Do tragicznego w skutkach zdarzenia doszło 29 czerwca około godziny 02.45 na autostradzie A1 w Nieradzie. Kierujący nieznanym pojazdem najechał na mężczyznę, który wymieniał koło w swoim samochodzie. Ten zmarł na miejscu.
Wydział Kryminalny Komendy Miejskiej Policji w Częstochowie poszukuje świadków zdarzenia mogących pomóc w ustaleniu okoliczności wypadku, do którego doszło w miniony poniedziałek.
– Kierujący nieznanym pojazdem najechał na pieszego, który prawdopodobnie dokonywał naprawy pojazdu na prawym poboczu. W wyniku zdarzenia mężczyzna poniósł śmierć na miejscu. Sprawca tuż po zdarzeniu oddalił się nie udzielając pomocy poszkodowanemu – informują częstochowscy policjanci.
Funkcjonariusze, wszystkich ewentualnych świadków, proszą o niezwłoczny kontakt z wydziałem kryminalnym częstochowskiej komendy pod numerem telefonu 47 858 1434.
Poczesna
Nagły zwrot w sporze o tereny Poczesnej. Resort nie poparł wniosku władz Częstochowy
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji negatywnie zarekomendowało wniosek władz Częstochowy dotyczący przejęcia części terenów gminy Poczesna. W przygotowanym projekcie rozporządzenia Rady Ministrów nie uwzględniono proponowanej zmiany granic. To najważniejszy dotychczas zwrot w trwającym od kilku miesięcy sporze, choć formalnie ostateczną decyzję podejmie jeszcze rząd.
Informację o stanowisku resortu przekazali urzędnicy z Poczesnej. W opublikowanym komunikacie ocenili oni, iż negatywna rekomendacja MSWiA zdecydowanie przybliża samorząd do utrzymania obecnych granic. Podkreślono przy tym znaczenie sprzeciwu mieszkańców, którzy uczestniczyli w konsultacjach, spotkaniach i referendum lokalnym.
Negatywne stanowisko ministerstwa nie jest jeszcze równoznaczne z ostatecznym zakończeniem procedury. Projekt rozporządzenia musi zostać rozpatrzony przez Radę Ministrów, która podejmuje końcowe decyzje dotyczące zmian w podziale terytorialnym kraju. Na obecnym etapie propozycja Częstochowy nie uzyskała jednak poparcia resortu odpowiedzialnego za przygotowanie dokumentu.
Procedura formalnie rozpoczęła się pod koniec 2025 roku. Częstochowa wystąpiła o włączenie do miasta terenów należących obecnie do gminy Poczesna, obejmujących obręby Brzeziny Nowe, Kolonia Brzeziny Wielkie, Sobuczyna i Młynek oraz fragmenty Huty Starej A oraz Poczesnej. Częstochowscy radni przyjęli z kolei wniosek w tej sprawie 30 marca.
Prezydent Krzysztof Matyjaszczyk wraz ze swoimi zastępcami argumentowali wówczas, że zmiana granic jest potrzebna do zabezpieczenia systemu gospodarki odpadami, rozwoju instalacji w Sobuczynie oraz wykorzystania gruntów należących do miasta i kontrolowanych przez nie spółek. Na części obszaru miałyby powstać tereny przemysłowe, produkcyjne i związane z odnawialnymi źródłami energii.

Gmina Poczesna od początku sprzeciwiała się tym planom. Spór był bezpośrednio związany z dokumentami planistycznymi przyjętymi przez jej radnych, które miały ograniczyć możliwość dalszej ekspansji instalacji odpadowej. Samorząd podkreślał także ryzyko utraty terenów, wpływów podatkowych i kontroli nad zagospodarowaniem przestrzennym.
Jednym z najważniejszych argumentów Poczesnej był wynik referendum lokalnego. Wzięła w nim udział ponad połowa uprawnionych mieszkańców, a niemal wszyscy głosujący sprzeciwili się przekazaniu terenów Częstochowie. Odmiennie wyglądały konsultacje przeprowadzone w mieście, gdzie większość uczestników poparła rozszerzenie granic.
Głos mieszkańców znalazł się również w opinii wojewody śląskiego, która pod koniec czerwca trafiła do ministra spraw wewnętrznych i administracji. Wojewoda nie przedstawił jednoznacznego rozstrzygnięcia, ale wskazał, że społeczność obszaru bezpośrednio objętego zmianą nie popiera wniosku. Opinia ta była jednym z dokumentów analizowanych przez resort przed przygotowaniem projektu rozporządzenia.
Wojewoda zwrócił także uwagę na zasadniczo odmienne wizje przyszłości spornego obszaru. Częstochowa planowała jego silniejsze uprzemysłowienie i rozwój infrastruktury związanej z gospodarką odpadami. Poczesna dążyła natomiast do zachowania obecnych granic składowiska oraz utrzymania terenów sąsiednich jako obszarów aktywnych przyrodniczo.

W opinii wskazano również na możliwe konsekwencje finansowe. Według przedstawionych analiz zmiana granic mogłaby oznaczać dla Poczesnej utratę ponad 10 mln zł dochodów podatkowych, czyli około 13 proc. prognozowanych wpływów gminy w 2028 roku. Jednocześnie stwierdzono, że nie zachodziły ustawowe przesłanki automatycznie uniemożliwiające przeprowadzenie zmiany.
Negatywna rekomendacja MSWiA jest dotychczas najkorzystniejszym rozstrzygnięciem dla gminy Poczesna. Resort nie podzielił argumentacji Częstochowy w stopniu pozwalającym na wpisanie proponowanego rozszerzenia miasta do projektu rozporządzenia.
Dopiero decyzja Rady Ministrów zamknie jednak całą procedurę. Do tego czasu obecne stanowisko ministerstwa należy traktować jako bardzo ważny, lecz jeszcze nieostateczny etap sprawy. Dla mieszkańców Poczesnej oznacza on, że wielomiesięczny sprzeciw został uwzględniony na szczeblu rządowym, a możliwość zachowania dotychczasowego przebiegu granic stała się znacznie bardziej prawdopodobna.
Poczesna
Gdy pytania były trudne, wójt Sosna milczał, a odpowiadali jego podwładni. Napięta sesja w Poczesnej
Ostatnia sesja Rady Gminy Poczesna miała być przede wszystkim podsumowaniem 2025 roku, debatą nad raportem o stanie gminy oraz głosowaniem nad wotum zaufania i absolutorium dla wójta Artura Sosny. Formalnie najważniejsze rozstrzygnięcia zapadły po myśli włodarza. Politycznie była to jednak jedna z bardziej napiętych sesji obecnej kadencji. W centrum dyskusji znalazły się aneksja części terenów gminy przez Częstochowę, sposób przygotowania raportu, brak analiz, niezrealizowane inwestycje, komunikacja publiczna oraz sprawa audytów związanych z projektem fotowoltaicznym.
Już otwarcie debaty nad raportem pokazało, że dokument nie zostanie przyjęty bez uwag. Przewodnicząca rady zwróciła uwagę, że raport liczy 185 stron, ale w jej ocenie ma w dużej części charakter opisowy i statystyczny. Problemem miało być nie tyle samo zestawienie informacji, ile brak pogłębionej oceny tego, co z tych danych wynika dla gminy i mieszkańców.
– Raport zawiera wiele informacji dotyczących działalności gminy, realizowanych przedsięwzięć, ale również funkcjonowania poszczególnych obszarów samorządu. Warto jednak w tym miejscu zauważyć, że raport w znacznej części w moim odbiorze przyjmuje formę informatora – mówiła.
Najmocniej wybrzmiała sprawa aneksji, czyli planów Częstochowy dotyczących przejęcia części terenów gminy. Mieszkańcy i radni zarzucali władzom, że temat został w raporcie potraktowany zbyt krótko, mimo że może mieć zasadnicze znaczenie dla finansów, demografii i przyszłego rozwoju gminy.
– Raport o stanie gminy nie jest kroniką wydarzeń, nie jest też przypisem historycznym, podczas gdy dokumenty źródłowe mówią o tym, że ta sytuacja aneksji może wywrócić do góry nogami nasze finanse gminne, może wywrócić do góry nogami demografię, edukację i inwestycje w gminie – mówiła Alicja Janowska ze Stowarzyszenia Eko Poczesna.
Wskazywała, że chodzi o teren o dużym znaczeniu dla całego samorządu, a mieszkańcy powinni otrzymać jasne informacje o skutkach ewentualnej zmiany granic oraz działaniach podjętych przez urząd.
– To jest prawie 15 proc. utraty ziem. To jest ponad 10 proc. utraty mieszkańców, a więc wpłynie to na demografię. I tej analizy ja w raporcie nie widzę – podkreślała.
Odpowiedzi udzielał głównie wicewójt Robert Kępa, co samo w sobie stało się jednym z punktów zapalnych. Część radnych i mieszkańców wskazywała, że debata dotyczy działalności wójta, a więc to on powinien bezpośrednio mierzyć się z najważniejszymi pytaniami.
– Wotum zaufania udzielany jest wójtowi, nie panu, panie wicewójcie – padło na sali.

Kępa tłumaczył, że sprawa aneksji należy do zakresu jego obowiązków, a raport dotyczył 2025 roku, podczas gdy zasadnicze analizy i działania miały pojawić się już później.
– Tworząc raport, mając na uwadze to, że problem aneksji pojawił się 4 grudnia tamtego roku, uznaliśmy, że w raporcie znajdzie się mocna informacja o tym, że koniec roku zakończył się tym problemem, który zdominował nasze życie w 2026 roku – wyjaśniał Kępa.
Ta argumentacja nie przekonała części radnych. Danuta Broszkiewicz skomentowała sprawę wprost, sugerując, że skromny opis aneksji w raporcie wynikał z braku realnych działań w grudniu.
– I że tam nic nie ma. I macie rację, bo nic przez trzydzieści dni nie zrobiliście, więc ja dzisiaj panu przyznaję rację – mówiła radna.
Jeszcze ostrzej wypowiedział się radny powiatowy Maciej Janowski, który zarzucał władzom, że mimo spotkań i apeli ze strony mieszkańców nie przygotowano pełnej strategii obrony interesów gminy.
– Zrobiliście sobie panowie piękne zdjęcia w Pałacu Prezydenckim, piękne zdjęcia w KPRM-ie, ale w obronie mieszkańców nie zrobiliście nic. Kompletnie nic – stwierdził.
Drugim dużym blokiem dyskusji były inwestycje. Radni zwracali uwagę, że w raporcie przy części zadań pojawiło się zerowe wykonanie. Wicewójt wyjaśniał, że budżet w ciągu roku się zmieniał, niektóre zadania były przesuwane, a część pozycji pozostawiono w raporcie dla przejrzystości.
– To jest normalne życie budżetu, że pewne inwestycje, które są zaplanowane na starcie roku, one w ciągu roku z różnych powodów znikają – mówił Robert Kępa.

Radni odpowiadali jednak, że dla mieszkańców oczekujących na konkretne zadania takie tłumaczenie nie rozwiązuje problemu. Wskazywano między innymi na drogi, oświetlenie, chodniki, kanalizację i zadania odkładane na kolejne lata.
– Dla mieszkańca jest to po prostu zero – ripostowała radna Justyna Krawiec-Puchała.
W podobnym tonie mówiła Danuta Broszkiewicz, odnosząc się do miejscowości i ulic, gdzie mieszkańcy od lat czekają na podstawową infrastrukturę.
– My czekamy nie kilkanaście, tylko kilkadziesiąt lat na cokolwiek i nie dzieje się nic. I ludzie też tam mieszkają i też płacą podatki – podkreślała radna.
Na sesji wrócił również temat komunikacji publicznej. Radni pytali, czy zmiana systemu transportu przyniosła gminie realne oszczędności i czy poprawiła dostępność połączeń. Skarbnik Agnieszka Zych podała, że wydatki na lokalny transport zbiorowy w 2025 roku wyniosły ponad 6,79 mln zł, podczas gdy rok wcześniej było to nieco ponad 5,09 mln zł. Wicewójt tłumaczył, że 2025 rok był okresem przejściowym, a gmina nadal ponosiła koszty związane z wcześniejszym modelem komunikacji.
Kolejnym problemem okazała się sprawa projektu fotowoltaicznego i audytów, za które zapłacili mieszkańcy. Wicewójt przyznał, że projekt nie doszedł do skutku, a gmina musi znaleźć sposób rozwiązania sytuacji, by osoby, które poniosły koszty, nie zostały z niczym.
– Mamy problem. Wyciągnęliśmy wnioski z tego, bo mieliśmy zapewnienia, że projekt na pewno przejdzie, dlatego się pracownik zaangażował w to, żeby ludzi namówić na te audyty – mówił Robert Kępa.
W jego wypowiedzi padło też jedno z mocniejszych zdań całej debaty.
– Mieszkańcy mają prawo czuć się oszukani, że ktoś ich namówił na dokument, który wcale nie był potrzebny. Bo nie był potrzebny na tym etapie, niestety – stwierdził wicewójt.
Radni dopytywali, kiedy mieszkańcy otrzymają oficjalną informację i czy zostanie im zaproponowany konkretny sposób rekompensaty. Z odpowiedzi wynikało, że urząd analizuje rozwiązanie od strony formalnoprawnej i zamierza zorganizować spotkanie z zainteresowanymi.
Na sali pojawiły się także pytania o oczyszczalnie ścieków, demografię, gminną ewidencję zabytków, majątek gminy, zarządzenia wójta, fundusz sołecki, kartę mieszkańca, transport, ochronę środowiska oraz sposób publikowania dokumentów w Biuletynie Informacji Publicznej. W kilku momentach dyskusja schodziła na kwestie proceduralne i przeradzała się w spór o to, czy raport powinien zawierać więcej porównań z poprzednimi latami, ocenę skutków działań i dokładniejsze wyjaśnienia przy zadaniach niewykonanych.
Formalnie sesja zakończyła się dla wójta pozytywnie, ale wyniki głosowań pokazały, że poparcie nie było szerokie. Uchwałę w sprawie zatwierdzenia sprawozdania finansowego i sprawozdania z wykonania budżetu przyjęto przy 8 głosach za i 7 wstrzymujących się. Absolutorium również przeszło minimalną wymaganą większością: 8 radnych było za, 2 przeciw, a 5 wstrzymało się od głosu.
Warto przy tym odnotować, że sam wójt podczas debaty nad raportem tradycyjnie nie należał do najbardziej aktywnych uczestników dyskusji. Na najważniejsze pytania mieszkańców i radnych w dużej mierze odpowiadali jego współpracownicy, przede wszystkim wicewójt. Włodarz zdecydował się zabrać głos dopiero po głosowaniu nad absolutorium, gdy podziękował skarbnik oraz radnym.
– I tak debata nad raportem, która ustawowo ma być rozmową o działalności wójta, w praktyce po raz kolejny pokazała osobliwy model komunikacji w Poczesnej. Gdy pytania były trudne, a Artur Sosna nie znał na nie odpowiedzi, to głos zabierali jego podwładni. Gdy było już po głosowaniu i można było dziękować, mikrofon wrócił do właściwego adresata absolutorium – komentuje w rozmowie z redakcją jeden z lokalnych samorządowców.
Poczesna
Mocne wystąpienie byłej urzędniczki podczas sesji w Poczesnej: To kłamstwo, oszczerstwo i potwarz
Podczas ostatniej sesji Rady Gminy Poczesna głos zabrała Dagmara Młyńczyk, były wieloletni pracownik tutejszej administracji, dziś zatrudniona w Urzędzie Gminy Mstów. Jej wystąpienie było odpowiedzią na wcześniejsze wypowiedzi dotyczące projektu Klastra Energii Aglomeracji Częstochowskiej, współpracy z firmą Doeko Group, audytów energetycznych oraz odpowiedzialności za sytuację, w której część mieszkańców została z poniesionymi kosztami i bez jasnej odpowiedzi – co dalej oraz czy odzyskają swoje pieniądze?
Już na początku Młyńczyk zaznaczyła, że nie planowała zabierać głosu. Jak mówiła, poczuła się jednak wywołana do odpowiedzi po słowach, które padły podczas sesji. Najmocniej zareagowała na sugestie, jakoby pracownik urzędu wspólnie z firmą miał wprowadzać mieszkańców w błąd, a nawet doprowadzić do pobrania od nich pieniędzy w nieuprawniony sposób.
– To, co było powiedziane przez zastępcę wójta odnośnie tego, że pracownik wraz z firmą wprowadzili mieszkańców w błąd, bądź też nawet, może jest to słowo nadmierne, wyłudzili od mieszkańców pieniądze, jest to, proszę państwa, wierutne kłamstwo – mówiła.
Chwilę później jeszcze mocniej odniosła się do stawiania jej w centrum odpowiedzialności za sprawę.
– To jest kłamstwo, oszczerstwo i potwarz – podkreślała.
Sprawa dotyczy projektu, który miał być jedną z większych szans na rozwój odnawialnych źródeł energii w regionie. Projekt parasolowy Klastra Energii Aglomeracji Częstochowskiej miał objąć między innymi Częstochowę, Poczesną, Olsztyn, Mstów i Rędziny. W grze było blisko 49,7 mln zł pozyskanego dofinansowania z Krajowego Planu Odbudowy. Mieszkańcy liczyli na fotowoltaikę, magazyny energii i realne wsparcie inwestycji w domach.
Zamiast tego powstał poważny problem. Projekt w praktyce upadł, ale część mieszkańców zdążyła zapłacić za wykonane przez Doeko Group audyty energetyczne, które miały być potrzebne do realizacji inwestycji. Dla nich nie była to już abstrakcyjna zapowiedź przyszłego programu, ale realny wydatek poniesiony z myślą o udziale w projekcie. Dziś wielu z nich pyta, czy pieniądze i czas nie zostały zmarnowane? I żądają od gminy zwrotu poniesionych kosztów.
Jak podczas sesji mówił zastępca wójta Robert Kępa, problemem w realizacji przedsięwzięcia miał okazać się magazyn wodorowy zapisany w projekcie, w części dotyczącej miasta Częstochowy. To właśnie ten element, zbyt kosztowny, trudny i ryzykowny czasowo, miał doprowadzić do załamania całej konstrukcji. Nie było możliwości zmiany projektu bez utraty dofinansowania – to Częstochowa się wycofała. Podobny mechanizm pojawił się przy Klastrze Energii Powiatu Częstochowskiego, gdzie także odstąpiono od projektu wartego blisko 48,7 mln zł dofinansowania. Tam również wskazywano, że budowa wodorowego magazynu energii groziła przekroczeniem kosztów, terminów i w konsekwencji ryzykiem utraty całego wsparcia, bo trzeba by je było zwracać w całości. Magazyn ten zapisany był w części dotyczącej nie gmin, ale o który wnioskowało starostwo powiatowe. Ogromna kasa z KPO przepadła.
W Poczesnej problem ma jednak dodatkowy wymiar. Po fiasku projektu zaczęło się szukanie odpowiedzialnych. I to właśnie przeciwko temu najostrzej zaprotestowała Dagmara Młyńczyk. Z jej wystąpienia wynikało jasno, że nie zgadza się na przypisywanie jej roli osoby, która samodzielnie prowadziła sprawę, decydowała o kontaktach z firmą czy mieszkańcami i miała odpowiadać za późniejsze konsekwencje.
Była kierownik referatu inwestycji miejscowego urzędu przypomniała, że spotkania dotyczące projektu odbywały się przy pełnej wiedzy władz gminy. Wskazała też, że w rozmowach z firmą Doeko Group miał uczestniczyć obecny wójt Artur Sosna, a w spotkaniach z mieszkańcami brał udział również jego zastępca Robert Kępa.

– Obecny tutaj wicewójt Kępa witał mieszkańców, informował ich o tym projekcie, udzielał mi głosu i odpowiadał również na pytania mieszkańców – relacjonowała.
To ważny fragment jej wystąpienia, bo uderza w narrację, według której odpowiedzialność za relacje z mieszkańcami i firmą miałaby spaść głównie na jednego pracownika. Młyńczyk konsekwentnie przekonywała, że zwykły urzędnik nie działa w takich sprawach samodzielnie i bez wiedzy przełożonych. W tle jej słów pobrzmiewało coś więcej niż obrona własnego nazwiska. To była sugestia, że po załamaniu projektu próbowano znaleźć wygodnego kozła ofiarnego.
Nie jest tajemnicą, że napięcie wokół Dagmary Młyńczyk narastało miesiącami. Już w styczniu wójt Artur Sosna chciał się z nią rozstać. Ostatecznie była urzędniczka nie dała się wmanewrować w wewnętrzne rozgrywki włodarzy i nie przyjęła roli osoby, na którą można byłoby przerzucić całą odpowiedzialność. Złożyła wypowiedzenie i sama, po osiemnastu latach, odeszła z pracy. Jej wystąpienie podczas sesji pokazało, że z cała stanowczością zamierza bronić zarówno swojego dorobku, jak i zawodowej reputacji.
Drugi istotny wątek dotyczył bowiem jej pracy przy wnioskach o dofinansowania i przetargach. Młyńczyk odniosła się do zarzutów, że miała nieudolnie zajmować się procedurami przetargowymi. Odpowiadając, wskazywała, że przygotowanie przetargu jest procesem czasochłonnym i skomplikowanym, a nie prostą czynnością techniczną.
– Pan wicewójt powiedział, że ów pracownik, proszę patrzeć w moją stronę, bo to ja, zajmowała się i to nieudolnie przetargami i że to jest moja wina, że dwa przetargi nie poszły. Pracownik odpowiedział w ten sposób, że przygotowanie przetargu to jest bardzo długa i trudna procedura – mówiła.
Była pocześniańska urzędniczka przypomniała również swój udział w pozyskiwaniu pieniędzy zewnętrznych dla gminy. Wskazała między innymi na wniosek dotyczący przebudowy ulicy Nadrzecznej, przygotowywany, jak mówiła, przy pomocy jednego z radnych, a także na projekt termomodernizacji budynków szkół.
– Wnioski same się nie piszą. Napisał ten oto nieudolny pracownik, który pozyskał dla gminy 9 mln zł dofinansowań – ironizowała.
Odniosła się także do wniosku dotyczącego termomodernizacji budynku OSP w Nieradzie. Podkreślała, że również ten projekt nie powstał bez jej udziału.
– Wniosek dla OSP na termomodernizację tego budynku nie jest dziełem straży. Nie jest dziełem obecnych tutaj włodarzy gminy. Jest moim dziełem i firmy, która robiła audyt energetyczny – stwierdziła.
Wystąpienie Młyńczyk miało nie tylko charakter osobistej obrony. Było także publicznym rozliczeniem sposobu, w jaki obecne władze gminy mówią o pracy poprzednich urzędników, inwestycjach i projektach rozpoczętych wcześniej. Szczególnie mocno wybrzmiał wątek „czyszczenia referatu”, który – jak wynikało z jej wypowiedzi – miał pojawiać się w kontekście zmian kadrowych w urzędzie.
Dagmara Młyńczyk przekonywała, że do grudnia ubiegłego roku kontrole nie wykazywały nieprawidłowości. Tym bardziej nie zgadzała się z przedstawianiem jej pracy jako źródła problemów. Z jej perspektywy sytuacja wygląda inaczej – kiedy projekt zderzył się z realiami, a mieszkańcy zaczęli pytać o pieniądze wydane na audyty, najwygodniej było wskazać urzędnika, który wcześniej prowadził część spraw.
Na koniec była kierownik referatu zwróciła się do radnych, sołtysów i mieszkańców, dziękując za lata współpracy. Jej ostatnie słowa miały już wyraźnie polityczny ton. Przypomniała, że gmina nie jest własnością osób pełniących funkcje, lecz wspólnotą mieszkańców, a mandat do kierowania nią pochodzi z wyborów.
– To mieszkańcy tworzą tę gminę i ta gmina jest tworzona przez nas. Nie osoby, które nami władają czasami lepiej, czasami gorzej. Nie mogą nami rządzić osoby, które nie zostały wybrane w wyborach przez państwa – dodała.
Te słowa były czytelnym odniesieniem do roli Roberta Kępy, który jako zastępca wójta ma dziś dominującą pozycję w bieżącym zarządzaniu gminą, choć nie pochodzi z bezpośredniego wyboru mieszkańców. Wypowiedź Młyńczyk uderzała więc nie tylko w samego wicewójta, ale pośrednio, a może przede wszystkim, także w Artura Sosnę. Urzędniczka wypunktowała bowiem słabość wójta, który niemal wszystkie kluczowe decyzje scedował na Kępę.
Sesja nie rozwiązała problemu projektu energetycznego. Nie odpowiedziała też na najważniejsze pytania mieszkańców – co z audytami, kto ponosi odpowiedzialność za przyjęte założenia i czy gmina znajdzie sposób wyjścia z pata? Pokazała jednak coś innego. Próba przerzucenia ciężaru tej sprawy na byłą urzędniczkę napotkała bardzo stanowczą odpowiedź z jej strony.
Poczesna
Poczesna cofa się w sprawie składowiska. Radna zarzuca dalekie ustępstwa: Co dostaniemy w zamian?
Ostatnia sesja Rady Gminy Poczesna pokazała, że sprawa składowiska odpadów komunalnych wciąż pozostaje jednym z najbardziej drażliwych tematów w lokalnej polityce. Radni zajęli się uchyleniem wcześniejszej uchwały dotyczącej przystąpienia do sporządzenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla tego terenu. Formalnie był to jeden punkt porządku obrad. W praktyce wywołał dyskusję o strategii gminy, relacjach z Częstochową, możliwej aneksji terenów oraz o tym, czy Poczesna nie rezygnuje właśnie z ważnego instrumentu nacisku bez żadnych konkretnych gwarancji w zamian.
Projekt uchwały został wcześniej pozytywnie zaopiniowany przez komisję budżetu i rozwoju gospodarczego. Nie oznaczało to jednak pełnej zgody w radzie. Najwięcej wątpliwości zgłaszała radna Danuta Broszkiewicz, która już na początku pytała, dlaczego spotkanie dotyczące uchylenia uchwały zorganizowano w godzinach pracy wielu mieszkańców.
Najważniejszy zarzut radnej dotyczył jednak nie samej procedury, ale politycznego sensu decyzji. Broszkiewicz wskazywała, że gmina wycofuje się z uchwały, podczas gdy po stronie Częstochowy nie widać gotowości do przyjęcia propozycji Poczesnej ani podpisania nowych ustaleń zabezpieczających interesy samorządu.
– Więc pytam się, co dla nas? My uchylamy tą uchwałę, za chwilę będziemy uchylać kolejną rzecz. Co w zamian dla nas? – dopytywała.
W dyskusji pojawił się także wątek przeglądu ekologicznego. Radna sugerowała, że skoro Poczesna wykonuje krok wstecz, powinna oczekiwać od drugiej strony konkretnego działania, które pozwoliłoby prowadzić dalsze rozmowy na bardziej partnerskich zasadach.
– Może chociaż z tym trzeba było powiedzieć, że my uchylamy uchwałę, ale w zamian wy robicie ten przegląd ekologiczny. I dopiero wtedy siadamy do dyskusji jak równy z równym – mówiła Danuta Broszkiewicz.

Na pytania odpowiadał radca prawny obsługujący gminę. Tłumaczył, że Częstochowa nie chce podpisać innego porozumienia niż to, które już wcześniej zostało uzgodnione. Jak wynikało z jego wypowiedzi, gmina próbowała proponować rozwiązania regulujące wzajemne zobowiązania, ale bez zgody drugiej strony może działać jedynie jednostronnie. Według niego uchylenie uchwały ma przede wszystkim znaczenie polityczne i wizerunkowe. Poczesna chce pokazać, że nie blokuje modernizacji składowiska, a tym samym wzmocnić swoją pozycję przed decyzjami podejmowanymi poza gminą.
– Więc co uzyskujemy w zamian? W moim przekonaniu bardzo dużą poprawę naszego wizerunku, a to nie jest rzecz bez znaczenia, gdy decydują się nasze losy, czy losy tych ziem, czy one będą w gminie Poczesna, czy nie – argumentował mecenas.
Ta odpowiedź nie rozwiała jednak wszystkich obaw. Przeciwnie, pokazała sedno sporu. Zwolennicy uchylenia uchwały widzą w tym ruchu element taktyki przed dalszymi rozstrzygnięciami, natomiast sceptycy zwracają uwagę, że poprawa wizerunku nie jest tym samym co twarde gwarancje. Tym bardziej że z wypowiedzi mecenasa wynikało wprost, iż nic więcej nie udało się na tym etapie uzyskać.
– To jest nasz zysk. Chociaż chcielibyśmy bardzo więcej, ale więcej nie osiągnęliśmy – przyznał mecenas.
Radna dopytywała również, czy rada nie powinna poczekać na stanowisko wojewody. Obawiała się, że uchylenie uchwały przed zakończeniem tego etapu może okazać się przedwczesne i osłabić pozycję gminy. Mecenas przekonywał natomiast, że dokument powinien znaleźć się w materiałach przekazywanych dalej do Warszawy, ponieważ ma pokazać, że Poczesna nie blokuje modernizacji składowiska.
– Jeżeli nie uchwalimy jej dzisiaj, to ta uchwała nie zostanie załączona do materiałów dla premiera – mówił.
W debacie pojawił się również kontekst manifestacji w Warszawie. Mecenas uznał, że po proteście jest dobry moment na podjęcie uchwały, bo formalny dokument może mieć większe znaczenie niż sama demonstracja. Radna nie podzielała jednak tego optymizmu i otwarcie mówiła, że dotychczasowe działania nie przyniosły oczekiwanych efektów.
– Bardzo pięknie pan mówi. Tylko ja nie wierzę w to, że wycofanie się z tej uchwały przyniesie dla nas jakiekolwiek korzyści – stwierdziła Broszkiewicz.

Najmocniej wybrzmiała jej obawa, że gmina sama rezygnuje z narzędzi, które mogłyby być przydatne w rozmowach z Częstochową. Ten fragment dyskusji najlepiej oddawał napięcie towarzyszące całemu punktowi obrad.
– Obawiam się uchylenia tej uchwały, ponieważ dla nas – zostajemy nadzy, właściwie goli. Z czym my będziemy dyskutować i debatować z miastem? My się grzecznie wycofujemy, my grzecznie ustępujemy, ale co w zamian dla nas? – pytała radna.
Mecenas przyznał, że stuprocentowej pewności co do skutków tej decyzji nie ma. Podtrzymał jednak ocenę, że w obecnej sytuacji jest to najlepszy dostępny wariant działania.
Ostatecznie rada uchyliła uchwałę z 27 października ubiegłego roku dotyczącą przystąpienia do sporządzenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla terenów składowiska odpadów komunalnych. Za było siedmioro radnych, jedna osoba głosowała przeciw, sześć osób wstrzymało się od głosu, a jedna radna była nieobecna.
Poczesna
To był wielki dzień dla strażaków z Huty Starej A. Sto lat tradycji w jednej uroczystości
Ochotnicza Straż Pożarna Huta Stara A obchodziła jubileusz 100-lecia działalności. Uroczystość połączyła oficjalny ceremoniał strażacki, podsumowanie historii jednostki oraz festyn przygotowany dla mieszkańców.
Wydarzenie rozpoczęło się o godz. 15.00. Pół godziny później odbył się meldunek i przegląd pododdziałów, po którym organizatorzy przywitali zaproszonych gości. Ważnym punktem obchodów był krótki rys historyczny jednostki przypominający jej stuletnią drogę, dorobek oraz znaczenie dla lokalnej społeczności.
Podczas części oficjalnej dokonano dekoracji sztandaru oraz odznaczonych strażaków. Był to moment podkreślający zarówno tradycję ochotniczego pożarnictwa, jak i codzienne zaangażowanie druhów w działania ratownicze, społeczne i organizacyjne. Jednym z najważniejszych punktów uroczystości było poświęcenie i przekazanie samochodu pożarniczego, który ma wzmacniać gotowość bojową i poprawiać bezpieczeństwo mieszkańców.
Po wystąpieniach zaproszonych gości część oficjalna zakończyła się meldunkiem. Następnie obchody nabrały bardziej rodzinnego charakteru. Rozpoczęły się występy artystyczne oraz festyn, w którym uczestniczyli mieszkańcy gminy i zaproszeni goście.
Organizatorzy przygotowali również atrakcje towarzyszące. Na najmłodszych czekały dmuchańce, a dla uczestników dostępne były stoiska gastronomiczne, w tym food truck, grill, lody oraz stoisko koła gospodyń wiejskich z regionalnymi przysmakami.

Poczesna
Wójt Sosna przed najważniejszym głosowaniem roku. Poczesna pod politycznym ciśnieniem
Dla Artura Sosny tegoroczna sesja absolutoryjna, zaplanowana na 24 czerwca, nie będzie zwykłą formalnością. Wójt Poczesnej stanie przed radą po roku, który z jednej strony przyniósł stabilne wykonanie budżetu, spadek zadłużenia i kilka inwestycji, a z drugiej został przykryty chaosem w organizacji komunikacji publicznej i jednym z najpoważniejszych sporów samorządowych w regionie. Chodzi oczywiście o próbę włączenia części terenów gminy do Częstochowy, polityczną mobilizację mieszkańców w obronie granic Poczesnej i trwającą inicjatywę referendalną, zmierzającą właśnie do odwołania wójta. Krótko – jest ciekawie.
Tłem dla głosowania nad wotum zaufania i absolutorium jest ubiegłoroczna porażka wójta. Artur Sosna nie otrzymał wtedy ani wotum zaufania, ani absolutorium. Był to sygnał, że sam wyborczy mandat nie wystarcza do spokojnego rządzenia, jeśli relacje z radą są kruche, a ocena stylu zarządzania gminą budzi polityczne zastrzeżenia. Teraz włodarz podchodzi do tego samego egzaminu w zupełnie innych okolicznościach, wcale nie lepszych.
Na pierwszy rzut oka liczby dają Sośnie niezłe argumenty. Dochody gminy w 2025 roku wyniosły 112,1 mln zł, a wydatki 101,4 mln zł. Budżet zamknął się więc znaczną nadwyżką. Spadło także zadłużenie. Na koniec roku wynosiło 4,06 mln zł, podczas gdy rok wcześniej było to 7,28 mln zł. W ciągu roku gmina spłaciła 3,22 mln zł kredytów i pożyczek.
Z formalnego punktu widzenia to ważny argument, zresztą sam Sosna broniąc się przed zarzutami inicjatorów referendum, nijako uprzedzająco na profilu facebookowym gminy już zagrał tą kartą. Nadwyżka i spłacone kredyty dobrze wyglądają w tabelach. Jeśli więc ktoś będzie chciał głosować przeciw, będzie musiał jasno pokazać, co w wykonaniu budżetu uznaje za problem.
A problemów w raporcie szukać długo nie trzeba, nie jest to dokument bez rys. Największy dotyczy wydatków majątkowych, czyli tej części budżetu, która pokazuje realną skalę inwestowania. W 2025 roku Poczesna wydała na majątek 13,38 mln zł. To 13,2 proc. wszystkich wydatków gminy. Sama kwota wygląda jeszcze przyzwoicie, ale dopiero zestawienie jej z planem pokazuje jej fatalną stronę. Plan po zmianach zakładał 17,26 mln zł wydatków majątkowych, a wykonanie zatrzymało się na poziomie 77,53 proc. Innymi słowy, niemal co czwarta złotówka zaplanowana na inwestycje nie została wydana.
Tak więc wspomniany okazały spadek zadłużenia na pierwszy rzut oka wygląda jak powód do satysfakcji. I w części nim jest. W samorządzie taka liczba ma jednak także drugie dno. Jeżeli dług szybko maleje, a jednocześnie wydatki majątkowe są wykonywane tylko w nieco ponad trzech czwartych planu, to trudno mówić o inwestycyjnym rozmachu. To raczej sygnał, że gmina mniej pożycza, bo mniej buduje, a część zaplanowanych zadań nie została dowieziona w terminie.
To właśnie ten wątek może stać się jednym z głównych punktów debaty. Bo choć ogólny wynik finansowy po ubiegłym roku wygląda dobrze, to mieszkańcy nie żyją nadwyżką budżetową na papierze, lecz chodnikami, drogami, kanalizacją, oświetleniem, odwodnieniem i jakością usług publicznych. A tu obraz jest bardziej mieszany. Z jednej strony inwestycje były realizowane. Z drugiej – skala ich wykonania pokazuje, że urząd nie wszystko zdołał przeprowadzić w tempie, jakie wcześniej sam zapisał w budżecie.
Największym przedsięwzięciem infrastrukturalnym była budowa kanalizacji sanitarnej w Nieradzie. Wydatki na ten cel wyniosły ponad 3,22 mln zł, ale wykonanie planu zatrzymało się na poziomie 70,68 proc. Wśród większych zadań znalazły się także modernizacja budynku użyteczności publicznej i społecznej we Wrzosowej za 1,64 mln zł, budowa chodnika wraz z odwodnieniem przy ulicach Polnej i Brzezińskiej we Wrzosowej za 1,97 mln zł, chodniki przy ulicy Górniczej w Kolonii Borek i Cmentarnej w Zawodziu za 215 tys. zł, wkład do przebudowy drogi powiatowej Wrzosowa-Huta Stara B za 500 tys. zł oraz budowa strażnicy OSP Huta Stara A za blisko 487 tys. zł. Wspomnieć też należy o przebudowie ulicy Krętej w Korwinowie za 28 tys. zł czy Nadrzecznej w Kolonii Poczesna za 30 tys. zł.
Do tego dochodziły jeszcze inne, drobniejsze zadania, jak infrastruktura przy miejscu integracji sportowej w Hucie Starej B, odwodnienia, remonty przy szkołach, rewitalizacja kapliczek, odbudowa dawnej kasy biletowej w Korwinowie oraz zakupy w ramach „Cyberbezpiecznego Samorządu”. To też są zadania potrzebne i konkretne. Nie ma sensu ich lekceważyć.
Osobnym tematem pozostaje komunikacja publiczna. W 2025 roku Poczesna weszła głębiej w model oparty na Jurajskim Związku Powiatowo-Gminnym „Komunikacja Jurajska”. Właściwie to Związek uratował w ubiegłym roku „tyłek” Sosny, kiedy ten w panice, w marcu 2025 roku poprosił o pomoc. Odchodząc od dotychczasowego schematu transportu zbiorowego, opartego głównie na relacji z częstochowskim MPK, urząd całkowicie „położył” temat komunikacji gminnej, której miał być organizatorem. Szumu było co niemiara, o czym także informowaliśmy.
Największym cieniem nad sytuacją społeczną i polityczną w gminie pozostaje jednak aneksja. Spór o granice stał się dla lokalnej wspólnoty momentem mobilizacji. Tegoroczne referendum pokazało, że mieszkańcy nie chcą oddania części gminy. Dla wójta to politycznie ważna okoliczność. Może wystąpić nie tylko jako szef administracji rozliczany z tabel budżetowych, ale również jako lider gminy, która musi bronić swojej podmiotowości wobec większego sąsiada.
To może działać na jego korzyść. W sytuacji zewnętrznego zagrożenia część radnych może uznać, że wewnętrzne spory powinny zejść na dalszy plan. Jednak równie dobrze debata nad raportem może pokazać coś odwrotnego – że nawet konflikt z Częstochową nie przykryje pytań o skuteczność urzędu, tempo inwestycji i jakość zarządzania. Każdy baczny obserwator pocześniańskich sesji rady gminy może być raczej pewny, że drwa będą rąbane.
Absolutorium wydaje się łatwiejsze do obrony niż wotum zaufania. Wykonanie budżetu, mimo słabego poziomu realizacji wydatków majątkowych, ma mocne punkty – nadwyżkę, spadek zadłużenia, pozytywną opinię RIO i brak finansowej katastrofy. Wotum zaufania jest jednak czymś szerszym. To ocena całego sposobu prowadzenia gminy – inwestycji, relacji z radą, komunikacji z mieszkańcami, reagowania na kryzysy i politycznego przywództwa.
Dlatego tegoroczne głosowanie nie będzie tylko technicznym zamknięciem roku budżetowego. Będzie odpowiedzią na pytanie, czy Artur Sosna po ubiegłorocznej porażce zdołał odbudować zaufanie rady? Będzie też testem, jak wybrzmi zarzut niedowiezionych inwestycji.
Poczesna w raporcie za 2025 rok nie wygląda jak gmina w finansowym kryzysie. Wygląda raczej jak samorząd z pieniędzmi, potencjałem i niezłym wynikiem budżetowym, ale jednocześnie z problemem realizacyjnym. Bo nadwyżka w kasie cieszy księgowość, lecz mieszkańcy znacznie bardziej zapamiętują to, co zostało zbudowane, wyremontowane i oddane do użytku. A tu raport daje radnym do ręki nie tylko argumenty za, ale i sporo amunicji do krytyki.
Kruszyna
Jeden powiat, dwa referenda. Poczesna i Kruszyna weszły w etap rozliczeń władzy
W powiecie częstochowskim narasta polityczne przesilenie, które coraz trudniej sprowadzać do zwykłych lokalnych sporów. W dwóch gminach – Poczesnej i Kruszynie – ruszyły inicjatywy referendalne dotyczące odwołania urzędujących włodarzy przed końcem kadencji. W Poczesnej chodzi o wójta Artura Sosnę, w Kruszynie o wójt Joannę Zasępę.
To nie są działania symboliczne. Referendum jest najostrzejszym narzędziem, po jakie mogą sięgnąć mieszkańcy w trakcie kadencji. Samo jego uruchomienie nie przesądza wyniku, ale pokazuje wyraźnie, iż część lokalnych środowisk uznała, że polityczne deklaracje, sesyjne pytania i publiczne polemiki przestały wystarczać. To jeszcze nie oznacza, że mieszkańcy pójdą do urn. Oznacza jednak, że spór o sposób zarządzania obiema gminami przestał być wyłącznie sprawą radnych i lokalnych środowisk politycznych. Został przeniesiony na ścieżkę formalną, a ta ma swoje konkretne wymogi.
W Poczesnej grupa inicjatywna musi do 25 lipca zebrać co najmniej tysiąc podpisów mieszkańców uprawnionych do głosowania. W Kruszynie próg jest niższy, ale również wymagający – inicjatorzy muszą zgromadzić co najmniej 350 podpisów. W obu przypadkach podpisy są dopiero pierwszym etapem. Po ich złożeniu nastąpi weryfikacja, a dopiero pozytywne przejście tej procedury może otworzyć drogę do zarządzenia referendum.
Samo głosowanie także nie będzie formalnością. W Poczesnej, aby referendum w sprawie odwołania Artura Sosny było ważne, do urn musiałoby pójść co najmniej 3214 mieszkańców. To 3/5 liczby osób, które uczestniczyły w drugiej turze wyborów wójta w 2024 roku. W Kruszynie próg ważności ewentualnego referendum wynosi około 1400 głosujących.
W Poczesnej zarzuty komitetu inicjatywy referendalnej są szerokie i uderzają w sam model sprawowania władzy. Inicjatorzy wskazują na utratę zaufania, brak transparentności, utrudniony dostęp do informacji publicznej, ignorowanie głosu mieszkańców i radnych, pozorowane konsultacje społeczne, problemy z planowaniem przestrzennym, niezrealizowane inwestycje mimo zabezpieczonych środków, chaos w transporcie publicznym oraz bierność w sprawach środowiskowych i kryzysowych.
Ciężar tej inicjatywy jest ogromny, bo Poczesna od miesięcy funkcjonuje pod presją sporu z Częstochową o granice administracyjne. Mieszkańcy już wcześniej jasno wypowiedzieli się przeciwko planom włączenia części terenów gminy do miasta. Tamto referendum wzmacniało sprzeciw wobec Częstochowy. Obecna inicjatywa dotyczy czegoś innego – oceny własnej władzy. Pokazuje, że sprzeciw wobec zmian granic nie musi oznaczać bezwarunkowego poparcia dla obecnego sposobu zarządzania gminą.
W tle są także wcześniejsze napięcia w samorządzie. Artur Sosna nie uzyskał w ubiegłym roku ani wotum zaufania, ani absolutorium. Formalnie nie pozbawiło go to funkcji, ale politycznie było czytelnym sygnałem osłabienia relacji z radą i problemów z większością wokół najważniejszych ocen pracy wójta. Inicjatywa referendalna jest więc kolejnym etapem narastającego konfliktu, a nie zdarzeniem oderwanym od wcześniejszej sytuacji w gminie.
W Kruszynie procedura ruszyła wcześniej. Tam inicjatorzy odwołania Joanny Zasępy przedstawiają sprawę jako efekt wyczerpania innych form dialogu z władzami gminy. W uzasadnieniu mówią o utracie zaufania społecznego, braku transparentności, problemach w komunikacji z mieszkańcami, polityce finansowej, zarządzaniu majątkiem gminy, inwestycjach oraz stylu sprawowania władzy. Pojawiają się również mocne sformułowania o „arogancji władzy”, podziałach we wspólnocie i braku rzetelnych konsultacji przy podejmowaniu kluczowych decyzji.
Wójt Kruszyny odrzuca te zarzuty. W publicznych wypowiedziach wskazuje na budżet, inwestycje, dokumenty finansowe i realizowane zadania. Przekonuje, że inicjatywa nie ma merytorycznych podstaw. Jednocześnie w jej reakcji wyraźnie widać próbę przeniesienia części ciężaru sporu na osobę radnego Pawła Łapety, pełnomocnika grupy referendalnej.

Tyle że sama personalizacja sporu nie zamyka sprawy. Referendum nie odbędzie się dlatego, że jeden radny ma krytyczne zdanie o wójt. Aby procedura poszła dalej, potrzebne są podpisy mieszkańców. Aby głosowanie było ważne, potrzebna jest frekwencja. Aby doprowadzić do odwołania, potrzebna będzie większość przy urnach. Ostatecznie więc nie personalne riposty, lecz skala społecznego poparcia pokaże, czy zarzuty inicjatorów mają realne oparcie w lokalnej wspólnocie.
W obu gminach układ argumentów jest więc podobny. Władza mówi o destabilizacji, przeciwnicy o rozliczeniu. Rządzący pokazują budżety i inwestycje, inicjatorzy pytają o styl zarządzania, przejrzystość i wiarygodność.
Najbliższe tygodnie pokażą, czy obie inicjatywy przejdą pierwszy próg. Jeśli tak, lokalna polityka w powiecie częstochowskim wejdzie w znacznie ostrzejszą fazę. Bo referendum odwoławcze nie jest zwykłym głosowaniem nad nastrojami. W tle bowiem pozostaje najważniejsze pytanie – czy mandat uzyskany w wyborach nadal ma wystarczające społeczne oparcie?
Poczesna
Poczesna przed politycznym przesileniem. Rusza inicjatywa referendalna w sprawie odwołania Artura Sosny
W gminie Poczesna rozpoczyna się procedura, która może doprowadzić do referendum w sprawie odwołania wójta Artura Sosny przed upływem kadencji. Do Komisarza Wyborczego trafiło już zawiadomienie grupy inicjatywnej, a jej przedstawiciele mają teraz 60 dni na zebranie wymaganej liczby podpisów. W praktyce oznacza to, że do 25 lipca muszą przekonać do swojej inicjatywy co najmniej tysiąc mieszkańców uprawnionych do głosowania.
To jeszcze nie jest samo referendum, ale początek formalnej drogi, która może zakończyć się głosowaniem nad przyszłością obecnego włodarza. Aby do niego doszło, podpisy muszą zostać prawidłowo zebrane, a następnie zweryfikowane. Dopiero później możliwe będzie rozpisanie głosowania. Już teraz jednak widać, że w Poczesnej lokalny spór wszedł w nową fazę – z poziomu sesyjnych napięć, krytyki i politycznych zarzutów przenosi się na teren bezpośredniej decyzji mieszkańców.
Inicjatywa nie pojawia się w próżni. Ostatnie miesiące w lokalnym samorządzie były czasem narastających napięć wokół sposobu zarządzania gminą, relacji wójta z radą oraz skuteczności urzędu w najważniejszych sprawach publicznych. Szczególnie mocnym sygnałem była ubiegłoroczna sesja absolutoryjna, podczas której Artur Sosna nie uzyskał ani wotum zaufania, ani absolutorium. Dla każdego samorządowca to polityczny alarm, bo oba głosowania są nie tylko oceną dokumentów finansowych czy raportu o stanie gminy, ale również testem zaufania do stylu sprawowania władzy.
Do tego dochodzi szerszy kontekst sporu o przyszłość gminy Poczesna, w tym obawy związane z planami Częstochowy dotyczącymi włączenia części terenów gminy. W tej sprawie mieszkańcy wypowiedzieli się już w referendum, bardzo wyraźnie sprzeciwiając się zmianom granic. Tamto głosowanie miało dać lokalnej władzy mocny mandat do walki o interes gminy. Dziś jednak pojawia się pytanie, czy ten mandat został właściwie wykorzystany i czy mieszkańcy nadal widzą w obecnym wójcie osobę zdolną skutecznie prowadzić samorząd przez kolejne lata?
Poczesna nie jest przy tym odosobnionym przypadkiem na terenie powiatu częstochowskiego. Podobny proces trwa już w gminie Kruszyna, gdzie również uruchomiono procedurę referendalną dotyczącą odwołania wójt Joanny Zasępy. Tam zawiadomienie do Komisarza Wyborczego wpłynęło 30 kwietnia. W Kruszynie osią konfliktu stały się zarzuty dotyczące sposobu zarządzania, transparentności i relacji między władzą wykonawczą a częścią radnych. Wójt Joanna Zasępa odpowiedziała na te działania ostrym oświadczeniem, odrzucając zarzuty inicjatorów i wskazując między innymi na aktywność samego pełnomocnika grupy referendalnej.
W Poczesnej polityczne napięcie ma nieco inny ciężar. Tu w tle są nie tylko bieżące spory samorządowe, lecz także strategiczne interesy gminy, relacje z Częstochową, sprawa granic administracyjnych oraz pytanie o realną zdolność lokalnego przywództwa do obrony samodzielności wspólnoty. Dlatego ewentualne referendum w sprawie Artura Sosny może stać się czymś więcej niż plebiscytem personalnym. Może być głosowaniem nad oceną całego modelu zarządzania gminą w czasie jednego z najtrudniejszych politycznie i społecznie okresów ostatnich lat.
Procedura referendalna jest jednak wymagająca. Samo zebranie podpisów nie przesądza o odwołaniu wójta. Nawet jeśli głosowanie zostanie zarządzone, jego skuteczność będzie zależeć od frekwencji i wyniku. W przypadku referendum odwoławczego organu wybranego w wyborach bezpośrednich obowiązuje wysoki próg ważności – do urn musi pójść odpowiednia liczba mieszkańców, liczona w odniesieniu do frekwencji z wyborów, w których wybrano odwoływany organ.
Aby ewentualne referendum w sprawie odwołania wójta Artura Sosny było ważne, do urn musiałoby pójść co najmniej 3214 mieszkańców. To 3/5 liczby osób, które wzięły udział w drugiej turze wyborów wójta gminy Poczesna w 2024 roku, kiedy ważne głosy oddało głosowało 5356 wyborców.
Poczesna
Pożar w Sobuczynie ugaszony, ale konflikt dopiero się rozpala. CzPK i gmina przerzucają się odpowiedzialnością
Pożar na terenie instalacji w Sobuczynie został szybko opanowany, ale samo zdarzenie przerodziło się w otwarty spór pomiędzy Częstochowskim Przedsiębiorstwem Komunalnym a władzami gminy Poczesna. Ogień pojawił się w miniony piątek we wczesnych godzinach porannych w obrębie wiaty Stacji Rozdrabniania Odpadów Wielkogabarytowych. Jak wynika z komunikatu spółki, pożar objął wyłącznie strefę odpadów wielkogabarytowych, a jego skutki udało się ograniczyć dzięki reakcji pracowników oraz działaniom straży pożarnej.
CzPK poinformowało, że zarzewie ognia zostało zauważone przez pracowników podczas wykonywania obowiązków służbowych. Według spółki ogień objął odpady wielkogabarytowe, wśród których znaczną część stanowiły drewno i materiały drewnopochodne, co sprzyjało szybkiemu rozwojowi pożaru. Pracownicy mieli niezwłocznie podjąć działania ograniczające rozprzestrzenianie się ognia i równocześnie zawiadomić straż pożarną.
Po przybyciu na miejsce kilku jednostek PSP akcję gaśniczą przejęły służby ratownicze. Przedstawiciele CzPK podkreślają, że pracownicy spółki współpracowali ze strażakami, zabezpieczając teren i przekazując informacje potrzebne do prowadzenia działań. Po zakończeniu akcji czynności kontrolne podjęli przedstawiciele Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Katowicach. Przyczyny zdarzenia są ustalane.
Spółka w swoim komunikacie połączyła pożar z szerszym problemem modernizacji instalacji. Jak wskazała, zdarzenie objęło ten fragment zakładu, którego modernizacja ma być od ponad roku blokowana przez przewlekłość postępowań administracyjnych prowadzonych przez wójta Artura Sosnę. CzPK twierdzi, że chodzi między innymi o postępowanie dotyczące decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach dla przedsięwzięcia związanego z modernizacją oraz rozbudową istniejących linii technologicznych przy ulicy Konwaliowej w Sobuczynie. Według spółki inwestycja obejmuje również modernizację linii do przetwarzania odpadów wielkogabarytowych, a więc części instalacji, której dotyczył pożar.
CzPK przekonuje, że planowana i współfinansowana ze środków unijnych modernizacja ma służyć hermetyzacji procesów technologicznych, podniesieniu standardów środowiskowych oraz zwiększeniu bezpieczeństwa, w tym bezpieczeństwa przeciwpożarowego. Spółka zarzuca gminie przewlekłość procedur, wadliwe stosowanie instrumentów formalnych oraz prowadzenie działań planistycznych, które – w ocenie kierownictwa CzPK – mogą ograniczać możliwość rozwoju i unowocześniania infrastruktury gospodarki odpadami w Sobuczynie.
Na te zarzuty odpowiedział wójt Artur Sosna. W stanowisku urzędu gmina stanowczo sprzeciwiła się przedstawianiu pożaru w powiązaniu z rzekomą odpowiedzialnością samorządu za bezpieczeństwo instalacji. Władze Poczesnej podkreślają, że gmina nie jest podmiotem odpowiedzialnym za eksploatację Zakładu Zagospodarowania Odpadów w Sobuczynie ani za bezpieczeństwo jego funkcjonowania. Według urzędu obowiązki w tym zakresie spoczywają na prowadzących działalność gospodarczą, czyli między innymi na Częstochowskim Przedsiębiorstwie Komunalnym oraz spółce Sobreko.
Gmina wskazała również, że nie istnieją żadne „blokady inwestycyjne” w zakresie rozpoznawania wniosków o wydanie decyzji środowiskowych, a modernizacja instalacji powinna być prowadzona zgodnie z przepisami i z uwzględnieniem bezpieczeństwa mieszkańców. W stanowisku urzędu pojawia się też odniesienie do ustaleń podpisanych 11 maja przez miasto Częstochowa i gminę Poczesna. Zdaniem gminy mają one służyć optymalizacji technologii pod kątem bezpieczeństwa mieszkańców, a pożar, który wybuchł cztery dni później, może utrudnić finalizację porozumienia.
Wójt Poczesnej zwrócił także uwagę na udział lokalnych jednostek OSP w akcji gaśniczej. Jak wskazano w komunikacie gminy, w działaniach uczestniczyło pięć zastępów straży pożarnej z terenu gminy, w tym OSP KSRG Wrzosowa, OSP KSRG Poczesna, OSP KSRG Huta Stara A, OSP Słowik i OSP Nierada. Gmina podkreśliła, że znaczną część zaangażowanych ratowników stanowili mieszkańcy Poczesnej, którym również należą się wyrazy uznania.
Spór nie zakończył się jednak na stanowisku urzędu. W replice CzPK odniosło się do zarzutu dotyczącego braku publicznych podziękowań dla strażaków. Spółka wskazała, że podziękowania dla funkcjonariuszy PSP oraz druhów i druhen OSP zostały złożone osobiście, w trakcie i bezpośrednio po zakończeniu akcji. CzPK podkreśliło też, że zapewniono posiłek i wsparcie logistyczne na miejscu zdarzenia, a relacje z lokalnymi jednostkami straży pożarnej opierają się na wieloletniej współpracy.

W drugim komunikacie CzPK ponownie podniosło jednak zarzuty wobec gminy. Spółka stwierdziła, że stanowisko wójta nie odnosi się merytorycznie do kwestii przewlekłości postępowania środowiskowego, ponaglenia skierowanego do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Częstochowie oraz przygotowywanej skargi do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach na bezczynność i przewlekłość organu. CzPK oceniło również, że wójt nie zaprzeczył zmianom planistycznym, które – zdaniem spółki – systemowo blokują dalszy rozwój instalacji komunalnej w Sobuczynie.
Pożar w Sobuczynie został więc opanowany, ale jego polityczne i administracyjne skutki dopiero się rozwijają. Z jednej strony CzPK wskazuje na konieczność pilnej modernizacji instalacji i zarzuca gminie opóźnianie decyzji środowiskowych. Z drugiej strony gmina Poczesna odrzuca odpowiedzialność za bezpieczeństwo zakładu i podkreśla, że obowiązek właściwej eksploatacji spoczywa na operatorach instalacji.
Na razie najważniejsze pozostają dwa fakty. Ogień nie rozprzestrzenił się na pozostałe elementy instalacji, a przyczyny zdarzenia są nadal ustalane. Równolegle coraz wyraźniej widać jednak, że pożar stał się kolejnym punktem zapalnym w szerszym konflikcie dotyczącym przyszłości zakładu w Sobuczynie, jego modernizacji oraz relacji pomiędzy spółką komunalną a władzami gminy Poczesna.
Poczesna
Poczesna na zakręcie, władza w trybie „odpowiemy później”. Janowski do Sosny i Kępy: Macie ludzi w dupie!
Są takie momenty w życiu samorządu, gdy władza powinna wyjść do ludzi, spojrzeć im w oczy i powiedzieć jasno, że ma plan. Wie, co robi, walczy o mieszkańców, a jeśli trzeba będzie, to będzie walić pięścią w każdy możliwy stół – od urzędu wojewódzkiego po Warszawę. W Poczesnej najwyraźniej wybrano wariant bardziej subtelny. Taki samorządowy minimalizm akustyczny. Mieszkańcy krzyczą o aneksji, wysypisku, utracie terenów, budżetu i przyszłości, a władza odpowiada głównie ciszą, ogólnikami albo zapowiedzią, że najważniejsze rozegra się gdzieś tam, kiedyś tam, na poziomie politycznym.
Brzmi jak strategia? Być może. Tylko mieszkańcom Brzezin Nowych, Brzezin Kolonii, Sobuczyny, Młynka, części Huty Starej A oraz samej Poczesnej trudno się dziwić, że zamiast wierzyć w tajemnicze rozmowy kuluarowe, chcieliby usłyszeć coś bardziej przyziemnego. Na przykład to, co konkretnie zrobiono, z kim rozmawiano, jakie dokumenty przygotowano, kiedy będzie zmiana planu zagospodarowania i dlaczego w najważniejszej sprawie ostatnich lat gminna strona internetowa sprawia wrażenie, jakby temat aneksji był mniej pilny niż komunikat o przerwie w dostawie wody. Pomijając już to, że miesiące temu szumnie zapowiadano jej całkowitą przebudowę, z czego zresztą do tej pory nic nie wyszło.
Podczas ostatniej sesji wystąpiła prezes Stowarzyszenia Eko Poczesna. I nie było to wystąpienie z gatunku „uprzejmie prosimy o rozważenie”. To był akt oskarżenia wobec stylu działania lokalnych władz. Padły słowa o braku komunikacji, braku planu, braku odpowiedzi, braku spotkań, braku strategii i braku poczucia bezpieczeństwa. Właściwie to pełny katalog braków, który w dobrze zarządzanym samorządzie nie powinien występować naraz, a już na pewno nie w sprawie, w której, jak twierdzą mieszkańcy, gmina może stracić nawet 10-15 proc. budżetu.
– Nie znamy działań gminy, nie znamy strategii i nie znamy planu w naszej sprawie. Nie wiemy, jak władze gminy chcą odwrócić tę sytuację. Nie wiemy, czy w ogóle ją chcą odwrócić – mówiła Alicja Janowska.
I tu właśnie zaczyna się główny problem Poczesnej. Bo mieszkańcy nie pytają już tylko o to, czy Częstochowa chce przejąć część gminy. Pytają, czy ich własna gmina naprawdę chce temu zapobiec. A to jest różnica zasadnicza. Pierwsze pytanie dotyczy sporu administracyjnego. Drugie – zaufania do własnych władz.
Słuchając wystąpienia przedstawicielki stowarzyszenia, można było odnieść wrażenie, że mieszkańcy przez ostatnie miesiące robili za urząd, biuro prasowe, komitet mobilizacyjny, dział prawny i wydział komunikacji społecznej w jednym. Organizowali spotkania, drukowali ulotki, wieszali plakaty, przygotowywali banery, zbierali podpisy, angażowali parlamentarzystów, nagłaśniali sprawę i prowadzili protesty. A potem przyszli na sesję i zapytali: panowie, a wy właściwie gdzie byliście?
– To mieszkańcy, nie gmina, wykonali pracę informacyjną. To mieszkańcy, nie gmina, wzięli odpowiedzialność za wspólnotę – padło z mównicy.
Trudno o bardziej bolesne zdanie dla lokalnej władzy. Bo jeśli mieszkańcy muszą sami przejmować ciężar obrony gminy przed potencjalnym uszczupleniem jej terytorium, to znaczy, że coś w relacji pomiędzy miejscowymi decydentami a mieszkańcami przestało działać. Albo działa tak cicho, że nikt poza gabinetem wójta tego nie słyszy.
W tej historii powraca jak refren miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. Dla mieszkańców i części radnych to dziś najważniejsze narzędzie obrony przed rozbudową wysypiska i argument w walce z aneksją. Chcą uchwały, działania, terminu, decyzji. Tu i teraz. Nie za kwartał, nie po analizie, nie po kolejnej rozmowie „na szczeblu”, tylko konkretnie.
– Dzisiaj oczekujemy, panowie wójtowie, jasnej deklaracji w tej sprawie – jednoznacznie zażądano z mównicy.
Radny powiatowy Maciej Janowski poszedł jeszcze mocniej. Jego wystąpienie było jednym z tych, po których w sali obrad albo robi się bardzo cicho, albo bardzo nerwowo. Mówił o ludziach zmuszanych do cierpliwości, o życiu w cieniu wysypiska, o zamykaniu okien w upał, o dzieciach pytających „dlaczego znowu śmierdzi?”, o poczuciu bezsilności i o tym, że największym problemem nie jest już samo wysypisko, lecz bierność tych, którzy mieli mieszkańców chronić.
– Mieszkańcy dziś mają prawo zapytać, czy zabrakło kompetencji, zabrakło odwagi, czy zabrakło woli, a może komuś ten scenariusz po prostu pasuje – mówił Janowski.
To zdanie powinno w urzędzie zapalić wszystkie możliwe kontrolki, gdyż ono już nie dotyczy tylko administracji, ale przede wszystkim intencji. A kiedy mieszkańcy zaczynają pytać, czy władzy przypadkiem nie odpowiada scenariusz, w którym niewygodny problem zostanie „przerysowany” za granicę gminy, to nie jest zwykła różnica zdań. To jest kryzys zaufania w pełnym rozkwicie.
Janowski uderzył też w wizerunkową stronę działań władz. Zdjęcia, spotkania, komunikaty – wszystko to może wyglądać dobrze w mediach społecznościowych. Tylko że w sytuacji, gdy mieszkańcy oczekują decyzji, a nie zdjęć, nawet najlepsza fotografia z narady nie zastąpi uchwały, opinii prawnej ani konkretnego planu.
– Jeszcze można przestać zarządzać wizerunkiem i zacząć zarządzać rzeczywistością – mówił radny.
I to jest zdanie, które w Poczesnej warto byłoby wydrukować i powiesić w urzędzie. Nie na tablicy pamiątkowej, broń Boże, bo z tym w niektórych gminach bywa różnie, ale gdzieś dyskretnie, obok ekspresu do kawy. Żeby codziennie przypominało, że mieszkańcy nie żyją lajkami, tylko skutkami decyzji.
Na odpowiedź wyszedł wicewójt Robert Kępa, tradycyjnie osłaniając tradycyjnie milczącego Artura Sosnę, swojego pryncypała. I trzeba przyznać, że jego wystąpienie było próbą szerszego wyjaśnienia, ale też pokazem tego, jak łatwo samorządowa komunikacja może zamienić się w wykład, który zamiast uspokajać, dodatkowo drażni. Wicewójt mówił o tym, że miejscowy plan jest „kością niezgody” i „detonatorem” całej sprawy. Przyznał wręcz, że postawienie na zmianę planu jako sposobu blokowania wysypiska mogło być błędem, bo miasto Częstochowa odpowiedziało pójściem „na ostro”.
– Chcieliśmy wygrać z wysypiskiem śmieci. I uznaliśmy, że zmiana planu zagospodarowania przestrzennego to jest ten obszar, w którym my wygramy z wysypiskiem śmieci. I to był błąd – mówił wicewójt.

Tym samym mieszkańcy dostali samorządową tragedię w trzech aktach. W pierwszym gmina chce zablokować wysypisko planem. W drugim Częstochowa chce przejąć teren, żeby odzyskać władztwo planistyczne. W trzecim z kolei mieszkańcy pytają – dlaczego, teraz kiedy sytuacja jest podbramkowa, władza nadal nie robi tego, czego od niej oczekują?
Wicewójt tłumaczył, że miasto może poczekać kilka lat, odzyskać kontrolę nad planowaniem i zrobić z terenem to, co będzie chciało. Mówił o polityce, o wojewodzie, ministerstwie, koalicjantach, komisjach, innych gminach w Polsce i o tym, że sprawa rozegra się na poziomie rządowym. Wszystko to może być prawdą. Tylko że dla mieszkańca, który boi się wysypiska, brzmi to trochę jak informacja od lekarza: „drogi pacjencie stan jest poważny, ale najpierw omówimy sytuację systemu ochrony zdrowia”.
W pewnym momencie wicewójt zaczął upominać radnych, żeby się skupili.
– Skupcie się, państwo radni. Panie Dariuszu, pani Magdo, Madziu, skup się, bo to o ciebie chodzi – mówił Kępa.
I tu atmosfera zrobiła się jeszcze bardziej smakowita. Bo jeśli mieszkańcy zarzucają władzom brak komunikacji, to dyscyplinowanie radnych z mównicy niekoniecznie jest najlepszym dowodem na mistrzostwo dialogu. Przewodnicząca musiała przywołać wicewójta do porządku, a z sali padło, żeby nie komentować mimiki radnych, bo to uchybia powadze. Powaga rzeczywiście mogła w tym momencie czuć się nieco poturbowana.
Wicewójt przekonywał dalej, że urząd rzuca siły na etap ministerialny, że buduje poparcie polityczne, że w Polsce jest jedenaście gmin zagrożonych podobnymi działaniami większych ośrodków. Na to jeden z radnych słusznie zauważył, że ich interesuje gmina Poczesna, a nie jedenaście innych samorządów. I trudno mu odmówić racji. Kiedy komuś płonie własny dach, średnio pocieszająca jest informacja, że w kraju pali się jeszcze dziesięć innych.
– Dzisiaj powiem z pełną świadomością i z pełną odpowiedzialnością. Uratuje nas tylko i wyłącznie wynik naszego gminnego referendum – stwierdził zastępca Artura Sosny.
Referendum rzeczywiście jest mocnym argumentem. Frekwencja blisko 51 proc. i ponad 99 proc. głosów przeciw przyłączeniu to wynik, którego nie da się zbyć wzruszeniem ramion. Tylko że referendum nie zwalnia władzy z działania. Ono daje mandat. A mandat nie jest poduszką do wygodnego czekania, tylko narzędziem do walki.
Potem głos ponownie zabrał Maciej Janowski. I wtedy poziom napięcia wszedł na taki pułap, że nawet najbardziej odporni miłośnicy lokalnych sesji mogli poczuć, że oglądają nie obrady, tylko emocjonalne przesłuchanie z elementami terapii grupowej.
Janowski odniósł się do politycznych aluzji wicewójta, przypominając, że jest radnym powiatu wybranym z listy Prawa i Sprawiedliwości i że jest z tego dumny. Jednak najważniejsza część jego wypowiedzi dotyczyła nie partyjnych szyldów, tylko zarzutu, że w gminie panuje, mówiąc delikatnie, organizacyjny chaos.
– Nie macie państwo takiej świadomości, że macie bajzel? I to taki na kółkach? – pytał Janowski.
To już nie była metafora subtelna. To był werbalny kubeł zimnej wody. A potem było jeszcze ostrzej.
– Wy nie odpowiadacie w ogóle. W ogóle. Wiecie, jak kolokwialnie nazywa się coś takiego? Ja wam to powiem. Macie ludzi w dupie. I nie boję się tego powiedzieć. Macie ludzi w dupie – stwierdził.
Przewodnicząca poprosiła, by nie używać epitetów. Janowski przeprosił „z szacunku dla kobiety”, ale zdania nie wycofał. I tu dochodzimy do sedna brutalnej prawdy o tej sesji. Można oburzać się na język. Można uznać, że był zbyt mocny. Można powiedzieć, że na sali obrad powinno się ważyć słowa. Tylko że de facto nazwanie sprawy po imieniu nie jest przyczyną kryzysu, ale jego objawem. Gdy ludzie przez miesiące mają poczucie, że odbijają się od ściany, język zaczyna pękać razem z cierpliwością.
Janowski pytał też wójta, czy po sesji znowu powie, że odpowie pisemnie.
– Kiedy? Na co pan odpowie? Przecież nigdy pan nie odpowiedział. Nigdy. Nigdy się pan nie odniósł do tego, o czym rozmawiamy, o co prosimy – punktował radny włodarza raz za razem.
I to jest kolejny kamień w gminnym ogródku. Bo odpowiedź pisemna bywa w samorządzie wygodnym wynalazkiem. Pozwala odsunąć emocje, rozbroić moment, zamknąć sprawę w formalnym terminie i uniknąć żywej konfrontacji. Problem w tym, że mieszkańcy nie przyszli po potwierdzenie wpływu pisma. Przyszli po przywództwo. A jakim przywództwem wykazuje się Artur Sosna?
– Podczas spotkania włodarzy subregionu pod koniec minionego roku milcząco i ze spuszczoną głową wysłuchał tyrady Krzyśka Matyjaszczyka w kontekście konieczności aneksji terenów Poczesnej. Milczał. Nic nie odpowiedział. Później z Kępą wymyślili, że poproszą lokalne samorządy o podjęcie uchwał i bronienie ich interesu. Tylko kto z włodarzy w regionie, widząc taką słabość i brak jakiejkolwiek mocy sprawczej, będzie sobie zawracał głowę problemami Poczesnej – zdradził redakcji kulisy ze spotkania jeden z wysoko postawionych w regionie samorządowców.
Na końcu niedawnej sesji pojawił się jeszcze wątek telefonów do radnych, zarzutów, list, podpisów i wzajemnych podejrzeń. Jedna z mieszkanek mówiła, że miała telefon od radnej, która kontrolowała, czy podpisywała listę w sprawie referendum i czy podawała PESEL. To pokazuje, że konflikt w Poczesnej zaczął już wchodzić pod skórę lokalnej wspólnocie. Nie jest tylko sporem z Częstochową. Stał się sporem wewnętrznym. Kto działa, kto przeszkadza, kto komu ufa, kto z kim rozmawia i kto kogo podejrzewa o grę na własny rachunek.
A przecież w tle jest sprawa dużo większa niż personalne pretensje. Chodzi o granice gminy, wysypisko, wpływy budżetowe, wartość domów, komfort życia, bezpieczeństwo mieszkańców i przyszłość kilku miejscowości. To nie jest lokalna sprzeczka o chodnik, choć i takie potrafią być gorące. To jest sprawa, która może przedefiniować Poczesną już na zawsze.
Najbardziej ironiczne w tym wszystkim jest to, że wszyscy mówią o wspólnym froncie, ale każdy zdaje się maszerować innym rowem. Mieszkańcy chcą konkretów. Radni naciskają na uchwałę planistyczną. Stowarzyszenie robi kampanię informacyjną. Wicewójt tłumaczy politykę krajową. Wójt jest wywoływany do odpowiedzi, ale zarzut wobec niego brzmi właśnie tak, że zbyt często tej odpowiedzi nie słychać. A Częstochowa? Częstochowa zapewne patrzy i widzi, że przeciwnik nie musi być rozbijany z zewnątrz, jeśli sam potrafi pokłócić się o metody obrony.
Bo w Poczesnej problemem nie jest już tylko to, że ktoś chce zabrać część gminy. Problemem jest to, że mieszkańcy zaczynają podejrzewać, iż ich własna władza nie walczy wystarczająco mocno i wystarczająco jasno po ich stronie. To najgorszy możliwy moment na półsłówka, uniki i komunikaty bez treści.
Władza może oczywiście tłumaczyć, że działa. Że rozmawia. Że lobbuje. Że etap ministerialny jest kluczowy. Że polityka zdecyduje. Że trzeba cierpliwości. Tylko że cierpliwość mieszkańców, jak wyraźnie usłyszeliśmy, właśnie się skończyła. I trudno ją będzie odbudować zdaniem „odpowiemy pisemnie”.
W tej historii najbardziej brakuje jednego – prostego, twardego i publicznego komunikatu władz Poczesnej. Nie felietonu, nie wykładu, nie wycieczki po jedenastu gminach w Polsce, ani nie opowieści o koalicjantach i ministerialnych korytarzach. Tylko zdania, że nie oddamy tych terenów, uruchamiamy takie i takie działania, w tym terminie wprowadzamy pod obrady to i to, za to odpowiada ta osoba, a mieszkańców informujemy co tydzień, bo to jest dziś najważniejsza sprawa w gminie.
Na razie zamiast tego jest samorządowy teatr niepewności. Mieszkańcy mówią: „tu i teraz”. Władza odpowiada: „proces jest złożony”. Mieszkańcy pytają: „jaki jest plan?”. Władza mówi: „polityka zdecyduje”. Mieszkańcy krzyczą: „stoimy nad przepaścią”. Władza zdaje się sprawdzać, czy przepaść jest właściwością wojewody, ministerstwa, czy może jednak komisji.
A przecież granic gminy nie broni się szeptem. Nie broni się ich komunikacyjną mgłą, nieobecnością na zebraniach i przekonaniem, że skoro coś dzieje się za kulisami, to mieszkańcy powinni grzecznie czekać na finał. Granic broni się determinacją, planem, jawnością i obecnością tam, gdzie ludzie mają najwięcej pytań.
Bo jeśli mieszkańcy naprawdę mają rację, że to oni wykonali większość pracy informacyjnej, to w Poczesnej doszło do przedziwnego odwrócenia ról. Obywatele stali się urzędem, stowarzyszenie – centrum kryzysowym, radni – megafonem emocji, a władza wykonawcza – instytucją, którą trzeba nieustannie wywoływać do tablicy.
I może właśnie dlatego ta sesja była tak wymowna. Nie dlatego, że radny z powiatu powiedział za ostro. Nie dlatego, że padła „dupa”, której w eleganckim protokole lepiej nie drukować dużą czcionką. Tylko dlatego, że za tym słowem stoi frustracja ludzi, którzy nie chcą już słuchać o procesach, etapach i możliwych scenariuszach.
Chcą za to wiedzieć, czy ktoś naprawdę trzyma kierownicę. Bo jeśli nie, to Częstochowa nie będzie musiała nawet specjalnie mocno naciskać na gaz. Wystarczy, że Poczesna sama będzie dalej udowadniać, że w najważniejszym momencie swojej najnowszej historii potrafi produkować więcej napięć niż decyzji. A wtedy może się okazać, że największym problemem nie była aneksja. Największym problemem było to, że gdy trzeba było stanąć murem, każdy w gminie budował swój własny płotek.
Poczesna
Częstochowa kontra Poczesna. Referendum zignorowane, decyzja zapadła
Spór o zmianę granic administracyjnych między Częstochową a gminą Poczesna, który przez ostatnie miesiące narastał i elektryzował lokalną opinię publiczną, osiągnął punkt zwrotny. Rada Miasta Częstochowy podjęła uchwałę o wystąpieniu z wnioskiem do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji w kwestii włączenia części terytorium gminy Poczesna, mimo jednoznacznego sprzeciwu mieszkańców sąsiedniego samorządu wyrażonego wczoraj w referendum. To decyzja, która nie zamyka sprawy. Przeciwnie, otwiera nowy, znacznie ostrzejszy etap konfliktu.
Początek tej historii sięga przełomu roku, gdy władze Częstochowy rozpoczęły procedurę zmierzającą do włączenia części terenów gminy Poczesna w granice miasta. Oficjalnie chodzi o zabezpieczenie strategicznych interesów związanych z gospodarką odpadami i funkcjonowaniem instalacji w Sobuczynie. W praktyce jednak stawka jest znacznie większa. Z drugiej strony może się decydować przyszłość finansowa gminy Poczesna, kierunki zagospodarowania przestrzennego anektowanych terenów oraz codzienne życie mieszkańców.
Pierwszym sprawdzianem nastrojów były konsultacje społeczne. W Częstochowie większość uczestników opowiedziała się za zmianą granic, jednak przy udziale sięgającym zaledwie około 2 proc. mieszkańców trudno było mówić o silnym, powszechnym mandacie. Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja w gminie Poczesna. W sołectwach objętych planowaną zmianą frekwencja była wysoka, sięgająca 82 proc., a sprzeciw niemal jednomyślny.
To właśnie ten kontrast stał się punktem zapalnym. W odpowiedzi na działania miasta w Poczesnej przeprowadzono 29 marca referendum lokalne. Frekwencja przekroczyła wymagany próg, a wynik był jednoznaczny – mieszkańcy niemal jednogłośnie opowiedzieli się przeciwko zmianie granic. Formalnie był to silny mandat społeczny, który – w ocenie wielu – powinien zatrzymać procedurę lub przynajmniej wymusić realny dialog.
Tak się jednak nie stało. Na dzisiejszej sesji pojawiły się po raz kolejny apele, protesty mieszkańców, stanowiska samorządowców i głos sprzeciwu ze strony powiatu. Wskazywano na naruszenie zasad partnerstwa, ignorowanie lokalnej wspólnoty i decyzję podejmowaną wbrew tym, których dotyczy najbardziej. Mimo to większość częstochowskich radnych (14 za – przyp. red.) pozostała niewzruszona.
Uchwała została przyjęta, a miasto konsekwentnie realizuje swój scenariusz. Argumentacja nie uległa zmianie – chodzi o interes strategiczny i stabilność systemu. Problem w tym, że po drugiej stronie mamy równie wyraźny, demokratycznie wyrażony sprzeciw.
I właśnie tu pojawia się fundamentalne pytanie. Gdzie kończy się racja dużego miasta, a zaczyna prawo lokalnej społeczności do decydowania o sobie? Ten spór przestał być techniczną korektą granic. Stał się testem dla realnego znaczenia konsultacji i referendum w systemie samorządowym.
Przed nami jeszcze decyzja rządu, który ostatecznie rozstrzygnie los tej sprawy. Niezależnie jednak od finału jedno jest już pewne – relacje między Częstochową a Poczesną zostały zrujnowane. Mieszkańcy już dziś czują, że ich głos, choć słyszalny, niekoniecznie okazał się decydujący.
Poczesna
Groźne zdarzenie w Poczesnej. Samochód w stawie, kierowca w szpitalu
W sobotę wieczorem w rejonie Poczesnej doszło do niebezpiecznego zdarzenia drogowego z udziałem samochodu osobowego. Kierowca stracił panowanie nad pojazdem, zjechał z drogi i wpadł do przydrożnego stawu. Na miejscu interweniowały służby ratunkowe.
Do zdarzenia doszło przed godz. 19.00 na drodze krajowej nr 91. Jak wynika ze wstępnych ustaleń, kierujący osobowym volkswagenem z nieustalonych przyczyn utracił kontrolę nad pojazdem. Auto zjechało z jezdni, sforsowało ogrodzenie jednej z posesji, a następnie wpadło do stawu.
Na miejsce natychmiast skierowano policję, straż pożarną oraz pogotowie. Strażacy pomogli kierowcy wydostać się z pojazdu, który znalazł się w wodzie, a następnie przekazali go pod opiekę ratowników medycznych. Poszkodowany został przetransportowany do szpitala.
Okoliczności zdarzenia są obecnie wyjaśniane przez policję. Na czas prowadzenia działań ratunkowych i zabezpieczenia miejsca zdarzenia występowały utrudnienia w ruchu.

– Apelujemy do kierowców o zachowanie szczególnej ostrożności na drogach oraz dostosowanie prędkości do warunków panujących na jezdni, zwłaszcza w godzinach wieczornych – komentują policjanci.
Poczesna
Tragiczny pożar w Słowiku. Nie żyje 52-letni mieszkaniec gminy Poczesna
Policja pod nadzorem prokuratora wyjaśnia okoliczności tragicznego pożaru, do którego doszło we wtorek w miejscowości Słowik w gminie Poczesna. W wyniku zdarzenia śmierć poniósł 52-letni mężczyzna, który był jedynym mieszkańcem budynku objętego ogniem.
Zgłoszenie o pożarze wpłynęło do dyżurnego Komisariatu Policji w Poczesnej krótko przed godz. 16.00. Kobieta poinformowała, że z jednego z domów jednorodzinnych przy ulicy Podlaskiej w Słowiku wydobywa się dym. Na miejsce natychmiast skierowano służby ratunkowe.
– W pierwszej fazie działania polegały na podaniu czterech prądów wody na palący się budynek, przeszukaniu i zabezpieczeniu miejsca akcji. W późniejszej fazie działania polegały na rozebraniu poszycia dachowego, dokładnym przelaniu pogorzeliska i oświetleniu miejsca akcji. Niestety podczas przeszukania znaleziono zwłoki mężczyzny – relacjonują na swoim profilu facebookowym druhowie z OSP Słowik.
Jak ustalono, był to 52-letni właściciel posesji. W działaniach brały udział liczne zastępy Państwowej Straży Pożarnej z Częstochowy oraz jednostki ochotniczej straży pożarnej, a także policja, zespoły ratownictwa medycznego, pogotowie gazowe i energetyczne.

– Na miejscu pracowali policjanci pod nadzorem prokuratora, przy udziale biegłego z zakresu pożarnictwa. Przeprowadzono oględziny oraz zabezpieczono materiał dowodowy. Kluczowe znaczenie dla ustalenia szczegółowego przebiegu zdarzenia będzie miała również sekcja zwłok zlecona przez prokuratora – poinformowało z kolei biuro prasowe częstochowskiej komendy policji.
Śledczy badają obecnie wszystkie okoliczności tragedii, w tym możliwą przyczynę wybuchu pożaru. Wyniki prowadzonych czynności mają pozwolić na pełne wyjaśnienie tego zdarzenia.
Poczesna
Czy sugestia wicewójta miała charakter „wpuszczenia na minę”? Radny ujawnia szczegóły zagrywki Kępy
Podczas lutowej sesji Rady Gminy Poczesna samorządowcy zajęli się sprawą wniosku o wygaszenie mandatu radnego Roberta Rakusa, który to miał naruszyć ustawowy zakaz prowadzenia działalności gospodarczej z wykorzystaniem mienia komunalnego gminy. – Wystawienie faktury nastąpiło na skutek sugestii zastępcy wójta Roberta Kępy. Uzmysłowiłem sobie, że zostałem celowo wprowadzony w błąd, abym naruszył przepisy – mówił podczas obrad Robert Rakus.
Już na etapie przedstawienia sprawy przewodnicząca rady szczegółowo zreferowała przebieg postępowania, wskazując, że impuls do jego wszczęcia wyszedł bezpośrednio od wicewójta.
– Do biura rady wpłynęło pismo od zastępcy wójta Roberta Kępy dotyczące konieczności wygaszenia mandatu radnemu Robertowi Rakusowi – poinformowała.
Jak wynikało z przedstawionych dokumentów, sprawa dotyczyła szkolenia z zakresu pierwszej pomocy, które radny przeprowadził dla mieszkańców. Po jego realizacji wystawiona została faktura na kwotę 1850 zł, jednak następnie – jeszcze przed dokonaniem jakiejkolwiek płatności – została ona skorygowana do zera.
Sprawa szybko nabrała szerszego kontekstu, gdy przewodnicząca zwróciła uwagę na możliwe nieprawidłowości w zakresie obiegu informacji.
– Ujawnienie treści pisma mediom, zanim zapozna się z nim rada, może godzić w dobre imię rady i radnego oraz przybierać formę medialnej nagonki – podkreśliła.
Kluczowe znaczenie dla dalszego przebiegu sesji miało stanowisko komisji rewizyjnej, która po analizie dokumentów i wysłuchaniu wyjaśnień radnego wydała jednoznaczną opinię.

– Nie doszło do rzeczywistego prowadzenia działalności gospodarczej z wykorzystaniem mienia komunalnego. Zdarzenie miało charakter incydentalny i nie wywołało skutków finansowych dla gminy – odczytano w uzasadnieniu.
Komisja wskazała również, że nie doszło do żadnego przepływu środków publicznych, a sama faktura została wycofana jeszcze przed jej realizacją. Mimo to formalna procedura wygaszenia mandatu ruszyła i skierowano ją pod obrady całej rady.
Najbardziej kontrowersyjny moment sesji nastąpił jednak podczas wystąpienia samego radnego Roberta Rakusa, który wprost odniósł się do roli wicewójta w całej sprawie.
– Wystawienie faktury nastąpiło na skutek sugestii zastępcy wójta Roberta Kępy – powiedział. – Uzmysłowiłem sobie, że zostałem celowo wprowadzony w błąd, abym naruszył przepisy – dodał.
Słowa te wywołały wyraźne poruszenie na sali i nadały całej sprawie zupełnie nowy wymiar. Z wypowiedzi radnego wynikało, że jego działanie nie było inicjatywą własną, lecz efektem sugestii ze strony władz wykonawczych gminy.
– Faktura została natychmiast skorygowana, nie otrzymałem żadnych środków pieniężnych. Moje działania miały charakter wolontariacki, tak jak wcześniej – podkreślił Rakus.
Dyskusja radnych skupiła się głównie na kwestiach formalnych i finansowych. Padały konkretne pytania dotyczące ewentualnych skutków dla budżetu gminy oraz podstaw prawnych całej procedury.
– Czy gmina poniosła jakikolwiek wydatek w związku z tymi fakturami? Czy powstał jakikolwiek obowiązek podatkowy? – pytał z kolei wiceprzewodniczący rady.
Z odpowiedzi oraz dalszych ustaleń wynikało jednoznacznie, że żadne środki nie zostały wypłacone.
– Żaden przelew nie wpłynął na moje konto – potwierdził radny.
Radni dopytywali również o ewentualne wykorzystanie mienia gminnego oraz charakter działalności.
– Czy posiadał pan jakikolwiek tytuł prawny do korzystania z mienia jako przedsiębiorca? – padło pytanie, a w odpowiedzi Robert Rakus zaprzeczył.
Pomimo licznych pytań i prób doprecyzowania okoliczności sprawy, nie udało się jednoznacznie rozwiać wszystkich wątpliwości dotyczących samego początku zdarzenia i roli, jaką odegrał w nim wicewójt Kępa.
Ostatecznie rada przystąpiła do głosowania nad uchwałą o wygaszeniu mandatu. Za przyjęciem uchwały głosował jeden radny, przeciw było ośmiu, a pięciu wstrzymało się od głosu. Tym samym uchwała nie została podjęta, a Robert Rakus zachował mandat.
Poczesna
Referendum, skargi do wojewody i polityczne spięcia. W radzie gminy znów więcej konfliktu niż jedności
Podczas sesji rady gminy, która odbyła się 24 lutego, ponownie dało się odczuć napiętą atmosferę, która od wielu miesięcy towarzyszy pracom pocześniańskiego samorządu. W trakcie obrad pojawiły się pytania o inwestycje, wnioski mieszkańców oraz kwestie środowiskowe, jednak najwięcej emocji wywołała sprawa referendum dotyczącego obrony granic gminy przed planowaną aneksją przez Częstochowę. Zamiast wspólnej strategii wobec zewnętrznego zagrożenia, na sali obrad dominowały wzajemne oskarżenia radnych, skargi kierowane do wojewody oraz spory proceduralne.
Sesja zakończyła się długą, momentami chaotyczną dyskusją, która w ocenie obserwatorów bardziej przypominała polityczną polemikę niż merytoryczną debatę o przyszłości gminy. W części dotyczącej wolnych wniosków jedna z radnych ponownie przypomniała o sprawie, która – jak podkreśliła – od miesięcy pozostaje bez odpowiedzi.
– Od 18 września czekam na odpowiedź na mój i pani sołtys wniosek w sprawie udostępnienia pomieszczenia w świetlicy w Brzezinach Nowych. Sołectwo Brzeziny Kolonia nie ma miejsca spotkań rady sołeckiej – mówiła radna.
Dodała również, że jeden z mieszkańców od października bezskutecznie próbuje uzyskać odpowiedź w sprawie podłączenia swojej posesji do kanalizacji.
Podobny charakter miało pytanie innego radnego dotyczące jednej z inwestycji w gminie.
– Chciałbym zapytać w imieniu mieszkańców Wrzosowej, Huty i Słowika, kiedy realnie zostanie oddany do użytku ośrodek wraz z drogą we Wrzosowej – pytał samorządowiec.
Do ważniejszych wątków sesji należał również wniosek, jaki popłynął ze strony komisji zdrowia i ochrony środowiska dotyczący instalacji gospodarki odpadami w Sobuczynie. Radni zwracali uwagę na zgłaszane od lat przez mieszkańców uciążliwości zapachowe. Komisja jednocześnie wnioskuje o wystąpienie do marszałka województwa o przeprowadzenie przeglądu ekologicznego instalacji.

– Z dostępnych informacji wynika, że ostatni przegląd ekologiczny tej instalacji został wykonany w 2002 roku – podkreślono.
Najbardziej napięta część sesji rozpoczęła się, gdy jeden z radnych odniósł się do złożonych przez siebie skarg.
– Złożenie skargi nie jest donosicielstwem, jak sugerowano na jednym ze spotkań. Każdy radny i każdy mieszkaniec ma do tego prawo – podkreślił.
Zarzucił prezydium rady nieprawidłowości proceduralne, a także wskazał, że wojewoda uchylił jedną z wcześniejszych uchwał dotyczącą reasumpcji głosowania.
– Prosiłbym, żeby poinformować mieszkańców o uchyleniu przez wojewodę uchwały dotyczącej reasumpcji głosowania – stwierdził.
Samorządowiec zarzucił również innym członkom rady nieuprawniony dostęp do dokumentacji związanej z inicjatywą referendalną.
– 8 stycznia grupa radnych zażądała wglądu w dokumentację referendalną zawierającą dane osobowe mieszkańców. W moim przekonaniu nie mieliście państwo do tego prawa – argumentował.
W odpowiedzi wiceprzewodniczący bronił swoich wcześniejszych wypowiedzi.
– Mamy wolność słowa. Moja wypowiedź była zgodna z moim sumieniem i troską o wizerunek całej rady – skwitował.
Dyskusja szybko przerodziła się w kolejne wzajemne oskarżenia. Atmosfera na sali wyraźnie gęstniała, a przewodnicząca musiała kilkakrotnie przerywać wypowiedzi i przywoływać radnych do porządku.
Spora część dyskusji dotyczyła planowanego referendum w sprawie obrony granic gminy przed planowaną aneksją części jej terenów przez Częstochowę.
– Jaki będzie całkowity koszt przeprowadzenia referendum dla gminy i czy środki są zabezpieczone w budżecie? Czy wójt planuje spotkania z mieszkańcami, ulotki lub inne działania informacyjne? – dopytywano.
W trakcie sesji głos zabrała również mieszkanka reprezentująca jedno ze stowarzyszeń działających na terenie gminy.
– To referendum jest dla nas niezwykle ważne. Aneksja spowoduje ogromne zmiany w gminie i może doprowadzić do kryzysu ekonomicznego. Nie wyobrażam sobie, żeby referendum było organizowane tak jak wcześniejsze konsultacje, gdzie praktycznie wszystko spadło na barki mieszkańców – podkreśliła.
Najbardziej obrazowym momentem sesji był długi, kilkunastominutowy monolog przewodniczącej rady, która szczegółowo odczytała pismo skierowane do wojewody śląskiego w odpowiedzi na złożone skargi. W swoim wystąpieniu przekonywała, że działania rady miały charakter wyłącznie proceduralny i były podyktowane wątpliwościami zgłaszanymi przez mieszkańców. Jednocześnie zasugerowała, że część osób wpisanych na listy inicjatorów referendum mogła nie mieć świadomości konsekwencji podpisu.
W odpowiedzi jeden z radnych odczytał z kolei fragment swojego pisma skierowanego do wojewody, w którym domagał się zbadania legalności działań swoich kolegów z rady.
– Czynności wglądu w dokumentację referendalną zostały podjęte poza trybem przewidzianym w ustawie o referendum lokalnym – argumentował.
Dyskusja między radnymi ponownie przerodziła się w ostrą polemikę, a mimo pytań kierowanych do władz gminy, wójt Artur Sosna w swoim tradycyjnym stylu wybrał milczenie.
– Jeżeli chodzi o przegląd ekologiczny oraz referendum, oddam głos wicewójtowi. Na pozostałe pytania odpowiemy pisemnie – wydusił jedynie z siebie.
Poczesna
Śmieci, polityka i granice miasta. Gorący spór o wysypisko w Sobuczynie w felietonie Piotra Kudlika
Spór o wysypisko odpadów w Młynku-Sobuczynie trwa od przynajmniej czterdziestu lat. W czasach PRL nikt nie pytał mieszkańców Poczesnej o zdanie. Podjęto decyzję i założono kwatery na śmieci z Częstochowy. Miasto teren ma na własność i poprzez spółkę komunalną stara się zaspokoić potrzeby niemal dwustutysięcznej populacji, która swoje śmieci zwozi i składuje na hałdach od dekad. Potrzeba uruchomienia nowych terenów pod wysypisko zdaje się być już bardziej, niż pilna.
Tymczasem gmina Poczesna skutecznie rozbudowę blokuje. Ba, wygląda na to, że najchętniej mieszkańcy tej gminy (przynajmniej ci z najbliższej okolicy) zrobiliby wszystko, by cała instalacja przestała istnieć. I na razie w tej sprawie jest, jak w powiedzeniu najsławniejszego polskiego marszałka: „z prawdą jest jak z d…, każdy ma swoją”.
Trudno oprzeć się zasadności dążenia władz samorządowych Częstochowy do przejęcia administracyjnej kontroli nad wysypiskiem odpadów w Sobuczynie. Teren jest, instalacje są, wystarczy rozbudować i unowocześniać. Równolegle odpada też drażliwy problem – przekonanie mieszkańców miasta, że jeśli nie wszystkie, to przynajmniej część śmieci trzeba będzie składować na swoim „podwórku”.
I właśnie groźba stała się fundamentem szantażu częstochowian. Przeprowadzono głosowanie (z całą pewnością nie były to konsultacje społeczne) pytając, czy są za włączeniem do miasta części sąsiedniej gminy. Ogłoszono wyniki, które, mogę się założyć, będą jednym z kluczowych argumentów za zmianą granic – prawdopodobnie sformułowanym mniej więcej tak: „W konsultacjach społecznych mieszkańcy Częstochowy w ponad 70 proc. opowiedzieli się za przejęciem kilku sołectw Poczesnej”. To brzmi zdecydowanie lepiej, niż obnażająca niemoc urzędu miasta liczba 1 proc., bowiem w zaokrągleniu jedynie 1,8 proc. mieszkańców w ogóle wzięło udział w tym plebiscycie, a 1,3 proc. zagłosowało na „tak”. Od siebie dodam, że właśnie taki procent mieszkańców uległ odrażającemu szantażowi władz. Bo, czyż nie jest odrażająca groźba: zagłosuj za zmianą granic, albo wybudujemy ci śmieciowisko na osiedlu.

Niemniej, na teraz i przyszłość, bez mian pozostaje sedno problemu. Mieszkańcy Częstochowy i Poczesnej, całego subregionu, produkują odpady i coś z nimi trzeba robić. Nikt ich nie chce pod swoim płotem, szczególnie cudzych, jednak gdzieś muszą być składowane, czy przetwarzane. Nie ma innego wyjścia jak „dogadać się” – to wspólny problem. Dlatego jestem zdumiony, że instytucja, która zawiera w adresie strony internetowej frazę „w dialogu” ucieka się do gróźb i szantażu, nie próbując zastosować takiego narzędzia, jak mediacje.
Mleko rozlało się ponad czterdzieści lat temu. Wysypisko z miejskiego urosło do regionalnego i do stołu rozmów powinno się zaprosić chociażby urząd marszałkowski, który jest odpowiedzialny za plan gospodarki odpadami i plan inwestycyjny dla całego województwa. To także problem samorządu wojewódzkiego. W subregionie północnym wysypisko na Sobuczynie jest właściwie jedynym dla jeszcze całkiem sporego miasta i trzech powiatów ziemskich – to jakieś pół miliona ludzi. Dziwię się też władzom Częstochowy, że dość wybiórczo traktują pozycję lidera w regionie, gdyż prawdziwy lider nie tylko dzieli i rządzi, ale pomaga, a kiedy trzeba, rozwiązuje problemy. W tym przypadku głównie swoje.
Wrócę do szantażu własnych mieszkańców, co też wyraźnie zapowiada, jak potraktowani zostaną mieszkańcy sołectw po wchłonięciu do Częstochowy. „Czy w twojej dzielnicy powstanie wysypisko śmieci?” – cytat z ulotki kolportowanej przez wdialogu.czestochowa.pl mówi wiele o kluczowej potrzebie miasta. Nie rzecz w rozwoju technologii i ochronie środowiska.
Kończy się miejsce na hałdzie i potrzebne miejsce na nową. Tak brzmi brutalna prawda, tak jak bezpardonowa jest próba przejęcia administracyjnej kontroli nie tylko nad wysypiskiem, lecz również ludźmi, którzy staną na drodze do celu.
Dlatego rozumiem obawy mieszkańców Poczesnej. Rozumiem też problem, z jakim zmagają się administratorzy miasta. Odpadów nie da się zamieść pod dywan, choćby i sąsiada. Natomiast nie wierzę, by nie udało się znaleźć rozwiązania, które skutecznie zamkną temat absolutnie konieczny – co z naszymi śmieciami? Dzisiaj i za następne czterdzieści lat.
Być może warto zapytać mieszkańców o zdanie przedstawiając dostępne możliwości.
Jednak tym razem bez gróźb i szantażu. Ludzie potrafią słuchać, o ile spotykają się z wzajemnością.
Życzę, by wyzwolenie z myślenia wyznaczanego długością kadencji, wreszcie spowodowało, że problemy będą rozwiązywane z dalszą wizją skutków, niż data najbliższych wyborów.
Poczesna
Cisza w urzędzie, burza wśród mieszkańców. Czy wydarzenia ostatnich tygodni zmienią bieg spraw w Poczesnej?
Radni i społecznicy z gminy Poczesna zapowiadają referendum, ostrzegają przed wielomilionowymi stratami i wskazują na kulisy sporu wokół wysypiska w Sobuczynie. W tle pojawiają się ogromne pieniądze, zarzuty o brak analiz i pytania o polityczne naciski. O najbardziej palącym obecnie problemie w gminie rozmawiamy z działaczami Stowarzyszenia Eko Poczesna.
Władze Częstochowy ogłosiły wyniki konsultacji związanych z włączeniem części terenów gminy Poczesna do swoich granic i przedstawiły je jako duży sukces. Podobny proces zaszedł ze strony starostwa. W czterech samorządach powiatu swój sprzeciw wobec planów wyraziło 97 proc. ankietowanych. W samej gminie Poczesna natomiast, sprzeciw w konsultowanych sołectwach – w Brzezinach Nowych, Brzezinach Kolonii, Sobuczynie i Młynku – sięgnął ponad 99 proc. Jak to państwo skomentują?
Maciej Janowski: Starostwo wykonało swoje zadanie. To, co miało zrealizować, czyli przeprowadzić konsultacje, przeprowadziło. Najistotniejsze wyniki są tutaj, w sołectwach, które miasto chce wchłonąć. Przy 82 proc. frekwencji wszyscy byli przeciw planom Częstochowy. Dwa głosy były przeciw, jedna osoba wstrzymała się od odpowiedzi. To jasno pokazuje, że mieszkańcy nie chcą mieć z Częstochową, w sensie administracyjnym, nic wspólnego. Tak duży sukces frekwencyjny zawdzięczamy olbrzymiej pracy radnych, sołtysów i społeczników.
Rada Gminy Poczesna przyjęła uchwałę o przeprowadzeniu lokalnego referendum 29 marca. Na czym miałoby ono polegać i co może zmienić?
Magdalena Sałata: Referendum będzie przeprowadzone na terenie całej gminy. Będzie miało ogromne znaczenie prawne i może wpłynąć na cały proces. Dotychczasowe konsultacje dotyczyły tylko trzech sołectw. Teraz musimy zaangażować praktycznie całą gminę. Potrzebna jest ogromna kampania ze strony wnioskodawcy i realne zaangażowanie urzędu gminy. Mieszkańcy muszą poznać konkretne wyliczenia – co utracimy, jeżeli Częstochowa przeforsuje swoje plany. Stawką jest rozwój i przyszłość całej gminy.
Ile gmina może stracić na wchłonięciu tych trzech sołectw przez miasto?
Magdalena Sałata: Od kilku tygodni domagamy się konkretnych wyliczeń i analiz ze strony urzędu i wójta. Na każdym spotkaniu prosimy o dane. Bez skutku.
Maciej Janowski: Starosta wstępnie oszacował straty powiatu na około 7 mln zł rocznie. To może zablokować inwestycje w całym powiecie. To nie jest tylko sprawa Poczesnej, gdyż negatywne skutki odczują również inne gminy.
Danuta Broszkiewicz: Zrobiliśmy własną symulację. Szacujemy, że gmina może stracić 8-9 mln zł rocznie. To katastrofa dla budżetu. Cięcia będą ogromne, rozwój zostanie zahamowany. Dlatego referendum musi mieć silne poparcie mieszkańców.
Na profilu gminy pojawiły się komunikaty o inicjatywie porozumienia międzygminnego z Częstochową. Czy znacie państwo szczegóły?
Magdalena Sałata: Nie znamy żadnych konkretów. Wszystko dzieje się poza radą gminy. Nie rozumiemy takiego postępowania.
Maciej Janowski: Według nas tego dokumentu w ogóle nie ma. Kiedy pytamy o konkrety, tych brak.

Co w takim razie jest konkretem w tej sprawie?
Maciej Janowski: Mówi się o kwestii działek na terenie wysypiska i o możliwych nieprawidłowościach związanych z prawem własności gruntów oraz dotacjami unijnymi. Jednak mimo zapowiedzi nie widzimy realnych działań ani efektów. Miasto potwierdziło, że nie wycofa wniosku o zmianę granic. Jedyną realną możliwością działania po stronie gminy jest zmiana planu zagospodarowania przestrzennego i ograniczenie możliwości rozbudowy wysypiska. Jeśli zostaniemy włączeni do Częstochowy, miasto będzie zarządzało tym terenem bezpośrednio.
Danuta Broszkiewicz: Warto jasno powiedzieć, iż składowisko, które powstało w latach 80-tych, do dziś funkcjonuje w oparciu o jedyny przegląd ekologiczny, wykonany ponad 23 lata temu. Dokument z 2002 roku był opracowaniem jednorazowym, przygotowanym na potrzeby konkretnego postępowania administracyjnego. Nie wprowadzał stałego systemu kontroli ani harmonogramu kolejnych ocen. Od tamtego czasu wiele się zmieniło. W 2014 roku uruchomiono kompostownię. Dziś planowane są kolejne inwestycje. Rozbudowa przetwarzania odpadów, nowe magazyny, instalacja do końcowego przetwarzania odpadów oraz budowa nowej kwatery składowej. To już nie jest „zwykłe” składowisko, oceniane w 2002 roku. Nowe instalacje oznaczają inne procesy i możliwe uciążliwości – zapachy, bioaerozole, hałas czy większy ruch ciężarówek – a więc realny wpływ na życie mieszkańców. Po zapoznaniu się z wynikami ekspertyzy, wykonanej na zlecenie gminy Poczesna w 2016 roku, samorząd i mieszkańcy podjęli działania, aby zobowiązać zarządzającego składowiskiem do wykonania nowego przeglądu ekologicznego. Bez skutku.
Czy wspomniany przegląd to konieczność?
Krzysztof Gołchowski: Przepisy mówią jasno, że taki przegląd powinien zostać wykonany, jeśli pojawiają się okoliczności mogące świadczyć o negatywnym oddziaływaniu na środowisko. Jednak w 2017 roku i w grudniu 2024 roku Urząd Marszałkowski Województwa Śląskiego poinformował gminę Poczesna oraz radnych, że nie widzi podstaw do nakazania wykonania przeglądu ekologicznego CzPK i Sobreko. Fakty są więc następujące – przez ponad 23 lata nie przeprowadzono nowej, całościowej oceny uwzględniającej zmiany technologiczne i rozwój instalacji, a wniosek o jej wykonanie nie został uwzględniony.
Czy w tej sytuacji mamy dziś pewność, że obecna i planowana działalność została rzetelnie oceniona według aktualnych standardów i z uwzględnieniem realnych warunków życia w sąsiedztwie instalacji?
Magdalena Sałata: Istotne jest też, że składowisko w Sobuczynie nie posiada wdrożonych standardów BAT, czyli Najlepszych Dostępnych Technik, które są od 2018 roku unijnym wymogiem dla instalacji mogących znacząco oddziaływać na środowisko. BAT to także konkretne poziomy emisji zanieczyszczeń do środowiska. Brak wdrożenia BAT oznacza, że instalacja nie działa w oparciu o najbardziej aktualne, europejskie standardy ochrony środowiska. No to jeśli nie działa w oparciu o BAT, pojawia się pytanie, czy emisje są ograniczane do poziomu odpowiadającego obecnym europejskim standardom, czy jednak nie.
Danuta Broszkiewicz: Dodajmy, że przez ponad 40 lat funkcjonowania instalacji w Sobuczynie wykonano zaledwie dwie oceny oddziaływania na środowisko – w 1992 i 1994 roku. To dokumenty sprzed trzech dekad, przygotowane w zupełnie innych realiach technologicznych i prawnych. W 2017 roku, na zlecenie gminy Poczesna, powstała niezależna ekspertyza zdrowotno-środowiskowa. Była ona niekorzystna dla prowadzącego instalację, dlatego miasto jej nie uznało. Ekspertyza CENIA potwierdziła, że rozkład odpadów powoduje emisję m.in. amoniaku, siarkowodoru, merkaptanów a bioaerozol – czyli mieszanina drobnoustrojów unoszących się w powietrzu – może zawierać bakterie i grzyby. Wskazała też, że długotrwałe narażenie na takie oddziaływania może negatywnie wpływać na układ oddechowy, powodować alergie i obniżać jakość życia mieszkańców. To wszystko prowadzi do stwierdzenia, że przy tak długiej historii instalacji i zmieniających się warunkach jej funkcjonowania nie mamy dziś zapewnionej aktualnej, rzetelnej i niezależnej oceny rzeczywistego wpływu składowiska na nasze zdrowie i codzienne życie.
Co miasto zyska po włączeniu waszych terenów?
Maciej Janowski: Miasto uzyska bezpośrednie połączenie Częstochowy z terenami składowiska w Sobuczynie z około 450 hektarami gruntów, które już znajdują się w jego zasobach. Zapewni mu to pełną spójność administracyjną oraz pełną kontrolę nad tym obszarem. Szacujemy też, że już od momentu uruchomienia instalacji miasto będzie uzyskiwać co najmniej 30 mln zł rocznie z tytułu podatków oraz opłaty środowiskowej związanej z jej funkcjonowaniem. To stały i bardzo znaczący dochód dla budżetu.
Krzysztof Gołchowski: Miasto obejmie pełną kontrolę nad wydawaniem zgód i decyzji środowiskowych oraz planistycznych dla podmiotu, który mu bezpośrednio podlega. To oznacza koncentrację decyzji właścicielskich i administracyjnych w jednym ręku. Po przejęciu składowiska kluczowe decyzje administracyjne będą wydawane przez Częstochowę na rzecz podległych jej spółek – CzPK oraz Sobreko.
Magdalena Sałata: Włączenie terenów umożliwi też władzom Częstochowy swobodne kształtowanie planów zagospodarowania, rozszerzanie działalności przemysłowej i zwiększanie skali przetwarzania odpadów, bez kontroli lokalnej społeczności i wpływu na jej życie.
Maciej Janowski: Mówimy o blisko 20 mln zł rocznie związanych z funkcjonowaniem instalacji. Jeśli dojdzie do rozbudowy, może to być nawet 100 mln zł „przerobu”. To walka o gigantyczne pieniądze.
Jakie mogą być skutki aneksji dla mieszkańców?
Krzysztof Gołuchowski: Powiem wprost. Dla mieszkańców aneksja może oznaczać smród, brud i dalsze obniżanie jakości życia. Miasto koncentruje się przede wszystkim na rozbudowie infrastruktury odpadowej i potencjalnych zyskach finansowych, natomiast kwestie komfortu i bezpieczeństwa mieszkańców są marginalizowane. Przez lata drogi w tym rejonie były zaniedbywane. To gmina i powiat inwestowały w infrastrukturę, nie miasto. Tymczasem planowana jest szeroka rozbudowa instalacji przetwarzania odpadów, obejmująca m.in. budowę stacji rozdrabniania odpadów wielkogabarytowych, nowe bioreaktory do wstępnej obróbki odpadów zielonych w hali, ale bez hermetyzacji powiększonego placu kompostowego, stację do rozbiórki i segregacji gruzu budowlanego, budowę nowej kwatery składowej nr 3 i następnych – w planach jest ich 7. W praktyce oznacza to dalszą intensyfikację działalności odpadowej i zwiększy problem odorów w bezpośrednim i dalszym sąsiedztwie zabudowań mieszkalnych.
Danuta Broszkiewicz: Rozbudowa sortowni, instalacji przetwarzania oraz budowa kolejnej kwatery składowej to nie tylko kwestia zapachu, ale także wzmożonego ruchu transportowego, hałasu, pylenia, spadku wartości naszych nieruchomości, obaw o wpływ na zdrowie mieszkańców. Dla mieszkańców oznacza to życie w cieniu coraz większego kompleksu przetwarzania śmieci, a nie zrównoważony rozwój infrastruktury społecznej czy poprawę jakości dróg i usług publicznych. Planowane są też nasadzenia zieleni, ale one powinny być już posadzone przed uruchomieniem śmieciowiska, czyli w latach 80. Plany mówiły o pasie zieleni szerokości od 30 do 50 metrów. I dlatego skutki aneksji należy analizować nie tylko pod kątem finansowym dla miasta, ale przede wszystkim pod kątem realnych warunków życia mieszkańców – ich zdrowia, bezpieczeństwa i komfortu codziennego funkcjonowania.
Magdalena Sałata: Zapowiedzi dotyczące „hermetyzacji” czy modernizacji brzmią dobrze w materiałach promocyjnych, ale w praktyce oznaczają rozbudowę placów kompostowych i większą uciążliwość dla mieszkańców – więcej ciężarówek, więcej hałasu, więcej odorów.
Kto państwa wspiera?
Krzysztof Gołchowski: Pisaliśmy do posłów, senatorów, europosłów, radnych sejmiku i wojewody. Sprawą zainteresowali się nieliczni parlamentarzyści. Wiemy o petycjach złożonych w Parlamencie Europejskim przez europosłów Marcina Sypniewskiego i Jadwigę Wiśniewską. W Sejmie występowała w naszej sprawie poseł Lidia Burzyńska. Sprawą jest też zainteresowana kolejna posłanka Marta Stożek oraz pan Martin Saczek. Nie sposób nie wspomnieć ponadto o radnych opozycji z samej Częstochowy. Ich wsparcie i sprzeciw wobec zakusów miasta jest nieoceniony.
Są odpowiedzi?
Danuta Broszkiewicz: W większości odpowiedzi deklarowane są działania wspierające. Natomiast organizacje ekologiczne często tłumaczą brak reakcji brakiem środków. Zastanawiające jest jednak, że dotychczas nikt nie odpowiedział naszym dzieciom, które również pisały swoje listy. Chcemy nagłośnić sprawę w skali ogólnopolskiej. Bez presji medialnej nasz głos może nie zostać wysłuchany.
Dziękuję za rozmowę.
Poczesna
To będzie polityczny sprawdzian. Poczesna idzie do referendum
Procedura zmiany granic administracyjnych między Częstochową a gminą Poczesna przyspiesza. Po zakończeniu konsultacji społecznych w miejscowościach objętych planowaną zmianą oraz w samej Częstochowie, Rada Gminy Poczesna podjęła decyzję o przeprowadzeniu lokalnego referendum. Sprawa, która jeszcze kilka miesięcy temu była tematem uchwał intencyjnych i analiz, dziś staje się realnym politycznym i społecznym testem.
W Brzezinach Nowych, Brzezinach Kolonii, Sobuczynie i Młynku złożono 1032 ankiety na 1255 uprawnionych mieszkańców, co, według danych gminy, oznacza frekwencję na poziomie 82 proc. Za przyłączeniem do Częstochowy opowiedziały się dwie osoby, jedna wstrzymała się od głosu, a jedna karta była nieważna. W praktyce oznacza to, że 99,61 proc. uczestników konsultacji sprzeciwiło się zmianie granic.
– 99,61 proc. uczestników konsultacji sprzeciwiło się zmianie granic i włączeniu miejscowości do miasta. Wynik jest świetny, zwłaszcza biorąc pod uwagę trudne warunki przeprowadzenia konsultacji, jak brak odpowiedniej liczby kart, drukowanie ich przez radne we własnym zakresie czy brak rzetelnej kampanii informacyjnej. Pokazaliśmy, że potrafimy być razem i jasno wyrazić swoje zdanie – komentują przedstawiciele Stowarzyszenia EkoPoczesna.
Na tym jednak procedura się nie kończy. Rada Gminy Poczesna jednogłośnie przyjęła uchwałę o przeprowadzeniu referendum lokalnego w sprawie zmiany granic administracyjnych. Głosowanie zaplanowano na 29 marca. Tym razem decyzję podejmą mieszkańcy całej gminy, a wynik referendum będzie formalnym stanowiskiem wspólnoty samorządowej w toczącym się procesie.
Równolegle swoje konsultacje zakończyła Częstochowa. Jak poinformował w miniony poniedziałek magistrat, od 14 stycznia do 13 lutego wpłynęło 3619 ankiet. Za zmianą granic opowiedziały się 2632 osoby, przeciw było 958, a 29 wstrzymało się od opinii. Oznacza to, że 73 proc. uczestników konsultacji w mieście poparło włączenie do Częstochowy wskazanych terenów. W odniesieniu do liczby mieszkańców miasta, w konsultacjach wzięło ich udział około 2 proc.
Wyniki po obu stronach pokazują wyraźny rozdźwięk. To, co w Częstochowie uznawane jest za uzasadniony kierunek zmian, w miejscowościach objętych procedurą spotyka się z niemal jednomyślnym sprzeciwem. 29 marca okaże się, czy konsultacyjny sygnał z sołectw przełoży się na równie jednoznaczny mandat całej gminy.
Poczesna
Rośnie napięcie wokół Poczesnej. Częstochowa po konsultacjach rozpoczyna formalny marsz po nowe tereny
Ponad 3,6 tys. mieszkańców Częstochowy wzięło udział w konsultacjach społecznych dotyczących planowanej zmiany granic administracyjnych miasta. Jak poinformował magistrat, 73 proc. uczestników poparło włączenie do Częstochowy Brzezin Nowych, Brzeziny Kolonia, Sobuczyny, Młynka oraz części Huty Starej A i Poczesnej.
Konsultacje trwały od 14 stycznia do 13 lutego. Można było wziąć w nich udział zarówno online, jak i w formie papierowej. Do urzędu wpłynęło 3619 ankiet. Za zmianą granic opowiedziały się 2632 osoby, przeciw było 958, a 29 wstrzymało się od opinii.
Wynik konsultacji to kolejny etap w procedurze przygotowania wniosku do Rady Ministrów. Miasto równolegle zbiera dane z terenów objętych uchwałą intencyjną oraz przygotowuje analizy finansowe, które będą stanowić załączniki do dokumentacji. Samorząd czeka również na zakończenie konsultacji prowadzonych w gminie Poczesna, które mają potrwać do początku marca.
Sednem sprawy jest kontrola nad kluczową dla miasta instalacją odpadową, formalnie zlokalizowaną na terenie gminy Poczesna, choć obsługującą Częstochowę i część regionu. Władze miasta argumentują, że skoro infrastruktura ma strategiczne znaczenie dla systemu gospodarki odpadami, decyzje administracyjne powinny zapadać po stronie Częstochowy.
Miasto wskazuje, że obecny stan utrudnia realizację inwestycji, w tym rozbudowę i hermetyzację instalacji czy przygotowanie nowej kwatery składowiska. W dokumentach planistycznych pojawiają się, zdaniem samorządu, zapisy ograniczające działalność spółki komunalnej, a nawet zakładające wygaszanie składowiska.
Władze Częstochowy przekonują, że zmiana granic oznaczałaby sprawniejsze procedury, większą kontrolę nad inwestycjami środowiskowymi i mniejsze ryzyko podwyżek opłat dla mieszkańców. Alternatywą byłaby budowa nowej instalacji lub transport odpadów na większe odległości, co przełożyłoby się na wyższe koszty systemu.
Samorząd podkreśla, że nie chodzi o „spór o terytoria”, lecz o odpowiedzialność za infrastrukturę, która bezpośrednio wpływa na funkcjonowanie miasta i wysokość rachunków ponoszonych przez mieszkańców.
Poczesna
Poezja oporu zamiast polityki. Jak Poczesna walczy o swoje… rymem częstochowskim
Emocje związane z zakusami prezydenta Krzysztofa Matyjaszczyka na pocześniańskie areały buzują już tak mocno, iż radni z Poczesnej sięgnęli po broń najcięższego kalibru – wiersz z rymem częstochowskim. Tak oto w sporze o granice administracyjne, zamiast map i paragrafów, na scenę wkroczyła poezja obywatelska. Z pazurem i z jajem. Dosłownie.
W czwartej linijce manifestu opublikowanego w niedzielny poranek na facebookowym profilu Radnych Mieszkańców Gminy Poczesna pojawia się zdanie, które ma szansę przejść do historii lokalnej literatury oporu – „Oddać jaj nie chcemy!”.
I choć zapewne chodziło o słowo „jej”, czyli ziemię ojców, literówka zrobiła swoje. Zamiast sporu o hektary pojawił się spór o drób symboliczny. Zamiast debaty o planach zagospodarowania – obrona końcowego efektu pracy tutejszych kur niosek.
Dalej jest już tylko lepiej. Poezja płynie szerokim strumieniem troski, dumy i słusznego oburzenia. Są dziady i pradziady, jest ziemia uprawiana z sercem, jest apel do częstochowskiej władzy, żeby się opamiętała i nie zabierała tego, co cudze. Jest też delikatna sugestia, że owszem – każdy chce się powiększać, ale bez zagarniania obcych ziem.
Całość kończy się wezwaniem do refleksji, zmiany planów i zachowania umiaru. Czytając ten utwór, trudno oprzeć się wrażeniu, że radni z Poczesnej odkryli właśnie nowy nurt literacki w polityce lokalnej – lirykę graniczną. Taką, która zamiast pieczątek używa rymów, a zamiast analiz prawnych – metafor rodem z gospodarstwa domowego i okolicznej fermy drobiu.
I choć literówka w czwartej linijce zapewne była dziełem przypadku, to właśnie ona nadała całości sens głębszy, niemal symboliczny. Bo dziś już mało kto pyta, czy Częstochowa powinna przejąć część gminy Poczesna. Dziś pytanie brzmi czy ktoś w tej gminie w ogóle „ma jaja”, żeby się temu realnie przeciwstawić?
Radni – jak widać – próbują. Rymem, metaforą, publicznym gestem. Poezją, bo w politycznej próżni poezja bywa ostatnim narzędziem sprzeciwu. Gorzej, że w tym całym jajecznym zrywie dramatycznie brakuje jednego elementu – władzy wykonawczej z kręgosłupem. Bo „mieć jaja” w przenośni nie oznacza przecież wieszać banerów ani pisać wierszy. Oznacza brać odpowiedzialność, stawiać twarde veto, lobbować, zwierać szeregi, szukać sojuszników, walić pięścią w stół, uruchamiać procedury, mówić głośne „nie!”.
Tymczasem w opinii miejscowych samorządowców, którzy co chwilę w mediach społecznościowych zagrzewają wójta Artura Sosnę do dynamicznego działania w kontekście zaistniałego problemu, włodarz Poczesnej zachowuje się jakby sprawa dotyczyła sąsiedzkiego płotu, a nie realnego uszczuplenia gminnych zasobów. Cicho, ostrożnie, bezkonfliktowo i najlepiej ustami swojego zastępcy. Jakby liczył, że temat sam się wykluje albo ktoś inny załatwi sprawę za niego. A jaja – te metaforyczne – leżą gdzieś obok, szczelnie zamknięte, być może w lodówce albo, co gorsza, w bezpośrednim sąsiedztwie gorącego kaloryfera.
I w tym miejscu paradoks tej historii staje się boleśnie oczywisty. Radni, twierdząc, że nie mają realnej mocy sprawczej, krzyczą wierszem „Oddać jaj nie chcemy!”. A wójt, który tę moc teoretycznie ma, milczy wtedy, gdy właśnie jego przysłowiowe „jaja” byłyby najbardziej potrzebne.
Może więc literówka nie była pomyłką. Może to nie lapsus, tylko nieświadoma diagnoza sytuacji. Bo lokalna społeczność swojej ziemi rzeczywiście nie chce oddać. Tylko, że bez stanowczego sprzeciwu, bez politycznej odwagi i bez realnych działań… może się okazać, że odda nie tylko teren, lecz także coś znacznie ważniejszego – resztki sprawczości i powagę samorządu.
A poezja? Poezja zostanie. Jako zapis czasu, w którym radni „mieli jaja” przynajmniej w tekście, a tutejsza władza niestety tylko w teorii. Gdyby więc podsumować istotę rzeczy jednym zdaniem, najlepiej zrobiłby to Józef Piłsudski. Bez rymów, bez metafor i bez literówek, za to ze swoim słynnym stwierdzeniem „Wam kury szczać prowadzać, a nie politykę robić”. Bo poezja poezją, jaja jajami, ale granice gmin rysuje się jednak nie wierszem, tylko śmiałą wizją, konkretnymi decyzjami, stalową determinacją i konsekwentnym działaniem.

-
Poczesna10 miesięcy temuTragiczny wypadek na trasie między Sobuczyną a Nieradą. Nie żyje 34-letnia kobieta
-
Myszków8 miesięcy temuDom, który stał się miejscem strachu. Bracia z Myszkowa aresztowani za wielomiesięczną przemoc
-
Blachownia4 lata temuPodwójna kompromitacja byłego sołtysa. Przegrał dwa procesy i wyszło, że jednak zarabiał na pornografii
-
Poczesna2 lata temuW gminie huczy, policja o niczym oficjalnie nie wie, a wójt milczy i unika odpowiedzi
















