Obserwuj nas

Powiat kłobucki

Zwycięzcy „Must Be The Music” porwali młodzież w Kłobucku. Ten koncert miał też drugie dno

fot. Komenda Powiatowa Policji w Kłobucku

Opublikowany

,

W Kłobucku nie było klasycznej pogadanki, po której młodzież zerka na zegarki i czeka na koniec. Tym razem o bezpieczeństwie na drodze, hejcie i odpowiedzialnych wyborach mówiono w rytmie koncertowej energii. Wszystko za sprawą kolejnej odsłony akcji „W rytmie bezpiecznych dróg”, zorganizowanej przez śląską drogówkę we współpracy z urzędem marszałkowskim.

Wydarzenie przyciągnęło do hali licznie zgromadzoną młodzież. Była część edukacyjna, były rozmowy o zagrożeniach, ale był też mocny muzyczny finał. Na scenie pojawił się duet Alien x Majtis, zwycięzcy programu „Must Be The Music”, którzy nadali spotkaniu zupełnie inny charakter niż typowe szkolne wydarzenia profilaktyczne.

Koncert został przygotowany przez wydział ruchu drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach przy współpracy z samorządem województwa oraz przy wsparciu lokalnych władz. 

Zanim scena należała do muzyków, głos zabrali policjanci. Mł. asp. Arkadiusz Chudy mówił o bezpieczeństwie w ruchu drogowym i o tym, jak wiele zależy od codziennych decyzji młodych ludzi – jako pieszych, pasażerów, rowerzystów, użytkowników hulajnóg czy przyszłych kierowców. Przypominał, że chwila nieuwagi, brawura albo lekceważenie zasad mogą skończyć się tragicznie.

Drugim ważnym tematem był hejt. Mł. asp. Barbara Pluta zwracała uwagę na przemoc słowną i internetową, która coraz częściej dotyka młodzież. Mówiła o tym, jak reagować na takie sytuacje, gdzie szukać wsparcia i dlaczego słowa, także te pisane w internecie, mogą ranić równie mocno jak zachowania w świecie rzeczywistym.

Kampania „W rytmie bezpiecznych dróg” została stworzona z myślą o młodych uczestnikach ruchu drogowego. Jej cel jest prosty, ale bardzo ważny – dotrzeć do młodzieży z przekazem o bezpieczeństwie, odpowiedzialności i wzajemnym szacunku. Organizatorzy stawiają jednak nie tylko na przepisy i ostrzeżenia, ale także na formę, która ma szansę rzeczywiście zainteresować młodych odbiorców.

I właśnie dlatego najwięcej emocji przyniosła część artystyczna. Alien x Majtis zaprezentowali koncert pełen energii i pozytywnego przekazu. Młoda publiczność reagowała żywiołowo, a hala szybko zamieniła się w miejsce, gdzie profilaktyka przestała kojarzyć się z obowiązkowym wykładem. Muzyka stała się pomostem do rozmowy o sprawach, które dla nastolatków są naprawdę bliskie – bezpieczeństwie, presji rówieśniczej, emocjach, internecie i wyborach, które podejmują każdego dnia.

Kłobuckie wydarzenie pokazało, że o poważnych tematach można mówić bez sztywnego tonu i bez dystansu między sceną a publicznością. Można mówić językiem, który młodzież rozumie, w atmosferze koncertu, z udziałem artystów, którzy potrafią skupić uwagę sali. Właśnie w tym tkwi siła takich inicjatyw – ważny przekaz nie ginie w formalności, tylko wybrzmiewa tam, gdzie są emocje.

Lipie

Rowerem przez najciekawsze miejsca gminy Lipie. Trasa poprowadzi przez zamkowe ruiny, dworek i rezerwat

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Kingmaker

W gminie Lipie odbędzie się rajd rowerowy, który połączy aktywny wypoczynek z poznawaniem lokalnych atrakcji. Wydarzenie zaplanowano na 13 czerwca.

Trasa rajdu liczyć będzie około 28 kilometrów. Uczestnicy odwiedzą kilka charakterystycznych miejsc na terenie gminy, w tym Ranczo Zagata, Rezerwat Szachownica, Dworek w Lipiu, ruiny zamku w Dankowie oraz Cmentarz Potockich.

– Dzięki temu wydarzenie będzie nie tylko propozycją dla miłośników jazdy na rowerze, ale również okazją do lepszego poznania historii, przyrody i lokalnego dziedzictwa – zachęcają do udziału organizatorzy.

Jak podkreślają, udział w rajdzie jest bezpłatny. Uczestnikom zapewnione zostaną ubezpieczenie, woda oraz posiłek.

– Rajd ma charakter otwarty i rekreacyjny. Jego celem jest promocja aktywnego stylu życia, integracja naszych mieszkańców oraz pokazanie najciekawszych miejsc gminy z perspektywy rowerowej trasy – dodają.

Zapisy przyjmowane są do 11 czerwca. Osoby zainteresowane udziałem mogą zgłaszać się telefonicznie pod numerem 34 318 80 32 wew. 50 albo mailowo pod adresem k.kwarciak@uglipie.pl.

Start nastąpi o godz. 10.00 przy Ranczo Zagata w miejscowości Grabarze.

CZYTAJ DALEJ

Kłobuck

Podium za podium, medal za medalem. Taekwondziści z KS Wojownik wrócili z imponującym dorobkiem

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. KS Wojownik

Zawodnicy KS Wojownik bardzo udanie zaprezentowali się podczas Grand Prix Polski w Taekwondo, które odbyło się 30 maja w Wieluniu. Reprezentanci klubu wywalczyli łącznie 46 medali, w tym 15 złotych, 14 srebrnych i 17 brązowych. To jeden z tych wyników, które pokazują nie tylko sportowy potencjał młodych zawodników, ale również konsekwencję pracy trenerów i zaangażowanie rodziców wspierających dzieci podczas kolejnych startów.

Klub Sportowy Wojownik po raz kolejny potwierdził, że należy do grona mocnych ośrodków szkolących młodych adeptów taekwondo. Podczas zawodów w Wieluniu jego reprezentanci rywalizowali w różnych kategoriach, zdobywając miejsca na podium zarówno w układach, walkach, jak i technikach specjalnych. Dla wielu zawodników był to także ważny sprawdzian turniejowy i okazja do zdobycia doświadczenia w rywalizacji z przeciwnikami z innych klubów.

Szczególne powody do dumy dał występ Nadii Soboniak, która została potrójną mistrzynią zawodów. Zdobyła trzy złote medale i została najlepszą zawodniczką turnieju. Bardzo dobrze zaprezentowali się również Mateusz Ciszewski i Jakub Zomerfeld, którzy po raz kolejny spotkali się w finale, potwierdzając doskonałą formę oraz wyrównany poziom klubowej rywalizacji.

W układach kadetów zawodnicy Wojownika zdominowali podium. Zakhar Chykhun, Jan Ladra oraz Wojciech Połatyński zajęli kolejno trzy pierwsze miejsca, pokazując przewagę techniczną i bardzo dobre przygotowanie. Podobnie było w kategorii czarnych pasów układów, gdzie świetnie spisały się Nadia Soboniak, Emilia Juszczak i Emilia Kielan, wygrywając swoje kategorie.

Kolejny mocny akcent przyniosła rywalizacja juniorek w walkach. Na podium stanęły Emilia Juszczak, Dominika Lubosz oraz Emilia Cybińska, które wykazały się charakterem, determinacją i wysokimi umiejętnościami. Wśród medalistek znalazły się również Kalina Redka i Zofia Otola, które zdobyły odpowiednio pierwsze i trzecie miejsce w układach młodziczek, a także Nina Przymęcka i Lidia Osuchowska w układach kadetek oraz Nadia Soboniak i Dominika Lubosz w technikach specjalnych.

Ciekawie ułożyła się także rywalizacja w układach stopni uczniowskich, gdzie w finale spotkały się Hanna Poch i Oliwia Cieślak. Tym razem lepsza okazała się Hanna, a obie zawodniczki dołożyły kolejne mocne wyniki do dorobku klubu. W układach juniorów młodszych drugie i trzecie miejsce zdobyli Tomasz Paduch oraz Stanisław Krysiński.

Na medal spisali się również Zoja Malina, która wywalczyła dwa złote medale, Maria Strzelczak ze złotem i brązem, Julia Dróżdż ze złotym medalem, Dominik Bujak ze złotem i dwoma brązami oraz Emilia Kielan, która zakończyła zawody ze złotym i dwoma brązowymi medalami. Do grona medalistów dołączyli także Nikola Cajler, Filip Kwiecień, Igor Konieczko, Alan Chęciński, Tola Redka, Jakub Suchański i Marcel Przyborowski.

– Wynik z Wielunia to nie tylko liczba medali, ale również potwierdzenie szerokiego zaplecza klubu. Na uznanie zasługują także zawodnicy, którzy tym razem nie stanęli na podium, ale pokazali zaangażowanie, wolę walki i sportowy charakter. Julia Tukajska, Iga Borecka, Zofia Wardaszko, Franciszek Fikier, Patryk Ślązak, Martyna Gwerk, Lena Izydorczyk, Filip Murawski, Michał Pietrzak, Hubert Kwiecień, Antonina Frydrych oraz Mikołaj Wasiński zdobyli doświadczenie, które może zaprocentować podczas kolejnych startów – relacjonuje trener Artur Osuchowski.

CZYTAJ DALEJ

Wręczyca Wielka

Stachursky zaśpiewa we Wręczycy Wielkiej. Oprócz koncertu będą też animacje i atrakcje dla rodzin

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Materiały promocyjne artysty

W najbliższą niedzielę na stadionie KS Sokół we Wręczycy Wielkiej odbędzie się wydarzenie „Bezpieczne Województwo – Silna Społeczność”. Organizatorzy przygotowali program skierowany do całych rodzin, łączący część artystyczną, animacje dla dzieci, koncerty, konkursy oraz wieczorną zabawę taneczną.

Jak przekonują organizatorzy imprezy, niedzielne wydarzenie ma mieć zarówno rozrywkowy, jak i integracyjny charakter. Początek imprezy zaplanowano na godz. 15.00. Jako pierwsze odbędą się animacje dla dzieci, a godzinę później nastąpi oficjalne powitanie uczestników.

Kolejnym punktem programu będą występy sekcji Gminnego Ośrodka Kultury we Wręczycy Wielkiej. Start o godz. 16.20. O godz. 17.00 na scenie pojawi się dziecięco-młodzieżowa orkiestra dęta z koncertem „Baw się razem z nami”. Wystąpią również wokaliści – Ula Kozielska, Łukasz Reks i Frele.

– Głównym punktem wieczoru będzie koncert Jacka Stachursky’ego – zachęca do udziału w wydarzeniu wójt Anna Syguda.

Koncert wokalisty wystartuje o godz. 19.00. Po występie gwiazdy wieczoru organizatorzy zapraszają jeszcze na zabawę taneczną z DJ-em, która rozpocznie się o godz. 20.30.

Program uzupełnią atrakcje dla dzieci i rodzin, konkursy z nagrodami, stoiska partnerów wydarzenia, dmuchańce, gastronomia, a także strefa sołectw i kół gospodyń wiejskich z terenu gminy Wręczyca Wielka.

CZYTAJ DALEJ

Lipie

Przy dyskoncie w Parzymiechach wreszcie powstaje chodnik. Kierowcy muszą uzbroić się w cierpliwość

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Urząd Gminy Lipie

W Parzymiechach trwają prace związane z budową chodnika w rejonie dyskontu przy ulicy Częstochowskiej. Inwestycja jest efektem uzgodnień pomiędzy właścicielami obiektu handlowego a zarządcą drogi krajowej. Na czas robót wprowadzono zmienioną organizację ruchu, a kierowcy muszą liczyć się z ruchem wahadłowym sterowanym sygnalizacją świetlną.

Zakres prac obejmuje wykonanie chodnika przy ulicy Częstochowskiej, na odcinku od istniejącego obecnie ciągu pieszego w rejonie skrzyżowania ulic Częstochowskiej i Kasztanowej do zjazdu z drogi krajowej na plac przy markecie. To ważne uzupełnienie infrastruktury pieszej w miejscu, z którego korzystają zarówno mieszkańcy, jak i klienci dyskontu.

– Zgodnie z wcześniejszymi informacjami przekazywanymi przez spółkę, w ramach uzgodnień sieć została zobowiązana nie tylko do budowy chodnika, ale również do wykonania przejścia dla pieszych przez drogę krajową. Przejście ma zostać wyposażone w oświetlenie oraz niezbędną linię zasilającą – poinformowali miejscowi urzędnicy.

Prace w terenie rozpoczęły się w maju. Obecnie prowadzone są roboty związane z wykonaniem infrastruktury potrzebnej do budowy chodnika i późniejszego uporządkowania ruchu pieszych w tym rejonie. Z uwagi na prowadzone prace na objętym nimi odcinku drogi krajowej obowiązuje czasowa organizacja ruchu. Kierowcy przejeżdżają tam wahadłowo, przy sygnalizacji świetlnej.

Inwestycja ma poprawić bezpieczeństwo pieszych w rejonie dyskontu oraz zwiększyć komfort dojścia do obiektu od strony istniejącej zabudowy. Dotychczas brak pełnego połączenia chodnikowego mógł być szczególnie odczuwalny dla osób poruszających się pieszo wzdłuż ulicy Częstochowskiej.

Choć w czasie robót kierowcy muszą liczyć się z utrudnieniami, efekt końcowy ma uporządkować ruch pieszy i poprawić dostępność tego fragmentu Parzymiech. Szczególnie istotne będzie wyznaczenie przejścia dla pieszych przez drogę krajową wraz z jego oświetleniem, co powinno zwiększyć bezpieczeństwo osób korzystających z tej części miejscowości.

CZYTAJ DALEJ

Kłobuck

Ponad półtora promila, betonowy słup i śmierć pasażerki. Sąd utrzymał wyrok w głośnej sprawie z Kłobucka

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Kingmaker

Sąd Okręgowy w Częstochowie utrzymał w mocy wyrok wobec Olafa K., oskarżonego o spowodowanie śmiertelnego wypadku drogowego w stanie nietrzeźwości. Do tragedii doszło dwa lata temu w Kłobucku. W wyniku zdarzenia zginęła 18-letnia dziewczyna.

Sprawa dotyczy wypadku, który wydarzył się 16 czerwca 2024 roku na drodze wojewódzkiej nr 492 w Kłobucku. Z ustaleń śledztwa wynika, że 19-letni wówczas Olaf K. kierował samochodem marki mercedes. Na ulicy Staszica, na łuku drogi, stracił panowanie nad pojazdem i uderzył prawym bokiem auta w betonowy słup.

Skutki wypadku były tragiczne. 18-letnia pasażerka poniosła śmierć na miejscu. Badania wykazały, że kierowca znajdował się w stanie nietrzeźwości. Miał 1,55 promila alkoholu we krwi. Śledczy ustalili również, że znacząco przekroczył dopuszczalną prędkość. W miejscu, gdzie obowiązywało ograniczenie do 50 km/h, miał poruszać się z prędkością nie mniejszą niż 104 km/h.

Prokuratura Rejonowa w Częstochowie skierowała akt oskarżenia przeciwko Olafowi K. w listopadzie 2024 roku. Zarzucono mu spowodowanie w stanie nietrzeźwości śmiertelnego wypadku drogowego wskutek naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym, w tym niedostosowania prędkości do warunków. Usłyszał również zarzut prowadzenia pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwości.

– Przesłuchany przez prokuratora Olaf K. nie przyznał się do przedstawionych mu zarzutów popełnienia przestępstw i odmówił złożenia wyjaśnień. W przeszłości mężczyzna nie był karany – informuje prokurator Tomasz Ozimek, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Częstochowie.

13 stycznia Sąd Rejonowy w Częstochowie skazał oskarżonego na karę łączną 8 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności. Orzekł również wobec niego dożywotni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych oraz świadczenie pieniężne w wysokości 5 tys. zł na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej. W wyroku zasądzono także zadośćuczynienie i nawiązkę na rzecz najbliższych pokrzywdzonej w kwotach 40 tys. zł i 15 tys. zł.

Z wyrokiem nie zgodziła się prokuratura. W apelacji prokurator wniósł o wymierzenie oskarżonemu surowszej kary, wskazując, że orzeczona kara jest rażąco łagodna. Domagał się skazania Olafa K. na karę łączną 11 lat pozbawienia wolności.

27 maja Sąd Okręgowy w Częstochowie utrzymał jednak w mocy zaskarżony wyrok. Oznacza to, że wobec oskarżonego pozostaje kara 8 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności, dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów oraz pozostałe rozstrzygnięcia finansowe.

CZYTAJ DALEJ

Kłobuck

Strażacka w Łobodnie do przebudowy. Gmina zdobyła połowę pieniędzy na tę inwestycję z budżetu państwa

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Urząd Miejski w Kłobucku

Kłobucki magistrat otrzymał dofinansowanie na przebudowę ulicy Strażackiej w Łobodnie. Inwestycja ma poprawić bezpieczeństwo pieszych, komfort kierowców oraz stan lokalnej infrastruktury drogowej.

Umowę w tej sprawie podpisano 29 maja w siedzibie Starostwa Powiatowego w Kłobucku. Dokument dotyczący wsparcia dla zadania dotyczącego przebudowy odcinka drogi gminnej w ciągu ulicy Strażackiej podpisali burmistrz Kłobucka Jerzy Zakrzewski oraz wicewojewoda śląski Adam Zaczkowski. Środki pochodzą z Rządowego Funduszu Rozwoju Dróg.

Planowane zadanie obejmuje przebudowę odcinka o długości około 705 metrów. W ramach inwestycji wykonany zostanie między innymi jednostronny chodnik, pobocze oraz kanalizacja deszczowa.

– To elementy szczególnie ważne z punktu widzenia codziennego bezpieczeństwa mieszkańców, ponieważ pozwolą uporządkować ruch pieszy, poprawić odwodnienie drogi i zwiększyć komfort korzystania z tego odcinka – mówi burmistrz Jerzy Zakrzewski.

Szacunkowy koszt robót budowlanych wynosi 3,55 mln zł. Przyznane dofinansowanie to 1,77 mln zł, co stanowi połowę wartości inwestycji. Dzięki pozyskanemu wsparciu samorząd będzie mógł zrealizować zadanie przy znaczącym udziale środków zewnętrznych, ograniczając obciążenie własnego budżetu.

– Przebudowa wystartuje w październiku i potrwa do września przyszłego roku. Po zakończeniu prac ulica Strażacka ma stać się bezpieczniejsza i bardziej funkcjonalna, zarówno dla mieszkańców Łobodna, jak i wszystkich użytkowników korzystających z tej drogi – dodaje burmistrz Zakrzewski.

CZYTAJ DALEJ

Wręczyca Wielka

Zdrowie wyszło przed urząd. Mieszkańcy mogli skorzystać z badań bez kolejek i skierowań

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Urząd Gminy Wręczyca Wielka

We Wręczycy Wielkiej odbyła się druga edycja Dnia Zdrowia. Wydarzenie zorganizowano w Dniu Matki, na parkingu przed urzędem gminy. – Inicjatywa wójt Anny Sygudy połączyła profilaktykę, edukację zdrowotną i praktyczne wsparcie dla mieszkańców – poinformowali przedstawiciele lokalnej administracji.

Dzień Zdrowia był okazją do skorzystania z bezpłatnych badań i konsultacji. Mieszkańcy mogli sprawdzić podstawowe parametry zdrowotne, porozmawiać ze specjalistami oraz uzyskać informacje dotyczące dostępnych programów profilaktycznych.

Wśród form wsparcia znalazły się konsultacje dietetyczne. Uczestnicy mogli również wykonać pomiar poziomu cukru, saturacji oraz ciśnienia oraz badania słuchu.

Ważnym elementem wydarzenia była profilaktyka nowotworowa. W ramach programu „Śląskie dla Kobiety”, przy udziale Fundacji OnkoCafe oraz Stowarzyszenia Kobiety w Centrum, mieszkańcy mogli uzyskać informacje dotyczące profilaktyki raka piersi. To szczególnie istotne, ponieważ regularne badania i szybka reakcja na niepokojące objawy mają kluczowe znaczenie dla skuteczności leczenia.

Na miejscu obecni byli także przedstawiciele Narodowego Funduszu Zdrowia, którzy udzielali informacji o programach profilaktycznych oraz możliwości wyrobienia Europejskiej Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego.

– Dzięki temu wydarzenie miało nie tylko charakter diagnostyczny, ale również informacyjny i edukacyjny – podkreślają urzędnicy z Wręczycy Wielkiej. – Dzień Zdrowia wsparło również KGWiG Wręczynki Plus z Wręczycy Małej. Koło przygotowało naturalne soki oraz produkty ziołowe, promując zdrowy styl życia – dodają.

CZYTAJ DALEJ

Kłobuck

Jerzy Zakrzewski: Kłobuck jest dziś w budowie. To bywa uciążliwe, ale bez tego nie będzie nowoczesnego miasta

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Urząd Miejski w Kłobucku

Kłobuck w ostatnich miesiącach przypomina miejsce, w którym jednocześnie otwarto zbyt wiele frontów robót. Rozkopane centrum, przebudowy dróg wojewódzkich, objazdy, utrudnienia dla mieszkańców i przedsiębiorców, a obok tego inwestycje, na które część lokalnej społeczności czekała od lat. Burmistrz Jerzy Zakrzewski przekonuje, że ten trudny moment trzeba przetrwać, bo stawką jest zupełnie inny standard funkcjonowania miasta i sołectw. W rozmowie mówi między innymi o kanalizacji w Zakrzewie, drogach w Kamyku i Łobodnie, przebudowie MOK-u, remoncie przedszkola, budowie żłobka, staraniach o obwodnicę oraz o tym, dlaczego Kłobuck nie mógł aplikować o część pieniędzy na kanalizację, które trafiły do innych gmin.

Panie burmistrzu, patrząc dziś na Kłobuck, trudno uciec od wrażenia, że miasto i gmina weszły w czas wyjątkowo intensywnych robót. Od czego trzeba zacząć, żeby dobrze opisać ten moment?

Rzeczywiście, trochę nam się inwestycje zbiegły w jednym czasie, zarówno nasze, jak i te wojewódzkie. Z jednej strony powoduje to utrudnienia, z drugiej – pokazuje skalę zadań, które są dziś realizowane albo przygotowywane. Z samorządowych spraw zacząłbym od kanalizacji w Zakrzewie, bo to jedno z największych i najważniejszych przedsięwzięć. Mamy rozpoczęty pierwszy etap i chcielibyśmy go zakończyć w październiku. Bardzo ważne jest to, że otrzymaliśmy dofinansowanie nie tylko na obecnie realizowany zakres, ale na dwa etapy. To daje nam możliwość kontynuowania inwestycji po zakończeniu pierwszej części. Szacowana wartość zadania to około 19 mln zł, a dofinansowanie przekracza 10 mln zł. Środki pochodzą z programu FEnIKS, pozyskaliśmy je z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. To dla nas dobra wiadomość, bo przy pierwszym etapie podjęliśmy pewne ryzyko, a dziś wiemy już oficjalnie, że pieniądze na to zadanie będą.

Skoro kanalizacja w Zakrzewie jest pierwszym tak dużym tematem, to czy można powiedzieć, że właśnie tam koncentruje się dziś najistotniejszy wysiłek inwestycyjny gminy?

To jedno z najważniejszych zadań, ale nie jedyne. Kanalizacja Zakrzewa jest istotna sama w sobie, bo dotyczy jakości życia mieszkańców, ale wiąże się też z szerszym myśleniem o tym rejonie. Mamy przecież przygotowaną rewitalizację Zalewu Zakrzew. Czekamy na zatwierdzenie środków, a samo zadanie ma być rozpisane na dwa lata. Te sprawy się ze sobą łączą. Jeżeli chcemy mówić o uporządkowaniu, rozwoju i atrakcyjności tego miejsca, to infrastruktura wodno-kanalizacyjna jest podstawą. Bez niej trudno planować kolejne działania. Dlatego Zakrzew jest dziś tak ważny – nie tylko jako inwestycja techniczna, ale jako element większej układanki.

Z tej większej układanki mieszkańcy najczęściej widzą jednak drogi. Które lokalne inwestycje drogowe są teraz najbliżej realizacji?

Jesteśmy po przetargach. W najbliższych dniach będziemy podpisywać umowy. Chodzi między innymi o ulice na osiedlu Smugi II – Wyspiańskiego i Kasprowicza. To zadania przygotowane i od lat wyczekiwane przez mieszkańców. Mamy też remonty i przebudowy kilku ulic w Kamyku oraz Łobodnie. Część tych zadań była wpisana w budżecie, a część została do niego wprowadzona później. Wynikało to z przesunięcia realizacji ulicy Strażackiej w Łobodnie, gdzie najpierw konieczna okazała się wymiana wodociągu. Dzięki temu mogliśmy uruchomić środki na inne zadania i zrealizować kilka inwestycji ważnych dla mieszkańców. Podobnie jest z ulicą Czarnieckiego w Kłobucku, gdzie szlak jest w realizacji, a także konieczna jest wymiana wodociągu.

Czyli opóźnienie jednej inwestycji nie zatrzymało całego programu drogowego, tylko pozwoliło przesunąć pieniądze tam, gdzie można było działać szybciej?

Dokładnie tak. Nie chodzi o to, żeby środki leżały i czekały, jeśli pojawia się przeszkoda techniczna czy organizacyjna przy jednym zadaniu. Jeżeli mamy przygotowane inne inwestycje, które można uruchomić, to staramy się z tego korzystać. W przypadku ulicy Strażackiej problemem była konieczność wcześniejszej wymiany wodociągu, więc logiczne było przesunięcie części środków na inne, gotowe zadania. Dzięki temu mieszkańcy osiedla Smugi II, Kamyka czy Łobodna zobaczą konkretne efekty. W samorządzie bardzo często trzeba reagować na to, co pojawia się w trakcie przygotowań. Ważne, żeby nie tracić czasu i nie blokować pieniędzy, jeśli można je wykorzystać na inne potrzebne prace.

Wśród zapowiadanych zadań jest też Miejski Ośrodek Kultury w Kłobucku. Dlaczego ten remont jest tak istotny?

Bo to inwestycja, która dotyczy właściwie wszystkich mieszkańców. MOK powinien być miejscem nowoczesnym, funkcjonalnym i odpowiadającym standardom, których oczekuje się dziś od instytucji kultury. Pierwszy etap udało się już wykonać – zmodernizowaliśmy widownię i zakupiliśmy krzesła. Teraz przed nami zasadnicza część przebudowy. Chodzi o ściany, sufity, scenę, zaplecze, garderoby, foyer, toalety, czyli cały zakres, który przesądzi o komforcie użytkowania obiektu. Lada moment będziemy rozpisywać przetarg na pełną realizację. Zakładam, że po podpisaniu umowy w ciągu około pół roku MOK będzie mógł zostać uruchomiony w zupełnie innej jakości.

Drogi, kanalizacja, kultura – do tego dochodzą jeszcze szkoły, przedszkola i opieka nad najmłodszymi. Co w tym obszarze jest dziś najważniejsze?

Złożyliśmy wniosek do ministerstwa o budowę boiska przy szkole w Białej. To ma być większy kompleks sportowy, o wartości blisko 2 mln zł. Liczymy tutaj na dofinansowanie. Obecnie trwa ponadto przetarg na przebudowę Orlika przy ulicy Sportowej w Kłobucku. Poza tym realizujemy bieżące zadania, takie jak doświetlenia, które może nie zawsze są spektakularne, ale dla mieszkańców mają duże znaczenie. Kończymy też budowę żłobka. Jesteśmy już właściwie na etapie prac odbiorowych. Bardzo ważna jest również termomodernizacja Przedszkola nr 4 w Kłobucku. Podpisaliśmy umowę na realizację tego zadania, a tempo musi być szybkie, bo dzieci zostały czasowo przeniesione do innych placówek. Chcemy, aby od września, przy nowym naborze i powrocie obecnych przedszkolaków, mogły korzystać już z odnowionego, nowoczesnego budynku.

Trwa przebudowa DW491, DW492. W takiej skali inwestowania naturalnie pojawia się pytanie o codzienne funkcjonowanie miasta. Jak bardzo te roboty komplikują życie mieszkańcom?

Komplikują, tego nie da się ukryć. Nie da się jednocześnie prowadzić dużych robót i zapewnić pełnego komfortu. Przebudowa DW492 i DW491, przebudowa skrzyżowania na drodze krajowej w Lgocie, budowa nowych rond w poszczególnych miejscowościach to zadania, o które zabiegaliśmy przez wiele lat. W przypadku DW491, z mojej perspektywy samorządowej, mówię nawet o ćwierć wieku starań. Te skrzyżowania, między innymi w Łobodnie, Kamyku czy Białej, były miejscami newralgicznymi, niebezpiecznymi, z kiepską widocznością, z wieloma kolizjami i wypadkami. Dzisiaj mamy finał wieloletnich zabiegów, więc cieszymy się z realizacji, ale oczywiście mieszkańcy odczuwają utrudnienia. Droga wojewódzka 491 jest już na tyle przejezdna, że sytuacja nie jest tak trudna jak wcześniej, ale problem przeniósł się na drogi dojazdowe i objazdowe. Właśnie drogi objazdowe najbardziej odczuwają skutki wszystkich prac.

Czy gmina będzie zabiegać o ich naprawę po zakończeniu inwestycji wojewódzkich?

Tak, bo one bardzo cierpią. Te drogi nie były projektowane na taką liczbę samochodów i takie obciążenia. Przekraczane są parametry tonażowe, ruch jest znacznie większy niż normalnie, a to wpływa i na nawierzchnię, i na bezpieczeństwo mieszkańców. Nie chcę wymieniać wszystkich tych dróg, bo jest ich sporo, ale problem jest realny. Będzie to przedmiotem naszych rozmów z urzędem marszałkowskim i Zarządem Dróg Wojewódzkich w Katowicach. Chcemy, aby drogi dojazdowe, które zostały rozjeżdżone podczas objazdów, zostały doprowadzone do właściwego stanu. Z jednej strony dobrze, że tyle się dzieje, z drugiej – trzeba pamiętać o kosztach, jakie ponoszą mieszkańcy miejsc, przez które ten zwiększony ruch przechodzi.

A co z budową centrum przesiadkowego w Kłobucku? Na jakim etapie jest ta inwestycja?

Centrum przesiadkowe jest inwestycją, która była przygotowywana wcześniej i została rozpisana w formule „zaprojektuj i wybuduj”. To oznacza, że realizujemy zadanie zgodnie z przyjętym wcześniej harmonogramem, a obecnie jesteśmy już na takim etapie, że lada moment powinny rozpocząć się prace. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że to czasowo, dodatkowo, skomplikuje sytuację parkingową w centrum miasta. Te wszystkie inwestycje rzeczywiście nałożyły się na siebie w jednym czasie, ale wynika to z wcześniejszych planów i procedur, których nie da się dowolnie przesuwać. Z jednej strony powoduje to pewne utrudnienia, z drugiej jednak cieszymy się, że tak duże zadania wreszcie wchodzą w etap realizacji. Trzeba jasno powiedzieć, że każda większa budowa oznacza przejściowe niedogodności. W tym przypadku również będzie trzeba się z nimi liczyć, ale docelowo centrum przesiadkowe ma uporządkować komunikację, poprawić dostępność tej części miasta i stworzyć mieszkańcom lepsze warunki do korzystania z transportu publicznego.

Utrudniony dojazd, mniejsza liczba miejsc parkingowych i trudniejszy dostęp do sklepów czy punktów usługowych, to fakt. Mieszkańcy zacisną zęby i wytrzymają. A co z przedsiębiorcami?

Rzeczywiście, szczególnie ci działający wzdłuż ulic 11 Listopada i 3 Maja ponoszą realne koszty przebudowy DW492. Brak klienta, brak miejsc parkingowych, utrudniony dojazd – to wszystko wpływa na prowadzenie działalności. Klient chce mieć komfort, a wjazd w strefę budowy po zakupy czy usługę takim komfortem nie jest. Do urzędu spływają już wnioski o ulgi czy obniżenie kosztów. Pochylamy się nad nimi i rozumiemy tę sytuację. Będziemy robić wszystko, żeby przedsiębiorców w tym czasie odciążyć. Jednocześnie jesteśmy w stałym kontakcie z wykonawcą, aby minimalizować straty i przyspieszać przebudowę tam, gdzie jest to możliwe. Jeśli chcemy porządkować komunikację, wzmacniać centrum i tworzyć wygodniejsze rozwiązania dla mieszkańców, to musimy przez ten etap przejść. Kłobuck jest dziś w budowie i tych kumulacji nie dało się całkowicie uniknąć.

Czy miasto szuka w tym czasie rozwiązań zastępczych, które choć trochę odciążą centrum?

Tak, i dobrym przykładem jest ulica Cielebana. Dzięki współpracy z wykonawcą udało się ją zrealizować w czasie przebudowy drogi wojewódzkiej. Ta ulica stała się dziś swoistą tymczasową obwodnicą miasta. Wcześniej była w złym stanie, dlatego wiele osób z niej nie korzystało. Po remoncie zaczęła odciążać centrum i usprawniać komunikację. Budujemy też nowe miejsca parkingowe za budynkiem przy ulicy 11 Listopada 8. To kilkanaście miejsc, które poprawią sytuację parkingową. Ważne są również wcześniejsze inwestycje realizowane wspólnie z powiatem, jak ulica Wojska Polskiego czy Zamkowa. One dają dodatkowe możliwości ominięcia centrum, szczególnie w czasie remontów.

Skoro mówimy o tymczasowych sposobach omijania miasta, przejdźmy do rozwiązania docelowego. Co dziś realnie dzieje się w sprawie obwodnicy Kłobucka?

Obwodnica wraca jak mantra przy każdych wyborach, ale wybory mają swoją logikę, a życie toczy się dalej. My jako gmina wspieramy ten temat pismami, rozmowami i spotkaniami. Byliśmy między innymi w Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, gdzie rozmawialiśmy z dyrektorem generalnym i szerszą delegacją. Rozmawialiśmy nie tylko o obwodnicy, ale również o rondzie na skrzyżowaniu ulic Jasnej i Sienkiewicza. To skrzyżowanie staje się coraz bardziej newralgiczne, bo rejon ulicy Wieluńskiej bardzo mocno się rozwinął. Powstało tam wiele obiektów handlowych i usługowych, co zwiększyło natężenie ruchu. Od ponad dwóch lat staramy się o porozumienie w tej sprawie. Jeśli chodzi o samą obwodnicę, jesteśmy realistami. Chcemy, aby trafiła do głównej puli zadań. Dziś jest na liście rezerwowej. Są dwie możliwości – albo powstanie nowa lista, albo ministerstwo zweryfikuje obecną i przesunie niektóre inwestycje. Dla nas najważniejsze jest to, żeby Kłobuck znalazł się wśród zadań przewidzianych do realizacji, bo wtedy GDDKiA będzie mogła zlecić dokumentację koncepcyjno-projektową.

Czy samo wpisanie obwodnicy na listę rozwiązuje problem, czy to dopiero początek długiej drogi?

To dopiero początek. Trzeba uczciwie powiedzieć, że projektowanie obwodnicy to kilka lat, a późniejsza realizacja to kolejne lata i bardzo duże nakłady finansowe. Jednak bez pierwszej decyzji nie ruszymy z miejsca. Dopóki nie będzie konkretu w postaci prac planistycznych, koncepcji i decyzji środowiskowej, będziemy tylko mówić o obwodnicy, apelować i spotykać się. Dla nas koncepcja jest ważna również z punktu widzenia planowania przestrzennego. Pracujemy nad dokumentami urbanistycznymi, w tym nad planem ogólnym. Musimy wiedzieć, którędy potencjalnie miałaby przebiegać obwodnica, żeby nie dopuścić do zabudowy terenów, które później trzeba byłoby wykupywać albo wywłaszczać. To pozwala uniknąć kosztów i chaosu w przyszłości.

W rozmowach o obwodnicy pojawia się też kwestia jej przebiegu. Czy obecna koncepcja nie grozi tym, że odkorkuje Kłobuck, ale przeniesie korki do sąsiednich miejscowości?

Właśnie o tym rozmawialiśmy w Warszawie. Obwodnica nie może kończyć się w miejscu, które rozwiąże problem tylko częściowo. Jeżeli ruch z centrum miasta i ruch z obwodnicy spotkałyby się w jednym punkcie, a później przechodziły przez Libidzę, Gruszewnię i Lgotę to moglibyśmy zakorkować kolejne miejscowości. Dlatego trzeba podejść do tego racjonalnie. Obwodnica ma mieć sens komunikacyjny, a nie tylko symboliczny. Ma realnie wyprowadzać ruch i poprawiać sytuację, a nie przesuwać problem kilka kilometrów dalej.

Jakimi argumentami Kłobuck może dziś przekonywać ministerstwo i drogowców, że ta inwestycja powinna być potraktowana priorytetowo?

Najważniejszy argument to natężenie ruchu. Z badań, które wykonywaliśmy przy okazji ekspertyzy dla skrzyżowania Jasnej i Sienkiewicza, wynika, że ruch w porównaniu z wcześniejszymi badaniami wzrósł o około 100 proc. Już wcześniej obwodnica Kłobucka była uznawana za inwestycję efektywną i uzasadnioną. Dziś te argumenty są jeszcze mocniejsze. Nowe badania mają się zakończyć w ciągu kilku miesięcy. Mam nadzieję, że będą dodatkowym argumentem dla Ministerstwa Infrastruktury i GDDKiA. Dla nas nie ma znaczenia, czy stanie się to przez nową listę stu obwodnic, czy przez dopisanie Kłobucka do obecnej. Ważne, żeby inwestycja znalazła się w głównej puli.

Przejdźmy do pieniędzy unijnych. Jest pan członkiem zarządu Stowarzyszenia Gmin i Powiatów Subregionu Północnego. Po ostatnich zmianach personalnych pojawiły się pytania o stabilność tej organizacji. Czy środki dla samorządów są bezpieczne?

Nie widzę zagrożenia. Mieliśmy ostatnio posiedzenie zarządu i walne zgromadzenie. Zmienił się przedstawiciel Częstochowy, ponieważ wcześniejszy wiceprezydent zrezygnował. To właściwie jedyna zmiana. Funkcję pełniącego obowiązki przewodniczącego objął starosta częstochowski, doświadczony samorządowiec, z którym współpracujemy od lat. Myślę, że spokojnie poradzi sobie z tymi obowiązkami. Z naszej perspektywy funkcjonowanie stowarzyszenia i kwestie środków unijnych nie są zagrożone. 

Subregion był wcześniej chwalony za sprawne wydatkowanie funduszy. Czy dziś większym problemem są zmiany personalne, czy raczej ograniczenia w samych programach?

Zdecydowanie większym wyzwaniem są ograniczenia programowe i przesunięcia środków. W poprzedniej perspektywie byliśmy rekordzistami w wydatkowaniu pieniędzy unijnych, więc efekty pracy stowarzyszenia są widoczne. Chcemy dalej pozyskiwać nowe środki, także dodatkowe, jeśli tylko będą dostępne. Martwi nas natomiast przesunięcie ponad 100 mln zł na obronność kosztem innych działań. Mamy otrzymać rekompensatę, ale zależy nam na tym, żeby zadania zaplanowane na początku programowania zostały utrzymane. Samorządy muszą mieć pewność, że mogą planować inwestycje w dłuższej perspektywie.

W ostatnich rozstrzygnięciach wiele samorządów dostało pieniądze na kanalizację. Kłobuck takich środków z tej puli nie otrzymał. Mieszkańcy mogą pytać dlaczego inni dostają, a my nie?

I to jest pytanie, na które trzeba jasno odpowiedzieć. Nie chodzi o to, że Kłobuck się nie stara albo nie składa wniosków. Problem polega na zasadach programów. Jako gmina miejsko-wiejska, w aglomeracji powyżej 15 tys. RLM (równoważna liczba mieszkańców – przy. red.), jesteśmy wyłączeni z możliwości aplikowania o kanalizację w tych funduszach, którymi dysponuje subregion północny. Dlatego korzystamy z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz programu FEnIKS. Poziom dofinansowania jest tam jednak inny niż w przypadku środków regionalnych. Pisaliśmy pisma i stanowiska, także wspólnie z władzami Myszkowa, które są w podobnej sytuacji, aby takie samorządy zostały uwzględnione w osobnej puli. Mieszkańcy nie muszą znać wszystkich szczegółów programowych, ale powinni wiedzieć, że to nie jest kwestia bierności gminy.

Czy w takim razie gmina próbuje szukać pieniędzy wszędzie tam, gdzie nie blokują jej kryteria?

Tak. Aplikujemy do wszystkich programów, w których spełniamy kryteria. To może być Rządowy Fundusz Rozwoju Dróg, Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach, mniejsze konkursy, programy sołeckie czy inicjatywy takie jak „Piękna Wieś”. Nawet mniejsze środki są ważne, bo odciążają budżet gminy. Jeżeli zadanie i tak musimy wykonać, każda złotówka zewnętrzna ma znaczenie. Pozwala nie obciążać tak mocno własnego budżetu i realizować więcej potrzeb. Dlatego staramy się korzystać z każdego dostępnego źródła finansowania.

Na koniec zapytam o sprawę mniej inwestycyjną, ale obecną w lokalnej debacie, o tzw. polityczną kuchnię. W przestrzeni publicznej pojawiają się krytyczne wpisy pod pana adresem, między innymi ze strony Marcina Sygudy. Jak pan do tego podchodzi?

To dla mnie osobiście przykra sprawa, bo z Marcinem znamy się od wielu lat. Gdybym chciał odnosić się do wszystkich nieprawdziwych informacji, które pojawiają się co tydzień, musiałbym zajmować się tylko tym. Jako osoba publiczna muszę trzymać pewien poziom. Prywatnej osobie wolno więcej, burmistrzowi zdecydowanie mniej – i mieszkańcy słusznie tego ode mnie oczekują. Nie zgadzam się z narracją, że „ktoś” mnie stworzył jako burmistrza. To nie ja zabiegałem o start, tylko byłem do tego namawiany. Nie podważam tego, że na początku miałem wsparcie wielu środowisk, ale wybory wygrałem dlatego, że byłem dobrym kandydatem, a moja droga zawodowa i społeczna oraz przedstawiony plan i pomysł na samorząd się obroniły. Nie znaleziono mnie pod mostem, nie ubrano w garnitur i nie zrobiono ze mnie burmistrza. Najbardziej boli mnie jednak sięganie po prywatne rozmowy i sprawy sprzed wielu lat. Jeżeli ktoś był blisko, był traktowany jak przyjaciel, uczestniczył w ważnych wydarzeniach rodzinnych, a później tka narrację na dawno już wyjaśnionych prywatnych wątkach, to przekracza wszelkie granice. Chcę podkreślić, że mam bardzo dobre relacje z bratem i nikt, i nic, nie jest w stanie na nie wpłynąć.

Czy zamierza pan szerzej odpowiedzieć na zarzuty, bo oprócz spraw prywatnych, we wpisach pojawiają się kwestie studiów czy finansowania kampanii wyborczej?

Powiem jasno – krytykując kogoś, nie można kłamać. Odnosząc się do tych zarzutów – to są kłamstwa, ubrane w tabloidową formę. Nigdy nie studiowałem w Collegium Humanum, nie miałem także żadnego dofinansowania z urzędu pracy na studia, a Komisarz Wyborczy nie miał zastrzeżeń do złożonego przez mój komitet wyborczy sprawozdania finansowego. Jak zapowiedziałem w swoim niedawnym oświadczeniu, będę bronił swojego dobrego imienia na drodze prawnej i sądowej. To przykre. Ja za swoje błędy odpowiadam sam. Nie przerzucam odpowiedzialności na innych i nie obarczam całego świata winą za to, że się coś nie udało. W sprawach dotyczących sprzedaży gazety, właściciele podejmowali suwerenne decyzje. To nie ja tworzyłem akty notarialne, umowy, nie byłem doradcą prawnym ani stroną tych transakcji.

Czy ta sytuacja coś zmienia w pana sposobie patrzenia na lokalną politykę?

Jestem samorządowcem wiele lat, niewiele rzeczy jest mnie w stanie zaskoczyć. Także trudne boje polityczne. Można mnie krytykować, można ze mną polemizować, ale dobrze byłoby robić to na faktach, a nie na prywatnych urazach czy historiach sprzed dwudziestu lat. Mieszkańcy mają prawo do poważnej rozmowy o gminie – o drogach, kanalizacji, szkołach, kulturze, bezpieczeństwie, pieniądzach i rozwoju. I na tym chcę się przede wszystkim koncentrować.

Dziękuję za rozmowę. 

CZYTAJ DALEJ

Kłobuck

Kupcy alarmują, radni apelują. Samorządowcy sprzeciwiają się uciążliwym przepisom SENT: To jest idiotyzm

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Archiwum

Ostatnia sesja Rady Miejskiej w Kłobucku przyniosła kilka tematów, które wyraźnie pokazały, gdzie dziś samorząd musi mierzyć się z rosnącymi kosztami, problemami organizacyjnymi i skutkami zewnętrznych regulacji. Najwięcej miejsca zajęły sprawy finansowe, w tym dopłata do systemu gospodarowania odpadami komunalnymi oraz zmiany w budżecie związane między innymi z ustaleniami Najwyższej Izby Kontroli. Radni zajęli się również ekwiwalentami dla druhów OSP, planem nadzoru nad żłobkami, dzierżawą ogródków przy ulicy Spokojnej, apelem w obronie kupców oraz oceną zasobów pomocy społecznej.

Jednym z najważniejszych punktów w bloku uchwał była ta pozwalająca pokryć część kosztów gospodarowania odpadami z dochodów własnych gminy. Z wyjaśnień skarbnik Katarzyny Trzepizur wynikało, że problem dotyczy przede wszystkim odbioru odpadów z punktu selektywnego zbierania odpadów komunalnych. Ilość odpadów okazała się większa niż zakładano przy planowaniu systemu, dlatego konieczne jest zwiększenie środków i podpisanie aneksu do obowiązującej umowy.

– Chodzi o kwotę niecałych 504 tys. zł, która znajdzie się w uchwale w sprawie zmian budżetu jako zwiększenie planu wydatków na ten cel – wyjaśniła skarbnik Trzepizur.

Wątpliwości części radnych dotyczyły przede wszystkim ogólnego charakteru uchwały oraz braku wskazania konkretnej kwoty już na etapie pierwotnego uzasadnienia. Radny Aleksander Tokarz podkreślał, że rada powinna dokładnie wiedzieć, jakiego rzędu pieniądze są przesuwane.

Dyskusja szybko wyszła poza bieżące 0,5 mln zł. Radny Witold Dominik przypomniał, że system śmieciowy nie domykał się już w poprzednim roku, a dopłata z budżetu była wtedy znacznie wyższa.

– Za ubiegły rok z budżetu gminy, żeby zbilansować obsługę systemu, dopłaciliśmy prawie 911 tys. zł – wskazywał.

Burmistrz Jerzy Zakrzewski przyznał, że problem wymaga szerszej rozmowy o całym systemie gospodarowania odpadami. Zaznaczył, że dopłacanie do śmieci z budżetu oznacza mniej pieniędzy na inne zadania, a wzrost ilości odpadów jest coraz bardziej widoczny. Jako przykład podał tekstylia, których odbiór spod domów spowodował znaczący wzrost masy odpadów.

– Z jednej strony dobrze jest, że utrzymujemy te stawki, ale dosypujemy z budżetu środki, które mogłyby być przeznaczone na inny cel, na drogi, na inne działania. Więc to nie jest dobre rozwiązanie, bo każdy powinien płacić za siebie – mówił burmistrz.

Uchwała została przyjęta. Przeciw nie był nikt, a jedna osoba wstrzymała się od głosu.

Kolejny ważny punkt dotyczył zmian w budżecie na 2026 rok. W uchwale znalazły się między innymi środki po rozliczeniu zadania dotyczącego przedszkola, korekty przy centrum przesiadkowym, zmiany dotyczące samochodów dla OSP, projekt modernizacji dachu sali gimnastycznej w Szkole Podstawowej w Białej oraz wspomniane już pieniądze na odbiór odpadów z PSZOK-u.

Najbardziej drażliwym fragmentem tej dyskusji były jednak środki związane z programem przeciwdziałania alkoholizmowi i kontrolą Najwyższej Izby Kontroli. Przewodnicząca komisji budżetu Ewelina Kotkowska tłumaczyła, że między innymi z tego powodu wstrzymała się od głosu podczas prac komisji.

Te 300 tys. zł, które wprowadzane jest z powrotem do budżetu, będące wynikiem protokołu NIK związanego z kontrolą funduszu alkoholowego, to mam wrażenie, że mogły być inaczej zadysponowane aniżeli na pokrycie tej dziury częściowej po kontroli NIK-u – mówiła Kotkowska.

Witold Dominik doprecyzował, że według ustaleń NIK problem miał dotyczyć znacznie większej kwoty niż 300 tys. zł ujęte w aktualnej zmianie budżetowej.

– NIK zobowiązał gminę do zwrotu tych środków na przeciwdziałanie alkoholizmowi, ponieważ uznało po kontroli dwóch lat raptem, że kwota niemal 1 mln zł została wydatkowana niezgodnie z ustawą – zaznaczył radny.

Skarbnik wyjaśniała, że 300 tys. zł zostanie wprowadzone z innych środków własnych, wygospodarowanych z oszczędności i środków z poprzedniego roku. Uchwała budżetowa została przyjęta. Przeciw nie był nikt z radnych, trzy osoby wstrzymały się od głosu.

Radni przyjęli także zmianę wieloletniej prognozy finansowej gminy na lata 2026-2037. Ten punkt nie wywołał większej dyskusji i został przyjęty jednogłośnie.

Bez kontrowersji zakończyła się natomiast sprawa ekwiwalentów dla strażaków ratowników OSP. Nowa uchwała zakłada między innymi 18 zł za udział w działaniu ratowniczym lub akcji ratowniczej, 10 zł za udział w szkoleniu lub ćwiczeniu oraz 15 zł za zabezpieczenie obszaru chronionego. Jak wyjaśniała sekretarz Sylwia Piątkowska, w stosunku do poprzedniej uchwały podniesiono tylko stawkę za udział w akcji ratowniczej.

Burmistrz podkreślał, że wielu druhów w ogóle nie pobiera ekwiwalentu, traktując działalność w OSP jako służbę społeczną.

– Strażacy to są honorowi ludzie. Oni nie będą o takich rzeczach rozmawiać. Część strażaków w ogóle nie pobiera ekwiwalentów. W ogóle nie zgłaszają tego. Działają po prostu społecznie – mówił Jerzy Zakrzewski.

Finalnie uchwała została przyjęta jednogłośnie.

Więcej prawniczych wątpliwości pojawiło się przy uchwale dotyczącej planu nadzoru nad żłobkami, klubami dziecięcymi i dziennymi opiekunami. Sekretarz Piątkowska wyjaśniała, że od stycznia gmina ma obowiązek nadzorowania standardów opieki nad dziećmi do lat trzech. Radny Witold Dominik zakwestionował jednak część zapisów, wskazując, że projekt w dużym zakresie powiela przepisy ustawowe.

– W moim przekonaniu treść projektu uchwały w znaczącej części narusza rozporządzenie w sprawie techniki prawodawczej, ponieważ w większości powiela zapisy ustawowe – argumentował radny.

Radca prawny Tomasz Głębocki przekonywał, że w tym przypadku nie można mówić o rażącym naruszeniu prawa, ponieważ uchwała ma charakter wewnętrzny, a nie jest aktem prawa miejscowego.

– Ta uchwała ma charakter ewidentnie aktu kierownictwa wewnętrznego, w związku z czym też i nie narusza praw i obowiązków obywateli czy innych podmiotów, które są poza strukturą gminy – wyjaśniał prawnik.

Uchwała została podjęta, choć dwóch radnych było przeciw.

Rada zajęła się również zgodą na wydzierżawienie niewielkich części gruntu przy ulicy Spokojnej dotychczasowym dzierżawcom. W tle sprawy wrócił jednak nierozwiązany problem ewentualnego zjazdu i dostępu do drogi publicznej dla sąsiedniej nieruchomości. Kierownik Katarzyna Jasińska zaznaczyła, że w razie potrzeby gmina będzie mogła wypowiedzieć umowy z trzymiesięcznym okresem wypowiedzenia.

– Wydzierżawiający, czyli gmina, będzie miała prawo wypowiedzenia umowy z zachowaniem trzymiesięcznego okresu wypowiedzenia – mówiła Jasińska.

Radny Dominik zapowiedział wstrzymanie się od głosu, bo jego zdaniem zasadniczy problem nadal pozostaje otwarty.

– Problem jest nierozwiązany dla mnie, także tutaj wydaje mi się, że powinniśmy jednak wrócić do rozwiązania tego problemu – stwierdził.

Uchwała została przyjęta przy tym jednym głosie wstrzymującym.

Jednomyślność panowała natomiast przy apelu do ministra finansów w sprawie systemu SENT. Chodzi o przepisy, które według lokalnych kupców mogą uderzyć szczególnie w drobnych handlowców prowadzących działalność na targowiskach. Burmistrz wskazywał, że nowe obowiązki dotyczące ważenia i zgłaszania przewozu towarów są dla nich realnym obciążeniem.

– Te przepisy dość mocno uderzają szczególnie w drobnych handlowców i tutaj szczególnie jest to podkreślane przez tych, którzy handlują na targowiskach – mówił Jerzy Zakrzewski.

Radni zgodzili się, że system może mieć sens przy dużej skali obrotu, ale nie powinien paraliżować małej przedsiębiorczości. Witold Dominik określił nowe regulacje bardzo ostro.

– Oni handlują towarem na sztuki, nie na kilogramy. To jest idiotyzm, żeby za każdym razem ważyć – mówił radny.

Apel został przyjęty jednogłośnie przez 15 radnych.

Na zakończenie przedstawiono ocenę zasobów pomocy społecznej za ubiegły rok. Dyskusja dotyczyła między innymi liczby osób korzystających ze świadczeń, mieszkań socjalnych oraz bezrobocia. Dyrektor jednostki wyjaśniała, że wzrost liczby osób objętych pomocą nie jest na tyle duży, by mówić o gwałtownym pogorszeniu sytuacji społecznej.

– Te 20 osób to nie jest jakaś taka liczba, która nam mówi, że tak bardzo nam społeczeństwo ubożeje – wskazała urzędniczka.

Dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Kłobucku i jednocześnie wiceprzewodniczący rady Marcin Wojtysek, odnosząc się do rynku pracy, przypomniał jednak, że powiat kłobucki od lat należy do obszarów o wysokiej stopie bezrobocia w województwie śląskim.

CZYTAJ DALEJ

Przystajń

Przystajń modernizuje PSZOK, ale śmieci trzeba będzie wozić tymczasowo gdzie indziej

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Gminy Przystajń

Podczas ostatniej sesji rady gminy tradycyjnym punktem obrad było sprawozdanie wójta z działań podejmowanych między sesjami. Wśród omówionych spraw znalazły się między innymi modernizacja PSZOK-u, przyszłość połączeń autobusowych, budowa centrum przesiadkowego, remonty dróg, usuwanie azbestu oraz starania o środki na magazyny ochrony ludności. Nie zabrakło też tematów problemowych, takich jak unieważniony przetarg na cyberbezpieczeństwo, wąski wjazd do centrum przesiadkowego czy brak dofinansowania z inicjatywy sołeckiej.

Jednym z najważniejszych tematów poruszonych przez wójta Henryka Macha była modernizacja punktu selektywnej zbiórki odpadów komunalnych. Jak przekazał włodarz, przetarg na to zadanie ogłoszono pod koniec lutego, a najkorzystniejszą ofertę złożyła jedna z firm z Przystajni. Wartość zadania wynosi bez mała 900 tys. zł. Umowę podpisano w końcówce marca, a obecnie gmina przygotowuje czasową organizację odbioru odpadów, tak aby mieszkańcy mogli nadal korzystać z PSZOK-u mimo prac modernizacyjnych.

Tymczasowy punkt ma zostać uruchomiony w pobliżu obecnej lokalizacji, na prywatnej działce wydzierżawionej przez gminę. Wójt zapewniał, że rozwiązanie wybrano tak, aby było możliwie najmniej uciążliwe dla mieszkańców.

– Wszystkie odpady będą przebywać w kontenerach, żeby zachować warunki środowiskowe, żeby te odpady nie były magazynowane na nieutwardzonym terenie. Firma ma czas do września. Zakładamy, że w lipcu powinna się ta inwestycja zakończyć – wskazywał wójt.

Kolejny ważny wątek dotyczył cyberbezpieczeństwa. Pierwsze postępowanie na zakup sprzętu i oprogramowania w ramach projektu „Cyberbezpieczny Samorząd” zostało unieważnione, ponieważ wszystkie oferty podlegały odrzuceniu. Drugi przetarg ogłoszono w kwietniu. Tym razem wpłynęła jedna oferta konsorcjum z Poznania, opiewająca na 449 tys. zł. Jak wynikało ze sprawozdania, po uzupełnieniu dokumentów możliwe było wybranie wykonawcy.

W części drogowej Mach poinformował o zapytaniu ofertowym dotyczącym remontów cząstkowych dróg o nawierzchniach tłuczniowych i kamiennych. Najkorzystniejszą ofertę złożyła kolejna lokalna firma z Przystajni. Zakres prac ma być elastyczny i dostosowywany do bieżących potrzeb.

– Będzie to uzupełnienie frezem, kamieniem, wszystkie takie uzupełnienia, które są konieczne na drogach gminy. Tego zakresu nie przedstawiam, bo on jest dynamiczny – mówił włodarz.

Samorząd otrzymał także dofinansowanie z budżetu województwa śląskiego na modernizację drogi dojazdowej do gruntów rolnych w relacji Górki-Wrzosy. Wsparcie wynosi 825 tys. zł, a odcinek ma około 1,5 kilometra. Wójt przypominał, że wybór tej drogi był wcześniej przedmiotem rozmów z radnymi.

Wśród zadań środowiskowych pojawił się program usuwania azbestu. Gmina połączyła w jednym postępowaniu odbiór wyrobów zawierających azbest z nieruchomości mieszkańców oraz gospodarstw rolnych. Zadanie obejmuje ponad 100 ton odpadów, a jego wartość wynosi 92,5 tys. zł.

– Przypomnę, że to już chyba jest siódma edycja naszego programu. Niezmiennie składamy wnioski do Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach w celu uzyskania dofinansowania i tym razem też je otrzymaliśmy – podkreślał wójt.

Jednym z najbardziej istotnych społecznie tematów była komunikacja publiczna. Henryk Mach odniósł się do pytań i niejasności związanych z przyszłymi połączeniami, zwłaszcza z Częstochową. Jak tłumaczył, gmina ma obecnie własne trasy wewnętrzne oraz obowiązujące dofinansowanie, które ma być realizowane do końca roku. Równocześnie prowadzone są rozmowy dotyczące ewentualnego przystąpienia do Komunikacji Jurajskiej w zakresie połączeń do Częstochowy.

Samorządowiec zapowiedział przygotowanie uchwały intencyjnej, która mogłaby otworzyć drogę do przystąpienia gminy do systemu od 1 stycznia. Jednocześnie zastrzegł, że osobną sprawą będą negocjacje dotyczące kosztów, warunków i ewentualnych kursów w dni wolne.

– Optuję za tym, żebyśmy taką uchwałę przygotowali i będę państwa namawiał, żeby taką uchwałę intencyjną podjąć, że przystąpimy od 1 stycznia – stwierdził.

Uspokajał jednocześnie, że nie chodzi o rezygnację z obecnych połączeń, lecz o uzupełnienie systemu tam, gdzie mieszkańcy mają realne potrzeby. Wskazał między innymi na utrzymanie połączeń do Kłobucka i Olesna.

– Tu nie ma żadnego zagrożenia dla gminy Przystajń, jeśli chodzi o wykluczenie komunikacyjne, a głównie mówimy o połączeniu z Częstochową – zapewniał.

W sprawozdaniu powrócił także temat centrum przesiadkowego. Prace są już prowadzone, teren został zniwelowany, zamontowano studnie chłonne, a kolejnym etapem ma być stabilizacja gruntu i budowa nawierzchni. Mach wskazywał jednak na poważne ograniczenie techniczne inwestycji, czyli szerokość wjazdu.

– Problem jest tylko ta szerokość wjazdów. Będzie taki wąski wjazd na to centrum przesiadkowe, natomiast później już jest dużo przestrzeni – mówił.

Jak wyjaśniał, gmina działa w granicach terenu, którym dysponuje. Poszerzenie wjazdu nie było możliwe bez zgody właścicieli sąsiednich działek, dlatego inwestycja realizowana jest w obecnym układzie. Wójt nie wykluczył, że w przyszłości będzie można rozważyć przebudowę tego rozwiązania, ale na obecnym etapie samorząd musi pracować w dostępnych warunkach.

Kolejnym tematem była projektowana droga wojewódzka nr 494. Włodarz zapowiedział spotkanie z projektantami i przedstawicielami Zarządu Dróg Wojewódzkich w Katowicach. W rozmowach ma pojawić się między innymi temat ewentualnej obwodnicy, choć już teraz wiadomo, że jej rozszerzenie mogłoby oznaczać dodatkowe koszty.

Najbardziej gorzki fragment sprawozdania dotyczył konkursu Inicjatywa Sołecka. Gmina Przystajń nie otrzymała dofinansowania, co wójt przyjął z wyraźnym rozczarowaniem. Jak mówił, złożone projekty spełniały kryteria i w poprzednich latach gmina zwykle otrzymywała wsparcie przynajmniej na jedno zadanie.

– Nie bardzo rozumiem. Nigdy nie byliśmy w takiej sytuacji i zwykle tam jakiś jeden projekt był, limit środków na gminę. Teraz nie otrzymaliśmy zupełnie nic – komentował.

Podobne rozczarowanie pojawiło się przy temacie magazynów ochrony ludności i obrony cywilnej. Gmina wnioskowała o środki na budowę sześciu magazynów, ale w pierwszym rozdaniu nie otrzymała dofinansowania. Samorząd złożył jednak ponowny wniosek i liczy na zmianę decyzji. W jego ocenie dla Przystajni najlepszy byłby system rozproszony, oparty na kilku mniejszych magazynach przy jednostkach, zamiast budowy jednej dużej hali za kilka milionów złotych.

– Uważam, że ten system rozproszony jest bardzo fajny, bo ten sprzęt, który my teraz gdzieś tam mamy poukrywany, moglibyśmy przekazać poszczególnym jednostkom – argumentował.

CZYTAJ DALEJ

Lipie

Jednogłośne wotum zaufania i absolutorium dla wójt Bożeny Wieloch. Radni podsumowali miniony rok w gminie

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Urząd Gminy Lipie

Podczas sesji Rady Gminy Lipie, która odbyła się 28 maja, radni przeprowadzili jedną z najważniejszych procedur w rocznym kalendarzu samorządu. Obrady poświęcono debacie nad raportem o stanie gminy za ubiegły rok, a także rozpatrzeniu sprawozdań finansowych i budżetowych. Finałem tej części sesji było jednogłośne udzielenie wójt Bożenie Wieloch zarówno wotum zaufania, jak i absolutorium.

Raport o stanie gminy jest dokumentem, który co roku pozwala spojrzeć szerzej na funkcjonowanie samorządu. Obejmuje najważniejsze obszary działalności gminy, realizowane zadania, polityki lokalne, inwestycje, sprawy społeczne oraz działania podejmowane przez urząd i jednostki organizacyjne. Podczas majowej sesji dokument został zaprezentowany radnym, a następnie stał się przedmiotem debaty.

Po zakończeniu tej części obrad rada przystąpiła do głosowania nad uchwałą w sprawie udzielenia wójt gminy wotum zaufania. Decyzja zapadła jednogłośnie, co oznaczało polityczne potwierdzenie akceptacji dla kierunku działań prowadzonych przez Bożenę Wieloch i jej współpracowników w minionym roku.

Kolejnym etapem sesji była procedura absolutoryjna. Radni zapoznali się z opiniami komisji rewizyjnej oraz Regionalnej Izby Obrachunkowej w Katowicach dotyczącymi wykonania budżetu. Następnie rada podjęła uchwałę zatwierdzającą sprawozdanie finansowe oraz sprawozdanie z wykonania budżetu za 2025 rok. Również w tym przypadku nie było głosów sprzeciwu.

Konsekwencją pozytywnej oceny przedstawionych dokumentów było głosowanie nad udzieleniem absolutorium wójt gminy Lipie. Uchwała została przyjęta jednogłośnie. Tym samym radni potwierdzili, że budżet za poprzedni rok został wykonany w sposób dający podstawę do formalnego rozliczenia wójta z realizacji planu finansowego gminy.

Po głosowaniach głos zabrała sama wójt, która podziękowała radnym za udzielone poparcie. Jak podkreśliła, jednomyślne decyzje rady mają szczególne znaczenie, ponieważ są wyrazem silnego mandatu ze strony przedstawicieli całej lokalnej społeczności. Wskazała również, że pozytywna ocena pracy samorządu nie jest zasługą jednej osoby, lecz efektem współdziałania wielu środowisk i instytucji.

CZYTAJ DALEJ

Wręczyca Wielka

Wakacyjne dyżury przedszkoli w gminie Wręczyca Wielka. Do kiedy rodzice muszą złożyć wniosek?

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Freepik

Rodzice dzieci uczęszczających do gminnych przedszkoli mogą już zaplanować opiekę nad najmłodszymi w okresie wakacyjnym. Urzędnicy z Wręczycy Wielkiej przedstawili harmonogram pracy przedszkoli dyżurnych. Placówki będą funkcjonować rotacyjnie od 1 lipca do 25 sierpnia, a wnioski o przyjęcie dziecka należy złożyć najpóźniej do 12 czerwca.

Z wakacyjnego dyżuru będą mogły skorzystać dzieci, które w bieżącym roku szkolnym uczęszczały do przedszkoli gminnych. Warunkiem jest również wykonywanie pracy zawodowej przez rodziców lub opiekunów prawnych w okresie, na który składany jest wniosek.

 

Pierwszy dyżur, od 1 do 14 lipca, pełnić będzie Przedszkole z Oddziałem Integracyjnym im. Małego Księcia we Wręczycy Wielkiej. Następnie, od 15 do 28 lipca, opiekę zapewni Przedszkole w Zespole Szkolno-Przedszkolnym im. Kornela Makuszyńskiego w Kalei.

Od 29 lipca do 11 sierpnia dyżury zaplanowano równolegle w trzech placówkach. Będą to Przedszkole im. Marii Kownackiej w Węglowicach, oddział przedszkolny w Szkole Podstawowej im. Marii Konopnickiej w Borowem oraz oddział przedszkolny w Szkole Podstawowej im. Orła Białego w Kulejach. Ostatni wakacyjny dyżur, od 12 do 25 sierpnia, pełnić będzie Przedszkole w Truskolasach.

– Zgłoszenia należy składać na drukach stosowanych przy rekrutacji. Formularze będą dostępne na stronach internetowych poszczególnych placówek. Dokumenty trzeba dostarczyć bezpośrednio do tego przedszkola lub oddziału przedszkolnego, do którego dziecko ma uczęszczać w czasie wakacji – podpowiadają urzędnicy.

Przedszkola dyżurne będą pracować wyłącznie w dni robocze. Urząd zastrzega jednak, że dyżur w danej placówce zostanie uruchomiony pod warunkiem zgłoszenia minimum piętnaściorga dzieci. Jeśli liczba chętnych będzie mniejsza, możliwe będzie łączenie oddziałów z różnych placówek.

Rodzice powinni pamiętać również o opłacie za wyżywienie. Dzienna stawka wynosi 12 zł i obejmuje śniadanie, obiad oraz podwieczorek. Należność należy wpłacić na konto przedszkola, do którego dziecko będzie uczęszczało w okresie wakacyjnego dyżuru.

Najważniejszym terminem pozostaje 12 czerwca, godz. 15.00. Po tym czasie zgłoszenie dziecka na dyżur może być utrudnione, dlatego rodzice zainteresowani wakacyjną opieką powinni wcześniej sprawdzić harmonogram, pobrać odpowiedni wniosek i złożyć go w wybranej placówce.

CZYTAJ DALEJ

Kłobuck

Łąkowa wyjdzie z ciemności. W planie siedemnaście lamp i szesnaście słupów

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Urząd Miejski w Kłobucku

Miasto realizuje kolejne zadanie związane z poprawą lokalnej infrastruktury. Burmistrz Jerzy Zakrzewski podpisał umowę na budowę oświetlenia przy ulicy Łąkowej w Kłobucku. – To zadanie ma ma poprawić bezpieczeństwo i komfort mieszkańców, szczególnie po zmroku – mówi włodarz.

Umowę na wykonawstwo magistrat podpisał z firmą z Kochanowic. Wartość prac wynosi 109 tys. zł.

W ramach zadania przy ulicy Łąkowej wykonanych zostanie szesnaście betonowych słupów o wysokości 10,5 metra oraz siedemnaście nowoczesnych opraw LED. Zastosowanie energooszczędnego oświetlenia ma poprawić widoczność na tym odcinku, a jednocześnie wpisać się w standard współczesnych inwestycji komunalnych.

– Budowa oświetlenia jest ważna przede wszystkim z punktu widzenia codziennego bezpieczeństwa mieszkańców. Lepsza widoczność po zmroku ma znaczenie zarówno dla pieszych, jak i kierowców korzystających z ulicy Łąkowej. To również element porządkowania infrastruktury w tych częściach miasta, gdzie mieszkańcy od dawna oczekują poprawy warunków komunikacyjnych – mówi burmistrz Jerzy Zakrzewski.

CZYTAJ DALEJ

Kłobuck

Hulajnogi, rowerzyści i ciemne alejki. Mieszkaniec ostrzegał przed bezhołowiem w kłobuckim parku

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Freepik

Ostatnia sesja rady miejskiej w części poświęconej zapytaniom i wolnym wnioskom mieszkańców przyniosła kilka konkretnych sygnałów dotyczących bezpieczeństwa w przestrzeni publicznej. Najwięcej miejsca zajęła sprawa kłobuckiego parku, gdzie – według jednego z mieszkańców – piesi coraz częściej muszą dzielić wąskie ciągi komunikacyjne z rowerzystami i użytkownikami hulajnóg elektrycznych. W tle pojawiły się także pytania o niesprawne oświetlenie przy ulicy Rómmla, różne godziny zapalania lamp w poszczególnych częściach parku oraz stan drzew, które mogą stanowić zagrożenie.

Podczas sesji głos zabrał mieszkaniec Kłobucka, który niedawno ponownie osiadł w mieście. Pan Czesław przypomniał, że temat bezpieczeństwa pieszych i rowerzystów w parku podnosił już kilka lat temu. Wtedy, jak relacjonował, sprawę uspokajano, wskazując, że policja monitoruje sytuację. Po powrocie do Kłobucka mieszkaniec stwierdził jednak, że problem nie tylko nie zniknął, ale został spotęgowany przez rosnącą liczbę hulajnóg elektrycznych.

– Panuje całkowite, mówiąc staropolszczyzną, bezhołowie. Rowerzyści nie przestrzegają właściwie podstawowych zasad, mało który ma dzwonek, który jest podstawowym wyposażeniem roweru. Nie sygnalizują swojej obecności, jeżdżą z prędkością zagrażającą bezpieczeństwu. Piesi po prostu muszą się bać i muszą mieć oczy dookoła głowy, ponieważ najgorzej jest wtedy, kiedy ktoś z tyłu nadjeżdża, nie sygnalizuje, że jedzie – mówił.

Mieszkaniec wskazywał, że z parku korzystają osoby starsze, rodziny z dziećmi i osoby spacerujące z psami, a część użytkowników jednośladów porusza się z prędkością, która w jego ocenie może prowadzić do tragedii. Przywołał również sytuację z trzema młodymi dziewczynami jadącymi hulajnogami, które mimo zwróconej uwagi nie zwolniły. Jak podkreślał, problem ma nie tylko wymiar bieżącego bezpieczeństwa, lecz także wychowawczy, bo młodzi ludzie uczą się lekceważenia zasad jeszcze zanim wsiądą za kierownicę samochodu.

– Ci młodzi ludzie w ten sposób przygotowują się do swojego dorosłego życia, dlatego że przesiądą się niebawem do samochodów i będą kierowcami. Uczą się brawury i uczą się braku odpowiedzialności – ostrzegał.

Mężczyzna zaproponował stworzenie regulaminu korzystania z parku. Argumentował, że użytkownicy powinni mieć jasno wskazane, co wolno, czego nie wolno i jak należy zachowywać się na wspólnych ciągach pieszo-rowerowych. Jego zdaniem brak egzekwowania zasad buduje poczucie bezkarności.

– Prawo, które nie jest egzekwowane jest gorsze niż brak prawa. Rozzuchwala, uczy lekceważenia, a te nawyki potem przenoszą się na okres późniejszy, kiedy ci ludzie przekraczają próg 17-18 lat, dostają prawo jazdy i zaczynają się poruszać po drogach publicznych samochodami – podkreślał.

Do sprawy odniósł się burmistrz Jerzy Zakrzewski. Zadeklarował rozmowy z policją w sprawie zwiększenia liczby patroli, szczególnie pieszych, bo – jak sam przyznał – przejazd radiowozu przez park nie rozwiązuje problemu. W sprawie regulaminu nie złożył jednoznacznej deklaracji, ale zapowiedział analizę.

– Co do regulaminu, nie twierdzę, że będzie konieczny, ale obiecuję, że przeanalizujemy tę kwestię i sprawdzimy, czy taki regulamin jest możliwy do wprowadzenia i co miałby ten regulamin dać. Bo chyba chodzi o efekt, a nie o sam dokument jako taki – odpowiedział włodarz.

Ten fragment wywołał dodatkową wymianę zdań. Mieszkaniec doprecyzował, że nie chodzi mu wyłącznie o sam dokument, lecz o edukację i możliwość jasnego odwołania się do zasad. Burmistrz podtrzymał, że najważniejsza będzie skuteczność takich rozwiązań, a nie sam fakt uchwalenia regulaminu.

– Ja mówiłem o skuteczności przestrzegania pewnych zasad, bo pewne przepisy znamy wszyscy i bez regulaminu powinniśmy je przestrzegać. O zasadzie czystości, przestrzeganiu zasad higieny, niepicia alkoholu w miejscach publicznych, przestrzegania prędkości i tak dalej – wyjaśniał Jerzy Zakrzewski.

W dyskusję włączył się radny Aleksander Tokarz, który potwierdził, że problem z hulajnogami i zachowaniem części młodych ludzi rzeczywiście występuje. Zwracał uwagę, że sam zgłaszał różne sytuacje policji, ale nie widzi efektów, a ciężar dokumentowania zdarzeń spada w praktyce na mieszkańca.

– Zgłaszam na policję, ale nie widzę skutków. Dla mnie to tylko jest potem wielkie utrapienie, bo jakieś przesłuchania, jakieś telefony. Ja dostarczam jakieś fotografie, narażam się tym młodym ludziom, prawda, a skutków nie ma żadnych – mówił.

Radny zasugerował, aby sprawę bezpieczeństwa zgłosić komendantowi policji pisemnie, bo ustne rozmowy nie przynoszą wyraźnych rezultatów. Zapowiedział również, że jeśli nie zrobi tego urząd, sam wystąpi w tej sprawie jako przewodniczący zarządu osiedla.

Inne spojrzenie przedstawiła Olga Skwara, dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury w Kłobucku, która jednak zaznaczyła, że wypowiada się jako mieszkanka i matka. Jak mówiła, często spaceruje po parku z dziećmi i sama nie spotkała się z sytuacjami, które potwierdzałyby najbardziej alarmistyczne obserwacje. Jednocześnie przyznała, że incydenty mogą się zdarzać, a rozwiązaniem powinna być edukacja i rozmowa.

Jej wypowiedź nie zakończyła jednak dyskusji. Radny Tokarz ponownie zaznaczył, że obserwacje mieszkańca są mu znane z własnego doświadczenia.

– Ja natomiast potwierdzam tutaj słowa mieszkańca. Widzę te hulajnogi, widzę po kilku ludzi naraz jeżdżących tym hulajnogami, którzy rajdują sobie przykładowo, bo z okien to widzę, na terenie czy w pobliżu starego amfiteatru – podkreślił.

Drugim ważnym wątkiem było oświetlenie przy ulicy Rómmla. Pan Czesław wskazywał, że przez część ostatnich dni odcinek w kierunku miejscowego dyskontu pozostawał bez światła, co według niego stwarza ryzyko upadku. Pytał też, dlaczego różne części parku są oświetlane o różnych porach.

Burmistrz wyjaśnił, że przy ulicy Rómmla doszło do awarii związanej z pracami prowadzonymi przez spółdzielnię mieszkaniową. Uszkodzony kabel ma zostać naprawiony przez spółdzielnię. Zakrzewski tłumaczył również, że większość obwodów oświetleniowych w gminie działa już w systemie zdalnego sterowania, ale część nadal funkcjonuje na starym systemie astronomicznym.

– Udało nam się 90 proc. obwodów zasilić w takie urządzenie, gdzie możemy nim sterować zdalnie. I możemy ustalać tę godzinę zapalania i gaszenia i przesuwać te godziny zapalania i gaszenia. Ale te 10 proc. obwodów, m.in. ten, o którym pan wspomniał, nie ma tego nowego systemu. Jest na starym systemie, czyli astronomicznym – wyjaśniał burmistrz.

Trzecia sprawa dotyczyła drzewostanu. Mieszkaniec wskazywał, że część drzew w parku wygląda na osłabioną u podstawy i może przewrócić się nawet przy silniejszym podmuchu wiatru. Zakrzewski zapowiedział, że pracownicy urzędu przeprowadzą wizję terenową, a jeśli potwierdzą zagrożenie, gmina wystąpi o stosowne zgody na wycinkę. W przypadku części terenu konieczne mogą być także uzgodnienia z konserwatorem zabytków.

CZYTAJ DALEJ

Przystajń

W Przystajni sprawdzą parkingi przy obiektach publicznych. Decyzję poprzedziła nerwowa wymiana zdań

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Gminy Przystajń/Screenshot

Ostatnia sesja rady gminy w znacznej części upłynęła pod znakiem petycji. Radni zajmowali się między innymi propozycją powołania kapituły do spraw odznaczeń, przekazaniem jednej z petycji do wójta jako organu właściwego oraz sprawą kontroli parkingów przy obiektach publicznych pod kątem miejsc dla osób z niepełnosprawnościami. To właśnie ten ostatni temat wywołał najwięcej emocji, odsłaniając spór o przepisy, koszty, kompetencje gminy i praktyczny sens części proponowanych działań.

Pierwsza z omawianych petycji dotyczyła powołania kapituły, która miałaby oceniać wnioski o przyznanie tytułu „Zasłużony dla Gminy Przystajń”, honorowego obywatelstwa gminy oraz wnioski o odznaczenia państwowe. Komisja skarg, wniosków i petycji uznała ją za zasadną, wskazując, że nowe gremium powinno przygotować regulamin oraz wzory dokumentów i odznaczeń. Uchwała została przyjęta, choć nie wszyscy radni poparli to rozwiązanie.

Spokojniej przebiegło procedowanie petycji dotyczącej publikowania na stronie internetowej gminy informacji o osobach odznaczonych. W tym przypadku rada uznała, że nie jest organem właściwym, ponieważ za stronę internetową i bieżącą obsługę serwisu odpowiada wójt oraz urząd. Petycja została więc przekazana do organu wykonawczego.

Największe napięcie pojawiło się z kolei przy petycji dotyczącej kontroli parkingów i miejsc postojowych dla osób z niepełnosprawnościami. Już na początku dyskusji jeden z radnych zakwestionował brzmienie projektu uchwały, zwracając uwagę, że dokument przesądza istnienie nieprawidłowości, zanim zostaną one formalnie wykazane.

– To jest projekt uchwały, który jest z tezą. Jeśli są nieprawidłowości, to proszę je wykazać. W związku z tym na co to nie wykazać – mówiono.

W toku rozmowy pojawiła się poprawka, aby mówić o „ewentualnych nieprawidłowościach”. Nie zamknęło to jednak sporu. Uczestnicy obrad zaczęli dopytywać, kto ma kontrolować poszczególne miejsca, które parkingi należą do kompetencji gminy, a które podlegają organizacji ruchu zatwierdzanej przez starostę. Wskazywano między innymi ulicę Kolejową, parkingi przy szkołach, przedszkolu, urzędzie, obiektach kultury, boisku, sklepie, kościele i cmentarzu.

Kontrowersje dotyczyły również kosztów i praktycznego sensu niektórych zmian. Jeden z uczestników dyskusji zwracał uwagę, że literalne stosowanie przepisów może w konkretnych miejscach oznaczać wydatki nieproporcjonalne do faktycznych potrzeb.

– Jest jeszcze jakiś interes społeczny i teraz my mamy ponosić koszty finansowe z tytułu tego, że 5 centymetrów coś nie spełnia czy 2 centymetry. Jest w tym jakaś logika, jakiś sens – mówił.

Po drugiej stronie wybrzmiał jednak argument, że dostępność dla osób z niepełnosprawnościami nie jest kwestią uznaniową, lecz wynika z przepisów. Przedstawiciel wnioskodawców ostro zareagował na część wypowiedzi, przypominając, że w prawie nie przewidziano podobnych przywilejów dla innych grup użytkowników parkingów.

– W przepisach nie ma innych grup, żeby stworzyć im jakiekolwiek przywileje. To są grupy niepełnosprawne. Nie ma innych – mówił.

Dyskusja chwilami stawała się nerwowa. Padły zarzuty o „mącenie”, a przewodnicząca musiała przypominać, że decyzja należy do radnych i każdy głosuje zgodnie z własnym przekonaniem.

Ostatecznie rada przyjęła uchwałę dotyczącą kontroli parkingów przy obiektach użyteczności publicznej, z doprecyzowaniem dotyczącym ewentualnych nieprawidłowości. Przyjęto również drugą uchwałę, przekazującą część petycji staroście kłobuckiemu jako organowi właściwemu w sprawach organizacji ruchu na drogach powiatowych i gminnych. W praktyce oznacza to podział sprawy na dwa tory. Z jednej strony gmina ma sprawdzić obiekty pozostające w jej kompetencjach, a starostwo ma zająć się zakresem związanym z drogami publicznymi.

Po burzliwej części petycyjnej radni przeszli do uchwały dotyczącej usług opiekuńczych, specjalistycznych usług opiekuńczych oraz usług sąsiedzkich. Ten punkt miał charakter porządkujący i wynikał z przepisów o pomocy społecznej. Uchwała określa szczegółowe warunki przyznawania usług, zasady odpłatności, możliwość zwolnień oraz sposób rozliczania usług sąsiedzkich. Projekt przyjęto jednogłośnie.

Ważnym punktem były także zmiany w budżecie gminy na 2026 rok. Skarbnik przedstawiła autopoprawkę oraz korekty po stronie dochodów, wydatków, przychodów i rozchodów. Po zmianach dochody budżetu wynoszą 44,9 mln zł, a wydatki blisko 48,5 mln zł. Deficyt ustalono na poziomie 3,5 mln zł. W budżecie znalazły się między innymi środki na dokumentację dla spółdzielni energetycznej, wpływy z tzw. „małpek”, obsługę programu „Czyste Powietrze”, wydatki związane z żywieniem dzieci w żłobku, przeciwdziałaniem alkoholizmowi oraz zmianami w funduszu sołeckim.

Radni dopytywali również o wcześniejszy wykup obligacji. Skarbnik wyjaśniła, że gmina chce przyspieszyć spłatę zobowiązania przypadającego pierwotnie na przyszły rok.

Po prostu chcemy rok wcześniej spłacić je, żeby w przyszłym roku było mniej do spłaty – wyjaśniła.

Następnie rada przyjęła zmianę wieloletniej prognozy finansowej na lata 2026-2032. Jak tłumaczono, część zapisów trzeba było dostosować do aktualnych przepisów ustawy o finansach publicznych, zwłaszcza w zakresie upoważnień dla wójta dotyczących przedsięwzięć finansowanych ze środków europejskich.

Ostatni istotny punkt dotyczył zmiany składu przedstawicieli gminy w Związku Międzygminnym Panki-Przystajń do spraw ochrony wód. Było to konsekwencją rezygnacji Tomasza Pisarka z mandatu radnego. Przewodnicząca poinformowała, że rezygnacja została przyjęta, a komisarz wyborczy stwierdził wygaśnięcie mandatu. Do składu przedstawicieli powołano Elżbietę Sochacką.

CZYTAJ DALEJ

Krzepice

Pijany kierowca zatrzymany o poranku w Krzepicach. Miał ponad półtora promila

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Archiwum (zdjęcie ilustracyjne)

Policjanci z kłobuckiej drogówki zatrzymali w Krzepicach nietrzeźwego kierowcę osobowego volkswagena. Badanie wykazało, że 54-letni mieszkaniec powiatu kłobuckiego miał w organizmie ponad 1,5 promila alkoholu. Mężczyzna stracił już prawo jazdy, a o jego dalszym losie zdecydują prokurator i sąd.

Do interwencji doszło w poniedziałek, tuż przed godz. 6.00, na ulicy Dąbrowskiego w Krzepicach. Funkcjonariusze kłobuckiej drogówki zatrzymali do kontroli osobowego volkswagena. W trakcie czynności sprawdzili stan trzeźwości kierującego.

Wynik badania nie pozostawił wątpliwości. 54-latek miał w organizmie ponad 1,5 promila alkoholu. Policjanci zatrzymali mu prawo jazdy, a sprawą nieodpowiedzialnego kierowcy zajmują się obecnie kryminalni. Po przedstawieniu zarzutów karnych decyzję w jego sprawie podejmą prokurator i sąd.

– Za prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości grożą poważne konsekwencje. Kierowca musi liczyć się z wysoką grzywną, obowiązkowym świadczeniem pieniężnym na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej w kwocie nie niższej niż 5 tys. zł, zakazem prowadzenia pojazdów mechanicznych, a także karą pozbawienia wolności – informuje biuro prasowe kłobuckiej komendy.

CZYTAJ DALEJ

Kłobuck

Smugi II droższe niż zakładano. Burmistrz nie chce unieważniać przetargu

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Archiwum (zdjęcie ilustracyjne)

Ostatnia sesja rady miejskiej w Kłobucku pokazała, że za urzędowymi informacjami z wydziałów kryje się kilka tematów, które mogą jeszcze mocno rozgrzać lokalną debatę. Radni pytali między innymi o plan ogólny gminy, nieuwzględnione uwagi mieszkańców, postępowanie dotyczące tymczasowego masztu antenowego przy ulicy Zakrzewskiej, szkody wyrządzane przez dziki oraz odpady niebezpieczne w Kamyku.

Najwięcej wątpliwości wzbudziła procedura przygotowania planu ogólnego. Radny Witold Dominik zwrócił uwagę, że mimo ponowienia czynności planistycznych część mieszkańców nadal ma poczucie, że ich uwagi nie zostały uwzględnione. Sam wskazywał, że składał kilka wniosków obejmujących wiele działek, ale nie zauważył w projekcie oczekiwanych zmian.

– Przyznam szczerze, że złożyłem tam siedem wniosków, które dotyczyły chyba kilkudziesięciu działek. Nie zauważyłem, żeby którakolwiek z tych zmian została uwzględniona. Mam też telefony od mieszkańców, którzy składali te wnioski, również skarżyli się, że ich wnioski nie zostały uwzględnione – mówił.

Kierownik Katarzyna Jasińska tłumaczyła, że raport z konsultacji społecznych pojawi się dopiero na końcu procedury, po uzgodnieniach. Jednocześnie przyznała, że również po stronie urzędu pojawiły się wątpliwości co do części zaproponowanych rozwiązań.

– Zgadzam się z panem. Podczas analizy tego przedstawionego dokumentu zauważyliśmy wiele takich sytuacji, które budzą nasze wątpliwości. Niemniej jednak nie wiem, czy to jest presja czasu, czy też być może odmienny pogląd na kształtowanie przestrzeni. Pewnych zmian nie możemy przeforsować – wskazała.

To zdanie wybrzmiało szczególnie mocno, bo pokazało, że napięcie wokół planu ogólnego nie sprowadza się wyłącznie do niezadowolenia mieszkańców. Radny poszedł dalej, podważając logikę części zapisów i rozmieszczenia terenów uzupełnienia zabudowy.

O szczegółowe zestawienie uwag pytał także radny Aleksander Tokarz. Chciał wiedzieć, ile wniosków wpłynęło, ile zostało rozpoznanych i czy wszystkie realnie zaistniały w procedurze. Kierownik Jasińska zapewniła, że taki wykaz już istnieje i zostanie opublikowany, a według informacji projektanta żadna uwaga złożona w terminie nie została pominięta.

Drugim trudnym tematem okazał się tymczasowy maszt antenowy przy ulicy Zakrzewskiej. W tej sprawie Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Częstochowie wszczęło postępowanie dotyczące ewentualnego stwierdzenia nieważności decyzji burmistrza o lokalizacji inwestycji celu publicznego. Radny Dominik pytał nie tylko o samą procedurę, ale też o możliwe konsekwencje finansowe i prawne dla gminy, gdyby decyzja została zakwestionowana.

– Czy ewentualnie takie roszczenie będzie możliwe, jeżeli SKO stwierdzi nieważność tej decyzji. Trzeba jeszcze zwrócić uwagę na to, że stwierdzenie ewentualnej nieważności decyzji będzie skutkowało również stwierdzeniem nieważności decyzji starosty o pozwolenia o budowę, no bo to pozwolenie o budowę wydane byłoby wtedy na podstawie dokumentu, który nie istnieje – argumentował samorządowiec.

Katarzyna Jasińska studziła oczekiwania co do jednoznacznych odpowiedzi. Podkreślała, że sprawa jest nadzwyczajna i dopiero na wstępnym etapie, dlatego urząd nie chce przesądzać jej finału. Później, odpowiadając na pytanie radnego Tokarza, wyjaśniła także, że na tym etapie nie wyznaczono jeszcze radcy prawnego do reprezentowania gminy w postępowaniu.

Podczas sesji wróciła również sprawa odpadów niebezpiecznych w Kamyku. Burmistrz Jerzy Zakrzewski wyjaśniał, że wcześniejsza kwota 5 mln zł była szacunkiem przy składaniu wniosku o dofinansowanie, natomiast przetarg pozwolił wyłonić wykonawcę za nieco ponad 3 mln zł. Radni chcieli jednak wiedzieć nie tylko, ile to będzie kosztować, lecz także, jak gmina dopilnuje faktycznego unieszkodliwienia substancji.

– Wszystkie dokumenty niezbędne do przeprowadzenia tej inwestycji i zakończenia i potwierdzenia utylizacji tych odpadów my musimy uzyskać. Mamy to zapisane w umowie, w naszej specyfikacji przetargowej – zapewniła Anna Grabowska-Graj.

Kierownik wydziału ochrony środowiska przedstawiła też szczegóły nadzoru nad transportem odpadów. Mówiła o ważeniu, plombach elektronicznych i monitoringu GPS. To ważne, bo jak zauważył radny Tokarz, gmina sama mierzy się ze skutkami złych praktyk w gospodarowaniu szkodliwymi odpadami.

Niepokój wzbudziły także drogi na osiedlu Smugi II. Do przetargu na trzeci etap budowy wpłynęło siedem ofert, wszystkie wyższe od kwoty zabezpieczonej w budżecie. Już na początku burmistrz zaznaczał, że trwa badanie dokumentów i dopiero po jego zakończeniu będzie wiadomo, czy najtańsza oferta może zostać utrzymana. Później jednak, odpowiadając przewodniczącej osiedla, Izabeli Leszczyńskiej, wypowiedział się znacznie bardziej zdecydowanie.

– Na pewno uspokoję panią, że nie będę słuchał podpowiedzi typu unieważnienia przetargu – powiedział Jerzy Zakrzewski.

Włodarz przekonywał, że przy siedmiu zbliżonych ofertach trudno liczyć, że ponowienie przetargu przyniesie realnie niższe ceny. Wskazywał na koszty paliw, ropy, asfaltu i tworzyw sztucznych, które wpływają na wyceny robót drogowych. Jednocześnie zapowiedział szukanie dodatkowych pieniędzy.

– Mogę panią zapewnić, że zrobię wszystko z panią skarbnik, aby jednak rozstrzygnąć to i tę umowę podpisać, bo chcę się też wywiązać z obietnic, które złożyłem mieszkańcom i nie chcę do tego wracać. Chcę to po prostu zrealizować, zakończyć – zadeklarował burmistrz.

Na sali pojawiły się też pytania o dziki niszczące tereny publiczne w Łobodnie oraz rejonie Brody-Malina. Anna Grabowska-Graj wyjaśniła, że ponieważ chodzi o tereny wyłączone z polowań, odstrzał redukcyjny wymaga zgody starostwa. W grę wchodziłaby budowa ambony przez koło łowieckie, ale tu z kolei potrzebna byłaby zgoda okolicznych mieszkańców, bo działania mogłyby zakłócać spokój nocny lub poranny.

Radni pytali także o mniejsze, ale ważne dla mieszkańców zadania. Marcin Wojtysek dopytywał o oświetlenie ulicy Krótkiej w Łobodnie. Burmistrz przyznał, że wniosek nie otrzymał dofinansowania w ramach inicjatywy sołeckiej, ale nie wykluczył realizacji z budżetu gminy, jeśli pojawią się środki. Ten sam radny pytał o nowy żłobek. Tu informacja była pozytywna, choć z wyraźnym zastrzeżeniem, że gmina ma dofinansowanie na inwestycję i utrzymanie placówki przez trzy lata, ale musi zadbać o odpowiednie obłożenie.

– Musimy wypełnić zgodnie z dofinansowaniem to minimum 80 proc. obłożenia, bo w innym przypadku, nie oszukujmy się, będziemy musieli zwracać środki – zaznaczył Jerzy Zakrzewski.

Wśród tematów inwestycyjnych pojawiły się jeszcze ulica Cielebana, która ma pomóc odciążyć centrum w czasie przebudowy DK 492, budowa parkingu z około 17 miejscami postojowymi oraz modernizacja Orlika. W tym ostatnim przypadku burmistrz poinformował, że gmina postawi na wymianę nawierzchni i oświetlenia, rezygnując z remontu pomieszczeń, aby poprawić przede wszystkim jakość samego boiska.

CZYTAJ DALEJ

Opatów

Hołd dla rotmistrza Pileckiego w Opatowie. Tak uczczono jednego z największych polskich bohaterów

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Urząd Gminy Opatów

24 maja w Opatowie odbyły się uroczystości poświęcone rotmistrzowi Witoldowi Pileckiemu, jednemu z najważniejszych bohaterów polskiej historii XX wieku. Na placu przy kościele parafialnym Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny odsłonięto jego popiersie. Monument stanął w miejscu szczególnym – w sąsiedztwie muralu poświęconego Pileckiemu, namalowanego przed laty jako wyraz lokalnej pamięci o życiu, służbie i ofierze tego wybitnego Polaka.

Uroczystości rozpoczęły się od nabożeństwa w opatowskiej świątyni. Następnie uczestnicy wydarzenia tłumnie zgromadzili się przy kościele, gdzie oficjalnie odsłonięto popiersie rotmistrza. Obecność monumentu w tej przestrzeni ma nie tylko wymiar historyczny, ale również edukacyjny i symboliczny. To trwały znak pamięci o człowieku, który całe życie podporządkował służbie Polsce.

Wydarzeniu towarzyszył koncert patriotyczny Chóru Con Amore. W program obchodów wpisano również podsumowanie Konkursu Plastycznego „Niezłomny”, który pozwolił młodszym uczestnikom spojrzeć na postać Pileckiego przez pryzmat własnej wrażliwości i twórczości.

– Dzięki temu uroczystość miała nie tylko charakter rocznicowy, ale również międzypokoleniowy – poinformował urząd gminy w okazjonalnym komunikacie.

Odsłonięcie popiersia odbyło się w przeddzień 78. rocznicy śmierci rotmistrza. Witold Pilecki został zamordowany 25 maja 1948 roku o godz. 21.30 przez komunistycznych oprawców w więzieniu przy ulicy Rakowieckiej w Warszawie. Witold Pilecki był żołnierzem Armii Krajowej, organizatorem ruchu oporu w niemieckim obozie koncentracyjnym KL Auschwitz oraz uczestnikiem powstania warszawskiego.

Służbę Polsce rozpoczął już w czasie wojny z bolszewikami w 1920 roku. Walczył również w kampanii wrześniowej 1939 roku, a następnie działał w strukturach Polskiego Państwa Podziemnego. W 1940 roku, wykonując misję zleconą przez dowództwo Związku Walki Zbrojnej, dobrowolnie poddał się aresztowaniu i wywózce do KL Auschwitz. Jego zadaniem było zdobycie informacji o niemieckich zbrodniach oraz zorganizowanie w obozie konspiracji niepodległościowej. Gdy pojawiło się zagrożenie dekonspiracją, zdecydował się na ucieczkę, którą zdołał skutecznie przeprowadzić.

W 1944 roku Pilecki walczył w powstaniu warszawskim w zgrupowaniu Chrobry II. Po wojnie służył w 2. Korpusie Polskim we Włoszech, skąd decyzją gen. Władysława Andersa wrócił do Polski, aby odbudowywać struktury wywiadowcze działające na rzecz rządu RP na uchodźstwie. W maju 1947 roku został aresztowany przez komunistyczne władze, osadzony w areszcie śledczym i poddany brutalnym torturom. Mimo tego nie złamał się i do końca pozostał wierny dewizie – Bóg, Honor, Ojczyzna.

Pokazowy proces przed komunistycznym sądem trwał dwa tygodnie. Pileckiego oraz jego współpracowników oskarżono o „szpiegostwo”. Wydano trzy wyroki śmierci i kilka kar długoletniego więzienia. Ostatecznie karę śmierci wobec Tadeusza Płużańskiego i Marii Szelągowskiej zamieniono na dożywocie. Witold Pilecki został zamordowany strzałem w potylicę przez komunistycznych zbrodniarzy, a jego ciało złożono w nieoznaczonym miejscu na warszawskich Powązkach.

Przez dziesięciolecia w PRL informacje o jego losie i dokonaniach były objęte ścisłą cenzurą. Dopiero po 1989 roku pamięć o rotmistrzu zaczęła wracać do przestrzeni publicznej. W 2006 roku prezydent Lech Kaczyński odznaczył go pośmiertnie Orderem Orła Białego, a w 2013 roku Witold Pilecki został pośmiertnie awansowany na pułkownika.

Do tej pory nie jest znane jego miejsce spoczynku.

CZYTAJ DALEJ

Popów

Konkurs dla organizacji bez chętnych. W pięciu obszarach nie wpłynęła ani jedna oferta

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Archiwum

Końcówka ostatniej sesji w Popowie miała wyraźnie interwencyjny charakter. W punkcie przeznaczonym na zapytania radnych, sołtysów i mieszkańców nie było długiej debaty, ale pojawiły się tematy, które dla lokalnej społeczności są bardzo konkretne. To brak ofert organizacji pozarządowych w większości obszarów konkursowych, nierozwiązana od miesięcy sprawa parkingu dla osób z niepełnosprawnościami, odmowy wydania warunków zabudowy, zalewane po deszczu wjazdy oraz oczekiwanie na doposażenie świetlicy.

Dyskusję otworzyła informacja wójta dotycząca konkursu dla organizacji pozarządowych. Gmina ogłosiła nabór obejmujący sześć obszarów. Chodził o sport, kulturę i dziedzictwo narodowe, wypoczynek dzieci i młodzieży, turystykę, ochronę i promocję zdrowia oraz działalność na rzecz osób z niepełnosprawnościami. Problem w tym, że zainteresowanie organizacji okazało się minimalne.

Jak poinformował włodarz, wpłynęły tylko dwie oferty i obie dotyczyły sportu. W pięciu pozostałych zakresach nie zgłosił się nikt.

– I stąd organizacje pozarządowe nie realizują tutaj żadnych działań w tym zakresie – wyjaśniał wójt.

Ten wątek natychmiast połączył się z pytaniem o osoby z niepełnosprawnościami. Jeden z radnych przypomniał, że niemal dwa lata temu zgłaszał postulat przeniesienia miejsca parkingowego dla osób niepełnosprawnych przed budynek. Chciał wiedzieć, jak ta sprawa ma się do konkursowego obszaru dotyczącego działalności na rzecz osób z niepełnosprawnościami.

– Nijak się może mieć do tego z prostej przyczyny, bo to nie są rzeczy ze sobą powiązane. Tu akurat, ten punkt, działalność na rzecz niepełnosprawności dotyczy działań, które miałyby w imieniu gminy realizować organizacje pozarządowe. To nie dotyczy zadań inwestycyjnych, zadań, które leżą po stronie gminy. To są zadania, które moglibyśmy zlecić organizacjom pozarządowym – tłumaczył Jan Kowalik.

Kolejny problem dotyczył warunków zabudowy. Radny wrócił do wcześniejszej rozmowy z posiedzenia komisji, podczas której omawiano nadanie nazwy ulicy w Wąsoszu. Przypomniał, że padło wtedy stwierdzenie, iż studium nie wstrzymuje wydania decyzji o warunkach zabudowy. Zestawił to z sytuacją w Dąbrówce, gdzie – według jego wiedzy – dwie osoby złożyły wnioski o warunki zabudowy i obie miały otrzymać odmowy.

– Pan powiedział coś takiego, że studium nie wstrzymuje wydania decyzji. Z tego, co mi wiadomo, obydwie osoby otrzymały odpowiedź odmowną. Proszę się do tego odnieść – mówił radny.

Kowalik wyjaśnił, że samo studium nie jest podstawą odmowy, ale decyzja o warunkach zabudowy może zostać wydana wyłącznie wtedy, gdy spełnione są wszystkie wymagane przesłanki.

– Widocznie w tych przypadkach jeden bądź kilka tych warunków nie były spełnione, dlatego taka decyzja nie została wydana – dodał.

Radny poprosił następnie o przygotowanie szczegółowego zestawienia decyzji o warunkach zabudowy wydanych od 15 sierpnia 2024 roku do dnia sesji, z podaniem numerów działek ewidencyjnych i miejscowości.

– Dobrze, możemy przygotować i na pewno przygotujemy taką ewidencję. Jest prowadzona, ile decyzji zostało złożonych, ile zostało wydanych, ile pozytywnie rozpatrzonych, ile negatywnie – odpowiedział wójt.

W końcowej części głos zabrali także sołtysi. Jeden z nich zgłosił problem czterech wjazdów w swojej miejscowości, które po każdym deszczu są zalewane wodą.

– Panie wójcie, czy będziemy poprawiać wjazdy, bo mam do przełożenia cztery wjazdy w mojej miejscowości. Po prostu są całe zalane wodą po każdym deszczu – mówił sołtys.

Wójt zadeklarował, że gmina będzie próbowała zająć się sprawą w najbliższym czasie.

Na koniec pojawiło się jeszcze pytanie o świetlicę w Żytnim. Sołtys dopytywał, na jakim etapie jest sprawa związana z zamówionym elementem wyposażenia lub doposażenia obiektu. Włodarz odpowiedział krótko, że sprawa jest w toku.

CZYTAJ DALEJ

Wręczyca Wielka

Koniec z kosztownym wynajmem? Wręczyca Wielka dostanie środki na mobilną scenę

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Archiwum

Gmina Wręczyca Wielka otrzymała 120 tys. zł dofinansowania na zakup mobilnej sceny plenerowej, a środki zostały przyznane w ramach Marszałkowskiego Konkursu „Inicjatywa Sołecka”. To inwestycja, która ma wzmocnić lokalną ofertę kulturalną i ułatwić organizację wydarzeń w różnych częściach gminy.

Zadanie związany z zakupem mobilnej sceny plenerowej znalazł się na liście rankingowej projektów rekomendowanych do udzielenia pomocy finansowej w formie dotacji celowej dla gmin województwa śląskiego.

– Przyznane wsparcie pozwoli naszemu samorządowi na zakup wyposażenia, które będzie mogło być wykorzystywane podczas imprez plenerowych, spotkań integracyjnych, uroczystości lokalnych i wydarzeń organizowanych przez sołectwa – wyjaśnia wójt Anna Syguda.

Jak dodaje włodarz Wręczycy Wielkiej, mobilna scena ma zwiększyć możliwości organizacyjne gminy.

– Dzięki niej wydarzenia kulturalne i społeczne będzie można przygotowywać w różnych miejscowościach, bez konieczności każdorazowego korzystania z kosztownych rozwiązań zewnętrznych. To szczególnie ważne w przypadku inicjatyw sołeckich, festynów, występów artystycznych, obchodów lokalnych świąt czy wydarzeń integrujących mieszkańców – dodaje.

Zakup sceny wpisuje się w działania związane z rozwijaniem infrastruktury kulturalnej na terenie gminy. Tego typu sprzęt może służyć nie tylko dużym wydarzeniom, ale również mniejszym inicjatywom lokalnym, organizowanym przez szkoły, stowarzyszenia, koła gospodyń wiejskich, jednostki OSP czy rady sołeckie.

Przyznane dofinansowanie to także wsparcie dla aktywności mieszkańców. Mobilna scena ma ułatwić realizację przedsięwzięć, które budują więzi społeczne, promują lokalną kulturę i zachęcają do wspólnego uczestnictwa w życiu gminy.

CZYTAJ DALEJ

NAJPOPULARNIEJSZE