Obserwuj nas

Blachownia

Wyszedł z domu i nie wrócił. Policja szuka 75-latka z Blachowni

fot. Komenda Miejska Policji w Częstochowie

Opublikowany

,

Funkcjonariusze policji prowadzą czynności mające pomóc w odnalezieniu 75-letniego Józefa Nowakowskiego. Mężczyzna wyszedł z domu 26 czerwca i od tego czasu ślad po nim zaginął.

75-letni mieszkaniec Blachowni nie posiada przy sobie dokumentów, ani telefonu komórkowego. Senior ma około 160 cm wzrostu, siwe krótko obcięte włosy i szczupłą budowę ciała. W dniu zaginięcia ubrany był w granatowe spodnie dresowe, ciemnozielony t-shirt i czarne półbuty.

Osoby posiadające jakiekolwiek informacje na temat miejsca pobytu Józefa Nowakowskiego proszone są o kontakt z Komendą Miejską Policji w Częstochowie pod numerem telefonu 47 85 812 55, 85 812 80 lub z najbliższą jednostką policji pod numerem telefonu alarmowego 112.

Blachownia

Raport, który chwali poprzedniczkę. Osiński kończy inwestycje, ale o utraconych szansach milczy

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Urząd Miejski w Blachowni

Raport o stanie gminy Blachownia za miniony rok miał być podsumowaniem pierwszego pełnego roku rządów burmistrza Cezarego Osińskiego. W dokumencie nie brakuje sformułowań o przywracaniu stabilności finansów, strategicznym zarządzaniu i rozwoju samorządu. Kiedy jednak spojrzeć na listę najważniejszych inwestycji, obraz staje się znacznie ciekawszy. Bo wiele zadań, którymi obecne władze mogą dziś się chwalić, to przedsięwzięcia wcześniej rozpoczęte, przygotowane lub finansowo zabezpieczone jeszcze w poprzedniej kadencji.

Sama gmina przyznaje w raporcie, że w 2025 roku kontynuowano oraz zakończono realizację wcześniej rozpoczętych inwestycji, obejmujących między innymi budowę żłobka, Izby Pamięci, muszli koncertowej, wodnego placu zabaw, skateparku oraz rozbudowę sieci kanalizacyjnej. To ważne zdanie, bo pokazuje, że nie chodzi wyłącznie o nowe pomysły obecnej władzy, lecz o domykanie procesu, który miał swoją historię, dokumentację, montaż finansowy i wcześniejsze decyzje.

Skala inwestycji była duża. W 2025 roku Blachownia zrealizowała łącznie 42 zadania i zakupy inwestycyjne za 29,2 mln zł. To około 30 proc. wszystkich wydatków gminy. Na pierwszy rzut oka wygląda to jak mocne inwestycyjne przyspieszenie obecnego burmistrza. W praktyce jednak znaczna część tej aktywności polegała na doprowadzeniu do końca przedsięwzięć, które nie pojawiły się nagle po wyborach, lecz były efektem wcześniejszych przygotowań.

Jednym z największych przykładów jest kanalizacja. W raporcie wskazano zakończenie budowy kanalizacji sanitarnej grawitacyjnej wraz z sięgaczami w Błaszczykach, Łojkach i Ostrowach. Całkowity koszt tej inwestycji wyniósł 5,9 mln zł, z czego aż 5,79 mln zł stanowiło dofinansowanie. 

Podobnie wygląda sprawa projektu „Na sportowo w Blachowni”. W 2025 roku zakończono budowę skateparku, strefy workoutu oraz wymieniono nawierzchnię asfaltową na koronie stadionu. Całość kosztowała 2,17 mln zł, przy dofinansowaniu z tzw. „Polskiego Ładu” w wysokości 1,95 mln zł. To kolejna inwestycja, którą dziś można pokazywać jako sukces obecnej kadencji, ale której źródła sięgają wcześniejszego cyklu przygotowań i pozyskiwania środków.

Najbardziej widowiskowym przedsięwzięciem był jednak projekt „Zalew atrakcji”. Objął budowę muszli koncertowej i centrum wystawienniczego po południowej stronie zalewu oraz parku wodnego po stronie północnej. Wartość całego zadania wyniosła 8,52 mln zł, z czego 6,93 mln zł pochodziło z „Polskiego Ładu”. Wizerunkowo to inwestycja, którą najłatwiej wpisać do opowieści o rozmachu obecnego zarządzania. Tyle że również tutaj raport mówi o zakończeniu inwestycji, a nie o jej wymyśleniu od podstaw w roku ubiegłym.

Na tej samej liście znalazła się budowa żłobka dla 40 dzieci do lat trzech przy Szkole Podstawowej nr 1 przy ulicy Bankowej. Gmina uzyskała na ten cel 2,83 mln zł dofinansowania z programu „Aktywny Maluch”. To inwestycja ważna społecznie, szczególnie dla młodych rodzin, ale także ona pokazuje ciągłość samorządu – obecna kadencja doprowadziła prace do końca, lecz fundament pod to zadanie powstał wcześniej.

Blachownia kontynuowała również kolejne zadania kanalizacyjne finansowane ze środków europejskich. Budowa kanalizacji w Łojkach ma planowaną wartość 3,44 mln zł, przy dofinansowaniu 2,40 mln zł, natomiast kanalizacja w części Blachownia-Błaszczyki została zaplanowana na 4,25 mln zł, z dofinansowaniem 2,98 mln zł. To pokazuje, że kanalizacja była jednym z najważniejszych kierunków inwestycyjnych gminy.

Budżetowo Blachownia zakończyła 2025 rok lepiej, niż pierwotnie zakładano. Dochody wyniosły 97,37 mln zł, a wydatki 97,06 mln zł. Zamiast planowanego deficytu gmina osiągnęła nadwyżkę w wysokości 300 tys. zł. Ten wynik dobrze wygląda w podsumowaniu, choć warto pamiętać, że wykonanie dochodów wyniosło 88,48 proc. planu po zmianach, a wydatków tylko 82,63 proc. Oznacza to, że część założeń budżetowych po prostu nie została wykonana w pełnej wysokości. 

Najbardziej wymagającym elementem raportu pozostaje zadłużenie. Na koniec 2025 roku dług gminy wyniósł 26,85 mln zł. Rok wcześniej było to 21,32 mln zł, co oznacza wzrost o około 5,54 mln zł. W przeliczeniu na mieszkańca daje to około 2271 zł. Raport określa ten poziom jako umiarkowany i bezpieczny, wskazując, że wzrost zadłużenia był związany z finansowaniem deficytu oraz dużą skalą inwestycji majątkowych.

Do tego dochodzi jeszcze administracja. Na koniec ubiegłego roku w Urzędzie Miejskim w Blachowni zatrudnionych było 56 osób, w tym 46 na stanowiskach urzędniczych. W 2025 roku przeprowadzono też osiem konkursów. Dla porównania, jesienią 2024 roku lokalny portal informował o 51 osobach pracujących w magistracie i opisywał to jako najwyższy poziom zatrudnienia w historii urzędu. Marek Kułakowski, były miejscowy radny i dziennikarz, podawał na swoim blogu, że w poprzedniej kadencji urząd funkcjonował przy 45 pracownikach. Osiński struktury administracyjne powiększył więc w ogromnej skali.

Właśnie dlatego raport o stanie gminy Blachownia za 2025 rok można czytać dwojako. Oficjalnie jest to dokument obecnych władz, przedstawiający ich działania, wynik budżetu i listę wykonanych zadań. Politycznie jest jednak także mimowolną laurką dla poprzedniej burmistrz Sylwii Szymańskiej. Pokazuje bowiem, że wiele z najważniejszych inwestycji, którymi dziś może chwalić się obecna władza, było wcześniej zaplanowanych, rozpoczętych albo opartych na zewnętrznych środkach pozyskanych w poprzednim okresie.

Nie oznacza to, że obecnemu burmistrzowi należy odbierać zasługę za wykonanie. Dokończenie inwestycji także wymaga pracy, nadzoru, rozliczeń i pilnowania terminów. Problem zaczyna się wtedy, gdy z raportu próbuje się zbudować opowieść wyłącznie o własnym sukcesie, pomijając fakt, że najważniejsze efekty są w dużej części owocem wcześniejszego cyklu inwestycyjnego.

Tym bardziej że raport bardzo chętnie mówi o tym, co udało się zakończyć, ale dużo mniej miejsca poświęca temu, czego nie zrobiono lub z czego zrezygnowano. Najbardziej wymowny przykład dotyczy kanalizacji w Cisiu. Blachownia otrzymała blisko 5 mln zł z Krajowego Planu Odbudowy na trzeci etap budowy sieci kanalizacji sanitarnej wraz z sięgaczami w tej miejscowości. Wcześniej rada miejska zgodziła się nawet na zwiększenie limitu kredytu o 1,2 mln zł, właśnie po to, by zabezpieczyć wkład własny do tej inwestycji. Mimo tego, według relacji z posiedzenia jednej z komisji, burmistrz miał odpowiedzieć, że gmina inwestycji nie rozpocznie. I nie rozpoczęła. 

To już nie jest szczegół techniczny, lecz poważne pytanie o sposób zarządzania. Jeśli pieniądze zewnętrzne zostały przyznane, wkład własny zabezpieczony, a potrzeby mieszkańców pozostają oczywiste, to rezygnacja z takiego zadania nie jest zwykłą korektą planu. To decyzja, która może oznaczać zaprzepaszczenie jednej z najważniejszych szans inwestycyjnych w tej części gminy. I właśnie tej historii w raporcie brakuje najbardziej.

Podobne pytania można postawić przy zapowiadanym Orliku w Łojkach. Jesienią 2024 roku gmina informowała, że projekt budowy nowoczesnego kompleksu sportowego przy ulicy Długiej uzyskał 50 proc. dofinansowanie z Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej Ministerstwa Sportu i Turystyki. W praktyce oznaczało to 1,45 mln zł dotacji. Zapowiadano boisko piłkarskie, boisko wielofunkcyjne, zaplecze sanitarno-szatniowe, oświetlenie i zagospodarowanie terenu, a budowa miała rozpocząć się jeszcze w 2024 roku. 

Jeżeli więc inwestycja nie znalazła kontynuacji, a przyznana dotacja nie przełożyła się na realną budowę, to trudno mówić wyłącznie o sukcesach i rozwoju. Raport powinien bowiem pokazywać nie tylko przecięte wstęgi i zakończone zadania, ale również utracone możliwości. Zwłaszcza wtedy, gdy chodzi o miliony złotych zewnętrznego wsparcia, którego inne samorządy szukają latami.

I tu pojawia się właściwa puenta. Raport za 2025 rok bardzo dobrze pokazuje, że Blachownia kończy inwestycje rozpoczęte wcześniej. Jest więc wygodnym katalogiem efektów, które można dziś wpisać do dorobku obecnego burmistrza, choć ich scenariusz powstał w dużej części przed zmianą w ratuszu. Jednak ten sam raport milczy albo bardzo ostrożnie obchodzi tematy, które mogłyby popsuć tę opowieść. Przede wszystkim w kontekście kanalizacji w Cisiu i utraty blisko 5 mln zł z KPO, pytań o Orlika w Łojkach i wzrostu zatrudnienia w urzędzie.

Najkrócej mówiąc – obecna władza może chwalić się finałem cudzych inwestycji, ale powinna też umieć rozliczyć się z własnych zaniechań. Prawdziwy raport o stanie gminy nie powinien być laurką, a bilansem. Ten jednak za 2025 rok wygląda tak, że Osiński dużo inwestycji dostał w spadku po poprzedniej kadencji, wygenerował wyższy dług, a także zwiększył zatrudnienie w urzędzie. Do tego dochodzi jeszcze kilka niewygodnych pytań o pieniądze, które mogły pracować dla mieszkańców, ale mogą już do nich nie wrócić.

CZYTAJ DALEJ

Blachownia

Sesja z listą zaniedbań. Radni punktowali komunikację, drogi, pisma bez odpowiedzi i bałagan przy tężni

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Archiwum

Ostatnia sesja rady miejskiej pokazała, że katalog bieżących problemów zgłaszanych przez mieszkańców jest długi i coraz bardziej konkretny. Radni pytali o komunikację publiczną, opóźnione busy, trudności dzieci wracających ze szkoły, stan dróg, brak odpowiedzi dla przedsiębiorcy, niewykorzystane defibrylatory, problemy Nowej Gorzelni, dzikie wysypiska, przestarzały monitoring oraz miejsca, w których regularnie dochodzi do spożywania alkoholu i niszczenia przestrzeni publicznej.

Jednym z pierwszych tematów była komunikacja. Radna Ewelina Gajzler zwróciła uwagę na sygnały od rodziców, według których dzieci nadal mają problem z powrotem ze szkoły. Wskazywała również na głosy starszych mieszkańców, dla których dojazd do kościoła stał się kłopotliwy.

– Rodzice do mnie dzwonią, że w dalszym ciągu dzieci nie mają czym wracać ze szkoły w Łojkach do domu. I też starsi narzekają, że mają problem z dojazdem do kościoła, to znaczy nie mogą dojechać do kościoła i komunikacja jest skomplikowana – mówiła.

Radna zapytała także o naprawę mijanki na ulicy Wrzosowej oraz o działania w sprawie poszerzenia wjazdu do Konradowa. Z jej wypowiedzi wynikało, że część tematów była już wcześniej zgłaszana, ale mieszkańcy nadal czekają na konkretne decyzje i terminy.

Problemy komunikacyjne rozwinął radny Piotr Włoczek, który przytoczył wiadomość od mieszkańca dotyczącą kursów firmy Wesley. Chodziło o sytuację, w której bus miał przyjechać według starego rozkładu, mimo że zmiana obowiązywała już od kilku dni.

– Po zmianie kursu o godz. 7.23 z przystanku Cisie OSP na godz. 7.13. Dzisiaj ten kurs na przystanku OSP był opóźniony od ponad 10 minut. A po zapytaniu kierowcy dlaczego oraz czy rozkład na przystanku jest błędny, dowiedzieliśmy się, że pan jedzie według starego rozkładu. A o żadnej zmianie nic nie wie – zrelacjonował.

Samorządowiec podkreślał, że problem nie jest błahy, bo z komunikacji korzystają dzieci, osoby jadące do pracy oraz mieszkańcy załatwiający codzienne sprawy. Domagał się szybkiej reakcji urzędu i kontaktu z przewoźnikiem.

W dyskusji pojawiła się także propozycja, aby na gminnych rozkładach jazdy umieścić numer telefonu do przewoźnika. Włoczek przypomniał, że podobne rozwiązanie funkcjonowało wcześniej przy obsłudze realizowanej przez GTV Bus i mogło ułatwiać pasażerom szybkie zgłaszanie problemów.

Burmistrz Osiński zapowiedział kontakt z firmą Wesley i wskazał, że właścicielka przewoźnika powinna poinformować kierowców o zmianach. Jednocześnie przypomniał, że część kursów jest powiązana z komunikacją zewnętrzną, dlatego gmina nie ma pełnej swobody w natychmiastowym korygowaniu całego systemu.

Problem nie dotyczył tylko rozkładów, ale również synchronizacji z autobusami miejskimi z Częstochowy. Radny Sebastian Szczepaniak zwracał uwagę, że jeśli autobus MPK się spóźni, bus Wesley potrafi odjechać, pozostawiając pasażerów bez dalszego połączenia.

– Pasażerowie mają pretensje, że niestety zostają na przystanku i muszą czekać na autobus, bądź sami sobie organizować transport do domu – mówił.

Z kolei Ewa Contucci zgłosiła problem techniczny dotyczący busów. Jak relacjonowała, widziała pojazd przewoźnika, za którym unosiły się kłęby białego dymu. Poprosiła, aby przy kontakcie z firmą zwrócić uwagę również na ten aspekt.

– Bo dwa razy, mimo, że nie jeżdżę komunikacją taką miejską, natomiast już dwa razy widziałam busa i unoszące się kłęby białego dymu. Więc nie wiem, czy to są jakieś problemy techniczne z tymi busikami – pytała.

Kolejna grupa pytań dotyczyła dróg. Radny Szczepaniak dopytywał o naprawy ulic Pięknej i Dworcowej metodą patcherowania oraz o zapadliska na ulicy Biegańskiego. Zwrócił uwagę, że odpowiedź na jego interpelację mogła zawierać błąd co do technologii naprawy.

– Tam też w odpowiedzi było napisane, że ubytki na ulicy Biegańskiego będą naprawiane kruszywem. To chyba ktoś odpowiadający się pomylił. Bo tam chyba metodą zimno asfaltową trzeba naprawić te zapadliska, które są na ulicy Biegańskiego – mówił.

Do ulicy Dworcowej wrócił Marcin Matuszewski, przypominając sprawę jednego z przedsiębiorców.

– Na sesji 11 marca uzyskał zapewnienie, że dostanie odpowiedź od pana burmistrza na piśmie. Mija już ponad półtora miesiąca i ten właściciel firmy jeszcze tej odpowiedzi nie otrzymał od pana – wskazywał.

Osiński odpowiedział, że wiadomość została wysłana, a sprawa ulicy Dworcowej jest trudna z powodu rozmów z PKP i braku jednoznacznej odpowiedzialności po stronie podmiotów kolejowych. Wskazał też, że równolegle toczą się rozmowy dotyczące parkingu przy stacji oraz zgód na inne ulice.

Ważny wątek dotyczył defibrylatorów AED kupionych ze środków obronności. Matuszewski zwrócił uwagę, że urządzenia, które mogą ratować życie, nadal nie zostały rozmieszczone w przestrzeni publicznej.

– W innych miejscowościach widzę, jak jeżdżę, że są porozwieszane, a u nas w gminie one nadal leżą w szafie na drugim piętrze. Kiedy będą podjęte jakieś czynności, żeby te urządzenia, te defibrylatory, które mogą ratować ludzkie życie, były pozakładane u nas w gminie? – pytał zdegustowany.

Burmistrz wyjaśnił, że urządzenia zostały zakupione z określonych środków i ich udostępnienie wymaga zgody wojewody. Jak mówił, pismo w tej sprawie zostało już wysłane, a częścią sprzętu zainteresowane są również jednostki OSP.

Radny Matuszewski zasygnalizował również możliwy problem z piecem w szkole na Ostrowach. Jak przekazał, dyrektor placówki miał informować, że urządzenie może wymagać wymiany jeszcze w tym roku.

– Dyrektor ze mną na ten temat rozmawiał, nie wiem czy wytrzyma następną rozmowę. Prosimy pana kierownika z inwestycji, żeby mieli to na uwadze, że możliwe, że taka potrzeba będzie w tym roku do zrobienia – mówił.

Najobszerniejsze wystąpienie w wolnych wnioskach dotyczyło Nowej Gorzelni. Radna Ewelina Gajzner odczytała prośbę sołtys oraz mieszkańców, wskazując na szereg problemów, które – według autorów pisma – utknęły w urzędzie. Dotyczyły one między innymi budowy świetlicy sołeckiej, dróg wewnętrznych, miniaturowego parku, inicjatywy sołeckiej i braku terminowych odpowiedzi.

– Budowa świetlicy sołeckiej. Mamy już gotową konstrukcję drewnianą z dachem na ten rok. Między innymi wykonanie projektu. Pozwolenie na budowę będzie sfinansowane ze środków sołectwa. Między innymi z funduszu sołeckiego i budżetu obywatelskiego na ten rok. Sprawa utknęła w urzędzie – odczytała radna.

W piśmie wskazano również na nieprzejezdne drogi wewnętrzne, które mają być zarośnięte i nieutwardzone, co może utrudniać dojazd mieszkańcom oraz służbom ratunkowym.

Krytyczny fragment dotyczył korespondencji z urzędem. Autorzy pisma zarzucili brak terminowych odpowiedzi, negatywne rozstrzygnięcia i tworzenie formalnych przeszkód.

– Na niektóre pisma nie ma wcale odpowiedzi, a każda odpowiedź w obecnej kadencji jest negatywna. Nikt nie dąży do załatwienia jakiejkolwiek sprawy. Otrzymujemy tylko w odpowiedzi szereg przeszkód formalnych, które stwarzają sami urzędnicy – kontynuowała Ewelina Gajzner.

Przewodnicząca rady zaznaczyła, że również otrzymała pismo, ale w wolnych wnioskach trudno udzielać szczegółowych odpowiedzi bez obecności osoby, która je skierowała. Zaproponowano spotkanie z sołectwami, urzędnikami i przedstawicielami władz gminy.

W dalszej części sesji radni poruszyli temat śmieci i dzikich wysypisk. Sebastian Szczepaniak wskazywał, że co roku organizowane są akcje sprzątania, a mimo to w terenach wspólnych wciąż pojawiają się odpady. Pytał o możliwość objęcia części terenów monitoringiem lub fotopułapkami.

– Monitoring, który posiadamy, no on już nie spełnia wymogów monitoringu, który obowiązuje teraz. Ale też sobie musimy zdać sprawę, że to są rzeczy kosztowne – odpowiedział burmistrz Osiński.

Zgłoszono także powracający problem domku przy ścieżce edukacyjnej na Kubowicza, gdzie mieszkańcy mają znajdować potłuczone butelki po alkoholu. Radny Matuszewski podkreślał, że miejsce przeznaczone dla dzieci jest regularnie zaśmiecane i wykorzystywane przez osoby spożywające alkohol.

– Tam w tym domku siedzą i piją po prostu. To jest jedyne takie miejsce zadaszone i tam rano jest bałagan – mówił.

Radni rozmawiali również o okolicach Solanki. Z wypowiedzi wynikało, że problem nie ogranicza się do godzin nocnych. Zdarzenia mają mieć miejsce także w dzień, w obecności dzieci i rodzin korzystających z przestrzeni rekreacyjnej.

– W niedzielę w dzień, była godz. 14.00, przy Solance spał chłop. Kilka butelek piwa, obok na ławkach siedziały dzieci – relacjonował Matuszewski.

Sesję zakończył pozytywny akcent związany z akcją sprzątania. Radny Szczepaniak podziękował sołectwu Cisie oraz strażakom za uporządkowanie ulicy Zielonej w Trzepizurach i przyległego lasu przy drodze wojewódzkiej DW 492.

CZYTAJ DALEJ

Blachownia

Blachownia znów dołoży do komisariatu. Radni pytają, czy malowanie poprawi bezpieczeństwo

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Komenda Miejska Policji w Częstochowie

Podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej w Blachowni jednym z najbardziej kontrowersyjnych wątków okazało się dofinansowanie remontu miejscowego komisariatu policji. Choć w budżecie pojawiła się już kwota 25 tys. zł na ten cel, część radnych nie ukrywała zaskoczenia trybem procedowania sprawy i domagała się bezpośrednich wyjaśnień ze strony kierownictwa policji. W tle pojawiło się zasadnicze pytanie, czy poprawa warunków lokalowych funkcjonariuszy przełoży się na realne bezpieczeństwo mieszkańców.

Temat został podniesiony przy okazji dyskusji nad pismem komendanta częstochowskiej policji. Jeden z radnych zwrócił uwagę, że nie uczestniczy we wszystkich komisjach, dlatego chciał wiedzieć, czy dokument był wcześniej omawiany w ramach prac rady. Z kontekstu wypowiedzi wynikało, że środki zostały już wpisane do zmian budżetowych, co dla części samorządowców nie było oczywiste.

W zdecydowanym tonie sprawę skomentował radny Radosław Michalik. W jego wypowiedzi wyraźnie wybrzmiała wątpliwość, czy dofinansowanie remontu pomieszczeń komisariatu powinno odbywać się bez szerszej rozmowy o efektach, jakich rada może oczekiwać po stronie policji. Radny domagał się zaproszenia komendant na sesję i przedstawienia konkretnych argumentów.

– Serdecznie nalegam na zaproszenie pani komendant tutaj, żeby nam wyjaśniła, co konkretnie chcą remontować i jak pomalowanie pokoju zapewni większe bezpieczeństwo mieszkańcom Blachowni, biorąc pod uwagę ich wcześniejsze osiągnięcia. Niech przekona nas do tego, że mamy dać pieniądze na ten cel – mówił.

Gdy okazało się, że środki zostały już ujęte w budżecie, radny nie krył zaskoczenia. Jego reakcja pokazała, że przynajmniej część samorządowców nie miała pełnej jasności co do etapu, na którym znajduje się sprawa.

– Już daliśmy? Przepraszam, nie wiedziałem. Niemniej jednak nalegam na spotkanie z panią komendant – dodał Michalik.

Do tego głosu przyłączył się Piotr Włoczek, który zaproponował, aby prośbę o zaproszenie komendant nadać bardziej formalny charakter. W jego ocenie spotkanie powinno odbyć się jeszcze przed następną sesją lub najpóźniej podczas kolejnych obrad, ponieważ radni chcą zadać szereg pytań dotyczących funkcjonowania policji na terenie gminy.

Najważniejszy problem, jaki pojawił się w tej części dyskusji, dotyczył związku między planowanym wsparciem finansowym dla komisariatu a codziennym bezpieczeństwem mieszkańców. Radny wskazywał, że oprócz warunków lokalowych policji rada powinna rozmawiać o skuteczności patroli i reagowaniu na zgłoszenia.

– Jak poprawa warunków lokalowych w komisariacie będzie przekładała się na bezpieczeństwo w gminie – pytał Włoczek.

Samorządowiec przywołał konkretne przykłady miejsc, w których – według sygnałów mieszkańców, na które się powoływał – dochodzi do naruszania przepisów ruchu drogowego. Wymienił między innymi ulicę Bankową oraz okolice ulicy Sienkiewicza, gdzie problemem ma być parkowanie w pobliżu przejść dla pieszych i miejsc uczęszczanych przez dzieci.

– Poza tym chcielibyśmy zapytać, dlaczego patrole policji, które jeżdżą na terenie Blachowni nie reagują na łamanie ustawy o prawo o ruchu drogowym? – dociekał radny.

W kontekście ulicy Bankowej miało dojść do niebezpiecznej sytuacji z udziałem dziecka. Samorządowiec odniósł się również do kontroli prędkości, która miała nie wykazać przekroczeń, choć mieszkańcy zgłaszają zupełnie inne obserwacje.

– Jestem bardzo ciekawy. Może pani komendant tam to wytłumaczy – stwierdził.

Kolejny wątek dotyczył ulicy Sienkiewicza, w rejonie szkoły i kościoła. Według radnego problem parkowania w niewłaściwych miejscach jest tam powtarzalny i może stwarzać zagrożenie dla pieszych, w tym najmłodszych mieszkańców.

– Już mówiłem o tym na poprzedniej sesji. W części ulicy Sienkiewicza, tego odcinka, który właśnie będzie remontowany w pobliżu szkoły, kościoła, gdzie samochody notorycznie parkują w pobliżu przejścia dla pieszych, stwarzając realne niebezpieczeństwo zagrożenia zdrowia i życia dla pieszych – podkreślał wiceprzewodniczący rady.

Dyskusja o policji szybko połączyła się również z problemem porządku publicznego w centrum Blachowni. Wśród zgłaszanych spraw pojawiło się spożywanie alkoholu w przestrzeni publicznej, brak reakcji patroli oraz kłopoty z miejscami, w których regularnie gromadzą się osoby zakłócające porządek.

– Chciałbym, żebyśmy może porozmawiali o smakoszach spożywających alkohol tutaj niedaleko w parku. Funkcjonariusze policji przejeżdżają, ale kompletnie na to nie reagują – kontynuował.

W tym kontekście powrócił temat domku przy ścieżce edukacyjnej na ulicy Kubowicza oraz okolic Solanki. Radni wskazywali na potłuczone butelki, bałagan i obecność osób spożywających alkohol w miejscach, z których korzystają również dzieci i mieszkańcy spacerujący nad stawem.

Burmistrz Cezary Osiński przyznał, że problem jest znany i trudny do rozwiązania bez skuteczniejszych działań porządkowych. Wskazał, że spotkanie z komendant policji mogłoby być okazją do omówienia także tego typu spraw.

– Wszyscy sobie zdawaliśmy sprawę, że jeżeli ten domek tam powstanie, będziemy mieć problem, bo nagminnie on jest odwiedzany przez smakoszy. Znaleźli w jakiś sposób schronienie i to trzaskane szkło, rozsypany słonecznik. Jest z tym problem – skwitował Osiński.

Radna Olga Janas wskazała z kolei, że podobny problem udało się wcześniej ograniczyć w Wyrazowie poprzez mandaty. Jej zdaniem w takich sprawach potrzebna jest nie tylko rozmowa, ale również konsekwentne egzekwowanie przepisów.

– Po prostu trzeba ludzi ukarać – podsumowała dyskusję.

CZYTAJ DALEJ

Blachownia

Schody w Blachowni na miarę możliwości. Gres zniknął, wykładzina przykryła problem

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Materiał nadesłany przez czytelnika

W Blachowni najwyraźniej odkryto nową szkołę samorządowego remontu. Jeśli czegoś nie da się naprawić, można to przykryć. Dosłownie. Jak poinformował nas czytelnik, w Centrum Aktywności Obywatelskiej przy ulicy Sienkiewicza zamiast przeprowadzić porządną naprawę schodów, usunięto gres i zastąpiono go wykładziną.

Trudno o bardziej symboliczny obraz sytuacji. Obiekt, który z nazwy ma służyć aktywności obywatelskiej, sam zdaje się potrzebować aktywnej interwencji. Schody, czyli jeden z najbardziej podstawowych elementów budynku użyteczności publicznej, nie doczekały się rozwiązania, które można byłoby nazwać remontem z prawdziwego zdarzenia. Zamiast tego pojawiło się rozwiązanie zastępcze, doraźne i wizualnie mówiące więcej niż niejeden urzędowy komunikat.

Bo przecież schody są w samorządzie czymś więcej niż tylko ciągiem komunikacyjnym. To metafora. Jedni po nich wchodzą, inni schodzą, a w Blachowni najwyraźniej próbuje się po nich prześlizgnąć przez problem. Gres usunięto, wykładzinę położono i można udawać, że temat został załatwiony. Pytanie tylko, czy mieszkańcy mają traktować to jako remont, prowizorkę, czy może nowy standard wykończenia przestrzeni publicznej.

Według sygnałów, które trafiają do mieszkańców, w gminie ma brakować pieniędzy na bieżące naprawy. Jeśli to prawda, sprawa schodów w Centrum Aktywności Obywatelskiej staje się czymś więcej niż anegdotą o nieszczęsnym gresie. Pokazuje, że problemy techniczne w miejskich obiektach mogą być rozwiązywane nie tam, gdzie trzeba, lecz tam, gdzie akurat najłatwiej coś położyć, przykleić albo zakryć.

Oczywiście można powiedzieć, że wykładzina też jest jakimś rozwiązaniem. Tyle że równie dobrze można by przeciekający dach nazwać naturalną wentylacją wodną, odpadający tynk – odsłonięciem historycznych warstw budynku, a krzywe płytki – ekspresją lokalnej architektury użytkowej. Problem polega na tym, że mieszkańcy nie oczekują kreatywnej interpretacji usterek, tylko ich usuwania.

Najbardziej kłopotliwe jest jednak to, że mowa o miejscu publicznym, z którego korzystają ludzie. W takich obiektach liczy się nie tylko estetyka, ale przede wszystkim trwałość, bezpieczeństwo i elementarny szacunek do użytkowników. Schody powinny być wykonane solidnie, a nie sprawiać wrażenie, że ktoś próbował ugasić pożar wiadrem tapety.

Blachownia ma więc kolejny drobny, ale bardzo wymowny obrazek samorządowej codzienności. Niby nic wielkiego, tylko schody. Niby nie inwestycja za miliony, tylko bieżąca naprawa. A jednak właśnie takie sprawy najlepiej pokazują, jak działa lokalna władza, gdy nie ma kamer, przecinania wstęg i okazji do pamiątkowych zdjęć.

 

O wielkich strategiach, planach i wizjach rozwoju można opowiadać długo. Można mówić o aktywności, obywatelskości, nowoczesności i trosce o mieszkańców. Jednak potem przychodzi ktoś do Centrum Aktywności Obywatelskiej, patrzy na schody i widzi, że zamiast naprawy dostał wykładzinę. I wtedy cały ten samorządowy marketing schodzi piętro niżej. Na własnych schodach.

CZYTAJ DALEJ

Blachownia

Była wstęga, będą koszty. Osiński „ubił interes” ze starostą

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Urząd Miejski w Blachowni/Facebook

Oficjalne przekazanie jazu na zalewie w Blachowni miało być, według władz, „ważnym krokiem dla bezpieczeństwa i rozwoju infrastruktury”. Zamiast entuzjazmu pojawiła się jednak fala krytyki, a komentarze mieszkańców szybko ostudziły urzędowy optymizm. W tle tej decyzji coraz wyraźniej rysuje się jedno pytanie. Czy gmina właśnie przejęła realną wartość, czy raczej kosztowny obowiązek?

Uroczystość przekazania odbyła się z udziałem przedstawicieli powiatu i gminy. Nie zabrakło podziękowań i deklaracji o „porządkowaniu infrastruktury”. 

– To ważny krok dla dalszego rozwoju i właściwego zarządzania infrastrukturą wodną w naszej gminie – mówił wprost sam burmistrz Osiński.

Problem w tym, że dla wielu mieszkańców to nie żaden krok naprzód, lecz przejęcie ciężaru, którego powiat właśnie się pozbył.

Jeszcze pod koniec ubiegłego roku jaz został wyremontowany. Prace, warte ponad 107 tys. zł, objęły m.in. oczyszczenie urządzenia, zabezpieczenie elementów stalowych, naprawę betonu oraz wymianę zastawek. Obiekt doprowadzono do stanu technicznego zgodnego z wymaganiami, po czym… przekazano go gminie.

I tu zaczyna się zasadniczy problem. Jaz to nie ozdobny element krajobrazu, ale urządzenie hydrotechniczne wymagające stałego nadzoru, przeglądów, konserwacji i reagowania na awarie. Od teraz za wszystko odpowiada już nie powiat, a gmina, czyli w praktyce mieszkańcy blachowniańskiego samorządu.

W lokalnej przestrzeni publicznej coraz częściej pojawia się opinia, że starostwo „pozbyło się problemu”. Wprost ujął to Marek Kułakowski, znany częstochowski dziennikarz i były miejski radny.

– Zastanawiam się czy nasz, drogi burmistrz oszalał? Włodarz wyraża radość z przejęcia od powiatu jazu? Przecież to może oznaczać kłopoty, także te finansowe. W dodatku na stronie blachownia.pl czytamy: „To ważny krok dla poprawy bezpieczeństwa mieszkańców”. To co – gdy jaz był pod opieką starostwa to wtedy naszym mieszkańcom zagrażało niebezpieczeństwo? Nie ma co ukrywać – korki od szampanów strzelały, ale w starostwie. Powiat w końcu pozbył się uciążliwego urządzenia hydrotechnicznego – skomentował całą sytuację.

Podobnych głosów jest więcej, szczególnie w mediach społecznościowych. Pod oficjalnym wpisem urzędu mieszkańcy nie kryli rozczarowania, a momentami także ironii.

– Czyli podatnicy gminy Blachownia będą musieli teraz sami zapłacić za utrzymanie tego obiektu…. wielki to sukces włodarza gminy. Ech płakać się chce – napisał Krzysztof Adryjański.

– I to jest powód do przecinania wstęgi? – pytał Piotr Pałgan.

– Naprawdę groteska. Gdzie orkiestra? Gdzie kapelan jazu? – ironizował z kolei Piotr Knapczyk z uroczystości przecięcia wstęgi.

Jeszcze mocniej wybrzmiewa komentarz innego z użytkowników facebooka.

– Wielka feta już ma dziesiątki lat. Torty, szampany, impreza, cuda na kiju… co to przekazanie zmieni. Nic nie zmieni, dalej będzie to samo – napisał na profilu gminy.

Właśnie ten element, przecięcie wstęgi i celebracja, stał się dla wielu symbolem oderwania od rzeczywistości. W sytuacji, gdy mowa o przejęciu odpowiedzialności za infrastrukturę wymagającą stałych nakładów finansowych, uroczysta oprawa została odebrana jako co najmniej nieadekwatna.

Te głosy trudno zignorować, bo pokazują coś więcej niż tylko emocje. Pokazują brak zaufania do narracji, w której przejęcie kosztownego obowiązku przedstawia się jako sukces. Bo jeśli coś tu rzeczywiście zostało „uporządkowane”, to raczej odpowiedzialność – tyle że przeniesiona z jednego samorządu na drugi.

– Gmina nie przejęła prezentu, lecz trudny problem do codziennego pilnowania. Mieszkańcy od burmistrza Osińskiego powinni usłyszeć konkretne odpowiedzi. Kto dostanie korbkę do kręcenia jazem, kto  będzie stale nadzorował urządzenie, ile wyniesie utrzymanie takiego obiektu, jaki jest plan eksploatacji i kto weźmie odpowiedzialność, gdy pojawią się kłopoty. Bo przejęcie takiego obiektu to nie jest powód do radości, tylko początek kłopotów czyli ponoszenia kosztów, ryzyka i sporów o to, jaki poziom wody utrzymywać – wylicza Kułakowski. – Zamiast mówić o sukcesie, należałoby uczciwie powiedzieć, że gmina zawiesiła sobie kamień młyński u szyi, który może stać się źródłem problemów, sporów i dodatkowych wydatków z publicznych pieniędzy – podsumowuje.

CZYTAJ DALEJ

Blachownia

Koniec Domu Seniora w Blachowni. Mieszkańcy mówią wprost: Ktoś zawalił sprawę

Opublikowany

,

Piotr Biernacki

Z końcem marca w Blachowni przestanie działać Dzienny Dom Wsparcia dla seniorów w Prażynce prowadzony przez Polskie Stowarzyszenie na rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną. Placówka przez pięć lat była dla kilkudziesięciu starszych mieszkańców miejscem codziennej opieki, rehabilitacji i spotkań. Dziś seniorzy słyszą, że wszystko ma się zmienić. Co dokładnie? Tego wciąż do końca nie wiadomo.

Umowa między gminą a stowarzyszeniem wygasa 31 marca. Sprawa szybko stała się jednym z najbardziej dyskutowanych tematów w Blachowni. Pojawiają się pytania nie tylko o przyszłość seniorów, ale również o to, dlaczego do tej sytuacji w ogóle doszło.

Informacja o zakończeniu współpracy została przekazana seniorom podczas niedawnej wizyty kierownictwa Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Prażynce. W imieniu władz miasta przedstawiono tymczasowy plan przeniesienia zajęć i opieki do budynku przy ulicy Sienkiewicza 16.

– Z zapowiedzi wynika, że zajęcia mają odbywać się przed południem, przewidziany jest jeden posiłek dziennie, a czas pobytu seniorów będzie prawdopodobnie krótszy niż dotychczasowe osiem godzin. Nie padły jednak jednoznaczne odpowiedzi na podstawowe pytania: czy zajęcia będą odbywać się pięć dni w tygodniu i czy wszyscy obecni uczestnicy będą mogli z nich korzystać – informuje publicysta Marek Kułakowski, także były, blachowniański radny.

Dla osób, które przez lata przyzwyczaiły się do codziennego rytmu w Prażynce, to ogromna zmiana. Dotychczas mogli spędzać tam czas przez pięć dni w tygodniu. Były wspólne wyjazdy, spotkania integracyjne, zajęcia aktywizujące, rehabilitacja, porady prawne i zwyczajna, codzienna obecność drugiego człowieka. Była kawa, herbata i ciepły obiad. Dla wielu z nich to miejsce stało się drugim domem. Teraz ten dom zniknie. Pytanie, które dziś zadają seniorzy: co dalej?

Władze Blachowni zapowiadają, że nowa, docelowa placówka dla seniorów ma powstać w ramach programu rządowego „Aktywni Seniorzy” na lata 2026-2030. Program ma umożliwić uzyskanie nawet 80 proc. dofinansowania kosztów utworzenia takiej placówki, a jej prowadzeniem ma się zająć nowa „gminna jednostka budżetowa”.

– Przed uruchomieniem nowej formuły konieczne będzie przeprowadzenie drobnego remontu odświeżającego pomieszczenia. Prace te pozwolą dostosować przestrzeń do potrzeb seniorów, zapewniając im komfort i bezpieczeństwo – oznajmili miejscowi urzędnicy na stronie internetowej samorządu.

Kułakowski zwraca jednak uwagę, że zakończenie projektu było znane od dawna, a mimo to obecne władze nie przygotowały zawczasu realnego planu.

– Najważniejsze pytanie brzmi, dlaczego nie przygotowano tego wcześniej? Zakończenie projektu nie nastąpiło z dnia na dzień. Prezes PSONI już we wrześniu ubiegłego roku przypominała o zbliżającym się terminie zakończenia projektu. Potem jeszcze kilka razy. Odzewu urzędu nie było. Dziś seniorzy i ich rodziny mogą czuć niepewność, stres i zwyczajną ludzką złość, że coś, co dobrze funkcjonowało, teraz jest zamykane – mówi.

Jak dodaje, problemem jest, że konkurs na te środki nie został jeszcze ogłoszony przez wojewodę śląskiego. Oznacza to, że dopiero po jego ogłoszeniu gmina będzie mogła przygotować wniosek, a następnie, jeśli otrzyma środki, rozpocząć organizowanie placówki. W praktyce może to oznaczać długie miesiące oczekiwania. Podobne obawy wyrażają poprzednie władze.

– To nie jest temat polityczny ani wizerunkowy. To kwestia bezpieczeństwa, godności i codziennego życia starszych osób, naszych mieszkańców – zwracają uwagę, że komunikaty urzędu koncentrują się przede wszystkim na planach przyszłych projektów, a nie na rozwiązaniu bieżącego problemu. – Z informacji burmistrza wynika, że czekamy na konkurs, potem złożymy wniosek, potem powołamy jednostkę. Brzmi to mało wiarygodnie, bo skoro nie udało się utrzymać miejsca, które już funkcjonowało, to na jakiej podstawie mieszkańcy mają wierzyć, że gmina skutecznie stworzy od zera nową placówkę i zapewni ciągłość wsparcia? – dodają podkreślając, że obecnie działania urzędników zaczynają nabierać pozornego tempa, aby ratować nadszarpnięty po raz kolejny wizerunek obecnych władz.

CZYTAJ DALEJ

Blachownia

Kredyt był, pieniądze są, decyzji nie ma. Blachownia rezygnuje z kanalizacji mimo milionów z KPO?

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Freepik

Rada Miejska w Blachowni zwiększyła w połowie ubiegłego roku limit kredytu gminy o 1,2 mln zł, jasno wskazując cel tej decyzji. Chodziło o zabezpieczenie wkładu własnego do trzeciego etapu budowy sieci kanalizacji sanitarnej wraz z sięgaczami w Cisiu. Argument był prosty i jednoznaczny – bez tych środków gmina nie będzie mogła sięgnąć po pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy. Dziś wiadomo już, że środki z KPO zostały przyznane. Mówi się jednak też, że kanalizacji nie będzie, bo burmistrz Cezary Osiński nie zamierza realizować tej inwestycji.

Decyzja o zwiększeniu zadłużenia Blachowni zapadła przy uchwalaniu budżetu na 2025 rok. Rada Miejska zgodziła się wówczas na zaciągnięcie kredytu w wysokości 6,5 mln zł, co miało zapewnić płynną realizację zaplanowanych wydatków oraz dokończenie inwestycji kończących się w minionym roku. Kilka miesięcy później radni podjęli kolejną uchwałę – o zwiększeniu limitu kredytu o dodatkowe 1,2 mln zł. Tym razem uzasadnienie było bardzo konkretne, gdyż pojawiła się realna szansa na pozyskanie środków z KPO na kanalizację w Cisiu, a warunkiem koniecznym było zabezpieczenie wkładu własnego gminy.

Jak wynikało z komunikatów władz Blachowni, urząd marszałkowski miał zwrócić się do samorządu z pytaniem, czy gmina jest gotowa zrealizować inwestycję w przyspieszonym terminie – do 30 listopada ubiegłego roku. Odpowiedź była twierdząca, a środki na wkład własny zostały zabezpieczone. Mimo to żadne prace w terenie nie ruszyły.

Dziś wiadomo, że decyzja rady miejskiej nie była działaniem „na wyrost”. Blachownia otrzymała z Krajowego Planu Odbudowy blisko 5 mln zł na realizację trzeciego etapu budowy sieci kanalizacji sanitarnej wraz z sięgaczami w Cisiu. To środki z drugiej puli rozdysponowania funduszy KPO na inwestycje związane ze zrównoważoną gospodarką wodno-ściekową na terenach wiejskich. W tym rozdaniu do osiemnastu beneficjentów z województwa śląskiego, w tym Blachowni, trafiło łącznie 66,7 mln zł.

Problem w tym, że informacją o przyznaniu pieniędzy Urząd Miejski w Blachowni nawet się nie pochwalił – choć, patrząc na intensywność komunikacji w mediach społecznościowych, chwalenie się sukcesami nie jest samorządowi obce. Sprawa wypłynęła podczas posiedzenia komisji polityki społecznej, zdrowia, oświaty, kultury i sportu, promocji gminy i integracji europejskiej, które odbyło się 21 stycznia. Jak relacjonuje były radny Marek Kułakowski, jedna z radnych zapytała burmistrza wprost, czy wobec przyznania niemal 5 mln zł gmina rozpocznie inwestycję w Cisiu. Odpowiedź burmistrza Cezarego Osińskiego miała być krótka i jednoznaczna: nie.

W tym momencie sytuacja staje się trudna do obrony nawet na poziomie formalnym. Rada miejska zgodziła się na zwiększenie zadłużenia gminy właśnie po to, by umożliwić realizację tej konkretnej inwestycji. Środki zewnętrzne zostały przyznane. Mimo to burmistrz zapowiada rezygnację z budowy kanalizacji?

Na dziś nie ma odpowiedzi na pytanie, po co gmina zwiększyła kredyt o 1,2 mln zł, skoro kluczowy argument tej decyzji przestał mieć znaczenie. Nie wiadomo też, co stanie się z przyznanym dofinansowaniem. Czy Blachownia z niego zrezygnuje, czy jednak burmistrz ponownie zmieni stanowisko i „podejmie rękawicę”?

Pieniądze są. Zgoda rady była. Kredyt został zwiększony. Kanalizacji, decyzją burmistrza, nie będzie? To najkrótsze, ale i najbardziej wymowne podsumowanie tej historii. A na koniec pozostaje pytanie fundamentalne. Jeśli nie ma woli realizacji inwestycji, dlaczego zablokowano środki, które mogły z powodzeniem trafić do innych gmin?

CZYTAJ DALEJ

Blachownia

Dachował, uciekł i schował się do łóżka. Nietrzeźwego mieszkańca Blachowni odnalazł policyjny pies

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Komenda Policji w Częstochowie

W środowy poranek w Blachowni doszło do groźnie wyglądającego zdarzenia drogowego, w wyniku którego dachował samochód osobowy. Kierowca pojazdu zbiegł z miejsca kolizji, jednak daleko nie zdołał uciec – na jego trop policjantów skutecznie poprowadził pies służbowy „Wafel” z Komendy Miejskiej Policji w Częstochowie.

Do zdarzenia doszło kilka minut po godz. 5.00 na ulicy Słonecznej. Jak wynika ze zgłoszenia, kierujący peugeotem stracił panowanie nad pojazdem, wypadł z jezdni, uderzył w ogrodzenie prywatnej posesji, a następnie dachował. Mężczyzna opuścił pojazd i oddalił się przed przybyciem służb. Policjanci z Częstochowy natychmiast rozpoczęli poszukiwania sprawcy.

Na miejsce skierowano przewodnika psa tropiącego, asp. Krzysztofa Muś ze swoim podopiecznym – psem „Waflem”, wyspecjalizowanym w pracy na śladach zapachowych. Zwierzę szybko podjęło trop i doprowadziło funkcjonariuszy do jednego z pobliskich domów jednorodzinnych. Wewnątrz „Wafel” skierował się bezpośrednio do konkretnego pomieszczenia, gdzie w łóżku leżał zaskoczony wizytą policji 22-letni mężczyzna.

Ustalono, że to właśnie on kierował pojazdem w chwili zdarzenia. Badanie alkomatem wykazało, że miał w organizmie 1,5 promila alkoholu. Został zatrzymany, a policja prowadzi czynności wyjaśniające dotyczące okoliczności dachowania i ucieczki z miejsca kolizji.

Kierowanie samochodem w stanie nietrzeźwości jest przestępstwem zagrożonym karą do trzech lat pozbawienia wolności.

CZYTAJ DALEJ

Blachownia

Prawie promil przed ósmą rano. Nietrzeźwa matka z Blachowni wiozła trójkę dzieci do szkoły

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Komenda Miejska Policji w Częstochowie

Policjanci z częstochowskiej drogówki zatrzymali 42-letnią mieszkankę gminy Blachownia, która prowadziła samochód w stanie nietrzeźwości, przewożąc jednocześnie trójkę swoich dzieci. Badanie wykazało blisko promil alkoholu w jej organizmie. Kobiecie grozi kara nawet do pięciu lat pozbawienia wolności.

Do zdarzenia doszło we wtorek rano, kilka minut przed godz. 8.00, na ulicy Piastów w Blachowni. Policjanci zatrzymali do kontroli osobową skodę i już pierwsze podjęte przez nich czynności wzbudziły podejrzenia dotyczące stanu trzeźwości kierującej. Przeprowadzone badanie wykazało, że 42-latka miała w organizmie prawie promil alkoholu.

– Kobieta w tym stanie wiozła do szkoły trójkę swoich dzieci, w wieku 7, 9 i 13 lat. Mundurowi natychmiast odsunęli ją od dalszej jazdy, a dzieci zostały przekazane pod opiekę członkom rodziny – poinformowało biuro prasowe częstochowskiej komendy.

Zatrzymana mieszkanka gminy Blachownia odpowie za kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości. Policjanci zapowiadają również możliwość postawienia jej dodatkowych zarzutów związanych ze stworzeniem zagrożenia dla życia i zdrowia małoletnich.

– Sprawa zostanie przekazana do sądu rodzinnego, który oceni, czy zachowanie kobiety wymaga wdrożenia środków nadzorczych – dodają funkcjonariusze.

Policja po raz kolejny przypomina, że nawet niewielka ilość alkoholu wpływa negatywnie na koncentrację, koordynację ruchową i czas reakcji kierowcy. Nietrzeźwość za kierownicą stanowi jedno z najpoważniejszych zagrożeń w ruchu drogowym, szczególnie wtedy, gdy w samochodzie znajdują się dzieci, całkowicie zależne od odpowiedzialności dorosłych.

CZYTAJ DALEJ

Blachownia

Brak pomysłów, spadek inwestycji i rosnące koszty. Ostre oceny poprzednich władz: To budżet stagnacji

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Freepik

Projekt budżetu gminy Blachownia na 2026 rok stał się przedmiotem wartkiej dyskusji w samorządzie. Dokument przygotowany przez burmistrza Cezarego Osińskiego zakłada znaczący spadek wydatków inwestycyjnych, istotny wzrost kosztów bieżących – zwłaszcza w obszarze komunikacji publicznej i administracji – a także brak nowych, znaczących projektów infrastrukturalnych. Była burmistrz Sylwia Szymańska oraz były radny Marek Kułakowski nie kryją krytycznej oceny kierunku, w jakim zmierza gmina.

Najbardziej symboliczną liczbą w całym projekcie jest wartość wydatków majątkowych. W 2024 roku gmina przeznaczyła na inwestycje 28,56 mln zł. W planie na 2026 rok kwota ta wynosi 14,09 mln zł. To niemal 50 proc. mniej. W porównaniu jednak do prawie 50 mln zł boomu inwestycyjnego z roku bieżącego na projekty, które zostawiła po sobie Sylwia Szymańska, to prawdziwa przepaść. 

Wydatki majątkowe w 2026 roku koncentrują się niemal wyłącznie na dokończeniu budowy kanalizacji w Błaszczykach, Łojkach i Ostrowach za około 3,7 mln zł i modernizacjach źródeł ciepła w szkołach, szacowanych na około 8,5 mln zł. Do tego PSZOK za około 1 mln zł. Programy społeczne i edukacyjne zajmują niewielki procent wydatków, poniżej 1 mln zł. Brakuje za to jakichkolwiek nowych projektów drogowych czy infrastruktury sportowej. Gmina ma wydać tylko 100 tys. zł na przebudowę skrzyżowania DK 46 z ulicą Pocztową w Blachowni. Tylko tyle. Zero nowych dróg gminnych, zero chodników.

Była burmistrz Sylwia Szymańska zwraca uwagę, że projekt całkowicie odchodzi od dotychczasowej praktyki systematycznego modernizowania infrastruktury drogowej oraz wykorzystywania środków zewnętrznych do rozwoju gminy. Jej zdaniem tak niski poziom inwestycji „zatrzymuje rozwój Blachowni na kilka kolejnych lat, a brak inwestycji drogowych w planie na cały rok budżetowy jest „sytuacją bez precedensu w ostatniej dekadzie”. 

Jaskrawa dysproporcja dotyczy też wzrostu kosztów funkcjonowania komunikacji publicznej na terenie gminy. Ma ona w przyszłym roku pochłonąć ponad 3,6 mln zł. To wskazuje, że może być sporo drożej niż roku bieżącym. Sama umowa z Miejskim Przedsiębiorstwem Komunikacyjnym w Częstochowie to 1,5 mln zł, a dodatkowo przejazdy wewnętrzne – kolejne ponad 2,1 mln zł.

Projekt budżetu zakłada także wyraźny wzrost wydatków bieżących, szczególnie w administracji publicznej. Na jej funkcjonowanie przewidziano łącznie ponad 9,1 mln zł, z czego wynagrodzenia pracowników przekraczają 5 mln zł. 

– Administracja jest jednym z największych kosztów całego budżetu. Jej udział w wydatkach gminy jest nieproporcjonalnie wysoki, administracja „zjada” środki, które mogłyby iść na inwestycje – ocenia była burmistrz, której zdaniem proporcje te świadczą o przesunięciu priorytetów z rozwoju na utrzymanie bieżącego funkcjonowania gminy.

Marek Kułakowski zwraca ponadto uwagę na projekt wieloletniej prognozy finansowej, w której, jak zaznacza, brakuje nowych dużych inwestycji infrastrukturalnych, a poziom zadłużenia ma pozostawać na stałym, wysokim poziomie, około 26-27 mln zł. Wskazuje, że obecna propozycja budżetowa „nie realizuje żadnych nowych potrzeb mieszkańców” i stanowi „odwrót od dotychczasowej dynamiki inwestycyjnej”.

– Można pokusić się o stwierdzenie, że budżet na przyszły rok jest „utrzymaniowy”, pozbawiony kierunku rozwojowego. To najniższe inwestycje od wielu lat. Nie ma nowych dróg, ani chodników. Nie ma inwestycji sportowych. Nie ma nowych obiektów publicznych, o basenie nie wspominając. Nie widać środków na projekty zapowiadane jeszcze przed wyborami przez obecne władze, nie widać rozwoju przestrzeni miejskiej. Moim zdaniem w efekcie gmina będzie się cofać inwestycyjnie – podkreśla.

CZYTAJ DALEJ

Blachownia

Były radny punktuje burmistrza Blachowni. Osiński niczym odwrócony Midas?

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Miejski w Blachowni

Kiedy w maju ubiegłego roku Cezary Osiński (na zdjęciu z lewej obok swojego zastępcy Dariusza Wojciechowskiego – przyp. red.) obejmował urząd burmistrza Blachowni, jego krótkie, odczytane z kartki trzyminutowe exposé zakończyło się obietnicą, że „zaskoczy mieszkańców”. I faktycznie – półtora roku później wielu mieszkańców nie kryje zaskoczenia. Tyle że nie nowymi inwestycjami, lecz skalą niespełnionych deklaracji. Podsumowania dotychczasowych rządów dokonał Marek Kułakowski, były radny i doświadczony częstochowski dziennikarz, który prześwietlił kampanijny program włodarza i po półtora roku zderzył go z rzeczywistością.

Jak wskazuje Kułakowski, jednym z filarów kampanii Osińskiego była pływalnia – kompleks rekreacyjny z atrakcjami wodnymi dla rodzin. Dziś nie ma ani projektu, ani lokalizacji, ani finansowania. Mieszkańcy mają za to coraz większą wprawę w pływaniu… w morzu ogólników.

Podobny los spotkał zapowiedź „nowoczesnego brodzika z OZE”. Zamiast niego powstaje wodny plac zabaw – inwestycja zaplanowana, sfinansowana i rozstrzygnięta pod kątem przetargu jeszcze za kadencji poprzedniej burmistrz. Hasła o profesjonalnej infrastrukturze sportowej okazały się równie trwałe jak letnia mgła nad zalewem. Kluby sportowe otrzymały takie samo wsparcie jak przed zmianą władzy, a wyczekiwany Orlik w Łojkach przepadł mimo wcześniejszych przygotowań.

Powrót autobusów Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego w Częstochowie do Blachowni jest jedyną obietnicą z realną perspektywą wdrożenia. Problem w tym, że strategia finansowa burmistrza przypomina wróżenie z fusów, a rozmowy o transporcie bardziej teleturniej niż profesjonalne planowanie. Krytycy rządów Cezarego Osińskiego coraz częściej zwracają uwagę na jego słabą orientację w zakresie polityki ekonomicznej samorządu, co też swoim oponentom niejednokrotnie ułatwia sprawę sam włodarz formułując nieprzemyślane wypowiedzi.

– Nie wiem ile będzie kosztować transport publiczny. Może tyle samo, a może będzie taniej – mówił choćby podczas spotkania z kierownictwem MPK.

W dalszym podsumowaniu były radny nadmienia, iż nowa władza zapowiadała otwarcie na biznes. Efekt? Rosnące bezrobocie w gminie i dwa śniadania z przedsiębiorcami, które okazały się jedyną zauważalną aktywnością w tej sferze. Zamiast parków przemysłowych – parkowanie deklaracji. Zamiast ulg podatkowych – ulotniony entuzjazm inwestorów.

Spółka mieszkaniowa, nowe bloki, program komunalny – w kampanii brzmiało poważnie, ale dziś pozostaje w sferze opowieści o tym, „co miało być”. Tymczasem pierwszy realny projekt z poprzedniej kadencji, zakładający współpracę ze spółdzielnią, doczekał się wówczas ostrej krytyki. Dziś nie ma ani tamtego projektu, ani nowego – są jedynie kolejne rodziny czekające na mieszkania.

Kułakowski analizuje również to, co pozostało z obietnic dotyczących seniorów i osób z niepełnosprawnościami. Ta część podsumowania szczególnie uderza w wizerunek lokalnej władzy. Zapowiadano powołanie rady seniorów, program aktywizacji, pełnomocnika ds. osób z niepełnosprawnościami. Na logikę rzecz biorąc coś, czego wdrożenie nie powinno sprawiać jakichkolwiek trudności dla kogoś, kto ma jakiekolwiek pojęcie o zarządzaniu i dysponuje faktyczną wizją rozwoju samorządu. Tymczasem nawet gotowy projekt Środowiskowego Domu Samopomocy – z finansowaniem i dokumentacją – został zaniechany. Środki zwrócono, a wsparcie dla najbardziej potrzebujących przepadło.

Z analizy Kułakowskiego przebija się wyraźna aluzja – jeśli szukać widocznych efektów, łatwo wskazać dwa: wzrost zatrudnienia w urzędzie miejskim oraz wzrost zadłużenia gminy. Inwestycje? Symboliczne. Nowe projekty? Mgliste. Konkrety? Coraz trudniej znaleźć. Dziennikarz nie ukrywa, że po osiemnastu miesiącach rządów Cezarego Osińskiego mieszkańcy mają prawo czuć się zaskoczeni – choć raczej nie w sposób, jaki im obiecywano. Z lektury podsumowania dziennikarza, trudno uciec od wrażenia, że obietnica „zaskoczenia” została spełniona… ale w dość osobliwy i odwrotny sposób. Okazuje się, że nie jest to odosobniona ocena.

– Mieszkańcom obiecano zmiany, inwestycje i dynamikę, a faktycznie otrzymali statyczną kartę katalogową niespełnionych deklaracji, w której największą aktywność wykazują wydziały kadr i promocji. Burmistrz chciał zaskoczyć – i zaskoczył. Nie rozwojem, lecz skalą rozjazdu między słowami a czynami. Rozmawiając z mieszkańcami, coraz częściej, słyszę rozżalenie. Niestety, patrząc na działania podejmowane przez burmistrza Osińskiego trudno uciec od wrażenia, że miastem i gminą kieruje dzisiaj swoisty anty-Midas. Tylko, że Czarek nie zamienia niczego w złoto, wręcz przeciwnie – czego się nie tknie zmienia w katastrofę – mówi pragnący zachować anonimowość jeden z obecnych radnych.

Z całością analizy Marka Kułakowskiego można zapoznać się tutaj.

CZYTAJ DALEJ

Blachownia

Urzędnik na urzędniku i grubo ponad sześćset tysięcy złotych więcej na płace

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Fotolia

Wygląda na to, że Blachownia staje się poligonem doświadczalnym dla administracyjnych eksperymentów. Podczas gdy inne samorządy szukają oszczędności i starają się racjonalizować koszty, tutaj priorytetem wydaje się być rozbudowa urzędniczej armii. Bo jeśli coś nie działa – najłatwiej zatrudnić kolejną osobę, która być może wyjaśni, dlaczego nie działa.

Burmistrz Cezary Osiński od początku swojej kadencji zdaje się wierzyć, że receptą na bolączki gminy jest powiększanie zespołu. Najpierw, w lutym, podniósł dopuszczalny limit zatrudnienia do 57,5 etatu, a niedawno poszedł krok dalej – kolejne zarządzenie przewiduje już 59 etatów. Jeszcze niedawno urząd funkcjonował przy 45 pracownikach. To oznacza, że w ciągu kilku miesięcy administracja urosła o blisko jedną czwartą.

Czy Blachownia w ciągu roku tak gwałtownie się rozrosła, że potrzebuje tylu dodatkowych biurek, foteli i komputerów? Trudno oprzeć się wrażeniu, że zamiast strategii rozwoju gminy, w Blachowni dominuje strategia rozrostu biurokracji. Urzędowy papier przyjmie wszystko, ale budżet już niekoniecznie.

Pod koniec sierpnia rada miejska przyklepała burmistrzowi zmiany w tegorocznym budżecie. Najbardziej rzuca się w oczy wzrost wydatków bieżących o blisko 830 tys. zł, z czego aż 640 tys. zł przeznaczono na płace i składki. Innymi słowy – to mieszkańcy sfinansują kolejne etaty.

Sytuacja finansowa wcale jednak nie wygląda różowo. Gdy Osiński obejmował urząd, niemal od razu sięgnął po kredyt, który w dużej mierze posłużył do bieżącej konsumpcji. Efekt? Zadłużenie gminy w zaledwie pół roku wzrosło z 18,2 mln zł (koniec 2023 roku) do ponad 21,3 mln zł. Według prognoz na koniec bieżącego roku ma sięgnąć już niemal 27 mln zł.

Taka ma być nowa Blachownia?

CZYTAJ DALEJ

Blachownia

W szpitalu w Blachowni mają już cyfrowy aparat rentgenowski. Będą krótsze kolejki i szybsze wyniki?

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Szpital im. Rudolfa Weigla w Blachowni

W Szpitalu im. Rudolfa Weigla w Blachowni zakończono właśnie modernizację pracowni RTG. Inwestycja obejmowała wymianę dotychczasowego wyposażenia i zakup nowoczesnego aparatu rentgenowskiego opartego na w pełni cyfrowym systemie obrazowania. Dzięki temu pacjenci mają zyskać szybszy dostęp do badań i wyników, a personel medyczny narzędzie ułatwiające codzienną diagnostykę.

– Modernizacja pracowni to kolejny krok w podnoszeniu standardów diagnostyki obrazowej w naszym szpitalu. Chcemy zapewnić pacjentom wysoką jakość opieki, także na etapie diagnostyki, która często decyduje o dalszym postępowaniu medycznym – podkreśla Dominik Słowik, dyrektor placówki.

Badania rentgenowskie należą do podstawowych i najczęściej stosowanych metod diagnostyki obrazowej. Pozwalają ocenić między innymi stan kości, stawów oraz niektórych narządów klatki piersiowej i jamy brzusznej. To badania szybkie, nieinwazyjne, a w wielu przypadkach kluczowe w diagnostyce urazów, bólów kostnych czy schorzeń układu oddechowego.

Nowy system w pracowni RTG blachowniańskiego szpitala umożliwia wykonywanie pełnego zakresu badań radiologicznych, w tym projekcji specjalnych oraz obrazowania kości długich dzięki funkcji łączenia obrazów. Oznacza to większą precyzję, a także krótszy czas oczekiwania na wyniki i większy komfort pacjentów.

– Zastosowane rozwiązania pozwalają uzyskać obrazy o wysokiej rozdzielczości przy jednoczesnej optymalizacji parametrów ekspozycji, co zwiększa bezpieczeństwo pacjentów – dodaje dyrektor Słowik.

Pracownia RTG po modernizacji realizuje badania w ramach umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia. Badanie można wykonać wyłącznie na podstawie skierowania wystawionego przez lekarza – zarówno w formie papierowej, jak i elektronicznej.

CZYTAJ DALEJ

Blachownia

„Dobry, życzliwy i zawsze uśmiechnięty” – tak wspominają zmarłego policjanta z Blachowni

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Komenda Miejska Policji w Częstochowie

W miniony czwartek odbył się pogrzeb asp. szt. Adama Plebanka, policjanta z Komisariatu Policji w Blachowni. W uroczystości wzięli udział bliscy, przyjaciele oraz liczne grono funkcjonariuszy i współpracowników. Kierownictwo formacji reprezentował insp. Dariusz Kiedrzyn, Komendant Miejski Policji w Częstochowie.

Asp. szt. Adam Plebanek miał 57 lat. Służbę w policji rozpoczął niemal 36 lat temu i przez cały ten czas związany był z Komisariatem Policji w Blachowni, gdzie pełnił funkcję oficera dyżurnego. 11 września przegrał walkę z ciężką chorobą.

– Jego odejście jest wielką stratą dla lokalnej społeczności i środowiska policyjnego. Był policjantem ambitnym, kompetentnym i oddanym służbie. Wszyscy, którzy znali Adama wspominają go jako ambitnego i kompetentnego policjanta. Był przy tym wszystkim dobrym, życzliwym i zawsze uśmiechniętym człowiekiem – mówiono podczas ceremonii pogrzebowej, która zgromadziła rodzinę, znajomych oraz koleżanki i kolegów z pracy.

W imieniu kierownictwa częstochowskiej komendy wieniec złożył insp. Dariusz Kiedrzyn, który podczas pożegnania wygłosił także słowa uznania i wspomnienia o zmarłym funkcjonariuszu.

CZYTAJ DALEJ

Blachownia

Nie żyje policjant z komisariatu w Blachowni

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Fotolia

11 września w wieku 57 lat, po ciężkiej walce z chorobą zmarł asp. sztab. Adam Plebanek, oficer dyżurny Komisariatu Policji w Blachowni. – Odszedł ceniony policjant, kolega i przyjaciel, pozostawiając w żałobie rodzinę, bliskich i współpracowników – poinformowało biuro prasowe Komendy Miejskiej Policji w Częstochowie.

Asp. sztab. Adam Plebanek służbę w policji pełnił przez 36 lat. W swojej wieloletniej policyjnej karierze dał się poznać jako empatyczna i profesjonalna osoba pełna optymizmu i pozytywnego nastawienia do życia. W codziennej służbie wyróżniał się optymizmem oraz pozytywnym nastawieniem do ludzi i otaczającej rzeczywistości. Od kilku miesięcy toczył trudną walkę z chorobą, którą niestety przegrał.

fot. Komenda Miejska Policji w Częstochowie

– Jego postawa i zaangażowanie stanowiły wzór dla współpracowników i młodszych policjantów. Jego śmierć to ogromna strata nie tylko dla formacji, ale i dla lokalnej społeczności, której przez lata służył – poinformowała częstochowska komenda.

CZYTAJ DALEJ

Blachownia

Mieszkańcy bez odpowiedzi na kluczowe pytania. Ile zapłacą za komunikację?

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Freepik

Spotkanie poświęcone przyszłości transportu publicznego w Blachowni miało rozwiać wątpliwości lokalnej społeczności i dać jasny obraz tego, jak od nowego roku będzie wyglądała komunikacja w gminie. Zamiast tego pozostawiło więcej pytań niż odpowiedzi. Burmistrz Cezary Osiński zapowiedział, w swoim stylu, zmiany, które mają „pozytywnie zaskoczyć”, ale na temat kosztów mówił wymijająco, unikając konkretów.

Przedstawiony mieszkańcom plan zakłada, że przewozy wewnętrzne obsłuży prywatna firma wyłoniona w przetargu, a do Częstochowy dojadą autobusy Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego w Częstochowie. Linia 22 miałaby zostać przedłużona do centrum Blachowni przez ulicę Długą i Piastów, natomiast linia 52 poprowadzona przez Ostrowy, ulicę Częstochowską i Wyrazów. Kiedy jednak padły pytania o koszty, rozmowa gwałtownie się urwała.

– Tutaj rozmawiamy wstępnie o komunikacji, a nie o pieniądzach, ile gmina zapłaci, ile wyniesie wozokilometr. Dzisiaj tego nie wiemy – odpowiedział z rozbrajająca szczerością Osiński na jedno z pytań, które padły z sali, wskazując jednocześnie, że wszystko rozstrzygnie przetarg.

Jednocześnie burmistrz w przypływie emocji tłumaczył, że gminę będzie stać na dwóch przewoźników, bo będzie dążył do tego, by zwiększyć dochody samorządu. Ponadto dla niego samego najważniejsza ma być „przyjazna komunikacja, a nie liczba kursów”. Niestety, konkretnego źródła tych nowych wpływów nie wskazał, a po pytaniu o tę kwestię zrugał byłego radnego Marka Kułakowskiego, wyzywając go, jak ten sam relacjonuje, od hejtera. 

Trzeba przyznać, że Osiński ma dość osobliwe poczucie humoru. Dla pasażera komunikacja przyjazna to przede wszystkim taka, która kursuje często, obejmuje wszystkie dzielnice i pozwala punktualnie dojechać do pracy czy szkoły. A ponadto, dla statystycznego blachowniańskiego podatnika, „przyjazność” to także całkowity i jak najniższy wydatek finansowy dla budżetu. 

W tej chwili Blachownia na komunikację publiczną wydaje około 2,4 mln zł rocznie. W tym zawiera się spora dotacja z Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych. Na MPK takiej dopłaty niestety nie będzie.

Podczas spotkania zabrakło więc kluczowych danych i konkretów, jak właściwie ma ta komunikacja wyglądać, jaka będzie siatka połączeń po gminie i jak wszystko zostanie ze sobą ostatecznie zgrane? Zamiast tego, Osiński zapowiedział konsultacje i przeprowadzenie ankiety wśród mieszkańców. Czy zatem będą musieli oni wróżyć z fusów, czy może do tego czasu coś się w końcu wyklaruje? 

Dyskusja o nowych liniach autobusowych bez znajomości ich kosztów przypomina planowanie podróży „na gapę”. Trzeba czekać i liczyć, jak podnosił burmistrz, że „po przetargu może być taniej”. 

Nowa wizja transportu publicznego w Blachowni jawi się dziś bardziej jako polityczna fantazja burmistrza Osińskiego niż realny projekt oparty na twardych liczbach. Chyba nie tak samorząd powinien traktować mieszkańców. W końcu to oni ostatecznie za wszystko zapłacą.

CZYTAJ DALEJ

Blachownia

Wstrząs w Blachowni. Urząd traci kluczową osobę odpowiedzialną za gminne inwestycje

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Urząd Miejski w Blachowni

Blachownia żegna jednego z najważniejszych ludzi w urzędzie. Michał Bednarczyk (na zdjęciu w środku), kierownik referatu inwestycyjnego i zamówień publicznych, złożył wypowiedzenie i z końcem sierpnia odejdzie z magistratu. Przez lata odpowiadał za realizację strategicznych przedsięwzięć, a w ostatnim roku stał się filarem całej administracji.

Bednarczyk był jednym z architektów inwestycyjnego sukcesu gminy jeszcze za kadencji burmistrz Sylwii Szymańskiej. Skutecznie prowadził projekty warte dziesiątki milionów złotych, sprawnie negocjował z wykonawcami i instytucjami finansującymi, a przede wszystkim gwarantował stabilność i profesjonalizm pracy urzędu.

Po zmianie władzy pozostał na stanowisku. Przez ponad rok towarzyszył Cezaremu Osińskiemu niemal na każdym kroku – podczas negocjacji, posiedzeń oraz spotkań dotyczących najważniejszych spraw gminy. Burmistrz nie ruszał się bez niego, bo to właśnie Michał Bednarczyk zapewniał przygotowanie merytoryczne i fachowe, intelektualne zaplecze.

Teraz urząd zostaje bez człowieka, który na wylot znał wszystkie procedury i spinał całość inwestycyjnej układanki. Tymczasem stawką są przedsięwzięcia infrastrukturalne finansowane ze środków zewnętrznych, wymagające ścisłej kontroli i terminowości. W dużej mierze to projekty przygotowane jeszcze w poprzedniej kadencji, które obecny burmistrz odziedziczył i musi doprowadzić do końca. Ich łączna wartość sięga kilkudziesięciu milionów złotych.

Odejście Bednarczyka to poważny wstrząs dla Blachowni. Gmina traci człowieka, który przez lata zapewniał ciągłość i bezpieczeństwo realizacji najważniejszych zadań. To również kolejny niepokojący sygnał, który zmusza do zadania pytania o powody odejścia urzędnika, jak i wewnętrzną atmosferę wśród pracowników magistratu. 

– Jeśli z urzędu odchodzą najlepsi fachowcy, to trudno mówić o przyszłości i stabilności rozwoju samorządu – komentuje gorzko w rozmowie z redakcją jeden z tamtejszych urzędników.

CZYTAJ DALEJ

Blachownia

Powiatowe dożynki tym razem w Blachowni. Chłopcy z Placu Broni gwiazdą wieczoru

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Freepik

W niedzielę Blachownia będzie gospodarzem jubileuszowych 25. Dożynek Powiatowych. To najważniejsze święto plonów w powiecie częstochowskim, podczas którego rolnicy i mieszkańcy wspólnie podziękują za tegoroczne zbiory.

Obchody rozpoczną się zbiórką delegacji gminnych z wieńcami i sztandarami. W samo południe w kościele pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski odprawiona zostanie nabożeństwo dożynkowe. Następnie barwny korowód przejdzie na miejscowy stadion, gdzie rozpocznie się część artystyczna i oficjalna.

Na scenie pojawi się między innymi Chór Pochodnia, Orkiestra Estradowa MDK oraz Powiatowa Orkiestra Dobrych Uczynków. W programie zaplanowano także prezentacje kół gospodyń wiejskich w trzech odsłonach oraz wręczenie nagród w konkursach „Produkujący Producent Rolny” i „Ekologiczna Zagroda”.

Wieczorna część wydarzenia upłynie pod znakiem koncertów. O godz. 18.30 wystąpi zespół The Clutches, godzinę później grupa Ludox, a po nich na scenie pojawią się Chłopcy z Placu Broni, jako gwiazda wieczoru.

CZYTAJ DALEJ

Blachownia

Mobilne planetarium Centrum Nauki Kopernik odkryje w Cisiu tajemnice nocnego nieba

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Centrum Nauki Kopernik

W przyszłym tygodniu Cisie na dwa dni stanie się miejscem, w którym będzie można spojrzeć w niebo w zupełnie nowy sposób. 18 i 19 sierpnia do Publicznej Szkoły Podstawowej im. Marii Skłodowskiej-Curie przyjedzie Planetobus z Centrum Nauki Kopernik. To niezwykły pojazd, który przemierza Polskę, by zabierać dzieci, młodzież i dorosłych w fascynującą podróż po kosmosie.

Planetobus kryje w swoim wnętrzu rozkładane planetarium. Namiot w kształcie kopuły o średnicy siedmiu metrów, może jednorazowo pomieścić około trzydzieści osób. Na półkolistym suficie wyświetlane są pokazy astronomiczne prowadzone na żywo przez edukatorów z Centrum Nauki Kopernik. Dzięki nowoczesnej projekcji można zobaczyć rozgwieżdżone niebo nawet w środku dnia, poznać zjawiska astronomiczne i odkryć sekrety konstelacji aktualnie widocznych nad Polską.

– By poczuć się jak astronom, wystarczy podnieść głowę i spojrzeć w niebo. Jak wyglądają gwiazdozbiory nieba wiosennego? Gdzie ich szukać? Kiedy nastąpi najbliższe częściowe zaćmienie Słońca? Podczas pokazów będzie okazja, by tego wszystkiego się dowiedzieć – zachęcają organizatorzy.

Uczestnicy poznają między innymi mgławicę M27 „Hantle”, mniej znaną nazwę Mgławicy Orzeł z gwiazdozbioru Węża oraz dowiedzą się, dlaczego w astrologii rzadko wspomina się o trzynastym znaku zodiaku – Wężowniku.

Jak podkreślają organizatorzy, astronomia jest dziedziną dostępną dla każdego. Do rozpoczęcia obserwacji nie potrzeba teleskopu ani specjalistycznego sprzętu, gdyż wystarczy bezchmurne niebo, miejsce z dala od świateł i odrobina cierpliwości. Pokazy mają zainspirować do takich właśnie samodzielnych odkryć.

Udział w wydarzeniu jest bezpłatny. Wizyta w Cisiu odbywa się w ramach programu „Nauka dla Ciebie”, realizowanego wspólnie przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Centrum Nauki Kopernik.

CZYTAJ DALEJ

Blachownia

„Nie mam już nic do stracenia”. Tylko innowacyjne leczenie w USA może uratować życie Wiktorii

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. zrzutka.pl

Wiktoria Rybak z gminy Blachownia od prawie dekady walczy z guzem mózgu. Gdy lekarze w Europie rozłożyli ręce, pojawiła się ostatnia szansa na eksperymentalne leczenie w Stanach Zjednoczonych. Czasu jest niewiele.

Wiktoria miała zaledwie kilkanaście lat, gdy w 2015 roku usłyszała diagnozę – guz pnia mózgu. Od tego momentu jej życie stało się nieustanną walką. Konsultacje w wielu szpitalach, biopsje, operacje, chemioterapie, radioterapie. Każda z metod dawała nadzieję na zatrzymanie choroby, ale guz za każdym razem wracał.

Najtrudniejszym momentem był rok 2017. Przeszła wtedy skomplikowaną kraniektomię i częściową resekcję guza. Po operacji spędziła ponad trzy tygodnie na oddziale intensywnej terapii, z czego dwa w śpiączce farmakologicznej.

– Lekarze kazali rodzinie się ze mną żegnać. Jednak wróciłam i krok po kroku uczyłam się od nowa mówić, chodzić, żyć – mówi Wiktoria.

Dwa lata temu guz ponownie dał o sobie znać. Leczenie chemioterapią przestało działać, a nowotwór rósł coraz szybciej. Wiktoria podjęła próbę immunoterapii w Niemczech, finansowanej dzięki ogromnemu wsparciu darczyńców. Niestety, terapia nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Choroba postępowała, a kolejną koniecznością była druga radioterapia. Tylko po to, by choć na chwilę spowolnić rozwój guza.

Dziś lekarze w Europie niestety nie mają już młodej mieszkance gminy Blachownia nic do zaoferowania. Pojawiła się jednak nadzieja na innowacyjne leczenie kliniczne w Stanach Zjednoczonych, prowadzone w ramach prawa „Right-to-Try”.

To program umożliwiający pacjentom w ciężkim stanie dostęp do eksperymentalnych metod, jeśli wyczerpali już wszystkie inne możliwości. Terapia, do której zakwalifikowano Wiktorię, opiera się na podawaniu antyneoplastonów oraz leków wspierających. Nie jest dostępna powszechnie, a decyzję o dopuszczeniu Wiktorii podjęto właśnie dlatego, że bez skutku przeszła już trzy operacje, dwie chemioterapie, dwie radioterapie i immunoterapię.

– Leczenie może dać mi życie. Niesie ze sobą ryzyko, lecz ja nie mam już nic do stracenia. To moja ostatnia szansa. Chcę walczyć – apeluje do wszystkich ludzi o dobrych sercach.

W internecie trwa zbiórka (tutaj) na pokrycie kosztów leczenia, które wynoszą ponad 1,2 mln zł. Każda złotówka i każde udostępnienie może zbliżyć Wiktorię do rozpoczęcia terapii. Czasu jest niestety niewiele, gdyż środki trzeba zebrać do końca sierpnia.

CZYTAJ DALEJ

NAJPOPULARNIEJSZE