Janów

Edward Moskalik: Jestem otwarty na referendum. Mam nadzieję, że radni również

fot. Piotr Biernacki

Z wójtem gminy Janów rozmawiamy o aktualnej sytuacji w samorządzie, inwestycjach i planach, ale także o dużych problemach we współpracy z radą gminy.

Upływa trzeci rok, jak objął pan funkcję wójta w gminie Janów. Jakie wrażenia po tym czasie panu towarzyszą. Jak się pan czuje pracując dla mieszkańców? Wcześniej nie miał pan styczności z pracą w samorządzie.

Niezmiernie się cieszę, że mieszkańcy mi zaufali i jestem wójtem, bo przez ten czas wiele potrzebnych spraw udało mi się dla naszej społeczności załatwić i zrobić. Kilka pokoleń wstecz moja rodzina związała swą życiową egzystencję właśnie z gminą Janów, więc dobro tego samorządu leży mi bardzo na sercu. Wiążę nadzieję, że moje dzieci i wnuczki także tutaj zostaną i będą w tej gminie mieszkać, więc chcę pracować i rozwijać tę gminę. Tak, abyśmy mogli równać do najlepszych. Drogi, wodociągi, kanalizacja, ale również tworzenie przyjaznej estetyki krajobrazu i atmosfery do życia. By było ładnie, a osoby, które nas odwiedzają wracały do nas z przyjemnością, a być może również się tutaj osiedlali. Więcej mieszkańców to gwarancja rozwoju. Niestety obecnie, patrząc na liczbę osób zameldowanych, tendencja jest spadkowa, bo mamy coraz mniej urodzeń. Faktycznie jednak mieszkańców przybywa. Tyle tylko, że wielu z nich po prostu nie zgłasza swojego zameldowania. Można to zaobserwować. Wystawiane na sprzedaż nieruchomości chętnie są kupowane przez osoby przybywające do naszej gminy. 

Wspomniał pan o rozwoju i pewnych elementach infrastruktury, o którą chce pan zadbać. Trzy lata temu dosyć głośno było w mediach o sporym zadłużeniu gminy. Jak chce pan rozwijać samorząd z takim kilkunastomilionowym balastem? A może udało się to już zniwelować?

Przez minione dwa lata udało się sporo obniżyć zadłużenie. Teraz jest nieco powyżej 10 mln zł. Jak startowałem to zadłużenie sięgało prawie 12 mln zł. Wtedy był bardzo mały budżet, na poziomie około 24 mln zł. Sytuacja była więc nieciekawa. W tym roku nasz budżet zaplanowany został w wysokości przeszło 43 mln zł. Dzięki pozyskanym środkom zewnętrznym na zadania inwestycyjne udało się nam go pomnożyć niemal dwukrotnie. Z tyłu głowy mamy jednak w świadomości, że obecnie się udaje duże pieniądze pozyskiwać, ale już w przyszłości? To trudno powiedzieć. Dlatego nasz dług trzymamy w ryzach.

Jak obejmował pan urząd były problemy z uchwaleniem budżetu na rok 2019. Regionalna Izba Obrachunkowa, która nadzoruje finanse samorządów, wydała negatywną opinię o przedłożonych planach. Jak udało się wybrnąć z tej sytuacji?

To niestety prawda. Po tej opinii była ograniczona możliwość uchwalenia tego budżetu. Musieliśmy dokonać wielu korekt. Wówczas w budżecie zaplanowany był deficyt na kwotę ponad 1,4 mln zł. Do końca 2019 roku zniwelowaliśmy go do zera. Dodatkowo o ponad 600 tys. zł udało nam się obniżyć zadłużenie i samych inwestycji zrealizowaliśmy niemal za 3 mln zł. Po roku już było łatwiej. Zadłużenie spadło o kolejne 700 tys. zł, ale inwestycji pojawiło się już prawie za 8 mln zł. W tym roku, jak wszystko dobrze pójdzie, to wydatki majątkowe w gminną infrastrukturę sięgną kwoty 15 mln zł. W skali do całego budżetu to prawie 35 proc. wszystkich wydatków.

Postęp ogromny. Stwierdził pan, że nie byłoby to możliwe bez pozyskiwania funduszy zewnętrznych. Jaka to jest obecnie łącznie kwota?

Łączna kwota pozyskanych tylko w tym roku funduszy to około 13 mln zł. Najwięcej, bo aż 7,8 mln zł, na budowę nowej hali sportowej w Janowie. Nieskromnie muszę stwierdzić, że to wielki nasz sukces. Poza tym na wodociągi, budowę kanalizacji, drogę do Huciska, na ulicę Szkolną w Siedlcu, na budowę ścieżki rowerowej w Lgoczance oraz ścieżki rowerowej łączącej Janów ze Złotym Potokiem.

Po objęciu urzędu w styczniu 2019 roku, jedną z pierwszych pana decyzji, przez niektórych uznawaną za kontrowersyjną, była rezygnacja z przebudowy rynku w Janowie. Gmina miała na ten cel przyznane około 900 tys. zł dofinansowania unijnego, przetarg był rozstrzygnięty. Jaki był powód takiej decyzji i zmiany planów co do wizji centrum Janowa?

Bardzo gorąco dziękuję za to pytanie. Gwoli wyjaśnienia, byłem od początku przeciwnikiem rewitalizacji rynku, bo tak to było nazwane, poprzez budowę targowiska na płycie rynku w Janowie. Mówiłem o tym transparentnie już w kampanii wyborczej. Uważam, że wybudowanie straganów handlowych i, można powiedzieć, toalety w centralnym punkcie rynku było pomysłem nietrafionym. Dużo na ten temat rozmawiałem z mieszkańcami zarówno w kampanii, jak również będąc już wójtem elektem. W większości ich pogląd był zbieżny z moim. Zrobiłem ankietę. Około tysiąca osób ją wypełniło, z czego ponad dziewięćset było przeciwnych budowie targowiska na płycie rynku w Janowie. Szpaler wiat handlowych, które w ciągu tygodnia tak naprawdę stałyby puste, to nie była wizja do zaakceptowania. Faktycznie, była możliwość dofinansowania, ale my z budżetu musielibyśmy dołożyć kolejne 1,5 mln zł. To była ta wartość zastanego przeze mnie deficytu budżetowego w 2019 roku.

Więc co dalej z rynkiem w Janowie? Są nowe plany w tym względzie?

W związku z tym, że mieszkańcy mieli inne oczekiwania ogłosiliśmy konkurs architektoniczny, który przeprowadziliśmy z katowickim oddziałem Stowarzyszenia Architektów Polskich. Konkurs poprzedziliśmy konsultacjami społecznymi. W tym konkursie wyłoniliśmy docelową koncepcję. Oczywiście wymagała ona pewnych korekt. Na tę chwilę podpisaliśmy już umowę na przygotowanie projektu budowlanego. Pracujemy nad tym na bieżąco, a już ostateczne wizualizacje wkrótce będą gotowe. 

A kiedy spodziewa się pan rozpoczęcia prac budowlanych?

Chciałbym, by było to jak najszybciej oczywiście. Jestem jednak realistą. Nie uzależniam tego od pośpiechu, a bardziej możliwości pozyskania funduszy pomocowych. To warunek konieczny. Tak, jak podkreśliłem wcześniej, nie wyszliśmy do końca z tego kryzysu zadłużenia gminy. Mamy na plecach oddech tej straty, którą cały czas nasza gmina posiada. Nie stać nas, by tak duże inwestycje robić wyłącznie za własne pieniądze. A koszt oscylowałby wstępnie w okolicach 5 mln zł. Oczywiście liczymy tutaj na nową perspektywę unijną 2021-2027. Między innymi ten projekt zgłosiliśmy do realizacji.

Jak jesteśmy już przy planach, to co jeszcze macie w zanadrzu?

Strategicznym celem jest gazyfikacja gminy. Z kilku powodów. Po pierwsze chodzi o ekologię. Nasza gmina jest perełką na Jurze. Mamy wspaniały klimat. To ograniczenie niskiej emisji jest niezbędne. Alternatywne, gazowe źródło ogrzewania domów rozwiązywałoby problem smogu. Ponadto, jeżeli będziemy mieli gaz, to ograniczymy produkcję odpadów komunalnych. Wśród tych znaczną ilość ton stanowi przecież popiół ze spalania węgla. Ten tonaż wprost wpływa na cenę za odbiór odpadów. Czyli poprawimy jakość powietrza, a tym samym jakość życia mieszkańców. Czyste powietrze to mniej chorób układu oddechowego czy naczyniowego. Wybiegając dalej w tym proekologicznym kierunku, to planujemy również inwestycje w odnawialne źródła energii, zarówno na budynkach użyteczności publicznej, jak i gospodarstwach indywidualnych mieszkańców. Myślę, że środki unijne na te cele będą znaczne i będziemy mieli sposobność skorzystać z tych pieniędzy, na fotowoltaikę czy pompy ciepła.

Wspominał pan o odpadach komunalnych. Nawiązując do tego, to w gminie Janów był ostatnio spory problem z określeniem nowej stawki dla mieszkańców. Radni nie przyjęli zaproponowanych przez pana stawek. Uchwalili swoje, kilka złotych niższe od tych, które wyliczył urząd. Z czego wyniknął taki rozdźwięk?

Niestety tak jest, że temat śmieci jest wdzięcznym tematem uderzania w wójtów. Nie tylko we mnie, ale dotyczy to większości samorządów. Problem wziął się z ceny, którą uzyskaliśmy w przetargu na odbiór i zagospodarowanie odpadów komunalnych z terenu naszej gminy oraz niezrozumienia, jak ustawodawca określił obowiązki dla samorządów w tym temacie. U nas najniższa cena za odbiór i zagospodarowanie odpadów wyniosła 995 zł za tonę zmieszanych oraz posegregowanych. Kolejne oferty opiewały nawet na 1700 zł za tonę. Wygrała, co oczywiste, cena najniższa. Bardzo duże znaczenie w tym systemie ma całościowa ilość wyprodukowanych przez mieszkańców odpadów. Ustawodawca takie właśnie określił nowe zasady. Wcześniej płaciliśmy ryczałt, co było dużo korzystniejsze dla gminy. Przy płatności od tony drastycznie wzrosły nam należności, które musieliśmy płacić zakontraktowanej firmie. Zakładaliśmy koszty odbioru i zagospodarowania odpadów na poziomie około 100 tys. zł miesięcznie, a faktury zaczęły przychodzić, w zależności od miesiąca, na około 150-180 tys. zł, a dwie nawet na 197 tys. zł. Wzrost horrendalny. 

Skąd to się wzięło? Nagle pojawiło się więcej śmieci?

Zakupiliśmy wagę, zaczęliśmy te śmieci ważyć. Okazało się, że średnio mamy 170 ton odpadów miesięcznie. To razy stawka 995 zł od tony, to daje średnio około 169 tys. zł miesięcznie za odbiór odpadów. Tę kwotę musieliśmy więc podzielić na mieszkańców zadeklarowanych do systemu, co wyszło 33 zł za sam odbiór śmieci od mieszkańców. A ustawa narzuca na samorządy przecież jeszcze dodatkowe obowiązki. W opłatach dla mieszkańców muszą być uwzględnione jeszcze koszty obsługi systemu, jak również musimy przeznaczać pieniądze na proekologiczne kampanie edukacyjne czy likwidację dzikich wysypisk śmieci. Skalkulowaliśmy więc stawkę na poziomie 35 zł, by system się samobilansował, co również nakazuje ustawa. Tutaj samorządy mają związane ręce. Tak musi być, bo inaczej istnieje ryzyko naruszenia dyscypliny finansów publicznych.

Radni uchwalili ostatecznie 29 zł od mieszkańca? Przedstawili jakieś kalkulacje związane z tą stawką?

Nie, żadnej argumentacji merytorycznej nie zaprezentowali.

Czyli musi pan liczyć na cud, by mieszkańcy produkowali mniej śmieci, bo inaczej wyrwa w kasie gminy zrobi się bardzo duża?

Ustawa stanowi, że koszty jakie ponosi gmina na funkcjonowanie systemu powinny być w całości pokrywane z wpływów od mieszkańców. System powinien być samobilansujący się. Gmina nie może dokładać i nie wolno nam zarobić nawet złotówki na tym systemie. Jeżeli system się nie zbilansuje, to istnieje ryzyko zachwiania budżetowej równowagi. Liczę, że mieszkańcy rozważnie podejdą do tematu oddawania śmieci, w szczególności odpadów zielonych, których odbieramy bardzo dużo. Proszę, by trawę, liście, itp. w miarę możliwości zagospodarowywali we własnym zakresie. Jeżeli odpadów będzie rzeczywiście bardzo dużo, to dziura finansowa w systemie również będzie ogromna. Zobaczymy po pewnym czasie czy odpadów zielonych ubędzie, czy nie. 

To może o to chodziło radnym? O polityczną awanturę i by się pan na czymś potknął? Nowy wójt, nowa energia, pozyskane miliony złotych i ofensywa inwestycyjna. A tutaj kłody pod nogi, zgrzyty i nieprzychylność?

Trudno mi się wypowiadać na temat tego, co tak naprawdę chcą osiągnąć radni. Nie wszyscy oczywiście, ale ta decydująca większość. Współpraca z nimi jest trudna, wręcz jej nie ma. Przecież wszyscy widzą, że się bardzo dużo dzieje w naszej gminie odkąd objąłem urząd. Powiem tak, w poprzedniej kadencji powstały cztery drogi asfaltowe o łącznej długości zaledwie kilkuset metrów. A tyko w samym 2020 roku wybudowaliśmy dziewięć dróg asfaltowych o łącznej długości prawie czterech i pół kilometra. Różnica jest ogromna. Radni tego nie chcą dostrzec, tak naprawdę nie wiem czego oczekują. Ja swojej niezależności nie sprzedam wchodząc w jakieś układy. Jesteśmy tutaj, by pracować dla dobra mieszkańców i to powinien być jedyny wyznacznik. Praca i współpraca. Dostałem w wyborach od mieszkańców wotum zaufania i to głos suwerena jest dla mnie najważniejszym odniesieniem oceny mojej pracy. A jak po drodze tej kadencji radni przegłosują referendum, gdzie ta ocena dokonań będzie konieczna wcześniej, to jestem na to przygotowany. Ja się opinii mieszkańców nie boję. Mam nadzieję, że radni również.

To na koniec przejdźmy do nieco przyjemniejszych kwestii. Gmina Janów słynie w całej Polsce ze swoich walorów turystycznych i krajoznawczych. Jak i czym po tej, miejmy nadzieję, mijającej pandemii chcecie na nowo ubogacić życie kulturalne i społeczne? 

Ten rok jeszcze będzie mocno ostrożny, w szczególności pod kątem eventów. Z przykrością muszę powiedzieć, że nasze słynne „Święto Pstrąga” raczej się w tym roku jeszcze nie odbędzie. Ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła, ale wiele czynników przemawia na nie. Dlaczego? To poluzowanie obostrzeń związanych z pandemią nie doprecyzowuje masowych imprez organizowanych w plenerze. Mamy za mało czasu, by wszystko właściwie przygotować. Skala przedsięwzięcia była zawsze ogromna. W te weekendy bawiło się u nas nawet po piętnaście tysięcy ludzi, więc sam pan rozumie, że by zapewnić wszystkim bezpieczne warunki, to wymagałoby nieporównywalnie dużych nakładów finansowych. Za dużo argumentów przemawia przeciw. Będziemy natomiast próbowali w lipcu zorganizować wspólnie z gminą Olsztyn zawody w randze pucharu polski w lotach balonów na ogrzane powietrze. I tutaj też oczywiście ograniczymy się tylko do rywalizacji sportowej, bez imprez towarzyszących, choć fajnych pomysłów w tym przypadku mieliśmy bardzo dużo. Może w przyszłym roku już będzie normalnie. Pomimo tych niezależnych od nas okoliczności, zapraszamy oczywiście na Jurę, do Janowa czy Złotego Potoku. Działa już zaplecze hotelowe. Jest piękna przyroda, ścieżki spacerowe i rowerowe, klimat, woda i wspaniała gastronomia. Cóż więcej nam teraz potrzeba? Zapraszamy. 

Newsletter

Koronagorączka w Mykanowie. Wójt apeluje o zaprzestanie hejtu wobec chorych i ich rodzin

Mykanów

Będą kosić i stawiać snopki. Starostwo szykuje na sobotę festiwal

Mykanów

Maskpol na krawędzi bankructwa? W sprawie spółki interweniuje były wicepremier i minister obrony

Panki

Pobiegną w szczytnym celu. Mieszkańcy Garnka chcą pomóc 13-latce wygrać ze śmiertelną chorobą

Kłomnice

Newsletter