Nie żyje Andrzej Kwapisz. Zmarł w nocy z 1 na 2 maja.
Na urząd starosty Andrzej Kwapisz po raz pierwszy został wybrany w 2006 roku. Na początku zeszłego, zrezygnował z funkcji tłumacząc swoją decyzję kłopotami ze zdrowiem.
W latach 1998-2002 oraz 2006-2018 był również radnym powiatu. Od 1995 do 2000 roku prezesem Ochotniczej Straży Pożarnej w Borownie. W latach 1998-2016 roku pełnił funkcję prezesa powiatowych struktur PSL-u w Częstochowie.
Rędziny
Drogowe sprawy Rędzin i Mstowa na stole. Rozmowy o chodnikach, przejściach i bezpieczeństwie
Kwestie bezpieczeństwa pieszych, remontów dróg, odwodnienia oraz przebudowy newralgicznych skrzyżowań były tematem spotkania radnego Eryka Łęgowika z przedstawicielami Powiatowego Zarządu Dróg w Częstochowie i Wydziału Komunikacji Starostwa Powiatowego. – Rozmowy dotyczyły spraw ważnych dla mieszkańców gmin Rędziny i Mstów, zgłaszanych wcześniej przez włodarzy obu samorządów – mówi Łęgowik.
W spotkaniu uczestniczyli dyrektor Powiatowego Zarządu Dróg w Częstochowie Roman Pakuła oraz zastępca naczelnika wydziału komunikacji Starostwa Powiatowego w Częstochowie Bartłomiej Kocyga. Jak wynika z relacji radnego powiatowego Eryka Łęgowika, omawiane tematy były efektem wcześniejszych rozmów z wójtami Mstowa oraz Rędzin.
– Jednym z poruszonych zagadnień była zmiana lokalizacji przejścia dla pieszych w Mariance Rędzińskiej, w rejonie skrzyżowania ulic Srebrnej, Prostej i Kwiatowej. Rozmawialiśmy również o bieżącym czyszczeniu chodników oraz o doświetleniu przejść dla pieszych, co ma bezpośrednie znaczenie dla bezpieczeństwa mieszkańców, zwłaszcza po zmroku – wyjaśnia Łęgowik.
Wśród spraw dotyczących gminy Mstów znalazła się między innymi budowa chodnika przy szkole w Małusach Wielkich. Jak przekonuje samorządowiec, to temat istotny przede wszystkim z punktu widzenia dzieci, rodziców i osób korzystających na co dzień z infrastruktury w pobliżu placówki oświatowej.
Z kolei w przypadku gminy Rędziny rozmowy objęły kilka konkretnych lokalizacji. Mowa była o aktualizacji dokumentacji projektowej ulicy Kościuszki w Rędzinach na potrzeby remontu, zabezpieczeniu środków na dokumentację oraz przebudowę skrzyżowania w Kościelcu, a także o przejściu dla pieszych przy ulicy Mykanowskiej.
Osobny blok tematów dotyczył Rudnik. Wskazano potrzebę odwodnienia ulicy Stalowej, budowy chodnika przy tej drodze oraz wykonania remontu cząstkowego jej nawierzchni. Poruszono także kwestię zwiększenia bezpieczeństwa na skrzyżowaniu ulicy Stalowej z drogą krajową. Wśród możliwych rozwiązań wymieniono budowę ronda albo montaż sygnalizacji świetlnej.

– Spotkanie miało charakter roboczy, ale dotyczyło spraw, które od dłuższego czasu pojawiają się w lokalnych rozmowach o bezpieczeństwie i komforcie mieszkańców. Chodniki, przejścia dla pieszych, odwodnienie i organizacja ruchu to inwestycje, które często nie mają spektakularnego charakteru, ale realnie wpływają na codzienne funkcjonowanie miejscowości. Dalsze decyzje będą zależały od możliwości organizacyjnych i finansowych powiatu oraz od uzgodnień z samorządami – dodaje radny.
Janów
Milionowa inwestycja w Janowie. Magazyn ma służyć mieszkańcom w razie zagrożeń
Burmistrz Janowa Edward Moskalik podpisał umowę na realizację inwestycji związanej z dokończeniem budowy magazynu przeznaczonego na potrzeby ochrony ludności i obrony cywilnej. Zadanie wykona częstochowska spółka, a jego wartość wynosi blisko 1,3 mln zł.
Przedmiotem zamówienia są roboty budowlane polegające na dokończeniu budowy magazynu w Janowie, a także dostawa i montaż niezbędnego wyposażenia. Obiekt ma służyć realizacji zadań z zakresu ochrony ludności i obrony cywilnej, w tym gromadzeniu oraz zabezpieczeniu sprzętu i materiałów potrzebnych w sytuacjach kryzysowych.

Inwestycja jest realizowana w ramach Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej na lata 2025/2026. To jeden z elementów wzmacniania lokalnego systemu bezpieczeństwa, który ma znaczenie zarówno dla działań prewencyjnych, jak i dla sprawnego reagowania w przypadku zagrożeń.

Całkowity koszt zadania wynosi prawie 1,3 mln zł. Środki zostaną przeznaczone nie tylko na prace budowlane, ale również na wyposażenie magazynu, tak aby po zakończeniu inwestycji obiekt mógł pełnić swoją funkcję w praktyce.

– Dokończenie budowy magazynu to przedsięwzięcie o znaczeniu organizacyjnym i bezpieczeństwa publicznego. Dzięki niemu gmina zyska zaplecze potrzebne do przechowywania wyposażenia wykorzystywanego w działaniach związanych z ochroną mieszkańców, reagowaniem kryzysowym i zadaniami obrony cywilnej – podkreśla burmistrz Moskalik.
Dąbrowa Zielona
Duży projekt transportowy wchodzi w teren. Święta Anna doczeka się ważnej inwestycji
W Świętej Annie symbolicznie rozpoczęto realizację budowy centrum przesiadkowego. To przedsięwzięcie, które ma poprawić komfort codziennego podróżowania, zwiększyć bezpieczeństwo mieszkańców i ułatwić korzystanie z transportu publicznego.
Symboliczne wbicie łopaty było formalnym początkiem prac przy zadaniu, które wpisuje się w szerszy projekt dotyczący budowy centrów przesiadkowych na terenie kilku samorządów. Nowa infrastruktura w Świętej Annie ma stworzyć nowoczesne i funkcjonalne miejsce dla pasażerów, pieszych, rowerzystów oraz osób korzystających z różnych form codziennego przemieszczania się. Inwestycja ma również poprawić dostępność komunikacyjną gminy i uporządkować przestrzeń związaną z obsługą podróżnych.

Zadanie realizowane jest w ramach projektu budowa centrów przesiadkowych w Dąbrowie Zielonej, Koniecpolu, Przyrowie i Poczesnej z systemem zarządzania transportem powiatu częstochowskiego. Liderem przedsięwzięcia jest częstochowie starostwo, który realizuje projekt w partnerstwie ze wspomnianymi samorządami oraz Związkiem Gmin i Powiatów Subregionu Północnego Województwa Śląskiego.

Projekt otrzymał dofinansowanie z Unii Europejskiej. Całkowita wartość przedsięwzięcia wynosi 31,45 mln zł, z czego wydatki kwalifikowalne to 26,34 mln zł. Kwota dofinansowania sięga 22,38 mln zł, natomiast wkład własny wynosi 9,05 mln zł. Całość prac ma zostać sfinalizowana do końca roku.

W wydarzeniu w Świętej Annie uczestniczyli przedstawiciele miejscowych władz, rady gminy, starostwa powiatowego, wykonawcy inspektora nadzoru. Obecność mieszkańców podkreśliła lokalny wymiar inwestycji, która ma służyć przede wszystkim codziennym potrzebom osób korzystających z komunikacji i przestrzeni publicznej.
Mstów
Nowe ławki na skwerze w Jaskrowie. To mieszkańcy zdecydowali, jak zmienić wspólną przestrzeń
Skwer przy Zespole Szkolno-Przedszkolnym w Jaskrowie stał się wygodniejszy i bardziej przyjazny dla mieszkańców. W przestrzeni publicznej pojawiły się nowe ławki, które już służą jako miejsce odpoczynku, rozmów i codziennych spotkań. Zadanie zrealizowano ze środków funduszu sołeckiego, a o jego wykonaniu zdecydowała lokalna społeczność.
To co prawda niewielka, ale – jak podkreśla wójt Tomasz Gęsiarz – ważna inwestycja w lokalną przestrzeń. Nowe elementy małej architektury poprawiają funkcjonalność skweru i sprawiają, że miejsce to lepiej odpowiada na potrzeby różnych grup użytkowników. Z ławek mogą korzystać zarówno seniorzy, rodzice z dziećmi, jak i osoby odwiedzające teren przy placówce oświatowej.
Realizacja zadania pokazuje również znaczenie funduszu sołeckiego jako narzędzia, dzięki któremu mieszkańcy mogą bezpośrednio wpływać na swoje najbliższe otoczenie. To właśnie oni wskazują potrzeby, wybierają priorytety i decydują, jakie przedsięwzięcia powinny zostać wykonane w sołectwie. W tym przypadku postawiono na rozwiązanie praktyczne, poprawiające komfort korzystania z miejsca ważnego dla lokalnej społeczności.

– Skwer przy Zespole Szkolno-Przedszkolnym w Jaskrowie od kilku lat sukcesywnie zyskuje nowe funkcje. W 2018 roku zrewitalizowaliśmy go przy wsparciu środków pozyskanych z budżetu województwa śląskiego w ramach Konkursu Przedsięwzięć Inicjatyw Lokalnych. Dwa lata później przestrzeń została dodatkowo oświetlona. Zamontowano osiem parkowych lamp z oprawami LED, dzięki czemu teren stał się bardziej dostępny i bezpieczny także po zmroku – mówi wójt Gęsiarz.

Nowe ławki są kolejnym etapem porządkowania i uzupełniania tej przestrzeni.
– Choć nie jest to duża inwestycja infrastrukturalna, jej znaczenie dla codziennego życia mieszkańców jest widoczne od razu. Takie działania wzmacniają lokalną integrację i pokazują, że dobrze zaplanowana przestrzeń publiczna nie musi oznaczać wyłącznie dużych projektów. Czasem wystarczy praktyczne rozwiązanie, które odpowiada na rzeczywiste potrzeby mieszkańców – dodaje włodarz Mstowa.
Kłomnice
Ogłoszenie Wójta Gminy Kłomnice
Kamienica Polska
Kamienica Polska świętuje z książką, historią i lokalną tradycją. Po spotkaniu z autorką czas na Noc Muzeów
Gminna Biblioteka Publiczna w Kamienicy Polskiej rozpoczęła świętowanie XXXIII Ogólnopolskiego Tygodnia Bibliotek od wydarzenia dla najmłodszych, a już 16 maja wspólnie z gminą zaprosi mieszkańców na kolejną odsłonę kulturalnych atrakcji. Tym razem Noc Muzeów zostanie połączona z jubileuszem 80-lecia miejscowej biblioteki.
W minioną środę odbyło się „Czytanie na polanie dla dzieci”. W ramach wydarzenia z przedszkolakami spotkała się Ewelina Kurzak, autorka serii „Bajki z Dilusiowej Zagrody”. Pisarka przyjechała w nietypowym towarzystwie, bo razem ze swoimi kurami. Zwierzęta wzbudziły duże zainteresowanie dzieci i szybko stały się jedną z największych atrakcji spotkania.

Najmłodsi uczestnicy mogli pogłaskać i przytulić ptaki, a następnie wysłuchali jednej z historii przygotowanych przez autorkę. Spotkanie połączyło literaturę, bezpośredni kontakt z naturą i swobodną, radosną atmosferę, pokazując, że biblioteka może być miejscem żywego kontaktu z książką już od najmłodszych lat.
Kolejnym ważnym punktem obchodów będzie Noc Muzeów, zaplanowana na 16 maja w Muzeum Regionalnym w Kamienicy Polskiej. Wydarzenie zostanie połączone z jubileuszem 80-lecia Gminnej Biblioteki Publicznej.
– Wydarzenie będzie okazją do poznania lokalnej historii, zwiedzania ekspozycji oraz udziału w programie przygotowanym z myślą o mieszkańcach w różnym wieku – zachęca do udziału wójt Artur Furmański.
Oficjalne rozpoczęcie Nocy Muzeów zaplanowano na godz. 17.00. Następnie uczestnicy będą mogli zwiedzać placówkę z przewodnikiem. Oprowadzania przewidziano o godz. 17.30, 18.30 oraz 19.30. To propozycja zarówno dla osób dobrze znających lokalne dziedzictwo, jak i dla tych, którzy chcą dopiero odkryć zbiory oraz historię Kamienicy Polskiej.
Program obejmie również część artystyczną i rodzinną. O godz. 17.15 wystąpi Zespół Folklorystyczny „Kamienica”, o godz. 18.00 odbędzie się interaktywny pokaz „Bajeczne Podróże Arlekina”, a o godz. 19.00 zaplanowano pokaz teatralny „Oczami Turysty” w wykonaniu GOKSiR Kamienica Polska. Od godz. 19.30 do 21.00 przewidziano animacje i działania interaktywne.
Nie zabraknie także atrakcji związanych z lokalnym rzemiosłem, tradycją i edukacją. W programie znalazły się pokaz tkactwa na krośnie w wykonaniu Anny Cebuli, wystawa zdjęć poświęcona Gminnej Bibliotece Publicznej, prezentacja eksponatów oraz jurajska gra planszowa „Szlakiem Orlich Gniazd”. Uczestnicy będą mogli również skorzystać ze stoiska NKGiGW „Karolinki”, degustacji dołków przygotowanych przez koło oraz grilla OSP Kamienica Polska.

Wydarzeniu towarzyszyć będzie Jasnogórski Zlot Rowerowy „Czewa Bike Fest 2026”. Organizatorzy zachęcają, aby na Noc Muzeów przyjechać do Kamienicy Polskiej rowerem i zabrać ze sobą książkę.
– Na osoby, które zdecydują się na taki udział, czeka niespodzianka – zapowiada wójt Artur Furmański.
Starcza
Strategia Starczy przyjęta, ale dyskusja pokazała napięcia. Radny Sirek: Mieszkańcy traktowani po macoszemu
Nadzwyczajna sesja rady gminy miała mieć krótki i formalny przebieg. Radni zajęli się przyjęciem strategii rozwoju gminy do 2035 roku, dokumentu potrzebnego między innymi do dalszych prac nad planem ogólnym. Uchwała została ostatecznie podjęta, ale zanim doszło do głosowania, na sali wybrzmiał spór o interes mieszkańców, konsultacje społeczne i przyszłe zasady zagospodarowania przestrzennego.
Podczas obrad przedstawiono informację o konsultacjach społecznych. Zgłoszono łącznie 33 uwagi. Dwie zostały odrzucone, jedną częściowo odrzucono, a pozostałe uwzględniono. Przedstawicielka urzędu wyjaśniała, że przyjęcie strategii jest konieczne, aby gmina mogła dalej procedować plan ogólny.
Dyskusję otworzył radny Zbigniew Sirek, który wrócił do jednej z odrzuconych uwag. Jego zdaniem w strategii powinien znaleźć się jednoznaczny zapis, że nadrzędnym celem gminy jest dbanie o potrzeby mieszkańców, ponieważ to oni finansują samorząd.
– Punkt ten zawierał informacje, kto utrzymuje gminę i o kogo gmina powinna w pierwszej kolejności dbać. I ten punkt został odrzucony. A więc po raz kolejny zgłaszam, aby to zostało uwzględnione. Rzecz, że celem nadrzędnym strategii rozwoju gminy jest dbanie o potrzeby mieszkańców gminy, bo to oni są podstawą jej funkcjonowania i finansowania przede wszystkim, bo składają się na budżet gminy. W pierwszej kolejności dba się o osoby spoza gminy, a mieszkańcy są traktowani po macoszemu – mówił samorządowiec.
Urzędniczka odpowiadała, że uwaga odnosiła się do planu ogólnego, a nie samej strategii. Przekonywała też, że dokument zawiera już zapisy dotyczące mieszkańców i jakości ich życia.
– Gmina Starcza, nowoczesna gmina przyjazna mieszkańcom, harmonijnie rozwijająca lokalny potencjał, oparta na aktywnej społeczności, przedsiębiorczości oraz zrównoważonym rozwoju. Jest to miejsce bezpieczne, atrakcyjne dla rodzin, seniorów oraz inwestorów, które dba o środowisko, wykorzystuje innowacyjne rozwiązania i zapewnia wysoką jakość życia swoim mieszkańcom. To jest zawarte w strategii. Czego panu brakuje w tej strategii? – zwróciła się do Zbigniewa Sirka.
Radny nie uznał tych zapisów za wystarczające. Wskazywał, że „przyjazna mieszkańcom” to nie to samo, co „dbająca o mieszkańców”. W jego ocenie problem dotyczy również osób spoza gminy, które posiadają na jej terenie nieruchomości i korzystają z określonych uprawnień.
– Pisząc wniosek po prostu stwierdziłem, dla kogo jest ta gmina. Bo ja właśnie nie zauważam, że jest dla mieszkańców, tylko dla osób spoza. Dla nich gmina jest tylko narzędziem ich strategii biznesowej, wobec których gmina ma tylko obowiązki, nie mając nic w zamian, bo nie płacą u nas podatku PIT, ani nic takiego – argumentował.
Na sali pojawiły się jednak głosy polemiczne. Jeden z uczestników obrad pytał, na jakiej podstawie radny twierdzi, że strategia nie jest dokumentem tworzonym z myślą o mieszkańcach. Inny zwrócił uwagę, że gmina działa w ramach prawa państwowego i nie może różnicować obywateli wyłącznie według miejsca zamieszkania.

– My jesteśmy mieszkańcami gminy i jeżeli Polak przychodzi do urzędu, to urząd musi go obsłużyć. Jeżeli ma tutaj interesy do załatwienia, to nie jest osoba skądś, przypadkowa. Widocznie ma tutaj swoje interesy, swoje prawa. Ja nie rozumiem, jak pan chce to poukładać. Tak prawo polskie nie działa, na szczęście – oponowano.
Sirek podkreślał jednak, że chodzi mu o zasadę pierwszeństwa mieszkańców i zabezpieczenie ich interesów w przyszłych rozstrzygnięciach.
– Tylko chodzi o te prawa mieszkańców i żeby raz na zawsze załatwić sprawę, że jeśli chcesz coś w tej gminie skorzystać, to musisz być jej mieszkańcem. A nie przychodzą do gminy osoby spoza gminy z żądaniami i my po prostu musimy to wykonywać, nie mając za to nic w zamian. W pierwszej kolejności ma być mieszkaniec, a dopiero reszta – kontynuował radny.
Dyskusję próbowano sprowadzić do przedmiotu sesji, czyli strategii, a nie planu ogólnego. Urzędnicy przypominali, że szczegółowe kwestie dotyczące zagospodarowania terenów będą rozpatrywane w dalszej procedurze planistycznej. Wskazano również, że właściciele działek, którzy dziś nie są mieszkańcami gminy, w przyszłości mogą się nimi stać.
Ostatecznie strategia rozwoju gminy została przyjęta jednogłośnie. Sam wynik głosowania nie oddaje jednak atmosfery obrad. Krótka sesja pokazała, że najtrudniejsze dyskusje mogą dopiero nadejść, zwłaszcza przy pracach nad planem ogólnym, gdzie ogólne zapisy strategii przełożą się na konkretne decyzje dotyczące przestrzeni, działek i interesów mieszkańców.
Przyrów
Nordic walking wraca na jurajskie trasy. Drugi etap pucharu odbędzie się w Sierakowie
Miłośnicy aktywnego wypoczynku będą mieli kolejną okazję do sportowej rywalizacji w plenerze. W najbliższą sobotę w Sierakowie, na terenie gminy Przyrów, odbędzie się drugi etap XVI Jurajskiego Pucharu Nordic Walking.
Zawody rozpoczną się o godz. 16.00. Uczestnicy będą mieli do pokonania trasę o długości około 5 kilometrów, poprowadzoną przez ścieżki leśne oraz utwardzone drogi gruntowe.
– Charakter trasy sprawia, że wydarzenie może zainteresować zarówno osoby nastawione na sportową rywalizację, jak i tych, którzy nordic walking traktują jako formę rekreacji i aktywnego spędzania czasu – zachęcają do udziału organizatorzy całego przedsięwzięcia.
Biuro zawodów w dniu imprezy będzie czynne od godz. 14.45 do 15.45. Z kolei uroczysta dekoracja zwycięzców została zaplanowana około godz. 17.15. Organizatorzy zapowiadają pakiety startowe, nagrody i statuetki dla najlepszych zawodników, a także posiłek regeneracyjny oraz napoje chłodzące dla uczestników.

Udział w zawodach jest odpłatny. Opłata dla osób dorosłych wynosi 50 zł, natomiast młodzież do 18. roku życia zapłaci 20 zł. W dniu zawodów natomiast opłata startowa wyniesie 70 zł. Mieszkańcy gminy Przyrów mogą wystartować bezpłatnie.
Wydarzenie organizowane jest przez miejscowy samorząd oraz Klub Sportowy Kabex LKS Podkowa Janów.
Blachownia
Schody w Blachowni na miarę możliwości. Gres zniknął, wykładzina przykryła problem
W Blachowni najwyraźniej odkryto nową szkołę samorządowego remontu. Jeśli czegoś nie da się naprawić, można to przykryć. Dosłownie. Jak poinformował nas czytelnik, w Centrum Aktywności Obywatelskiej przy ulicy Sienkiewicza zamiast przeprowadzić porządną naprawę schodów, usunięto gres i zastąpiono go wykładziną.
Trudno o bardziej symboliczny obraz sytuacji. Obiekt, który z nazwy ma służyć aktywności obywatelskiej, sam zdaje się potrzebować aktywnej interwencji. Schody, czyli jeden z najbardziej podstawowych elementów budynku użyteczności publicznej, nie doczekały się rozwiązania, które można byłoby nazwać remontem z prawdziwego zdarzenia. Zamiast tego pojawiło się rozwiązanie zastępcze, doraźne i wizualnie mówiące więcej niż niejeden urzędowy komunikat.
Bo przecież schody są w samorządzie czymś więcej niż tylko ciągiem komunikacyjnym. To metafora. Jedni po nich wchodzą, inni schodzą, a w Blachowni najwyraźniej próbuje się po nich prześlizgnąć przez problem. Gres usunięto, wykładzinę położono i można udawać, że temat został załatwiony. Pytanie tylko, czy mieszkańcy mają traktować to jako remont, prowizorkę, czy może nowy standard wykończenia przestrzeni publicznej.
Według sygnałów, które trafiają do mieszkańców, w gminie ma brakować pieniędzy na bieżące naprawy. Jeśli to prawda, sprawa schodów w Centrum Aktywności Obywatelskiej staje się czymś więcej niż anegdotą o nieszczęsnym gresie. Pokazuje, że problemy techniczne w miejskich obiektach mogą być rozwiązywane nie tam, gdzie trzeba, lecz tam, gdzie akurat najłatwiej coś położyć, przykleić albo zakryć.
Oczywiście można powiedzieć, że wykładzina też jest jakimś rozwiązaniem. Tyle że równie dobrze można by przeciekający dach nazwać naturalną wentylacją wodną, odpadający tynk – odsłonięciem historycznych warstw budynku, a krzywe płytki – ekspresją lokalnej architektury użytkowej. Problem polega na tym, że mieszkańcy nie oczekują kreatywnej interpretacji usterek, tylko ich usuwania.
Najbardziej kłopotliwe jest jednak to, że mowa o miejscu publicznym, z którego korzystają ludzie. W takich obiektach liczy się nie tylko estetyka, ale przede wszystkim trwałość, bezpieczeństwo i elementarny szacunek do użytkowników. Schody powinny być wykonane solidnie, a nie sprawiać wrażenie, że ktoś próbował ugasić pożar wiadrem tapety.
Blachownia ma więc kolejny drobny, ale bardzo wymowny obrazek samorządowej codzienności. Niby nic wielkiego, tylko schody. Niby nie inwestycja za miliony, tylko bieżąca naprawa. A jednak właśnie takie sprawy najlepiej pokazują, jak działa lokalna władza, gdy nie ma kamer, przecinania wstęg i okazji do pamiątkowych zdjęć.
O wielkich strategiach, planach i wizjach rozwoju można opowiadać długo. Można mówić o aktywności, obywatelskości, nowoczesności i trosce o mieszkańców. Jednak potem przychodzi ktoś do Centrum Aktywności Obywatelskiej, patrzy na schody i widzi, że zamiast naprawy dostał wykładzinę. I wtedy cały ten samorządowy marketing schodzi piętro niżej. Na własnych schodach.

Lelów
Świętowali 3 Maja i Dzień Strażaka. Patriotyczne obchody połączono z podziękowaniem dla druhen i druhów
W Lelowie tegoroczne obchody Święta Narodowego Trzeciego Maja miały podwójny wymiar. Były okazją do uczczenia 235. rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja, ale także do wyrażenia wdzięczności strażakom, którzy w gminie od lat są jedną z najważniejszych części lokalnej wspólnoty. Uroczystości połączono bowiem z obchodami Dnia Strażaka, przypadającego we wspomnienie św. Floriana, patrona ludzi niosących pomoc.
Uroczystości rozpoczęły się w Gminnym Ośrodku Kultury w Lelowie. Wprowadzono poczet sztandarowy i odśpiewano hymn państwowy. Już ten początek nadał wydarzeniu podniosły charakter, ale dalsza część programu miała również bardziej szkolny, rodzinny i lokalny wymiar. Uczniowie klasy szóstej przygotowali montaż słowno-muzyczny poświęcony historii Konstytucji 3 Maja. Patriotyczne wiersze i pieśni przypomniały uczestnikom znaczenie jednej z najważniejszych ustaw w dziejach Polski, a jednocześnie pozwoliły młodym mieszkańcom gminy włączyć się w obchody nie tylko samą obecnością.
Po części artystycznej uczestnicy wyruszyli spod budynku GOK-u w trzeciomajowym pochodzie. W asyście Orkiestry Dętej OSP Nakło oraz pocztów sztandarowych przemaszerowali pod pomnik św. Floriana, gdzie delegacje jednostek ochotniczych straży pożarnych z terenu samorządu złożyły kwiaty. Ten moment szczególnie podkreślił drugi wymiar uroczystości – pamięć o patronie strażaków i szacunek dla tych, którzy na co dzień są gotowi nieść pomoc mieszkańcom.
Następnie korowód przeszedł na plac kościelny, gdzie delegacje oddały hołd poległym w obronie ojczyzny i złożyły wiązanki kwiatów. Kolejnym punktem obchodów była msza święta w intencji Polski i strażaków, odprawiona przez proboszcza parafii, ks. Henryka Młynarczyka.
Tegoroczne świętowanie było więc nie tylko lekcją patriotyzmu, ale także okazją do podziękowania druhnom i druhom. W uroczystościach uczestniczyli przedstawiciele lokalnych instytucji, organizacji, szkół, jednostek OSP, harcerze, nauczyciele, uczniowie oraz mieszkańcy.
Starcza
Mieszkania komunalne znów pod lupą. W Starczy wrócił problem umów bezterminowych
Radni gminy Starcza przyjęli nowe zasady wynajmowania lokali komunalnych oraz wieloletni program gospodarowania mieszkaniowym zasobem gminy. Uchwała przeszła jednogłośnie, ale poprzedziła ją dyskusja, która pokazała, że temat gminnych mieszkań wciąż budzi duże emocje. Szczególnie wtedy, gdy wraca sprawa lokali zajmowanych na podstawie umów bezterminowych, w tym mieszkania w ośrodku zdrowia.
Przed głosowaniem przedstawiono protokół z konsultacji społecznych. W ich trakcie wpłynęła jedna pisemna uwaga mieszkańca dotycząca zasad podnajmu lub użyczania lokali w sytuacji, gdy najemca czasowo opuszcza mieszkanie, na przykład z powodu pracy, nauki, leczenia albo pobytu w zakładzie karnym. Propozycja nie została jednak uwzględniona. Jak wyjaśniono podczas sesji, kwestie podnajmu reguluje ustawa o ochronie praw lokatorów, a rada gminy nie może samodzielnie określać przypadków, w których wójt wyraża zgodę na takie rozwiązanie.
To otworzyło szerszą dyskusję o tym, jaką realną kontrolę gmina ma nad własnym zasobem mieszkaniowym. Jeden z radnych zwracał uwagę, że największym problemem pozostają umowy zawierane na czas nieoznaczony, które mogą ograniczać możliwość odzyskania lokalu, gdy samorząd chciałby przeznaczyć go na inny cel.
– Sami widzimy, jakie w tej chwili są problemy z bezterminową umową na wynajem naszego mieszkania w ośrodku zdrowia. Jeśli takie sytuacje mają się w przyszłości powtarzać, no to sami widzimy, do czego to prowadzi. Że potem pozostajemy w takiej sytuacji, że nie możemy nic zrobić, jeśli mieszkanie rzeczywiście jest potrzebne na inny cel – mówił.
Obsługa prawna urzędu tłumaczyła, że w przypadku mieszkaniowego zasobu gminy rada nie ma pełnej swobody. Lokale socjalne, zgodnie z ustawą, wynajmowane są na czas oznaczony, natomiast lokale komunalne na czas nieoznaczony.
– Nie ma pan racji, ponieważ akurat to jest uregulowane ustawą. I to, co pan mówi, dotyczy wynajmu innych nieruchomości niż lokale wchodzące w skład mieszkaniowego zasobu gminy – wyjaśniała mecenas. – Jeżeli chodzi o lokale, to musimy odróżnić tutaj dwa rodzaje lokali. Lokale socjalne i pozostałe, tak zwane komunalne. Socjalne, zgodnie z ustawą, wynajmowane są na czas oznaczony, natomiast lokale komunalne na czas nieoznaczony – dodawała.
Wątpliwości radnych dotyczyły również mieszkań w ośrodku zdrowia. W dyskusji pojawił się argument, że lokale te historycznie mogły być tworzone z myślą o lekarzach lub innych pracownikach, a obecnie funkcjonują jako część ogólnego zasobu mieszkaniowego.
– Jeśli mieszkania w ośrodku zdrowia były budowane po to, żeby tam mieszkali lekarze, więc nie można mówić, że to nie były mieszkania pracownicze. A my robimy z nich w tej chwili mieszkania socjalne – argumentował radny.
Mecenas odpowiedziała, że obecnie gmina nie ma wyodrębnionych mieszkań pracowniczych. Zaznaczyła też, że nie można zmienić charakteru lokalu w taki sposób, aby pozbawić praw osoby, która już go zajmuje.
– W naszym zasobie gminnym nie mamy wyodrębnionych mieszkań pracowniczych. Ani dla lekarzy, ani dla nauczycieli, ani dla innych pracowników. Nie mamy takich mieszkań. Nie ma takiej możliwości, że jak ktoś już mieszka, dostał mieszkanie, to nagle rada gminy podejmie uchwałę i stwierdza, że to jest pracownicze, proszę się wyprowadzić – mówiła prawniczka.

W trakcie obrad padły także słowa o „stanie zastanym” i konieczności uporządkowania zasad na przyszłość. Jeden z uczestników dyskusji zwracał uwagę, że gdyby regulacje przyjęto wiele lat temu, obecna rada nie musiałaby mierzyć się z konsekwencjami dawnych umów.
– Jeżeli się wynajęło te mieszkania źle, po prostu z punktu widzenia może dzisiejszego źle albo dobrze, jakby to nawet nie o to chodzi, ale już są wynajęte, to się z tym już nic nie zrobi. Po prostu mamy stan zastany. I to jest wszystko. I albo tę uchwałę przyjmujemy, albo dalej jesteśmy w tym rozgardiaszu, który mamy dzisiaj – stwierdził jeden z samorządowców.
Nie wszyscy zgodzili się jednak z oceną, że w przeszłości panował bałagan. Jeden z uczestników obrad bronił wcześniejszych decyzji, przekonując, że wynikały one z konkretnych potrzeb mieszkańców.
– Żadnego bałaganu nie było. Była taka potrzeba. Była trasa, więc ludzie wysiedlali i się zakwaterowało tam. Nie było tu żadnego bałaganu. A tam byli nauczyciele, emerytowani. Jeszcze jest dwóch nauczycieli. To żaden bałagan. To po prostu była potrzeba – mówił.
Ostatecznie rada przyjęła uchwałę jednogłośnie, piętnastoma głosami za.
Kruszyna
W Kruszynie ruszyło referendum. Inicjatorzy chcą odwołania wójt Joanny Zasępy
W gminie Kruszyna rozpoczęła się procedura, która może doprowadzić do referendum w sprawie odwołania wójt Joanny Zasępy przed upływem kadencji. Zawiadomienie o zamiarze wystąpienia z taką inicjatywą wpłynęło 30 kwietnia do Komisarza Wyborczego w Częstochowie. Pełnomocnikiem grupy inicjatywnej jest Paweł Łapeta, miejscowy radny.
To jeszcze nie oznacza, że referendum się odbędzie. Na razie uruchomiona została formalna ścieżka, od której zaczyna się cała procedura. Ustawa o referendum lokalnym przewiduje, że inicjator referendum przeprowadzanego na wniosek mieszkańców musi pisemnie powiadomić o swoim zamiarze zarówno komisarza wyborczego, jak i wójta. Dopiero później można przejść do zbierania podpisów pod właściwym wnioskiem.
– Dopełniliśmy wszelkich formalności. Zbiórka podpisów już trwa – informuje Paweł Łapeta, pełnomocnik grupy inicjatywnej, poproszony o odniesienie się do sprawy.
W praktyce przed inicjatorami stoi teraz pierwszy poważny sprawdzian. Aby referendum mogło zostać formalnie zainicjowane, muszą oni zebrać 386 podpisów mieszkańców uprawnionych do głosowania. To próg, który pokaże, czy niezadowolenie opisane w uzasadnieniu ma szersze społeczne zaplecze, czy pozostanie inicjatywą ograniczonego środowiska.
Nawet zebranie podpisów nie przesądza jednak o politycznym finale. Referendum odwoławcze należy do najtrudniejszych narzędzi demokracji lokalnej, bo oprócz samego głosowania wymaga jeszcze wysokiej frekwencji. W Kruszynie, aby ewentualne referendum było ważne, do lokali musiałoby pójść około 1400 osób. Wynika to z zasady, że referendum w sprawie odwołania organu wybranego bezpośrednio jest ważne, jeśli weźmie w nim udział co najmniej 3/5 liczby wyborców uczestniczących w wyborze tego organu.
Uzasadnienie wniosku jest dobitne. Grupa inicjatywna przedstawia sprawę jako coś więcej niż personalny konflikt z wójt. Autorzy argumentują, że działają „w interesie dobra wspólnego, jako obywatele i członkowie wspólnoty samorządowej”, a decyzja o rozpoczęciu procedury zapadła „po wyczerpaniu innych form dialogu z władzami gminy”. W ich ocenie Joanna Zasępa „utraciła mandat zaufania społecznego niezbędny do dalszego sprawowania urzędu”.
Najważniejszy zarzut dotyczy sposobu komunikowania się władzy z mieszkańcami. Inicjatorzy wskazują na brak transparentności i dialogu, a także na podejmowanie kluczowych decyzji bez, jak twierdzą, rzetelnych konsultacji społecznych. W dokumencie pojawia się również zarzut ignorowania głosu lokalnej społeczności oraz obojętności lub oporu urzędu wobec inicjatyw oddolnych.
– Wójt Zasępa uderza w jeden z najczulszych punktów każdego samorządu, a mianowicie poczucie mieszkańców, że mają realny wpływ na decyzje podejmowane w ich imieniu – podnoszą inicjatorzy.
Drugi wątek to finanse i zarządzanie majątkiem gminy. Grupa inicjatywna pisze o niepokoju związanym z obecną polityką finansową, braku racjonalności i gospodarności w wydatkowaniu środków publicznych oraz rosnących kosztach funkcjonowania administracji. Zdaniem autorów uzasadnienia mieszkańcy nie widzą adekwatnych efektów w rozwoju infrastruktury, co ma pogłębiać przekonanie, że gmina nie wykorzystuje swojego potencjału.
Kolejna część argumentacji odnosi się do inwestycji i rozwoju. Inicjatorzy twierdzą, że Kruszyna traci dystans do sąsiednich samorządów, a brak skuteczności w pozyskiwaniu pieniędzy zewnętrznych, zarówno unijnych, jak i rządowych – skutkuje marginalizacją gminy. W uzasadnieniu pojawia się nawet ostrzeżenie, że dalszy brak strategicznego planowania może grozić „wieloletnią zapaścią infrastrukturalną”.
Nie mniej istotny jest zarzut dotyczący stylu sprawowania rządów przez Joannę Zasępę. W dokumencie mowa jest o „arogancji władzy” i polityce kadrowej, która – według inicjatorów – doprowadziła do głębokich podziałów w tutejszej wspólnocie. Przekonują, że wójt powinna być gospodarzem dbającym o zrównoważony rozwój, otwartym na potrzeby mieszkańców i odpowiedzialnym za publiczny budżet. W ich ocenie dalsze sprawowanie urzędu przez Zasępę działa na szkodę gminy i jej mieszkańców.
To na razie stanowisko grupy inicjatywnej. Polityczna waga tej sprawy będzie rosła dopiero wtedy, gdy inicjatorzy pokażą podpisy i przejdą przez formalną weryfikację. Jeżeli procedura zostanie doprowadzona do etapu głosowania, Kruszyna stanie przed pytaniem znacznie poważniejszym niż samo „za” lub „przeciw” obecnej wójt. Będzie to pytanie o zaufanie do sposobu prowadzenia gminy i o to, czy krytyka opisana w uzasadnieniu rzeczywiście zmobilizuje lokalną wspólnotę.
– Referendum odwoławczego nie uruchamia się dla symbolicznego protestu, bo wymaga organizacji, podpisów i późniejszej frekwencji. To nie jest gest na pokaz, tylko poważna procedura obywatelska, w której mieszkańcy muszą potwierdzić, że chcą doprowadzić sprawę do głosowania, a później realnie wziąć za nią odpowiedzialność przy urnach – komentuje radny Łapeta. – Jeżeli w gminie narasta przekonanie, że dialog się wyczerpał, że decyzje zapadają bez mieszkańców, a Kruszyna potrzebuje innego sposobu zarządzania, to nie można udawać, że nic się nie dzieje. To mieszkańcy są najważniejszym organem kontroli w samorządzie i to oni powinni mieć możliwość wypowiedzenia się. Zmiana na stanowisku wójta jest niezbędna, aby przywrócić w naszej gminie normalny dialog, transparentność i nadać jej impuls do rozwoju – podkreśla pełnomocnik grupy inicjatywnej.
Kłomnice
Szachowe emocje w Kłomnicach. Znamy zwycięzców turnieju o puchar wójta
W Kłomnicach zakończył się VII Turniej Szachowy o Puchar Wójta Gminy Kłomnice Piotra Juszczyka. Tegoroczna edycja zgromadziła 56 uczestników, którzy rywalizowali w trzech kategoriach, pokazując nie tylko umiejętności, ale także koncentrację, cierpliwość i sportową determinację.
Przez kilka godzin zawodnicy mierzyli się przy szachownicach, rozgrywając partie wymagające skupienia, logicznego myślenia i dobrej strategii. Turniej miał zarówno wymiar sportowej rywalizacji, jak i integracyjnego spotkania osób, które łączy pasja do królewskiej gry.
Najlepsi zawodnicy zostali wyłonieni w kategoriach open, junior i młodzik. W kategorii open zwyciężył Paweł Stawiarz, drugie miejsce zajął Jacek Siódmak, a trzecie Paweł Ślęzakowski. Wśród juniorów najlepszy okazał się Nikodem Trzaskacz, przed Norbertem Szczygłowskim i Franciszkiem Konopczykiem. W kategorii młodzik pierwsze miejsce zdobył Szymon Skrobek, drugie Antoni Gonera, a trzecie Szymon Siódmak.
– Na uznanie zasługują wszyscy uczestnicy, niezależnie od zajętego miejsca. Każda rozegrana partia była bowiem okazją do sprawdzenia swoich umiejętności, zdobycia doświadczenia i sportowej rywalizacji w dobrej atmosferze – podkreślają organizatorzy.

Janów
To był mocny początek. Debiutancki etap Jurajskiego Pucharu Nordic Walking w Pabianicach
W Pabianicach odbył się debiutancki etap 16. Jurajskiego Pucharu Nordic Walking. Wydarzenie, przygotowane przez Klub Podkowa Janów pod kierunkiem prezesa Adama Kołka, zgromadziło licznych miłośników aktywnego wypoczynku i marszu z kijami.
Zawody rozegrano na trasie wytyczonej w malowniczym terenie, który sprzyjał zarówno sportowej rywalizacji, jak i rekreacyjnemu charakterowi wydarzenia. Sygnał do startu uczestnikom dał burmistrz Edward Moskalik, podkreślając tym samym znaczenie lokalnych inicjatyw promujących ruch, zdrowy styl życia i integrację mieszkańców.
Debiutancki etap w Pabianicach odbył się w przyjaznej, gościnnej atmosferze. Organizatorzy podkreślali zaangażowanie osób, które wsparły przygotowanie wydarzenia. Po zakończeniu marszu na uczestników czekał poczęstunek, a najlepsi zawodnicy odebrali puchary.
W klasyfikacji kobiet najlepsza okazała się Aleksandra Pękala, drugie miejsce zajęła Kinga Zych, a trzecie Lena Zych. Wśród mężczyzn zwyciężył Bartosz Grewenda, przed Grzegorzem Sztanderskim i Kamilem Strzelczykiem.

Dąbrowa Zielona
Ponad milion złotych na bezpieczeństwo. Dąbrowa Zielona doposażyła zaplecze kryzysowe
Gmina Dąbrowa Zielona doposażyła lokalny system reagowania kryzysowego. Dzięki środkom pozyskanym w ramach Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej samorząd kupił sprzęt i wyposażenie, które mają pomóc w szybszym reagowaniu na zagrożenia pogodowe, awarie oraz zdarzenia wymagające natychmiastowej pomocy mieszkańcom.
Łączna wartość pozyskanego dofinansowania wyniosła niemal 1,1 mln zł. Za te pieniądze zakupiono między innymi kontener magazynowy, agregaty prądotwórcze, zbiornik na wodę pitną, pompy, pilarki, plandeki, łopaty, szpadle, przedłużacze oraz inne wyposażenie techniczne. To sprzęt, który na co dzień pozostaje w magazynie, ale w momencie kryzysu może decydować o szybkości i skuteczności działania.
Program Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej na lata 2025-2026 jest prowadzony przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji i ma służyć wzmacnianiu odporności państwa oraz samorządów na sytuacje kryzysowe. Jego założeniem jest doposażenie struktur odpowiedzialnych za ochronę mieszkańców, poprawa gotowości do reagowania oraz budowanie zaplecza, które może być wykorzystane zarówno podczas klęsk żywiołowych, jak i innych zdarzeń zagrażających bezpieczeństwu ludności.
W praktyce oznacza to zejście z poziomu ogólnych deklaracji o bezpieczeństwie do bardzo konkretnych zakupów.
Agregaty mogą zapewnić zasilanie tam, gdzie dojdzie do przerw w dostawie prądu. Zbiornik na wodę pitną może być wykorzystany w razie problemów z siecią wodociągową. Plandeki, łopaty i sprzęt techniczny przydają się przy usuwaniu skutków gwałtownych zjawisk pogodowych, zabezpieczaniu budynków, porządkowaniu terenu czy organizowaniu doraźnej pomocy dla mieszkańców.
– Bezpieczeństwo mieszkańców jest dla nas jednym z najważniejszych zadań. Zakupiony sprzęt to kolejny krok w budowaniu lokalnej gotowości na sytuacje nadzwyczajne. Konsekwentnie wzmacniamy zaplecze, które pozwoli nam szybciej i skuteczniej reagować w sytuacjach zagrożenia. Ten sprzęt to nie jest zakup na pokaz. Chcemy być przygotowani, zanim pojawi się problem, a nie dopiero wtedy, gdy trzeba będzie szukać rozwiązań w pośpiechu – podkreśla wójt Joanna Sokolińska.
Poczesna
Poczesna na zakręcie, władza w trybie „odpowiemy później”. Janowski do Sosny i Kępy: Macie ludzi w dupie!
Są takie momenty w życiu samorządu, gdy władza powinna wyjść do ludzi, spojrzeć im w oczy i powiedzieć jasno, że ma plan. Wie, co robi, walczy o mieszkańców, a jeśli trzeba będzie, to będzie walić pięścią w każdy możliwy stół – od urzędu wojewódzkiego po Warszawę. W Poczesnej najwyraźniej wybrano wariant bardziej subtelny. Taki samorządowy minimalizm akustyczny. Mieszkańcy krzyczą o aneksji, wysypisku, utracie terenów, budżetu i przyszłości, a władza odpowiada głównie ciszą, ogólnikami albo zapowiedzią, że najważniejsze rozegra się gdzieś tam, kiedyś tam, na poziomie politycznym.
Brzmi jak strategia? Być może. Tylko mieszkańcom Brzezin Nowych, Brzezin Kolonii, Sobuczyny, Młynka, części Huty Starej A oraz samej Poczesnej trudno się dziwić, że zamiast wierzyć w tajemnicze rozmowy kuluarowe, chcieliby usłyszeć coś bardziej przyziemnego. Na przykład to, co konkretnie zrobiono, z kim rozmawiano, jakie dokumenty przygotowano, kiedy będzie zmiana planu zagospodarowania i dlaczego w najważniejszej sprawie ostatnich lat gminna strona internetowa sprawia wrażenie, jakby temat aneksji był mniej pilny niż komunikat o przerwie w dostawie wody. Pomijając już to, że miesiące temu szumnie zapowiadano jej całkowitą przebudowę, z czego zresztą do tej pory nic nie wyszło.
Podczas ostatniej sesji wystąpiła prezes Stowarzyszenia Eko Poczesna. I nie było to wystąpienie z gatunku „uprzejmie prosimy o rozważenie”. To był akt oskarżenia wobec stylu działania lokalnych władz. Padły słowa o braku komunikacji, braku planu, braku odpowiedzi, braku spotkań, braku strategii i braku poczucia bezpieczeństwa. Właściwie to pełny katalog braków, który w dobrze zarządzanym samorządzie nie powinien występować naraz, a już na pewno nie w sprawie, w której, jak twierdzą mieszkańcy, gmina może stracić nawet 10-15 proc. budżetu.
– Nie znamy działań gminy, nie znamy strategii i nie znamy planu w naszej sprawie. Nie wiemy, jak władze gminy chcą odwrócić tę sytuację. Nie wiemy, czy w ogóle ją chcą odwrócić – mówiła Alicja Janowska.
I tu właśnie zaczyna się główny problem Poczesnej. Bo mieszkańcy nie pytają już tylko o to, czy Częstochowa chce przejąć część gminy. Pytają, czy ich własna gmina naprawdę chce temu zapobiec. A to jest różnica zasadnicza. Pierwsze pytanie dotyczy sporu administracyjnego. Drugie – zaufania do własnych władz.
Słuchając wystąpienia przedstawicielki stowarzyszenia, można było odnieść wrażenie, że mieszkańcy przez ostatnie miesiące robili za urząd, biuro prasowe, komitet mobilizacyjny, dział prawny i wydział komunikacji społecznej w jednym. Organizowali spotkania, drukowali ulotki, wieszali plakaty, przygotowywali banery, zbierali podpisy, angażowali parlamentarzystów, nagłaśniali sprawę i prowadzili protesty. A potem przyszli na sesję i zapytali: panowie, a wy właściwie gdzie byliście?
– To mieszkańcy, nie gmina, wykonali pracę informacyjną. To mieszkańcy, nie gmina, wzięli odpowiedzialność za wspólnotę – padło z mównicy.
Trudno o bardziej bolesne zdanie dla lokalnej władzy. Bo jeśli mieszkańcy muszą sami przejmować ciężar obrony gminy przed potencjalnym uszczupleniem jej terytorium, to znaczy, że coś w relacji pomiędzy miejscowymi decydentami a mieszkańcami przestało działać. Albo działa tak cicho, że nikt poza gabinetem wójta tego nie słyszy.
W tej historii powraca jak refren miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. Dla mieszkańców i części radnych to dziś najważniejsze narzędzie obrony przed rozbudową wysypiska i argument w walce z aneksją. Chcą uchwały, działania, terminu, decyzji. Tu i teraz. Nie za kwartał, nie po analizie, nie po kolejnej rozmowie „na szczeblu”, tylko konkretnie.
– Dzisiaj oczekujemy, panowie wójtowie, jasnej deklaracji w tej sprawie – jednoznacznie zażądano z mównicy.
Radny powiatowy Maciej Janowski poszedł jeszcze mocniej. Jego wystąpienie było jednym z tych, po których w sali obrad albo robi się bardzo cicho, albo bardzo nerwowo. Mówił o ludziach zmuszanych do cierpliwości, o życiu w cieniu wysypiska, o zamykaniu okien w upał, o dzieciach pytających „dlaczego znowu śmierdzi?”, o poczuciu bezsilności i o tym, że największym problemem nie jest już samo wysypisko, lecz bierność tych, którzy mieli mieszkańców chronić.
– Mieszkańcy dziś mają prawo zapytać, czy zabrakło kompetencji, zabrakło odwagi, czy zabrakło woli, a może komuś ten scenariusz po prostu pasuje – mówił Janowski.
To zdanie powinno w urzędzie zapalić wszystkie możliwe kontrolki, gdyż ono już nie dotyczy tylko administracji, ale przede wszystkim intencji. A kiedy mieszkańcy zaczynają pytać, czy władzy przypadkiem nie odpowiada scenariusz, w którym niewygodny problem zostanie „przerysowany” za granicę gminy, to nie jest zwykła różnica zdań. To jest kryzys zaufania w pełnym rozkwicie.
Janowski uderzył też w wizerunkową stronę działań władz. Zdjęcia, spotkania, komunikaty – wszystko to może wyglądać dobrze w mediach społecznościowych. Tylko że w sytuacji, gdy mieszkańcy oczekują decyzji, a nie zdjęć, nawet najlepsza fotografia z narady nie zastąpi uchwały, opinii prawnej ani konkretnego planu.
– Jeszcze można przestać zarządzać wizerunkiem i zacząć zarządzać rzeczywistością – mówił radny.
I to jest zdanie, które w Poczesnej warto byłoby wydrukować i powiesić w urzędzie. Nie na tablicy pamiątkowej, broń Boże, bo z tym w niektórych gminach bywa różnie, ale gdzieś dyskretnie, obok ekspresu do kawy. Żeby codziennie przypominało, że mieszkańcy nie żyją lajkami, tylko skutkami decyzji.
Na odpowiedź wyszedł wicewójt Robert Kępa, tradycyjnie osłaniając tradycyjnie milczącego Artura Sosnę, swojego pryncypała. I trzeba przyznać, że jego wystąpienie było próbą szerszego wyjaśnienia, ale też pokazem tego, jak łatwo samorządowa komunikacja może zamienić się w wykład, który zamiast uspokajać, dodatkowo drażni. Wicewójt mówił o tym, że miejscowy plan jest „kością niezgody” i „detonatorem” całej sprawy. Przyznał wręcz, że postawienie na zmianę planu jako sposobu blokowania wysypiska mogło być błędem, bo miasto Częstochowa odpowiedziało pójściem „na ostro”.
– Chcieliśmy wygrać z wysypiskiem śmieci. I uznaliśmy, że zmiana planu zagospodarowania przestrzennego to jest ten obszar, w którym my wygramy z wysypiskiem śmieci. I to był błąd – mówił wicewójt.

Tym samym mieszkańcy dostali samorządową tragedię w trzech aktach. W pierwszym gmina chce zablokować wysypisko planem. W drugim Częstochowa chce przejąć teren, żeby odzyskać władztwo planistyczne. W trzecim z kolei mieszkańcy pytają – dlaczego, teraz kiedy sytuacja jest podbramkowa, władza nadal nie robi tego, czego od niej oczekują?
Wicewójt tłumaczył, że miasto może poczekać kilka lat, odzyskać kontrolę nad planowaniem i zrobić z terenem to, co będzie chciało. Mówił o polityce, o wojewodzie, ministerstwie, koalicjantach, komisjach, innych gminach w Polsce i o tym, że sprawa rozegra się na poziomie rządowym. Wszystko to może być prawdą. Tylko że dla mieszkańca, który boi się wysypiska, brzmi to trochę jak informacja od lekarza: „drogi pacjencie stan jest poważny, ale najpierw omówimy sytuację systemu ochrony zdrowia”.
W pewnym momencie wicewójt zaczął upominać radnych, żeby się skupili.
– Skupcie się, państwo radni. Panie Dariuszu, pani Magdo, Madziu, skup się, bo to o ciebie chodzi – mówił Kępa.
I tu atmosfera zrobiła się jeszcze bardziej smakowita. Bo jeśli mieszkańcy zarzucają władzom brak komunikacji, to dyscyplinowanie radnych z mównicy niekoniecznie jest najlepszym dowodem na mistrzostwo dialogu. Przewodnicząca musiała przywołać wicewójta do porządku, a z sali padło, żeby nie komentować mimiki radnych, bo to uchybia powadze. Powaga rzeczywiście mogła w tym momencie czuć się nieco poturbowana.
Wicewójt przekonywał dalej, że urząd rzuca siły na etap ministerialny, że buduje poparcie polityczne, że w Polsce jest jedenaście gmin zagrożonych podobnymi działaniami większych ośrodków. Na to jeden z radnych słusznie zauważył, że ich interesuje gmina Poczesna, a nie jedenaście innych samorządów. I trudno mu odmówić racji. Kiedy komuś płonie własny dach, średnio pocieszająca jest informacja, że w kraju pali się jeszcze dziesięć innych.
– Dzisiaj powiem z pełną świadomością i z pełną odpowiedzialnością. Uratuje nas tylko i wyłącznie wynik naszego gminnego referendum – stwierdził zastępca Artura Sosny.
Referendum rzeczywiście jest mocnym argumentem. Frekwencja blisko 51 proc. i ponad 99 proc. głosów przeciw przyłączeniu to wynik, którego nie da się zbyć wzruszeniem ramion. Tylko że referendum nie zwalnia władzy z działania. Ono daje mandat. A mandat nie jest poduszką do wygodnego czekania, tylko narzędziem do walki.
Potem głos ponownie zabrał Maciej Janowski. I wtedy poziom napięcia wszedł na taki pułap, że nawet najbardziej odporni miłośnicy lokalnych sesji mogli poczuć, że oglądają nie obrady, tylko emocjonalne przesłuchanie z elementami terapii grupowej.
Janowski odniósł się do politycznych aluzji wicewójta, przypominając, że jest radnym powiatu wybranym z listy Prawa i Sprawiedliwości i że jest z tego dumny. Jednak najważniejsza część jego wypowiedzi dotyczyła nie partyjnych szyldów, tylko zarzutu, że w gminie panuje, mówiąc delikatnie, organizacyjny chaos.
– Nie macie państwo takiej świadomości, że macie bajzel? I to taki na kółkach? – pytał Janowski.
To już nie była metafora subtelna. To był werbalny kubeł zimnej wody. A potem było jeszcze ostrzej.
– Wy nie odpowiadacie w ogóle. W ogóle. Wiecie, jak kolokwialnie nazywa się coś takiego? Ja wam to powiem. Macie ludzi w dupie. I nie boję się tego powiedzieć. Macie ludzi w dupie – stwierdził.
Przewodnicząca poprosiła, by nie używać epitetów. Janowski przeprosił „z szacunku dla kobiety”, ale zdania nie wycofał. I tu dochodzimy do sedna brutalnej prawdy o tej sesji. Można oburzać się na język. Można uznać, że był zbyt mocny. Można powiedzieć, że na sali obrad powinno się ważyć słowa. Tylko że de facto nazwanie sprawy po imieniu nie jest przyczyną kryzysu, ale jego objawem. Gdy ludzie przez miesiące mają poczucie, że odbijają się od ściany, język zaczyna pękać razem z cierpliwością.
Janowski pytał też wójta, czy po sesji znowu powie, że odpowie pisemnie.
– Kiedy? Na co pan odpowie? Przecież nigdy pan nie odpowiedział. Nigdy. Nigdy się pan nie odniósł do tego, o czym rozmawiamy, o co prosimy – punktował radny włodarza raz za razem.
I to jest kolejny kamień w gminnym ogródku. Bo odpowiedź pisemna bywa w samorządzie wygodnym wynalazkiem. Pozwala odsunąć emocje, rozbroić moment, zamknąć sprawę w formalnym terminie i uniknąć żywej konfrontacji. Problem w tym, że mieszkańcy nie przyszli po potwierdzenie wpływu pisma. Przyszli po przywództwo. A jakim przywództwem wykazuje się Artur Sosna?
– Podczas spotkania włodarzy subregionu pod koniec minionego roku milcząco i ze spuszczoną głową wysłuchał tyrady Krzyśka Matyjaszczyka w kontekście konieczności aneksji terenów Poczesnej. Milczał. Nic nie odpowiedział. Później z Kępą wymyślili, że poproszą lokalne samorządy o podjęcie uchwał i bronienie ich interesu. Tylko kto z włodarzy w regionie, widząc taką słabość i brak jakiejkolwiek mocy sprawczej, będzie sobie zawracał głowę problemami Poczesnej – zdradził redakcji kulisy ze spotkania jeden z wysoko postawionych w regionie samorządowców.
Na końcu niedawnej sesji pojawił się jeszcze wątek telefonów do radnych, zarzutów, list, podpisów i wzajemnych podejrzeń. Jedna z mieszkanek mówiła, że miała telefon od radnej, która kontrolowała, czy podpisywała listę w sprawie referendum i czy podawała PESEL. To pokazuje, że konflikt w Poczesnej zaczął już wchodzić pod skórę lokalnej wspólnocie. Nie jest tylko sporem z Częstochową. Stał się sporem wewnętrznym. Kto działa, kto przeszkadza, kto komu ufa, kto z kim rozmawia i kto kogo podejrzewa o grę na własny rachunek.
A przecież w tle jest sprawa dużo większa niż personalne pretensje. Chodzi o granice gminy, wysypisko, wpływy budżetowe, wartość domów, komfort życia, bezpieczeństwo mieszkańców i przyszłość kilku miejscowości. To nie jest lokalna sprzeczka o chodnik, choć i takie potrafią być gorące. To jest sprawa, która może przedefiniować Poczesną już na zawsze.
Najbardziej ironiczne w tym wszystkim jest to, że wszyscy mówią o wspólnym froncie, ale każdy zdaje się maszerować innym rowem. Mieszkańcy chcą konkretów. Radni naciskają na uchwałę planistyczną. Stowarzyszenie robi kampanię informacyjną. Wicewójt tłumaczy politykę krajową. Wójt jest wywoływany do odpowiedzi, ale zarzut wobec niego brzmi właśnie tak, że zbyt często tej odpowiedzi nie słychać. A Częstochowa? Częstochowa zapewne patrzy i widzi, że przeciwnik nie musi być rozbijany z zewnątrz, jeśli sam potrafi pokłócić się o metody obrony.
Bo w Poczesnej problemem nie jest już tylko to, że ktoś chce zabrać część gminy. Problemem jest to, że mieszkańcy zaczynają podejrzewać, iż ich własna władza nie walczy wystarczająco mocno i wystarczająco jasno po ich stronie. To najgorszy możliwy moment na półsłówka, uniki i komunikaty bez treści.
Władza może oczywiście tłumaczyć, że działa. Że rozmawia. Że lobbuje. Że etap ministerialny jest kluczowy. Że polityka zdecyduje. Że trzeba cierpliwości. Tylko że cierpliwość mieszkańców, jak wyraźnie usłyszeliśmy, właśnie się skończyła. I trudno ją będzie odbudować zdaniem „odpowiemy pisemnie”.
W tej historii najbardziej brakuje jednego – prostego, twardego i publicznego komunikatu władz Poczesnej. Nie felietonu, nie wykładu, nie wycieczki po jedenastu gminach w Polsce, ani nie opowieści o koalicjantach i ministerialnych korytarzach. Tylko zdania, że nie oddamy tych terenów, uruchamiamy takie i takie działania, w tym terminie wprowadzamy pod obrady to i to, za to odpowiada ta osoba, a mieszkańców informujemy co tydzień, bo to jest dziś najważniejsza sprawa w gminie.
Na razie zamiast tego jest samorządowy teatr niepewności. Mieszkańcy mówią: „tu i teraz”. Władza odpowiada: „proces jest złożony”. Mieszkańcy pytają: „jaki jest plan?”. Władza mówi: „polityka zdecyduje”. Mieszkańcy krzyczą: „stoimy nad przepaścią”. Władza zdaje się sprawdzać, czy przepaść jest właściwością wojewody, ministerstwa, czy może jednak komisji.
A przecież granic gminy nie broni się szeptem. Nie broni się ich komunikacyjną mgłą, nieobecnością na zebraniach i przekonaniem, że skoro coś dzieje się za kulisami, to mieszkańcy powinni grzecznie czekać na finał. Granic broni się determinacją, planem, jawnością i obecnością tam, gdzie ludzie mają najwięcej pytań.
Bo jeśli mieszkańcy naprawdę mają rację, że to oni wykonali większość pracy informacyjnej, to w Poczesnej doszło do przedziwnego odwrócenia ról. Obywatele stali się urzędem, stowarzyszenie – centrum kryzysowym, radni – megafonem emocji, a władza wykonawcza – instytucją, którą trzeba nieustannie wywoływać do tablicy.
I może właśnie dlatego ta sesja była tak wymowna. Nie dlatego, że radny z powiatu powiedział za ostro. Nie dlatego, że padła „dupa”, której w eleganckim protokole lepiej nie drukować dużą czcionką. Tylko dlatego, że za tym słowem stoi frustracja ludzi, którzy nie chcą już słuchać o procesach, etapach i możliwych scenariuszach.
Chcą za to wiedzieć, czy ktoś naprawdę trzyma kierownicę. Bo jeśli nie, to Częstochowa nie będzie musiała nawet specjalnie mocno naciskać na gaz. Wystarczy, że Poczesna sama będzie dalej udowadniać, że w najważniejszym momencie swojej najnowszej historii potrafi produkować więcej napięć niż decyzji. A wtedy może się okazać, że największym problemem nie była aneksja. Największym problemem było to, że gdy trzeba było stanąć murem, każdy w gminie budował swój własny płotek.
Konopiska
Trzydzieści trzy zastępy, śmigłowce i samoloty. W Hutkach spłonęło niemal piętnaście hektarów
Duży pożar lasu w miejscowości Hutki w gminie Konopiska postawił wczoraj na nogi dziesiątki strażaków. Ogień objął około piętnastu hektarów terenu leśnego, a skala zagrożenia była na tyle poważna, że do akcji skierowano nie tylko siły naziemne, ale również statki powietrzne.
Z żywiołem przez kilka godzin walczyły łącznie trzydzieści trzy zastępy straży pożarnej, w tym dziewięć zastępów Państwowej Straży Pożarnej oraz dwadzieścia cztery jednostki ochotniczych straży pożarnych. Działania prowadzone z ziemi wspierały dwa śmigłowce gaśnicze i dwa samoloty, które zrzucały wodę na objęty ogniem obszar. Przy tak rozległym pożarze każda minuta miała znaczenie, bo płomienie mogły szybko rozprzestrzenić się na kolejne partie lasu.
Na miejscu pracowała również grupa operacyjna z Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Katowicach. Obecni byli także przedstawiciele kierownictwa Komendy Miejskiej PSP, w tym komendant miejski bryg. Kamil Dzwonnik oraz jego zastępcy. Skala zaangażowanych sił pokazuje, że strażacy mierzyli się z jednym z poważniejszych pożarów leśnych w regionie w ostatnim czasie.
Sytuacja pożarowa została opanowana około godz. 17.00. Nie oznaczało to jednak końca działań. Po zatrzymaniu rozprzestrzeniania się ognia strażacy kontynuowali dogaszanie pogorzeliska, sprawdzali teren i likwidowali zarzewia ognia, aby wykluczyć ponowne pojawienie się płomieni.
Pożar w Hutkach to kolejny przykład, jak poważne zagrożenie mogą stanowić obecne warunki w lasach. Wysuszona ściółka, wiatr i chwila nieuwagi wystarczą, by ogień w krótkim czasie objął duży obszar i wymagał mobilizacji ogromnych sił ratowniczych.
– Apelujemy o zachowanie szczególnej ostrożności podczas przebywania na terenach leśnych i bezwzględne unikanie zachowań, które mogą doprowadzić do zaprószenia ognia. Obecne warunki sprzyjają powstawaniu pożarów – podkreślają służby prasowe Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Częstochowie.
Janów
Prawie trzy miliony pójdzie w szkolne mury. Placówka w Piasku ma być cieplejsza i tańsza w utrzymaniu
Szkoła Podstawowa w Piasku doczeka się ważnej inwestycji poprawiającej stan techniczny budynku oraz jego efektywność energetyczną. Burmistrz Edward Moskalik podpisał umowę na realizację zadania obejmującego nadbudowę części obiektu i kompleksową termomodernizację placówki.
Prace wykona firma z Rybnika. Wartość inwestycji sięga blisko 3 mln zł i jak podkreślają miejscowi urzędnicy, to zadanie, które ma znaczenie nie tylko z punktu widzenia infrastruktury oświatowej, ale również przyszłych kosztów utrzymania budynku.
Zakres robót jest szeroki. Przedmiotem podpisanej umowy jest nadbudowa fragmentu budynku szkoły, obejmująca łącznik, a także wykonanie kompleksowych prac termomodernizacyjnych. Zaplanowano między innymi ocieplenie ścian, wymianę stolarki okiennej i drzwiowej oraz docieplenie stropu nad budynkiem.
Inwestycja obejmie również ocieplenie stropu pomiędzy piwnicą a parterem, a także stropów nad salą gimnastyczną i łącznikiem. Dzięki temu budynek ma stać się bardziej energooszczędny, lepiej zabezpieczony przed stratami ciepła i bardziej komfortowy dla uczniów, nauczycieli oraz pracowników szkoły.

Konopiska
Konopiska nie chcą przegapić pieniędzy. Gmina rusza po środki na spółdzielnię energetyczną
Ostatnia, nadzwyczajna sesja Rady Gminy Konopiska, trwała krótko, ale dotyczyła sprawy, która może mieć dla samorządu długofalowe znaczenie. Radni spotkali się 22 kwietnia, by zmienić wieloletnią prognozę finansową i umożliwić podpisanie umowy na doradztwo w zakresie optymalizacji kosztów energii elektrycznej oraz przygotowanie koncepcji powołania spółdzielni energetycznej. Pośpiech nie był przypadkowy. Jak wyjaśniono podczas obrad, czas na złożenie wniosku o dofinansowanie upływa w połowie maja, a o szansach może decydować kolejność zgłoszeń.
Sesję otwarto przy obecności trzynastu radnych, co pozwoliło radzie podejmować prawomocne uchwały. Już na początku przewodnicząca przypomniała, że obrady mają charakter nadzwyczajny i zostały zwołane na wniosek wójta. Porządek obrad był wyjątkowo krótki. Obejmował tylko jeden merytoryczny punkt – zmianę Wieloletniej Prognozy Finansowej Gminy Konopiska na lata 2026-2033.
– Ten projekt uchwały jest przedstawiony w związku z planowanym podpisaniem umowy o doradztwo w zakresie optymalizacji kosztów związanych z energią elektryczną oraz sporządzenie projektu koncepcyjnego założenia spółdzielni energetycznej – mówiła skarbnik.
Z przedstawionych informacji wynikało, że wartość całej umowy ma wynieść 100 tys. zł brutto. Gmina chce ubiegać się o dofinansowanie z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach na poziomie 80 proc. Oznaczałoby to 80 tys. zł dotacji i 20 tys. zł wkładu własnego samorządu. Ponieważ umowa miałaby obowiązywać od momentu jej zawarcia aż do końca grudnia 2029 roku, konieczne było wpisanie zadania do wykazu przedsięwzięć wieloletnich.
Najważniejszym praktycznym celem uchwały było więc umożliwienie gminie szybkiego podpisania umowy z firmą, która miałaby przygotować wniosek oraz rozpocząć prace koncepcyjne. Z wypowiedzi skarbnik wynikało, że samorząd musi działać sprawnie, bo środki są ograniczone, a nabór ma charakter konkurencyjny.
W tym miejscu pojawiły się pytania radnych. Jeden z nich chciał wiedzieć, jak będzie wyglądał nadzór nad przedsięwzięciem i czy planowana spółdzielnia energetyczna będzie w jakiś sposób zarządzana. Pytanie było istotne, bo choć uchwała dotyczyła formalnie WPF, w tle pojawiła się już realna perspektywa powołania nowego podmiotu energetycznego.
– Samo założenie spółdzielni energetycznej to już jest dalsza kwestia. Natomiast na razie chcemy napisać wniosek, który umożliwi nam rozpoczęcie całego procesu – tłumaczyła urzędniczka – Jeżeli już otrzymamy te środki, to na pewno będzie komisja bądź też spotkanie państwa na takim forum szerszym i na pewno pan wójt wypowie się w tym temacie – zaznaczyła.
W odpowiedzi na pytanie o nadzór skarbnik podkreśliła, że z perspektywy samorządu nie wyobraża sobie, aby gmina nie miała kontroli nad dalszym przebiegiem przedsięwzięcia.

Kolejne pytanie dotyczyło terminu, w którym gmina może dowiedzieć się, czy jej wniosek został rozpatrzony pozytywnie. Skarbnik wyjaśniła, że dokumenty trzeba złożyć do 15 maja, a znaczenie będzie miała kolejność wpływu zgłoszeń. Według wstępnych ustaleń z firmą, która miałaby przygotowywać dokumentację, rozstrzygnięcia można spodziewać się pod koniec roku.
Najbardziej znamienny fragment sesji dotyczył samego trybu działania. Skarbnik wyjaśniła, że wniosek nie został jeszcze złożony i właśnie dlatego konieczne było zwołanie sesji nadzwyczajnej. Gmina chce podpisać umowę z firmą jak najszybciej, aby ta mogła rozpocząć prace w trybie ekspresowym. W tle padła również informacja o ograniczonej puli środków.
– Kto pierwszy, tym lepszy. Jest pula bodajże 3 mln zł – wskazywała powód presji czasowej.
Uchwała została przyjęta jednogłośnie, trzynastoma głosami za.
Kamienica Polska
Jednostki OSP w gminie Kamienica Polska już po wyborach. Znamy nazwiska prezesów
W jednostkach ochotniczych straży pożarnych z terenu gminy Kamienica Polska zakończył się cykl walnych zebrań sprawozdawczo-wyborczych. Był to czas podsumowania dotychczasowej działalności, oceny wykonanych zadań oraz wyboru władz, które będą odpowiadać za funkcjonowanie jednostek w kolejnych latach.
Podczas zebrań druhny i druhowie przyjęli sprawozdania z działalności, ocenili pracę zarządów, udzielili im absolutorium oraz dokonali wyboru nowych składów władz w poszczególnych OSP. Takie spotkania mają szczególne znaczenie dla każdej jednostki, ponieważ wyznaczają kierunek działania na następną kadencję i porządkują najważniejsze kwestie organizacyjne.
W gminie Kamienica Polska ochotnicze straże pożarne odgrywają istotną rolę nie tylko w systemie bezpieczeństwa, ale również w życiu lokalnej społeczności. Druhowie uczestniczą w działaniach ratowniczych, zabezpieczają wydarzenia, wspierają mieszkańców w sytuacjach kryzysowych i angażują się w inicjatywy społeczne. Dlatego wybory nowych władz są ważne nie tylko dla samych jednostek, ale również dla całej gminy.
Nowymi prezesami poszczególnych jednostek zostali: w OSP Kamienica Polska Artur Furmański, w OSP Osiny Edward Brymora, w OSP Rudnik Wielki Grzegorz Chwist, w OSP Wanaty Mariusz Górniak, w OSP Zawada Tadeusz Zaskórski, a w OSP Zawisna Tomasz Kulawik.

Zakończony cykl zebrań to również okazja do podziękowań dla wszystkich druhen i druhów za codzienną gotowość do niesienia pomocy, społeczne zaangażowanie oraz pracę na rzecz bezpieczeństwa mieszkańców. Ochotnicza służba wymaga czasu, odpowiedzialności i dyspozycyjności, a jej znaczenie szczególnie widać wtedy, gdy potrzebna jest szybka reakcja i wsparcie lokalnych sił ratowniczych.
Przed nowymi władzami jednostek stoją kolejne wyzwania związane z utrzymaniem gotowości bojowej, szkoleniami, wyposażeniem oraz dalszym rozwojem OSP. Samorząd i społeczność lokalna liczą, że doświadczenie druhów oraz współpraca poszczególnych jednostek pozwolą skutecznie realizować te zadania w kolejnych latach.

-
Poczesna8 miesięcy temuTragiczny wypadek na trasie między Sobuczyną a Nieradą. Nie żyje 34-letnia kobieta
-
Myszków5 miesięcy temuDom, który stał się miejscem strachu. Bracia z Myszkowa aresztowani za wielomiesięczną przemoc
-
Poczesna2 lata temuW gminie huczy, policja o niczym oficjalnie nie wie, a wójt milczy i unika odpowiedzi
-
Blachownia3 lata temuPodwójna kompromitacja byłego sołtysa. Przegrał dwa procesy i wyszło, że jednak zarabiał na pornografii





