fbpx

Blachownia

Były sołtys twierdzi, że nie prowadził stron porno. Redakcyjne śledztwo podważa jego wersję

fot. iStock

Paweł Gąsiorski, podający się za dziennikarza były sołtys wsi Cisie, pogniewał się na redakcję wPowiecie za artykuł sprzed roku. Poszedł do sądu, by przekonać wymiar sprawiedliwości, że nie jest ani blogerem, ani fryzjerem oraz jak twierdzi, że nigdy nie prowadził stron zawierających treści pornograficzne. Fakty, jakie udało nam się ustalić zanim doszło do publikacji artykułu, pokazują jednak co innego.

Gąsiorski po ponad półroczu rozmyślań doszedł do wniosku, iż informacje, jakie pojawiły się w opublikowanym w grudniu ubiegłego roku na łamach portalu i gazety wPowiecie materiale, zniesławiają jego osobę. Złożył w sądzie prywatny akt oskarżenia. Twierdzi, że określanie go mianem blogera jest dla niego obraźliwe. Przekonuje także, iż nigdy nie zajmował się strzyżeniem psów, ani też nie prowadził stron z pornografią.

W artykule „Poległ za rajstopy. Bloger z Cisia przegrał kolejny proces o naruszenie dóbr osobistych”, który to stał się osią sporu, redakcja relacjonowała decyzję Sądu Apelacyjnego w Katowicach. Jego werdykt jednoznacznie wskazywał, iż Gąsiorski jako wydawca lokalnego portalu naruszył dobra osobiste Katarzyny Kaźmierczak, wójt Poraja. Był to dla niego drugi niekorzystny wyrok w 2019 roku. Wcześniej został on uznany winnym zniesławienia Sylwii Szymańskiej, burmistrz Blachowni.

Paweł Gąsiorski z racji prowadzonej działalności (obecnie jest wydawcą portali internetowych o tematyce gminnej – przyp. red.), siłą rzeczy wpisuje się w definicję osoby publicznej, a więc tym samym powszechnie znanej. Tym bardziej, że aktywizował się również na niwie politycznej, próbując choćby organizować referenda w sprawie odwołania wspomnianej burmistrz Blachowni. Poddając tym samym krytyce innych musi się liczyć z oceną swoich własnych postaw i działań, która wybiega dużo dalej niż w przypadku osób prywatnych.

Dla rzetelnego przedstawienia problemu i sporu jaki połączył go ze wspomnianymi wyżej postaciami, w tekście pojawiła się również krótka charakterystyka jego osoby. Napisaliśmy między innymi o podjętej przez niego próbie przystąpienia do Prawa i Sprawiedliwości oraz o tym, jak podczas ostatnich wyborów samorządowych wspierał kampanię Jerzego Sochy. Byłego wójta Konopisk, który kilka lat wcześniej stracił stanowisko, gdy okazało się, że w czasach PRL-u donosił funkcjonariuszom komunistycznej bezpieki. Wspomnieliśmy także, iż Gąsiorski zawodowo zajmuje się strzyżeniem psów oraz o tym, iż zanim zajął się tematyką samorządową, miał – jak rozpisywały się częstochowskie media – prowadzić strony z pornografią.

Trudno snuć domysły, z jakiego powodu, skoro poczuł się dotknięty opublikowanymi rewelacjami, nie zajął żadnego stanowiska bezpośrednio po publikacji? Nie pokusił się o to, by przysłać sprostowanie, choć prawo prasowe każdemu gwarantuje taką możliwość. Dla aspirującego do miana żurnalisty Gąsiorskiego, zarówno lektura zapisów ustawy, jak i ich zrozumienie i wdrażanie, powinno być przecież podstawowym wyznacznikiem w prowadzonej działalności wydawniczej.

Były sołtys Cisia wolał jednak milczeć. Aktywował się za to ponad pół roku później, gdy za pośrednictwem reprezentującego go adwokata, złożył prywatny akt oskarżenia. Niestety, w związku ze sprawą, która ruszy po nowym roku, nie możemy upublicznić szczegółów przemyśleń Gąsiorskiego i jego mecenasa. Chcąc działać zgodnie z literą prawa musimy ograniczyć się do podania ogólnej, wyartykułowanej już wcześniej istoty sporu.

Reasumując, warto więc zacząć od pytania kto to jest „bloger”? Dla niezorientowanych jest to określenie osoby publikującej treści w internecie. Znane są przykłady spektakularnych karier wielu blogerów w Polsce. Najlepsi z nich, dzięki swojej blogowej działalności, potrafią zarabiać dziesiątki tysięcy złotych miesięcznie. Sam Gąsiorski podaje się jednak za dziennikarza i za przedstawiciela tego zawodu chciałby uchodzić w odbiorze społecznym. Inną kwestią jest czy ograniczanie się w swojej pracy do publikowania skanów dokumentów, opatrzonych zaledwie krzykliwym, sensacyjnym tytułem i czasem kilkoma zdaniami – niejednokrotnie pełnymi jadu ataków i osobistych animozji – wpisuje się w definicję dziennikarskiego rzemiosła? Gąsiorski najwyraźniej uważa, że tak, redakcja wPowiecie wręcz przeciwnie. Funkcjonujące w przestrzeni publicznej określenie Pawła Gąsiorskiego mianem „blogera”, to w opinii wielu naszych rozmówców i tak spory ukłon w jego stronę.

Bohater artykułu obrusza się także na stwierdzenie, iż zawodowo zajmuje się strzyżeniem psów. Tym bardziej, że ani nie jest to zarzut, ani nic wstydliwego, a de facto jedna z gałęzi działalności, którą realizuje kierowana przez niego spółka. Paweł Gąsiorski jako jej prezes odpowiada za całokształt podejmowanych zadań. Nie ma potrzeby wnikać czy strzyże bezpośrednio on sam, żona, sąsiad czy skrzaty z pobliskiego lasu. Twarz i nazwisko temu przedsięwzięciu, jako osadzonemu w ramach prowadzonej firmy, daje Gąsiorski.

Ostatni sformułowany przez wydawcę lokalnych portali zarzut stanowi swoistą wisienkę na torcie. Paweł Gąsiorski próbuje udowadniać, że w artykule opublikowana została nieprawdziwa informacja, jakoby miał on w przeszłości prowadzić strony z pornografią. Nigdy w żadnym tekście nie pojawiła się taka sugestia, ani nie przesądzaliśmy o tym, że taki proceder faktycznie miał miejsce. Każdorazowo za to, i to kilkukrotnie przed ubiegłorocznym artykułem, w tym temacie powoływaliśmy się na relacje innych częstochowskich mediów.

Szansę na odniesienie się do tej kwestii i ewentualne jej zdementowanie Gąsiorski dostał po raz pierwszy w lipcu 2018 roku. Wtedy to redakcja skierowała do niego drogą mailową osiem pytań. Pytaliśmy w nich między innymi o to, jak zakończyło się prowadzone w marcu 2016 roku przez częstochowską prokuraturę dochodzenie, o którym w swoim artykule „Czyżby Blachownia miała króla pornografii?” pisała Renata Kluczna z Tygodnika 7 Dni? Próbowaliśmy również dociekać czy zakończył się już proces sądowy, który toczył on ze swym wspólnikiem, z którym miał prowadzić domniemane serwisy pornograficzne? Paweł Gąsiorski nigdy nie odniósł się do zadanych mu pytań.

Podobnie, jak nie zechciał ustosunkować się do tych wysłanych na początku grudnia tego roku, w kontekście treści zamieszczonych na stronach jednego internetowego forum. To tam działająca pod nickiem „pawelg” osoba, posługująca się adresem mailowym i numerem telefonu Pawła Gąsiorskiego, zostawiła szereg śladów bezpośrednio identyfikujących go z omawianą materią.

Analiza historycznych już wpisów nie pozostawia złudzeń jaka sfera pozostawała w kręgu upodobań Gąsiorskiego przez szereg lat. W przesłanej wiadomości pytaliśmy go o domeny, których zakupem wykazywał zainteresowanie „pawelg”. Znalazły się tam takie adresy jak pornografia.pl, łechtaczka.pl czy pornoorzel.com.pl. Autor wpisów nie ukrywał w nich, że chce kupić także domeny erotyczne z końcówką .eu oraz .it oraz nie miał problemów, by zaoferować jednemu z użytkowników forum, by ten sprzedał mu ruch na stronie. Sam także oferował innym programy partnerskie dla branży erotycznej.

We wpisie z 12 lipca 2012 roku pochwalił się też tym, że ktoś złożył opcje zakupu na jego domeny cinema.pl oraz sexblog.pl. Serwis cinema.pl, akurat ten o tematyce filmowej, działa cały czas. Jego wydawcą jest spółka Gąsiorskiego. To kolejna informacja ze wspomnianego forum, która jednoznacznie identyfikuje Pawła Gąsiorskiego z użytkownikiem o nazwie „pawelg”.

W wysłanych do niego pytaniach odnieśliśmy się także do lektury treści wspomnianego forum i eksperckiej wiedzy jaką chętnie miał dzielić się z innymi osobami.

Co do domeny porno.pl, to właściciel otrzymał już dawno bardzo konkretna propozycje, przekraczajaca znacznie wasze kalkulacje. Nie zdecydowal sie jej sprzedac. Skoro nie sprzedal, to liczy zapewne na bardziej atrakcyjna kwotę. Ta branza w Polsce nie opiera sie na domenach, tylko na google, skad pochodzi ponad 90% ruchu. Najwieksze serwisy w Polsce sa tworami domenowymi bądź markami innych, zachodnich serwisow – stwierdzał 3 lutego 2015 roku (pisownia oryginalna – przyp. red.)

Za 14k nikt tego nie kupi 🙂 jak kupi, to znalazles frajera (bez urazy). 10k wejsc w branzy ero, to tylko kropka w morzu. Te kilkanascie tys. zl, o których pisziesz, ze moze zarobic, to rowniez „marzenie”. Niemniej jednak, grafika ciekawa, domena rowniez. Zycze powodzenia! – odpisywał innemu użytkownikowi (pisownia oryginalna – przyp. red.)

Nadal czekamy również na odpowiedź na pytania dotyczące wpisów, jakie pojawiły się tam w listopadzie 2009 roku i w styczniu 2010 roku.

Hmm na http://www.pornhub.pl mozna juz zobaczyc polski serwis 🙂 Co do www.pornhub.pl, no coz, serwis dziala legalnie, wszystko zgodne z polskim prawem. Dlatego akurat w tym wypadku nie ma przeciwskazan moralnych, prawnych, etycznych, do tego, by go zamknac. Porno jest, bylo i bedzie dochodowe – (pisownia oryginalna – przyp. red.) – podsumował „pawelg”.

4 stycznia 2010 roku obwieścił bowiem w tym miejscu, że w 2009 roku udało mu się kupić kilka domen, z czego najbardziej zadowolony był właśnie z pornhub.pl i porno.com.pl. Wydawcą strony umieszczonej pod drugim ze wskazanych adresów była inna spółka Pawła Gąsiorskiego – P&P Internet Group, którą w ówczesnym czasie prowadził ze wspólnikiem. Dane tego podmiotu wciąż są dostępne w oficjalnych rejestrach.

W toku przeprowadzonego dziennikarskiego śledztwa, redakcja dotarła do archiwalnych zasobów strony porno.com.pl. Znajdująca się tam treść, o niejednokrotnie perwersyjnym charakterze, nie nadaje się do publikacji. Będzie natomiast stanowić dowód w sprawie w związku z prywatnymi aktami oskarżenia, jakie do częstochowskiego sądu przeciwko dziennikarzom wPowiecie złożył Paweł Gąsiorski.

Newsletter

Koronagorączka w Mykanowie. Wójt apeluje o zaprzestanie hejtu wobec chorych i ich rodzin

Mykanów

Będą kosić i stawiać snopki. Starostwo szykuje na sobotę festiwal

Mykanów

Maskpol na krawędzi bankructwa? W sprawie spółki interweniuje były wicepremier i minister obrony

Panki

Pobiegną w szczytnym celu. Mieszkańcy Garnka chcą pomóc 13-latce wygrać ze śmiertelną chorobą

Kłomnice

Newsletter