno, że lokalne władze mają w tej sprawie ograniczone możliwości – mogą apelować i ponawiać wnioski, ale decyzja pozostaje po stronie Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.
Podczas dyskusji przypomniano, że temat był już omawiany w ubiegłym roku podczas spotkań z przedstawicielami GDDKiA. Mimo kolejnych interwencji sprawa nadal nie została przesądzona. Jak podkreślono, zarządcą drogi jest wspominana instytucja i to ona odpowiada za ewentualne zmiany w organizacji ruchu.
– My monitorujemy ten temat i tyle możemy. GDDKiA czasami reaguje szybciej, czasami wolniej – stwierdził starosta.
Przywołał przy tym przykład Krzepic, gdzie również prowadzone są starania o sygnalizację przy obwodnicy w kierunku ulicy Dąbrowskiego. Pokazuje to, że podobnych wniosków na drogach krajowych jest więcej, a ich realizacja nie następuje automatycznie po zgłoszeniu przez samorząd.
W odpowiedzi na pytanie nie padł konkretny termin ani deklaracja, że światła zostaną zamontowane. Urzędnik zobowiązał się jedynie do ponownego przedstawienia sprawy dyrektorowi GDDKiA.
Opatów
Radna Kalwik-Puchała chce progów przy szkole: Samochody osiągają zawrotną prędkość, a dzieci tam wybiegają
Bezpieczeństwo dzieci przy ulicy Szkolnej stało się jednym z tematów ostatniej sesji Rady Gminy Opatów. Radna Małgorzata Kalwik-Puchała zaapelowała o przeanalizowanie możliwości montażu progów zwalniających w rejonie szkoły. Jej zdaniem prędkości rozwijane przez część kierowców powodują realne zagrożenie, szczególnie dla dzieci korzystających z boiska.
Radna wskazała dwa kierunki, z których samochody wjeżdżają w rejon placówki – od strony Wilkowiecka i od strony Opatowa.
– Ja mam takie pytanie, może mniej kosztowne, bo u nas tutaj na ulicy Szkolnej właśnie w obrębie szkoły samochody osiągają naprawdę zawrotną prędkość czasem i chodzi o progi zwalniające – mówiła Małgorzata Kalwik-Puchała.
Szczególną uwagę zwróciła na sytuacje, gdy dzieci wybiegają poza teren boiska za piłką. Przy szybko nadjeżdżającym samochodzie reakcja kierowcy może być spóźniona.
– Dzieci grają na boisku, czasem wypada im piłka, one wybiegają za tą piłką i samochody naprawdę od Wilkowiecka szczególnie szybko przemieszczają się i to jest, uważam, że bardzo niebezpieczne i taka potrzeba wydaje mi się, że tutaj w tym miejscu jest konieczna – argumentowała.

Odpowiadający na pytanie starosta Dariusz Pilśniak nie zadeklarował od razu wykonania progów. Wskazał, że sprawa powinna zostać przeanalizowana przez osoby odpowiedzialne za organizację ruchu oraz Powiatowy Zarząd Dróg w Kłobucku.

– Mamy człowieka od regulacji ruchu i od organizacji ruchu, a więc jeżeli będą tylko takowe możliwości, pan Konrad zapewne przeanalizuje ten temat – odpowiedział.
Opatów
Kilkaset metrów chodnika za milion. Starosta: Bez pieniędzy gmin inwestycje powiatowe stoją
Budowa chodnika może wydawać się stosunkowo niewielkim przedsięwzięciem, ale przedstawione podczas ostatniej sesji Rady Gminy Opatów liczby pokazały zupełnie inną skalę problemu. Starosta, odpowiadając na pytania o kolejne inwestycje piesze i rowerowe, zwrócił uwagę, że nawet zadania obejmujące kilkaset metrów pochłaniają dziś kwoty zbliżone do 1 mln zł lub większe. Przy braku dedykowanego programu dofinansowania oznacza to konieczność dzielenia rachunku pomiędzy powiat a gminy.
Temat pojawił się przy okazji pytania jednego z uczestników ostatniej sesji w Opatowie o przyszłe inwestycje. Starosta tłumaczył, że powiat przygotowuje dokumentacje, aby mieć gotowe zadania w przypadku pojawienia się możliwości finansowania. Samo przygotowanie projektu nie oznacza jednak, że budowa ruszy od razu.
– Te projekty mamy już na siebie, to przyszłoroczne jakieś plany inwestycyjne, jeżeli chodzi o te ścieżki, bo tam to są takie zadania po 300 metrów z haczykiem po 600 metrów. I chcemy też realnie poznać swoje możliwości, dlatego też przygotowujemy się dokumentacyjnie – mówił Dariusz Pilśniak.
Wskazał przykłady chodników realizowanych obecnie w innych częściach powiatu. W każdym przypadku nie są to wydatki liczone w dziesiątkach tysięcy złotych.
– One wszystkie nie chcą być po 100 tys. zł, tylko to są wszystko inwestycje w granicach 1 mln zł, tudzież nawet więcej – podkreślił.
Największą barierą pozostaje sposób finansowania. Według Pilśniaka obecnie brak jest programu zewnętrznego, z którego można byłoby w prosty sposób sfinansować same chodniki. W rezultacie stosowany jest model wspólnego ponoszenia kosztów.

– I to na zasadzie partycypacji. Połowa środków powiatu, połowa środków gminnych. Ponieważ na chodniki nie ma, to tak na tą chwilę. No i to jest cały ten problem – wyjaśniał.
Taki system ma jednak oczywiste ograniczenie. Każdy nowy odcinek wymaga znalezienia pieniędzy nie tylko w budżecie powiatu, ale również w budżecie zainteresowanej gminy. Przy kilku lub kilkunastu oczekiwanych inwestycjach jednocześnie nawet gotowa dokumentacja może więc przez dłuższy czas pozostawać na półce.
Starosta nie ukrywał, że samorząd stara się wykorzystywać wszelkie dostępne programy, ale konkurencja jest duża, a liczba możliwych do zgłoszenia projektów ograniczona. Jako przykład wskazał większe zadanie drogowe Zawady-Mokra, które otrzymało około 6 mln zł wsparcia, ale jego realizację przewidziano dopiero w perspektywie lat 2027-2028.

Opatów
Miała być droga dla rowerów, będzie tylko dla pieszych. Projekt nie zmieścił się w wymaganych parametrach
Jedno z planowanych zadań przy drodze powiatowej w Waleńczowie trzeba było ograniczyć jeszcze przed rozpoczęciem robót. Początkowo dokumentacja miała obejmować budowę drogi dla rowerów, jednak analiza wykazała, że na wskazanym odcinku nie ma możliwości zaprojektowania jej w wymaganej szerokości. W efekcie samorząd zdecydował o zmianie zakresu i przygotowaniu drogi dla pieszych.
Informację przedstawił starosta podczas omawiania inwestycji prowadzonych na terenie gminy Opatów. Jednym z realizowanych obecnie działań jest opracowanie dokumentacji projektowych dla trzech zadań. Najwięcej zmian dotyczy inwestycji w Waleńczowie. Dokumentacja kosztuje 60 tys. zł. Po rozpoczęciu analiz okazało się jednak, że pierwotnego wariantu nie da się zachować.
– Niestety po analizie w związku z brakiem możliwości zaprojektowania drogi dla rowerów o normatywnej szerokości. Doszliśmy do wniosku, że zostanie zlecona droga dla pieszych na całym tym odcinku – poinformował.
Oznacza to, że oczekiwana infrastruktura rowerowa nie powstanie w zakładanym kształcie. Zamiast niej przygotowywany będzie ciąg pieszy. Podczas sesji nie przedstawiono szczegółów dotyczących tego, co dokładnie uniemożliwia zachowanie normatywnej szerokości – czy chodzi o granice pasa drogowego, istniejącą zabudowę, urządzenia infrastruktury czy inne ograniczenia terenowe.
Starosta poinformował również o dwóch kolejnych dokumentacjach. Dla Iwanowic Małych przygotowywany jest projekt przebudowy drogi powiatowej poprzez budowę drogi dla pieszych za 88,5 tys. zł. Kolejne zadanie dotyczy Wilkowiecka i ma kosztować 54 tys. zł.
– Wszystkie dokumentacje mają być gotowe do 23 września – dodał.
Opatów
Ciężarówki zajmują niemal cały pas. Sołtys alarmuje o niebezpiecznym wyjeździe na DK43
Skrzyżowanie drogi Żołnierzy Września z drogą krajową nr 43 ponownie znalazło się pod ostrzałem krytyki podczas ostatniej sesji Rady Gminy Opatów. Sołtys Zbigniew Oziębała przekonywał, że geometria skrzyżowania jest tak niekorzystna, iż większe pojazdy skręcające od strony Kłobucka muszą zajmować niemal cały pas drogi podporządkowanej. Według niego nie jest to incydentalna niedogodność, lecz powtarzające się zagrożenie.
Sołtys zwrócił uwagę na wąski wyjazd oraz znajdujący się w rejonie skrzyżowania betonowy rów i bariery. Przypomniał, że elementy zabezpieczenia były wielokrotnie uszkadzane. W jego ocenie problem powinien zostać uwzględniony przy ewentualnych przyszłych pracach drogowych.
– Już nie liczę teraz ile razy te barierki były wymieniane. Będzie z piętnaście razy i nadal to skrzyżowanie jest niebezpieczne – dodał.
W odpowiedzi przewodniczący rady zaznaczył, że na obecnym etapie nie ma planu przebudowy całej drogi Żołnierzy Września. Wskazał również, że infrastruktura przy samej DK43 należy do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Tłumaczył, że lokalne służby dokonały już niewielkiej korekty miejsca dla pieszych, co miało poprawić warunki manewrowania.
Sołtys nie zgodził się jednak z tym, że problem został w ten sposób rozwiązany. Doprecyzował, że mówi o samochodach jadących z Kłobucka i skręcających w prawo.
– Kierowcy wyjeżdżają na trzy czwarte pasa do Wilkowiecka. I tutaj problem nie zniknie – odpowiedział.
Przywołał również sytuacje, których sam miał być uczestnikiem.
– Sam cofałem do tyłu, żeby wypuścić, wpuścić samochód, który zablokował drogę krajową. A parę razy mi się zdarzyło tak, że po prostu samochody te duże, ciężarowe stają, blokują cały wyjazd z Waleńczowa, wypuszczają nas, żebyśmy wyjechali na drogę krajową. Dopiero wtedy skręcają, bo się boją, że nas zahaczą – relacjonował Zbigniew Oziębała.
Przy okazji ujawniła się jeszcze jedna rozbieżność. Sołtys był przekonany, że droga Żołnierzy Września ma zostać przebudowana.
– Nie, nie ma takiej informacji na ten moment – odpowiedział przewodniczący.

Wyjaśnił natomiast, że planowane jest inne zadanie. Chodzi o budowę drogi dla pieszych na około 330-metrowym odcinku ulicy Chodakowskiego od Żołnierzy Września do ulicy Młyńskiej.
Opatów
Starosta studzi oczekiwania mieszkańców: Nie ma z czego poszaleć
Prośba o kolejną inwestycję drogową uruchomiła podczas ostatniej sesji rady gminy długą i wyjątkowo szczerą wypowiedź starosty o kondycji infrastruktury oraz możliwościach finansowych powiatu. Wniosek mieszkańców dotyczący drogi ze Zwierzyńca do Iwanowic Małych i ewentualnego ciągu pieszo-rowerowego nie został odrzucony, ale nie padła też żadna obietnica jego szybkiej realizacji. Powód jest prosty – potrzeb jest znacznie więcej niż pieniędzy.
W trakcie sesji jeden z radnych pytał o plany dotyczące przyszłorocznego budżetu. Zwracał uwagę szczególnie na około 800-metrowy fragment pomiędzy Zwierzyńcem a Iwanowicami Małymi, gdzie nie ma zabudowy, oświetlenia ani szerokiego pobocza. Jego zdaniem przy przyszłym projektowaniu należałoby rozważyć wykonanie ścieżki pieszo-rowerowej.

Starosta odpowiedział, że prace nad budżetem jeszcze się nie rozpoczęły i dopiero później będzie wiadomo, które zadania mają realne szanse na realizację. Kluczowym problemem jest możliwość pozyskiwania pieniędzy zewnętrznych.
– Jeżeli chodzi o Rządowy Fundusz Rozwoju Dróg, to jedno zadanie dla powiatu, 40 mln zł dla całego województwa śląskiego, jedno zadanie dla powiatu w jednym roku. No mówiąc kolokwialnie, nie ma z czego poszaleć – mówił.
Wskazał również skalę zaległości. Powiat zarządza setkami kilometrów dróg, z których tylko część ma odpowiadać oczekiwanemu standardowi.
– Cały powiat ma naprawdę wiele, wiele dróg, 382 kilometry dróg powiatowych, które tak naprawdę, nie wiem czy w trzydziestu kilku procentach można powiedzieć, że są zrobione w jakimś tam standardzie – stwierdził.
Starosta zestawił też koszty prowadzonych przez powiat modernizacji z inwestycjami realizowanymi na drogach wyższych kategorii. W jego ocenie samorządy lokalne zwyczajnie nie są w stanie finansować wszystkich dróg w takim standardzie jak duże inwestycje wojewódzkie. Nie chciał więc deklarować terminu wykonania postulowanego odcinka.
– Ja nie lubię nikogo klepać po ramieniu, obiecywać, a wiem, że tego nie zrealizuję. Ja tak nie będę mówił. Z całym szacunkiem, mimo że wiem, że niekiedy to działa na moją niekorzyść. Niestety. Ja wolę mówić prawdę. Możliwości takie mamy, jakie mamy – podkreślił.

Na sesji padło również wyraźnie, że w przypadku wielu powiatowych inwestycji kluczowe staje się finansowe zaangażowanie gmin. Radny nie naciskał na natychmiastową obietnicę, ale zaapelował, aby temat nie zniknął.
Opatów
Budżet Opatowa z większym deficytem i kredytem. Radni przyjęli zmiany bez jednego pytania
Ponad 2,13 mln zł deficytu, przeszło 3,28 mln zł przychodów i blisko 957 tys. zł przewidywanych kredytów oraz pożyczek – takie liczby znalazły się w zmienionym budżecie gminy Opatów na ten rok. Mimo skali zmian projekt nie wywołał podczas sesji żadnej dyskusji. Czternastu obecnych radnych zagłosowało za.
Z przedstawionego projektu wynikało, że dochody budżetu zwiększono o ponad 107 tys. zł do poziomu 56,3 mln zł. Jednocześnie wzrosły dochody bieżące, natomiast dochody majątkowe zostały zmniejszone. Jeszcze większa zmiana dotyczyła strony wydatkowej. Łączne wydatki zwiększono o blisko 343 tys. zł, do kwoty prawie 58,5 mln zł. Wydatki bieżące wzrosły, podczas gdy majątkowe zostały obniżone.
Najistotniejszą liczbą pozostaje jednak wynik budżetu. Deficyt ustalono na poziomie 2,13 mln zł.
Zgodnie z przedstawioną uchwałą ma on zostać pokryty z kilku źródeł. Z niewykorzystanych środków z lat poprzednich, środków wynikających z rozliczeń projektów, wolnych środków oraz kredytów i pożyczek. Te ostatnie wskazano w wysokości 957 tys. zł.
Łączne przychody gminy zwiększono o 235 tys. zł i mają wynosić 3,28 mln zł. Zmiany objęły także plan dotacji oraz fundusz sołecki. Mimo wartości finansowych i zwiększenia planowanych przychodów dłużnych, żaden z radnych nie zabrał głosu. Po odczytaniu projektu przewodniczący zaprosił do zadawania pytań, ale takich nie było. W głosowaniu udział wzięło 14 radnych. Wszyscy opowiedzieli się za zmianą budżetu, nikt nie był przeciw i nikt się nie wstrzymał. Podobnie bez dyskusji przyjęto chwilę później korektę wieloletniej prognozy finansowej gminy na lata 2026-2032.

Sesja pokazała tym samym wyraźny kontrast. W sprawach dotyczących diet, autorstwa inwestycji czy lokalnych dróg emocji nie brakowało. Przy zmianach obejmujących milionowy deficyt i prawie 1 mln zł kredytów oraz pożyczek radni wątpliwości już nie mieli.
Opatów
Kto chce przypisać sobie sukces przy DK43? Na sesji w Opatowie zaczęło iskrzyć o ścieżkę rowerową
Planowana ścieżka rowerowa przy drodze krajowej nr 43 wywołała podczas ostatniej sesji Rady Gminy Opatów dyskusję, w której sama inwestycja szybko zeszła na drugi plan. Znacznie więcej emocji wzbudziło pytanie, komu właściwie należy przypisać zasługi za doprowadzenie przedsięwzięcia do obecnego etapu. O swoje miejsce w tej historii upomnieli się zarówno przedstawiciele samorządu, jak i mieszkańcy, którzy – jak przypomniano – zabiegają o ścieżkę od kilkunastu lat.
Temat rozpoczął radny Dariusz Zając. Zwrócił uwagę, że z punktu widzenia mieszkańców, obserwujących samorząd głównie przez internet, nie zawsze jest jasne, kto stoi za konkretnymi przedsięwzięciami i jaka jest rola poszczególnych instytucji.
– Chodziło mi właśnie o to, że mieszkańcy nie rozumieli, kto jest wykonawcą, kto jest inicjatorem, kto finansuje te poszczególne prace, o których tutaj procedujemy – mówił.

Przy okazji radny zauważył, że wójt wyraźnie mocniej zaczął informować o działaniach urzędu. Włodarz wykorzystał ten wątek do szerszej uwagi na temat przypisywania sobie sukcesów związanych z inwestycjami. Podkreślał, że poparcie dla przedsięwzięcia jest cenne, ale nie powinno zacierać informacji o tym, kto faktycznie rozpoczął działania.
– I oczywiście, jeśli ktoś do tego jeszcze chce się przyczynić, znaczy mówi, że to jest bardzo dobry pomysł i tak zróbmy, i tak wspieram tę inicjatywę, to bardzo dobrze. Tylko trzeba pamiętać o tym, kto jest inicjatorem takich rozwiązań. Zwracam na to uwagę – podkreślił Zdzisław Makles.
Jeszcze ostrzej zabrzmiał fragment dotyczący publicznego chwalenia się efektami inwestycji. Makles przeciwstawił obecność na zdjęciach pracy wykonywanej przez urzędników przy dokumentacji, korektach i rozliczeniach.

– Dlatego podkreślam, robienie sobie fotografii, że jest sukces, to jest fajne pod warunkiem, że się klimat wokół tego dobry robi. Ale ja bym tego człowieka, który fotografuje się, zaprosił tutaj do tego działu inwestycji, niech by te wnioski poprzerabiał. Jakby usiadł, to by spokorniał – mówił.
Ta wypowiedź wywołała reakcję radnej Marzeny Kędziory. Przypomniała, że starania o ścieżkę przy DK43 nie zaczęły się wraz z obecnymi rozmowami prowadzonymi przez gminę. Według niej wnioski mieszkańców pojawiały się już wiele lat temu.
– Ja się muszę tutaj odnieść, bo skoro mówimy już o tych inicjatorach z gminy Opatów, o ścieżkę przy drodze wnioskowały od 16 lat Iwanowice Małe i Iwanowice-Naboków. Przepraszam odwrotnie. Iwanowice-Naboków w pierwszej kolejności i Iwanowice Małe też kilka razy składały pismo – powiedziała.
Radna zaznaczyła też, że mieszkańcy przez lata słyszeli, iż realizacja takiego zadania będzie możliwa dopiero przy większej przebudowie drogi krajowej. Dlatego, kiedy pojawiła się realna szansa na wykonanie odcinka, nie chciała, by wieloletnie zabiegi lokalnej społeczności zniknęły z publicznej narracji.

– My byliśmy tym odcinkiem najbardziej zainteresowani. My żeśmy o to wnioskowali, więc też bym tutaj nie chciała, żeby mieszkańcy byli pomijani, jeżeli chodzi o takie kwestie – zaznaczyła Kędziora.
Opatów
Awantura o diety sołtysów: Pan nam naopowiadał takich głupot, że mi się w głowie nie mieści
Końcówka ostatniej sesji Rady Gminy Opatów przyniosła najbardziej nerwową wymianę zdań podczas całych obrad. Spór o zasady potrącania diet za nieobecność na sesjach szybko wykroczył poza kwestie zapisów uchwały. Między jednym z sołtysów a przewodniczącym rady doszło do ostrego, momentami osobistego starcia, w którym pojawiły się zarzuty o unikanie odpowiedzi, „opowiadanie głupot”, pieniądze i prywatne wpłaty na lokalne inicjatywy.
Temat wywołał sołtys Zwierzyńca Drugiego Piotr Ślusarczyk, który wrócił do różnicy pomiędzy potrąceniami stosowanymi wobec sołtysów i radnych. Z jego wypowiedzi wynikało, że w przypadku nieobecności sołtysa na sesji rady dieta ma być pomniejszana o 20 proc., natomiast radnego o 8 proc. Sołtys chciał wiedzieć, dlaczego zasady są różne i czy radni uważają je za sprawiedliwe. Jednocześnie zarzucił przewodniczącemu sposób, w jaki sprawa została potraktowana podczas wcześniejszych obrad.
– Pan nam naopowiadał takich głupot, że mi się w głowie nie mieści. Jeszcze nie skończyłem. Zadałem pytanie nowym radnym, żeby się wypowiedzieli, czy to jest sprawiedliwe, żeby odtrącać sołtysom za nieobecność na sesji 20 proc., a radnym 8 proc. Nie odpowiedzieli, pan mnie nie dopuścił do głosu, tylko pan sam odpowiedział głupotami – mówił Ślusarczyk.
Przewodniczący rady Tomasz Kotowicz przekonywał, że sprawa nie została odłożona na bok. Jak poinformował, ponownie zwrócił się do prawnika, który ma przeanalizować obowiązujące zasady i przygotować propozycję rozwiązania. Ewentualna zmiana miałaby następnie trafić pod obrady rady.

– Tematem zainteresowałem po raz kolejny prawnika i czekam na jego stanowisko, żebym przygotował uchwałę. Na chwilę obecną nie wiem, jak daleko są zaawansowane prace. Temat nie jest tak banalnie prosty, jakby się pozornie mogło wydawać i miał tym tematem się zainteresować, zgłębić wiedzę i przedstawić tu opinię radzie do podjęcia decyzji – odpowiedział.
Zamiast zakończyć spór na kwestiach formalnych, rozmowa szybko zeszła jednak na pieniądze. Sołtys podkreślał, że przez 25 lat pełnienia swojej funkcji nie zabiegał na sesjach o podwyżki ani nie domagał się większego wynagrodzenia. Przewodniczący odpowiedział mu ironicznie.

– Ale to pan pyta o pieniądze. No to pan sobie sam musi odpowiedzieć, o jakie pieniądze panu chodzi. Mnie się wydaje, że o polskie złotówki, bo taka waluta tutaj obowiązuje – stwierdził.
To tylko podniosło temperaturę rozmowy. Obaj zaczęli wypominać sobie, ile z własnych środków przekazują na lokalne przedsięwzięcia. Przewodniczący wskazał między innymi 500 zł przeznaczone na nagrodę podczas odpustu. Chwilę później pojawił się także wątek innej zbiórki oraz diet przeznaczanych na jej wsparcie. Dyskusja coraz mniej przypominała debatę nad zasadami naliczania diet, a coraz bardziej osobisty pojedynek pomiędzy dwoma „kogutami”. Próba jej zakończenia również nie uspokoiła sytuacji.

– Jak chce się pan ze mną publicznie i pod publiczkę dochodzić o nie wiadomo co, to proszę bardzo – powiedział Kotowicz.
Ślusarczyk odpowiedział, że nie zamierza już kierować do niego kolejnych pytań.
– Dziękuję. Do pana więcej pytań nie zadam, bo nie ma powodu. Ani na jedno mi pan nie odpowiedział – zakończył.
Mimo ostrej wymiany zdań zasadnicza sprawa pozostała więc nierozstrzygnięta.
Opatów
Strzały po kłótni braci. Prokuratura chce umieszczenia 35-latka w zakładzie psychiatrycznym
Prokuratura skierowała do Sądu Okręgowego w Częstochowie wniosek o umorzenie postępowania przeciwko Piotrowi K., podejrzanemu o usiłowanie zabójstwa brata, oraz o umieszczenie go w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym. Według opinii biegłych mężczyzna w chwili zdarzenia był niepoczytalny.
Do dramatycznych wydarzeń doszło 5 sierpnia ubiegłego roku w Iwanowicach Małych. Z ustaleń śledczych wynika, że pomiędzy braćmi, 34-letnim Piotrem K. i 39-letnim Łukaszem K., doszło do gwałtownej kłótni. W jej trakcie młodszy z mężczyzn miał oddać strzał z broni czarnoprochowej, celując w głowę brata.
Gdy ranny Łukasz K. zaczął uciekać, padły kolejne strzały, które nie trafiły w pokrzywdzonego. Po zdarzeniu podejrzany oddalił się w stronę nieużytków. Poszkodowany zdołał o własnych siłach dotrzeć do pobliskich zabudowań, gdzie udzielono mu pomocy. Następnie trafił do szpitala.
Sprawa od początku miała poważny charakter. Po zgłoszeniu policja ustaliła miejsce pobytu podejrzanego i jeszcze tego samego dnia zatrzymała go w jednym z domów w miejscowości pod Kłobuckiem. W działania zaangażowano funkcjonariuszy z Kłobucka oraz policjantów z Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach.
Podczas przeszukania posesji zabezpieczono ukrytą broń czarnoprochową typu rewolwer. Śledczy ustalili również, że podejrzany miał wcześniej konflikty z bratem. Sprawa obejmowała między innymi wątki gróźb, zniszczenia mienia, w tym szyb w domu pokrzywdzonego, oraz nielegalnie posiadanej amunicji.

Po zatrzymaniu Piotrowi K. przedstawiono zarzut usiłowania zabójstwa. Mężczyzna nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. W toku postępowania został tymczasowo aresztowany.
Kluczowe znaczenie dla dalszego biegu sprawy miała opinia biegłych psychiatrów. Wynika z niej, że w chwili zdarzenia podejrzany był niepoczytalny i nie kontrolował swojego zachowania. Jednocześnie biegli uznali, że istnieje realne ryzyko ponownego popełnienia przez niego czynów o wysokiej społecznej szkodliwości.
– Uwzględniając wszystkie ustalenia, prokurator wystąpił do Sądu Okręgowego w Częstochowie z wnioskiem o umorzenie postępowania karnego przeciwko Piotrowi K. i zastosowanie środka zabezpieczającego w postaci umieszczenia w zakładzie psychiatrycznym – poinformował prokurator Tomasz Ozimek, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie.
O dalszym losie podejrzanego zdecyduje teraz sąd. Jeżeli przychyli się do wniosku prokuratury, sprawa nie zakończy się klasycznym procesem karnym, a 35-latek trafi do zamkniętej placówki psychiatrycznej.
Opatów
Opatów po absolutorium. Gładkie głosowania, trudna oświata i pytania o to, kto naprawdę pozyskał pieniądze
Ostatnia sesja rady gminy formalnie zakończyła się dla wójta bardzo dobrze. Radni jednogłośnie udzielili mu wotum zaufania i absolutorium za 2025 rok. Gdyby patrzeć wyłącznie na wyniki głosowań, można byłoby mówić o pełnym politycznym komforcie włodarza. Sama sesja pokazała jednak kilka tematów, które w gminie wciąż mają swój znaczeniowy ciężar.
Najważniejszym z nich była oświata. Wójt Zdzisław Makles, omawiając raport o stanie gminy za poprzedni rok, wrócił do reformy szkół, czyli jednej z najtrudniejszych decyzji obecnej kadencji. Przekonywał, że przekształcenia w Iwanowicach Dużych, Waleńczowie i Wilkowiecku zaczynają przynosić efekty. Wskazywał na remonty, doposażenie placówek, mini sale gimnastyczne, wzrost liczby przedszkolaków oraz stabilizację liczby uczniów w klasach I-III, choć sam przyznał, że jest to stabilizacja na niskim poziomie.
Włodarz mówił wręcz o „renesansie” przedszkoli i podkreślał, że przyjęty w Opatowie model racjonalizacji wydatków ma być obecnie wskazywany jako rozwiązanie szerszego problemu demograficznego. Najbardziej wymierny efekt zmian miał jednak charakter finansowy. Odpowiadając na pytanie jednego z radnych, Makles poinformował, że oszczędności wynikające ze zmian w zatrudnieniu wyniosły około 2,2 mln zł, a po pełnym przeliczeniu mogą sięgnąć nawet 2,5 mln zł rocznie.
To właśnie ta część sesji miała najbardziej kontrowersyjny wydźwięk. Wójt bronił reformy bardzo zdecydowanie, zaznaczając, że nie bał się podjąć trudnej decyzji i dziękując radnym za poparcie. Jednocześnie przekonywał, że osoby chcące pracować znalazły zatrudnienie albo w gminnym systemie, albo poza nim. Padło przy tym zdanie, które może wywoływać emocje, zwłaszcza wśród tych, którzy reformę odczuli personalnie.
– Myśmy naprawdę nie skrzywdzili nauczycieli. Jeśli któryś z nauczycieli jest skrzywdzony, to sam się skrzywdził – stwierdził samorządowiec.
Drugim wrażliwym wątkiem była sprawa niepublicznej szkoły i rozliczenia dotacji. Wójt poinformował, że Regionalna Izba Obrachunkowa w Katowicach analizuje przesłanki decyzji administracyjnych dotyczących zwrotu przez stowarzyszenie „Nasza Szkoła” części dotacji, która – w ocenie gminy – miała zostać wydatkowana w ostatnich latach niezgodnie z prawem. Mowa ma być o bardzo dużych pieniądzach.
– Są to kwoty milionowe i to jest proces, i to trochę potrwa – nadmienił.

Ten temat, choć potencjalnie jeden z najpoważniejszych, nie doczekał się na sesji szerszej dyskusji. Radni nie dopytywali o skalę roszczeń, przewidywany termin rozstrzygnięcia ani możliwe konsekwencje dla gminy. Podobnie wyglądała cała debata nad raportem. Po obszernym wystąpieniu wójta głos zabrało jedynie dwóch radnych. Przy dokumencie podsumowującym cały rok pracy samorządu trudno więc mówić o szczególnie intensywnym rozliczeniu władz gminy przez radę.
Wątek finansowy przedstawiono natomiast jako jeden z najmocniejszych argumentów na rzecz pozytywnej oceny pracy Zdzisława Maklesa. Dochody gminy za 2025 rok wykonano na poziomie 56,4 mln zł, a wydatki wyniosły 56,8 mln zł. Na koniec roku gmina nie miała zobowiązań wymagalnych, a zadłużenie spadło do 8 mln zł. Wójt podkreślał, że w 2025 roku nie zaciągnięto nowych zobowiązań, a w czasie jego urzędowania dług zmniejszono o blisko 2,3 mln zł.
Wśród zadań zrealizowanych lub rozpoczętych w 2025 roku wymieniano między innymi budowę sieci wodno-kanalizacyjnej w Waleńczowie, wymianę oświetlenia ulicznego na LED, rozbudowę instalacji fotowoltaicznych o magazyny energii, wkład gminy w remonty dróg powiatowych, budowę ulicy Polnej w Iwanowicach Małych, modernizację pomieszczeń urzędu, zagospodarowanie terenu wokół Gminnego Centrum Kultury oraz inwestycje w termomodernizację obiektów publicznych.
O efekty wymiany lamp pytał radny Grzegorz Idasz. Wójt odpowiedział, że choć pełny cykl rozliczeniowy wymaga jeszcze czasu, pierwsze dane są już bardzo korzystne. Według niego rachunki za oświetlenie spadły z około 400 tys. zł w 2024 roku do około 150-160 tys. zł w 2025 roku.
Istotnym tematem była też pomoc społeczna i współpraca z organizacjami pozarządowymi. Radny Dariusz Zając poprosił o rozwinięcie tego wątku, określając go jako pozytywne novum obecnej kadencji. Wójt wskazywał na współpracę z jedną z fundacji i kościelną organizacją oraz potrzebę budowania systemu wsparcia dla osób starszych, samotnych i wymagających opieki. Sygnalizował również możliwość utworzenia w przyszłości Centrum Usług Społecznych.
W tej części wystąpienia wyraźnie wybrzmiał problem starzenia się mieszkańców, samotności seniorów oraz ograniczonych możliwości rodzin, których młodsi członkowie często wyjeżdżają za pracą. Makles przekonywał, że gmina musi wcześniej przygotować rozwiązania organizacyjne, zanim potrzeby społeczne staną się jeszcze większym obciążeniem.
Po udzieleniu wotum zaufania i absolutorium wójt podziękował radnym, ale jednocześnie przypomniał, że pozytywne głosowania nie oznaczają braku kontroli nad władzą wykonawczą. Zaznaczył, że rada powinna patrzeć mu na ręce i rozmawiać o sprawach trudnych.
– Państwo są moimi kontrolerami. Jeśli państwo widzą, że trzeba kontrolować, to zapraszam – zachęcał.
W końcowej części sesji radny Grzegorz Idasz wrócił jeszcze do sprawy modernizacji remiz ochotniczych straży pożarnych. Jak mówił, pojawiają się rozbieżne informacje dotyczące tego, kto właściwie pozyskał pieniądze na ten cel.
Wójt wyjaśniał, że chodzi o program termomodernizacyjny Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach, a inicjatywa miała wyjść z urzędu. Jak podkreślał, gmina musiała zabezpieczyć wkład własny, przygotować wniosek i przejść całą procedurę. Skarbnik doprecyzowała, że pożyczka wynosi 957 tys. zł, dotacja 750 tys. zł, środki własne 350 tys. zł, a całość to około 2,5 mln zł.
Radni przyjęli również zmiany w budżecie na 2026 rok, zmianę wieloletniej prognozy finansowej oraz uchwałę dotyczącą sprzedaży nieruchomości w Waleńczowie w drodze przetargu ograniczonego. Wszystkie te decyzje zapadły jednogłośnie i bez większej dyskusji.
Opatów
Sołtysi mocniej upomnieli się o głos. Na sesji w Opatowie wróciły diety, komisje i problemy rolników
Końcówka przedostatniej sesji Rady Gminy Opatów pokazała, że najwięcej emocji nie zawsze budzą uchwały zapisane w porządku obrad. Tym razem najostrzejsze wypowiedzi padły w sprawach zgłaszanych przez sołtysów i radnych. Na sali wrócił temat potrąceń diet, pojawiły się pytania o dokumenty potrzebne rolnikom do rozliczenia akcyzy za paliwo, stan szkolnego budynku oraz obowiązek informowania sołtysów o posiedzeniach komisji.
Jeden z uczestników obrad zakwestionował zasady potrącania diet za nieobecność na sesjach. Jego zdaniem rozwiązania przyjęte jeszcze w poprzedniej kadencji są niesprawiedliwe wobec sołtysów.
– Pytałem już o to pięć lat temu, a teraz mam pytanie do nowych radnych, żeby ocenili, czy to jest sprawiedliwe, że za nieobecność na sesji sołtysom odciągają 20 proc., a radnym 8 proc. z diety – mówił.
Przewodniczący rady odpowiadał, że sprawa była już poruszana, a jej rozstrzygnięcie wymaga analizy prawnej. Sołtys nie przyjął jednak tych wyjaśnień bez dalszych pytań i domagał się konkretów dotyczących potrąceń radnym.
– To powiedz pan, ile odciągacie radnym za nieobecność na sesji? 100 zł, tak? 100 zł, a mają mniej jak połowę diety. Czy to jest sprawiedliwe? – dopytywał.
Wymiana zdań szybko stała się bardziej nerwowa. Przewodniczący deklarował przygotowanie opinii prawnej, ale jednocześnie zwracał uwagę, że temat nie jest tak prosty, jak przedstawia go sołtys.
– Mówiłem już panu wcześniej, że temat wymaga głębszej analizy stanu prawnego. Temat był przeze mnie tutaj procedowany, znaczy procedowany to może za duże słowo, ale poruszany i nie jest to sprawa tak prosta, jakby się panu wydawało – odpowiadał samorządowiec.
Spór nie zakończył się spokojnie. Sołtys zarzucał radnym brak decyzji w sprawie, która jego zdaniem ciągnie się od lat. Padły też osobiste uwagi pod adresem przewodniczącego, na co ten odpowiedział sugestią, by sołtys sam spróbował prowadzić obrady, jeśli krytykuje sposób ich organizacji.

– Jeżeli pana boli to, że pan prowadzi prywatne dyskusje w trakcie trwania sesji, to zapraszam na tą stronę. Niech pan prowadzi sesję, kiedy pan dyskutuje. Bardzo zapraszam serdecznie. Zamienimy się rolami – odparł przewodniczący.
Kolejny praktyczny problem dotyczył rolników. Sołtys Złochowic zapytała o dokumenty, które będą uznawane przy rozliczaniu podatku akcyzowego za paliwo. Sprawa dotyczyła szczególnie osób, które nie prowadzą działalności gospodarczej, ale przy zakupie paliwa posługują się NIP-em lub otrzymują potwierdzenia transakcji zamiast klasycznych faktur.
– Dzwoniłam w sprawie tego, jakie dokumenty rolnicy mają przedstawić, jeżeli będą się rozliczać z podatku akcyzowego za paliwo – mówiła.
Wójt zapowiedział przygotowanie odpowiedzi przez pracownika zajmującego się tym zagadnieniem. Sołtys poprosiła jednak, by informacja nie trafiła wyłącznie do niej, ale została podana szerzej, ponieważ problem może dotyczyć większej liczby mieszkańców.
Wśród zgłoszeń znalazła się także sprawa Szkoły Podstawowej im. Marii Konopnickiej. Jedna z radnych zwróciła uwagę, że skoro w gminie modernizowane są kolejne obiekty szkolne, warto przyjrzeć się również temu budynkowi. Jej wypowiedź miała charakter konkretnego wniosku inwestycyjno-remontowego.
Osobny i wyraźnie konfliktowy wątek dotyczył informowania sołtysów o posiedzeniach komisji. Sołtys Waleńczowa wskazywał, że od kilku miesięcy nie otrzymuje powiadomień, choć – jak podkreślał – po zmianach w ustawie o samorządzie gminnym sołtysi powinni być zawiadamiani na takich samych zasadach jak radni.
– Od pięciu miesięcy nie jesteśmy informowani jako sołtysi o posiedzenia komisji – poinformował.
Przewodniczący rady zadeklarował, że zwróci uwagę osobom odpowiedzialnym za zawiadomienia. Jednocześnie przypomniał, że informacje o komisjach są publikowane w Biuletynie Informacji Publicznej. Ten argument nie zamknął jednak sprawy, bo sołtys zwrócił uwagę, że chodzi nie o możliwość samodzielnego wyszukania informacji, ale o formalny obowiązek powiadamiania.
– Jak widać ustawa mówi wyraźnie, że sołtysi mają być powiadamiani na tych samych zasadach co radni. Więc fajnie by było, żeby pan przestrzegał aktualnie obowiązującej ustawy o samorządzie gminnym – stwierdził sołtys Waleńczowa.
Do tematu odniosła się jedna z urzędniczek, która wyjaśniała, że zawiadamianie sołtysów było już wcześniej praktykowane, między innymi przez SMS-y. Zaznaczyła jednak, że pojawiały się pytania, czy obecność sołtysów na komisjach jest obowiązkowa. Ostatecznie przewodniczący zapowiedział, że powiadomienia o komisjach będą wysyłane.
Opatów
Budżet Opatowa z większym deficytem, zakład komunalny zatrzyma nadwyżkę, a dzierżawa bez przetargu
Radni gminy Opatów przyjęli pakiet uchwał dotyczących między innymi zmian w budżecie, wieloletniej prognozie finansowej, zakładu komunalnego, pomocy finansowej dla powiatu kłobuckiego, dzierżawy gminnych nieruchomości, pomników przyrody oraz sieci szkół. Wszystkie projekty zostały poparte jednomyślnie przez dwunastu obecnych podczas sesji samorządowców.
Najważniejszym punktem był budżet. Dochody gminy zmniejszono o 16,3 tys. zł, a wydatki zwiększono o prawie 693 tys. zł. W efekcie deficyt gminy określono na poziomie sięgającym 1,9 mln zł. Zostanie on pokryty między innymi wolnymi środkami, niewykorzystanymi pieniędzmi z rozliczeń szczególnych oraz przychodami z kredytów i pożyczek.
Mimo skali zmian finansowych na sali nie było szerszej dyskusji. Przewodniczący przypominał, że projekty były wcześniej omawiane na wspólnym posiedzeniu komisji i uzyskały pozytywną opinię. To stało się charakterystycznym elementem całego bloku uchwał. Najważniejsze decyzje zapadały sprawnie, ale bez publicznego dopytywania o szczegóły podczas samej sesji.
Zmianom w budżecie towarzyszyła aktualizacja wieloletniej prognozy finansowej na lata 2026-2032. Także ta uchwała została przyjęta bez głosów sprzeciwu i bez wstrzymujących się.
Radni zgodzili się również, aby Zakład Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Opatowie nie wpłacał do budżetu gminy nadwyżki środków obrotowych za poprzedni rok. Pieniądze mają pozostać w zakładzie i zostać przeznaczone na jego zadania statutowe. Ten punkt również nie wywołał pytań. Uchwała przeszła jednogłośnie.
Podobnie było przy decyzji o udzieleniu pomocy finansowej dla powiatu kłobuckiego. Gmina przekaże 18 tys. zł na dofinansowanie części kosztów pobytu trzech mieszkańców w Środowiskowym Domu Samopomocy w Krzepicach.

Największy potencjał do pytań miała uchwała dotycząca gminnego majątku. Rada zgodziła się na wydzierżawienie nieruchomości w Złochowicach temu samemu dzierżawcy w trybie bezprzetargowym. Chodzi o działki o powierzchni 5001 mkw. oraz 465 mkw., przeznaczone na prowadzenie działalności gospodarczej w zakresie produkcji, handlu i usług. Umowa ma obowiązywać do połowy 2033 roku.
Mimo że bezprzetargowa dzierżawa gminnych nieruchomości na kilka lat jest decyzją majątkową o istotnym znaczeniu, podczas sesji nie rozwinęła się dyskusja o warunkach, stawkach czy ewentualnych alternatywach. Radni i tę uchwałę przyjęli jednogłośnie.
Rada zajęła się także aktualizacją stanu prawnego pomników przyrody. Uchwała porządkuje kwestie ochrony okazałych drzew na terenie gminy i wskazuje obowiązki związane z ich monitorowaniem, pielęgnacją oraz zabezpieczaniem.
W części oświatowej radni przyjęli zmiany dotyczące sieci publicznych szkół podstawowych oraz wspólnej obsługi jednostek organizacyjnych gminy. W wykazie jednostek obsługiwanych znalazły się szkoły, biblioteka, klub dziecięcy i przedszkole.
Opatów
Opatów nie odpuści pieniędzy gminie Panki? Spór o drogę, odszkodowanie i interes gminy
Sprawa rozliczeń między Opatowem i sąsiednimi Pankami zdominowała jedną z ostatnich sesji rady gminy. Chodzi o odszkodowanie związane z drogą łączącą oba samorządy. Z informacji przedstawionych podczas obrad wynika, że Opatów może domagać się pieniędzy z dwóch tytułów – za wywłaszczenie gruntu oraz za nakłady poniesione na budowę drogi. W tle pojawiła się możliwość odstąpienia od części roszczeń, ale na sali szybko wybrzmiał sprzeciw wobec dobrowolnej rezygnacji z należnych środków.
Temat wywołała radna Małgorzata Kalwik-Buchała, pytając o dalszy przebieg sprawy i korespondencję prowadzoną między samorządami. Wójt Zdzisław Makles wyjaśniał, że sprawa dotyczy ulicy Fabrycznej. Jak zaznaczył, początki procedury sięgają jeszcze poprzedniej kadencji, zanim objął funkcję włodarza.
– Mówię z pamięci, czyli z niczego. W roku 2023, czyli w czasie, kiedy nie funkcjonowałem tutaj w administracji, gmina Panki wstrzymała procedurę wywłaszczania gminy Opatów z ulicy Fabrycznej, która łączy ten odcinek od Waspolu w kierunku Hutki – mówił.
Z przedstawionych wyjaśnień wynikało, że kwoty nie są symboliczne.
– Otrzymaliśmy informację, że wskutek tego procesu wywłaszczeniowego gmina Opatów powinna otrzymać od gminy Panki środki finansowe z dwóch tytułów. Pierwszy tytuł za wywłaszczenie gruntu i teraz – mówię z pamięci, czyli z niczego – to jest około 160 tys. zł i drugi tytuł, tak zwany składnik budowlany, czyli poniesione nakłady na budowę tej drogi, który gmina Panki ma zapłacić w wysokości 120 tys. zł – relacjonował Makles.
Najważniejszy spór dotyczył jednak nie samego istnienia roszczenia, lecz tego, czy Opatów mógłby z niego zrezygnować. Włodarz poinformował, że wójt Katarzyna Gierak zabiegała o takie rozwiązanie, powołując się na przepisy dopuszczające odstąpienie od odszkodowania. Makles zaznaczył jednak, że jest to wyłącznie możliwość, a nie obowiązek.
– Pani wójt poprosiła o spotkanie, przyjechała w towarzystwie prawnika. Powołując się na możliwości ustawy sugerowała, żeby gmina Opatów zrezygnowała z pobrania tego odszkodowania. Oczywiście ustawowe możliwości funkcjonują, ale to jest możliwość. Ustawa nie nakazuje, tylko daje możliwość – mówił wójt.

Zdzisław Makles kilkukrotnie akcentował, że w tej sprawie nie może kierować się wyłącznie dobrosąsiedzkimi relacjami. Jak przekonywał, potrzebne byłyby mocne podstawy prawne, ponieważ dobrowolne odstąpienie od należnych środków mogłoby zostać ocenione przez organy kontrolne.
– W podjęciu decyzji może tylko pomóc prawo. I tylko z taką prośbą zwróciłem się do gminy Panki, ponieważ argumentacja zastosowana w przysłanej dokumentacji była niewystarczająca – przekonywał. – Ja nazywam się Zdzisław Makles i jestem wójtem gminy Opatów i reprezentuję interesy gminy Opatów – podkreślił wójt.
Sprawa może okazać się jeszcze poważniejsza finansowo, niż początkowo zakładano. Dotychczasowy operat szacunkowy stracił ważność, a jego prosta aktualizacja nie była możliwa. Jak wyjaśniono, ceny materiałów i składników budowlanych wzrosły, dlatego konieczne będzie przygotowanie nowej wyceny.
– Pani rzeczoznawca oświadczyła, że ceny materiałów przez ostatni rok poszły zdecydowanie do góry, w związku z czym cena składnika budowlanego jest w tym momencie nieaktualna i nie może zaktualizować operatu – wyjaśniała jedna z obecnych na sesji urzędniczek.
Wójt dopowiedział, że nowy operat może oznaczać wyższe roszczenie wobec Panek.

– Innymi słowy odszkodowanie może być najprawdopodobniej większe, bo to wynika po prostu ze zmiany cen. No i ten operat w zasadzie kończy sprawę – stwierdził Zdzisław Makles.
Największe napięcie pojawiło się, gdy do sprawy odniósł się sołtys Waleńczowa. Zwrócił się do przewodniczącego rady, pytając o projekt uchwały, który – według jego wiedzy – miał dotyczyć rezygnacji z należnego Opatowowi odszkodowania. W jego wypowiedzi pobrzmiewał wyraźny zarzut, że samorząd nie powinien nawet rozważać oddawania pieniędzy sąsiedniej gminie.
– Niestety nurtuje mnie jedna sytuacja, bo to pan przewodniczący niestety próbował przedstawić, podać uchwałę i pan proponował, żebyśmy jako gmina zrezygnowali z należnych nam odszkodowań. Czy pan jest takim radnym tutaj gminy Opatów, czy radnym gminy Panki? – mówił sołtys.
Przewodniczący Tomasz Kotowicz odpierał zarzuty. Tłumaczył, że nie chodziło o forsowanie konkretnego rozwiązania, lecz o poznanie opinii radnych, która mogłaby pomóc wójtowi w podjęciu decyzji. Zaznaczał także, że droga ma znaczenie praktyczne dla mieszkańców obu gmin, bo korzystają z niej osoby dojeżdżające między innymi do zakładów pracy.
– Jestem radnym Rady Gminy Opatów. Zamiarem moim było uzyskanie opinii radnych, jak tą sprawę postrzegają, po to, aby pan wójt też miał niejako łatwiej podjąć decyzję – odpowiedział.
Sołtys Waleńczowa pozostał jednak przy swoim stanowisku. Podkreślał, że dla lokalnych społeczności kilkaset tysięcy złotych to realne pieniądze, które można przeznaczyć na konkretne zadania.
Prawne tło sprawy przedstawił gminny prawnik. Wyjaśnił, że Opatów oczekiwał od wójt gminy Panki formalnego oświadczenia w trybie Kodeksu postępowania administracyjnego. Dokument miał mieć znaczenie dowodowe i zabezpieczać interes gminy Opatów przy ewentualnym rozstrzygnięciu sprawy.
– Chcieliśmy pójść na rękę gminie Panki i zrezygnować z odszkodowania w części dotyczącej nakładów, które gmina Panki poniosła – mówił mecenas.
Jak wynikało z jego wypowiedzi, problemem stała się odmowa złożenia takiego oświadczenia pod rygorem odpowiedzialności karnej. Bez tego, jak tłumaczył, sprawa nie może zostać zamknięta w sposób oczekiwany przez sąsiedni samorząd.
– Zupełnie nie wiadomo dlaczego pani wójt gminy Panki dość szeroko i rozwlekle odniosła się do naszej prośby, że co to w ogóle ma być, że odpowiedzialność karna, dlaczego pod takim rygorem i dlaczego takie oświadczenie w ogóle chcemy i odmawia nam złożenia tego oświadczenia – relacjonował mecenas.
Prawnik ocenił, że korespondencja nie została definitywnie zakończona, ale temat został w praktyce odłożony. Dalsze ruchy zależą od gminy Panki.
– W zasadzie odnoszę wrażenie, ja osobiście, że dzieje się tak głównie dlatego, że pani wójt gminy Panki straciła zainteresowanie, nie my – stwierdził mecenas.
Opatów
Hołd dla rotmistrza Pileckiego w Opatowie. Tak uczczono jednego z największych polskich bohaterów
24 maja w Opatowie odbyły się uroczystości poświęcone rotmistrzowi Witoldowi Pileckiemu, jednemu z najważniejszych bohaterów polskiej historii XX wieku. Na placu przy kościele parafialnym Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny odsłonięto jego popiersie. Monument stanął w miejscu szczególnym – w sąsiedztwie muralu poświęconego Pileckiemu, namalowanego przed laty jako wyraz lokalnej pamięci o życiu, służbie i ofierze tego wybitnego Polaka.
Uroczystości rozpoczęły się od nabożeństwa w opatowskiej świątyni. Następnie uczestnicy wydarzenia tłumnie zgromadzili się przy kościele, gdzie oficjalnie odsłonięto popiersie rotmistrza. Obecność monumentu w tej przestrzeni ma nie tylko wymiar historyczny, ale również edukacyjny i symboliczny. To trwały znak pamięci o człowieku, który całe życie podporządkował służbie Polsce.
Wydarzeniu towarzyszył koncert patriotyczny Chóru Con Amore. W program obchodów wpisano również podsumowanie Konkursu Plastycznego „Niezłomny”, który pozwolił młodszym uczestnikom spojrzeć na postać Pileckiego przez pryzmat własnej wrażliwości i twórczości.
– Dzięki temu uroczystość miała nie tylko charakter rocznicowy, ale również międzypokoleniowy – poinformował urząd gminy w okazjonalnym komunikacie.
Odsłonięcie popiersia odbyło się w przeddzień 78. rocznicy śmierci rotmistrza. Witold Pilecki został zamordowany 25 maja 1948 roku o godz. 21.30 przez komunistycznych oprawców w więzieniu przy ulicy Rakowieckiej w Warszawie. Witold Pilecki był żołnierzem Armii Krajowej, organizatorem ruchu oporu w niemieckim obozie koncentracyjnym KL Auschwitz oraz uczestnikiem powstania warszawskiego.

Służbę Polsce rozpoczął już w czasie wojny z bolszewikami w 1920 roku. Walczył również w kampanii wrześniowej 1939 roku, a następnie działał w strukturach Polskiego Państwa Podziemnego. W 1940 roku, wykonując misję zleconą przez dowództwo Związku Walki Zbrojnej, dobrowolnie poddał się aresztowaniu i wywózce do KL Auschwitz. Jego zadaniem było zdobycie informacji o niemieckich zbrodniach oraz zorganizowanie w obozie konspiracji niepodległościowej. Gdy pojawiło się zagrożenie dekonspiracją, zdecydował się na ucieczkę, którą zdołał skutecznie przeprowadzić.
W 1944 roku Pilecki walczył w powstaniu warszawskim w zgrupowaniu Chrobry II. Po wojnie służył w 2. Korpusie Polskim we Włoszech, skąd decyzją gen. Władysława Andersa wrócił do Polski, aby odbudowywać struktury wywiadowcze działające na rzecz rządu RP na uchodźstwie. W maju 1947 roku został aresztowany przez komunistyczne władze, osadzony w areszcie śledczym i poddany brutalnym torturom. Mimo tego nie złamał się i do końca pozostał wierny dewizie – Bóg, Honor, Ojczyzna.
Pokazowy proces przed komunistycznym sądem trwał dwa tygodnie. Pileckiego oraz jego współpracowników oskarżono o „szpiegostwo”. Wydano trzy wyroki śmierci i kilka kar długoletniego więzienia. Ostatecznie karę śmierci wobec Tadeusza Płużańskiego i Marii Szelągowskiej zamieniono na dożywocie. Witold Pilecki został zamordowany strzałem w potylicę przez komunistycznych zbrodniarzy, a jego ciało złożono w nieoznaczonym miejscu na warszawskich Powązkach.
Przez dziesięciolecia w PRL informacje o jego losie i dokonaniach były objęte ścisłą cenzurą. Dopiero po 1989 roku pamięć o rotmistrzu zaczęła wracać do przestrzeni publicznej. W 2006 roku prezydent Lech Kaczyński odznaczył go pośmiertnie Orderem Orła Białego, a w 2013 roku Witold Pilecki został pośmiertnie awansowany na pułkownika.
Do tej pory nie jest znane jego miejsce spoczynku.
Opatów
Smród, spadek wartości nieruchomości i ucieczka mieszkańców? Takie wizje padły podczas sesji w Opatowie
Podczas poniedziałkowej sesji rady gminy najwięcej emocji nie wywołały wcale uchwały finansowe ani zmiany w wieloletniej prognozie, lecz wystąpienie gościa z zewnątrz, który przyjechał ostrzec radnych przed planowaną inwestycją w sąsiedztwie gminy. W sali obrad padły mocne słowa o „ruinie osób mieszkających w bezpośredniej bliskości”, „konaniu od smrodu” i zagrożeniu, które – jak przekonywano – może w praktyce przekroczyć administracyjną granicę i uderzyć także w mieszkańców Opatowa.
Sesja rozpoczęła się od wystąpienia Marka Kajkowskiego ze Stowarzyszenia Pro Veritate z Krzepic. Jak wyjaśnił, do tamtejszych władz zgłosił się inwestor zainteresowany realizacją przedsięwzięcia w rejonie pól przylegających do granicy pomiędzy gminami Krzepice i Opatów. Według relacji działacza sprawa jest na wczesnym etapie, ale już teraz wymaga czujności i szybkiej reakcji samorządów.
– Pozwoliłem sobie dzisiaj do państwa przyjechać, żeby poinformować o pewnym fakcie, który wydaje się być bardzo istotny dla tej gminy, a o którym my w Krzepicach dowiedzieliśmy się całkiem niedawno – mówił.
Gość szeroko opowiedział o planowanej inwestycji związanej z biogazownią, która – jego zdaniem – może oznaczać trwałe pogorszenie warunków życia na pograniczu obu samorządów. Nie ograniczał się przy tym do ostrożnych ocen. Odwoływał się do własnych doświadczeń z innych miejsc w Polsce, w których – jak twierdził – podobne instalacje doprowadziły do wyludniania się okolicznych miejscowości i załamania wartości nieruchomości.
– Konsekwencją uruchomienia tego typu obiektów jest praktycznie ruina osób mieszkających w bezpośredniej bliskości, czyli w bliskości zapachowej, tak to nazwijmy, polegająca na tym, że nieruchomości tam się znajdujące tracą wartość do zera. Tam nie chce już nikt mieszkać i tam nie da się niczego sprzedać – przekonywał Kajkowski.

W swojej wypowiedzi przytoczył przykład Żarskiej Wsi w rejonie Bogatyni, gdzie – według jego relacji – problem składowania odpadów z biogazowni miał doprowadzić do ucieczki młodych mieszkańców i pozostawienia domostw. Jeszcze mocniejsze obrazy pojawiły się później, gdy opisywał sytuację w Domaszowicach i Lisewie. Jego przekaz był jasny. Biogazownia to nie tylko technologia i pieniądze unijne, ale przede wszystkim długotrwały konflikt z mieszkańcami i nieusuwalny problem odorowy.
– W istocie żyć nie będzie się dało, również wam, bo wiatr przygna to do was od nas – stwierdził.
Wątek biogazowni szybko połączył się z pytaniem jednego z uczestników sesji o istniejącą już w okolicy infrastrukturę związaną z tuczarnią i dawnymi planami budowy instalacji do przetwarzania odchodów. W odpowiedzi Marek Kajkowski wyjaśniał różnicę pomiędzy laguną na gnojowicą a właściwą biogazownią i przekonywał, że obecne uciążliwości są jedynie „subtelną zapowiedzią” tego, co mogłoby nadejść po uruchomieniu pełnoskalowej inwestycji.
Szeroko opisywał mechanizm działania takich instalacji, przekonując, że największym problemem nie jest sam metan ani szczelność fermentorów, lecz magazynowanie wsadu i zagospodarowanie pofermentu. To właśnie tam – w jego ocenie – rodzi się realna uciążliwość zapachowa.
– To nie metan jest problemem, to nie szczelność biogazowni jest problemem. Tę szczelność te firmy zapewniają. Problemem jest to, co jest przed i to, co jest za – dodawał.
Wystąpienie Marka Majkowskiego wyraźnie ustawiło ton całej sesji. Był to najmocniejszy z poruszonych tematów, możliwie wysoce konfliktowy i najbardziej polityczny, bo dotyczył inwestycji formalnie zlokalizowanej poza granicami Opatowa, ale potencjalnie mogącej wpływać na życie mieszkańców gminy. Choć rada nie podejmowała w tej sprawie uchwały, już sam fakt wprowadzenia tematu do obrad pokazał, że lokalny samorząd może w najbliższych miesiącach znaleźć się pod presją mieszkańców oczekujących jednoznacznego stanowiska.
Opatów
Zmarł Andrzej Zalski. Wieloletni prezes Znicza Kłobuck, przedsiębiorca i radny gminy Opatów
Końcówka roku przyniosła smutną informację dla środowiska sportowego regionu. W wieku 71 lat zmarł Andrzej Zalski – wieloletni prezes i główny sponsor MLKS Znicz Kłobuck, przedsiębiorca oraz były radny gminy Opatów. Działał na styku biznesu, sportu i samorządu.
Przez wiele lat Andrzej Zalski kierował działalnością Znicza Kłobuck, odpowiadając zarówno za sprawy organizacyjne, jak i finansowe. W tym czasie klub przeszedł proces stopniowej odbudowy – od występów w B-klasie do rywalizacji w IV lidze. Znicz ustabilizował swoją pozycję sportową i organizacyjną, regularnie uczestnicząc w rozgrywkach ligowych.
Zalski był również przedsiębiorcą, prowadzącym prężną działalność gospodarczą na terenie regionu. Aktywność zawodową łączył z zaangażowaniem w sport oraz sprawy lokalne, przez wiele lat wspierając wiele inicjatyw.
Poza działalnością sportową pełnił także funkcję radnego gminy Opatów. Uczestniczył w pracach samorządu, zajmując się problemami mieszkańców i sprawami ważnymi dla lokalnej społeczności. Z mandatu zrezygnował we wrześniu bieżącego roku.
Andrzej Zalski nie unikał trudnych decyzji ani sytuacji budzących kontrowersje. Jego działalność, zarówno w sporcie, jak i w życiu publicznym, wielokrotnie wywoływała dyskusje i skrajne opinie, jednak pozostawał jedną z najbardziej rozpoznawalnych i zasłużonych postaci lokalnego środowiska piłkarskiego i samorządowego.
Rodzinie i bliskim składamy wyrazy współczucia.
-
Poczesna1 rok temuTragiczny wypadek na trasie między Sobuczyną a Nieradą. Nie żyje 34-letnia kobieta
-
Myszków10 miesięcy temuDom, który stał się miejscem strachu. Bracia z Myszkowa aresztowani za wielomiesięczną przemoc
-
Poczesna2 lata temuW gminie huczy, policja o niczym oficjalnie nie wie, a wójt milczy i unika odpowiedzi
-
Niegowa3 miesiące temuPoważny wypadek młodych ludzi w Niegowie. Pasażerka straciła rękę











